Życie to wszystko co mamy :)
wtorek, 23 sierpnia 2016

Byłam w jakimś mieście, w którym są same wysokie biurowce. Właściwie to były drapacze chmur, ale nie był to NY. Ludzie tam nie mieszkali tylko pracowali. Biurowce były całe z niebieskiego szkła. Jak się przyjrzeć to widać było biurka, krzesła i siedzących ludzi. Nie ma pojęcia czy ja też miałam wejść do takiej klateczki i pracować, ale poczułam się przytłoczona. Stałam tak na dole i zaczęłam tracić oddech, brakowało mi powietrza do oddychania. Te biurowce wszystko zabierały – przestrzeń, widok nieba, słońce i powietrze do oddychania. Czułam, że robi mi się słabo i jedynym wyjściem było opuścić to miejsce. Wyciągnęłam ręce i wzniosłam się w górę.

Zaczęłam latać. Wzniosłam się ponad chmury, a potem w kosmos. Leciałam szybko, przemierzałam ogromne przestrzenie. Mogłam lecieć gdzie chcę, a ja chciałam przelecieć przez wszechświat. Do latania nic mi nie było potrzebne. Nawet nie wiem czy oddychałam. To było nieistotne. Ale powietrze nie było rześkie, raczej stęchłe. Leciałam wyprostowana jak Neo w Matriksie.

Latałam dość długo, widziałam wszystko. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, że wszechświat jest skończony i ja go właśnie obleciałam. Wróciłam do punktu wyjścia. Czułam się zrelaksowana. Fantastycznie było się przelecieć. Nie było to coś wyjątkowego, a raczej coś zwykłego. Choć nikogo nie spotkałam po drodze. Chyba wszyscy byli w pracy. A ja na wagarach ;)

Pojawiło się też rozczarowanie, że wszechświat jest zamknięty. Wszystko jest w nim na ustalonych pozycjach, niezmienne, przez wieku takie samo. Sprawdziłam to oblatując kosmos.

Obudziłam się.

Kolejny nic nie znaczący sen. Po ostatnich wykładach z kosmologii przekonałam się, że to nie jest nauka odkrywająca coś. To raczej nauka zajmująca się dopasowywaniem rzeczywistości do wymyślonych teorii. Ludzie, którzy się zajmują kosmologią są bardzo mądrzy. Ale nie przekonałam się do Big Bangu i nieustannego rozszerzania wszechświata. Dlatego we śnie obleciałam układ zamknięty i ten zapach stęchlizny.

Ostatnio po raz kolejny obejrzałam uważnie wszystkie części Matrixa, stąd ta tęsknota za nieskrępowanym lataniem. A może to ucieczka przed pająkiem. Bo poprzedniej nocy coś mnie ugryzło w twarz i rękę. Mam swędzące kropki.

No i te biurowce. W moim mieście buduje się kolejne biurowce. Te, które już stoją są puste, a stawiają kolejne. Kto tam będzie pracował? Ukraińcy. Jest ich mnóstwo.

Nie ma znaczenia czy śniłam czy nie. Gdy się budzę to nieustannie mam dobry nastrój, dlatego zawsze wyrażam wdzięczność za życie. Wszystko wprawia mnie w dobry humor. Mam więcej energii i pieniędzy. Taki dobrostan :)


czwartek, 18 sierpnia 2016

Kilka dni temu kupiłam od kobiety siedzącej na chodniku kwiatek. Reklamowała go jako koniczynkę szczęścia. Staram się zawsze coś kupić od ludzi sprzedających swoje wyroby lub hodujących kwiatki.

Kwiatek to szczawik trójkątny, a koniczynką szczęścia jest szczawik Deppego, czyli czterolistny. Roślinka jest bardzo krucha, ale ciekawa do obserwacji. Gdy robi się ciemno to listki składają się jakby opadły, a kwiatki zamykają się. Tak roślinka reaguje na brak światła. Rano znowu wygląda pięknie. Nie pachnie. Podlać trzeba codziennie, bo inaczej roślina zaczyna się kłaść.

Do przynoszenia szczęścia mam różne rośliny i różne przedmioty.

Kurier przywiózł mi rano pilną paczkę i prawie musiałam go gonić, żeby mu dać napiwek. Jacy oni zabiegani. A potem dwóch klientów przyniosło mi prezenty. Tak bez okazji. Z uprzejmości. Karma wraca ;) (nie wierzę w karmę)

Ja to mam szczęście :) To chyba przez tę nową koniczynkę ;)

A ja tylko lubię czynić dobro.

 

Nieustająco mam dobry nastrój, choć życie toczy się jak zwykle. Chyba już mi tak zostanie na zawsze.

Gdy tak się zastanawiałam co mi jest sięgnęłam po raz kolejny do VI tomu Transerfingu. I znalazłam odpowiedź.

Świat troszczy się o mnie, podsuwa mi różne wspaniałe rzeczy, żeby życie było milsze. Mój umysł przyjął fakt, że swoimi myślami jestem w stanie tworzyć warstwę własnego świata. Oczywiście nie wszystko idzie gładko, czasem coś nie wypali. Zdarzają się porażki, ale akceptuję je. Gdy coś mi się uda to nie wpadam w euforię, choć zawsze się uśmiecham. Nie uważam, że dobry nastrój jest moim obowiązkiem i nie zmuszam się do tego. Przestałam się wzdrygać gdy ludzie układają palce rąk w kształt nerki. To ich sprawa, ich nadmierny potencjał. Mają taką potrzebę manifestowania. Znam taką osobę, która jest sztucznie wesoła, a nocami płacze w poduszkę. Zaklinanie rzeczywistości nic nie daje. Gdy czuję się źle to tak się czuję. Nie ma powodu, żeby udawać szczęście. Ja nie zaklinam rzeczywistości, tylko ją akceptuję.

"Pozytywne nastawienie powinno być skutkiem Twojej pewności co do tego, że jest to dla Ciebie korzystne... Lecz nie należy tego uważać za swój obowiązek." (s.44)

A ja jestem bardzo praktyczna. Nauczyłam się co mi służy, a co nie. I po prostu to robię.

Czuję się jak naczynie w całości wypełnione pozytywną energią. W naczyniu tym nie ma już miejsca na euforię, nadmiar ważności czy pesymizm i użalanie się nad sobą. Moje lustro zaczęło w końcu pokazywać mój stosunek do świata.

Jestem zadowolona tą grą w zwierciadła świata.

W moim przypadku to był proces. Pewne rzeczy przestałam robić, a robienie innych rzeczy przychodzi mi z łatwością.

Przestałam oglądać horrory, nie czytam kryminałów, gdy ktoś narzeka to zdecydowanie mu przerywam i wskazuję coś dobrego w jego życiu. Nieustannie zadziwia mnie reakcja takiego człowieka, bo zwykle traci głos i rozpęd i musi pomyśleć jak w czymś dobrym znaleźć jakiś cierń. Wahadło już się bujało, a tu dysonans.

Przestałam pić alkohol, piwo, wino, bo przestało mi smakować. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Nie zmieniło się moje odżywianie, nie ćwiczę, bo szkoda mi na to czasu. Dużo chodzę, to wystarczy. Nie skupiam się na tym czego nie mam. Jestem zadowolona z tego co mam. A nie mam żadnych tabletek, nie zatruwam się.

Właściwie wszystko jest takie samo, tylko ja w środku jestem inna. Myślenie zmienia świat.

Lubię utalentowanych ludzi.

Jak tu się nie uśmiechnąć :)

Bądźmy dla siebie mili.

 

 


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Zadziwiające jest, że tak często w tv wyświetlają Matrixa. Tak jakby sprawdzano stan obudzenia ludzi. Lubię ten film, bo jest tam mnóstwo pokładów informacji.

Każdy kto oglądał pamięta, że ludzie byli podłączani do Matrixa specjalnymi wejściami na ciele. Są one umieszczone głównie wzdłuż kręgosłupa. Ważnym miejscem wejścia jest kark.

To miejsce jest określane jak 4 1/2 czakra. Oczywiście niczego nie widzimy i nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne jest to miejsce dla naszego funkcjonowania. Miejsce to określa nasze miejsce w społeczeństwie. Miejsce to jest odpowiedzialne za naszą wolę. Jest to też miejsce ataków psychicznych, tzw. wejść.

Na zdjęciu powyżej jasno widać kto jest poddanym, a kto rządzi. Zginanie karku oznacza zgodę na podporządkowanie. Zginając nagi kark człowiek prosi się o ścięcie, nie widzi co się dzieje za plecami, jest bezbronny. Człowiek robi to nieświadomie. Do zwykłego ukłonu wystarczy skinienie głowy, a nie tak duże pochylenie.

W historii ubioru jasno widać, że kobiety pełnią rolę służebną.

Włosy upięte i naga szyja oznacza uległość, „zrobię wszystko co zechcesz”.

Ciekawe, że kobiety ludów prymitywnych intuicyjnie chroniły odkryte szyje przez zakładanie różnych koralików, naszyjników z kamieni szlachetnych, motały wokół szyi szale.

4 i 1/2 roku temu ;) pisałam o włosach w notce Nos-dlugie-wlosy Może głównym ich celem jest właśnie ochrona tej ważnej czakry.

Moja siostra od zawsze nosi krótkie włosy, a ja zawsze mam włosy długie i rozpuszczone. Ona zawsze wykonywała wszystkie polecenia rodziców, nauczycieli, szefów w pracy, męża. Ja zawsze byłam krnąbrna, kwestionowałam każdy autorytet, polecenia wykonywałam jeśli sama uznałam je za dobre. Intuicyjnie chroniłam swoją wolę, przez włosy chroniłam się przed wejściami obcych „panów”. Rozejrzyj się wokół i sprawdź czy tak nie jest.

Mężczyźni natomiast umieli o siebie zadbać. W starym wpisie pisałam o Wikingach, czy innych wojownikach, którzy siali strach. Nie zginali karku przed nikim i nosili gęste długie włosy. W późniejszych wiekach było podobnie. Rzadko można spotkać facetów z krótkimi włosami. A jeśli już, to chronili kark wysokimi kołnierzami.

To nie tylko taka moda.

Niektórzy faceci ze strachu przed wejściami wymyślali bardziej uciążliwą ochronę ;)

Wiedza o czakrach jest dość powszechna. Ludzie robią różne rzeczy, bo wydaje im się, że muszą je harmonizować, oczyszczać, otwierać, kolorować. A później chorują na dziwne choroby i odchodzą z tego świata w szybki sposób.

Wiedza ta powinna zostać ukryta, bo ujawniona czyni więcej szkody niż pożytku. A może właśnie o to chodzi.

Wszystkie czakry powinniśmy chronić. One są jak drzwi do naszego zdrowia. Pisałam dawno temu o kąpieli w gongach, na której byłam. Niby nic takiego. Przecież ich dźwięki były miłe dla ucha. A jednak po tym seansie czułam się jak Goldie Hawn w filmie Ze śmiercią jej do twarzy. Chodzi mi o scenę z pustym brzuchem. Ja dokładnie tak samo się czułam. Pusta. I nie byłam w stanie zakryć się niczym. Wydawało mi się, że wszyscy to widzą.

Są różne metody ochrony.

Gdy nie masz długich włosów (jak wpływowe celebrytki) to noś szale albo kamienie.

Najlepsze kamienie to turmalin, zwłaszcza czarny. Ja mam naszyjnik z kawałków kwarcu turmalinu – przezroczysty kwarc z czarnym turmalinem w środku. Turmalin rozjaśnia umysł i uspokaja. Ja akurat noszę ten sznur zamotany 4 razy na ręku jako bransoletkę, bo lubię bransoletki. A tu moja ochrona.


Turmalin przyciąga kurz i łatwo się elektryzuje, stosuje się go w przemyśle optycznym i radiotechnicznym.

Więcej o właściwościach zdrowotnych turmalinu można przeczytać tu a magicznych TU

Nowy kamień należy opłukać w zimnej wodzie, zostawić w naczyniu z wodą i często zmieniać, a potem wystawić na słońce. Ja muszę często moczyć wszelkie kamienie, bo robią się ciepłe od ciała.

Bardzo dobre są też naszyjniki modlitewne mala z drzewa sandałowego. Mam taki ze 108 kulkami, ale nie noszę. Noszą je mnisi buddyjscy, a mają ogolone głowy. Noszę za to małą mala z 21 koralami. Jest lekka i fajna. Czasem używam jej, żeby 21 razy powiedzieć komuś przepraszam. Można też powtarzać mantry, ale nie wiem jakie.

Twórcy i aktorzy Matrixa śpiewali mantry, palili dziękczynne ognie, odprawiali rytuały. Dla dobra filmu. I zrealizowali swoje wizje, bez nacisków.

Jeśli ktoś czuje się niepewnie to może użyć olejku wetiwerowego. Miłośnicy wyrafinowanych perfum męskich znają ten zapach, uważany za afrodyzjak, a pachnący jak trawa. Bierzemy kroplę tego olejku i smarujemy punkt na karku zataczając coraz większe kręgi.Albo pryskajmy tam perfumy z tą nutą.

Można też użyć kominka lub dodać do kąpieli (jak ktoś ma wannę). Ma działanie relaksujące, leczy bezsenność, stres i depresję. Stosowany od wieków. Oczywiście można do masażu karku użyć też olejku sandałowego. Taki masaż powinno się wykonywać przed snem.

A na koniec trochę praktyki. Cały kręgosłup informuje o chorobach i emocjach. Kręgi szyjne również.

Na zdjęciu poniżej przedstawiono, który kręg szyjny odpowiada za jaką chorobę. Jeśli masz w rodzinie lub wśród znajomych kogoś kto ma pochyloną głowę to sprawdź co mu dolega.


Na poniższym zdjęciu opisano emocje i przekonania, które rujnują nasz kręgosłup. W 100% sprawdzone przeze mnie na moich znajomych. Najczęściej spotykam osoby, które maja niską samoocenę, biorą na siebie za dużo obowiązków (bo wszystko zrobią najlepiej). Jeśli przeczytasz spokojnie te zdania, to pomyśl czy mogą ciebie dotyczyć. I spróbuj zacząć postępować inaczej, małymi krokami, staraj się być bardziej elastycznym, wyluzuj. Po co ci taka kontrola całego świata, nie lepiej być zdrowym.


Mam przyjaciółkę, która ma zdiagnozowaną ZZSK. Ma pochylona głowę, która nie może wyprostować. Lata na to pracowała. Praktycznie wszystko do niej pasuje, ale nie umie się zmienić. Bierze teraz zastrzyki biologiczne, jest trochę lepiej.

Jeśli masz dziecko, które jest ofiarą losu, w szkole jest „chłopcem do bicia” to koniecznie mu pomóż. Stosuj olejek i koraliki. Teraz każdy może je nosić bez wzbudzania sensacji. Dziecko nie stanie się od razu pewne siebie, ale nie zachoruje. Można też czarny turmalin włożyć pod poduszkę. Podczas snu oczyści emocje. A potem moczyć w zimnej wodzie.

Latem dobrze jest kark wystawiać na promienie słoneczne. Dla ochrony i zdrowia.

Czy golenie włosów na karku jest korzystne dla człowieka?

Czy tatuowanie karku jest korzystne?


 

Tagi: Matrix
23:13, bajka107 , Praktyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2016

Zasypiałam na wznak, ale tuż przed zaśnięciem przewróciłam się na lewy bok.

Chyba się fiksuję. ;)

Stałam na progu nowego mieszkania. Było popołudnie. Od razu miałam informację, że wcześniej mieszkałam w domu z ogrodem. W wyniku jakiegoś zdarzenia przeprowadziłam się do mieszkania w bloku, w wieżowcu.

Wyszłam z mieszkania. Nie zamykałam go, bo chyba zamknęłam je przed rozpoczęciem snu ;) Westchnęłam. Jakby już nic gorszego nie mogło mnie spotkać.

Zaczęłam schodzić schodami w dół. Zeszłam bez problemu kilka pięter. Aż natrafiłam na jakieś meble leżące na schodach. Ktoś się chyba wprowadzał, albo wyprowadzał. Chyba to drugie, bo meble były ustawione jedne na drugim. Były to stare meble, jak z czasów komuny. Teraz takie meble niektórzy promują jako fajne. A to była tandeta.Kanapy o krzesła miały obicie w drobną kratkę w kolorze buro-beżowo-szaro-brudnym. Niektóre stoły były połamane, nogami do góry.Dość dużo tego było, kilka pięter. Udawało mi się omijać przeszkody. Prawie na samym dole meble były tak ustawione, że musiałam je nadepnąć. Zrobiłam to bardzo uważnie, bo przecież to była czyjaś własność. W końcu zeszłam na parter i wyszłam z klatki. Był letni wieczór. Wokoło było dużo zieleni, trawników, krzewów i drzewek. Było też pełno ławek, na których siedzieli ludzie i ze sobą rozmawiali. Gdy mijałam kolejne ławki to niektórzy do mnie zagadywali. Byli serdeczni i mili. Pomyślałam, że jednak nie trafiłam źle i będzie dobrze.

 

Gdy się obudziłam to pomyślałam, że to nie ja śniłam swój sen, ale weszłam w buty kogoś innego. Nigdy nie mieszkałam w domu z ogrodem.  3 razy były to bloki, a 2 razy stare domy.

Czas snu to wydarzenia z przeszłości. Nie jest zielono. Teraz w mieście ulice i parki są betonowane, a drzewa ustawia się w donicach. Ponieważ nie mają korzeni więc szybko usychają. I ciągle kupuje się nowe. Wszędzie beton.

Atmosfera we śnie była zupełnie inna. Ludzie byli życzliwi do siebie, pomocni, choć biedni. Teraz tak nie ma.

Ciekawe, ale dzisiaj w ciągu dnia spotkałam kilkunastu sąsiadów. Zwykle 1-2. To chyba dlatego, że poniedziałek będzie wolny i wszyscy ruszyli na zakupy.

Było miło :)

 

 


czwartek, 11 sierpnia 2016

Dzisiaj jest 11 dzień miesiąca. Z tej okazji zobaczmy jacy są ludzie urodzeni 11 listopada, czyli w imieniny miesiąca.

Takie osoby mają Słońce w Skorpionie, a więc są silne i nieustępliwe. Mają intuicję i wyczuwają zagrożenia. Są skryte i tajemnicze.

Bardzo ważny jest dla nich seks i mają niespożytą energię. Gdy doznają od kogoś krzywdy, czy pomówienia nigdy nie wybaczają, pamiętają zniewagę do końca życia. Dlatego lepiej mieć w nich przyjaciela niż wroga.

Skorpion często przeżywa sytuacje ekstremalne i wychodzi z nich cało. Zwykle. Mój znajomy Skorpion i Siódemka powiedział mi kiedyś, że czuje jakby Bóg szedł, naznaczył go i powiedział Ty. Czuje przez całe życie boską opiekę.

Osoby urodzone 11.11 mają ojca agresywnego lub nieobecnego w życiu dziecka, a dziecko tworzy wyidealizowany obraz ojca. Matka musi być silna i ambitna, oczekuje od dziecka, że spełni jej ambicje.

Sprawdźmy co na to życie.

Leonardo Wilhelm DiCaprio ur. 11.11.1974=25=7

Ojciec był autorem i wydawcą niszowych komiksów, a matka sekretarką. Gdy Leo miał roczek rodzice się rozwiedli. Nie radził sobie w szkole, ale przed publicznością rozkwitał. Marzył o pieniądzach. W wieku 16 lat rzucił szkołę, a rodzice się na to zgodzili. Wspierali go, bo co innego mogli zrobić.

Leo cały czas chce udowadniać całemu światu, w tym rodzicom, że jest kimś, że zasługuje na nagrody. Bardzo mu na tym zależało, ale Oscara nie dostawał, aż do 2016 roku.

Idealizuje i wychwala ojca. Dorosły człowiek myśli już inaczej o dzieciństwie. Cieszy się, że ojciec jest obecny w jego życiu i często razem podróżują. Zafascynował go Martin Scorsese (jak drugi ojciec), zagrał w 4 jego filmach.

Spełnił marzenie matki, która ciągle powtarza, że imię ma po Leonardzie Da Vinci. Jednak związki z kobietami są przelotne. Pudelek informuje o każdej jego nowej dziewczynie. Gustuje w modelkach Victoria's Secret i aktorkach. Kobieta, z którą się ożeni musi go słuchać, bo on na pewno nie jest uległy. Lubi rządzić i manipuluje w ukryty sposób. Ale on nie umie inaczej, taki jest od urodzenia.

Jest najbardziej kasowym aktorem na świecie. Zrealizował swoje marzenie o byciu bardzo bogatym.

Leo ma 3 Jedenastki, bo rok urodzenia 7+4=11. To karma żydowska – pragnie pieniędzy i własnego domu. Kasę już ma.

Leo jest Siódemką (Neptun). Nic dziwnego, że lubi wodę. Ma jacht, na który ciągle kogoś zaprasza.

W 1997 miał romans z Demi Moore. On miał wtedy 23 lata, a ona 35. Była dla niego zbyt dojrzała.

Demi Moore, czyli Demetria Gene Guynes ur. 11.11.1962=22

Miała trudne i smutne dzieciństwo. Jej biologiczny ojciec był lotnikiem i porzucił ciężarną żonę. Ojczym był alkoholikiem i popełnił samobójstwo. Matka również nie radziła sobie z alkoholem. Im więcej trudności tym bardziej musi się starać, żeby mieć to co chce. Pracuje od 16 roku życia. Gdy brała kokainę wyrzucono ja z pracy w serialu General Hospital.

Umie kreować swój wizerunek. Miała 3 mężów.

Jest zaradna i umie zarobić na chleb. Ma smykałkę do biznesu. Po filmie Striptease została najlepiej zarabiającą aktorką w Hollywood. Ceni sobie stabilizację i zawsze dąży do bezpieczeństwa zarówno finansowego jaki i prywatnego, lubi szokować (pierwsza miała fotki z ciążowym brzuchem).

Karma 6+2=8 – lubi mieć władzę, ma cechy przywódcze.

Leo ma trzy Jedenastki, a Demi ma ich 4. Więc jest bardziej doświadczana przez Los. Jako 22 jest niepoprawną idealistką, jest ambitna, uparta i wytrwała w dążeniu do celu. Teraz jest sama, stabilizacja uleciała, więc może mieć problem z emocjami (2 to w końcu Księżyc). W lipcu pojawiły się plotki, że jest w szpitalu psychiatrycznym, bo nie pogodziła się z odejściem Ashtona i ma depresję, a kolejne plotki informują, że spotyka się z księciem Andrzejem. Umie siebie kreować, jest w końcu aktorką.

Kolejna znana osoba to Calista Kay Flockhart ur. 11.11.1964=24=6

Rok urodzenia jest podobno niepewny.

Aktorka znana głownie z roli Ally McBeal, zwariowanej prawniczki i serialu Bracia i Siostry. Powoli, ale zdecydowanie pięła się w górę.

Matka była nauczycielką, a ojciec pracownikiem Kraft Food, obecnie są na emeryturze. Zupełnie nic nie znalazłam na ich temat.

Od 2010 roku jest żoną Harrisona Forda. Miała ogromną potrzebę posiadania dziecka i w 2001 roku adoptowała synka.

Szóstki – kobiety są ciepłe, serdeczne, kochają ludzi. Są ładne, ale też próżne. Mogą być zakompleksione i wycofane.

Oskarżano ją o anoreksję, bo jest bardzo chuda. A Szóstki są zwykle pulchne. Jest wrażliwa na krytykę i być może nie była w dzieciństwie chwalona. Wenus, patronka Szóstek obdarza miłością do dóbr materialnych.

A na koniec osoba wybitna, rosyjski pisarz i myśliciel

Fiodor Dostojewski ur. 11.11.1821=16=7 i 30.10.1821=16=7

(daty nowego i starego porządku, pisałam już o tym).

 

Jest Siódemką, podobnie jak Leonardo DiCaprio. Był równie kochliwy, ale nie manipulował kobietami.

Miał 6 rodzeństwa. Ojciec był lekarzem wojskowym, "pijakiem rozpustnikiem i tyranem". Dręczył całą rodzinę. Na jego rozkaz wstąpił do szkoły wojskowej, uczył się matematyki, której nie znosił.

Gdy Fiodor miał 16 lat zmarła matka, na płuca. Nie wiadomo czy była ambitna. A dwa lata po niej chłopi zamordowali ojca.

Miał 2 żony. Chorował na depresję po śmierci pierwszej żony. Tonął w długach, bo był hazardzistą. Udzielał się politycznie. Gdy miał 28 lat zamieniono mu karę śmierci na 4 lata katorgi.

W twórczości poruszał sprawy walki dobra ze złem, nie oceniając. Uważał, że Rosja jest wybrana.

Ja lubię dwa cytaty z jego twórczości:

Albowiem trzeba, żeby każdy człowiek miał jakiekolwiek miejsce, dokąd by mógł pójść.” Zbrodnia i Kara.

"Ja jestem jeden, a oni wszyscy." Notatki z podziemia.

Karma – 2+1=3 – praca dla ludzi i umiejętność przekazywania wiedzy. Robił to w swoich książkach. Żył 60 lat.

 

Osoby, które mają Jedenastki w swojej dacie urodzenia mają w sobie coś magicznego, są zauważalne. Podobnie jak Jedenastki z drogi życia. Niektóre są bardziej doświadczane przez życie inne mniej.

Każda liczba w dacie urodzenia ma znaczenie, ale są to tylko wskazówki. Od nas zależy jak wykorzystamy dany nam potencjał.

 

 


środa, 10 sierpnia 2016

Wczoraj zasnęłam na lewym boku. Tak dla sprawdzenia, czy rzeczywiście pozycja zasypiania ma znaczenie. U mnie tak to działa. Śniłam i zapamiętałam.

Byłam w jakiejś wsi. A właściwie na łonie natury. Miałam sprawdzić, jaka jest przyczyna, że wszystko słabo rośnie. Nie jestem pewna czy byłam sobą, ale chyba byłam mężczyzną. Byłam szefem. Rozkazywałem ludziom, a oni robili wszystko co kazałem. Musiało coś być z ziemią nie w porządku skoro drzewa słabo się ukorzeniały, a uprawy były słabe. Nie była to wina ziemi, bo ona była doskonała. Kazałem ludziom kopać. I oni kopali. Zrobili coś podobnego do odkrywki w wykopaliskach archeologicznych. Nie musieli długo kopać. Po odkryciu ok. 2 metrów pojawił się chodnik. Naprawdę wyglądał jak chodnik, bo był zbudowany z kostek. Ale był piękny. Kafelki były równiutko położone, czyściutkie i ten kolor! Kostki były koloru czerwonego, błyszczące. Kolor podobny do domów w Chorzowie, moim rodzinnym mieście. Tam cegły miały inny, bordowy kolor.


Ten chodnik był bardzo porządnie wykonany i z doskonałego materiału. Zdziwiło mnie to, że przetrwał w stanie nienaruszonym tyle lat. Nie mam pojęcia w ciągu ilu lat przybyło 2 metry ziemi.

Wszystko było jasne. Plony były słabe, bo korzenie nie mogły się przebić przez ten wspaniały chodnik, który działał jak zapora. Pomyślałam, że to był chodnik, ale to wyglądało jakby ktoś wcześniej zabetonował całą ziemię, a potem przysypał czarną ziemią. Oczywiście dostałem pochwały, że rozwiązałem problem. A ja po prostu czułam, że tak trzeba było zrobić.

Ewidentnie moja dusza marzy o pięknych rzeczach. W realu wszystkie chodniki w mieście są brudne. Co 5 lat są wymieniane na jeszcze gorsze. Nie mają żadnej ochronnej powłoki i wystarczy splunąć, żeby ślad został na wieki wieków. Taki produkt zawsze wygrywa przetargi. Za każdym razem. Nie mam na to żadnego wpływu.

To też tęsknota za dzieciństwem, a może za dziadkami Ślązakami. Wszystko jest możliwe.

Gdy zasypiam na wznak to nic mi się nie śni.

Wykorzystałam zdjęcia ze strony http://www.sktj.pl/epimenides/globtrot/rumunia08_p.html 

Jak tylko je zobaczyłam to pomyślałam, że właśnie tam byłam.

 

 


wtorek, 09 sierpnia 2016

Zasnęłam na prawym boku, więc coś mi się przyśniło. ;)

Spotkałam się ze znajomym. Spotkanie było dzisiaj, bo ja wyglądałam jak teraz. Znajomy wyglądał jak kiedyś, naście lat temu. Zupełnie mi to nie przeszkadzało ani nie dziwiło. Rozmawialiśmy, mieliśmy gdzieś pójść. Ale ja nie mogłam się skupić, bo czułam dziwny zapach. Był bardzo intensywny i niepokojący. Były to jakieś perfumy, nawet ładne, ale nie dla mnie. Nie mogłam się zorientować kto tak pachniał, ja czy znajomy. A może ktoś inny?


Obudziłam się i dalej czułam ten zapach. Spojrzałam w otwarte okno, może to stamtąd tak pachnie? Poszłam do łazienki, a gdy wróciłam po zapachu nie było śladu.

Pierwszy raz czułam we śnie jakiś zapach. Dziwne uczucie.

Ten sen nic nie znaczy, bo w ostatnim tygodniu odwiedziłam 2 perfumerie i kupowałam perfumy na prezenty. W krótkim czasie obwąchałam kilkanaście papierków. Nic dziwnego, że musiałam to odreagować.

A perfumy kupiłam oczywiście oryginalne, drogie, intensywnie i długo pachnące. Mogłam kupić tańsze o 200 zł, ale papierek po minucie już nie pachniał. Kupiłam te, które znałam i zamierzałam.

Ciekawe w tym śnie było to, że po obudzeniu ciągle czułam ten zapach w domu. Nie mogę tego rozgryźć.

 

 


poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Temat chorób uważam za zamknięty. Nie będę się tym zajmować. Po co mam się nurzać w błocie. Dopóki mówi się o chorobach, boi się ich, walczy się z nimi, to one są obecne, a nawet przyciąga się nowe. Pisano kiedyś o pani, która była u 19 lekarzy , którzy nic nie wykryli. Ale pani dopięła swego. Znalazła 20 lekarza, który stwierdził, że ma raka. Nareszcie była szczęśliwa. Mówisz – masz. Dopóki myślisz o chorobie, nie ma mowy o wyzdrowieniu. Osoby, którym coś dolega chcą być chore, ale nie chcą umierać. Tracą czas. Znam większość przyczyn chorób, ale ludzie niby chcą wyzdrowieć, ale nie chcą zmienić swego myślenia. Nie żal mi tych, którzy odchodzą na własne życzenie. Wiedzą, a nic nie robią.

Strata czasu na zajmowanie się tym. Życie jest za krótkie na bzdety.

Mój świat się ze mną zgadza. Ludzie przestali opowiadać o swoich chorobach. Teraz mam etap naprowadzania ludzi na korzystne dla nich rozwiązania.

Zdobyłam umiejętność zadawania właściwych pytań, wpadania na korzystne ścieżki i zmuszania (delikatnie ale uporczywie) do konkretnych działań. Wysypał się worek takich ludzi. Codziennie widuję osoby, które nie wiedzą co robić, dokąd pójść, żyją w stresie. Umawiam się na rozmowę, słucham i wiem. To wygląda tak, jakby ktoś mi podpowiadał co robić. Do każdego jest inna droga, bo każdy jest inny. Wystarczy otworzyć usta i mówić. Wtedy tworzy się pomost Merkurego, jak mówiła Klara Olszewska. Tworzy się nić porozumienia i wiem co do człowieka przemówi.

Czasem wystarczy podstawić małą trampolinę, taką pokojową, 1 metrową.

 

Gdy człowiek czuje, że jest na dnie to musi się od niego odbić. Czasem dosłownie trzeba sobie poskakać. Wtedy krew szybciej krąży, człowiek wraca do życia i sam wpada na dobre pomysły.

Szkoda, że nie mam specjalnego aparatu, bo osoba ze smutnej, szarej nagle staje się rozjaśniona, z błyskiem w oku, napłynęła energia z kosmosu. Problemy stały się mniej dołujące, z nadzieją patrzy na świat i swoje życie.

Wystarczy zmusić kogoś, żeby poszedł tu albo tam, a potem dzieją się nieprawdopodobne zbiegi okoliczności.

Dzisiaj już wychodziłam z pracy, ale się wróciłam, bo ktoś przyszedł. Powiedziałam tej osobie, żeby nie wpadała w panikę, bo może iść do X i naciskać go, że by zrobił to i to. Otrzymała wypowiedzenie, ale czas jej się wydłużył, bo pismo odebrała teraz. Od razu się rozjaśniła i zaczęła dziękować. A ja nic nie zrobiłam. Uzmysłowiłam jej tylko fakty, o których przecież wiedziała, ale nie umiała poskładać.

Problem złodziejki też się szybko rozwiązał. Gdy minął szok i kazałam robić pewne rzeczy, to osoba pogodziła się ze stratą i wie już co robić. Oczywiście nie będzie robiła tak jak ja chciałam, cos na pewno zmieni. Ale ode mnie dostała impuls.

Każdy ma wokół siebie pomocne osoby, tylko trzeba się rozejrzeć. Gdy ktoś jest zdołowany to trzeba przekierować jego uwagę na coś innego, miłego, banalnego. To zawsze pomaga. A co można powiedzieć osobie, której najbliżsi wylewają wiadra pomyj na głowę. Można pójść razem na śniadanie i utworzyć pomost Merkurego.

Czasem wystarczy wyjść na słońce, żeby się poczuć lepiej.

Są też takie sytuacje, gdy potrzebna jest duża trampolina z wysoką siatką ochronną.

 

Gdy trzeba zmienić całe swoje życie, to pojawia się strach. Trzeba się upewnić, że wszystko będzie dobrze. Jutro jestem umówiona z osoba, która leci do Stanów. Nic ją tu nie trzyma, dostała wypowiedzenie z pracy i jest na urlopie.

Może jest mi łatwiej rozmawiać, bo znam jej datę urodzenia. Nie będę mówiła, żeby wzięła się w garść, bo do niej to nie trafi. A może zapytam kart i sprawdzę numerologie? Jeszcze nie wiem, zdaję się na mój instynkt.

Ludzie są strasznie zdołowani i nie rozumieją podstawowych praw natury.

Myślą, że świat zmierza w złym kierunku. Jeśli ty też tak myślisz to połóż się i nic nie rób. Bo przecież nie warto. To nie jest mój świat.Takie osoby do mnie nie pasują. Mijam je ozięble.

Mój świat zmierza w odpowiednim kierunku,

wszystko jest takie jakie ma być.

Ludzie wcale nie muszą się zmieniać. Wystarczy, że pomyślą logicznie o swoich sprawach, a sami znajdą rozwiązanie.

Od urodzenia mam taką umiejętność, że wiem jak dopiec każdemu, jak zdołować kogoś jednym określeniem, jak doprowadzić kogoś do płaczu. Kiedyś to wykorzystywałam i czułam, że mam władzę. Ciągle mam taką umiejętność, ale milczę. Teraz satysfakcję sprawia mi takie pokierowanie drugim człowiekiem, żeby sam znalazł rozwiązanie i wykorzystał trampolinę, która mu podsunę. To jest dopiero fascynujące. Ja się nie zmieniłam. Ciągle jestem taka sama, ale wybieram inne zachowanie. Z nikim nie walczę, niczego nie robię na siłę. To się samo dzieje.

 

Ja chyba jestem służącą Zewnętrznego Zamiaru. Nie ma zapłaty, ale nagrody płyną z innych stron.

 

Kiedyś myślałam, że życie polega na doświadczaniu. Teraz już tak nie uważam. Przecież można doświadczać złych rzeczy. A to nie jest budujące i nie pozwala wzrastać. To by była strata czasu.

Nowy pomysł to: życie polega na naprawianiu błędów. Życie to nie iluzja. Rzeczywistość tworzą sami ludzie. W moim interesie jest, że wokół mnie byli sami zadowoleni, szczęśliwi i pogodni ludzie. Wtedy mój i ich świat taki będzie.

I o to chodzi. Życie to gra.

 

 


czwartek, 04 sierpnia 2016

W kuchni chciałam wziąć deskę do krojenia, bo moje deski stoją pionowo z boku bufetu. A tu ćma. Musiałam wziąć inną, żeby nie przeszkadzać ćmie spać.

 

Ale ona nie spała. Obserwowałam ją w trakcie gotowania zupy. Chyba było jej za widno, bo schowała się pod serwetką.

Już noc, a ona ciągle tam siedzi. Czyżby popsuł jej się instynkt?

W ostatnich dniach nie robię nic innego tylko rozwiązuję problemy innych. Praca może poczekać. Ludzie są jak ćmy – lecą tam gdzie są kłopoty, miotają się, tłuką o szybę, nie widzą wyjścia. A ja widzę. Bo jestem z boku. Gdy znam trochę sytuację ludzi, to łatwiej mi naprowadzić na rozwiązanie. Wystarczą mi dwa zdania, by trafić na problem. Jakoś umiem zadać właściwe pytania. I ludzie się otwierają. Wystarczy ich potem pokierować, żeby zobaczyli to co ja. I to wystarczy. Pojawia się światełko w ciemnej studni.

A potem dostaję smsy i mejle: dziękuję za wszystko. A dzisiaj dostałam mejla, że jestem aniołem. ;) Ale ja nic nie robię. Niczego nie stwarzam, niczego nie zmieniam. Robię tylko to o co mnie ktoś prosi. Rozmawiam. Mówię to co dana osoba wie doskonale. I ludzie jakoś lepiej się czują. Już nie są jak te ćmy. Wiedzą co mają robić. I świat staje się lepszy.

 

 


poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Zwykle droga do pracy jest nudna. Co najwyżej mogę wybrać środek lokomocji.

Dzisiaj wsiadłam do tramwaju. Przemknęła mi myśl: życie jest pełne niespodzianek.

Na kolejnym przystanku wsiadł nastolatek z balonami. Mówisz – masz ;)

Fotki z ukrycia, stąd ta poręcz ;) Baloników było 23. Wszystkie nadmuchane wbite w jakiś stojak. Baloniki zajęły cały tył tramwaju, nikt nie mógł już wejść. Uśmiechnęłam się, nie tylko ja. Wszystkim pasażerom zrobiło się jakoś weselej. Bo nikt się tego nie spodziewał.

Zawsze spodziewam się czegoś niespodziewanego. Ale akurat tego?

Świat ma dobry humor, a Zewnętrzny Zamiar mnie lubi.

Jak tu się nie uśmiechać.

Nieustająco mam dobry nastrój. Wiem, to nudne, ale to tylko obserwacja, nie oczekuje pomocy ani wsparcia. Wysypiam się, bez problemu zasypiam. I zawsze po obudzeniu się odczuwam wdzięczność. Dbam o moje mózgi, zwłaszcza ten w brzuchu. Może to dlatego.

Dobry początek miesiąca i tygodnia :)

 

 


piątek, 29 lipca 2016

I znowu padało, i znowu było słońce.

Oczywiste było, że będzie tęcza. I była.

A potem, jak zwykle pojawiła się podwójna.

Okazało się, że tęcza udawała podwójną, a było to tylko odbicie. Było to typowe echo, bo kolory były odwrócone.

Chyba udało mi się uchwycić pierwszy wewnętrzny różowofioletowy kolor. Jak ktoś się postara to dojrzy ;)

Dzisiejszy dzień był niesamowity. Dowiedziałam się, że osoba powszechnie lubiana, mająca dużo lajków na fb jest złodziejką.

Puszcza teksty o miłości, szczęściu, udanym cudownym życiu, cudownej rodzinie i dostaje lajki jaka ona jest cudowna, piękna, och i ach. Rzygać się chce. Sprawdza się patrzenie w oczy w realu. Jej wzrok zawsze uciekał na boki, nie umiała mi patrzeć prosto w oczy. Naprawdę staram się dawać drugą szanse, ale jak ktoś kradnie to nigdy nie przestanie. Więc nie warto zadawać się z takimi osobami, bo mają lepkie rączki.

To nie jest na szczęście zaraźliwe. Potwierdza się pierwsze wrażenie, któremu trzeba zawsze ufać. Ono mnie jeszcze nigdy nie oszukało.

Ciekawe jak to się zakończy i czy dojdzie do ujawnienia fałszu.

Właściwie co mnie to obchodzi. Ja nie mam konta na fb. I to nie moja znajoma. Nie czuję się brudna, ani oszukana. To nie ja zostałam okradziona, ale bliska mi osoba.

W sieci ludzie kreują się na cudownych i pięknych, a w rzeczywistości mają spleśniałe dusze, zatęchłe oczy i cuchnący oddech. I zakładają piękną maskę.

A ja nieustannie mam dobry humor. Choć nikt mnie nie lajkuje ;)))

Nawet ta sytuacja nie wytrąciła mnie z równowagi.

 

 


czwartek, 28 lipca 2016

Wiedziałam, że coś mi się przyśni. Ostatnio zasypiałam na wznak, żeby płyny mózgowe mogły wypłukiwać co tam chcą. ;)

Wczoraj zasnęłam o 0:30 na lewym boku. Tak z ciekawości, czy moja teoria się sprawdzi.

Byłam na jakimś spędzie. W swojej karierze byłam na wielu takich wyjazdach. Przez kilka godzin siedzi się i słucha wykładów, albo samemu się produkuje. A potem się imprezuje. Zwykle było wielu utytułowanych, znanych, na stanowiskach ludzi. Często po swoim wykładzie wracałam do domu, choć opłacone było kilka dni, bo czekało dziecko.

Otóż byłam w jakimś hotelu. Było wiele pokoi, a ja szukałam swojego.

Nie miałam identyfikatora i to był problem, bo nie wiedziałam gdzie będę spać. Wchodziłam do kolejnych pokoi nie pukając do drzwi. W każdym ktoś był, zwykle jakieś pary. Prowadzili jakieś rozmowy biznesowe, tajne, spiskowe, na pewno nie towarzyskie. Chyba miałam na głowie jakąś lampkę, bo gdy wchodziłam to robiło się jaśniej, oni patrzyli na mnie, a potem wracali do rozmowy. Trochę posłuchałam co mówią i szłam dalej ciemnym korytarzem. A potem wchodziłam do kolejnego pokoju i sytuacja się powtarzała – najpierw przerywali rozmowę, patrzyli na mnie, a potem wracali do rozmowy między sobą. Nie zwracali na mnie uwagi. Na pewno nie byłam niewidzialna. Osoby siedziały w półmroku, a gdy wchodziłam to robiło się jaśniej. Obeszłam wiele pokoi, ale tylko na jednej kondygnacji. Nie zauważyłam schodów, ani windy. Moim problemem był brak identyfikatora, bo dzięki niemu wiedziałabym gdzie mam iść spać. Bez niego byłam bezimienna, bez swojego miejsca. Pogaduszki i knowania w pokojach zupełnie mnie nie interesowały. Ja chciałam spać w swoim pokoju, a bez identyfikatora było to niemożliwe. On był moim problemem. Nie wiedziałam jak się tam znalazłam, ani dlaczego go nie mam. Wiedziałam, że bez niego nie powinni mnie byli tam wpuścić. A jednak weszłam do tego hotelu. I nie byłam intruzem. Tylko żadna z tych rozmów mnie nie zainteresowała na tyle, żeby się dołączyć.

Obudziłam się. Na zegarku była godzina 02:22:22. Aż się uśmiechnęłam. Dziwnie krótko spałam, a już była faza REM? Zapaliłam lampkę i zapisałam kilka zdań o moim śnie. Z doświadczenia wiem, że jak nie zapiszę choć kilku słów, to zapomnę sen. Na jawie zostało mi pytanie: dlaczego nie mam identyfikatora, skąd go wziąć, jak ja sobie bez niego poradzą, gdzie będę spała w obcym miejscu.Po przeczytaniu jednego zdania wyświetlił mi się cały sen. W domu mam kilkanaście takich przypinek, mogłabym sobie sama wypisać.

Dobrze, że zapisałam sen, bo rano miałam amnezję.We śnie mam dziwny charakter pisma, prawie nieczytelny.

Przeczytałam kilka moich snów z tego bloga. Tytuły nic mi nie mówiły. Czy to na pewno moje sny? Ale po przeczytaniu kilku zdań przypominałam sobie każdy sen ze szczegółami. Mózg jest niezwykły.

Nieustająco mam dobry nastrój. I dalej nie znam jednej przyczyny. Nieustająco gdy się budzę czuję wdzięczność choć nie wiem przecież co mnie spotka każdego dnia. Czy mi już tak zostanie?

 

 


środa, 27 lipca 2016

Padało. Pomyślałam, że dawno nie było tęczy.

Spojrzałam w okno. Była.

A za chwilę zrobiła się podwójna, ale w dość dużej odległości. Na pewno nie było to echo. Słabo widać.

Zupełnie nie widać wewnętrznego koloru, czyli różowo fioletowego. Jednak oko widzi inaczej niż aparat.

Tęcze wisiały na niebie dość długo, ponad 35 minut. Zdążyłam zrobić i wstawić ciasto do prodiża. Piekarz stwierdził, że w wakacje nie będzie robił sezamków. Nic innego mi nie smakuje. Więc musiałam zrobić własne ciasto. Przynajmniej wiem ile tam jest cukru. Akurat do porannej kawy. :) Trochę zostanie dla gości.

 

 


sobota, 23 lipca 2016

Przy pierwszym czytaniu Fausta nie zwróciłam uwagi na ten fragment.

(źródło: wolnelektury.pl str 66)

Czarownica przyrządzała napój dla Fausta na odmłodzenie i mówiła zaklęcie, które brzmi jak instrukcja życia człowieka.

 

Oto twoje uczynki:

dziesiątkę zrób z jedynki,

opuść dwójkę,

natychmiast wezwij trójkę,

wszystko dla złotej ery!

Przekreśl cztery

z piątki i szóstki—mówi czarownica—

niech się siódemka z ósemką wyświeca;

wymotaj z wątka

dla dokończenia:

dziewiątka jedynką, zerem dziewiątka.

Oto czarownic tabliczka mnożenia.

...

Potęgi, siły

wiedzy zawiłej,

zamknięte dla świata zgłoski,

kto myśl zatraci.

Ten się wzbogaci:

zdobędzie ją bez troski.

 

Nie wiem na ile tłumacz Emil Zegadłowicz oddał wiernie ten niemiecki tekst, ale ja rozumiem to teraz w ten sposób.

Co masz robić, czynić, jak żyć? Oto instrukcja życia człowieka:


10 u Pitagorejczyków była symbolem doskonałości, liczbą świętą. Jest sumą pierwszych czterech liczb (energii niższych): 1 + 2 + 3 + 4 =10

Człowiek, żeby dojść do 10 musi swoją drogę zacząć od Jedynki.

Jedynka to początek twojej drogi, inicjacja. Rozpoczynaj wiele rzeczy, aż znajdziesz swój cel. Ucz się wielu rzeczy aż znajdziesz swoją drogę. A słońce cię oświeci. Bez tego nie warto iść dalej, bo nie dojdziesz do doskonałości – 10.


To etap współpracy. Musisz dogadywać się z różnymi ludźmi, a z niektórymi współpracować. 2 to żeńska energia - Księżyc. Zostaw emocje i nadwrażliwość, bo one cię hamują. Nie oceniaj, bo sam będziesz oceniany.


Wzywamy 3, którą opiekuje się Uran. Trójka jest twórcza, otwarta na to co nowe i nowoczesne. Bądź jak 3 – otwarty i ciesz się życiem. 3 to wdzięk i czar. Poszukaj sobie kogoś do pary, nie żyj w samotności. Czeka cię szczęście – złota era.


Czwórką opiekuje się surowy Saturn, sztywniak, budowniczy struktur. A więc nie bądź surowym despotą, zbyt poważny, nie trwaj wiecznie przy swoich poglądach, poczuj trochę fantazji (to bardzo trudne dla 4).

Skończyła się faza rozwoju, pora na zawieszenie. To ważny moment życia.


5 kocha ruch, podróże, zmiany i nieprzewidywalność. Ale lubi też manipulować innymi. Więc zachowaj równowagę jak 6.


Czas na żniwa. Wchodzimy w energie wyższe. Zachowaj harmonię, ale nie bądź próżny. Dbaj o swoją rodzinę i swój dom.


Nadchodzi dojrzałość. Siódemka szuka bezpieczeństwa egzystencjalnego, wsłuchuje się w głos wewnętrzny. Często popełnia błędy, ale umie się do nich przyznać. Znajdź pierwiastek duchowy, ale bez popadania w skrajności. Niech bogate życie wewnętrzne nie przesłania realnego życia. Samodoskonalenie.


Pod opieką Jowisza życie obdarza cię szczęściem. Nie zakochuj się w dobrach materialnych i władzy. Nie bądź arogancki.

Wyświeca: użyj 7 – pierwiastka duchowego dla 8 – sukcesu i bogactwa. Co możesz z tym zrobić? Jak się żyje ze świadomością swojej potęgi?


To transformacja (Pluton). Człowiek zachowuje się jak mistyk i filozof. Nie boi się śmierci, ale też nie boi się jej zadawać. Kontroluje swój los.

Coś się kończy, ale i coś zaczyna. Można jej wszystko zabrać, ale nie wiedzę i uporu w jej poszerzaniu. Powinna służyć ludzkości, bo jest tylko człowiekiem.

Kolejną liczbą jest 10. Z ostatniej liczby (9) staje się pierwszą. Nastaje nowy ład, doskonałość wszechświata, pełnia.


 

Dalej czarownica mówi, że nie każdy zrozumie ten kod. Dla zwykłych ludzi, czyli dla mnie, ta wiedza była zakryta, bo do niczego nie była mi potrzebna. Żeby żyć trzeba tą wiedzę odkryć. Przejdź drogę od 1 do 10.

A najlepsza jest końcówka zaklęcia. Przestań ciągle myśleć, zajrzyj w głąb własnej duszy, wyluzuj, nie martw się ciągle o coś, a wtedy osiągniesz co chcesz.

Mówisz – masz.

 

Taka jest moja interpretacja. Każdy ma swoją wiedzę i swoje rozumienie. Wolność myślenia wskazana.

Czyż ta literatura nie jest fascynująca :)

 

 


czwartek, 21 lipca 2016

To wpis z rodzaju: muszę o tym napisać. Podobnie było z wpisem o śmierci aktorki Luise Rainer w notce Krytyk czy wpis o Stachurze. Osoby chcą, żeby o nich napisać. Nie wiem jak one to robią.

Przedziwnym zbiegiem okoliczności trafiłam dzisiaj w internecie na obraz Johannesa Vermeera U stręczycielki, zw. też Kuplerka czy też Rajfurka - ale piękne słowa :). Oryginał można obejrzeć w Galerii Obrazów Starych Mistrzów w Dreźnie.

Dziwność tego obrazu polega na tym, że znam go od wielu lat. Przez długi czas był jedynym obrazem tego holenderskiego malarza jaki znałam. Dawno dawno temu miałam ten obraz w miniaturce w formie pocztówki. Obrazek był na sztywnym kartoniku i idealnie nadawał się na zakładkę do książki. Nie mam pojęcia od kogo ją dostałam, ale miałam ją wiele lat. Codziennie patrzyłam na ten obraz otwierając książkę. A kiedyś czytałam prawie bez przerwy. Nie wiem czy teraz reprodukuje się obrazy na pocztówkach.

Scena przedstawiona na tym obrazie raczej nie nadawała się dla dzieci. Na obrazie przedstawiono młodą kobietę, która wyciąga dłoń po zapłatę. Co ma za tę monetę zrobić jest oczywiste, a wynika z położenia ręki pana w czerwonym i z dywanu, na którym zaraz się oboje położą. Dziewczyna jest upita winem, bo takie rumieńce nie są objawem zdrowia, raczej gorączki. Kiedyś myślałam, że na obrazie jest 3 mężczyzn. Ale skoro tytuł obrazu mówi o stręczycielce, to musi nią być postać w czarnym ubraniu z obleśnym spojrzeniem. A pan po lewej to podobno sam malarz. Jak się poświęcił. W domu żona i dzieci, a malarz poszedł do burdelu po inspirację. Dobrze się bawi, bo wypił już sporo wina.

Zastanawiałam się też dlaczego prostytutka ubrana jest w żółtą bluzkę i jest najjaśniejszym punktem obrazu. Jakby była niewinna. Obraz namalował Vermeer w 1656 roku, a wtedy paleta barw to tylko 20 pigmentów. Jak na takie ograniczenia to malarz był niezwykle utalentowany, bo gra świateł jest znakomita. Uwielbiałam patrzeć na ten obraz. Jest niezwykły, choć nie tak znany jak Dziewczyna z perłą (książka i film).

Lubiłam postać tej prostytutki. Wiadomo jaki miała zawód, ale wyobrażałam sobie, że robi to by przeżyć. Na trzeźwo by się nie sprzedała.

Obraz miał podobno przesłanie: uważaj, żeby majątku nie stracić na zabawy i hulanki.

Za miłość płaciło się zawsze. Prostytucja to podobno najstarszy zawód świata, podobnie jak stręczycielstwo czy sutenerstwo. Uwieczniano to na obrazach ku przestrodze.

Takie dziewczyny do końca życia wykonywały ten zawód. W większości. A współcześnie prostytutki zostają celebrytkami. Wymieniają się "narzeczonymi", a media nazywają je gwiazdami. Wszyscy je podziwiają i płynie coraz więcej kasy. Ciekawe kiedy obejrzymy w tv seks taśmy, czy homotaśmy z celebrytkami i politykami. Nie maluje się już  obrazów. Są fotki. A ich przekaz to: nie ucz się, rozejrzyj się i znajdź sponsora, a będziesz miała bogate życie. Radykalnie zmienił się ubiór prostytutek w porównaniu z tymi z XVII wieku. Czy każda dziewczyna ma wyglądać jak zdzira?

I co ma wynikać z tego, że ten obraz "wrócił" do mnie po latach?


 

wtorek, 19 lipca 2016

Cuda zdarzają się każdego dnia. Widzisz je wyraźnie gdy np. masz mało pracy, nudzisz się, a twoje myśli błądzą.

Wyglądałam przez okno i patrzyłam w niebo. Zobaczyłam lecący samolot z płn.-wsch. na płd.-zachód. Zostawiał na niebie smugę. Nic ciekawego. I nagle samolot przestał smużyć, ale leciał dalej.

Cud! Skoro to była smuga kondensacyjna to powinny zgasnąć silniki, a samolot powinien spaść. Nic podobnego się nie wydarzyło. Byłam w szoku.

Sprawdziłam na radarze co to za samolot. To był lot LH1615 DLH3KY Lufthansa City Line. Zanim zrobiłam fotkę już przeleciał.

Za nim trochę wyżej leciał samolot z Uzbekistan Airways HY251 UZB 251. On w ogóle nic nie wypuszczał. Leciał lśniący na niebieskim niebie, bez smugi.

A z pierzastej kreski po 20 minutach zrobiła się taka dziwna chmura.

 

Uchwyciłam muszkę, która latała mi przed nosem ;) Czy takie mazy na niebie mają jakąś nazwę?

Potem na radarze zauważyłam lecący nade mną kolejny samolot oznaczony No callsign ;)

Gdy szukałam go na niebie to zniknął z radaru. Powinien być tuż przed moimi oczami, a nie było nic.

Kolejny cud! Samolot rozpłynął się w powietrzu, albo wpadł w inny wymiar. Czyżbym pracowała w pobliżu gwiezdnych wrót, czy jakiegoś przejścia międzywymiarowego?!;)

Potem to już tylko drony widziałam i musiałam skończyć pracę. Jak one szybko latają.

A potem kolejny cud. Cały dzień spotykałam młodych ludzi mówiących po francusku. Jest ich więcej niż tubylców. Naprawdę wszędzie ich pełno. Przyjechali nie tylko z Francji, ale i z byłych kolonii, bo zdradza ich ciemny kolor skóry i napisy na identyfikatorach.

Używałam tylko jednego słowa PARDON, bo nie znam innego.

Już nie mam o czym pisać? A może mi głowę przygrzało ;)))

 

 


niedziela, 17 lipca 2016

Badanie PSA wyszło poprawne. Ani się nie polepszyło, ani się nie pogorszyło. Są jakieś tam komórki rakowe, ale w normie. Ojciec będzie żył. Niepewność zniknęła.

Nie wiem dlaczego był taki niepewny, w końcu to badanie robi co pół roku. Może go coś boli, ale nic nie mówi.

 

A ja byłam dziwnie spokojna. Gdy rozmawiałam z mamą, to przelałam na nią ten spokój, który potem udzielił się ojcu.

Już kiedyś pisałam, że choruje cała rodzina, a nie jedna osoba. Należy problemy dzielić ze sobą. Wtedy jest łatwiej. I lepiej żyć w zdrowiu niż w chorobie. Ona jest, ale nie wysuwa się na pierwszy plan. Nikt się nad sobą nie użala. Dlatego jest dobrze.

Nie modliłam się o to, żeby ojciec wyzdrowiał. To on choruje, a nie my. Niech zmieni swoje przekonania, a wyzdrowieje.

Byłam pewna, że jeszcze będę miała rodziców. Efekt podobny, ale to nie to samo. Ja nie mieszam się do jego karmy. Ja dbam tylko o siebie. A akurat teraz nie wyobrażam sobie życia bez rodziców.

Gdy ostatnio zmieniałam swoją linię życia, to trochę trwało, aż wszystko się wyrównało. Dwa tygodnie. To nie dużo. Zawsze gry dokonujemy jakościowej zmiany w życiu, to wszystko zaczyna się walić. A potem wychodzi słońce i jesteśmy na innej nitce życia. Może stara ja straciła ojca, ta która została w miejscu.

Na pewno inaczej potoczyłoby się moje życie, gdyby rodzice umarli wcześniej. Dlatego doceniam to co mam.

Nieustannie budzę się z poczuciem wdzięczności za życie.

Nieustannie mam dobry nastrój.

Nieustannie ciekawe chmurki na niebie. Piękna pogoda.

 

 

 

czwartek, 14 lipca 2016

Mam ręce, które leczą. Jak każdy. Dzisiaj się o tym przekonałam.

Była u mnie koleżanka. Rozbolała ją głowa. Nigdy nie bierze tabletek, tylko się męczy. Więc postanowiłam jej pomóc. Najpierw dałam jej do wypicia szklankę ciepłej wody. To sposób Serge Kahili Kinga. Gdy wypiła, to kazałam jej się położyć i głaskałam ją po skroniach mówiąc zaklęcia. Na bieżąco je wymyślałam, żeby zaciekawić podświadomość. W ten sposób chciałam odwrócić uwagę od bólu głowy. Mówiłam: zabieram ten ból na moje dłonie i przekazuję go do ściany (ręce przykładałam do ściany) i do ziemi (robiłam ruch dłońmi do dołu, bo ściana nośna ma kontakt z ziemią). Tak kilka razy.

Gdy wykonywałam ten rytuał to zobaczyłam gołębia, który przysiadł na parapecie i przyglądał się nam. Nawet zaczekał, aż zrobię mu fotkę.


Ciągle mnie to zadziwia. W mieście ptaki i zwierzęta przestały bać się ludzi.

Podobno ból zniknął. Ale to chyba sugestia. Bardziej ta szklanka wody. Poszłam do łazienki zmyć wszystko z dłoni. BHP jest bardzo ważne, gdy się kogoś dotyka. A zwłaszcza cierpiącego.

Gdy wróciłam to koleżanka zasnęła. Chyba zabrałam jej nie tylko ból głowy ;)

Musiałam zachowywać się cicho i postanowiłam poczytać jakąś moją książkę. Wzięłam pierwszą z brzegu, otwieram, a tam czterolistne koniczynki.

To są prawdziwe koniczynki, choć wyschły mało efektownie. Niezbyt się postarałam. ;)

12 lat temu dostałam kilka takich koniczynek i włożyłam je do kilku książek, żeby wyschły. I od tamtej pory nie mogłam znaleźć właściwej książki. W międzyczasie była przeprowadzka i miałam w ręku każdą książkę. Już straciłam nadzieję, że je kiedykolwiek znajdę. Właściwie to co ja mam z nimi zrobić? Nie nadają się na wystawę.

Ale jestem szczęściarą. Same dobre rzeczy mnie spotykają. A nic specjalnego nie robię. Tylko mam nieustająco  dobry nastrój.

 

 


środa, 13 lipca 2016

Rano włączyłam drukarkę i wydrukowałam coś ważnego. Oto co wyszło.

Drukarka zabiła ćmę. Musiała się tam schować przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem. Raczej nie zabijam insektów. Zwykle otwieram okno i skłaniam je do wylotu na wolność. Czy ćma jest pożyteczna? Czy to ważne.

Drukowałam jeszcze raz. Nie było więcej trupów.

Potem w galerii zobaczyłam pająka, który szedł sobie środkiem holu. Nikogo się nie bał. Jakiś taki wychudzony, wzbudzał litość. Miałam dużo czasu, żeby mu zrobić fotkę.

Tak to jest.

Ten kto się chowa może zginąć, a ten kto na widoku jest bezpieczny.

Jak w życiu.

Kiedyś okradł nas sąsiad. Poszliśmy z wizytą do rodziny w święta wielkanocne. Przyjechała po nas policja i poinformowała, że nas okradli. Zobaczyliśmy wyrąbane siekierą drzwi. Nikt z sąsiadów nie słyszał rąbania? (To była patologiczna okolica. Mieszkaliśmy tam tylko 3 lata.) W domu bałagan, skradziono sprzęt rtv, moją sztuczną biżuterię o wartości sentymentalnej i moje nowiutkie dżinsy. Najbardziej szkoda mi było spodni, bo były idealne. Potem nie miałam już takich nigdy. Wszystko było przetrząśnięte. A najlepsze było to, że za szybą regału były pieniądze w banknotach. Dokładnie przed nosem kogoś kto z górnej półki zabierał wieżę. I tego złodziej nie widział?!

Wieczorem odzyskałam telewizor zawinięty w koc, który podróżował taksówką - paserem. Akurat policjanci zatrzymali do kontroli to auto. Reszta przepadła. Ze złodziejem spotkaliśmy się w sądzie. Mieszkał piętro niżej. On wkrótce umarł, być może takie było zadośćuczynienie. Nie skorzystał na cudzej krzywdzie.

To co na widoku jest niewidoczne. Dla intruza.

Dzisiaj miałam kupić bułki, ale miałam dużo spraw i rano nie zdążyłam.

Po południu weszłam do piekarni. Spytałam czy są kajzerki. Pani poszukała wśród innych bułek, policzyła i powiedziała, że jest 5. Miałam kupić 4, ale powiedziałam, że wezmę wszystkie, choć potrzebne mi są 4. Ekspedientka wybierała moje bułki i zaczęła mnie przepraszać, że są tylko 4. Pomyliła się. ;)

Dostałam to co chciałam, zgodnie z porannym zamówieniem. Zamówione bułki czekały na mnie. Skąd one wiedziały gdzie będę je chciała kupić? Kupuję w piekarni, a nie nadmuchane w marketach. Tak działa transerfing. Chcesz– masz.

Gdy jechałam taksówką i zatrzymaliśmy się przed przejściem dla pieszych, to jakiś facet machał do mnie i coś krzyczał. Okazało się, że przytrzasnęłam sobie kawałek spódnicy. Podziękowałam. Są jeszcze spostrzegawcze i miłe osoby.

Dzień zaczął się jak u Hitchcocka, a reszta dnia piękna.

Taki zwykły słoneczny dzień. :)

 

 


czwartek, 07 lipca 2016

Żyjemy w czasach kultu pieniądza.

Bogacze to bardzo interesujący ludzie, jeśli są ludźmi ;) I mają specyficzne cechy charakteru.

Ludzi na świecie można podzielić na bogatych i biednych. Jest jeszcze klasa średnia, która coś tam ma, ale bogaci robią wszystko, żeby im to zabrać. Biednym można zabrać czas i wpędzić w długi, tworząc lichwomaty i lichwobanki. W mocy prawa.

Czy na pewno wszystko można kupić?


Akurat tylko tyle przyszło mi na myśl. Na pewno jest więcej.

Za pieniądze nie można kupić odwagi. Najcenniejszy człowiek na świecie, Pan Cukier próbuje, ale mu się nie udaje i żyje w strachu. Jego firma płaci 15 milionow rocznie na jego ochronę. Pilnuje go 16_zawodowych_zolnierzy . A on ciągle się boi. Ostatnio wykupuje ziemię wokół swej posiadłości i buduje mur Za żadne pieniądze nie kupi sobie spokoju. Będzie się zawsze czegoś bał.

Bogaci mogą sobie kupić chwile szczęścia zaspokajając swoje zachcianki. Myślą, że coś ich uszczęśliwi, a potem okazuje się, że emocje opadają i szczęście pryska. Szczęście można mieć zupełnie za darmo. Bo ono nie zależy od stanu posiadania.

Bogaci mogą sobie kupić popularność, zwłaszcza w sieci. Wystarczy mieć dobrego informatyka, który stworzy miliony martwych dusz – fanów. Jak ktoś nie ma charyzmy to za nic jej nie nabędzie. Bo nie wiadomo ile to kosztuje i co to w ogóle jest.

Wśród bogaczy panuje taka zasada, że im więcej mają kasy tym gorzej się ubierają. Dla nich liczą się metki. Nie znam osoby, która ubierałaby się dobrze do swego wieku i figury.

Nie da się też kupić uczuć innej osoby. Nie da się sprawić, żeby ktoś ich polubił albo pokochał naprawdę. Uczucia rządzą się własnymi prawami.

Bogacze mogą sobie kupić dużo książek, wynająć doskonałych nauczycieli, ale nie staną się mądrymi. I nie muszą. Mogą za to sobie kupić pochlebców.

Dla bogaczy liczy się tylko zysk za wszelką cenę. Henry Ford, przemysłowiec, był skąpym człowiekiem. Zatrudnionym pracownikom płacił najniższe stawki, zmuszał do pracy na 3 zmiany. Żeby zarobić jeszcze więcej wprowadził ruchomą taśmę produkcyjną. W jego fabrykach nic się nie marnowało; opakowania czy palety miały kolejne zastosowania, nic nie wyrzucał. Oczywiście nie uznawał związków zawodowych, bo pracownicy nie powinni mieć żadnych praw.

A co można sobie kupić? Dużo. Np. to

 

Można sobie kupić przyjaciół i miłość. Będą tak długo cię kochać dopóki będzie kasa. To dla nich bogacze kupują domy z 10 sypialniami i 20 łazienkami.

W prasie rosyjskiej jest pełno ogłoszeń zrobionych kobiet, które są gotowe pokochać za pieniądze bogatych starców. Gdy ich sponsorzy zbankrutowali miłość wygasła. Taką miłość trzeba podsycać kasą.

Słynący z mądrości Salomon mówił:

„Bogactwo przyczynia wielu przyjaciół”.

To samo mówił tragik rzymski, Marcus Pacuvius :

„Gdzie jest bogactwo, tam są i przyjaciele”.

Bogacze zwykle żyją bardzo długo, bo kupują sobie najnowsze osiągnięcia medycyny.

Były prezydent Jimmy Carter wyleczył się z raka prostaty. Inni umierają.

David Rockefeller, najbogatszy obecnie z klanu, 12 czerwca 2016 skończył 101 lat. Kupił sobie 6 transplantacji serca i 2 przeszczepy nerek (udane, a ile nieudanych?). O tym wiadomo oficjalnie, bo udzielał wywiadów, jak to się świetnie czuł po kolejnym sercu. Taki nowonarodzony.  Ostatnio się nie udziela, krążą plotki, że umarł.

Bogacze tworzą prawo dla ludzi, ale nie dla siebie. Bogaci nie płacą podatków. Najprościej tworzyć fundacje i w koszty wrzucać wszystko, np. kupno samolotu, podróże samolotami, domy, samochody, szkolenia, ciuchy, kolacyjki, prostytutki, zatrudnianie znajomych jako doradców z kosmicznymi pensjami itd.

Tak robi każdy bogacz, który udaje altruista

Bogacze nie drukują sobie pieniędzy. Oni zabierają innym, których nazywają dawcami kapitału. dawcy kapitalu Opłacają ludzi, którzy tworzą dziwne produkty finansowe mające skusić ludzi do inwestowania. Był kiedyś niemiecki film dokumentalny o takim właśnie człowieku. Był panem życia, a teraz jest wrakiem. Ludzie nie uczą się historii i ciągle się łudzą. Zwykli ludzie tracą oszczędności życia i jeszcze muszą dopłacać i zadłużać się. dlugi

Ludzie ciągle dają się nabierać i łudzą się, że kiedyś wygrają forex

 

Zapamiętaj: cokolwiek jest w sieci może być zhakowane i ustawione. Wygrywają tylko ci co mają wygrać. Nie ma przypadków. Pompują hossę FED ustalając ceny akcji wzięte z sufitu. polska gielda

Tworzy się ciągle nowe banki, które zwykle mają na początku korzystne oferty. A potem te banki sprzedaje się z ludźmi dużym bankom, które mają niekorzystne warunki. Ludzie nie mają nic do powiedzenia. I nawet nie mogą zmienić banku, bo są zadłużeni po uszy.

banksterzy-padaja-w-ciszy

Dobroczynność bogatych to mit. Kiedyś ludzie pomagali sobie nawzajem i można było wpłacać pieniądze potrzebującym na ich osobiste konta. Bogatym przechodziła koło nosa ogromna kasa, więc wymyślili fundacje. I teraz pieniądze idą na niepotrzebną biurokrację, a dla potrzebujących idzie niewiele. Ludzie umierają za grosze. Jak ludzie nie chcą płacić to robi się ckliwą reklamę z chorym dzieckiem po to by ludzie oddawali wszystko co mają. Im bogacze mają więcej tym niechętnie się z nią rozstają, jak np. Messi. Wpadł tylko on, a wielu robi dokładnie to samo. Afera panamska ujawniła tylko niewielu oszustów. Reszta siedzi cicho.

Są też inni sportowcy, nie tak bogaci, którzy pomagają z potrzeby serca. Jak np. piłkarz Chelsea Nemanja Matić pilkarz pomaga wiosce

Większość bogaczy postępuje zupełnie inaczej, jak np. potentat stalowy Andrew Carnegie. Wyzyskiwał w swoich stalowniach pracowników, płacił im grosze, a gdy się zbuntowali i zastrajkowałi to zakupił łamistrajków. Doszło do starć i zginęło 9 ludzi w stalowni Homestead Works. Pracownicy wrócili do pracy na gorszych warunkach, przysparzając jeszcze więcej kasy krwiopijcy. Nigdy nikomu nic nie dał. Ale za to finansował biblioteki czy najsłynniejszą nowojorską salę koncertową Carnegie Hall. Dzięki temu przeszedł do historii. Jest o nim film dokumentalny.

Bogaci lubią się bawić w biednych. W sierpniu 2016 roku Christiano Ronaldo ucharakteryzował się na bezdomnego i żebrał na ulicy. Miał ubaw. Dzieci bogatych lubią poniżać biednych każąc im za pieniądze robić różne uwłaczające godności rzeczy.

Karma nie wraca. To mit dla biedaków.

Życiorysy bogaczy są bardzo podobne. To inna kategoria ludzi. Dla nich biedni nie mają żadnej wartości. I zawsze będą wyciągać ręce po wszystko co darmowe. Zarówno po darmowe jedzenie na bankietach jak i 500+.

Obojętnie jak bardzo człowiek jest bogaty to nie da się jeść pieniędzy. Musi być jakaś granica pasożytowania.

 



poniedziałek, 04 lipca 2016

W pracy nic się nie działo. Drzwi otwarte. Nagle wchodzi czarny kot. Przestraszyłam się. Kot uciekł, bo się nagle poruszyłam. Wyszłam na zewnątrz. Kot stał na podwórku, czarny, gruby i patrzył na mnie jasnymi żółtymi oczami.

Stałam tak wpatrzona w niego, bo nie miałam nic innego do roboty.

A potem zobaczyłam gołębia i gołębicę jak piły brudną wodę z kałuży.

Raz on, raz ona. A potem ona poszła do śmietnika. Skrzydeł użyła, żeby wlecieć na puszkę. A gołąb dalej popijał. W pewnej chwili wyszedł z kałuży i poszedł za gołębicą.

Trochę pomyszkowali w śmietniku, sfrunęli na ziemię i poszli sobie spacerkiem na ulicę.

Kot też poszedł gdzieś sobie, ale niepokój został. Spojrzałam w niebo, na chmury.

Czy tylko ja widzę tu lecącego smoka? Leci mi na ratunek przed obcym kotem. ;)

Chmury są dziwne. Zawsze układają się tak jak chce obserwator.

A to wszystko z braku pracy. I z nudów. O niczym.

 

 


sobota, 02 lipca 2016

Mamy dwa mózgi. Jeden w głowie, drugi w brzuchu.

Są pojedyncze osoby na świecie, które fizycznie nie mają mózgu, albo jego części, bo utraciły go w wypadku. I jakoś żyją. Ciekawie o mózgu pisze profesor Vetulani na blogu vetulani.

Mózg jak każdy narząd trzeba oczyszczać. A najlepszym detoksem jest sen.


Czy sen jest nam potrzebny, czy to tylko strata czasu?

Już Szekspir pisał, że Sen jest balsamem dla duszy, a Tadeusz Kotarbiński Sen jest to skracanie sobie życia w tym celu, aby je wydłużyć.

Sen to czas porządków. Sen składa się z 5 faz, ale najważniejsza jest faza REM – snu głębokiego. Mózg w czasie snu nie przerywa pracy, a niektóre obszary są bardziej aktywne niż w ciągu dnia. Mózg w ciągu dnia zbiera i przetwarza informacje, by w ciągu nocy je konsolidować. Nocą następuje odnowa i wymiana komórek, a to wpływa na układ odpornościowy.

Nasi przodkowie spali 6-6,5 godzin na dobę. Kładli się spać dopiero gdy temperatura spadała i było chłodno. Budzili się godzinę przed wschodem słońca. Brak snu przez 10-14 dni powoduje śmierć człowieka. Zbadali to pseudolekarze, którzy wymyślają tortury.

Ważna jest jakość snu. Trzeba spać wygodnie i w ciemnym pomieszczeniu. W miastach jest widno w nocy i może dlatego tak wielu ludzi ma problemy ze snem.

Właściwy czas snu to 7,5 godzin. Gdy sypiamy regularnie dłużej (8-10 godzin) to wzrasta ryzyko zachorowania na serce i raka, i zgon w ciągu 6 lat. Sen krótszy niż 5 godzin może prowadzić do podwyższonego ciśnienia. Starsi ludzie tak mają. Ale oni boją się, że mogą umrzeć podczas snu i śpią czujnie w nocy, a w dzień drzemią.

Mówi się, że sen to brat śmierci. Wg mitologii greckiej bogiem marzeń sennych był Morfeusz. Jego ojcem był bóg snu Hypnos, stryjem bg śmierci Tanatos. Morfeusz miał dwóch braci: Ikeleosa boga koszmarów sennych i Fantasosa – boga snów o zwierzętach i przedmiotach.

Morfeusz przybierał w snach postać ukochanej osoby.

Gothe w Fauście pisał (s.118):

To właśnie czarów mocą jest nieznaną:

wszyscy w niej widzą swoją ukochaną.

Sen jest istotny dla naszego zdrowia, dlatego też coraz więcej jest akcji typu: Noc zakupów, Noc muzeów, nocne bieganie, nocne jazdy na motorach, na rolkach, nocne imprezy, bale i wiele innych. Bo chodzi o to, żeby nasze mózgi nie oczyszczały się z toksyn. Nie wypłukane podczas snu szkodliwe substancje sprzyjają chorobie Parkinsona i Alzheimera. Człowiek niewyspany jest podatny na różne choroby, jest rozdrażniony. Ale kogo to obchodzi.

Każdy rodzic wie, że chore dziecko szybciej wraca do zdrowia jak się wyśpi. Naukowcy też to wiedzą, bo teraz można obrazować zmiany zachodzące w mózgu na żywym człowieku. Podczas snu płyn mózgowo-rdzeniowy podwaja swą objętość i wypłukuje szkodliwe substancje. Duże obszary mózgu są wyłączone, a neurony się kurczą, żeby zrobić miejsce dla tego płynu.

Człowiek wyspany jest w dobrym nastroju. Dobry nastrój może nam poprawić metoda wibracji fal mózgu koreańskiego filozofa, muzyka i adepta sztuk walki Ilchi Lee. Ciekawostka, ja nie próbowałam Myśli na dobry nastroj

A po co nam jest drugi mózg? Może jest w nas druga istota, o której nie mamy pojęcia.

Na pewno miałeś takie sytuacje, że strach ci skręcał brzuch. Wystarczyło kilka oddechów i następowało rozluźnienie. Każdy kto praktykował pranajamę wie, że oddychanie „do brzucha” rozjaśnia umysł. Martwisz się czymś, nie wiesz co robić to zrób kilka takich pełnych oddechów, a się o tym przekonasz sam. Jakbyś wlewał wodę do dzbana i wylewał.

To co mieszka w jelitach steruje metabolizmem, odpornością, psychiką. Naukowcy odkryli, że istnieje autonomiczny jelitowy układ nerwowy. W jelitach wytwarza się 90% serotoniny (hormonu szczęścia), neuroprzekaźnika, który dba o dobry nastrój, prawidłowy sen, przemianę materii, odczuwanie bólu. Niedobór serotoniny może powodować depresje.

Oba mózgi są ze sobą połączone za pomocą nerwu błędnego, najdłuższego nerwu czaszkowego. Ciekawe dlaczego 90% sygnałów płynie od jelit do mózgu, a tylko 10% z mózgu do jelit. Ważne sprawy ma do przekazania mózg jelitowy i to on rządzi. ;) Czyje polecenia wykonuje mózg w głowie?

Człowiek może żyć z częścią jelit. Wykonuje się operacje wycięcia sklejonych czy chorych części jelit, i wtedy ludzie odżywiają się pozajelitowo. Nie znam nikogo takiego i nie wiem jak długo tacy ludzie żyją. Czy to znaczy, że brak im drugiego mózgu?

W procesie trawienia najważniejsze procesy zachodzą w jelitach. Najpierw w dwunastnicy, czyli części jelita cienkiego tuż za żołądkiem. Z dwunastnicą łączą się 2 przewody. Z wątroby idzie żółć, która rozkłada tłuszcze, a z trzustki płynie sok trzustkowy, który rozkłada białka i węglowodany. Potem pokarm idzie kilka metrów przez jelito czcze i kręte. Potem to co nie zostało wchłonięte i strawione idzie do jelita grubego (1 m). Jelito grube zaczyna się kątnicą z wyrostkiem robaczkowym, potem jest okrężnica wstępująca, poprzeczna i zstępująca, a potem esica i odbytnica. Tutaj bakterie rozkładają resztki i produkują związki bakteriobójcze, przeciwzapalne, witaminę B12, K, tiaminę i ryboflawinę. Przyswajane są elektrolity i składniki mineralne jak wapń.

Oczyszczanie jelit lewatywą można przeprowadzać najwyżej dwa razy w roku. W jelitach znajdują się bakterie niezbędne do przetwarzania pokarmu i jest ich prawie 2 kg.

Czy homoseksualiści, którzy wykonują lewatywy codziennie przed seksem pozbywają się tych bakterii? Czy dlatego tracą odporność i chorują na AIDS?

Jelita nie lubią gwałtownych zmian i ekstremalnych diet. Zawsze gdy wystąpi jakaś anomalia powinno się pójść do lekarza. Gdy masz biegunkę można zjeść węgiel lub pół słoika jagód (zawsze mam w lodówce), a w razie zatwardzenia zjeść namoczone suszone śliwki. Ja kiedyś spróbowałam jeść jabłko i popijałam zimną wodą. To są działania doraźne, gdy nie ma problemu z jelitami. Kupowanie preparatów z reklam bez konsultacji z lekarzem grozi ciężką chorobą.

Jelitom szkodzi każda kuracja antybiotykami. 7 dni kuracji zaburza florę jelitową, która odbudowuje się do 2 lat. Przez antybiotyki hodujemy zły nastrój, stany lekowe i depresyjne.

Negatywne emocje jak złe postępowanie, złe myśli i zamiary oraz chęć wcielenia ich w czyn wpływają negatywnie na pracę jelit. Do zaparć prowadzi przede wszystkim chciwość, natomiast potępianie innych – do biegunki.

W ramach 10% przekazu z mózgu do jelit zażyczyłam sobie zmianę pory wypróżniania. Zwykle do wc chodziłam po południu lub wieczorem. A postanowiłam zmienić porę na rano między 5 a 7 godziną, co jest związane z zegarem biologicznym. Po 3 dniach miałam dzień postoju, a potem wc odwiedzałam ok. 9 rano. Po 5 dniach nastąpiła regulacja i wypróżniam się ok. 7 rano, jak wstanę.

Bardzo ważna jest obserwacja co z nas wychodzi. Dlatego mój ojciec nie pozwolił zrobić remontu łazienki, bo nie ma teraz wc z półką. Dzięki temu wcześnie odkrył nieprawidłowości.

Codziennie jesz to codziennie się wypróżniaj, najlepiej rano. W pożywieniu powinien być błonnik. Nie trawimy go, ale jest potrzebny do przesuwania pokarmu przez jelita. Powinno się unikać pożywienia wzdymającego, czyli ostatnio chleb nasz powszedni ma takie właściwości.

Ponieważ oba mózgi są ze sobą połączone, aby być zdrowym musisz zadbać i o sen i o zdrowe jelita. Nie da się myśleć pozytywnie mają zaparcia czy biegunki. Gdy doprowadzisz do porządku jelita to świat wyda ci się piękniejszy. Jak mnie.

 

Dbajmy o nasze mózgi, to będziemy mieli pogodne myśli i będziemy zdrowi.

 

 

środa, 29 czerwca 2016

Ostatnio napięcie w rodzinie rośnie, bo zbliża się coroczne badanie PSA. Podobno lekarz powiedział, że jest gorzej i konieczna będzie chemia. Dziwne. Nie mamy wyników na papierze, tylko słowo lekarza. Nic dziwnego, że ojciec boi się iść na to badanie. Czytałam w internecie, że połowa mężczyzn po negatywnym badaniu okazała się zdrowa. Po co komu tak wadliwe badanie? Stresuje tylko potencjalnych klientów. Podobnie jest z darmową mammografią, która zawsze wykazuje jakieś nieprawidłowości, które trzeba weryfikować.

Lekarz ojca napomyka coś o chemii. To chyba kolejny wyznawca stereotypu "Co cię nie zabije to się osłabi". Chyba dlatego ludzie godzą się na trucie, bo nie umrą od razu. Ile jest warte życie pacjenta?

Jak w każdym zawodzie są dobrzy i źli. Lekarze nie są wyjątkami, są wśród nich mierni i świetni.

Od setek lat nic się nie zmienia. Lekarze zabijają, a ludzie śpią i nieświadomi umierają.

Akurat czytam Fausta i pasujący cytat:

Zgoła nie zasłużyliśmy—ojciec ze synem,

aby lud ich zasługi uwieńczał wawrzynem.

Mój ojciec, widzisz, parał się ciemnymi siły—

w jego pracowni w tyglach się rodziły

one leki i maści, czarodziejskie brednie,

które w nocy spłodzone, leczyć miały we dnie.

Ogółem biorąc był to człowiek sprawiedliwy,

który wierzył w te swoje obłąkańcze dziwy —

wierzył—więc był spokojny i czysty w sumieniu.

Owe lwy i lilije żenione w płomieniu

na łożu madejowym rozciągał i smażył,

aż królewnę rumianą w retorcie uwarzył.

Lecz gorzej, kiedy chorych tym wywarem leczył,

boć, rzecz jasna—nikogo tym nie zabezpieczył

przed śmiercią, wprost przeciwnie, dużo zdziałał złego,

umierali—nie wiedząc przez kogo i z czego;

w dolinach tych i górach z ojcowej poręki

najsroższe były mory i największe męki;

ja sam, ojcowym zarażony szałem

tysiącom te trujące leki podawałem.

A dzisiaj, o, ironio! ofiarują serce

i wielbią—chwałą darzą—kogóż to? mordercę!

(źródło: "Faust" Johann Wolfgang von Goethe, tłum. Emil Zegadłowicz, wolnelektury.pl, strona 26)

Nic dodać nic ująć.

Musiałam dzisiaj iść do urzędu, bo nie wszystko da się przesłać przez internet. Dużo się zmieniło. Urzędnicy nie są już bezczelni i chamscy i sprawy załatwiają szybko. Gdybym nie poszła to bym nie widziała napisu na elewacji urzędu.

Nie spodziewałam się pytania egzystencjalnego w takim miejscu. Chociaż, chodzi tu raczej o wartość godziny pracy, a nie życia. Wszystko można policzyć. Inaczej kosztuje godzina w zdrowiu, inaczej godzina w chorobie, inaczej godzina bogatego, inaczej biednego. Życie ma najwyższą cenę dla nas samych i jest bezcenne. Bo każdy z nas ma tylko jedno życie. Na razie.

Przypomniał mi się film z Justinem Timberlake "Wyścig z czasem". To ten film z licznikiem czasu na przedramieniu. Powiedzenie "nie mam czasu" nabiera zabójczego znaczenia.


Film opowiada o niedalekiej przyszłości, ludzie zarabiają czas, a ubodzy umierają w 25 roku życia. Czasu starczyłoby dla wszystkich, a jednak podział jest nierówny, jak zawsze. Ciekawe zdania wypowiada główny bohater. Pasują też w obecnej sytuacji ludzkości.

Wstawiam trailer, dla przypomnienia. Prędko go zabiorą. ;)

niedziela, 26 czerwca 2016

Pierwsze poziomki, prosto z krzaczków w lesie, nieumyte, bardzo słodkie. Pycha ��

Poziomki w lesie

������

 

piątek, 24 czerwca 2016

Zafascynowało mnie to zdjęcie.

 

Autorem jest Richard Corkery z New York Daily News. Bardzo utalentowany, wszystkie jego zdjęcia mają to coś. Piękne zdjęcie wykonane w Nowym Jorku.

Od lewej stoi Joel, który miał wtedy 41 lat, Peter 33 lata, Kirk 72 lata, Michael 44 lata i Eric 30 lat. To był ważny rok dla tej rodziny.

 

Ojciec, Kirk Douglas urodził się 9.12.1916=29=11 jako Issur Danielovitch Demsky, syn żydowskich emigrantów, analfabetów. Miał jeszcze 5 sióstr. W tym roku 2016 będzie świętował setne urodziny. A 3 lata temu magazyn People podał, że nie żyje.


Od dziecka wiedział, że chce być aktorem. Swoją drogę do celu zaczął od nauki języka angielskiego.Potem zmienił imie i nazwisko.

Wiele razy przytaczałam słowa ulubionego taoisty Lao-tsy

Tylko ten, kto zna swój cel, znajdzie do niego drogę

Kirk był biedny, nie mógł liczyć na pomoc rodziny, a zamierzał być sławny i bogaty. I krok po kroku zmierzał do wytyczonego celu. Poszedł do szkoły aktorskiej, dostał stypendium. Potem służył w marynarce wojennej. Był przystojny, wysportowany. Jedenastki nie da się nie zauważyć. Miał ogromną charyzmę i nieprzeciętny talent. Tylko on miał dziurę w brodzie – znak rozpoznawczy.

Pierwszą rolę załatwiła mu Lauren Bacall, koleżanka ze szkoły aktorskiej i żona Humphreya Bogarta. Pokazał swój talent i zagrał w 83 filmach, słynny Spartacus. Potem został producentem i założył własne firmy producenckie (w 1955 Bryna Productions, a w 1962 roku Joel Productions). Potem zajął się reżyserią. Jako Jedenastka cokolwiek sobie wymyślił to realizował.

Oscara dostał gdy miał 80 lat za całokształt, a wcześniej był 3 razy nominowany. Napisał 2 autobiografie, 3 powieści i 2 książki dla dzieci. Jego biografia Syn śmieciarza wydana w 1988 roku odniosła ogromny sukces.

Miał zawał serca, przeżył wypadek helikoptera. Miał wylew, stracił głos, ale dzięki ćwiczeniom odzyskał sprawność. Nigdy się nad sobą nie użalał.

Miał 2 żony, z każdą po 2 synów. Pierwsza żona – Diana Dill (też 11 z 38) była aktorką, zmarła w 2015 roku w wieku 92 lat. Byli małżeństwem tylko 8 lat.

Z drugą żoną, producentką Anne Buydens-Douglas ur. 13.05.1930=22, (kolejny mistrz), przeżył 62 lata. Oboje teraz działają charytatywnie.

Kirk miał wiele kobiet, o czym pisała prasa, a czytali synowie. Sam mówił w wywiadach, że nie był wierny swoim żonom.

Używał życia i długo żyje.

 

Pierwszy syn to Michael Kirk Douglas ur. 25.09.1944 = 34=7


Pierworodny syn dostał drugie imię po ojcu. To zły pomysł, dla dziecka.

Skłonność do uzależnień ma wpisane w datę urodzenia (2+5=7). Dzięki ojcu jest doskonałym psychologiem i negocjatorem, umie manipulować ludźmi. Był alkoholikiem, wyleczył się. Matka nadopiekuńcza, bardzo mądra, nauczyła go więcej niż ojciec. Może się też za bardzo wtrącać w dorosłe życie dziecka, bo przecież wie lepiej. A Siódemka ma własny system wartości, jest samodzielna i nie lubi się nikomu podporządkowywać. Gdyby ojciec o tym wiedział, to nie manipulowałby synem w celu stworzenia swojego klona. Pierworodny ma zawsze najgorzej, bo ojciec ma wobec niego duże oczekiwania Siódemka zawsze ma pieniądze, ale nie pracuje dla kasy. Ma dobry gust i zawsze kupuje rzeczy najwyższej jakości. Ma bardzo bogate życie wewnętrzne, a więc możliwa jest skłonność do depresji.

Zaczynał jako asystent reżysera w filmie, w którym grał jego ojciec. Potem ukończył kilka szkół aktorskich. Był bardziej utalentowanym aktorem niż ojciec. Czy ojciec go kiedyś pochwalił, czy się wszystkiego czepiał?

Gdy miał 32 lata dostał Oscara za produkcję Lotu nad kukułczym gniazdem (uwielbiam ten film). Miał intuicję i grał w głośnych filmach. Pamiętam wszystkie filmy, w których grał. Za rolę Gordona Gekko w Wall Street Olivera Stone'a w 1988 roku dostał kolejnego Oscara. Dostał wiele prestiżowych nagród, bo jest niezwykle utalentowanym człowiekiem. A za Nagi instynkt w 1992 roku dostał nominację do Złotej Maliny. Całe życie musiał udowadniać swoją wartość. To drugie imię mu chyba ciąży.

Z pierwszą żoną przeżył 22 lata i ma syna Camerona Morrella (uzależniony od alkoholu i narkotyków). Druga żona od 2000 roku, młodsza o 25 lat, to Catherina Zeta-Jones. Mają syna i córkę.

Michael na fotkach stał zwykle z najmłodszym bratem po lewej ręce ojca. Obaj są bardziej doświadczani przez ojca. Całe życie rywalizował z ojcem. W mediach całują się i ściskają, ale stosunki między nimi są napięte. Dlatego Michael zachorował na raka gardła i języka (brak porozumienia z ojcem, niewypowiedziane żale, nie może czegoś „przełknąć”). W kwietniu 2016 roku ogłosił, że ma nawrót choroby i szykuje się na śmierć. To podobno ściema, a aktor czuje się dobrze. W końcu to urodzony manipulator. Mam nadzieję, że jednak przeżyje ojca.

Może Michael nie jest klonem ojca, ale George'a Waszyngtona?

 

Drugi syn Kirka urodził się dzień po 24 urodzinach mamy, Diany.

Joel Douglas urodził się 23.01.1947=9


Dla niego tata był wymagający, wymuszał zachowania niezgodne z charakterem dziecka. Ojciec traktował go jak zabawkę, maskotkę (wygląda jak misio, ma niewyleczone rany). Ojciec był ciągle nieobecny, bo ciągle grał w wielu filmach. Ale gdy wracał do domu to nadrabiał zaległości w wychowaniu dziecka. Dziewiątki są wrażliwe na cudze nieszczęścia i trochę naiwne. Ale zawsze wiedzą lepiej i nie chcą pomocy od innych.

Joel wybrał karierę producenta, jak macocha. Miał 4 żony.

Na wielu zdjęciach on i Peter, obaj Dziewiątki, obaj producenci stoją po prawej stronie ojca.

 

Trzeciego syna urodziła Kirkowi druga żona, Anne.

Peter Vincent Douglas ur. 23.11.1955 = 9

Peter urodził się tego samego dnia co Joel, czyli 23. A więc tak samo postrzegali ojca. Drugie imię dostał na cześć Vincenta van Gogha. W tym czasie jego ojciec grał w filmie Pasja życia i grał tego malarza.

Jest producentem tv, jak matka, a jego firma nazywa się Vincent Pictures. Wyprodukował m.in. komedie z Chevy Chase'm. Ma tę samą żonę od 1991 roku i 4 dzieci.

 

Eric Anthony Douglas, najmłodszy z synów Kirka, urodził się 21.06.1958 = 32 = 5

Gdy się urodził ojciec miał 42 lata. Przyszedł na świat z trudną lekcją. Miał doskonałą intuicję. Ojciec ustawiał go przez rozmowy, albo agresją (21=3=Uran). Nic nie pomagało.

21 = trygon 7 = uzależnienia.


Jako Piątka nie lubił stagnacji. Obdarzony wyobraźnią, prowadził burzliwe życie. 5 – Merkury – wolność i swoboda, a karma 58=13 – praca. Nie mógł usiedzieć w miejscu, interesowało go wszystko. Nie mógłby pracować długo w jednym miejscu. Aktor to dobry zawód dla niego, ale nie miał wielkiego talentu jak najstarszy, przyrodni brat.

Matka dała mu akceptację i dużo miłości, ale postępowała też emocjonalnie.

Był aktorem. Zagrał w kilku filmach razem z ojcem. Komunikatywny (32), mógł dużo osiągnąć – talent (3) do oddziaływania na podświadomość (2). Próbował swoich sił w stand-up reklamując się jako czarna owca w rodzinie, ale źle reagował na uwagi publiczności. W 1990 roku był kilka razy aresztowany: za posiadanie kokainy, za jazdę pod wpływem alkoholu i narkotyków, za ucieczkę z miejsca wypadku gdy rozbił 2 auta na parkingu. W 1999 był kilka dni w śpiączce po przedawkowaniu Xanaxu. W 2001 pozwał swojego psychiatrę, bo ten przepisywał mu kombinacje leków, które są śmiertelne w połączeniu z alkoholem, miał też myśli samobójcze. Dostał odszkodowanie, bo lekarz powinien wziąć pod uwagę uzależnienie od alkoholu. Rodzice usiłowali mu zabierać leki, narkotyki, ale nic to nie pomogło. 6.07.2004 umarł od mieszanki środków przeciwbólowych, uspokajających i alkoholu.

Nie można uratować kogoś kto tego nie chce.

Wszyscy synowie urodzili się 21,23,25. Jakie jest prawdopodobieństwo takiej sytuacji w jednej rodzinie? Czyli dostali od ojca kontakt z podświadomością (2 – Księżyc).

Wszyscy synowie pracują w branży filmowej.

Ciekawe jaka byłaby dziewczynka w tej rodzinie.

 

Relacje rodzinne są bardzo ciekawe. Przynajmniej dla mnie. Łatwo wtedy zrozumieć czyjeś postępowanie.

 

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
bajka107@gazeta.pl