Życie to wszystko co mam :
sobota, 14 października 2017

Po wczorajszej akcji z odkurzaczem wpadłam na pomysł, żeby okadzić kuchnię białą szałwią. Przy okazji dym rozprowadziłam po całym domu. Gdy przyszła pora snu, trzeba było wywietrzyć mieszkanie, bo było siwo.

Okadzony umysł wyprodukował taki oto sen:

Był wieczór. Kupowałam coś od handlarza, który stał na ulicy. Żeby do niego podejść musiałam wejść po 3 szerokich stopniach. Wokół nikogo nie było, tylko on i ja i półmrok.

Kupiłam jakieś warzywa i dałam mu 200 zł. A on mi wydał 100 zł i inne banknoty i drobne. Spojrzałam na banknot 100 złotowy i się zdziwiłam, bo był fioletowy. Kolor był ładny, intensywny, zwracający uwagę, jakby prosto z drukarki, nieużywany w obiegu. Przecież nie ma u nas banknotu o takim nominale w kolorze fioletowym. Świadomie go wzięłam, choć wiedziałam, że jest fałszywy. Na drugi dzień rano w samoobsługowym sklepie znowu coś kupowałam i podałam kasjerce fałszywy banknot. A ona spytała skąd go mam. Odpowiedziałam jej, że dał mi go uliczny handlarz. Odebrałam go od niej i dałam jej prawdziwe pieniądze. A potem poszłam na policję zgłosić przestępstwo. Spisywali mnie długo, a ja cierpliwie wyjaśniałam całą sytuację, opisywałam handlarza, specyficzne miejsce itd. Oczywiście dowód przestępstwa zostawiłam i poszłam do domu. Przez cały czas byłam spokojna i wyluzowana. Wiedziałam, że jestem niewinna i nic mi nie będzie. W końcu wszędzie są kamery. Jest dowód mojej prawdomówności.

Od początku snu wiedziałam, że to sen. Bo ja nigdy tak się zachowuję. Gdy kupuję warzywa na bazarze to mam banknoty o niskim nominale. W sklepie zawsze płacę kartą. I na pewno nie wzięłabym do ręki fioletowego banknotu, chyba, że byłabym w UK (20 funtów ma taki kolor). Piękny kolor fioletowy miał zwrócić mogą uwagę i chyba nie ma znaczenia. To dlaczego nie był żółty lub czerwony? Takie banknoty byłyby dziwne.

Właściwie to sen bez znaczenia. Wczoraj przypomniał mi się przyjaciel mojego eks, który zmarł 2 lata temu. Moja mama nie wiedziała, że on nie żyje, a ja myślę, że ona o tym zapomniała. Ten przyjaciel jeździł po bazarach i oszukiwał ludzi w 3 karty. Zarobił sporo szmalu i wszystko przepił, a potem umarł na ulicy jako bezdomny. To była ważna osoba dla naszej rodziny i wszyscy go znali. To w końcu świadek mojego męża na naszym ślubie.

Cały sen to wczorajsze pogaduchy z rodzicami. Pieniądze to przecież forma energii.

Na wszelki wypadek dzisiaj byłam ostrożna.

Dzień zaczął się od dzwonka domofonu. Jakaś Agnieszka chciała zdradzić mi, co robić, żeby podobać się Bogu. Ciągle istnieją domokrążcy. Dobrze, że jest bariera w postaci domofonu i nie muszą już wchodzić na górę. Akurat mój Bóg mnie kocha, a czy mu się podobam czy nie, to jest mi obojętne. Miłość jest ważniejsza niż ładność.

Potem zakupy na bazarze. Gdy poprosiłam o 2 kg jabłek to pan dał mi siatkę, żebym sama sobie wybrała, bo on nie umiał wybrać średnich i czerwonych. Gdy nałożyłam i pan sprawdził ich wagę to okazało się, że jest dokładnie 2,00 kg. Waga elektroniczna, więc dokładna ;) Pan stwierdził, że „mam oko”. A ja mam 2 oka, jak wszyscy. Mogłabym pracować w handlu. Wiedziałam, że nie dam się oszukać.

Potem byłam świadkiem stłuczki. Samochody skręcały w prawo, jechały wolno. Gdy nagle jedno auto zahamowało to kolejne na niego wjechało. Nic wielkiego, bo był tylko odgłos łamanego plastiku. Są kamery i satelity, więc ktoś chyba zadzwonił po patrol.

 

Sen opowiadał bliską przeszłość i bliską przyszłość. Wszystko OK.

 

Super dzień. A jednak mi czegoś brakowało. Muszek!!! To pierwszy dzień bez muszek ;)))

Jak szybko człowiek się przyzwyczaja.



piątek, 13 października 2017

Od tygodnia mam w kuchni inwazję muszek owocówek. Zawsze miałam na wierzchu owoce w misce i muszek było kilka. Ale tym razem było ich całe stado i ciągle ich przybywało.

Zaczęłam od lokalizacji źródła. Owoce przeniosłam do lodówki, miękką cebulę wyrzuciłam, przejrzałam wszystkie półki. Potem wyrzuciłam śmieci. A muszki ciągle były.

Zrobiłam miksturę, żeby się w niej utopiły. Ok. 1/3 szklanki.

Do szklanki wlałam ocet i płyn do mycia naczyń. Wyglądała ładnie. Po 3 dniach muszek nie ubyło i nie wyglądało, żeby się potopiły. Nie miały się czym żywić, a jednak latały. Szklanka stała i czekała.

Dzisiaj odwiedzili mnie rodzice i mama powiedziała, żebym użyła odkurzacza. No i zaczęłam polowanie. Muszki są małe, ale usłyszały hałas. Zaczęły uciekać. Ale to ja miałam MOC i po kolei wciągałam kolejne obiekty. Cieszyłam się jak pogromca duchów. Musiałam odpocząć, a właściwie chciałam, żeby muszki przestały latać i siadły w jednym miejscu. I tak się stało. Po kolejnej godzinie znowu włączyłam odkurzacz i wciągnęłam resztę.

Wszystkie muszki zniknęły, łatwo i szybko.

Miałam wylać miksturę i zobaczyłam, że jednak muszki się tam potopiły. Po cichutku.

 

Na oko było ich tam ok. 200. Zostawiłam na razie. Tak na wszelki wypadek.

W 13 w piątek odniosłam sukces. Mały, ale uciążliwość zniknęła. Od lat taki dzień w mojej rodzinie jest zawsze pomyślny. Wbrew przesądom.

I to jest dobre.

Może zostanę zawodowym łowcą much ;)

 

 


 



środa, 11 października 2017

Ostatnio znajoma wróciła ze Stanów od rodziny i opowiadała, jak to wszyscy tam żyją Harveyem.

Od razu pomyślałam, że chodzi o Huragan, który nawiedził południowe stany. Bo to przecież bardzo ważne.

Ale to było pod koniec sierpnia (26.08 do 3.09.2017). Huragan przychodzi, niszczy, rozrzuca, podlewa wodą. Wieje ponad 215 km/godz. Ginie 77 osób. A potem wychodzi słońce i ludzie sprzątają ogrom zniszczenia. Oczywiście celebryci rzucają się do zbierania kasy, która trafia do ich organizacji charytatywnych. A potem liczą zyski. Upływa czas i wszystko się normalizuje. Ludzie zapominają.

Jednak nie o tego Harveya chodziło. ;)

5 października w New York Times ukazał się artykuł syna Mii Farrow i W. Allena o wyczynach seksualnych producenta filmowego Harveya Weinsteina (19.03.1952=3). Autor pisał ten artykuł ok. 9 miesięcy. I urodził.

Od 30 lat to bardzo wpływowy człowiek, który jest bardzo bogaty i zna wszystkich ważniaków. I od 30 lat uwodzi, gwałci i molestuje młode dziewczyny, które mają marzenia. Wszyscy o tym wiedzieli, ale się o tym nie mówiło. Bo może to nieprawda i można w ten sposób skrzywdzić niewinnego człowieka.

Prawda jest taka, że Fabryka Snów właśnie tak funkcjonuje od prawie 100 lat. Przez łóżko dostawało się role. I nie było to tylko łóżko agenta, producenta, reżysera, ale też ich kolesiów. Powstały nawet o tym filmy, ale kto by wierzył, że to prawda. Ciągle się mówi o imprezach, litrach alkoholu i narkotykach. Niektórzy czują się tak pewnie, że na rozdaniach nagród mają maślane oczy i coś bełkocą, a ludzie udają, że tego nie widzą i jest OK.

Parasol ochronny nad tym człowiekiem został zdjęty, bo facet czuł się zbyt pewnie. Pycha i arogancja jest zgubna.

Clintonowie i Obamowie już nie mają takich wpływów. Obecny prezydent jest nieprzewidywalny i lubi seksistowskie odzywki. Wszyscy i tak obwiniają aktorki. Niestety nie ma innej drogi do kariery. Harvey W. zamieniał każdy film w złoto.

Zakochany Szekspir zdobył 8 Oscarów i wywindował na szczyt Gwyneth Paltrow (27.09.1972=11). Ona musiała od rodziców wiedzieć co trzeba zrobić, żeby dostać rolę. Każda inna aktorka w delikatnym typie by sobie poradziła z tą rolą. Tak to działa. Zwykle po 2 castingu, tym rozbieranym, wiele pięknych aktorek odpadało, bo nie były chętne na orgie.

Jego filmy i aktorzy dostawali prestiżowe nagrody, przyznawane przez uczestników imprez. To wszystko jest towarzystwem wzajemnej adoracji – wszyscy wiedzą i się chronią.

JFK to samo robił, wykorzystując swoją władze. Gdy MM mu się znudziła oddał ją bratu, a potem szło to dalej. Ile zniewag musi znieść kobieta, żeby się przełamać i wykrzyczeć światu zło. A on nadal ma dobra opinię i nawet ludzie cytują jego idealnie wyreżyserowane przemówienia. Ludzie zapominają.

Co jakiś czas jakiś aniołek Victoria Secret mówi, że to luksusowe prostytutki. Szybko to wyciszają. A wiele młodych dziewcząt prze do kariery za wszelką cenę.

Carrie Fischer krzyczała, pisała książki i nic do ludzi nie trafiało. Właściwie to ona powinna być wdzięczna, że jako nastolatka była upijana i wykorzystywana. Bo przecież trafiła do kultowego filmu i wszyscy będą ją pamiętać. Znani reżyserzy i aktorzy wykorzystują swoją pozycję do osiągania własnych korzyści. Nazwiska można by mnożyć, bo w internecie są zdjęcia, kto z kim się prowadzał. Ofiary najpierw muszą się zmierzyć z własną zranioną duszą, a potem z oprawcami, których wszyscy lubią. Ludzie wolą nie wiedzieć, albo udawać, że nie wiedzą. Tak jest łatwiej. Bo nie trzeba nic robić.

Teraz niektóre aktorki mówią, że były wykorzystywane, niektóre milczą. Są filmy z rozdania nagród, w których znani dziękują Bogowi Harveyowi. Tak mówiła Meryl Streep (22.06.1949=33) na rozdaniu złotych Globów, a klaskał m.in. Clooney i Affleck. Jej to już nie wierzę. Inni aktorzy nawet nie udają, że są zaskoczeni gdy ona zgarnia nagrody. Ma widocznie inne zasługi. Ostatnio dziwnie mówi i się zachowuje, jak opętana. Ale co tam, ważne, że jest sławna i wszyscy ją kochają. Ciekawym zagadnieniem są fikcyjne małżeństwa, które z założenia mają być otarte. A potem są rozwody i ludzie się dziwią.

Wiele aktorek nigdy się nie przyzna do łóżkowego źródła ich karier. Co to zmieni? To trwa od lat i będzie trwało. Jest przyzwolenie na to. Łóżkowa kariera nie dotyczy tylko aktorek, ale i modelek, piosenkarek i celebrytek. Imprezy na jachtach w towarzystwie sławnych aktorów są modne, można dużo zarobić i załatwić sobie rolę czy nagrodę. Ale najpierw jest targ z ofertami. Kobiety im mniej ubrane tym lepiej. Wszyscy widzą co kupują, gdy półnagie kobiety przechadzają się po czerwonym dywanie. To wszystko ma sens.

Nie jestem wróżką, ale przewiduję, że sprawa rozejdzie się po kościach. Faceta zwolniono z jego własnej firmy, publicznie go piętnują, ale on jest Trójką, więc nic mu nie będzie.

Czy Bill Cosby (12.07.1937=3) zapłacił za gwałcenie dzieci? Nie. Chroni go Trójka. Niestety.

Wyszedł z więzienia i doradza innym jak uniknąć kary za przestępstwa seksualne. Czy sędziowie też lubią się bawić?

Czyżby program ludzkości się zawiesił? Dwa huragany Harvey jeden po drugim dokonały zniszczeń. Jeden fizycznych, drugi moralnych. Hollywood jest jak Zion (Syjon) z Matrixa, gdzie wszyscy kopulują ze wszystkimi i uważają się za wybranych.

Czy w planie były dwa Harveye czy to błąd systemu?

Ludzie zapomną. Zabawa i dobre samopoczucie jest najważniejsze.

Nie będę oglądać 300 filmów przez niego wyprodukowanych.Na mnie nie zarobi, a będzie potrzebował dobrych prawników.

 

Uwielbiam tę piosenkę, chociaż nie wiem o czym ona jest. Wpada w ucho „people forget”. Na YT jest kilka wersji i każda jest świetna. Pete Townshend wymiata do dziś na koncertach. Zrobię kiedyś składankę wszystkich wersji tego utworu, bo mogę go słuchać na okrągło.

Ofiary nie umieją zapomnieć mimo morza wypitego alkoholu i połknięcia tysięcy tabletek. Na ból duszy nie ma lekarstwa.

Ukojenie w zapomnieniu.

 

sobota, 07 października 2017

Idę sobie ulicą, mijam pochylonych nad swoim losem ludzi – roboty. Zerkam na niebo, a tam piękny widok. Szybko wyciągnęłam smartfon i na oślep zrobiłam 3 fotki.

Po lewej stronie oryginalna fotka, po prawej zbliżenie. Teraz wiadomo co należy zobaczyć.


Klucz ptaków najpierw był foremny, w kształcie grotu strzały. A potem zaczął się przekształcać. Zmienił się szyk i kombinacja ptaków.


To miasto, więc obserwacja trwała kilkanaście sekund, a klucz ptaków poleciał na zachód. Więc to nie odlot na zimę. Może miejskie ptaki miały ochotę na wspólny lot i zabawiły się jak ptaki nie zimujące w kraju. To jedyna pora w roku, kiedy fotki słońca tak wychodzą. :)


Dopiero na św. Franciszka odlatuje pliszka, a to za kilka dni.

Im więcej spraw do załatwienia, tym czas lepiej zorganizowany. Upiekłam dwa rodzaje kruchych ciastek. Jedne z cynamonem, drugie z sezamem. Ciągle je piekę ostatnio, jeszcze się nikomu nie znudziły. Dopiero teraz je sfotografowałam.


Lubię wyrabiać ciastka rękami i myśleć z miłością o tych co je zjedzą. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, sami nie wiedząc dlaczego.Tak lubię uzdrawiać ;)

Akurat rok temu pisałam o ciastkach Wyroczni z Matrixa w notce Milosc-w-Matrix

W tym roku puszczali go tylko 2 razy. Rzadko. Pani Wyrocznia co innego mówiła, a co innego robiła. Co ona wkładała do ciastek, którymi częstowała Neo, że zmienił swoją osobowość? Niezła z niej manipulantka, ćpała i piekła. A i tak wszyscy traktowali ją jak jasnowidzącą.

Mam własne ciastka i nie wzruszają mnie, że ciastka sklepowe są trujące. Zawsze ludzie dowiadują się o tym po czasie, jak już wszystko zjedzone. W moich ciastkach nie ma pestycydów, ani marychy. Nie ma też siarkowanych i napromieniowanych suszonych owoców, a jest cukier biały i brązowy.

Ciężko jest się pozbyć pewnych nawyków. Coś mamy zakodowane i nie da rady robić coś innego. Ja mam tak z niemieckimi sklepami, które omijam szerokim łukiem. Jakoś nie mogę uwierzyć, że ktoś najpierw morduje, a potem karmi. Nie umiem się przełamać. Ale nie ubolewam nad tym dopóki są jeszcze inne sklepy.

Jesień jest piękna i twórcza.



piątek, 06 października 2017

Wczoraj wleciała do mojej kuchni pszczoła. Okno ledwo uchylone, a ona znalazła wejście. Czy nie powinna już spać? Przecież już jesień. Chodziła sobie po blacie, po kwiatkach, po szybie, po kafelkach. Nie latała, więc była zmęczona, albo chora. Mogłam ją dowolnie kadrować ze wszystkich stron, ona była obojętna, tylko przebierała nóżkami. Zostawiłam ją w spokoju i robiłam swoje. Gdy przyszłam do kuchni po paru godzinach pszczoła już nie żyła. Ponieważ była w zlewie to ją spuściłam do kanalizacji.

To ostatnie jej chwile.


Ciekawe, nie adoptowałam jej, a ona mnie odwiedziła. Niedawno był dzień adoptowania pszczół. Kto to wymyśla? Kto się na to daje nabrać? I to podobno od 5 lat jest taka akcja.

Gdy adoptujemy dziecko to jesteśmy za nie odpowiedzialni. Gdy zdechnie „adoptowany” piesek albo kotek to czy można pociągnąć „mamę” do odpowiedzialności? Przecież zwierzątka żyją dłużej. Czy adoptowanie dzieci w czarnych krajach jest legalne? Ludzie wysyłają kasę na niewidziane dziecko, właściwie dają kasę na fotkę.

Całe szczęście, że nie adoptowałam pszczoły, która wybrała mój dom, żeby zdechnąć.

Nie adoptuję nikogo i niczego. Nigdy.

Zarobiona jestem. Odkąd dałam Ziarnuszce zadanie, to przybyło mi 3 klientów. Ale to zbieg okoliczności. I dobrze, więcej pracy, więcej dobrobytu. I tak ma być.

Tylko mniej czasu na czytanie i robótki ręczne. A pogoda układa się na moje życzenie. Pada gdy jestem w domu, w autobusie lub na spotkaniu. Nie pada gdy jestem na ulicy. Ciągle nie dowierzam.





wtorek, 03 października 2017

Rano otworzyłam swoje piękne oczęta i podziękowałam, że żyję. Potem przypomniałam sobie jaki jest dzień: wtorek – trochę spraw do załatwienia. Spojrzałam w niebo, które było zachmurzone. Nie usłyszałam pukania w parapet, więc nie pada na tę stronę.

Postanowiłam, że to będzie dobry dzień.

W niedzielę zrobiłam wymianę ubrań. Letnie sukienki i krótkie spodnie przełożyłam do foliowego wora, który trafił do pudła kanapy. Szafę wypełniły ciepłe spódnice, szaliki i swetry. Już wczoraj wiedziałam co dziś założę. W serialu Nowe gliny, jeden z policjantów powiedział, że jak wieczorem przygotuje się ubranie na następny dzień, to ten dzień będzie szczęśliwy. Nie mam pojęcia czy tak jest. Zawsze wychwytuję takie ciekawostki ;)

Ubrałam się ciepło, wzięłam parasolkę i wyszłam do urzędu. Nie padało, ale w powietrzu wisiała wilgoć. I było dość ciepło.



Nie otwierałam parasolki. Nie padało.

W urzędzie pani dla rozluźnienia atmosfery zapytała „czy jeszcze pada”. Odpowiedziałam, że „nie, przestało”. A jakie to ma znaczenie, co to wnosi do sprawy? Wyszłam, bo sprawę załatwiłam szynko i dobrze.

Potem jeszcze zakupy i znowu rozmowa o pogodzie. „Cały dzień pada i jest ciemno”. Przecież dopiero 13, do końca dnia daleko. Jak się wstaje na 5 do sklepu to dzień się dłuży. Mówię, że „nie pada, przestało.”Każdy wie swoje.

Potem pojechałam do fryzjerki. Byłam 15 minut przed czasem, szłam wolno. Zatrzymałam się przed przejściem, nie śpieszyło mi się. A tu tir zwalnia i trąbi na mnie, żebym przeszła. Jaki uprzejmy, ale mi nie zależy na czasie. To dobry człowiek. Pogoda nie zabiła w nim uprzejmości. U fryzjera mogłam od razu siąść na fotel, przed ustalonym czasem.

Potem przyszła matka z małym dzieckiem. Cieszyła się, że mimo złej pogody dziecko nie choruje. Co to znaczy „zła pogoda”. Dzieci chorują zawsze kiedy chcą. Po co pomawiać o to pogodę.


Potem przyszedł młody przedstawiciel handlowy. Załatwił biznes i powiedział „co za pogoda dzisiaj”. Odpowiedziałam „taak” i czekałam na rozwój sytuacji. A on mówi dalej „ale w weekend ma być pogodnie, będzie ładnie”. I mamy optymistę, dziś jest źle, ale jutro będzie lepiej.

3 godzinki minęły szybko.

styl.fm

Moja fryzura w niczym nie przypomina tej na fotce. Mam krótsze włosy i balejaż. W takim hełmie musi być ciepło ;)

Dobrze spędzony czas. Nie udało się nikomu wzbudzić we mnie depresji. A mówi się, że to taka depresyjna pogoda. Fakt, że nie widać niebieskiego nieba i słoneczka. Ale słońce gdzieś tam jest i prędzej czy później wyjdzie zobaczyć co się dzieje na tej ziemi. Czy pogoda wpływa na złe samopoczucie? Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Lata temu. Wiem, że gdy wypiję szklankę wody to ból głowy przejdzie. Świadomość tego powoduje, że mnie nie boli. Zawczasu piję kilka herbat dziennie.

W autobusie usiadłam obok starszej pani. Milczała. A potem nagle powiedziała: „smutny dzień”. Musiałam wysiąść i nie dowiedziałam się co ją zasmuciło. Miałam wrażenie, że nie chodziło jej o pogodę.

Zwykła rozmowa o pogodzie mówi dużo o ludziach. Widać ich charakter czy nastrój. Ciekawe doświadczenie.

Ciągle nie padało. Przypomniałam sobie, że przecież tak ma być. Zażyczyłam sobie kiedyś, że mam nigdy nie zmoknąć. I tak się dzieje. Ale ja miałam parasolkę, nie zmokłabym.

Muszę mieć więcej wiary. Coś ustaliłam i muszę się tego trzymać i ufać.

Ziarnuszka pracuje nad pomnażaniem dobrobytu, bo od wczoraj mam nowego klienta, a więc więcej kasy. Jak tu się nie cieszyć.

To był dobry dzień :)

Jak każdy.

4.10.2017

Dopiszę jeszcze wczorajsze przysłowie:

"Na Gerarda gdy sucho lato będzie z pluchą."

Ciekawe jak będzie. Wczoraj było wilgotno, mokro, ale nie padało. Czy przysłowie można odwrócić?

Było mokro to lato będzie suche.

Jak to możliwe, że kiedyś ludzie w ten sposób przewidywali przyszłość. Wiedzieli jaka będzie pogoda za 9 miesięcy.

Mądrość przodków.

A dzisiaj było sucho i czasami słonecznie. Ciekawy miesiąc. 

 

czwartek, 28 września 2017

Dzisiaj w samo południe idąc ulicą zauważyłam balonik, który sobie leciał po niebie. Odwróciłam wzrok i ponownie spojrzałam. Balonik dalej tam był, więc to nie iluzja. Rozejrzałam się, ale nikt z ludzi wokół nie patrzył w górę. Bo i po co. Ważne jest to co na ziemi. Trochę się zdziwiłam, że w środku tygodnia ktoś sprzedaje dzieciom balony.



Jednak balonik leciał dalej. A niebo było błękitne, jakby to nie była jesień. Dziecko widocznie nie wiedziało, że trzeba balonik przywiązać do wózka, albo do nadgarstka. I uleciało dziecięce marzenie. Więc ja pomyślałam swoje marzenie. Balonik zniknął. Nie zdążyłam zrobić mu fotki, więc namalowałam go ;)

Ekolodzy się zmartwią, bo przecież baloniki zanieczyszczają ziemię, którą tylko oni kochają. Ale kochają inaczej. Martwią się o CO2, ale zupełnie nie widzą setek samolotów, które szachują ludzi, zostawiając wielogodzinne smugi.

Ostatnio mój ojciec dał mi artykuł o ludziach, którzy buszują po śmietnikach i jedzą to co tam znajdą. Ojca zastanowiło to, że nikt się nie pochorował od przeterminowanego jedzenia. A mnie zainteresowało to, że ci ludzie żyją dzięki supermarketom. Nie będą przecież protestować przeciw korporacjom, które produkują jedzenie dla 12 mld ludzi. Nas jest przecież mniej, więc nadmiar idzie na śmietnik. Ale kogo to obchodzi, ważna jest kasa.

Ta klasa ludzi jest mi zupełnie obca.

Dowiedziałam się dzisiaj na co umarła moja sąsiadka. Miała ponad 90 lat, więc nikogo nie zdziwiła jej śmierć. A zmarła na wodę w płucach. Nie miała raka, jak moja znajoma, która zmarła na raka płuc kilka lat temu. A ta, jak każdy stary człowiek, mało piła. Moi rodzice też mało piją, tylko 3 szklanki dziennie. Nie mam pojęcia jak woda dostaje się do płuc i dlaczego nie pomaga jej odciąganie, bo ona pojawia się znowu. Gdy człowiek nie może oddychać powietrzem to umiera. Po cichu, niezauważalnie. Znika, ulatuje jak ten balonik.

Trochę się dziś zmartwiłam, bo moja mama źle się poczuła. Miała rano ciśnienie 106/65 i nie miała na nic siły, przeleżała pół dnia. Napiła się alkoholu i trochę pomogło, ale rozbolał ją żołądek. Dziwne to niskie ciśnienie skoro bierze tabletki na nadciśnienie. Naruszona została równowaga, a człowiek to delikatna istota. Każda połknięta tabletka ma wpływ na zdrowie i trzeba za to płacić. Trudno zmienić nawyki, zwłaszcza im starszy jest człowiek. Mam nadzieję, że jej zdrowie nie uleciało w kosmos. Jak ten balonik.

 

wtorek, 26 września 2017

Jesień to najpiękniejsza pora roku i najładniej kolorowa.

Rano znalazłam tylko jednego kasztana w koszulce. Tylko. Ale śpieszyłam się.


Potem przyszedł hydraulik, żeby wymienić wodomierz. Pan wszedł i od razu zaczął narzekać: że otwór za mały, że nie mógł zakręcić zaworu … Przecież to jego praca, powinien sobie poradzić. Wyszłam z łazienki i dałam mu wolną rękę. Odcięłam go od paliwa, czyli mojego nad nim użalania. Po 5 minutach zawołał mnie, żebym mu podpisała wykonaną robotę. Uwinął się, gdy tylko przestał narzekać.

Pogromca pedofilów, Sathya Sai Baba, mówił 15.05.2000 roku:

Nigdy nie pozwalajcie sobie na złe czyny, nie krytykujcie, nie obwiniajcie, ani nie oskarżajcie innych. Złe myśli zanieczyszczają powietrze, a także zatruwają innych; w ten sposób rozprzestrzeniają się złe wibracje. Zatem szczególnie unikajcie złego towarzystwa i nieodpowiedniego zachowania. Zawsze wystrzegajcie się złych myśli, niewłaściwych spojrzeń, uczuć i czynów. Bądźcie zawsze święci i czyńcie tylko dobro.

I akurat dzisiaj to myśl dnia.Niektórzy powinni codziennie sobie o tym przypominać.

Po pracy szłam przez park. I znowu nie było kasztanów. Zebrałam tylko 3. W okolicy są 2 przedszkola i 2 podstawówki. To naturalny produkt na zajęcia plastyczne. Dzieci wszystkie wyzbierały. Spróbuję w niedzielę. Albo poczekam aż dostanę w prezencie. Teraz jest najlepszy czas, żeby stare kasztany wyrzucić, a nowe położyć pod łóżkiem i w okolicy urządzeń elektrycznych.

Skoro wrzesień to już jesień, ale jabłek pełna kieszeń.

Takie ludowe porzekadło. Więc upiekłam ciasto z jabłkami z tegorocznych zbiorów. Szare renety są droższe niż zwykłe jabłka, ale warto je użyć do ciasta. Czyż to nie magia.



To nie magia, to proszek do pieczenia. A ciasto przepyszne, akurat na jutro, na śniadanie.

Ciasto zawiera 1 szklankę cukru, czyli 48 łyżeczek, więc łatwo kontrolować dawkowanie. Wiesz co jesz.

 

Jesień będzie piękna, słoneczna i ciepła.

 

Gdy we wrześniu grzybów brak, niezawodny zimy znak.



Grzybów jest pełno, więc nie pora na zimę.

Czy ludowe porzekadła jeszcze mają sens.? Czy się sprawdzają?

Zobaczymy. Póki co mam nadmiar energii, która się ze mnie wylewa.

Cóż, po urodzinach czuję się jak nowonarodzona.




poniedziałek, 25 września 2017

Rano łyżeczkę ziół zalałam gorącą wodą i przykryłam talerzykiem, dla odmiany przezroczystym. Zwykły napar.

Gdy po 10 minutach poszłam do kuchni po herbatkę zobaczyłam piękny widok. Niespodziewanie.


Symetrycznie skroplona para wodna. Nie wiedziałam, że to taki piękny widok. Symetria jest zawsze piękna.

Od razu dobry humor na cały dzień. Wszystko układało się znakomicie. Dostałam więcej niż chciałam. I pięknie świeciło słoneczko. Przyszła jesień.

A swoją drogą język polski jest dokładny. Zrobić napar czy zaparzyć sugeruje, że trzeba doprowadzić do parowania i skraplania, czyli przykryć. To takie oczywiste.

Miły początek tygodnia :)

 


niedziela, 24 września 2017

Rozmyślałam nad tym, gdzie umieścić symbol, który wyhaftowałam. Rano wstałam i przyszła mi na myśl Ziarnuszka. To lalka wykonana z kolorowych szmatek wypełniona kaszą, ryżem, owsem lub innym ziarnem. Właśnie przed chwilą taką wykonałam.

To idealny czas. Jest dopiero co po żniwach. Moją Ziarnuszkę wypełniłam kaszą gryczaną niepaloną zebraną w to lato, która tydzień temu przyjechała do mnie ze strykowskiego rynku. Dopiero był nów i moje urodziny, więc to bardzo dobry czas. Wszystkiego przybywa. I mój ostatni sen o lalce do podziwiania, a nie do zabawy. Musiałam ją zrobić.


Ziarnuszka to lalka magiczna, bo wykonana własnoręcznie i w konkretnej intencji. Ma chronić dom, wszystkich domowników i pomnażać dobrobyt. Nie ma dwóch takich samych lalek.

Jest w tym magia, która była z ludźmi. Każdy kiedyś wykonał laurkę na dzień Matki, Ojca, Babci czy Dziadka. Obdarowany zawsze się uśmiechał, bo prezent był rozczulający. Ja do dzisiaj przechowuję pierwsze laurki od syna, wykonane przez niego w przedszkolu. Znam osoby dorosłe, które mają przy sobie bransoletki wyplecione przez dziecko. Nie noszą na ręku, ale w kieszeni lub w portfelu – na szczęście. I one mają moc, bo wykonane były z intencją miłości.

Kiedyś wykonywano lalki szmacianki, bo przecież nie było sklepów. Lalka Barbie ma tylko 59 lat. Ludzie zapomnieli czym bawiły się kiedyś dzieci. Wystarczyło kilka szmatek i już można było zamotać kukiełkę. I były one niepowtarzalne.

Jako dziecko miałam tylko jedną lalkę, gumową, z wyjmowaną głową i oczami. Żeby moja lalka była inna niż koleżanek, szyłam jej ubranka. I była wyjątkowa.

Dziwne, że niektórzy boją się tych lalek. Takie osoby muszą być skłóceni z rodzicami, są odcięci od przodków i tradycji.

Moją Ziarnuszkę wykonałam kierując się wskazówkami z tej strony: pinigina.livejournal.com

Przygotowałam kilka rodzajów tkanin, wyprasowałam i w trakcie pracy przycinałam odpowiednio. Moja Ziarnuszka ma 21 cm wysokości i zawiera 0,5 kg kaszy gryczanej. Ma halkę, kilka spódnic, fartuszek z moim symbolem, 3 chusty na głowie i ozdoby. Postawiłam ją w środku mieszkania i patrzy ona na drzwi wejściowe. Bardzo mi się podoba.

W tradycji wykonywało się często lalki na zdrowie. Gdy ktoś chorował to od bliskiej osoby dostawał taką lalkę. Była ona zrobiona tylko z nici lnianej i przy wykonywaniu palono świece i dobrze myślano o chorej osobie. Często chorowały dzieci i te lalki leżały razem z dzieckiem. Wierzono, że lalka chłonie chorobę w siebie. Gdy osoby wyzdrowiała taką lalkę palono.

Opis sposobu wykonania ze strony tej samej pani Piniginy

Wykonuje się też lalki na szczęście – są najmniejsze i musiały mieć długi warkocz (jako 3 punkt podporu). Były też lalki na osiągnięcie konkretnego celu – Zadanice. Gdy kobieta długo nie zachodziła w ciążę dostawała lalkę z dziećmi. Na prezent ślubny dawano parę lalek połączonych 1 ręką. Wszystko wykonane ze szmatek. Po „wykonaniu zadania” lalki się rozbiera i pali.

Można poczytać, ale na stronach rosyjskojęzycznych. Np. tu Кукла Счастье

Zapomniana tradycja wraca, ludziom się przypominają dawne zwyczaje. Dlaczego?

Mamy przecież XXI wiek.

 

piątek, 22 września 2017

Każdy z nas ma jeden główny, osobisty przypisany tylko nam znak. Wynika on z daty i godziny urodzenia. Ten znak ma nam przypominać co mamy robić, aby być zdrowym, pięknym i bogatym ;) Mój główny rodowy znak to Wyższa Siła, o którym pisałam już o tym w zeszłym roku.

Teraz postanowiłam zrobić sobie ten znak i nosić przy sobie. Można go narysować na kartce, a można też wyszyć. Nie można nigdzie tego kupić, więc pozostało mi wykonać go samodzielnie. Ja wyszyłam go haftem krzyżykowym, bo wydawał mi się najłatwiejszy.


Kupiłam małą kanwę, mulinę (igły miałam) i przystąpiłam do pracy. Wydawało mi się, że to łatwe. Trudne nie było. Zaczęłam wczoraj wieczorem. Najpierw powiększyłam wzór, a potem zaczęłam wyszywać. Nie kupiłam tamborka. Kanwa jest sztywna więc łatwo było naciągać nitkę. Oczywiście ucięłam ją za długą i potem nitka zaczęła się rozwarstwiać i plątać. Mulina ma 6 cienkich nitek (z Ariadny). Jeden motek to 8 m. Nawet połowy nie zużyłam. Musiałam pruć 3 krzyżyki, bo wzięłam podwójną nitkę i wyszło za grubo.

Wzór wydawał się łatwy, ale miałam problem z której strony zacząć. Jak widać poniżej dałam radę. To naprawdę ja wykonałam krzyżyki :) Całość wykonałam w 2 godziny łącznie.

Jestem totalną amatorką. Wkłuwałam się miejsce obok miejsca. Myślałam, że na odwrocie będzie plątanina nitek, a wyszedł ten sam wzór główny.


Akurat mój znak jest logiczny. Mamy tu strzałki idące z góry i strzałki idące do góry. Łączą się w środku, czyli w świecie średnim Jawii - ludzi i w środku tego świata w 5 kręgu. Pełna równowaga. Mam się zająć sprawami tego świata, a nie bujać w obłokach. I bardzo mi to pasuje. Moim światem głównym opiekuje się Żytnia Baba. To na pewno mój główny znak, bo urodziłam się w 1 dniu Wagi. Mam zachować w życiu równowagę, wyśrodkowywać wszystko co mnie spotyka, łącznie z emocjami. Zawsze powinnam być pośrodku. I tak się dzieje. Gdy coś mi się przydarza, to zawsze staję z boku i oceniam ją innym, obiektywnym okiem. Złe sytuacje okazują się dobre – bo wszystko zależy od oceny. I dobrze na tym wychodzę. Gimnastyka działa na ciało fizyczne i dotyka też psychiki, bo zdrowie to równowaga. Niektórzy myślą, że zdrowie jest na talerzy lub na widelcu, i chorują. Zdrowie jest wewnątrz nas, a nie na zewnątrz.

Mój rodowy znak – Wyższa Siła – harmonizuje moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Ćwiczenie jest dość trudne, bo trzeba utrzymać równowagę. Ma działanie stabilizujące jelito cienkie, pęcherz moczowy, wątrobę, serce, nerki i żołądek. Ma też działanie „podnoszące” energię płuc, śledziony, osierdzia, jelita grubego, a obniżające woreczek żółciowy.

Ten znak - Wyższa Siła - oznacza możliwość otrzymania z łatwością wszystkiego czego się pragnie dla siebie i innych. Wystarczy tylko pokonać egoizm. Jeżeli chcesz coś osiągnąć i bardzo ci na tym zależy to narysuj sobie na kartce ten znak i noś go przy sobie.

 

Ćwiczenia i znaki, o których po raz kolejny wspominam, mają na celu wzmocnić kobietę. Ma być ona zdrowa i silna, aby chronić swoją rodzinę. Jak każdy system gimnastyczny opiera się na energii. Np. joga wzmacnia energię męską. Dlatego kobiety, które ćwiczą jogę są „męskie” i przebojowe, pracują na kilku etatach, a nie zajmują się domem. Joga w żaden sposób nie wzmacnia kobiecości i nie wspomaga kobiety. Pani Braunek poszła dalej i stosowała też jogę śmiechu, nie wzmacniała swoją kobiecą energię, umarła. Chory zawsze powinien wykorzystywać wszystkie dostępne środki w celu wyzdrowienia. Celem gimnastyki słowiańskiej jest wspieranie energii kobiecej i ochrona przed chorobami. Nie znam teraz żadnej chorej kobiety, więc nie wiem czy zadziała. Kto zna to proszę polecić. Bo lepiej być zdrowym niż chorym.

Ja wolę zapobiegać niż leczyć, więc ćwiczę i widzę efekty. Wychodzą różne emocjonalne rzeczy, które „naprawiam” zmierzając się z nimi. To jest niezwykłe.

Wszystkich ćwiczeń jest 27 czyli 3 x 9, a znaków jest więcej. Można też w zależności od sytuacji wybrać znak, który będzie wspierać, np. w czasie podróży, egzaminu, zmian, w domu, znajdzie rozwiązanie, podniesie atrakcyjność.

Ćwiczyłam już różne systemy gimnastyczne, ale ten wybitnie mnie wspiera. Łatwiej się żyje gdy wiesz co masz robić.


Nie planuję zostać hafciarką. Może jeszcze wyhaftuję Żytnią Babę, opiekunkę Jawii.







środa, 20 września 2017

Kupowałam dzisiaj chleb w sklepiku. Nie było ludzi. Ekspedientka pokazała mi kawkę, która skakała sobie po trawniku przed witryną sklepu. Kawka czekała na coś „chlebowego”. Dostała coś małego, szybko zjadła i nadal wchodziła przez uchylone okno.

Dostała mini pączka.

Myślałam, że to nie dla niej, bo przecież to smażone. Miastowe ptaki sa dziwne, takie ludzkie. Jedzą coś co im może szkodzić. Jak ludziom.

Z trawnika przeniosła posiłek na murek i zaczęła go zjadać.

Ale ja nie miałam czasu obserwować, więc ją przegoniłam. Nadgryziony pączek został. Gdy oddaliłam się zauważyłam, że kawka doleciała do pączka, zabrała go i poleciała na dach pawilonu, by tam spokojnie zjeść smakołyk.

 

Ciekawe, że żaden inny ptak nie skusił się na te słodkości. Tylko samotna kawka.

Jak to ptak potrafi wymóc coś do zjedzenia. Tak stuka i wchodzi do sklepu, aż osiągnie cel.

Tylko jedzenie mu w głowie. Nie ma nic ciekawszego do roboty?

 

Nienawidzę dostawać niezamówionych prezentów. A taki dostałam.

Zastanawiam się co z nim zrobić, bo drogi, ale nie dla mnie. Jak można komuś kogo się widzi raz na rok kupować kurtkę w niewłaściwym kolorze i rozmiarze. Muszę dojść do siebie. Przeganianie kawki nie polepszyło mi humoru. Nie powinnam się wyżywać na niewinnym ptaku ;)

 

piątek, 15 września 2017

Sen bez akcji. Miałam o nim nie wspominać, a jednak po coś mi się przyśniła ta lala.

 

Byłam w jakimś mieszkaniu. Kogoś odwiedziłam. Otworzyłam drzwi do pokoju, a w nim na łóżku siedziało małe dziecko. Gdy przyjrzałam się bliżej to okazało się, że to lala. Była nieruchoma.

Lala była z tych niedzisiejszych. Była grubiutka jak małe dziecko. Miała na sobie słodką sukienkę, a na głowie ażurową czapeczkę zrobioną na szydełku. Podobną lalkę widziałam jako dziecko u mojej łódzkiej prababki, a byłam u niej tylko raz.

Nie jestem pewna czy to miał być mój pokój, czy tylko ktoś mi go pokazał. Miałam podziwiać lalę.

I to koniec.

Prawda, że to sen o niczym.

 

Zdjęcie prezentuje lalkę, która jest moją własnością i siedzi na moim łóżku. Jest zupełnie inna niż we śnie. Nie zachęca do podziwiania.

Wg sennika lalka zapowiada powiększenie rodziny. Mało wiarygodne tłumaczenie, bo dziecko w rodzinie pojawiło się 2 miesiące temu i nikt już tego nie przeżywa.

Lalka może symbolizować moje dzieciństwo, ale ja nie bawiłam się lalą, którą widziałam we śnie. To była lala do oglądania, a nie do zabawy. Jak w muzeum – oglądaj i podziwiaj, ale nie dotykaj eksponatów.

Może to chęć powrotu do czasów dzieciństwa?

Nie mam czasu na zastanawianie się nad tym. Świat dba, żebym miała zajęcie 20 godzin na dobę.

 

Dostałam środki czystości z UK i rzuciłam się w wir sprzątania i prania. Efekty są jak w reklamach: czyste po jednym praniu, czyste po jednym pociągnięciu szmatką.

Życie w różnych krajach powoduje, że jest coraz mniej wspólnych tematów do rozmowy.

Nikt już nie ma czasu na czytanie książek, a proza życia i czas spędzony w pracy nie pozwala na więcej aktywności. Trzeba zaakceptować to, że nadajemy już na innych falach.

 

Ojciec jest już po drugiej operacji na zaćmę. Robił to ten sam lekarz, w tym samym szpitalu, ale teraz za pieniądze nfz, a nie nasze. Ciekawe, że odkąd zaczął brać tabletki na obniżenie cholesterolu to wzrok mu się bardzo pogorszył. Ale nie ma na ten temat badań, bo kto by się przejmował ludzkim życiem. Jest praktyka.

W tv Maryla Rodowicz. To jest prawdziwa artystka, której piosenki zna większość ludzi w Polsce. Śpiewa już 50 lat, przeżyła wiele rządów i wiele widziała. Co ona robi, żeby utrzymać się na rynku? Rządy się zmieniają (oficjalnie), a ona śpiewa swoje piosenki i bawi ludzi. Chciałabym, żeby napisała książkę o swoich spotkaniach z ważnymi ludźmi. Np. bardzo interesuje mnie jak pachniał Fidel Castro. Może ktoś wie? Gdy spotkam Marylę (Marię Antoninę) to ją zapytam, może pamięta. Fidela nie spotkam, bo nie żyje od ponad 10 miesięcy (zm. 25.11.2016 r.). Miał 90 lat, więc nie okaże się, że nie umarł. Jak Mandela. Gdy zmarł to byłam przekonana, że on od dawna nie żyje. Pamiętałam nawet nagłówki gazet i transmisję z pogrzebu. A potem się okazało, że to nieprawda, bo on żył jeszcze lata. Nie zwariowałam, bo jest wiele takich osób na świecie.

Jesteśmy z innego świata. Tak działa Transerfing ;)

Sonia Braga – latynoska aktorka, powiedziała w jednym z wywiadów, że „z góry decyduje się kto będzie znany, a kto nie. Jedna z oscarowych nominacji zawsze musi być zarezerwowana dla Meryl Streep.” Ciekawe, nie patrzyłam na ten cyrk w ten sposób. Sonia Braga zagrała wiele ról, ale najbardziej była znana z romansów z Robertem Redfordem czy Clintem Eastwoodem. Ostatnio ciekawie grała w filmie Aquarius (2016).

A więc kto zdecydował o karierze Maryli?



sobota, 09 września 2017

To dzisiejszy mój nabytek. Dipladenia nazywana też mandevila. Idzie jesień, więc trzeba rozweselić widoki. Musze tylko pilnować, żeby nie urosła do 4 m.

Piękno tej roślinki przyciągnął kolejnego gołębia, który walnął w okno. Myślałam, że ktoś mi butem uderzył w szybę, bo wszystkie zadrżały. Po odsunięciu roletki ujrzałam siwy ślad. Bo gołębie są brudne. Nigdy się nie myją, a z kałuży tylko piją wodę.

Spotkałam dzisiaj panią, która miała wnuka w tej samej podstawówce co ja syna. Słabo ją pamiętałam, a ona mnie doskonale. Po krótkiej wymianie zdań musiałam wsiąść do autobusu, a ona mówi do mnie: „korzystnie Pani wygląda, naprawdę”. Zabawne określenie dorosłej kobiety. Niespotykane. Potem jeszcze zrobiłam coś miłego starszemu panu (miło jest być miłym:)), a on do mnie: „dziękuję młoda damo”. Przegiął. Nie robi się uprzejmości dla pochwał i nie jestem taka młoda (a szkoda;)) i czy jestem damą? Co to znaczy w dzisiejszych czasach?

To dedykacja dla mojej przyjaciółki, która siedzi w czarnej rozpaczy i nie widzi światełka w głębokiej studni. Nie można nikomu pomóc, gdy jego dusza płacze. Można tylko przytulić, współodczuwać i napełniać dobrą energią. Dobre rady odbijają się. Każdy jest twórcą swego losu.

Podaruję jej grubosza. To natchnie ja nadzieją.

To drzewko szczęścia. Mało wymagająca roślinka. W każdym moim domu było, ale to raczej nie drzewko, a my sami kreujemy swój los. Dla kogoś kto nie ma się czego uczepić, takie drzewko może być początkiem czegoś nowego. Ludzie zawsze upatrują swe niepowodzenia na zewnątrz siebie i otaczają się talizmanami. To nie Bóg nas karze czy ocenia. Ja traktuję to jako zabawę i mam pełno gadżetów na szczęście. Pomaga to patrzeć na świat z optymizmem.

Ostatnio dowiedziałam się, że w moje urodziny będzie kolejny koniec świata. Planuję imprezę. Będą goście i prezenty. :)

 

I tak płynie życie. Każdemu według uznania.

 




czwartek, 07 września 2017

Dobrzy ludzie rzadko są szczęśliwi, ale szczęśliwi ludzie zawsze są dobrzy.

Nieszczęśliwy człowiek jest nieszczęśliwy, bo nie ma żadnego celu, żadnej misji, nie ma wizji swojego życia.


Żeby człowiekowi się wiodło w życiu musi mieć poprawne relacje z rodzicami. Roślina bez korzeni więdnie i marnieje.

Relacja z matką określa życie osobiste i zdrowie dziecka i jego potomstwa. Matka już w ciąży „pracuje” na choroby na jakie zachoruje dziecko.

Relacja z ojcem określa cele, idee i sposób zarabiania pieniędzy dziecka.

W ubiegłym roku po kursie gimnastyki słowiańskiej ćwiczyłam codziennie swój indywidualny zestaw ćwiczeń. To nie są zwykłe ćwiczenia, one są dopasowane do każdego na podstawie daty, miejsca i godziny urodzenia. Dostajesz 7 ćwiczeń. Ćwiczyłam z intencją poprawienia relacji w rodzinie. Od lat nad tym pracuję, usiłując zrozumieć motywy działania rodziców, ale bardziej skupiałam się na ojcu.

Po kilku miesiącach ćwiczeń zaczęło mnie pobolewać lewe kolano, a potem już nie mogłam klęczeć nawet na poduszce. A więc mam problem z matką. Kolana to rodzice – dla kobiet prawa strona to faceci, a lewa kobiety. Kostki to dziadkowie, stopy to pradziadkowie, natomiast łokcie to synowie i córki, nadgarstki to wnukowie, a dłonie prawnuki. Oczywiście przestałam ćwiczyć, bo ból był nie do zniesienia. Ktoś inny by powiedział, że to od klęczenia, ale przecież nie wszystkich od tego bolą kolana.

Zawsze miałam problem z rodzicami i nigdy nie chciałam klękać. Teraz widzę, że to rodzice mieli problem ze mną.

Przestałam wykonywać ćwiczenia w klęku, robiłam zimne okłady na kolano, żeby zatrzymać stan zapalny i zastanawiałam się jaki to ja mam problem z matką.

Moja mama zawsze się wtrąca, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Teraz dziwi mnie, że ogląda seriale tureckie. Zrobione są wg jednego wzoru – bajki o Kopciuszku – bogaty facet zakochuje się w ubogiej dziewczynie i wszyscy rzucają im kłody pod nogi. Można obejrzeć 1 lub 2, ale nie ciągle. Zwłaszcza, że moja mama nie ma za bardzo co robić. Więc jej odpuściłam. Gdy mnie prosi o podanie opisu jakiegoś odcinka, którego nie widziała to jej czytam z internetu, czasem daję do obejrzenia. Te seriale pokazują zupełnie inną kulturę, w której kobieta nie ma żadnych praw, pracuje na facetów, którzy ją nie szanują, mogą ją zabić czy okaleczyć. Ja dbam o to, żeby nie nasiąkać złymi emocjami. Nie czytam kryminałów, a w serialach policyjnych patrzę na zachowania i motywy ludzi, a nie na zbrodnie. Nie poszłam do lekarza. I po kilku dniach kolano przestało mnie boleć.

Te ćwiczenia tak działają. Ćwicząc zmieniamy – regulujemy naszą energetykę, a to powoduje, że problemy wychodzą na powierzchnię, pokazując i pomagając odpracowywać negatywne programy.

Gdy ponownie zaczęłam ćwiczyć zauważyłam, że mam 2 ćwiczenia związane z przeszłością.

A więc to powinno być dla mnie ważne. Nie mam ćwiczeń z kręgu 3 (wiedza tajemna, informacje ze światów równoległych), kręgu 4 (twórczość, inspiracja, pomysły, inicjatywa) i kręgu 7 (krąg ognia – optymizm, duchowe ukierunkowanie), bo nie mam z tym problemu i wiem jak postępować w tych dziedzinach.

Mam zająć się przodkami. Zaczęłam od kobiet po kądzieli, czyli po matce.

  1. BARBARA

  2. IRENA

  3. ANASTAZJA

  4. PELAGIA

  5. FRANCISZKA

  6. JOANNA

  7. ?

Doszłam do 1700 roku.

Według pradawnych tradycji Słowian na siódme pokolenie przychodzimy my sami, czyli my mamy wpływ na samego siebie w następnym wcieleniu. Ciekawe, że akurat na 7 się zatrzymałam. Ciekawe jak miała na imię. Jeśli to ja byłam 7, to moją córką była Joanna. Mam kilkanaście znajomych o tym imieniu – przyjaciółki, koleżanki, klientki, sąsiadki. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego znam tyle Asiek, teraz już wiem. :)

Mój ród jest przykładem, że choroby dziedziczne nie istnieją. Imiona nie powtarzają się, przyczyny śmierci też nie, długość życia i liczba urodzonych dzieci też są inne. Żadna kobieta w rodzie nie popełniała błędów poprzedniej. Nie ma klątw rodowych.


To są moi dziadkowie, moja mama i moja ciotka matka chrzestna. Zdjęcie zrobiono podczas wojny 1941-42 r. Fajne są takie stare zdjęcia. Osoby na nim nie miały pojęcia jak się potoczy ich życie. Mama z torebką, bransoletką, ładnie ubrana – zwracała na siebie uwagę. Babcia zajmowała się domem i 4 dzieci.

Moja mama jest Jedenastką jak jej mama. Mama wyszła za mąż za Dziewiątkę, jak jej tata. Powinna powielić schemat ich małżeństwa, a jednak tego nie zrobiła. Jak prawdziwa kobieta z doskonałą intuicją (11) poszła za mężem, czyli wyjechała do Łodzi. Rodzina najpierw nie mogła jej tego darować, ale potem to zaakceptowała i często nas odwiedzała. Siostry mamy były alkoholiczkami (miały powody), ale w rodzinie nie mówiło się tak o nich. Zresztą już nie żyją. A mama żyje choć jest najstarsza.

Liczby w naszej rodzinie, w tej żeńskiej odnodze się powtarzają.

Mama Irena Helena jest 11, jak jej matka Anastazja Ema. Babcia zmarła w wieku 57 lat na raka jelita grubego.

Pelagia była 7, a jej mąż 1, umarła w wieku 36 lat na krup. I ja miałam męża 1.

Dalej nie mam dat urodzenia. Na razie.

Ciekawe są też imiona kobiet w moim rodzie.

Ja – moje imię ma wartość 7, a samogłoski 3

Irena – 11, sam. 6

Anastazja – 3, sam. 4

Pelagia – 6, sam. 7

Franciszka – 9, sam. 11

Joanna – 1, sam. 8.

Liczby się zamieniają, krążą.

U mężczyzn jest ciekawiej. Dziadek, czyli ojciec mojej mamy Henryk = 9, pradziadek Jakub = 8, prapradziadek Franciszek = 9, a od babci Anastazji jej ojciec to był Józef = 1, jej dziadek Franz i pradziadek Franciszek = dat nie znam.

 

Ciekawe jak bym się dogadywała z moimi prababciami, jakie one były, co robiły, co je interesowało. Długa droga przede mną, żeby to odkryć. Po której babci mam talent do szycia i robienia na drutach? Muszę do tego wrócić, bo w sklepach ciuchy zalatują stęchlizną i rzadko mi pasują.

 

Rodzicom warto wybaczyć wszystko co nam złego zrobili. Zło to nasza ocena. Z ich punktu widzenia może to wyglądać zupełnie inaczej. Im człowiek starszy tym lepiej to rozumie.

Szczęśliwe życie nie jest możliwe bez uzdrowienia relacji. Zacznij od poczucia wdzięczności do rodziców, że dzięki nim jesteś na tym świecie. Potem może poczujesz miłość, szacunek i radość. Jesteś taką a nie inną osobą, bo urodziłeś się w swojej rodzinie, masz takich a nie innych rodziców, masz, nie masz rodzeństwa. To wszystko nas kształtuje. Ja byłabym zupełnie inną osobą, gdybym była jedynaczką, albo gdybym miała brata. Gdyby nasza rodzina nie wyjechała ze Śląska to też byłoby inaczej. Trzeba to zrozumieć, wybaczać, dziękować i kochać.

Chcesz żyć długo w zdrowiu to popraw relacje z matką, chcesz odnieść sukces w pracy to popraw relacje z ojcem. Jeśli nie żyją to nie przeszkadza. Zrób to jak najszybciej.

 

środa, 30 sierpnia 2017

Siedziałam rano przy komputerze i nagle usłyszałam delikatne pukanie w szybę. Pomyślałam, że to jakaś mucha. Ale trzepotanie nie ustawało. Podeszłam do okna i zobaczyłam brązowy uschnięty listek. Przecież listki nie pukają w szybę.

Po chwili „listek” się rozwinął i zobaczyłam pięknego motyla.

To rusałka pawik – motyl bardzo popularny w Polsce. Tylko jak on się dostał do pokoju przez bardzo wąską szczelinę uchylonego balkonu?

W pokoju nie ma żadnych kwitnących roślin. Na balkonie owszem. Kwitnie teraz maciejką, którą posadziłam trochę późno. Wieczorami pachnie nieziemsko. Mam też lawendę. Czyli ulubione roślinki motyli.

Motyl przez kilka minut obijał się o szybę i zupełnie nie widział wyjścia. Próbowałam mu zrobić dobrą fotkę, ale światło słoneczne było na zewnątrz. Otworzyłam szeroko drzwi do ucieczki, ale motyl szedł w inną stronę. Wyszłam z pokoju. Po kilku minutach wróciłam i już go nie było. Sam odleciał.

Potem wyszłam. Byłam umówiona i z zasady jestem punktualna (prawie zawsze). Spacerowałam sobie po ulicy czekając. Zrobiłam ok. 300 kroków, gdy coś na mnie chlusnęło. Poczułam jakby ktoś coś na mnie wylał, na włosy i sukienkę. Bałam się dotknąć włosów, żeby się nie ubrudzić jakąś mazią. Spojrzałam na wzorzystą sukienkę i nic nie zauważyłam. A więc obsikał mnie jakiś ptak, a nie gołąb. Nie miałam czasu się sobą zająć, bo przyszła osoba, z którą byłam umówiona. Nic dziwnego w moim wyglądzie nie zauważyła, więc OK. To tylko siki.

Są takie zdarzenia w życiu, na które zupełnie nie mamy wpływu. Nic nie można na to poradzić. One się dzieją.

 

Niby żyjemy w mieście, a jednak blisko natury. Musimy ze sobą współistnieć. Można na chwilę zapomnieć o ludzkich sprawach.

Taki relaks ;)



niedziela, 27 sierpnia 2017

Kilka dni temu obejrzałam film o zmaganiach naukowca, który nie może wykonywać badań z braku funduszy. A badał wpływ napromieniowania żywności na zdrowie człowieka.

Od ponad 50 lat żywność konserwuje się radiacyjnie, ale nikt nie badał czy to bezpieczne dla ludzi. No i ten naukowiec wziął alzacki bigos, konserwowany w ten sposób i go zbadał. Odkrył molekuły alkilo cyklobutanu (tak przynajmniej je określił). Te cząsteczki nie występują w naturze. Nie można ich osiągnąć w żaden inny sposób. A w napromieniowanej żywności są i ludzie pochłaniają je razem z jedzeniem. Ten naukowiec zbadał wpływ napromieniowanego jedzenia na chore na raka szczury czy myszy. Okazało się, że chore zwierzątka szybko zdychały. Wniosek: taka żywność jest prorakowa, czyli nie wywołuje raka, ale przyspieszają rozwój choroby. I na tym naukowiec zakończył badanie, bo skończyła się kasa. Nie ma pieniędzy na dalsze badania.

Ludzie uważają, że myszy to nie ludzie i co szkodzi gryzoniom, to ludziom niekoniecznie. Być może. Ale w 2009 roku w Australii w okolicach Sydney nagle ponad 100 kotów doznało paraliżu. Większość kotów zdechła, uratowano kilka. Gdy sprawdzano jaka może być tego przyczyna, to odkryto, że zaszkodziły im chrupki bio z Kanady. Zamiast 40 dni kwarantanny wykonano sterylizację radiacyjną, żeby produkt szybciej trafił na tamten rynek. I karma musiała dostać za dużą dawkę, skoro efekt był przerażający.

Obecnie ta metoda jest zakazana w stosunku do karmy dla zwierząt. A karma dla ludzi może być napromieniowana!

Człowiek jest dobry dla zwierząt, ale nie dla siebie.

 

Przypomniał mi się Anthony de Mello – „Modlitwa Żaby II”

 

Dobroć wobec zwierząt

Nauczycielka poprosiła swoich małych uczniów z klasy, żeby opowiedzieli o swoich dobrych uczynkach względem nierozumnych zwierząt.

Było kilka wzruszających opowieści.

Kiedy przyszła kolej na Tommy'ego, powiedział dumnie: „Cóż, kopnąłem kiedyś chłopca za to, że kopał psa".

 

Równie dobrze prowadzić wojnę, żeby zakończyć wszystkie wojny, lub brać udział w przemocy, która doprowadzi do miłości.”

 

To jest znak informujący, że żywność jest konserwowana promieniami gamma. Kuriozum. Wybitnie nie ostrzega, kolor zielony kojarzy się z dobrym produktem, a nie groźnym. Gdy się jednak przyjrzeć to widać, że 3 przerwy na okręgu, czyli jednak niszczy i rozbija ochronę rośliny. Ale czy to ktoś analizuje w ten sposób. Zielony to dobry, czerwony to zły. Nie ma obowiązku jego umieszczania na żywności, o dawce nie ma mowy.

Nie wiem czy w Polsce można kupić bigos alzacki, ale jest bardzo dużo żywności napromieniowanej. Są to krewetki, ryby, drób, papryka, pomidory, owoce tropikalne, przyprawy, mrożonki. Ziemniaki tak konserwowane robią się słodkie, a tłuste mięso jełczeje. Promieniowanie gamma niszczy komórki, rozbija cząsteczki, a produkty są bezpłciowe, nie mają zapachu i żadnych wartości. Ale mogą leżeć w marketach miesiącami bez zmian, nie pleśnieją, nie są robaczywe. Nikt tego nie kontroluje. Motłoch kupi wszystko.

Po co więc badania naukowe. Zmarnowane pieniądze.

Już Stanisław Lem zauważył w „Apokryfach”:


"Pogarszająca się umysłowa jakość przywódczych elit politycznych to skutek rosnącej złożoności świata. Ponieważ ogarnąć go w pełni nie może nikt, choćby obdarzony był największą mądrością, do władzy pchają się Ci, co wcale się tym nie martwią".

 

Ludzie są zdani sami na siebie. Jeśli chcą być zdrowi to właściwie powinni jeść jak najmniej. I dotyczy to każdej żywności, zwłaszcza tej zamorskiej. 



 

1.09.2017

 

Takie małe uzupełnienie. Zupełnie przypadkiem znalezione ;)

16 lat temu zwracano uwagę na napromieniowanie żywności. Można o tym przeczytać w Nexusie nr 19 z 2001 roku s. 11-17.

Jest to obszerny art., który gorąco polecam.Nie będę wklejać z szacunku do autorki Susan Bryce.

W supermarketach mamy obecnie martwe jedzenie, bez żadnych wartości odżywczych. Idealne do zapychania żołądków.

Przez tyle lat nie udało się powstrzymać „nuklearnej masakry naszego pożywienia”. Ta zaraza objęła już cały świat. Promotorami są FAO, WHO, WTO i ponadnarodowe konsorcja produkujące żywność, i oczywiście rządy. Oszukuje się ludzi pod płaszczykiem walki z głodem.

Fakty są takie, że żywność napromieniowana może leżeć na półkach marketów wieczność, owoce nie mają żadnych witamin, superfood jest supershitem. Nic dziwnego, że agendy zalecają 10 razy dziennie jeść warzywa i owoce. Biznes nowotworowy się kręci w najlepsze.

W sklepie ludzie zamiast liczników kalorii będą musieli stosować liczniki Geigera-Müllera.

Badania na dzieciach musiano przerwać, bo groziło to śmiercią dzieci. A napromieniowuje się coraz więcej produktów.

 

A ja dzisiaj kupiłam cynamon w sklepie, w który fruwały mole. To import prywatny.

 

Rządy się zmieniają, a karawana jedzie dalej. Trochę mi żal ludzi, którzy angażują się politycznie, jakby widzieli jakieś różnice. Bujają się i bujają i umierają. Bo ludzie wolą się zajmować bzdetami niż własnym zdrowiem. A reklamy są coraz głupsze, jak ludzie.

Całość tu NEXUS

Proszę przeczytać i pomyśleć. To boli.

 

 



niedziela, 20 sierpnia 2017

Trzy dni temu pomyślałam, że w tym roku nie było tęczy. Więc chciałam ją zobaczyć. Ale do tego potrzebny jest deszcz. A on pada tylko w nocy, albo mnie omija.


Dzisiaj nie padało, choć w tv mówili, że będzie padać wszędzie. Ale była wilgoć w powietrzu. O godz. 19.29 spojrzałam w niebo i oto moja pierwsza tęcza w tym roku. Doczekałam się :)


Pomyślałam, że powinna być podwójna. I się pojawiła. O 19.35.


Chyba to norma, bo zawsze jest podwójna, tylko trochę później. Mówisz – masz :) Zdjęcia zupełnie nie oddają przepięknych kolorów. Powinno się robić prawdziwym aparatem.

A wcześniej miałam przebłysk przyszłości. Chciałam włączyć lampkę nad biurkiem i gdy moja ręka zbliżała się do przycisku, pomyślałam, że żarówka trzaśnie. I żarówka się przepaliła z hukiem. Przy okazji wysiadł bezpiecznik, wszystko się wyłączyło. Był to ułamek sekundy, nie zdążyłabym wypowiedzieć tego na głos. A przecież nie chciałam, żeby tak się stało. Musiałam ustawiać godzinę w piecu gazowym i w faxie.

Ciekawe :)

 

 


piątek, 18 sierpnia 2017

Przyjrzałam się składowi chleba, który niedawno kupiłam. Chleb był dobry, ale tylko pierwszego dnia. Zastanowiło mnie to, że tylko 45% chleba to mąka. Trochę mało.

Więc upiekłam sobie chleb. Pierwszy. Wybrałam łatwy przepis z drożdżami. Nie trzeba czekać na zakwas, ani kombinować z mąkami.


Specjalnie się nie starałam, wszystko samo się robiło. Trochę się przyjarał z wierzchu, bo piekłam na środkowej półce w piekarniku. Jak urósł, to był za wysoko.

Po wystygnięciu chleb był dobry, ale szału nie było. Zważyłam go dopiero po zjedzeniu przylepki ;)

Zużyłam 750 g mąki, a gotowy chleb ważył 1,07 kg. Moja siostra mówiła, że jak zrobię z pół kg mąki to będę miała 0,5 kg chleba. Ona piecze często w maszynie, ale chyba nie ważyła swojego chleba. A może to „wina” drożdży.

Na drugi dzień chleb zrobił się zbity, a na trzeci dzień (zostały 2 kromki) zaczął się kruszyć i skórka odpadła.

Takiego chleba już nie upiekę. Kromki były ogromne. Upiekę następny chlebek w foremce i z innej mąki. Kromki będą ładniejsze.

Kiedyś :) Może :)



wtorek, 15 sierpnia 2017

Wczoraj byłam na zakupach w hipermarkecie. Zawsze tam kupuję arbuz. Gdy jest rozkrojony kładą go do lodówki, a na bazarze nie.

Gdy podchodziłam do kasy usłyszałam rozmowę kasjerek. Jedna mówiła, że jakaś klientka kupiła serki fit, coś tam eko i jeszcze banany bio, a potem rosołki, vegetę i zupki chińskie. Podsumowała to jednym słowem hipokryzja. Wg niej fit, eko i bio to coś przeciwnego niż zupki. Czy można równocześnie kupować jedzenie zdrowe i chore?

Kasjerki wcale nie mają nudnego życia.

Nie widziałam tej klientki, ale to nie hipokrytka, a raczej ofiara propagandy.

Ja akurat nie kupuję „zdrowego” jedzenia, zwłaszcza polecanego przez coraz młodsze i niedouczone guru-celebrytki. Nie tknę tofu, soi czy owoców morza, bo mi nie smakują. Super food zza mórz i oceanów też nie dla mnie. Ja jem to co mi smakuje i jest dla mnie dobre. Ja wiem, że kasza jaglana jest ponoć najlepsza, ale wolę gryczaną. Nie piję słodkich napojów, bo mnie mdli, a nie przez informację, że tam tyle cukru, albo słodzików. Nie jestem upośledzona glutenowo i jem gluten dla dobra jelit.

Ludzie ciągle myślą, że jedząc coś zdrowego będą zdrowi. A jedzenie to przetwarzanie energii. Za dużo jedzenia nie da nam więcej energii. jesc i pasc Ci co są grubi w pasie lubią sobie pojeść, pasą się ;) To brak umiaru.

Zawodnicy sumo jedzą wysokokaloryczne zupy z mięsa, warzyw, jajek, ryżu, piwa, popijają sake. Nie jedzą śniadania, tylko 2 posiłki dziennie, ale to ok. 12 000 kalorii dziennie. Mięso to zwykle kurczak. Nie jedzą wołowiny czy wieprzowiny, bo to zwierzęta chodzące na 4 nogach. To symbolizuje przegraną. A kurczak chodzi na 2 nogach – jak zwycięzca. Mamy XXI wiek, a takie przesądy są ciągle silne. Wszyscy jedzą to samo, a jednak ktoś przegrywa.

Zawodnicy sumo swoją dietą budują tkankę tłuszczową. Ich codzienny trening odbywa się raz w ciągu całego dnia, a potem odpoczynek i odkładanie energii. Taki sposób życia podobno skraca życie. Jak zresztą każdy sport.



Jedzenie jest najważniejszą czynnością dla człowieka (dla kota też). Dzięki niej żyjemy. Człowiek powinien jeść, aby zaspokoić głód i utrzymać ciało w formie.

Sathya Sai Baba nauczał: „Jedzcie to, co jest dla was niezbędne, nie przeciążajcie żołądka. Podzielcie pojemność żołądka na trzy równe części - jedną z nich wypełniajcie jedzeniem, drugą - wodą, a trzecią pozostawiajcie pustą. Obecnie ludzie objadają się tak, że po posiłku trudno im wstać. W rezultacie cierpią na niestrawność.”

Dlaczego ludzie biedni nie są grubi? A jedzą bardzo niezdrowo i tanio. Bo jedzą mało i rzadko.

Zdrowo na człowieka działa też modlitwa przed jedzeniem. Gdy jesz 10 razy to 10 razy się módl. Kto da radę? W wielu religiach uważa się, że przed modlitwą pożywienie jest zwykłą żywnością. Modlitwa usuwa zanieczyszczenia naczyń i składników pokarmowych, oraz wszelkie negatywne wpływy, jakie mogły oddziaływać na posiłek w czasie gotowania. My modlimy się tylko przed wigilijną wieczerzą.

 

Naturę ludzką dobrze ujął Anthony de Mello – Modlitwa Żaby II - UROJONE ZATRUCIE POKARMOWE

Istoty ludzkie reagują, nie na rzeczywistość,

lecz na idee w swoich głowach...

 

Grupie turystów, zagubionej gdzieś na wsi, podano do jedzenia stare racje żywnościowe. Przed zjedzeniem sprawdzili pokarm rzucając trochę psu, któremu zdawał się on smakować i nie zaszkodził.

Następnego dnia dowiedzieli się, że pies zdechł. Wszyscy wpadli w panikę. Wielu zaczęło wymiotować i skarżyć się na gorączkę i dezynterię. Wezwano lekarza, żeby leczyć ofiary zatrucia pokarmowego.

Lekarz rozpoczął od pytania, co się stało ze zwłokami psa. Przeprowadzono dochodzenie. Sąsiad powiedział obojętnie: „A, wrzucono go do rowu, bo go przejechał samochód".

 

Wszyscy jesteśmy hipokrytami. Żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, gdy jemy za dużo lub coś szkodliwego to kupujemy coś „zdrowego”. I wcale nie jesteśmy zdrowi.

Hipokryzja może też być zabójcza, o czym przekonał się Lennon

A wystarczy poznać siebie, nikogo nie słuchać i jeść wszystko co nam sprzyja. Mało. Żeby nie wyglądać jak zapaśnik sumo, najszerszy w pasie.

 

23:35, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 sierpnia 2017

Moja chrzestna, gdy tylko przyjeżdżaliśmy w odwiedziny, zawsze mi powtarzała, żebym pamiętała gdzie się urodziłam i że jestem Ślązaczką. Co to w ogóle znaczy? Czy jestem gorsza czy lepsza? A może to zazdrość, że mama wyjechała za mężem, wyrwała się z tego Śląska. Do tej pory nie wiem i nie mam szansy się dowiedzieć, bo ciotka nie żyje.

Nie zdążyłam się nauczyć gwary, ale ją rozumiem. W domu babci zawsze była pachnąca roślinka. W domu mojej mamy też i w moim. Babcia powtarzała, że jak ona jest to nikt nie choruje na uszy. Taka tradycja rodzinna, śląska.

To szczyrbok, zwany geranium czy anginką. Nie można go kupić w kwiaciarni, tylko na bazarkach.



Roślinka często rośnie bardzo dobrze, ale czasem gdy za bardzo wyrośnie, to marnieje. Trzeba uszczknąć odnóżkę, albo kupić nową. Gdy się ją podlewa i trąci to wydziela cytrynowy zapach. U mnie często kwitły. Powietrze w pokoju gdzie stoi roślinka jest lepsze, odświeżone. Nie ma też komarów czy muszek.

Na uszy często chorują dzieci. Nic dziwnego, bo uszy symbolizują zdolność słyszenia. A dzieci często nie chcą słuchać napominania, pouczania, kłótni rodziców itp. To często złość, że trzeba coś robić, a nie ma się na to ochoty.

Moja złość i upór były tak wielkie, że w dzieciństwie chorowałam na zapalenie ucha środkowego. Kto nie chorował to nie wie, że to bardzo boli. Czuje się jakby w uchu, w środku głowy maszerowało stado robaków. Taka choroba trwa kilka dni zanim słuch wróci do normy, a mama powie: „mówiłam ci, żebyś mnie słuchała i włożyła czapkę”. Gdy dochodzi już do zapalenia ucha, to nic nie pomoże tylko lekarz i antybiotyki.

Natomiast gdy zaczyna nas boleć ucho to przyda się taka właśnie roślinka w domu. Wystarczy urwać jeden duży listek, opłukać go pod zimną wodą, zwinąć w paczuszkę 0,5 na 2 cm, trochę podziabać paznokciem, żeby puścił sok i włożyć do ucha. Listek musi być dość duży, żeby wystawał z ucha, a nie wpadł do środka. A potem iść spać. Rano listek jest suchy, łatwo się go usuwa, a ucho funkcjonuje znakomicie. Sok z geranium zawiera olejki. które mają działanie antybakteryjne i antywirusowe. Dlatego też do ucha wkłada się listek w przypadku początku przeziębienia, zwłaszcza przy katarze i zawalonych zatokach. Tylko trzeba działać szybko. Nic samo nie przechodzi.

Ostatnio musiałam słuchać wielu ludzi, potakiwać, a właściwie to ich nie słuchałam, bo wiedziałam co powiedzą. Chciałam uciec, ale nie mogłam, drażnili mnie.

I akurat mój szczyrbok zmarniał i od 2 miesięcy nie miałam. Nie kupiłam nowego, bo do zimy daleko. A potem w autobusie siedziałam przy otwartym oknie, więc mnie „zawiało”. Zawsze potrzebny jest wyzwalacz choroby. Zaczęło mnie boleć ucho, czyli przestałam słyszeć. Zanim pomyślałam o lekarzu, poszłam na bazar i kupiłam szczyrbok za 4 zł. A następnego dnia rano ucho mnie nie bolało. Wszystko minęło. Przy okazji zdałam sobie sprawę z mojej „głuchoty” na sprawy innych. Jest OK.



23:23, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (4) »
środa, 09 sierpnia 2017

W tym roku nie ma niedobrych lodów. Są pyszne.

NIE + NIE = TAK + TAK + TAK

Czarny wafelek + malaga + granat

Pięknie wyglądają i obłędnie smakują :)

Żyć, nie umierać :)

 

 


wtorek, 08 sierpnia 2017

Chester Charles Bennington ur. 20.03.1976=1

1,6,6,9

Indywidualista, bystry i zaradny życiowo (1). Też już było.

Był gwałcony przez przyjaciela rodziny od 7 do 13 roku życia. Musiał sobie radzić, by przeżyć. Więc sięgnął po alkohol, bo on jest dostępny dla każdego. W szkole był szykanowany, bo był chudej postury i wyglądał dziwnie. Przeżył rozwód rodziców gdy miał 11 lat. Znowu alkohol, opium, kokaina, metamfetamina. W wieku 18 lat był aresztowany.

W wieku 24 lat osiągnął sukces i znowu sięgnął po alkohol, by jakoś to znieść.

Cierpiał na bóle brzucha i ciągle dopadały go jakieś kontuzje. Przeżył, bo był Jedynką o niespożytych siłach witalnych. Pomógł też alkohol. Przez całe życie pił i nie pił. Często miał 3 dniówki. Koledzy z zespołu starali się mu pomóc. A pomogło by mu ukaranie pedofila. Powiedział ojcu, który był detektywem policyjnym, kto to był. Ojciec nic z tym nie zrobił.

Chester udzielał masę wywiadów. Jeszcze trochę, a podałby nazwisko oprawcy. Nie mógł znieść, że przestępca ma się dobrze i jest u szczytu władzy, a on marnieje i cierpi codziennie.

Od śmierci swojego przyjaciela (od 18 maja) Chrisa Cornella napisał 6 piosenek. Miał chęć do życia, ale stracił nadzieję, że pedofil zostanie ukarany. Najpierw umarła jego dusza.

Jego sposób śpiewania był specyficzny, jakby chciał wykrzyczeć swój ból. Na fotkach robi z dłoni pistolet. Ale nie można się zabić pistoletem na niby. Bo to nie pistolet, a wskazówka. Często mówił, że ktoś siedzi w jego głowie i on nic z tym nie może zrobić. Na jednym z wywiadów na YT prowadzący zupełnie nie rozumie o czym Chester mówi i ciągle się śmiał.

 

W jednym z wywiadów mówił:

"I remember that stuff happening to me at that stage and even thinking about it now makes me want to cry," he said. "My God, no wonder I became a drug addict. No wonder I just went completely insane for a little while." chester+bennington

Bo był bystrym człowiekiem. Zdawał sobie sprawę z przyczyn depresji. Ale do lekarza się nie zgłosił. Znane osoby mają gorzej, bo nie są anonimowe. Lekarze zawsze donoszą o tajemnicach swoich pacjentów. Nikt mu nie pomógł, ale były dobre chęci. Zabrakło pragnienia udzielenia pomocy.

Tatuaże są wymagane wśród muzyków, ale trzeba uważać co przedstawiają. Wiele mówią o człowieku. Ludzie myślą, że będą inaczej – lepiej – postrzegani, a jest odwrotnie. To nieakceptujące siebie jednostki. U Chestera to krzyk rozpaczy. Nawet gdy się uśmiechał, to jego oczy były dziwne – zimne, nieobecne, smutne.

Chris Cornell też miał dziwne oczy, jak nie u człowieka.

Powiesił się niedawno 20 lipca 2017. Miał 41 lat.

 

W datach urodzenia tych panów zaznaczyłam dzień urodzenia, czyli 20.

Dzień urodzenia symbolizuje ojca w oczach dziecka. 20 to brak relacji z dzieckiem. Tutaj akurat były rozwody, ale niekoniecznie. Może to być ojciec pracujący dnie i noce, i też go nie ma. Najważniejsze jest to, że dziecko jest zagubione, nie wie jaka jest rola ojca w rodzinie. Potem gdy dziecko dorasta nie umie stworzyć własnej rodziny.

Dni urodzenia 10, 20 30 – określają osobę, która ma jakąś misję i jest pod opieką Boga (wg numerologii kabalistycznej).

Nie znam ani jednej takiej osoby, więc nie wiem jak to jest ze zwykłym człowiekiem.

Ale z tą opieką Boga coś jest nie tak. Chris Cornell chodził do katolickiej szkoły. Często o tym mówił w wywiadach, że był wątpiącym w istnienie Boga jedynego. Chester mógł obwiniać Boga, że pozwolił na to co mu się przydarzyło. Nie wiem. Kurt też nie był pobożny. Im więcej alkoholu i narkotyków tym dalej od Boga.

 

Bhagawan Śri Sathya Sai Baba mówił:

Bóg spełnia te pragnienia, których realizacja służy waszemu dobru. Nie zaspokaja tych, które są dla was szkodliwe. Bóg zawsze gotowy jest przyjść z pomocą swoim wielbicielom.

A panowie nie byli wielbicielami Boga, więc nie było opieki.

 

Mówi się, że Bóg albo istnieje, albo nie. Ale lepiej jest wierzyć niż negować. Tesla nazywał Boga Opatrznością i przez całe życie doświadczał jego opieki.

 

I ostatni pan pragnący śmierci.

 

Paul William Walker IV ur. 12.09.1973=5

 

O Piątkach też już pisałam. Jego określam – wolność, zmiana, wszechstronność, towarzyskość.

5,1,8,11 – utalentowany wrażliwiec, czego się dotknął zamieniał w złoto. Dobry człowiek.

Pochodził z aktorskiej rodziny. W wieku 2 lat wystąpił w reklamie pampersów. A potem grał w wielu filmach. Po jego śmierci obejrzałam kilka, i zawsze jeździł jak szalony.

I dostał to czego pragnął – żyj szybko, umieraj młodo.

Zginął w wieku 40 lat - 30 listopada 2013 r. Jechał jako pasażer ze swoim przyjacielem. Spalił się od wybuchu. Szybka śmierć. Na pewno uśmiech nie zszedł mu z twarzy.

 

Dzisiaj przez cały dzień nuciłam Substitute piosenkę The Who. Dziwne, bo nie grają takich starych piosenek. Więc przypomniałam sobie inną piosenkę Rogera Daltrey – My Generation.

Śpiewał: Mam nadzieję, że umrę, zanim się zestarzeję . Było to 46 lat temu.

I nic się nie stało, bo nie było pragnienia. Nie było też teledysku. Zabrakło dopalaczy do pragnienia. To raczej nie pragnienie, to nadzieja, która jest matką głupich.

 

Na drugim biegunie jest pragnienie życia, a właściwie zdrowia.

 

Ludzie szaleją. Nic się nie zmienia od wieków.

Zdrowie to stan człowieka, a nie zdrowe jedzenie, zdrowie na widelcu. Jeśli uwierzysz, że jest na zewnątrz, to nigdy nie wyzdrowiejesz. Zdrowe jabłko może być zabójcze dla chorego na wrzody żołądka, bo zawiera pektyny.

Głupota ludzka nie zna granic i nie boli. Ludzie najcenniejsze co mają, czyli zdrowie oddają obcym ludziom. I nie chodzi mi o lekarzy. Bo to zawód jak każdy. Trzeba trafić na dobrego, więc nic nam nie grozi. Najgorzej jak ludzie słuchają ludzi młodych, albo bez żadnego wykształcenia.

Do 30 roku życia trzeba się bardzo starać, żeby zachorować. Można jeść wszystko i prowadzić „niezdrowy” sposób życia. Płaci się dopiero po 50-ce.

Znajoma prosiła mnie o opinię w sprawie niejakiego Zięby, bo kupiła jego książkę i ma mieszane uczucia. Ufaj sobie. Zawsze. Obejrzałam tylko jeden film i powaliła mnie merytoryka w stylu: są badania, wykazano, wyliczono … Jak można ufać tak niedouczonemu człowiekowi. Nie wiem co skończył, bo nigdzie nie ma żadnego dyplomu. Dużą dawką vit C nie wyleczy się raka, bo wszystko idzie w sedes. Ciekawe kiedy zaczną się pozwy. I ten koleś jeszcze coś tam sprzedaje. Naprawdę nic się nie zmieniło od średniowiecza. Lekarze popełniają błędy, ale z bólem zęba biegniemy do stomatologa, a nie do dziwaka udającego lekarza. Czy jak ten pan pójdzie pod nóż to będzie się chwalił, czy powie, że to witaminki go uleczyły.

O raku wiem dużo, bo chorował mój ojciec. Jedzenie ma minimalny wpływ na chorobę. 4 osoby jadły to samo przez 20 lat, a zachorowała tylko jedna. Osoby długowieczne, a znam wiele, nie ćwiczą, nie medytują, jedzą wszystko w małych ilościach, nie jedzą owoców. Przeżyły głód i chyba aktywował się im gen długowieczności, jak mówił zabity na pasach prof. Vetulani. Ci ludzie są normalni. I żyją długo. Często nie mają pragnień, bo wszystko mają. Kiedyś jedna pani mówiła, że Bóg chyba o niej zapomniał. Żyła wg niej już za długo. Lubię starych ludzi, bo są mądrzy nie na pokaz.

Ostatnio przeczytałam nagłówek wypowiedzi jakiegoś lekarza. On bardzo pragnął leczyć dzieci, bo „najczystsza babcia bardziej śmierdzi niż brudny dzieciak”.

Babcia to ciągle jest człowiek. Ciekawe, gdy ten pan będzie w wieku babci i będzie nosił pampersy po operacji prostaty, czy znajdzie się lekarka, która mu pomoże. Przecież będzie śmierdział moczem, bo po operacji się popuszcza. Mówisz-masz.

 

Dziwnym zrządzeniem losu dzisiaj trafiłam na stronę jakiegoś pana, który w swojej wizytówce napisał: ”rzygam smoleńskiem”. Naprawdę tak określa siebie, to jego cecha.

Ja wiem, że ludzie ogłaszają co robią w sypialni, chcą się wyróżnić czy co. Przecież geje są tacy sami jak my, ale robią to z innej strony. Naprawdę nie chcę tego wiedzieć.

Nie przyszłoby mi do głowy opisywać co wydalam z różnych otworów mego ciała.

Uciekłam i zrobiłam blokadę, żeby przypadkiem znowu tam nie trafić.

Bo nienawiść jest zaraźliwa. I pragnienia się materializują. Czy ten pan będzie zadowolony z rzygania?

 

Łatwo nie mieć pragnień gdy zaspokojone są podstawowe potrzeby przetrwania.

I na koniec cytat mądrego człowieka Bhagawan Śri Sathya Sai Baba

Człowiek sądzi, że zaspokajając kolejne swe pragnienia zazna szczęścia, tymczasem zamiast tego staje się coraz bardziej niespokojny. Im mniej pragnień, tym większe szczęście.”

Dopiszę jeszcze w temacie

Są w naszym życiu takie sytuacje, że nasze pragnienia kłócą się z pragnieniami innych. Wygra silniejszy. Obserwuję poczynania Muska, bo jest interesujący. Zresztą dostaję codziennie nowe informacje. To człowiek, który "pali dolary". Za ostatni kwartał zrobił 400 mln straty (Tesla strata) , a inwestorzy dają mu coraz więcej pieniędzy. Bo on zaklina rzeczywistość. W tym roku szykuje się kolejny strajk w jego fabrykach. Poprzedni był w kwietniu z powodu skandalicznych warunków pracy i dużej liczby wypadków. Związki zawodowe zapowiedziały strajk, bo pracownicy zmuszani są do wysokiej wydajności, ale za te same pieniądze.  "Wizjoner" ma wizje, a pracownicy chcą zarabiać. Konflikt interesów.

Ciągle kłamie, albo zaklina rzeczywistość. Mówił, że ma zgodę na hyperloop w 4 miastach, a nikt nic nie wiedział. On jest coraz bogatszy. Jego pragnienia wygrywają.

 

Wszystkie twoje pragnienia i myśli są twoimi wrogami. - przeloz-zwrotnice-nienawisci-milosc 

 

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

Język polski jest bardzo ciekawy. Jak żaden inny (może się mylę) nie ma tylu słów na określenie odcieni różnych emocji, zdarzeń czy cech osobowości.

 

Ciekawym słowem jest - PRAGNIENIE

 

Opisuje ono stan, w którym czegoś nie mamy, a bardzo chcemy.

Występuje w nim podwójne przeczenie. Co ono oznacza? Dwa minusy dają plus, a kiedyś uczono mężczyzn, że gdy kobieta mówi nie to oznacza tak. Naprawdę czytałam o tym w jakimś piśmie.

W języku polskim jest dużo słów kończących się na nie, ale to słowo ma aż dwa przeczenia. Słowo jest bardzo ważne skoro przestrzega się nas dwukrotnie. NIE i NIE.

A przecież pragnienie to też określenie braku picia. Każdy wie, że bez picia człowiek umiera. Więc pragnienie powinno się zaspokoić. Czy wtedy zniknie?

W kabale uczą (mogę czegoś nie rozumieć), że każdy człowiek rodzi się z pragnieniem otrzymywania. Celem życia jest zlanie się ze Stwórcą i zamiana pragnienia otrzymywania na pragnienie obdarzania.

Człowiek rodzi się i już czegoś chce. Zrozumiałe jest zaspokajanie potrzeb przeżycia, czyli pożywienie, ubranie, schroNIENIE. Tylko człowiek na tym nie poprzestaje. Ciągle czegoś chce i wmawia sobie, że to wynika z potrzeb jego duszy. Nie tylko chcę, ale pragnę. Każdy człowiek ma 6 tysięcy lat na zamianę pragnienia otrzymywania w pragnienie dawania. Tylko, że kabała mówi o świecie duchowym, a nie fizycznym.

Pragnienie – nie chcij niczego – 2 przeczenia.

 

Pragnienia są krótkotrwałe. Tesla w wywiadzie z 1919 roku (książka Autobiografia Nikoli Tesli) mówił:

Pragniemy nowych wrażeń, ale wkrótce stajemy się na nie obojętni. Wczorajsze cuda dziś stają się powszechnymi zjawiskami.”

 

Bardzo mądry człowiek, nieżyjący od 6 lat, Bhagawan Śri Sathya Sai Baba nauczał, że:

Dzisiejszy człowiek gotów jest uczynić wszystko, aby doświadczyć szczęścia, lecz pragnienia mnożą się jak mrówki w mrowisku. Panujcie nad pragnieniami. Im mniej pragnień, tym mniej zmartwień. Mnożenie pragnień prowadzi do obniżenia siły woli, a w konsekwencji do utraty energii działania.”

 

I pojawia się kolejne fajne słowo - UZALEŻNIENIE

To wskazówka, żeby się od niczego nie uzależniać, nawet od pragnienia. Nie i nie. Nie bądź zależny od niczego – 2 przeczenia.

Kolejne takie słowo to UJAWNIENIE

Nie do końca to rozgryzłam, ale chodzi ty o świat Javi, czyli ten tu i teraz. Pomyślę.

Wracając do słowa PRAGNIENIE. Jest ono bardzo silne, bo ma moc sprawczą. Więc uważaj czego pragniesz.

Pragnienie śmierci

To pragnienie, żeby się spełniło musi być na widoku, jest manifestowane werbalnie i wizualnie. Dziwnym trafem pomyślałam o 4 znanych osobach. Nie słuchałam ich muzyki, więc mam dystans.

 

Kurt Donald Cobain ur. 20.02.1967 = 9

Pisałam niedawno o 9, którą był Prince. Bardzo podobne cechy osobowości i koniec życia (do 2 razy sztuka).

9 – droga życia – niby wiedza i mądrość, ale trudno to znaleźć. Bo planetą opiekuńczą Dziewiątki jest Pluton – transformacja, nie boi się śmierci. Nie dziwią mnie fotki z bronią, których jest w necie pełno.

9 jest wrażliwa na ludzkie nieszczęście

2 – ekspresja – naiwność, brak wiary we własne siły. Gdy miał 9 lat rodzice się rozwiedli, a dziecko było raz u mamy, raz u taty, potem u wujków i innych. Chciał być najważniejszy, a był nikomu niepotrzebny. Kolejne skrzywdzone dziecko. Z tej rozpaczy zaczął być złośliwy i krnąbrny, wtedy nikt nie chciał się nim zajmować.

3 – osobowość – Uran – wulkan – ogień i agresja, konfliktowość. Na scenie się sprawdziło. Był wulkanem energii, skakał i miotał się w ekstazie. W życiu takie zachowanie przeszkadza, bo brak zdecydowania, chwiejność, wybuchowość.

8 – dusza – a potrzebował władzy i kasy, a był wrażliwcem. Władzę miał na scenie nad fanami. Kasy nie umiał zarabiać, bo był niepokorny i nie chciał się ugiąć wytwórniom. Gdyby okiełznał swój temperament to mógłby mieć wszystko.

Gdy miał 4 lata zachorował i dawano mu lek (rital), który uszkodził mu żołądek. Przez całe życie miał bóle brzucha. Radził sobie pijąc alkohol, a potem brał narkotyki. Ukochał heroinę. Miał okropną cerę, jakieś bąble i wypryski, więc maskował twarz strąkami włosów. W necie są fotki, ale straszne, nie dla mnie.

Nie miał wsparcia u żony. Ślub dwóch ćpunów został zawarty na Hawajach, a drużbą był diler. Więc związek nie mógł być czysty od heroiny. Courtney brała nawet będąc w ciąży. Ich życie polegało na zabawie. W necie są filmy jak Kurt w majtkach tańczy w amoku, a żona to samo. Całe dnie leżeli w łóżkach, w letargu, nic ich nie obchodziło. Smutny widok. Zupełnie nie rozumiem, że cytuje się jego słowa o byciu sobą. Tak jakby na siłę chciano znaleźć coś dobrego. On nie chciał być słaby, on pragnął być innym człowiekiem, silnym i kochanym.

 

Dzisiaj słyszałam rozmowę telefoniczną sąsiadki, która mówiła swojej znajomej: bądź sobą, nie rób nic na siłę, zrób coś dobrego dla siebie, patrz na swoje potrzeby … Ale ona to zwykła osoba i nikt nie będzie jej cytował. Gdyby Kurt miał przyjaciela, który by go dowartościował, to może nie doszło by do jego przedwczesnej śmierci. Zwykły człowiek ma.

Szczęście dawało mu buszowanie po lumpeksach. Gdy znalazł coś fajnego to czuł niewyobrażalne szczęście. Dziwne, ale każdy jest inny.

Pisałam kiedyś o Winonie Ryder, która też kupowała w takich sklepach. Zmieniła się.

Dawno dawno temu ludzie bogaci oddawali swoje ubrania biednym. I to miało sens. Biedni mogli się dowartościować, poczuć się lepiej. Teraz w lumpeksach mamy ubrania ze śmietników, używane, noszone przez chorych, nieszczęśliwych ludzi. To jest dobre tylko dla bardzo mocnych ludzi, którzy sobie poradzą z szarą energią. Ja od tego uciekam, nie mam takiej mocy. Rozdygotany Kurt też nie.

W liście pożegnalnym napisał „Wciąż nie potrafię poradzić sobie z frustracją, poczuciem winy i empatią, którą odczuwam w stosunku do wszystkich ludzi. We wszystkich z nas drzemie dobro, a ja po prostu za bardzo kocham ludzi. Tak bardzo, że przez to odczuwam jeszcze większy smutek... jestem takim małym, smutnym, niepotrafiącym niczego docenić facetem”.

Nienawidzę siebie i pragnę umrzeć" - nie widział wyjścia, dostał co chciał. W 1993 roku przedawkował 6 razy i nie umarł. W 1994 skończył ze sobą, miał 27 lat.

Być może nie popełnił samobójstwa, ale do niego zmierzał. Jego teść oskarżał córkę o zabójstwo, bo podobno strzelba leżała nie tam gdzie powinna i chciał rozwodu. Żona na drugi dzień używała jego karty kredytowej, ale bankowi to nie przeszkadzało. Nikomu nie zależy na prawdzie, bo na legendzie można zarobić.

Zginął jak na zdjęciach. Mówisz – masz.

 

Chris Cornell, a właściwie Christopher John Boyle ur. 20.07.1964=29=11

O Jedenastkach pisałam wcześniej, więc nie będę powtarzać. 11 to żebrak miłości, ale ucieka przed uczuciami, niecierpliwy i nerwowy.W końcu to dwa Słońca, jak 2 pięści.

Miał potencjał – 11,11,1,1 – mógł osiągnąć wiele. Tyle Jedynek może też świadczyć o samotności. I on był samotnym dzieckiem, nie miał przyjaciół. Od 9-11 roku życia nie wychodził z domu, miał panikę przez agorafobię. Słuchał wtedy muzyki.

Ojciec był farmaceutą, a matka księgową i oboje byli alkoholikami – jak sam mówił. Miał pięcioro rodzeństwa. Gdy rodzice się rozwiedli, to dzieci przyjęły nazwisko matki.

I tu jego numerologia się zmieniła = 11,1,8,2

Talenty i słabości z 11 na 1 – samotnik, publiczna maska z 1 na 8 – udawał silnego, a zjadała go depresja. Liczba duszy z 1 na 2 – tu największa zmiana, ze Słońca na Księżyc – ogień zamienił na wodę, stąd skłonność do depresji. Gdyby nie zmienił nazwiska to jego życie nie byłoby smutne. Ale rodzice się rozwiedli. Trauma, jak u wielu dzieci. Nie było znikąd pomocy, dziecko musiało sobie samo radzić. I poradziło sobie. W wieku 12 lat miał dostęp do alkoholu, marihuany, kwasu, grzybów i lekarstw na receptę i używał tego przez kolejnych 13 lat. Używki mają to do siebie, że dają wytchnienie na chwilę, a potem jest gorzej. Powstaje kredyt, który trzeba spłacić. Jego organizm był zniszczony.

W necie jest wiele jego wywiadów, w których opowiadał o swojej depresji. Ale depresja nie bierze się znikąd. Trauma – rozwód – z dzieciństwa nie została uleczona. Powinien być przymus konsultacji z psychologiem dzieci z rozbitych rodzin. Każdy radzi sobie sam, jak umie.

Fotka pochodzi z teledysku Nearly Forgot My Broken Heart – czyżby był jasnowidzem? A może pragnął śmierci i dostał co chciał. I odleciał w kosmos.

Na tmz.com są fotki z pokoju hotelowego. Powiesił się na czerwonym sznurze do ćwiczeń. Sposób zamontowania na drzwiach świadczy o trzeźwości umysłu. To trzeba umieć. Chris leżał na podłodze ze sznurem na szyi i krwią w ustach. Dziwne. Monitoring wykazał, że był sam.

Po śmierci stał się bardziej popularny. Chyba nie o to mu chodziło. Miał 52 lata.

 

 

 

 



wtorek, 01 sierpnia 2017

Dopiero co Francuzi świętowali swoje narodowe święto 14 lipca, jakby nie znali swojej historii NCZAS.

A 26 lipca były imieniny Anny. Dobra pora.

 

Moją ulubioną i sławną Anną była Anna Habsburg, zwana Anną Austriaczką, choć urodzona w Hiszpanii – królowa Francji. Przeszła do historii jako matka Króla Słońce, najbardziej znanego króla Francji – Ludwika XIV Burbon.

Z Francją mam dziwne powiązania. Gdy byłam mała odmawiałam noszenia czapek, bo bolała mnie głowa i mówiłam, że „w poprzednim życiu ucięto mi głowę” właśnie we Francji. Nie mam pojęcia gdzie to usłyszałam, ale wykorzystywałam ;)

Ciekawa to rodzina, bo urodzili się we wrześniu – Anna, Ludwik i synowie. A więc mądre matki z dużym wpływem na dzieci.

 

Naprawdę nazywała się Ana María Maurícia de Habsburgo i urodziła się 22.09.1601 = 3

Jak każda Trójka była wesoła i towarzyska, innym dodawała energii (Uran), lubiła dobre towarzystwo. Kochała też teatr, jak jej matka. No i miała szczęście w życiu ;) Nie dała się otruć i musiała intrygować z teściowa Marią Medycejską i kardynałem Richelieu.

Anna była jedną z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów.

Gdy miała 10 lat zmarła jej ukochana matka Małgorzata Habsburg – ur. 25.12.1584=1. Matka miała 14 rodzeństwa, a sama urodziła 8 i zmarła przy ostatnim porodzie. Miała wówczas prawie 27 lat. Małgorzata była opiekunką artystów i miała duży wpływ na życie pałacowe. Jednak miała mniej do powiedzenia niż pierwszy minister. Bardzo kochała swoją pierworodną córkę i dbała o jej wykształcenie. Małgorzata została królową Hiszpanii w wieku 15 lat, a Anna w wieku 14 lat wyszła za mąż za Ludwika XIII.

Małżeństwo Anny było zaaranżowane, żeby zacieśnić stosunki francusko-hiszpańskie. Królewskie rody są bardzo uzależnione od polityki. Nieustannie od wieków po dziś dzień.

25.11.1615=3 odbyły się dwa małżeństwa per procura: Anny z Ludwikiem XIII i młodszej siostry Ludwika XIII – przepięknej Elżbiety Burbon z Filipem IV. Młodzi, bo 14 letni małżonkowie, przybyli do Paryża 11.05.1616=3. Anna miała szczęście do tych dat, bo to ona będzie ważniejsza w związku. Ciekawe kto je ustalił.

Ludwik XIII ur. 27.09.1601=8, był 5 dni młodszy od żony. Mogła trafić na starego, znowu szczęście ;)

Miał zupełnie inny charakter, był poważny i skryty, a żona otwarta i towarzyska.

Jako numerologiczna Ósemka pragnął władzy i pieniędzy. Jako król to miał, ale nie mógł panować nad żoną. Trójka źle znosi krytykę i nie umiała się dostosować do męża. Sama w nowym środowisku, bez matki i wsparcia rodziny, musiała dać sobie radę. Była mądra i kreatywna. Czyż nie jest wkurzająca osoba, która tryska energią i jest pozytywna? Trójki mają to od Losu, za darmo. Nie warto się na to wkurzać. Jedni pracują inni mają.

 

Jej imiona składają się z 27 liter. W królewskich rodach jest to normalka. Dużo imion jest gwarancją, że osoba może robić wszystko. Zwykli ludzie mają z tym problem, bo od nadmiaru możliwości nie wiedzą co wybrać i robić w życiu.

Ana miała wszystkie liczby, żadnych deficytów:

1 – 8

2 – 2

3 – 3

4 – 3

5 – 2

6 – 1

7 – 1

8 – 1

9 – 6

Przy 8 jedynkach nie dała sobą pomiatać. To ona błyszczy, jak Słońce. Była wszechstronna. Nauczyła się 5 języków, miała swoich szpiegów, którzy pomagali jej w intrygach pałacowych. Przy 6 dziewiątkach miała swój rozum i bystry intelekt. Miała tylko jedną 7, ale jej imię – Ana = 7 – więc miała intuicję, mogła planować wszystko co chciała, kupować popleczników, wiedziała na ile może sobie pozwolić, kogo można przekupić, a kto wróg na zawsze.

Gdy nazywali ją Anną to wzmacniali jej szczęście. Anna = 1+5+5+1=3

O taką nieprzeciętną osobowość mąż był zazdrosny i wszczynał kłótnie. Potem się obrażał, a kibicowała mu jego matka. Może to robił specjalnie, bo się nie sprawdzał w sypialni?

Ludwik XIII, jako urodzony we wrześniu, słuchał się matki. Bo taka matka jest mądra, ale nadopiekuńcza. Matkę symbolizuje Dziewiątka, a więc ma wiedzę wszystkich poprzednich liczb. Mając dużą wiedzę łatwo manipuluje dzieckiem, wspiera je, trzyma jego stronę, ale równocześnie przekazuje mu swoje wizje jego życia. Moim zdaniem ta mądrość dziewiątki na planie ziemskim zmienia się w przemądrzałość. Nie da się ochronić dziecka w każdej sytuacji, a wszystkowiedząca matka może zrujnować życie.

Z powodu różnic w charakterach mąż odsunął się od żony w 1622 roku. Podobno przez księcia Buckingham. Tylko, że książę dotarł do Francji w 1625 roku. A plotka żyje do dziś ;)

 

W podstawówce przeczytałam wszystkie książki Aleksandra Dumasa. Pamiętam doskonale wątek „naszyjnik królowej”. Po latach czar prysł gdy okazało się, że został wyssany z palca, więc go nie opowiem. Przekonałam się jaką siłę mają pisarze, potem artyści i teraz celebryci.

Dumas z miernego, ale wpływowego człowieka zrobił bohatera. Do dziś powstają filmy z tamtego okresu, ale będące fikcją literacką. Używa się nazwisk faktycznie żyjących wtedy ludzi, ale przypisuje się im cechy, których nie mieli.

Księcia B. chciano wykorzystać, by zniesławić Annę. Gdy książę Buckingham przybył na dwór to doprowadzono do tego, że został sam w komnacie z Anną. Potem rozpuszczano plotki, że mają romans. To powielana po dziś dzień fikcja. Anna miała wielu kochanków, ale tego akurat nie

George Villiers, książę Buckingham ur. 28.08.1592=8.


A więc można powiedzieć klon męża Anny. Jako bystra kobieta nie byłaby zdolna zainteresować się kimś takim. Był przystojny, ale mało bystry i bez manier. Bo ten George pochodził z nizin. Dla niego liczyła się władza i pieniądze, więc wszystko podporządkował temu celowi. Wychowywała go matka, bo ojciec zmarł wcześnie. Wysłała go do Francji, żeby się uczył. No i uczył się szermierki i tańca, ale języka za dobrze się nie nauczył. Anna znała 5 języków.

Gdy miał 22 lata trafił na dwór króla Jakuba I i został faworytem. Obsypany został deszczem zaszczytów. Dlaczego, skoro nic nie umiał? Miał talent w sypialni, bo król nie chciał się z nim rozstawać i pisał do niego miłosne listy. Historycy nieśmiało wspominają coś o homo czy biseksualiźmie. Bo ten George miał żonę i dzieci, a księciem Buckingham został w 1623 roku. Był też faworytem Karola I. W wyniku jego nieudanych pomysłów zginęło 4 tys. żołnierzy, a gdy planował kolejną wojnę został zamordowany przez fanatyka w 1628 roku, miał 36 lat.

Mierna postać, mierny koniec. Więcej tu George_Villiers

Dzięki niemu nigdy nie będę niczyim fanem.

 

Ana pragnęła dzieci, bo jej liczba duszy to 6 – rodzina.

Wiele razy była w ciąży, ale kilka razy poroniła (może więcej w ciągu 22 lat). Prowadziła stresujący tryb życia. Jej matka miała liczne rodzeństwo, Ana miała 7 rodzeństwa, ale troje umarło w dzieciństwie. Musiała mieć własne dzieci. Miała prawie 37 lat gdy urodziła syna. Była bardzo religijna i jednym z imion, które nadano Ludwikowi XIV Burbon było Louis Dieudonne (dar od Boga). Dziecko jakby wymodlone. Autor bloga zbigniewrabsztyn.blog.onet (polecam) poddaje w wątpliwość ojcostwo (impotencja). Gdyby to wyszło na jaw, to syn nic by nie dziedziczył, a reputacja króla legła by w gruzach. Lepiej kłamać, dla dobra czegoś tam.

Po dwóch latach Anna urodziła drugiego syna Filipa I Burbon.

Ludwik XIII zmarł gdy jego synowie mieli niecałe 5 i 3 lata (zmarł w maju 1643). Znamienne było w tamtych czasach nie respektowanie testamentów. Bo Ludwik XIII wyraźnie zakazał żonie być regentką. Oczywiście nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło coś komuś obiecać, opłacić lojalność i Anna została regentką, czyli rządziła Francją w imieniu małoletniego syna.

 

Anna była bardzo zaprzyjaźniona z Giulio Raimondo Mazzarinim (zw. Jules Mazarini), ur. 14.07.1602=3

Nic dziwnego, bo to pokrewna dusza. Był Włochem nisko urodzonym, ale na regenta wyznaczył go poprzedni kardynał Armand Jean Richelieu. Związek Anny z Julesem musiał być dobrze skrywany. Przetrwały do dziś ich miłosne listy.

Mazarini był doradcą małego króla, a nawet zastępował mu ojca. Plotkowano, że to mógł być jego prawdziwy ojciec. Nie był dobrym doradcą, umacniał rządy absolutne, więc musiało dojść do buntu. Nazywano go kardynałem, ale nie miał żadnych święceń.

Nic się nie zmieniło, teraz też można mieć tytuł dr, a nie kończyć medycyny (jak np. Kinslow).

 

Pierwszy syn Ludwik XIV Burbon ur. się 5.09.1638=5

Był zupełnie niepodobny do ojca, z wyglądu i z charakteru. Dziecko bało się ojca, bo ten chciał go sobie podporządkować. Czy to możliwe z uwielbiającą wolność Piątką? Ludwik miał też złe wspomnienia z dzieciństwa, bo słuchał plotek o romansach matki.

Teraz też nie chroni się dzieci. Celebrytki robią nagie fotki i puszczają do sieci. A potem dzieci dorastają i muszą się zmierzyć z obelgami.

Był prawdziwa Piątką – wolną i uwielbiającą zmiany. Dlatego zmieniał kobiety jak rękawiczki, jakby się odgrywał na kimś. To dobry partner do zabawy (wdał się w matkę). Matka miała na niego duży wpływ (9). Bardzo ją kochał i słuchał. Ale robił też co uważał. Piątka do końca nie da sobą manipulować. Był zawsze głodny. Zawsze wożono za nim kufer jedzonka. Zajadał smutki czy to ze strachu?

Gdy miał 13 lat, czyli był już dorosły, mógłby rządzić samodzielnie. Jednak matka i Mazarini rządzili za niego. Dopiero gdy miał 23 lata odciął pępowinę. Wtedy (1661) zmarł Mazarini. Gdy syn ożenił się w 1660 roku (po raz pierwszy) matka wycofała się z życia publicznego i osiadła w klasztorze Val-de-Grâce. Ludwik miał 28 lat gdy matka zmarła. Ogłosił wtedy pół roczną żałobę narodową. A potem żył jak chciał. Rządził długo i zmarł w wieku 77 lat.

 

Drugi syn Filip I Burbon, bardziej znany jako Filip Orleański ur. 21.09.1701=5


Kolejny syn urodzony we wrześniu i Piątka. A więc pod silnym wpływem matki (9) i bez ojca (21).

Musiał słuchać matki, nie mogło być inaczej. A ona wykombinowała, że młodszy syn nie będzie chciał rządzić gdy będzie gejem. I ubierała syna w sukienki i malowała. A może miał od dziecka ciągoty w inną stronę, a matka to zauważyła? Czy brak wzorca męskiego może mieć wpływ na homoseksualizm?

Jako Piątka lubił zmiany. Miał 2 żony i wielu kochanków. Pierwsza żona została otruta z zazdrości przez jednego z kochanków, a druga była bardziej tolerancyjna. Trudno kobiecie konkurować z facetami o faceta.

Podobno obie sypiały z bratem męża. Ale wtedy każdy z każdym sprawdzał wartość seksualną, a śmierć z otrucia była najczęstszą przyczyną zgonów.

Pozwolił, żeby nieślubna córka brata poślubiła jego syna. Brat rządził nim też. Miał zdolności przywódcze i był dobrym żołnierzem. Brat zazdrościł mu popularności, choć był bardziej uwielbiany przez lud. Każda Piątka uważa się za wyjątkową, i taka jest :) Ale słabo toleruje konkurencję.

Zmarł w wieku 61 lat na apopleksję, po kłótni z bratem, podobno. Tego nie ma zapisanego ;)

W serialach  jest super ;)

 

Anna zmarła 20.01.1666 na raka piersi. Nic dziwnego. Piersi są związane z dziećmi, bo karmi się je piersią. Dlatego chłopcy całe życie ciągną do piersi i do wylotu, z którego wyszli.

Anna poroniła wiele razy, a wtedy w psychice kobiety zostaje pustka, którą trzeba uzdrowić. Nie ważne czy poronienie było samoistne czy celowe. Rany bolą całe życie i objawiają się nowotworem. Gdy coś takiego zaistnieje trzeba wykonać uzdrawianie międzypokoleniowe. Pisałam o tym dawno temu. Trzeba przywołać to stracone dziecko, prosić o wybaczenie, że się dopuściło do straty i prosić o wybaczenie. Anna prosiła Boga o ratunek, zamiast prosić o wskazówki co robić.

Kolejny krok to uzdrowienie relacji matka - synowie. Powinna prosić o wybaczenie, że manipulowała synami, nie pytając co oni czują i chcą. Oczywiście, że ona była mądra, ale czy synowie nie powinni mieć więcej do powiedzenia? Chciała dobrze. Jest taka zasada Transerfingu – „pozwól innym być innymi”. Trzeba szanować uczucia innych i pozwalać im na własne błędy i podążanie własną drogą. Wtedy jesteśmy zdrowi.

 

Wszystkie znane mi kobiety z rakiem piersi miały poronienia. Wybaczanie to jedyny ratunek. Można też uciąć sobie piersi, ale rak pojawi się w innym miejscu, najpóźniej w ciągu 10 lat.

 

Anna Austriaczka przeżyła ciekawych 65 lat życia.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
Archiwum
bajka107@gazeta.pl