Życie to wszystko co mam :
sobota, 24 czerwca 2017

Staram się nie oceniać ludzi, nawet tych zmarłych, ale średnio mi to wychodzi. Dziwnym zrządzeniem losu zamiast jakiegoś filmu nagrałam dokument „Geniusze współczesnego świata”. Rzadko oglądam filmy w czasie rzeczywistym, często nagrywam, żeby obejrzeć je kiedy zechcę. I oto obejrzałam film o filozofie, którego teksty były najbardziej manipulowane w historii i którego określa się ojcem chrzestnym faszyzmu. Widocznie był w tym jakiś cel. Nie ma przypadków.

Ludzie często cytują wypowiedzi znanych filozofów dla pojaśnienia własnych poglądów. Wydaje się, że inni lepiej umieją sformułować to co my czujemy czy myślimy. Sama tak robiłam. Jednak gdy trafiam na cytaty Nietzschego to się wzdrygam. Gdy cytują jego myśl: „Co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym”, mam odruch wymiotny. Bo autor tych słów udowodnił swoim życiem, że to nieprawda. Pomylił się.



Friedrich Wilhelm Nietzsche

urodził się 15.10.1844 roku

Pierwsze co się rzuca w oczy to rok urodzenia, końcówka 44. Czyli w wieku 4 lat musiał przeżyć coś co wpłynęło na jego późniejsze zachowanie. To jest „wewnętrzne dziecko”. Ma je każdy. Ono nas kształtuje, rozwija lub hamuje. Zależy jak do tego podejdziemy.

Nietzsche urodził się w rodzinie luterańskiego pastora. Był bardzo pobożnym chłopcem i cały dom żył chrześcijańską wiarą. I gdy miał 4 lata jego ojciec zachorował na poważną chorobę mózgu. Pastor najpierw oślepł, potem leżał przykuty do łóżka. Cierpiał, a po roku odszedł. Po autopsji stwierdzono, że 1/4 mózgu zniknęła, zżarła go choroba. To była przerażająca śmierć.

Nie dziwi, że zaczął zadawać pytania: dlaczego Bóg, któremu ojciec poświęcił całe życie, dopuścił do niego tak wielkie cierpienie. Utracił wiarę, nie chciał chodzić na nabożeństwa w święta.

Z tego doświadczenia wynikały później jego przemyślenia o Bogu, który „umarł, nie żyje, myśmy go zabili”. Potem mówił, że „Nie mogę uwierzyć w Boga, który chce być chwalony cały czas”, albo „Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od Boga”. „Utrata wiary przynosi pustkę i bezsens ludzkiej egzystencji”. „Nie obowiązują prawa boskie, mamy własne”. Atakował wszystko co chrześcijańskie. Poszukiwał szczęścia w bezbożnym świecie.

Cierpienie ojca prześladowało go przez całe życie.

Ta sytuacja go nie zabiła, więc myślał, że jest wzmocniony.

To przeżycie to był wstrząs. Każdy przeżywa śmierć inaczej. Moja mama ciągle przeżywa śmierć przyjaciółki, ale ona nie obwinia Boga, a ma pretensje do niej. Zadaje pytanie: dlaczego ona wzięła i umarła, jakby miała spytać mamę o zgodę na odejście z tego świata.

Drugie wewnętrzne dziecko, kolejne kształtujące przeżycie, powinno nastąpić w wieku 8 lat (4+4).

Wiemy, że gdy miał 9 lat po raz pierwszy ujrzał Mesjasza Haendla. Chór zrobił na nim piorunujące wrażenie. Odkrył, że warto żyć dla sztuki – muzyki. Potem przyjaźnił się z Wagnerem. Gdy obejrzał Pierścień Nibelunga (14 godz.) to przestał się z nim zadawać. To nie sztuka, to mania wielkości, nacjonalizm.

Hitler też wykorzystywał muzykę do własnych celów. I nadal politycy i rządzący to robią. Dla kasy i sławy są artyści, którzy zrobią wszystko.

Skoro w tak młodym wieku Nietzsche miał takie przemyślenia, to jaką drogą życia podążał?

15.10.1844 = 15+1+9+8= 33

Policzyłam w ten sposób, bo ojciec (dzień ur.) był dla niego ważny. I jestem leniwa, ułatwiam sobie ;)

33 mają trudne życie. To nie są banalne osoby, a obdarzone charyzmą. Czuja jakieś posłannictwo, pracują dla innych, poświęcają rodzinę dla wyższych celów. 33 dziedziczy po matce, a jego matka była 3.

F.W.Nietzsche                      Franziska Nietzsche (matka) (2.02.1826)

droga życia – 33                  droga życia - 3

ekspresja – 1                        ekspresja - 1

osobowość – 8                     osobowość - 2

l. duszy – 2                            l. duszy - 8

 

Kobiety odgrywały w życiu filozofa ogromną rolę. Matka zastąpiła mu oboje rodziców i musiała rządzić w domu (8). Młodsza o 2 lata siostra, Elisabeth, była wpatrzona w niego jak w obraz. Ojca nie pamiętała, a Friedrich był dla niej najważniejszym mężczyzną.



Therese Elisabeth Alexandra Forster Nietzsche

ur. 10.07.1846 = 9

Dziewiątki są najmądrzejsze na świecie, one wiedzą lepiej i wszyscy muszą słuchać.

Jej liczby jako panna = 9 – 8 – 9 – 8, a po ślubie 9 – 1 – 9 – 1, i wszystko jasne.

Pierwsze zdjęcie jest interesujące, chociaż pozowane. Brat wpatrzony w siostrę, a ona oburącz chwyta jego prawą rękę (od kobiet). To zdjęcie jest podpisane: kochająca siostra. To zaborcza miłość.

Gdy brat poznał miłość swego życia, to robiła wszystko, żeby ich rozdzielić, włącznie z donosem do matki.

Gdy miała 39 lat poślubiła Bernarda Förstera, niemieckiego nacjonalistę i antysemitę. Wyjechali do Paragwaju z 14 innymi rodzinami i założyli tam kolonię. Potem z braku kasy musieli wrócić do Niemiec. Mąż popełnił samobójstwo (otruł się).

Siostra odegrała w życiu brata ogromną rolę. Opiekowała się nim w chorobie. Była zwolennikiem Hitlera i robiła wszystko, żeby brat był znany. Dla wzmocnienia swej ideologii naziści wybiórczo posługiwali się pismami Nietzschego, jak np. o nadczłowieku. To właściwie dzięki siostrze Nietzsche stał się sławny. Ale to ona fałszowała jego twórczość, aby pasowała do hitlerowskiej ideologii.

Skala jej fałszerstw wyszła dopiero po jej śmierci w 1935 roku. Umarła mając 89 lat, a na jej pogrzebie był Hitler i wysocy rangą naziści. Np. z kolekcji 505 listów swojego brata, które zostały wydane w 1909 r., było zaledwie 60 oryginalnych wersji, a 32 z nich zostało całkowicie wymyślonych. Była bardzo pomysłowa, zmieniała, dodawała i usuwała treści niezgodne z jej światopoglądem. A brat chorował od 1889 do 1900 roku i nie napisał już nic. W tym czasie ona zapraszała gości, którzy słuchali jego jęków z pokoju na górze. Taka atrakcja. Potem w tym domu powstało muzeum.

Nietzsche uważał, że cierpienie jest warunkiem szczęścia. I ciągle myślał, że złe rzeczy go nie zabiją, a wzmocnią.

Czekało go jeszcze największe rozczarowanie w życiu. Spotkał miłość swego życia Lou Salome, piękną rosyjską arystokratkę i pisarkę, młodszą od niego o 17 lat. Sól w oku siostry.

Louise von Salome ur. 12.02.1861 = 3

Łamała schematy - (3, 8, 3, 5) i wiedziała czego chce. W duszy wolna (5), a w tamtych czasach „wyzwolona”. Była zafascynowana filozofią Nietzschego, a on się w niej zakochał. Żyli w trójkącie z Paulem Ree, pisarzem. (21-11-1849 = 9, 1, 5, 5). Też z wolnością w duszy.


To zdjęcie powstało w Lucernie. Lou pogania biczykiem dwóch swoich kochanków. Jakieś dziwne to zdjęcie, bo sytuacja jest śmieszna, ale nikt się nie śmieje. Tę fotkę wykorzystała Lou jako okładkę swej książki poświęconej Nietzschemu.

Nietzsche gdy się w niej zakochał to poprosił ją o rękę przez Paula. Ona odmówiła. Taka osobowość ja Nietzsche żąda wyłączności. Potem sam ją poprosił, a ona znowu odmówiła, bo chciała być wolna i mieć ich dwóch. On ja fascynował, ale ona go nie kochała, bo czuła jakiś cień między nimi. Jak może postąpić ktoś z Dwójką w duszy? Dwójka jest bardzo emocjonalna, wrażliwa i łatwo ją zranić. Mężczyzna źle to zniósł, (zraniona miłość własna) i odszedł. To go nie zabiło i … osłabiło. Podupadł na zdrowiu.

Potem w Tako rzecze Zaratustra napisał: "Gdy przystępujesz do kobiety, nie zapomnij bata!" Pisał też o różnicach w miłości mężczyzny i kobiety.

Według Nietzschego mężczyźni w miłości są złudni. Kobiety to aktorzy: ich największe umiejętności w miłości polegają na wyglądzie, sztuce i graniach "prawidłowych" ról płciowych.

Wszystko na podstawie własnych doświadczeń, które go nie zabiły.

Lou przez jakiś czas mieszkała z Paulem Ree i traktowała go jako brata. Potem jednak wyszła za mąż, ale nie była szczęśliwa przez 50 lat związku. Zmarła w wieku 76 lat.

Nietzsche gardził masami. Uważał, że jeśli ludzkość miałaby przetrwać to tylko dzięki wybitnym jednostkom. Ludzie powinni dążyć do wielkich celów. Nadczłowiek dąży do celów wyznaczonych przez siebie samego.

Był chory, ale bystry. Lekarze pozwalali mu pisać tylko 20 minut dziennie. Więc pisał zwięźle, stąd tyle aforyzmów wykorzystywanych po dziś dzień.

Całe życie żył w strachu, bolał go brzuch (tam chowa się lęk), miał bóle głowy (za dużo myślał). Bał się, że będzie chory jak ojciec. Mówisz – masz.

W 1889 podobno napisał 4 książki w jedną noc. Czuł się jak Bóg i zaczął się jego upadek. Popadł w obłęd, grał ekstatycznie na pianinie, skakał nago po pokoju, miał halucynacje. Zamknięto go w zakładzie psychiatrycznym w Bazylei, a potem zaopiekowała się nim siostra. I tak przez 11 lat wegetował zanim umarł.

 

Czy tak musiało wyglądać jego życie?

Sprawdzamy lekcję karmiczną, czyli prawo przyczyny i skutku, które odzwierciedla słabe punkty, które blokują drogę do sukcesu. Trzeba pokonać je własnym wysiłkiem. Wystarczy policzyć liczby, których nie ma w imionach i nazwisku. Nietzsche miał sześć Piątek (łaknął wolności i żył na krawędzi) i 6 Dziewiątek (był mądry i uczył innych), a nie miał żadnej Siódemki. Oznacza to, że nie umiał szukać w sobie odpowiedzi (intuicja). Był w nim lęk przed wiarą. Nie miał także umiejętności w badaniu wszystkich okoliczności zanim wyciągnął wnioski. Ktoś z Dwójką w duszy tego nie potrafi. Mężczyźnie trudno to zmienić. Kobiety wychodzą za mąż i zmieniają nazwiska, więc mają szansę uzupełnić braki karmiczne.

Ja np. nie mam 8, więc muszę poznać wartość pieniądza, a karma zmusi mnie do prowadzenia własnej firmy. Każda kolejna praca u kogoś i dla kogoś przybliżała mnie do tego. Wypełniłam lekcję i zaakceptowałam to. Urodziłam się z 8 Jedynkami, a po ślubie mam ich 9. I mam moc, nie brak mi inicjatywy, ambicji, oryginalności i niezależności. Nie boję się podejmować decyzji i zaczynać wszystkiego od nowa. Nietzsche miał tylko jedną Jedynkę i bał się. Bardzo się różnimy.

Zanim oszalał wiedział, że się pomylił. Czuł, że zawiódł jako filozof i stracił szacunek do siebie. Współczuję mu, ale go nie polubię.

A jednak jego filozofia, wynikająca z własnych doświadczeń, przetrwała i ciągle są cytowane jego słowa. To co go spotkało wcale go nie wzmocniło, a zabiło. Żył 56 lat, w tym 11 wegetował.

 

czwartek, 22 czerwca 2017

To ostatnie godziny poziomek.



Jeszcze są na moim balkonie, ale niedługo pojadą do lasu. Dam je w prezencie. Jednym z wielu.

Czy wypada zjeść część prezentu? Mogę powiedzieć, że żadna poziomka nie dojrzała. W udawaniu jestem dobra. Ale nie umiem kłamać i mogę się wygadać ;)

Zjem czy nie zjem – oto jest pytanie.



środa, 21 czerwca 2017

Gdy się dzisiaj rozbierałam zobaczyłam na ścianie na wysokości wzroku tabliczkę z napisem:


Uśmiechnęłam się. Wydawało mi się to zabawne. Gdy po kilku minutach ubierałam się to dotarło do mnie, że to stereotyp i to mało zabawny. Najpierw uderzyło mnie słowo „nigdy”. Jest tu zupełnie nie na miejscu, bo to nieprawda. Czytane kłamstwo tysiące razy  udaje prawdę. Nigdy nie pójdę na wybory, nigdy nie obejrzę filmów Polańskiego, Allena czy Cosby'ego i kolejnych pedofilów. To wiem na pewno.

Krótkie zdanie, a ile treści. Kobiety są głupie, bo nic nie wiedzą, ale są też zdeterminowane w swoich działaniach. Czy naprawdę tak bardzo się różnią od mężczyzn? Oczywiście, że tak. Może dlatego wielu mężczyzn zazdrości kobietom i chcą być jak one. Niektórzy dosłownie. Jak to możliwe, że sportowiec Bruce ze 100% testosteronem przemienił się w karykaturę kobiety i stał się Caitlyn? Może i wygląda jak kobieta, ubiera się jak kobieta, ale nie myśli jak kobieta i nie pachnie jak kobieta. Czy on w ogóle myśli? Jakie ma smutne życie. Oczy nie kłamią.

A może to ja za dużo myślę?Ale ciągle się rozglądam i widzę różne rzeczy.

W weekend się wyluzuję ;)



wtorek, 13 czerwca 2017

Rano zapisałam tylko jedno słowo: pampers. I od razu sobie przypomniałam sen.

Byłam w parku albo jakimś ogrodzie. Siedziałam i coś robiłam, opalałam się, czytałam i przebywałam na łonie. Zobaczyłam jakiegoś młodego faceta z wózkiem. W wózku był niemowlak płci męskiej. Nie wiem skąd to wiedziałam. Dziecko leżało w wózku, przykryte kołderką. Spokojnie oddychało i spało smacznie. I ten facet tak chodził z tym dzieckiem wiele godzin. Ja siedziałam i coś robiłam, a on co jakiś czas był w moim polu widzenia. To trwało cały dzień. Od razu wiedziałam, że to sen, bo w realu nigdy nie jestem w jednym miejscu tak długo. Zresztą, które dziecko śpi bez przerwy cały dzień. Gdy tak patrzyłam na tego ojca z niemowlakiem, to zaczęłam się zastanawiać, dlaczego dziecko nie zapłakało ani razu. Dlaczego nie było głodne. A potem zaczęłam się zastanawiać nad pieluszką, którą miało dziecko. Skoro nie płakało to musiało spać w pampersie. Wtedy dziecko załatwia się „pod siebie”, w tym śpi, chodzi, potem bawi się. Dziecko zupełnie ie czuje dyskomfortu. Za to dorośli czują. Zwłaszcza gdy pieluszkę jednorazową dziecko nosi długo. Woń amoniaku jest straszna, tak jak pupa cała wysuszona.

Siedziałam i zastanawiałam się nad tą pieluszką, a facet chodził dookoła z cichym dzieckiem. Miałam ochotę nawet powiedzieć mu, żeby sprawdził, czy dziecko nie ma mokro, ale zrezygnowałam. Jak dziecko nie płacze to jest OK. Koniec.


Do końca czerwca w mojej rodzinie pojawi się dziewczynka, więc może podświadomie wszyscy na nią czekamy. Stąd taki temat snu.

Ciekawe jak szybko pieluszki jednorazowe weszły do domów z dziećmi. W Polsce przynajmniej od 2000 roku są standardem. Wszyscy wiedzą, że takie pieluszki niszczą środowisko. Po zasikaniu takiego pampersa, zwija się go zamykając w środku odchody i taką paczuszkę wyrzuca się do śmieci. Potem trafiają te paczuszki na wysypisko i tam sobie leżą 500 lat.

W reklamach pokazują jakie to pieluszki są wygodne i chłonne. Pokazują też jak niebieski płyn wlewa się do środka i nie wypływa. Jaki kolor mają płyny wydalane przez człowieka? Mocz może być przezroczysty, cytrynowy lub żółty. Mamy też krew, która jest czerwona. Pot zwykle jest biały, podobnie łzy są przezroczyste. Żaden znany mi człowiek nie wydala niczego niebieskiego.

A w reklamach są niebieskie płyny. Skoro w tak prostej sprawie reklamy kłamią, to co jeszcze jest ukrywane?

Konstrukcja oraz skład chemiczny każdej pieluszki, bez względu na markę, są podobne:

  • warstwa zewnętrzna: porowaty polietylen o małej gęstości uzyskiwany z ropy naftowej (ok. szklanki na pieluszkę),

  • wnętrze pieluszki to mieszanka chemicznie przetworzonej, bielonej chlorem miazgi drzewnej z poliakrylanem sodu (bardzo chłonna substancja chemiczna zamieniająca wilgoć w żel) oraz wodoodporna wkładka, która powoduje brak wentylacji w pieluszce,

  • powszechne jest również dodawanie bardzo uczulających sztucznych substancji zapachowych oraz barwników do tworzenia kolorowych aplikacji.

Źródło: dziecisawazne

Można tam przeczytać o wpływie takich jednorazówek na zdrowie maluszków. Alergie, brak odporności nie biorą się znikąd.

Chlorem wybiela się nie tylko pieluszki, ale też tampony dla kobiet, który mają niebieskie płyny ustrojowe. Właściwie to reklama pokazuje, dla kogo są tampony i pieluszki – dla niebieskich ludzików.

Nie ma powrotu do pieluszek tetrowych, ale są pieluszki wielorazowego użytku. Tylko trzeba je prać. Pieluszki takie prało się i gotowało, a potem prasowało w pierwszych dniach życia dziecka. Potem wystarczyło tylko wyprać w wysokiej temperaturze. Takie pieluszki zmieniało się często, bo dzieci nie lubiły leżeć w mokrych majtkach. Pieluszki tetrowe były przewiewne i nie było odparzeń. Używało się mniej kosmetyków i dzieci miały własną odporność. Tamte dzieci szybciej uczyły się załatwiać swoje fizjologiczne potrzeby do nocnika. Teraz nawet 3 latki chodzą w pampersach.

A matki ciągle kupują pampersy i nie zdają sobie sprawy co robią swoim dzieciom. Środowisko jest metodycznie niszczone.

Dla uspokojenia swojego sumienia ludzie czasem robią widowiskowe akcje typu „sprzątanie świata”. To szczyt hipokryzji. Akcje polegają na usunięciu śmieci z pola widzenia, ale one nie znikają. Śmieci pakuje się w worki, które zalegają na wysypiskach. Dlaczego nie uczy się dzieci nie śmiecenia, czyli nie kupowania np. plastikowych butelek. Dlaczego nie ma protestów przeciw nadużywaniu opakowań. Ciastka najpierw pakowane są w folię, a potem w kartoniki i dalej w pudełka. Tak jest z każdym produktem. I coraz więcej jest artykułów jednorazowych. I one nie znikają na setki lat.





sobota, 10 czerwca 2017

Kto jest obrzydliwy to niech nie czyta.

Sen z wczoraj, ale nie byłam w stanie o nim napisać. Musiałam sprawdzić czy wszystko w porządku.

Byłam razem z mamą. Stała z mojej lewej strony i pokazała mi swoją lewą stopę. Była spuchnięta. Zdjęła buty, a jej stopa i palce puchły. I ona mówi do mnie: zrób coś z tym. A ja bagatelizuję jej problem (czasem jestem podła) i mówię, że to nic i że takie opuchnięcie to normalne ?! I patrzę dalej, a jej stopa nadal puchnie i robi się biała. Palce wyglądają jak małe kiełbaski, które zaraz wybuchną, tak są napięte. No to ja mówię, żeby mama sobie nogi wymoczyła to opuchlizna zejdzie. Widzę, że nie bardzo ma siły cokolwiek zrobić, ale zupełnie mnie to nie martwi. I ona nacisnęła jeden z tych nabrzmiałych palców. I popłynęła biała ropa. Ohyda. Wzdrygam się na samo wspomnienie tamtego widoku. Pomyślałam, że sprawa się sama rozwiązała i obudziłam się.


Na zegarze zobaczyłam datę 9:06:2017 godzina 2.34. To dziwne, bo zwykle sny mam nad ranem, a nie w środku nocy. Czy ja zdążyłam wejść w fazę REM? Położyłam się po północy.

Zapisałam ten sen w notesie, z 5 słów, raczej z przyzwyczajenia. Taki sen głęboko zapada w pamięć. Zwłaszcza, że wieszczy jakieś nieszczęście, złą wiadomość itp. (spuchnięte stopy).

Zadzwoniłam do rodziców i wszystko OK. Niepokój pozostał.

Żeby sobie poprawić nastrój poszłam na zakupy. Na osiedlowym bazarku kupiłam kolejne kwiatki – surfinie. Potem zajęłam się sadzeniem w skrzynce. Myśli trochę popłynęły w inną stronę.


Całe szczęście, że nie mam snów proroczych. Nikt nie choruje, więc będzie dobrze.

 


wtorek, 06 czerwca 2017

Czy można się skupić na pracy mając taki widok za oknem?

I robi to na widoku. Patrzyłam i patrzyłam.

Od razu na myśl przyszły mi ablucje. Gołąb wykonywał różne czynności czyszczące z uwagą i namaszczeniem. Ablucje to mycie, kąpiel, a w religii to oczyszczenie, rytualne i symboliczne usunięcie nieczystości z ciała. Realne lub symboliczne.

Potem gdy przesiadałam się na placu Dąbrowskiego zauważyłam moje znajome kaczki. Pisałam o nich gdy była jeszcze zima. A teraz w środku dnia maszerowały przez ruchliwą ulicę, a potem weszły do fontanny – brzydkiej i drogiej.

One też wykonywały ablucje.

J.I.Kraszewski pisał o ablucjach, a także Stefan Żeromski w Ludziach bezdomnych. Ablucji dokonuje się w wodach Gangesu i wodą z Lourdes.

W każdym meczecie jest ujęcie bieżącej wody służące do rytualnych ablucji przed każdą modlitwą. W naszych kościołach jest miska ze stojącą wodą, do której strach włożyć rękę.

Żeby wejść do świątyni Asklepiosa trzeba było pościć, wykonać ablucje i złożyć ofiarę.

Kiedyś ludzie rzadko się myli. A jeśli już do tego doszło to wykonywali je z namaszczeniem, jak rytuał. W tej samej wodzie myła się cała rodzina.

Zbliżamy się do tamtych czasów, bo ludzie myją się coraz rzadziej. Wie o tym każdy lekarz. Kiedyś ludzie do lekarza zakładali czystą bieliznę i uprzednio się myli. Teraz nie.

Rozmawiałam dzisiaj z ratownikiem medycznym, który też to widzi na co dzień. Musiał zawieźć kolesia do szpitala, bo coś mu dolegało. Na pytanie dlaczego śmierdzi i się nie myje odpowiedział, że umyją go w szpitalu. Na pewno czytał Odyseję Homera. W tamtych czasach człowiek nie mył się sam tylko myły go specjalne osoby. Tu szczegółowy opis odys-w-kapieli

Ludzie nie dość, że się nie myją to jeszcze stracili poczucie przyzwoitości i wstydu. Gdy wczoraj wychodziłam z pracy, na podwórku zauważyłam 2 meneli, którzy pili piwo. W pewnej chwili jeden z nich zaczął iść w stronę puszek na śmieci. Wiadomo w jakim celu. Krzyknęłam do niego: czy zamierza się obnażyć w miejscu publicznym, bo jeśli tak to jest to karalne i dzwonię po straż miejską. Nie wysikał się na podwórku, udawał, że coś wyrzuca. Powiedziałam mu, że może skorzystac z toalety w prawie każdej knajpie na Pietrynie. Poszedł.

Każda brama na tej ulicy jest zaszczana, śmierdzi zwłaszcza w czasie upałów. Nie będą udawała, że mnie to nie obchodzi. Ja wiem, że ludzie po piwku z aluminiowych puszek mają coraz bardziej uszkodzone neurony. Występuje zanik uczuć wyższych, a nawet niższych. Blisko im do zwierząt.

Człowiek z zanikiem uczuć nie szanuje nikogo, zwłaszcza prezydentów. Czy doszliśmy do ściany i stoimy nad przepaścią. Ze stanów ta choroba rozprzestrzenia się na cały świat. Satyryczka Kate Griffin zrobiła sobie fotki z zakrwawioną głową prezydenta. Jej wydawało się to fajne. CNN ją zwolniło, to udawała, że jest jej przykro. Gdy to nic nie dało (nikt jej nie uwierzył, bo nie uroniła ani jednej łzy) to zaczęła znowu atakować, że prezydent chce ją zniszczyć. Jak czuł się jego syn, gdy to zobaczył? Paniusia musiała odwołać przedstawienia, bo zwykli ludzie są zwykli i jeszcze coś tam szanują. Nie ma zgody na szkalowanie drugiego człowieka, zwłaszcza gdy jest to głowa państwa. Tylko dlaczego nie ma za to kary? Co to ma być?

Może niech celebryci dokonają ablucji i oczyszczą swoje ciała od pogardy dla innego człowieka.

 



niedziela, 04 czerwca 2017

Dzisiaj było święto - Zielone Świątki. Największym problemem dla ludzi były zamknięte sklepy. Nawet nie wiedzieli dlaczego? Czyżby zbiorowa amnezja?

To bardzo stare święto z czasów pogańskich, na które Kościół nałożył Święto Zesłania Ducha Świętego. Nie chodzę do kościoła, bo kościół mnie nie lubi. Zawsze mdleję. Kiedyś (do 1957 r.) były to 2 dni świętowania, zwykle w maju.

W dzisiejszych czasach nie ma szacunku do natury, nie docenia się jej darów i wpływu na ludzkie życie. Człowiek jest zupełnie bezradny wobec potęgi natury, nie umie sobie poradzić z lawinami, ulewnymi deszczami i powodziami, trzęsieniami ziemi itd.

W moim wydaniu świętowanie polegało na wymianie ziemi w doniczkach moich roślinek. Moje kwiatki jedzą ziemię, bo co roku muszę ją uzupełniać, albo wymieniać. Posadziłam w skrzynkach na balkonie kolorowe kwiatki. Kupiłam 2 tygodnie temu, ale nie było okazji. Aloes już się nie mieścił w doniczce, więc rozsadziłam kilka odnóżek. Jak podrośnie zacznę go stosować na włosy i skórę, a nie jak dotąd w nalewce. Mięta rośnie jak oszalała, nie nadążam podlewać i urywać listki. Zapach nieziemski.


Wg tradycji dekorowano domy tatarakiem i gałązkami brzozy. Należało je umaić (świetne słowo). Nic to, intencja się liczy.

Piękne dekoracje miały zapewnić obfite plony, a także ochronę przed urokami i złymi duchami.

Zieleń miała również chronić mieszkańców gospodarstw przed demonami i chorobami.

Teraz nikt w to nie wierzy. Ludzie nie szanują drugiego człowieka, gardzą innymi, szykanują, nie mają żadnych świętości i zasad, i uchodzi im to bezkarnie. Więc przyrodę mają szanować?

Rośliny są bardzo ważne dla człowieka, zwłaszcza gdy żyje w bloku wielorodzinnym. Nowe, zielone kwiaty w moim domy, przy okazji będą nas chronić.

Piękny dzień, zakończony ożywczym deszczykiem.

 

sobota, 03 czerwca 2017

Ostatnio popsuły mi się paznokcie. Miałam je za długie i znudziło mnie codzienne ich piłowanie. Więc wzięłam nożyczki i obcięłam, a potem spiłowałam. I to był błąd, bo paznokcie zaczęły się rozwarstwiać. Każdy mówił, że to brak biotyny. Tylko, że ja nie miałam głównych objawów braku tej witaminy B7 czy H. Włosy i skóra są w porządku.

Może dopadło mnie jakieś wiosenne osłabienie?

Trzeba by było je jakoś wzmocnić. Pomyślałam o kiełkach.

Niestety, kupione nasiona pszenicy na kiełki nie wyrosły. Miałam tylko jeden. Reszta nie nadawała się do jedzenia.


Potem kupiłam kiełki lucerny, bo w opisie przeczytałam, że polecane są dla dzieci w okresie wzrostu (mają wapń i fosfor), a także mają zdolność oczyszczania organizmu z toksyn. I jeszcze wiele innych cudownych właściwości.

Pierwszy tydzień był stracony, bo wysypałam niedużo ziarenek na dno małego pojemnika.

Ziarenka są bardzo drobne i wiele w ogóle nie puściło kiełków. Trudno było wyłowić te właściwe.

Druga uprawa przyniosła duży plon. Ziarenka wysypałam na dno dużego słoika. Płukanie jest łatwiejsze i nasionka szybko puszczają kiełki.


Po 7 dniach wyjęłam je, ale sporo jeszcze zostało. Niestety nie puściły kiełków i musiałam je po prostu wyrzucić.

Kiełków było za dużo, jeśli tylko jedna osoba je je. W naczyniu w lodówce podobno można je w ten sposób trzymać kilka dni, co jest nieprawdą. Na drugi dzień po wyjęciu z lodówki pachniały stęchlizną, zupełnie jak kiełki sklepowe. Smak mało ciekawy, jak trawa. Musiałam je przynajmniej 2 razy dziennie płukać, żeby pozbyć się tej stęchlizny. Smak nie powala, nijaki.


Kolejne kiełki, które postanowiłam namoczyć to kiełki soi. Nie wiem dlaczego je kupiłam, bo nie lubię soi i wszystkiego co się z niej robi. Ale dałam im szansę. Może kiełki będą w smaku lepsze.



Uprawa łatwa, po 4 dniach wyszły kiełki, które wyglądały jak haczyki, jak u robaków. Niestety smak był ohydny, coś jak niedogotowany groch.

Oczywiście po 2 tygodniach jedzenia różnych kiełków stan paznokci był bez zmian. Bo przyczyna była mechaniczna, a nie anemiczna.

Kupiłam olejek rycynowy ( w jednej aptece zabrakło i musiałam iść do innej) za 2,50 i posmarowałam paznokcie. Zrobiłam to kilka razy, bo gdy pomalowałam to zaraz musiałam coś robić rękami i musiałam je wytrzeć. Na noc posmarowałam i zasnęłam. Rano widać było różnicę. Rozwarstwienie zniknęło, płytka się wyrównała. To dopiero początek, ale widać wzmocnienie płytek.

Wiedziałam jaka jest przyczyna, a jednak poszłam inną drogą.

Ale została nauka. Nie zrobię już innych kiełków niż z pszenicy, bo one mi smakują. Nie obchodzi mnie zawartość witamin i mikroelementów, ale smak. Bo to co nam smakuje jest dla nas.

Kiełki pszenicy są jednym z najbogatszych źródeł witamin A, B C i E. D mamy od słońca, które teraz daje :) Zawierają szczególnie duże ilości magnezu, wapnia, fosforu, żelaza, niacyny, tiaminy i kwasu pantotenowego. Poprawiają też pracę serca oraz przeciwdziałają starzeniu się organizmu.

I to jest dobre dla mnie. Tak jak rzeżucha. Reszta niech zostanie dla innych. Nie dam innym kolejnej szansy.




czwartek, 01 czerwca 2017

Z każdym rokiem upewniam się w tym, że najbardziej znienawidzonymi istotami na świecie są dzieci. Nikt ich nie lubi, bo płaczą bez powodu, hałasują, nie słuchają, robią co chcą. A przecież każdy był kiedyś dzieckiem.

Życie na ziemi polega na ciągłej walce z naturą i z innymi istotami. Jak na poligonie. A najtrudniej mają dzieci.

Problemy są jeszcze przed narodzeniem. Są kobiety, które nie chcą mieć dzieci. To w zasadzie biedne, pozbawione instynktu macierzyńskiego kobiety. Może i dobrze, żeby takie osoby się nie rozmnażały. Jeśli przypadkowo zajda w ciążę to zawsze mogą dokonać aborcji i dziecko się nie pojawi na świecie. Gdy ok. 40-tki instynkt takich kobiet się odezwie, to zajście w ciążę może być problemem. Do zimnej macicy życie nie przyjdzie. Nauka wyszła naprzeciw takim osobom i można sobie zrobić in vitro. Bogaci mogą sobie kupić dziecko wynajmując surogatki. Często kobiety udają, że są w ciąży i nakręcają biznes silikonowych brzuchów. Zwykli ludzie się dziwią, że takie „matki” chodzą w szpilkach, nie mają nudności, nic je nie boli, mało tyją, nie zmieniają się im rysy twarzy, a po porodzie nie ma śladu brzucha. Jednak im zależy na zachowaniu pozorów.

Adopcja dzieci jest teraz mniej popularna, bo dzieci zostały zrównane z psami, które też można adoptować. Takie osoby bardziej przejmują się losem zwierząt niż maleńkich dzieci. Obecnie łamie się prawa dzieci, które są oddawane gejom do adopcji. Dzieci hetero oddaje się ludziom homo.

Gdy już dojdzie do ciąży to dziecko w brzuchu jest co miesiąc niepokojone promieniami w czasie badań usg. Badania są obowiązkowe, a szkodliwe. Jeśli dziecko to zniesie i postanowi pojawić się na świecie, to dorośli ustalają termin. Na życzenie wykonuje się cesarki, gdy nie ma wskazań ratujących życie.

Gdy już dziecko pojawi się na świecie zostaje zaszczepione. Ostatnio nasiliła się sterowana propaganda. Ludzie naprawdę wierzą, że nie będą chorować jeśli się zaszczepią. A w życiu jest akurat odwrotnie. Dziecko nie ma nic do powiedzenia. W krótkim czasie dostaje ogromne dawki metali ciężkich, które działają na mózg. Zdrowe i duże dzieci to przeżyją.

Jeśli często płaczą to dzieci mogą zostać pobite przez rodziców, a nawet zabite. Małe dziecko jest bezbronne. Jak zwierzątko. A dziecko zostaje człowiekiem gdy jest wychowywane przez ludzi. Gdy dziecko wychowują zwierzęta, to nie nauczy się ono chodzić na 2 nogach i nie nauczy się mówić. Tego już nie da się nadrobić później.

System, w którym żyjemy dba o to, żeby dziecko jak najwcześniej oderwać od rodziny i kształtować wg własnych norm. I matki oddają dzieci do żłobków, przedszkoli, szkół.

W żłobkach dzieci mogą być wiązane, bo są płaczliwe. W przedszkolu mogą być zamykane w ciemnych szafkach, jak mój syn. Małe dzieci chcą się tylko bawić i uczą się przez zabawę.

Szczęśliwe dzieci są zawsze uśmiechnięte.


Dzieci w wieku szkolnych są bite najczęściej, bo nie są takie jakie powinny być wg rodziców. Nikt im nie pomoże, nikt nie widzi siniaków. W czasach szkolnych dzieci mogą same chodzić i są łakomym kąskiem dla pedofili. To jest też czas kiedy dzieciom podaje się używki. Widziałam jak 9 latkowie wyciągają ze śmietników pety i dopalali je. Gdy w domu jest alkohol to dzieci wcześnie go próbują.

Seksualizacja dzieci jak najwcześniej degraduje ich osobowość. Mamuśki ubierają swoje dzieci jak dorosłe, albo tak, że wyglądają jak klony. Matka i córka takie same. Fotki, konkursy, sesje. Dziecko nie ma nic do gadania. Dobrze to widać na wyborach Małej miss. Dzieci w wieku szkolnym muszą realizować ambicje rodziców. Rodzice są bardzo pomysłowi w wymuszaniu swej woli. Dla dzieci jest to stracony czas, bo prawdziwa osobowość zawsze da o sobie znać.

Rodzice nie szanują prywatności własnych dzieci, zwłaszcza celebrytki. To są dopiero biedne dzieci, bo muszą się na to zgadzać, by nie łamać „kariery”. Łamane są ich prawa i nikt się tym nie przejmuje.

I dziecko dorasta. A potem robi dokładnie to samo własnym dzieciom i koło się zamyka.

Kiedy przestajemy być dziećmi? Ja dzisiaj odebrałam życzenia od własnych rodziców i sama składałam życzenia dziecku. Wszyscy jesteśmy dorośli.

John Fitzgerald Kennedy Jr. (syn JFK) powiedział, żeprzestajemy być dziećmi gdy umierają nasi rodzice”. Powiedział to po śmierci swej matki Jacqueline, a miał wtedy 34 lata. 5 lat później już nie żył.

Ten czas już nie wróci, ale przyjemnie było :)

Miłości i wytrwałości życzę wszystkim dzieciom.





wtorek, 30 maja 2017

W ostatnich dniach w domu pełno ludzi, ich sprawy i problemy. Nie było czasu wejść do kompa. Komunia udana.

Można wrócić do prozy życia. Pa pa pa

A w międzyczasie kończył mi się podpis elektroniczny. Musiałam kupić (nie ma problemu przez internet) i zainstalować na karcie i w programach. Gdybym przegapiła termin to byłby problem.


Zawsze jest ten dreszczyk emocji, gdy jeden podpis traci ważność, a nowy dopiero się wgrywa.

To już 5 podpis, a więc zaczynam 9 rok, bo każdy mam na 2 lata. Nie było tortu ani życzeń pomyślności. Bo to przecież rzecz martwa, a właściwie rzecz elektroniczna, ale bardzo ułatwia życie. Nie trzeba wysyłać nic pocztą, a wszystko co wychodzi ważnego podpisuję tym e-podpisem.

Bardzo oszczędza czas. Tylko e-podpis informuje przy wpisywaniu hasła, że mam włączony caps lock. Nigdzie, ale to nigdzie nikt nie zwraca na to uwagi, wysyła za to komunikat o nieprawidłowości i nie przyjmuje hasła. Nawet bank nie zauważa. A dla kompa mała i duża litera to zupełnie co innego.
Na marginesie – umarła przyjaciółka mojej mamy. To ta z Alzheimerem. Ostatnie nasze spotkanie to kilka lat temu. Potem nie poznawała mojej mamy. A ostatnio do męża mówiła: kim pan jest i co pan robi w moim domu. Odlot. Niby to ona, a jednak Jej nie było w środku ciała. Nie uważam, że to otępienie starcze. Człowiek jest jak maszyna, coś mówi, je, ale jego umysł jest daleko i nigdy nie wróci.

Właściwie wtedy urwał się kontakt. Zdrowemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że żyjący człowiek może zapomnieć wszystko. Kim on teraz jest, skoro świadomość dawno opuściła ciało. Ciało jakoś funkcjonowało, ale miesiąc temu przestała jeść. Po tygodniu zabrało ją pogotowie do szpitala i była karmiona przez rurki. Właściwie po co? Ta moja przyszywana ciotka już odeszła, ale ciało ciągle żyło. Umarła dzień przed dniem matki. Była bardzo chuda. W taki właśnie sposób „dożyła swoich dni”. (Bardzo ładne określenie). Nie było oddawania hołdu, rodzina mała, jakieś koleżanki i znajomi. To wszystko. Czy zmarłego jeszcze obchodzi coś ziemskiego? Czy im potrzebne są hołdy, kwiatki, ordery i znicze? Oni lecą do wieczności i na pewno nie oglądają się za siebie. Czyż można tęsknić za życiem na tej planecie?

 

 

piątek, 26 maja 2017

Szłam dzisiaj koło południa na rynek. Myślałam o sobie, że jestem szczęściarą, że nie muszę chodzić codziennie do pracy. Mogę sobie w środku dnia iść na zakupy. Naprzeciw mnie szło starsze małżeństwo. Oboje tędzy, szli wolno, ona krok za nim. Gdy mijaliśmy się ona powiedziała do męża: najlepiej jest umrzeć nie chodząc do … Dalszego ciągu nie usłyszałam. Miałam nawet ochotę odwrócić się i iść za nimi, ale się powstrzymałam. Byłoby to dziwne tak podsłuchiwać ludzi. Myślę, że chodziło jej o lekarzy. A więc powinni często chodzić po lekarzach to nie umrą. Biło od nich zmęczenie życiem, więc myślą już o odejściu.

Nie rzucaj słów na wiatr”

mówili nasi przodkowie i dobrze wiedzieli , że to jest ważne. Słowa to energia, wypowiedziane mają moc sprawczą. Czyli mówisz – masz.

Ceń słowa. Każde może być twoim ostatnim.

Stanisław Jerzy Lec

Przez ostatnie dwa miesiące mijałam bilbord nawołujący do koncertu w Arenie.


Dziwiłam się, że użyto słowa niebezpieczna, bo przecież chodzi o koncert ulubienicy małych dziewczynek. A przecież dzieci nie powinny być straszone.

Dziwne, że taka osoba jest idolem dzieci, bo jej teksty nie są dla nich. To taka młodsza wersja Beyonce, która śpiewała, że nic nie znaczy bez faceta i jest jego podnóżkiem. Ariana śpiewa o upijaniu się i chodzeniu do domu z kimś kogo się dopiero poznało, jak w piosence One Last Time.

Ciekawe, że gdy na koncertach śpiewała piosenkę Problem to miała problemy i fałszowała. W jej piosenkach mało treści, a pełno powtórzeń, jak mantra.

Jej kariera wystartowała gdy przestała być katoliczką (ma brata geja, a gejów kościół tępi) i zainteresowała się Kabałą. Potem kilka operacji plastycznych i stała się gwiazdą i wzorem dla dzieci.

Czytam plotki, które mnie czasem zadziwiają.

W 2014 roku głośno było o incydencie przed galą EMA.

Ariana Grande była ostatnio gościem jednej ze stacji radiowych. Przed wejściem do studia z uśmiechem rozdawała autografy i robiła sobie zdjęcia z fanami. Po spotkaniu z Arianators, Grande weszła ponoć do windy, a kiedy zamknęły się drzwi, miała powiedzieć: "Mam nadzieję, że oni wszyscy k***a umrą!". Tak twierdzi świadek cytowany przez New York Daily News.” - źródło ema-2014

Dziewczyna ma moc sprawczą i powinna uważać co mówi.

 

Jak mówił poeta Jeremi Przybora

Słowa rozpalone nienawiścią

podpalają nie gorzej niż zapałka.”

Gdy wracałam do domu zatrzymała mnie starsza kobieta i spytała gdzie kupiłam sukienkę, w której byłam. Zdziwiłam się, że można o coś takiego pytać. Powiedziałam jej, że kupiłam ją ze 3 lata temu w jakimś sklepie na P. Teraz jej nie można kupić. A ona, że idzie na komunię i potrzebuje właśnie taką. Ja też idę w niedzielę na przyjęcie komunijne, ale zakładam sukienkę bardziej wizytową. Rzecz gustu. Rozbawiła mnie ta sytuacja, bo pani powiedziała, że widziała mnie kilka razy na osiedlu. Przecież się nie rozbiorę i nie dam jej mojej zwykłej codziennej sukienki ;)))

Dobre słowa mogą rozjaśnić świat.

Ale trzeba uważać i poczuć intencję

Piękne słowa kryją czasem niepiękne serce”

John Ronald Reuel Tolkien

Pamiętaj co mówiły babcie:

Waż słowa,

czyli Uważaj co mówisz

 

bo słowo ciałem może się stać.



poniedziałek, 22 maja 2017

Byłam w aptece wykupić leki dla rodziców. Wyjechali, więc poszłam po recepty. Właściwie to nie kupiłam, bo wszystko było za darmo. To tylko Amlozek, Enarenal, i Tulip z datą ważności 2019 i 2020. Niech leży. Nie mam pojęcia na co to i mało mnie to obchodzi. Zwykła przysługa. Ale przy okazji postanowiłam kupić sobie maść na opalanie. Nie było. Był krem pod tą samą nazwą, więc wzięłam.

Od lat smarowałam się tą maścią, czyli tłustym kremem, bo zawierał tylko glicerynę i witaminę A+E. Kupiłam skuszona nazwą. W domu sprawdziłam skład tego nowego-starego kremu. I aż usiadłam. Produkt zawierał 35 chemicznych składników opisanych na 11 linijkach.

Dlaczego w aptece nie przeczytałam?!

Same metale ciężkie, aluminium i nano, czyli wdzierające się do naszego organizmu każdą szczelinką. To są maleńkie ilości, ale stosowanie dzień w dzień powoduje w ciele zmiany. A ten krem polecano na twarz. Może zaczęłabym się świecić jak folia? Niedoczekanie. Wyrzucam, najpierw wycisnę wszystko do zlewu, żeby nikt nie zachorował. Pora przestać kupować kosmetyki i samemu je robić. To zaszło za daleko. Ta chemia powoduje stany zapalne skóry, choroby znikąd i złe samopoczucie.

W aptece sprzedają teraz wyroby medyczne, cokolwiek to znaczy. A tak naprawdę sprzedają nam potencjalne choroby. W medycznych rękawiczkach. A po pierwsze mają nie szkodzić.

Sprzedawczyni, bo raczej nie farmaceutka, zaoferowała mi jakieś wyroby – leki w promocji. To naprawdę dziwne. Nie jestem chora i nie potrzebuję leków nawet w promocyjnych cenach. Pani namawiała mnie, bo przecież „się opłaca” kupić 100 tabletek, a płacić jak za 50. Uprzejmie podziękowałam i powiedziałam, że wybieram wariant zero tabletek i oszczędzam 100% nic nie płacąc.

Reklamy już na mnie nie działają. Zresztą są coraz głupsze i nie zachęcające do wizyty w aptece. Poznikały dobre produkty, które leczyły niewielkie schorzenia, a została chemia.

Czy komuś zależy na naszym zdrowiu?

Sami dbajmy o siebie.

 



poniedziałek, 15 maja 2017

Właściwie to nie wiem czy mi się coś śniło. Obudziłam się rano i w tej mikrosekundzie przed otwarciem oczu pomyślałam, że pogniotłam swoje skrzydła. Podczas snu. Uczucie było tak silne, byłam tak tego pewna, że chciałam iść do przedpokoju (tam mam duże lustro) sprawdzić jak bardzo się pogniotły. Moje skrzydła były duże, sięgały do sufitu, więc musiały się pognieść. Potem otworzyłam oczy i dotarło do mnie gdzie jestem, jaki mamy dzień tygodnia i że muszę wstać. Oczywiście poszłam do lustra sprawdzić „moje skrzydła”. Zniknęły. Nie dziwię się.

 

Coś musiało się wydarzyć w nocy skoro takie było przebudzenie. Nic nie pamiętam i nigdy sobie nie przypomnę. Czarna zasłona.

Ptaki mają skrzydła, ale śpią na siedząco. A rano rozpościerają skrzydła, machają i wszystko OK.

 

Właściwie to po co człowiekowi skrzydła. Mamy samoloty, więc jak ktoś bardzo chce latać to można wygodnie sobie usiąść i patrzeć z góry. Nie trzeba machać skrzydłami tylko popijać drinki.

Pegazowi dano skrzydła, by trudniej mu było wierzgać

– to słowa Stanisława Jerzego Leca. Jak w życiu. Często dostajemy coś, żeby odstąpić od czegoś i nie iść swoją drogą.

 

Spotkałam dzisiaj panią, która ma nawrót raka. Normalka. Minęło 5 lat i znowu chodzi na chemię. Wypadły jej wszystkie włosy, chodzi z chustką na głowie. Jest słaba i zupełnie nie myśli o swojej odporności. Nie ma siły. Pytałam ją czego by chciała jeszcze w życiu. A ona mówi, że spokoju, o niczym nie marzy. Jej córki podrzucają jej swoje dzieci do opieki, a ona nie ma siły się nimi zajmować. Gdy córki wychodzą z dziećmi, to ta pani leży i śpi, bo nic jej się nie chce. Nie umiem jej zainspirować. Ona chyba chce odejść, ale jest potrzebna dzieciom i wnukom. Długo tak nie pociągnie. Ona nie widzi swojej przyszłości, jakby jej nie miała. Czy skrzydła by jej pomogły? Dam jej swoje.

A mówi się, że

Pokochaj przyszłość, a wyrosną ci skrzydła.

Gdy widzisz przyszłość to chce ci się żyć. Możesz mieć różne plany, ale jak „widzisz je” to osiągniesz sukces.

O kimś komu wiedzie się coraz lepiej mówi się, że

Rozwinął skrzydła.

Czyli jego pole się powiększyło, bo przecież skrzydła zajmują dużo miejsca. Mając skrzydła nie musisz nikomu płacić za bilet, chcesz lecieć to lecisz. Dokądkolwiek.

To tylko słowa.

Zwiąż Aniołowi skrzydła, a siłą wiary wzleci.

 

Więc nie ubolewam nad brakiem skrzydeł. Musiałabym przerabiać bluzki i sukienki, bo duże skrzydła nie zmieściłyby się pod nimi ;)

 

A w tv nareszcie emitują Zaszczepionych.

 

piątek, 12 maja 2017

Byłam w jakimś urzędzie, albo na granicy, albo na lotnisku. To była taka sytuacja, w której pokazywałam jakiemuś urzędnikowi dokument tożsamości albo się przedstawiłam z imienia i nazwiska. Nie wiem dokładnie, bo akcja rozpoczęła się od stwierdzenia tego pana, że „mam dziwne nazwisko, takie niepolskie”. Zdziwiłam się, że coś takiego powiedział, bo to nie jego sprawa. Każdy ma takie nazwisko jakie ma i nikomu nic do tego. Ten facet miał mnie gdzieś wpuścić albo przepuścić. A on do mnie zagaduje i komentuje. Jakie to nieprofesjonalne. Wokół byli inni i słuchali. Co ich obchodzi moje nazwisko? Przecież dane osobowe są pod ochroną. Nie wiem dokładnie czy to ja powiedziałam swoje nazwisko czy ten pan je wypowiedział na głos. Na pewno moje nazwisko padło głośno i wyraźnie.

Obudziłam się zdziwiona tą sytuacją. W życiu realnym miałam też takie zdarzenia, że ktoś zastanawiał się nad moją narodowością słysząc moje nazwisko. Ale były to sytuacje prywatne.

Moje nazwisko jest krótkie, ale można w nim zrobić 3 błędy. Gdy komuś je podaję, żeby zapisał, to zawsze literuję.

Zmieniając jedną literę otrzymujemy markę samochodów albo ciepły i wilgotny wiatr.

Zmieniając ostatnią literę otrzymujemy nazwę jednej z 4 epok materialnego świata w hinduizmie.

Wg strony nazwiska-polskie w Polsce jest 235 osób o takim samym nazwisku. Na pewno nie jest rzadkie.

Moje nazwisko jest bezpłciowe,Brzmi tak samo dla kobiety i mężczyzny. I dobrze, bo jest uniwersalne.

I to nazwisko po mężu. Kobiety nie mają swoich nazwisk. Gdy się rodzą to dostają zwykle nazwisko po ojcu, a gdy wychodzą za mąż to dostają nazwisko męża. Moje nazwisko po ojcu w młodości sprawiło mi wiele przykrości ze strony rówieśników, więc z ochotą je zmieniłam. Podoba mi się i nie zmienię go już.

Kiedyś ludzie mieli tylko imiona. W miarę wzrostu liczby ludności imiona nie wystarczyły i dodawano określenia. Jest taki angielski serial Dr Who, w którym bohater wchodząc do budki podróżuje w czasie i przestrzeni. Lubię ten serial, bo Dr uważa, że może zrobić wszystko, bo nie ma ograniczeń. Historie są ciekawe, bo w różnych czasach dysponuje aktualnymi gadżetami. W ostatnim odcinku nadawał mieszkańcom wioski określenia zamiast imion, których nie mógł zapamiętać. Jednego człowieka nazwał Dużutki ;) Tłumacz pojechał, bo nie ma takiego określenia.

Ja w dzieciństwie dostałabym przydomek B.Krnąbrna :)))

W świecie arabskim Człowiek dostaje swoje imię i dalej ma imię po ojcu i kolejne po dziadku. Od razu wiadomo jakie kto ma korzenie i przodków. Ciekawa jest historia imion i nazwisk, jak to dawniej było.

Wg sennika znaczenie snu to „otrzymasz pomyślne wiadomości”. Codziennie dostaję jakieś wiadomości. Dzisiaj dostałam list od klienta z fakturami ;) Spotkałam też dwie kobiety, które rozmawiały głośno. Gdy je mijałam to jedna powiedziała do drugiej, że ładnie wygląda. Uśmiechnęłam się. Żyję w cudnym świecie miłych ludzi :)

 

 



niedziela, 07 maja 2017

Dzień z wampirem, czyli bardzo dobry dzień z moją przyjaciółką. Ona pobiera ode mnie bardzo dużo energii, bo sobie nie radzi z sobą i z życiem. Obie o tym wiemy. Nic się z tym zrobić nie da.

Są ludzie dawcy i biorcy. Ja jestem dawcą, bo energii mam dużo i w każdej chwili mogę się nią napełnić. Jestem szczęściarą, bo urodziłam się z zerowym trygonem Słońca do Marsa. A więc mam witalność, odwagę, samodzielność, asertywność, śmiałość, gorącą krew, żywiołowość itd... To dostałam z Kosmosu, więc się tym dzielę. Za darmo.

A moja przyjaciółka ma wokół siebie osoby, które wylewają na nią wiadra pomyj, swoich problemów, chorób, lęków. One potem czują się dobrze, a moja przyjaciółka więdnie, usycha, kurczy się. Mogę tylko wysłuchać o ją motywować do biernego oporu. Ona się zawsze ze mną zgadza, ale nie umie sobie radzić w konfrontacji. Przeczytała więcej książek ode mnie, ale nie umie zastosować porad w życiu. Najłatwiej się doładować od innego człowieka, bo to gotowa przetworzona energia, tylko brać.

Moje pole (aura) jest coraz większe. Pisałam kiedyś jak „dotknęłam” osobę idącą przede mną ok. 6 m, aż się odwróciła. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, że nikogo tuż za nią nie było. Gdy ktoś jest za blisko to się odsuwam, jakby mnie dotknął. Trzeba o siebie dbać, bo nie ma nic cenniejszego na świecie niż my sami i nasze zdrowie. Nie podaję ręki nikomu, czasem muszę. Jak wiem, że będzie ciężki dzień, dużo spotkań to odpowiednio się ubieram. Próbowałam namówić moją przyjaciółkę na coś czerwonego w ubraniu, ale ją to parzy. Ubiera się szaro buro, w kolory ziemi, maskujące.

Znamy się wiele lat i teraz wystarczy telefon, żeby się lepiej poczuła. W końcu energia nie zna barier, przenika przez wszystko i przestrzeń pokonuje natychmiast.

Technik radzenia sobie z ubytkiem energii jest bardzo dużo.

Gdy nastąpił kontakt z wampirem to, żeby nie zemdleć czy uchronić się przed bólem głowy trzeba zastosować jakiś żywioł.

Powietrze – otworzyć okno, prze wietrzyć, wpuścić coś świeżego, innego. Albo samemu wyjść z domu na łono przyrody. Można też zacząć oddychać, głęboko oddechem pełnym do brzucha (napełnianie dzbana). To z pranajamy. Gdy zdarzy się coś takiego w pracy to wychodzimy do toalety i oddychamy. Ja zawsze oddycham przez nos i wydycham też przez nos. Odkąd tak robię nie miałam kataru, a jak mam to trwa to kilka godzin. Gdy wentylujemy się powietrzem to zaczyna nam się rozjaśniać w głowie i zaczynamy się lepiej czuć.

Kiedyś po wielkich porządkach w domu i wymyciu podłóg „założyłam” w drzwiach wejściowych zasłonę z białej energii, która ma zatrzymywać negatywne dla mnie energie, rozpuszczać je. Wystarczyło machnąć ręką, a kurtyna jest. I tego dnia byłam umówiona z klientką. Gdy otworzyłam drzwi ona stanęła na wycieraczce i zdezorientowana podała mi dokumenty. Powiedziała, że jest gdzieś umówiona i nie ma czasu. Nigdy wcześniej i później tak się nie zachowała. Nie mogła przekroczyć progu mojego domu. Potem wystarczy raz na jakiś czas wzmocnić działanie tej kurtyny. Ja mam ją cały czas. Nie muszę o tym pamiętać.

Ziemia – wystarczy zdjąć buty i postać na gołej ziemi. Kiedyś mieszkałam w wieżowcu. Do mieszkania musiałam przejść długi korytarz wyłożony sztuczną wykładziną. Zawsze gdy kładłam rękę na klamce chwytał mnie prąd i przechodziła iskra. Kiedyś weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i stanęłam na posadzce obiema stopami, oparłam czoło i ręce na ścianie. I wtedy natychmiast poczułam się znakomicie. Ściana była nośna, więc miała bezpośrednie połączenie z ziemią.

Woda – ja często myję ręce, bo nieraz czuję jakby były czymś oblepione. Podróżuję komunikacją miejską, więc dotykam różnych rzeczy. Często mam rękawiczki, ale to nic nie daje. Czasem wystarczy umyć ręce mydłem, a czasami trzeba szybko wziąć prysznic. Jeśli mamy więcej czasu to polecam wodę z solą, ale zwykła nie jodowaną. Najlepiej wziąć kąpiel i posiedzieć w wannie (jak ktoś ma). Można też wymoczyć nogi w soli, albo polewać się taką solanką.

Ogień – zapalamy białą świecę do oczyszczenia pomieszczenia, a potem jakąś kolorową z intencją napełnienia miłością i szczęściem. Używam dużo podgrzewaczy. Codziennie palę je w lampie solnej.


Mam taką na tealight, a nie na prąd. Po co dobroczynną lampę psuć kablami i smogiem elektrycznym.

Można też okadzić pomieszczenie kadzidłami, a najlepiej białą szałwią. Potem trzeba wywietrzyć, bo intensywny zapach działa denerwująco. Ja już nie używam kadzideł, bo to jakieś podróby.

Przyroda działa na człowieka kojąco, energetyzująco. Powinno się każdego dnia być na świeżym powietrzu. Współczuję osobom, które siedzą całe dnie w klimatyzowanych pomieszczeniach, potem wsiadają w swoje autka, stoją w korkach, by potem resztę dnia spędzić w domu. To taki chów klatkowy, z klatki do klatki. Wtedy obowiązkowo w weekend proszę wybrać się do lasu. Osoby chore na rak szybciej wyzdrowieją, gdy będą często przebywać na dworze.

Gdy czujesz, że jest ci smutno i źle to zadbaj o siebie. Twoje pole jest cieniutkie, może też ma dziury, więc zanim zachorujesz doładuj się sam. Wybierz co ci pasuje. Albo jak moja przyjaciółka idź do kościoła, na koncert, na mecz, do galerii, bo tam jest dużo ludzi i możesz czerpać do woli. Tylko taka energia nie zawsze jest korzystna, choć łatwa do zabrania.

Na pewno nie otaczaj się lustrami w celu odbicia ataków wampirów. Wszystkie osoby, które to stosowały nie żyją, a jedna jest chora na manię prześladowczą.


Otaczanie się lustrami powoduje, że przyciągamy uwagę jak kula dyskotekowa. Nawet jak się nie ruszamy do w przestrzeni robi się dziura i zasysa to czego nie chcemy. Ja w dzieciństwie machałam lusterkiem po suficie i moja siostra spadła z krzesła wodząc wzrokiem. Upadła na wiaderko metalowe i rozcięła twarz. Ma ślad do dzisiaj. Tak to działa.

Można otaczać się różnymi ochronnymi polami, ale ja tego nie robię. Bo nie mam się czego bać. Znam sposoby na wyrównanie brakującej energii, więc śpię spokojnie.


Gdy kładę się do łóżka to czasami wyobrażam sobie, że leżę w uzdrawiającym sarkofagu. Gdy ktoś oglądał Star Gates to wie o co mi chodzi. W filmie Elizjum też był taki sarkofag. Wchodziło się do niego i następowało uzdrowienie, a nawet wskrzeszenie. Nie mam pojęcia jak ja to wymyśliłam, ale szkoda mi było marnować noce. Mój sarkofag zawsze jest przezroczysty. Próbowałam to zmienić, ale bez skutku. Może to klaustrofobia, o której nie wiem. Kładę się i mówię, że leżę teraz w uzdrawiającym sarkofagu, a gdy rano się obudzę to automatycznie z niego wyjdę. Podczas nocy mój organizm się zregeneruje, naprawi to co uszkodzone, doenergetyzuje się, wzmocni się układ odpornościowy. Ważne, żeby nie stosować tej techniki gdy śpimy z kimś w łóżku. Do sarkofagu nie można kłaść kogoś kto sobie tego nie życzy lub o tym nie wie. Może się to źle dla niego skończyć. Gdy śpisz z kimś to odsuń się jak najdalej i wtedy to zastosuj. Nie robię tego często, bo nie choruję. Najwyżej poprawi mi się cera. ;)

Osoby, które leżą w szpitalach powinny stosować ten sposób, żeby wspomóc leczenie.

Wszystkiemu można zaradzić. Myślę, że każdy w swoim otoczeniu ma biorców i dawców, więc nie trzeba daleko szukać źródła energii. Nie bać się tylko działać. Unikać wszystkiego co nam nie służy.

Moja przyjaciółka gdy jej mówię co może sama zrobić, zawsze mi powtarza, że nie jest mną i ona tak nie umie.

Nie naśladuj mnie, a wypracuj sobie swoje techniki samopomocy. Jest ich naprawdę dużo, dla każdego coś odpowiedniego. Staraj się być dobrej myśli, nie bój się niczego. Polityka, religia, tv też kradną energię, a nikt ich nie nazywa wampirami. Dbaj o siebie.

 

czwartek, 04 maja 2017

Niedawno postanowiłam nastawić ziarna na kiełki. Najbardziej lubię kiełki pszenicy, bo mają orzechowy smak. Przeszukałam jedną szufladę w kuchni, ale nic nie znalazłam. Byłam przekonana, że mam z zeszłego roku, więc zaplanowałam na ten długi weekend uporządkowanie szafek.

Zaczęłam na luzie od wyjęcia wszystkiego z szuflad. Odkąd trzymam wszystko w szklanych słojach nie mam moli. Ale umyłam wszystko.

Znalazłam sporo przeterminowanych przypraw, wyrzuciłam całą reklamówkę. Bardzo mi się to spodobało, więc zajrzałam do kolejnej szuflady, na kolejne półki. Ciągle moim celem było znalezienie nasion. Pozmieniałam miejsce przeznaczenia rzeczy w kuchni, tak przy okazji. Wszystko jest teraz inaczej. Wstąpiła we mnie energia, więc zaczęłam porządkować szuflady w pokoju i półki w szafach. Przez kilka dni wszystko było otwarte, a ja układałam raz w jednej raz w drugiej szafie. Znalazłam stary notes, który był podpisany moim panieńskim nazwiskiem. Bardzo stary ;) nierówno zakurzony.


Zapisana była tylko jedna strona z przepisami. Notes słabej jakości, klejony, bo kartki wypadały.

Pozbyłam się sporo prześcieradeł i poplamionych obrusów, wyniosłam też 3 worki ubrań, których nigdy nie założę. Zostawiłam je obok śmietnika.. Zawsze daję rzeczom, które wyrzucam, drugie życie. Niech ktoś sobie weźmie i skorzysta, chodzi tylu bezdomnych. W międzyczasie wstawiłam 3 prania i wykonywałam inne sprawy.

Znalazłam koperty ze starymi zdjęciami. Na wielu zdjęciach są osoby, które już nie żyją. Dziwne uczucie patrzeć na ciotki, które ciągle dobrze pamiętam. One odeszły na zawsze.

Wszystko przemija. Co się zaczyna musi się skończyć.

Pogoda sprzyjała pracy domowej, choć jej nie zamawiałam ;)

Potem przyszła kolej na dokumenty. Wszystko co miało datę starsza niż 2014 poszło do niszczarki. Dostałam ją niedawno w prezencie. Wyszły 3 torby drobnych ścinków. Nie spodziewałam się, że tyle tego jest.

Łazienki i sypialni nie sprzątałam, bo tam mam zawsze porządek, wyrzucam wszystko na bieżąco.

Na koniec umyłam wszystkie podłogi i okadziłam mieszkanie białą szałwią. Stare odeszło, nowe idzie.


I wtedy przypomniał mi się mit o 12 pracach Heraklesa, a właściwie o 5 lub 6, zależy z którego źródła bierze się listę. Czy kolejność tych prac jest istotna?

Poczułam się jak on i znalazłam podobieństwo.

Piąte zadanie do wykonanie dla Heraklesa polegało na oczyszczeniu stajni Augiasza. Przypomnę w skrócie o co chodziło.

Augiasz, król Elidy miał najbogatsze na świecie trzody i stada, trzysta białonogich czarnych byków, dwieście byków rasowych czerwonych, oraz dwanaście niezwykłych srebrzystobiałych byków poświęconych ojcu, Heliosowi. W stajniach i owczarniach zalegał śmierdzący gnój, nigdy nie wynoszony. Gnój leżał też na polach i był źródłem zarazy na Peloponezie. Herakles przybył do Augiasza i obiecał mu, że do zmroku wszystko uprzątnie, ale chce za to dziesięcinę bydła. Król się zgodził, bo nie wierzył , że w 1 dzień można to zrobić.

Podobno Herakles zaczął wynosić wiadra gnoju, ale dwóch ludzi, których spotkał doradziło mu zastosowanie wody z pobliskich rzek. Więc Herakles wyburzył mur w stajni, wykopał kanał i skierował 2 rzeki tak, żeby przepłynęły przez stajnie i oczyściły je. Herakles nie był zbyt bystry, ale umiał słuchać rad innych. Po wszystkim Augiasz nie chciał mu wypłacić nagrody, bo dowiedział się, że Herakles musiał sprzątać, więc dlaczego miałby mu płacić. Herakles chciał dorobić, cwaniaczek. Podobno zabił Augiasza za niedotrzymanie umowy.

Herakles wykonał pracę sam, nikt mu nie pomagał. I ja też nie wynajęłam nikogo do pomocy. Zresztą źle bym się czuła gdyby ktoś grzebał w moich rzeczach. Obca energia nie zawsze jest neutralna. Po co mi cudze kłopoty.

Wszystkie problemy powinniśmy rozwiązywać sami. Ludzie zwykle wyręczają się innymi, liczą, że ktoś za nich wszystko załatwi. Są też tacy co jak „trwoga to do Boga”. Jak ostatnio czytałam Val Kilmer będzie się teraz modlił o wyzdrowienie zamiast się leczyć. Najpierw udawał, że nie jest chory, potem coś wymyślał, a teraz zamiast do lekarza to poszedł do kościoła. Nie przyjął do wiadomości prawdy o swoim stanie, nie chce się wziąć za siebie i dociec przyczyny choroby, woli zdać się na siłę wyższą, która mu nie pomoże. Efekt może być tylko jeden.

Herakles pozbywał się gnoju, a ja zaszłości, stereotypów, rozrachunków z przodkami, zbędnymi rzeczami, które oblepiają nogi i nie pozwalają iść szybko do przodu. Nie zawsze są to rzeczy miłe. Nie ma potrzeby ciągłego oglądania się.

Efektem pracy Heraklesa było użyźnienie okolicznych pól. Ja uwolniłam się od zbędnych rzeczy dając je innym. To jak prezent od losu.

Czy sprzątanie jest poniżające? Herakles jako heros nie był zbyt dumny, nie czuł, że ta praca mu uwłacza. Niektórzy nie brudzą swoich pulchnych rączek, bo inni za nich sprzątają. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i sami tworzymy swoją rzeczywistość. Ostatnio byłam na uroczystości z osobami wykształconymi wysoko. A na stole z kawą, herbatą był chlew – cukier i śmietanka do kawy rozsypana, wszędzie leżały mieszadełka. Stół wyglądał jak pobojowisko. To nie szalały dzieci, a dorośli wykształceni ludzie.

Moja praca nie była za karę. Chociaż. Nie planowałam tak gruntownego porządkowania prawie całego mieszkania. Przecież mogłam w tym czasie robić coś przyjemniejszego, albo gdzieś wyjechać. A wybrałam pracę fizyczną.

Mit jest stary jak świat, a przecież ciągle aktualny.

O pracach Heraklesa napisała też Agata Christie. Jej bohater Herkules (rzymski Herakles) Poirot oczyścił stajnię. Wymyślił intrygę, gdy okazało się, że poprzedni rząd brytyjski był skorumpowany i nieuczciwy (brudy i gnój) i te informacje zagrażały obecnemu premierowi. Zmienił bieg wydarzeń (rzeki) – skierował uwagę na coś innego i bohaterowie dostali odszkodowanie za publikowanie kłamstw.

Jakie to wszystko aktualne. Ludzie rzucają się na informacje z pierwszych stron, a nie widzą co się dzieje za kulisami.

Mam poczucie dobrze wykonanej pracy. Fizycznej. Ale zupełnie nie jestem zmęczona. Wszędzie zrobiło się luźniej, bo pozmieniałam miejsca przedmiotów na lepsze. Poczułam się lżejsza, odeszło wiele spraw z przeszłości, o których sobie przypominałam w miarę sprzątania, układania i wyrzucania.

Zresetowałam się, użyźniłam.

Mój mózg stał się lżejszy.

 

Muszę kupić pszenicę na kiełki ;)))

poniedziałek, 01 maja 2017

Dawno temu gdy czytałam chińskie mądrości o tym jak rozpoznać choroby z twarzy człowieka to zdziwił mnie opis brwi. Autor opisywał co oznaczają różne kształty brwi i podał, że brwi podwójne to oznaka schizofrenii. Bardzo mnie to wtedy rozbawiło, bo przecież nie istnieją takie brwi. Przynajmniej ja nie znałam nikogo kto by miał coś takiego na twarzy. Potem myślałam, że to błąd w tłumaczeniu.

Gdy ostatnio zobaczyłam tę fotkę to przypomniała mi się chińska mądrość.


Szwedzka blogerka, makijażystka wymyśliła to coś i namawiała do tego innych. Potem uznała, że to dobry żart.

Żyjemy w czasach gdy blogerzy są wyrocznią, działają jak wahadła – rób to co ja. A biedni głupi ludzie bez zastanowienia ich naśladują. I czasem mogą zrobić sobie krzywdę.


Już nie śmieję się z chińskiej wiedzy.

Brwi chronią nasze oczy przed kurzem i potem. Ale główna ich cecha to nadawanie twarzy osobowości. Brwi są pierwszym owłosieniem, które pojawia się w życiu płodowym w 3 miesiącu. Potem rosną włosy nad górną i pod dolną wargą, a dopiero w 4 miesiącu pojawiają się pierwsze włosy na głowie.

Brwi są odpowiednikiem linii życia na dłoni. Jeśli ktoś miałby podwójne brwi, to jakby miał dwie drogi życia. Nie każdy umie wybrać, którą drogą ma podążać i stąd zaburzenia psychiczne, depresja, schizofrenia.

Michio Kushi w Diagnostyce wizualnej Orientu opisuje znaczenie wyglądu brwi.

Odległość między brwiami jest wynikiem sposobu odżywiania się matki w czasie ciąży. Mniejsza odległość jest wynikiem nadmiernej konsumpcji produktów zwierzęcych i długo gotowanych warzyw. Wielka odległość spowodowana jest odżywianiem się mlekiem, cukrem, owocami i surowymi warzywami. Ciężarna kobieta ma bardzo duży wpływ na wygląd swojego dziecka. Kobieta powinna odżywiać się w sposób zrównoważony, wtedy brwi będą ładne, symetryczne, łagodnie uwypuklone, a dziecko będzie w równowadze psychofizycznej.

Były kiedyś kobiety bez brwi, jak Mona Lisa.Czy ona naprawdę żyła?

Bardzo znana meksykańska malarka Frida Khalo ma bardzo charakterystyczne brwi. Chiński lekarz powiedziałby, że osoba jest emocjonalna, uparta i gwałtowna. Gęste brwi to wskaźnik witalności. Zewnętrzne końce skierowane do góry to charakter agresywny i ofensywny. Frida taka właśnie była w życiu prywatnym. Kłóciła się z mężem, dwa razy wychodziła za niego za mąż, zdradzała go z kobietami i mężczyznami. Ta jej witalność pomagała jej w rekonwalescencji po wypadku. Była bardzo schorowana, ale też zdeterminowana w dochodzeniu do zdrowia. Zmarła w wieku 47 lat od dużej ilości leków.

Edith Piaf miała zupełnie inne brwi. W młodości miała normalne, szerokie brwi. Te cieniutkie kreseczki nadały jej twarzy zupełnie inny wygląd. Duża odległość między brwiami oznacza niepewność, niezdecydowanie, brak determinacji i brak poczucia bezpieczeństwa. To znak wdowieństwa i separacji. Brwi opadające to charakter łagodny i wyrozumiały. Żyła 48 lat. Zupełnie się nie zgadza, że odżywianie wege matki gwarantuje długie życie. Obie artystki żyły prawie tyle samo lat.


MM urodziła się z łagodnymi brwiami. Po operacjach plastycznych brwi stały się spiczaste i krótsze. Zwężające się przy końcu brwi oznaczają fizyczną i psychiczną degenerację. Takie miała życie. Najpierw wzrost, a potem upadek. Nie warto wyskubywać brwi przy końcu i skracać sobie życia.

Długie brwi oznaczają długie życie. Skracanie się brwi lub ich przerywanie może oznaczać rozwijanie się poważnej choroby. Karygodne jest przekłuwanie brwi, bo można uszkodzić sobie wzrok. Zwykle ludzie robią to w 3 części brwi, czyli na starość będzie się działo (zło).

Ludzie sami sobie planują swoje życie. Patrząc na fotki wiadomo co będzie, nie trzeba być jasnowidzem.

Jeśli ktoś straci brwi to powinien jak najszybciej sobie je namalować. Osoby chore na raka, które stosują chemię tak mają. Te, które znałam już nie żyją. Znikła ich droga życia.

Nie kombinuj z brwiami. Nie warto. Każdy chce mieć długie życie w zdrowiu. A to zapewnią łagodne wyraziste brwi. Między innymi.

 

wtorek, 25 kwietnia 2017

We śnie chodziłam po sklepach i kupowałam. Same ubrania, bieliznę, ciuchy. I to bez przymierzania. Wystarczył rzut oka i wiedziałam czy dana rzecz będzie na mnie dobrze leżała. Chodziłam i chodziłam po centrach handlowych, kilku. Odwiedziłam kilkanaście sklepów i w każdym coś kupiłam. Miałam jakiś przymus i zero radości. Wszystko odbywało się mechanicznie, jakbym musiała kupować i wydawać pieniądze. Jakbym to nie była ja?

 

Obudziłam się zmęczona tym nocnym chodzeniem.

Rozejrzałam się i nie zauważyłam żadnych toreb. Więc to był tylko sen ;)

Sen nic nie znaczący, bo odreagowałam zdarzenia z minionego dnia.

Poszłam do drogerii, bo kończy mi się podkład. Wiem jaki potrzebuję, więc nie chodzę i nie oglądam wszystkiego. Po co tracić czas. Była jakaś promocja. Kilka nastolatek stało przed „moją” witryną i oglądało każdy produkt. Trzymały w rękach gazetki. Była promocja 1+1, więc chyba dla dziewczyn korzystna. Na chwilę przepchnęłam się, zobaczyłam, że mojego kosmetyku nie ma i wyszłam. Szkoda mi czasu na spędzenie pół dnia w sklepie. Staram się ograniczać w kupowaniu kosmetyków i raczej idę w jakość, a nie w ilość.

Ciekawe, bo moje zachowanie we śnie było zupełnym przeciwieństwem mojego realnego życia. Nie łażę po centrach handlowych. Manu szczególnie nie lubię. To sklep w murach fabryki, w której wykorzystywano pracę ludzi. Prawie fizycznie czuję krew, pot i łzy robotników. Żadna muzyka i zapachy tego nie przykryją. Źle na mnie działają. Zawsze czuję potem przygnębienie. A jednak pracują tam ludzie, którzy muszą tam spędzać kilkanaście godzin dziennie.

Codziennie coś wyrzucam, ale nie mam potrzeby kupować w to miejsce czegoś nowego. Ostatnie dżinsy kupiłam 2,5 roku temu. Są świetne i ciągle pasują idealnie, to po co kupować kolejne. Sukienki kupuję częściej, ostatnią kupiłam 2 tygodnie temu, bo miałam wyjście.

 

Nastąpiła równowaga między rzeczywistością, a snem. I jest dobrze.

 

piątek, 21 kwietnia 2017

Ostatni poniedziałek był ciężki. Dawno nie byłam tak oblana wodą. Nie ma się co dziwić, przecież był śmigus dyngus. Pogoda nie była sprzyjająca, ale wszyscy byli przygotowani. Gdy tylko wysiedliśmy z taksówki to się zaczęło pryskanie. Rozmazał mi się makijaż, od śmiechu czy od wody. Laliśmy się bez umiaru. Były tam małe dzieci, które zupełnie nie wiedziały o co chodzi, ale pryskane nie płakały.

Tradycja w mojej rodzinie nie zginęła. Na ulicach było pustawo, nikt się nie polewał wodą. Nic dziwnego, bo za to groziła kara 10 lat więzienia. Uniknęliśmy jej, bo nikt nie doniósł ;) Teraz nikomu nie w głowie kultywowanie tradycji, przynajmniej nie w mieście. Tak to jest jak brak kultury, trzeba znać umiar.

Dzielne magnolie.

Co z tego, że zimno. W końcu to kwiecień. Nie ma roślinki, która by nie czuła wiosny. To drzewo w drodze z pracy.


Dowiedziałam się, że mój wieloletni znajomy poważnie zachorował. Szok. Dobrze się czuł, a tu grom. Właściwie to zapracował na nią. Książkowy przykład. Nic nie jest ważne oprócz zdrowia. Zmieniają się priorytety. Zobaczymy jak w tym teście wypadnie służba zdrowia. Mam co robić. Motywować.



sobota, 15 kwietnia 2017

Myślałam, że czasy zapisów w sklepach minęły. Nie minęły. Poszłam dzisiaj po chleb do piekarni, w której zawsze kupuję pieczywo. Już nie było. A ja na to: poproszę o długi chleb. I ekspedientka wyciągnęła spod lady i mi sprzedała. Podobno były zapisy i tylko tyle było do sprzedania. Tak to jest, że gdy kupuję w zaprzyjaźnionych sklepach, to dostaję to co chcę. Jeszcze muszą mnie lubić. Nić sympatii jest konieczna.

Niedawno rozmawiałam z koleżanką i opowiadałam jej o kaczkach, które w środku zimy spacerowały po śniegu. A ona powiedziała, że muszą być chore, skoro nie odleciały do ciepłych krajów. A może one wiedziały, że nie ma po co lecieć daleko i że przetrwają zimę w mieście. A potem zdziwiłam się, że jest ciepło, a kaczek nie widać. Mówisz – masz. Gdy dzisiaj wracałam ze sklepu to zobaczyłam je w środku dnia, jak maszerowały. Zanim wyjęłam smartfon minęły mnie. Szły dostojnie w kierunku ulicy. Jak koleżanki. Piękne.

Dziwne, że byli inni ludzie, a jakby niczego nie zauważyli. A może kaczki są normą w mieście, a ja robię problem i się dziwię.

Zrobiłam dzisiaj mało kroków. Ciekawa liczba.

Większość dnia spędziłam przy telefonie i kompie, odbierałam życzenia, wysyłałam życzenia, wysyłałam sms-y, mejle. Ludzie potrzebują tego. To dobrze, że są takie okazje. Wszyscy zapracowani to nie mają czasu na częste kontakty. A przed świętami zawsze znajdą czas, żeby o kimś miło pomyśleć.

Dwa dni poza domem w gościach. Gdy wrócimy to będę 2 kg cięższa. Ale warto. Z rodziną nie możemy się nagadać. Dobry czas.

 

Miłego spędzenia czasu w te wolne dni :)

 

 

 



środa, 12 kwietnia 2017

Mogę się zgodzić, że ludzie pozbawieni są dobra i wypełnieni są złem. Każdy ma gen miłości, ale czasem o tym nie wie. Są ludzie, u których gen miłości widać gołym okiem.

Dzisiaj wracałyśmy ze szkoły autobusem. Usiadłyśmy tuż za kierowcą. Sprawdzałam co jest w kieszeniach plecaka, znalazłam maleńką piłkę, która wypadła mi z rąk. Straciłam refleks ;)

Piłeczka była gumowa i miała 2 cm średnicy, mocno się odbiła i odbijając się dalej zaczęła się toczyć zygzakami w kierunku końca autobusu. Autobus podskakiwał i bujał na boki, bo takie są u nas drogi, zwłaszcza te świeżo wyremontowane. Nie było dużo ludzi, ale wszystkie miejsca siedzące były zajęte i ze 3 osoby stały. Piłeczka miała dużo wolnego. Zaczęłam ją gonić. Widok był zabawny, dorosła kobieta na obcasach gania za piłką. Ludzie obojętnie się patrzyli, młodzież z pustymi oczodołami nie była zainteresowana niczym oprócz swoich niebieskich ekraników. A przecież widok był śmieszny. Zastanawiałam się czy zdążę dogonić piłkę zanim autobus zatrzyma się na kolejnym przystanku. I w pewnej chwili jedna osoba wyciągnęła nogę i zatrzymała piłeczkę. To niezły wyczyn, bo piłka była maleńka. A osobą tą była pani 80+, w okularach. Jej oczy się śmiały i ona też się śmiała. Podziękowałam serdecznie, a ona była ubawiona. Dzięki niej nie musiałam ganiać przez cały przegubowiec. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Nie podstawiają ci nogi, a robią dobre uczynki. I ta pani była przepełniona miłością do drugiego człowieka, miała ten gen.

Inni też mają, ale pałają miłością do siebie i zagarniają co się da.

Większość dnia padało. Gdy przechodziłam przez skrzyżowanie to zauważyłam starszego człowieka, który klęczał i miał pudełko po margarynie. Zrobiło mi się go żal. Wrzuciłam mu 3 zł, niech ma miłe święta. Niech je wyda na cokolwiek co sprawi mu przyjemność. Gdyby każdy coś wrzucił to świat byłby lepszy.

Gdy wszystko płacę kartą, to mam potem problem z bilonem. Mam taką zasadę – gdy coś dostaję to potem oddaję. I tak nakręca się spirala dobra i pieniędzy coraz więcej. Trzeba się dzielić.

Spotkałam potem osobę, która na mnie poluje i próbuje mnie nawrócić i uduchowić. Ona ma głęboko ukryty gen miłości, nikomu nie pomaga, ale ma o sobie wysokie mniemanie. Teraz praktykuje pole serca, czy coś takiego. Potem dotyka się w dwa miejsca i ma być dobrze. Przestałam rozumieć te praktyki, staram się szybko odchodzić i nie dać się indoktrynować. Mnie wystarczy samo życie, które przynosi różne znajomości i korzyści. Chyba cały autobus praktykował pole serca i nie miał czasu zająć się realną pomocą śmiesznej pani, która biegała za piłeczką.

Odszukaj w sobie gen miłości i zrób komuś przyjemność. To nic nie kosztuje. Zobaczysz jak dobro wraca i dostaniesz to czego szukasz. Nie wierz, że za wszystko trzeba płacić. Pieniądze to tylko energia i lubią płynąć. Nie bez powodu mówi się: Bóg zapłać. Jak ci ktoś nie zapłaci, to Bóg (Los, Wszechświat lub w cokolwiek wierzysz) ci zapłaci. Tak to jest urządzone.

Zrób to na te święta. Obdarz kogoś miłością. Bezinteresownie.



 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Dzisiaj przez ponad 2 godziny byłam biernym słuchaczem rozmowy. czasem się wtrącała, żeby czegoś więcej się dowiedzieć. Dwie panie wspominały osobę trzecią, która już nie żyje. Ja jej nie znałam, ale po rozmowie wyrobiłam sobie o niej zdanie.

Otóż ta osoba była chciwa, pazerna, swoje dobro przedkładała ponad wszystko inne. O innych osobach mówiła źle, ale tak, że wszyscy jej wierzyli, a o innych mieli złe zdanie. Pracowała kiedyś w jakiejś gazecie, a potem była radną. Miała pełno znajomych i mogła wszystko załatwić, choć nikt jej nie lubił. Taka osoba ze starych czasów, w czasach komuny świetnie prosperująca. Panie wspominały krzywdy jakie od niej zaznały one i inni. Ta pani wszystko robiła dla pieniędzy, od każdego wyciągnęła wszystko co jej się należało, a nawet więcej. Umiała świetnie manipulować ludźmi, że oddawali jej pieniądze. Ale czy one dały jej szczęście? Rozwiodła się, nie miała dzieci, a zmarła sama w domu. Odnaleziono ją dopiero po 2 tygodniach, bo siostra sobie o niej przypomniała.

Słuchałam i się zastanawiałam ile ta osoba zrobiła zła, że nawet po jej śmierci wzbudza tyle emocji. Czy o dobrym człowieku też można mówić godzinami? Chyba jednak złe emocje zostają na dłużej niż dobre. Wypalą się jak umrą wszystkie osoby, które ją znały i doświadczyły na sobie zła.

Ta osoba nie miała żadnych dobrych cech. Przez całe życie szkodziła ludziom i gromadziła pieniądze. Po co?

Dzisiaj byłam umówiona z jedną osobą. Miała przyjechać o 19.30 do mnie do domu. Musiałam odpuścić sobie kilka spraw, żeby być. W międzyczasie oglądałam policyjny serial (rookie blue – nowe gliny, choć ja przetłumaczyłabym tytuł jako nowicjusze). A tam jedna policjantka pyta swojego przełożonego czy w każdym człowieku jest cząstka dobra. A on jej odpowiada, że nie, w końcu jest gliną i coś o tym wie. A ona się upierała, że to niemożliwe. Kiedyś też tak myślałam, ale to się zmieniło. Są osoby złe, które nic dobrego w życiu nie zrobią. Nie mają w sobie dobra. Być może jako dzieci były lepsze, ale nikt tego nie pamięta. Natomiast zło jest w każdym człowieku, jak na obrazku. Łatwiej być złym niż dobrym. Będą cię pamiętać długo.

Znajoma nie przyszła. Obejrzałam cały film. Nawet nie zadzwoniła, ale nie jestem zła. W domu inaczej się czeka niż na mieście. Ta znajoma po prostu często pije i to na umór. Potem budzi się po 2 dniach i fabrykuje usprawiedliwienia. A ja udam, że jej wierzę i znowu się umówię.

Samo życie.



sobota, 08 kwietnia 2017

Dzisiejszy dzień był fit, ale wczorajszy był ciekawszy.

Dzień był słoneczny ale i deszczowy. Padał przelotny deszczyk, a na trawie leżały kropelki wyglądające jak perły. Wszędzie, na każdym trawniku, który mijałam. Widok niesamowity.

 

W mieście trwa rewolucja komunikacyjna. Jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Niektóre tramwaje mają 1 wagon, ścisk niemożliwy. Autobusy dalej jeżdżą stadami i pojawiły się korki w nowych miejscach. Źle ustawione światła na nikim już nie robią wrażenia. Piesi mają dobrze, bo nagminnie przechodzą na czerwonym. Samochody tak nie mogą. Moja wiara w człowieka nie zginęła. Policzyłam, że na niektórych skrzyżowaniach aż 12 sekund czerwone mają wszyscy i się gapią na siebie. Ludzie tego nie wytrzymują i sobie idą. Szkoda, że nie wyłączą wszystkich świateł w całym mieście. Wtedy wszyscy jeździliby ostrożnie. Kiedyś Religa powiedział, że gdyby lekarze strajkowali to byłoby mniej zgonów o 30%. My nie chcemy kolejnych rewolucji w komunikacji, bo więcej czasu spędzamy na dojazdach niż w domu z rodziną. Wszystkim decydentom życzę długoletniej wycieczki w kosmos, na nasz koszt. Bye, bye, bye.

Byłam umówiona z 2 klientami. Sprawy załatwiłam szybko bez pogaduszek, na nikogo nie czekałam, sami wyszli mi naprzeciw. Dostałam nawet zapłatę z góry, a jeszcze nic nie zrobiłam. Taka niespodzianka.

I z kolejnym klientem pożegnałam się na zawsze. Nareszcie. Dawałam mu kolejne szanse, ale on nic sobie nie robił. Uważał, że jak mi płaci to może nie przygotowywać dokumentów, gubić faktury, nie przychodzić, zwodzić. Nie potrzebuję takiej współpracy, bo tracę za dużo czasu. Nie mam w sobie genu prostytutki, nie można mnie zmusić do niczego za pieniądze. Polityków i celebrytów można, oni sprzedadzą siebie i wykonają wszystko za mamonę.

Gdy klientowi wręczyłam wypowiedzenie to jakby się przebudził i prosił o kolejną szansę. Ile można? Zostawiłam mu wszystko, odwróciłam się i po prostu wyszłam.

Ja to mam szczęście, bo mogę wybierać. Współczuję innym, którzy tego nie mogą. Ekspedientki muszą obsługiwać upierdliwych klientów, lekarze muszą wykonywać swoje procedury i nie mogą nie zbadać śmierdzących chorych.

Takich firm jak moja są tysiące, więc mam wybór i jak mi się ktoś nie podoba, to nie współpracuję. I mam spokój, nie chodzę zestresowana, zdrowie kwitnie. O siebie trzeba dbać.

A dzisiaj choć zimno, trzeba było przewietrzyć sprzęt.



wtorek, 04 kwietnia 2017

Zabawny był dzisiejszy dzień. Rano dostałam mejla od klienta, który napisał, że jestem Aniołem.

Potem od innej osoby dostałam mejla, że jestem cudowna. Zostawię sobie je na pamiątkę.


Zabawne jest to, że ja nic takiego nie zrobiłam. Robię to za co mi płacą, dobrze wykonuję swoją pracę. Przypominam klientom o różnych rzeczach, rozliczam, wszystko zgodnie z umową. Nic wielkiego.

 

W jakich my czasach żyjemy, że wykonywanie swoich obowiązków jest nagradzane takimi epitetami.

 

Profesor Julian Aleksandrowicz, lekarz i filozof, o którym wiele razy już pisałam, mówił:

"Człowiek tyle jest wart, ile uczyni dla drugiego”

Nie chodzi tu o jakieś specjalne rzeczy. Gdyby każdy dobrze wykonywał swoją pracę, ludziom żyłoby się lepiej.

 

Od 15 lat wydobyto z ludzi, a może zaprogramowano ich na nienawiść. Ludzie profilaktycznie nienawidzą innych, nawet nie znając swoich "wrogów". Hejterzy chociaż dostają za to pieniądze. A co dostają zwykli ludzie? Choroby.

Bo nienawiść niszczy zdrowie i zabija.

Profesor Julian Aleksandrowicz mówił, że

"Gdyby Chrystus miał elektrokardiograf w sposób naukowy przekonałby świat, iż nienawiść zabija zawałem nienawidzącego i znienawidzonego".

 

W dobrym tonie jest szkalować innych, obrzucać błotem, oceniać i obrażać. Czy to jakaś forma samoobrony, czy niepewność własnej wartości. Człowiek szczęśliwy, mający swoje pasje, naprawdę nie zajmuje się życiem innych, bo nie ma na to czasu. Proste i łatwe jest traktowanie innych po ludzku, bez jadu.

 

Gdy na tym świecie ktoś zachowuje się inaczej, od razu się wyróżnia i jest w jakiś sposób wynagradzany, choćby dobrym słowem.Może też być piętnowany, za inność.

Patrząc na moją ostatnią uprawę zauważyłam ciekawe zjawisko.

 

Wszystkie nasionka miały takie same warunki wzrostu, tyle samo wody i tyle samo światła. A jednak jeden rzeżuch ;))) ewidentnie się wyróżnił, bo wyrósł ponad inne. Kolejnego dnia jeszcze kilku wyrosło ponad przeciętność, ale lider był do końca uprawy.

Bardzo ciekawe.

Miło jest był miłym.

 

To nic nie kosztuje, a ludzi wprowadza w dobry nastrój. Mnie też.

 


poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Co można uprawiać w mieście? Maleńkie roślinki, czyli pieprzycę, czyli rzeżuchę.


Codziennie o prawie tej samej godzinie robiłam zdjęcie. Jutro wszystko zetnę i zjemy na śniadanko. A co. Po to jest. Wysieję nowe. Po żniwach wyrzucę i zrobię nową uprawę. Lubię ich smak.

Kupiłam nowe nasionka, ale w domu nie pachniało, jak ze starych. Może mi się zdaje. W smaku są OK.

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
bajka107@gazeta.pl