Życie to wszystko co mam :
sobota, 16 grudnia 2017

Zajrzałam dzisiaj do aplikacji, którą mam na telefonie. Cytat adekwatny do tego co akurat robiłam.


Ja to mam szczęście, bo mam już posprzątane. Gruntowne porządki robię na początku grudnia na imieniny. Potem tylko odkurzam i mieszkanie gotowe na świętowanie. I dekorowanie. Na choince zawsze mam swoje gwiazdki, w dowolnych kolorach. A dzisiaj zaczęłam wycinać śnieżynki. Taki przerywnik w pracy zawodowej.



Żeby w domu było ładniej. Inaczej jak zwykle. Za oknem śniegu nie ma, więc mam śnieżynki na szybie w drzwiach do kuchni. To dopiero pierwsze podejście. Kolejne śnieżynki będą coraz ładniejsze. Wybrałam zwykłe kartki papieru i papier kolorowy. Nie udało mi się wyciąć doskonale żadnej, choć miałam wzory. Śnieżynki nie idą na wystawę, więc mogą być nieperfekcyjne. Im większa kartka papieru, tym wzory mogą być bardziej skomplikowane.

Takich śnieżynek nikt na świecie nie ma. Nawet ja nie mam dwóch jednakowych. Bo mi nie wyjdą ;)

Do wycinanek dobry jest cieniutki papier, prawie bibuła i bardzo ostre nożyczki, żeby się przebić przez kilka warstw. Gdy papier składa się kilka razy tym piękniejsze wychodzą wzory. Właściwie to zawsze są piękne, bo są symetryczne. Symetria jest dobra, bo działa dobrze na człowieka. Harmonia. Dobrostan.

Upiększajmy nasze domy, nasze serca, nasze życie.


Śnieżynki po nowym roku znikną, bo ich czas minie. Jak choinka i gwiazdki. Jak wszystko.




22:59, bajka107
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 grudnia 2017

Rano o 9 musiałam być w nikomu niepotrzebnym urzędzie złożyć druki z pierdylionem zbędnych rubryczek wydumanych przez nikomu niepotrzebnych urzędników. I tym sposobem poszłam wcześnie do hipermarketu. Zwykle chodzę po południu albo wieczorem.

O tak wczesnej porze klientami są w większości staruszkowie, nie ma małych dzieci. Staruszkowie chodzą wolno, parami i wszystko oglądają.

źródło: klyker.com old-people 

Zupełnie nie rozumieją promocji. Chcą coś kupić, bo cena jest niska, ale nie dowidzą, że trzeba mieć aplikację, albo jakieś kupony. Ktoś im tłumaczy, ale oni nie wiedza co to takiego? Co to jest smartfon? Mają zwykłe stare telefony z wbitym numerem dzieci. Koleżanki i znajomi już dawno nie żyją, więc nie mają do kogo dzwonić. Staruszkowie mają czas rano, jak jest mało ludzi i jest widno. Dzieci mają samochody i czas wieczorem, ciągle gdzieś się śpieszą. A staruszkowie muszą pomyśleć, zastanowić się, przeliczyć czy to co chcą kupić im się opłaca. Czasem źle skalkulują i w kasie muszą zapłacić więcej niż zamierzali. Sklepy lubią takich klientów, bo łatwo ich oszukać. Niedawno moja mama kupiła w hipermarkecie masło klarowane. Potem patrzy na paragonie, że cena jest inna niż była na półce. Gdy poszła z ekspedientką zobaczyć, to okazało się, że na kartoniku z ceną była napisana waga produktu. Cena dotyczyła lżejszego pudełka, które stało na półce wyżej. Oddała pudełko i dostała zwrot pieniędzy. Moja mama przeczytała paragon zanim opuściła sklep. A co mają zrobić inni? Oni dopiero w domu dowiadują się, że przepłacili.

Staruszkowie żyją długo, choć w chorobie. Wszyscy pamiętają wojnę i głód. Stąd uruchomili gen długowieczności, jak mówił prof. Vetulani. Kupowanie na zapas mają we krwi. Nie jedzą śmieciowego jedzenia, bo im nie smakuje, albo go nie znają jako jedzenie. Nie jedzą też fit batonów, a jednak długo żyją. Samotni staruszkowie wybierają małe osiedlowe sklepy. Kupują mniej. Setki razy widziałam jak szukają w zniszczonych portfelikach drobnych, których nie ma. Wiele razy chciałam dopłacić do jakiegoś artykułu osobie, która stała przede mną. Nie jest to takie proste. Staruszkowie mają swoją dumę i wolą nic nie kupić niż przyjmować coś za darmo. Gdy ostatnio coś kupowałam, a pani przede mną szukała 1 grosza, to powiedziałam, że bardzo mi się śpieszy i ten grosz za nią zapłacę. Następnym razem mi odda. Nie wiem czy to dobry sposób, bo byłam niemiła i ją popędzałam. Ale w ten sposób pani nie musiała rozmieniać złotówki, żeby zapłacić ten brakujący grosz.

Muszę wymyślić jak wspomagać spotkanych starych ludzi bezpośrednio, nie nachalnie i nie urażając ich godności. Nie lubię fundacji, które na pomoc innym wydają 10% swoich wpływów, a za resztę kupują drogie samochody i urządzają przyjęcia w knajpach.

Może staruszkowie, jak Platon, wierzą, że każda dusza ma swoją gwiazdę, na którą wraca po śmierci, o ile żyła godnie. I żyją godnie, choć biednie. I nikt ich nie obroni przed sępami, którzy są gotowi z pazerności zabrać wdowi grosz. Wszyscy będziemy staruszkami.

Idą święta, dla niektórych biedne, dla innych bogate. A śmietniki będą pełne jedzenia. Jak co roku. Zmarnowane pieniądze.

Nie mam jeszcze swojej gwiazdy, ale nad tym pracuję ;)




22:55, bajka107
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 grudnia 2017

Wczoraj byłam na osiedlowym ryneczku i uzupełniałam zapasy żywności. Chodziłam sobie, oglądałam i kupowałam. Nie myślałam o czymś szczególnym, w zasadzie tylko o zakupach.

W pewnej chwili zobaczyłam parę jakieś 3 m od siebie. Rozmawiali. A ja ich słyszałam, choć nie powinnam, byli za daleko. Młody mężczyzna opowiadał swojej starszej znajomej o prywatnych sprawach. Nie będę powtarzała, bo to osobiste. A na koniec on powiedział, że żyć się odechciewa. Był bardzo zdołowany, nie widział wyjścia, był zdruzgotany. Co on wie o życiu? Starsza pani nie umiała go pocieszyć. Nie da się skleić złamanego serca. Poklepywanie po ramieniu i mówienie, że czas leczy rany i będzie dobrze nie działa. Potem szłam dalej i usłyszałam rozmowę dwóch meneli. Jeden mówił, że rano napił się z takim jednym, za sklepem po drugiej stronie ulicy, ale tylko szczeniaczka, aż zobaczył dno. A drugi powiedział, że też już dziś wypił, ale mało. No to musimy wyrównać powiedział pierwszy i wypili kolejną małą buteleczkę. Tak sobie gawędzili, na swoim poziomie. Ciekawe, że ja to usłyszałam, a oni byli oddaleni ode mnie o 3 m i mówili cicho.

Wyszłam z rynku i spojrzałam na ludzi chodzących między straganami. Gdzie spojrzałam na rozmawiających ludzi to słyszałam o czym mówią, do granicy kilku metrów, nie dalej.

To było dziwne doświadczenie.

Zawsze słucham co do mnie mówią ludzie, czasem nawet wiem co powiedzą za chwilę. Ale to znajomi czy klienci. Nie zdawałam sobie sprawy, że mogę słuchać obcych ludzi, nawet jak mówią cicho między sobą.

Akurat dzisiaj przeczytałam art z Focusa o traceniu słuchu halas-uszkadza-nasze-uszy-serca-i-mozgi Ja nie słyszę tego hałasu. Ale w dzieciństwie miałam zapalenie ucha środkowego. Wyleczyłam i już nigdy potem nie bolało mnie ucho. Choroba mi nic nie uszkodziła. Trzeba o siebie dbać. Nikt tego za ciebie nie zrobi.

Wszędzie piszą o uszkodzeniach, a nigdzie o wyostrzeniu słuchu. Lepiej być zdrowym niż chorym.

Fakt, że nie słucham głośnej muzyki, ale często przekrzykuję wykonawców. Nie słucham muzyki w słuchawkach, bo wolę rozmawiać z ludźmi, zagadywać. Nie ma takiej muzyki, której musiałabym słuchać w drodze dokądś. Nie pamiętam kiedy ostatnio stosowałam antybiotyki, bo rzadko choruję. Nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Wiem, że gdyby mnie zabolała, to napiłabym się szklanki letniej wody. Ból to przecież brak równowagi. Nic mnie nie boli więc nie stosuję tabletek ani suplementów. Odstawiłam kilka lat temu jak przeczytałam o dodatkach. Po co się truć. Wolę jeść przez 3 dni to samo, na co mam ochotę, bo wiem, że jest tam coś czego mi brakuje. Z wiekiem podobno traci się słuch, a u mnie odwrotnie. Słyszę wszystko i to coraz dalej, nawet szept.

Jestem uważna. Uważnie oglądam reklamy, żeby wiedzieć czego nie kupować. Widzę jak tresuje się ludzi. Pomijam już reklamy o GrypoVitam. Teraz modna jest cukrzyca. Chorujesz, ale nie wiesz o tym. Ciekawe. Wmówić można wszystko. Najgorzej uwierzyć bez objawów. Czy ludzie lubią chorować? Ostatnio widziałam książkę jak to facet podaje różne przepisy dla chorych na cukrzycę, a on sam choruje 0d 17 lat. Kuriozum. Ludzie stracili wewnętrzny głos, nie słyszą jak organizm woła czego chce. Ale tego nie słyszymy zwykłym słuchem.

Stosuję zakazane patyczki do uszu, a słuch mi się wyostrzył. I nie wiem dlaczego.

Zasnęłam ok. północy. I nagle coś mnie obudziło. Wybudzona usłyszałam lecący samolot. Przecież w nocy nie latają nisko samoloty. Włączyłam flightradar i to co zobaczyłam mnie zdziwiło. Zapisałam to.


To wyglądało jakby coś obsiewał wzdłuż linii. Ale to był niewielki samolocik.

Potem zasnęłam, ale na krótko, bo znowu obudził mnie samolot. Już odlatywał. Ciekawe, że na jednym baku leciał 4 godziny. Czy można tak latać i przeszkadzać ludziom w śnie? Nikt się nie obudził? Wszyscy głusi?


Co ten mały samolocik robił w nocy. Były chmury więc to nie lot turystyczny. Dlaczego ktoś wydaje pozwolenie na nocne loty nad miastem.

Rano bym o tym zapomniała, gdyby nie fotka. Wyspałam się, bo wstałam o 9.

W ciągu dnia znowu słyszałam samolot. Też był mały, ale inny model i leciał wyżej. I robił pętlice.


Ciągle nie wiem dlaczego wyostrzył mi się słuch. Nie ma się czym martwić, a należy się cieszyć. Tylko to niezgodne z nauką.

Jeszcze tylko 23 dni do nowego roku.



23:00, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 grudnia 2017

Każdy ma jakoś poukładane życie. Wiadomo gdzie będę konkretnego dnia, co lubię, co muszę robić, co kupić, z kim się spotkać itd. Jest przewidywalnie.

Kilka razy w roku goszczę osoby, które mieszkają teraz za granicą. I jak przylatują to wszystko się zmienia. Trzeba odwoływać spotkania, gotować inne rzeczy, chodzić w różne miejsca, robić wszystko, żeby gość/cie dobrze się czuli. Jak ja to lubię :)

Taki czas pokazuje, że nie można się przyzwyczajać i można wszystko zmieniać. I nic się złego nie dzieje. Ostatnie dni właśnie takie były. Wolałam gadać do nocy niż zaglądać do kompa. Ważni są żywi ludzie. Póki co.

30 listopada spadł pierwszy tej jesieni śnieg. Stare przysłowie mówi: Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży sto dni śnieg w polu leży. No i się nie sprawdziło, bo już 2 grudnia po śniegu nie było śladu. Stwierdziliśmy, że tu chodzi o pole, a w mieście pola nie ma. Dlatego przysłowie u nas nie działa.

Ale było przez chwilę pięknie.


Potem była pełnia. I to jaka. Księżyc był na wyciągnięcie ręki, w tzw. perygeum, czyli najbliżej ziemi. A ja zupełnie nie umiałam zrobić dobrego zdjęcia, choć się starałam.

To najgorsza fotka super pełni jaką ktokolwiek zrobił;)

Zapowiadała się nieprzespana noc, bo było bardzo widno. Ale potem nadciągnęły chmury i zasnuły całe niebo.

Ciekawe, że Księżyc podobno jest ciałem niebieskim, czyli jest kulką. A na niebie wygląda jak płaski guzik. Nie zachowuje się normalnie. Nikt nie widział tej jego kulistości, a tłumaczenia są dziwne, nielogiczne. A to przecież podobno ziemia jest płaska. Z wysokości 38000 ft nie widać żadnego zaokrąglenia, nawet niewielkiego. Jak okiem sięgnąć jest płasko. Czy ktoś leciał wyżej i zrobił foty?

A tu tylko wycinek widoku z okna samolotu. Naleśnik. Ziemia jest płaska.

4 grudnia : Gdy w Barbarę pada – zima ostra się zapowiada. Padało tylko do południa i to lekko. Potem było ładnie. To jakie będą święta?

Dostałam zamówione prezenty. Ja to kocham, wiem co dostanę i autentycznie się cieszę. Wszystko mi się podobało, nie udawałam zadowolenia. Niespodzianki są wątpliwe, przeważnie nietrafione. W tym roku wszystko było świetne. I tak ma być.

5 grudnia : Piąty grudzień stycznia czyni znaki, szósty grudzień luty przepowiada, siódmy grudzień o marcu gada. Wg tego styczeń i luty będzie u nas deszczowy, a marzec piękny, słoneczny.

Czy przysłowia na temat pogody mają sens, zwłaszcza w mieście. Zamiast pola jest beton. Samoloty latają i zasnuwają niebo szarym kożuchem.

Miejskie przysłowie: jak pada to na taksówki trzeba długo czekać ;) Wiec wolimy słoneczko.

Przechwyciłam list do Mikołaja. Bo tylko ja znam adres ;) Mikołaj jeszcze nie ma messengera ;)


Pierwsze rzeczy są łatwe do wykonania, wystarczy kasa. Zajmę się punktem 6, bo lubię wyzwania. I Dziesięciolatka będzie szczęśliwa.

Mój list do Mikołaja ma tylko 1 punkt. I na pewno dostanę to co chcę.

Pora wracać do rzeczywistości i zrzucić 3 kg. Nic to. Przypakowałam ;)

Lubię swoje życie, bo nigdy się nie nudzę :)



23:13, bajka107
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 listopada 2017

Spotkałam dzisiaj znajomego. Prosił o rozmowę, ale musiał coś jeszcze załatwić. Zawodowe sprawy skończyłam więc się zgodziłam. Zamówił mi kawę i poszedł. Lubię ludzi, którzy wiedzą co lubią inni ludzie. Nie miałam żadnej książki, ale od czego jest smartfon ;)

Coraz bardziej lubię internet. Kiedyś myślałam, że to szambo i trafiałam na śmieci. Teraz uważam, że to kopalnia wiedzy i świetnie trafiam. Wpisałam słowo „Platon” i znalazłam taki artykuł AndrzejDrohomirecki O Platonie mogę czytać wszystko.

Nie tego szukałam, ale z zainteresowaniem przeczytałam. Tak mnie pokierował duch internetu.

Ostatnio spostrzegłam, że moi rodzice nie słuchają muzyki. Żadnej. Kiedyś też nie słuchali. Po prostu włączali radio i ono sobie grało i gadało. Teraz każdy czegoś słucha, a nawet jest fanem czegoś lub kogoś. Do czego nam jest potrzebna muzyka? Czy interesuje nas jakie treści nam przekazuje? Muzyka ma nas rozweselać, albo dołować. Czy jest konieczna do życia? Nie, ale to życie uprzyjemnia. Jak sztuka.

A jednak sztuka była obecna w ich życiu. Moi rodzice chodzili kiedyś do Teatru Muzycznego, ale chyba dlatego, że w pracy były karnety. Ale inni nie chodzili, choć mogli.

Moja mama robiła też na szydełku firanki, obrusy i serwetki. Nawet ostatnio powiesiła starą firankę na działce i wyglądała dobrze. Taka firanka jest zawsze biała, bo zrobiona z nici. Skoro dzieło sztuki to praca i twórczy geniusz, to własnoręcznie zrobiona firanka spełnia tę definicję. Dodałabym tutaj jeszcze niepowtarzalność. Ile warte jest dzieło, które ma kilka egz.? Mniej. A takiej firanki jaką ma moja mama też nikt nie ma. Dzieła sztuki powstają z potrzeby uzewnętrznienia siebie, swojej potrzeby piękna. Firanka nie może się równać z obrazem. Choć jest pracochłonna, to jednak nikt nie zapłaci dużo za kilometry nici i za czas jej wykonania. Czy to w ogóle można nazwać sztuką? Sztuka też może być użyteczna.

Czyż to nie sztuka odróżnia człowieka od zwierzęcia? Ryby płynące w morzu nie zachwycają się feerią barw i glonów, ptaki nie podziwiają ziemi z powietrza, a zwierzęta kopią swe nory i nie zastanawiają się czy są ładne. Każdy człowiek ma w sobie poczucie piękna, ale na swój sposób. Mówi się, że o gustach się nie dyskutuje, bo każdemu podoba się co innego.

Gdy prawie kończyłam art, to pomyślałam sobie, że mój znajomy może już przyjść. I faktycznie mówisz-masz. Przyszedł.

A potem oglądałam serial Nastoletnia Maria Stuart. Mało ma on wspólnego z prawdziwą historię, ale dobrze pokazuje snucie intryg i jak manipulować ludźmi. Nie dostanie ten film Oscara za kostiumy, fryzury i makijaże, bo one są współczesne. Jest tyle obrazów z tamtego okresu, ale widocznie mało różnorodne, a więc nieprzydatne. W każdym odcinku jest coś ciekawego, choć nie oglądam każdy. W dzisiejszym Franciszek powiedział: „liczy się co człowiek robi, gdy nikt nie patrzy”, o człowieku o którym miał złe zdanie, ale je zmienił. Bo to czyny świadczą o człowieczeństwie, a nie opowieści.

Dzieła sztuki tworzyło się w pracowniach, w zaciszu z dala od wścibskich oczu. Takie mamy czasy, że wszyscy mają wiedzieć co każdy robi. W sklepie ekspedientka kończyła rozmowę z poprzednią klientką. I oczywiście włączyła w to mnie. Otóż ona nie rozumie jak można w internecie się rozebrać by pokazać brzuch. I robią to jej dzieci, które są zwykłe, nie sławne. A przecież każde młode pokolenie odstaje od starego. Tak było i będzie. Akurat każdy może cykać fotki to to robi. Potrzeba uznania i zainteresowania jest zaspokojona. 

Jestem wdzięczna za internet, choć nie pokazuję swojego brzucha ;)

To był dobry dzień.




23:44, bajka107
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 listopada 2017

Wczoraj padało, gdy umawiałam się z przyjaciółką na spotkanie. Trudno spacerować z parasolką, więc zażyczyłam sobie pięknej pogody. Właściwie to powinnam przestać opowiadać jak steruję pogodą w moim miejscu zamieszkania. Bo to nudne. Działa za każdym razem.

Bez problemu mogę przewiać chmury, wyciągnąć słońce, sprawić, że nie będzie padało. Ale dzisiaj zaczęłam się zastanawiać dlaczego mi wychodzi, a koleżance nie. To chyba kwestia mocy. Gdy nie zajmuję się bzdetami, nie słucham głupot, nie poświęcam im ani minuty, to mam więcej energii. Potem wystarczy kilka oddechów, a następnego dnia masz to co chcesz. Nabyłam kolejną przydatną umiejętność.


W centrum handlowym poszłyśmy na obiad, zakrapiany ciemnym piwem. Normalnie nie piję, ale nie jestem ortodoksem.


Oczywiście nic nie kupiłyśmy, ale ceny wprawiły nas w głupawkę. Co można myśleć o produkcie, który udawał kurtkę i kosztował 1500zł. Wyglądała ona jak złota wytarta stara kapa na łóżko praprababci. To nawet nie była kurtka, tylko kawałek cienkiego materiału, bez podszewki, bez kołnierzyka. Dlaczego gdy coś kosztuje bardzo dużo to tego nie widać? Gdyby nie metka nikt by o tym nie wiedział. Są też sklepy, do których nikt nie wchodzi. Jak one prosperują, a może to pralnia.

Dostałam pierwszy imieninowy prezent :)



Mało wymagająca roślinka. A na ziemi jest pełno złotych 5 groszówek. Podobno to na pieniądze. Talizmanów mi ciągle przybywa.

Mamy też taki czas, że w ciągu dnia i słońce i księżyc są obok siebie na jednym niebie. Ciekawe zjawisko. Księżyc w I kwadrze.


Dobrze się tak zresetować. Niczego nie musieć. Siedzieć i gadać. W realu.

To był piękny dzień.

 

 

22:44, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2017

Nie trzeba kupować drogich zabawek, żeby świetnie się bawić z dzieckiem. Wystarczy kawałek kolorowego papieru, który trzeba sprytnie skleić. Powstanie wstęga Möbiusa. Nie on ją wynalazł, ale pierwszy ją opisał, stąd nazwa. Fachowo wstęga Möbiusa to dwuwymiarowa zwarta rozmaitość topologiczna istniejąca w przestrzeni trójwymiarowej.

Od 159 lat (1858 r.) ludzie się tym bawią.

My też. Wystarczy końce paska skleić skręcając jeden koniec o 180º. Gdy się skręci 2 razy to nic się nie stanie. Musi być nieparzyście, ale trzeba mieć dłuższy pasek. Można skręcać w prawą i w lewą stronę.


Jeśli jeden ślimak się zatrzyma, to który szybciej dogoni drugiego? Oczywiście pomarańczowy szybciej dogoni stojącego zielonego niż zielony pomarańczowego. A wszyscy będą chodzić w kółko, nigdzie nie dojdą.

Wstęga ta ma tylko jedną stronę i jedną krawędź. Sprawdźmy.


Miała być kreska mazakiem, a jest wycinanka. Faktycznie, nie przestając wycinać, początek zbiega się z końcem.

Poprosiłam o drugą wstęgę. Więc rozcięto wstęgę na pół. Okazało się, że nie ma 2 wstęg, a jest jedna, dłuższa i skręcona 3 razy.

Tą właściwość wstęgi wykorzystuje się np. do szarf z medalami. Wtedy ładnie leżą.


Wykorzystuje się tę wstęgę w sztuce i produkując biżuterię. Na świecie jest pełno rzeźb wykorzystujących ten motyw. Artystom brakuje weny. A ja znalazłam jeden kolczyk.

Kiedyś wyglądał ładniej. A potem jeden zgubiłam, a ten czeka na inne wykorzystanie.

Można też zrobić wstęgę ze światła, jak w opisie tu wstega-mobiusa-ze-swiatla

Może kiedyś budowlańcy zbudują drogę w kształcie wstęgi. Tylko musi być bardzo duża, żeby ludzie się nie kapnęli, że chodzą w pętli. Jest tyle zbędnych inwestycji, więc jedna więcej nie robi różnicy. Publiczne pieniądze można marnować na różne sposoby.

Z matematyką nie jest nudno. Trochę magii i jest świetna zabawa. Iluzja.

 

 

środa, 22 listopada 2017

Otacza nas coraz więcej liczb. Każdy ma swoją datę urodzenia i numer pesel (w zeznaniach podatkowych trzeba podawać je obie, choć w peselu jest już zawarta data ur.). Mamy też liczby w adresie zamieszkania. Często ludzie nie pamiętają swego kodu pocztowego lub go nie znają. Ci co prowadzą swoje firmy muszą znać więcej numerów, jak 10 cyfr nip, 9 cyfr regon, 26 cyfr rachunku bankowego. Kierowcy muszą pamiętać numer rejestracyjny swoich samochodów. Numerów telefonu już nie pamiętamy, bo wszystkie są wbite w telefon. Wystarczy wybrać.

Ciągle chodzę na różne szkolenia. Poznałam nowego bożka. Ktoś z uczestników zadał prowadzącej pytanie: po co ciągłe zmiany, czemu mają służyć? Urzędniczka odpowiedziała: to nie my to „ustawodawca”. Taka spychotechnika. A przecież ustawodawca to nie byt nadprzyrodzony, z którym trzeba się zgadzać. Za nim stoją żywi ludzie, którzy wykonują polecenia innych ludzi, żeby uprzykrzyć życie zwykłych ludzi. Ustawodawca jest wiecznie żywy, nie umiera nigdy.

A ja i inni tracimy czas na uczenie się wykonywania poleceń i podawanie informacji, które są znane urzędnikom.

Po takich szkoleniach trzeba odreagować, żeby pozostać zdrowym na umyśle.

Zapytałam koleżanki czy zastanawiała się dlaczego są takie, a nie inne numery kodów pocztowych. A ona odpowiedziała, że moje myśli błądzą w dziwne strony, że interesuję się rzeczami, na które inni nie zwracają uwagi. Musi być przecież jakiś porządek, stąd te kody.

Dobrze, że mam w necie takie miejsce, w którym mogę się nad tym pozastanawiać. Czy ktoś się nad tym zastanawiał też?



Kody pocztowe wprowadzono 44 lata temu. Ale liczby były tam wcześniej. Na pewno to produkt masońskiego urzędnika, bo ciekawy jest klucz nadawania miejsca tych kodów. Nie idą wg alfabetu głównych miast, ani poziomo, ani pionowo tylko spiralnie. Kod składa się z 5 cyfr. Sprawdzę tylko pierwszą cyfrę związaną z okręgami.

Zaczynamy od zera.

0 – okręg warszawski

O zerze już dużo pisałam. O tym rejonie można powiedzieć w jednym zdaniu „od zera do milionera”. Zero to pustka, z której wyłania się cokolwiek i wszystko. Możesz być każdym jak trafisz na korzystne wiatry. Na pewno zrobisz karierę, czasem ogromnym wysiłkiem i kosztem. Zero to też czarna dziura. Możesz stać się niewidzialnym, nikt cię nie zna. Łatwo w takim miejscu zniknąć. To tu ukrywa się ustawodawca, który produkuje przepisy dla maluczkich. Tu powstają nowe, nikomu niepotrzebne urzędy jak krs, regon, urzędy pracy czy senat i wiele innych. Tu się wszystko zaczyna, dobre i złe.

1 – okręg olsztyński (z białostockim)

Jedynka kojarzy się z ciekawością świata. Ludzie tutaj są prości i naturalni, ciepli i wrażliwi. Bo tutaj bliżej do natury. To tutaj powstają nowe pomysły i plany, które będą realizowane gdzie indziej. Kody powstały niedawno, ale wibracja była wcześniej. To tutaj jest wilczy szaniec kwatera Hitlera. W wolfsschanze powstawały plany podboju świata, tak daleko od jego domu. To tutaj powstało więzienie, w którym torturowano ludzi. Jedynka to nie są działania długofalowe i takie się nie udają. Wszystko wyszło na jaw i takie więzienia są gdzie indziej. Ludzie z tego miejsca jadą na materialny zachód, bo przecież samą naturą nie każdy umie żyć.

2 – okręg lubelski (z kieleckim)

To kolejne województwa duchowe. Tu żyją ludzie wierni i lojalni, z intuicją i wyobraźnią. Tak działa Księżyc patron Dwójki. Ci ludzie nie mają uprzedzeń i są łatwowierni. Potrzebują bezpieczeństwa i dlatego są ulegli. Tutaj możliwe byłe rzezie dokonywane przez „przyjaciół” czy sąsiadów. Dwójki to pracownicy niższych szczebli. W moim mieście od lat pełno jest robotników na budowach właśnie stamtąd. Oczywiście, że są wykorzystywani, ale to nie ich wina, to ufność. To wina tych z centrum.

3 – okręg krakowski (z rzeszowskim)

W jednym zdaniu: sztuka wysoka. Do dziś pamiętam licealną wycieczkę do Krakowa. Wieczorem kilka osób uciekło na spektakl do Teatru Starego. Płakałam z zachwytu. Przeżycie nie do opisania i na zawsze do zapamiętania. Trójka jest kreatywna, uzdolniona i twórcza, ma dobry gust i jest wyrafinowana. Nie mam pojęcia czy lubią discopolo, ale nie sądzę. Ludzie stąd mają szerokie możliwości w każdym miejscu świata. To idealne miejsce na serce państwa. Dopóki tam była stolica nasz kraj był znaczący na świecie. Komuś to przeszkadzało.

4 – okręg katowicki (z opolskim)

Patronem Czwórki jest surowy Saturn, planeta ograniczeń i dyscypliny. Tu mamy tytanów pracy i silne charaktery. Tu były kopalnie i górnicy pracujący pod ziemią. Nie ma tu miejsca dla lekkoduchów. Koniecznie trzeba przestrzegać zasad, żeby przeżyć. Mój ojciec pracował pod ziemią, był elektrykiem. Miał wypadek, poraził go prąd i miał 3 ogromne , owalne blizny na plecach. Mama była w tym czasie w ciąży, stąd ja taka nerwowa byłam ;). Codziennie były tam wypadki i często śmiertelne. Saturn każe przestrzegać zasad, być odpowiedzialnym i nie zmieniać raz obranej drogi. Moja rodzina wyjechała stamtąd gdy miałam 2 lata. Bo ja jestem leniwa i źle by mi tam było. A jeszcze nic nie wiedziałam o liczbach. Czwórki przestrzegając zasad i budując struktury mają dużo kasy. Jest dużo sławnych Czwórek, o których wiele pisałam. Część mojej rodziny miała część wynagrodzenia w bonach, za które kupowała w specjalnych sklepach. Gdy przyjeżdżali do nas to było święto. To oni przywozili kabanosy i frankfurterki, jedzenie z innego świata.

Gdy kopalnie zaczęto zamykać to tym ludziom trudno zmienić swoją drogę zawodową. Nie ich wina.

5 – okręg wrocławski

W jednym zdaniu: Pomarańczowa alternatywa. Tylko tam mogła się narodzić taka inicjatywa. Piątka to wolność, swoboda i szybkie zmiany. Mieszkają tam ludzie czynu, którzy łamią stereotypy. Mają dużą wyobraźnię i są przebojowe. W czasach studenckich często tam wyjeżdżałam. Co tam przeżyłam to moje. Piękne miasta.

Sprawy finansowe nie są najważniejsze, ale tak potrafią zadziałać, że z głodu nie umrą, zawsze są przy kasie. Gdy ma wiedzę to na tej bazie wiele osiągnie.

6 – okręg poznański (z zielonogórskim)

Kojarzy się z domem i rodziną. Ma wiele umiejętności artystycznych i poczucie harmonii.

Ludzie są ciepli i serdeczni, ale też próżni. Nie mają skłonności do ryzyka. Dbają o bezpieczeństwo materialne, są oszczędni. Często inwestują, zawsze z myślą o przyszłych pokoleniach. Dbają też o przodków. Są bardziej uczuciowi niż rozsądni. W końcu to dzieci Wenus.

7 – okręg szczeciński (z koszalińskim)

Nie może być inaczej. Patron Neptun (Posejdon) to w końcu bóg morza. Dla zmyłki jego pomnik w fontannie stoi w Gdańsku. Siódemka to liczba Świata, rozumie prawa kosmosu i ma własny system wartości. Ma filozoficzne spojrzenie na świat i bogaty świat wewnętrzny. Ludzie szukają pracy, którą pokochają i która da im niezależność. Gdy świat wewnętrzny przesłania rzeczywistość to człowiek może mieć depresję.

8 – okręg gdański (z bydgoskim)

Ponad wszystko kocha dobra materialne. Ludzie stamtąd osiągają wysokie stanowiska i dużo znaczą w społeczeństwie. Są wymagający i mało tolerancyjni. Tylko stamtąd Wałęsa mógł rządzić związkami zawodowymi. Ósemka kocha władzę i kasę i to osiąga, bo jest też odważna.

9 – okręg łódzki

W jednym zdaniu: miasto wielu kultur, nie tylko 4. Dziewiątka emanuje wszystkimi wcześniejszymi wibracjami. Dlatego pozjadała wszystkie rozumy i myśli, że jest najmądrzejsza. Nieustannie naprawia świat, mówi innym co mają robić. Oczekuje pochwał i rozgłosu. Gdy inni ją nie doceniają to się irytuje. Nie lubi pomocy, taka Zosia samosia

Patronem jest Pluton – śmierć i transformacja. To tutaj trafiali wszyscy obcokrajowcy i uczyli się języka polskiego. Bo w Łodzi podobno mówią najładniej po polsku ;) Jesteśmy przyzwyczajeni do innych kultur, tolerujemy obcych, ale do czasu. Nadmiar czy brak równowagi może spowodować wybuch wulkanu.

Dziewiątki lubią podróżować. Niektórzy wyjechali na zawsze, ostatnio całe roczniki młodych ludzi opuściło to miasto. Ludzie cenią komfort życia, ale w mieście uniwersyteckim i meneli nie ma dla nich miejsca. Miasto się starzeje. Zostaną same mądrale, tylko kto będzie pracował.

 

Napisałam na początku, że to masoński człowiek wymyślił, bo tylko oni widzą to czego nie widzą inni. Dlaczego jedynkę nie dostał np. okręg gdański, a Trójkę katowicki? Bo te liczby tam nie pasują. Wszystko jest na wierzchu, nie ma nic ukrytego. Trzeba to tylko zobaczyć.

 

W trakcie ostatniego szkolenia dowiedziałam się jakie uruchomiono telefony w sprawie jpk.

Są dwa 801055055 i 223300330. Ciekawe ;) Pierwszy oznajmia, że będą częste kontakty, a linia będzie często zajęta. Drugi tel. to siódemka, która nie sprzyja dobrym kontaktom i jest pełna niespodzianek. Reklama jpk kłamie, bo zwrot vat (co nie jest częste) dostaje się w ciągu 25 albo 60 dni na podstawie deklaracji. Urząd zawsze czeka do przedostatniego dnia, ale wcześniej skontroluje wszystko. Dla przedsiębiorców nie ma żadnych korzyści, są dodatkowe obciążenia. Gdy wprowadzano jpk, to media szczekały na jakiś nieistotny temat, nikt nie protestował. (Jak ja gardzę mediami). Rządy się zmieniają, a tłamszenie zwykłych ludzi nie zna granic. Małe firmy muszą inwestować w komputery, programy, zatrudnić ludzi do ogarnięcia kwitnącej biurokracji. Nie ma znikąd pomocy. Duży sobie poradzi, bo nie wydaje własnych pieniędzy. Bożek ustawodawca kocha dużych, a małymi pomiata.

Przy jpk mamy kolejne numery urzędów skarbowych. To 4 numery zaczynające się np. dla Warszawy - 14, Poznania – 30, Łodzi – 10, Szczecina - 32, a Gdańska – 22. Jaki zamysł miał bożek ustawodawca, co chce osiągnąć?


Jeśli ktoś poczuł się obrażony to wszystko odszczekam. Przemęczona jestem durnymi szkoleniami.







piątek, 17 listopada 2017

Lubię liczby. Z wzajemnością.

Zawsze jestem uważna, na ile mi starcza sił. Na liczby zwracam uwagę z sympatii.


Na początku listopada byłam w piekarni. Kupiłam makowiec. Z kilku ułożonych wysoko na półce wybrałam jeden. Pani mi go podała i wbiła kwotę na kasę głośno mówiąc. To było 7,77. Kobieta za mną powiedziała: jaka fajna liczba, powinna Pani zagrać na loterii. A niby dlaczego? Co ma jedno do drugiego. Za zakupy płacę sama.

Potem musiałam załatwić sprawę urzędową klienta. Gdy dostałam numerek to wiedziałam, że wszystko załatwię. Trochę to trwało (2 godziny), ale załatwiłam. Liczba 23 to jedna z moich ulubionych. Urodziłam się tego dnia, więc jak ma nie być szczęśliwa. W tym dniu spotykają mnie same fajne rzeczy. Godzina 23 to pora kiedy siadam prywatnie do komputera.

Kupowałam coś w sklepie. Wyszło 19 artykułów. Suma to 98,98. Zapłaciłam kartą. Kasjerka powiedziała, że to fajna liczba i powinnam zagrać w totka. Ciekawe dlaczego mam grać jak nie potrzebuję wygranej. Wolę też wydawać moje pieniądze na ciekawsze rzeczy, a nie inwestować w amerykańską spółkę. Zwykle nie biorę paragonów, ale ten zachowałam.

Wczoraj odbierałam dokumenty od nowego klienta. Zawsze mnie ciekawi sposób układania faktur. Jedni układają firmami, inni chronologicznie, jeszcze inni podpinają płatności, inni w ogóle nie układają tylko zbierają z podłogi jakby spadły z dużej wysokości. Faktury też mają różne zapachy. To ciekawe, przynajmniej dla mnie. Nowy klient dał mi faktury w 4 koszulkach, podzielone na zakupy wg towarów i innych kosztów. Wzięłam do ręki po kolei każdą koszulkę, wyjęłam faktury i szybko je przejrzałam. Jak branża jest znana to zakupy też są oczywiste. Trwało to może minutę. Był przy tym prezes tej firmy i poprosił o fakturę na konkretny zakup na dużą kwotę. A ja wzięłam jedną z koszulek i wyjęłam dokument złożony na pół, że nie było widać czego dotyczy. To właśnie była potrzebna faktura. Potem prezes poprosił o kolejny duży zakup, a ja wzięłam inną koszulkę i znowu trafiłam.

Wtedy usłyszałam, że powinnam zagrać w jakąś grę losową!

Jakim cudem nie związane ze sobą rzeczy mają mieć na siebie wpływ? Co to za stereotyp? Czy ktoś wygrał, bo liczby go lubią? Nie słyszałam. A jednak w tym miesiącu słyszałam to 3 razy. Oczywiście nie gram, bo jestem realistką. Jak gram to dla zabawy, albo jak nie miałam kasy to grałam. To ma sens.

Myślałam, że ja jestem dziwna, a to ludzie mają nieracjonalne poglądy.

 

środa, 15 listopada 2017

Byłam w domu rodziców. Było trochę inaczej. Mieliśmy 2 pokoje, w jednym spali rodzice, w drugim ja z siostrą. Gdy się wyprowadziłyśmy, to rodzice w naszym pokoju zrobili sobie sypialnię. Kilka lat pokój stał pusty zanim zrozumieli, że wyprowadziłyśmy się na zawsze i nie wrócimy, nawet jak nam będzie źle. A we śnie rodzice byli w dużym pokoju, a w naszym była jakaś blond dziunia. Podobno ją przygarnęli, bo nie miała się gdzie podziać. Biedna siedziała w domu i narzekała, że nie ma kasy. A ja przyszłam z jakimś facetem, ale nie był to ktoś mi bliski. Może to kolega albo sąsiad, albo nikt. I ta dziunia mówiła właśnie do niego. A nuż się facet nabierze na jej teksty. Ja jej mówiłam, że niech idzie do pracy, albo do opieki społecznej. A ten facet spijał każde jej słowo, Wierzył we wszystko co mówiła. Był bardzo zatroskany i chciał besztać moich rodziców, że tej dziuni nie dają kasy. Patrzyłam na to zjawisko damsko-męskie i się dziwiłam, że ja jestem odporna na takie osoby. Potem jednak pomyślałam, że ona może się pozbyć moich rodziców (jakiś wypadek?), a to będzie rozwiązaniem jej problemów. Moi rodzice we śnie byli starsi i słabsi niż są w rzeczywistości. Już ja jej pokażę, wyrzucę ją natychmiast, tylko muszę przekonać do tego rodziców. Od razu trafi na bruk. Biedulka. Niech pasożytuje na kimś innym.



Dobrze, że to był tylko sen. Ja wiem, że rodzice umrą, jak każdy. Mieszkania też zmieniają właścicieli. Taka kolej rzeczy. Ale przyśpieszanie jest nie do przyjęcia i trzeba problemy rozwiązywać natychmiast. W realu nie zadaję się z dziuniami, bo mi po prostu szkoda czasu.Potem jestem jakaś głupsza, jakby to było zaraźliwe.

Od kilku dni nie dzwoniłam do rodziców, bo miałam pełno spotkań. Jak miałam czas to za późno na telefon. To czas dla koleżanek. I oczywiście zadzwoniła mama, na zamówienie. Przyjdą jutro na kawę, to pogadamy. Dowiem się czy przygarnęli jakąś sierotkę ;)))



23:14, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2017

Byłam w jakimś starym domu, chyba na wsi. Meble były stare, farba odłaziła, czuć było stęchlizną. Stałam przed starą komodą. Nie widziałam całego domu, ani innych pomieszczeń. Patrzyłam na dół komody, bo tam zauważyłam osę. Nie można jej pomylić z pszczołą. Osa latała tuż nad podłogą obok tej obdrapanej komody. Kręciła się i w końcu weszła do komody przez niewidoczną dziurkę. Jeszcze zanim weszła obok mnie po prawej stronie stanął jakiś mężczyzna w czarnych spodniach z materiału. Powiedział, że trzeba zabić osę, bo ona się rozmnoży i zbuduje ogromne gniazdo w tej komodzie. Gdy tak mówił, to ja oczyma wyobraźni widziałam rosnące gniazdo i miliony pszczół, które latają i kłują. Więc odpowiedziałam, że tak, trzeba ją zabić. Tylko trzeba poczekać aż wyjdzie i wtedy...



Znaczenie snu jest wybitnie negatywne. Leniwa i zła osa to przeciwieństwo pracowitej pszczoły.

W moim senniku to chyba jedyne hasło, którego znaczenie jest podkreślone. Osa oznacza „nieprzyjemności, kłopoty, złośliwość innych osób, natrętne i bolesne myśli, dręczące problemy.” Mogłam poczekać we śnie i ją zabić, bo to oznacza „pozbycie się wroga lub uwolnienie od kłopotów.” Gdybym to wiedziała zanim miałam ten sen ;)

Nie miałam czasu się głębiej nad tym zastanowić, bo czekałam na kogoś.

O godzinie 10.10 dostałam mejla „Stoimy w korku na autostradzie. Jakiś wypadek, a nie jesteśmy nawet w połowie drogi, nie wiadomo czy zdążymy ...”

W korku stali 40 minut. Gdy samochody ruszyły, a nawigacja pokazała, że nie zdążą na samolot, to zawrócili. Przyjechaliby 20 minut po zamknięcia bramki. Nie było sensu dalej jechać, bo nie było też innych połączeń tego dnia. Wszystko miałam ustawione pod gościa. A teraz mam dużo wolnego czasu.

Nie ma gościa – nie ma kłopotów? Czy tak mam interpretować sen? Czyli dobrze się stało, tylko dla mnie.

Następnym razem, gdy przyśni mi się osa, to ją rozdepczę, albo walnę czymś ciężkim. Zabiję na śmierć.

Człowiek się uczy cale życie.

 

22:45, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 listopada 2017

Od wczoraj nie mam tv. Jest jakaś awaria w mojej okolicy i naprawiają. Przyzwyczajenie to druga natura człowieka. Obejrzeliśmy film nagrany wcześniej z tv. To był odcinek Kości – Bones. Chyba 11 seria. W każdym odcinku jest scena w samochodzie, gdzie główni bohaterowie rozmawiają. W tym odcinku na tylnym siedzeniu siedział agent Aubrey – współpracownik męża tytułowej dr Brennan, antropolog. Nie będę opowiadała fabuły, ale dr Brennan jest naukowcem i dla niej liczy się nauka i fakty. Lubię ją, bo jest zasadnicza, nie ulega wpływom. Ten agent pił szejk z jarmużu, bo ktoś mu powiedział, że jest zdrowy. A ona go zapytała, czy ma zakażoną trudno gojącą się ranę. Zaczęłam się śmiać i nie mogłam przestać.



To takie oczywiste. Jarmuż pomaga w stanach trudno gojących się ran. Nie jest smakowity. Kiedyś był rośliną ozdobną, a teraz ludzie to jedzą. Bo ktoś im powiedział, że to zdrowe.Co ci nie smakuje - nie jedz. Zaufaj sobie.

Drzewa też są zdrowe, a nikt ich nie je. Zdrowie na zewnątrz nie daje zdrowia wewnątrz człowieka. Niby „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ale praktyka obala ten mit. Roosevelt jeździł na wózku inwalidzkim, podobnie Hawking żyje wbrew lekarzom. Wegetarianie umierają tak jak wszyscy, a niektórzy nawet szybciej niż normalni ludzie. Jak np. River Phoenix, który pił, palił i ćpał, ale ryb i mięsa nie tknął. S.Jobs umierał w męczarniach, a jedzeniem tylko owoców przyśpieszył swój koniec. Jakby nie wiedział, że owoce to woda, cukier i trochę celulozy, a przecież rak karmi się cukrem. Kiedyś mówiło się – jedz warzywa a będziesz zdrowy. Teraz namawia się dzieci – jedz owoce i warzywa 5 razy dziennie, a będziesz zdrowy. Nie będziesz.

Jest tyle stron o zdrowiu, a wygląda na to, że pisze je jedna osoba, a reszta robi „kopiuj i wklej”. Ludzie stracili zdolność logicznego myślenia.

Z tv dowiadują się, że sery robi się z sera, bo przecież mleko to już nie mleko. To za trudne?

Najgorsi są ci, co mówią, że każdy może zachorować na raka. To ludzkie kanalie, jeśli są ludźmi. To jakby powiedzieć, że każdy może złamać rękę. Nie każdy zachoruje na raka, bo każdy jest inny. W mojej rodzinie tylko ojciec zachorował na 2 raki, a mama, ja i siostra nie. Kanalie strasząc rakiem propagują żywność, która pogarsza powoli stan zdrowia. Zarażają też ludzkie myśli strachem. Ludzie działają jak zahipnotyzowani i łykają „magnez dla mężczyzn”. Suplementy też skracają drogę życia. Są zbędne, jeśli człowiek prawidłowo się odżywia i oddycha.

Jakim cudem ludzie dali się namówić na jedzenie z plastikowych pudełek, ze styropianowych pojemników i papierowych kubków. I jeszcze sztućce z plastiku. Czy o bisfenolu nikt nie słyszał? Człowiek cofa się w rozwoju umysłowym i szybko umiera na własne życzenie.


Jest tylko jedna choroba – brak równowagi. A równowagę osiąga się jedząc najmniej węglowodanów, trochę więcej białka i jeszcze więcej tłuszczu, ale prawdziwego, czyli masła, smalcu i oliwy. Reszta to badziew, od którego się choruje, ale nie umiera. Najgorsze są przekąski, niby zdrowe, a zawierają sam cukier i chemię z suszonych owoców.

Gdy 2 lata temu złamałam nadgarstek dowiedziałam się, że nie ma takiej choroby jak osteoporoza. Powiedział mi to lekarz. A potem dotarłam do badań, które pokazały, że są ludzie na świecie, którzy mają mniejszą gęstość kości, ale nie łamią rąk i nóg. Taka ich uroda i tyle. Celebrytki chorują nagminnie na haszimoto. Nic dziwnego, nie umieją się dogadać z ludźmi i niezdrowo jedzą. Sama zielenina rozpycha żołądek, a witaminy bez tłuszczu się nie wchłaniają. Ludzie to kozy? Dzieciom rozregulowuje się system hormonalny malując malutkim dziewczynkom paznokcie. Przecież formaldehyd nie jest zdrowy, a nikt tego nie widzi. Moda na jedzenie wodorostów czy soi jest zgubna dla tarczycy. Trzeba jeść sezonowe i lokalne produkty. I mało. Nie znam żadnej biednej osoby, która byłaby gruba. Jest taki serial dokumentalny Historie wielkiej wagi, w którym pokazuje się historie 300 kg grubasów. Lekarz prowadzący daje im drugą, trzecią, a czasem i piątą szansę na życie. A oni ciągle wracają do jedzenia rzeczy niejadalnych. Pouczający serial. Zdrowienie następuje gdy odstawią węglowodany i jedzą więcej białka. Potem jeszcze psychoterapia, bo przecież tusza to nie jest normalny stan człowieka. Polecam.

Nie oglądam żadnych polskich seriali, bo szkoda mi na nie czasu. Są o niczym. Nowy serial UV obejrzałam odcinek i mnie nie zainteresował. Miał być hit, a wyszło jak zwykle. Przypadkowa obsada, dialogi napisane przez gimnazjalistę zanim zamknięto mu szkołę. Nie ma tam żadnych tajemnic, jest za to nachalna reklama w odcinkach. Czy my jesteśmy głupsi niż reszta świata?

Każdy człowiek jest ważny i zasługuje na długie życie.

 

Nie ma to jak dobrze rozpocząć tydzień. Z humorem :)





00:24, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (4) »
piątek, 03 listopada 2017

Byłam gdzieś wysoko, w pustce. Nic wokół nie było, ale było widno, jasno, a nawet biało. Byłam jakby zawieszona, bo nie było przyciągania. Jednocześnie mogłam przebierać nogami, żeby gdzieś pójść. Mogłam też płynąć, żeby się przemieścić. W pewnej chwili wzięłam jakąś makietę w kształcie lekko spłaszczonej piramidy.

Ona po prostu do mnie przypłynęła. Wyglądała jakby była z białego kartonu i była dość duża. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam się jej przyglądać. I ona zaczęła się zmieniać. Mój wzrok zagłębiał się w makietę i zaczęłam zauważać szczegóły. To było coś takiego jak człowiek patrzy z góry na ziemię i widzi drzewa, domy, samochody, zwierzęta, trawę, mrówki, podziemne korytarze, potem strumyki itd. Widziałam na wskroś. To wszystko pojawiało się przed moimi oczami w miarę jak patrzyłam w dół. W pewnej chwili coś usłyszałam i wszystko zniknęło, zwijając się do piramidy trzymanej przeze mnie w ręku. Spojrzałam w lewą stronę i zobaczyłam kilku mężczyzn, starych, siwych i grubych i w białych szatach, jak Grecy. Obok nich też płynęły piramidy, takie jak moja. Niczym się od siebie nie różniły. Wszystkich piramid było 5.

Zauważyłam też, że ja jestem kobietą o aparycji i wieku podobnym do tych mężczyzn ;) Dostałam od nich wiadomość, że mogę sobie wziąć piramidę, którą sobie wybrałam. (Musiałam to zrobić zanim sen mi się objawił.) No to wzięłam sobie moją piramidę oburącz i popłynęłam w prawą stronę, sama. Tamci zostali, nie oglądałam się za siebie. Ktoś z ziemi gdyby mnie wtedy zobaczył to by powiedział, że płynę z deską do nauki pływania i to w sukni. Tak płynąc podglądałam co się dzieje na mojej ruchomej makiecie. Co robią ludzie i co się tam dzieje. Czułam się jakbym była na spektaklu w teatrze. Obserwowałam.


Obudziłam się i pamiętałam każdy szczegół. Sen był bardzo wyraźny.Lubie sny, bo rozmawia się telepatycznie. Nie musisz pojaśniać o ci chodzi, wszyscy porozumiewają się telepatycznie i błyskawicznie.

To co widziałam to na pewno nie była to ziemia, bo ziemia jest okrągła jak piłka, a ja widziałam świat na kwadracie.

Ponieważ pojawiła się wyraźnie liczba 5, to sprawdziłam w mojej Wyroczni snów. Dawno do niej nie zaglądałam.

5 – Okno – Planeta Mars

Oznacza, że muszę zdyscyplinować swój umysł. Nie dać się zwieść przez wielkie ideały, rozdmuchane projekty lub puste obietnice, z którymi się spotkam. „Miej oczy szeroko otwarte'”. Poczuję pragnienie wolności, jakbym kiedyś przestała je czuć.Nic dziwnego, że biała piramida skojarzyła mi się z projektem i makietą.

Mam robić kolaże, które do mnie przemówią i pokażą mi co jest grane. W wolnej chwili ;)

Okno umożliwia dopływ powietrza i światło. I ja to okno otworzyłam – na zmiany.

 

23:15, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2017

Nie mam specjalnie dużo grobów do odwiedzenia w mieście. Mam większość daleko i nigdy nie jeżdżę. Z reguły na lokalnym cmentarzu zapalam kilka zniczy pod krzyżem ogólnym. Jednak tam jest pełno lampek i ogrom czarnego dymu.

W tym roku postanowiłam zapalić lampki w domu.

To są specjalne lampiony zrobione ze słoików i przystrojonych firankami i koronkami po babciach. Takie nawiązanie do przeszłości. Ręczna robota. Połączyłam też wodę z ogniem, żeby było miło.

Zaświeciłam je z intencją: jeśli dusze moich przodków rzeczywiście gdzieś się błąkają, to niech idą gdzie chcą. Cokolwiek wybiorą to ja ich wspomagam. Raczej w to nie wierzę, bo moi przodkowie odeszli pogodzeni i nie mają co tu robić.

Zupełnie inaczej jest z osobą, która umarła kilka dni temu. Była zła do szpiku kości. Jej celem życiowym było manipulowanie ludźmi, sprawianie im bólu, strat materialnych i wszystkiego złego. Karmiła się nieszczęściem innych. Oczywiście była chora na wszystkie możliwe choroby, paliła paczkę papierosów dziennie. Ostatnie godziny jej życia były ciekawe. Jej świadomość znikała, oczy zrobiły się mętne, a jej twarz wykręcała się w dziwnych grymasach, robiła się czarna i miejscami szara i sina. To wyglądało jakby coś z jej wnętrza chciało wyjść. To chyba demon, który ją opętał. Zmarła po kilku godzinach w szpitalu. Podczas identyfikacji jej twarz była normalna. Osoba wyglądała pięknie, skóra lekko różowa, jakby nigdy nie paliła. Zło ją opuściło. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Odeszła na zawsze, choć nie było jeszcze pogrzebu jej ciała. Niech jej ziemia lekką będzie.



niedziela, 29 października 2017

Zaczął mi się ruszać klawisz Enter w części numerycznej mojej klawiatury. Włączam komputer prawie codziennie, więc nic dziwnego, że klawisze się wyrabiają. Pora ją wymienić na nowszy model.

Gdy tak się przyjrzałam bliżej mojej starej klawiaturze, to zauważyłam, że niektóre klawisze się starły. Prawie niewidoczne są klawisze I i O oraz R, które zgubiło nóżkę. Teraz rozumiem moje błędy. Często musiałam poprawiać w pismach zamienione litery I i O.

Kolejnym klawiszem, który uległ wytarciu jest Alt Gr. Gdyby klawiatura trafiła na śmietnik światowy to od razu każdy by wiedział, że to klawiatura używana w Polsce.

Żeby wpisać literę z ogonkiem, kreską lub kropką trzeba wcisnąć Alt Gr i klawisz z klawiatury. A polskich liter używam dużo ;) jak każdy Polak. Często używam też klawiatury numerycznej. Jedynka wytarta zupełnie, a 4 i 2 połowicznie. Ciekawe, że tych cyfr używam najczęściej, a nie innych. Klawisz Zero też często używam, ale jest długi, więc uderzam w wolne miejsce.

Pod światło można też sprawdzić, które klawisze są często wybierane. Delete używam bardzo często, a Insert prawie wcale. Bardziej świecą się klawisze po prawej stronie niż lewej. Jako praworęczna naciskam po prostu mocniej lepszą ręką.

Kto by pomyślał ile informacji można wyczytać ze starej klawiatury ;)

 

sobota, 28 października 2017

Tak wyjątkowy most musiał zbudować ktoś wyjątkowy. Była grupa konstruktorów i projektantów, ale głównym inżynierem Golden Gate był

Joseph Baermann Strauss ur. 9.01.1870=26=8

 

Dziecko szczęścia (8). Ojciec (ur. 10.03.1830=7) był uznanym pisarzem i malarzem, dawał dziecku luz w wychowaniu. Zmarł gdy syn miał 31 lat. Matka (1) była pianistką. Joseph miał dwie siostry i brata, ale nie wiadomo kiedy się urodzili i kim byli. Joseph urodził się gdy ojciec miał 40 lat, więc można się domyślać, że Joseph był najmłodszym dzieckiem. Matka niezbyt się nim interesowała. Jej kariera skończyła się po wypadku, dusza artystki została uwięziona w domu.

Pierwsze wewnętrzne dziecko to 0, czyli problemy od poczęcia do rozwiązania. Może to była ciąża zagrożona, może rodzice kłócili się. Matka musiała cierpieć, zamiast koncertować oczekiwała czwartego dziecka. To miało wpływ na syna. Miał szczęście (8), że się urodził.

Karma 7 – posłannictwo, musiał je odkryć, żeby się wypełniła. I odkrył ją w wieku 26 lat (26-praca dla ludzi).

Liczba 19 charakteryzuje jego małżeństwo i rodzinę. Mało o tym wiadomo. Liczba ta informuje o b. trudnych lekcjach, np. śmierć dziecka, poronienia, toksyczny związek. A jaki miałby być, gdy go ciągle nie było w domu, bo realizował projekty na całym świecie, nawet w Rosji wybudował dwuskrzydłowe mosty Straussa nad rzeką Nową w Piotrogrodzie w 1915 r.

9.06.1895=11 ożenił się z May Van w Chicago. On miał robić co chce, ona miała siedzieć w domu.

Joseph miał zdolności po ojcu, lubił poezję i sam też pisał. Ale poszedł na studia inżynierskie. Bo miał marzenie: "zbudować największą rzecz w swoim rodzaju, którą mógłby zbudować człowiek".

Studiował handel i ekonomię w rodzinnym Cincinnati. Zajmował się też poezją, a nawet zapisał się do drużyny piłkarskiej. Szukał swej drogi, jak każdy człowiek. Jego kariera sportowa skończyła się w szpitalu szkolnym, a podczas odpoczynku patrzył na nowo wybudowany most Cincinnati-Covington Bridge, pierwszy w Ameryce most wiszący o długim dystansie. Jako 24-latek na zakończenie studiów przedstawił pracę dyplomową - szczegółowy projekt budowy międzynarodowego mostu kolejowego przez Cieśninę Beringa łączącą Alaskę i Rosję. Choć sama propozycja wydawała się dziwaczna, jego prezentacja prawie przekonała publiczność, że taki pomysł jest możliwy.

Pierwszą pracę podjął w Biurze Ralph Modjeski (Rudolfa Modrzejewskiego), firmy specjalizującej się w budowie mostów i linii kolejowych. Już wtedy miał nowatorskie pomysły. Zwolnił się i założył własną firmę, bo miał inne pomysły w sprawie mostów wiszących.

Ważne lata w życiu to 1896, 1905, 1914, 1923, 1932.

Pierwszy jego projekt to most Burnside w Portland – w 1896 roku.

W 1905 – awans (35) założył firmę Strauss Engineering Corporation, która zaprojektowała 400 mostów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Panamie, Japonii, Egipcie, Chinach i na całym świecie. Strauss był także posiadaczem kilku patentów związanych z budową mostów i nie tylko, jak np. wynalazł reflektor przeciwlotniczy używany w I wojnie światowej.

W 1932 roku napisał znany wiersz The Redwoods.

Po ukończeniu mostu Golden Gate powrócił do pasji poezji i napisał swój najbardziej rozpoznawalny wiersz "Potężne zadanie jest gotowe".

Strauss był uznanym konstruktorem i wynalazcą. Golden Gate było ukoronowaniem jego drogi życiowej. Tylko tak utalentowany projektant i konstruktor mógł się tego podjąć. Ósemka dostaje to co chce. Wykosił konkurencję, zadbał, żeby to on był autorem sukcesu GG. W czasie budowy było wiele problemów, które rozwiązywał, wprowadzał wiele innowacji. Znalazł fundusze (w końcu ukończył ekonomię) i wsparcie dla mostu od obywateli i sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Strauss zajmował się bezpieczeństwem swoich pracowników i montował siatki, które uratowały 19 pracowników. Budowa mostów wiązała się z dużą śmiertelnością pracowników. Strauss był ostrożny i dbał o bezpieczeństwo. Przy budowie GG zginęło tylko 11 ludzi, a to był b. dobry wynik.

Miał trudny charakter. Konkurencji się pozbywał, bo to on musiał być najlepszy. Duży wkład w powstanie GG miał też Charles Alton Ellis. Nie doceniono go.

Strauss zrealizował projekt na czas i w budżecie.


Ósemka – droga życia – kochał dobra materialne i miał wygórowaną ambicję. Tacy ludzie pchają świat naprzód.

Liczba ekspresji – 6 – wskazuje na artystyczną duszę. Wiadomo - był poetą. Dlatego też most jest ładny i przyciąga uwagę.

Liczba osobowości – 2 – ale z 11 – postrzegany był jako wzór do naśladowania, choć nie był lubiany. To idealista i marzyciel.

liczba duszy – 4 z 22 – z mostem połączyła go więź. Ciężko i bez przerwy pracował. Jo Budowniczy.

 

Tu można poczytać o jego dokonaniach bardziej szczegółowo:

http://www.engrlib.uc.edu/strauss/timeline/timext.html

Zmarł w Los Angeles w Kalifornii, zaledwie rok po zakończeniu Golden Gate. Chyba z przepracowania. Ma pomnik niedaleko swego dzieła, który sfinansowała wdowa.

Umiał ciekawie przemawiać:


"Wielkie miasto z barierami wodnymi i bez mostów jest niczym drapacz chmur bez wind. Mosty są pomnikiem postępu "- w radiu z 1930 r

"Nasz dzisiejszy świat obraca się wokół rzeczy, które w tym samym czasie nie mogły zostać zrobione, bo były poza granicami ludzkiego przedsięwzięcia ... Nie bój się marzyć".

"Budowanie mostu to wojna z siłami natury".

"Żadna stalowa stal nie toleruje ... zaniedbania".

"Kiedy budujesz most, budujesz coś na zawsze." w 1932 r.

"San Francisco jest jednym z niewielu miast, które mają całą energię, całe bogactwo, całą odwagę i całą zdolność, która jest niezbędna do realizacji tego projektu i do jego sukcesu" - 16 maja 1924 r.

 

Swój cel zrealizował. Przeszedł do historii. Urodził się w idealnym czasie.

 



Limit szkoleń na ten rok wyczerpany.

Muszę odreagować.

Zmieniłam tapetę na kompie. Pojawił się most Golden Gate.

fot: Frederic Larson

Zawsze fascynowały mnie mosty. Są magiczne. Zawsze łączą dwa brzegi. W wielu filmach to na moście następuje wymiana agentów. Myślałam, że będę projektować mosty, ale nie miałam talentu w tym kierunku. Podziw pozostał.

Ostatnio buszując po internecie i po kilkunastu kliknięciach trafiłam na ten film:

https://www.youtube.com/watch?v=yRXprhblhFQ

Ciekawe spostrzeżenia. Przyjrzałam się temu bliżej.

Golden Gate Bridge to najsłynniejszy most na świecie. Nie da się go pomylić z żadnym innym, bo ma charakterystyczny wygląd i pomarańczowy kolor. W tym roku minęło 80 lat od jego ukończenia.

Są budowle, które muszą powstać. I Golden Gate jest właśnie taką budowlą. Czas i miejsce idealne.

W 1846 r. John Fremont „Odkrywca” nazwał cieśninę między Pacyfikiem a Zatoką SF - Golden Gate. I to właśnie tam postanowiono zbudować most. Musiał być wiszący, bo prądy w zatoce były silne, dochodzące do 10 km/h.

Najpierw ukończono budowę więzienia na wyspie pelikanów. Skała i nic więcej. Ponury widok.

W 1886 roku wybudowano więzienie wojskowe, a w latach 1910-12 je rozbudowano.

Więzienie Alcatras (jak na starej widokówce) założono 1.07.1934=25=7 – niech ludzie przemyślą swoje czyny.

Otwarto je 11.08.1934=27=9, gdy na wyspę przybył pierwszy transport więźniów. Było ich 137 i 155 strażników. Alcatraz funkcjonowało 29 lat. Było sławne, bo miało sławnych więźniów i trudno było z niego uciec.

21.03.1963 roku prokurator generalny Robert Kennedy zamknął to więzienie z uwagi na wysokie koszty jego utrzymania. Dzisiaj to atrakcja turystyczna.

 

Treasure Island jest sztuczną wyspą zbudowaną przez rząd federalny w latach 1936-37. Zbudowano ją na Międzynarodową Wystawę Złotej Bramy w 1939 r. Zbudowano tam lotnisko i bazy wojskowe. Ma specyficzny kształt. Dlatego pasowała idealnie do teorii o Srebrnej Bramie. Skoro to sztuczna wyspa to jakie skarby tam schowano? Dlaczego nazwano ją Wyspą Skarbów?

Podczas II wojny światowej Treasure Island stała się częścią bazy Marynarki Wojennej i służyła jako szkoła kształcenia łączności elektronicznej i radiowej, a także jako główny punkt wyjścia marynarki wojennej na Pacyfik.

Wojsko zlikwidowało baz w 1996 roku. Teraz lotnisko jest nieczynne, bazy opustoszałe. Wyspa Skarbów jest teraz atrakcją turystyczną i nadal własnością marynarki wojennej.

 

GOLDEN GATE

 

25.05.1923=45=9 uchwalono ustawę powołującą most i szybką drogę o numerze 101 (też ciekawa).

To było mądre (9) posunięcie. Był duży opór przed budową mostu, bo żeby się dostać do miasta stosowano przeprawę promami. Promy nie nadążały i straciły zarobek. Postęp jest nieunikniony, miasto się rozrastało. Przygotowania trwały prawie 10 lat.

Budowę Golden Gate rozpoczęto 5.01.1933=6+10+6=22

Idealna równowaga. 22 to wiedza i doświadczenie, mistrzowski budowniczy (4) wprowadza porządek. 22 przynosi sławę (kolor pomarańczowy przyciąga uwagę, ale też liczba samobójców) i fortunę. Taki był zamysł. Sławę most ma, most od początku na siebie zarabiał, bo pobierano opłaty od wjeżdżających do San Francisco na południe. Most zwrócił się w 1971 roku. Jest solidny (4). Nie trzeba go zamykać, żeby naprawiać. Zamknięto go tylko 3 razy ze względu na duże prądy i wiatr. Dzień poczęcia był idealny dla mostu. To jak dzień poczęcia. U ludzi ciężko go wyznaczyć i chyba nie ma znaczenia.

Dzień otwarcia mostu to 27.05.193734=7

Patronem 7 jest Neptun, związany z wodą. Siódemka może popadać w skrajności, od euforii do depresji. I most przyciąga uwagę. Jedni piszą wiersze i się nim zachwycają inni skaczą. Most jest często we mgle – zamglone poczucie rzeczywistości. Wygląda jakby był zawieszony w przestrzeni, magiczny.

Most GG jest uważany za amerykański pomnik podobny do Statui Wolności na wschodnim wybrzeżu. Most jest pierwszą budowlą jaką widzieli imigranci z Wyspy Aniołów.

Nawiązując do cytowanego filmu w Zatoce SF mamy Treasure Island czyli Srebrną Bramę, strzeżoną przez Izydę. Wyspa ma 7 boków, a Isis ma 7 promieni. Z tego boskiego źródła wynurza się dusza, która przemieszcza się na zachód, jak amerykańscy osadnicy. Dusza ludzka trafia do Alcatraz, czyli w świat materialny, który jest dla niej więzieniem. Więzieniem może też być ciało fizyczne człowieka. Na północ od Alcatraz mamy Angel Island. Wyspa z pięknymi widokami, ma symbolizować Aniołów, którzy latają w wyższym wymiarze i obserwują lub pomagają ;) Potem dusza przechodzi przez Złotą Bramę, strzeżoną przez Ozyrysa, żeby spotkać się swe przeznaczenie. To tylko symbol, a jednak niektórzy rzeczywiście żegnają się z życiem na tym moście. W ciągu 80 lat zginęło tam ponad 2,5 tysiąca samobójców. Z innych mostów też skaczą samobójcy.

 

W tym samym czasie (1933-1937) zbudowano Wyspę Skarbów, odnowiono Więzienie Alcatraz i zbudowano most Golden Gate. Było to możliwe tylko po Wielkim Kryzysie. 32 prezydentem został F.D.Roosevelt i wdrażał New Deal. Było wtedy duże bezrobocie, ludzie zbiednieli. Nowy ład umożliwił pracę na rzecz instytucji państwowych i zagonił ludzi do robót publicznych. W Polsce też kiedyś były takie czyny społeczne, a ludzie poświęcali swój czas dla dobra publicznego. W normalnych czasach 3 duże budowy w tym samym czasie nie byłyby możliwe.

Wiadomo, że Roosevelt był masonem, a oni wierzą, że dusze idą po śmierci na Wieczny Wschód. W zupełnie innym kierunku.

Więc dla kogo jest Złota Brama?

 



sobota, 14 października 2017

Po wczorajszej akcji z odkurzaczem wpadłam na pomysł, żeby okadzić kuchnię białą szałwią. Przy okazji dym rozprowadziłam po całym domu. Gdy przyszła pora snu, trzeba było wywietrzyć mieszkanie, bo było siwo.

Okadzony umysł wyprodukował taki oto sen:

Był wieczór. Kupowałam coś od handlarza, który stał na ulicy. Żeby do niego podejść musiałam wejść po 3 szerokich stopniach. Wokół nikogo nie było, tylko on i ja i półmrok.

Kupiłam jakieś warzywa i dałam mu 200 zł. A on mi wydał 100 zł i inne banknoty i drobne. Spojrzałam na banknot 100 złotowy i się zdziwiłam, bo był fioletowy. Kolor był ładny, intensywny, zwracający uwagę, jakby prosto z drukarki, nieużywany w obiegu. Przecież nie ma u nas banknotu o takim nominale w kolorze fioletowym. Świadomie go wzięłam, choć wiedziałam, że jest fałszywy. Na drugi dzień rano w samoobsługowym sklepie znowu coś kupowałam i podałam kasjerce fałszywy banknot. A ona spytała skąd go mam. Odpowiedziałam jej, że dał mi go uliczny handlarz. Odebrałam go od niej i dałam jej prawdziwe pieniądze. A potem poszłam na policję zgłosić przestępstwo. Spisywali mnie długo, a ja cierpliwie wyjaśniałam całą sytuację, opisywałam handlarza, specyficzne miejsce itd. Oczywiście dowód przestępstwa zostawiłam i poszłam do domu. Przez cały czas byłam spokojna i wyluzowana. Wiedziałam, że jestem niewinna i nic mi nie będzie. W końcu wszędzie są kamery. Jest dowód mojej prawdomówności.

Od początku snu wiedziałam, że to sen. Bo ja nigdy tak się zachowuję. Gdy kupuję warzywa na bazarze to mam banknoty o niskim nominale. W sklepie zawsze płacę kartą. I na pewno nie wzięłabym do ręki fioletowego banknotu, chyba, że byłabym w UK (20 funtów ma taki kolor). Piękny kolor fioletowy miał zwrócić mogą uwagę i chyba nie ma znaczenia. To dlaczego nie był żółty lub czerwony? Takie banknoty byłyby dziwne.

Właściwie to sen bez znaczenia. Wczoraj przypomniał mi się przyjaciel mojego eks, który zmarł 2 lata temu. Moja mama nie wiedziała, że on nie żyje, a ja myślę, że ona o tym zapomniała. Ten przyjaciel jeździł po bazarach i oszukiwał ludzi w 3 karty. Zarobił sporo szmalu i wszystko przepił, a potem umarł na ulicy jako bezdomny. To była ważna osoba dla naszej rodziny i wszyscy go znali. To w końcu świadek mojego męża na naszym ślubie.

Cały sen to wczorajsze pogaduchy z rodzicami. Pieniądze to przecież forma energii.

Na wszelki wypadek dzisiaj byłam ostrożna.

Dzień zaczął się od dzwonka domofonu. Jakaś Agnieszka chciała zdradzić mi, co robić, żeby podobać się Bogu. Ciągle istnieją domokrążcy. Dobrze, że jest bariera w postaci domofonu i nie muszą już wchodzić na górę. Akurat mój Bóg mnie kocha, a czy mu się podobam czy nie, to jest mi obojętne. Miłość jest ważniejsza niż ładność.

Potem zakupy na bazarze. Gdy poprosiłam o 2 kg jabłek to pan dał mi siatkę, żebym sama sobie wybrała, bo on nie umiał wybrać średnich i czerwonych. Gdy nałożyłam i pan sprawdził ich wagę to okazało się, że jest dokładnie 2,00 kg. Waga elektroniczna, więc dokładna ;) Pan stwierdził, że „mam oko”. A ja mam 2 oka, jak wszyscy. Mogłabym pracować w handlu. Wiedziałam, że nie dam się oszukać.

Potem byłam świadkiem stłuczki. Samochody skręcały w prawo, jechały wolno. Gdy nagle jedno auto zahamowało to kolejne na niego wjechało. Nic wielkiego, bo był tylko odgłos łamanego plastiku. Są kamery i satelity, więc ktoś chyba zadzwonił po patrol.

 

Sen opowiadał bliską przeszłość i bliską przyszłość. Wszystko OK.

 

Super dzień. A jednak mi czegoś brakowało. Muszek!!! To pierwszy dzień bez muszek ;)))

Jak szybko człowiek się przyzwyczaja.



23:32, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 października 2017

Od tygodnia mam w kuchni inwazję muszek owocówek. Zawsze miałam na wierzchu owoce w misce i muszek było kilka. Ale tym razem było ich całe stado i ciągle ich przybywało.

Zaczęłam od lokalizacji źródła. Owoce przeniosłam do lodówki, miękką cebulę wyrzuciłam, przejrzałam wszystkie półki. Potem wyrzuciłam śmieci. A muszki ciągle były.

Zrobiłam miksturę, żeby się w niej utopiły. Ok. 1/3 szklanki.

Do szklanki wlałam ocet i płyn do mycia naczyń. Wyglądała ładnie. Po 3 dniach muszek nie ubyło i nie wyglądało, żeby się potopiły. Nie miały się czym żywić, a jednak latały. Szklanka stała i czekała.

Dzisiaj odwiedzili mnie rodzice i mama powiedziała, żebym użyła odkurzacza. No i zaczęłam polowanie. Muszki są małe, ale usłyszały hałas. Zaczęły uciekać. Ale to ja miałam MOC i po kolei wciągałam kolejne obiekty. Cieszyłam się jak pogromca duchów. Musiałam odpocząć, a właściwie chciałam, żeby muszki przestały latać i siadły w jednym miejscu. I tak się stało. Po kolejnej godzinie znowu włączyłam odkurzacz i wciągnęłam resztę.

Wszystkie muszki zniknęły, łatwo i szybko.

Miałam wylać miksturę i zobaczyłam, że jednak muszki się tam potopiły. Po cichutku.

 

Na oko było ich tam ok. 200. Zostawiłam na razie. Tak na wszelki wypadek.

W 13 w piątek odniosłam sukces. Mały, ale uciążliwość zniknęła. Od lat taki dzień w mojej rodzinie jest zawsze pomyślny. Wbrew przesądom.

I to jest dobre.

Może zostanę zawodowym łowcą much ;)

 

 


 



środa, 11 października 2017

Ostatnio znajoma wróciła ze Stanów od rodziny i opowiadała, jak to wszyscy tam żyją Harveyem.

Od razu pomyślałam, że chodzi o Huragan, który nawiedził południowe stany. Bo to przecież bardzo ważne.

Ale to było pod koniec sierpnia (26.08 do 3.09.2017). Huragan przychodzi, niszczy, rozrzuca, podlewa wodą. Wieje ponad 215 km/godz. Ginie 77 osób. A potem wychodzi słońce i ludzie sprzątają ogrom zniszczenia. Oczywiście celebryci rzucają się do zbierania kasy, która trafia do ich organizacji charytatywnych. A potem liczą zyski. Upływa czas i wszystko się normalizuje. Ludzie zapominają.

Jednak nie o tego Harveya chodziło. ;)

5 października w New York Times ukazał się artykuł syna Mii Farrow i W. Allena o wyczynach seksualnych producenta filmowego Harveya Weinsteina (19.03.1952=3). Autor pisał ten artykuł ok. 9 miesięcy. I urodził.

Od 30 lat to bardzo wpływowy człowiek, który jest bardzo bogaty i zna wszystkich ważniaków. I od 30 lat uwodzi, gwałci i molestuje młode dziewczyny, które mają marzenia. Wszyscy o tym wiedzieli, ale się o tym nie mówiło. Bo może to nieprawda i można w ten sposób skrzywdzić niewinnego człowieka.

Prawda jest taka, że Fabryka Snów właśnie tak funkcjonuje od prawie 100 lat. Przez łóżko dostawało się role. I nie było to tylko łóżko agenta, producenta, reżysera, ale też ich kolesiów. Powstały nawet o tym filmy, ale kto by wierzył, że to prawda. Ciągle się mówi o imprezach, litrach alkoholu i narkotykach. Niektórzy czują się tak pewnie, że na rozdaniach nagród mają maślane oczy i coś bełkocą, a ludzie udają, że tego nie widzą i jest OK.

Parasol ochronny nad tym człowiekiem został zdjęty, bo facet czuł się zbyt pewnie. Pycha i arogancja jest zgubna.

Clintonowie i Obamowie już nie mają takich wpływów. Obecny prezydent jest nieprzewidywalny i lubi seksistowskie odzywki. Wszyscy i tak obwiniają aktorki. Niestety nie ma innej drogi do kariery. Harvey W. zamieniał każdy film w złoto.

Zakochany Szekspir zdobył 8 Oscarów i wywindował na szczyt Gwyneth Paltrow (27.09.1972=11). Ona musiała od rodziców wiedzieć co trzeba zrobić, żeby dostać rolę. Każda inna aktorka w delikatnym typie by sobie poradziła z tą rolą. Tak to działa. Zwykle po 2 castingu, tym rozbieranym, wiele pięknych aktorek odpadało, bo nie były chętne na orgie.

Jego filmy i aktorzy dostawali prestiżowe nagrody, przyznawane przez uczestników imprez. To wszystko jest towarzystwem wzajemnej adoracji – wszyscy wiedzą i się chronią.

JFK to samo robił, wykorzystując swoją władze. Gdy MM mu się znudziła oddał ją bratu, a potem szło to dalej. Ile zniewag musi znieść kobieta, żeby się przełamać i wykrzyczeć światu zło. A on nadal ma dobra opinię i nawet ludzie cytują jego idealnie wyreżyserowane przemówienia. Ludzie zapominają.

Co jakiś czas jakiś aniołek Victoria Secret mówi, że to luksusowe prostytutki. Szybko to wyciszają. A wiele młodych dziewcząt prze do kariery za wszelką cenę.

Carrie Fischer krzyczała, pisała książki i nic do ludzi nie trafiało. Właściwie to ona powinna być wdzięczna, że jako nastolatka była upijana i wykorzystywana. Bo przecież trafiła do kultowego filmu i wszyscy będą ją pamiętać. Znani reżyserzy i aktorzy wykorzystują swoją pozycję do osiągania własnych korzyści. Nazwiska można by mnożyć, bo w internecie są zdjęcia, kto z kim się prowadzał. Ofiary najpierw muszą się zmierzyć z własną zranioną duszą, a potem z oprawcami, których wszyscy lubią. Ludzie wolą nie wiedzieć, albo udawać, że nie wiedzą. Tak jest łatwiej. Bo nie trzeba nic robić.

Teraz niektóre aktorki mówią, że były wykorzystywane, niektóre milczą. Są filmy z rozdania nagród, w których znani dziękują Bogowi Harveyowi. Tak mówiła Meryl Streep (22.06.1949=33) na rozdaniu złotych Globów, a klaskał m.in. Clooney i Affleck. Jej to już nie wierzę. Inni aktorzy nawet nie udają, że są zaskoczeni gdy ona zgarnia nagrody. Ma widocznie inne zasługi. Ostatnio dziwnie mówi i się zachowuje, jak opętana. Ale co tam, ważne, że jest sławna i wszyscy ją kochają. Ciekawym zagadnieniem są fikcyjne małżeństwa, które z założenia mają być otarte. A potem są rozwody i ludzie się dziwią.

Wiele aktorek nigdy się nie przyzna do łóżkowego źródła ich karier. Co to zmieni? To trwa od lat i będzie trwało. Jest przyzwolenie na to. Łóżkowa kariera nie dotyczy tylko aktorek, ale i modelek, piosenkarek i celebrytek. Imprezy na jachtach w towarzystwie sławnych aktorów są modne, można dużo zarobić i załatwić sobie rolę czy nagrodę. Ale najpierw jest targ z ofertami. Kobiety im mniej ubrane tym lepiej. Wszyscy widzą co kupują, gdy półnagie kobiety przechadzają się po czerwonym dywanie. To wszystko ma sens.

Nie jestem wróżką, ale przewiduję, że sprawa rozejdzie się po kościach. Faceta zwolniono z jego własnej firmy, publicznie go piętnują, ale on jest Trójką, więc nic mu nie będzie.

Czy Bill Cosby (12.07.1937=3) zapłacił za gwałcenie dzieci? Nie. Chroni go Trójka. Niestety.

Wyszedł z więzienia i doradza innym jak uniknąć kary za przestępstwa seksualne. Czy sędziowie też lubią się bawić?

Czyżby program ludzkości się zawiesił? Dwa huragany Harvey jeden po drugim dokonały zniszczeń. Jeden fizycznych, drugi moralnych. Hollywood jest jak Zion (Syjon) z Matrixa, gdzie wszyscy kopulują ze wszystkimi i uważają się za wybranych.

Czy w planie były dwa Harveye czy to błąd systemu?

Ludzie zapomną. Zabawa i dobre samopoczucie jest najważniejsze.

Nie będę oglądać 300 filmów przez niego wyprodukowanych.Na mnie nie zarobi, a będzie potrzebował dobrych prawników.

 

Uwielbiam tę piosenkę, chociaż nie wiem o czym ona jest. Wpada w ucho „people forget”. Na YT jest kilka wersji i każda jest świetna. Pete Townshend wymiata do dziś na koncertach. Zrobię kiedyś składankę wszystkich wersji tego utworu, bo mogę go słuchać na okrągło.

Ofiary nie umieją zapomnieć mimo morza wypitego alkoholu i połknięcia tysięcy tabletek. Na ból duszy nie ma lekarstwa.

Ukojenie w zapomnieniu.

 

sobota, 07 października 2017

Idę sobie ulicą, mijam pochylonych nad swoim losem ludzi – roboty. Zerkam na niebo, a tam piękny widok. Szybko wyciągnęłam smartfon i na oślep zrobiłam 3 fotki.

Po lewej stronie oryginalna fotka, po prawej zbliżenie. Teraz wiadomo co należy zobaczyć.


Klucz ptaków najpierw był foremny, w kształcie grotu strzały. A potem zaczął się przekształcać. Zmienił się szyk i kombinacja ptaków.


To miasto, więc obserwacja trwała kilkanaście sekund, a klucz ptaków poleciał na zachód. Więc to nie odlot na zimę. Może miejskie ptaki miały ochotę na wspólny lot i zabawiły się jak ptaki nie zimujące w kraju. To jedyna pora w roku, kiedy fotki słońca tak wychodzą. :)


Dopiero na św. Franciszka odlatuje pliszka, a to za kilka dni.

Im więcej spraw do załatwienia, tym czas lepiej zorganizowany. Upiekłam dwa rodzaje kruchych ciastek. Jedne z cynamonem, drugie z sezamem. Ciągle je piekę ostatnio, jeszcze się nikomu nie znudziły. Dopiero teraz je sfotografowałam.


Lubię wyrabiać ciastka rękami i myśleć z miłością o tych co je zjedzą. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, sami nie wiedząc dlaczego.Tak lubię uzdrawiać ;)

Akurat rok temu pisałam o ciastkach Wyroczni z Matrixa w notce Milosc-w-Matrix

W tym roku puszczali go tylko 2 razy. Rzadko. Pani Wyrocznia co innego mówiła, a co innego robiła. Co ona wkładała do ciastek, którymi częstowała Neo, że zmienił swoją osobowość? Niezła z niej manipulantka, ćpała i piekła. A i tak wszyscy traktowali ją jak jasnowidzącą.

Mam własne ciastka i nie wzruszają mnie, że ciastka sklepowe są trujące. Zawsze ludzie dowiadują się o tym po czasie, jak już wszystko zjedzone. W moich ciastkach nie ma pestycydów, ani marychy. Nie ma też siarkowanych i napromieniowanych suszonych owoców, a jest cukier biały i brązowy.

Ciężko jest się pozbyć pewnych nawyków. Coś mamy zakodowane i nie da rady robić coś innego. Ja mam tak z niemieckimi sklepami, które omijam szerokim łukiem. Jakoś nie mogę uwierzyć, że ktoś najpierw morduje, a potem karmi. Nie umiem się przełamać. Ale nie ubolewam nad tym dopóki są jeszcze inne sklepy.

Jesień jest piękna i twórcza.



piątek, 06 października 2017

Wczoraj wleciała do mojej kuchni pszczoła. Okno ledwo uchylone, a ona znalazła wejście. Czy nie powinna już spać? Przecież już jesień. Chodziła sobie po blacie, po kwiatkach, po szybie, po kafelkach. Nie latała, więc była zmęczona, albo chora. Mogłam ją dowolnie kadrować ze wszystkich stron, ona była obojętna, tylko przebierała nóżkami. Zostawiłam ją w spokoju i robiłam swoje. Gdy przyszłam do kuchni po paru godzinach pszczoła już nie żyła. Ponieważ była w zlewie to ją spuściłam do kanalizacji.

To ostatnie jej chwile.


Ciekawe, nie adoptowałam jej, a ona mnie odwiedziła. Niedawno był dzień adoptowania pszczół. Kto to wymyśla? Kto się na to daje nabrać? I to podobno od 5 lat jest taka akcja.

Gdy adoptujemy dziecko to jesteśmy za nie odpowiedzialni. Gdy zdechnie „adoptowany” piesek albo kotek to czy można pociągnąć „mamę” do odpowiedzialności? Przecież zwierzątka żyją dłużej. Czy adoptowanie dzieci w czarnych krajach jest legalne? Ludzie wysyłają kasę na niewidziane dziecko, właściwie dają kasę na fotkę.

Całe szczęście, że nie adoptowałam pszczoły, która wybrała mój dom, żeby zdechnąć.

Nie adoptuję nikogo i niczego. Nigdy.

Zarobiona jestem. Odkąd dałam Ziarnuszce zadanie, to przybyło mi 3 klientów. Ale to zbieg okoliczności. I dobrze, więcej pracy, więcej dobrobytu. I tak ma być.

Tylko mniej czasu na czytanie i robótki ręczne. A pogoda układa się na moje życzenie. Pada gdy jestem w domu, w autobusie lub na spotkaniu. Nie pada gdy jestem na ulicy. Ciągle nie dowierzam.





wtorek, 03 października 2017

Rano otworzyłam swoje piękne oczęta i podziękowałam, że żyję. Potem przypomniałam sobie jaki jest dzień: wtorek – trochę spraw do załatwienia. Spojrzałam w niebo, które było zachmurzone. Nie usłyszałam pukania w parapet, więc nie pada na tę stronę.

Postanowiłam, że to będzie dobry dzień.

W niedzielę zrobiłam wymianę ubrań. Letnie sukienki i krótkie spodnie przełożyłam do foliowego wora, który trafił do pudła kanapy. Szafę wypełniły ciepłe spódnice, szaliki i swetry. Już wczoraj wiedziałam co dziś założę. W serialu Nowe gliny, jeden z policjantów powiedział, że jak wieczorem przygotuje się ubranie na następny dzień, to ten dzień będzie szczęśliwy. Nie mam pojęcia czy tak jest. Zawsze wychwytuję takie ciekawostki ;)

Ubrałam się ciepło, wzięłam parasolkę i wyszłam do urzędu. Nie padało, ale w powietrzu wisiała wilgoć. I było dość ciepło.



Nie otwierałam parasolki. Nie padało.

W urzędzie pani dla rozluźnienia atmosfery zapytała „czy jeszcze pada”. Odpowiedziałam, że „nie, przestało”. A jakie to ma znaczenie, co to wnosi do sprawy? Wyszłam, bo sprawę załatwiłam szynko i dobrze.

Potem jeszcze zakupy i znowu rozmowa o pogodzie. „Cały dzień pada i jest ciemno”. Przecież dopiero 13, do końca dnia daleko. Jak się wstaje na 5 do sklepu to dzień się dłuży. Mówię, że „nie pada, przestało.”Każdy wie swoje.

Potem pojechałam do fryzjerki. Byłam 15 minut przed czasem, szłam wolno. Zatrzymałam się przed przejściem, nie śpieszyło mi się. A tu tir zwalnia i trąbi na mnie, żebym przeszła. Jaki uprzejmy, ale mi nie zależy na czasie. To dobry człowiek. Pogoda nie zabiła w nim uprzejmości. U fryzjera mogłam od razu siąść na fotel, przed ustalonym czasem.

Potem przyszła matka z małym dzieckiem. Cieszyła się, że mimo złej pogody dziecko nie choruje. Co to znaczy „zła pogoda”. Dzieci chorują zawsze kiedy chcą. Po co pomawiać o to pogodę.


Potem przyszedł młody przedstawiciel handlowy. Załatwił biznes i powiedział „co za pogoda dzisiaj”. Odpowiedziałam „taak” i czekałam na rozwój sytuacji. A on mówi dalej „ale w weekend ma być pogodnie, będzie ładnie”. I mamy optymistę, dziś jest źle, ale jutro będzie lepiej.

3 godzinki minęły szybko.

styl.fm

Moja fryzura w niczym nie przypomina tej na fotce. Mam krótsze włosy i balejaż. W takim hełmie musi być ciepło ;)

Dobrze spędzony czas. Nie udało się nikomu wzbudzić we mnie depresji. A mówi się, że to taka depresyjna pogoda. Fakt, że nie widać niebieskiego nieba i słoneczka. Ale słońce gdzieś tam jest i prędzej czy później wyjdzie zobaczyć co się dzieje na tej ziemi. Czy pogoda wpływa na złe samopoczucie? Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Lata temu. Wiem, że gdy wypiję szklankę wody to ból głowy przejdzie. Świadomość tego powoduje, że mnie nie boli. Zawczasu piję kilka herbat dziennie.

W autobusie usiadłam obok starszej pani. Milczała. A potem nagle powiedziała: „smutny dzień”. Musiałam wysiąść i nie dowiedziałam się co ją zasmuciło. Miałam wrażenie, że nie chodziło jej o pogodę.

Zwykła rozmowa o pogodzie mówi dużo o ludziach. Widać ich charakter czy nastrój. Ciekawe doświadczenie.

Ciągle nie padało. Przypomniałam sobie, że przecież tak ma być. Zażyczyłam sobie kiedyś, że mam nigdy nie zmoknąć. I tak się dzieje. Ale ja miałam parasolkę, nie zmokłabym.

Muszę mieć więcej wiary. Coś ustaliłam i muszę się tego trzymać i ufać.

Ziarnuszka pracuje nad pomnażaniem dobrobytu, bo od wczoraj mam nowego klienta, a więc więcej kasy. Jak tu się nie cieszyć.

To był dobry dzień :)

Jak każdy.

4.10.2017

Dopiszę jeszcze wczorajsze przysłowie:

"Na Gerarda gdy sucho lato będzie z pluchą."

Ciekawe jak będzie. Wczoraj było wilgotno, mokro, ale nie padało. Czy przysłowie można odwrócić?

Było mokro to lato będzie suche.

Jak to możliwe, że kiedyś ludzie w ten sposób przewidywali przyszłość. Wiedzieli jaka będzie pogoda za 9 miesięcy.

Mądrość przodków.

A dzisiaj było sucho i czasami słonecznie. Ciekawy miesiąc. 

 

czwartek, 28 września 2017

Dzisiaj w samo południe idąc ulicą zauważyłam balonik, który sobie leciał po niebie. Odwróciłam wzrok i ponownie spojrzałam. Balonik dalej tam był, więc to nie iluzja. Rozejrzałam się, ale nikt z ludzi wokół nie patrzył w górę. Bo i po co. Ważne jest to co na ziemi. Trochę się zdziwiłam, że w środku tygodnia ktoś sprzedaje dzieciom balony.



Jednak balonik leciał dalej. A niebo było błękitne, jakby to nie była jesień. Dziecko widocznie nie wiedziało, że trzeba balonik przywiązać do wózka, albo do nadgarstka. I uleciało dziecięce marzenie. Więc ja pomyślałam swoje marzenie. Balonik zniknął. Nie zdążyłam zrobić mu fotki, więc namalowałam go ;)

Ekolodzy się zmartwią, bo przecież baloniki zanieczyszczają ziemię, którą tylko oni kochają. Ale kochają inaczej. Martwią się o CO2, ale zupełnie nie widzą setek samolotów, które szachują ludzi, zostawiając wielogodzinne smugi.

Ostatnio mój ojciec dał mi artykuł o ludziach, którzy buszują po śmietnikach i jedzą to co tam znajdą. Ojca zastanowiło to, że nikt się nie pochorował od przeterminowanego jedzenia. A mnie zainteresowało to, że ci ludzie żyją dzięki supermarketom. Nie będą przecież protestować przeciw korporacjom, które produkują jedzenie dla 12 mld ludzi. Nas jest przecież mniej, więc nadmiar idzie na śmietnik. Ale kogo to obchodzi, ważna jest kasa.

Ta klasa ludzi jest mi zupełnie obca.

Dowiedziałam się dzisiaj na co umarła moja sąsiadka. Miała ponad 90 lat, więc nikogo nie zdziwiła jej śmierć. A zmarła na wodę w płucach. Nie miała raka, jak moja znajoma, która zmarła na raka płuc kilka lat temu. A ta, jak każdy stary człowiek, mało piła. Moi rodzice też mało piją, tylko 3 szklanki dziennie. Nie mam pojęcia jak woda dostaje się do płuc i dlaczego nie pomaga jej odciąganie, bo ona pojawia się znowu. Gdy człowiek nie może oddychać powietrzem to umiera. Po cichu, niezauważalnie. Znika, ulatuje jak ten balonik.

Trochę się dziś zmartwiłam, bo moja mama źle się poczuła. Miała rano ciśnienie 106/65 i nie miała na nic siły, przeleżała pół dnia. Napiła się alkoholu i trochę pomogło, ale rozbolał ją żołądek. Dziwne to niskie ciśnienie skoro bierze tabletki na nadciśnienie. Naruszona została równowaga, a człowiek to delikatna istota. Każda połknięta tabletka ma wpływ na zdrowie i trzeba za to płacić. Trudno zmienić nawyki, zwłaszcza im starszy jest człowiek. Mam nadzieję, że jej zdrowie nie uleciało w kosmos. Jak ten balonik.

 

wtorek, 26 września 2017

Jesień to najpiękniejsza pora roku i najładniej kolorowa.

Rano znalazłam tylko jednego kasztana w koszulce. Tylko. Ale śpieszyłam się.


Potem przyszedł hydraulik, żeby wymienić wodomierz. Pan wszedł i od razu zaczął narzekać: że otwór za mały, że nie mógł zakręcić zaworu … Przecież to jego praca, powinien sobie poradzić. Wyszłam z łazienki i dałam mu wolną rękę. Odcięłam go od paliwa, czyli mojego nad nim użalania. Po 5 minutach zawołał mnie, żebym mu podpisała wykonaną robotę. Uwinął się, gdy tylko przestał narzekać.

Pogromca pedofilów, Sathya Sai Baba, mówił 15.05.2000 roku:

Nigdy nie pozwalajcie sobie na złe czyny, nie krytykujcie, nie obwiniajcie, ani nie oskarżajcie innych. Złe myśli zanieczyszczają powietrze, a także zatruwają innych; w ten sposób rozprzestrzeniają się złe wibracje. Zatem szczególnie unikajcie złego towarzystwa i nieodpowiedniego zachowania. Zawsze wystrzegajcie się złych myśli, niewłaściwych spojrzeń, uczuć i czynów. Bądźcie zawsze święci i czyńcie tylko dobro.

I akurat dzisiaj to myśl dnia.Niektórzy powinni codziennie sobie o tym przypominać.

Po pracy szłam przez park. I znowu nie było kasztanów. Zebrałam tylko 3. W okolicy są 2 przedszkola i 2 podstawówki. To naturalny produkt na zajęcia plastyczne. Dzieci wszystkie wyzbierały. Spróbuję w niedzielę. Albo poczekam aż dostanę w prezencie. Teraz jest najlepszy czas, żeby stare kasztany wyrzucić, a nowe położyć pod łóżkiem i w okolicy urządzeń elektrycznych.

Skoro wrzesień to już jesień, ale jabłek pełna kieszeń.

Takie ludowe porzekadło. Więc upiekłam ciasto z jabłkami z tegorocznych zbiorów. Szare renety są droższe niż zwykłe jabłka, ale warto je użyć do ciasta. Czyż to nie magia.



To nie magia, to proszek do pieczenia. A ciasto przepyszne, akurat na jutro, na śniadanie.

Ciasto zawiera 1 szklankę cukru, czyli 48 łyżeczek, więc łatwo kontrolować dawkowanie. Wiesz co jesz.

 

Jesień będzie piękna, słoneczna i ciepła.

 

Gdy we wrześniu grzybów brak, niezawodny zimy znak.



Grzybów jest pełno, więc nie pora na zimę.

Czy ludowe porzekadła jeszcze mają sens.? Czy się sprawdzają?

Zobaczymy. Póki co mam nadmiar energii, która się ze mnie wylewa.

Cóż, po urodzinach czuję się jak nowonarodzona.




 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32
Archiwum
bajka107@gazeta.pl