Życie to wszystko co mam :
niedziela, 16 września 2018

Poszłam dziś na cmentarz, na którym leży babcia mojego ex. Chciałam jej pokazać, że znalazłam jej zegarek i że go noszę. To dziwne, bo przecież jej tam nie ma. Cokolwiek powiem ona tego nie usłyszy. W grobie leży ciało, a nie ona sama, nie jej energia. Jeśli miałaby być to tam gdzie umarła, a nie na cmentarzu. Mówiłam już, że babcia była świetnym, normalnym człowiekiem. A tacy szybko idą w górę, nie oglądają się za siebie. Źli ludzie, przywiązani do materii, żałujący zostawionego bogactwa, przywoływani przez żyjących – szorują po dnie zaświatów.

Strata jakiegokolwiek człowieka to brak możliwości pogadania. Nieodwołalnie. Ludziom wydaje się, że bliscy patrzą na nich, opiekują się nimi, a to nieprawda. Ich już nic nie obchodzi, chcą jak najszybciej się wznieść i nie oglądać się za siebie. Często my im na to nie pozwalamy, z egoizmu.

Groby i cmentarze są dla żyjących. Gdy człowiek umiera to nie wiadomo co zrobić z ciałem, w którym nie ma życia. Nie każdy chce być spalonym, a niektóre religie na to nie pozwalają.

A więc poszłam na cmentarz, a tam cicho. Piękna pogoda, słoneczko przygrzewało, trochę ludzi. I cisza, spokój. Spotkałam wiewiórkę, ale szybko uciekła.

Chyba zamówię odnowienie napisów na płycie. Babci wszystko jedno, ale dla mnie będzie ładniej. Właściwie to obca osoba, ale czuję się odpowiedzialna.

Na babci płycie jest napis „Nie wszystek umrę”, cytat przypisywany Horacemu. Tylko, że on wiedział, że jego twórczość przetrwa jego życie. Dla zwykłego człowieka takie pożegnanie mówi o nadziei żyjących, że śmierć to nie koniec. Umiera ciało, pojazd do podróży w materialnym świecie. Każdy czuje, że to nie koniec. Stąd te napisy. Nie wiem co babcia usłyszała od nas na koniec swojego życia. Co można powiedzieć umierającemu?


Rozejrzałam się wokół, jakimi słowami żegnają swoich bliskich inni. Kilka się powtarza. Nie chodziłam po całym cmentarzu. Dużo można o tym opowiadać. Najlepiej obwiniać za śmierć Boga, a to nie on chce naszej śmierci, to nie jego wola. On nam tylko pozwolił pobyć tu chwilę. To my sami wybieramy ścieżki do tej podróży, a splot wydarzeń powoduje, że śmierć przybliża się, albo oddala. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. On nie chce naszej śmierci. Niektórzy muszą znaleźć winnego, żeby nie brać odpowiedzialności za swoje życie.

Cmentarz w zwykły dzień wygląda zupełnie inaczej niż w dniach, w których chodzą tam wszyscy.

I jest cicho. Dawno nie słyszałam takiej ciszy.



23:03, bajka107
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 września 2018

Zajrzałam do jednej z szuflad, żeby coś wyrzucić. Mam wrażenie, że mam za dużo niepotrzebnych rzeczy. I znalazłam stary zegarek. Radziecki, Wostok. Nie wiadomo czy to damski czy męski. Na kopercie jest liczba 2214, cokolwiek to znaczy.

Może go oddam jakiemuś zegarmistrzowi, będzie miał części do napraw. Nakręciłam go i zaczął chodzić. Był sprawny i punktualny, ale nie nadawał się do noszenia. Miał porysowaną szybę i nie miał paska. Poprawiłam datownik, bo stanął dawno temu 17 dnia jakiegoś miesiąca. Wskazuje czas idealnie, ma też sekundnik.


Pojechałam do zegarmistrza, wymienił szybkę i kupiłam pasek. Mam „nowy” zegarek za 40 zł.

Dawno nie miałam nakręcanego zegarka. A ten muszę nakręcać codziennie. Jestem niezależna od baterii, ekologiczna.

Zrobiłam rozeznanie w sprawie właściciela zegarka. Likwidowałam mieszkania po 2 babciach. Ten zegarek był po babci mojego eks. Babcia zmarła 18 lat temu, miała 78 lat i była świetną osobą. Ciekawe ile lat ma zegarek, bo go nosiła od zawsze.

Nie noszę używanych rzeczy, bo nie lubię i nie wiem do kogo należały. Może to był dobry człowiek, albo menda, tryskający energią lub chory na raka, pechowiec lub szczęściarz – po co ryzykować. Wobec tej babci mam jeszcze pewne zobowiązania, więc będę ten zegarek nosić z radością.

I tak jest, mówisz – masz. Pisałam niedawno, że nie wyobrażam sobie nosić drogiego zegarka, więc mam wybitnie tani zegarek. Dla mnie liczy się funkcjonalność, a mój nowy zegarek ma znaną mi historię.

Gdy dostajesz coś czego nie chcesz to sprawdź jak myślisz, czego chcesz. Może myślisz, że na coś nie zasługujesz i dlatego to cię omija. Myślenie jest bardzo ważne, a podlane energią ma moc stwarzania materii.

Wczoraj na spotkaniu z przyjaciółką w knajpie, zegarek został „oblany” piwem, bo nowy nabytek, żeby się dobrze sprawdzał trzeba oblać. Taka tradycja w mojej rodzinie.

Zapomniałam o sprzątaniu i wyrzucaniu. Może jeszcze coś znajdę ;)

Cieszę się odkryciem ;)

 

23:20, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 września 2018

Mam coraz więcej wolnego czasu. Zupełnie nie wiem dlaczego. Nie jestem lepiej zorganizowana, raczej nie rozpraszam się nieważnymi rzeczami.

Więc mam czas na oglądanie filmów.

Jest coraz więcej interesujących seriali. Oczywiście nie w tv pl.

Powtarzają dość nowy serial „Odpowiednik”. Premiera światowa była w grudniu 2017, a premiera polska w styczniu 2018 r. Obejrzałam wszystkie 10 odcinków 1 serii. Obecnie filmowana jest kolejna seria.

Lubię seriale, bo można w nich więcej powiedzieć niż w filmie. A ten serial ma dobrze obmyślaną intrygę. A zwróciłam na niego uwagę za sprawą głównego aktora J.K.Simmonsa. 4 lata temu sprowokował mnie do agresji w filmie Whiplash. Dawno nic mną tak nie wstrząsnęło. Nic dziwnego, że dostał za tę drugoplanową rolę nagrody, z Oscarem włącznie. Chyba łatwo gra się drani.

Zgadnij, który jest Silk, a który Prime ;)

Bohaterem filmu jest Howard Silk, który jest zwykłym pracownikiem ONZ, w Berlinie. Wykonuje nikomu niepotrzebną pracę, której sam nie rozumie. Po 29 latach odważył się prosić o awans, który go omija. Pewnego dnia dowiaduje się o działającym przejściu do innej rzeczywistości. I spotyka swojego bardziej przebojowego odpowiednika. Trzeba mieć warsztat, żeby zagrać dwie różne postaci o takiej samej powierzchowności.

To thriller s-f, ale dobrze zrobiony, nie jak bajka.

Ciekawa jest rozmowa obu panów. Dowiadują się o tym co lubią, jaką mają pracę, w jakim są związku. Niby są różni, a jednak mają pewne cechy charakteru takie same, np. umieją kłamać na zawołanie. Panowie mają podobną pracę, ale w innej hierarchii. Zupełnie inny natomiast związek z kobietą. Mamy wpływ na swoje zachowanie i myślenie, a nie mamy wpływu na innych.


W filmie mamy aktorów różnych narodowości.

Tu Anglik, Amerykanin, Duńczyk. Multikulturowość.

Pomyśl, o co byś zapytał swojego odpowiednika, gdybyś się znalazł w takiej sytuacji. To ciekawe, jak by się potoczył nasz los, gdybyśmy dokonali w pewnym momencie innego wyboru. Może być i tak, że życie nas i naszego odpowiednika będzie bardzo podobne, jak życie innych zwykłych ludzi.

Fajne, prawda.

Ludzie często są niezadowoleni ze swojego życia, odkładają przyjemności na zaś. Często zamiast polegać na sobie, opierają swoje życie na kimś innym i gdy go zabraknie, nie wiedzą co robić i jak dalej żyć.

W serialu jest jeszcze inna ciekawa postać, która gra Harry Lloyd, angielski aktor tv. Jest on praprawnukiem Dickensa, grał m.in. w Grze o Tron. A potem akcja się komplikuje i jest jeszcze ciekawiej.

Fabuła jest wciągająca i film się dobrze ogląda. Dowiesz się, że świat jest zarządzany przez kogoś kogo nie widać. A ten kogo widać to marionetka. Z przyjemnością obejrzę jeszcze raz ten serial. TV Emituje po 2 odcinki.

Teraz w serialach czy filmach musi być pewien schemat. Np. musi wystąpić gej i/lub lesbijka, związki miłosne międzyrasowe, czyli biała kobieta jest w związku z czarnym lub latynosem, lub inne konstelacje Jest też dużo przemocy i zabijania, jakby sponsorami byli producenci broni.

Czekam też na kolejną serię serialu Sukcesja. Podoba mi się, bo znam w realu postaci z filmu. Niektórych szokują ich rozmowy, mnie nie.

Naprawdę szczerze polecam.

Wolę zdecydowanie oglądanie filmów w domu, bo nie lubię zapachu kina. No i dobrze jest zobaczyć w akcji aktorów, a nie celebrytów.

 

23:53, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 września 2018

Słyszę nieraz od koleżanek, że mają nudne życie, nic się nie dzieje, rutyna. Chyba za dużo oglądają relacji z życia idealnych ludzi w mediach społecznościowych.

Mnie to akurat mało interesuje, nikogo nie śledzę, więc mam więcej czasu na ciekawsze zajęcia.

Co jakiś czas przyglądam się mojemu zwykłemu dniu, żeby zobaczyć dlaczego mam dobry humor i nieustanne poczucie szczęścia.

Rano wstałam o 7. Rzadkość. Ale na 9 miałam omówienie wyników kontroli w zus. Kiedyś się tym stresowałam, nie spałam po nocach i czekałam na to co ja takiego złego zrobiłam, czekałam na kary, albo więzienie. Odpowiedzialność przechodzi z klienta na mnie, czyli osobę odpowiedzialną. Oczywiście nic z tego co oczekiwałam się nie zdarzało. Czasem trzeba było zrobić jakieś korekty, coś tam dopłacić, albo nie. Może to doświadczenie, ale teraz zupełnie się niczym nie stresuję. Po co. Protokół podpisałam, odebrałam oryginały dokumentów i dowiedziałam się, że spółka ma jakś nadpłatę sprzed lat. Trzeba napisać o rozliczenie konta. Koniec.

A wychodząc z domu pękła mi smyczka do kluczy. Wyrzuciłam ją, bo zepsute rzeczy zabierają energię. Klucze zawsze mam na długiej smyczy, bo wtedy łatwiej je znaleźć w torebce. Mogłabym się zafiksować negatywnie na cały dzień. Niby to zły omen. Tylko po co. Wybieram, czy mam się tym przejmować czy nie.

Nie nakręcałam się, więc kontrola spłynęła po mnie jak po kaczce lub gęsi.


To są gęsi. Białe. Ostatnio byłam u przyjaciółki w jej nowym domu i je spotkałam ;) Blisko miasta.

W tramwaju zagadywała mnie pani, która jest na emeryturze, zmarł jej mąż i ona musi żyć za 800,- A często do niej przyjeżdża niepracujący syn i zabiera wszystko z lodówki. Narzekała na swój los. Usiłowałam zwrócić jej uwagę na to co może robić ze swoim życiem, ale była oporna. Czuła się pokrzywdzona przez los, pracowała w firmie transportowej nawet w soboty i niedziele, a teraz ma głodową emeryturę i znikąd pomocy. Problem w tym, że ona się niczym nie interesuje, nie ma w sobie ciekawości niczego. Narzeka.

Potem na przystanku zobaczyłam staruszkę, która stała, mrużyła oczy i usiłowała zobaczyć numer tramwaju. Bo u nas każdy tramwaj ma bardzo różne rozmiary numerów, każdy jest inny. Dla staruszków to problem. Przechodząc obok niej powiedziałam, że to trójka. Pani oderwała wzrok i uśmiechnęła się. Dlaczego ludzie nie umieją prosić o pomoc?

A ja lubię zauważać takie sytuacje i robić drobne przysługi. Trenuję uważność.

Potem załatwiałam zwykłe sprawy u klientów. Na luzie, bo dopiero początek miesiąca.

Zadzwonił telefon gdy jechałam autobusem. To z urzędu skarbowego w sprawie kwietniowych deklaracji. Nie mogłam rozmawiać nie mając dokumentów. Powiedziałam, że oddzwonię.

Jak to dobrze, że są telefony i wszystko można załatwić. Oddzwoniłam. Okazało się, że ten sam plik jpk puściłam 2 razy i system tego nie rozumie i liczy podwójnie. Wysłałam kolejny taki sam plik jako korekta. Sprawa załatwiona.

Miałam czas spojrzeć w niebo.


Godzina 10.38 i mam słońce i księżyc na jednym niebie. Ciągle nie rozumiem co przysłania księżyc, że nie jest okrągły. Próbowałam kiedyś zrobić model, ale mi nie wyszło.

A po godzinie z innego urzędu dzwoni pani i mówi, że plik jpk nie zgadza się z deklaracją w innej spółce. Gdy wzięłam dokumenty, to pani stwierdziła, że wg niej wszystko się zgadza i nie rozumie dlaczego system widzi coś czego nie ma. To tylko sztuczna inteligencja, która inaczej pracuje. Człowiek zawsze będzie góra, bo umie naprawić oczywiste pomyłki. Kolejna sprawa załatwiona.

W międzyczasie dostałam sms, że wpłynęły mi pieniądze na konto. To klient, który zawsze mi płaci zanim cokolwiek zrobię. Woli nikomu nie zalegać. Szanuję to :)

Potem w kolejnym tramwaju usiadł przede mną jakiś starszy pan. Dzwonił jego telefon. Kiedyś wszyscy mieli ten sam dzwonek, teraz każdy ma inny. Za co jestem wdzięczna.

Za mną usiadła jego żona, która usłyszała dzwonek. Próbowała jakoś dać mu znak. Spytałam czy chce usiąść na moim miejscu, bo mogę się przesiąść. Najpierw powiedziała, że nie, ale w następnej sekundzie powiedziała, że chętnie i że dziękuje. Przesiadłam się.

Czy to był dobry uczynek? Oczywiście, że nie zrobiłam sobie dobrze. Może by mnie wkurzyła gdyby krzyczała mi nad głową, bo jej mąż był przygłuchy. Tak to miałam spokój. Wszyscy byli zadowoleni.

Wszystko co mnie dzisiaj spotkało mogło mnie wyprowadzić z równowagi. To jak postrzegamy świat to nasz wybór. Można się złościć, albo przyjmować wszystko jako doświadczenie.

Po co utrudniać innym życie. Łatwiej się żyje jeśli ludzie sobie nawzajem pomagają. Gdy robisz coś dobrego, nawet małego, to urastasz. Naprawdę to dobrze wpływa na każdego.

Ale najlepsze jest pomaganie gdy nikt tego nie widzi. Pomagasz innym, ale tak, żeby tego nie widzieli. Potem słuchasz, że to jakiś cud, coś zdarzyło się wspaniałym zrządzeniem losu, to Bóg czy coś tam. Naprawdę to jest najlepsze, bo czujesz się jak stwórca, możesz zmienić czyjeś życie. Nawet lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział, bo wtedy nie ponosisz odpowiedzialności za tego człowieka. Co zrobi z nową szansą to jego sprawa.

Kiedyś opisałam sytuację, jak to zmieniłam życie robaka, który utopiłby się w wiadrze z wodą. On na pewno mnie nie widział, ale gdy już czuł śmierć to nastąpiło niezrozumiałe dla niego ocalenie. Więcej tu Transerfing-cele-i-drzwi

I tak się życie toczy, między domem, pracą i ludźmi. Zwykłe życie. Ja się nie nudzę. Nie biorę udziału w napuszczaniu ludzi na ludzi. Bo to mi szkodzi.

Mamy teraz takie bogactwo owoców lokalnych. Jak ta gruszka prosto z drzewa.

Nie przyjechała z daleka. Nie ma wyglądu marketowego, a smakuje bajecznie. Zjadłam, była pyszna. :)

Codziennie dzieje się dużo rzeczy i proza życia może być inspirująca.

Doceń to co masz, doceń życie.



23:23, bajka107
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 sierpnia 2018

W tym tygodniu były dwa pogrzeby znanych ludzi. Znanych na moim osiedlu. Jedna osoba to listonosz. Nie doczekał emerytury, chorował krótko. Druga osoba to pani, która pracowała w kiosku z gazetami. Była tęga, siedziała cały dzień w pracy. A potem szła bardzo wolno do domu. Wszyscy ją znali i lubili. Miała 72 lata, a wyglądała na starszą. To chyba przez wygląd. Zmarli byli znani, ale nikt im nie składa hołdu. Co za dziwaczność czcić jakiegoś człowieka.

Listonosz używał swoich nóg w pracy. Aż przestały go nieść przez życie. Pani używała nóg za mało, więc miała problemy z krążeniem, a to rzutowało na cały organizm.

W życiu ważna jest równowaga. Powinno być w sam raz, ani za dużo ani za mało.

Wszystkie osoby, które narzekały na nogi (z moich znajomych) już nie żyją. Gdy stopy odmawiają noszenia, to trzeba jakoś temu zaradzić, albo się poddać.

Ludzie mają bardzo zniekształcone stopy. Pora roku jest idealna na takie obserwacje.

To stara klasyfikacja oparta na długości palców. Za tym idzie opis osobowości. Nie przytaczam go tu, bo jest wyssany z palca. Zupełnie się nie zgadza, więc nie będę powielać głupot.

Ja mam grecką stopę. Nie pamiętam kiedy to zauważyłam. Moje śląskie ciotki mówiły, że będę zarabiała więcej niż mąż. Miałam wtedy kilkanaście lat i nie zamierzałam wychodzić za mąż. Potem wyszłam za mąż i faktycznie zarabiałam więcej. Może dlatego mąż się słabo starał. A po rozwodzie musiał się wziąć do roboty i teraz zarabia więcej ode mnie ;) Ten folklor śląski sprawdził się, być może to takie rodzinne programowanie.

Koleżanki czy znajome kobiety mają typowe stopy, czyli greckie.

Postanowiłam sprawdzić jak to jest w rzeczywistości. Czy naprawdę większość kobiet ma stopy z palcami proporcjonalnymi. Przez ostatnie 3 dni przyjrzałam się stopom napotkanych kobiet. Robiłam fotki stopom nie zwracając uwagi na wiek. Miały tylko mieć odkryte palce. Patrzyłam najpierw na stopy, potem na dłonie. Często stopom poświęca się mniej uwagi.

Oto efekt.

Zrobiłam 34 fotki. Moje też tu są ;)))

Okazało się, że połowa spotkanych kobiet ma stopy greckie. Nie jestem w mniejszości. A więc nie zgadzają się procenty z pierwszej fotki. Gdybym dalej prowadziła swoje „badania”, to okazało by się, że rozkład jest 30-30-30, a może jeszcze inny. Nie wiadomo dlaczego tak jest, że palce mają różną długość. Podobno stopy rzymskie i greckie mają skłonność do halluksów. A mojej mamy koleżanka miała ogromne halluksy na obu stopach egipskich. Bo ona od najmłodszych lat tańczyła w zespole ludowym, zawsze na palcach. Miała bardzo zniekształcone stopy.

Te klasyfikacje są nikomu niepotrzebne, bo nic nie wyjaśniają.

Ale pobawić się można ;) Ciekawe jak jest gdzie indziej.

Z palcami u rąk też jest podobnie. Usłyszałam kiedyś na jakimś filmie ezo, że mężczyźni mają dłuższy palec serdeczny od wskazującego. Więc ja jestem facetem. I to pierwszym facetem z macicą, bo nie da się ukryć, że urodziłam dziecko.

Czy ja mam zadatki na pogromcę głupot?

 

wtorek, 21 sierpnia 2018

Rano pojechałam do zus. Najpierw załatwiłam jedną sprawę. Potem zmierzałam do innego biurka, bo zupełnie nie było ludzi. Naprzeciw mnie szła kobieta i patrzyła na mnie. Uśmiechała się przyjaźnie. No to ja też się uśmiechnęłam. Nigdy się nie uśmiecham bez powodu. Kiedyś miałam uśmiech na twarzy, do czasu. W supermarkecie pewna pani prosiła, żebym się nie śmiała z jej niepełnosprawnego dziecka. Ludzie różnie odbierają suszenie zębów.

Pani w zus zastąpiła mi drogę, ośmielona spytała gdzie kupiłam sukienkę, w którą byłam ubrana. Już kiedyś miałam taką sytuację ( Waz-slowa ), ale niezmiennie nie umiem się zachować w takiej sytuacji. Zaniemówiłam, ale się uśmiechałam. Pani powiedziała, że wyglądam rewelacyjnie, a jej córka też by w niej dobrze wyglądała. Oczywiście odpowiedziałam na jej pytanie. Potem obie poszłyśmy w swoją stronę. Ciekawe, że ludzie mają śmiałość zaczepiać innych, chociaż w miły sposób. Wole sukienki, bo szybko jest się ubranym. Nigdy nie zobaczysz mnie w dresach, bo nie jestem dresiarą, nawet w domu.

Nie ma to jak rozpocząć w miły sposób dzień. Uśmiechałam się, gdy tylko sobie przypomniałam poranną sytuację.

Potem pojechałam do up. Jeszcze nie widziałam tylu opalonych ludzi w jednym miejscu, oprócz plaży. Wypoczęci i zrelaksowani czekali z numerkami. Czy ta instytucja jest naprawdę potrzebna? Nikomu nie pomaga, wymyśla druczki, każe stawiać wszędzie pieczątki i potwierdzać wydruki z programów jako oryginały. Aż chce mi się napisać „za zgodność z 20 oryginałem”, bo przecież mogę drukować ile chce egzemplarzy, które zawsze będą oryginałem, a nie kopią. Ale nie wolno komentować i się nabijać z biurokracji, bo paniusie utrudnią życie, będą się czepiać udowadniając swoją ważność, choć nie są ważne. Nie udało im się zmienić mojego dobrego nastroju. Trwa on od bardzo dawna i nic nie jest w stanie mnie zdenerwować.

Potem jeszcze dwa spotkania. Przy okazji dowiedziałam się, że można mieć 35 lat i nie mieć żadnego przyjaciela ani nawet znajomego. Jak to możliwe, skoro po ziemi chodzi 7 mld ludzi? To nieciekawa osobowość.

Kupowałam dzisiaj ziemniaki na knedle lub kluski śląskie, jeszcze nie wiem. Przesypując do koszyka trafiłam na taki egzemplarz.

Można powiedzieć, że to nerki jak uważa artysta Moby i ja ( Serce-czy-nerki ) Niektórzy widzą co chcą, albo czego im brakuje.

Czy to ważne ;)

Moje bratki mają się coraz gorzej. Są coraz mniejsze. Usychają. W zasadzie nie powinno ich już być.

Serial SIX 2 rozwija się w dziwnym kierunku. Oglądam. Weinstein ma dziwny stosunek do kobiet. W 2 serii to kobiety są gorsze od mężczyzn w knuciu intryg, wykorzystywaniu i zabijaniu zwykłych ludzi, a cia to ściek. Czy wojsko lub wywiad to miejsce dla kobiet? Jak będzie funkcjonowała kobieta po powrocie do cywila? Będzie piła czy ćpała, żeby nie widzieć ludzi, których zabiła. Nikt jej nie pomoże. Kilka razy wspomniano nasz kraj, to ciekawe.

23:12, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 sierpnia 2018

W czwartek minęło 10 lat od kiedy piszę w tym miejscu bloga. Jak ten czas zleciał.

Jestem w tym miejscu, ale nie czuję się jak kamień, który obrósł mchem. Bo wszyscy wiedzą, że tylko toczące się kamienie nie obrastają. Te sentencje mnie dobijają. Milion razy powtarzane, nie zostaną prawdą.

A prawda jest taka, że czuję się szczęśliwa, spełniona, na swoim miejscu. Nie mam pojęcia dlaczego i jak to zrobiłam, ale tak jest. Odpowiedź jest być może na tym blogu, ale nie jestem pewna. W końcu nie piszę tu wszystkiego. Dobry nastrój też pojawił się znikąd.

Szczęście to kwestia wyboru. Chcesz to masz. Wejdź do sklepu i weź sobie z półki to co ci się podoba.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że od podstawówki robię właściwie to samo.

Już w 6 klasie pisałam pamiętnik. Wydawało mi się, że mam ciekawe życie, codziennie było coś nowego co warto było zapisać. Ale żyłam w strachu, że ktoś go może przeczytać. Bo tam umieszczałam moje osądy ludzi (dzieci), których spotykałam. A nie chciałabym, żeby ktoś się dowiedział co tak naprawdę o nim myślę. W końcu go wyrzuciłam, chyba go spaliłam.

W podstawówce ukształtował się główny zarys mojego charakteru. Potem to już było temperowanie, doświadczanie i wyciąganie wniosków.

W szkole wkurzałam się tematami typu: co poeta miał na myśli. Zwykle gdy wywoływano mnie do odpowiedzi to wymyślałam niestworzone historie, zupełnie nie pasujące do kanonu. Nauczyciele dali mi spokój, bo ile razy można odpowiadać na pytanie: a może myślał co innego. Skąd oni wiedzieli co poeta miał na myśli. Potem wiele razy przekonałam się, że odbiór każdego dzieła jest indywidualny. Artysta mógł myśleć o chmurach na niebie, a odbiorca o depresji. Np.

W podstawówce zaczęliśmy pisać wypracowania. Ja zawsze wybierałam tematy dowolne, ale nie mogłam się nigdy rozpisać. Często było tak, że nauczycielka ogłaszała 3 osoby, które napisały najlepsze wypracowania. Zwykle wyczytywała moje nazwisko, co mnie zawsze dziwiło. Ale najgorsze było to, że pani potem czytała na głos to co napisałam. To było straszne. Nigdy się do tego nie przyzwyczaiłam. Mogłam oczywiście pisać gorzej, ale miałabym złe oceny. Wybierałam tematy dowolne, bo wtedy można było polatać po różnych tematach, osobach, wydarzeniach, aby udowodnić jakąś tezę. Na maturze pisałam o bohaterze romantycznym. Napisałam chyba z 12 stron, albo więcej. Bo tych bohaterów trochę było. I właściwie dalej się zajmuję opisywaniem ludzkich zachowań, czy to ludzi sławnych czy zwykłych. Nic się nie zmieniło. Myślałam o psychologii, a poszłam na ekonomię.

Naprawdę możesz robić coś zupełnie innego od swoich zainteresowań i być szczęśliwym. Wybierz co chcesz.

Tylko nie żyj nadzieją. Działaj.

Tyle wymyślono sentencji na ten temat.

Najbardziej znana jest chyba ta z Piekła Dantego, z Pieśni III. To lektura, więc każdy czytał. Podobno nad wejściem do piekła jest napis:

Wchodzący we mnie, zostawcie nadzieję!

W tych słowach napis na bramie czernieje.

A w oryginale: „Lasciate ogne speranza, voi ch'intrate”. Ale melodyka ;)

To lektura dla dzieci. Czy nie za wcześnie? Potem zapominamy. A tam jest dokładny opis co robić w życiu, żeby nie trafić do piekła, czyli spędzić życie na tym co do nas należy. Wszyscy o tym zapomnieli i szukają w życiu czegoś co nie wynika z ich duszy. Marnują czas goniąc za mrzonkami, mając nadzieję na coś co się nie wydarzy.

Ci nieszczęśliwi, co żyjąc, nie żyli

Nie musisz kupować książek, wystarczy internet: boska-komedia-pieklo Przypomnij sobie o tym.

Nadzieja matką głupich.

Mój ojciec od 40 lat gra w gry lotto. Ma nadzieję na wygraną. Kiedyś mu wyliczyłam, że gdyby wrzucał tą kasę do pudełka, to miałby już przynajmniej 2 razy główną wygraną. Czasem ja mu kupie jakiś kupon w prezencie, ale to raczej dla zabawy. Ojciec miałby więcej gdyby nie grał. On mówi, że kiedyś wydawał pieniądze na papierosy, teraz na gry. Jego wybór.

Parę lat temu moja znajoma zachorowała na raka. Oczywiście sprawdziłam w książkach jaka to mogła być przyczyna. Idealnie pasowało do niej, ale jak jej to powiedzieć. Próbowałam ją nakierować, co ma robić, jak się zmienić, ale był duży opór. Ona pisała na forach o sobie, a inni jej pisali, żeby nie traciła nadziei, że wszystko będzie dobrze. Cofamy się i wracamy do średniowiecza. Choroba nie pojawia się znikąd, nie każdy choruje na to samo, inni w ogóle nie chorują. Jej życie i relacje rodzinne doprowadziły ją do tej choroby. Ona nie wierzyła lekarzom, rodzice przykładali ręce i mówili, że będzie dobrze. I umarła, nie miała jeszcze 40 lat. W chorobie trzeba działać, a nie mieć nadzieję.

I po raz trzeci na tym blogu (Sentencje i tu Nietzsche) przytoczę zdanie, które przypisuje się Nietzche.

Nadzieja jest najgorszym złem, bo przedłuża ludzką udrękę.

I miał rację. Gdy zwariował nie miał już nadziei na zdrowie. Tak mu było źle, że oszalał. Umierał 11 lat i nie był świadomy wegetacji.

Człowiek nie może tracić życia mając nadzieję, że będzie lepiej. Będzie lepiej gdy zacznie działać. Tak jest na każdym polu. Porzuć wszelką nadzieję już na tym świecie i wybieraj mądrze, w zgodzie ze sobą. Żeby to robić musisz najpierw poznać siebie, kim jesteś, jakie masz słabe i mocne strony, co lubisz a czego nie, z czego możesz zrezygnować i na czym ci zależy.

Wszyscy powtarzają „żyj z nadzieją na lepsze jutro”, od papieża, po guru i kołczów. Możesz być kim chcesz, miej nadzieję, że tak się stanie. Nieprawda, tak się nie stanie.

Definicja: Nadzieja - życzenie zaistnienia określonego stanu rzeczy i niepewność, że tak się stanie.

Kluczowe jest tu słowo „niepewność”. Niby chcesz, a nie jesteś godzien. Gdybyś naprawdę chciał i wiedział, że ci się to należy, to byś to osiągnął. Pewność uzyskujemy, kiedy wiemy, ze to jest dla nas dobre.

W sieci trafiłam na to:

Zwykle przypisuje się te słowa Einsteinowi, który nic nie robił tylko wygłaszał sentencje.

Życie to nie jazda na rowerze. Niby każdy umie jeździć, a tylu nieszczęśników zapełniających czeluście piekła.

Gdy tak będziesz postępował, to ci życie minie jak mgnienie oka.

Są w życiu takie chwile, kiedy trzeba się zatrzymać i pomyśleć, rozejrzeć się wokół, trafić na znaki lub przyjazne osoby. A co robią chorzy artyści? Żyją nadzieją, że będzie dobrze i dalej pracują, nie dociekają przyczyn choroby, szukają lekarstw na zewnątrz. Źle robiłeś, weźmiesz tabletkę i będzie dobrze. Tak się nie stanie, prędzej taki ktoś umrze. Nie pomoże dieta, bieganie i rzyganie. Trzeba naprawić relacje z bliskimi, zmienić swoje myślenie na różne sprawy. Przynajmniej trzeba stanąć i się zastanowić. Na pewno nie wolno robić to co do tej pory, zapomnieć o pracy, zająć się sobą i swoim domem i rodziną. Wybaczyć wszystkim i sobie. Wtedy nastąpi poprawa. Ominiemy piekło.

To co się wydarza w dzieciństwie, dobre czy złe, rzutuje na całe nasze dorosłe życie.

Czy masz kogoś kto już nie żyje, z którym chciałbyś się spotkać i porozmawiać? Obcym, bo cię interesuje.

Ja chciałabym spotkać się z Platonem. Od podstawówki, czyli odkąd usłyszałam o nim po raz pierwszy. Pamiętam, że się z nim nie zgadzałam w czymś, myślałam, że on taki mądry a takie głupoty gada. No i wierzył w nieśmiertelność duszy, czyli był optymistą. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Nie pojawił się nikt mądrzejszy lub wart spotkania. Platon był uczniem Sokratesa, uważanego za najmądrzejszego człowieka i nauczycielem Arystotelesa. Sokrates zginął, bo trzymał się kurczowo swoich zasad. Czyli nie był zbyt mądry. Przecież życie jest najważniejsze. Do ostatnich swoich chwil możesz coś zmienić, coś naprawić. Nigdy nie jest za późno. Tylko na tym świecie jesteśmy kimś, mamy jakiś plan na życie. Gdy odchodzimy z tego świata tracimy wszystko, jesteśmy kroplą w oceanie. Dlatego wielu boi się umierać, zbyt są przywiązani do materii.

Sen się skończy, gdy poznamy swoją rolę – tak powiedział Doctor Who w 5 serii. Gdy wiesz kim jesteś, nic nie jest w stanie cię powstrzymać od realizacji celów, nie błądzisz. Będziesz robił to co do ciebie należy, po co przyszedłeś na ten świat. Zatrzymaj się. Zejdź z roweru.

 

22:55, bajka107 , myśli
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 sierpnia 2018

Właśnie mija połowa chińskiego Roku-Ziemnego-Psa 176 dzień z 353.

Główne zdarzenia, które mogły się wydarzyć opisałam w lutym. Można sobie przypomnieć, lub przeczytać po raz pierwszy.

Zwykle pewne przewidywania się spełniają, inne nie. Jak w życiu. Nie można niczego przewidzieć z całą pewnością. Bo przyszłość zależy od wielu przyczyn i decyzji wielu osób.

Spektakularna akcja ratunkowa w jaskiniach skupiała uwagę wielu ludzi.

W roku żywiołu ziemi wiadomo było, że będą trzęsienia ziemi, lawiny, wstrząsy, ale nad tym wszystkim będzie czuwał Pies.

Zdarzenie rozpoczęło się w dniu

23.06.2018 = 22

Nic nie zapowiadało nieszczęścia. Grupa młodych sportowców z młodym trenerem wyruszyła na wycieczkę. Zatrzymali się na 4 kilometrze. I dobrze, że nie poszli dalej (22=4) ;)

22 to dwa księżyce, niezdecydowanie, empatia, które dają 4 – Saturna – budowniczy struktur – odpowiedzialność i potrzeba nieustannego działania. Dobry plan był w tej akcji kluczowy.

Dzięki opiekunowi kilka dni minęło im szybko, chłopcy nie zdawali sobie sprawy z mijającego czasu. To wpływ opiekuńczego Psa. W trudnej sytuacji ważna jest współpraca i opieka. Wtedy wszystko pójdzie dobrze.

Potem świat dowiedział się, że znaleziono chłopców, ale są problemy z ich wydostaniem. Mamy XXI wiek a nie radzimy sobie z żywiołami.

I tu znowu wkroczył Pies. Znaleźli się ludzie gotowi do pomocy. Nie mogli to być celebryci, a doświadczeni, kompetentni, skromni ludzie.

22 przyciągnęło zdolnych do dużego wysiłku ludzi, których cechuje ambicja, upór, wytrwałość i kreatywność. 22 nie jest na pierwszym planie, a w tle. Im mniej było wiadomo, tym dla powodzenia akcji lepiej.

I pojawili się nurkowie z 30 letnim stażem, odważni, skromni i cisi. Spokój i rzetelna ocena sytuacji były w akcji kluczowe, bo to gwarantowało sukces. A potem wystarczyły 3 dni, żeby wszystkich uratować. Trójka zawsze przynosi szczęście ;) 13 osób uratowanych. Cale zdarzenie trwało 18 dni.

Każdy wiedział co ma robić i to robił. Współpraca.

Richard Harris, Richard Stanton, John Volanthen, Ivan Karadzic, Craig Challen i inni niemniej ważni.

Oczywiście niektórzy chcieli wyjść na pierwszy plan.

elon-musk-atakuje-brytyjskiego-nurka

elon-musk-nazwal-nurka-vernona-unswortha-nurka-pedofilem

Szkoda czasu dla tego człowieka. Przysłał urządzenie, które nie pasowało do jaskini. Ale przecież nie trzeba się znać, żeby robić wokół siebie szum. Tam było miejsce tylko dla dobrych ludzi.

W sieci jest wiele artykułów na temat tej akcji i na pewno ta historia zostanie sfilmowana. To przykład współpracy kompetentnych ludzi, dla których jest oczywiste pomagać w sytuacji zagrożenia.

misja niewykonalna

Richard-Harris-Lekarz-ktory-uratowal-chlopcow-z-jaskini-Tham-Luang

odznaczenia-za-odwage

akcja-ratunkowa-jaskini

Ziemia żąda ofiar. Zginął jeden z nurków 38-letni Saman Kunan. Stracił przytomność z niedotlenienia.

richard-harris-opracowal-plan-uratowania-dzieci-z-jaskini-w-tajlandii-gdy-z-niej-wyszedl-dowiedzial-sie-o-smierci-ojca

Akcja ratunkowa musiała się udać. Wszystkie znaki na niebie i ziemi dawały wskazówki co robić, żeby uratować dzieci. Wystarczyło tylko robić swoje, zgodnie z planem.

W roku Psa łatwo zweryfikujesz kto jest przyjacielem, a kto takiego udaje. Kluczowa jest współpraca, sprawiedliwość i lojalność. Kto taki nie jest niech siedzi cicho do lutego 2019 roku.

Jak celebryta, który udawał „adopcję” psa, ale ma małe mieszkanie, więc już nie chce zwierzaka. Albo Beckhamowie, którzy uciekli odrzutowcem z Bali, bo bali się trzęsienia ziemi. Musieli skołatane nerwy leczyć w drogim hotelu, ale myślami są z poszkodowanymi. Hotel oczywiście za darmo udostępnił bogatej rodzince pobyt. Rok Psa weryfikuje takich ludzi.

Ile warte jest życie zwykłych ludzi, a ile bogaczy? Dokładnie tyle samo.

Bo życie jest najcenniejszym dobrem człowieka.

 

środa, 08 sierpnia 2018

Byłam na jakiejś pustyni. Było gorąco. Stanęłam przed jakąś skalistą górą. Usłyszałam, że te skały weryfikują człowieka. Trzeba stanąć przed nimi i zadać pytanie, albo coś powiedzieć. Nie bardzo wiedziałam jak to działa. Kiedyś miałam włożyć dłoń do kamiennych ust, ale się bałam i nie włożyłam.

I wtedy po prawej stronie pojawił się Ronaldo, ten piłkarz. Naprawdę, nie zmyślam. I on stanął przy skalistej ścianie, coś powiedział i skała się otworzyła i przesunęła w dół. Pojawiło się malowidło, bardzo kolorowe. Pomyślałam, że to azteckie malowidło, ale przecież oni nie malowali mandali. Bo malowidło przypominało mandalę. Obrazek po chwili się schował pod skałą.


Po lewej stronie pojawił się Clint Eastwood. Naprawdę ;) I on zrobił to samo. Jego malowidło również się wysunęło ze ściany. Było inne, ale też kolorowe. Trwało to kilka chwil, a potem malowidło się schowało.

to moje kolorowanki z apki

Teraz przyszła kolej na mnie. Zaczęłam się zastanawiać co ja mam powiedzieć, o co zapytać, czego oczekiwać, jak się zachować. Za długo czekałam i ogromna skała zniknęła. Przez moje niezdecydowanie coś mnie ominęło.

Obudziłam się.


Ciekawy zestaw postaci. Kilka lat temu oglądałam film o Ronaldo, o jego „parametrach”, talencie, wytrzymałości i niezwykłych umiejętnościach. I oczywiście o jego pracowitości. Piłka nożna zupełnie mnie nie interesuje, ale ludzie tak. Chyba kiedyś pisałam o Ronaldo.

Clint nie jest moim ulubionym aktorem, a po Snajperze to już go omijam. Ale jest również pracowity. Jest aktorem i reżyserem, nieustannie coś robi, a ma już 88 lat.

To są osoby, które na pewno wiedzą czego chcą i tam zmierzają. I mają talent.

Wczoraj byłam u mamy, ale o niewłaściwej porze. Ona oglądała jakiś turecki serial. Nie mogłyśmy rozmawiać, bo film był ważniejszy. W pewnej chwili kobieta w serialu zaczęła płakać, ale bez łez. Wykrzywiała twarz w dziwnych grymasach i udawała, że płacze i jest jej bardzo źle. A ja zaczęłam się śmiać. Modelki bez talentu nie potrafią zagrać wielu emocji, bo nie mają warsztatu. One nie są pracowite, cele mają inne. To nie moja bajka. Szkoda czasu na oglądanie takich produkcji. Mama się obraziła. Następnym razem sprawdzę jak będę do kogoś szła, czy akurat nie ma jakiegoś serialu.

Kilka dni temu szukałam małego pudełka na jakieś drobiazgi. Znalazłam pojemnik po rękawiczkach, a tam karteczki. Wyciągnęłam jedną.

Kiedyś piekłam ciasteczka z wróżbą i mi kilka karteczek zostało. Żeby nie zapomnieć przyśnił mi się ten sen. Nie da się go zapomnieć ;)

Faktycznie, muszę być czujna, żeby niczego nie przegapić. Bo okazje pojawiają się i znikają. Jak fale szczęścia.

Nieustannie się nawilżam wodami smakowymi własnej roboty. Lato jest takie jak powinno. Jest ciepło.

 

Dowolne owoce, lód, szczypta cukru, szczypta soli, woda.

Na zdrowie :)

 

23:07, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 lipca 2018

Nie muszę już wykłócać się o to, w którym mieście jest więcej meneli. Na Times Square śpią i nikt im nie przeszkadza. Cały świat patrzy na to w kamerze NY

Nie wysłuchuję już, że u nas wszystko jest tanie. Jak się zarabia 5 tys. tygodniowo to trzeba pieniądze gdzieś wydać ;) Doceniam, że polscy lekarze leczą, a nie przepisują tylko paracetamol. Cieszę się, że mam możliwość wyboru. Nie wsiadam do tramwajów z niemieckich śmietników, wolę iść pieszo. Nie chodzę do niemieckich sklepów, bo im nie ufam. Mam wybór. Doceniam, że go mam.

Będę jednak oglądała ciąg dalszy serialu Six. Kto nie oglądał niech dalej nie czyta.

To film dla mężczyzn, ocieka testosteronem. Wildstein jest geniuszem, szkoda tylko, że wykorzystywał swoją pozycję na „dobrowolny” sex. Serial ma świetną obsadę, aparycja aktorów świetnie pasuje do osobowości postaci. Sama się dziwiłam, że go oglądałam, na początku z uprzejmości.

Znakomicie przedstawiono zawodowych komandosów, którzy są na zawołanie, mordują, a potem jakby nigdy nic wracają do domowych pieleszy. Jeden z bohaterów w ostatnim odcinku pierwszej serii mówi: „czy przypadkiem śmierć jego dziecka była spowodowana jego pracą?” Karma czy sumienie? Człowiek dotknięty tragedią, śmiercią dziecka, szuka usprawiedliwienia i wytłumaczenia. To bez sensu, bo w śmierci nie ma sensu. Życie dziecka jest bezcenne.

Przypomniał mi się Niccolo Machiavelli, który powiedział, że „ranić należy tak, aby nie musieć obawiać się zemsty.” Minęło pół wieku, a on ma ciągle rację. Gdyby zabili wszystkich nie byłoby historii. Jest wiele filmów, w których świadek się mści. Polecam.

Nadrabiam zaległości w czytaniu prasy. Ojciec dostarczył mi kolejne dodatki do GW. Nie czytam GW, bo nie interesuje mnie polityka. Nie łykam wszystkiego jak leci. Ale GW zmusza do myślenia.

W DF przeczytałam interesujący reportaż o młodzieży w Ełku. Zwróciłam uwagę na jedno pytanie, które zadała reporterka.


Trochę to niezrozumiałe, żeby łączyć ważność z książkami. Czyżby posiadanie książek było wyznacznikiem czegoś? Książka jest najbardziej nietrwałym nośnikiem. Papier się niszczy, łatwo można go spalić. Książki muszą coś wnosić do naszego życia. W księgarniach jest pełno książek bezużytecznych, w sam raz na podpałkę. Obrazy na skałach, tabliczki sumeryjskie są wieczne i zawierają wiedzę, a nie zabawę.

Dla młodego pokolenia ważne jest posiadanie domu i samochodu. I to się nie zmienia od wieków. Bo człowiek musi mieć swoje miejsce na ziemi, żeby zapuścić korzenie. To dom jest ważny, a nie kariera.

Autorka miała zadawać pytania z ankiety z lat 90. A pytała o uchodźców, Unię Europejską czy ulubionych polityków. To nie są pytania sprzed lat. Pytała o co chciała. Bije po oczach niekonsekwencja.


A młodzież jest zadowolona z własnego życia. Czuje się na właściwym miejscu. Kogo obchodzą politycy? Świat się nie kręci wokół nich.

Najcenniejsze jest życie, bo to wszystko co mamy. Reszta sama przyjdzie, jak będziemy potrzebować. Praca, kariera, sława jest chwilowa.

Właśnie podpisałam nową polisę ubezpieczenia mieszkania. Musiałam podać ile chcę za kradzież z włamaniem, za akcje ratownicze w przypadku zdarzeń losowych, a nawet wycenić torebkę, gdyby ktoś mi ją wyrwał z rąk. Dobrze, że nie muszę wyceniać swego ciała ;) Nogi mam cenne, bo lubię chodzić ;)))

Właściwie to nie mam nic cennego bez czego nie umiałabym żyć.

Czy noszenie drogich rzeczy ma sens? Czy przez to człowiek nabiera wartości? Czy przez to jest lepszym człowiekiem. Stawiam na funkcjonalność i ładność. Gdyby nie Pudelek nie wiedziałabym, że można wydać 8 tys. (i więcej) na brzydką torebkę.

Mam kilka markowych zegarków, ale ich nie noszę, bo do mnie nie pasują. To prezenty. Bliska mi osoba nie założy zegarka poniżej 2 tys. Tak ma. Nie przeszkadza mi to. Ja takiej potrzeby nie mam.

Ja noszę zegarek za 35 zł. Właśnie zauważyłam, że odpadła jedna cyferka. Czy mam kupić nowy? Przecież widzę, która godzina. Czy ta wiedza jest mi niezbędna? Może dam zarobić zwykłemu człowiekowi, a nie Korsowi.

tani zegarek ;)

Niedawno raper Offset został zatrzymany przez policję. On twierdzi, że dlatego został zatrzymany, bo jest czarny i jechał w bardzo drogim aucie. Policja mówiła, że przejechał po żółtej podwójnej linii, czyli było wykroczenie. Czarni mają niskie poczucie własnej wartości. Jak się dorobią, to się obwieszają złotymi łańcuchami i szpanują. Gdy ma się kasę można opłacić swoją wolność.

A 25 letni sportowiec dienis-tien-nie-zyje-zginal-przez-lusterka-samochodowe

Czyżby nie był ubezpieczony? Czy warto było zginąć w tak błahej sprawie? Patrzył jak kradną mu te lusterka i zamiast zrobić fotkę i zadzwonić na policję, to zszedł i zaczął się szarpać ze złodziejami. Miał pozwolić na kradzież? Tak, bo życie jest najcenniejsze. Nie ma lusterek i nie ma młodego sportowca.

Życie jest najcenniejsze na materialnej ziemi. Ono nie ma ceny. Nie można zapłacić i żyć w nieskończoność. Przynajmniej na razie.

Ciekawe, że znani ludzie umierają dwójkami, albo trójkami w tym samym czasie.

Kora = 67 = 13 = 76 = Stańko

Kto wymyślił, że ludzie odchodzą do lepszego świata? To nieprawda.

Zawsze umiera człowiek, a nie artysta.

Czekam na demoniczne duety w wykonaniu zmarłego i żyjącego (tak o tym dziwacznym pomyśle mówił Prince). Ludzie nie szanują umierania, a chcą oddawać hołdy. Niczemu to nie służy. Każda śmierć zasługuje na żałobę. Przecież osoba odeszła do innego świata, przekroczyła smugę cienia. Jej świat jest już szary. I o tym wiedzieli kiedyś ludzie. Ja nosiłam na rękawie szeroką czarną szarfę, a potem na kołnierzyku każdego ubrania czarną aksamitkę. Umarła tylko moja ukochana babcia, a nie kolorowa (za życia) artystka. Czarno-białe fotki są całkowicie uzasadnione. To szacunek dla osoby, która odeszła.

Dlaczego niektórzy dopiero na łożu śmierci doceniają to co mają. Nie chcą umierać, nie czują pokory. I się boją. Najbardziej boją się ci, którzy nie szanowali życia własnego i cudzego. Boją się konfrontacji i spotkania. Tracą to co najcenniejsze. Życie.

 

23:13, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 lipca 2018

Minął pierwszy dzień powrotu do normalności i rutyny. Od 3 tygodni gościłam osobę mieszkającą obecnie w Anglii. Jak co roku w lipcu mnie odwiedza. Wprowadza zamęt, bo przecież gość w dom …

Każdy z nas ma jakoś poukładane życie, osobiste rytuały i przyzwyczajenia. Ale przecież życie nie jest przewidywalne i od czasu do czasu trzeba w nim zamieszać. Lubię to, bo takie sytuacje mnie budzą.

Musiałam zrezygnować z poruszania się po mieście komunikacją miejską. Przemieszczałam się wypasioną furą. Przez ten czas nie nauczyłam się z niej wysiadać. Siedzenie było wysoko, więc żeby wysiąść musiałam zeskakiwać jak mała dziewczynka. Nic to, da się przeżyć ;)


Codziennie dostawałam lekcję pokory. Osoba była zachwycona tym, że tyle się zmieniło w mieście – na korzyść. Ja tych korzyści nie widziałam. Ona tak. Widziała wyremontowane, zabetonowane ulice. Powinnam się cieszyć jak wszystko się zmienia. Ja widzę zamknięte ulice, na których nie ma psa z kulawą nogą, nie mówiąc już o robotnikach. Przez kilka tygodni nic się nie dzieje, ale utrudnienia są. Czasem myślę, że jedna ekipa pracuje w 30 miejscach, więc nie może być wszędzie. Najprościej zamknąć i czekać, aż komuś puszczą nerwy.

Jeżdżąc samochodem zauważyłam, że światła są dziwnie ustawione. Na każdym skrzyżowaniu występuje martwa strefa, czyli przez 12 sekund wszyscy mają czerwone i stoją i się gapią. Jak to możliwe? Czy to ta osławiona sztuczna inteligencja maczała w tym swoje paluszki? Przedtem tego nie zauważyłam, bo światła zawsze się zmieniały dla mnie.

Zwiększyła się liczba imigrantów, co widać na ulicach. Na uczelniach pojawiły się pokoje do modlitwy. Ale nie ma ich jeszcze w galeriach i supermarketach, a taksówkarze i kurierzy są biali. Więc jest różnica na naszą korzyść.

Musiałam oglądać w tv zawody MMA. Boks już się skończył wraz z Muhammadem Alim. W międzyczasie obejrzałam o nim film, ale tytułowa rola Willa Smitha nie powalała. Dostał za to Oscara i Złoty Glob, ale nie przekonał mnie, bo był mierny. Nie da się zagrać charyzmy i osobowości jak się jest przeciętnym aktorem. Nie da się odzobaczyć. W MMA zdziwił mnie pan Mamed, bo nie miał widocznych tatuaży, czyli ma dużą powierzchnię reklamową.

Wszystko w mieście było lepsze niż w innym mieście w innym kraju. Może to tęsknota.

Przecież wszędzie jest tak samo, bo wszędzie mieszkają ludzie. Wszędzie władze wydają bez opamiętania nie swoje pieniądze, wszędzie biorą łapówki, wszędzie utrudniają ludziom życie, oczywiście dla ich dobra.

W ubiegłym roku czytałam, że władze miasta Wawy zwężają ulice, przez co są coraz większe korki. Jakbym czytała o moim mieście. To celowa polityka. Ludzie powinni spędzać jak najwięcej czasu poza domem, w drodze do/z pracy. Mają się denerwować i narzekać. To dobre, bo pochłania całą ich energię. Ludzie zajęci są przyziemnymi sprawami i nie mają czasu na nic więcej.

Trzeba trochę wyluzować i nie życzyć władzom powolnej śmierci w męczarniach, a raczej wysokiej nagrody za ciężką pracę na wysokich stołkach. Trzeba ich wynagradzać, bo upadek z wysoka boli.

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Stare przysłowie i ciągle aktualne. Trzeba o tym pamiętać i robić swoje.

od godz. 22.47 do 22.56, świetna widoczność, mierny aparat

A media wczoraj zwariowały na punkcie Księżyca, jego koloru i zaćmienia. Mało kto rozumie zjawiska kosmiczne i raczej zaćmienie nie jest powodem do świętowania, czczenia i gapienia się w niebo. Mieliśmy długie zaćmienie, czerwony Księżyc wyglądający jak Mars i Marsa blisko Ziemi. I co w związku z tym? Co to ma oznaczać, jak to wpływa na ludzi? Prawdy nikt nie ujawnia. Normalnie szał niebieskich ciał.

Planety szaleją i się z nas śmieją. A demony zabierają kogo chcą.

Wczoraj było święto Wjasa Purnima. Należało je świętować modląc się i rozmyślając o życiu. Księżyc był w pełni, ale w zaćmieniu. Zupełnie jak umysł człowieka, który czasem jest jasny jak Księżyc w pełni, a czasem zaciemniony, brudny. Bo wszystko się zmienia. Jak na górze tak na dole.

Zwykle podczas pełni budzę się w środku nocy, czasem w ogóle nie mogę zasnąć. A przy czerwonym Księżycu zasnęłam jak dziecko. To też zmiana.

 

23:29, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018

W soboty rano mój komputer aktualizuje wszystko po kolei. Trwa to 43 minuty, więc w tym czasie wychodzę na zakupy.

Na przystanku było kilka osób. Stanęłam pod mini daszkiem. Zagadnęła mnie pani, która siedziała na mini ławce. Zapytała czy mi nie zimno, bo ona kiedyś wyszła lekko ubrana, a potem miała katar.

Miałam bluzkę bez rękawów, ale nie było mi zimno. Zabawne, że ludzie tak się troszczą o nieznajomych. To był pretekst.

Pani powiedziała, że jedzie na bałucki rynek po żwirek, czy karmę dla kota, bo tam jest taniej o 1 zł. Wiadomo, że tam jest najtaniej w mieście, ale jazda tramwajem trwa ponad godzinę. Potem mi jeszcze powiedziała, że ostatnio wyszła ze śmieciami i nie zamknęła drzwi. W tym czasie została okradziona. Poszła więc do opieki, niech ją wspomogą. Dostała 150,-. W tym samym czasie widziała jak menele dostają po 700,- za to, że piją. Takie jest prawo ustalone przez mądrych inaczej urzędników. Zapomogi są na alkohol, a nie na jedzenie. W ciągu 3 minut dowiedziałam się tyle o tej pani. Pomyślałam, że dałabym jej złotówkę, albo więcej, ale wiem, że nie wzięłaby. Już to przerabiałam. Potem kombinowałam, żeby udawać, że jej upadła złotówka, ale to trochę naciągane i pani by się obraziła. Nic nie zrobiłam. Wsiadłyśmy do tramwaju, bo przyjechał. Nawet jej nie powiedziałam, że mogłaby jechać w tygodniu, bo dzisiaj tłok na wszystkich rynkach w mieście. Co by to dało. Starsi ludzie 75+ muszą mieć jakieś zajęcie. Gdybym jej dała pieniądze to co ona by robiła cały dzień? Ludzie w tym wieku nie mają zainteresowań, bo najpierw była wojna, potem komuna, ciężka praca i dom. Prości ludzie nie mieli czasu na hobby, przynajmniej większość. Dzieci, wnuki też mają swoje sprawy. Żeby zaoszczędzić złotówkę trzeba jechać na drugi koniec miasta. Takie ludzie mają problemy.

Nastąpiła zmiana. Kiedyś obcy ludzie opowiadali mi o swoich chorobach. Teraz opowiadają o trudach życia.

 

W tym tygodniu Forbes podał, że plastikowa celebrytka może stać się najmłodszą miliarderką.

dwudziestolatka-ktora-w-trzy-lata-zbudowala-firme

Do miliarda brakuje jej 100 mln. Wieczorem na Pudelku przeczytałam, że „fani” zbierają w internecie kasę dla niej. Takie ludzie mają problemy. Przepraszam nie ludzie, a produkty, przedmioty na sprzedaż. Wystarczy robić miny i strzelać focie. Zupełnie mnie nie rusza, jak jakiś przedmiot się zepsuje, czyli zachoruje, a potem umrze. Selekcja naturalna. Wyrzucić na śmietnik historii.

1 złoty czy 1 miliard dolarów – nie ma różnicy.



 

23:32, bajka107
Link Komentarze (1) »
środa, 11 lipca 2018

Rozmawiałam przez telefon i podeszłam do okna. Na szybie przysiadła ćma. W biały dzień.

Na pewno nie motyl. Była godzina 14. Skończyłam rozmowę, żeby zrobić fotkę.

Wieczorem na podłodze w kuchni leżała kolejna ćma. Też można było zobaczyć jej spód.

Musiałam ją palnąć, bo leżała do góry nogami, nieżywa. Będzie leżała do jutra. Wtedy wciągnę ją odkurzaczem, bo jak inaczej.

Kupiłam dzisiaj pierwszy raz śliwki. Owoców zatrzęsienie, nie wiadomo co jeść.


Na pół kilograma odkryłam przy myciu dwie pary. Ludzie boją się gmo, a nie wiedzą co jedzą już teraz. Po cichu.

Wczoraj były jakby moje urodziny. Majańskie.

10 lipca 2018 to wg majańskiej długiej rachuby 13.0.5.11.7 dzień.

Dzień, w którym się urodziliśmy ma największy wpływ na to, jak kształtuje się nasze życie. Trzeba wiedzieć co oznacza. Łatwiej się żyje.

Wczorajszy dzień sponsorowany był przez 3 KEJ – jeleń i pomocna dłoń. To cała ja. Niebieski kolor i bezinteresowne pomaganie. Nie zawodowe, a ludzkie. A wczorajszego dnia to mnie pomogła pewna dziewczyna. Zawodowo. Zaoszczędziłam 3 godziny. Nie musiała, ale była uprzejma. I zrobiła coś za mnie. Nie musiała. A dziś był dzień zbierania owoców swej pracy. Więc odwdzięczyłam się jej kupując pudełko ferrero. Nie jestem pamiętliwa, więc muszę natychmiast płacić swoje „długi”. Taką mam karmę i się tego pilnuję. Nie mam żadnych długów, ani finansowych, ani uczynkowych. A jak jakieś zrobię, jak wczoraj, to natychmiast je spłacam. Znam kilka osób, które pamiętają co ja im powiedziałam 15 czy 10 lat temu. Że miałam rację. I co z tego. Ile to pochłania energii, którą można spożytkować na ciekawsze rzeczy.

Wszystko jest do pary. Raz ja robię komuś dobrze, raz ktoś mi. Równowaga jest zachowana, energia 3. I tak płynie życie.

Sprawdź sam co ma wpływ na twoje życie. Zabaw się. Nie musisz w nic wierzyć.

http://www.kalendarzmajow.pl/tzolkin-online/

23:23, bajka107
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 lipca 2018

Rano zaznaczyłam 3 albumy w galerii zdjęć w telefonie i usunęłam. Pomyliło mi się i zamiast usunąć wybrane zdjęcia usunęłam albumy, czyli dużo więcej zdjęć. Wszystko przepadło, choć wcisnęłam anuluj. Nie mam pojęcia dlaczego akurat wtedy zdecydowałam się na coś takiego.

Zainstalowałam specjalny program, pokazuje ponad 20 tys. fotek, przy czym wszystkie są w kilku egz. Ciężka sprawa, żeby to wszystko sprawdzić i czasochłonna. Dlaczego w telefonie nie ma kosza, z którego można wyciągnąć niby śmieci? Jak w komputerze. Nic to, świat się od tego nie zawali.

Gdy tak zaczął się dzień to co jeszcze mnie czeka.

Potem dostałam nowy tv. 17 cali większy niż mam.

Dwa dni temu dostałam fotkę tv w sklepie z zapytaniem czy mi się podoba. Oczywiście:)

Tej fotki nie mam, bo nieświadomie usunęłam.

A dzisiaj telewizor z fotki zmaterializował się w moim domu. Zniknęło zdjęcie telewizora, a telewizor pojawił się w moim domu. Dostałam jeszcze stelaż do montażu na ścianę, ale na razie tv stoi na szafce. Całkowicie za darmo. Bo to prezent. Podziękowałam, ale nurtowało mnie za co go dostałam. Po wielu pytaniach dostałam odpowiedź, że wcześniej robiłam różne przysługi i to w ramach odwdzięczenia się. Trochę to naciągane. Ale jak ktoś daje prezent to dziękuję i biorę. Ja nie z tych co się krygują: och ale po co, nie trzeba było itp. Ktoś uznał, że mi się to należy. Ja to akceptuję.

Jak ktoś uważa, że na wszystko trzeba zapracować to prezenty będzie dostawał rzadziej. Ja uważam, że dostaję to co potrzebuję, i tak mam. Niektórzy uważają, że nie ma nic za darmo, że pieniądze to energia i trzeba za wszystko płacić. Nie słuchaj ich. Oni chcą cię oskubać i wmówią ci wszystko. Dobrych ludzi jest więcej.

Świat zawsze dąży do równowagi. Jak robisz coś za darmo, bo lubisz jak ludzie mają się dobrze, to świat ci za to zapłaci. Nie daj sobie wmówić, że za wszystko musisz płacić, ale nie kradnij. Wszystko płynie. Zapłata zawsze przyjdzie.

Pora przyzwyczaić się do większych postaci mówiących z ekranu. A może trzeba powiększyć pokój, albo mieszkanie ;)))

A to wszystko dzięki dłoniom. O tym napiszę niebawem.



23:26, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2018

Od kilkunastu dni nie jem pieczywa. Z obrzydzenia. A lubię.

Kupiłam coś co udawało żulika. Wygląd podobny, ale smak zupełnie inny. To pieczywo z hipermarketu. Lista składników to jak lista grzechów.


Antypieczywo mi nie zaszkodziło, ale dostałam czerwone plamy na twarzy. Wiem, że mi szkodzi olej palmowy i kokosowy. To chyba od tego. Antypieczywo było zrobione z ciasta głęboko mrożonego. Przecież o tym wiem, ale się skusiłam. Nigdy więcej.

Potem kupiłam w sobotę chleb, który kiedyś mi smakował. Malutki, dziecinny.



Niby prywatna piekarnia, a piecze antypieczywo. Niestety, pamiętałam ten chleb dużo większy, a dostałam 0,5 kg. Oczywiście cena była jak za bochenek duży, kupiony kiedyś w środku tygodnia. Nazwa też śmieszna. Pokrzywy było 0,1%, a ziarna tylko na wierzchu.

Metka też sprytnie zaklejona, żeby nic z niej nie można wyczytać. Nie wiadomo jaka waga, ani nic.

Tu też emulgatory, przeciwutleniacze, lecytyna i inne barachło. Zjesz 1 kromkę to ci nie zaszkodzi. A co zresztą? Mam wyrzucić, bo na drugi dzień to antypieczywo się do niczego nie nadaje.

Nigdy tam nie wejdę po nic.

Dzisiaj obrzydzenie mi trochę przeszło. Więc kupiłam zwykły chleb w warzywniaku. Producent mały.



Skład jest ciekawy. Tylko mąka, woda i sól. To skąd tłuszcz?

Ale smak dobry, przy krojeniu nie robią się rulony, nie kruszy się, nie ma dziur. Ma wytrzymać do poniedziałku. 4 dni i ma być dobry? Może specjalnie poczekam. Zapakowany wzorowo, wszystko czytelne i wiadomo ile waży. Może kupię jeszcze razowy z tamtej piekarni.

Plamy na twarzy mi zeszły, więc i obrzydzenie zbladło.

Dlaczego piekarze źle wykonują swoją pracę. Jak można dodawać tyle świństw, które nie zabijają, ale szkodzą.

Nie będę piekła chleba w domu. Nie mam do tego smykałki. Piekę ciastka i ciasta, bo kontroluję wtedy ilość cukru. I nie ma tam olejów.

Kocham artystów, bo uprzyjemniają życie.

Kocham inżynierów, bo ułatwiają życie.

Wymyśliłam, że chleb będzie się sam piekł, w nocy. Do tego potrzebny jest automat. I taki dostanę w prezencie, we wrześniu.







 

23:13, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2018

Jak to się świat zmienił. Kiedyś ludzie jadali w swoich domach lub w gościach. Teraz chadza się do restauracji. W domach je się zwykłe jedzenie, w restauracjach chodzi się na spektakle kulinarne. To jedyna możliwość spróbowania czegoś wyjątkowego przygotowanego przez specjalistę. Wyznacznikiem dobrego jedzenia stały się oponiarskie gwiazdki. Większość szefów pragnie je zdobyć, bo za tym idzie popularność, zwiększona frekwencja i kasa. A potem jeszcze większy stres, który trzeba rozładować, żeby nie zabił. Nie wszyscy wytrzymują presję. I umierają, przedwcześnie. Gwiazdki daje się i odbiera. Wystarczy 1 błąd, gorszy dzień i gwiazdka odleciała. Szef jest na dnie.

 

W poniedziałek 24 lutego 2003 roku zmarł w wieku 52 lat Bernard Loiseau.

 

Francuski szef kuchni urodził się 13.01.1951= 3/9/6/3

Zaczynał w wieku 16 lat. Dostał wiele branżowych nagród. Dostał też 3 gwiazdki. Miał talent i charyzmę (3), wyrafinowany gust i styl kulinarny. Szybko piął się po szczeblach kariery. Wprowadził lekkość i świeżość do francuskiej kuchni. Gdy miał 24 lata został szefem kuchni, a 40 lat gdy dostał 3 gwiazdki. Napisał wiele książek, miał 3 restauracje, butik, linię mrożonek. Jego firma była notowana na giełdzie. W kuchni potrafił wszystko, wyznaczał trendy (3).

Po latach pracy zmienił się. Osiągnął co chciał, ale utrzymać 3 gwiazdki to stres. Był zadłużony, a konkurencja nie śpi. Podobno bał się utraty gwiazdki i wpadł w panikę. Wyniszczał się psychicznie.

Trójka z drogi życia i w duszy – za dużo – nadwrażliwiec, łatwo ją zranić. Lubi być chwalona, a jemu groziła utrata punktów lub gwiazdki. Wulkan wybuchł znienacka.

Znaleziono go w domu z postrzałem w głowę, po pracy w niedzielę. Uznano to za samobójstwo. Listu nie napisał. Jego restaurację prowadzi teraz wdowa.

 

W środę 8 lipca 2015 roku zmarł Philippe Rochat w wieku 61 lat i 8 miesięcy.

 

Był szwajcarskim szefem kuchni i właścicielem restauracji de L'Hôtel de Ville w Crissier w Szwajcarii. Urodził się 29.11.1953 = 4/3/9/3

Zaczął pracę jako 14 latek. Gdy miał 27 lat zaczął pracę w Crissier, a 36 lat gdy został jej szefem.

Był zdolny, utalentowany i miły. Restauracja miała 3 gwiazdki nieprzerwanie od 1998 roku i była zawsze wśród 50 najlepszych restauracji świata (16 miejsce). Pracuś – 4 – dokładny, zdyscyplinowany. 3 – trzeba kiedyś powiedzieć koniec. 9 – osobowość – robił wrażenie na innych.

Jaki inny zawód jest w stanie połączyć ziemię i gwiazdy?

W kwietniu 2012 przekazał restaurację następcy B.Violierowi, który pracował tam od 1996 roku.

Był zapalonym rowerzystą i poświęcał się tej pasji na emeryturze. 8 lipca 2015 r. podczas jazdy doznał lekkiego ataku, stracił przytomność i zmarł na miejscu wypadku. Szok dla wszystkich.

 

W niedzielę 31 stycznia 2016 roku zmarł Benoit Violier w wieku 44 lat i 5 miesięcy.

Był trzecim szefem kuchni restauracji de L'Hôtel de Ville w Crissier (3 gwiazdki), uznano go za najlepszego kucharza na świecie. Był perfekcjonistą.

Urodził się 22.08.1971 = 3/2/7/4

Był bardzo zdolnym kucharzem (3 – urok osobisty). Zaczął w wieku 16 lat, w 2013 miał 3 gwiazdki. Umiał wszystko. 2 – popadanie w skrajności, problemy same się rozwiążą.

Gwiazdki były dla niego ważne (4), musi być nagroda za ciężką pracę. Ogarniał go smutek, najpierw umarł jego ojciec, potem mistrz Philippe Rochat. Nie wytrzymał. Został znaleziony w swoim domu w Szwajcarii. Zamiast lecieć na uroczystość przyznania gwiazdek wziął broń i się zastrzelił. Podobno. A wychodząc z pracy powiedział do wtorku. Nie planował się zabić. Nic nie wiadomo czy zostawił list.

 

W piątek 21 kwietnia 2017 roku zmarł Paulie Giganti.

Ur. 31.08.1980 = 3/5/4/1

Kolejna Trójka – zabawny. Miał swoją restaurację w Filadelfii. Wschodząca gwiazda.

Był kucharzem, najbardziej znanym z uczestnictwa w Hell's Kitchen (4 miejsce uzyskał). Poszedł do konkursu, żeby się pokazać, podobno nie umiał gotować za dobrze. Pracowitością mógł się wszystkiego nauczyć (4). 5 (ekspresja) kazała mu próbować wszystkiego. Ale żył złudzeniami. Chciałby być prekursorem i np. wymyślić nowe danie (1). Nie zdążył niczego zrealizować. Wziął za dużą dawkę narkotyków i się nie obudził. Nie wie, że umarł.

 

W piątek 8 czerwca 2018 r. odszedł Anthony Bourdain 17 dni przed 62 urodzinami.

Jego śmierć jest powodem tego wpisu.

W pokoju hotelowym w małym miasteczku (2 restauracje z gwiazdkami) we Francji jego przyjaciel Eric Ripert znalazł go bez oznak życia. Potem policja stwierdziła, że powiesił się na pasku od szlafroka w łazience.

Nie wiedział, że umarł. Nie ma listu i nie miał powodu by się zabić. Bez kamery.

Anthony Michael Bourdain  ur. 25.06.1956 = 7/7/11/5

Siódemka buduje i niszczy. Nie ma w życiu równowagi. Nie miał kasy, ale był żonaty. Potem przyszła kasa i rozwód. Gdy został ojcem to był kolejnym rozwodnikiem.

Jako Anthony Bourdain = 7/1/11/8

Jako Tony Bourdain = 7/5/7/7 – kolejne siódemki - liczne kontakty towarzyskie (5), morze alkoholu (7 i 25 z dnia). Zwykły człowiek byłby alkoholikiem hulaką, on był hedonistą smakującym życie. Wszystko wypisane na twarzy, a wyglądał na starszego niż był.

Przestałam oglądać Bez rezerwacji gdy zjadł jakieś zwierzę pod ochroną na zamkniętym przyjęciu. Następny krok to kanibalizm, pomyślałam i nie chciałam go więcej oglądać.

Został kucharzem po lekturze książki Julii Child i pobycie we Francji. Stwierdził, że można się tego nauczyć. Pracował w wielu restauracjach. Był mało znanym szefem kuchni francuskiej restauracji Brasserie Les Halles na Manhattanie. Palił 3 paczki papierosów dziennie, pił. Nie podjął żadnej decyzji bez narkotyków, a brał ich b. dużo (konopie indyjskie, metakwalon, kokaina, LSD, grzyby halucynogenne namoczone w miodzie i wykorzystywane do słodzenia herbaty, secobarbital, amfetamina, kodeina a najwięcej heroiny). Żył dzięki wódce i narkotykom. Nie znał innego świata poza kuchnią. Mówił, że jest wyleczony.

Miał 43 lata i obudził się. Nie miał nic oprócz długów, został zwolniony z pracy. Napisał artykuł do New Yorkera „Nie jedz przed czytaniem” i zdradził wszystkie sekrety z pracy w kuchni. Dostał propozycję napisania książki i wydał ją w 2000 roku. To był przełom w jego życiu. Stał się sławny w jednej chwili. Dostał za to 50 tys.$, oszałamiająca kwota wtedy. A potem było coraz lepiej. Kolejne książki, programy tv, wywiady. Został dziennikarzem kulinarnym CNN i podróżował po świecie (5).

W książkach, programach tv dał upust swoim frustracjom w dowcipny sposób. Niektórych szefów kuchni i celebrytki kulinarne ośmieszał, wytykał, że się sprzedawali. Jako szef kuchni nie był znany, więc stawianie na piedestale innych szefów mu się nie podobało. O krytykach też miał złe zdanie, określał ich za skorumpowanych, żądających bezpłatnych wakacji dla siebie i rodziny. Teraz mamy blogerów, którzy „polecają” produkty od sponsorów.

W 1999 r. porównał wegetarian do terrorystów, to wrogowie wszystkiego, co jest dobre i przyzwoite w ludzkim duchu. W 2010 r. mówił, że ich podziwia, że nie chcą jeść nic poza warzywami. Ale podziwia też tych, którzy podróżują i swoje preferencje odkładają na bok i jedzą lokalne potrawy. Zmieniał się, a właściwie dostosowywał się.

Uważał, że ciało to nie świątynia, a park rozrywki i bawił się. Jadł wszystko i z każdym. Przy tym umiał dowcipnie rozmawiać, był dobrym kompanem.

Ożenił się ponownie 20.04.2007, w tym związku zaczął dbać o siebie, ćwiczyć. 9.04.2007 roku urodziła mu się córka, miał 51 lat, inni mają w tym wieku wnuki. Wyrzucił rockendrolowe ciuchy, bo były niegodne ojca. Przestał palić. "Odkąd przestałem, moje życie nie uległo poprawie w żaden konkretny sposób". Ojciec dawał jej wolność w rozwijaniu pasji i zainteresowań, rozbudzał sferę artystyczną, postrzegała go jako mądrego, filozofa, a nie wymagającego i surowego.

Jak można być dobrym mężem i ojcem będąc 250 dni w roku w podróży. Kolejny rozwód.

Nieustannie powtarzał, że ma najlepszą pracę na świecie: może robić co chce, gdzie tylko chce, z kim chce. Życie jest dobre. (5 w duszy – wolność zrealizowana). Ale była też presja, żeby każdy odcinek serii był inny. Byli też inni, producenci, kamerzyści, którym dawał pracę.

Ciągle to powtarzał i czuć było, że mając to wszystko powinien się czuć szczęśliwy. A on codziennie pił, czasem piwo, czasem wino, ale nie mógł się powstrzymać, nawet podczas ostatniego wywiadu. Człowiek pusty w środku, nie wypełni jej alkoholem. Im więcej pije, tym wątroba gorzej pracuje. Dochodzi stres, zmiana klimatu, wątpliwości i trzeba się znowu napić. Koło zamknięte.

Siódemka ma filozoficzne spojrzenie na świat. On widział, że świat wszędzie jest taki sam. Mówił, że spotkał b. miłych ludzi, którzy robili b. złe rzeczy. (Ja też). Wszędzie ludzie pracują, jedzą, zmagają się z rzeczywistością, dbają lub nie o rodzinę. Stal się zgorzkniałym człowiekiem.

Albo się izolują (depresja), albo szukają przyjaciół. Miał bogate życie wewnętrzne, nieudawane.

I miał przyjaciela, z którym był sobą, bez oceniania.

Nie miał skłonności samobójczych, a gdyby to zrobił to na widoku w kamerze.

 

Eric Frak Ripert, francuski szef kuchni, specjalizujący się w owocach morza. Młodszy od Bourdaina o 9 lat. Mają tą samą karmę (65), której AB (56) nie zrealizował.


Wyjątkowy szef ur. się 2.03.1965 = 8/22/11/11

Mistrz nad mistrzami. Pasją do gotowania zaraziła go matka, która gotowała posiłki z kilku dań w pięknej zastawie. Uczył się w szkole kulinarnej, a w wieku 17 lat przeniósł się do Paryża. Jako 24 latek przeprowadził się do Stanów, potem do NY. Ósemki (dzieci Jowisza) zawsze dostają to co chcą.

Ma jedną restaurację w NY Le Bernardin. Jej szefem kuchni został w wieku 29 lat, a potem właścicielem. Jako młody szef był arogancki i nie zawsze dobrze traktował ludzi (Ósemka lubi władać). To już przeszłość, gdy zainteresował się buddyzmem. Dba o równowagę w życiu. Nie gania za pieniędzmi, nie lata samolotami z jednej firmy do kolejnej. Codziennie spędza czas z rodziną. Udziela się charytatywnie, zbiera żywność, żeby się nie zmarnowała i rozdaje biednym.

Szczęście daje mu równowaga w życiu. I to chyba przyciągało Anthone'go.

Nie pochwalał krzyków Gordona, ale uważał go za dobrego człowieka. Szczęście nie rodzi się z gniewu.

22 z ekspresji – ma misję – pomaganie, 11 z osobowości – wszystko robi z pasją, 11 w duszy – uwielbia robić dobrze dla społeczności.

Idealnie realizuje karmę (65=11) – pieniądze i dom z kawałkiem ziemi. Swój czas dzieli między pracę, rodzinę i działalność społeczną.

Nie ma skłonności depresyjnych i samobójczych.

 

Thomas Keller – wybitny kucharz, znający pracę w restauracji od zmywaka. W 2005 roku dostał 3 gwiazdki dla Per Se w NY. Jedyny amerykański szef kuchni, który dostał 3 gwiazdki za 2 różne restauracje. Teraz ma 7 gwiazdek.


Nic dziwnego, że osiągnął sukces – ur. 14.10.1955 = 8/4/5/8 – ma wszystko – porządek i dyscyplina (4), otwarty na nowości (5), 8 w duszy i w drodze życia – spójność – dostaje to na czym mu zależy.

Nie ma depresji i myśli samobójczych.

 

Marco Pierre White


11.12.1961 = 22/6/11/4

Zaczynał w wieku 16 lat pod okiem słynnych Roux w restauracji La Gavroche. Gdy miał 24 lata został szefem. Są filmy na YT z tamtego okresu. Ma charyzmę, pewność siebie. Jest wymagający i bezkompromisowy.

Miał 33 lata i był najmłodszym szefem kuchni, który dostał 3 gwiazdki oponiarskie. Po kilku latach je oddał, bo uważał, że oceniający inspektorzy wiedzą mniej od niego. Już mu nie zależało, osiągnął co chciał. Gotował jakby każde danie było godne 3 gwiazdek.

Jego motto: ”Doskonałość to wiele małych rzeczy zrobionych dobrze.” (4 w duszy – sprawiedliwość). Wszystko co robisz rób jak najlepiej. To też moje motto.

Był nauczycielem Hestona i Gordona. Na YT są filmy jak młody Gordon uczy się u niego zawodu. Nie jest już szefem, podróżuje, naucza, ludzie go szanują (osobowość 11).

Człowiek spełniony, nie ma myśli samobójczych.

 

Michel Roux, jr


Szef kuchni francuskiej La Gavroche w Londynie (pierwsza restauracja w UK, która zdobyła gwiazdkę, działa od 51 lat), biega w maratonach. Teraz ma 2 gwiazdki.

Ur. 23.05.1960 = 8/6/4/11

Oglądałam filmy o jego rodzinie. Podobało mi się jak jeżdżą do rolników w poszukiwaniu dobrych produktów, jak pracują nad menu i nowymi daniami. A potem okazało się, że finanse są nie takie, płacił mało swoim pracownikom.

Jest jurorem w wielu programach kulinarnych. Pisze książki. Kumpluje się z Gordonem Ramsayem, obaj lubią alkohol.

 

Heston Marc Blumenthal

Ur. 27.05.1966 = 9/9/7/2

Jedzeniem zainteresował się czytając książki kulinarne. Ciekawiło go jak można przyrządzić jedzenie inaczej. Znany jest z kuchni molekularnej i z eksperymentowania. Dziewiątka z drogi i z ekspresji – przeznaczenie i charakter – musi kochać to co robi. Naukowiec. Dziewiątka z dnia ur.

Dwójka w duszy – duża emocjonalność, wyczucie i inteligencja. Dziewiątka to Pluton, planeta śmierci i transformacji. Jest kreatywny, realizuje swoją pasję. Rozwiódł się w ubiegłym roku. Kolejna gwiazda kulinarna.

 

Gordon James Ramsay

Ur. 8.11.1966 = 5/9/7/2

Jako Gordon Ramsay (firma) = 5/6/1/5

Piątkę nosi, lubi zmiany, ma ciągle nowe pomysły, ale też jest przekonany o swojej nieomylności. Ma do tego podstawy. Dziewiątka z ekspresji określa też słabości – nie popadać w samouwielbienie. Wtedy włącza się 7 z osobowości – trzeba się upić i odreagować. Na szczęście jest tylko jedna 7. Po kolejnym odwyku jest jak nowy.

Znakomity kucharz, zna pracę w kuchni na każdym stanowisku. Pomysłowy, prowadzi popularne programy tv, prowadzi konkursy kulinarne. Przestałam je oglądać gdy źle usmażone jajka wyrzucał do śmieci razem z talerzami. Brak szacunku do produktów tanich.

Nie ma osobowości depresyjnej. Jedynka – osobowość z firmy – daje mu siłę do podnoszenia się i oświetlania wszystkiego słoneczkiem. Czego się dotknie to sukces. Kuchnia restauracyjna to piekło na ziemi. Wykorzystał tą prawdę.

 

Na koniec jako ciekawostka wystąpi Jamie Trevor Oliver – celebryta kulinarny.

27.05.1975 = 9/1/9/1 – mędrzec przekonany o własnej wyjątkowości, niepopartej wiedzą i wykształceniem. Chciał być kimś, pionierem czegoś.

Jako Jamie Oliver (firma) = 9/11/3/8 – jest najmądrzejszy, postrzegany jako wyjątkowy, robi wrażenie na innych (3), ale w duszy uwielbia gromadzić pieniądze i mieć władzę (8).

Pan parówka do 30tki nie przeczytał żadnej książki, więc zaczął pisać własne. Jego książki są świątecznymi bestselerami, ludzie go uwielbiają. Ledwo skończył szkołę, więc ma najwięcej do powiedzenia jak ją ulepszyć. Nie jest wykształconym kucharzem. Nie praktykował u nikogo. A jednak jest największym znawcą jedzenia na świecie. Ma własne restauracje (25 w UK i 28 za granicami), a tam jest szefem, nieobecnym. Szef kuchni z przypadku. Na początku tego roku okazało się, że w jego restauracjach do potraw używano zepsutego, przeterminowanego mięsa. Potem stwierdzono ogromne zadłużenie, ponad 71 mln funtów. Nie płaci dostawcom i pracownikom, zalega z podatkami i czynszami. Sam ma 150 mln majątku. Nie martwi się o przyszłość. Martwią się pracownicy zamykanych restauracji. Wkrótce zamkniętych zostanie 12 restauracji Jamie's Italiani i zwolnionych 450 pracowników.

Znajomość swoich mocnych i słabych stron pomaga w życiu. Gdyby Bourdain wiedział, że nie wolno mu pić przestałby? Nie sądzę. Każdy jest najmądrzejszy. Nie słucha innych, bo sam jest kowalem swego losu. Czasem znajomości przynoszą pecha. Jego ostatnia dziewczyna była dziwna z dziwnej rodziny. Gdyby jej nie poznał byłoby inaczej.

Nie ma jednej recepty na sukces. Trzeba odnaleźć w sobie boską cząsteczkę i się tego trzymać. Człowiek pusty w środku nie zapełni tej przestrzeni alkoholem, nie znieczuli się narkotykami.

Mamy jedno życie. Warto go nie marnować i realizować przeznaczenie, które można modyfikować i wydłużać lub skracać czas życia.

 

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Dobrze jest zmienić klimat. Z miastowego na leśny. Niedaleko. Była okazja. Imieniny i dzień ojca. Nie powinno się odmawiać jak zapraszają. Nawet jak się ma mało czasu i wiele spraw do załatwienia. Pojechałam. Zimno i wilgotno.

Naprawdę nie ma co robić w lesie miastowemu człowiekowi. Nie będę czytała i nie będę robiła nic. Stanęłam przy kwiatach. Sprawdzałam zoom w aparacie z nudów.

Przyleciała mała pszczółka.


No to zrobiłam fotkę. Potem przyleciała kolejna.


I kolejna. Wszystkie kręciły się na jednym kwiatku, choć wkoło miały inne. Jakby chciały mieć fotkę, żeby dzieciom pokazywać.


Ciekawe, że się nie boją. Chyba usłyszały moje myśli, bo po chwili kolejno odleciały.

Potem chciałam uchwycić krople deszczu spływające z igiełek. Wyszło słońce i przyleciał kolejny owad. Do zdjęcia. :)


Ciekawe czy słyszą moje myśli. Nie jestem ich kumpelką.

Komarów nie było, nie zostałam pogryziona. Jakbym nie wyjeżdżała.

Wyspałam się i zostałam odkarmiona. Można wracać.

Uprzedziłam klientów, że mnie w weekend nie będzie i nie będę odbierać telefonu i czytać mejli. Gdy wróciłam odczytałam 12 mejli, niecierpiących zwłoki. Nic nie było ważne. Odpowiedziałam dzisiaj. Nic się nie zawaliło.

 

23:13, bajka107
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2018

Obejrzałam wczoraj kolejny odcinek Sukcesji. To nowy serial HBO. Bardzo dobrze się go ogląda. Tureckich seriali nie jestem w stanie strawić, bo są o niczym, mdłe, aktorsko żenujące.

Serial Sukcesja opowiada o walce o władzę w firmie rodzinnej. Senior, twórca firmy medialnej świętuje 80-tkę i dostaje wylewu. Czworo dzieci walczy o stołki w jego firmie. Samo życie. Bardzo dobra obsada (nareszcie mniej znani aktorzy), bardzo dobry scenariusz i dialogi, zobaczymy co będzie dalej. Zabawne jest obserwowanie co ludzie są gotowi zrobić dla władzy i pieniędzy.

Z upodobaniem zbierałam kiedyś linki do informacji o tym, jak to dzieci niszczą firmy swoich rodziców, przepuszczają na bzdety rodzinną krwawicę. Komentarze zwykle były takie: jak oni mogą! A mogą. Bo rodzice, a często tatusiowie w pogoni za zyskiem więcej czasu poświęcali na biznes niż na swoje dzieci. Dzieci wychowywane były przez nianie (świetne) czy matki, ale tatusia nie widzieli często. Gdy dorosną to biorą sobie odwet. Nikt ich nie nauczył szacunku do ludzi i pieniędzy.

Ostatnio głośno było (w biznesie) o tym jak to synowie Kamprada chcieli pozbawić tatusia wpływów w jego firmie. Jaka jest granica wieku ma przejście na emeryturę? 80-90 lat. Wtedy dzieci mają już własne wnuki, a nie mogą się wykazać w rodzinnej firmie.


Wszyscy się śmieją z Ikei, a to miliardowy biznes. Każdy ma coś od niego.Jego życiorys jest trochę ubarwiony. Zapłacił. To on przekonał ludzi, żeby wyrzucali swoje solidne, wiekowe i spadkowe meble i kupowali paździerzowe ze sklejki. I ludzie to robili. To się nazywa ekologia w wykonaniu bogaczy. Charytatywność też jest wyrachowana. Można płacić za przychylność. Najważniejszy jest PR.

Zbierał kasę, ale jej nie wydawał. kamprad-to-najwiekszy-skapiec-na-swiecie Ciekawa jest jego historia, nie do końca prawdziwa. Nic dziwnego, że dzieci miały dość. Kamprad zmarł w styczniu 2018 roku, w marcu miałby 92 lata. Pora odejść.

Firmy rodzinne to problem dla sukcesorów. Większość wolałaby kasę, a nie prowadzenie rodzinnego biznesu. Organizuje się nawet szkolenia w ochronie majątków rodzinnych i finansuje badania. Wdzięczny temat, akurat na serial ;)

Często jest tak, że dorosłe dzieci mimo zagranicznego wykształcenia, nie mają smykałki do biznesu. Bo trzeba mieć do tego zdolności, których nie można się nauczyć i znajomości. Przykład Kulczyków. Przedziwna śmierć i rozbawiona rodzinka na pogrzebie. Pojawiły się plotki, że senior nie umarł, bo przecież śmierć to zawsze smutek. Tak, dla zwykłych ludzi. Pierwsze posunięcia rodzeństwa i kilka milionów strat. Brak talentu, znajomości, układów wypracowanych przez tatusia. Niech skonsumują, albo niech sprzedadzą.

Miałam kiedyś przypadek mojego klienta. Miał 2 synów i zastanawiał się komu przekazać firmę. Z ciekawości sprawdziłam ich numerologicznie i z próbki pisma, nie znałam ich osobiście. Jeden nadawał się idealnie, ale ojciec przekazał firmę młodszemu, który był zabawowy, lubiany, ale do interesów nie miał serca. Tej firmy już nie ma, ojciec zmarł ze zgryzoty patrząc na swój zły wybór. Unieszczęśliwił wszystkich. Ciekawe, że tacy seniorzy nie chcą porad, jakby sami wiedzieli lepiej. Tylko, że oni nie mają dystansu i patrzą sercem. W biznesie trzeba być twardym, a nie sercowym.

Dzieci mają prawo wybrać własną drogę i nie interesują się spadkiem rodzinnym. firmy rodzinne przestają być rodzinne. Czasem zostaje nazwa, ale zarząd już jest obcy.

Najlepsze są odziedziczone pieniądze. Łatwo można spełniać swoje zachcianki.

Kilka lat temu w mojej rodzinie też była taka sytuacja. Mąż siostry mojej mamy miał firmę odziedziczoną po swoim ojcu. Mogła mieć ponad 50 lat. Wujek miał 3 córki, a branża raczej nie dla kobiet. Do prowadzenia biznesu, moim zdaniem nie nadawał się nikt, ani one ani ich mężowie. Ale cóż, właściciel wie lepiej. Wybrał środkowa córkę, posłał ja do zawodowej szkoły w tej branży. Pokazywał wszystko, uczył wszystkiego. A potem wujek zmarł nagle. Rodzina wykonała jego wolę, ustną, i firmę dostała jedna córka. W ciągu 2 lat zrujnowała i zadłużyła firmę. A właściwie to jej mąż. Brał zaliczki, a nie wykonywał pracy, ludzie odeszli, zabrakło twardej ręki. Z najbogatszych ludzi stali się klientami opieki społecznej. Rodzina oburzona, że majątek został roztrwoniony, a wujek się w grobie przewraca. Jego już nic nie obchodzi, ma spokój.

Teraz modne jest wśród celebrytów ogłaszanie, że dzieciom nie dadzą pieniędzy. Przegięcie. Najpierw rodzice opuszczają dzieci, żeby zarobić, a potem nawet nie chcą dzieciom wynagrodzić nieobecności.

Tacy ludzie myślą, że dzieciom zależy na pieniądzach. Później oczywiście tak, po długich latach dojrzewania bez zainteresowania rodziców.

Współczuję. Bogaci myślą tylko o kasie. Nie umieją przekazać żadnych wartości, niczego dzieci nie uczą, a wymagają. Dzieci potrzebują uwagi, poświęcania czasu i zainteresowania. Kasa jest na końcu.



Ciekawe kto wygra wyścig o tron ;)

23:23, bajka107
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 czerwca 2018

Rano robiłam sobie kawę. Wyjęłam filiżankę, odwróciłam się, wzięłam tygielek. O mały włos zalałabym owad, który nagle znalazł się w naczyniu.



Wzięłam inną filiżankę, wlałam kawę i poszłam do kompa sprawdzić co to za owad. Nie mam żadnej książki z biologii, jak to dobrze, że cała wiedza jest w internecie. Przyjęłam, że to trzmiel, choć kolory się nie zgadzały. Mój był trochę za czarny. Z opisu wynikało, że jest łagodny i atakuje tylko w razie zagrożenia. To dobrze. Ja mu nie zagrażam.

Po godzinie weszłam do kuchni a "niby trzmiel" sobie spokojnie siedział. Tak być nie może. Wzięłam filiżankę i postawiłam na parapecie. Przechyliłam ją, że owad mógł łatwiej wyjść. Zamknęłam okno i po chwili sprawdziłam. Wyleciał. Bez problemu.

Do ptaków, które rozbijają się o szyby już się przyzwyczaiłam. Zostawiają ślady na szybie na dowód, że też chciały do mnie wejść. Ostatnio walnął w szybę wróbelek. Odbił się, stanął na parapecie, spojrzał na mnie i odleciał.

Musiałam oderwać się od pracy, a moje myśli zmieniły kierunek. Każdemu potrzebna jest przerwa. Nawet taka ;)

 

23:13, bajka107
Link Komentarze (4) »
środa, 06 czerwca 2018

Długo nie pisałam o snach. Bo nic mi się nie śniło. Tylko asie śniło mi się 2 razy, ale ich nie zapamiętałam.

Dzisiejszy sen trwał od 5:10 do 7:10.

Wybrałam się z siostrą do innego miasta na zakupy. To był inny czas nic obecny. Byłyśmy młodsze i żyłyśmy w innym świecie. Był on po prostu inaczej urządzony. Chyba gorszy.

Towary były cenne i niedostępne. Trzeba było je zdobywać w wymyślny sposób. Więc wstałyśmy w nocy, wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy na południe. Dojechałyśmy do jakiegoś miasta, celu podróży. Wszystko było zaplanowane, ale ja nie byłam z tamtego świata. Weszłam tylko w moje ciało w tamtym czasie, więc o wszystkim nie wiedziałam.

Wysiadłyśmy z samochodu i miałyśmy wejść do wielkiego murowanego budynki. Skierowałyśmy się do drzwi obitych blachą. Nie było klamki. Nie wiem jaki był sposób na otwarcie tych drzwi. Jakieś dziewczyny przed nami coś zrobiły, albo powiedziały jakieś hasło, i drzwi się otworzyły. Gdy powoli się zamykały my wślizgnęłyśmy się do tego miejsca. Okazało się, że to jakaś wyższa uczelnia. Miała swoją aulę, sale wykładowe. Wszystko po prawej stronie korytarzy. Po lewej za grubą ścianą były sklepy, ale rozmieszczone chaotycznie. Uczelnia na tym zarabiała, ale udawała, że nic o tym nie wie. Wszędzie był półmrok, czasami widniej, w zależności od branży sklepu. W pewnej chwili zobaczyłam przez okno, że w auli jest jakaś uroczystość. W tej ścianie oddzielającej dwie strefy były co jakiś czas okna. W całym budynku nie było światła słonecznego, tylko sztuczne, albo wcale. I my szłyśmy korytarzami, przechodziłyśmy przez wszystkie sklepy. Bo inaczej nie można. We współczesnej galerii idziesz korytarzem i wchodzisz gdzie chcesz. We śnie trzeba było iść w jedną stronę i przejść cały szlak setki sklepów. Mało interesowały mnie zakupy, ale siostra co jakiś czas się zatrzymywała, coś tam przymierzała, kupowała. Ja po prostu szłam. W pewnej chwili zostawiłam ją i szłam dalej. Zawróciłam, ale siostry nie było. Musiałyśmy się minąć. Szłam dalej do wyjścia. Spotkałam jakąś dziewczynę i 2 facetów. Rozmawialiśmy, byli mili, pomocni, weseli. Tacy fajni. Za fajni. Szliśmy przez jakiś czas razem. Zorientowałam się, że nie mam przy sobie portfela z pieniędzmi, ani telefonu, ani karty. Przypomniało mi się, że zostawiłam torebkę przy wejściu. Byliśmy już przy wyjściu. Oni otworzyli drzwi i zobaczyłam, że naprzeciwko są drzwi wejściowe.

Wystarczyło wyjść, i podjechać łukiem do tamtych drzwi. Znajomi powiedzieli, że mają samochód i mogą mnie podwieźć. Oni już byli na zewnątrz, a ja stałam jeszcze w środku i się zastanawiałam co zrobić. Podziękowałam tym ludziom i powiedziałam, że zawrócę po torebkę. Oni się zdziwili, bo ta droga trwała kilka godzin. Trochę na mnie naciskali, ale uprzejmie. Zwykle jestem niezdecydowana i łatwo mnie na coś namówić. We śnie zrobiłam jak postanowiłam. Drzwi wyjściowe się zamknęły. W drodze powrotnej pomyślałam, że to dziwne, że zakumplowałam się tak szybko z tymi ludźmi. Wzięli się znikąd, a siostra zniknęła. To wybitnie podejrzane. Chyba uratowałam życie. Droga powrotna była szybsza. Dotarłam do drzwi wejściowych, znalazłam swoją torebkę ze wszystkim w środku. Czyżby nikt jej nie widział i nie ukradł? Wyszłam przez drzwi wejściowe, bo od wewnątrz była klamka. Potem pomyślałam, że gdybym wyszła drzwiami wyjściowymi, to nie mogłabym wejść nie znając hasła. Musiałabym czekać godzinami aż ktoś się pojawi. Poczułam, że moja decyzja była dobra, a właściwie najlepsza. Poszłam do miejsca gdzie zaparkowałyśmy samochód, ale tam go nie było. Chyba siostra odjechała sama. Zaczęłam się zastanawiać co robić. I się obudziłam.


Cale szczęście :) Nie miałam pomysłu co dalej.

Nie będę się zastanawiała nad znaczeniem snu, bo przecież „sny nic nie znaczą”. ;)

Droga przez labirynt sklepów, to zwykła droga przez życie. Spotykamy dobrych i złych ludzi, pomocników i przeszkadzajki. Podejmujemy decyzje. Czasem sami, a czasem pod wpływem innych. Nie ma złych decyzji. Każda decyzja prowadzi w inną stronę i są tego konsekwencji. Jest po prostu inaczej, ani źle ani dobrze. Właściwie. Takie jest życie.

Jedyne co mnie zastanowiło w tym śnie to kształt tego budynku. Wyglądał jak ogromne oko, podłużny, zaokrąglony na końcach. Jak to możliwe, że wejście jest naprzeciwko wyjścia? Nie spotkałam w naszym świecie takiego kształtu budynku. Mój świat jest lepszy od tamtego we śnie. Jest widniej ;)

Dzisiaj zrobiłam dżem truskawkowy.

W wolnej chwili, 2 godziny. Wczoraj kupiłam 2 kg truskawek, część została wyrzucona, bo była uszkodzona, część została zjedzona. Resztę zasypałam cukrem, a gdy sok puścił trochę podgrzałam aż cukier się roztopił. Dzisiaj podgrzewałam ok. 2 godzin, ciągle mieszając. Lubi się przypalać. Więc w międzyczasie ugotowałam botwinkę, żeby mi się nie nudziło stać i mieszać. Z 1 kg owoców i kg cukru wyszły mi 3 słoiczki po 0,3 l. Ciekawe jak będzie smakował, bo z takiej odmiany (rumba) jeszcze nie jadłam. Kupnych nie da się jeść.

Dzisiaj środa, a ja tyle zrobiłam jakby była już sobota.

 

23:21, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2018

Dzisiejszy dzień był pełen wrażeń. (Właściwie wczorajszy. Nie zdążyłam szybko napisać i opublikować w poniedziałek.)

Źle wyliczyłam czas i spóźniłam się na spotkanie. I usłyszałam, że nie zostałam rozpoznana, bo założyłam spodnie ;) Zwykle chodzę w sukienkach. Wyglądałam inaczej.

Potem w innym miejscu odpierałam dokumenty. Przejrzałam na miejscu i nie było wydruku. Prosiłam, żeby przekazać to kierownikowi. Dziewczyna powiedziała, że spróbuje i machnęła mi wydruk w minutę. Zwykle są z tym problemy, bo często dostaję nie ten miesiąc, nie ten rok, albo wydruk skrócony. Pracownica powiedziała, że ma dzisiaj szczęście, a w ogóle to jest drugi dzień w pracy. A mówią, że dzisiejsza młodzież jest głupia. Nie wszyscy.

Potem na poczcie pan dał mi fakturę, ale zapomniał dać znaczków. Zauważyłam, jak odeszłam i zaczęłam składać fakturę. Po co mi faktura, jak nic nie kupiłam? Ależ kupiłam, ale nic nie dostałam. Miałam szczęście, że nie poszłam daleko, nie straciłam czasu.

Potem pakowałam zakupy w kasie. Za mną była pani z córką. Kasjerka zobaczyła co kupują i stwierdziła, że to coś ciekawego. Jakieś pudełko z maleńkimi figurkami. Pani powiedziała, że ładne, ale drogie, 25 zł. Ja pomyślałam: No nie. Gdy kasjerka przejechała przez czytnik powiedziała, że ta zabawka kosztuje 19,99. To już ujdzie. Pani zachwyciła się i powiedziała, że kasjerka przyniosła jej szczęście. Ciekawe :)

Gdy sprawdziłam mój paragon, to zauważyłam, że nie odliczyła się promocja. Poszłam do BOK. A tam miły pan zobaczył w czym rzecz i powiedział, że to co kupiłam to na to nie ma promocji. Drugi pan powiedział, że może mi przynieść ten w promocji, ale stwierdziłam, że nic nie będę z tym robić. Panowie stwierdzili, że na otarcie łez (nie płakałam) dostanę flagę Polski. Bo podobno teraz każdy jest kibicem. Zaskoczona wzięłam.

Nie jestem kibicem, w ogóle mnie sport nie interesuje, bo patrzę na to co wyprawiają ci ludzie zupełnie inaczej. Szkoda mi na to czasu. Wolę sama poćwiczyć, a nie patrzeć jak ktoś się wysila, choć mu płacą więcej niż mnie ;) I co ja mam z nią zrobić? Chyba ją komuś dam, za nic. Komuś komu się przyda i komuś kto będzie z niej zadowolony.

W domu przeczytałam dokładnie paragon i zauważyłam, że limonki powinny kosztować 1,69 za sztukę, a kosztowały 1,49. Zysk, nieoczekiwany. Zawsze kupuję to co mi jest potrzebne i cena mi pasuje. Tutaj była niewielka różnica, ale miło. :)

Nie segreguję plastików, bo ich nie kupuję. Sama robię napoje w domu. Inspiruje się przepisami ze strony wody smakowe Polecam, najlepsze są własne wyroby, bez sztucznych witamin i konserwantów i bez plastiku.

Mój nastrój jest nieustannie pozytywny. Wiem, że to nudne, więc mało piszę ostatnio.

Ogarnął mnie już jakiś czas temu nastrój szczęścia. Ale nie takiego górnolotnego, euforii, zachwytu, głupawki itp. To raczej stan równowagi i poczucia szczęścia niezasłużonego i niekupionego. Dobrostan. Myślałam, że tylko ja tak mam, ale nie pomyślałam, żeby pójść do lekarza.

Jak szukasz odpowiedzi to ją znajdziesz. I ja znalazłam wytłumaczenie mojego stanu „przypadkowo” na stronie Laitmana, post z 23 kwietnia czym-jest-szczescie

To jest kiedy na człowieka schodzi, spływa wyższe światło, to napełnia go wiedzą, zrozumieniem i odczuciem nieprzemijającego, doskonałego, absolutnie jasnego istnienia. To jest właśnie szczęście.

A więc spłynęło coś na mnie, bez żadnej pracy, bez ćwiczeń i zaklęć, niezasłużenie, samo przez się. Może losowo.

Zrozumiałam jak działa ten świat i co ja mogę zrobić i jakie jest moje miejsce w nim. Pozornie nic się nie zmieniło. Sytuacje zdarzają się różne codziennie, spotykam różnych ludzi, ale nie oceniam, bo wiem, że to nie ma sensu. Czuję się taka czysta od naleciałości. Pełna akceptacja.

Czy takie uczucie niezasłużonego szczęścia może być zaraźliwe? Dzisiejszy dzień świadczy o tym, że tak. Spotykam ludzi, którzy patrzą tak samo, a przynajmniej zauważają drobne, dobre rzeczy i cieszą się z nich. Żeby świat wyglądał lepiej. Bo „ludzi dobrej woli jest więcej” (poeta Niemen).

Wieczorem włączyłam tv, a tam o efekcie Wertera. Nie słyszałam o czymś takim, choć Cierpienia młodego Wertera czytałam.

Ten efekt dotyczy samobójstw. Gdy media będą nagłaśniać samobójstwo jakiejś znanej osoby, to spowoduje wzrost liczby samobójstw lub wypadków w odstępie kilku dni od podania takiej informacji. Przypisuje się ten efekt świadomemu lub nieświadomemu utożsamianiu się z osobą, która odebrała sobie życie. Efekt fali nazywany jest efektem Wertera, ponieważ pierwsza odnotowana fala miała miejsce po wydaniu „Cierpień młodego Wertera” Goethego. A dotyczyło to, jak każdy wie, bohatera wymyślonego, fikcyjnego. Czy można ten efekt przełożyć na dobre rzeczy? Może wystarczy sama obecność osoby, na którą spłynęło światło. To światło może przenieść się na innych ludzi, jak zaraza. I wszyscy będą czuć to samo. Depresja jest dołująca, a szczęście budujące. Co wybierasz?

A dąb rośnie i ma się dobrze. Bratki również.

Właśnie dostałam mejla, że jestem boska :) A ja tylko szybko robię to co mi każą. Taka praca. Nic wielkiego, ani boskiego.

Nie ma to jak dobrze rozpocząć tydzień. :) Będzie pracowity. I dobrze.

00:16, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 czerwca 2018

Ludzie, których spotykamy na swej drodze zmieniają nas i nasz los. Oglądałam wywiad Aldena Ehrenreicha, czyli młodego Hana Solo z filmu, który wszedł ostatnio do kin. I on powiedział, że jego życie zmienił Spielberg. Młody aktor szukał pracy na castingach. Przeszedł ich ponad sto i nic. Aż Spielberg obejrzał jego amatorski filmik, spodobał mu się, podesłał mu agenta. A potem Alden został zauważony przez innych i zaczął dostawać role. Jednak to nie wystarczy, trzeba oprócz talentu mieć też interesującą osobowość i charyzmę. Gdy tego nie ma żaden Spielberg nie pomoże.

Gdyby Jackson Pollock nie spotkał Lee Krasner, nie byłby znanym abstrakcjonistą, bo by zapił się na śmierć. Oboje stworzyli markę, cenną do dziś.

Numerologia działa, choć ludzie nie zdają sobie z tego sprawy.

Obrazów Jacksona Pollocka mało kto rozumie, ale jego obrazy są często dobrą lokatą kapitału.

Jest on popularny w pop kulturze. Chyba dlatego, że dziwny i coś jest w tych obrazach. Nie można go z nikim pomylić.

W 2000 roku Ed Harris wyreżyserował, współprodukował i zagrał tytułową rolę w filmie Pollock

Dobrze pokazał jego charakter i zachowanie. Ciekawe, że często wielcy ludzie w życiu prywatnym są nudni i nie ma o czym z nimi rozmawiać. Często po śmierci dopisuje się im do biografii „ciekawe fakty z życia”. Marcia Gay Harden, która grała Lee Krasner dostała Oscara za rolę drugoplanową.

W filmie Księgowy w sypialni głównego bohatera na suficie wisi obraz podobny do namalowanego przez artystę. Jest też na ścianie.

Oczywiście został kupiony jako lokata kapitału. Ceny Pollocka są tak wysokie, a chętnych wielu, że oryginały są tak samo dobre jak złoto i nieruchomości.

Film zapowiadał się ciekawie, gdy dziecko układało puzzle nie widząc obrazu. Ben Affleck zupełnie mnie nie przekonał do swojego autyzmu. Fabuła interesująca, ale aktorstwo mierne. Nie było castingu? A może był na imprezie i zatrudniono go z przyjaźni.

 

W serii Iron Man też była wzmianka o Pollocku. Bohaterem serii jest facet, który dorobił się na śmierci produkując broń. Krwawe pieniądze. Jako człowiek jest dupkiem, ale bogatym. Nudzi się, ma wszystko. Główny bohater zleca kupno jakiegoś Pollocka. Nie ważne co, byle było nazwisko. To znowu lokata, albo raczej każdy bogacz musi go mieć.

Jest wiele filmów, w których Pollock jest cytowany, bo jego popularność nie maleje.

Na początku poprzedniej notki pisałam o obrazach JP na moich tapetach. Na pulpicie komputera pojawił się obraz Jump in – Wskoczyć. Na początku wydawał mi się optymistyczny, ze względu na kolory. Przykuwał uwagę, ale nie było widać ikon na pulpicie. Ktokolwiek widział tę tapetę na ekranie dziwił się, że mogę na to patrzeć. Jaskrawy obraz zaczął mi psuć komputer. Działy się różne rzeczy, coś znikało, komp się sam niespodziewanie wyłączał w trakcie pracy. Ciągle musiałam kopiować pliki, żeby mi wszystko nie zniknęło. Wirusów nie było, ale zmieniłam antywirusa na E.


Na tapecie smartfonu pojawił się obraz moon-woman-cuts-the-circle, podobny kolorystycznie do Moby Dicka. Namalowany ewidentnie pod wpływem Picassa. Popsuło się wejście do ładowarki. Nowy program antywirusowy wykrył 10 trojanów ściągniętych w 2012 r. Wcześniejszy N tego nie widział. Zniknęły wszystkie moje kontakty. Gdy ktoś do mnie dzwonił to po rozmowie wprowadzałam imię i nazwisko. Większości nie odzyskałam.

Usunęłam te tapety. Energia zaklęta w obrazach mi ewidentnie szkodzi. Wszystko wróciło do normy.

Niektóre obrazy Pollocka są interesujące. Podoba mi się the-flame z 1938 r., bo jest taki realistyczny. Każdy kiedyś wpatrywał się w płomień ogniska i widział różne rzeczy, a Pollock je tylko uchwycił.

Bazując na doświadczeniu z komputerami nie zamierzam oglądać, ani kupować (nawet jakby było mnie na nie stać ;))) jego obrazów. Tkwi w nich coś co na mnie źle działa.

W sztuce chodzi o to, żeby się podobała, a nie szokowała. Czasem patrzę co wystawia MoMA i jest mi niedobrze. Nie wszystko co tam jest można nazwać sztuką, nawet nowoczesną. Nie każde beztalencie jest artystą.

Ja również wykorzystywałam jedną z jego technik. ;) Gdy po studiach nie miałam w czym iść na imprezę to sobie szyłam ubrania. Miałam maszynę i dostęp do ciekawych materiałów. Potem gdy moja mam lub siostra chciały, żebym coś dla nich uszyła, to rozkładałam materiał na podłodze w pokoju i pół dnia chodziłam po nim. Trema. Kiedyś mama dała mi piwo, wypiłam, a potem szybko uszyłam. I tak już zostało. Musiałam wypić zanim nożyczkami pokroiłam materiał. Mnie wystarczało 1 piwo, Pollockowi nie.

Teraz na tapetach mam klasykę. Słoneczniki i Venus.


I nic się nie dzieje. Czyżby energia zaklęta w obrazach już się wyczerpała? A przecież nieustannie zachwycają. Gdy tylko zmieniłam tapety trafiłam na odniesienia do wybranych przez siebie arcydzieł. Odnośnie Venus Boticelli rządy już zaczęły myśleć o sztuce jako dobrym źródle zarabiania. Odnośnie Słoneczników jest pomysł przenoszenia arcydzieł na nośniki elektroniczne, miejmy nadzieję po to, żeby więcej ludzi się z nimi zapoznało. Recreating_lost_masterpieces

Nie trzeba wiedzieć co artysta chciał przekazać w swoim dziele. Trzeba patrzeć i poczuć.

Sztuka może być lokatą kapitału dziś, a jutro może nie być chętnych.


00:30, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 maja 2018

Jestem leniwa i zdaję sobie z tego sprawę. Scarlet z Przeminęło z wiatrem odkładała wszystko „na jutro”, a ja na rok ;) Choć nie zawsze ;)

Ten wpis powinien pojawić się rok temu, bo wtedy przeczytałam wiadomość. Otóż Orlando Bloom został przyrównany do Pollocka. Pollock kojarzy się z obrazami popryskanymi farbą w sposób przypadkowy. Ludzie lubią porównania do innych sławnych ludzi, często „wkładają” w ich usta słowa, których nigdy nie wypowiedzieli.

Wtedy postanowiłam przyjrzeć się postaci artysty i zaczęłam go rozpisywać, ale potem inne ważne rzeczy odwróciły moją uwagę. W tym roku sprawa powróciła gdy mimowolnie jego dwa obrazy pojawiły się na moich tapetach w komputerze i smartfonie. To co się potem działo zmusiło mnie do powrotu do tego tematu.

Twórczość Pollocka to nie pryskanie farbą po płótnie. Tej techniki nie wymyślił, ale zrobił z niej swój znak rozpoznawczy. Obrazy malował na ziemi, a nie na sztalugach. To go chyba najbardziej wyróżniało. Zanim sięgnął po farbę musiał się napić, potem wpadał w trans, a obraz był gotowy jak skończył. Gdy ktoś go obserwował to widział, że Pollock nie był świadomy co robił, a jednak niszczył niektóre swoje dzieła, bo mu nie pasowały, albo nie były takie jak powinny.

Bo artysta wie co chce namalować. To tak jak rzeźbiarz, który z bloku gliny czy skały usuwa niepotrzebne rzeczy, żeby nadać kształt tego co ma w głowie.

Temat Pollocka jest nośny, bo jego obrazy osiągają wysokie ceny i „coś” w nich jest (demon?). W 2006 r. obraz No 5 został sprzedany za 140 mln $. Podobno, nie znam kupca.

Paul Jackson Pollock urodził się jako najmłodszy z 5 synów 106 lat temu w małym miasteczku Cody w stanie Wyoming.

28.01.1912 = 10+1+10=21+12=33

Liczba 21, która się pojawiła informuje o skłonnościach do alkoholu (3x7), ale też o wrodzonej intuicji i kontakcie z podświadomością i pracowitości. Wiadomo czego powinien się wystrzegać.

Jako 33 to wyjątkowa osobowość. Ma wiedzę z innych światów i byłby dobrym nauczycielem. Może też być głupim i ograniczonym, opętanym seksem, żadnym sławy i rozgłosu człowiekiem. Człowiek zawsze ma wybór. 33 zawsze musi być w centrum uwagi, inni się liczą jeśli podziwiają Mistrza. 33 to Uran i Uran, albo 11 Uranów, trudno okiełznać słabej osobie energię wulkanów. Wybucha z byle powodu, a zakrapiany alkoholem – bez powodu. 33 ma posłannictwo do spełnienia

Ojciec był rolnikiem, a potem geologiem, geodetą, nazywał się LeRoy McCoy. Jego rodzice umarli w ciągu jednego roku i adoptowali go sąsiedzi. Przyjął ich nazwisko Pollock.

Matka Stella May jako nastolatka szyła i sprzedawała sukienki. Przy gromadce synów nie miała dla nich wszystkich czasu, skupiona na sobie. Całe życie Jackson starał się matce udowodnić, że jest coś wart. Rodzice nie mieli już córki.

Nie używał pierwszego imienia, ale ono zawsze ma wpływ na człowieka.

Paul Jackson Pollock  6/9/4/5

Jackson Pollock        6/4/3/1

Prawda, jaka różnica. Z wiecznie poszukującej 5 stał się pionierem. Potrzebował być wyjątkowy i najlepszy, pierwszy. I taki był w najlepszym swoim okresie twórczości. Uważał się za takiego, z pogardą mówił o innych artystach tamtych czasów. Tak działa Jedynka w duszy.

Gdy Jackson miał 10 miesięcy rodzina wyjechała do San Diego, a potem do Kalifornii.

Wydalono go z liceum w 1928, a potem w 1930 w LA. Był kozakiem, lubił się popisywać, był gwałtowny i skryty. Podczas podróży geodezyjnych z ojcem obserwował kulturę rdzennych Amerykanów. Nasiąkał wrażliwością i zbierał doświadczenia. Jako 18 latek wyjechał do NY i ze starszym bratem studiował sztukę. W 1936 r. zetknął się z techniką meksykańskiego muralisty Davida Alfaro Siqueirosa, który stosował płynną farbę. Taka farba była tańsza od profesjonalnej.

Był biedny, nie miał pieniędzy i nie pojechał na pogrzeb ojca, który zmarł w marcu 1933 r. Okazjonalnie kradł żywność. Było ciężko. Przez jedno lato Pollock pracował jako drwal w Big Pines w Kalifornii. Ludzie często mu stawiali drinki, żeby zobaczyć jego dziwaczne wybryki gdy upijał się do nieprzytomności. Pracował też jako dozorca w szkole, w której nauczycielem był najstarszy brat,

W 1938 roku przeszedł załamanie nerwowe i przez kilka miesięcy pozostawiał go w oddziale psychiatrycznym.

W 1941 próbował leczyć się z alkoholizmu i poddał się psychoterapii jungowskiej.

W 1942 spotkał Lee Krasner i to odmieniło jego życie, uratowała go. To była pokrewna dusza, malarka. Od razu dostrzegła w nim coś. Nie mogła pozwolić by talent się zmarnował.

Lee Krasner urodziła się jako Lena Krassner, szósta z 7 dzieci.

 27.10.1908=28=1

Jako 13 latka ustaliła swój cel życiowy – profesjonalna artystka. Potem szukała odpowiedniego imienia. Nie chciała być Leną, była Lenore, a potem Lee, żeby ukryć swoją płeć (gender było już dawno). Wyrzuciła s z nazwiska.

Lena Krassner     1/11/8/3

Lenore Krassner  1/8/8/9

Lee Krasner        1/9/11/7

Od razu widać, że dobrze wybrała.

Przeznaczenie – 1 – silna osobowość, odważna i ambitna, przebojowa i niezależna.

Charakter – 11 – wrażliwa z urodzenia, 8 – byłaby interesowna, realizowała się jako – 9 – mądra.

Osobowość – 8 – władza nad innymi – to ona nosi spodnie w związku, zmieniła na 11 czyli wrażliwą, ale nie bezbronną osobę. Kochanka myślała, że może sobie zabrać jej męża. Niemożliwe.

Liczba duszy – 3 – artyzm i piękno, zmieniła, a właściwie dodała 7 – filozof, bogate życie wewnętrzne, co sprzyja zawodowi jaki wykonywała. Była malarką, która najlepsze obrazy namalowała jako wdowa.

Gdy miała 26 lat zatrudniono ją do malowania murali, potem pracowała jako modelka, kelnerka (wielki kryzys). Cały czas malowała, znała wszystkich artystów w NY. Wiedziała z kim rozmawiać i komu pokazać prace Jacksona. W lipcu 1943 poznała go ze sponsorką Peggy Guggenheim (6 – bardzo ciekawa postać) i namalował dla niej ogromny obraz.

Lee dla Jacksona była wyrocznią, uczyła go o sztuce współczesnej, kształtowała jego styl. A właściwie umiejętnie go prowadziła. Ufał tylko jej. Ona malowała mniej, bardziej skupiała się na mężu. John Bernard Myers, znany handlarz dziełami sztuki, kiedyś powiedział, że "nigdy nie byłoby Jacksona Pollocka bez Lee Pollock". Niektórzy mówili, że Pollock był jej Frankensteinem.

Ale ona takie miała przeznaczenie i postępowała zgodnie ze swoją numerologią. Czuła, że Jackson jest wielkim artystą. I Jackson dobrze na tym wyszedł. Oboje mieli intuicję i podświadomie czuli, że są dla siebie stworzeni.

Pobrali się w październiku 1945, Jackson miał wtedy 33 lata, a Lee 37.

Październik – 1 – wiadomo kto rządzi w tym związku. Jedynka Lee.

Związek 6 z 1, czyli Wenus ze Słońcem – Szóstka wnosi do związku piękno i miłość, a Jedynka cieszy się, że ma dla kogo pracować, opiekuje się wrażliwą Szóstką. To dobry układ. Wenus ogrzewa się w Słońcu.

W związku powinna rządzić liczba mistrzowska, ale Jackson się do tego nie nadawał. On nie tworzył związku. On tylko umiał malować. Pragnął uznania, podziwu i wyłącznej uwagi. Trochę męczący.

W listopadzie 1945 przeprowadzili się na wieś do Springs. Lee miała nadzieję, że nie będzie pił, bo koledzy zostali w NY. Za pożyczkę od Peggy kupili dom ze stodołą, w której urządzili studio.

Wtedy zaczął malować na płótnie rozciągniętym na ziemi, bo farba nie spływała, to dobry pomysł. Mógł po nim chodzić, malować z różnych stron, stosować wszystkie techniki, jakie mu przyszły na myśl (albo demonowi), być w obrazie.

Katalog przedstawiający jego pierwszą wystawę opisał talent Pollocka jako "... wulkaniczny, ma ogień, jest nieprzewidywalny, niezdyscyplinowany, rozlewa się z siebie w mineralnej niemocy, jeszcze nie skrystalizowanej.” Nie ma lepszego opisu jego twórczości, zapisanej w numerologii.

Najlepszy okres w twórczości to lata 1947-1950. Nie dziwi mnie, że wtedy właśnie namalował obraz Lucyfer :) przesiąkał go alkohol i demon.

Do malowania używał twardych pędzli, patyków, noży, strzykawek, często wylewał farbę prosto z puszek, piasku, szkła. To takie malarstwo akcji. Obraz przestał być fotografią, a stał się wydarzeniem. Żadne tam postaci, czy martwe natury. Nie ma horyzontu, pierwszego czy drugiego planu, nie wiadomo gdzie góra gdzie dół. Wzorował się na pracach ukraińskiej artystki Janet Sobel, które widział w 1946 r. Inspirował go każdy artysta, nawet Picasso, którego próbował naśladować (XI 1939 Guernica). Gdy wypracował swój własny styl, to inni artyści do niego przyjeżdżali jak np. polski artysta Edward Dwurnik.

Każdy artysta szuka inspiracji, a potem maluje na swój sposób. I to widać w ich pracach.

Magazyn Life 8 sierpnia 1949 r. uznał Pollocka za największego żyjącego malarza w USA. Potem wywiady, sesje zdjęciowe, uznanie świata. Był w centrum uwagi. I o to mu chodziło. Ego nakarmione.

Potem Pollock zaczął zmieniać styl (5 w duszy z urodzenia) i zaczął robić czarne wylewy (nieładne). Żadnego nie sprzedał. Potem zmienił galerię na bardziej komercyjną, malował znowu kolorowe obrazy i sprzedawał. Było bardzo duże zapotrzebowanie. To nie pierwszy artysta, który malował to co chce klient. Presja była ogromna, więc pił coraz więcej. Artysta, żeby żyć musi malować co chcą inni.

Malował tak dużo, że zaczął oznaczać obrazy numerami, a nie tytułami. Uważał, że liczby są neutralne i każdy może sam poczuć co widzi i jak to odczuwa, bez nazw.

Artysta maluje co mu w duszy gra, nie powinien nazywać obrazów. Jednak jakoś trzeba je odróżniać od siebie. Beksiński też nie nazywał swoich obrazów, ani nie numerował.

W roku 1954 Pollock stracił wenę. Pił na umór i nie miał już pomysłów na obrazy, demon wziął go całego i prowadził do nieuchronnej śmierci. Miał 42 lata i osiągnął szczyt swoich możliwości (cykl 33+9=42), spotkał się Saturn z Księżycem, osiągnął wszystko o czym marzył. Powinien wyznaczyć sobie nowy cel. Zamiast tego pił codziennie, pogrążał się w otchłani.

Robił jakieś kompozycje z drutu, gipsu i gazy, ale w 1955 r. niczego nie namalował.

W 1954 r. złamał kostkę gdy wracał do domu z de Kooningiem i wpadli do rowu. Pił. Potem w lutym 1955 r. znowu złamał nogę. Dostał wtedy samochód, ciemnozielonego Oldblossa z 1950 r. za 2 „czarne” obrazy.

Nadszedł 1956 r. Pollock skończył 44 lata.

Pojawiła się nowa kochanka Ruth Kligman. Czy 48-letnia żona mogła konkurować z 26-latką, wyglądającą jak Elizabeth Taylor czy Rita Hayworth. On od 2 lat nic nie namalował, żył napędzany alkoholem, a tu pojawiła się piękna kobieta zapatrzona w niego jak w obrazek. Ruth była zdeterminowana wziąć sobie Pollocka.

To zdjęcie wykonano podobno w dniu śmierci artysty.

Artystka Audrey Flack wspominała, że w 1956 zaprzyjaźniła się z nią. Kligman spytała jakich zna najlepszych artystów, których ona powinna poznać. I ona odpowiedziała: 1.Jackson Pollock, 2.Bill de Kooning i 3.Franz Kline. Potem jeszcze powiedziała gdzie się spotykają, jak wygląda Pollock i gdzie lubi siedzieć przy barze. Narysowała nawet mapę. Tej nocy Ruth poszła do baru i usidliła Pollocka. Wszystko było zaplanowane, choć ona mówiła (w swojej książce z 1974 r.), że spotkanie było przypadkowe. Żyją jeszcze ludzie, którzy wiedzą jak było.

Data ur. 25.01.1930 = 21=3   3/8/4/4

Jako Trójka interesowała się sztuką, którą studiowała. Była wygadana i żywiołowa. Miała intuicję (21), wiedziała jak dotrzeć do artysty.

Liczba ekspresji – 8 – cechą główną jej charakteru było zdobycie władzy i pieniędzy. Pollock był sławny i odnosił sukcesy, a ona widziała siebie jako jego żona.

Liczba osobowości – 4 – na innych robiła wrażenie osoby wiedzącej czego chce i to osiągającej.

I mieli rację, bo w jej duszy – 4 – gdy tylko zrodził się plan, ona umiejętnie go realizowała, punkt po punkcie. Czwórka to budowanie struktur.

Latem Lee miała dość tego trójkąta i wyjechała do Europy. Podobno tego dnia gdy wsiadała na pokład transatlantyckiego oceanicznego liniowca kochanka wprowadziła się do ich domu, a w jej szafie zawiesiła swoje ubrania. Uzasadniała to potem tym, że bardzo pragnęła, żeby Pollock zaczął znowu malować, a ona będzie sławna, że to dzięki niej. Ciekawe co by zrobiła gdyby Lee wróciła.

Pollock pił już bez trzeźwienia. Bez żony marniał.

11 sierpnia 1956 r. Pollock cały dzień popijał dżin. Wieczorem wsiadł do zielonego kabrioletu. Wraz z Ruth Kligman i Edith Metzger pojechali na koncert. Gdy wracali Pollock stracił panowanie na zakręcie i się rozbili, kilometr od domu. Była 22:15.

Kierowca i koleżanka zginęli na miejscu. Ruth przeżyła, ale nie zamierzała usunąć się w cień, gdy kochanek zginął. Pozwała wdowę o odszkodowanie za wypadek. Dostała 10 tys.$.

Rok wcześniej w podobny sposób zginął słynny aktor James Dean. Opinia publiczna połączyła oba wypadki, tworząc wokół malarza tragiczną legendę samobójcy. Nazwano go nawet Jamesem Deanem amerykańskiego malarstwa.

W 1957 roku Kligman związała się na 4 lata z artystą nr 2 Willemem de Kooning, który akurat był w separacji (oboje dużo pili). Przez resztę życia sypiała ze wszystkimi znanymi artystami, całowała się nawet z Andy Warholem (sławna puszka zupy). I walczyła o uznanie obrazu, który Pollock miał niby namalować. Opowiadała, że przed śmiercią przyniosła artyście płótno rozpięte na desce i on namalował dla niej obraz. Na łące. I byli tacy szczęśliwi. Bajki. Szczęśliwi ludzie nie piją i nie rozbijają się na drzewie. Nikt tego obrazu, który został pokazany w latach 80, nie uznał za jego dzieło. Miał się niby znajdować w mieszkaniu artysty nr 3, Franza Kline'a, kolejnego kochanka. Na nikim obraz nie zrobił wrażenia i nie został uznany za oryginał. Lee Krasner jawnie gardziła byłą kochanką męża, która na tej śmierci chciała zarobić.

Poeta Frank O'Hara nadał jej przydomek “death-car girl”, który prześladował ją do końca życia.

Ruth Kligman zmarła w 2010 r., miała 80 lat.

Chyba jednak wszystkie ważne obrazy namalował po pijaku.

Po śmierci Pollocka wdowa została jedynym spadkobiercą spuścizny. Już 4 miesiące po pogrzebie Lee zorganizowała wystawę retrospektywną w MoMie. Umiała po mistrzowsku zarządzać majątkiem. W 1985 r. powstała fundacja Pollock-Krasner, która zajmowała się katalogowaniem prac, uwierzytelniała obrazy i rysunki, które były w rękach innych. Przez 28 lat Lee dbała o wizerunek męża, przyczyniła się do wzrostu cen jego obrazów i wzrastającej popularności abstrakcjonizmu.

Lee Krasner zmarła w 1984 r., miała 76 lat.

To dzięki żonie Jackson Pollock jest znany do dziś. Stworzył nowy styl, ekspresjonizm abstrakcyjny. W jego obrazach coś jest. Wykonywano komputerową analizę fraktalną, żeby odróżniać oryginały od podróbek. Udowadniano, że nie ma przypadkowości w niby przypadkowych liniach. Wpatrując się w jego obrazy można dostrzec co się chce.

I jemu właśnie o to chodziło.

Miał szczęście, bo za życia był już sławny. Przeszedł do historii.

Wiedział o tym, a raczej przeczuwał to.

 

Tagi: 33
23:37, bajka107 , numerologia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 maja 2018

Znowu byłam świadkiem publicznego upokarzania. Czyżby normą było upadlanie syna przez ojca? Obaj są dorośli. Usiłowałam kilka razy zażartować, żeby ojciec się opamiętał. Nic z tego, nie zrozumiał aluzji. Nie zrozumiałby nawet uwagi wprost. Bo tacy tatusiowie są upośledzeni umysłowo. Czegoś im braku. I nie jest to brak empatii czy uczuć wyższych. Oni są zamknięci na miłość do swojego dziecka. Realizują jakiś swój plan i nie mają wyrzutów sumienia. Dlaczego rodzice nie kochają swoich dzieci? Ojcu sprawia przyjemność poniżanie syna przy innych ludziach. Każde słowo zostawia ranę. Źle mi z tym.

Na początku dbają o dzieci, a potem musztrują. A gdy napotykają opór, to upokarzają, żeby było jak oni chcą. Czy słowa: jesteś głupi, czy nie umiesz niczego zrobić porządnie, tyle razy ci mówiłem, nic nie umiesz dobrze zrobić … mają zmienić syna? Raczej spowodują, że ojciec nie ma autorytetu. I jakoś trzeba sobie radzić. Wszyscy obecni tego słuchali i nikt się nie ujął za młodym człowiekiem. Nic nie można zrobić. Nie szanuję takich ludzi, staram się ich omijać, ale są takie spotkania, że trzeba być.

Mało zabawne. Dziecko to człowiek, a nie zabawka.

Niedawno umarł taki ojciec. Na różnych spotkaniach, wakacjach, słyszałam tresowanie jedynaka. Codziennie były wyzwiska, ty głąbie, ty głupku, niczego nie potrafisz, nic z ciebie nie będzie. Chłopak dorósł, ale nie umiał stworzyć związku z dziewczynami. Kiedyś powiedział, że nie będzie mieć dzieci, bo mógłby im zrobić to co zrobił jemu ojciec. W końcu zamieszkał z kobietą z dzieckiem, ale nie jest dla niego ojcem. Jego życie jest zniszczone. Słabo radzi sobie w pracy, nawet nie wie co chciałby robić. Jest po 40-ce i stoi w miejscu. Zmarła mu matka, która chorowała na Alzheimera. Ojciec umierał sam, syn czasem go odwiedzał, ale nie umiał opiekować się swym oprawcą. Gdy wyzionął ducha, to nic się nie zmieniło. Słowa w głowie zostały i hamują. Ma zmarnowane życie.

Ciekawe, że obaj sadyści byli starymi rodzicami, bo synowie urodzili się gdy skończyli 40. Starzy rodzice są zbyt mądrzy. Dziecko traktują jako swoją własność i mogą kształtować drugiego człowieka na swój obraz, przenoszą na nich swoje niespełnione marzenia, nie umieją się cieszyć z osiągnięć, zawsze są niezadowoleni.

Nie można pomóc takim skrzywdzonym ludziom. Najbliższa osoba zniszczyła im życie. Można tylko jakoś żyć. Przetrwać.

Właśnie teraz „przypadkiem” obejrzałam film Płoty (Fences). Trochę za długi, jak na film pokazywany w tv. Wcześniej ten temat grany był na Brodwayu przez Denzela i Violę. Dostali Tony.

Nakręcenie filmu było łatwe, bo role mieli obcykane. Czekałam na jakąś receptę, na jakieś sensowne rozwiązanie, ale się nie doczekałam. Denzel gra takiego tatuśka, który niszczy swego syna i żonę. Sam niczego nie osiągnął i nie może dopuścić, żeby synowi udała się kariera sportowa. Wyrzuca go z domu, a ten zaciąga się (ucieka) do wojska. Denzel dobrze gra takiego prostaka. Przenosi sytuacje z boiska na realne życie. Powtarza, że każdy jest panem swego losu, ale rodzinie nie pozwala na realizowanie siebie. On jest panem rodziny. Warto ten film obejrzeć choćby ze względu na scenę, w której informuje żonę, że ją zdradza i będzie ojcem. To chyba za tą scenę Viola dostała Oscara. Jest świetna. Ja postąpiłabym inaczej, ale żyję w XXI wieku, a ona w latach 50-tych ubiegłego. Troy, ten potwór, nie ma wyrzutów sumienia, że zniszczył wszystkim życie. Wszyscy tańczą do tego jak on zagra. Bo tacy ludzie nie mają sumienia, więc nie ma wyrzutów. Ich śmierć niczego nie rozwiązuje.

Pomijam inne wątki, bo mnie mało interesowały. Gdy Troy mówi do syna – ty czarnuchu! – to śmiać się chce. Bohaterowie są czarni. Wskazanie na kolor skóry jest oczywiste, nie może być obelgą. A jest. Dlaczego nie powiedział – ty białasie, albo ty żółtku. Nie ma to wydźwięku obelgi. Trochę to naciągane. Kto tu miał uprzedzenia rasowe.

Troy buduje płot wokół rodziny. Sam go przekracza kiedy chce. Ogrodzenie nie zapewnia nikomu bezpieczeństwa, przed niczym nie chroni.

Koniec filmu jest mało optymistyczny - każdy idzie do nieba, bez względu na to jakim był człowiekiem. Ciężko w to uwierzyć, chyba, że wiemy, że odgrywamy tylko pewne role. To jak sobie z tym poradzimy to nasze. Śmierć zabiera złego człowieka, a zostaje skrzywdzony, który nie umie sobie z tym poradzić. Dużo czasu upłynie zanim rany na duszy przestaną boleć. A mogło być pięknie.

Dzieci kochają bezgranicznie swoich rodziców, często bez wzajemności.

Temat ponadczasowy, bo ciągle rodzą się tatuśkowie, którzy nie kochają swoich dzieci i psychicznie je molestują. Nic nie można na to poradzić, bo oni o sobie mają wysokie mniemanie.

Ten film będzie w HBO 24 i 25 maja. Jest też do obejrzenia w cda.

Ile to już filmów nakręcono o patologiach w rodzinach. Nikt niczego się nie uczy.

Dzieci nie są własnością rodziców. Rola rodzica jest ochrona przed niebezpieczeństwami i umożliwienie samorealizacji.



23:32, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2018

Lubię znajdywać jedno słowo, które dobrze określi człowieka lub rzecz. Gdy myślę w jakim świecie żyję to powiedziałabym, że świat mi się kłania.

Na pewno zachodzi interakcja, która jest dla mnie dobra.

Pisałam kiedyś, że mój bank otworzył oddział specjalnie dla mnie, obok miejsca mojej pracy. Pracowałam tam kilka lat, a gdy zaczęło mi przeszkadzać jeżdżenie po mieście z kasą, to o rzut beretem pojawił się wpłatomat. Wydawało mi się to zabawne, ale przecież banki otwierają swoje oddziały gdzie chcą, wcale nie musi to być „dla mnie”. Na początku grudnia zmieniłam miejsce pracy, a 17 stycznia bank zamknął swój oddział. Mnie nie był już potrzebny ;)

Świat ułatwia mi życie. Zawsze mam zieloną falę gdy potrzebuję przejść przez jezdnię. Kilka razy nawet popsuła się sygnalizacja. Jechałam tramwajem i widziałam, że piesi już mają zielone. Więc gdy ja dojadę będzie czerwone. Nic to poczekam. Jednak gdy wysiadłam to zielone ciągle było, nawet niektórzy kierowcy zaczęli się denerwować, bo coś im było za długo. Nie wiedzieli, że to dla mnie. Nieustannie mnie to bawi i oczywiście dziękuję światu, że tak o mnie dba.

Wspomnę tylko, że szukałam etui do mojego tableta. Ma 9,6 cala, a nie 10. Wszyscy mają etui na telefony, a do tabletów nie. Kupiłam w punkcie, w którym pan naprawił mi smartfon. Idealny dla mnie, cena niższa niż w necie. Jakby czekał specjalnie dla mnie. Jako stały (2 wizyta) klient dostałam upust. Tak się tworzą relacje. Szukam teraz elektryka, zniknął mi numer z listy i już mi kogoś polecono, oczywiście z upustem, bo po znajomości.

Od 2 tygodni kupuję prezenty. Oczywiście mam listę. Jedne produkty przychodzą ok. 23 godzin, a inne kilka dni. Wkurza mnie jak tacy leniwi sprzedawcy żądają opinii. Nie reaguję, bo musiałabym napisać prawdę. Jak uzasadnić 3 dni patrzenia na konto bankowe, na którym już jest zapłata. A zapakować i iść na pocztę to się nie chce.

Ostatni prezent zamówiłam w poniedziałek. Musiałam zadzwonić do BOK, bo w opisie był termin 4-8 dni. Ja wiem, że firmy tak się zabezpieczają, ale co mają zrobić spóźnialscy, którym zależy na czasie. Jeszcze nigdy nie szłam na imprezę bez prezentu, a byłam świadkiem, że prezent innych przychodził po kilku dniach. Nie wiadomo wtedy co dać. Dowiedziałam się, że najlepiej zamówić nie do paczkomatu, jak zwykle to robię, a za pobraniem. W środę dostałam sms, że paczka już jest u kuriera i podano mi widełki w jakim czasie mam się go spodziewać. Wszystko zaplanowałam wcześniej, a potem dzwoni ktoś i mówi, że będą wcześniej. Ale mnie nie będzie. I wtedy dowiedziałam się, że blisko mnie (6 minut pieszo) jest punkt firmy transportowej i mogę odebrać kiedy chcę, do 18tej.

Lepiej być nie może.

Zdążyłam jeszcze w międzyczasie kupić kosmetyki. Odkąd używam naturalnych nie mogę komuś kupić czego innego. Organicznie nie znoszę organicznych, ale tylko ze względu na ich cenę. Można w normalnej cenie kupić kosmetyki naturalne, bez chemicznych konserwantów. Przy okazji kupiłam też sobie. Umęczyłam się tym chodzeniem ;)

 

Nie polecam kosmetyków, bo każdy ma inną skórę i lubi inne zapachy. Ja lubię owocowe. Polecam naturalne, nie szkodzą skórze i środowisku.

Jak mi ekspedientka dała do powąchania to urzekł mnie ten zapach. Uwielbiam jagody, borówki na surowo, w dżemie, w cieście, w soku (drogie). Nie wpadłam na pomysł, żeby się smarować jagodami. Więc mam mus. A co :)

Kupowałam dzisiaj też farbę do włosów, chemiczną, ale bez amoniaku. Co jakiś czas jest promocja i jest tańsza o 7 zł. Nie kupuję po cenie półkowej. W jednym sklepie nie było mojego numeru, a kolejnym też nie. Zajrzałam do 3, też nie było, ale widziałam, że część pudełek jest odwrócona. Ekspedientka usiłowała mi wmówić, że numery się zmieniają, więc może kupię inną. Nie, chcę moją. Włożyłam rękę głęboko między pudełka i wyciągnęłam właśnie mój numer. Czyżby mój kolor był chodliwy? Inne stały i czekały, ale nie na mnie.

Wszystko co mnie ostatnio spotkało wprawiło mnie w dobry nastrój więc zajrzałam, po drodze do domu, do greenpointa, bez szczególnego celu. Pomyślałam o lawendzie. W zeszłym roku miałam, ale nie udało mi się ją wybudzić. Teraz z 15 doniczek wybrałam jedną, choć wszystkie były prawie jednakowe. Sprzedawczyni, a właściwie znawczyni roślin, powiedziała, że mam dąb i pokazała coś między łodygami. Nie wiedziałam o co jej chodzi, a ona pytała czy to usunąć.

Myślałam, że to ślimak, więc go nie wezmę do domu. A ona mówi, że to ziarno dębu i że mogę wsadzić do ziemi to mi wyrośnie dąb. No nieźle. Okazało się, że ziarno już się zakorzeniło, więc zdjęłam skorupkę i czekam co będzie dalej. Jak podrośnie to jednak przesadzę. Za tą wartość dodaną nie musiałam dopłacać. Jakie jest prawdopodobieństwo znalezienia żołędzia w lawendzie, jak wokół nie ma drzew?

Moje wszystkie storczyki (3) uczciły lato kwitnąc na potęgę.


W jednej doniczce mam 27, w drugiej 14, a w ostatniej 6 kwiatów. One lubią być podziwiane i nie marnieją od „złego oka”. Więc podziwiam co cieszy oko.

Tylko człowiek może docenić piękno przyrody, zwierzęta i AI tego nie potrafi.

O pogodzie nie będę pisała, bo zawsze jest taka jak chcę. Wczoraj wokół grzmiało i nic. Ale w nocy może padać, widocznie już się wypadało gdzie indziej. Może pogoda chce mi sprawiać przyjemność, codziennie.

Ustawiam sobie pogodę, bo mogę. Sprawdziłam to. Podobnie jak rekin finansjery Gordon Gekko z filmu Wall Street. On też mówił, że niszczy ludzi dla kasy, bo może. Dziwne, że po takim filmie ludzie jeszcze topią swoje pieniądze na giełdach. On krzywdził ludzi, bo mógł, ja ułatwiam sobie życie, bo mogę. On niczego nie tworzył, on posiadał, ja tworzę przyjazną przestrzeń wokół siebie. A świat jest z tego zadowolony, bo mi się kłania, codziennie.

Gdybym nie musiała jeździć do centrum do pracy to w promieniu 1 km mam wszystko czego mi trzeba. Nawet rodziców ;) Koleżanki i przyjaciółki niestety trochę dalej, a niektórzy za granicą. Ale od czego mamy technologię.

Nie jestem optymistką. Raczej realistką. Po co się martwić na zapas. Trzeba dobrze wykonywać swoją pracę i tyle. Inni też przecież to mogą robić.

Sposób myślenia przyciąga sytuacje. Jak Dr WHO – zawsze zakładał, że będzie górą. Wie, że zawsze jest jakiś sposób, żeby przetrwać, trzeba tylko to odkryć. On ma też ogromną wiedzę, która jest przede mną zakryta, jeszcze. Im więcej wiesz tym łatwiej sobie radzić w życiu.

Świat wokół jest fizyczny, ale nie martwy. Dawno temu czytałam Solaris. Chyba za wcześnie się zabrałam za Lema, bo jego książki mnie przerażały. Teraz już nikt nie czyta takiej literatury. W powieści pada takie zdanie (chyba), że planeta wie, że jest obserwowana. Oczywiście człowiek zapytał: a czego ona chce? A dlaczego miałaby czegoś chcieć! Lem był mądrym człowiekiem. Kwintesencja tego co chciałam tutaj przekazać. Ja napisałam 2 strony, a Lem 2 zdania. Na tym polega geniusz.

Polecam przeczytać, ale jak nie dasz rady, bo za długie, bo nie masz książki (są wszystkie w antykwariatach, różne wydania) to zobacz chociaż film z 2002 roku. Jak się zna książkę to trudno się to ogląda, ale przekazuje treść. Zachwyciłam się Violą Davis. Zanim została znana jako brawurowa prawniczka z serialu (Sposób na morderstwo), to grała w wielu filmach, różne role, 2 i 3 planowe. Ale zawsze mnie urzekała, bo się wyróżnia na tle innych, jaki ona ma warsztat! Lubię takich ludzi – wykonują dobrze swoją pracę. Dobry też był znany z Lost Jeremy Davis (w Cudownych latach miał 23 lata). Clooney nijaki, nazwisko to nie wszystko.

A więc moja planeta też mnie obserwuje, niczego ode mnie nie chce i kłania mi się codziennie. Niech tak będzie.

A w sobotę impreza i pyszne jedzonko w dobrym towarzystwie :)))

 

 

22:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Archiwum
bajka107@gazeta.pl