Życie to wszystko co mam :
sobota, 26 lutego 2011

Posłałam już pierwsze rozliczenia roczne klientów. Na moje pytanie "komu dać 1% dochodów", słyszę - na co chcę. W ubiegłym roku wszystkie procenty poszły na funadację, która wspiera dzieci niepełnosprawne w specjalnie do tego stworzonej szkole podstawowej. Jest blisko mojego domu, więc mogłam popatrzeć co robi z datkami. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, ruina. Za to w środku niespodzianka, inny piękny świat małego dziecka. Naprawdę super. Jednak niedawno dowiedziałam się, że budują dom komuś kto stracił dom w wyniku wypadku drogowego. Ludzie mieli mały drewniany domek, ale już go nie mają, bo rozjechał ich tir. Smutne. Tylko nie rozumiem, co ma do tego fundacja wspierająca dzieci? Czyżby za dużo dostali datków, że nie wiedzą co z nimi zrobić. Ci ludzie dostaną nowy dom, za który zapłaci ubezpieczyciel, więc po co miesza się do tego fundacja. Kilka tygodni temu w lokalnej prasie nawoływał jakiś dziennikarz, że mają tylko 100 tys. i potrzeba jeszcze 50 tys. zł. na dokończenie domu, bo zamiast drewnianego zbudują murowany. A na co pójdą pieniądze z ubezpieczenia?

Czyli zła inwestycja była.

W tym roku wszystkie 1% dostanie fundacja ITAKA, która poszukuje zaginionych. Ostatnio jakoś dużo ginie bardzo młodych osób, nastolatków i dzieci. Na policję nie ma co liczyć, więc taka fundacja jest dla rodzin ostatnią deską ratunku. Nie wiadomo czy ta młodzież ucieka z domów czy są porywani, ale ktoś ich musi szukać. Na razie dostali 182 zł, ale to dopiero początek PIT-olenia. Choć w tym roku trochę mało jest dochodowych firm.

Jeśli okaże się, że i ta fundacja robi jakieś konkursy, albo sponsoruje coś lub kogoś, to w przyszłym roku chyba nic nie wpiszę, bo nie ma komu dać.

kręgi 15

Mam nadzieję, że w porwaniach nie biorą udziału Obcy, Inni.

piątek, 18 lutego 2011

Listonosz przyniósł dzisiaj pakunek, a w nim niebieska polarowa kamizelka. Jestem jedną z 3 tysięcy osób, które wylosowały ten prezent. I za co? Za jedzenie czekoladek ;)

Życie jest takie poważne, że czasami trzeba się odprężyć i zjeść coś słodkiego. Każdemu jest potrzebna czasami chwila przyjemności. Cukierków nie tykam. Z jednym wyjątkiem. Są to malagi. Mała czekoladka z twardej czekolady, a w środku słodkie nadzienie z kawałkami rodzynek.

malaga

Od lat smakują tak samo. Nigdy się nie natknęłam na niesmaczne, czy z robakami (jak kiedyś z wedla). Cała moja rodzina wie, że je lubię i na każdej imprezie jest ich kilka w koszyku ze słodyczami. Wiadomo, że dla mnie. Niektórzy próbowali je też jeść, ale są dla nich za słodkie. A dla mnie akurat.

Cena jest wysoka, ale przed świętami kupiłam całe pudełko za chyba 12zł. Bardzo korzystnie. Potem zjadłam wszystkie (nie na raz :-) i wysłałam opakowanie. A dziś moje łakomstwo i wielu innych zostało wynagrodzone.

Nie namawiam do jedzenia słodyczy, ale świat byłby nudny bez słabości ludzkich. Dobrze, że ja mam tylko takie.

piątek, 11 lutego 2011

W tym roku trochę późno robiłam porządki w papierach. Trzeba wyrzucić niepotrzebne dokumenty i zrobić miejsce na nowe.

1 stycznia 2011 można pozbyć się faktur z 2004 roku. Urząd skarbowy nie może skontrolować tego roku, chyba, że zaczął pod koniec zeszłego roku kontrolę. Z roku na rok jest tego coraz więcej. Kiedyś wszystkie faktury jednego klienta z całego roku mieściły się w jednym segregatorze. Teraz 1 segregator to 1 miesiąc. Oczywiście nie wyrzucam list płac i wszystkiego  co dotyczy pracowników. A także zostawiam wszystkie wpłaty do ZUS. Z nimi nic nie wiadomo. Zostawiam też zeznania roczne i wpłaty podatków. Tak na wszelki wypadek.

Ciekawe jest to, że przeglądając stare rzeczy można przypomnieć sobie tamte czasy. Naprawdę bardzo dużo się zmieniło. Ale biurokracja kwitnie i się rozwija i rośnie.

Dali

Muszę kupić nową niszczarkę.

sobota, 05 lutego 2011

Wszystko jest energią.

Wszystko jest ze sobą połączone.

Ostatnio doświadczam dziwne rzeczy. Otóż gubię rękawiczkę. Na chwilę, bo ktoś mi ją odnosi. Mam kilkuletnie rekawiczki z 1 palcem, skórzane, w środku wytarte futerko. Naprawdę nic drogocennego. Gdybym je zgubiła to przez chwilę byłoby mi ich żal, ale przecież to rzecz nabyta (prezent). Ciagle wyrzucam stare rzeczy, nieużywane przeze mnie od co najmniej 3 lat. Taką mam zasadę. Robię miejsce na coś nowego.

Ale z tą rękawiczką (prawą) to coś dziwnego. Raz zostawiłam w restauracji, to barman gonił mnie na ulicy. Chyba ze 4 razy zostawiłam w kiosku, jak kupowałam pisma z płytami. Musiałam wracać, bo ludzie za mną krzyczeli. Kilka razy upadła mi w tramwaju, ze dwa razy w autobusie, dzisiaj goniła mnie dziewczyna ze 200 metrów, zeby mi podać zgubiona rękawiczkę. To wszystko wydarzyło się zaledwie w ciągu dwóch tygodni. Nie mam pojęcia jak to wyjaśnić?

Wszystko co nam się przydarza ma jakiś sens.

Trzeba go tylko odkryć.

Archiwum
bajka107@gazeta.pl