Życie to wszystko co mam :
środa, 20 marca 2019

To 888 wpis na tym blogu.

Od dnia założenia go w dniu 16 sierpnia 2008 r. minęło 3868 dni, czyli 10 lat 7 miesięcy i 4 dni.

Pora coś zmienić. Okazja się nadarzyła.

Dziękuję spółce Agora i portalowi gazeta.pl za możliwość pisania. Za darmo. Blox był przyjazny, łatwo się pisało.

Dziękuję 12 osobom czytającym ten blog. Tyle było zapisanych na newsletter, więc tylko one wiedziały kiedy pojawiały się nowe posty.

Dziękuję niezliczonym bootom ze stron pornograficznych. System musiał mieć luki skoro nikt nie zatrzymał wejść. Dzięki temu mój blog kończę na 77 pozycji top 1000. Mam dziękować sztucznej inteligencji?;)

Dziękuję za przypadkowe odwiedziny. Dobrze jest sprawdzić inny punkt widzenia.

Dziękuję wszystkim innym, którzy zaglądali na blox.

Zmiany są dobre.

Dzięki zmianom zima minęła mi błyskawicznie. Ciągle ludzie nie dawali mi odpocząć. Częste odwiedziny, potem pranie i sprzątanie, chwila oddechu i znowu goście z noclegiem. Nie da się zasnąć. :)

Zastanawiałam się czy nie skopiować bloga na wordpress i go tam zostawić jako archiwum. Wiedziałam, że nie będę tam pisać. Bo nie.

Ciekawe, że mój pierwszy blog nadal wisi w archiwach. Nie zaglądam tam, ale mogę. Bloxa nie będzie nigdzie. W ubiegłym roku zamknięto blog.onet.pl. Czytałam kilka. Informacja o zamknięciu tamtej platformy pojawiała się przy każdym wejściu, o czym każdy czytelnik wiedział, nie tylko właściciele blogów. Było mi smutno, że krakowski artysta malarz nie przeniósł się nigdzie, a na tamtym blogu było pełno treści. Nie przyszło mi do głowy skopiować. Świetny materiał na książkę.

Statystyki wejść platformę blogger/blogspot uplasowały na 1 miejscu, potem był blox, a dopiero potem wp (można znaleźć ranking w necie).

Blogowanie jest fajne. Będzie w większym czy mniejszym zakresie.

Dlatego założyłam blog, skopiowano mi go i będę pisała w nowym miejscu jako bajka 1007 ;)

https://bajka107.blogspot.com/

Będzie wyglądał inaczej, zanim trafię na właściwy szablon. Póki co treść jest. Może sprawdzę czy jest wszystko, ewentualnie uzupełnię do końca kwietnia.

Na bloxie mnie już nie będzie, bo i po co.

Zapraszam :)



23:59, bajka107
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 marca 2019

Wiosenną energię poczułam już rano. Wyszłam na balkon przegonić gołębie, które szukają miejsce na gniazdo. Nie u mnie. Nie pozwalam.

Zauważyłam pierwszą zieloną roślinkę w doniczce.

To jest lawenda dwuroczna (chyba). Przestałam ją podlewać w listopadzie, więc jest sucha jak wiór. A tu proszę, mam początek trawnika, bo to chyba trawa. Ta doniczka jest jakaś dziwna. Z lawendą dostałam nasionko sosny. Teraz jest uschnięte. Ciekawe czy się obudzi jak zacznę podlewać?

Cebule nie są do jedzenia, bo wyrasta z nich szczypior. Jak najbardziej do jedzenia.

 

Nie miałam żadnych spotkań dzisiaj, więc na luzie wyszłam z domu, sprawdzić czy inni też czują wiosnę.

Spotkałam starszą panią 75+ ubraną standardowo w brudnobrązowy płaszcz, spódnicę w kolorze zgaszonej, brudnej zieleni, buty czarne, znoszone. Wyglądała smutno, jak wiele innych wiekowych osób. Gdy ją mijałam zauważyłam, że miała torebkę we wściekłoróżowym kolorze. Torebka była elegancka, niewielka i na tle czarnej torby na zakupy biła po oczach. Może ta pani dostała tę torebkę, albo kupiła za 2 złote. Widocznie w duszy jest małą dziewczynką, a dusza nie ma wieku.

Przypomniało mi się, że ja też ponad 10 lat temu kupiłam różową torebkę, której nigdy nie nosiłam. Mam ją w szafie, trochę wyblakła. Sentyment. Utnę jej rączki i będzie kosmetyczka.


Warto sprawdzić co w duszy gra. Kiedyś córka mojej znajomej zażyczyła sobie lalkę Barbie na komunię. Wszyscy zaczęli się dziwić, że jest już za duża na takie zabawki. Ona była niewzruszona. Zawsze o tym marzyła. Gdyby jej nie dostała na pewno kupiłaby sobie jako dorosła za zarobione pieniądze. Dostała Barbie. Marzenia trzeba spełniać.

Zanim komuś coś kupię to pytam. Często jest tak, że słyszę: nic nie chcę, wszystko mam, kup cokolwiek. Zapytaj o to samo dziecko, to się zdziwisz.

Pora dnia przed południem, to ludzi mało. Poszłam kupić sezam na osiedlowym ryneczku. Nikogo nie było, to dam zarobić. Gdy pani ważyła w ciągu minuty weszło 8 osób i zrobił się tłok i harmider. Już zapomniałam, że zawsze wokół mnie robi się tłok. Jak na chwilę przysnę, wtedy nie panuję nad energią, a ona płynie gdzie chce. Naprawdę nikogo w zasięgu wzroku nie było. Skąd się wzięli ci ludzie i weszli akurat do tego sklepu? Uwaga ciągnie do energii.

Dzisiaj wyjątkowo byłam czujna i skoncentrowana. Widziałam siebie w tej rzeczywistości, raz z wysoka, raz z boku. Jakbym oglądała film z sobą. Bardzo dobre uczucie, przynosi ciekawe doznania. Ludzie przyglądają się jakbym była z innego świata, bo nie pasuję do śpiących. A to tylko energia czujności. W tłusty czwartek kupowałam pączki. Przede mną stał pan, którego obsługiwała jedna ekspedientka. Mnie obsługiwała druga. Pączki były już w torebce i czekałam ile mam zapłacić. Ekspedientka była rozkojarzona. Musiałam ją „obudzić” żeby zapłacić. Na to pan przede mną mówi, że może za mnie zapłacić. Roześmiałam się i powiedziałam, że stać mnie na pączki i sama zapłacę. A ekspedientka na to, że „ta pani płaci za siebie”. Co to miało być? Pierwszy raz byłam w tym sklepie, więc nie wiem czy to norma, że ludzie płacą za innych. A może ten pan funduje zakupy innym. Taki kaprys.

Ludzie jeszcze śpią i nie czują wiosny. Trzeba ich szturchnąć, żeby się obudzili i zaczęli normalnie funkcjonować. Wtedy świat wygląda inaczej.

Wiosna jest i się rozpycha, żeby wszyscy ją zauważyli. :)

 

23:27, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 marca 2019

Ludzie wydają majątek, żeby się oczyścić. Jakby mieli z czego. Ich sprawa, ich pieniądze. Takie działania pomagają na chwilę, bo przecież ludzie wracają do swych przyzwyczajeń, jedzą to co zwykle, myślą to co zwykle. I nic w ich życiu się nie zmienia, chyba, że na gorsze.

Prawdziwe trucizny są w naszej głowie, myślach.

Gniew to trucizna.

Złość to trucizna.

Nienawiść to trucizna.

Chciwość i pycha to trucizna.

Zazdrość i zawiść to trucizna.

Pożądanie i pragnienia to trucizna.

 

To są skłonności, które metodycznie nas zatruwają, utrudniają nam spełnianie marzeń, niszczą duszę i zdrowie.

Są jak chwasty, które uniemożliwiają wzrost i odczucia radości i błogości duszy. To wrogowie człowieka.

Te trucizny są źródłem wszelkiego zmartwienia, smutku, nieszczęścia i problemów. Są jak dziury w łodzi, która zatonie zatapiając cię nieodwołalnie. A więc zatkaj wszystkie dziury.

Jad bhawam, tad bhawati - stajesz się tym, co czujesz.


Szczęście nie zaznajemy z powodu innych ludzi, nie ma go na zewnątrz człowieka. Sami jesteśmy przyczyną naszego szczęścia czy smutku. Dostrzeż to. Cokolwiek się dzieje, bądź spokojny. Bądź też dobry dla siebie i innych. Nie złość się na nikogo. Wiem, że czasami inni są denerwujący. Zatrzymaj się odetchnij głęboko i pomyśl, że negatywna reakcja szkodzi tylko tobie. Po co ci to. Nie krytykuj innych, bo przecież nie znasz motywów ich podłych działań. Oni są na zewnątrz i nie mogą cię skrzywdzić jeśli ich nie wpuścisz do siebie.

Mówi się: „Gniew jest twoim wrogiem, cierpliwość jest twoją tarczą ochronną, a szczęście jest twoim niebem.” Poczuj w sobie miłość i współczucie. To są biedni skrzywdzeni ludzie. Atakują ciebie, bo się boją. Świetnie to maskują.

Większość ludzi wikła się w nieistotne zmartwienia, niekończące się pragnienia, nieosiągalne ambicje.

Ludzie cierpią, ponieważ mają wygórowane pragnienia, marzą o tym, aby je spełnić i im się to nie udaje. Przywiązują zbyt duże znaczenie do świata materialnego. Cierpienia i smutku doświadczasz tylko wtedy, gdy wzrasta twoje przywiązanie.

Wszystko, co człowiek myśli i czuje ma swoje skutki też w świecie zewnętrznym.

Rzucenie w kogoś kamieniem wyrządza krzywdę, to widać. Nienawistne myśli wywołują gorsze rzeczy, bo trafiają wprost do duszy, raniąc ja jak strzała.

Kłamstwa działają na organizm jak nowotwór, który je niszczy. Każdy kto mówi prawdę wspomaga rozwój ludzkości, a kto kłamie zabija formy astralne (jak mówił Steiner) i w ten sposób paraliżuje część ewolucji. Każdy kto kłamie, stawia na swojej drodze przeszkody. Po co ci to. Życie ma być przyjemne.

Jeśli człowiek wie co mu szkodzi, to unikając tych zachowań wiedzie szczęśliwe życie.

Potrzebna jest zmiana postrzegania siebie i otaczającego świata.

Gdy budzisz się rano to jaka jest twoja pierwsza myśl?

Ja zawsze czuję wdzięczność, ogólną do wszystkiego. Zupełnie nie rozumiem porad w stylu: zapisz za co jesteś wdzięczny, przynajmniej 5 rzeczy, i każdego dnia. To dołujące. Są dni, że ciągle czujesz taką samą wdzięczność, a wymienianie zajęłoby ci cały dzień. Po co tracić czas na głupoty, to prosta droga do depresji, bo co się stanie jak kiedyś będę miała gorszy nastrój i nie poczuję za co jestem wdzięczna. Uczucie wdzięczności wylewa się ze mnie każdego dnia i nie mam pojęcia dlaczego. To tak jak prawdziwa miłość. Kochamy za samą obecność. Za co matka kocha swoje dziecko? Za to, że jest. Po prostu. Takie uczucia są budujące, rozwijające i uzdrawiające. Po co ci trucizna. Przecież życie jest piekne, a każdy pelni w nim jakąś rolę. Nie dopuszczaj do siebie trucizny.

Gniew jest jak picie trucizny i oczekiwanie, że umrze ktoś inny.



pierwsze kwiatki tej wiosny ;)


Na koniec smutna wiadomość o śmierci wokalisty Talk Talk Marca Hollisa. Specyficzny i niepowtarzalny głos odszedł na zawsze. Zostały nagrania.

 

Życie jest takie jakie je stwarzasz - Life's What You Make It.

youtube

Życie jest takie jakim sam je kreujesz.

Wszystko jest w porządku.

Jak w piosence It's My Life - To moje życie, ono się nigdy nie kończy.

 

 

poniedziałek, 25 lutego 2019

W książce Kurta Tepperweina szukałam wyjaśnienia kolejnej choroby na czyjeś życzenie. Coraz rzadziej to robię, bo ludzie niby chcą wiedzieć, ale nie chcą zmienić swojego nastawienia. I umierają.

"Przypadkiem" natknęłam się na hasło: strach. W tej książce choroby nie są ułożone alfabetycznie.

O strachu pisałam w 2014 roku, ale zupełnie od innej strony Strach 

Strach nie jest chorobą, ale może spowodować śmierć, a na pewno utrudnia nam życie.

Słowo "strach " pochodzi od łacińskiego "angustus" i oznacza "ściśle, ciasno".

Strach pojawia się wtedy gdy rozpatrujemy daną rzecz w zbyt ciasnych kategoriach. Pewne doświadczenia pamiętamy nie tak jak one wystąpiły w przeszłości. Gdy człowiek znajdzie się w takiej sytuacji ponownie to budzi się w nim strach. Gdy poszerzysz swoją świadomość o ten wrażliwy obszar to zniknie cały lęk. Lęki z dzieciństwa towarzyszą nam w dorosłości, przeszkadzają w dobrym życiu i hamują realizację naszych marzeń.

źródło: Eos-arts 

Strach ma wiele twarzy. Lękamy się trudności życiowych, katastrof, wypadków, bankructwa swojego interesu, utraty ukochanego człowieka lub śmierci. Media bardzo dbają, żeby człowiek ciągle czuł się zagrożony. Ludzie lubią się bać, bo nie wyobrażają sobie bez niego życia. Strach nie jest nam do niczego potrzebny, wystarczy zdrowy rozsądek, żeby nie wpaść w tarapaty.

Strach jest taką siłą, przez którą dotknięta nim osoba urzeczywistnia dokładnie to, czego się obawia i lęka.

Przykład z mojego życia.

Mam klienta, który ciągle narzekał, był zmęczony i nastawiony negatywnie. Patrząc na wystawiane przez niego faktury powiedziałam co może zrobić, żeby lepiej mu się wiodło w biznesie. Potem zauważyłam, że to robił. A po roku umarła nagle jego żona. Czuję się za to odpowiedzialna. Okazało się, że on biznes prowadził z żoną, a ona była bardzo obowiązkowa, ale strachliwa. Ciągle się bała, że przyjdzie kontrola i coś znajdzie. Usiłowałam to bagatelizować i mówiłam, że jak coś będzie to się naprawi. Bo przecież można popełniać błędy, albo się pomylić. Potem gdy firma zaczęła mieć więcej klientów, ona nie ogarniała już wszystkich spraw, była zmęczona, spadła na nią większa odpowiedzialność, trzeba było kogoś zatrudnić do pomocy. Nie dała rady. Strach ją zjadł. Więc teraz nie pomagam.

Czasem strach może pomagać, gdy trzeba szybko zareagować. Dzięki strachowi uciekamy z niebezpiecznych sytuacji lub miejsc ratując życie. Strach jest przeciwieństwem słabości.

Strach może szkodzić:

  • zmniejsza efektywność pracy umysłowej,

  • wywołuje schodzenia układu trawiennego,

  • powoduje choroby serca,

  • wpływa na podwyższony poziom cukru i tłuszczów we krwi,

  • powoduje uszkodzenie naczyń krwionośnych,

  • powoduje zanik radości życia.

Jedną z metod radzenia sobie z własnym strachem jest duchowe przeżycie sytuacji zagrożenia. Akrobaci, spadochroniarze kaskaderzy czy treserzy dzikich zwierząt wyobrażają sobie okoliczności, które wywołują lęk i nadają mu pozytywne zakończenie. W ten sposób gdy cos trudnego będzie miało miejsce oni będą spokojni, opanowani i będą właściwie reagować.

Szczególną formą strachu są fobie (obawa). Jest to strach obiektywnie bezpodstawny. Fobie wywołują przeżyte sytuacje i trzeba wrócić do przeszłości, do sytuacji, w której doszło do zafiksowania. Wtedy jest szansa, że fobia zostanie uzdrowiona.

Najbardziej powszechnym strachem jest strach przed śmiercią. Kto boi się śmierci, boi się również życia. Lęk przed śmiercią jest rezultatem własnego niespełnionego życia. Ten strach zniknie gdy w pełni zaakceptujemy własne życie i wszystko co nas spotyka.

Strach jest najsilniejszą przeszkodą w rozwoju, ponieważ uniemożliwia nam bycie tym, kim moglibyśmy być. Ten kto boi się śmierci, nie żyje naprawdę.


Jeśli unikasz tego, czego się boisz, strach za każdym razem będzie coraz większy. Strach znika, gdy jesteś gotowy, aby stanąć z nim "twarzą w twarz".

Strach pokazuje to, czego się obawiasz, po to, abyś mógł się tym zająć i nad tym pracować. Jest jak zwierciadło. Boisz się tego, czego nie chcesz do siebie dopuścić, choć powinieneś to uczynić, ponieważ w ten sposób mógłbyś być bardziej sobą.

Każdy strach wskazuje na sferę życia, którą trzeba przywrócić do harmonii. Strach znika sam z siebie w momencie usunięcia jego przyczyny.

Gdy ja czułam się kiedyś zagrożona to poszłam na krav magę. Czujność i refleks zostały mi do dziś. Poczucie zagrożenia zniknęło. Kiedyś musiałam mieć w domu tabletki od bólu głowy. Bo gdy zaboli głowa, to będą na miejscu. Głowa bolała mnie często, przynajmniej raz w miesiącu. A potem dowiedziałam się, że boląca głowa nie woła tabletki tylko wodę. Gdy zabolała mnie głowa to wypiłam szklankę wody, powoli. Przeszło. Od tamtej pory nie boli mnie głowa, tabletek nie mam, strach zniknął. A może to nie tabletka pomaga, a woda którą ją popijamy ;)

Strachu nie trzeba zwalczać, ani przezwyciężać, ponieważ jest ono tylko sygnałem, który zniknie sam z siebie, jak tylko uczynisz to, co konieczne.

Gdy np. Boisz się wody, to nie działa na ciebie, że to nic takiego. Nie wejdziesz i już. Trzeba wtedy usiąść blisko wody i obserwować innych. Po jakimś czasie możesz zanurzyć rękę, na krótko. A potem możesz się zanurzyć na płytkiej wodzie. Powoli. Możesz sobie też wyobrażać, że to robisz. W myślach nic ci się nie stanie. Do wszystkiego trzeba czasu i chęci pokonania swoich słabości.

Czyż nie na tym polega życie.

Gdy pożegnasz się ze strachem, odkryjesz, że spełnił swoją rolę. Dał ci poczucie spełnienia, poszerzył świadomość, uwolnił od urojeń, wyobrażeń niezgodnych z rzeczywistością i umożliwił ci powrót do teraźniejszości. Jesteś wolny :)

 

Praktyka Transerfingu

Gdy już niczego się nie obawiasz, to zacznij żyć i realizować swoje cele.

Dzisiaj miałam umówione dwa spotkania. Miałam być w jednym miejscu po 15, a w drugim miejscu miałam się spotkać z 2 osobami o 16. O 13 zadzwoniła jedna osoba i spytała czy mogłabym przyjechać o 15, bo ona ma umówionego lekarza. Zgodziłam się, bo termin u lekarzy nie może przepaść. Pomyślałam, że pojadę do niej na 15, potem pójdę do pierwszego klienta, pozałatwiam sprawę, potem pochodzę po sklepach, a na 16 wrócę w pierwsze miejsce do kolejnej osoby.

Trochę późno wyszłam z domu. Autobus co chwila stawał w korkach, myślałam, że się spóźnię. Ale wyluzowałam. Najwyżej się trochę spóźnię. Zaczęłam się przyglądać mojej rzeczywistości, widziałam numery tramwajów, numery rejestracyjne, ludzi w autobusie, co robili itd. Do pierwszej osoby weszłam za minutę 15. Osoba, z którą też się miałam spotkać, tylko o 16, dowiedziała się, że będę więc sprawę załatwiłam. Potem poszłam na spotkanie z klientem (po 15), a było 15 po 15. O godzinie 15.30 miałam wszystko załatwione. Zaczęłam się śmiać. Nie mogłam tego przewidzieć. Wysłałam jeszcze list, choć na pocztę miałam iść jutro. Czas został mi dodany :)

Teraz zawsze tak mam. Wytrenowałam się w podążaniu za rzeczywistością. Nie upieram sie przy swoim planie, bo utrudniam wtedy jego realizację.

A potem przechodzimy do realizacji większych celów.

Miłego tygodnia :)

 

23:55, bajka107
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 lutego 2019

Rano chciałam wyjąć talerzyk z szafki i wypadła mi torebka z foremkami do ciastek. Raczej mam porządek na półkach, ale czasem rzeczy tak się rozpychają, że same wypadają.

Skoro foremki wypadły to postanowiłam upiec ciasteczka. Nie miałam nic ważnego do roboty to przypomnę sobie jakiś przepis. Takie foremki używam do pierników, ale przecież to nie pora świąt. Postanowiłam zrobić zwykłe ciastka kruche ale dodałam trochę maku, bo lubię.

Gdy ciasto chłodziło się w lodówce, zadzwoniła znajoma, że wpadnie na kawę. Co za zbieg okoliczności ;) Skąd foremki wiedziały, że się przydadzą ;)

Tyle kształtów, a ja wybrałam jeden.

Znajoma obchodzi 30 rocznicę ślubu, a że wyprawia w lokalu to musiała potwierdzić udział wszystkich zaproszonych osób. W domu to nie ma problemu czy będzie mniej czy więcej gości.

Przy kawie i ciasteczkach miło spędziłyśmy czas i opowiedziała mi taką bajkę. W temacie i na dobry weekendowy nastrój.

Otóż pewna para po 60-ce świętowała rocznicę ślubu w restauracji. Było kameralnie i romantycznie. Gdy było słodko to pojawiła się wróżka i powiedziała: „Za to, że jesteście tak dobrym małżeństwem, przez 35 lat się wspieraliście, żyliście spokojnie i szczęśliwie, to spełnię jedno wasze życzenie.” Żona od razu zażyczyła sobie wycieczki dookoła świata z ukochanym mężem. Życzenie zostało spełnione i dostała dwa bilety na luksusowy statek.

Gdy mąż miał sobie czegoś zażyczyć to powiedział: To wszystko jest miłe i romantyczne, ale taka okazja zdarza się tylko raz w życiu. Przykro mi kochanie, ale życzę sobie, żeby moja żona była o 30 lat młodsza. Po chwili szoku i to życzenie wróżka spełniła i pan został 92 letnim mężczyzną.

Mężczyźni są niewdzięczni i zapominają, że wróżki są kobietami.

Zabawne :) Dla panów chyba mniej ;)

Znajoma gdzieś to niedawno usłyszała, a ja powtarzam. Mam nadzieję, że oddałam sens tej opowieści, jak w głuchym telefonie ;)))

Złota rybka też jest kobietą, a karma to suka.

Bądźmy wdzięczni za to co mamy. Albo uważajmy czego chcemy.

 

 

piątek, 22 lutego 2019

Drzewo jest najważniejsze dla istnienia człowieka. Bez wielu rzeczy człowiek może żyć, ale bez roślin umrze.


Skala zniszczeń jest ogromna, podobnie jak skala głupoty. Widać to w każdym mieście w Polsce. Drzewa są wycinane, bo komuś przeszkadzają. Zwykle przeszkadzają w betonowaniu miasta. Ludzie w miastach nie mają czym oddychać. Brak drzew powoduje, że powietrze jest nieoczyszczane. Rachityczne drzewka w doniczkach niczemu nie służą. Smog jest spowodowany błędnymi działaniami władzy, a nie paleniem w piecach. Ludzie od zawsze palili śmieci, a drzewa w nocy likwidowały ten problem. Bez drzew smog nie zniknie i zabierze ludziom życie.


Drzewo jest symbolem życia człowieka. Jesteśmy z drzewami związani na zawsze. One pokazują nam jacy jesteśmy i co mamy robić w życiu. Dla drzewa ważne są korzenie, bo utrzymują je przy życiu. I w życiu człowieka ważni są przodkowie. Im więcej się o nich dowie tym łatwiej ma w życiu. W genach mamy zapisaną naszą fizyczność, a rodzice, dziadkowie i pradziadkowie tworzą naszą osobowość. Ludzie odcinają się od swych korzeni i usychają z dala od nich.


Ten obraz pokazuje świetnie jak wygląda życie człowieka. Jak przemija, bo wszystko przemija. I zawsze jest piękne. To obraz Tomasza Alena Kopery, żyjącego polskiego malarza, który ma już swój styl. Jego malarstwo pobudza wyobraźnię i przenosi obserwatora w krainę wyobraźni. Gdybym miała wolną gotówkę to bym zakupiła parę z nich :) To kolejny malarz, który nie nazywa swoich dzieł. A to tak utrudnia ich rozpoznanie. Polecam przejrzeć internet.


Człowiek wtrąca się w ekosystem, a potem płacze. Wycięto już lasy tropikalne, wycina się puszcze na wszystkich kontynentach. Jakby człowiek stracił instynkt samozachowawczy. Protesty pomagają na krótko, a potem przekupstwo, szantaże i wycinka. Kiedyś drzewa umierały stojąc, teraz są mordowane piłami elektrycznymi. Brak drzew zmienia klimat na planecie. Wszystkie kataklizmy będą zasługą ludzi. I ludzie zginą.

Czy ludzie są głupi?

W wielu książkach czy w filmach zwraca się uwagę na drzewa. To są jakby podpowiedzi dla ludzi.


Była taki serial o usychającym drzewie i przepowiedni, że świat jaki znamy zniknie gdy spadnie ostatni liść. Walka o odzyskanie nasionka to cała fabuła serialu. Każdy znajdzie swoje drzewo.

Ten obraz Gustava Klimta jest mi bliski.

Pokazuje jak wygląda życie, jakie ma zawirowania, ścieżki, znaki. Można go kontemplować godzinami. Kto ma tyle czasu obecnie ;) Też tak rysowałam drzewo życia, ale nie mam talentu jak Klimt. Opisywałam wtedy życie Rivera tu Droga zycia 

Człowiek nauczył się zabijać innych ludzi patrząc im w oczy. To samo robi człowiek ze zwierzętami, choć one mogą uciec, zawyć lub ugryźć. Co może drzewo? Nie ma oczu ani rąk, nie wydaje głosu. Jest łatwym celem. Nikt im nie współczuje. Chyba, że usłyszy ich zmartwiony głos, jak ja kiedyś. Bez zwierząt człowiek przeżyje, a bez roślin nie. Bo one nie służą tylko do jedzenia, one zapewniają nam czyste powietrze.

Marcin Luter, zmarły 473 lata temu (18 lutego) reformator, wiedział, co w życiu jest ważne. Powiedział:

„Nawet gdybym wiedział, że jutro świat przestanie istnieć i tak zasadziłbym moją jabłoń.”


Drzewo łatwo wyhodować. Wystarczy nasionko, szyszka, listek, gałązka, cokolwiek.


Tak hoduję drzewko szczęścia. Ta roślinka wyrosła z opadniętego listka. Listek zwiądł, a w jego miejsce powstało nowe życie. Korzenie ma niewielkie, bo na razie żyje w kieliszku do jajek. Przyjemnie się obserwuje jak się zmienia.

To jak obserwować człowieka od dziecka do starości. Z konkretnego nasionka wyrośnie konkretne drzewo. Tak jest zaprogramowane. Człowiek też jest zaprogramowany i nie uniknie swego przeznaczenia. Gdy rodzi się kobietą, to do śmierci będzie kobietą. Jeśli człowiek uważa, że jest mądrzejszy od natury to może się zmienić. Gwałcenie praw natury jest cechą wielu ludzi, zwłaszcza na stanowiskach władzy.

Wszyscy słyszeli o drzewie życia w religii i o drzewie genealogicznym. To wszystko jest związane z ludźmi. Pomyślmy o tym, w wolnej chwili. Nie bez powodu powstają banki roślin.

Nie ma dinozaurów, są ptaki. Nie będzie drzew nie będzie człowieka.

Czy to ludzie ludziom zgotowali ten los?

 

23:38, bajka107
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lutego 2019

Nie każdy piecze chleb. Modne jest niejedzenie chleba, oskarżając go o tycie, nietolerancje pokarmowe itp. To nie chleb szkodzi, a dodatki do niego. Trzeba też mieć zdrowy stosunek do jedzenia, nie przejmować się tym za bardzo. Mój ojciec odkąd pamiętam codziennie je 2 kromki chleba i ma ciągle taką samą wagę. Je, bo jest głodny. Codziennie chodzi po gazety i po jedzenie, bez względu na pogodę.

Ja zaczęłam piec chleb, bo miałam dość chemikaliów dodawanych do niego. Jesz taki chleb i nic nie czujesz. A potem masz różne sensacje żołądkowe. Próbowałam nie jeść chleba ze sklepu, ale potem jadłam go więcej. Ciało pamięta i się tego domaga.

Ponieważ nie znam nikogo kto by mi upiekł chleb, musiałam się sama za to zabrać. Nie należę do pracusiów więc dostałam automat. Wystarczyło kupić mąkę, dodawać w odpowiedniej kolejności, a potem czekać 3,5 godziny, wyjąć, ostudzić i jeść. Wszystko samo się robiło. Jedyna praca to dokładne ważenie i przesiewanie mąki pszennej. Tylko we wszystkich przepisach w internecie zaleca się używanie mąki 650. W moich sklepach jest tylko mąka pszenna chlebowa 750. Dlatego nie zawsze chleby się udawały. Ale wszystkim smakowały.

Gdy po 2 miesiącach zapragnęłam chleba z mąki żytniej, okazało się, że powinnam zrobić zakwas. No to zrobiłam. To przecież tylko woda z mąką. Oczywiście straszą, że chleb na młodym zakwasie może się nie udać, ale na mnie takie straszenie nie działa. Pierwszy chleb upiekłam na 7 dniowym zakwasie i się udał. Zakwas trzymam w słoiku i zakręcam lekko. Gdy był tylko przykryty ściereczką to wysechł z wierzchu i musiałam wyrzucić trochę. Po upieczeniu chleba zakwas chowam do lodówki na 3-5 dni.



Zanim będzie się nadawał do pieczenia chleba trzeba go trochę ocieplić, dodać 2 łyżki mąki i 4 łyżki wody letniej przegotowanej, zamieszać i zostawić na 12 godzin. Pieczenie chleba trzeba zaplanować i odpowiednio wcześniej dokarmić zakwas. Nieustannie zakwas ładnie pachnie, bąbluje, żyje.

Mam 1,5 miesięczne doświadczenie, ale już widzę fałszywe przepisy w necie. Na 550 g mąki powinno być ok. 1 szklanki zakwasu. Gdy jest 1 łyżka zakwasu to chleb raczej nie urośnie. Gdy podany jest przepis na wykły chleb, a potem napisano, że można dodać ziarna to trzeba też dodać więcej wody. W przeciwnym razie chleb będzie zbity i wyjdą małe kromki. Gdy doda się więcej jak pół szklanki ziaren to robi się dziwny chleb, smakuje tylko z masłem.

Ostatnio piekłam chleb pszenno-żytni (255g na 255g) ze słonecznikiem (3ł) i siemieniem lnianym (2ł). Inne światło, bo inna pora ;)

Zużyłam prawie cały zakwas. Najwyżej zrobię nowy. W słoiku zostało go trochę na bokach i na dnie, jakieś 2 łyżki. Dokarmiałam go 3 razy przez 24 godziny zanim wstawiłam do lodówki. W międzyczasie postawiłam słoik obok foremki z wyrastającym ciastem mówiąc, żeby sobie popatrzył co z niego rośnie ;)

Po 10 godzinach chleb urósł bardzo i dotknął folii. Musiałam go trochę wyrzucić, bo nie da się zdjąć z folii wyrośniętego chleba. Powinnam mieć namiocik z folii, bo ciasto wyrasta bardzo.

Ten mieszany chleb smakuje każdemu. Naprawdę można się najeść 2 kromkami.

Jedynym minusem jest długie stygnięcie. Najlepiej 3 godziny. Jak zaczęłam kroić po 2 godzinach to nóż był cały oblepiony. Nie da się pokroić gorącego chleba na zakwasie, zwłaszcza żytniego. Też niektórzy nie radzą piec chleba tylko z mąki żytniej, a ja piekłam 300g z mąki 720 i 250g z mąki 2000. Wyrósł i był dobry.

Od 1 listopada nie kupiłam żadnego pieczywa w sklepie. Zupełnie mnie nie ciągnie. I czuję się świetnie. Nie przytyłam i mam większą świadomość w ciele, cokolwiek to znaczy. Spodobało mi się pieczenia chleba, zwłaszcza żytniego. Kupiłam za 6 zł miskę plastikową specjalnie do wyrabiania ciasta i zawsze piekę w keksówce 31cm. Zawsze też wykładam foremkę papierem do pieczenia, bo wyjmuje się natychmiast. Raz wysmarowałam czymś i obsypałam chyba otrębami, a potem chlebek nie chciał opuścić foremki. To nie błąd, to nauczka. Do chleba na zakwasie nie trzeba mikserów, wystarczy miska i łyżka, keksówka, a potem czekanie. Wszystko samo się robi. Gotowy chleb zawijam w ściereczkę, a potem w folię. Jest świetny. Ścierkę mam lnianą, albo bawełnianą. Jak wyprałam w 95 stopniach to się skurczyła akurat idealnie do chleba. Chleb musi oddychać, więc do szczelnego pojemnika go nie wkładaj. Zacznie parować i zbierze się woda na ściance. Oczywiście chlebek nie zdąży spleśnieć, bo zostanie zjedzony.

Traktuj chleb dobrze. To przecież pokarm dla naszego ciała.

Gdy sklepowy chleb ci przestanie smakować, albo ciało odmówi spożywania chleba z konserwantami, to zacznij piec samemu. Zawsze jest dobry.

 

piątek, 15 lutego 2019

Kilka dni temu spotkało mnie dziwne przeżycie. Gdy sobie siedziałam w spokoju i coś czytałam nagle w mojej klatce piersiowej coś zaczęło gruchotać, tykać i pukać. Tak jakbym coś miała u podstawy mostka. Ja wiem, że człowiek jest maszyną, ale nie dosłownie. Nie ma w ciele czegoś z mechanizmem, który może się popsuć i terkotać. To nie zegar. Uczucie było dziwne. Szybko przyłożyłam dłoń do klatki piersiowej, poczułam rozlewające się ciepło i chrobotanie ucichło.

Przypomniało mi gdy dawno temu miałam zapalenie ucha środkowego i wtedy też słyszałam różne dźwięki, ale w uchu. Lekarz w przystępny sposób wytłumaczył mi, że to stan zapalny i w uchu przelewa się zainfekowana woda. Przeżyłam, ale do dziś pamiętam to uczucie i zawsze po kąpieli usuwam wodę z uszu.

Teraz sytuacja była podobna. Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś miał takie przeżycia. Musiałam to sprawdzić.

Żyjemy w takich czasach, że nie trzeba lecieć do księgarni po atlas człowieka. Wystarczy zajrzeć do aplikacji np. human body. W układzie pokarmowym w tym miejscu jest przełyk. Ale akurat nic nie jadłam, więc to nie to. Potem jeszcze wyeliminowałam tchawicę i serce (jest niżej).

W układzie limfatycznym znalazłam w tym miejscu grasicę. Mały narząd, ale ważny.

 

W tym układzie są jeszcze migdałki, śledziona, węzły chłonne i naczynia limfatyczne. A więc cały układ odpornościowy. Kiedyś czytałam, że to są wrota, które pilnują zdrowia człowieka. Wiadomo, że jak się wytnie migdałki, to zwykłe przeziębienie może przerodzić się w zapalenie płuc. Nie ma żadnej ochrony. Bez śledziony też jest trudniej, ale część jej funkcji przejmuje trzustka (podobno). O grasicy wiedział już Leonardo da Vinci. Kupował ludzkie zwłoki, rozcinał je i badał, a potem rysował i opisywał. Zauważył on, że dzieci mają ten narząd, a starcy nie. Wtedy nie wiedziano jeszcze do czego służy ta „narośl”. Łacińska nazwa to thymus, od greckiego słowa thymos oznaczającego „brodawkowatą narośl”, która przypomina macierzankę. Thymos oznacza też „dusza” lub „duch” i przez starożytnych Greków grasica była uważana za siedzibę duszy i sił życiowych. Byli blisko, bo odporność to przecież mechanizm obronny organizmu, który zapewnia długie życie.

Bo grasica starzeje się i kurczy się z wiekiem. Waga maksymalna grasicy to 37g, a w wieku 75 lat już tylko 6g. Jest malutka, albo zanika zupełnie, albo zmienia się w tkankę tłuszczową i już przed niczym nie chroni. Grasicę niszczy chemio i radioterapia. Dlatego jest taka umieralność.

Teraz wiemy więcej. W 2 połowie XX w. zbadał ją naukowiec Jacques Miller i stwierdził, że grasica jest konieczna do powstania limfocytów T, specjalnych białych krwinek. To właśnie one chronią nas przed infekcjami, mogą zwalczać wirusy, infekcje i choroby autoimmunologiczne.

Zanikającą grasicę można odbudować wstrzykując do niej komórki macierzyste, albo wykonać przeszczep.

Grasica nazywana jest punktem szczęścia, bo odpowiada za witalność i sferę psycho-emocjonalną.

Jest ona w stanie spowolnić biologiczny zegar organizmu. Dzieje się tak, ponieważ grasica nie tylko gromadzi armię limfocytów T, ale także produkuje specyficzne hormony thymiczne, które poprawiają regenerację skóry i przyczyniają się do szybkiego odzyskiwania komórek. Jednym słowem, ten malutki organ odpornościowy wykonuje poważne prace nad odmłodzeniem całego organizmu.

Grasica potrzebuje codziennego uzupełniania białka. Po pierwsze jest materiałem budującym hormony, które produkuje, a po drugie, białka zwiększają aktywność komórek grasicy.
Preferowane powinny być białka zwierzęce (można je znaleźć w rybach, mięsie, serze), sprzyjają jej też produkty mleczne, spirulina, gryka, fasola.

Oprócz diety białkowej, grasica lubi zabiegi termiczne (sauna, ciepłe kompresy, olejki, maść). Immunolodzy nie zalecają jednak angażowania się w stymulację grasicy, ponieważ długotrwała aktywność nieuchronnie prowadzi do wyczerpania się organizmu, a to może wywołać efekt odwrotny. Tak więc rozgrzanie grasicy nie powinno być dłuższe niż 5-10 dni, najlepiej na krótko przed okresem przeziębienia.

Nie ma pojęcia dlaczego moja grasica zaczęła się zachowywać w taki dziwny sposób. Często pukam opuszkami palców klatkę piersiową, żeby nic mi w płucach nie zalegało. Dzieciom w czasie choroby tak się robi, żeby w płucach nic nie zalegało. Lata palenia papierosów mogły mi zniszczyć płuca. Spirometria jest dobra, ale robię tak na wszelki wypadek. Gdzieś przeczytałam, że w stymulacji grasicy pomaga kwarc różowy. Mam kilka takich kryształów.

Akurat ostatnio myłam kilka moich kryształów i wystawiłam na słońce. Położyłam jeden płaski kwarc na klatce piersiowej i pomogło. Chrobotania nie ma, czyli wszystko wróciło do normy. Na wszelki wypadek noszę je przy sobie.

Może to ostrzeżenie, żeby nic przy grasicy nie gmerać, nawet nieświadomie.

Dziwne to wszystko. Organizm człowieka jest taki wrażliwy, a przy tym silny i wyposażony w funkcję samoleczenia.

 

23:23, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 05 lutego 2019

Właśnie mija pierwszy dzień nowego roku chińskiego. Dzień był piękny, słoneczny. Pierwszy raz od miesiąca było widno. Napłynęło coś nowego. To się dzisiaj czuło.

Rok 2019 jest rokiem ziemnej świni. A więc będzie to rok świntuszenia albo robienia świństw, do wyboru. To będzie rok folgowania sobie na wszelkich polach. Ludzie będą jeść jak świnie, czyli do oporu. Jak już zaczną to nie będą chcieli przestać. Jak Jack Nicholson ostatnio zagryza_hamburgera_frytkami. Umiar to będzie rzadko używane słowo.

Żywiołem roku jest ziemia, ale jin, miękka, kobieca, łagodna. Świnka lubi przecież wytarzać się w błotku. Jeśli będą katastrofy związane z ziemią to raczej z winy człowieka i wody. Możliwe błędy w wykonaniu budowli, które mogą się zawalić. Może zapaść się ziemia podmyta przez podziemne wody. Mogą zejść lawiny błotne. Trzęsienia ziemi raczej rzadkie. Kierowcy niech uważają na mokrej nawierzchni, niech poskromią brawurę. 60 lat temu w roku ziemnej świni było trzęsienie ziemi w Yellowstone i przerwanie zapory we Francji – Zapora_Malpasset - dzieło człowieka.

Żywioł ziemi odpowiedzialny jest za śledzionę, żołądek i trzustkę. Kto ma z tym kłopoty powinien uważać i nie folgować sobie, bo może mieć problemy. A może upublicznione zostaną leki na choroby tych narządów. Będą nowe metody naprawiania tych organów. Najważniejsza jest śledziona, bo ona jest barometrem sił witalnych. Dbajmy o siebie. Jak zaczniecie imprezować to nastawcie budzik kiedy przestać. Będzie trudno. Nie pobłażaj sobie. Nie warto, bo warto długo żyć.

Świnki są też trochę leniwe. Jakże by inaczej. Skoro się najemy to trzeba pospać i odpocząć. Kto by myślał o ciężkiej pracy. Będzie dużo pijaństwa, narkotyków i dopalaczy. Dobra zabawa musi być „doprawiona”. O konsekwencjach się nie myśli.

Brawura nie będzie wskazana. Nie podejmuj pochopnych działań. Firmy oszustów będą kwitły. Uważaj na piękne słówka, bo możesz potem słono płacić za coś czego nie chcesz. Nie można się tłumaczyć omamieniem. Kredyty niewskazane, pieniądze się rozejdą, będziesz chciał jeszcze więcej.

Jak jest dobra zabawa to jest fajnie. Potem się budzimy i już tak fajnie nie jest. Łatwo o huśtawki nastrojów. Osoby depresyjne mogą postanowić wyzdrowieć i zobaczą światełko w tunelu. Poprawi się im nastrój, jeśli będą chciały. Nic nie trwa wiecznie, każda choroba może minąć.

W roku świni zawsze były aktywne ruchy niepodległościowe. W 1959 utworzono KOR. To czas rewolucji kubańskiej i powstania tybetańskiego, ale też narodziny lalki Barbie. Teraz Żółte kamizelki mogą odnieść sukces, jak zdobędą finansowanie. Wiele może się zmienić na świecie.

To w 1959 r. wprowadzono „bezmięsny poniedziałek”, bo były trudności z zaopatrzeniem. Mięso podrożało o 25%. Powołano wtedy inspektorów, którzy mieli tropić nadużycia w branży mięsnej. Do dzisiaj wiele polskich sklepów jest zamkniętych w tym dniu. Przynajmniej w mojej okolicy.

Poprzedni rok ziemnej świni na fotkach (pierwsze selfie?) można zobaczyć np. tu histografy ;)

Dobrego roku :)



23:23, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 lutego 2019

Jeśli czegoś bardzo chcesz, o czymś marzysz od lat to przestań o tym myśleć, bo tego nie dostaniesz. Gdy trzymasz Los w uścisku to nic dobrego się nie wydarzy. Zapomnij na chwilę (dłuższą) o swoich pragnieniach i zajmij się czymś innym. Żeby „nie myśleć o niebieskim”.

Zajmij się sprzątaniem, bo nadchodzi Nowy Rok Chiński (Księżycowy). Będzie to w drugi nów w tym roku, czyli we wtorek 5 lutego. Jest to najważniejsze święto w Chinach kultywowane od stuleci, a może dłużej. Kto handluje z Chinami wie, że teraz niczego od nich nie kupi (od 26 stycznia do 11 lutego). To święto jest dla nich ważne, a najważniejsza w życiu jest rodzina.

A więc odłóż na chwile swoje marzenia i zaczaruj swój los.

Trzeba dla niego zrobić miejsce, które ma być czyste.

Stare odchodzi, nowe u progu.

Zacznij sprzątać od góry do dołu. Czyli przejrzyj strychy (ja nie mam), szafki, a na końcu podłogi. Staraj się pozbyć jak najwięcej rzeczy, a na pewno śmieci. Są ludzie, którzy dadzą drugie życie twoim rzeczom, bo tobie już nie będą potrzebne. Ty robisz miejsce na nowe.

Dobrze jest posprzątać swoje miejsce pracy, pogodzić się z pracownikami, szefami.

Sprzątanie i wyrzucanie jest ważne, bo w pierwszych 3 dniach nowego roku tego się nie robi. We wtorek otwiera się szeroko drzwi, żeby nowa energia weszła i przez 3 dni się zadomowiła. Nie przepędzajmy jej ;)

Dobrze jest też spłacić wszystkie długi, żeby nie wchodzić w nowe z ciężarem. To trudne i często niemożliwe dla kogoś kto żyje od jednego kredytu do drugiego.

W dniach przed nowym rokiem powinno się pójść do fryzjera (ja byłam), ładnie ostrzyc.

Konieczne jest też w tych dniach kupno czegoś nowego z ubrania, można też kupić skarpetki czy buty i najlepiej z kolorem czerwonym.


Czerwień uważana jest za pomyślny kolor przyciągający dobrą energię. Czerwień symbolizuje ogień i dodaje energii w zastałym świecie. Marzysz o czymś, a energia czerwieni doda energii do ich spełnienia. O czerwonym pisałam tu Czerwony. 

Kupiłam sobie podkoszulki i zamierzam się ubrać w nowy rok. Buszowałyśmy dzisiaj po sklepach, ale trudno jest kupić coś ładnego, bo materiały są kiepskiej jakości. Czerwony jest takim kolorem, że nie każdy jest w stanie go nosić, jakby go parzył. Koleżanka jest właśnie taka i wymyśliła, że kupi sobie czerwoną wstążkę. Dla niej wystarczy. Może. Ona nie lubi zmian.

Dobrze jest kupić dzieciom coś czerwonego, bo przecież przyszłość dzieci jest dla nas ważna. Niech im się szczęści.

Dom i miejsce pracy powinno się udekorować świeżymi kwiatami i symbolami.

Można na kartkach napisać dobre słowa jak „szczęście”, „wspaniałe zdrowie”, „świetna praca”, pomyślność” i co tam w duszy gra. Mamy małe żółte karteczki i możemy je przyklejać w różne miejsca, żeby patrząc na dobre słowa, emanować dobrocią. Dobre przyciąga dobre.

Z symbolami chińskimi radzę uważać, jak nie znamy języka. Mogą nie przemawiać do nas tak jak do Chińczyków. Pomyłka w rysunku może wypaczyć znaczenie i przynieść coś przeciwnego do tego co sobie życzymy.

Ten czas powinniśmy spędzić z rodziną i świętować i ucztować. Błogosławić wszystko i dziękować za to co się ma.

A więc zajmij się porządkowaniem własnej przestrzeni i przygotuj się na dobre.

Idzie wiosna :)



22:22, bajka107
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 stycznia 2019

Od 3 nocy budzę się o 4:33 nad ranem. To jest pora gdy człowiek ma najniższą temperaturę. Ciekawe jaką. Nie sprawdzałam, bo musiałabym wstać po termometr. Może jest mi zimno.

Ostatnie noce są bardzo widne, księżyc zbliża się do pełni. Jasno świeci Syriusz, od księżyca w dół po lewo. A wyżej są Polluks i Kastor. Zawsze zaglądają mi do okna w jasną noc.

Dzisiaj między 4:33 a 8:00 miałam sen.

Czekałam w domu na kogoś. Zadzwonił i powiedział, że będzie o tej i o tej godzinie. Mniej więcej w tym czasie ktoś zadzwonił domofonem. Otworzyłam, gdy usłyszałam to ja. Już miałam otworzyć drzwi, ale coś mnie tknęło (zawsze ufam temu cosiowi, bo dobrze na tym wychodzę). Spojrzałam przez wizjer i zobaczyłam facecika. To mi przyszło na myśl gdy go zobaczyłam. Był niski, szczupły, jak chłopiec, ale miał ok. 50 lat. Żadnych znaków szczególnych, taki niepozorny, w żaden sposób nie do zapamiętania. Na twarzy miał maskę – okulary w czarnych kwadratowych oprawkach, duże czarne krzaczaste brwi i wąsy.

Skojarzyło mi się z gadźetem do przebrania na bal maskowy. Po co ktoś zakłada coś takiego w zwykłej sytuacji. Trochę mnie to rozśmieszyło. Bo jeśli jest strasznie to aż śmiesznie. Ten facecik stał na mojej wycieraczce i czekał aż mu otworzę. Spytałam: kim pan jest, do kogo? A on na to: proszę otworzyć. A niby dlaczego mam otwierać. Nie znam go więc nie otworzę. Facecik stał spokojnie i czekał. Wiedziałam, że nie wejdzie jak mu nie pozwolę, ale jakby wszedł to mnie zabije. Naprawdę tak pomyślałam. To był jego cel. Tylko po co ktoś miałby mnie zabijać. Co ja takiego zrobiłam. Zadzwoniłam na policję, że ktoś chce się do mnie włamać. Tylko, że to nieprawda. Gdyby naprawdę chciał wejść to kopnąłby w drzwi i wszedł, albo zastosował wytrych, czy coś podobnego. A on stał i czekał aż ja go wpuszczę. Może nie chciał robić hałasu. Zaczęłam się zastanawiać jak mu zrobić fotkę przez wizjer, czy to w ogóle możliwe. Nikt mi przecież w to nie uwierzy, zwłaszcza w ten dziwny kamuflaż. Potem usłyszałam sygnał policji. Facecik też usłyszał i zszedł na dół, ale nie widziałam, żeby opuścił klatkę. Policjanci zapukali do mnie, a ja ich nie wpuściłam. Powiedziałam, że skoro nie ma faceta, którego się bałam to dziękuję i do widzenia. Może byli w zmowie ;) Poszli. Chyba nie ma obowiązku wpuszczania do domu każdego kto zechce wejść. Zamknęłam jeszcze drzwi do przedpokoju na kluczyk. Obudziłam się.

Niepokój ze snu zniknął. Nie bałam się wyjść z domu. Nikt nie może mnie zmusić do czegoś czego nie chcę. Każdy może stać się winny czegoś. Można zobaczyć coś przypadkiem, zrobić zdrajcy fotkę czy znać kogoś nieodpowiedniego. Jak w filmie Wróg publiczny.

Każdemu można podpaść. A potem zapuka ktoś nijaki do drzwi ;)))

 

23:06, bajka107 , Sny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 stycznia 2019

Ostatni chleb jaki upiekłam to chleb cynamonowy. Zrobiłam to w zeszłym roku i od tamtej pory nic nie piekłam. Bo chleb był ohydny, obrzydliwy, suchy, niesmaczny, z niczym nie smakował, nawet z samym masłem. Gdy zostawiłam ten chleb dla ptaków, nikt go nie ruszył. Ani ptaki, ani żadne zwierzęta. Ten chleb był dla nich niewidzialny, jak coś nie do jedzenia. Gdy śnieg wszystko zasypał to powinny się na niego rzucić. Lubię słodkie pieczywo, jak chałka, rogale czy żulik, ale ten twór był do niczego.

Miałam takie obrzydzenie, że myślałam o rezygnacji z pieczenia i przeproszenia się z piekarnią. Odkąd piekę w automacie nie kupiłam nic w piekarni. Nie ciągnie mnie. Mam chleb, który smakuje, nie wzdyma, jest treściwy, czasem wystarczy jedna kanapka z dodatkami, żeby się najeść.

Gdy tak się zastanowiłam jaki chleb z piekarni najbardziej mi smakował to chleb żytni na zakwasie.

Więc postanowiłam go zrobić. A co. Nie sądziłam, że jestem do tego zdolna, bo jestem leniwa.

Zaczęłam od robienia zakwasu tuż po nowiu 6 stycznia.

Dzień 1 (6.01) godz. 9 - 2 szklanki mąki żytniej i 1 szklanka wody ciepłej przegotowanej. Użyłam szklanej salaterki, żeby łatwiej się mieszało.

Dzień 2 godz. 9 – zakwas urósł do brzegów salaterki. Czyli ożył :)

Do pół szklanki zakwasu z poprzedniego dnia dodałam 1 szklankę mąki i 1/2 szkl. wody. Kapnęłam się, że wzięłam mąkę żytnią 720 zamiast razowej. Ale nie zmieniałam.

Dzień 3 godz. 9 – to samo co dnia poprzedniego. Zakwas zaczął pachnieć, miał pełno bąbelków.

Potem o godz. 21 znowu to samo.

Dzień 4 godz. 9 i godz. 21 – brałam pół szklanki zakwasu, pół szklanki wody i szklankę mąki.

To samo przez kolejne dni do 11 stycznia godz. 21.

Zakwas stał się aksamitny, żył i pachniał. Postanowiłam upiec już chleb. Ja wiem, że to młody zakwas, ale nie mogłam się doczekać.

Wzięłam 250 g zakwasu (wyszło mi 9 łyżek), 250 g mąki żytniej 2000 i 400 ml wody. Zamieszałam i zostawiłam w dużej misce pod ściereczką na noc przy kaloryferze.

Rano o 9 zaczyn urósł. Dodałam 250 g mąki żytniej 720, 50 ml wody, 2 płaskie łyżeczki soli i zamieszałam. Ciasta było dużo więc wzięłam keksówkę 35 cm. Wlałam ciasto, przykryłam ściereczką i poszłam do sklepu. Budzik nastawiłam na 2 godziny. Gdy budzik zadzwonił byłam w sklepie. Zanim wróciłam do domu minęło 3 godziny. Trudno. Ciasto wyrosło do brzegów keksówki. Włożyłam do piekarnika na 2 półkę, góra dół, na 200 stopni. Chleb miał się piec 1,15 godz., ale po godzinie wyjęłam, bo zaczął się przypalać. Najwyżej się nie dopiecze w środku. Potem chlebek stygł 2 godziny, aż przekroiłam. Pachniał zakwasem, był wilgotny. Nie było zakalca, ani niedopieczenia. Nie da się go pokroić w cienkie kromki, bo skórka jest przypieczona. Nóż po każdej kromce trzeba myć, bo się okleja. Smak jest świetny. Kto by pomyślał, że jestem zdolna upiec chleb i się uda. Dopuszczałam wszystkie możliwości, ale nie skupiałam się na zakalcu, tylko na żyjącym zakwasie. Prawie zaczęłam mówić do niego ;) Po chlebie cynamonowym wszystko będzie lepsze.

Zakwas dokarmiam teraz codziennie o 21 2 łyżkami mąki i 4 łyżkami wody. Przełożyłam do słoika, ale nie rośnie tak dobrze jak w salaterce. Będę piekła kolejne chleby na tym zakwasie, aż go zabraknie. Następny zakwas zrobię prawidłowo z mąki 2000 razowej.

Automat na razie odstawiam, aż zatęsknię, albo zabraknie mi czasu. Strachu nie ma, bo moi domownicy zjedzą zakalcowate ciasta i gumowe kluski. Dlatego wypiek się udał, z maleńkimi przypiekami.

Myślałam, że pieczenie chleba będzie bardziej pracochłonne, a tu wystarczy 3 składniki krótko mieszać łyżką i odstawiać. Nie trzeba przesiewać mąki. Wszystko samo się robi. Budzik ci mówi kiedy masz się ruszyć.

Piekarnia to miejsce, którego w najbliższym i dalszym czasie nie odwiedzę.

Pierwszy chleb w tym roku z piekarnika i taki jadalny sukces :)



23:28, bajka107
Link Komentarze (4) »
czwartek, 10 stycznia 2019

Ktoś przeglądał mój kalendarz. Był to kalendarz z ubiegłego roku. Zawsze wyrzucam kalendarze, więc nie mógł być starszy. Ten ktoś sprawdzał co ja kiedyś robiłam, czytał moje zapiski i pytał co oznaczają. Każdy ma własne skróty, symbole czy znaki, a ja musiałam je tłumaczyć komuś obcemu. Trafił na jakiś numer – 4 cyfry – i ja mu powiedziałam, że tak zapisuję imprezy. Ta impreza była szalona i oczywiście udana. Dziwiło mnie, że ktoś czyta mój stary kalendarz. Po co? Same pytania, żadnych odpowiedzi. Potem zorientowałam się, że jestem przesłuchiwana. Ktoś chciał wiedzieć co robiłam każdego dnia. Gdyby nie kalendarz nie pamiętałabym. A tak rzut oka na zapiski i wszystko wiadomo. Obudziłam się zdziwiona.


To mój ulubiony format. Kiedyś miałam większe kalendarze. a ten mieści się w torebce.

Mam zwykle kilka kalendarzy. Jeden, w którym zapisuję spotkania z godzinami, żeby nie umówić się w tym samym czasie. Mam już rozpisany miesiąc. Na zdjęciu pierwsze strony w tym roku jeszcze nie zaplanowane. Mam też kalendarz na biurko i w nim zapisuję ważne terminy i rzeczy do zrobienia zawodowo. Kolejny kalendarz to półroczny na 1 stronie. Muszę wiedzieć w jaki dzień tygodnia wypadają dni, w których mam coś do zrobienia i spotkania. W nim nic nie zapisuję. Jest jeszcze kalendarz w telefonie. W nim mam zapisane urodziny, imieniny i inne ważne rocznice. Co roku mam ustawione przypomnienia. Wysyłam życzenia, dzwonię na pogaduszki. Ludzie myślą, że pamiętam. Owszem, mam od tego terminarz ;) Zapisuję w nim też kiedy mam wyrzucić krople do oczu, kremy, czy inne kosmetyki. Też dostaję sygnał przypominający. Nigdy nie używam niczego po terminie. Zwykle są to 2 miesiące od otwarcia. Często wyrzucam zużyte w połowie, choć są to małe opakowania. Po co się truć. W telefonie mam same prywatne rzeczy. Ktoś obcy może sobie zajrzeć do kalendarza książkowego, ale do telefonu musi znać hasło.

Dziwny ten sen. Czy ja mam jakieś zaszłości nie rozwiązane? To się okaże.

Życie jest cykliczne. Jak w kalendarzu, mijają dni, tygodnie i miesiące. Nie zapamiętam jak nie zapiszę.

Chyba jestem przemęczona, bo pracy coraz więcej i to pracy zbędnej nikomu niepotrzebnej, ale wymaganej przepisami. Gdy spojrzałam w niebo to zobaczyłam znajomych bliźniaków, Kastora i Polluksa. Jak na nich patrzę to jakby byli moimi znajomymi. Nie da się ich pomylić z innymi gwiazdami na niebie. Akurat nad ranem są na zachodnim niebie. Zejdą pod horyzont gdy ja wstanę.



23:23, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 stycznia 2019

Nadszedł nowy rok uniwersalny. Uniwersalny, bo dla większości ludzi jest to 2019 rok.

Niby nic wielkiego, tylko jesteśmy starsi. A jednak coś się zmienia. Inaczej piszemy daty. Daty są potrzebne, żeby umiejscowić wydarzenia w czasie. Jak wiadomo, żyjemy w czasie liniowym. Teraz żyjemy w 2019 roku, a minął bezpowrotnie 2018 rok.

Niezmiennie oczekujemy, że kolejny rok będzie lepszy, chcemy podświadomie odciąć się od starego i oczekujemy nowego. Zmiana daty doskonale się do tego nadaje. Bo za tym idzie energia nowych liczb.

Moja pierwsza myśl to powrót do przeszłości (jeden z moich ulubionych filmów;). Normalnie liczymy „w górę”, a tu mamy liczbę 20, a potem 19. Niektórzy piszą od prawej do lewej, więc ich to nie dotyczy, albo dla nich to postęp i rozwój ;)

O liczbach 2 i 0 już pisałam wielokrotnie, więc nie będę się powtarzać. Interesującą liczbą jest 19, kłuje w oczy.

19

19 jest liczbą karmiczną w portrecie człowieka – karma władzy. Ciekawe, czy przełoży się na każdego.

Tę liczbę przetrenowałam w domu. Ja jestem Jedynką, mój ojciec Dziewiątką. Ja jestem dzieckiem, więc głupsza, on rodzic – mądrzejszy. Ja Słońce (radość) on Pluton (mrok i bezwzględność). Całe moje życie to ścieranie się. Najgorzej było w dzieciństwie. Każdy mój pomysł był niszczony jego autorytetem, ciągle mówił na mnie „ty głąbie”. Pewności siebie nie miałam, nowe pomysły były grzebane. Takie traktowanie sprawiło, że stałam się uparta i często byłam bita, bo zupełnie odbiegałam od jego wzorca. On wiedział lepiej. Nie znam mądrej Dziewiątki, tylko przemądrzałe. Po latach zrozumiałam, że nie wygram, on też. Więc już z nim nie walczę, bo po co. Walką się niczego nie osiągnie. Jak nie możesz kogoś pokonać to go omiń. Relacje są teraz normalne. Tyłek nie boli.

19 to człowiek (1) wobec innych (9), czyli relacje międzyludzkie. Taki będzie to rok. To będzie test dla władzy szeroko pojętej. Od tej w domu (jak u mnie), w pracy relacja pracownik – szef, polityk – wyborca, policjant – przestępca. To będzie test na człowieczeństwo.

Testowane będzie zarozumialstwo, poniżanie słabszych, lekceważenie ludzi „nic nie znaczących”, wykorzystywanie i krzywdzenie, brak szacunku dla innych, skala pogardy. To takie ścieranie się przeciwieństw. Władza nie może tyranizować otoczenia dla własnych małych korzyści. Wszyscy dostaną lekcję. Przypomnimy sobie jak kończyła się tyrania w przeszłości. Władza myśli, że może robić wszystko co uważa za słuszne nie oglądając się na innych. Będzie w tym kreatywna. Robi co chce, bo może. Im większy będzie nacisk tym większy opór. Władza za to kiedyś zapłaci lub odejdzie, jak Pluton do świata zmarłych.

 

Rok uniwersalny to tło wydarzeń, krajobraz, dekoracje. Zmienia się co 12 miesięcy.

W zależności od tego kim jesteśmy to na tym skorzystamy, albo stracimy. Same dekoracje (3) nie załatwią za nas wszystkiego. Np. Wchodzimy do pięknego, świetnie wyposażonego we wszystko domu. Wprowadzamy się i mieszkamy. Od nas zależy czy ten dom zamienimy w melinę czy po roku dom ten nadal będzie piękny, albo piękniejszy. Albo dostajemy pracę szefa w kiepskiej firmie, i tak motywujemy i traktujemy ludzi, że firma kwitnie. Możemy iść dalej. Związki, w których jeden rządzi drugim rozpadną się. Następny związek może być lepszy, więc lekcja przerobiona.

Takie mamy dekoracje opisane Trójką. O tej liczbie też już pisałam wielokrotnie. Jako tło wydarzeń 3 będzie sprzyjała naszej kreatywności i komunikacji.

Nadejście 2019 roku odczuwałam już w grudniu. Czułam się jak sprinter w blokach – do biegu, gotowi, start! Albo słyszałam dudniące stado słoni. Dekoracje czas zmienić, czy chcesz, czy nie wierzysz, tak będzie.

2019 = 12 = 3

1...2...3...

To rok działania. Jak masz pomysł to realizuj go, trafisz na sprzyjające okoliczności.

Kreatywny będzie każdy, na swój sposób i w tym co robi. Przestępcy wymyślą nowe metody „na Colargola”, politycy wymyślą nowe podatki od kichania czy prykania, będą im doradzać bałwanki Bouli, a Miś Uszatek zostanie ministrem w resorcie bajek, pedofile podsuną ofiarom pismo o ochronie danych osobowych. Może pojawi się nowa platforma komunikacji, która nie będzie handlowała danymi jak FB FB banki FB . Ciekawe dlaczego ludziom to nie przeszkadza?

Kreatywność nie zna granic, a czasem je przekroczy i otrze się o śmieszność. Będzie dużo ciekawych wydarzeń. To idealny rok dla artystów i twórców. Powstaną z grobu dawne gwiazdy i osiągną sukces jeśli będą twórcze i kreatywne. Nie da się robić ciągle tego samego i być na szczycie. W tym roku liczy się pomysłowość i innowacyjność.

Jeśli masz jakiś talent skrzętnie ukrywany to będzie dobry czas na pokazanie się.

To rok brexitu, więc będzie chaos i cyrk. Wiadomo, że w oku cyklonu jest najciszej, więc niech w największym szaleństwie ogarnie cię spokój.

W medycynie naukowcy znajdą nowe choroby i oczywiście lekarstwa na nie. W nauce możemy spodziewać się wszystkiego, ale pamiętajmy zawsze o 19. Coś zostanie wymyślone, ale zamknięte dla pospólstwa, (jak banki krwi utoczone dzieciom dla starych bogatych (może to fake?)

Koleżanka powiedziała, że gdzieś tam czytała, że w tym roku spełnią się wszystkim ich marzenia, wystarczy poprosić. Wow. Tak każdemu i dlaczego? Bo to rok Trójki, której wszystko się udaje.


Owszem, świat będzie pod wpływem Trójki, ale ty już niekoniecznie.

Sprawdź swój rok osobisty, a będziesz wiedział jak potoczy się Twoje życie.

Do swojego dnia urodzin i miesiąca dodaj 3.

Np. osoba urodzona 28.06.1971 będzie w 1 roku osobistym, bo 1+6+3=10=1.

To pan Elon. Zupełnie niekreatywne są jego samochody elektryczne, ale kreatywne jest ich testowanie. Ostatnio wymyślił testowanie za friko Potem okaże się, że jednak testerzy nie byli zbyt „wnikliwi”. On jest wybitnie kreatywny w zarabianiu własnych pieniędzy.

Innowacyjność to opuszczenie dróg i pojazdy latające. Uziemienie i podróżowanie w wąskich tunelach nie jest innowacją. Węgiel w wózkach pod ziemią też podróżuje i nie ma klaustrofobii.

To będzie rok wielkich zmian w jego karierze. Niech uważa na zbytnią pewność siebie, bo inwestorzy, którzy nic na nim nie zarabiają mogą rozpłynąć się i iść gdzie indziej. Czas mu będzie sprzyjał (3), ale 19 rozliczy.

 

Osoby w 2 roku osobistym powinny skupić się na uczuciach, a znajdą miłość, osoby w 3 r.o. będą błyszczeć i to ich marzenia się spełnią (jeśli wyjdą ze swoimi pomysłami do ludzi. Jeśli będą siedzieć w domu, lub na ciepłej posadce to nikt do nich nie zapuka). Osoby w 4 r.o. To czas decyzji związanych z pracą i budowaniem struktur na przyszłość. Osoby w 5 r.o. mogą mieć trudny rok, więc niech nie podejmują żadnych ważnych zmian w życiu. Osoby w 6 r.o. mogą założyć rodzinę, kupić dom, czy założyć firmę i się ustatkować. Osoby w 7 r.o. będą kwestionować wszystko, będzie dużo emocji, zaczną się zastanawiać nad sensem życia, w potrzebie niech proszą o pomoc (w tych dekoracjach :))

Osoby w 8 r.o. dostaną pracę jak jej nie miały, dostaną podwyżkę, jak będą chciały, mają mądrze zarządzać finansami. Osoby w 9 r.o. pozbędą się wszystkiego co im nie służy.

 

Widzisz zatem, że szczęśliwa Trójka zadziała na każdego inaczej. Podążaj za swoimi pasjami, stwórz coś o czym zawsze marzyłeś. Przygotuj się na niespodziewane wydarzenia, ale myśl pozytywnie. Wojny nie będzie. Trójka wspiera podróżników, więc ludzie będą podróżować. Dotyczy to również „uchodźców”, którzy wybiorą się na ekspansję nieznanych sobie krajów. Oni nawet się nie pakują w długą podróż, bo wiedzą, że dostaną wszystko. Jeśli marzyłeś o podróży np. do Japonii, to świat ci sprzyja i podpowie ci co robić, wystarczy się zdecydować realizować najskrytsze marzenia.

 

Kreacja nie zna granic. Może nas obnażyć i zgubić, a może wnieść optymizm lub śmieszność do naszego życia. Każdy może wyrazić siebie na swój własny sposób. Szkoda byłoby przespać ten rok.

Biedni z przymusu są kreatywni i robią coś z niczego. Szukaj inspiracji na wschodzie.

To będzie ciekawy rok :)

 

Pozwól innym być innymi.

 

sobota, 05 stycznia 2019

Leniwy słoneczny dzień.

Ludzie, żeby nie mieć długów, spłacają swoje zobowiązania przed końcem roku. Taki zabobon, bo robią w nowym roku nowe długi. Tym sposobem 2 stycznia pierwsza operacja na moim koncie to wpływ od klienta, który wysłał przelew 31 grudnia. On w starym roku nie miał zaległości, a ja nowy rok zaczęłam od wzrostu środków ;)

Przeczytałam wszystkie zaległe gazety i dodatki tematyczne do nich. Dużo ich było, ale dałam radę. Zrobiłam paczkę i wyniosłam do puszki, na makulaturę. Wyniosłam też dużo niepotrzebnych rzeczy, nie tylko śmieci. Dla jednych coś odchodzi, inni zyskują. Są takie dni, że musisz się czegoś pozbyć na zawsze z domu.

Od jednego kubka odpadł mi uchwyt.


Skończyłam pić herbatkę miętową i uchwyt został mi w ręku. Stało się to w idealnym momencie, nie poparzyłam się i nie rozlałam herbaty. Mam dużo kubków, ale postanowiłam dać mu drugie życie. Będzie służył jako pojemnik na pisaki. Ucho przykleiłam, żeby wyglądał porządnie, ale są odpryski lakieru. Jak uchwyt nie odpadnie to kubek pobędzie ze mną jeszcze trochę. Potem go wyrzucę, albo potłukę jako drenaż do doniczek. Inny kubek zostanie ulubionym :)

Od kilku dni nie ma przelotów ptaków na wschód. Aż do wczoraj. Moja uwagę zwrócił jazgot za oknem. Ptaki usadawiały się na okolicznych drzewach i latały z jednego na drugie. Po stronie zachodniej drzewa były puste, a po wschodniej przepełnione. Dziwny widok, jakby na coś czekały.

Przecież kruki i wrony nie lecą w długą podróż i nie sejmikują.


Ciekawe, bo dzisiaj ich nie ma. Odeszły. Cisza.

Pod koniec dnia zajrzałam do kalendarza, żeby sprawdzić co to był za dzień. To Dziewiątka, dzień kończenia, odchodzenia. 5+01+2019=18=9.

Potem jeszcze zajrzałam do kalendarza majańskiego, pierwszy raz w tym roku.

Wg Tzolkin to 13 Kame – śmierć i transformacja. tzolkin-online

Dobrze, że umarł kubek do picia i przetransformował w kubek na pisaki. To dzień porządków i robienia miejsca na nowe. Strata niewielka. Wydarzyło się coś nieoczekiwanego i niekorzystnego (mam dużo kubków;))

Niedawno przyjechała karetka do bloku obok. Może nikt nie skończył życia. Jutro będzie lepiej.

Wg długiej rachuby to dzień 13.0.6.2.6=18=9 (nie zawsze się zgadza)

Wszystko się zgadza. To nie magia, to obserwacja. Kiedyś ludzie obserwowali wszystko wokół, zapisywali lub zapamiętywali. Jeśli spotkało cię jakiegoś pięknego dnia coś wyjątkowo dobrego to zapamiętaj go, sprawdź jego numer i energię. Będziesz wiedział, kiedy nastąpi kolejny dobry dzień.

 

Rano ojciec z synem toczyli kule śniegowe i ulepili bałwanka. Teraz temperatura na plusie, więc jego żywot będzie krótki. Czy jutro jeszcze będzie?

Energia Kame trwa od świtu do świtu. Wszystko co jest zapisane w starych księgach ma służyć człowiekowi i mu pomagać i wspierać. Doceń to.

Jutro ok. 2:30 będzie nów, a więc czas na nowe. Stare skończyło się dzisiaj, a jutro będzie tylko lepiej. Jutro wymyśl sobie jakiś cel, zapisz i realizuj. To idealny dzień na nowe, jeśli wcześniej zrobiłeś na to miejsce.

A więc do jutra :)

 

21:44, bajka107
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 stycznia 2019

Niedługo znikną wszystkie tradycje, na nasze własne życzenie.

Kocham fajerwerki, podobnie jak Chińczycy, to nie tajemnica.

W tym roku było ich zdecydowanie mniej, choć jak zwykle było pięknie.


Fajerwerki odpalane są na skwerach i w parkach, z dala od bloków i balkonów. Zawsze tak było, bo ludzie zdają sobie sprawę z zachowania bezpieczeństwa.

Ta tradycja nigdy nie powinna zniknąć, bo ma głębokie uzasadnienie ;)

Hałasem żegnamy stary rok i witamy nowy. Musi być mocne zaznaczenie, że nadszedł nowy czas.

Wymiatamy wszystko z czego nie jesteśmy zadowoleni i co ma odejść jak najszybciej, żeby zrobić miejsce nowemu szczęściu. Petardy mają wygonić zło z naszych domów, serc i przestrzeni. Tak będą robić w lutym Chińczycy, w ich nowy rok – Świnki w żywiole Ziemi.

Hałasuje się też na polowaniach, żeby wypłoszyć zwierzynę i móc ją zabić.

W Szwecji tłucze się szklane naczynia na progach mieszkań swoich znajomych. Im więcej zbitych naczyń tym więcej szczęścia. Pamiętam jak byłam mała i pojechaliśmy do Chorzowa na wesele wujka to pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy to było właśnie tłuczenie naczyń na klatce schodowej przed drzwiami gdzie mieszkała panna młoda. Często ktoś tam coś tłukł, aż do ślubu, a moja przyszła ciotka musiała to ciągle zamiatać, a wujek wyrzucał. Ciekawe czy ten zwyczaj jeszcze się praktykuje. Związek był trudny, ale trwa nadal.

A fajerwerki oprócz robienia dobrze, czyli hałasu są jeszcze pięknie kolorowe. Nigdy nie wiesz jakie kolory rozświetlą niebo. Najlepsze w tym roku były fajerwerki, które wystrzeliwały wysoko, a potem opadały złotym deszczem. Wyglądało to jak deszcz pieniędzy.

Jestem zakatarzona, więc nie wychodziłam w nowy rok. Nie piłam. Fotki zrobiłam przez szybę. Miałam dzisiaj gości, którzy z troski przyszli dzisiaj mnie zobaczyć i przejrzeć lodówkę ;)))

Pierwszy film jaki zobaczyłam w tym roku to Aquaman. Ta seria robi się coraz gorsza. Film bez pomysłu. Tytułowy nowy bohater raz wszedł do wody, a potem walczył jak inni. Nie wiem jak człowiek gadający z wodą (podobno, bo niczego nie pokazali, poza tatuażami na napakowanym ciele Momoa) ma coś wnosić do grupy herosów ratujących ludzkość. W filmie było ciekawe jedno zdanie. Bruce Wayne, czyli Batman został zapytany jaki ma talent, odpowiedź: jestem bogaty. Pozamiatane :)


Wchodzę w 8 rok osobisty, więc wyłapuję wszystko co związane jest z kasą. Tak będzie do grudnia. :)

 

 


23:53, bajka107
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 31 grudnia 2018

Po świętach na moim piętrze pojawił się nowy pies. Sąsiad 75+ wychodził z nim na spacer. Potem pies grzecznie czekał na klatce, aż pan wytrze mu łapy i umyje w misce.

W pierwszej chwili pomyślałam, że dostał psa pod choinkę, lub od Mikołaja, od Gwiazdora, od Aniołka, czy z nieba lub od rodziny. Każdy mierzy wg siebie. Ja nigdy bym psa nie kupiła, więc pomyślałam o prezencie. Potem dałam sobie drugą szansę i pomyślałam, że prawdopodobnie ktoś z rodziny zostawił mu swojego psa, bo wyjeżdżał gdzieś daleko.

I to chyba prawda, bo pies był duży, łagodny, dobrze ułożony, grzeczny, cichy.

Nie znam się na rasach, ale przypominał mi psa z mojej nowej tapety na kompie. Coś jakby spaniel, ale inny ;)

Tuż przed świętami zmieniłam tapetę na jeden z obrazów z serii Dogs Playing Poker. Fajny zbieg okoliczności. Czyżby psy chciały się pokazać w realu?


"Przyjaciel w potrzebie” namalowany na początku XX wieku.

Akurat ten obraz podoba mi się najbardziej z 16 w serii. Może przez tą godzinę 1:11. Lubię drugi plan i szczegóły. A może przez oszukującego buldoga w grze klasycznego pięciokartowego dobieranego pokera.

Autorem obrazów jest Cassius Marcellus Coolidge , malarz amator.

Pan Cash, Kash lub Kash Koolidge (jak się często podpisywał dla efektu komicznego, w końcu był Ósemką = 18.09.1844=35) zaczynał od pracy w aptece. Potem założył bank, a później gazetę. To były ciekawe czasy ;) Człowiek mógł robić wszystko, żeby znaleźć swoje powołanie. Potem tworzył kreskówki dla lokalnej gazety, potem malował na płótnie karykaturalne ciała i dokładał twarze prawdziwych ludzi. Obecnie można sobie zrobić fotki, wkładając głowę w dziurę deski, na której namalowana jest jakaś śmieszna postać.

Gdy Pan Cash miał 59 lat (1903 r.) podpisał umowę z agencją reklamową Brown&Bigelow na stworzenie reklamy cygar. Miał namalować 16 olejnych obrazów psów w sytuacjach ludzkich, taka personifikcja. Sądzę, że to pan Cash wpadł na ten pomysł, bo miał poczucie humoru. Namalował psy grające w karty, w bilard, czytające gazety i oczywiście palące cygara. Firma cygarowa wysyłała towar razem z kopią jakiegoś obrazu w formie prezentu. Te kopie można było sobie oprawić i powiesić na ścianie. Firma reklamowa skopiowała setki tysięcy obrazów, jako plakaty, do kalendarzy i druków. Seria Psy grające w pokera są jednym z najczęściej kopiowanych obrazów wszech czasów. Na pewno są też puzzle.

Ciekawe, że obrazy te są utożsamiane ze złym gustem i kiczem. Nie wiadomo gdzie je sklasyfikować, jako pop czy surrealizm. Zmysł obserwacji pana Casha jest urzekający. Pies to przecież przyjaciel człowieka, który jest traktowany jako członek rodziny, ale jest trzymany na smyczy, a psy muszą chodzić przy nodze. Ludzie śpią w jednym łóżku z psami, dają im swoje jedzenie, a to doprowadza do ich wczesnej śmierci. Ludzie mówią do psów jak do dzieci, czy kumpli, a nie słyszą, że psy chciałyby zaznać wolności i pójść sobie na wagary. Psy nie rozumieją, że muszą mieszkać z człowiekiem w ciasnych, przegrzanych mieszkaniach. Takie przedmiotowe traktowanie sugeruje też ich „adopcja”. Co za głupek wpadł na taki zwrot. Chyba z pogardy dla dzieci. Ciekawe jak daleko to pójdzie, czy można pocałować i przytulić pszczołę, którą „adoptujesz”? Zastanów się nad tym, czasem pomyśl, wiem, to boli.

Pan Cash zmarł w wieku 89 lat, przeszedł do historii.

A który obraz podoba się tobie?

Na aukcjach obrazy uzyskały ponad pół miliona dolców (w 2005 za 594 tys. za 2 obrazy i w 2015 r. za 658 tys.). A przecież to sztuka niska, wg krytyków. W czasach idealnych fotek z fotoszopa mam czasem chęć zejść na ziemię i pozachwycać się kiczem. Dla jaj ;)))

Jakiś czas temu oglądałam kilka odcinków serialu Sztuka i zbrodnia, czy coś koło tego. Pouczający. Pokazano tam jak amerykańscy żołnierze na Bliskim Wschodzie kradną i wywożą zabytki. Jak domy aukcyjne manipulują cenami, rozsiewają plotki i ustawiają licytacje. Za duży szmal sprzedają chłam. Co tam, przecież na biednego nie trafiło, niech płacą za nic. W Polsce też były takie aukcje gdzie sprzedawano obrazek w internecie, ludzie płacili, a nawet nie mieli niczego w domu.

Szkoda, że w sztukę inwestują tylko bogacze i nie ma jak zobaczyć wielu arcydzieł na żywo. Żeby jeszcze oni je oglądali w swoich rezydencjach, a nie trzymali w klimatyzowanych sejfach.

Idę oglądać fajerwerki. Sąsiedzi nie zawiedli ;)

 

23:13, bajka107
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2018

Mamy teraz czas pomiędzy świętami a nowym rokiem.


Święta już się skończyły. Było goszczenie się, jedzenie, picie, rozmawianie. Było miło. Wszystko było pyszne. Ciekawe, że wszystkie wyroby własne miały idealny smak, czy to kiełbasa, czy piernik, czy barszczyk. Nie zawsze tak jest, bo ludzie przekombinowują i dodają coś czego nie powinni. To było niezwykłe. Gotowanie z miłością zawsze się sprawdza.

Zastanawiałam się, które życzenia się spełnią, a które nie. Czy słowa są ważne? Jasne, że tak, ale ważniejsza jest intencja. Czyli coś nieuchwytnego, ale dla każdego zrozumiałego. Jak trzymanie dłoni osoby chorej.

W pierwszy dzień świąt po obiedzie powiedziałam do ojca, że nie mogę się doczekać nowego roku. A on zapytał dlaczego? No właśnie. Proste pytanie, a odpowiedzi dobrej nie ma. Mam w sobie jakąś radość, ekscytację, oczekiwanie najlepszego itd. Okoliczności przyrody tego nie zwiastują. Mamy deszcze i pochmurne niebo. Czy to się zmieni 1 stycznia? A przecież nie chodzi o pogodę. Jak jest słonecznie to wszyscy są bardziej optymistycznie nastawieni do życia. Tu chodzi o coś innego. Ale nie wiem o co. Ale radość jest i związana jest z nowym rokiem.

Pożyjemy, zobaczymy.

 

 


23:35, bajka107
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 grudnia 2018

Wczoraj byli znajomi, więc nie było kiedy coś napisać. Życie toczy się wokół zbliżających się świąt, a internet jest tylko dodatkiem do niego. Dlaczego wielu osobom to święto przeszkadza? Narzekanie stało się modne. A potem ludzie się dziwią, że im się nie wiedzie tak jakby chcieli.

Wczoraj też ambulans zabrał samotnego sąsiada. Facet jest nałogowym alkoholikiem. Często pije kilka dni, potem lekarze go ratują, bo upadnie i się skaleczy. Wybrał świetny czas na szpital. Przynajmniej nie będzie sam, jak odzyska przytomność.

Mam nowy kominek. Ładnie pachnie ;)


Jest na wosk, który się rozpuszcza i pachnie. Dostałam też kilka zapachów. Na razie zapach zen najbardziej mi odpowiada. Palę codziennie, bo to przecież światło jest teraz najważniejsze.

Dzisiaj dzień na luzie, wszystko się gotuje, samo, ale trzeba być w domu, żeby pilnować.

Prezenty wymagają kartek, żeby było wiadomo dla kogo. Zawsze robię karteczki i maluję choinki, bombki, gałęzie. Prezenty są kupione, ale lubię zrobić coś własnoręcznie. To taka chwila uwagi dla konkretnej osoby. Zawsze tak robiłam i będę.

Tyle lat żyję, a dopiero niedawno dowiedziałam się o trójkątnych ołówkach i kredkach. Były kredki sześciokątne i okrągłe. Teraz są takie:


Świetnie się układają w palcach. Taka prosta rzecz, a jaka świetna. Gumka na końcu jest okrągła, ale nigdy jej nie używam.

Kartki szybko namalowałam. Postanowiłam zrobić obrazek, który kiedyś znalazłam w sieci. Z pozoru prosty, a okazał się pracochłonny.

Każdy twórca potrzebuje dużo czasu na dzieło, cokolwiek robi. Trzeba w życiu zachować równowagę i robić różne rzeczy.

Zaczęłam od drabiny, która jest kluczowym elementem. Najpierw szczebelki przymocowywałam nitkami. Ale ciągle mi się rozjeżdżały. Więc skorzystałam z pistoletu na klej. Poszło zdecydowanie szybciej. Wybitnie wygląda jak ręczna robota.


Mam też główną część obrazka, wokół której wszystko się dzieje. Mogłabym to wydrukować, ale nie byłoby takiego efektu. I radości z twórczości lub odtwórczości.

Jak skończę to pokażę oryginał i mój twór. Kiedykolwiek to będzie. Może jeszcze w tym roku ;)

Taksówka na jutro zamówiona.

Zaczniemy świętować i się gościć :)

Wesołego świętowania wszystkim co lubią świętować :)

 

 

 

23:36, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 grudnia 2018

Co można napisać jak się nic nie dzieje. Idą święta więc każdy sprząta, robi zakupy prezentów i jedzenia, gotuje.

Moje dzisiejsze zakupy były w równowadze. Kupiłam pyszne ogórki kiszone z wodą, bo miałam własny pojemnik. Kupiłam też kapustę kiszoną, choć wyglądała dziwnie. Była blada, błyszcząca i nie wyglądała na ukiszoną jakimkolwiek sposobem. W domu sprawdziłam smak. Nie nadaje się do niczego, nawet groch tego nie zamaskuje. Ktoś ją siekał w niszczarce, miała niewielkie kawałki. Do wyrzucenia. Obie rzeczy kupiłam u jednego sprzedawcy. Jeden do zera. Jutro kupię kolejną kapustę gdzie indziej.

Miałam kupić mięso do upieczenia, ale się rozmyśliłam. Pierwszy raz byłam w takim sklepie. Nikt mnie nie znał, ale panią przede mną już tak. Okazało się, że znajoma klientka dawno nie robiła zakupów. Na pytanie dlaczego odpowiedziała, że żywiła się sztucznie. Każdy pomyślał o jakiejś sondzie albo czymś gorszym, a pani powiedziała, że jadła sajgonki i takie tam. Ciekawe, bo sama kupiła mięso mielone dla syna, który lubił i miał przyjść. A w sajgonkach to nie ma mielonego mięsa? To wszystko jest sztuczne. Potem zobaczyłam filet z piersi kurczaka na wadze. Miał prawie kg. To ile kg miał cały kurczak? Kiedyś filet miał pół kg, a teraz sprzedają nam potwory giganty. Normalny kurczak tyle nie waży, nawet nastrzykany wodą.

Jak mi przejdzie obrzydzenie to może jeszcze coś kupię.

Ptaki dzisiaj leciały tuż przed 15. Było ich zdecydowanie mniej. Nie sposób przegapić ich przelotu, bo skrzeczą i robią hałas. Gdy tak się zastanawiałam znowu, gdzie one lecą to kilkanaście się zatrzymało i usiadło na drzewie. Siedziały tak do zmroku, czyli do prawie 16.

Ptaki lecą z zachodu na wschód, czyli zostawiają dobrobyt i lecą do biedy. Co im każe to robić. One coś czują, ale nie wiadomo co.

A potem powaliła mnie ta reklama. Jak można podarować komuś radość? I z czego, z cukru, z popsutych zębów. Radość się czuje albo nie. Nie można sobie jej kupić. Reklama do niczego, nie zachęca, odstręcza.

Dzisiaj rozmawiałam z kilkoma osobami, ale one nie lubią świąt. Nikt na nie nie czeka. Po co? Dzieci wszystko mają, więc jest problem z prezentami. Trzeba siedzieć z rodziną przy stole i gadać o niczym lub wszystkim. Jakie to męczące ;( A kiedyś czekało się na święta. W świecie, w którym o wszystko było trudno, dzieci czekały na czekolady, pomarańcze, czapki i szaliki, może książki i zabawki. Jadło się orzechy na bieżąco łupane, piło kompot z suszu, jadło się mnóstwo słodyczy, które były ukrywane.

Teraz wiadomo, że nie ma Mikołaja, to wymysł tego co sprzedaje radość. Choinki to wymysł germański, a tradycja wcale nie wiekowa. No i z czego tu się cieszyć?

Cieszyć to się trzeba z tego, że siedzimy wszyscy przy jednym stole, żyjemy, jesteśmy zdrowi. Telefony nie dzwonią więc można spokojnie porozmawiać z rodziną. Bo to święta rodzinne. Jedzenie jest drugorzędne, bo jest pretekstem do spotkania. Od dobrobytu ludziom się w głowach poprzewracało – tak mówiła moja babcia dawno temu. Zawsze wyjeżdżałam w góry na narty w drugi dzień świąt. Był taki pociąg do Zakopanego o 21. Wracaliśmy w Nowy rok. Wszyscy byli szczęśliwi.

Czas szybko ucieka, ludzie odchodzą. Jak będą wyglądały święta w rodzinach zmarłych górników? Coś o tym wiem, bo mój wujek zmarł 24 grudnia. Wszystko staje się nieważne.

I minął pierwszy dzień zimy. Najkrótszy dzień w roku, zwany przesileniem zimowym. W większości kultur ten dzień był okazją do świętowania narodzin Słońca.

Jutro dzień będzie dłuższy. Słońca będzie coraz więcej i będzie rozjaśniało mroki.

A swoją drogą to dlaczego moje fotki są takie niewyraźne, a fotki z Marsa są idealne? Do rozważenia.

We wrześniu ;)

 

23:23, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2018

Dzień na luzie. Odebrałam długi, za wyjątkiem jednego. Jestem na czysto, sama nie mam długów wobec nikogo. Miałam dziwną sytuację z bankiem, w którym kiedyś miałam rachunek. Napisałam do nich mejla, żeby mi nie przysyłali regulaminów i żadnych informacji, bo nie mam u nich konta. Rzecznik odpisała, że korespondencję wysyłają tylko do aktywnych kont. No to ja jej, że od 2011 nie mam u nich konta. A ona znowu swoje. Ale za kilka dni przyszło pismo, że bank wypowiada mi rachunek i prosi o numer nowego konta, żeby mi zwrócić 60 parę złotych. No to ja im, że umowę to ja rozwiązałam i zrobiłam im ksero mojego wypowiedzenia i pokwitowanie odbioru 80 parę złotych, które zostały po rozliczeniu. Takie rzeczy trzymam wiecznie, właśnie dla takich sytuacji.

Zapytałam bank skąd wykreował mi pieniądze, zupełnie nienależne mi. Zero odzewu. Ludzie popełniają błędy, byle nie często. Każdy błąd można naprawić. Po co dopisywać historię do nieważnych rzeczy.

Upiekłam kolejny chleb, z cynamonem.

Dziwny przepis. Trzeba wsypać cukier i sól, a soli nie było w przepisie. Pisze o półtorej łyżeczce drożdży instant, a to jest jedno opakowanie 8g, nie ma tego na wagę. Pisze o 1 łyżce oliwy, ale o 15 g cukru. Przecież to 1 łyżka. Po co tak gmatwać. Wszystkie przepisy na chleb są dla pszennej mąki 650, a w moich sklepach jest mąka chlebowa 750. Może dlatego mi nie rosną chlebki. Ten dzisiejszy też mi nie urósł. Pachnie cynamonem choć to tylko 1 łyżeczka.

Kocham cynamon bardziej niż imbir czy kardamon.

Od nadmiaru czasu upiekłam też batony.

Wyszło na 1/3 blaszki, bo mam 25x36, a powinna być 22x22.

Chciałam zrobić grubsze. To wszystko zależy co się doda. Nieraz robię cienkie jak sezamki. I nie daję już moich ulubionych orzechów włoskich. W ogóle ich nie czuć, lepiej dać laskowe. Czasem kroję wąskie paski, a dzisiaj w dużą kostkę.

Ciekawe ile utyję przed świętami.

O 15:13 znowu zobaczyłam chmarę ptaków, leciały do 15:15 na wschód, nisko, pod chmurami. Może ktoś im tam zostawił pyszne jedzonko?

I tak minął sierpień ;)


Jeszcze tylko 4 dni i z pisania dziennika wrócę do prowadzenia pamiętnika. :)

 

23:57, bajka107
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 grudnia 2018

Dzisiejszy dzień miałam spędzić wyłącznie przy biurku. Terminy! Ile można.

Więc postanowiłam sprawdzić czy to ja kreuję swoją rzeczywistość czy wszystko samo się toczy. Znałam wynik, ale co szkoda sprawdzić. Zainspirował mnie księżyc.

Położyłam się spać o godz. 0:22. Niebo było zachmurzone. No tak, ciekawe gdzie jest księżyc? I wyszedł na kilka sekund na zachodnim niebie, akurat w mojej sypialni. Jakby chciał powiedzieć mi dobranoc.


Ze słońcem ten numer wychodzi mi za każdym razem gdy mówię dzień dobry. Mam wyjątkową łatwość we wpływaniu na pogodę. Jak mi zależy, przecież nie cały czas, bo szkoda na to tracić energię.

Dzisiaj miałam nigdzie nie wychodzić, więc postanowiłam pomalować swój świat nie na pomarańczowo, ale na żółto. Wystarczy, że wyjrzę przez okno, na pewno podjedzie jakiś dostawca, bo oni mają żółte samochody. Mam cytryny i żółte doniczki, więc wystarczy. W VII tomie Transerfingu jest VI rozdział właśnie pod takim tytułem. Dla odmiany nie chciałam koloru orange ale inny, ciepły, niech będzie żółty.

No i się zaczęło.

Rano umyłam włosy i sięgnęłam po nową odżywkę, opakowanie pomarańczowe. Potem wyjęłam rurkę do picia. Mam w szafce całe opakowanie i na ślepo wyciągam jak potrzebuję. Lubie pić wodę z miodem i cytryną przez rurkę. Jaki miała kolor – pomarańczowy. Czyżby to przypadek? Nie, bo nie ma przypadków. Wyjęłam wszystkie i sprawdziłam. Wzięłam ostatnią rurkę pomarańczową. Zostały czerwone i inne.


Jakie jest prawdopodobieństwo, że wyciągnę właśnie jedyną pomarańczową? 1:50. Tyle było.

Musiałam niestety wyjść z domu na godzinę. Była 10, więc ludzi mało. Od razu zauważyłam pana w pomarańczowej kurtce, zrobiłam fotkę, ale skasowałam, bo mi się dziwnie przyglądał. Potem musiałam szybko reagować, bo pomarańczowe rzeczy szybko się przemieszczały. Fotki są poruszone. Wszystko było pomarańczowe. Żółtych rzeczy było kilka. Gdybym była dłużej na ulicy, to może by się coś zmieniło.


W krótkim czasie mój świat stał się pomarańczowy, zamiast żółtego. Nie nadążałam tego rejestrować.

Żółty też się pojawił, ale nie dominował. A dzień był pochmurny.

To jak w powiedzeniu: nie patrz na niebieski. Musisz zobaczyć ten kolor, żeby go unikać ;)

Koordynacja zamiaru działa, i to jak. Każdy może spróbować.

Można pomalować swój świat na jaki kolor zechcesz, ale musisz naprawdę chcieć.

Czy ja powiedziałam nie pomarańczowy? A może zapomniałam o „nie”.

Świat pesymisty zanurza się w mroku. Gdy człowiekowi jest źle to zmierza w otchłań. Depresja.

Inni chcą nam narzucić wygląd świata, ciągle informując nas o wojnach, przestępstwach, o nadlatującej komecie, która nas zniszczy, o 3 WŚ. Nie reaguj. Zmień swój świat jak chcesz. Niech ci to wejdzie w nawyk. Sam zobaczysz jak wszystko się zmieni. Nie musisz ciężko pracować by pomalować swój świat. Ty koordynujesz, ty masz wpływ. Cokolwiek zrobisz zawsze jest dobre, tak przyjmij i bądź konsekwentny. Świat nabierze innych barw, które pamiętasz z dobrych momentów życia.

Z tego bierze się deja vu - „jakby powracało coś radosnego i świeżego, zapomnianego gdzieś w dzieciństwie”. (s.194). Deja vu nie można kontrolować ani zaplanować. A świat można.

Będzie dobrze :) W lipcu ;)

 

23:53, bajka107
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 grudnia 2018

Dostałam pyszną przekąskę. Miała czekać do świąt, ale nie mogłam się powstrzymać. Pomysłowy deser. Żeby to zjeść trzeba puknąć w stół, a wtedy kula rozkłada się jak owoc pomarańczy. Jakie to dobre, i ten smak pomarańczy. Jak zobaczysz w sklepie kupuj w ciemno, chyba, że nie lubisz słodyczy, albo jesteś chory, czyli na diecie. Potem możesz pościć.

Po takim zastrzyku cukru postanowiłam zrobić ciastka z płatków owsianych, orzechów i suszonych owoców. Gdy już wszystko miałam zmieszane (prócz mleka) zorientowałam się, że nie mam papieru do pieczenia. Papier jest konieczny, bo nie da się odkleić gotowych ciastek od formy. Wszystko się pokruszy. Więc musiałam specjalnie iść do sklepu tylko po papier.

Akurat dostałam mejla o paczce. Co za zbieg okoliczności ;) Załatwię 2 sprawy za jednym zamachem.

Przed paczkomatem była kolejka! Byłam szósta. Pierwszy raz stałam w kolejce po paczkę ;) Ludzie odbierali paczki małe i duże. Moja paczka była mała, a zostawiono ją w górnej dużej skrytce. Usiłowałam ją wyjąć, ale byłam za niska. Miły pan zapytał czy mi pomóc. Oczywiście, a raczej mnie uratować, nigdy bym jej nie wyjęła, bo paczka dotykała zewnętrznej ściany, była bardzo daleko. Musiałabym mieć drabinę. Ciekawe czy można zamknąć skrytkę bez odbierania paczki, pójść po krzesło i znowu otworzyć skrytkę. Dobrze, że była kolejka, przede mną i za mną. 6-1-6

Przesyłka dotarła w 28 godzin, a jest szczyt dostaw. Prenumeraty ciągle nie ma. Muszę wymyślić co z tym zrobić. Niech złodziej się nią udławi.

Miałam paczkę, kupiłam papier. Nie upiekłam ciastek, bo przyszedł znajomy i trochę pogadaliśmy. On wyjątkowo przeczytał w tym roku 6 książek, a ja wyjątkowo nie przeczytałam żadnej w całości. Czytam ciągle fragmenty książek o przyczynach chorób, piszę mejle z informacjami. A potem nie mam żadnej informacji zwrotnej. Czy ja nie marnuję czasu? Ale czytanie dla czytania jest bez sensu.

Spotkałam dzisiaj Ukraińców na schodach, Rano powiedzieli „dzień dobry” bardzo ładnie bez akcentu. A wieczorem ukłonili się przed klatką „dobry wieczór” z lekkim akcentem. Co za zmiana, umieją mówić i są kulturalni.

Jutro będę pakować prezenty i piec ciastka, które dojrzewają w misce;) Chyba, że znowu ktoś mnie odciągnie od planów. Lubię jak ktoś moje plany rujnuje.

Urobiona byłam, czy taki będzie czerwiec? Szósty miesiąc.

 

 

23:19, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 grudnia 2018

Jakaś niespokojna ta noc. Dwa razy się budziłam, wstawałam, piłam.

Nie spoglądałam na zegarki, bo było ciemno.

Akcja ;)

Wróciłam do domu. Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam kilka osób, które chowały się za meble. Dziwne, pomyślałam, skąd oni się wzięli, bo zamki były w porządku. Pokój był dziwny. Prawdziwy pokój ma 2,30 na 4 metry, a we śnie miał 5 x 10. Wydłużył się gdy chciałam podejść do tych ludzi, przez co oni się oddalali ode mnie. Weszłam do innego pokoju, a tam kolejni ludzie. W innych pomieszczeniach też się szwendali, ale nie mogłam się do nich zbliżyć. Wszyscy byli ubrani na czarno i byli cudzoziemcami z Bliskiego Wschodu.

Miałam pełno pytań. Byłam w szoku. Co ja teraz zrobię, gdzie będę spała, czy w ogóle zmrużę oczy? Do kogo zadzwonić, bo tak być nie może. Zadzwoniłam na policję, ale oni nie przyjeżdżali, nie śpieszyli się. Chcieli mi wmówić, że jak nie ma włamania to oni mają prawo tu być. Przypomniałam sobie, że mój syn zgubił klucze w parku 15 lat temu. Znalazca musiałby sprawdzić kilkaset bloków i tysiące mieszkań, żeby je dopasować do mojego mieszkania. Może to trwało 15 lat ;) Byłam w kropce. Ci ludzie nie zamierzali nigdzie iść. Patrzyli tylko kiedy zasnę, żeby się mnie pozbyć. Znikąd pomocy. Co ze mną będzie ???

I wtedy przyszła mi myśl, że to chyba nie moje mieszkanie. Przecież mam kamerę i włączam ją gdy wychodzę. Dostałabym powiadomienie gdyby coś się w domu poruszyło. Czyli to ja byłam intruzem w ich komunie. To się nie zdarza. To tylko sen. I obudziłam się. Była 8:30.

Kiedyś były małe mieszkania, a wszyscy przyjezdni się mieścili. A w tej chatce ile osób mogłoby spać?

źródło: TMZ.com

Zanim wypiłam kawę, zanim wydrukowałam załączniki do mejli, spóźniona zamówiłam prezenty. O dziwo przelew poszedł szybko, o 13:17 dostałam mejlem potwierdzenie i przesyłka już w trasie.

Gdy jestem mobilna to wybieram paczkomat zamiast kuriera. Zawsze o czasie, często poniżej 23 godzin. Nigdy nie zamawiam przez pocztę. Ostatnio ukradli mi wrześniowy egz. prenumeraty, a numer grudniowy idzie od 25 listopada, ciągle czekam. Nic dziwnego gdy w sortowni pracują skazani. Nikt tego nie pilnuje, a poczta płaci odszkodowania. Niestety wygrała przetarg i prenumerata nie może przejść przez inne ręce. Kiedy ta instytucja się skończy?, kibicuję konkurencji.

Potem tel. z US. Sprawdziłam i wysyłam korektę. Jak łatwo można naprawić błąd używając telefonu, pisząc wyjaśnienia i wysłać je mejlem ze skanem, a także wysłać natychmiast e-deklarację korygującą. To jedyne ułatwienia w tej pracy.

Potem pismo do zwolnienia. Zwolnienia są elektroniczne, ale z-15 już nie. Z-3 też trzeba wypisać. Na 8 stronach trzeba podać wszystkie informacje, które zus już ma. Czy tam pracują informatycy upośledzeni umysłowo? Aż się prosi o AI, która będzie łączyła wszystkie informacje i znikną urzędnicy, będą zbędni. Nic to, wszystko przeżyję. Nie powiem czego sobie życzę w związku z tym ;)

Wyszłam po 15, bo miałam 3 spotkania. 2 odwołałam.

W natłoku spraw zauważyłam jednak księżyc, po I kwadrze. Jedni idą spać inni do pracy.


Pierwsze skończyło się o czasie, ale po 5 minutach zostałam zawrócona i rozmowa przeciągnęła się. Kolejne spotkanie, opóźnienie tłumaczyłam sms. Gdy szłam na kolejne dostałam tel. „czy ja zapomniałam o spotkaniu”? Oczywiście, że nie, lecę, biegnę, będę najszybciej jak się da. Nic to, jest pochmurno, ale słoneczko się przedziera. I zawsze pod chmurami jest niebieskie niebo.

Potem w ramach odreagowania kupiłam sobie balsam borówkowy, naturalny, boski. Taka tam łapówka, zarobiłam to mam. Mikołaj przyniesie co innego.

Dziwny dzień. Gości z noclegiem mam umówionych w marcu i w lipcu/sierpniu.

Czy w maju też się ktoś pojawi?

 

23:32, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 grudnia 2018

Napisałam zaległy list do Mikołaja. Na pewno zdąży z prezentami, bo na liście były tylko 2 pozycje ;)


Potem było dziwnie. Dzień wyglądał jakby wyjęty ze snu, albo z filmu, albo z przeszłości. Trudno to wyjaśnić. Pasuje tu określenie deja vu – czyli już widziane.

Reszta się nie zgadza. Deja vu to przebłysk w ułamku sekundy, a u mnie cały dzień toczył się jakby był powielony. To już się kiedyś wydarzyło, dawno lub nie. Sen to w końcu lot duszy poprzez przestrzeń wariantów, w której są scenariusze wszystkich możliwych zdarzeń. Takie rzeczy zdarzają się zwykle gdy stoimy przed jakąś decyzją. Musiałam zobaczyć sceny z jednego dnia i je odgrywałam, nieświadomie. Gdy już coś zrobiłam to łapałam się na tym, że już to było. Jakby świat się zaciął i nadszedł dla mnie dzień świstaka.

Za wyjątkiem rozmowy z przyjaciółką. Rozmawiałyśmy o jej sprawach. Poczułam, że już kiedyś to było. I faktycznie, ciągle rozmawiamy na ten sam temat, więc to nie deja vu ;)

Cokolwiek robiłam działo się jakby we śnie, jakbym odgrywała jakiś scenariusz z góry wiadomy.

Nawet gra na kompie. W wolnej chwili.


Jakie jest prawdopodobieństwo, że dwa razy wychodzi ci serce? Zerowe. To stara gra Dune II. Nie ma takiej możliwości, bo za każdym razem inaczej zbiera się przyprawę.

A może to norma, bo przed świętami wykonuje się podobne rzeczy każdego przedświątecznego dnia.

Muszę to przemyśleć. Nic ważnego się nie działo, więc po co ta powtórka? Na pewno wrócę do tego tematu, jak to rozgryzę.

Minął dziwny dzień, czyli kwiecień.

 

23:43, bajka107
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
Archiwum
bajka107@gazeta.pl