|
Mogę być kroplą, która uratuje świat lub przepełni kielich.
wtorek, 17 stycznia 2012
Jednym z pierwszych filmów, jakie obejrzałam na YT w tym roku był wykład A.Głoba na temat łysienia. Jego ojciec mawiał: mądre włosy opuszczają głupią głowę. ;) Włosy używane jako antena nie wypadną, a jeśli się ich nie używa to są niepotrzebne i wypadną. Zaleca wcieranie miodu i masaże. Kobiecie długie włosy niosą honor i może się nimi okryć. Gdy w życiu kobiety dzieje się wielka zmiana to obcina włosy, na znak odcięcia się od przeszłości. Wtedy antenki nie działaja, bo potrzebne jest wyciszenie. Dlatego mnisi tybetańscy to łyse pały, nic ich nie rozprasza w modlitwach. Tylko czy te modlitwy gdzieś docierają? Ludzie bez włosów mają osłabione związki z innymi ludźmi (to fakt znany mi z mojego życia) i są sfrustrowani. Dla faceta łysinka to obraza, wstydzi się tego, zaczesuje, to stres. Informatycy i bystrzy studenci też mają długie włosy. A naukowcy to już obowiązkowo. Z wiekiem włosów ubywa, bo nie chcemy używać antenek, nic nam się nie chce, więc są niepotrzebne. Mam długie włosy, bo lepiej się czuję. Czasami je przycinam i nie zauważam różnicy. Na pewno nie spróbuję obciąć się na łyso. Kocham te moje antenki.
piątek, 13 stycznia 2012
Coraz dziwniejszy jest świat w którym żyjemy. Wiadomo, że każda decyzja powoduje pewne konsekwencje. Jeśli dzieje się to na szczeblu urzędowym to konsekwencje dotyczą wielu ludzi. Kto przetnie tę pajęczynę wzajemnych powiązań?
Czy wszystko zniknie i będzie normalnie, prościej? Jeśli tak to nie mogę się już doczekać. A może są też ludzie, którzy nie nakręcają tej sieci?
czwartek, 12 stycznia 2012
Mamy fajną pogodę, a wiele osób choruje. Może to przez brak mrozu i brak słońca. Dlatego chciałabym podać niezawodny sposób na niechorowanie. Gdy poczujemy, że czujemy się źle, łamie nas w kościach, mamy dreszcze itp, to zróbmy sobie gorącą herbatę owocową (malinową, z róży, czarnej porzeczki), wypijmy i idźmy do łóżka. Obojętnie która to będzie godzina. Należy spać do oporu, nawet 12 godzin. Ważne jest, żeby zareagować jak najszybciej. Gwarantuję, że przeziębienie odejdzie. Nie należy brać żadnych tabletek. Osłabiony organizm nie ma siły zwalczać infekcji i na dodatek wypełniaczy w tabletkach. Człowiek jest tak skonstruowany, że sam sobie poradzi, tylko nie przeszkadzajmy mu. Często dzieci nie chorują, ale mają katar i kaszel, trudno im spać, budzą się w nocy, a potem dostają wysokiej temperatury i choroba rozwija się. Gdy pojawia się katar to należy zebrać wszystkie poduszki jakie są w domu i położyć dziecko spać na wysokości. Głowa musi być wysoko, minimum 45 stopni wyżej niż reszta ciała. Spać należy prawie na siedząco. Gdy leżymy płasko to wydzielina z nosa zalewa nam gardło i utrudnia oddychanie. To samo dotyczy kaszlu, bo wydzielina z oskrzeli i płuc zamiast zejść niżej to idzie do gardła. W ten sposób pomagamy nie tylko dzieciom, ale też dorosłym. jest to sposób naszych babć, ale także pielęgniarek ze szpitali chorób płuc. Tak się też pomaga w zapaleniu płuc. źródło: dom.forto.pl Życzę zdrowia :)
piątek, 06 stycznia 2012
Gdy mam za dużo wolnego czasu, albo sytuacja życiowa jest napięta, gdy stoję na rozdrożu, gdy młodzi ludzie umierają, to zadaję sobie pytanie o sens życia. Przed snem intensywnie o tym myślałam i oczekiwałam odpowiedzi od wszechświata. Dostałam odpowiedź, ale od mojej babci, którą ledwie pamiętam, bo zmarła dawno. Przyszła do mnie we śnie. Ale chyba mi się nie śniła, tylko miała do mnie dostęp, bezpośrednio do mojego jestestwa. Jakkolwiek to brzmi taka jest prawda. Wiedziałam, że to moja babcia, choć wyglądała inaczej, piękniej i młodziej. Była taka promienista i zadowolona, wyrozumiała i dobra, miła i wybaczająca. Mogę wymienić jeszcze milion takich cech, które od niej biły. Powiedziała: doświadczaj, a właściwie to słowo pojawiło się w mojej głowie. Gdy miałam wątpliwości o co chodzi, to ich nie wypowiadałam tylko myślałam o nich i w moim umyśle pojawiały się odpowiedzi zanim pomyślałam o co chcę zapytać. Coś jak telepatia, tylko szybsza i globalna. Nie do pojęcia, a co dopiero do wytłumaczenia. Ogromna ilość słów, czy wyjaśnień wkładała w moją głowę w ułamku sekundy. Taki transfer danych hiperszybkiego kompa. O czymś takim marzę, ale na jawie. Móc porozumieć się ze wszystkimi istotami, ale nie poprzez naukę różnych języków. Nie wypowiedziałam jeszcze tego marzenia, a tu dostałam tego próbkę. W skrócie powiem co zostało mi włożone do głowy, ale może wszystkiego nie pamiętam, więc będę edytować ten post, jak mi się coś jeszcze przypomni. To są odpowiedzi na moje pytania i wątpliwości, które pojawiały się w trakcie „przekazu”. Żyj i doświadczaj znaczy tyle, żeby jak najwięcej rzeczy doświadczać, w każdej sekundzie życia, bo życie na tej planecie jest takie krótkie, jestem szczęściarą, że tego doświadczam w tym fizycznym ciele i w tym miejscu i czasie. Doceń to. Nieważny jest rozwój duchowy, bo to nic nie znaczy, równowaga jest najważniejsza. Musisz wiedzieć jak to jest robić dobre uczynki i złe uczynki. Twój wybór i ocena, nikt cię nie ocenia, to ty oceniasz kiedy się lepiej czujesz. Czy zabijanie jest przyjemne, co czujesz wtedy, co inni o tobie wtedy myślą, jak cię oceniają, czy musisz poddawać się ocenie. Czy twoja dusza rośnie czy się kurczy ze strachu. Co powiedzą inni nie jest ważne, inni są po to, żeby cię spychać z drogi, jak nic nie robisz tylko idziesz z prądem życia. Wybieraj, a każdy twój wybór jest dobry, cokolwiek zrobisz. Tylko rób. Chcesz być „dobra” to bądź, chcesz krzywdzić ludzi to rób to. Sama się ocenisz. Jak będziesz robiła pierdoły, to zostaniesz sprowadzona na właściwy tor. Użyj wiedzy. Wszystko jest zaplanowane, jeśli myślisz, że możesz robić co chcesz to się mylisz. Dostajesz znaki, że nie jesteś sama i jest plan, i to dla każdego. Nie przesadzaj w niczym – równowaga. Kochaj i bądź kochana, bo to ci bardziej pasuje. Wiesz już to :) Nic na siłę, wbrew sobie. Nie kombinuj, nie usprawiedliwiaj siebie i innych. Wiesz już dużo, wszystko co ci jest potrzebne. Jest to może dość chaotyczne, bo nie piszę o swoich pytaniach i o tym co mnie spotkało w życiu, a na to dostawałam odpowiedzi. Jest to bardzo osobiste, więc nie mogę jeszcze tego pojaśnić. Znam wiele osób, które „rozwijając się duchowo” zaniedbują rodzinę, pracę, wydają majątek na podróż do Indii, a to nie jest dobre. Tak przeczuwałam. Równowaga, nie krzywdź siebie i innych. Albo krzywdź, aż zrozumiesz co masz robić i co jest dobre dla ciebie. Po tym spotkaniu czuję się raczej jak zepchnięta z drogi, ale jeszcze nie trafiłam na właściwy tor. Zmienia to moje poglądy na wiele spraw. Mam żyć więc muszę to przetrawić.
niedziela, 01 stycznia 2012
Cudowne słoneczko i bezchmurne niebo powitało mnie dzisiaj rano. OK, nie było rano, było południe gdy się obudziłam, ale to bardzo miły początek nowego roku. Przez cały ubiegły rok szlifowałam swoją osobowość przez zmianę swoich nawyków. Nałóg miałam tylko jeden, ale go zlikwidowałam już dawno. Gdy dowiedziałam się od M.F.Longa, że za nałogi odpowiada Niższe Ja (podświadomość, Ku) to postanowiłam zlikwidować nałóg palenia. Przecież nie będę zależna od NJ. W końcu kto tu rządzi. Umówiłam się z Ku, że na jakiś czas przestaniemy palić. Ustaliłam dzień i wypaliłam wszystkie papierosy w domu. Ponieważ nie podałam terminu niepalenia, trwa to już 12 lat. Teraz przyszedł czas na testowanie mojego NJ w innych nawykach. Edukacja NJ polega na pokazaniu: kto rządzi. Nie mogę nic narzucić, mogę tylko codziennie robić to co w moim (ŚJ) mniemaniu jest dobre. Zaczęłam od każdej czynności, którą codziennie wykonuję i za każdym razem robię ją inaczej. Np. zakładam najpierw raz lewy but, następnego dnia zakładam prawy, a jeszcze innego dnia oba buty naraz. To loteria. Inne czynności, jak czesanie, mycie zębów, zamykanie drzwi itp. - robię w różny sposób każdego dnia. Do pracy mogę jechać jednym tramwajem, ale teraz wsiadam w to co pierwsze przyjedzie i się przesiadam. Z klatki mojego bloku powinnam skręcić w prawo, ale czasami skręcam w lewo. Nadrabiam ok. 100 m, ale to Ja decyduję. Jedzenie Z jedzeniem jest trochę trudniej, bo mam ulubione potrawy, więc postanowiłam zaprzestać ich jedzenia, na jakiś czas. Ciężko było z kawą, bo każdy dzień zaczynam od gorącej kawy. Ale czego się nie robi w celach wychowawczych ;) Dziwne. Jak ustaliłam, że przez 3 dni nie będę piła kawy, to nawet nie miałam takiej zachcianki i nie miałam z czym walczyć. Były już dni bez jedzenia chleba, bez jedzenia zupy, bez jedzenia czegokolwiek.Okazało się, że nie mam z tym żadnych problemów. Oddychanie Oddychanie jest czynnością automatyczną i kontrolowane przez podświadomość. Nie sprawia mi żadnej trudności jakakolwiek technika oddychania. Gdy ładuję się maną (energią, siłą życiową), to cała uwaga Ku jest skierowana na moje życzenia. Teraz postanowiłam zwolnić oddech maksymalnie jak się da. Gdy kiedyś ćwiczyłam jogę to wykonywałm 4 oddechy na minutę. Teraz z łatwością wykonuję 3 oddechy na minutę, w rytmie: 5 sek. wdech, 5 sek. zatrzymanie, 5 sek. wydech i 5 sek. bezdech. To jest takie łatwe, jak się tylko człowiek na tym skupi. Próbowałam też przestać oddychać, ale udało mi się bez wysiłku zatrzymać oddech na 2,5 minuty TV i internet To jest najłatwiejsze. Mogę teraz nie oglądać tv przez kilka dni i nie czuję się, że czegoś mi brak. Nawet nie czytam programu i może ominęło mnie coś ciekawego. Po kilku dniach abstynencji inaczej patrzę na programy, a wielu już nie oglądam, bo to strata czasu. Teraz na tv przeznaczam ok. 2 godz. tygodniowo, a czasami nawet mniej. Z internetem jest trochę gorzej. Do poczty musiałam zajrzeć 1 raz dziennie, bo to związane jest z moją pracą. Klienci przyzwyczaili się zatrudniać i zwalniać pracowników mejlami. A obowiązują terminy. Przez miesiąc nie zaglądałam też na ulubione strony, fora czy blogi. Nawet na swój. Po przerwie inaczej się patrzy na wiele spraw. Mruganie Mrugać oczami trzeba, a więc nie jest to nawyk, który trzeba zmieniać. Ale tak dla sprawdzenia siebie mogę bez żadnego wysiłku nie mrugać przez 2,35 do 3 minut. Nie próbowałam dłużej, bo po co ;) Są też przyzwyczajenia pożyteczne. Zawsze mam w torebce okulary przeciwsłoneczne. Gdy kiedyś ich nie założyłam to wpadł mi paproch do oka, oko spuchło, pojechałam na pogotowie, brałam krople, płukanki, maście itp. Więc z tego nawyku nie zrezygnowałam. I ciągle kupuję nowe tanie okulary, żeby zawsze mieć zapas. Codziennie też robię choć jeden dobry uczynek. Gdy na kilka dni przestałam: nie podniosłam papierka, nie ustąpiłam miejsca w autobusie, nie pomogłam nikomu itd., to źle się z tym czułam, bardzo źle. Takie likwidowanie przyzwyczajeń i nawyków wzmaga czujność i uważność. Każdą czynność, którą robię staram się wykonywać inaczej, więc siłą rzeczy muszę być skupiona. Przy okazji wychowywania Ku wzmacniam też zasadę PONO – każdą rzecz można zrobić w inny sposób, bo skuteczność jest miarą prawdy. I za to kocham Hunę. Robię tak od roku i wcale nie mam dość. Więc w tym roku nadal będę nieprzewidywalna. To dobra zabawa. Trening czyni mistrza.
piątek, 30 grudnia 2011
Gdy już mi się wydaje, że mało mam złych cech, to wtedy okazuje się, że to tylko moja pycha tak uważa. Ciągle muszę nad sobą pracować. Gdy ostatnio powiedziałam słowo: pogarda, to pojawił się obraz meneli, żuli itp. ludzi. Zdziwiłam się, bo myślałam, że oni są mi obojętni. Jednak pogardzałam nimi i zastanawiałam się nad tym, dlaczego tak myślę. Zaczęłam ich spotykać na każdym kroku, bo zwykle tak jest, że jak nad czymś pracuję to wszechświat mi w tej pracy pomaga. Wszędzie ich było pełno: w śmietniku, w autobusie, w parku, przed sklepem. Patrzyłam na tych ludzi i nie akceptowałam ich. Odkryłam, że moja pogarda dla tych ludzi wiązała się z ocenianiem ich. A jakie ja mam prawo oceniać tych ludzi? Niepotrzebnie się nad nimi użalam, współczuję im, chcę im pomóc itp. A oni tego nie chcą, im jest dobrze. Są tacy bo chcą być tacy. Prawie zaczęłam do nich czuć miłość i wtedy spotkałam takiego menela (bez złośliwości) w autobusie. Siedział naprzeciwko mnie, z całym dobytkiem w 3 reklamówkach i śmierdział tak, że nie mogłam oddychać. Zagadał do mnie, pytał kiedy ma wysiąść, żeby dojechać do konkretnego przystanku. Ponieważ zaczęłam już odczuwać miłość do tego typu ludzi, to gadałam z nim tak jak się rozmawia z przygodnymi ludźmi. Nie był pijany, tylko brudny i nieogolony. Gdy wysiadał to rozejrzał się wokół i zapytał: CO TU TAK ŚMIERDZI? Mało nie spadłam z fotela. Zdałam sobie sprawę, że on nie czuł, że to on tak śmierdzi. Gdy wysiadł to zaczęłam się śmiać i pogarda zniknęła. Każdy człowiek ma prawo żyć tak jak mu się podoba. Każdy może być tym kim chce być, jeśli nie wiąże się to z krzywdzeniem innych. A menele nikogo nie krzywdzą, żyją z dnia na dzień, bezstresowo, jedzą kiedy chcą i co chcą, albo co mają, śpią gdziekolwiek i kiedy chcą. Nie zasługują na pogardę. Przynajmniej nie moją. Ciagle się uczę.
środa, 28 grudnia 2011
W tygodniu przedświątecznym gdy wracałam wieczorem do domu to bardzo zmarzłam. Lekko się ubrałam, bo nie przewidziałam, że może zrobić się zimno i to czekanie na autobus mnie wyziębiło. Na drugi dzień poczułam się chora, przeziębiona. Miałam 38 stopni gorączki i katar. W sklepie gdy kupowałam herbaty na święta to przy okazji kupiłam gripex control. Za 12 tabletek zapłaciłam 7 zł. Chciałam szybko wyzdrowieć. Po 3 tabletkach gorączka spadła, ale zaczęłam kaszleć. I wtedy postanowiłam „prześledzić” moją tabletkę. Zamknęłam oczy i połknęłam jedną. „Widziałam” jak przechodzi przez przełyk do żołądka, jak się w nim rozpuszcza i razem z krwią przez naczynia krwionośne rozchodzi się po całym ciele. Wchodzi do każdej komórki za pomocą płynów tkankowych. Cżęść poszła do płuc i coś białego oblepiło mi oskrzeliki. I tak odkryłam dlaczego zaczęłam kaszleć, prawie się dusiłam od tego szlamu. I wtedy przeczytałam ulotkę. Trochę późno, ale przecież ten lek jest dość znany i wydawało mi się, że bezpieczny. Pierwszy składnik to paracetamol, a więc substancja lecznicza, która miała mi pomóc. Dalej na liście była kofeina. Dziwne, bo przecież lekarstwa powinno się popijać wodą a nie kawą. Dalej było kilka dziwnych nazw, wśród których znalazłam TALK!? Niebywałe co dodaje się jako wypełniacz do tabletek. Ten talk zapchał mi oskrzela i prawie się udusiłam. Sprawdziłam na sobie powiedzenie, JEDNO LECZY, RESZTĘ KALECZY. Moja tabletka wyleczyła mnie z gorączki i kataru, ale prawie zmusiła mnie do leczenia płuc i łykania dalszych tabletek. Układ zamknięty. Wszyscy są zadowoleni, za wyjątkiem pacjentów. A poprawa nastąpiła po zjedzeniu zwykłego czosnku. Zrobiłam sobie kanapkę, pokroiłam drobno 3 ząbki czosnku, na to masło, a na to posiekana natka pietruszki. Po 2 godzinach mogłam normalnie oddychać. Gdy śledziłam jak działa czosnek w moim organiźmie, to zobaczyłam jak te olejki eteryczne przeczyszczają moje żyły i rozpuszczają wszystko co przeszkadza w transporcie w układzie krwionośnym. Na rozpuszczenie talku jeszcze potrzeba trochę czasu. Omijam apteki, ale nie przewidziałam, że leki są dostępne teraz wszędzie i kuszą. Wizyta u lekarza domowego też nic nie pomaga, bo on każe kupić leki podobne do gripexu, ferwexu itp. A ulotki drukowane są coraz mniejszymi literkami, bo przecież trzeba upchnąć kilkanaście składników w jednej tabletce. Czasami piszą o substancjach dodatkowych, ale nie ma ich wyszczególnienia. Na pudełku też mało co jest napisane. Dopiero jak kupisz to w środku znajdziesz metrową ulotkę i szczegóły. To chyba kofeina w moich tabletkach pobudziła mnie do działania.:) Ostatnie tabletki rozpuściłam w zlewie. Nie wyleczy, nie otruje, a zaszkodzi.
sobota, 24 grudnia 2011
Dobrych Świąt, Miłości i Pomyślności, Światełka w Mrocznym Tunelu Życia, Cudownych Dni w Nowym Roku i Mnożenia Dobra Każdego Dnia dla Wszystkich Ludzi na Ziemi ode mnie :)
wtorek, 13 grudnia 2011
Dziwne efekty zaniechania medytacji. Nie było dnia, żebym miała gorsze samopoczucie, każdy dzień jest piękny, słoneczny, wszystko idzie jak po maśle. Gdy medytowałam to czasami miałam huśtawkę nastrojów. Gdy dodatkowo było jeszcze pochmurno, to był prawie początek depresji. Może były jakieś plusy medytowania, ale ja ich nie widziałam. Medytacja po prostu nie jest dla mnie. Zamiast pół godziny siedzenia wolę przez 15 minut potańczyć razem z Jamesem Brownem – I Feel Good lub Sexmachine. Każdą wolną chwilę wykorzystuję na podziwianie dzieła Stwórcy. Jak on ten świat perfekcyjnie zaplanował. Z podziwiania przyrody przerzuciłam się na obserwowanie siebie – fajne dzieło ;) Zaczęłam od układu oddechowego, czyli niezbędnej do życia plątaninie rur i rurek. Chyba to najważniejszy układ, bo ile można wytrzymać bez oddychania. Ja bez wysiłku zatrzymuję oddech na 2,5 minuty. Podziwiam i obserwuję jak wdychane powietrze wędruje przez gardło, krtań, tchawicę i oskrzela, by ostatecznie dotrzeć do płuc. Wewnątrz płuc powietrze biegnie dalej kolejnym odgałęzieniami oskrzeli (posiadającymi coraz mniejszą średnicę). Na końcu tej drogi znajdują się najwęższe oskrzeliki przechodzące w oskrzeliki końcowe i dalej oskrzeliki oddechowe połączone przewodzikami pęcherzykowymi z pojedynczymi pęcherzykami płucnymi. Śledzę porcję wdychanego powietrza. Podczas wdechu mogę powietrze poprowadzić "do brzucha" i wtedy masuję przeponę. Oddychanie przez nos masuje mózg. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak to wszystko jest cudowne. Zwykle robię takie obserwacje gdy jadę do pracy. Przez pół godziny w tramwaju lub autobusie zajmuję się tylko sobą. Świat nie istnieje. Ostatnio zajęłam się oczami. Staram się odczuć mięśnie, na których gałka oczna jest osadzona. Czułam je zanim znalazłam schemat w książce. Staram się "zobaczyć" jak oczy widzą obrazy. Niesamowite doświadczenie. Mózg bardzo się stara i pracuje pełną parą, a oczy rozluźniają się i lepiej widzę. A dzisiaj skupiałam się na chodzeniu. Prawa noga do przodu, prawa ręka do tyłu. Nie da się inaczej, próbowałam. Musi być synchronizacja ruchu. Idą nogi i przeciwne ręce. Bardzo zajmujące są takie obserwacje i ciekawsze niż medytacja. I już dzieci chodzą w ten sposób, skąd one wiedzą jak to robić? Mam wrażenie, że znalazłam boską cząstkę Higgsa ;) Niepotrzebny jest do tego żaden akcelerator za miliardy dolarów. Wystarczy skupić się na sobie i znaleźć boską iskierkę. Za darmo. Kazdy to ma, tylko słabo czuje. Ciekawe czy każdy ma w tym samym miejscu? Musze pogadać ze znajomymi gdzie oni ja czują. I nie można tego sfotografować, ani wyjąć. To po prostu jest w nas dopóki żyjemy na tym świecie.
sobota, 10 grudnia 2011
Marzenia się nie spełniają, bo nie są pragnieniami. Czynnikiem niezbędnym do urzeczywistnienia marzeń jest przeogromna chęć, czyli pragnienie. O tym wiedzieli Kahuni i Illuminaci. Taką chęć można w sobie wzbudzić np. przez oddychanie. Wtedy jesteśmy naładowani energią i nasze marzenia się spełnią. Proste, ale nie każdy o tym wie. Klepanie bezmyślne zdrowasiek niczemu nie służy, tylko zabija czas.
Gdy już mamy marzenie i robimy z niego pragnienie, to następnym krokiem jest wybranie odpowiedniej pory na wypowiedzenie tego pragnienia, czyli wysłanie listu do Stwórcy. Najlepszym dniem w roku do tego celu jest dzień 21 grudnia. Sprawdziłam tylko ten jeden dzień, bo jest blisko dnia, w którym wielu wypowiada życzenia, które się nie spełniają (sylwester i nowy rok) i będzie niedługo.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|