Życie to wszystko co mamy :)
sobota, 24 września 2016

Dziwna sytuacja mi się przytrafiła. Szłam ulicą w środku dnia. Było słonecznie i pięknie. I nagle ok. 4 metry przede mną idąca kobieta odskoczyła na bok odwracając się w moją stronę. Spojrzała na mnie zdziwiona, zatrzymałam się na chwilę, ale byłam daleko czyli ok. 3 metrów od niej. Nikogo między nami nie było. Ona myślała, że ją popchnęłam, ale to było niemożliwe, nie mam tak długich rąk.

Zorientowała się, że to nie ja. Poszłam dalej, a ona nie wiem. Nie oglądałam się, bo to dziwna sytuacja.

Niewątpliwie coś się wydarzyło, ale co?

Gdy chodzę po brudnych chodnikach w mieście to już nie omijam plam, bo jest ich za dużo. Staram się płynąć nad nimi, unosić się w powietrzu. Wiem, że to niemożliwe, ale inaczej nie umiem. Brudu jest tak dużo, że nie sposób patrzeć pod nogi.

Szłam i myślałam o niczym. Czyli jak zwykle czułam niewyobrażalną wdzięczność do życia. Jestem przepełniona wdzięcznością. Tylko tyle.

 

Mark Twain mówił, że "Ludzie myślą, że myślą, a nie myślą".

 

Czy to możliwe, że moje pole rozszerzyło się do 4 metrów? Ja przecież nic nie robię w tym kierunku, więc skąd to.

Nie mogłam już normalnie iść i starałam się tak lawirować między ludźmi, żeby ich przypadkiem nie zaczepić moją aurą ;)



piątek, 23 września 2016

Dzisiaj jest odpowiedni dzień, żeby trochę przybliżyć liczbę 23.

23-09-2016=23

Zawsze ciekawiło mnie dlaczego ludzie boją się tej liczby? Komu na tym zależy? 23 to moja liczba duszy i dzień urodzenia. Jak można nie lubić lub bać się swoich liczb?

Znam oczywiście opowieść o kapitanie statku, który przez 23 lata pływał i zawsze wracał do portu. I wypłynął w kolejną podróż i statek zatonął. Czyli zaczął się 24 rok. I to on powinien być nieszczęśliwy. Cokolwiek to znaczy. Filmu 23 nie pamiętam i nie mam ochoty oglądać. Unikam teraz wizji paranoików, bo dbam o siebie i swoją energię. Nieustająco jest w równowadze. I niech tak zostanie.

Do generowania strachu ludzie używają każdej możliwej sztuczki. Każda liczba jest jaka jest i lubię je wszystkie.

Dlaczego do szerzenia strachu wybrano liczbę 23?

Ciekawe, że w przyrodzie liczby 2 i 3 występują najczęściej.

2 to symetria. Większość rzeczy możemy określić jako dobre i złe, męskie i kobiece, materialne i duchowe, przypływ i odpływ. Nawet same liczby możemy podzielić na parzyste i nieparzyste, liczby pierwsze i złożone... Sam znajdź więcej symetrii.

Dwójce w numerologii, o której tu piszę, patronuje Księżyc. A więc Dwójka oznacza energię żeńską, niezdecydowanie, emocjonalność, nieufność. Dwójka świat widzi tak jak chce go widzieć, a nie takim jaki jest naprawdę. Jest empatyczna i umie współpracować z każdym, bo wzbudza zaufanie.

3 jest równie często występującą liczbą. Trójka powstaje przez dodanie 1 i 2. W jednej liczbie skojarzona jest indywidualność, jedność (1) i dualizm (2), czyli rzeczy niemożliwe do pogodzenia. Wszystkie religie świata ją ukochały.Święta sylaba om ma taki znak:

Każdy Bóg jest w 3 osobach, a człowiek ma ciało, umysł, duszę. Mówimy „do 3 razy sztuka” z nadzieją, że coś co oczekujemy się spełni. Jeśli powiesz coś 3 razy to tak będzie, dlatego wszystkie zaklęcia i marzenia wypowiada się trzykrotnie. To nie tylko wiara, ale podświadoma wiedza. W wielu religiach wierzy się, że w ciągu 3 dni zmarły może wrócić do życia, potem już nie. Jest to liczba szczęściarzy.

Moja koleżanka bardzo nie lubi Trójek (i Piątek), bo im los sprzyja, za darmo, nic nie muszą robić w tym kierunku. Tak mają. Jak to wiesz to się nie dziwisz tylko to wykorzystujesz ;)

Trójka działa spontanicznie, bo jej patronem jest Uran. Ma wiele talentów, wdzięk, czar i radość życia. Faktycznie jest się czego bać?

Wykorzystywanie podświadomości (2) do tworzenia nowatorskich rzeczy (3) może być dla niektórych dołujące. Jeśli żyjesz w strachu wszystko co dobre cię omija i nawet nie wiesz dlaczego.

Kolejna ważna liczba w tym związku to Piątka (2+3). Jest wyjątkowa.

 

9 8 7 6 5 4 3 2 1

 

Jak widać jest w samym środku. Godzi przeszłość z przyszłością (prawą i lewą stronę), świat materialny ze światem duchowym, energie niższe (1,2,3,4) z wyższymi (6,7,8,9). Utrzymuje równowagę między tymi energiami. Piątka nie jest materialistą (jak wszystkie liczby nieparzyste), ale kasę ma jak zechce. Żyje dla wolności i szybkich zmian. Ma ogromną wyobraźnię. Patronem Piątki jest Merkury – posłaniec bogów, który patronuje podróżnikom, złodziejom, handlowcom i prawnikom. Żeby być dobrym w tych zawodach trzeba być niezwykle bystrym, elokwentnym, mieć wyobraźnię i elastyczność. Merkury był pośrednikiem i umiał komunikować się z każdym, nawet ze światem podziemnym.

Piątki kochają wolność i niezależność i są wszechstronnie uzdolnione. Lubią też manipulować innymi. Mogą być niestałe i impulsywne, nerwowe i niecierpliwe, działają zanim pomyślą, bo zmiana to rozwój. Lubią duże pomieszczenia, a w blokach czują się nieszczególnie ;)

W naszym świecie komunikacja jest bardzo ważna, więc nie można jej nie kontrolować.


Przestaliśmy zwyczajnie ze sobą rozmawiać. Każda wiadomość i rozmowa przez telefony jest zapisywana na serwerach (na wieczną pamiątkę). Energia nie płynie między ludźmi, tylko do wahadeł. Człowiek na tym nie korzysta, jego kreatywność zamiera. Łatwo rządzić takimi ludźmi.

Uwielbiam towarzystwo Piątek, bo zawsze coś się dzieje.

Bojąc się liczby 23 boisz się współpracy, okazywania emocji, negocjowania, godzenia ludzi (2) oraz twórczości i szczęścia (3), a także wolności, zmian, wyobraźni (5). Człowiek, który chce ciągle więcej i więcej jest niebezpieczny. Można go przyhamować drukując mu program 23 - ze strachu nie będzie niczego zmieniał w swoim życiu. Czy chcesz być bojaźliwym człowiekiem? Czy masz się czego bać? Czy widzisz tę manipulację?

Jeśli boisz się wolności to nigdy o nią nie zawalczysz. Dasz się łatwo wciągnąć o ustawione działania, będziesz tylko bezmyślnym narzędziem.

Był taki film Mr Deed's. Główny bohater uosabiał wszystkie cechy Piątki z 23, od razu widać co to za osoba. Film jest lekki i zabawny.


Ludzie boją się, bo nie wiedzą. A jak już się dowiedzą to mają wybór: bać się czy nie? To jedyny wybór jaki masz.

Liczba 23 pcha świat do przodu przez ciekawość i łamanie struktur.

Do twórczych świat należy :)

 

 


Tagi: 23
23:00, bajka107 , numerologia
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 września 2016

Ostatnio badam korzenie swojej rodziny. Angażuję swoich rodziców, przypominają sobie przodków, sprawdzają stare fotografie, szukają starych dokumentów itp. Dowiedziałam się, że w rodzinie mojego ojca kobiety były długowieczne, bo żyły ponad 80 lat. Znam niektóre daty urodzenia i śmierci i wiem na co kto umarł. Mama mojej mamy była 11 z 29, a ojciec 9. Moja mama też jest 11, a mój ojciec 9. Powieliła schemat. Ciekawe, że żadne imiona się nie powtarzają, nie ma żadnych chorób dziedzicznych. Każdy pracował na swoje choroby. Myślałam co tu zrobić, żeby się więcej dowiedzieć, bo przecież korzenie są bardzo ważne. Każdy powinien znać swoich przodków, bo wtedy może swobodnie rosnąć i realizować siebie. Kobiety w mojej rodzinie nie miały żadnego wykształcenia, najwyżej 5 klas. Nie czytały książek. Poczułam się lepsza od nich, bo przecież ja jestem taka wykształcona, dużo wiem, godzę karierę i rodzinę. O czym miałabym z nimi rozmawiać?

Konsekwencją grzebania w przeszłości było spotkanie z gimnastyką słowiańską dla kobiet. Akurat były organizowane warsztaty, więc poszłam. Nie ma przypadków, skierowała mnie tam jedna z moich babć.

Dowiedziałam się, że każdego człowieka wspiera 128 osób – przodków. Wyobraź sobie, że za tobą stają twoi rodzice, matka po lewej, a ojciec po prawej i kładą ręce na twoich ramionach. Za nimi stoją ich rodzice i również kładą ręce na ramionach itd. Do 7 pokolenia. Robi się duszno i ciasno. Gdy człowiek sobie to uświadomi zaczyna odczuwać ogromne wsparcie.

Błogosławię mój ród.


Jakby mieć potężne skrzydła. ;)

Nie wiemy co się dzieje z energią zmarłych. Ciało znika, a co z resztą? Musi ta energia gdzieś krążyć i czekać. Można się do niej dostać.

Pamięć rodowa ma pomóc w rozwiązywaniu problemów, pomaga utrzymać zdrowie w ciele, korzystnie wpływa na gospodarkę hormonalną, a także na harmonię w rodzinie. To jest gimnastyka ciała i duszy, bo liczy się intencja.

W tej gimnastyce jest 27 ćwiczeń, obrazujących wszystkie sfery życia. Świat składa się z 3 części: Górny bogów – Prawi, Środkowy ludzi – Jawi i Dolny przodków – Nawi. W każdym ze światów jest 9 ćwiczeń. Indywidualnie ustala się 7 osobistych ćwiczeń na podstawie daty, godziny i miejsca urodzenia. Dawno nie spotkałam tak trafnej charakterystyki  osobowości. Są jeszcze mantry słowiańskie. Właściwie to okazuje się, że wszystkie praktyki duchowe na całym świecie są podobne, mają tylko inne nazwy. Każde ćwiczenie opatrzone jest symbolem. To kilka przykładów.


W ubiegłym roku na Paryskim Tygodniu mody suknie Valentino ozdobione były takimi haftami. belaruspartisan

Ćwiczyłyśmy w długich rozkloszowanych spódnicach. Energia płynie. Derwisze o tym wiedzą, ale wykorzystać ich dobroczynne działanie powinna każda kobieta.


Dzisiaj jechałam 3 tramwajami i autobusem. W tramwaju spotkałam tylko jedną dziewczynę w spódnicy, mini. Wszystkie kobiety nosiły spodnie, nawet małe dziewczynki. Na ulicy podobnie. Widziałam tylko 5 kobiet w sukienkach lub spódnicach. Dziwne. Czy to miasto mężczyzn? Kobiety nie dbają o swoją energetykę, a potem się dziwią, że chorują, nie mają dzieci. A ja w tym roku nie kupiłam żadnych spodni. Chodzę w sukienkach lub spódnicach, bo lubię i jestem kobietą. Mam świetne nogi, ale po co pokazywać je aż do krocza w obcisłych spodniach. Dbam o siebie i swoją energię. Do tej pory ćwiczyłam Qigong i energia płynęła harmonijnie. Teraz pora na kolejne ćwiczenia. Nic nie stoi w miejscu. Zmiana to moje 4 imię ;)

Ćwiczę codziennie rano, choć kolana troszkę bolą. Zajmuje mi to 10 minut, akurat komputer się skanuje. Na efekty nie trzeba czekać, bo są od razu. Na 3 dzień dostałam informację, że z mojego przyjścia na świat ucieszyła się tylko babcia, a nie rodzice. Nie miałam o tym pojęcia, a teraz zachowanie mojej mamy stało się jasne. Nie czuję się już lepsza, spokorniałam. Prawdziwa wiedza nie pochodzi ze szkół. A dzisiaj dostałam informację, że one (zmarłe przodkinie) cieszą się, że zostanę strażnikiem rodu. Co to znaczy? Nie mam pojęcia. Kontakt został nawiązany. To niesamowite. Jaką ja jestem szczęściarą, że na mnie padło to zadanie.

Ćwiczenia to klucz do energii kosmicznej – szyfr, z którego będę korzystała dla dobra swojego i swojej rodziny. Bo to jest najważniejsze.

Dla mężczyzn są osobne ćwiczenia. I to ma sens.

 

 

sobota, 10 września 2016

Zapach lawendy się rozchodzi i przyciąga owady. Dzisiaj przyleciała pszczółka i nurzała się w nektarze ok. 10 minut.

Mogłabym tak patrzeć i patrzeć. A pszczółka była taka milusia, że chciało się ją przytulić. A ona zajęta swoimi sprawami nawet mnie nie widziała, chyba.


Od 3 lat można w mieście mieć ule, a nawet hodować drób i króliki. Tylko nie wolno tego robić na balkonie. Chyba gdzieś w okolicy są ule, bo przecież pszczółka, chociaż pracowita, nie dałaby radę lecieć daleko za jedzonkiem.

 

Małe rzeczy, a cieszą. Miły dzień :)

 


piątek, 09 września 2016

Lubię jak coś pachnie na balkonie. Zwykle jest to maciejka. Ma tak intensywny zapach, choć roślinka jest mizerna. W tym roku nie miałam maciejki, bo nie było nasionek.

Kupiłam dużą donicę lawendy zimującej.

Pachnie bez przerwy, Zwłaszcza gdy rano ją podlewam. Poranna kawa smakuje bosko. Zaczęłam ją przycinać i robię pęczki do ususzenia. Teraz pachnie w każdym pokoju, w którym wiszą roślinki. Gdy dobrze wyschnie to wpakuje ją do torebeczek z płótna. Mam tyle, że starczy na każdą półkę i szufladę. Nia mam moli, ani nie ma komarów. Ale to chyba nie jest sprawka lawendy? Choć, kto wie.

Zasypianie nurzając się w takim zapachu jest nieziemskie. Nie mam problemów ze snem, a teraz mam same przyjemności.

Tak wygląda lustro mojego życia.

A inni ciągle żyją w strachu i smutku. To naprawdę nic nie daje, tylko zabiera urodę i zdrowie. Ostatnio dowiedziałam się o samobójstwie jakiejś osoby z ezo świata. Skoro było jej tak dobrze to co się stało?

Różnica w byciu hej do przodu a w byciu zadowolonym jest oczywista. Jeśli człowiek lubi siebie, jeśli ma czyste myśli, w każdym widzi dobro, to świat to oddaje (lustro). Życie i zwykłe sprawy się nie zmieniają, zmienia się tylko nastawienie i bezwarunkowa akceptacja wszystkiego. I wtedy dzieje się magia, a świat jakby się kłania i we wszystkim pomaga. (Powtarzam się).

Ludzie uważają, że mają udawać szczęście, bo co powiedzą inni. Jeśli ktoś ma wątpliwości, a nie ma z kim pogadać, to złe myśli się odkładają i zabierają energię. Taka ciemna plama codziennie się powiększa i niszczy pewność siebie, a potem zatruwa ciało i duszę. Nie można sobie wmawiać, że jest dobrze, jak nie jest. Jak zaakceptujesz to co cię spotyka, to wtedy złe rzeczy odejdą same. Bo ty sam nie będziesz je tak oceniał. W każdej tragedii można zobaczyć coś dobrego. Wtedy poczujesz, że przeszedłeś na tą słoneczną stronę.

Ostatni wsiadałam do tramwaju i zobaczyłam, że ludzie siedzieli wyłącznie po stronie zacienionej. Wszystkie miejsca po słonecznej stronie były wolne. Czekały na mnie, żebym sobie wybrała :)

Czy nie jest tak, że ludzie wolą cierpieć i się bać, bo wtedy wiedzą, że żyją? Może i tak, ale żyją krótko i w nieszczęściu. I przyciągają innych nieszczęśników. A potem się nawzajem pocieszają. I nic się nie zmienia. Bo nie może się zmienić, gdy w lustrze odbija się smutek i strach.

Cała ezoteryka jest toksyczna i zabójcza, generuje dużo szlamu i nic nie wyjaśnia. Jim Carrey zamiast zająć się samoakceptacją, zajął się ćpaniem i wygłaszaniem mądrych tekstów. Zmierza donikąd, a nikt mu nie pomaga. Gadaniem nic nie zmieni. Udawaniem, że jest dobrze też nie.

Gdyby ludzie wiedzieli, że to umysł tworzy rzeczywistość, to świat zmieniłby się w jednej chwili. A w tv ciągle filmy katastroficzne. Już mnie to trochę śmieszy. Świat nie ma początku, więc nie będzie miał końca. Nie ma się czego bać. Oczekuj najlepszego, a to dostaniesz.

 

Zmarł fotoreporter wojenny Krzysztof Miller, którego fotografię kiedyś wykorzystałam na blogu. Gdy ciągle patrzy się na wojnę i zło, to źle się kończy. Trzeba mieć czas, żeby odreagować. Przecież życie ludzkie jest najważniejsze. Smutne, ale jego dusza wreszcie odzyskała spokój.


poniedziałek, 05 września 2016

Skoro Matrix był przyczyną mojego zerwania z choinki to warto coś o nim napisać.

Film, a właściwie trylogia, ma wiele zapożyczeń z innych filmów. Możesz nie znać Dorotki z Kansas, ani Alicji L.Carolla, ani wersetów z Biblii, czy japońskich komiksów, ale i tak każdy znajdzie w nim coś ciekawego dla siebie.

Moim zdaniem ten film ukazuje dualny świat, którego nie jesteśmy świadomi. Pokazuje drogę każdego z nas przez grę jaką jest życie na tej Ziemi.

Życie to gra.

Stąd te szachownice na klatce schodowej domu gdzie mieszka Morfeusz. Możesz się z tym nie zgadzać, ale tak jest. Jesteś albo wygranym, albo przegranym, trzeciej opcji nie ma. Czyżby? W szachach i warcabach nie, ale są jeszcze inne gry. Nieprawdaż?

O lustrach już kiedyś pisałam, więc krótko. Każdy tworzy swój własny świat. Świat jak lustro odbija twój stosunek do niego i zawsze się z tobą zgadza. Jeśli myślisz, że jesteś do niczego to inni tak cię będą postrzegać. Myśl o tym co chcesz osiągnąć, a nie o tym czego nie chcesz.

W Matrix ludzie noszą okulary, w których odbija się świat. W świecie prawdziwym nie. A może chcą ukryć swoje prawdziwe ja? Oczy – zwierciadło duszy. W Matrix ludzie noszą sztuczne ubrania i króluje lateks, a w świecie prawdziwym nosi się zgrzebne lniane ubrania (dualizm). Tylko Morfeusz nosi lustrzanki i tylko Klucznik nosi zwykłe białe szkła.

Najbardziej podobają mi się okularki Niobe ;)


Z lustrami należy uważać, bo można w nich zobaczyć coś czego nie chcemy.

Twórcy filmy na pewno nie chcieli pokazać nam kamer, które odbijają się w lusterkach. To jak w życiu. Wydaje nam się, że jesteśmy fajni, zdrowi i piękni. Prawda jest inna. Nie każdy może taki być, ale każdy może być sobą. Trzeba poznać samego siebie – to hasło wisi w mieszkaniu Wyroczni. Wygląda jak cytat ze Sztuki wojny, o której niedawno pisałam. Lektura obowiązkowa.

Wszystko zaczyna się od wyboru.

Życie stwarza nam wiele różnych możliwości. Naszą rolą jest wybrać właściwą drogę. Ale czym się kierować? Znakami.

"Jeżeli nadciąga coś, co może wywrzeć istotny wpływ na bieg zdarzeń, pojawia się sygnalizujący to znak. Drogowskazy pojawiają się tylko w wypadku, kiedy zaczyna się przejście na inne linie życia. Niektórych zjawisk możesz nie dostrzec, bo znajdujesz się dawnej linii, bo nie czujesz różnicy jakościowej." - Transerfing Rzeczywistości, Vadim Zeland.


Gdy dokonujemy znaczących wyborów, które zmienią nasze życie to znaki się pojawiają. Gdy nie zauważymy znaku, to nic się nie stanie. Gdy musimy podążyć wybraną drogą to pojawi się kolejny znak i kolejny, aż wejdziemy na drogę dla nas najlepszą. Gdy znaki się nie pojawiają tzn., że drepczemy w miejscu i niekoniecznie idziemy tam gdzie powinniśmy.

W drodze przez życie czasem potrzebujemy pomocy w wyborze, więc wykonajmy telefon do przyjaciela.


Czasem okazuje się, że ktoś kogo uważamy za przyjaciela wcale nim nie jest.Zamiast nam pomóc, angażuje nas w swoje sprawy.

To kolejna lekcja życiowa.

Niekiedy potrzebujemy wsparcia, by wejść w odpowiednie drzwi. Trzeba nas popchnąć we właściwym kierunku.


Ile razy słyszałam, że ktoś dla towarzystwa poszedł na egzamin wstępny, na przesłuchanie itp. A potem okazywało się, że to my mieliśmy przejść przez określone drzwi. Bo za nim ukrywał się cel naszego życia. Czasem inni czują co nam w duszy gra i pokazują nam właściwe drzwi.

Nieraz się zdarza, że idąc przez życie wybieramy ciągle te same sytuacje i ludzi.


Gdy zmieniałam pracę, to dostałam w prezencie książkę i kartkę "żebyś nie wpadła z deszczu pod rynnę". I tak było. A po rozwodzie interesowali się mną klony mojego byłego. Dopiero siostra zwróciła mi na to uwagę. Wydaje nam się, że dokonujemy zmiany, ale nic się nie zmienia. Kobiety ciągle "trafiają" na tych "złych", nie zdając sobie sprawy, że to ich odbicie w lustrze. Wybieramy to co znamy, a niekoniecznie to co dobre dla nas. Czasem w życiu spotykamy przeszkody i nie widzimy właściwych drzwi. Możemy wówczas jak Neo walczyć z każdym, albo jak Niobe przeskoczyć wszystkich agentów i iść dalej ;)

Czasem widzimy, że ktoś wchodzi przez drzwi i widzimy jego świat. Gdy my wchodzimy przez jego drzwi to rzeczywistość jest zupełnie inna, nie nasza.


Tam gdzie inni czują się dobrze, nam akurat może być źle. W tym mistrzami są wahadła, ktęre wmawiają nam własne cele. Warto zacząć odróżniać cele własne od cudzych i wybrać. A ludzie myślą, że jak kupią kosmetyk firmowany przez celebrytę to będą jak oni. Wahadło mówi rób jak ja, tańcz jak ja ci zagram. Czy o to chodzi w życiu, żeby realizować cudze cele i napełniać kabzę innym?


Czasem wchodzimy przez drzwi, za którymi jest ktoś wyjątkowy i na nas czeka. On wiedział, że przyjdziemy, bo jesteśmy mu do czegoś potrzebni. Ale niekoniecznie on jest potrzebny nam. Im szybciej to zauważymy tym lepiej. Zamiast tracić czas wyjdźmy i szukajmy właściwych drzwi do naszego celu.


Czasem w naszym życiu pojawia się Klucznik, który wskaże nam drzwi do Źródła. Błądzimy po tym świecie, ale na pewno ktoś zna odpowiedź na każde pytanie. To Źródło, Bóg, Architekt, czy ktokolwiek mądrzejszy od nas.

I oto nadszedł ten dzień.


Stajemy przed właściwymi drzwiami, otwieramy i oczekujemy wyjaśnień i wskazówek.


Okazuje się, że przed nami kolejny wybór. Dobrze, że mamy do wyboru jedne z dwóch drzwi. I znowu ta iluzja. Czy na pewno mamy iść w prawo albo w lewo, czy nie ma trzeciej drogi?

Nikt nie może za nas wybrać drogi naszego życia. Niektórzy próbują, np. rodzice. To się zawsze źle kończy.

"Każdy człowiek ma swoją unikalną drogę, na której osiągnie autentyczne szczęście w życiu.

Goniąc za fałszywymi celami, nic nie osiągniesz, albo osiągnąwszy, zrozumiesz, że nie tego potrzebowałeś.

Twój cel zmieni życie w święto. Twoje drzwi są drogą, która doprowadzi Cię do celu.

Jeżeli zmierzasz do Twojego celu, wchodząc przez Twoje drzwi, to nikt i nic nie będzie w stanie Ci przeszkodzić, ponieważ klucz Twojej duszy idealnie pasuje do zamka Twojej drogi." - Transerfing Rzeczywistości, tom 4.

 

W filmie, jak w życiu, jest więcej drzwi. Do niektórych potrzebny jest klucz, inne stoją przed nami otworem. Zabawa trwa.

Obejrzyj ponownie Matrix, bo to ciekawy film.

Każdy znajdzie swoje drzwi.

Wiem to :)


A w radiu właśnie teraz Bruce Springsteen i Dream baby dream :))) Życie to sen.



niedziela, 04 września 2016

Około południa zadzwoniła moja mama z pytaniem dlaczego nie dzwonię. Rozmawiałyśmy 3 dni temu, więc dla mnie było ok. Okazało się, że miała sen o mnie.

Śniło jej się, że była u mnie i wkropliła mi coś do lewego oka. Ja zaczęłam płakać, bo to nie były krople do oczu tylko olejek miętowy. Słuchając mojego płaczu krzyczała na mnie, że nie trzyma się w apteczce olejku udającego krople do oczu. I koniec.

Cała mama. Spytała się tylko czy nic mnie nie boli.

Oczy to okno na świat i zwierciadło duszy, przez wzrok odbieramy rzeczywistość. I ona widzi ten świat niepełny, na jedno oko. Mnie krzywdzi, bo czasem staram się jej powiedzieć jak ja coś widzę. Ona nie chce słuchać, bo wie lepiej i dlatego spowodowała, że to ja mam jedno oko uszkodzone. I jeszcze winę zrzuciła na mnie. Kiedyś miałam zapalenie spojówek i sama sobie wkraplałam krople. Przetestowałam wszystkie jakie są na rynku, a poprawy nie było. Przestałam chodzić do okulisty i dałam oczom spokój. Zaczerwienienie odeszło. Samo z siebie.

Jak mi ktoś powie, że Jedenastki są to osoby rozwinięte duchowo i wyjątkowe to zaśmieję się w twarz. Taka osoba nie słucha co inni mają do powiedzenia i nie pozwala innym być innymi. Nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, bo wie lepiej. To inni się mylą. To typowe wahadło. Ona chce, żebym robiła wszystko jak ona. A ja słucham i robię jak chce. Nie ma mnie za co zaczepić. Wszystko przeze mnie przelatuje, nic nie zostaje. Nie kłócę sie z nią. Szkoda energii.

A ja kupiłam wczoraj kilka papryczek chili i dzisiaj pokroiłam do suszenia. Bardzo uważałam, żeby nie zatrzeć oka, bo nie użyłam rękawiczek. Oko było OK, ale zatarłam usta i nos i mnie trochę szczypało. Do wytrzymania ;)

 

A ja miałam miły sen.


Leżałam w wodzie, a wokół mnie pływały 3 delfiny. Nie wiem co to była za woda, bo ja nie pływałam tylko byłam zanurzona, a nie tonęłam. Ciekawe doświadczenie. Woda była ciepła, było mi błogo, totalny relaks. I jeszcze te delfiny. Mają one coś w twarzy, że wydaje się, że się śmieją. Dobra energia się mieszała. Odpoczęłam i się obudziłam.

 

Akurat kilka dni temu zmieniłam tapetę na komputerze, bo robię to często. Zmiany są dobre. I wybrałam właśnie taką z delfinami.

Czy mój mózg już nie ma o czym śnić?

I w realu i we śnie mam dobre samopoczucie. Czy to normalne?



czwartek, 01 września 2016

W ostatnich miesiącach od różnych nie znających się osób usłyszałam, że "ty to się chyba z choinki urwałaś". Gdy usłyszałam to po raz trzeci, to musiałam się nad tym zastanowić. Mają rację czy nie? Co to w ogóle znaczy.


Było kilka sytuacji, gdzie ktoś spytał mnie o zdanie i musiałam się wypowiedzieć. Raz wyraziłam zdziwienie, że ludzie występ piłkarzy na euro uważali za sukces. A ja widziałam tylko targ niewolników, na którym każdy chciał się dobrze zaprezentować. Piłkarze niczego nie zdobyli, mają jakieś tam miejsce, a uważani są za zwycięzców. Byłam świadkiem jak dorosły wykształcony facet płakał ze szczęścia po jednym wygranym meczu. Obejrzałam tylko jeden mecz ze względów towarzyskich i nie zrobiło to na mnie wrażenia.

A więc urwałam się z choinki, bo nie jestem zamulona. Mam własne zdanie.

Kolejny znajomy nie mógł uwierzyć, że ja nie widzę różnicy między politykami różnych partii. Dla mnie oni wszyscy są identyczni, różnią się tylko PR. Od lat nic się nie zmienia, a raczej zmienia się na niekorzyść. Państwo doi poddanych, utrudnia im życie jak może, coś da, ale więcej zabierze. Politycy sprzedadzą wszystko dla własnych korzyści. Ludzie ekscytują się złotym pociągiem, a nie widzą niekorzystnych umów jakie podpisują wybrańcy. Nie ma sensu opowiadać się za kimś, oddawać im swoją uwagę i wspierać. To jest naprawdę inny gatunek ludzi. Nie życzą nam dobrze.

A ostatnio poróżnił mnie ze znajomym film Matrix. Niebywałe. Po raz kolejny obejrzałam całą trylogię i zdania nie zmieniłam. Okazało się, że tylko ja nie uważam Neo za wybranego i że nie widzę tego co widzą inni. Nie upieram się przy swoim, ale nie będę mówić czegoś do czego nie jestem przekonana. Przecież to śmieszne. Każdy odbiera ten film jak chce. Nie ma powodu do szykanowania kogoś kto ma inne zdanie.

Co się takiego stało, że urwałam się z choinki?


Ja po prostu wybrałam. Obudziłam się, ale tak naprawdę. Zobaczyłam jak działają wahadła i nie umiem już inaczej. Brak reakcji na zaczepki wahadeł weszło mi w krew i mój styl bycia. Podjęcie tej decyzji trochę mnie kosztowało. Po pierwszym obejrzeniu 1 części Matrixa wybrałabym niebieską pastylkę. Po co komu kłopoty. Mówić chórem to czego życzy sobie system popłaca, bo masz święty spokój. A jednak niektórym owieczkom jest źle. Znajomi mówią, że co mi przeszkadza Guantanamo. A nie widzą, że dopóki istnieje takie miejsce każdy z nas może się tam znaleźć. Zmądrzałam, nie piszę już mejli do prezydenta (do Busha napisałam i odpisał). Wyobrażam sobie, że pewnego pięknego dnia to miejsce zniknie. Bez emocji. Nie wdaję się już w dyskusje, bo to nic nie daje. W moim świecie nadejdzie kiedyś taki dzień. Zniknie ludobójstwo.


Wszyscy zasilamy system wahadeł. Jednostkom udaje się być ich ulubieńcem, ale oni też nie są bezpieczni. Wahadło może uznać, że więcej energii dostanie gdy pozbędzie się gwiazdy. I nie ma dla niej ratunku.

Gdy człowiek zacznie zdawać sobie sprawę ile energii kosztuje go zwracanie uwagi na bzdety to zaczyna się zmieniać. Nie trzeba walczyć, bo jak kiedyś pisałam, to obojętność zabija. Do walki potrzeba bardzo dużo energii i nikt nie wygrywa. Gdy przestaniemy podlewać kwiatek w doniczce to uschnie.

Są ludzie, którzy mówią, że nie oglądają tv, a wszystko wiedzą. Przemawia przez nich strach. Oni boją się tv. Wiedzą, że media okradają nas z energii. A przecież można tam obejrzeć ciekawe filmy, czy inne programy, które poszerzają nasze horyzonty. Ja się nie boję i oglądam. Wybieram. Kiedyś miałam przerwę, która mi dobrze zrobiła. Teraz nie patrzę na programy informacyjne, bo są stare, wczorajsze. Internet jest szybszy w przekazywaniu aktualności. Uważnie oglądam reklamy i wiem czego nie kupować.

Co zyskałam urywając się z choinki, a właściwie z kilku choinek?


Pod choinką leży dużo prezentów.

Pierwszy prezent to nadmiar energii. Kiedy jestem czujna to wiem kto mnie zaczepia. Nie odwracam się, nie uciekam, nie kłócę się. Nauczyłam się być przezroczystą, tak żeby nikt nie mógł mnie zaczepić, bo za co? Nie ulegam wpływom, a jeśli już, to szybko to dociera do mnie i natychmiast reaguję. Wpływy będą zawsze, a ja doskonalę ich neutralizowanie.

Mam też więcej pieniędzy. Mam jedno konto w banku i jedną kartę płatniczą. Gdy wypowiadałam kredyt odnawialny, to bank usiłował mnie do tego zniechęcić. Skoro rzez 2 lata nie miałam debetu, to nie płaciłam odsetek. Ale co roku płaciłam 2% za odnowienie. W ostatniej chwili bank chciał mi darować prowizję, żebym zrezygnowała. Nie odnowiłam linii.Czuję się świetnie z tym.

Gdy oglądam reklamy to wchodzę w interakcje. Np. gdy ktoś mówi, że oszczędzam 30 % czegoś tam, to ja mówię na głos, że ja oszczędzam 100 % bo nie kupuję czegoś tam. Gdy mówią, że wszystkich boli głowa, to mówię, że mnie nie. Nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Wszystko przepuszczam i ośmieszam.

Mam też dużo więcej czasu. A mówi się, że czas przyśpieszył. Ktoś tam robił badania, że w jednostce czasu można kiedyś było zrobić więcej niż teraz. U mnie odwrotnie. Kiedyś w ciągu godziny księgowałam ok. 100 faktur. Teraz 120. I dzień się wydłużył. Może przez lato ;)

Nie kupuję też wielu rzeczy, jak np. alkoholu. Odeszła mi ochota. Zapach piwa powoduje u mnie odruch wymiotny. Nie mam pojęcia co się stało. Zupełnie tego nie rozumiem.

Nie będę tu opisywać całego mojego życia, ale to urwanie się z choinek wyszło mi na zdrowie.

Musisz się urwać, żeby dostać prezenty. Nie ma innej możliwości. A naprawdę warto.

Życie jest za krótkie, żeby się wszystkim przejmować.


Bądźmy jak Kubuś Puchatek – udawajmy, że mamy bardzo mały rozumek. Nie wychylać się, to wahadło nie zaczepi. Czas upływa na przyjemnościach, zdrowie i dobry humor dopisuje.

 

Wiem, że urwałam się z jednych choinek, ale przecież życie bez wahadeł jest niemożliwe na tym świecie. Wybieram teraz małe choinki, żeby sobie na nich powisieć. W każdej chwili mogę się urwać i wpaść w morze prezentów. :)

I nieustająco mam dobry humor. Już mnie to nie dziwi. Tak jest lepiej. Kiedyś miałam stany euforii, miłości do świata i wszystkiego, a potem doła, gdy umarł ktoś mi bliski. Huśtawka. A teraz mam błogostan.

Zajmuję się rzeczami, na które mam wpływ, bo na resztę szkoda mi czasu.

Nie muszę zabiegać o uwagę innych. Zdecydowanie wolę być inna niż taka jak inni. A inni wcale nie chcą znać moje zdanie. Oni chcą, żebym myślała jak oni. A potem mówią, że się urwałam z ich choinki. Mają rację. Nawet mi to pochlebia. Jacy ludzie są spostrzegawczy :)

Ciekawostka:

Dlaczego mój smartfon logował się dzisiaj w Panamie? Mam włączoną lokalizację i właśnie mi pokazał temperaturę, wschód i zachód słońca jakby mój smartfon tam był. Czy już nadszedł NWO? Wszystko jest możliwe.

Urwij się :)



sobota, 27 sierpnia 2016

Wczoraj coś mi się śniło, ale nie mogłam tego poskładać, tylko urwane scenki. Więc zaprogramowałam się na to, żeby pamiętać ze szczegółami jak mi się coś przyśni. Mówisz-masz.

Dzisiejszy sen zapamiętałam. To był wczorajszy sen, jeszcze raz to samo, ale jakby wolniej wszystko się rozgrywało. Tak, żebym zapamiętała.

Poszłam z kimś do sklepu ze starymi rzeczami. Może to antyki, ale się na tym nie znam. Oglądałam różne rzeczy. Nie byłam pewna czy wolno było dotykać eksponatów. Ale zainteresowało mnie pudełko. Taki sześcian z ciemno brązowego drewna. Nic ciekawego, a jednak mnie przyciągnął. Wzięłam go w dłonie, poprzekręcałam, coś tam stuknęłam, nacisnęłam, obróciłam parę razy. I to pudełko otworzyło się, wyszły jakieś szufladki, zapaliły się światełka. Wnętrze pudełka było większe niż samo pudełko. Zupełnie nie wiem jak je otworzyłam. Po prostu moje ręce wiedziały co robić. Chyba znałam to pudełko, a teraz sobie tylko o nim przypomniałam.

Pojawił się sprzedawca i zabrał mi to otwarte pudełko. Powiedział, że długo czekał, aż ktoś zdoła je otworzyć. Dlatego pozwalał klientom wszystko dotykać.

Osoba, z która byłam, okazała się naganiaczem. Wyszukiwała różne osoby, które mogły otworzyć to pudełko. Nie wiem co było dalej, bo wyprowadził mnie ze sklepu. Stałam na ulicy. Rozejrzałam się i wiedziałam, że jestem w innym kraju. Musiałam chyba specjalnie tam pojechać. Nie wiedziałam jak wrócić do domu.

Poczułam się wykorzystana.

Obudziłam się.

Kolejny sen bez znaczenia, ale chociaż go zapamiętałam ze szczegółami. Pamiętam zapach sklepu, kolory, kurz i wszystko. Tylko po co.


Kilka dni temu obejrzałam po raz kolejny film z Cameron Diaz The box. Pułapka. Młode małżeństwo dostaje paczkę. Potem przychodzi facet i oferuje im milion dolarów za naciśnięcie przycisku. Gdy to zrobią ktoś na świecie umrze. I ona naciska przycisk. Okazuje się, że większość kobiet nacisnęło przycisk, choć potem żałuje. Facet z walizką ciekawie wygląda. Trafił w niego piorun i nie miał połowy twarzy. Wyglądał jak częściowo spalony prokurator z filmu Mroczny rycerz. Też niedawno powtarzali w tv. Interesująca była w nim postać Jokera, którą grał Heath Ledger. Miałam o nim napisać.

W tym filmie też jest pudełko z przyciskiem. Były dwa statki, na jednym byli więźniowie, na drugim zwykli ludzie. Na każdym statku było pudełko z przyciskiem. Do określonej godziny mieli nacisnąć przycisk, a wtedy drugi statek wyleciałby w powietrze. Ciekawe, że w tamtym filmie nikt nie wyleciał w powietrze. Ale to był komiks. Te dwa filmy łączyły pudełka i facet z połową twarzy. Ciekawe.

Mój sen to reakcja po obejrzeniu tych dwóch filmów. Nic więcej.

Ciekawe jak ja bym postąpiła. Przecież wiem. :)



czwartek, 25 sierpnia 2016

Świat szykuje się do wojny.

Widać, że różne kraje się zbroją, a jest to zapowiedź wojny.

Po przeczytaniu Sztuki wojny, czyli trzynaście rozdziałów Sun Tzu, mam nieodparte wrażenie, że wojna już trwa. Nie mam na myśli wojen wywoływanych przez USA i sojuszników, ale walkę systemu z ludźmi.

Podobno teoria wojny powstała w czasie, gdy jeszcze nie było Europy. Ludzie od dawien dawna ze sobą walczyli. Dlaczego teraz miałoby się coś zmienić?

Zawsze obecne są siły, które dbają o to, żeby ludzie nie zapomnieli ze sobą walczyć. Jak nie mają o co to tworzy się powody do wojny. Ludzie mają zajęcie.

Niestety spisana przed wiekami Sztuka wojny jest nadal aktualna w wielu aspektach, choć logistyka jest inna.

Najwyższym osiągnięciem jest pokonać wroga bez walki. Jeśli ta sztuka się nie powiedzie, zostajemy wciągnięci w wojnę.”

Wszystko jest lepsze od wojny. Jednak państwa robią wszystko, żeby doprowadzić do zabijania niewinnych. Wprowadzają chaos, brak harmonii. Ponad połowa pieniędzy z podatków Amerykanów idzie na zbrojenia. Więc wojny muszą się opłacać. A że giną ludzie? Giną głupi, biedni i niewinni. Taka ich rola.

W czasach Sun Tzu rzeczywista wojna często nie była potrzebna, bo sprawy rozgrywano na innym poziomie.

Wojna to ciągłe wprowadzanie w błąd. Mydlenie oczu następuje w fazie pozornego spokoju.

Kiedy ludzie są szczęśliwi i beztroscy, zapominają o śmiertelnym niebezpieczeństwie.”

Funduje się ludziom igrzyska. Zamiast obserwować co się dzieje, gapią się w tv i śledzą poczynania sportowców. Do specyficznej grupy sportowców należą piłkarze. To współcześni gladiatorzy, którzy cieszą się, że są niewolnikami. Czekają aż ich ktoś kupi, a potem wykonują polecenia. A ludzie dziwią się, że ktoś nie strzelił gola w sytuacjach oczywistych. Nie wiedzą, że wszystko jest ustawione i wygrywa ten kto ma wygrać. Oni tylko wykonują polecenia właściciela. I powinni dostawać za to dużo kasy.

Do prowadzenia wojny potrzebni są żołnierze. W czasach pokoju ich rolę pełnią „gwiazdy” i „celebryci”. Są to żołnierze, którzy wykonują polecenia systemu i są przy tym dobrze wynagradzani. Im mniej mają w głowie tym lepiej, bo nie mają rozterek moralnych.

Strategia wojny polega na przebiegłości i stwarzaniu złudzeń.”

Udawaj głupiego i niezaradnego, to ty wprowadzaj w błąd system. Zmuś wroga do wściekłości, żeby działał lekkomyślnie. Bądź pozornie uległy. Ale nie daj sobie zamącić w głowie.

Ostatnio mój znajomy opowiadał, że zainstalował sobie na komputerze program, który powodował, że jego komp był dla sieci niewidzialny. A potem sprawdził, że ilość prób wejścia do niego była ogromna. System dobijał się i chciał sprawdzić, dlaczego nie widzi jego kompa. Odinstalował ten program. System musi cię mieć na oku i mieć możliwość wrzucenia ci kompromitujących rzeczy. Bądź czujny.

Gdy system chce się kogoś pozbyć, a pionek nie chce odejść, to posyła mu się młode kobiety i chłopców, żeby go zwieść”. Windują go na szczyt po to, żeby zepchnąć w przepaść. Czyż nie tak wyglądało aresztowanie 5 lat temu DSK (D.Strauss-Kahn), czy ośmieszenie senatora w Polsce.

Walka z systemem jest walką samotną. Gdy wróg jest zjednoczony, spróbuj go rozdzielić”. System ma agentów w każdej grupie. A często sam tworzy grupy, które kontroluje. Kto chodzi w manifestacjach wie o tym doskonale.

Nigdy nie lekceważ wroga i nie umniejszaj jego roli. Kpina z NWO i Illuminatów jest niemądra. Działaj, kiedy wróg się tego nie spodziewa.

Najważniejszym celem wojny jest zwycięstwo.”

System tworzy takie prawa, że człowiek jest bezradny. Prawo jest dla najsłabszych. Bogaci nie płacą podatków i wpływają na tworzenie praw dla nich korzystnych. Gdy upodli się zwykłego człowieka, jego morale upada. Można mu podpowiedzieć wszystko, a on to wykona.

Wg sztuki wojny „nie należy wynagradzać zabijania.” W obecnych czasach jest to niemożliwe. Nit się nie przejmuje morale wojska.

Problemy powinno się rozwiązywać zanim się pojawią. Dlatego dobry jest wywiad. Dobrze jest też skłócić sprzymierzeńców wroga. Wróg zjednoczony jest trudny do podbicia. Czekaj na chwilę słabości i wtedy uderz. Wygraną masz w kieszeni. Udawana walka partii politycznych świetnie się w to wpisuje.

Gdy nie ma wroga to należy go stworzyć. Wtedy można wojny prowadzić nieustannie. Wrogiem może być każdy.

Do wygranej potrzebna jest też nadnaturalna siła, zw. chi. Jest ona nieskończona i niewyczerpana. Warto o nią zadbać, żeby wygrać. Ciekawe, że o niej pisze Sun Tzu. Gromadzenie chi jest konieczne dla zdrowia i długiego życia. Warto zadbać o jej gromadzenie.

Chiński system awansowania za przyniesienie głowy wroga nigdy nie był stosowany na zachodzie. I dobrze.

Wojenna Doktryna radzi nie prowokować wroga, kiedy ten nie atakuje, ale polegać raczej na swojej gotowości obrony, nie skupiać się na przewidywaniu jego ataku, tylko uczynić siebie niezwyciężonym.”

To bardzo ważne, skup się na wzmacnianiu siebie. Nie oczekuj wojny, myśl o sobie.

Czy celem współczesnych wojen jest zwycięstwo? Raczej nie. Chodzi w nich o zabicie jak największej liczby ludzi wszelkimi sposobami i zawładnięcie ich ziemią i bogactwami.

System to rządy, korporacje i urzędy. Mają one za zadanie tak organizować życie zwykłych ludzi, żeby ci myśleli tylko o zaspokajaniu potrzeb bytowych. Niech zajmują się gotowaniem, fitnesem i ciuszkami. Na nic więcej ma im nie wystarczać czasu. Chcesz czy nie bierzesz udział w tej walce. Dbaj o siebie.

Gdy zostanie zachwiana równowaga to system padnie. Przewaga liczebna nie gwarantuje zwycięstwa systemu. I do tego się zbliżamy. Taka jest kolej rzeczy. Zwykły człowiek nie jest w stanie tego zmienić, możemy się tylko do tego przygotować.

To jest walka o umysły.

 

Agenci mówią, że to walka o dusze. Ale to umysł ma moc stwórczą, a nie dusza. Ludzie o tym nie wiedzą i kreują swój los zgodny z poleceniami systemu. Zwykli ludzie są wciągani do wojny, choć jej nie chcą.

System nie potrafi się dostać do umysłu człowieka, poznać jego myśli. A próbuje nieustannie tworząc różne techniki.

Dopóki człowiek zachowuje swoje myśli dla siebie jest wolny.

Mogą ci kazać czcić kawałek kolorowego materiału, ale nie mogą kazać ci myśleć. (Nie myśl o niebieskim ;))

Podczas wojny kluczowa jest rola agentów. Wśród urzędników systemu zawsze znajdzie się ktoś kogo łatwo skorumpować. Działają wtedy na korzyść wroga. Nigdy nie podam ręki panu L.B., M.B czy W.M. Zniszczyli i nadal niszczą kraj i ludzi.

Walka trwa.

Poznaj siebie i poznaj wroga,

dopiero wtedy twoje zwycięstwo nie będzie zagrożone.”


wtorek, 23 sierpnia 2016

Byłam w jakimś mieście, w którym są same wysokie biurowce. Właściwie to były drapacze chmur, ale nie był to NY. Ludzie tam nie mieszkali tylko pracowali. Biurowce były całe z niebieskiego szkła. Jak się przyjrzeć to widać było biurka, krzesła i siedzących ludzi. Nie ma pojęcia czy ja też miałam wejść do takiej klateczki i pracować, ale poczułam się przytłoczona. Stałam tak na dole i zaczęłam tracić oddech, brakowało mi powietrza do oddychania. Te biurowce wszystko zabierały – przestrzeń, widok nieba, słońce i powietrze do oddychania. Czułam, że robi mi się słabo i jedynym wyjściem było opuścić to miejsce. Wyciągnęłam ręce i wzniosłam się w górę.

Zaczęłam latać. Wzniosłam się ponad chmury, a potem w kosmos. Leciałam szybko, przemierzałam ogromne przestrzenie. Mogłam lecieć gdzie chcę, a ja chciałam przelecieć przez wszechświat. Do latania nic mi nie było potrzebne. Nawet nie wiem czy oddychałam. To było nieistotne. Ale powietrze nie było rześkie, raczej stęchłe. Leciałam wyprostowana jak Neo w Matriksie.

Latałam dość długo, widziałam wszystko. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, że wszechświat jest skończony i ja go właśnie obleciałam. Wróciłam do punktu wyjścia. Czułam się zrelaksowana. Fantastycznie było się przelecieć. Nie było to coś wyjątkowego, a raczej coś zwykłego. Choć nikogo nie spotkałam po drodze. Chyba wszyscy byli w pracy. A ja na wagarach ;)

Pojawiło się też rozczarowanie, że wszechświat jest zamknięty. Wszystko jest w nim na ustalonych pozycjach, niezmienne, przez wieku takie samo. Sprawdziłam to oblatując kosmos.

Obudziłam się.

Kolejny nic nie znaczący sen. Po ostatnich wykładach z kosmologii przekonałam się, że to nie jest nauka odkrywająca coś. To raczej nauka zajmująca się dopasowywaniem rzeczywistości do wymyślonych teorii. Ludzie, którzy się zajmują kosmologią są bardzo mądrzy. Ale nie przekonałam się do Big Bangu i nieustannego rozszerzania wszechświata. Dlatego we śnie obleciałam układ zamknięty i ten zapach stęchlizny.

Ostatnio po raz kolejny obejrzałam uważnie wszystkie części Matrixa, stąd ta tęsknota za nieskrępowanym lataniem. A może to ucieczka przed pająkiem. Bo poprzedniej nocy coś mnie ugryzło w twarz i rękę. Mam swędzące kropki.

No i te biurowce. W moim mieście buduje się kolejne biurowce. Te, które już stoją są puste, a stawiają kolejne. Kto tam będzie pracował? Ukraińcy. Jest ich mnóstwo.

Nie ma znaczenia czy śniłam czy nie. Gdy się budzę to nieustannie mam dobry nastrój, dlatego zawsze wyrażam wdzięczność za życie. Wszystko wprawia mnie w dobry humor. Mam więcej energii i pieniędzy. Taki dobrostan :)


czwartek, 18 sierpnia 2016

Kilka dni temu kupiłam od kobiety siedzącej na chodniku kwiatek. Reklamowała go jako koniczynkę szczęścia. Staram się zawsze coś kupić od ludzi sprzedających swoje wyroby lub hodujących kwiatki.

Kwiatek to szczawik trójkątny, a koniczynką szczęścia jest szczawik Deppego, czyli czterolistny. Roślinka jest bardzo krucha, ale ciekawa do obserwacji. Gdy robi się ciemno to listki składają się jakby opadły, a kwiatki zamykają się. Tak roślinka reaguje na brak światła. Rano znowu wygląda pięknie. Nie pachnie. Podlać trzeba codziennie, bo inaczej roślina zaczyna się kłaść.

Do przynoszenia szczęścia mam różne rośliny i różne przedmioty.

Kurier przywiózł mi rano pilną paczkę i prawie musiałam go gonić, żeby mu dać napiwek. Jacy oni zabiegani. A potem dwóch klientów przyniosło mi prezenty. Tak bez okazji. Z uprzejmości. Karma wraca ;) (nie wierzę w karmę)

Ja to mam szczęście :) To chyba przez tę nową koniczynkę ;)

A ja tylko lubię czynić dobro.

 

Nieustająco mam dobry nastrój, choć życie toczy się jak zwykle. Chyba już mi tak zostanie na zawsze.

Gdy tak się zastanawiałam co mi jest sięgnęłam po raz kolejny do VI tomu Transerfingu. I znalazłam odpowiedź.

Świat troszczy się o mnie, podsuwa mi różne wspaniałe rzeczy, żeby życie było milsze. Mój umysł przyjął fakt, że swoimi myślami jestem w stanie tworzyć warstwę własnego świata. Oczywiście nie wszystko idzie gładko, czasem coś nie wypali. Zdarzają się porażki, ale akceptuję je. Gdy coś mi się uda to nie wpadam w euforię, choć zawsze się uśmiecham. Nie uważam, że dobry nastrój jest moim obowiązkiem i nie zmuszam się do tego. Przestałam się wzdrygać gdy ludzie układają palce rąk w kształt nerki. To ich sprawa, ich nadmierny potencjał. Mają taką potrzebę manifestowania. Znam taką osobę, która jest sztucznie wesoła, a nocami płacze w poduszkę. Zaklinanie rzeczywistości nic nie daje. Gdy czuję się źle to tak się czuję. Nie ma powodu, żeby udawać szczęście. Ja nie zaklinam rzeczywistości, tylko ją akceptuję.

"Pozytywne nastawienie powinno być skutkiem Twojej pewności co do tego, że jest to dla Ciebie korzystne... Lecz nie należy tego uważać za swój obowiązek." (s.44)

A ja jestem bardzo praktyczna. Nauczyłam się co mi służy, a co nie. I po prostu to robię.

Czuję się jak naczynie w całości wypełnione pozytywną energią. W naczyniu tym nie ma już miejsca na euforię, nadmiar ważności czy pesymizm i użalanie się nad sobą. Moje lustro zaczęło w końcu pokazywać mój stosunek do świata.

Jestem zadowolona tą grą w zwierciadła świata.

W moim przypadku to był proces. Pewne rzeczy przestałam robić, a robienie innych rzeczy przychodzi mi z łatwością.

Przestałam oglądać horrory, nie czytam kryminałów, gdy ktoś narzeka to zdecydowanie mu przerywam i wskazuję coś dobrego w jego życiu. Nieustannie zadziwia mnie reakcja takiego człowieka, bo zwykle traci głos i rozpęd i musi pomyśleć jak w czymś dobrym znaleźć jakiś cierń. Wahadło już się bujało, a tu dysonans.

Przestałam pić alkohol, piwo, wino, bo przestało mi smakować. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Nie zmieniło się moje odżywianie, nie ćwiczę, bo szkoda mi na to czasu. Dużo chodzę, to wystarczy. Nie skupiam się na tym czego nie mam. Jestem zadowolona z tego co mam. A nie mam żadnych tabletek, nie zatruwam się.

Właściwie wszystko jest takie samo, tylko ja w środku jestem inna. Myślenie zmienia świat.

Lubię utalentowanych ludzi.

Jak tu się nie uśmiechnąć :)

Bądźmy dla siebie mili.

 

 


poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Zadziwiające jest, że tak często w tv wyświetlają Matrixa. Tak jakby sprawdzano stan obudzenia ludzi. Lubię ten film, bo jest tam mnóstwo pokładów informacji.

Każdy kto oglądał pamięta, że ludzie byli podłączani do Matrixa specjalnymi wejściami na ciele. Są one umieszczone głównie wzdłuż kręgosłupa. Ważnym miejscem wejścia jest kark.

To miejsce jest określane jak 4 1/2 czakra. Oczywiście niczego nie widzimy i nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne jest to miejsce dla naszego funkcjonowania. Miejsce to określa nasze miejsce w społeczeństwie. Miejsce to jest odpowiedzialne za naszą wolę. Jest to też miejsce ataków psychicznych, tzw. wejść.

Na zdjęciu powyżej jasno widać kto jest poddanym, a kto rządzi. Zginanie karku oznacza zgodę na podporządkowanie. Zginając nagi kark człowiek prosi się o ścięcie, nie widzi co się dzieje za plecami, jest bezbronny. Człowiek robi to nieświadomie. Do zwykłego ukłonu wystarczy skinienie głowy, a nie tak duże pochylenie.

W historii ubioru jasno widać, że kobiety pełnią rolę służebną.

Włosy upięte i naga szyja oznacza uległość, „zrobię wszystko co zechcesz”.

Ciekawe, że kobiety ludów prymitywnych intuicyjnie chroniły odkryte szyje przez zakładanie różnych koralików, naszyjników z kamieni szlachetnych, motały wokół szyi szale.

4 i 1/2 roku temu ;) pisałam o włosach w notce Nos-dlugie-wlosy Może głównym ich celem jest właśnie ochrona tej ważnej czakry.

Moja siostra od zawsze nosi krótkie włosy, a ja zawsze mam włosy długie i rozpuszczone. Ona zawsze wykonywała wszystkie polecenia rodziców, nauczycieli, szefów w pracy, męża. Ja zawsze byłam krnąbrna, kwestionowałam każdy autorytet, polecenia wykonywałam jeśli sama uznałam je za dobre. Intuicyjnie chroniłam swoją wolę, przez włosy chroniłam się przed wejściami obcych „panów”. Rozejrzyj się wokół i sprawdź czy tak nie jest.

Mężczyźni natomiast umieli o siebie zadbać. W starym wpisie pisałam o Wikingach, czy innych wojownikach, którzy siali strach. Nie zginali karku przed nikim i nosili gęste długie włosy. W późniejszych wiekach było podobnie. Rzadko można spotkać facetów z krótkimi włosami. A jeśli już, to chronili kark wysokimi kołnierzami.

To nie tylko taka moda.

Niektórzy faceci ze strachu przed wejściami wymyślali bardziej uciążliwą ochronę ;)

Wiedza o czakrach jest dość powszechna. Ludzie robią różne rzeczy, bo wydaje im się, że muszą je harmonizować, oczyszczać, otwierać, kolorować. A później chorują na dziwne choroby i odchodzą z tego świata w szybki sposób.

Wiedza ta powinna zostać ukryta, bo ujawniona czyni więcej szkody niż pożytku. A może właśnie o to chodzi.

Wszystkie czakry powinniśmy chronić. One są jak drzwi do naszego zdrowia. Pisałam dawno temu o kąpieli w gongach, na której byłam. Niby nic takiego. Przecież ich dźwięki były miłe dla ucha. A jednak po tym seansie czułam się jak Goldie Hawn w filmie Ze śmiercią jej do twarzy. Chodzi mi o scenę z pustym brzuchem. Ja dokładnie tak samo się czułam. Pusta. I nie byłam w stanie zakryć się niczym. Wydawało mi się, że wszyscy to widzą.

Są różne metody ochrony.

Gdy nie masz długich włosów (jak wpływowe celebrytki) to noś szale albo kamienie.

Najlepsze kamienie to turmalin, zwłaszcza czarny. Ja mam naszyjnik z kawałków kwarcu turmalinu – przezroczysty kwarc z czarnym turmalinem w środku. Turmalin rozjaśnia umysł i uspokaja. Ja akurat noszę ten sznur zamotany 4 razy na ręku jako bransoletkę, bo lubię bransoletki. A tu moja ochrona.


Turmalin przyciąga kurz i łatwo się elektryzuje, stosuje się go w przemyśle optycznym i radiotechnicznym.

Więcej o właściwościach zdrowotnych turmalinu można przeczytać tu a magicznych TU

Nowy kamień należy opłukać w zimnej wodzie, zostawić w naczyniu z wodą i często zmieniać, a potem wystawić na słońce. Ja muszę często moczyć wszelkie kamienie, bo robią się ciepłe od ciała.

Bardzo dobre są też naszyjniki modlitewne mala z drzewa sandałowego. Mam taki ze 108 kulkami, ale nie noszę. Noszą je mnisi buddyjscy, a mają ogolone głowy. Noszę za to małą mala z 21 koralami. Jest lekka i fajna. Czasem używam jej, żeby 21 razy powiedzieć komuś przepraszam. Można też powtarzać mantry, ale nie wiem jakie.

Twórcy i aktorzy Matrixa śpiewali mantry, palili dziękczynne ognie, odprawiali rytuały. Dla dobra filmu. I zrealizowali swoje wizje, bez nacisków.

Jeśli ktoś czuje się niepewnie to może użyć olejku wetiwerowego. Miłośnicy wyrafinowanych perfum męskich znają ten zapach, uważany za afrodyzjak, a pachnący jak trawa. Bierzemy kroplę tego olejku i smarujemy punkt na karku zataczając coraz większe kręgi.Albo pryskajmy tam perfumy z tą nutą.

Można też użyć kominka lub dodać do kąpieli (jak ktoś ma wannę). Ma działanie relaksujące, leczy bezsenność, stres i depresję. Stosowany od wieków. Oczywiście można do masażu karku użyć też olejku sandałowego. Taki masaż powinno się wykonywać przed snem.

A na koniec trochę praktyki. Cały kręgosłup informuje o chorobach i emocjach. Kręgi szyjne również.

Na zdjęciu poniżej przedstawiono, który kręg szyjny odpowiada za jaką chorobę. Jeśli masz w rodzinie lub wśród znajomych kogoś kto ma pochyloną głowę to sprawdź co mu dolega.


Na poniższym zdjęciu opisano emocje i przekonania, które rujnują nasz kręgosłup. W 100% sprawdzone przeze mnie na moich znajomych. Najczęściej spotykam osoby, które maja niską samoocenę, biorą na siebie za dużo obowiązków (bo wszystko zrobią najlepiej). Jeśli przeczytasz spokojnie te zdania, to pomyśl czy mogą ciebie dotyczyć. I spróbuj zacząć postępować inaczej, małymi krokami, staraj się być bardziej elastycznym, wyluzuj. Po co ci taka kontrola całego świata, nie lepiej być zdrowym.


Mam przyjaciółkę, która ma zdiagnozowaną ZZSK. Ma pochylona głowę, która nie może wyprostować. Lata na to pracowała. Praktycznie wszystko do niej pasuje, ale nie umie się zmienić. Bierze teraz zastrzyki biologiczne, jest trochę lepiej.

Jeśli masz dziecko, które jest ofiarą losu, w szkole jest „chłopcem do bicia” to koniecznie mu pomóż. Stosuj olejek i koraliki. Teraz każdy może je nosić bez wzbudzania sensacji. Dziecko nie stanie się od razu pewne siebie, ale nie zachoruje. Można też czarny turmalin włożyć pod poduszkę. Podczas snu oczyści emocje. A potem moczyć w zimnej wodzie.

Latem dobrze jest kark wystawiać na promienie słoneczne. Dla ochrony i zdrowia.

Czy golenie włosów na karku jest korzystne dla człowieka?

Czy tatuowanie karku jest korzystne?


 

Tagi: Matrix
23:13, bajka107 , Praktyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2016

Zasypiałam na wznak, ale tuż przed zaśnięciem przewróciłam się na lewy bok.

Chyba się fiksuję. ;)

Stałam na progu nowego mieszkania. Było popołudnie. Od razu miałam informację, że wcześniej mieszkałam w domu z ogrodem. W wyniku jakiegoś zdarzenia przeprowadziłam się do mieszkania w bloku, w wieżowcu.

Wyszłam z mieszkania. Nie zamykałam go, bo chyba zamknęłam je przed rozpoczęciem snu ;) Westchnęłam. Jakby już nic gorszego nie mogło mnie spotkać.

Zaczęłam schodzić schodami w dół. Zeszłam bez problemu kilka pięter. Aż natrafiłam na jakieś meble leżące na schodach. Ktoś się chyba wprowadzał, albo wyprowadzał. Chyba to drugie, bo meble były ustawione jedne na drugim. Były to stare meble, jak z czasów komuny. Teraz takie meble niektórzy promują jako fajne. A to była tandeta.Kanapy o krzesła miały obicie w drobną kratkę w kolorze buro-beżowo-szaro-brudnym. Niektóre stoły były połamane, nogami do góry.Dość dużo tego było, kilka pięter. Udawało mi się omijać przeszkody. Prawie na samym dole meble były tak ustawione, że musiałam je nadepnąć. Zrobiłam to bardzo uważnie, bo przecież to była czyjaś własność. W końcu zeszłam na parter i wyszłam z klatki. Był letni wieczór. Wokoło było dużo zieleni, trawników, krzewów i drzewek. Było też pełno ławek, na których siedzieli ludzie i ze sobą rozmawiali. Gdy mijałam kolejne ławki to niektórzy do mnie zagadywali. Byli serdeczni i mili. Pomyślałam, że jednak nie trafiłam źle i będzie dobrze.

 

Gdy się obudziłam to pomyślałam, że to nie ja śniłam swój sen, ale weszłam w buty kogoś innego. Nigdy nie mieszkałam w domu z ogrodem.  3 razy były to bloki, a 2 razy stare domy.

Czas snu to wydarzenia z przeszłości. Nie jest zielono. Teraz w mieście ulice i parki są betonowane, a drzewa ustawia się w donicach. Ponieważ nie mają korzeni więc szybko usychają. I ciągle kupuje się nowe. Wszędzie beton.

Atmosfera we śnie była zupełnie inna. Ludzie byli życzliwi do siebie, pomocni, choć biedni. Teraz tak nie ma.

Ciekawe, ale dzisiaj w ciągu dnia spotkałam kilkunastu sąsiadów. Zwykle 1-2. To chyba dlatego, że poniedziałek będzie wolny i wszyscy ruszyli na zakupy.

Było miło :)

 

 


czwartek, 11 sierpnia 2016

Dzisiaj jest 11 dzień miesiąca. Z tej okazji zobaczmy jacy są ludzie urodzeni 11 listopada, czyli w imieniny miesiąca.

Takie osoby mają Słońce w Skorpionie, a więc są silne i nieustępliwe. Mają intuicję i wyczuwają zagrożenia. Są skryte i tajemnicze.

Bardzo ważny jest dla nich seks i mają niespożytą energię. Gdy doznają od kogoś krzywdy, czy pomówienia nigdy nie wybaczają, pamiętają zniewagę do końca życia. Dlatego lepiej mieć w nich przyjaciela niż wroga.

Skorpion często przeżywa sytuacje ekstremalne i wychodzi z nich cało. Zwykle. Mój znajomy Skorpion i Siódemka powiedział mi kiedyś, że czuje jakby Bóg szedł, naznaczył go i powiedział Ty. Czuje przez całe życie boską opiekę.

Osoby urodzone 11.11 mają ojca agresywnego lub nieobecnego w życiu dziecka, a dziecko tworzy wyidealizowany obraz ojca. Matka musi być silna i ambitna, oczekuje od dziecka, że spełni jej ambicje.

Sprawdźmy co na to życie.

Leonardo Wilhelm DiCaprio ur. 11.11.1974=25=7

Ojciec był autorem i wydawcą niszowych komiksów, a matka sekretarką. Gdy Leo miał roczek rodzice się rozwiedli. Nie radził sobie w szkole, ale przed publicznością rozkwitał. Marzył o pieniądzach. W wieku 16 lat rzucił szkołę, a rodzice się na to zgodzili. Wspierali go, bo co innego mogli zrobić.

Leo cały czas chce udowadniać całemu światu, w tym rodzicom, że jest kimś, że zasługuje na nagrody. Bardzo mu na tym zależało, ale Oscara nie dostawał, aż do 2016 roku.

Idealizuje i wychwala ojca. Dorosły człowiek myśli już inaczej o dzieciństwie. Cieszy się, że ojciec jest obecny w jego życiu i często razem podróżują. Zafascynował go Martin Scorsese (jak drugi ojciec), zagrał w 4 jego filmach.

Spełnił marzenie matki, która ciągle powtarza, że imię ma po Leonardzie Da Vinci. Jednak związki z kobietami są przelotne. Pudelek informuje o każdej jego nowej dziewczynie. Gustuje w modelkach Victoria's Secret i aktorkach. Kobieta, z którą się ożeni musi go słuchać, bo on na pewno nie jest uległy. Lubi rządzić i manipuluje w ukryty sposób. Ale on nie umie inaczej, taki jest od urodzenia.

Jest najbardziej kasowym aktorem na świecie. Zrealizował swoje marzenie o byciu bardzo bogatym.

Leo ma 3 Jedenastki, bo rok urodzenia 7+4=11. To karma żydowska – pragnie pieniędzy i własnego domu. Kasę już ma.

Leo jest Siódemką (Neptun). Nic dziwnego, że lubi wodę. Ma jacht, na który ciągle kogoś zaprasza.

W 1997 miał romans z Demi Moore. On miał wtedy 23 lata, a ona 35. Była dla niego zbyt dojrzała.

Demi Moore, czyli Demetria Gene Guynes ur. 11.11.1962=22

Miała trudne i smutne dzieciństwo. Jej biologiczny ojciec był lotnikiem i porzucił ciężarną żonę. Ojczym był alkoholikiem i popełnił samobójstwo. Matka również nie radziła sobie z alkoholem. Im więcej trudności tym bardziej musi się starać, żeby mieć to co chce. Pracuje od 16 roku życia. Gdy brała kokainę wyrzucono ja z pracy w serialu General Hospital.

Umie kreować swój wizerunek. Miała 3 mężów.

Jest zaradna i umie zarobić na chleb. Ma smykałkę do biznesu. Po filmie Striptease została najlepiej zarabiającą aktorką w Hollywood. Ceni sobie stabilizację i zawsze dąży do bezpieczeństwa zarówno finansowego jaki i prywatnego, lubi szokować (pierwsza miała fotki z ciążowym brzuchem).

Karma 6+2=8 – lubi mieć władzę, ma cechy przywódcze.

Leo ma trzy Jedenastki, a Demi ma ich 4. Więc jest bardziej doświadczana przez Los. Jako 22 jest niepoprawną idealistką, jest ambitna, uparta i wytrwała w dążeniu do celu. Teraz jest sama, stabilizacja uleciała, więc może mieć problem z emocjami (2 to w końcu Księżyc). W lipcu pojawiły się plotki, że jest w szpitalu psychiatrycznym, bo nie pogodziła się z odejściem Ashtona i ma depresję, a kolejne plotki informują, że spotyka się z księciem Andrzejem. Umie siebie kreować, jest w końcu aktorką.

Kolejna znana osoba to Calista Kay Flockhart ur. 11.11.1964=24=6

Rok urodzenia jest podobno niepewny.

Aktorka znana głownie z roli Ally McBeal, zwariowanej prawniczki i serialu Bracia i Siostry. Powoli, ale zdecydowanie pięła się w górę.

Matka była nauczycielką, a ojciec pracownikiem Kraft Food, obecnie są na emeryturze. Zupełnie nic nie znalazłam na ich temat.

Od 2010 roku jest żoną Harrisona Forda. Miała ogromną potrzebę posiadania dziecka i w 2001 roku adoptowała synka.

Szóstki – kobiety są ciepłe, serdeczne, kochają ludzi. Są ładne, ale też próżne. Mogą być zakompleksione i wycofane.

Oskarżano ją o anoreksję, bo jest bardzo chuda. A Szóstki są zwykle pulchne. Jest wrażliwa na krytykę i być może nie była w dzieciństwie chwalona. Wenus, patronka Szóstek obdarza miłością do dóbr materialnych.

A na koniec osoba wybitna, rosyjski pisarz i myśliciel

Fiodor Dostojewski ur. 11.11.1821=16=7 i 30.10.1821=16=7

(daty nowego i starego porządku, pisałam już o tym).

 

Jest Siódemką, podobnie jak Leonardo DiCaprio. Był równie kochliwy, ale nie manipulował kobietami.

Miał 6 rodzeństwa. Ojciec był lekarzem wojskowym, "pijakiem rozpustnikiem i tyranem". Dręczył całą rodzinę. Na jego rozkaz wstąpił do szkoły wojskowej, uczył się matematyki, której nie znosił.

Gdy Fiodor miał 16 lat zmarła matka, na płuca. Nie wiadomo czy była ambitna. A dwa lata po niej chłopi zamordowali ojca.

Miał 2 żony. Chorował na depresję po śmierci pierwszej żony. Tonął w długach, bo był hazardzistą. Udzielał się politycznie. Gdy miał 28 lat zamieniono mu karę śmierci na 4 lata katorgi.

W twórczości poruszał sprawy walki dobra ze złem, nie oceniając. Uważał, że Rosja jest wybrana.

Ja lubię dwa cytaty z jego twórczości:

Albowiem trzeba, żeby każdy człowiek miał jakiekolwiek miejsce, dokąd by mógł pójść.” Zbrodnia i Kara.

"Ja jestem jeden, a oni wszyscy." Notatki z podziemia.

Karma – 2+1=3 – praca dla ludzi i umiejętność przekazywania wiedzy. Robił to w swoich książkach. Żył 60 lat.

 

Osoby, które mają Jedenastki w swojej dacie urodzenia mają w sobie coś magicznego, są zauważalne. Podobnie jak Jedenastki z drogi życia. Niektóre są bardziej doświadczane przez życie inne mniej.

Każda liczba w dacie urodzenia ma znaczenie, ale są to tylko wskazówki. Od nas zależy jak wykorzystamy dany nam potencjał.

 

 


środa, 10 sierpnia 2016

Wczoraj zasnęłam na lewym boku. Tak dla sprawdzenia, czy rzeczywiście pozycja zasypiania ma znaczenie. U mnie tak to działa. Śniłam i zapamiętałam.

Byłam w jakiejś wsi. A właściwie na łonie natury. Miałam sprawdzić, jaka jest przyczyna, że wszystko słabo rośnie. Nie jestem pewna czy byłam sobą, ale chyba byłam mężczyzną. Byłam szefem. Rozkazywałem ludziom, a oni robili wszystko co kazałem. Musiało coś być z ziemią nie w porządku skoro drzewa słabo się ukorzeniały, a uprawy były słabe. Nie była to wina ziemi, bo ona była doskonała. Kazałem ludziom kopać. I oni kopali. Zrobili coś podobnego do odkrywki w wykopaliskach archeologicznych. Nie musieli długo kopać. Po odkryciu ok. 2 metrów pojawił się chodnik. Naprawdę wyglądał jak chodnik, bo był zbudowany z kostek. Ale był piękny. Kafelki były równiutko położone, czyściutkie i ten kolor! Kostki były koloru czerwonego, błyszczące. Kolor podobny do domów w Chorzowie, moim rodzinnym mieście. Tam cegły miały inny, bordowy kolor.


Ten chodnik był bardzo porządnie wykonany i z doskonałego materiału. Zdziwiło mnie to, że przetrwał w stanie nienaruszonym tyle lat. Nie mam pojęcia w ciągu ilu lat przybyło 2 metry ziemi.

Wszystko było jasne. Plony były słabe, bo korzenie nie mogły się przebić przez ten wspaniały chodnik, który działał jak zapora. Pomyślałam, że to był chodnik, ale to wyglądało jakby ktoś wcześniej zabetonował całą ziemię, a potem przysypał czarną ziemią. Oczywiście dostałem pochwały, że rozwiązałem problem. A ja po prostu czułam, że tak trzeba było zrobić.

Ewidentnie moja dusza marzy o pięknych rzeczach. W realu wszystkie chodniki w mieście są brudne. Co 5 lat są wymieniane na jeszcze gorsze. Nie mają żadnej ochronnej powłoki i wystarczy splunąć, żeby ślad został na wieki wieków. Taki produkt zawsze wygrywa przetargi. Za każdym razem. Nie mam na to żadnego wpływu.

To też tęsknota za dzieciństwem, a może za dziadkami Ślązakami. Wszystko jest możliwe.

Gdy zasypiam na wznak to nic mi się nie śni.

Wykorzystałam zdjęcia ze strony http://www.sktj.pl/epimenides/globtrot/rumunia08_p.html 

Jak tylko je zobaczyłam to pomyślałam, że właśnie tam byłam.

 

 


wtorek, 09 sierpnia 2016

Zasnęłam na prawym boku, więc coś mi się przyśniło. ;)

Spotkałam się ze znajomym. Spotkanie było dzisiaj, bo ja wyglądałam jak teraz. Znajomy wyglądał jak kiedyś, naście lat temu. Zupełnie mi to nie przeszkadzało ani nie dziwiło. Rozmawialiśmy, mieliśmy gdzieś pójść. Ale ja nie mogłam się skupić, bo czułam dziwny zapach. Był bardzo intensywny i niepokojący. Były to jakieś perfumy, nawet ładne, ale nie dla mnie. Nie mogłam się zorientować kto tak pachniał, ja czy znajomy. A może ktoś inny?


Obudziłam się i dalej czułam ten zapach. Spojrzałam w otwarte okno, może to stamtąd tak pachnie? Poszłam do łazienki, a gdy wróciłam po zapachu nie było śladu.

Pierwszy raz czułam we śnie jakiś zapach. Dziwne uczucie.

Ten sen nic nie znaczy, bo w ostatnim tygodniu odwiedziłam 2 perfumerie i kupowałam perfumy na prezenty. W krótkim czasie obwąchałam kilkanaście papierków. Nic dziwnego, że musiałam to odreagować.

A perfumy kupiłam oczywiście oryginalne, drogie, intensywnie i długo pachnące. Mogłam kupić tańsze o 200 zł, ale papierek po minucie już nie pachniał. Kupiłam te, które znałam i zamierzałam.

Ciekawe w tym śnie było to, że po obudzeniu ciągle czułam ten zapach w domu. Nie mogę tego rozgryźć.

 

 


poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Temat chorób uważam za zamknięty. Nie będę się tym zajmować. Po co mam się nurzać w błocie. Dopóki mówi się o chorobach, boi się ich, walczy się z nimi, to one są obecne, a nawet przyciąga się nowe. Pisano kiedyś o pani, która była u 19 lekarzy , którzy nic nie wykryli. Ale pani dopięła swego. Znalazła 20 lekarza, który stwierdził, że ma raka. Nareszcie była szczęśliwa. Mówisz – masz. Dopóki myślisz o chorobie, nie ma mowy o wyzdrowieniu. Osoby, którym coś dolega chcą być chore, ale nie chcą umierać. Tracą czas. Znam większość przyczyn chorób, ale ludzie niby chcą wyzdrowieć, ale nie chcą zmienić swego myślenia. Nie żal mi tych, którzy odchodzą na własne życzenie. Wiedzą, a nic nie robią.

Strata czasu na zajmowanie się tym. Życie jest za krótkie na bzdety.

Mój świat się ze mną zgadza. Ludzie przestali opowiadać o swoich chorobach. Teraz mam etap naprowadzania ludzi na korzystne dla nich rozwiązania.

Zdobyłam umiejętność zadawania właściwych pytań, wpadania na korzystne ścieżki i zmuszania (delikatnie ale uporczywie) do konkretnych działań. Wysypał się worek takich ludzi. Codziennie widuję osoby, które nie wiedzą co robić, dokąd pójść, żyją w stresie. Umawiam się na rozmowę, słucham i wiem. To wygląda tak, jakby ktoś mi podpowiadał co robić. Do każdego jest inna droga, bo każdy jest inny. Wystarczy otworzyć usta i mówić. Wtedy tworzy się pomost Merkurego, jak mówiła Klara Olszewska. Tworzy się nić porozumienia i wiem co do człowieka przemówi.

Czasem wystarczy podstawić małą trampolinę, taką pokojową, 1 metrową.

 

Gdy człowiek czuje, że jest na dnie to musi się od niego odbić. Czasem dosłownie trzeba sobie poskakać. Wtedy krew szybciej krąży, człowiek wraca do życia i sam wpada na dobre pomysły.

Szkoda, że nie mam specjalnego aparatu, bo osoba ze smutnej, szarej nagle staje się rozjaśniona, z błyskiem w oku, napłynęła energia z kosmosu. Problemy stały się mniej dołujące, z nadzieją patrzy na świat i swoje życie.

Wystarczy zmusić kogoś, żeby poszedł tu albo tam, a potem dzieją się nieprawdopodobne zbiegi okoliczności.

Dzisiaj już wychodziłam z pracy, ale się wróciłam, bo ktoś przyszedł. Powiedziałam tej osobie, żeby nie wpadała w panikę, bo może iść do X i naciskać go, że by zrobił to i to. Otrzymała wypowiedzenie, ale czas jej się wydłużył, bo pismo odebrała teraz. Od razu się rozjaśniła i zaczęła dziękować. A ja nic nie zrobiłam. Uzmysłowiłam jej tylko fakty, o których przecież wiedziała, ale nie umiała poskładać.

Problem złodziejki też się szybko rozwiązał. Gdy minął szok i kazałam robić pewne rzeczy, to osoba pogodziła się ze stratą i wie już co robić. Oczywiście nie będzie robiła tak jak ja chciałam, cos na pewno zmieni. Ale ode mnie dostała impuls.

Każdy ma wokół siebie pomocne osoby, tylko trzeba się rozejrzeć. Gdy ktoś jest zdołowany to trzeba przekierować jego uwagę na coś innego, miłego, banalnego. To zawsze pomaga. A co można powiedzieć osobie, której najbliżsi wylewają wiadra pomyj na głowę. Można pójść razem na śniadanie i utworzyć pomost Merkurego.

Czasem wystarczy wyjść na słońce, żeby się poczuć lepiej.

Są też takie sytuacje, gdy potrzebna jest duża trampolina z wysoką siatką ochronną.

 

Gdy trzeba zmienić całe swoje życie, to pojawia się strach. Trzeba się upewnić, że wszystko będzie dobrze. Jutro jestem umówiona z osoba, która leci do Stanów. Nic ją tu nie trzyma, dostała wypowiedzenie z pracy i jest na urlopie.

Może jest mi łatwiej rozmawiać, bo znam jej datę urodzenia. Nie będę mówiła, żeby wzięła się w garść, bo do niej to nie trafi. A może zapytam kart i sprawdzę numerologie? Jeszcze nie wiem, zdaję się na mój instynkt.

Ludzie są strasznie zdołowani i nie rozumieją podstawowych praw natury.

Myślą, że świat zmierza w złym kierunku. Jeśli ty też tak myślisz to połóż się i nic nie rób. Bo przecież nie warto. To nie jest mój świat.Takie osoby do mnie nie pasują. Mijam je ozięble.

Mój świat zmierza w odpowiednim kierunku,

wszystko jest takie jakie ma być.

Ludzie wcale nie muszą się zmieniać. Wystarczy, że pomyślą logicznie o swoich sprawach, a sami znajdą rozwiązanie.

Od urodzenia mam taką umiejętność, że wiem jak dopiec każdemu, jak zdołować kogoś jednym określeniem, jak doprowadzić kogoś do płaczu. Kiedyś to wykorzystywałam i czułam, że mam władzę. Ciągle mam taką umiejętność, ale milczę. Teraz satysfakcję sprawia mi takie pokierowanie drugim człowiekiem, żeby sam znalazł rozwiązanie i wykorzystał trampolinę, która mu podsunę. To jest dopiero fascynujące. Ja się nie zmieniłam. Ciągle jestem taka sama, ale wybieram inne zachowanie. Z nikim nie walczę, niczego nie robię na siłę. To się samo dzieje.

 

Ja chyba jestem służącą Zewnętrznego Zamiaru. Nie ma zapłaty, ale nagrody płyną z innych stron.

 

Kiedyś myślałam, że życie polega na doświadczaniu. Teraz już tak nie uważam. Przecież można doświadczać złych rzeczy. A to nie jest budujące i nie pozwala wzrastać. To by była strata czasu.

Nowy pomysł to: życie polega na naprawianiu błędów. Życie to nie iluzja. Rzeczywistość tworzą sami ludzie. W moim interesie jest, że wokół mnie byli sami zadowoleni, szczęśliwi i pogodni ludzie. Wtedy mój i ich świat taki będzie.

I o to chodzi. Życie to gra.

 

 


czwartek, 04 sierpnia 2016

W kuchni chciałam wziąć deskę do krojenia, bo moje deski stoją pionowo z boku bufetu. A tu ćma. Musiałam wziąć inną, żeby nie przeszkadzać ćmie spać.

 

Ale ona nie spała. Obserwowałam ją w trakcie gotowania zupy. Chyba było jej za widno, bo schowała się pod serwetką.

Już noc, a ona ciągle tam siedzi. Czyżby popsuł jej się instynkt?

W ostatnich dniach nie robię nic innego tylko rozwiązuję problemy innych. Praca może poczekać. Ludzie są jak ćmy – lecą tam gdzie są kłopoty, miotają się, tłuką o szybę, nie widzą wyjścia. A ja widzę. Bo jestem z boku. Gdy znam trochę sytuację ludzi, to łatwiej mi naprowadzić na rozwiązanie. Wystarczą mi dwa zdania, by trafić na problem. Jakoś umiem zadać właściwe pytania. I ludzie się otwierają. Wystarczy ich potem pokierować, żeby zobaczyli to co ja. I to wystarczy. Pojawia się światełko w ciemnej studni.

A potem dostaję smsy i mejle: dziękuję za wszystko. A dzisiaj dostałam mejla, że jestem aniołem. ;) Ale ja nic nie robię. Niczego nie stwarzam, niczego nie zmieniam. Robię tylko to o co mnie ktoś prosi. Rozmawiam. Mówię to co dana osoba wie doskonale. I ludzie jakoś lepiej się czują. Już nie są jak te ćmy. Wiedzą co mają robić. I świat staje się lepszy.

 

 


poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Zwykle droga do pracy jest nudna. Co najwyżej mogę wybrać środek lokomocji.

Dzisiaj wsiadłam do tramwaju. Przemknęła mi myśl: życie jest pełne niespodzianek.

Na kolejnym przystanku wsiadł nastolatek z balonami. Mówisz – masz ;)

Fotki z ukrycia, stąd ta poręcz ;) Baloników było 23. Wszystkie nadmuchane wbite w jakiś stojak. Baloniki zajęły cały tył tramwaju, nikt nie mógł już wejść. Uśmiechnęłam się, nie tylko ja. Wszystkim pasażerom zrobiło się jakoś weselej. Bo nikt się tego nie spodziewał.

Zawsze spodziewam się czegoś niespodziewanego. Ale akurat tego?

Świat ma dobry humor, a Zewnętrzny Zamiar mnie lubi.

Jak tu się nie uśmiechać.

Nieustająco mam dobry nastrój. Wiem, to nudne, ale to tylko obserwacja, nie oczekuje pomocy ani wsparcia. Wysypiam się, bez problemu zasypiam. I zawsze po obudzeniu się odczuwam wdzięczność. Dbam o moje mózgi, zwłaszcza ten w brzuchu. Może to dlatego.

Dobry początek miesiąca i tygodnia :)

 

 


piątek, 29 lipca 2016

I znowu padało, i znowu było słońce.

Oczywiste było, że będzie tęcza. I była.

A potem, jak zwykle pojawiła się podwójna.

Okazało się, że tęcza udawała podwójną, a było to tylko odbicie. Było to typowe echo, bo kolory były odwrócone.

Chyba udało mi się uchwycić pierwszy wewnętrzny różowofioletowy kolor. Jak ktoś się postara to dojrzy ;)

Dzisiejszy dzień był niesamowity. Dowiedziałam się, że osoba powszechnie lubiana, mająca dużo lajków na fb jest złodziejką.

Puszcza teksty o miłości, szczęściu, udanym cudownym życiu, cudownej rodzinie i dostaje lajki jaka ona jest cudowna, piękna, och i ach. Rzygać się chce. Sprawdza się patrzenie w oczy w realu. Jej wzrok zawsze uciekał na boki, nie umiała mi patrzeć prosto w oczy. Naprawdę staram się dawać drugą szanse, ale jak ktoś kradnie to nigdy nie przestanie. Więc nie warto zadawać się z takimi osobami, bo mają lepkie rączki.

To nie jest na szczęście zaraźliwe. Potwierdza się pierwsze wrażenie, któremu trzeba zawsze ufać. Ono mnie jeszcze nigdy nie oszukało.

Ciekawe jak to się zakończy i czy dojdzie do ujawnienia fałszu.

Właściwie co mnie to obchodzi. Ja nie mam konta na fb. I to nie moja znajoma. Nie czuję się brudna, ani oszukana. To nie ja zostałam okradziona, ale bliska mi osoba.

W sieci ludzie kreują się na cudownych i pięknych, a w rzeczywistości mają spleśniałe dusze, zatęchłe oczy i cuchnący oddech. I zakładają piękną maskę.

A ja nieustannie mam dobry humor. Choć nikt mnie nie lajkuje ;)))

Nawet ta sytuacja nie wytrąciła mnie z równowagi.

 

 


czwartek, 28 lipca 2016

Wiedziałam, że coś mi się przyśni. Ostatnio zasypiałam na wznak, żeby płyny mózgowe mogły wypłukiwać co tam chcą. ;)

Wczoraj zasnęłam o 0:30 na lewym boku. Tak z ciekawości, czy moja teoria się sprawdzi.

Byłam na jakimś spędzie. W swojej karierze byłam na wielu takich wyjazdach. Przez kilka godzin siedzi się i słucha wykładów, albo samemu się produkuje. A potem się imprezuje. Zwykle było wielu utytułowanych, znanych, na stanowiskach ludzi. Często po swoim wykładzie wracałam do domu, choć opłacone było kilka dni, bo czekało dziecko.

Otóż byłam w jakimś hotelu. Było wiele pokoi, a ja szukałam swojego.

Nie miałam identyfikatora i to był problem, bo nie wiedziałam gdzie będę spać. Wchodziłam do kolejnych pokoi nie pukając do drzwi. W każdym ktoś był, zwykle jakieś pary. Prowadzili jakieś rozmowy biznesowe, tajne, spiskowe, na pewno nie towarzyskie. Chyba miałam na głowie jakąś lampkę, bo gdy wchodziłam to robiło się jaśniej, oni patrzyli na mnie, a potem wracali do rozmowy. Trochę posłuchałam co mówią i szłam dalej ciemnym korytarzem. A potem wchodziłam do kolejnego pokoju i sytuacja się powtarzała – najpierw przerywali rozmowę, patrzyli na mnie, a potem wracali do rozmowy między sobą. Nie zwracali na mnie uwagi. Na pewno nie byłam niewidzialna. Osoby siedziały w półmroku, a gdy wchodziłam to robiło się jaśniej. Obeszłam wiele pokoi, ale tylko na jednej kondygnacji. Nie zauważyłam schodów, ani windy. Moim problemem był brak identyfikatora, bo dzięki niemu wiedziałabym gdzie mam iść spać. Bez niego byłam bezimienna, bez swojego miejsca. Pogaduszki i knowania w pokojach zupełnie mnie nie interesowały. Ja chciałam spać w swoim pokoju, a bez identyfikatora było to niemożliwe. On był moim problemem. Nie wiedziałam jak się tam znalazłam, ani dlaczego go nie mam. Wiedziałam, że bez niego nie powinni mnie byli tam wpuścić. A jednak weszłam do tego hotelu. I nie byłam intruzem. Tylko żadna z tych rozmów mnie nie zainteresowała na tyle, żeby się dołączyć.

Obudziłam się. Na zegarku była godzina 02:22:22. Aż się uśmiechnęłam. Dziwnie krótko spałam, a już była faza REM? Zapaliłam lampkę i zapisałam kilka zdań o moim śnie. Z doświadczenia wiem, że jak nie zapiszę choć kilku słów, to zapomnę sen. Na jawie zostało mi pytanie: dlaczego nie mam identyfikatora, skąd go wziąć, jak ja sobie bez niego poradzą, gdzie będę spała w obcym miejscu.Po przeczytaniu jednego zdania wyświetlił mi się cały sen. W domu mam kilkanaście takich przypinek, mogłabym sobie sama wypisać.

Dobrze, że zapisałam sen, bo rano miałam amnezję.We śnie mam dziwny charakter pisma, prawie nieczytelny.

Przeczytałam kilka moich snów z tego bloga. Tytuły nic mi nie mówiły. Czy to na pewno moje sny? Ale po przeczytaniu kilku zdań przypominałam sobie każdy sen ze szczegółami. Mózg jest niezwykły.

Nieustająco mam dobry nastrój. I dalej nie znam jednej przyczyny. Nieustająco gdy się budzę czuję wdzięczność choć nie wiem przecież co mnie spotka każdego dnia. Czy mi już tak zostanie?

 

 


środa, 27 lipca 2016

Padało. Pomyślałam, że dawno nie było tęczy.

Spojrzałam w okno. Była.

A za chwilę zrobiła się podwójna, ale w dość dużej odległości. Na pewno nie było to echo. Słabo widać.

Zupełnie nie widać wewnętrznego koloru, czyli różowo fioletowego. Jednak oko widzi inaczej niż aparat.

Tęcze wisiały na niebie dość długo, ponad 35 minut. Zdążyłam zrobić i wstawić ciasto do prodiża. Piekarz stwierdził, że w wakacje nie będzie robił sezamków. Nic innego mi nie smakuje. Więc musiałam zrobić własne ciasto. Przynajmniej wiem ile tam jest cukru. Akurat do porannej kawy. :) Trochę zostanie dla gości.

 

 


sobota, 23 lipca 2016

Przy pierwszym czytaniu Fausta nie zwróciłam uwagi na ten fragment.

(źródło: wolnelektury.pl str 66)

Czarownica przyrządzała napój dla Fausta na odmłodzenie i mówiła zaklęcie, które brzmi jak instrukcja życia człowieka.

 

Oto twoje uczynki:

dziesiątkę zrób z jedynki,

opuść dwójkę,

natychmiast wezwij trójkę,

wszystko dla złotej ery!

Przekreśl cztery

z piątki i szóstki—mówi czarownica—

niech się siódemka z ósemką wyświeca;

wymotaj z wątka

dla dokończenia:

dziewiątka jedynką, zerem dziewiątka.

Oto czarownic tabliczka mnożenia.

...

Potęgi, siły

wiedzy zawiłej,

zamknięte dla świata zgłoski,

kto myśl zatraci.

Ten się wzbogaci:

zdobędzie ją bez troski.

 

Nie wiem na ile tłumacz Emil Zegadłowicz oddał wiernie ten niemiecki tekst, ale ja rozumiem to teraz w ten sposób.

Co masz robić, czynić, jak żyć? Oto instrukcja życia człowieka:


10 u Pitagorejczyków była symbolem doskonałości, liczbą świętą. Jest sumą pierwszych czterech liczb (energii niższych): 1 + 2 + 3 + 4 =10

Człowiek, żeby dojść do 10 musi swoją drogę zacząć od Jedynki.

Jedynka to początek twojej drogi, inicjacja. Rozpoczynaj wiele rzeczy, aż znajdziesz swój cel. Ucz się wielu rzeczy aż znajdziesz swoją drogę. A słońce cię oświeci. Bez tego nie warto iść dalej, bo nie dojdziesz do doskonałości – 10.


To etap współpracy. Musisz dogadywać się z różnymi ludźmi, a z niektórymi współpracować. 2 to żeńska energia - Księżyc. Zostaw emocje i nadwrażliwość, bo one cię hamują. Nie oceniaj, bo sam będziesz oceniany.


Wzywamy 3, którą opiekuje się Uran. Trójka jest twórcza, otwarta na to co nowe i nowoczesne. Bądź jak 3 – otwarty i ciesz się życiem. 3 to wdzięk i czar. Poszukaj sobie kogoś do pary, nie żyj w samotności. Czeka cię szczęście – złota era.


Czwórką opiekuje się surowy Saturn, sztywniak, budowniczy struktur. A więc nie bądź surowym despotą, zbyt poważny, nie trwaj wiecznie przy swoich poglądach, poczuj trochę fantazji (to bardzo trudne dla 4).

Skończyła się faza rozwoju, pora na zawieszenie. To ważny moment życia.


5 kocha ruch, podróże, zmiany i nieprzewidywalność. Ale lubi też manipulować innymi. Więc zachowaj równowagę jak 6.


Czas na żniwa. Wchodzimy w energie wyższe. Zachowaj harmonię, ale nie bądź próżny. Dbaj o swoją rodzinę i swój dom.


Nadchodzi dojrzałość. Siódemka szuka bezpieczeństwa egzystencjalnego, wsłuchuje się w głos wewnętrzny. Często popełnia błędy, ale umie się do nich przyznać. Znajdź pierwiastek duchowy, ale bez popadania w skrajności. Niech bogate życie wewnętrzne nie przesłania realnego życia. Samodoskonalenie.


Pod opieką Jowisza życie obdarza cię szczęściem. Nie zakochuj się w dobrach materialnych i władzy. Nie bądź arogancki.

Wyświeca: użyj 7 – pierwiastka duchowego dla 8 – sukcesu i bogactwa. Co możesz z tym zrobić? Jak się żyje ze świadomością swojej potęgi?


To transformacja (Pluton). Człowiek zachowuje się jak mistyk i filozof. Nie boi się śmierci, ale też nie boi się jej zadawać. Kontroluje swój los.

Coś się kończy, ale i coś zaczyna. Można jej wszystko zabrać, ale nie wiedzę i uporu w jej poszerzaniu. Powinna służyć ludzkości, bo jest tylko człowiekiem.

Kolejną liczbą jest 10. Z ostatniej liczby (9) staje się pierwszą. Nastaje nowy ład, doskonałość wszechświata, pełnia.


 

Dalej czarownica mówi, że nie każdy zrozumie ten kod. Dla zwykłych ludzi, czyli dla mnie, ta wiedza była zakryta, bo do niczego nie była mi potrzebna. Żeby żyć trzeba tą wiedzę odkryć. Przejdź drogę od 1 do 10.

A najlepsza jest końcówka zaklęcia. Przestań ciągle myśleć, zajrzyj w głąb własnej duszy, wyluzuj, nie martw się ciągle o coś, a wtedy osiągniesz co chcesz.

Mówisz – masz.

 

Taka jest moja interpretacja. Każdy ma swoją wiedzę i swoje rozumienie. Wolność myślenia wskazana.

Czyż ta literatura nie jest fascynująca :)

 

 


czwartek, 21 lipca 2016

To wpis z rodzaju: muszę o tym napisać. Podobnie było z wpisem o śmierci aktorki Luise Rainer w notce Krytyk czy wpis o Stachurze. Osoby chcą, żeby o nich napisać. Nie wiem jak one to robią.

Przedziwnym zbiegiem okoliczności trafiłam dzisiaj w internecie na obraz Johannesa Vermeera U stręczycielki, zw. też Kuplerka czy też Rajfurka - ale piękne słowa :). Oryginał można obejrzeć w Galerii Obrazów Starych Mistrzów w Dreźnie.

Dziwność tego obrazu polega na tym, że znam go od wielu lat. Przez długi czas był jedynym obrazem tego holenderskiego malarza jaki znałam. Dawno dawno temu miałam ten obraz w miniaturce w formie pocztówki. Obrazek był na sztywnym kartoniku i idealnie nadawał się na zakładkę do książki. Nie mam pojęcia od kogo ją dostałam, ale miałam ją wiele lat. Codziennie patrzyłam na ten obraz otwierając książkę. A kiedyś czytałam prawie bez przerwy. Nie wiem czy teraz reprodukuje się obrazy na pocztówkach.

Scena przedstawiona na tym obrazie raczej nie nadawała się dla dzieci. Na obrazie przedstawiono młodą kobietę, która wyciąga dłoń po zapłatę. Co ma za tę monetę zrobić jest oczywiste, a wynika z położenia ręki pana w czerwonym i z dywanu, na którym zaraz się oboje położą. Dziewczyna jest upita winem, bo takie rumieńce nie są objawem zdrowia, raczej gorączki. Kiedyś myślałam, że na obrazie jest 3 mężczyzn. Ale skoro tytuł obrazu mówi o stręczycielce, to musi nią być postać w czarnym ubraniu z obleśnym spojrzeniem. A pan po lewej to podobno sam malarz. Jak się poświęcił. W domu żona i dzieci, a malarz poszedł do burdelu po inspirację. Dobrze się bawi, bo wypił już sporo wina.

Zastanawiałam się też dlaczego prostytutka ubrana jest w żółtą bluzkę i jest najjaśniejszym punktem obrazu. Jakby była niewinna. Obraz namalował Vermeer w 1656 roku, a wtedy paleta barw to tylko 20 pigmentów. Jak na takie ograniczenia to malarz był niezwykle utalentowany, bo gra świateł jest znakomita. Uwielbiałam patrzeć na ten obraz. Jest niezwykły, choć nie tak znany jak Dziewczyna z perłą (książka i film).

Lubiłam postać tej prostytutki. Wiadomo jaki miała zawód, ale wyobrażałam sobie, że robi to by przeżyć. Na trzeźwo by się nie sprzedała.

Obraz miał podobno przesłanie: uważaj, żeby majątku nie stracić na zabawy i hulanki.

Za miłość płaciło się zawsze. Prostytucja to podobno najstarszy zawód świata, podobnie jak stręczycielstwo czy sutenerstwo. Uwieczniano to na obrazach ku przestrodze.

Takie dziewczyny do końca życia wykonywały ten zawód. W większości. A współcześnie prostytutki zostają celebrytkami. Wymieniają się "narzeczonymi", a media nazywają je gwiazdami. Wszyscy je podziwiają i płynie coraz więcej kasy. Ciekawe kiedy obejrzymy w tv seks taśmy, czy homotaśmy z celebrytkami i politykami. Nie maluje się już  obrazów. Są fotki. A ich przekaz to: nie ucz się, rozejrzyj się i znajdź sponsora, a będziesz miała bogate życie. Radykalnie zmienił się ubiór prostytutek w porównaniu z tymi z XVII wieku. Czy każda dziewczyna ma wyglądać jak zdzira?

I co ma wynikać z tego, że ten obraz "wrócił" do mnie po latach?


 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
bajka107@gazeta.pl