Życie to wszystko co mam :
czwartek, 15 listopada 2018

W drodze do sklepu zainteresował mnie dzisiaj samotny domek na Pabianickiej.

To ruina. Nikomu nie przeszkadzał więc sobie niszczeje. Trzeba poczekać aż się sam rozpadnie.

To żaden zabytek, może zniknąć z naszych oczu. Mieszkali tam zwykli ludzie. Zostaną zdjęcia, nieretuszowane, jako znak czasów. Może trafią do książek z architektury. Ciekawe ile lat postoją obecnie budowane domy.

Każdą ruinę trzymają ludzie, którzy w niej mieszkają. Gdy ludzi nie ma, każdy budynek niszczeje, aż w końcu się rozpadnie.

A ulica Włókiennicza została uznana za zabytek i będzie pudrowana. Odradzam zamieszkanie tam. To mury zasikane, stęchłe, zapleśniałe, które nigdy nie będą dobre dla ludzi. Nie chodzi mi tylko o choroby, bo przecież wszyscy wiedzą, że tam gdzie grzyb, tam prędzej czy później ludzie chorują na płuca. Ile tam ludzi dostało nożem pod żebra, ile tam krwi wsiąknęło w ziemię. Ulica w centrum miasta będzie lukrowana. Pieniądze wydawane bez sensu, moje pieniądze.

Wielka firma państwowa wyburzyła jedną kamienicę na głównej ulicy miasta, choć to był zabytek. Nikt za to nie zapłacił. Szanujemy zabytki czy nie w tym mieście?

W centrum Polski mamy też inne zabytki.


Co jest ważniejsze? Człowiek jest nieważny. Ten zabytek musiałby się zapaść pod ziemię, wtedy coś by z tym zrobiono.

Dzisiaj na niebie świetnie widoczny Mars i Księżyc.

Ta jasna kropka po lewej stronie Księżyca to właśnie Mars. Nie chciałam mazać po fotce, więc wklejam zrzut z przydatnej apki.

Księżyc w 25° Wodnika i Mars w 29° Wodnika.

Na niebie mamy same stare planety, ale nie zabytki. Gdyby wysłać tam człowieka to by wszystko zniszczył. Pokazano jak człowiek to robi w filmie Avatar (nie lubię).

Patrzmy póki są ;) Niektórzy już się szykują na podbój tych staroci.

 

23:32, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 listopada 2018

Co za dziwny dzień. Poniedziałek a wolny od pracy. Nie dla mnie. Mam taką pracę, że pracuję kiedy chcę, odpoczywam kiedy chcę. I dzisiaj pracowałam, bo zwykle w poniedziałki pracuję.

Nie oglądam żadnych programów informacyjnych w tv i nie bardzo wiedziałam dlaczego dzisiaj jest wolny dzień od pracy. Co się takiego wydarzyło 12 listopada? Znalazłam tylko urodziny mordercy Charlesa Mansona. Niby dlaczego mamy to świętować?

Ciekawe kto to wymyślił? I jeszcze wszystkie szczeble legislacji to klepnęły. Po co? Mam nadzieję, że pomysłodawca zapłaci za chaos, za straty i za głupotę.

W międzyczasie upiekłam kolejny chleb z maszyny.


Chciałam upiec chleb z ziarnami i zrobiłam wg opisu z książeczki dołączonej do maszyny. Wykorzystałam 4 mąki: zwykłą chlebową, żytnią, orkiszową i pełnoziarnistą. Dodałam 5 łyżek ziaren słonecznika. Chlebek jest dobry, słonecznik widoczny jak się przyjrzeć i chrupie przy jedzeniu. Nie kruszy się, choć jest zbity. Trochę inaczej go pokroiłam, bo kromki są duże. Jedną kromką można się najeść. Nie będzie to mój ulubiony chlebek i go więcej nie upiekę. Wolę chleb mieszany pszenno-żytni, bo ja lubię gluten, nie szkodzi mi.

Ponieważ kupiłam różne mąki to muszę je zużyć. Po co ja tyle kupiłam? Przecież jej nie wyrzucę.

Kolejny chlebek będzie tostowy lub francuski.

Trzeba się tylko przyzwyczaić do jego kształtu. Od razu widać, że to z maszyny.

Dzięki tej maszynie mam więcej czasu. Wkładanie do wiaderka składników trwa łącznie z przesianiem mąki ok. 10 minut. Zamykam i zostawiam na 3 godziny. Potem wyjmuję, wiaderko przecieram szmatką i chowam maszynę jak wystygnie. Nie mam brudnych naczyń. Bardzo mi pasuje taka organizacja. Musiałam tylko znaleźć nowe miejsce dla wagi, żeby była pod ręką.

Raczej nie kupię już chleba ze sklepu. Jak się wprawię to będę piekła dla całej rodziny. Wszyscy mają maszyny, a nie pieką.

Mało mam rzeczy których nie używam. Jak mi coś nie leży to rozdaję.

 

23:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 listopada 2018

W sierpniu przeczytałam artykuł na stronie VOGUE wspominający młodego aktora, który był pierwowzorem współczesnych celebrytów i ikon stylu. Jaki byłby 48 letni River? To zupełnie niemożliwe, żeby dożył tego wieku. W jego życiu wydarzyły się rzeczy, które zbliżały go do śmierci. Musiałby zmienić środowisko i wyleczyć traumę z dzieciństwa (od 4 roku życia). Zmarł w wieku 23 lat.

River Jude Bottom urodził się 23.08.1970 = 30 = 3

O Trójkach już tyle napisałam. River od Losu dostał wiele zainteresowań i duże możliwości = 30 = 10 Uranów = artysta.

Z urodzenia realizował się 3/8/1/7 – przeznaczenie bycia artystą, charakter silny, miał intrygującą osobowość i robił wrażenie na innych (1), potrzeby i pasje (7) – potrzeba bycia przydatnym i pomocnym.

Rodzice nazwali swego pierworodnego syna Rzeka zainspirowani „rzeką życia z powieści Siddhartha Hermana Hessego. Jude to z Beatelsów (Hey Jude).

River urodził się z potrzebą bycia wolnym (23). Tatuś emocjonalnie wychowywał syna, od dziecka nauczył go odgrywania ról, wymuszał zachowania niezgodne z psychiką dziecka. Dziecko nie miało pojęcia o hipisach i wolnej miłości. Matka (8) mało zajmowała się dzieckiem, bo przychodziły na świat kolejne dzieci. Ograniczała się do wydawania nakazów i zakazów ograniczających rozwój dziecka. River robił co chciała matka. Był bardzo z nią związany.

Kolejne dzieci pojawiały się już w sekcie:

Rain Joan of Arc = 21.11.1972 = 24 = 6

Joaquin Rafael = 28.10.1974 = 32 = 5

Liberty Mariposa = 5.07.1976 = 45 = 9

Summer Joy = 10.12.1978 = 29 = 11

rodzinka uśmiechnięte grupowe fotki

Co kierowało rodzicami, Arlyn i Johna Lee, że nadawali dzieciom takie imiona? Rzeka, Deszcz, Wolność, Lato – czy to kojarzy się z ludźmi? Czy to ich nie krzywdzi? Czy ty chciałbyś nazywać się Jabłko albo Wschód?

Joaquin miał normalne imię, ale chciał mieć takie jak rodzeństwo, więc nazwał się Liściem (Leaf) w wieku 4 lat. Gdy był starszy to mu przeszło i wrócił do swojego imienia urodzeniowego. Po śmierci brata wycofał się. Teraz jest jego czas. Gra w filmach, przygotowuje się do roli Jokera. Ciekawe jak to się dla niego skończy. Heath Ledger Gra w coraz ciekawszych filmach i gra coraz lepiej. Dziwny był film Znaki z Melem Gibsonem. Ostatni film jaki z nim widziałam był o miłości do sztucznej inteligencji. Nie przeszkadzało mu, że zakochał się w maszynie, ale to, że w jednej sekundzie maszyna uwodziła miliony innych mężczyzn. Zabawne.

W 1972 r. rodzina dołączyła do sekty „Dzieci Boga” w Caracas w Wenezueli. Po latach wyszło na jaw co to była za sekta. Wykorzystywali seksualnie dzieci od najmłodszych lat, kazali im sypiać razem, pozwalali na sex z innymi dziećmi i z dorosłymi obu płci. Ojciec został arcybiskupem sekty. River opowiadał w wywiadach, że został zgwałcony w wieku 4 lat, ale wyparł to i nie chciał o tym pamiętać. Jak to na niego wpłynęło? Rzeka z najstarsza siostrą Deszcz musiał żebrać śpiewając na ulicach i przynosić pieniądze do sekty. Dzieci nie chodziły do szkoły. Uprawiały warzywa i owoce, były blisko z naturą, nie krzywdziły zwierząt. Żyli ekologicznie.

Rodzina opuściła sektę w 1978 r. Zmienili nazwisko na Phoenix, bo zamierzali się zmienić, zapomnieć o gwałtach i odrodzić się mocniejsi. Gdy wracali do kraju dzieci zobaczyły w jaki sposób traktowano ryby na kutrze. Od tamtej pory są weganami z wyboru. Na Florydzie dzieci występowały w różnych talent show, zarabiając na życie. Potem przeprowadzili się do Kalifornii, bo rodzice zdecydowali, że ich dzieci podbiją Hollywood.

W wieku 10 lat Rzeka zaczął grywać w reklamach, a potem w serialach i filmach.

River Phoenix = 3/1/3/7 – wrażenie na innych bardziej piorunujące (3 w osobowości), nic dziwnego, że dziewczyny za nim szalały. 1 w ekspresji – wiele talentów, rozpoczynanie wielu przedsięwzięć. Zajmował się aktorstwem, muzyką, działalnością charytatywną.

Skrzywdzone dzieci mają jakąś wrażliwość, która powoduje, że cokolwiek robią wzbudzają emocje. Ich krzywda wychodzi na wierzch i powoli ich zabija.

Gdy miał 16 lat zagrał w filmie Stay with Me, scenariusz na podstawie Body S.Kinga. Rivera od razu pokochały fanki. Znaczący film w karierze 4 chłopców. Dał im początek do kariery.

Pierwszy z lewej to Jerry O'Connell grał potem w Slidersach, w Jerrym Maquire, ostatnio w tv detektywa Cartera, ma wiele ról filmowych i tv na swoim koncie. Obok River, dalej Wil Wheaton, który zagrał w Star Treku. Pierwszy po prawej stoi Corey Feldman, który po niedługo po tym filmie zaczął ćpać, potem odwyk, potem ćpanie … Nikogo nie interesuje dlaczego młodzi ludzie ćpają. Przecież wszystkim nie przewróciło się w głowie, każdy ma powód. Żeby przetrwać życie (o normalnym życiu nie ma mowy) muszą się znieczulać. Mało który trafia na psychoterapię, żeby wyrzucić z siebie złe rzeczy z przeszłości.

Podczas wywiadu Corey'a z Barbarą Walters, ona kryła pedofilów. Powiedziała: "Niszczysz cały przemysł!". Video z tym wywiadem jest w sieci. Po aferze z Wildsteinem sprawy wyglądają inaczej, może ktoś mu uwierzy.
Nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że dzieci nie powinny grać w filmach, bo to źle działa na ich psychikę. Ja już nie oglądam takich filmów, zwłaszcza Kevina, którego jak na ironię puszczają w święta w pomarańczowej tv co roku.

Na tej stronie świetnie opisano ten film i młodych aktorów. http://lostfilm.info/kinoguide/137/

Jako 19 latek dostał nominację do Oscara za Running on Empty. A potem dostawał wiele nagród, świat filmu go doceniał.

Myriverphoenixcollection

Przyjaźnił się ze starszym od siebie o 6 lat Keanu Reeves. Zagrali razem w My Own Private Idaho. To wtedy River zaczął ćpać, żeby lepiej zrozumieć graną postać.

Razem płakali nad znikającymi lasami deszczowymi. To River kupił 800 akrów w Kostaryce, żeby chronić lasy. Nic dziwnego. River miał karmę misjonarza (7) gotowego do poświęceń i wypełnienia jakiegoś posłannictwa. Zaangażował się w ochronę środowiska, prawa zwierząt i w politykę. Był bardzo aktywny, nie dla fejmu.

Matka zmieniła imię na Heart i chciała zarządzać karierą syna. Ojciec przeprowadził się do Kostaryki, pił.

30 października 1993 roku River wybrał się do klubu Johna Deppa The Viper Room w West Hollywood. Tam balował z Kate Moss, Naomi Campbell, swoim bratem Joaquinem, siostrą Rain i dziewczyną. Ciekawe, że z duetem Depp-Moss balował też Michael Hutchence, który odszedł z tego świata nafaszerowany narkotykami i lekami w 1997 r.

Ostatni drink zmieszanych narkotyków powalił go, upadł i nie odzyskał przytomności. Zmarł 31.10.1993 roku o godz. 1.51. Miał we krwi marihuanę, kokainę, morfinę, Valium i leki bez recepty na przeziębienie. Kto trzeźwy wziąłby taką mieszankę. Nie ma grobu, bo prochy zostały rozsypane na rancho na Florydzie. Klub zamknięto na tydzień, a potem Depp zamykał go naw dniu 31.10. każdego roku, aż go sprzedał w 2004 r. Media zrobiły szopkę, włamali się do domu pogrzebowego i robili fotki. Nic dziwnego, że Joaquin się wycofał z życia publicznego i często zmyślał w wywiadach. Tego dnia zmarł też Federico Fellini, ale miał 73 lata. Odchodzą parami. To już 25 lat jak ich nie ma.

Każdy aktor w tamtych czasach mówił, że River to utalentowany młody człowiek, który zajdzie daleko. Miał też dobre serce i wrażliwość na cudze cierpienie. Nie latał samolotami, podróżował pociągami i samochodami. Był weganinem i nałogowym palaczem, nie widział sprzeczności. Uważał, że nie trzeba być z marginesu, żeby być narkomanem. Bo też ćpał.

Przyjaźnił się z Harrisonem Fordem, zagrał w Indiana Jonesie. James Cameron rozważał powierzenie mu roli w Titanicu, przez śmierć dostał ją Leonardo di Caprio. Miał zagrać Andy Warhola i wiele innych ról. Inni wykorzystali szansę.

Wykorzystywał swoją sławę, żeby coś zmieniać w życiu na ziemi. Jego życie miało sens, choć śmierć była bez sensu. Kochał Sama Sheparda, który był mu jak ojciec, porozumiewali się bez słów.

Uważał, że zwierzęta nie są naszymi zabawkami. Bolało go ich krzywdzenie i zjadanie. Chciał mieć dzieci, którym poświęciłby pierwsze 8 lat ich życia. Zdawał sobie sprawę z niedostatków własnego wykształcenia. Nie uczył się w szkole, nie miał dużej wiedzy. Wspierał finansowo organizacje ekologiczne.

I to wszystko w ciągu 23 lat życia.

Na początku pisałam, że nie było możliwe, żeby River dożył 48 lat. Na jego drodze stanęli ludzie, którzy pociągnęli go na dno. Każda decyzja powoduje wejście na drogę, z której nie ma odwrotu, zwłaszcza gdy świadomość jest nieobecna po narkotykach.

Wszystko co go spotkało zbliżało go do takiego końca - dorastanie w sekcie, wykorzystywanie dzieci dla pieniędzy, również seksualne, presja ze strony matki i załamanie nerwowe podczas kręcenia ostatniego, niedokończonego filmu.

Na tej kartce usiłowałam rozrysować życie człowieka. Dotyczy to każdego. Rodzimy się w punkcie A mając rodziców takich a nie innych. A potem kształtuje się nasza osobowość przez działania i decyzje rodziców, a potem nas samych. Nie sądzę, że czas jest liniowy. Czasem mamy poczucie, że żyjemy w pętli i nic się nie zmienia w rutynie dnia codziennego. Kiedyś pracowało się w jednej firmie 30 lat aż do emerytury, więc można było odczuć zapętlone życie, w którym wszystko jest łatwe do przewidzenia. Trzeba być trzeźwym, żeby móc wybrać drogę długiego i dobrego życia, eliminować złych ludzi. Wil Wheaton powiedział po śmierci Rivera, że był na niego zły, że umarł, bo miał wszystko, żeby osiągnąć długoletni sukces, a odszedł na haju, zanim pokazał wszystkie swoje umiejętności. Wokół każdego młodego aktora w Hollywood pojawia się grupa pasożytów, która doi z niego kasę. Ci ludzie separują ich od rodziny i zastępują przyjaciół, którymi nie są. Gdy doprowadzają do tragedii szukają następnego dawcę.

 

Codziennie podejmujemy decyzje, a czasem musimy podjąć ważną decyzję, które zmieni życie czy cele. Polecam obejrzeć ten film. Jaką decyzję podejmie bohater?

Bóg zapłać

https://youtu.be/FOnDTbVqnFw

Świetnie to widać w tym filmie krótkometrażowym Bóg zapłać , którego reżyserem i scenarzystą jest Jakub Radej. Film trwa tylko 10 minut i warto go obejrzeć. Polecam. Reżyser ma wrażliwość Kieślowskiego, ale swoje własne umiejętności pokazywania ludzkich dylematów. Ciekawy artysta, o którym jeszcze usłyszymy. Tak myślę.

 

 

środa, 07 listopada 2018

Kilka dni temu oglądałam serial Stacja Berlin. Kiedyś oglądałam pierwszą serię, a teraz drugą. Nawet nie wiedziałam, że coś tam dokręcili. Jak to dobrze, że można oglądać ciekawe seriale kiedy się chce. To współczesny serial szpiegowski. Lubię takie filmy. Nie zdziwiły mnie tajne więzienia w naszym kraju, albo wydalanie „dyplomatów” gdy coś się dzieje. Wiadomo, że lepiej mieć agentów w jednym miejscu i pod obserwacją.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że nikt z rodziny i znajomych nie lubi tego co ja. Oglądałam nieciekawe rzeczy, bo inni na nie patrzyli. A teraz dość. Nie mam nawet z kim o tym pogadać. Może zapiszę się do jakiegoś klubu dyskusyjnego ;)

Kto lubi Bourne'a i takie klimaty to polecam. Ciekawe, że w Berlinie umiejscowiony jest kolejny serial, który oglądałam (Odpowiednik- Counterpart). Co w tym mieście jest takiego, że ciągnie tam cała ludzkość ze wszystkich kontynentów? Czy chcą przejść do innego wymiaru, w którym będzie lepiej/gorzej?

No więc zainspirowana szpiegami postanowiłam sprawdzić, czy ktoś wchodzi do mojego mieszkania pod moją nieobecność. Drzwi do przedpokoju przymknęłam i postawiłam grubą zapałkę. Szpara była niewielka, taka na moją małą dłoń. Zapałkę wsadziłam w szparę między klepkami parkietu, była stabilna. Mogła się przewrócić tylko po otwarciu drzwi. To miało być zabawne, żeby mieć co opowiadać wnukom ;) Wróciłam po prawie 2 godzinach i otworzyłam drzwi wejściowe. Drzwi z przedpokoju były otwarte do połowy, a zapałka leżała sobie na podłodze w sporym oddaleniu. Trochę mnie to zdziwiło, a właściwie to byłam zszokowana, bo myśl, że ktoś wchodzi do mojego mieszkania w biały dzień była śmieszna. Niby po co. Nic nie zginęło, przynajmniej na wierzchu. Nie sprawdzałam w szafach. Jak to możliwe, że drzwi były otwarte inaczej niż zostawiłam. Nie było trzęsienia ziemi, ani wyczuwalnych ruchów tektonicznych. Fakt, że dwa piętra wyżej mieszkają ludzie ze wschodu, może wzbudzać niepokój.


Kolejnego dnia zrobiłam to samo, ale zrobiłam fotkę. Gdy wróciłam do domu, drzwi były na swoim miejscu, jak na fotce, ale zapałka znowu leżała. Dzisiaj to samo. Zapałka nie miała prawa upaść od podmuchu wiatru. Niemożliwe, a jednak to się dzieje.

Powinnam teraz wpaść w paranoję, oglądać się za siebie i nieustannie być czujną, nie spać, nie jeść. Takie nakręcanie się nie jest w moim stylu, jestem typem zadaniowym. Rodzący się strach trzeba oswoić. Kiedyś zagrażała mi podła Ukrainka. Nie mogłam żyć w strachu przed nią i jej kompanami, więc poszłam na krav magę. Wszystko rozeszło się po kościach, ale nabyłam pewności siebie i do dzisiaj mam refleks. Ukrainka odeszła w niebyt. Muszę się dowiedzieć jak to się dzieje, bo wytłumaczenie na pewno jakieś jest.

Ludzie zupełnie nie panują nad swoim strachem. Mój ojciec zanim poszedł na pierwszą operację raka to uporządkował wszystkie sprawy materialne, napisał pełnomocnictwa i wydał wszelkie dyspozycje. Na operację poszedł wyluzowany, bo można umrzeć w każdej chwili. Żyje już 16 lat od tamtego momentu. A ludzie mówią, że walczą z chorobą, zamiast ją zaakceptować i pożegnać się z życiem. Wtedy wracają i mają się dobrze. Z niczym nie walczą, nie nadają temu ważności, nadmiernego potencjału.

Wczoraj zadzwoniłam do przyjaciółki, bo przez imprezy nie miałam czasu pogadać o różnych ciekawych rzeczach. A ona mi mówi, że jej szwagier idzie do szpitala na operację. Tylko, że jego zżera strach. Boi się zaziębić, nie chce, żeby ktoś do niego przychodził z zarazkami. Kiedyś był mądrym wykładowcą na uczelni, który nigdy nie chorował, a teraz jest strachliwym upierdliwym dzieckiem. Może nie wie jak się zachować w takiej sytuacji, stąd ten strach. Nie da się nikomu przetłumaczyć, bo przecież jest się czego bać. Takie nastawienie pacjenta jest niekorzystne. Każdy lekarz miał taką sytuację, że wszystko było przygotowane, operacja się udała, a pacjent zszedł. A to wszystko przez strach. Pozytywny pacjent to połowa sukcesu. Jeśli można żyć to po co umierać.

Chyba kupię kamerę, żeby zobaczyć, w którym momencie ta zapałka upada. Zwierząt nie mam, a osoby, które mają klucze na pewno u mnie nie były. Mogłyby zaczekać. Po co agenci mieliby przychodzić do domu zwykłego człowieka. Nie zabrali nic, a może coś zostawili ;)

Ciekawe zjawisko socjologiczne. Czy można atmosferę z filmu przenieść na realne życie? Przecież życie to nie film. A może ;) To tylko moja projekcja. Skoro mogę zmieniać dowolnie pogodę, to mogę tworzyć cokolwiek. A może ja gram w jakimś filmie, ale jeszcze o tym nie wiem ;)))

 

22:42, bajka107
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 listopada 2018

W końcu upiekłam pierwszy chleb z maszyny. Właściwie to sam się upiekł.


Trwało to 3 godziny. Wszystko działo się w jednym pojemniku, więc nie ma zmywania. Składniki: mąka, woda, olej, sól, cukier, drożdże. Po pół godzinie mieszania dodałam siemię lniane. W chlebie prawie nie czuć, widocznie dałam za mało. Chleb jest z mąki pszennej i żytniej. Miało go być 900 g, ale niezbyt urósł. Chyba dałam za mało drożdży instant. Wygląda jak chlebek z piekarni za 5,90. Nie ma porównania do chleba z garnka, który kiedyś upiekłam. Ten jest bardzo smaczny i syty, nie kruszy się. Tamten na drugi dzień nadawał się dla ptaków.

Będę próbować piec inne smakowo chlebki, bo chleb ze sklepu wybitnie mi szkodzi. Piec w maszynie jest łatwiej. Tylko kształt będzie zawsze taki sam.



23:46, bajka107
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 października 2018

Na jakiejś planecie wszyscy ludzie siedzieli na ziemi na świeżym powietrzu. Nie było miast, domów, roślinności, niczego. Było jeszcze widno. Ludzie siedzieli i na coś czekali. Na gołej ziemi z pagórkami dla wygody. Kobiety i mężczyźni różnych ras, bez dzieci.

Nie hałasowali, po prostu siedzieli i czekali na swoją kolej. Ja byłam z P. Po chwili zostałam wezwana na wysłuchanie (dokładnie tak). Poszłam gdzieś gdzie mnie wezwali bez strachu. Miałam po prostu powiedzieć o swoich oczekiwaniach. Nie wiem o czym mówiłam, bo nie słyszałam, jakby to było tajne. Nic przez drzwi się nie przedostanie. Zajęło mi to kilka chwil, albo więcej. We śnie też miałam problem z oceną upływu czasu. Rozejrzałam się, część osób zniknęło, a ich miejsce zajęli inni. Nie znalazłam P. Wyjęłam jakiś patyk, który świecił jak latarka albo laser. Niebo już było ciemnogranatowe, więc na tym niebie „napisałam” tym laserem imię P. drukowanymi literami. Jasnobłękitny napis trwał na niebie jakby można na niebie pisać jak na tablicy co się chce. Zrobiłam to tylko ja, ale każdy mógłby gdyby zechciał. Pomyślałam, że jak P. to zobaczy to będzie wiedział, że ja jeszcze tu jestem. Nie było możliwości ponownego spotkania w tamtym miejscu. Ja zostałam przeniesiona, a P. został na jakiś czas. Wiedziałam, że na pewno się spotkamy. I imiona były już ustalone.

Obudziłam się o 5:15, było jeszcze ciemno.

Pierwsza myśl, że powinnam pomyśleć o najlepszym możliwym sposobie komunikacji, pozazmysłowym. Zasnęłam.

Potem zaczęłam sobie sen przypominać. Oczywiście to nie była ziemia. Nie mogłabym ogarnąć wzrokiem całej planety, żeby widzieć wszystkich ludzi. Ludzie na ziemi są hałaśliwi, roszczeniowi, nie siedzieliby posłusznie obok siebie.

To wyglądało jak poczekalnia przed pojawieniem się na Ziemi. Taka planeta dusz gotowych do dalszej podróży, z planem i zadaniami do wykonania, pogrupowana w „rodziny czy znajomych” którzy na pewno się spotkają.

W mojej rodzinie przed erą komórek porozumiewaliśmy się telepatycznie. Wystarczyło, że ktoś chciał, żeby odezwać się do niego i tak było. Moja mama, jak typowa 11, miała i ma prorocze sny, kontaktuje się ze swoją matką i siostrami, wie i przeczuwa wszystko. Jest takim sercem rodziny.

Wystarczy pomyśleć o kimś i ten ktoś dzwoni, pisze mejle czy kontaktuje się w inny sposób.

A więc komunikacja w mojej rodzinie jest znakomita, czyli zadanie wykonane.

 

23:23, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 października 2018

We śnie byłam w przeddzień jakiejś imprezy. Miałam kupić prezenty. Kupiłam pieczątkę. To miał być zabawny prezent ze śmiesznym tekstem. Tekst miał 3 linijki, ale nie zobaczyłam tekstu. Rozpakowałam paczką, żeby przepakować w coś ładnego, paragon wyrzuciłam. Potem dowiedziałam się, że ktoś tym samym domu też kupił pieczątkę. Bo ja mieszkałam w jakiejś komunie albo dużej rodzinie, jak komuna.

Ta druga pieczątka była lepsza od mojej, większa i treść fajna na 5 linijek (też nie pamiętam jaka). Gdy wzięłam tę pieczęć i odbiłam, okazało się, że treść jest odwrócona, lustrzana. Ktoś zrobił pieczątkę źle, nie pomyślał, że ma być odwrócona. Patrzyłam na pieczątkę i czytałam, ale po odbiciu tuszu napisy były lustrzane. Nie mogłam w to uwierzyć. To jakiś absurd. Przecież ten kto świadczy takie usługi musi to wiedzieć. Była noc. Ale rano trzeba było pójść i poprawić pieczątki. Nie mogłam znaleźć paragonu. Zaczęłam grzebać w śmieciach, wyjmowałam po kolei różne rzeczy. Paragonu nie znalazłam. Ale się nie ubrudziłam, jakieś czyste te śmieci, a właściwie niepotrzebne rzeczy. W domu mieszkało sporo osób, więc ktoś w międzyczasie musiał wyrzucić kubełek. Trzeba było iść do śmietnika na zewnątrz. Dlaczego tylko ja się tym przejęłam? Można było wyrzucić złe pieczątki i iść z byle czym. Już świtało. Obudziłam się.

Obudziłam się zdziwiona, że coś mi się śniło i że wszystko doskonale pamiętam.

Ostatnio szukam prezentów dla 3 osób. Ciężko jest coś kupić dla osoby, która ma wszystko.

Kupiłam kilka prezentów na jutro. Za tydzień idę na rocznicę ślubu i nic nie mam. Ten sen to chyba z wrażenia, że nic jeszcze nie wymyśliłam. Szukam inspiracji. Takie teraz czasy, że można kupić wszystko, ale co? Najlepiej wychodzą mi prezenty jak nie ma okazji. Po prostu widzę coś odpowiedniego dla kogoś, kupuję i daję. Teraz jak mus, to jest problem. Mam jeszcze kilka dni. Nie będę grzebać w śmieciach ;)

Na pewno nie kupię pieczątek ;) Co to w ogóle za pomysł. Jak dla dziecka.

 

22:06, bajka107 , Sny
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 października 2018

Ostatnio coś się dzieje z czasem. Już kiedyś pisałam, że w środę mam poczucie, że jest sobota. Najpierw takie poczucie miałam raz na m-c. Potem już co tydzień. Ostatnio we wtorek mam poczucie, że mamy piątek. Muszę spojrzeć w kalendarz, żeby nie zawalić jakiegoś spotkania czy terminu. Zastanawiałam się skąd takie poczucie. Czasem nagnę czas, żeby szybciej zrobić dużo rzeczy. Ale nie jest to codzienność.


Zachwycając się najbardziej kolorową porą roku wróciłam do eksperymentów. Opisałam jeden taki eksperyment na pierwszym blogu. Byłam pod wrażeniem sprawdziłam i skończyłam z tym. Bo to niczego nie wnosiło do mojego życia.

Miesiąc temu przy zakładaniu biustonosza poczułam na plecach zgrubienie. Tworzył się jakiś pieprzyk czy coś podobnego. Przecież codziennie będę go urażała więc musiałam się go pozbyć. Więc go dotknęłam palcem i powiedziałam w myślach: „żegnam, nic tu po tobie, przeszkadzasz mi, pa pa.” Uśmiałam się, że mówię do nie wiadomo czego. Ale rano gdy się ubierałam po pieprzyku nie było śladu, aż wzięłam lusterko. Potem wysłałam w niebyt krostkę na czole pod grzywką. Zastosowałam dokładnie ten sam schemat. Dotykasz, mówisz i robisz coś innego. Efekt był taki sam. Nie mam śladu. Potem rozzuchwalona chciałam zrobić to samo ze znamieniem na policzku. Nie zadziałało. Czy ja nie chce za dużo naraz?

Praca księgowego jest bardzo urazowa. Ciągle atakują mnie segregatory i kartki. Gdy czegoś szukam to na biurku mam stos dokumentów i o ranę łatwo. Ostatnio przecięłam sobie skórę na palcu lewej ręki. Nic takiego, ale przy myciu rąk mnie szczypało. Gdy pracuję myję ręce nawet 16 razy dziennie, zwłaszcza gdy dotykam paragonów z kas fiskalnych. One zawierają szkodliwa chemię, nie wolno w trakcie takiej pracy jeść, ani dotykać np. oczu. No więc spojrzałam na czerwoną kreskę i pomyślałam, że jej tam nie ma, poszła sobie, zagoiła się, zniknęła, wyparowała. Nie mogłam wrócić do zranienia, bo nie wiedziałam, kiedy to było. Potem zajęłam się swoimi sprawami (tak trzeba – nie nadawać ważności swoim zamiarom). Wieczorem na palcu nie było śladu rany, ani jej samej. Wiadomo, że kiedyś by się zamknęła, ale byłby strupek.

W zeszłym tygodniu było ciepło więc założyłam czółenka na gołe stopy. Po całym dniu chodzenia okazało się, że mam odciski. Dokładnie 4, po jednym na każdej pięcie (zakrwawione pęknięte odciski), i po jednym odcisku na każdym małym palcu. Mogłabym zaplastrować rany i dalej chodzić. Postanowiłam sprawdzić znikanie odcisków. Były już znikające siniaki, znamiona i rany. Spojrzałam na odcisk na prawej stopie i powiedziałam do niego: znikaj, przeszkadzasz mi.

Rano 3 odciski były na „swoim” miejscu, a na prawej stopie zniknął z palca. Te odciski ciągle mam, bo gojenie jest powolne. W końcu codziennie zakładam jakieś buty. Nie próbuję je unicestwić, bo mają już tydzień, są za stare.

Nie robiłam zdjęć. Gdybym uwieczniła moje skaleczenia to może nie mogłyby zniknąć?

Czy to co robię i będę robiła zalicza się do cofania w czasie? Chyba nie, bo przecież podobno nie można. Ja jestem wyznawcą prawa Murphy'ego – gdy coś może się zdarzyć to się zdarzy. To brzmi jak druga zasada Huny – Kala – nie ma rzeczy niemożliwych. Nieważne jak to nazwiemy, ważne, że działa.

Starając się wytłumaczyć moje działania przypomniałam sobie znakomity film – Interstellar. Nikomu ze znajomych on się nie podobał. Ciekawe ;) Bracia Nolan nadają na tych samych falach co ja, uwielbiam ich skróty myślowe i niedopowiedzenia. Konsultantem filmu był astrofizyk Kip Thorne, a więc to nie był bajkowy film. Wiadomo już, że czas inaczej płynie w różnych miejscach, np. w okolicy czarnej dziury, czy na innych planetach. Dlatego możliwe było spotkanie ojca z córką, która była zestarzała się szybciej od niego.

Ta scena bardzo mi się spodobała. Wyobraziłam sobie, że np. ja mogłabym skakać po wymiarach, serfować. Może kiedyś będzie to możliwe. Tylko ludzie musieliby się otworzyć. Każdy chce „skakać w hiperprzestrzeń” ale z całym bagażem fizyczności, musi być ubrany i mieć przy sobie dużo hajsu, żeby w nowym miejscu rządzić ;)

Z nowym – starym zegarkiem nie jest tak różowo. Zapominam go nakręcić prawie co drugi dzień. Zauważyłam też, że spóźnia się minutę na dobę.

Coś jest na rzeczy z czasem skoro politycy chcą zaprzestać manipulowania nim. Akurat teraz?! Człowiek myśli, że gdy przestawi zegarki to i panuje nad czasem. A to tak nie działa. Ludzie już się kłócą jaki ma być czas, letni czy zimowy. Taki iluzoryczny wybór. Odwracanie uwagi, patrz tu a nie tam. Czy na pewno czas biegnie liniowo, od punktu A do B?

Skoro mogę zmieniać maleńkie rzeczy w dopiero co minionej przeszłości to co z przyszłością?

Otóż mam przebłyski pewnych zdarzeń, ale nie mam na to wpływu.

Np. gdy usłyszałam o referendum w sprawie brexitu, to wiedziałam jak się to skończy i wyrobiłam sobie paszport. Znajomi patrzyli na mnie dziwnie, ale ja wie3działam.

W czerwcu wiedziałam, że Trump wygra. Ktoś powie, że to było wiadomo i że to przez Podestę i pizzagate. W dniu wyborów 2 razy przechodziłam obok zakładów buchmacherskich, ale nie wiedziałam ile postawić i zrezygnowałam. Nie byłam zdziwiona kto został prezydentem.

Potem gdy Dylan dostał nagrodę Nobla to powiedziałam, że jej nie odbierze. Na początku długo się nie odzywał, czyli miałam rację. Potem odezwał się i podziękował. No trudno, nie wszystko wiem. Potem na wręczenie nagród nie pojechał, wysłał kogoś innego. Czyli ja miałam rację.

Gdy usłyszałam, że Wodecki trafił do szpitala, to usłyszałam jego głos: jaki jestem zmęczony. Wiedziałam, ze umrze, bo już ma dość pracy. Potem sprawdziłam go, był typowa Ósemką, robił wszystko dla pieniędzy. Tylko po co, miał przecież uznanie i mało nie zarabiał. Okazało się, że grał nawet po 2 koncerty dziennie w oddalonych od siebie miejscach, bo utrzymywał rodzinę, w tym bardzo dorosłe dzieci. Nawet po śmierci jest wykorzystywany.

Gdy obserwowałam pompowanie balona piłki nożnej to powiedziałam do nawiedzonego znajomego: blamaż (lubię określenia jednym słowem). I tak się stało. Nie obchodzi mnie sport i nie ja powiedziałam to w „złą godzinę”. Ja po prostu słyszę pewne rzeczy. A właściwie to efekt pewnych zdarzeń pojawia się w mojej głowie, na trzeźwo, w pełnym słońcu, pomiędzy zwykłą aktywnością. Nie mam wpływu co się pojawi i nie mogę tego planować. Nie znam mapy wydarzeń, a na pewno taka istnieje. Od pewnego momentu pewne rzeczy muszą się wydarzyć i można je „podejrzeć” w jednej z szufladek międzywymiarowego banku wiedzy.

Przestałam się przejmować ludźmi chorymi. Gdy widzę w tv czy internecie jakąś reklamę i prośby o pieniądze, to nie daję, bo wiem, że one nic nie pomogą, człowiek (dziecko) umrze. Nic nie mogę z tym zrobić.

Zaburzenia czasoprzestrzenne są, ale nie wiem czy są inni ludzie, którzy też to dostrzegają właśnie teraz. O przyczynach tego stanu jeszcze nic nie wiem.

Spotykam na ulicy coraz więcej ludzi. Którzy „nie mieszczą” się w swoim ciele. Gdy zobaczyłam to pierwszy raz to pomyślałam, że mam zwidy. Ale teraz coraz więcej ludzi „nie pasuje” do siebie.

To wygląda tak: patrzę na kogoś, na jego ciało, a jego ciało stoi a jego środek (obraz) się porusza. Jak jakieś zakłócenia. Ciężko to wytłumaczyć. To wygląda jakby w ciele „mościł się” duch, który przybiera postać tego ciała. Ten „duch” i ciało wyglądają tak samo. Dotyczy to zwykłych ludzi spotykanych na ulicy. Wiadomo przecież, że wszystko drga. Najszybciej drga Bóg i dlatego nie możemy go zobaczyć. Gdy zaczniesz machać ręką bardzo szybo to nie zobaczysz ręki. Sprawdź.

Normalnie każdy człowiek wibruje tak jak ciało. Czasami jego pole się rozszerza, tak jak

kiedyś (Dzien-z-wampirem) opisałam zdarzenie, gdy pewna kobieta nagle się odwróciła jakby poczuła, że ktoś ją dotknął. Była przede mną ok. 6 m, a ja musiałam nieświadomie ją dotknąć „mentalnym palcem”.

Teraz to zupełnie co innego. Upewnia mnie to, że fizyczność to umowa na to miejsce i czas. Ale wcale tak nie musi być na zawsze. Może dlatego tak ogromną uwagę przykłada się teraz do wyglądu ciała. Odciąga się uwagę do tego co się dzieje z czasem w przestrzeni tego wariantu. :)

Na urodziny, jako dodatek do prezentu dostałam kupon lotka. Powiedziałam wtedy: na pewno szczęśliwy. A potem gdy goście wyszli sprawdziłam numerki. Miałam z tym kłopot, bo nie za bardzo wiedziałam jak to sprawdzić, tyle jest nowych gier. W wyszukiwarce wyszło, że mam 10 zł. I tak było, dostałam prezent z wartością dodaną. Tego nie przewidziałam ;)

 

22:02, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 października 2018

Dni jeszcze ciepłe, ale noce już chłodne. Lato się skończyło nadeszła jesień.

Zapakowałam letnie ciuchy do toreb i chodzę już w krótkich kozakach. Przeziębiam się od nóg, więc o nie dbam.

To idealny czas na robienie zapasów na zimę.

Mam już czosnek ze sprawdzonego źródła.


Dostałam 4 kg kaszy gryczanej, 2 kg palonej i 2 kg niepalonej.


To moja ulubiona kasza, dlatego aż tyle zjadamy zimą. Kasza pochodzi z targu, ze sprawdzonego źródła. Nie ma moli, a przesypuję ją do szklanych słoików. Kasza palona jest łagodnie palona, a nie przypalona.

Wstawiłam jabłka na ocet jabłkowy.

Od lat nie kupuję tylko sama robię. To łatwe. Bierzesz słoik, jakikolwiek i kroisz jabłka. Potem zalewasz wodą z cukrem, na 1 szklankę dajemy 1 łyżkę cukru. Cukier rozpuszczam we wrzątku, a po ostygnięciu zalewam. W tym słoju mam 4 jabłka i 4 szklanki, niepełne. Odstawiam na 4 tygodnie, zadzwoni timer ;) Potem zlewam do ciemnej butelki, kawałki jabłek wyrzucam i płyn trzymam w lodówce. Ocet jest łagodny.

Z imprezy zostało mi pół litra wódki, więc zrobiłam nalewkę z kasztanów.


Kasztany dostałam z lasu, umyłam, wysuszyłam, przekroiłam na pół (wyrzuciłam jeden kasztan bo w środku był pusty), wrzuciłam do słoika i zalałam wódką. Zakręciłam i trzymam w pokoju, bo jest cieplej niż w kuchni. Wstrząsam kilka razy dziennie. Nalewka będzie gotowa po miesiącu. Będę ją testowała na plamy rubinowe.

Przyleciał P. Po trzeciej pizzy zrobiłam śląskie kluski i buraczki zasmażane. Zdecydowanie wolę prawdziwe jedzenie. Przy okazji zrobiłam test. Mocz był lekko różowy. Zaskoczyło mnie to, bo nic takiego nie robię. A jednak.

Ubiegłej zimy piłam na czczo pyłek kwiatowy. I jeszcze mi tyle zostało.

Mój ojciec woli propolis, a ja lubię pyłek, bo ma właściwości odżywcze i biotyczne. Parę łyków i mam witaminy, biopierwiastki i mikroelementy, a nawet błonnik. Nie lubię suplementów, więc radze sobie w ten sposób. Lubię też miód, mam 4 słoje. Mogę go jeść łyżeczką bez niczego. Oczywiście łyżeczka jest metalowa, bo lubię ją wylizywać. Drewnianą nie można lizać, a ja nie marnuje dobrych rzeczy.

W piątek idę na badanie krwi, jest promocja – pakiet 17 badań kosztuje 99 zł. Ostatnie badanie robiłam 2 lata temu. Nawet jak się człowiek dobrze czuje to warto się sprawdzić.

Zgodnie z planem dostałam bread maker. Kupiłam 4 kg różnych mąk i zacznę piec chlebki, aż znajdę swój ulubiony. Sklepowego chleba już jeść nie mogę, jest obrzydliwy.

Tak więc jestem dobrze przygotowana do zimy. Z grubsza ;)

Innych zapasów nie robię, bo jabłka czy cebulę można kupić cały rok.

 

22:56, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 września 2018

Poszłam dziś na cmentarz, na którym leży babcia mojego ex. Chciałam jej pokazać, że znalazłam jej zegarek i że go noszę. To dziwne, bo przecież jej tam nie ma. Cokolwiek powiem ona tego nie usłyszy. W grobie leży ciało, a nie ona sama, nie jej energia. Jeśli miałaby być to tam gdzie umarła, a nie na cmentarzu. Mówiłam już, że babcia była świetnym, normalnym człowiekiem. A tacy szybko idą w górę, nie oglądają się za siebie. Źli ludzie, przywiązani do materii, żałujący zostawionego bogactwa, przywoływani przez żyjących – szorują po dnie zaświatów.

Strata jakiegokolwiek człowieka to brak możliwości pogadania. Nieodwołalnie. Ludziom wydaje się, że bliscy patrzą na nich, opiekują się nimi, a to nieprawda. Ich już nic nie obchodzi, chcą jak najszybciej się wznieść i nie oglądać się za siebie. Często my im na to nie pozwalamy, z egoizmu.

Groby i cmentarze są dla żyjących. Gdy człowiek umiera to nie wiadomo co zrobić z ciałem, w którym nie ma życia. Nie każdy chce być spalonym, a niektóre religie na to nie pozwalają.

A więc poszłam na cmentarz, a tam cicho. Piękna pogoda, słoneczko przygrzewało, trochę ludzi. I cisza, spokój. Spotkałam wiewiórkę, ale szybko uciekła.

Chyba zamówię odnowienie napisów na płycie. Babci wszystko jedno, ale dla mnie będzie ładniej. Właściwie to obca osoba, ale czuję się odpowiedzialna.

Na babci płycie jest napis „Nie wszystek umrę”, cytat przypisywany Horacemu. Tylko, że on wiedział, że jego twórczość przetrwa jego życie. Dla zwykłego człowieka takie pożegnanie mówi o nadziei żyjących, że śmierć to nie koniec. Umiera ciało, pojazd do podróży w materialnym świecie. Każdy czuje, że to nie koniec. Stąd te napisy. Nie wiem co babcia usłyszała od nas na koniec swojego życia. Co można powiedzieć umierającemu?


Rozejrzałam się wokół, jakimi słowami żegnają swoich bliskich inni. Kilka się powtarza. Nie chodziłam po całym cmentarzu. Dużo można o tym opowiadać. Najlepiej obwiniać za śmierć Boga, a to nie on chce naszej śmierci, to nie jego wola. On nam tylko pozwolił pobyć tu chwilę. To my sami wybieramy ścieżki do tej podróży, a splot wydarzeń powoduje, że śmierć przybliża się, albo oddala. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. On nie chce naszej śmierci. Niektórzy muszą znaleźć winnego, żeby nie brać odpowiedzialności za swoje życie.

Cmentarz w zwykły dzień wygląda zupełnie inaczej niż w dniach, w których chodzą tam wszyscy.

I jest cicho. Dawno nie słyszałam takiej ciszy.



23:03, bajka107
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 września 2018

Zajrzałam do jednej z szuflad, żeby coś wyrzucić. Mam wrażenie, że mam za dużo niepotrzebnych rzeczy. I znalazłam stary zegarek. Radziecki, Wostok. Nie wiadomo czy to damski czy męski. Na kopercie jest liczba 2214, cokolwiek to znaczy.

Może go oddam jakiemuś zegarmistrzowi, będzie miał części do napraw. Nakręciłam go i zaczął chodzić. Był sprawny i punktualny, ale nie nadawał się do noszenia. Miał porysowaną szybę i nie miał paska. Poprawiłam datownik, bo stanął dawno temu 17 dnia jakiegoś miesiąca. Wskazuje czas idealnie, ma też sekundnik.


Pojechałam do zegarmistrza, wymienił szybkę i kupiłam pasek. Mam „nowy” zegarek za 40 zł.

Dawno nie miałam nakręcanego zegarka. A ten muszę nakręcać codziennie. Jestem niezależna od baterii, ekologiczna.

Zrobiłam rozeznanie w sprawie właściciela zegarka. Likwidowałam mieszkania po 2 babciach. Ten zegarek był po babci mojego eks. Babcia zmarła 18 lat temu, miała 78 lat i była świetną osobą. Ciekawe ile lat ma zegarek, bo go nosiła od zawsze.

Nie noszę używanych rzeczy, bo nie lubię i nie wiem do kogo należały. Może to był dobry człowiek, albo menda, tryskający energią lub chory na raka, pechowiec lub szczęściarz – po co ryzykować. Wobec tej babci mam jeszcze pewne zobowiązania, więc będę ten zegarek nosić z radością.

I tak jest, mówisz – masz. Pisałam niedawno, że nie wyobrażam sobie nosić drogiego zegarka, więc mam wybitnie tani zegarek. Dla mnie liczy się funkcjonalność, a mój nowy zegarek ma znaną mi historię.

Gdy dostajesz coś czego nie chcesz to sprawdź jak myślisz, czego chcesz. Może myślisz, że na coś nie zasługujesz i dlatego to cię omija. Myślenie jest bardzo ważne, a podlane energią ma moc stwarzania materii.

Wczoraj na spotkaniu z przyjaciółką w knajpie, zegarek został „oblany” piwem, bo nowy nabytek, żeby się dobrze sprawdzał trzeba oblać. Taka tradycja w mojej rodzinie.

Zapomniałam o sprzątaniu i wyrzucaniu. Może jeszcze coś znajdę ;)

Cieszę się odkryciem ;)

 

23:20, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 września 2018

Mam coraz więcej wolnego czasu. Zupełnie nie wiem dlaczego. Nie jestem lepiej zorganizowana, raczej nie rozpraszam się nieważnymi rzeczami.

Więc mam czas na oglądanie filmów.

Jest coraz więcej interesujących seriali. Oczywiście nie w tv pl.

Powtarzają dość nowy serial „Odpowiednik”. Premiera światowa była w grudniu 2017, a premiera polska w styczniu 2018 r. Obejrzałam wszystkie 10 odcinków 1 serii. Obecnie filmowana jest kolejna seria.

Lubię seriale, bo można w nich więcej powiedzieć niż w filmie. A ten serial ma dobrze obmyślaną intrygę. A zwróciłam na niego uwagę za sprawą głównego aktora J.K.Simmonsa. 4 lata temu sprowokował mnie do agresji w filmie Whiplash. Dawno nic mną tak nie wstrząsnęło. Nic dziwnego, że dostał za tę drugoplanową rolę nagrody, z Oscarem włącznie. Chyba łatwo gra się drani.

Zgadnij, który jest Silk, a który Prime ;)

Bohaterem filmu jest Howard Silk, który jest zwykłym pracownikiem ONZ, w Berlinie. Wykonuje nikomu niepotrzebną pracę, której sam nie rozumie. Po 29 latach odważył się prosić o awans, który go omija. Pewnego dnia dowiaduje się o działającym przejściu do innej rzeczywistości. I spotyka swojego bardziej przebojowego odpowiednika. Trzeba mieć warsztat, żeby zagrać dwie różne postaci o takiej samej powierzchowności.

To thriller s-f, ale dobrze zrobiony, nie jak bajka.

Ciekawa jest rozmowa obu panów. Dowiadują się o tym co lubią, jaką mają pracę, w jakim są związku. Niby są różni, a jednak mają pewne cechy charakteru takie same, np. umieją kłamać na zawołanie. Panowie mają podobną pracę, ale w innej hierarchii. Zupełnie inny natomiast związek z kobietą. Mamy wpływ na swoje zachowanie i myślenie, a nie mamy wpływu na innych.


W filmie mamy aktorów różnych narodowości.

Tu Anglik, Amerykanin, Duńczyk. Multikulturowość.

Pomyśl, o co byś zapytał swojego odpowiednika, gdybyś się znalazł w takiej sytuacji. To ciekawe, jak by się potoczył nasz los, gdybyśmy dokonali w pewnym momencie innego wyboru. Może być i tak, że życie nas i naszego odpowiednika będzie bardzo podobne, jak życie innych zwykłych ludzi.

Fajne, prawda.

Ludzie często są niezadowoleni ze swojego życia, odkładają przyjemności na zaś. Często zamiast polegać na sobie, opierają swoje życie na kimś innym i gdy go zabraknie, nie wiedzą co robić i jak dalej żyć.

W serialu jest jeszcze inna ciekawa postać, która gra Harry Lloyd, angielski aktor tv. Jest on praprawnukiem Dickensa, grał m.in. w Grze o Tron. A potem akcja się komplikuje i jest jeszcze ciekawiej.

Fabuła jest wciągająca i film się dobrze ogląda. Dowiesz się, że świat jest zarządzany przez kogoś kogo nie widać. A ten kogo widać to marionetka. Z przyjemnością obejrzę jeszcze raz ten serial. TV Emituje po 2 odcinki.

Teraz w serialach czy filmach musi być pewien schemat. Np. musi wystąpić gej i/lub lesbijka, związki miłosne międzyrasowe, czyli biała kobieta jest w związku z czarnym lub latynosem, lub inne konstelacje Jest też dużo przemocy i zabijania, jakby sponsorami byli producenci broni.

Czekam też na kolejną serię serialu Sukcesja. Podoba mi się, bo znam w realu postaci z filmu. Niektórych szokują ich rozmowy, mnie nie.

Naprawdę szczerze polecam.

Wolę zdecydowanie oglądanie filmów w domu, bo nie lubię zapachu kina. No i dobrze jest zobaczyć w akcji aktorów, a nie celebrytów.

 

23:53, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 września 2018

Słyszę nieraz od koleżanek, że mają nudne życie, nic się nie dzieje, rutyna. Chyba za dużo oglądają relacji z życia idealnych ludzi w mediach społecznościowych.

Mnie to akurat mało interesuje, nikogo nie śledzę, więc mam więcej czasu na ciekawsze zajęcia.

Co jakiś czas przyglądam się mojemu zwykłemu dniu, żeby zobaczyć dlaczego mam dobry humor i nieustanne poczucie szczęścia.

Rano wstałam o 7. Rzadkość. Ale na 9 miałam omówienie wyników kontroli w zus. Kiedyś się tym stresowałam, nie spałam po nocach i czekałam na to co ja takiego złego zrobiłam, czekałam na kary, albo więzienie. Odpowiedzialność przechodzi z klienta na mnie, czyli osobę odpowiedzialną. Oczywiście nic z tego co oczekiwałam się nie zdarzało. Czasem trzeba było zrobić jakieś korekty, coś tam dopłacić, albo nie. Może to doświadczenie, ale teraz zupełnie się niczym nie stresuję. Po co. Protokół podpisałam, odebrałam oryginały dokumentów i dowiedziałam się, że spółka ma jakś nadpłatę sprzed lat. Trzeba napisać o rozliczenie konta. Koniec.

A wychodząc z domu pękła mi smyczka do kluczy. Wyrzuciłam ją, bo zepsute rzeczy zabierają energię. Klucze zawsze mam na długiej smyczy, bo wtedy łatwiej je znaleźć w torebce. Mogłabym się zafiksować negatywnie na cały dzień. Niby to zły omen. Tylko po co. Wybieram, czy mam się tym przejmować czy nie.

Nie nakręcałam się, więc kontrola spłynęła po mnie jak po kaczce lub gęsi.


To są gęsi. Białe. Ostatnio byłam u przyjaciółki w jej nowym domu i je spotkałam ;) Blisko miasta.

W tramwaju zagadywała mnie pani, która jest na emeryturze, zmarł jej mąż i ona musi żyć za 800,- A często do niej przyjeżdża niepracujący syn i zabiera wszystko z lodówki. Narzekała na swój los. Usiłowałam zwrócić jej uwagę na to co może robić ze swoim życiem, ale była oporna. Czuła się pokrzywdzona przez los, pracowała w firmie transportowej nawet w soboty i niedziele, a teraz ma głodową emeryturę i znikąd pomocy. Problem w tym, że ona się niczym nie interesuje, nie ma w sobie ciekawości niczego. Narzeka.

Potem na przystanku zobaczyłam staruszkę, która stała, mrużyła oczy i usiłowała zobaczyć numer tramwaju. Bo u nas każdy tramwaj ma bardzo różne rozmiary numerów, każdy jest inny. Dla staruszków to problem. Przechodząc obok niej powiedziałam, że to trójka. Pani oderwała wzrok i uśmiechnęła się. Dlaczego ludzie nie umieją prosić o pomoc?

A ja lubię zauważać takie sytuacje i robić drobne przysługi. Trenuję uważność.

Potem załatwiałam zwykłe sprawy u klientów. Na luzie, bo dopiero początek miesiąca.

Zadzwonił telefon gdy jechałam autobusem. To z urzędu skarbowego w sprawie kwietniowych deklaracji. Nie mogłam rozmawiać nie mając dokumentów. Powiedziałam, że oddzwonię.

Jak to dobrze, że są telefony i wszystko można załatwić. Oddzwoniłam. Okazało się, że ten sam plik jpk puściłam 2 razy i system tego nie rozumie i liczy podwójnie. Wysłałam kolejny taki sam plik jako korekta. Sprawa załatwiona.

Miałam czas spojrzeć w niebo.


Godzina 10.38 i mam słońce i księżyc na jednym niebie. Ciągle nie rozumiem co przysłania księżyc, że nie jest okrągły. Próbowałam kiedyś zrobić model, ale mi nie wyszło.

A po godzinie z innego urzędu dzwoni pani i mówi, że plik jpk nie zgadza się z deklaracją w innej spółce. Gdy wzięłam dokumenty, to pani stwierdziła, że wg niej wszystko się zgadza i nie rozumie dlaczego system widzi coś czego nie ma. To tylko sztuczna inteligencja, która inaczej pracuje. Człowiek zawsze będzie góra, bo umie naprawić oczywiste pomyłki. Kolejna sprawa załatwiona.

W międzyczasie dostałam sms, że wpłynęły mi pieniądze na konto. To klient, który zawsze mi płaci zanim cokolwiek zrobię. Woli nikomu nie zalegać. Szanuję to :)

Potem w kolejnym tramwaju usiadł przede mną jakiś starszy pan. Dzwonił jego telefon. Kiedyś wszyscy mieli ten sam dzwonek, teraz każdy ma inny. Za co jestem wdzięczna.

Za mną usiadła jego żona, która usłyszała dzwonek. Próbowała jakoś dać mu znak. Spytałam czy chce usiąść na moim miejscu, bo mogę się przesiąść. Najpierw powiedziała, że nie, ale w następnej sekundzie powiedziała, że chętnie i że dziękuje. Przesiadłam się.

Czy to był dobry uczynek? Oczywiście, że nie zrobiłam sobie dobrze. Może by mnie wkurzyła gdyby krzyczała mi nad głową, bo jej mąż był przygłuchy. Tak to miałam spokój. Wszyscy byli zadowoleni.

Wszystko co mnie dzisiaj spotkało mogło mnie wyprowadzić z równowagi. To jak postrzegamy świat to nasz wybór. Można się złościć, albo przyjmować wszystko jako doświadczenie.

Po co utrudniać innym życie. Łatwiej się żyje jeśli ludzie sobie nawzajem pomagają. Gdy robisz coś dobrego, nawet małego, to urastasz. Naprawdę to dobrze wpływa na każdego.

Ale najlepsze jest pomaganie gdy nikt tego nie widzi. Pomagasz innym, ale tak, żeby tego nie widzieli. Potem słuchasz, że to jakiś cud, coś zdarzyło się wspaniałym zrządzeniem losu, to Bóg czy coś tam. Naprawdę to jest najlepsze, bo czujesz się jak stwórca, możesz zmienić czyjeś życie. Nawet lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział, bo wtedy nie ponosisz odpowiedzialności za tego człowieka. Co zrobi z nową szansą to jego sprawa.

Kiedyś opisałam sytuację, jak to zmieniłam życie robaka, który utopiłby się w wiadrze z wodą. On na pewno mnie nie widział, ale gdy już czuł śmierć to nastąpiło niezrozumiałe dla niego ocalenie. Więcej tu Transerfing-cele-i-drzwi

I tak się życie toczy, między domem, pracą i ludźmi. Zwykłe życie. Ja się nie nudzę. Nie biorę udziału w napuszczaniu ludzi na ludzi. Bo to mi szkodzi.

Mamy teraz takie bogactwo owoców lokalnych. Jak ta gruszka prosto z drzewa.

Nie przyjechała z daleka. Nie ma wyglądu marketowego, a smakuje bajecznie. Zjadłam, była pyszna. :)

Codziennie dzieje się dużo rzeczy i proza życia może być inspirująca.

Doceń to co masz, doceń życie.



23:23, bajka107
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 sierpnia 2018

W tym tygodniu były dwa pogrzeby znanych ludzi. Znanych na moim osiedlu. Jedna osoba to listonosz. Nie doczekał emerytury, chorował krótko. Druga osoba to pani, która pracowała w kiosku z gazetami. Była tęga, siedziała cały dzień w pracy. A potem szła bardzo wolno do domu. Wszyscy ją znali i lubili. Miała 72 lata, a wyglądała na starszą. To chyba przez wygląd. Zmarli byli znani, ale nikt im nie składa hołdu. Co za dziwaczność czcić jakiegoś człowieka.

Listonosz używał swoich nóg w pracy. Aż przestały go nieść przez życie. Pani używała nóg za mało, więc miała problemy z krążeniem, a to rzutowało na cały organizm.

W życiu ważna jest równowaga. Powinno być w sam raz, ani za dużo ani za mało.

Wszystkie osoby, które narzekały na nogi (z moich znajomych) już nie żyją. Gdy stopy odmawiają noszenia, to trzeba jakoś temu zaradzić, albo się poddać.

Ludzie mają bardzo zniekształcone stopy. Pora roku jest idealna na takie obserwacje.

To stara klasyfikacja oparta na długości palców. Za tym idzie opis osobowości. Nie przytaczam go tu, bo jest wyssany z palca. Zupełnie się nie zgadza, więc nie będę powielać głupot.

Ja mam grecką stopę. Nie pamiętam kiedy to zauważyłam. Moje śląskie ciotki mówiły, że będę zarabiała więcej niż mąż. Miałam wtedy kilkanaście lat i nie zamierzałam wychodzić za mąż. Potem wyszłam za mąż i faktycznie zarabiałam więcej. Może dlatego mąż się słabo starał. A po rozwodzie musiał się wziąć do roboty i teraz zarabia więcej ode mnie ;) Ten folklor śląski sprawdził się, być może to takie rodzinne programowanie.

Koleżanki czy znajome kobiety mają typowe stopy, czyli greckie.

Postanowiłam sprawdzić jak to jest w rzeczywistości. Czy naprawdę większość kobiet ma stopy z palcami proporcjonalnymi. Przez ostatnie 3 dni przyjrzałam się stopom napotkanych kobiet. Robiłam fotki stopom nie zwracając uwagi na wiek. Miały tylko mieć odkryte palce. Patrzyłam najpierw na stopy, potem na dłonie. Często stopom poświęca się mniej uwagi.

Oto efekt.

Zrobiłam 34 fotki. Moje też tu są ;)))

Okazało się, że połowa spotkanych kobiet ma stopy greckie. Nie jestem w mniejszości. A więc nie zgadzają się procenty z pierwszej fotki. Gdybym dalej prowadziła swoje „badania”, to okazało by się, że rozkład jest 30-30-30, a może jeszcze inny. Nie wiadomo dlaczego tak jest, że palce mają różną długość. Podobno stopy rzymskie i greckie mają skłonność do halluksów. A mojej mamy koleżanka miała ogromne halluksy na obu stopach egipskich. Bo ona od najmłodszych lat tańczyła w zespole ludowym, zawsze na palcach. Miała bardzo zniekształcone stopy.

Te klasyfikacje są nikomu niepotrzebne, bo nic nie wyjaśniają.

Ale pobawić się można ;) Ciekawe jak jest gdzie indziej.

Z palcami u rąk też jest podobnie. Usłyszałam kiedyś na jakimś filmie ezo, że mężczyźni mają dłuższy palec serdeczny od wskazującego. Więc ja jestem facetem. I to pierwszym facetem z macicą, bo nie da się ukryć, że urodziłam dziecko.

Czy ja mam zadatki na pogromcę głupot?

 

wtorek, 21 sierpnia 2018

Rano pojechałam do zus. Najpierw załatwiłam jedną sprawę. Potem zmierzałam do innego biurka, bo zupełnie nie było ludzi. Naprzeciw mnie szła kobieta i patrzyła na mnie. Uśmiechała się przyjaźnie. No to ja też się uśmiechnęłam. Nigdy się nie uśmiecham bez powodu. Kiedyś miałam uśmiech na twarzy, do czasu. W supermarkecie pewna pani prosiła, żebym się nie śmiała z jej niepełnosprawnego dziecka. Ludzie różnie odbierają suszenie zębów.

Pani w zus zastąpiła mi drogę, ośmielona spytała gdzie kupiłam sukienkę, w którą byłam ubrana. Już kiedyś miałam taką sytuację ( Waz-slowa ), ale niezmiennie nie umiem się zachować w takiej sytuacji. Zaniemówiłam, ale się uśmiechałam. Pani powiedziała, że wyglądam rewelacyjnie, a jej córka też by w niej dobrze wyglądała. Oczywiście odpowiedziałam na jej pytanie. Potem obie poszłyśmy w swoją stronę. Ciekawe, że ludzie mają śmiałość zaczepiać innych, chociaż w miły sposób. Wole sukienki, bo szybko jest się ubranym. Nigdy nie zobaczysz mnie w dresach, bo nie jestem dresiarą, nawet w domu.

Nie ma to jak rozpocząć w miły sposób dzień. Uśmiechałam się, gdy tylko sobie przypomniałam poranną sytuację.

Potem pojechałam do up. Jeszcze nie widziałam tylu opalonych ludzi w jednym miejscu, oprócz plaży. Wypoczęci i zrelaksowani czekali z numerkami. Czy ta instytucja jest naprawdę potrzebna? Nikomu nie pomaga, wymyśla druczki, każe stawiać wszędzie pieczątki i potwierdzać wydruki z programów jako oryginały. Aż chce mi się napisać „za zgodność z 20 oryginałem”, bo przecież mogę drukować ile chce egzemplarzy, które zawsze będą oryginałem, a nie kopią. Ale nie wolno komentować i się nabijać z biurokracji, bo paniusie utrudnią życie, będą się czepiać udowadniając swoją ważność, choć nie są ważne. Nie udało im się zmienić mojego dobrego nastroju. Trwa on od bardzo dawna i nic nie jest w stanie mnie zdenerwować.

Potem jeszcze dwa spotkania. Przy okazji dowiedziałam się, że można mieć 35 lat i nie mieć żadnego przyjaciela ani nawet znajomego. Jak to możliwe, skoro po ziemi chodzi 7 mld ludzi? To nieciekawa osobowość.

Kupowałam dzisiaj ziemniaki na knedle lub kluski śląskie, jeszcze nie wiem. Przesypując do koszyka trafiłam na taki egzemplarz.

Można powiedzieć, że to nerki jak uważa artysta Moby i ja ( Serce-czy-nerki ) Niektórzy widzą co chcą, albo czego im brakuje.

Czy to ważne ;)

Moje bratki mają się coraz gorzej. Są coraz mniejsze. Usychają. W zasadzie nie powinno ich już być.

Serial SIX 2 rozwija się w dziwnym kierunku. Oglądam. Weinstein ma dziwny stosunek do kobiet. W 2 serii to kobiety są gorsze od mężczyzn w knuciu intryg, wykorzystywaniu i zabijaniu zwykłych ludzi, a cia to ściek. Czy wojsko lub wywiad to miejsce dla kobiet? Jak będzie funkcjonowała kobieta po powrocie do cywila? Będzie piła czy ćpała, żeby nie widzieć ludzi, których zabiła. Nikt jej nie pomoże. Kilka razy wspomniano nasz kraj, to ciekawe.

23:12, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 sierpnia 2018

W czwartek minęło 10 lat od kiedy piszę w tym miejscu bloga. Jak ten czas zleciał.

Jestem w tym miejscu, ale nie czuję się jak kamień, który obrósł mchem. Bo wszyscy wiedzą, że tylko toczące się kamienie nie obrastają. Te sentencje mnie dobijają. Milion razy powtarzane, nie zostaną prawdą.

A prawda jest taka, że czuję się szczęśliwa, spełniona, na swoim miejscu. Nie mam pojęcia dlaczego i jak to zrobiłam, ale tak jest. Odpowiedź jest być może na tym blogu, ale nie jestem pewna. W końcu nie piszę tu wszystkiego. Dobry nastrój też pojawił się znikąd.

Szczęście to kwestia wyboru. Chcesz to masz. Wejdź do sklepu i weź sobie z półki to co ci się podoba.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że od podstawówki robię właściwie to samo.

Już w 6 klasie pisałam pamiętnik. Wydawało mi się, że mam ciekawe życie, codziennie było coś nowego co warto było zapisać. Ale żyłam w strachu, że ktoś go może przeczytać. Bo tam umieszczałam moje osądy ludzi (dzieci), których spotykałam. A nie chciałabym, żeby ktoś się dowiedział co tak naprawdę o nim myślę. W końcu go wyrzuciłam, chyba go spaliłam.

W podstawówce ukształtował się główny zarys mojego charakteru. Potem to już było temperowanie, doświadczanie i wyciąganie wniosków.

W szkole wkurzałam się tematami typu: co poeta miał na myśli. Zwykle gdy wywoływano mnie do odpowiedzi to wymyślałam niestworzone historie, zupełnie nie pasujące do kanonu. Nauczyciele dali mi spokój, bo ile razy można odpowiadać na pytanie: a może myślał co innego. Skąd oni wiedzieli co poeta miał na myśli. Potem wiele razy przekonałam się, że odbiór każdego dzieła jest indywidualny. Artysta mógł myśleć o chmurach na niebie, a odbiorca o depresji. Np.

W podstawówce zaczęliśmy pisać wypracowania. Ja zawsze wybierałam tematy dowolne, ale nie mogłam się nigdy rozpisać. Często było tak, że nauczycielka ogłaszała 3 osoby, które napisały najlepsze wypracowania. Zwykle wyczytywała moje nazwisko, co mnie zawsze dziwiło. Ale najgorsze było to, że pani potem czytała na głos to co napisałam. To było straszne. Nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam. Mogłam oczywiście pisać gorzej, ale miałabym złe oceny. Wybierałam tematy dowolne, bo wtedy można było polatać po różnych tematach, osobach, wydarzeniach, aby udowodnić jakąś tezę. Na maturze pisałam o bohaterze romantycznym. Napisałam chyba z 12 stron, albo więcej. Bo tych bohaterów trochę było. I właściwie dalej się zajmuję opisywaniem ludzkich zachowań, czy to ludzi sławnych czy zwykłych. Nic się nie zmieniło. Myślałam o psychologii, a poszłam na ekonomię.

Naprawdę możesz robić coś zupełnie innego od swoich zainteresowań i być szczęśliwym. Wybierz co chcesz.

Tylko nie żyj nadzieją. Działaj.

Tyle wymyślono sentencji na ten temat.

Najbardziej znana jest chyba ta z Piekła Dantego, z Pieśni III. To lektura, więc każdy czytał. Podobno nad wejściem do piekła jest napis:

Wchodzący we mnie, zostawcie nadzieję!

W tych słowach napis na bramie czernieje.

A w oryginale: „Lasciate ogne speranza, voi ch'intrate”. Ale melodyka ;)

To lektura dla dzieci. Czy nie za wcześnie? Potem zapominamy. A tam jest dokładny opis co robić w życiu, żeby nie trafić do piekła, czyli spędzić życie na tym co do nas należy. Wszyscy o tym zapomnieli i szukają w życiu czegoś co nie wynika z ich duszy. Marnują czas goniąc za mrzonkami, mając nadzieję na coś co się nie wydarzy.

Ci nieszczęśliwi, co żyjąc, nie żyli

Nie musisz kupować książek, wystarczy internet: boska-komedia-pieklo Przypomnij sobie o tym.

Nadzieja matką głupich.

Mój ojciec od 40 lat gra w gry lotto. Ma nadzieję na wygraną. Kiedyś mu wyliczyłam, że gdyby wrzucał tą kasę do pudełka, to miałby już przynajmniej 2 razy główną wygraną. Czasem ja mu kupie jakiś kupon w prezencie, ale to raczej dla zabawy. Ojciec miałby więcej gdyby nie grał. On mówi, że kiedyś wydawał pieniądze na papierosy, teraz na gry. Jego wybór.

Parę lat temu moja znajoma zachorowała na raka. Oczywiście sprawdziłam w książkach jaka to mogła być przyczyna. Idealnie pasowało do niej, ale jak jej to powiedzieć. Próbowałam ją nakierować, co ma robić, jak się zmienić, ale był duży opór. Ona pisała na forach o sobie, a inni jej pisali, żeby nie traciła nadziei, że wszystko będzie dobrze. Cofamy się i wracamy do średniowiecza. Choroba nie pojawia się znikąd, nie każdy choruje na to samo, inni w ogóle nie chorują. Jej życie i relacje rodzinne doprowadziły ją do tej choroby. Ona nie wierzyła lekarzom, rodzice przykładali ręce i mówili, że będzie dobrze. I umarła, nie miała jeszcze 40 lat. W chorobie trzeba działać, a nie mieć nadzieję.

I po raz trzeci na tym blogu (Sentencje i tu Nietzsche) przytoczę zdanie, które przypisuje się Nietzche.

Nadzieja jest najgorszym złem, bo przedłuża ludzką udrękę.

I miał rację. Gdy zwariował nie miał już nadziei na zdrowie. Tak mu było źle, że oszalał. Umierał 11 lat i nie był świadomy wegetacji.

Człowiek nie może tracić życia mając nadzieję, że będzie lepiej. Będzie lepiej gdy zacznie działać. Tak jest na każdym polu. Porzuć wszelką nadzieję już na tym świecie i wybieraj mądrze, w zgodzie ze sobą. Żeby to robić musisz najpierw poznać siebie, kim jesteś, jakie masz słabe i mocne strony, co lubisz a czego nie, z czego możesz zrezygnować i na czym ci zależy.

Wszyscy powtarzają „żyj z nadzieją na lepsze jutro”, od papieża, po guru i kołczów. Możesz być kim chcesz, miej nadzieję, że tak się stanie. Nieprawda, tak się nie stanie.

Definicja: Nadzieja - życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i niepewność, że tak się stanie.

Kluczowe jest tu słowo „niepewność”. Niby chcesz, a nie jesteś godzien. Gdybyś naprawdę chciał i wiedział, że ci się to należy, to byś to osiągnął. Pewność uzyskujemy, kiedy wiemy, ze to jest dla nas dobre.

W sieci trafiłam na to:

Zwykle przypisuje się te słowa Einsteinowi, który nic nie robił tylko wygłaszał sentencje.

Życie to nie jazda na rowerze. Niby każdy umie jeździć, a tylu nieszczęśników zapełniających czeluście piekła.

Gdy tak będziesz postępował, to ci życie minie jak mgnienie oka.

Są w życiu takie chwile, kiedy trzeba się zatrzymać i pomyśleć, rozejrzeć się wokół, trafić na znaki lub przyjazne osoby. A co robią chorzy artyści? Żyją nadzieją, że będzie dobrze i dalej pracują, nie dociekają przyczyn choroby, szukają lekarstw na zewnątrz. Źle robiłeś, weźmiesz tabletkę i będzie dobrze. Tak się nie stanie, prędzej taki ktoś umrze. Nie pomoże dieta, bieganie i rzyganie. Trzeba naprawić relacje z bliskimi, zmienić swoje myślenie na różne sprawy. Przynajmniej trzeba stanąć i się zastanowić. Na pewno nie wolno robić to co do tej pory, zapomnieć o pracy, zająć się sobą i swoim domem i rodziną. Wybaczyć wszystkim i sobie. Wtedy nastąpi poprawa. Ominiemy piekło.

To co się wydarza w dzieciństwie, dobre czy złe, rzutuje na całe nasze dorosłe życie.

Czy masz kogoś kto już nie żyje, z którym chciałbyś się spotkać i porozmawiać? Obcym, bo cię interesuje.

Ja chciałabym spotkać się z Platonem. Od podstawówki, czyli odkąd usłyszałam o nim po raz pierwszy. Pamiętam, że się z nim nie zgadzałam w czymś, myślałam, że on taki mądry a takie głupoty gada. No i wierzył w nieśmiertelność duszy, czyli był optymistą. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Nie pojawił się nikt mądrzejszy lub wart spotkania. Platon był uczniem Sokratesa, uważanego za najmądrzejszego człowieka i nauczycielem Arystotelesa. Sokrates zginął, bo trzymał się kurczowo swoich zasad. Czyli nie był zbyt mądry. Przecież życie jest najważniejsze. Do ostatnich swoich chwil możesz coś zmienić, coś naprawić. Nigdy nie jest za późno. Tylko na tym świecie jesteśmy kimś, mamy jakiś plan na życie. Gdy odchodzimy z tego świata tracimy wszystko, jesteśmy kroplą w oceanie. Dlatego wielu boi się umierać, zbyt są przywiązani do materii.

Sen się skończy, gdy poznamy swoją rolę – tak powiedział Doctor Who w 5 serii. Gdy wiesz kim jesteś, nic nie jest w stanie cię powstrzymać od realizacji celów, nie błądzisz. Będziesz robił to co do ciebie należy, po co przyszedłeś na ten świat. Zatrzymaj się. Zejdź z roweru.

 

22:55, bajka107 , myśli
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 sierpnia 2018

Właśnie mija połowa chińskiego Roku-Ziemnego-Psa 176 dzień z 353.

Główne zdarzenia, które mogły się wydarzyć opisałam w lutym. Można sobie przypomnieć, lub przeczytać po raz pierwszy.

Zwykle pewne przewidywania się spełniają, inne nie. Jak w życiu. Nie można niczego przewidzieć z całą pewnością. Bo przyszłość zależy od wielu przyczyn i decyzji wielu osób.

Spektakularna akcja ratunkowa w jaskiniach skupiała uwagę wielu ludzi.

W roku żywiołu ziemi wiadomo było, że będą trzęsienia ziemi, lawiny, wstrząsy, ale nad tym wszystkim będzie czuwał Pies.

Zdarzenie rozpoczęło się w dniu

23.06.2018 = 22

Nic nie zapowiadało nieszczęścia. Grupa młodych sportowców z młodym trenerem wyruszyła na wycieczkę. Zatrzymali się na 4 kilometrze. I dobrze, że nie poszli dalej (22=4) ;)

22 to dwa księżyce, niezdecydowanie, empatia, które dają 4 – Saturna – budowniczy struktur – odpowiedzialność i potrzeba nieustannego działania. Dobry plan był w tej akcji kluczowy.

Dzięki opiekunowi kilka dni minęło im szybko, chłopcy nie zdawali sobie sprawy z mijającego czasu. To wpływ opiekuńczego Psa. W trudnej sytuacji ważna jest współpraca i opieka. Wtedy wszystko pójdzie dobrze.

Potem świat dowiedział się, że znaleziono chłopców, ale są problemy z ich wydostaniem. Mamy XXI wiek a nie radzimy sobie z żywiołami.

I tu znowu wkroczył Pies. Znaleźli się ludzie gotowi do pomocy. Nie mogli to być celebryci, a doświadczeni, kompetentni, skromni ludzie.

22 przyciągnęło zdolnych do dużego wysiłku ludzi, których cechuje ambicja, upór, wytrwałość i kreatywność. 22 nie jest na pierwszym planie, a w tle. Im mniej było wiadomo, tym dla powodzenia akcji lepiej.

I pojawili się nurkowie z 30 letnim stażem, odważni, skromni i cisi. Spokój i rzetelna ocena sytuacji były w akcji kluczowe, bo to gwarantowało sukces. A potem wystarczyły 3 dni, żeby wszystkich uratować. Trójka zawsze przynosi szczęście ;) 13 osób uratowanych. Cale zdarzenie trwało 18 dni.

Każdy wiedział co ma robić i to robił. Współpraca.

Richard Harris, Richard Stanton, John Volanthen, Ivan Karadzic, Craig Challen i inni niemniej ważni.

Oczywiście niektórzy chcieli wyjść na pierwszy plan.

elon-musk-atakuje-brytyjskiego-nurka

elon-musk-nazwal-nurka-vernona-unswortha-nurka-pedofilem

Szkoda czasu dla tego człowieka. Przysłał urządzenie, które nie pasowało do jaskini. Ale przecież nie trzeba się znać, żeby robić wokół siebie szum. Tam było miejsce tylko dla dobrych ludzi.

W sieci jest wiele artykułów na temat tej akcji i na pewno ta historia zostanie sfilmowana. To przykład współpracy kompetentnych ludzi, dla których jest oczywiste pomagać w sytuacji zagrożenia.

misja niewykonalna

Richard-Harris-Lekarz-ktory-uratowal-chlopcow-z-jaskini-Tham-Luang

odznaczenia-za-odwage

akcja-ratunkowa-jaskini

Ziemia żąda ofiar. Zginął jeden z nurków 38-letni Saman Kunan. Stracił przytomność z niedotlenienia.

richard-harris-opracowal-plan-uratowania-dzieci-z-jaskini-w-tajlandii-gdy-z-niej-wyszedl-dowiedzial-sie-o-smierci-ojca

Akcja ratunkowa musiała się udać. Wszystkie znaki na niebie i ziemi dawały wskazówki co robić, żeby uratować dzieci. Wystarczyło tylko robić swoje, zgodnie z planem.

W roku Psa łatwo zweryfikujesz kto jest przyjacielem, a kto takiego udaje. Kluczowa jest współpraca, sprawiedliwość i lojalność. Kto taki nie jest niech siedzi cicho do lutego 2019 roku.

Jak celebryta, który udawał „adopcję” psa, ale ma małe mieszkanie, więc już nie chce zwierzaka. Albo Beckhamowie, którzy uciekli odrzutowcem z Bali, bo bali się trzęsienia ziemi. Musieli skołatane nerwy leczyć w drogim hotelu, ale myślami są z poszkodowanymi. Hotel oczywiście za darmo udostępnił bogatej rodzince pobyt. Rok Psa weryfikuje takich ludzi.

Ile warte jest życie zwykłych ludzi, a ile bogaczy? Dokładnie tyle samo.

Bo życie jest najcenniejszym dobrem człowieka.

 

środa, 08 sierpnia 2018

Byłam na jakiejś pustyni. Było gorąco. Stanęłam przed jakąś skalistą górą. Usłyszałam, że te skały weryfikują człowieka. Trzeba stanąć przed nimi i zadać pytanie, albo coś powiedzieć. Nie bardzo wiedziałam jak to działa. Kiedyś miałam włożyć dłoń do kamiennych ust, ale się bałam i nie włożyłam.

I wtedy po prawej stronie pojawił się Ronaldo, ten piłkarz. Naprawdę, nie zmyślam. I on stanął przy skalistej ścianie, coś powiedział i skała się otworzyła i przesunęła w dół. Pojawiło się malowidło, bardzo kolorowe. Pomyślałam, że to azteckie malowidło, ale przecież oni nie malowali mandali. Bo malowidło przypominało mandalę. Obrazek po chwili się schował pod skałą.


Po lewej stronie pojawił się Clint Eastwood. Naprawdę ;) I on zrobił to samo. Jego malowidło również się wysunęło ze ściany. Było inne, ale też kolorowe. Trwało to kilka chwil, a potem malowidło się schowało.

to moje kolorowanki z apki

Teraz przyszła kolej na mnie. Zaczęłam się zastanawiać co ja mam powiedzieć, o co zapytać, czego oczekiwać, jak się zachować. Za długo czekałam i ogromna skała zniknęła. Przez moje niezdecydowanie coś mnie ominęło.

Obudziłam się.


Ciekawy zestaw postaci. Kilka lat temu oglądałam film o Ronaldo, o jego „parametrach”, talencie, wytrzymałości i niezwykłych umiejętnościach. I oczywiście o jego pracowitości. Piłka nożna zupełnie mnie nie interesuje, ale ludzie tak. Chyba kiedyś pisałam o Ronaldo.

Clint nie jest moim ulubionym aktorem, a po Snajperze to już go omijam. Ale jest również pracowity. Jest aktorem i reżyserem, nieustannie coś robi, a ma już 88 lat.

To są osoby, które na pewno wiedzą czego chcą i tam zmierzają. I mają talent.

Wczoraj byłam u mamy, ale o niewłaściwej porze. Ona oglądała jakiś turecki serial. Nie mogłyśmy rozmawiać, bo film był ważniejszy. W pewnej chwili kobieta w serialu zaczęła płakać, ale bez łez. Wykrzywiała twarz w dziwnych grymasach i udawała, że płacze i jest jej bardzo źle. A ja zaczęłam się śmiać. Modelki bez talentu nie potrafią zagrać wielu emocji, bo nie mają warsztatu. One nie są pracowite, cele mają inne. To nie moja bajka. Szkoda czasu na oglądanie takich produkcji. Mama się obraziła. Następnym razem sprawdzę jak będę do kogoś szła, czy akurat nie ma jakiegoś serialu.

Kilka dni temu szukałam małego pudełka na jakieś drobiazgi. Znalazłam pojemnik po rękawiczkach, a tam karteczki. Wyciągnęłam jedną.

Kiedyś piekłam ciasteczka z wróżbą i mi kilka karteczek zostało. Żeby nie zapomnieć przyśnił mi się ten sen. Nie da się go zapomnieć ;)

Faktycznie, muszę być czujna, żeby niczego nie przegapić. Bo okazje pojawiają się i znikają. Jak fale szczęścia.

Nieustannie się nawilżam wodami smakowymi własnej roboty. Lato jest takie jak powinno. Jest ciepło.

 

Dowolne owoce, lód, szczypta cukru, szczypta soli, woda.

Na zdrowie :)

 

23:07, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 lipca 2018

Nie muszę już wykłócać się o to, w którym mieście jest więcej meneli. Na Times Square śpią i nikt im nie przeszkadza. Cały świat patrzy na to w kamerze NY

Nie wysłuchuję już, że u nas wszystko jest tanie. Jak się zarabia 5 tys. tygodniowo to trzeba pieniądze gdzieś wydać ;) Doceniam, że polscy lekarze leczą, a nie przepisują tylko paracetamol. Cieszę się, że mam możliwość wyboru. Nie wsiadam do tramwajów z niemieckich śmietników, wolę iść pieszo. Nie chodzę do niemieckich sklepów, bo im nie ufam. Mam wybór. Doceniam, że go mam.

Będę jednak oglądała ciąg dalszy serialu Six. Kto nie oglądał niech dalej nie czyta.

To film dla mężczyzn, ocieka testosteronem. Wildstein jest geniuszem, szkoda tylko, że wykorzystywał swoją pozycję na „dobrowolny” sex. Serial ma świetną obsadę, aparycja aktorów świetnie pasuje do osobowości postaci. Sama się dziwiłam, że go oglądałam, na początku z uprzejmości.

Znakomicie przedstawiono zawodowych komandosów, którzy są na zawołanie, mordują, a potem jakby nigdy nic wracają do domowych pieleszy. Jeden z bohaterów w ostatnim odcinku pierwszej serii mówi: „czy przypadkiem śmierć jego dziecka była spowodowana jego pracą?” Karma czy sumienie? Człowiek dotknięty tragedią, śmiercią dziecka, szuka usprawiedliwienia i wytłumaczenia. To bez sensu, bo w śmierci nie ma sensu. Życie dziecka jest bezcenne.

Przypomniał mi się Niccolo Machiavelli, który powiedział, że „ranić należy tak, aby nie musieć obawiać się zemsty.” Minęło pół wieku, a on ma ciągle rację. Gdyby zabili wszystkich nie byłoby historii. Jest wiele filmów, w których świadek się mści. Polecam.

Nadrabiam zaległości w czytaniu prasy. Ojciec dostarczył mi kolejne dodatki do GW. Nie czytam GW, bo nie interesuje mnie polityka. Nie łykam wszystkiego jak leci. Ale GW zmusza do myślenia.

W DF przeczytałam interesujący reportaż o młodzieży w Ełku. Zwróciłam uwagę na jedno pytanie, które zadała reporterka.


Trochę to niezrozumiałe, żeby łączyć ważność z książkami. Czyżby posiadanie książek było wyznacznikiem czegoś? Książka jest najbardziej nietrwałym nośnikiem. Papier się niszczy, łatwo można go spalić. Książki muszą coś wnosić do naszego życia. W księgarniach jest pełno książek bezużytecznych, w sam raz na podpałkę. Obrazy na skałach, tabliczki sumeryjskie są wieczne i zawierają wiedzę, a nie zabawę.

Dla młodego pokolenia ważne jest posiadanie domu i samochodu. I to się nie zmienia od wieków. Bo człowiek musi mieć swoje miejsce na ziemi, żeby zapuścić korzenie. To dom jest ważny, a nie kariera.

Autorka miała zadawać pytania z ankiety z lat 90. A pytała o uchodźców, Unię Europejską czy ulubionych polityków. To nie są pytania sprzed lat. Pytała o co chciała. Bije po oczach niekonsekwencja.


A młodzież jest zadowolona z własnego życia. Czuje się na właściwym miejscu. Kogo obchodzą politycy? Świat się nie kręci wokół nich.

Najcenniejsze jest życie, bo to wszystko co mamy. Reszta sama przyjdzie, jak będziemy potrzebować. Praca, kariera, sława jest chwilowa.

Właśnie podpisałam nową polisę ubezpieczenia mieszkania. Musiałam podać ile chcę za kradzież z włamaniem, za akcje ratownicze w przypadku zdarzeń losowych, a nawet wycenić torebkę, gdyby ktoś mi ją wyrwał z rąk. Dobrze, że nie muszę wyceniać swego ciała ;) Nogi mam cenne, bo lubię chodzić ;)))

Właściwie to nie mam nic cennego bez czego nie umiałabym żyć.

Czy noszenie drogich rzeczy ma sens? Czy przez to człowiek nabiera wartości? Czy przez to jest lepszym człowiekiem. Stawiam na funkcjonalność i ładność. Gdyby nie Pudelek nie wiedziałabym, że można wydać 8 tys. (i więcej) na brzydką torebkę.

Mam kilka markowych zegarków, ale ich nie noszę, bo do mnie nie pasują. To prezenty. Bliska mi osoba nie założy zegarka poniżej 2 tys. Tak ma. Nie przeszkadza mi to. Ja takiej potrzeby nie mam.

Ja noszę zegarek za 35 zł. Właśnie zauważyłam, że odpadła jedna cyferka. Czy mam kupić nowy? Przecież widzę, która godzina. Czy ta wiedza jest mi niezbędna? Może dam zarobić zwykłemu człowiekowi, a nie Korsowi.

tani zegarek ;)

Niedawno raper Offset został zatrzymany przez policję. On twierdzi, że dlatego został zatrzymany, bo jest czarny i jechał w bardzo drogim aucie. Policja mówiła, że przejechał po żółtej podwójnej linii, czyli było wykroczenie. Czarni mają niskie poczucie własnej wartości. Jak się dorobią, to się obwieszają złotymi łańcuchami i szpanują. Gdy ma się kasę można opłacić swoją wolność.

A 25 letni sportowiec dienis-tien-nie-zyje-zginal-przez-lusterka-samochodowe

Czyżby nie był ubezpieczony? Czy warto było zginąć w tak błahej sprawie? Patrzył jak kradną mu te lusterka i zamiast zrobić fotkę i zadzwonić na policję, to zszedł i zaczął się szarpać ze złodziejami. Miał pozwolić na kradzież? Tak, bo życie jest najcenniejsze. Nie ma lusterek i nie ma młodego sportowca.

Życie jest najcenniejsze na materialnej ziemi. Ono nie ma ceny. Nie można zapłacić i żyć w nieskończoność. Przynajmniej na razie.

Ciekawe, że znani ludzie umierają dwójkami, albo trójkami w tym samym czasie.

Kora = 67 = 13 = 76 = Stańko

Kto wymyślił, że ludzie odchodzą do lepszego świata? To nieprawda.

Zawsze umiera człowiek, a nie artysta.

Czekam na demoniczne duety w wykonaniu zmarłego i żyjącego (tak o tym dziwacznym pomyśle mówił Prince). Ludzie nie szanują umierania, a chcą oddawać hołdy. Niczemu to nie służy. Każda śmierć zasługuje na żałobę. Przecież osoba odeszła do innego świata, przekroczyła smugę cienia. Jej świat jest już szary. I o tym wiedzieli kiedyś ludzie. Ja nosiłam na rękawie szeroką czarną szarfę, a potem na kołnierzyku każdego ubrania czarną aksamitkę. Umarła tylko moja ukochana babcia, a nie kolorowa (za życia) artystka. Czarno-białe fotki są całkowicie uzasadnione. To szacunek dla osoby, która odeszła.

Dlaczego niektórzy dopiero na łożu śmierci doceniają to co mają. Nie chcą umierać, nie czują pokory. I się boją. Najbardziej boją się ci, którzy nie szanowali życia własnego i cudzego. Boją się konfrontacji i spotkania. Tracą to co najcenniejsze. Życie.

 

23:13, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 lipca 2018

Minął pierwszy dzień powrotu do normalności i rutyny. Od 3 tygodni gościłam osobę mieszkającą obecnie w Anglii. Jak co roku w lipcu mnie odwiedza. Wprowadza zamęt, bo przecież gość w dom …

Każdy z nas ma jakoś poukładane życie, osobiste rytuały i przyzwyczajenia. Ale przecież życie nie jest przewidywalne i od czasu do czasu trzeba w nim zamieszać. Lubię to, bo takie sytuacje mnie budzą.

Musiałam zrezygnować z poruszania się po mieście komunikacją miejską. Przemieszczałam się wypasioną furą. Przez ten czas nie nauczyłam się z niej wysiadać. Siedzenie było wysoko, więc żeby wysiąść musiałam zeskakiwać jak mała dziewczynka. Nic to, da się przeżyć ;)


Codziennie dostawałam lekcję pokory. Osoba była zachwycona tym, że tyle się zmieniło w mieście – na korzyść. Ja tych korzyści nie widziałam. Ona tak. Widziała wyremontowane, zabetonowane ulice. Powinnam się cieszyć jak wszystko się zmienia. Ja widzę zamknięte ulice, na których nie ma psa z kulawą nogą, nie mówiąc już o robotnikach. Przez kilka tygodni nic się nie dzieje, ale utrudnienia są. Czasem myślę, że jedna ekipa pracuje w 30 miejscach, więc nie może być wszędzie. Najprościej zamknąć i czekać, aż komuś puszczą nerwy.

Jeżdżąc samochodem zauważyłam, że światła są dziwnie ustawione. Na każdym skrzyżowaniu występuje martwa strefa, czyli przez 12 sekund wszyscy mają czerwone i stoją i się gapią. Jak to możliwe? Czy to ta osławiona sztuczna inteligencja maczała w tym swoje paluszki? Przedtem tego nie zauważyłam, bo światła zawsze się zmieniały dla mnie.

Zwiększyła się liczba imigrantów, co widać na ulicach. Na uczelniach pojawiły się pokoje do modlitwy. Ale nie ma ich jeszcze w galeriach i supermarketach, a taksówkarze i kurierzy są biali. Więc jest różnica na naszą korzyść.

Musiałam oglądać w tv zawody MMA. Boks już się skończył wraz z Muhammadem Alim. W międzyczasie obejrzałam o nim film, ale tytułowa rola Willa Smitha nie powalała. Dostał za to Oscara i Złoty Glob, ale nie przekonał mnie, bo był mierny. Nie da się zagrać charyzmy i osobowości jak się jest przeciętnym aktorem. Nie da się odzobaczyć. W MMA zdziwił mnie pan Mamed, bo nie miał widocznych tatuaży, czyli ma dużą powierzchnię reklamową.

Wszystko w mieście było lepsze niż w innym mieście w innym kraju. Może to tęsknota.

Przecież wszędzie jest tak samo, bo wszędzie mieszkają ludzie. Wszędzie władze wydają bez opamiętania nie swoje pieniądze, wszędzie biorą łapówki, wszędzie utrudniają ludziom życie, oczywiście dla ich dobra.

W ubiegłym roku czytałam, że władze miasta Wawy zwężają ulice, przez co są coraz większe korki. Jakbym czytała o moim mieście. To celowa polityka. Ludzie powinni spędzać jak najwięcej czasu poza domem, w drodze do/z pracy. Mają się denerwować i narzekać. To dobre, bo pochłania całą ich energię. Ludzie zajęci są przyziemnymi sprawami i nie mają czasu na nic więcej.

Trzeba trochę wyluzować i nie życzyć władzom powolnej śmierci w męczarniach, a raczej wysokiej nagrody za ciężką pracę na wysokich stołkach. Trzeba ich wynagradzać, bo upadek z wysoka boli.

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Stare przysłowie i ciągle aktualne. Trzeba o tym pamiętać i robić swoje.

od godz. 22.47 do 22.56, świetna widoczność, mierny aparat

A media wczoraj zwariowały na punkcie Księżyca, jego koloru i zaćmienia. Mało kto rozumie zjawiska kosmiczne i raczej zaćmienie nie jest powodem do świętowania, czczenia i gapienia się w niebo. Mieliśmy długie zaćmienie, czerwony Księżyc wyglądający jak Mars i Marsa blisko Ziemi. I co w związku z tym? Co to ma oznaczać, jak to wpływa na ludzi? Prawdy nikt nie ujawnia. Normalnie szał niebieskich ciał.

Planety szaleją i się z nas śmieją. A demony zabierają kogo chcą.

Wczoraj było święto Wjasa Purnima. Należało je świętować modląc się i rozmyślając o życiu. Księżyc był w pełni, ale w zaćmieniu. Zupełnie jak umysł człowieka, który czasem jest jasny jak Księżyc w pełni, a czasem zaciemniony, brudny. Bo wszystko się zmienia. Jak na górze tak na dole.

Zwykle podczas pełni budzę się w środku nocy, czasem w ogóle nie mogę zasnąć. A przy czerwonym Księżycu zasnęłam jak dziecko. To też zmiana.

 

23:29, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018

W soboty rano mój komputer aktualizuje wszystko po kolei. Trwa to 43 minuty, więc w tym czasie wychodzę na zakupy.

Na przystanku było kilka osób. Stanęłam pod mini daszkiem. Zagadnęła mnie pani, która siedziała na mini ławce. Zapytała czy mi nie zimno, bo ona kiedyś wyszła lekko ubrana, a potem miała katar.

Miałam bluzkę bez rękawów, ale nie było mi zimno. Zabawne, że ludzie tak się troszczą o nieznajomych. To był pretekst.

Pani powiedziała, że jedzie na bałucki rynek po żwirek, czy karmę dla kota, bo tam jest taniej o 1 zł. Wiadomo, że tam jest najtaniej w mieście, ale jazda tramwajem trwa ponad godzinę. Potem mi jeszcze powiedziała, że ostatnio wyszła ze śmieciami i nie zamknęła drzwi. W tym czasie została okradziona. Poszła więc do opieki, niech ją wspomogą. Dostała 150,-. W tym samym czasie widziała jak menele dostają po 700,- za to, że piją. Takie jest prawo ustalone przez mądrych inaczej urzędników. Zapomogi są na alkohol, a nie na jedzenie. W ciągu 3 minut dowiedziałam się tyle o tej pani. Pomyślałam, że dałabym jej złotówkę, albo więcej, ale wiem, że nie wzięłaby. Już to przerabiałam. Potem kombinowałam, żeby udawać, że jej upadła złotówka, ale to trochę naciągane i pani by się obraziła. Nic nie zrobiłam. Wsiadłyśmy do tramwaju, bo przyjechał. Nawet jej nie powiedziałam, że mogłaby jechać w tygodniu, bo dzisiaj tłok na wszystkich rynkach w mieście. Co by to dało. Starsi ludzie 75+ muszą mieć jakieś zajęcie. Gdybym jej dała pieniądze to co ona by robiła cały dzień? Ludzie w tym wieku nie mają zainteresowań, bo najpierw była wojna, potem komuna, ciężka praca i dom. Prości ludzie nie mieli czasu na hobby, przynajmniej większość. Dzieci, wnuki też mają swoje sprawy. Żeby zaoszczędzić złotówkę trzeba jechać na drugi koniec miasta. Takie ludzie mają problemy.

Nastąpiła zmiana. Kiedyś obcy ludzie opowiadali mi o swoich chorobach. Teraz opowiadają o trudach życia.

 

W tym tygodniu Forbes podał, że plastikowa celebrytka może stać się najmłodszą miliarderką.

dwudziestolatka-ktora-w-trzy-lata-zbudowala-firme

Do miliarda brakuje jej 100 mln. Wieczorem na Pudelku przeczytałam, że „fani” zbierają w internecie kasę dla niej. Takie ludzie mają problemy. Przepraszam nie ludzie, a produkty, przedmioty na sprzedaż. Wystarczy robić miny i strzelać focie. Zupełnie mnie nie rusza, jak jakiś przedmiot się zepsuje, czyli zachoruje, a potem umrze. Selekcja naturalna. Wyrzucić na śmietnik historii.

1 złoty czy 1 miliard dolarów – nie ma różnicy.



 

23:32, bajka107
Link Komentarze (1) »
środa, 11 lipca 2018

Rozmawiałam przez telefon i podeszłam do okna. Na szybie przysiadła ćma. W biały dzień.

Na pewno nie motyl. Była godzina 14. Skończyłam rozmowę, żeby zrobić fotkę.

Wieczorem na podłodze w kuchni leżała kolejna ćma. Też można było zobaczyć jej spód.

Musiałam ją palnąć, bo leżała do góry nogami, nieżywa. Będzie leżała do jutra. Wtedy wciągnę ją odkurzaczem, bo jak inaczej.

Kupiłam dzisiaj pierwszy raz śliwki. Owoców zatrzęsienie, nie wiadomo co jeść.


Na pół kilograma odkryłam przy myciu dwie pary. Ludzie boją się gmo, a nie wiedzą co jedzą już teraz. Po cichu.

Wczoraj były jakby moje urodziny. Majańskie.

10 lipca 2018 to wg majańskiej długiej rachuby 13.0.5.11.7 dzień.

Dzień, w którym się urodziliśmy ma największy wpływ na to, jak kształtuje się nasze życie. Trzeba wiedzieć co oznacza. Łatwiej się żyje.

Wczorajszy dzień sponsorowany był przez 3 KEJ – jeleń i pomocna dłoń. To cała ja. Niebieski kolor i bezinteresowne pomaganie. Nie zawodowe, a ludzkie. A wczorajszego dnia to mnie pomogła pewna dziewczyna. Zawodowo. Zaoszczędziłam 3 godziny. Nie musiała, ale była uprzejma. I zrobiła coś za mnie. Nie musiała. A dziś był dzień zbierania owoców swej pracy. Więc odwdzięczyłam się jej kupując pudełko ferrero. Nie jestem pamiętliwa, więc muszę natychmiast płacić swoje „długi”. Taką mam karmę i się tego pilnuję. Nie mam żadnych długów, ani finansowych, ani uczynkowych. A jak jakieś zrobię, jak wczoraj, to natychmiast je spłacam. Znam kilka osób, które pamiętają co ja im powiedziałam 15 czy 10 lat temu. Że miałam rację. I co z tego. Ile to pochłania energii, którą można spożytkować na ciekawsze rzeczy.

Wszystko jest do pary. Raz ja robię komuś dobrze, raz ktoś mi. Równowaga jest zachowana, energia 3. I tak płynie życie.

Sprawdź sam co ma wpływ na twoje życie. Zabaw się. Nie musisz w nic wierzyć.

http://www.kalendarzmajow.pl/tzolkin-online/

23:23, bajka107
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 lipca 2018

Rano zaznaczyłam 3 albumy w galerii zdjęć w telefonie i usunęłam. Pomyliło mi się i zamiast usunąć wybrane zdjęcia usunęłam albumy, czyli dużo więcej zdjęć. Wszystko przepadło, choć wcisnęłam anuluj. Nie mam pojęcia dlaczego akurat wtedy zdecydowałam się na coś takiego.

Zainstalowałam specjalny program, pokazuje ponad 20 tys. fotek, przy czym wszystkie są w kilku egz. Ciężka sprawa, żeby to wszystko sprawdzić i czasochłonna. Dlaczego w telefonie nie ma kosza, z którego można wyciągnąć niby śmieci? Jak w komputerze. Nic to, świat się od tego nie zawali.

Gdy tak zaczął się dzień to co jeszcze mnie czeka.

Potem dostałam nowy tv. 17 cali większy niż mam.

Dwa dni temu dostałam fotkę tv w sklepie z zapytaniem czy mi się podoba. Oczywiście:)

Tej fotki nie mam, bo nieświadomie usunęłam.

A dzisiaj telewizor z fotki zmaterializował się w moim domu. Zniknęło zdjęcie telewizora, a telewizor pojawił się w moim domu. Dostałam jeszcze stelaż do montażu na ścianę, ale na razie tv stoi na szafce. Całkowicie za darmo. Bo to prezent. Podziękowałam, ale nurtowało mnie za co go dostałam. Po wielu pytaniach dostałam odpowiedź, że wcześniej robiłam różne przysługi i to w ramach odwdzięczenia się. Trochę to naciągane. Ale jak ktoś daje prezent to dziękuję i biorę. Ja nie z tych co się krygują: och ale po co, nie trzeba było itp. Ktoś uznał, że mi się to należy. Ja to akceptuję.

Jak ktoś uważa, że na wszystko trzeba zapracować to prezenty będzie dostawał rzadziej. Ja uważam, że dostaję to co potrzebuję, i tak mam. Niektórzy uważają, że nie ma nic za darmo, że pieniądze to energia i trzeba za wszystko płacić. Nie słuchaj ich. Oni chcą cię oskubać i wmówią ci wszystko. Dobrych ludzi jest więcej.

Świat zawsze dąży do równowagi. Jak robisz coś za darmo, bo lubisz jak ludzie mają się dobrze, to świat ci za to zapłaci. Nie daj sobie wmówić, że za wszystko musisz płacić, ale nie kradnij. Wszystko płynie. Zapłata zawsze przyjdzie.

Pora przyzwyczaić się do większych postaci mówiących z ekranu. A może trzeba powiększyć pokój, albo mieszkanie ;)))

A to wszystko dzięki dłoniom. O tym napiszę niebawem.



23:26, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2018

Od kilkunastu dni nie jem pieczywa. Z obrzydzenia. A lubię.

Kupiłam coś co udawało żulika. Wygląd podobny, ale smak zupełnie inny. To pieczywo z hipermarketu. Lista składników to jak lista grzechów.


Antypieczywo mi nie zaszkodziło, ale dostałam czerwone plamy na twarzy. Wiem, że mi szkodzi olej palmowy i kokosowy. To chyba od tego. Antypieczywo było zrobione z ciasta głęboko mrożonego. Przecież o tym wiem, ale się skusiłam. Nigdy więcej.

Potem kupiłam w sobotę chleb, który kiedyś mi smakował. Malutki, dziecinny.



Niby prywatna piekarnia, a piecze antypieczywo. Niestety, pamiętałam ten chleb dużo większy, a dostałam 0,5 kg. Oczywiście cena była jak za bochenek duży, kupiony kiedyś w środku tygodnia. Nazwa też śmieszna. Pokrzywy było 0,1%, a ziarna tylko na wierzchu.

Metka też sprytnie zaklejona, żeby nic z niej nie można wyczytać. Nie wiadomo jaka waga, ani nic.

Tu też emulgatory, przeciwutleniacze, lecytyna i inne barachło. Zjesz 1 kromkę to ci nie zaszkodzi. A co zresztą? Mam wyrzucić, bo na drugi dzień to antypieczywo się do niczego nie nadaje.

Nigdy tam nie wejdę po nic.

Dzisiaj obrzydzenie mi trochę przeszło. Więc kupiłam zwykły chleb w warzywniaku. Producent mały.



Skład jest ciekawy. Tylko mąka, woda i sól. To skąd tłuszcz?

Ale smak dobry, przy krojeniu nie robią się rulony, nie kruszy się, nie ma dziur. Ma wytrzymać do poniedziałku. 4 dni i ma być dobry? Może specjalnie poczekam. Zapakowany wzorowo, wszystko czytelne i wiadomo ile waży. Może kupię jeszcze razowy z tamtej piekarni.

Plamy na twarzy mi zeszły, więc i obrzydzenie zbladło.

Dlaczego piekarze źle wykonują swoją pracę. Jak można dodawać tyle świństw, które nie zabijają, ale szkodzą.

Nie będę piekła chleba w domu. Nie mam do tego smykałki. Piekę ciastka i ciasta, bo kontroluję wtedy ilość cukru. I nie ma tam olejów.

Kocham artystów, bo uprzyjemniają życie.

Kocham inżynierów, bo ułatwiają życie.

Wymyśliłam, że chleb będzie się sam piekł, w nocy. Do tego potrzebny jest automat. I taki dostanę w prezencie, we wrześniu.







 

23:13, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2018

Jak to się świat zmienił. Kiedyś ludzie jadali w swoich domach lub w gościach. Teraz chadza się do restauracji. W domach je się zwykłe jedzenie, w restauracjach chodzi się na spektakle kulinarne. To jedyna możliwość spróbowania czegoś wyjątkowego przygotowanego przez specjalistę. Wyznacznikiem dobrego jedzenia stały się oponiarskie gwiazdki. Większość szefów pragnie je zdobyć, bo za tym idzie popularność, zwiększona frekwencja i kasa. A potem jeszcze większy stres, który trzeba rozładować, żeby nie zabił. Nie wszyscy wytrzymują presję. I umierają, przedwcześnie. Gwiazdki daje się i odbiera. Wystarczy 1 błąd, gorszy dzień i gwiazdka odleciała. Szef jest na dnie.

 

W poniedziałek 24 lutego 2003 roku zmarł w wieku 52 lat Bernard Loiseau.

 

Francuski szef kuchni urodził się 13.01.1951= 3/9/6/3

Zaczynał w wieku 16 lat. Dostał wiele branżowych nagród. Dostał też 3 gwiazdki. Miał talent i charyzmę (3), wyrafinowany gust i styl kulinarny. Szybko piął się po szczeblach kariery. Wprowadził lekkość i świeżość do francuskiej kuchni. Gdy miał 24 lata został szefem kuchni, a 40 lat gdy dostał 3 gwiazdki. Napisał wiele książek, miał 3 restauracje, butik, linię mrożonek. Jego firma była notowana na giełdzie. W kuchni potrafił wszystko, wyznaczał trendy (3).

Po latach pracy zmienił się. Osiągnął co chciał, ale utrzymać 3 gwiazdki to stres. Był zadłużony, a konkurencja nie śpi. Podobno bał się utraty gwiazdki i wpadł w panikę. Wyniszczał się psychicznie.

Trójka z drogi życia i w duszy – za dużo – nadwrażliwiec, łatwo ją zranić. Lubi być chwalona, a jemu groziła utrata punktów lub gwiazdki. Wulkan wybuchł znienacka.

Znaleziono go w domu z postrzałem w głowę, po pracy w niedzielę. Uznano to za samobójstwo. Listu nie napisał. Jego restaurację prowadzi teraz wdowa.

 

W środę 8 lipca 2015 roku zmarł Philippe Rochat w wieku 61 lat i 8 miesięcy.

 

Był szwajcarskim szefem kuchni i właścicielem restauracji de L'Hôtel de Ville w Crissier w Szwajcarii. Urodził się 29.11.1953 = 4/3/9/3

Zaczął pracę jako 14 latek. Gdy miał 27 lat zaczął pracę w Crissier, a 36 lat gdy został jej szefem.

Był zdolny, utalentowany i miły. Restauracja miała 3 gwiazdki nieprzerwanie od 1998 roku i była zawsze wśród 50 najlepszych restauracji świata (16 miejsce). Pracuś – 4 – dokładny, zdyscyplinowany. 3 – trzeba kiedyś powiedzieć koniec. 9 – osobowość – robił wrażenie na innych.

Jaki inny zawód jest w stanie połączyć ziemię i gwiazdy?

W kwietniu 2012 przekazał restaurację następcy B.Violierowi, który pracował tam od 1996 roku.

Był zapalonym rowerzystą i poświęcał się tej pasji na emeryturze. 8 lipca 2015 r. podczas jazdy doznał lekkiego ataku, stracił przytomność i zmarł na miejscu wypadku. Szok dla wszystkich.

 

W niedzielę 31 stycznia 2016 roku zmarł Benoit Violier w wieku 44 lat i 5 miesięcy.

Był trzecim szefem kuchni restauracji de L'Hôtel de Ville w Crissier (3 gwiazdki), uznano go za najlepszego kucharza na świecie. Był perfekcjonistą.

Urodził się 22.08.1971 = 3/2/7/4

Był bardzo zdolnym kucharzem (3 – urok osobisty). Zaczął w wieku 16 lat, w 2013 miał 3 gwiazdki. Umiał wszystko. 2 – popadanie w skrajności, problemy same się rozwiążą.

Gwiazdki były dla niego ważne (4), musi być nagroda za ciężką pracę. Ogarniał go smutek, najpierw umarł jego ojciec, potem mistrz Philippe Rochat. Nie wytrzymał. Został znaleziony w swoim domu w Szwajcarii. Zamiast lecieć na uroczystość przyznania gwiazdek wziął broń i się zastrzelił. Podobno. A wychodząc z pracy powiedział do wtorku. Nie planował się zabić. Nic nie wiadomo czy zostawił list.

 

W piątek 21 kwietnia 2017 roku zmarł Paulie Giganti.

Ur. 31.08.1980 = 3/5/4/1

Kolejna Trójka – zabawny. Miał swoją restaurację w Filadelfii. Wschodząca gwiazda.

Był kucharzem, najbardziej znanym z uczestnictwa w Hell's Kitchen (4 miejsce uzyskał). Poszedł do konkursu, żeby się pokazać, podobno nie umiał gotować za dobrze. Pracowitością mógł się wszystkiego nauczyć (4). 5 (ekspresja) kazała mu próbować wszystkiego. Ale żył złudzeniami. Chciałby być prekursorem i np. wymyślić nowe danie (1). Nie zdążył niczego zrealizować. Wziął za dużą dawkę narkotyków i się nie obudził. Nie wie, że umarł.

 

W piątek 8 czerwca 2018 r. odszedł Anthony Bourdain 17 dni przed 62 urodzinami.

Jego śmierć jest powodem tego wpisu.

W pokoju hotelowym w małym miasteczku (2 restauracje z gwiazdkami) we Francji jego przyjaciel Eric Ripert znalazł go bez oznak życia. Potem policja stwierdziła, że powiesił się na pasku od szlafroka w łazience.

Nie wiedział, że umarł. Nie ma listu i nie miał powodu by się zabić. Bez kamery.

Anthony Michael Bourdain  ur. 25.06.1956 = 7/7/11/5

Siódemka buduje i niszczy. Nie ma w życiu równowagi. Nie miał kasy, ale był żonaty. Potem przyszła kasa i rozwód. Gdy został ojcem to był kolejnym rozwodnikiem.

Jako Anthony Bourdain = 7/1/11/8

Jako Tony Bourdain = 7/5/7/7 – kolejne siódemki - liczne kontakty towarzyskie (5), morze alkoholu (7 i 25 z dnia). Zwykły człowiek byłby alkoholikiem hulaką, on był hedonistą smakującym życie. Wszystko wypisane na twarzy, a wyglądał na starszego niż był.

Przestałam oglądać Bez rezerwacji gdy zjadł jakieś zwierzę pod ochroną na zamkniętym przyjęciu. Następny krok to kanibalizm, pomyślałam i nie chciałam go więcej oglądać.

Został kucharzem po lekturze książki Julii Child i pobycie we Francji. Stwierdził, że można się tego nauczyć. Pracował w wielu restauracjach. Był mało znanym szefem kuchni francuskiej restauracji Brasserie Les Halles na Manhattanie. Palił 3 paczki papierosów dziennie, pił. Nie podjął żadnej decyzji bez narkotyków, a brał ich b. dużo (konopie indyjskie, metakwalon, kokaina, LSD, grzyby halucynogenne namoczone w miodzie i wykorzystywane do słodzenia herbaty, secobarbital, amfetamina, kodeina a najwięcej heroiny). Żył dzięki wódce i narkotykom. Nie znał innego świata poza kuchnią. Mówił, że jest wyleczony.

Miał 43 lata i obudził się. Nie miał nic oprócz długów, został zwolniony z pracy. Napisał artykuł do New Yorkera „Nie jedz przed czytaniem” i zdradził wszystkie sekrety z pracy w kuchni. Dostał propozycję napisania książki i wydał ją w 2000 roku. To był przełom w jego życiu. Stał się sławny w jednej chwili. Dostał za to 50 tys.$, oszałamiająca kwota wtedy. A potem było coraz lepiej. Kolejne książki, programy tv, wywiady. Został dziennikarzem kulinarnym CNN i podróżował po świecie (5).

W książkach, programach tv dał upust swoim frustracjom w dowcipny sposób. Niektórych szefów kuchni i celebrytki kulinarne ośmieszał, wytykał, że się sprzedawali. Jako szef kuchni nie był znany, więc stawianie na piedestale innych szefów mu się nie podobało. O krytykach też miał złe zdanie, określał ich za skorumpowanych, żądających bezpłatnych wakacji dla siebie i rodziny. Teraz mamy blogerów, którzy „polecają” produkty od sponsorów.

W 1999 r. porównał wegetarian do terrorystów, to wrogowie wszystkiego, co jest dobre i przyzwoite w ludzkim duchu. W 2010 r. mówił, że ich podziwia, że nie chcą jeść nic poza warzywami. Ale podziwia też tych, którzy podróżują i swoje preferencje odkładają na bok i jedzą lokalne potrawy. Zmieniał się, a właściwie dostosowywał się.

Uważał, że ciało to nie świątynia, a park rozrywki i bawił się. Jadł wszystko i z każdym. Przy tym umiał dowcipnie rozmawiać, był dobrym kompanem.

Ożenił się ponownie 20.04.2007, w tym związku zaczął dbać o siebie, ćwiczyć. 9.04.2007 roku urodziła mu się córka, miał 51 lat, inni mają w tym wieku wnuki. Wyrzucił rockendrolowe ciuchy, bo były niegodne ojca. Przestał palić. "Odkąd przestałem, moje życie nie uległo poprawie w żaden konkretny sposób". Ojciec dawał jej wolność w rozwijaniu pasji i zainteresowań, rozbudzał sferę artystyczną, postrzegała go jako mądrego, filozofa, a nie wymagającego i surowego.

Jak można być dobrym mężem i ojcem będąc 250 dni w roku w podróży. Kolejny rozwód.

Nieustannie powtarzał, że ma najlepszą pracę na świecie: może robić co chce, gdzie tylko chce, z kim chce. Życie jest dobre. (5 w duszy – wolność zrealizowana). Ale była też presja, żeby każdy odcinek serii był inny. Byli też inni, producenci, kamerzyści, którym dawał pracę.

Ciągle to powtarzał i czuć było, że mając to wszystko powinien się czuć szczęśliwy. A on codziennie pił, czasem piwo, czasem wino, ale nie mógł się powstrzymać, nawet podczas ostatniego wywiadu. Człowiek pusty w środku, nie wypełni jej alkoholem. Im więcej pije, tym wątroba gorzej pracuje. Dochodzi stres, zmiana klimatu, wątpliwości i trzeba się znowu napić. Koło zamknięte.

Siódemka ma filozoficzne spojrzenie na świat. On widział, że świat wszędzie jest taki sam. Mówił, że spotkał b. miłych ludzi, którzy robili b. złe rzeczy. (Ja też). Wszędzie ludzie pracują, jedzą, zmagają się z rzeczywistością, dbają lub nie o rodzinę. Stal się zgorzkniałym człowiekiem.

Albo się izolują (depresja), albo szukają przyjaciół. Miał bogate życie wewnętrzne, nieudawane.

I miał przyjaciela, z którym był sobą, bez oceniania.

Nie miał skłonności samobójczych, a gdyby to zrobił to na widoku w kamerze.

 

Eric Frak Ripert, francuski szef kuchni, specjalizujący się w owocach morza. Młodszy od Bourdaina o 9 lat. Mają tą samą karmę (65), której AB (56) nie zrealizował.


Wyjątkowy szef ur. się 2.03.1965 = 8/22/11/11

Mistrz nad mistrzami. Pasją do gotowania zaraziła go matka, która gotowała posiłki z kilku dań w pięknej zastawie. Uczył się w szkole kulinarnej, a w wieku 17 lat przeniósł się do Paryża. Jako 24 latek przeprowadził się do Stanów, potem do NY. Ósemki (dzieci Jowisza) zawsze dostają to co chcą.

Ma jedną restaurację w NY Le Bernardin. Jej szefem kuchni został w wieku 29 lat, a potem właścicielem. Jako młody szef był arogancki i nie zawsze dobrze traktował ludzi (Ósemka lubi władać). To już przeszłość, gdy zainteresował się buddyzmem. Dba o równowagę w życiu. Nie gania za pieniędzmi, nie lata samolotami z jednej firmy do kolejnej. Codziennie spędza czas z rodziną. Udziela się charytatywnie, zbiera żywność, żeby się nie zmarnowała i rozdaje biednym.

Szczęście daje mu równowaga w życiu. I to chyba przyciągało Anthone'go.

Nie pochwalał krzyków Gordona, ale uważał go za dobrego człowieka. Szczęście nie rodzi się z gniewu.

22 z ekspresji – ma misję – pomaganie, 11 z osobowości – wszystko robi z pasją, 11 w duszy – uwielbia robić dobrze dla społeczności.

Idealnie realizuje karmę (65=11) – pieniądze i dom z kawałkiem ziemi. Swój czas dzieli między pracę, rodzinę i działalność społeczną.

Nie ma skłonności depresyjnych i samobójczych.

 

Thomas Keller – wybitny kucharz, znający pracę w restauracji od zmywaka. W 2005 roku dostał 3 gwiazdki dla Per Se w NY. Jedyny amerykański szef kuchni, który dostał 3 gwiazdki za 2 różne restauracje. Teraz ma 7 gwiazdek.


Nic dziwnego, że osiągnął sukces – ur. 14.10.1955 = 8/4/5/8 – ma wszystko – porządek i dyscyplina (4), otwarty na nowości (5), 8 w duszy i w drodze życia – spójność – dostaje to na czym mu zależy.

Nie ma depresji i myśli samobójczych.

 

Marco Pierre White


11.12.1961 = 22/6/11/4

Zaczynał w wieku 16 lat pod okiem słynnych Roux w restauracji La Gavroche. Gdy miał 24 lata został szefem. Są filmy na YT z tamtego okresu. Ma charyzmę, pewność siebie. Jest wymagający i bezkompromisowy.

Miał 33 lata i był najmłodszym szefem kuchni, który dostał 3 gwiazdki oponiarskie. Po kilku latach je oddał, bo uważał, że oceniający inspektorzy wiedzą mniej od niego. Już mu nie zależało, osiągnął co chciał. Gotował jakby każde danie było godne 3 gwiazdek.

Jego motto: ”Doskonałość to wiele małych rzeczy zrobionych dobrze.” (4 w duszy – sprawiedliwość). Wszystko co robisz rób jak najlepiej. To też moje motto.

Był nauczycielem Hestona i Gordona. Na YT są filmy jak młody Gordon uczy się u niego zawodu. Nie jest już szefem, podróżuje, naucza, ludzie go szanują (osobowość 11).

Człowiek spełniony, nie ma myśli samobójczych.

 

Michel Roux, jr


Szef kuchni francuskiej La Gavroche w Londynie (pierwsza restauracja w UK, która zdobyła gwiazdkę, działa od 51 lat), biega w maratonach. Teraz ma 2 gwiazdki.

Ur. 23.05.1960 = 8/6/4/11

Oglądałam filmy o jego rodzinie. Podobało mi się jak jeżdżą do rolników w poszukiwaniu dobrych produktów, jak pracują nad menu i nowymi daniami. A potem okazało się, że finanse są nie takie, płacił mało swoim pracownikom.

Jest jurorem w wielu programach kulinarnych. Pisze książki. Kumpluje się z Gordonem Ramsayem, obaj lubią alkohol.

 

Heston Marc Blumenthal

Ur. 27.05.1966 = 9/9/7/2

Jedzeniem zainteresował się czytając książki kulinarne. Ciekawiło go jak można przyrządzić jedzenie inaczej. Znany jest z kuchni molekularnej i z eksperymentowania. Dziewiątka z drogi i z ekspresji – przeznaczenie i charakter – musi kochać to co robi. Naukowiec. Dziewiątka z dnia ur.

Dwójka w duszy – duża emocjonalność, wyczucie i inteligencja. Dziewiątka to Pluton, planeta śmierci i transformacji. Jest kreatywny, realizuje swoją pasję. Rozwiódł się w ubiegłym roku. Kolejna gwiazda kulinarna.

 

Gordon James Ramsay

Ur. 8.11.1966 = 5/9/7/2

Jako Gordon Ramsay (firma) = 5/6/1/5

Piątkę nosi, lubi zmiany, ma ciągle nowe pomysły, ale też jest przekonany o swojej nieomylności. Ma do tego podstawy. Dziewiątka z ekspresji określa też słabości – nie popadać w samouwielbienie. Wtedy włącza się 7 z osobowości – trzeba się upić i odreagować. Na szczęście jest tylko jedna 7. Po kolejnym odwyku jest jak nowy.

Znakomity kucharz, zna pracę w kuchni na każdym stanowisku. Pomysłowy, prowadzi popularne programy tv, prowadzi konkursy kulinarne. Przestałam je oglądać gdy źle usmażone jajka wyrzucał do śmieci razem z talerzami. Brak szacunku do produktów tanich.

Nie ma osobowości depresyjnej. Jedynka – osobowość z firmy – daje mu siłę do podnoszenia się i oświetlania wszystkiego słoneczkiem. Czego się dotknie to sukces. Kuchnia restauracyjna to piekło na ziemi. Wykorzystał tą prawdę.

 

Na koniec jako ciekawostka wystąpi Jamie Trevor Oliver – celebryta kulinarny.

27.05.1975 = 9/1/9/1 – mędrzec przekonany o własnej wyjątkowości, niepopartej wiedzą i wykształceniem. Chciał być kimś, pionierem czegoś.

Jako Jamie Oliver (firma) = 9/11/3/8 – jest najmądrzejszy, postrzegany jako wyjątkowy, robi wrażenie na innych (3), ale w duszy uwielbia gromadzić pieniądze i mieć władzę (8).

Pan parówka do 30tki nie przeczytał żadnej książki, więc zaczął pisać własne. Jego książki są świątecznymi bestselerami, ludzie go uwielbiają. Ledwo skończył szkołę, więc ma najwięcej do powiedzenia jak ją ulepszyć. Nie jest wykształconym kucharzem. Nie praktykował u nikogo. A jednak jest największym znawcą jedzenia na świecie. Ma własne restauracje (25 w UK i 28 za granicami), a tam jest szefem, nieobecnym. Szef kuchni z przypadku. Na początku tego roku okazało się, że w jego restauracjach do potraw używano zepsutego, przeterminowanego mięsa. Potem stwierdzono ogromne zadłużenie, ponad 71 mln funtów. Nie płaci dostawcom i pracownikom, zalega z podatkami i czynszami. Sam ma 150 mln majątku. Nie martwi się o przyszłość. Martwią się pracownicy zamykanych restauracji. Wkrótce zamkniętych zostanie 12 restauracji Jamie's Italiani i zwolnionych 450 pracowników.

Znajomość swoich mocnych i słabych stron pomaga w życiu. Gdyby Bourdain wiedział, że nie wolno mu pić przestałby? Nie sądzę. Każdy jest najmądrzejszy. Nie słucha innych, bo sam jest kowalem swego losu. Czasem znajomości przynoszą pecha. Jego ostatnia dziewczyna była dziwna z dziwnej rodziny. Gdyby jej nie poznał byłoby inaczej.

Nie ma jednej recepty na sukces. Trzeba odnaleźć w sobie boską cząsteczkę i się tego trzymać. Człowiek pusty w środku nie zapełni tej przestrzeni alkoholem, nie znieczuli się narkotykami.

Mamy jedno życie. Warto go nie marnować i realizować przeznaczenie, które można modyfikować i wydłużać lub skracać czas życia.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Archiwum
bajka107@gazeta.pl