|
Mogę być kroplą, która uratuje świat lub przepełni kielich.
sobota, 12 maja 2012
W notce o raku nerki pisałam, że choroba zniknęła – do czasu. Uciekła przed nożem i się przyczaiła. Przez 6 lat wszystko było w porządku, rodzina zdała egzamin z miłości. Widocznie było zbyt dobrze, bo mój tata znowu zaczął dyrygować moją mamą i nami. Wszystko mu przeszkadzało (niezadowolenie!), wszystko było zrobione nie po jego myśli. Oczywiście on to robił z miłości, tylko to było jego zdanie. Moja mama nic się nie odzywała, tylko robiła co on chciał. Usiłowałam jakoś go nakierować na właściwą drogę, ale on był mądrzejszy. Na koniec lata 2010 wszyscy dowiedzieliśmy się, że ma raka prostaty. Nie znam szczegółów, ale miał go na pewno. Objaw, który można było zauważyć to częstomocz. Przez kilka lat pracował na tę chorobę. Klasyczny książkowy przykład. Rak nerki niczego go nie nauczył, więc ma kolejnego. Moi rodzice chyba w Jastrzębiej Górze. Kochający się od zawsze.Tata jeszcze nie wiedział, że za 5o lat będzie miał raka. Mieliśmy już doświadczenie, więc nie było pytań w stylu: dlaczego mnie to spotkało? Jest choroba, to trzeba ją zaakceptować i się z nią zmierzyć. Nie było żadnej walki czy wojny. Znalazłam w necie ciekawą kurację sokiem z granatów, wydrukowałam i dałam mamie. Sok z granatów ma działanie przeciwutleniające i badany był na wielu uniwersytetach, gdzie potwierdzono jego skuteczność też w leczeniu arteriosklerozy. Dałam rodzicom też karty do Makro i Selgrosu, żeby kupowali taniej te owoce. Przez całą jesień rodzice kupowali całe skrzynki. Właściwie odżywiał się tak samo, ale zakazałam im jeść pasztetową. Mieli takie przyzwyczajenie, ale teraz w tym produkcie jest tyle soli, że nie powinno się tego jeść. Ziół żadnych nie pił, tylko codziennie ten sok i to nierozcieńczony. Przez ok. pół roku do operacji. Raz mama kupiła gotowy w kartonie, ale nie było porównania z prawdziwym, za słodki i dziwny. Siostra kupiła im wyciskarkę do cytrusów, nic drogiego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie wyleczy raka, ale na pewno wspomoże. Bo trzeba działać szeroko. Ojciec robił badania i nowotwór się zatrzymał, ale on chciał go chirurgicznie go usunąć. Może nie miał cierpliwości, nie mnie to osądzać. Wtedy dowiedzieliśmy się, że poprzedni ordynator łapownik umarł. A nowy ordynator nie bierze łapówek, ani żaden lekarz na tym oddziale. Naprawdę świetny lekarz, udzielał wyczerpujących informacji o stanie guza, o operacji i ewentualnych powikłaniach. Z takim podejściem długo pożyje. :) Mama prosiła mnie, żebym zobaczyła w kartach czy tata przeżyje operację. Nie musiałam, wystarczyło popatrzeć na aurę – jeśli umrze to na pewno nie teraz. Lepiej to sprawdzić na początku choroby, bo nieraz jest tak, że ludzie przecież na coś muszą umrzeć i taki rak im pomoże w odejściu z tego świata. Ojciec musiałby się bardzo starać, żeby umrzeć, ale machina została wprawiona w ruch. Dałam mamie do przeczytania kolejną książkę, żeby też pracowała, ale wiem, że ojciec też ją czytał, ale czy zrozumiał. Nie prosiła mnie o modlitwę więc się nie modliłam za niego. Zaprzestałam modlitw w intencji różnych osób bez ich wiedzy, bo zmieniał się przez to mój los (karma). Nie moją sprawą jest cudze życie, choć mnie może się wydawać, że mogę pomóc. To mi się tylko wydaje, a ludzie wcale nie chcą pomocy. Idą własną drogą. Mama, siostra i ja miałyśmy grafik kto kiedy będzie w szpitalu, żeby nie chodzić razem, tylko żeby zawsze ktoś u niego był. Termin operacji został dobrze wybrany (nie nów i pełnia;)), kwiecień 2011 r. Wszystko się udało. Był jeszcze w szpitalu z 10 dni, żeby wszystko się podgoiło. Ordynator przyprowadzał studentów i mówił, że goi się lepiej jak u młodego mężczyzny. A jak miało być? Skoro tyle miał w sobie tego soku z granatów. ;) Oczywiście nikt nawet nie pomyślał o chemii. W leczeniu raka ważny jest system odpornościowy i ułatwienie ciału samoleczenia. Można organizm tylko wspomagać i nie przeszkadzać. Prostata związana jest z męskością. Facet uświadamia sobie, że czas upływa i nie jest w stanie dłużej robić tego co by chciał. Trzeba przestać odgrywać rolę maczo i zacząć być sobą. Nie poddawać się presji seksualnej, zaakceptować poczucie starzenia się, siwe włosy. Ostatnio się wkurzył, że do mnie szedł 15 minut przez park, a kiedyś 8. Ciężko jest akceptować upływający czas. Łatwo powiedzieć, trudniej zastosować i powiedzieć to ojcu. Obcemu zawsze łatwiej. Mój ojciec to babski król, on jeden i 3 kobiety w domu. Jak pracował to był szefem kobiet. Dobrze się dogaduje z kobietami. Więc taka choroba to dla niego wyzwanie. Próbowałam delikatnie mu to przekazać, ale chyba nie zrozumiał. Potem pojechali jak zwykle na działkę, choć nosił ze sobą worek na rurce. Nieciekawy widok, ale my wszyscy to zaakceptowaliśmy i nie patrzyliśmy się specjalnie, żeby się nie krępował. Proces zdrowienia był błyskawiczny, ale soku już nie pił. Dałam im jeszcze art. o pestkach moreli, ale mama stwierdziła, że niepotrzebny. Za to korzysta ze wskazówek ojca Grande Majewskiego, też w necie jest sporo na ten temat. Trochę inaczej gotuje. Więcej teraz kaszy, fasoli, kminku, kapusty, cebuli i sami robią kefir. Pychota. Mam to skopiowane w pdf i ciągle rozdaję znajomym, co chcą, a nie umieją znaleźć w necie. A czy stosują to już nie wiem. Latem pojechaliśmy do nich w odwiedziny. Mało mnie szlag nie trafił, jak usłyszałam, że mama dała niewłaściwe szklanki na stół i stół ma stać gdzie indziej, i mamy inaczej siedzieć przy stole. Powiedziałam mu, żeby tak mamą nie pomiatał. A on na to, że on tylko żartuje, ale powinno być tak zrobione jak on chce. Wtedy mu powiedziałam, że przez to zachorował 2 razy i niedługo może znowu mieć raka. Nie wolno ludźmi pomiatać, bo to nie miłość. Gdy znowu mi coś odpowiedział usprawiedliwiając się, to mu powiedziałam, że ja nie choruję a on tak. Zamknął się i nie zauważyłam, żeby wrócił do starych praktyk. Naprawdę z bliskimi to jest ciężko, obcemu można wygarnąć prosto z mostu, co robi źle i jak ma nad sobą pracować. Nie po to kilka lat uzdrawiałam nasze relacje, żeby teraz sobie przeszedł na drugą stronę. Właśnie minął rok od operacji i wszystko się unormowało. Teraz gdy zauważę, że ma ochotę kogoś poniżyć lub kimś dyrygować, to natychmiast zareaguję i nie będę miła. Mam dość powtarzania tej samej lekcji. Trzeba się uczyć na błędach, a nie ciągle je popełniać.
piątek, 11 maja 2012
W kartach Illuminati jest kilka związanych z dietą. Karty te trafnie opisują naszą rzeczywistość i wiele można się z nich dowiedzieć i nauczyć. Cokolwiek piszę na tym blogu, wynika z moich własnych obserwacji. I dlatego uważam, że stosując jakąkolwiek dietę organizm w końcu się zbuntuje i ciało zachoruje. A dlatego, że ciało to doskonała maszyna. Od urodzenia wie jak funkcjonować, jak kichać, płakać, ziewać, połykać itd. Każdy człowiek wie jakie ma potrzeby, co i kiedy powinien jeść. Dlaczego później tego nie robi? Powinniśmy uczyć się od małych dzieci. Dziecko zje tyle ile mu się chce, żeby funkcjonować, rosnąć. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby syn zjadł całą butelkę mleka, choć przyznaję usiłowałam mu wmusić więcej niż chciał. Rodzice sami psują dzieci, używając jedzenia jako kary albo nagrody. Krzywdzą w ten sposób swoje dzieci. Uczą związku jedzenia z emocjami. Jak ci smutno to chodź na lody! Jak bywałam chora to mama zawsze kusiła mnie jakimiś słodkościami, a ja podczas choroby zupełnie nie miałam apetytu na nic. Gdy dziecko się skaleczy, to mamusia da na pocieszenie cukierka. Złe nawyki żywieniowe (jak to brzmi?) kształtują też televizja i dietetycy. Są nawet 5 letnie studia na temat różnorodnych diet. Ci ludzie później mówią ci co powinieneś jeść a co nie. Zabijają twój instynkt. Powinieneś sam odkryć jaką jesteś osobą i co ci służy. Możesz jeść tylko śniadanie, albo tylko kolację, albo co 2 godziny coś. Gdy poprzedniego dnia byłeś na bankiecie, to na pewno do kolacji następnego dnia nie będziesz głodny. Nie wmuszaj śniadania, bo na pewno nie wyjdzie ci to na zdrowie, gdy jeszcze nie wszystko strawione. W tv w każdym programie porannym są ludzie, którzy coś gotują. Wygląda to ładnie, ale jak gasną światła to wszystko ląduje w śmieciach. Kiedyś spróbowałam co upichciła była misska w markecie i mi wystarczyło. Kolejność posiłków tez jest szkodliwa. Urodziłam się na Śląsku i w mojej rodzinie słodkości zawsze się je na początku każdej imprezy. A w restauracjach je się przystawkę, potem danie główne i deser. Dziwne. I szkodliwe. Gdy ktoś ci mówi: "trzeba jeść 5 posiłków dziennie", "najważniejsze jest śniadanie", "nie jedz po 18", "przez żołądek do serca" – to UCIEKAJ. Ta osoba nie chce twojego dobra. Ona chce tobą manipulować. Masz jeść jeszcze więcej konserwantów, polepszaczy, barwników, a najlepiej przez cały dzień nie wychodź z kuchni. Książki kucharskie przynoszą milionowe dochody. A jeszcze większe dochody przynosi leczenie grubasów, zmniejszanie żołądka, suplementy i odtłuszczone produkty, które są w 100% sztuczne. Najpierw kusić śmieciowym jedzeniem, a potem z tego leczyć. To ogromny biznes. On przynosi komuś kasę, a tobie chorobę. Przestań słuchać tęgich kucharek z tv. One dopiero zajadają emocje. Ich powiększone wątroby widać najpierw. I to powinno wysłać do ciebie czerwony sygnał. Teraz jest zdrowa żywność w sklepach eko, natura, green. To w reszcie sklepów jedzenie jest trujące?! Przed euro całe polskie jedzenie było zdrowe i dostępne. A teraz jak chcesz zdrowo zjeść to idź do eko sklepu. Sprytne. Lubię owoc pod nazwą marchewka.;) Liczy się tylko kasa. Nie bez powodu wszystkie eko są zielone. Zielony kolor to pieniądze. A na zdrowym żarciu można duuużo zarobić. Jak starasz się o pracę to na rozmowę nie zakładaj nic zielonego. Od razu widać, że zależy ci tylko na kasie :) Ostatnio modny jest wegetarianizm, weganizm, frutarianizm. Niby takie zdrowe, a coraz więcej ludzi tak się odżywiających umiera. Bo to nie w jedzeniu jest przyczyna. Wystarczył rzut oka na piramidę i ilości posiłków. W ciągu doby nie potrafię zjeść kilkanaście razy kanapki lub coś tam. Próbowałam jeść tylko surowiznę i ciągle było mi zimno. Gdy jadłam sałaty i owoce, to ciągle burczało mi w brzuchu. Ile trzeba zjeść zielska, żeby napełnić żołądek? Z ta wodą to też ściema. Człowiek, który mało się rusza, leży na kanapie nie potrzebuje tyle wody, bo to obciąża nerki. Ja wiem, że chodzi tu o nie zabijanie braci mniejszych. Ale to przecież ingerencja w potrzeby ciała. Dlaczego to świadomość ma o tym decydować co potrzebuje ciało? Wegetarianie często gardzą ludźmi, którzy lubią jeść białko zwierzęce. I te negatywne emocje niszczą ich ciała. Nie pomoże im nic, trawa tu nie pomoże. Niektórzy kucharze gotują mięso, ale informują, że z ekologicznych hodowli. Hipokryzja. Każda śmierć pachnie tak samo. Przecież jagniątko nie idzie z kwiatami i ze śpiewem na rzeź. Każde zwierzę czuje zbliżającą się śmierć, nawet jak znienacka je zabijesz. Żeby rozregulować organizm człowieka trzeba skierować jego uwagę na potrzebę jedzenia. Zrobić z tej potrzeby pierwszorzędną. Bo przecież bez jedzenia człowiek umiera. To kłamstwo. Są ludzie, i jest ich coraz więcej, którzy nie jedzą i świetnie się mają. Nie trzeba nawet mieszkać w Indiach i być joginem. Zresztą teraz już medytacje już nie działają tak jak kiedyś. Polecam obejrzeć film. Myślałam, że przecież w Afryce tyle ludzi ginie z głodu. Co powoduje, że jedni mogą żyć bez jedzenia, a inni nie. Myślałam, że jest to świadomość. Wystarczy, że ktoś świadomie postanowi nie jeść i już. Może tak. Tylko moje doświadczenia są inne. Moja mama zawsze mi powtarza, że moja siostra uratowała mi życie. Gdy przestałam jeść mleko matki, to za nic nie chciałam jeść mleka zwykłego. Mama chodziła ze mną do lekarzy, którzy przepisywali mi bardzo drogie leki na apetyt. Robili mi badania, które wykazywały, że jestem zdrowa. To dlaczego nie jem? W końcu trafiliśmy do lekarza, który kazał mamie nic nie robić. Przecież świadomie się nie zagłodzę. Mam na to dokumenty, książeczki zdrowia z wpisami. Moja siostra urodziła się 18 miesięcy po mnie. I wtedy gdy mama robiła jej butelkę to ja zaczęłam też jeść. Może nikt mi nie powiedział, że powinno się jeść i dopiero musiałam zobaczyć inne dziecko pijące mleko z butelki. Po latach mogę powiedzieć, że ja przecież oddychałam, więc czerpałam pożywienie z powietrza, czyli żywiłam się czystą maną. Miałam gdzieś kalorie i wytyczne. Może źródło tej "umiejętności" jest w genach, albo mam tak zaprogramowane komórki, że mogę nie jeść i żyć. I chyba to jest bliższe prawdy. To doświadczenie z dzieciństwa zaważyło na całe dorosłe życie. Bardzo łatwo przychodzi mi niejedzenie. Waga waha się wtedy -2 kg. Wystarczy, że pooddycham sobie świadomie kilka minut i czuję się najedzona. Tylko co ja zjadłam? Powietrze? A ile to kalorii? Ciężko jest wrócić do słuchania swego ciała. Na stronie inedii wyczytałam kiedyś, że jak poczujesz głód to zastanów się na co masz ochotę, co byś zjadł. I ja czekałam 2 dni i na nic nie miałam ochoty. Zaczęłam w końcu jeść cokolwiek, bo przecież mogłam umrzeć (chyba). Kobiety mają łatwiej, bo mogą przypomnieć sobie okres ciąży i zachcianki. W 8 miesiącu jadłam codziennie po 2 pączki, nie mogłam się opanować. Wszyscy mówili, że to niedobrze dla dziecka, a ja miałam wyrzuty sumienia, że szkodzę nie tylko sobie, ale i dziecku. Kiedyś zjadłam 2 łyżki musztardy za cały dzień. To były czasy. Moje ciało i ciało maleńkiego dziecka we mnie dyktowało co mam jeść. Gdy urodziłam, to położna powiedziała, że mam rajdowca. Gdy się zdziwiłam, to powiedziała, że dawno nie widziała tak doskonałej krwi u dziecka. Jeśli chcesz być zdrowy to ważny jest UMIAR i RÓWNOWAGA. Jedz naprawdę mało, bo statystyki mówią, że ludzie z niedoborami kalorii żyją dłużej. Należy też zachować równowagę. Jeśli przyjdzie ci ochota na smażoną wątróbkę to ją zjedz. Będziesz zdrowy. Najgorzej to odmawiać sobie gdy ciało woła ;) Słuchaj ciała, a nie grubasów w tv. Chcesz być zdrowy, to zapomnij słowo "dieta". Przypomnij sobie co do ciebie mówi twoje ciało.
sobota, 05 maja 2012
Zanim pojawi się rak, najpierw jest choroba. Nie przegap tego sygnału. Masz czas, żeby zmienić swój los. Nie ma przypadków. To że zachorowałeś na raka, to sobie na to "zasłużyłeś". Każdy chciałby mieć gotowy lek na raka. Czegoś takiego nie ma i nie będzie. To ogłupianie ludzi. Szukanie leku na raka naprawdę nie ma sensu. Lek jest tam gdzie choroba – wewnątrz człowieka, a właściwie w jego psychice, myślach. Natura jest mądra. Nie można latami bezkarnie robić czegoś niewłaściwego. Większość nowotworów daje wcześniej sygnały. Jeśli je zignorujemy to po jakimś czasie mamy raka. Choroby nerek – niezadowolenie i krytyka innych Jeśli bezustannie jesteś niezadowolony z siebie, z męża, dziecka, pracowników, szefów itd. to po jakimś czasie zaczniesz chorować na nerki. Jeśli nadal krytykujesz innych, usiłujesz ich zmienić, bo ty wiesz lepiej, to zwykła choroba zmieni się w raka. Bo nie posłuchałeś pierwszego sygnału. Pracuj nad tym. Gdy pojawi się myśl, żeby komuś dopiec to weź głęboki oddech i powiedz coś miłego. Każdego dnia znajdź coś pozytywnego, niezadowolenie niszczy, zjada cię od środka. I tak postępował mój ojciec. Bezustannie krytykował mamę, mnie, moją siostrę i kto się nawinął. Taki miał sposób bycia. Jego znajomi umarli na chemię, a nie na raka, więc mój ojciec nie poddał się chemii i jeszcze żyje. Z książek Tombaka zapamiętałam jedną rzecz, choć teraz nie ze wszystkim się zgadzam. On dzieli ludzi na leniwych i pracowitych. Leniwi czekają na pomoc innych: lekarzy, bioterapeutów, oddają to co mają najcenniejsze – swoje zdrowie - w ręce obcych ludzi. Pracowici chcą pomóc sobie sami, chcą poznać prawdziwe przyczyny swej choroby. Jak nie wiedzą jak, to szukają. Szukają drogi do zdrowia, a nie czekają na cudowną tabletkę. Po latach wiem, że nie tylko odżywianie i sposób życia powoduje choroby. To naczynia połączone, więc leczenie też musi być kompleksowe. Tak leczą w Chinach. Lekarze wiedzą, że chemia i naświetlania są nieskuteczne. Przykładem był Religa, który nie poddał się temu sposobowi leczenia. Tylko zapomniał, że choroba hodowana latami nie zniknie sama. Trzeba nad tym pracować. Niektórzy myślą, że ich "to" nie spotka. Dlatego tak często na raka chorują artyści i politycy. Oni myślą, że są wyjątkowi. Brak im pokory. Dlatego nic nie robią i umierają. Ostatnio możemy przekonać się, że sama dieta nie pomaga w zdrowiu. Umarł Steve Jobs choć być wegetarianinem, a nawet frutarianinem (stąd jego firma Apple). Zmarł wczoraj weganin Adam Yauch, założyciel Beasty Boys. Na raka zmarł też Oshawa, twórca makrobiotyki. Jedzenie "zdrowe" nie uchroni cię przed rakiem. Każdy idzie własną drogą, nie ma dwóch takich samych przypadków, są podobne. Nie każdemu można pomóc. Każdy z nas kiedyś umrze, jedni na jakąś chorobę inni w wypadkach. To nieuniknione. Zawsze będzie dla nas za wcześnie, bo tyle mamy planów. Dlatego warto żyć dniem dzisiejszym, a plany są po to, żeby je zmieniać i nie przywiązywać się do nich. Nie można pomóc ludziom, którzy o to nie proszą. Bardziej wierzę ludziom, którzy wyzdrowieli i napisali o tym książkę, niż lekarzom, którzy nie mają sukcesów. Moja ulubiona zasada Huny: PONO - skuteczność jest miarą prawdy. Jak coś nie działa to po co to stosować. Życzę Zdrowia Wszystkim Myślącym Ludziom :)
piątek, 04 maja 2012
Ok 12 lat temu mój tata zachorował na raka nerki. Oczywiście nie nagle. Od kilku lat bolał go "żołądek", był senny, nie miał na nic siły. Chodził do lekarki, ale ona przepisywała mu coraz to droższe leki, które nie pomagały. Pił duże ilości wód mineralnych Jana i Zubera, bo to podobno miało mu pomóc. Ohyda. Powiedziałam mu, żeby zmienił lekarza, bo się przekręci. Zrobił to i został wysłany na badania. I prawie natychmiast po odbiorze wyników dostał skierowanie do szpitala. mój tata w wojsku, kiedy mnie nie było na świecie i jeszcze nie wiedział na co zachoruje za 40 lat Wtedy zaczęłam się interesować chorobami, dlaczego jedni chorują, a inni nie, od czego to zależy. Dlaczego jedni zdrowieją, a inni nie. A najbardziej interesowałam się tzw. "cudami", jak to określali lekarze. Już wtedy wiedziałam, że są 3 metody leczenia raka:
Wiedziałam też, że te metody leczą skutki a nie przyczynę. Wtedy znałam tylko Tombaka, więc moi rodzice przeczytali 3 jego książki. Ojciec pił różne mieszanki ziół, które przygotowywała mu mama, jadł potłuczone skorupki jajka, wykonywał proste ćwiczenia, które opisywał Tombak. Cała rodzina go wspierała. Dobrze, że nie zadawał głupich pytań w stylu: dlaczego mnie to spotkało? Miał raka i zaakceptował to, ale oczywiście się na niego nie godził. Zaczął myśleć jak żyć. Najgorzej rokują ci, którzy rozpaczają, nienawidzą tej choroby, albo udają, że jest niegroźna i ją bagatelizują. Jak masz katar to nie ubolewasz, że zachorowałeś tylko ciepło się ubierasz, leżysz w domu, albo łykasz tabletki lub coś tam wkraplasz do nosa. O chemii nie było mowy, bo nieskuteczna. Wszyscy znajomi, którzy chorowali na raka, zmarli po chemii. Dziwna metoda jak dla mnie. Jak można ludziom wstrzykiwać truciznę i oczekiwać, że nie umrą. To makabryczny żart, który powinien być zakazany. Ojciec bał się o swoje życie i dlatego zgodził się na usunięcie nerki, bo już nie pracowała. Organizm powoli był zatruwany. Nie przeszkadzało mu, że matka lekarza umarła na raka nerki. W jaki sposób ten lekarz miał wyleczyć mego ojca z raka skoro nie pomógł swojej matce? (ten ordynator zmarł kilka lat temu na raka nerki!) Dlaczego nikogo to nie dziwiło? Ale to nie ja byłam chora. Operacja się odbyła, oczywiście po wręczeniu dużej łapówki. W takiej sytuacji nikt się nie targuje, tylko płaci. Dość szybko po operacji ojciec wyjechał do lasu na działkę i dalej stosował różne receptury z książek Tombaka. Kontakt z naturą, spokój, zdrowe żywienie zrobiło swoje. A ja zaczęłam zastanawiać się dlaczego on zachorował akurat na tego raka. Powiedziałam mu, że jak przeszedł na emeryturę to jakby przeżył rozczarowanie. Całe życie pracował na kierowniczym stanowisku, był niezastąpiony. Mówiłam mu, że jego życie straciło sens, bo już teraz nie musi rano wstawać do pracy, nie musi się z nikim spierać, za nikogo odpowiadać. To takie zagubienie i szukanie nowego sensu życia. Oczywiście mówił, że wcale tak się nie czuje. To po co jeszcze przez pół roku jeździł do starej pracy? Myślał, że jeszcze go potrzebują? Na jego miejsce przyszedł inny człowiek. Nie jest głupi, więc zaczął nad tym myśleć i szybko znalazł sobie nowe zajęcia. Odpuścił i pogodził się z upływającym czasem. Choroba minęła, wszystko wróciło do normy. Do czasu.
środa, 02 maja 2012
Fascynująca karciana gra Illuminati ciągle mnie zadziwia. Można powiedzieć, że bardzo przypomina życie i wygląda na to, że nasze życie to gra przez kogoś zaplanowana i realizowana. Znalazłam ciekawą kartę. Przypomniało mi się, że wiele razy widziałam ludzi, którzy układali palce rąk w ten właśnie sposób. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać wszystko jak leci. Mam czas, bo za tydzień przychodzą panowie remontować mi kuchnię. Więc oglądam wszystko po kolei, zmieniając kanały i wynoszę z kuchni wszystko do pokojów i na balkon. Nie zdawałam sobie sprawy ilu prezenterów i dziennikarzy lubi obnosić się z tym gestem. Najwięcej w tvn, ale też pan z galileo ostatnio wziął się za reklamę atomówki. Znani i lubiani są wykorzystywani do przekonywania ludzi do różnych rzeczy. Skoro kogoś lubisz i wydaje ci się, że go znasz, to po jakimś czasie może ci sprzedać trefny produkt, a ty go kupisz. Czy to rzeczywiście agenci? Czy ich zmanipulowano, żeby manipulowali ludźmi? Wszystko jest możliwe na tym świecie. Nie ma nic zakrytego, wszystko jest jawne, tylko trzeba umieć patrzeć i wyciągać własne wnioski. Kiedyś czytałam wiele blogów, odwiedzałam wiele stron. Ale po jakimś czasie z ciekawej strony robi się mierna. Ja wiem, że ludzie się zmieniają, ale zupełnie zmieniać poglądy, nawoływać do dziwnych rzeczy to już mi się nie podoba. Na początku przyciągają wielu ludzi, by potem robić wodę z mózgu. Nic nie jest dane raz na zawsze. To tak jak z fałszywymi nauczycielami. Najpierw słuchasz ich nauk, myślisz jaki to mądry człowiek, a potem dowiadujesz się, że to kłamca i oszust, który poza kilkoma w kółko powtarzanymi zdaniami nie ma nic do powiedzenia. źródło: demotywatory.pl
sobota, 28 kwietnia 2012
Od dawna fascynują mnie choroby, a najbardziej łatwy i szybki sposób ich uleczenia. Bez leków i medyków. Opiszę co spotkało moją mamę. Miesiąc temu zaczęły ją boleć palce u lewej stopy. Były bolesne przy dotyku i miała problem z założeniem buta. Po 2 dniach wzięła maść propolisową i posmarowała bolące palce. Na drugi dzień palce spuchły, że nie dało się założyć buta, a chodzenie było niemożliwe. okazało się, że maść była dwa lata przeterminowana i stąd chyba taka reakcja. Przez kolejne dwa dni piła wapno. Ale było coraz gorzej. Po tygodniu wybrała się do lekarza, który przepisał jej środek przeciwbólowy i jakiś antybiotyk. Poszła do apteki, wykupiła leki i przyszła do mnie. Zapytała co piszą w moich książkach na te temat. Z ciekawości, bo przecież ma tabletki. Zajrzałam do jednej i powiedziałam jej, że ból palców u nóg to niewielkie trudności dotyczące przyszłości, z którymi nie można sobie poradzić. Zawsze gdy ktoś narzeka na nogi to robię się czujna, bo to źle wróży, jak się nic nie robi. Powiedziałam jej, że czegoś się boi, ale nie są to wielkie rzeczy, raczej błahostki, ale uciążliwe. Żeby się wyleczyć powinna się zastanowić co to może być i zaakceptować je jako coś normalnego. Nie wszystko wychodzi w życiu tak jakbyśmy chcieli. Każdy ciągle doświadcza czegoś nowego i ciągle się uczy. Nie mamy wpływu na wszystko i należy się z tym pogodzić i zaakceptować to. Powiedziała, że chyba się domyśla o co chodzi, ale mi nie powie. Rozumiem ją, bo nie o wszystkim mówi się dzieciom i rodzicom. Poszła do domu. A na drugi dzień zadzwoniła i powiedziała, że zastanawiała się nad tym, poszła późno spać. A rano nic ją nie bolało, opuchlizna znikła, a nie zdążyła wziąć tabletek. Na wszelki wypadek weźmie antybiotyk, bo przecież niemożliwe, żeby przeszło na zawsze. Ta niepewność jest zrozumiała. Trzeba wielu uzdrowień, żeby nie tylko uwierzyć, ale zdobyć pewność, że najlepszymi lekarzami jesteśmy my sami. Bo tylko nam zależy na tym, żeby wyzdrowieć. Teraz może założyć obcisłe buty, choćby takie jakie założyła Sarah Jessica Parker w 2010 r. ;))) autor: S.Lovekin/Getty Images Nie w stylu mojej mamy, ale ładne ;) Minął miesiąc, a po chorobie nie ma śladu. Boli tylko wątroba od antybiotyku. Ale organizm sobie z tym poradzi, tylko potrzeba czasu. Wykupione leki trzeba połknąć, bo przecież nie mogły się "zmarnować".
środa, 18 kwietnia 2012
W grudniu, jak co roku, wypowiadam życzenie. które ma się spełniać codziennie. Dwa lata temu było: codziennie widzieć słoneczko. Do kwietnia codziennie choć na chwilę słońce świeciło dla mnie. Inni tego nie widzieli, a ja tak. Taka manipulacja pogodą :) W tym roku miało być wietrznie, po to, żebym widziała niebieskie niebo. Gdy są chmury to wypowiadam jeszcze raz życzenie: Wietrze wiej, chmury rozwiej. źródło: Wind - Colin Stasiuk I często chmury znikają. Ale nie zawsze. Zastanawiałam się dlaczego nieraz muszę czekać na bezchmurne niebo 2 dni. To nie do pomyślenia. ;) Kilka dni temu moja mama usłyszała jak wzywam wiatr i powiedziała, że ona właśnie chce coś odwrotnego. Moi rodzice mają antenę satelitarną i jak wieje wiatr, to mają zły odbiór tv i ktoś musi ponownie ustawić antenę. Moja siostra też nie lubi wiatru, bo ma dom wolnostojący i jak wieje to może porwać dach. Tak więc moje życzenie ma trudności w spełnieniu się codziennie. Choć w tym roku jest więcej wietrznych dni. Muszę pomyśleć jak zmodyfikować moje życzenie, bo naprawdę mam dość tego kożucha, nie widać słońca ani niebieskiego nieba. Może skierować uwagę na samoloty, które zostawiają "pianę". I tak to jest. Marzenia spełniają się szybko jeśli nie są przeciwko innym ludziom. Gdy ludzie marzą o przeciwnych rzeczach to marzenia się nie spełniają. Jeden modli się o wodę, bo mu roślinki ładnie rosną. a inny boi się powodzi i mamy konflikt interesów. A może zostawić w spokoju pogodę. Pomyślę nad tym.
piątek, 13 kwietnia 2012
Na początku lutego br. Zaczęło boleć mnie prawe kolano. Gdy chodziłam po prostym, nie było problemu. Jednak, żeby zejść po schodach musiałam się nieźle starać, żeby z nich nie spaść. Schodziłam jak małe dziecko po jednym stopniu z dostawianiem nogi. Wchodzenie to też był koszmar. Z zewnątrz kolana niczym się nie różniły, a jednak prawe bolało jak cholera. Po 3 dniach już tak bolało, że zaczęłam szukać pomocy. Do lekarza nie poszłam, bo niepotrzebne mi było zwolnienie, a po poprzedniej wizycie i perspektywie dożywotniej choroby kręgosłupa, nie miałam zaufania do umiejętności lekarza. Dostałabym tabletki przeciwbólowe, a choroba rozwijałaby się dalej. Oczyma wyobraźni widziałam siebie z laseczką, albo na wózku. Więc musiałam działać szybko. Zajrzałam do kilku moich książek i znalazłam przyczynę. Ból kolana = nie chcę się przed czymś ugiąć. Kolana symbolizują dumę i "ego", schorzenia - niezdolność do ugięcia się, lęk, nieelastyczność, nieustępliwość. Czyli jest coś do czego nie chcę się przystosować i czemuś się poddać. Cała ja ;) Teraz najważniejsze: trzeba znaleźć coś takiego w życiu co by do tego pasowało. Pierwsza myśl: mnie to nie dotyczy, nie ma niczego takiego w moim życiu. Tak mam zawsze. Gdy się poważniej zastanowiłam to znalazłam. U jednego klienta miałam kontrolę i nie zgadzałam się z jej wynikami. Kontrola zaczęła się przed świętami, a zakończyła w połowie stycznia. Czułam, że ja mam rację, ale mój klient powiedział, ze on się na wszystko zgadza i nie chce problemów. Ja jednak jestem mądrzejsza i napisałam odwołanie. Dziwiłam się, ze ludzie sami z siebie dążą do gnojenia innych, zasłaniają się durnymi przepisami, nie rozumiałam celu ich postępowania. Nie chciałam odpuścić. I wtedy pomyślałam, że cmentarze są pełne ludzi, którzy mieli rację i nie chcieli odpuścić. A potem znalazłam to zdjęcie ze zbiorów dra Malczewskiego z Raciborza. I postanowiłam wyzdrowieć. Zaczęłam mówić do swojej podświadomości, że ja już nie upieram się, odpuszczam, nie będę się odwoływać, kary nie było, więc może było łatwiej. To pracownik urzędu musi żyć ze świadomością swojego postępowania, ale przecież mnie to nic nie obchodzi. To jego życie. A moje zdrowie sama niszczę. Wymyślałam różne usprawiedliwienia, dlaczego zmieniam swoje myślenie. Cel miałam jeden – wyzdrowieć. Przez kilka dni w każdej wolnej chwili, przekonywałam siebie – podświadomość (KU), że poddaję się i wszystko dzieje się dla mojego dobra. Urabiałam moje ego, że ja już jestem elastyczna i trzymanie swoich poglądów niczego dobrego nie przynosi. Naprawdę robiłam to szczerze i w to uwierzyłam. Po 3 dniach ból zniknął, niespodziewanie. I bezpowrotnie. Kolejna choroba wyleczona u źródła. Minęły już 2 miesiące i kolano jest w porządku. Nawet zaczęły śmieszyć mnie reklamy jakichś środków na stawy, na kręgosłup itp. Ludzie myślą, że jak będą je brać to choroba zniknie. Tak, zniknie w jednym miejscu, żeby pojawić się w innym. Przyczyna każdej choroby jest w głowie i tam najpierw trzeba szukać. Nie dziwi mnie teraz jak widzę starszych ludzi z laskami. Gdyby odpuścili swoje przekonania, przyzwyczajenia z lat młodości, laski poszłyby w kąt. A tak będą cierpieć do śmierci, bo tabletki i maście nic im nie pomogą. Nawet nie wiedzą, że uleczenie jest blisko, bo w nich samych. Wystarczy tylko zmienić swoje myślenie. Czasami mam wrażenie, że ludzie lubią chorować, że jest im to do czegoś potrzebne. Gdy ktoś choruje na raka i mówi, że walczy i nienawidzi swojej choroby, to wiem, że umrze. Bo nie chce wyzdrowieć, on chce walczyć. A ciało karmi nienawiścią, zamiast miłością. To Miłość uzdrawia.
środa, 21 marca 2012
Ostatnio zastanawiałam się nad tym co znaczy człowieczeństwo, co to znaczy być ludzkim i jakie są najbardziej charakterystyczne cechy ludzkiej natury? Dla istoty obcej, która nagle pojawi się w naszym świecie, cechą ludzi, która najbardziej rzuca się w oczy jest samozagłada. Bycie ludzkim to zniszczyć, upokorzyć i zabić drugiego człowieka. I to wszystko zgodnie z prawem ludzkim, nie boskim, uniwersalnym. Zaczyna się od zabijania życia w łonie matki, pospolity mord nazywa się aborcją. Potem maleńkie dzieci są pozbawiane opieki matek, bo one chcą się realizować i robić karierę. Czasami dzieci się bije, gwałci i morduje, a potem udaje, że nic się nie stało. Starsze można porwać i zdeprawować, a potem zabić. Bezkarnie można zabijać na wojenkach. Wmawia się nam, że żołnierze jadą z misją pokojową, a tak naprawdę jadą zabijać dla kasy i jeszcze się przy tym dobrze bawią. Celują w tym żołnierzyki amerykańskie, o czym dowiadujemy się ze zdjęć i filmów, które nagrywają dla potomnych. Starych ludzi też łatwo można się pozbyć stosując ukrytą eutanazję. Ludzką cechą jest też pozwalanie, aby inny człowiek wegetował bez środków do życia, zabierając mu większość z tego co zarobił. Wystarczy tylko stworzyć stosowne przepisy i już. Ten obraz jest dobrze widoczny dla kogoś z zewnątrz, takiego ufoludka. My żyjąc w tym świecie powoli się uodparniamy na zło i często zła nawet nie widzimy, a nawet się na nie godzimy w imię świętego spokoju. Nie jest dobrze. Człowiek ma wyjątkową umiejętność ożywiania materii. Jadąc do pracy mijam wiele starych domów, starych rozpadających się fabryk. Pamiętam jak pracowali w nich ludzie i jak tętniły życiem. A teraz w ciągu kilku lat rozpadają się, bo nie ma w nich ludzi, jest tylko kurz i postępująca ruina. Czy człowiek zapomniał, że ma serce, a może zapomniał do czego to serce służy. Tylko energia miłości może nas uratować. Ciągle mamy czas, żeby się zmienić, nie jest za późno. Wystarczy tylko chcieć. Czy jeszcze można powiedzieć: Człowiek to brzmi dumnie. A z czego tu być dumnym. Gdy kobiety udają mężczyzn, a faceci zakładają peruki, robią sobie makijaż i chodzą w szpilkach. To oni teraz tworzą prawo dla wszystkich. Ze związku 2 facetów dzieci nie będzie, czy o to nam chodzi? Dlatego jest tak jak jest. Aż ktoś powie DOŚĆ, aż wszyscy powiemy DOŚĆ. Ludzieee! Bądźmy ludźmi.
wtorek, 17 stycznia 2012
Jednym z pierwszych filmów, jakie obejrzałam na YT w tym roku był wykład A.Głoba na temat łysienia. Jego ojciec mawiał: mądre włosy opuszczają głupią głowę. ;) Włosy używane jako antena nie wypadną, a jeśli się ich nie używa to są niepotrzebne i wypadną. Zaleca wcieranie miodu i masaże. Kobiecie długie włosy niosą honor i może się nimi okryć. Gdy w życiu kobiety dzieje się wielka zmiana to obcina włosy, na znak odcięcia się od przeszłości. Wtedy antenki nie działaja, bo potrzebne jest wyciszenie. Dlatego mnisi tybetańscy to łyse pały, nic ich nie rozprasza w modlitwach. Tylko czy te modlitwy gdzieś docierają? Ludzie bez włosów mają osłabione związki z innymi ludźmi (to fakt znany mi z mojego życia) i są sfrustrowani. Dla faceta łysinka to obraza, wstydzi się tego, zaczesuje, to stres. Informatycy i bystrzy studenci też mają długie włosy. A naukowcy to już obowiązkowo. Z wiekiem włosów ubywa, bo nie chcemy używać antenek, nic nam się nie chce, więc są niepotrzebne. Mam długie włosy, bo lepiej się czuję. Czasami je przycinam i nie zauważam różnicy. Na pewno nie spróbuję obciąć się na łyso. Kocham te moje antenki.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|