Życie to wszystko co mam :
czwartek, 26 lutego 2015

Robienie zakupów w realu jest pouczające.

Poszłam rano po rodzynki. W sklepie pani 70+ przede mną poprosiła o jakiś olej, nie usłyszałam jaki. Stał na półce obok innych olejów oczyszczonych z dodatkiem aromatu sezamu, ostropestu itp. Dziwolągi, które ludzie nagminnie kupują, nie wiadomo po co. Pani pyta czy on ma działanie antyrakowe, bo ten olej pije jej sąsiad. Sprzedawczyni wzięła ulotkę i czyta „działa na przerost gruczołu krokowego, obniża też cholesterol”. Pani kupiła ten olej. Nie wytrzymałam i powiedziałam: jak pani nie ma raka to po co pani to kupuje? Wszyscy ludzie w sklepie, ok. 6 osób zakrzyczało mnie i powiedzieli, że to profilaktycznie i przeciwrakowo. Naprawdę wszyscy i tak gwałtownie, jakbym powiedziała coś strasznego. Dziwne, przecież tej pani nie urośnie gruczoł krokowy, a cholesterolu może ma akurat, więc jak sobie obniży to jej mózg przestanie pracować.

Co się stało, że nadmiar wiedzy szkodzi. Czy naprawdę musimy wiedzieć ze szczegółami co zawierają produkty na półkach w sklepie? Na pewno każdy kupi coś co ma działanie antyrakowe. Może nie mieć takiego działania, ale jest tak napisane. To jest współczesna wiedza.

Moja wiedza wynika z doświadczenia. Większość owoców suszonych (zwłaszcza paczkowanych) jest siarkowanych, żeby nie ciemniały. I mi te owoce szkodzą, bo boli mnie brzuch jak zjem kilka. Dlatego nie kupuję kwaśnych słodzonych jasnych winogron, tylko te ciemne. Proste.

Kupiłam jeszcze żurawinę, bo przypłynęła „świeża” ;)

Potem spotkałam znajomego i rozmawialiśmy o wspólnej znajomej. On mi powiedział, że mąż tej znajomej doi ją z kasy i się zapytał, czy ta znajoma jest ślepa czy głupia. A ja znam sprawę od strony znajomej. W poprzednim związku dawała siebie całą facetowi, a on i tak był ciągle niezadowolony. Ona zarabiała na dom, pracowała w jego firmie itp. A on robił co chciał. Po wielu latach takiego życia zasnął w fotelu i umarł. Potem ona zakochała się i ma teraz męża, który o nią dba, pomaga w domu, troszczy się jak była w szpitalu. Być może ona zdaje sobie sprawę, że pieniądze są dla niego ważne, ale co z tego. Kupił bmw, ale ją wozi gdzie ona chce i nie korzysta już z taksówek. Przecież ona jest szczęśliwa, mówiła mi o tym. A mnie się każe jej „otwierać oczy”. Po co jej wiedza, która może zburzyć jej szczęście.

Moją mamę ostatnio boli gardło. Wiadomo – nie potrafi się porozumieć. Otóż ona ogląda tvn i bardzo się martwi. Tata wychodzi jak ona przełącza na ten kanał, idzie do kuchni i robi kolację. A potem mama wszystko mu opowiada, a ojciec jej nie słucha. Ostatnio bardzo się przejęła pożarem mostu. Potem znajomy inżynier powiedział, że most ze stali i betonu się nie pali. Musiał być celowo podpalony jakąś substancją, na którą nie stać bezdomnych. I moja mama mu wierzy, bo go zna 50 lat. Ale nie wie co ma zrobić z tą wiedzą. Więc lepiej, żeby nie wiedziała co jest grane i kto zarobi. A teraz nie może spać, bo się denerwuje czymś na co nie ma wpływu.

Wielka księga Tao Lao-tsy dobrze to ilustruje:

 

LXV

Starożytni znawcy Tao,

nie oświecali ludu,

lecz go ogłupiali.

Trud w rządzeniu ludem,

wynika z tego, że lud dużo wie.

Jeśli rządząc krajem, wykorzystuje się wiedzę,

w kraju panuje nędza:

jeśli rządzi się nie stosując wiedzy,

w kraju panuje szczęście.

Kto zna te zasady, pojął najważniejsze.

Kto zna je długo, posiadł tajemną Moc.

Tajemna Moc jest głęboka i rozległa,

do niej wszystko wraca!

Aż w końcu osiąga jedność.

 

Lud, czyli pionki mają nic nie wiedzieć. Będą wtedy szczęśliwi. Nadmiar wiedzy szkodzi, zwłaszcza jak jesteś pionkiem. Nie potrafisz jej wykorzystać i przez to zamiast być szczęśliwym, jesteś udręczony.

Czytałam dzisiaj bardzo ciekawy artykuł o Johnie Brockmanie z jego równie ciekawej strony http://edge.org/conversation/the-%C3%A9minence-grise

To niezwykły człowiek, wizjoner, twórca Trzeciej kultury. Jego nie interesują przeciętni ludzie, bo nie mają na nic wpływu. I ma rację. Czy ja mam wpływ na podróże kosmiczne albo wykorzystanie telefonów, dronów, energii, nie ja decyduję kto ma zginąć na wojnie.  Zwykli ludzie im mniej wiedzą tym są zdrowsi. Mają robić to czego się od nich wymaga. Wystarczy tylko odpowiednio ukierunkować ich uwagę.

 

I znowu cytat z Tao.

 

III

Jeśli nie będzie się szanować ludzi wybitnych,

to lud nie będzie zawistny.

Jeśli nie będzie się cenić rzadkich dóbr,

to lud nie będzie kraść.

Jeśli nie będzie się wystawiać na widok publiczny drogocenności,

to lud nie będzie się burzył.

Mędrcy kierują się takimi oto zasadami:

  • opróżnić umysły, a napełnić brzuchy,

  • osłabić ducha, a wzmocnić ciało.

Dzięki temu lud o niczym nie będzie wiedział

i niczego nie będzie pragnął.

Ci zaś, którzy już wiedzą, nie będą w stanie niczego zdziałać.

Postępować należy tak, aby niczego nie robić,

a wtedy panował będzie ład.

 

I tak jest. Ludzie bardzo interesują się teraz jedzeniem, jego składem i działaniem antyrakowym, a najmniej smakiem i wpływem na organizm. Przestali myśleć. To jakiś obłęd. Jedzenie jest ważne, ale bez przesady.

Miesiąc temu w większym gronie opowiadałam, że mój IP jest w archiwach Białego Domu, bo kiedyś wysłałam im mejla, żeby zamknęli Guantanamo. Ciekawe, że tylko od nich dostałam odpowiedź, choć mejle wysłałam do wielu innych państw. Oni mi odpisali, że mają teraz ważniejsze sprawy, bo mają Katrinę. I usłyszałam jak jedna osoba spytała „co to jest guantanamo?”. Lubię jak ludzie nie pozwalają mi spać. Czasem nam się wydaje, że wszyscy myślą i wiedzą to co my. A tak nie jest. Po co matce małych dzieci wiedza o świecie? Ta wiedza jest jej zbędna. Mając wiedzę trzeba jakoś zareagować. A często nie wiadomo jak.

A może po wiedzę sięgamy z nudów, żeby czymś zająć mózg, który pracuje bez przerwy, nawet we śnie. Przecież nie można rozmawiać tylko o jedzeniu i innych przyziemnych sprawach.

Jak selekcjonować wiedzę, która nam może zaszkodzić? Bo przecież nie wszystko jest dla nas przeznaczone i ważne dla naszego istnienia na tym świecie.

 

 


Tagi: tao
23:23, bajka107 , Codzienność
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lutego 2015

Mam na myśli książki, ale nie tylko. W styczniu kupiłam kalendarz z aspektami planet na każdy dzień roku. Myślałam, że tak najszybciej nauczę się astrologii.

Nic z tego, cofam się.

Już na początku tej książeczki oznajmiono, że 2015 rok będzie rokiem Jowisza. Tylko, że Jowisz od zeszłego roku przebywa w Lwie i będzie tam jeszcze do 11 sierpnia. Czyli nie ma to uzasadnienia w układzie planet, ktoś coś sobie wymyślił. Wg tego ma to być pomyślny rok. A przecież dla jednych będzie to dobry rok, dla innych zły, a dla jeszcze innych nijaki.

Przez kilka dni czytałam prognozy, które się miały nijak do mego życia. Potem „przypadkowo sprawdziłam swój dzień urodzin i przeczytałam, że „Słońce wchodzi na miesiąc do znaku Panny.”


Chyba wiem gdzie jest Słońce w dniu moich urodzin i na pewno nie jest to Panna. Cofnęłam się o miesiąc i czytam to samo.

Co ja mam o tym myśleć. Czy autorka nie dokonała korekty tekstu? Jaką wartość ma ta książeczka?

Przeczytałam co autorka przewiduje na dzisiaj. Pisze, że: Dość trudny dzień. Osiągnięcie jakiegokolwiek sukcesu wymaga dziś samodyscypliny, wytrwałości, wysiłku (kwadratura Słońca do Saturna). Osłabienie, depresja, spadek uwagi i ambicji. Aura nieprzychylna załatwianiu ważniejszych spraw”. WOW, nic tylko siedzieć w domu i płakać.

Nie dla mnie. Przypomniałam sobie, że jeden z klientów winien mi jest kasę, ale nigdy nie chciało mi się czekać na niego, ciągle się mijaliśmy. Minęły 3 miesiące. Więc dzisiaj będzie dobry dzień na uregulowanie moich należności.

Dzień piękny, słoneczny, depresja spaliła się ze wstydu i gdzieś się ulotniła.

Oczywiście spotkałam klienta, jakby czekał na mnie (nie umawialiśmy się). Uregulował dług i jeszcze dostałam zlecenie na kolejne 2 miesiące i oczywiście zapłacił mi z góry. Bo „może znowu będziemy się mijali”. Jak to nazwać? Czy to spadek ambicji?

W codziennym życiu lepiej sprawdza się transerfing, a nie astrologia z tej książki.

W astrologii znając dokładną godzinę urodzenia łatwo można odczytać charakter człowieka, osobowość, mocne i słabe strony. Układ planet aktualnie na niebie ma wpływ na układ planet w chwili naszego urodzenia. Są to tranzyty i dopiero one coś mogą powiedzieć. Każdy człowiek ma inne tranzyty, dlatego gazetowe horoskopy są nic nie warte. I chyba po to są podawane, żeby zniechęcić ludzi do własnych poszukiwań.

Nakład tego kalendarza 1200 egz. powinien iść na przemiał. Te drukowane słowa nie mają mocy. Nie mam chęci i czasu weryfikować reszty tekstu.

Może zajrzę, żeby sprawdzić siłę moich wyborów, na przekór książce. Tak dla zabawy. W końcu Uran tranzytuje mój Ascendent, mam trygon Urana do Urana i koniunkcję Jowisza do Urana. Nic tylko wywoływać rewolucję ;)

Na okładce jest zdanie: „Kreuj przyszłość mądrze korzystając z gwiazd!”

A ja wolę kreować swoją przyszłość jak mi się podoba, korzystając z zasad transerfingu, bo

Wszystko układa się na moją korzyść :)

 

 


piątek, 20 lutego 2015

No i mamy nowy rok chiński. To już 4713 rok wg kalendarza tysiącletniego. Azjaci już świętują i będą jeszcze świętować, bo to najważniejsze święto. Trwa od 9 (w Wietnamie) do 15 dni w różnych państwach i ludzie mają przymusowe wolne. I podróżują nagminnie w tym czasie, odwiedzają swoje rodziny. Dobrze tak raz do roku odświeżyć kontakty.


Skończył się właśnie rok drewnianego konia i było burzliwie. Często koń wymykał się kontroli i pędził na złamanie karku. Jak już media złapały jakąś wiadomość to tłukły tygodniami. Widziały jedzenie w sejmie, a nie widziały przesłuchania prezydenta o wsi. Były katastrofy.

Ja w sierpniu złamałam rękę. Pędziłam i ziemia usunęła mi się spod nóg. To było nieuchronne.

I nadszedł kolejny rok z żywiołem drzewa. Mój urodzeniowy żywioł to ziemia, a drzewo niszczy ziemię (patrz notka http://bajka107.blox.pl/2015/01/Pentagram.html). Nic nie można na to poradzić, tylko wiedzieć.

 

Koza jest miła, urocza, delikatna i elegancka. Chyba, że jest starym capem. Na kogo trafisz w tym roku?

Nie znam się dobrze na astrologii chińskiej, ale pewne sprawy łatwo można przewidzieć.

A w tym roku czekają nas kolejne katastrofy, ziemia będzie się ruszać, pojawi się wiele osuwisk i lawin błotnych. To drzewo rozsadza ziemię.

Wszyscy czują, że świat zmierza do wojny. Jednak to nieodpowiednia pora i wojny nie będzie, nastroje wyciszą się. Aż minie marzec i kwiecień. Ludzie zaczną się buntować i nie będą chętni do umierania za swoje rządy. Widać to już na Ukrainie. Ciągle są protesty antywojenne, młodzi chłopcy uciekają przed poborem. Bo niby dlaczego mają umierać gdy życie jest piękne.

https://exignorant.wordpress.com/2015/02/19/wojna-skonczyla-sie-i-trwa-nadal/

Nastroje wojenne wyhamują. Ludzie zaczną myśleć i nie będą skorzy być mięsem armatnim, marionetkami w rękach przywódców.

Chińczycy wierzą, że tylko 1 osoba na 10 urodzonych w roku Kozy znajduje szczęście. Dlatego raczej nie planują potomstwa na ten rok. Kozy raczej nie będą przywódcami, mają nieudane małżeństwa, rozwody, prześladuje je pech i nieszczęścia. Ale to było dawno i pasuje do każdego. Teraz gdy co 4 małżeństwo nie ma dzieci, ciąża w każdym roku jest błogosławieństwem. Kto by tam planował przyszłość dzieci.

Na pewno dowiemy się czegoś nowego o Kosmosie, a może nawet o ufo. A może już tak długo czekamy na to, że się doczekamy.

Wielcy przywódcy dalej będą knuć. I nie pomoże zaklinanie rzeczywistości.

Putin jest Smokiem w żywiole Wody. A woda zasila drzewo. Powinien odnosić sukcesy. Co wykombinuje to mu się powiedzie. Cokolwiek. Dostanie to co chce. Smok lubi się puszyć.

Obama jest Wołem albo raczej Bawołem w żywiole Metalu. Metal niszczy Drzewo, a więc dalej będzie zbroił Ukrainę, mącił w Europie. Chyba, że w jego kraju pojawią się katastrofy związane z ziemią. Wtedy jego uwaga może się przekierować. Bawół wolno myśli, ale z uporem zmierza do swego celu. Trzeba uważać. To niebezpieczny człowiek.

Pani Merkel jest Koniem w żywiole Drzewa. Poprzedni rok był jej rokiem. Ona jest idealnym rozjemcą, może namówić tych panów do ustępstw, jeśli zechce. Czy my chcemy wojny w Europie?

W tym roku szczęśliwym kolorem będzie czerwony, fioletowy i brązowy. Nie lubię brązowego, może być szczęśliwy, ale nie dla mnie. Nie może przynosić szczęście coś czego nie lubimy. Polecam dla kobiet czerwoną bieliznę, a najlepiej zawsze mieć przy sobie coś czerwonego, nawet ukrytego.

Gdy upadniemy to delikatnie jak Koza na poduszki, a nie jak Koń w poprzednim roku. Muszę uważać, gdy w tym roku znowu ziemia usunie mi się spod nóg :)

Poprzednio rok drewnianej kozy to rok 1955. Można sprawdzić co się wtedy wydarzyło i ekstrapolować na bieżący rok. Oscara dla najlepszego aktora dostał Marlon Brando, zmarł Albert Einstein, nie przyznano pokojowej nagrody Nobla, Churchill zrezygnował z bycia premierem. Było wiele katastrof samolotowych i morskich, zginęło wielu ludzi. Był ogromny postęp w przemyśle samolotowym, pojawił się poduszkowiec. To teraz czas na kosmos. Austria stała się na zawsze neutralna. Urodził się Steve Jobs (to ten 1 z 10, ale czy był szczęśliwy?)

Można poczytać z ciekawości, ale ominąć styczeń, bo to był jeszcze poprzedni rok narowistego Konia. http://pl.wikipedia.org/wiki/1955

O zodiaku chińskim można poczytać tu:

http://www.chinahighlights.com/travelguide/chinese-zodiac/goat.asp

Pożyjemy, zobaczymy. Nie fiksujmy się, ale obserwujmy.

 

 


 



sobota, 14 lutego 2015

Witkacy w „Narkotykach ” pisał, że

puszenie się wywołuje płaszczenie

Pisał o Polakach, sportowcach, arystokratach. Cały tekst tu narkotyki witkacy

Jakie to ciągle aktualne. Wystarczy, że ktoś zaczyna się wywyższać, a zaraz znajdzie się ktoś kto się przed nim płaszczy i rodzi się wyznawca z kompleksem niższości.

Czy to nie podstawowa cecha człowieka? Człowiek zawsze musi się z kimś porównywać, a w zależności od charakteru będzie się wywyższał, albo umniejszał.

Zacznijmy od widocznych różnic, czyli:

kobiety – mężczyźni

 

 

my – oni

wysocy – niscy

biali – czarni

chrześcijanie – muzułmanie

dorośli – dzieci

zdrowi - chorzy

wegetarianie - mięsożercy

weseli - smutni

blondynki - brunetki

łysi - owłosieni

geje - hetero

sportowcy - kanapowcy

kociarze - psiarze

piesi - rowerzyści

chudzi – grubi

 

 Są też grupy dyskryminowane, które wskazuje się jako gorsze, albo lepsze, do hołubienia lub do bicia. I wtedy większość pastwi się nad nimi, np.

 rolnicy

górnicy

pielęgniarki

lekarze

matki chorych dzieci

rybacy

grzybiarze

drogowcy

politycy

urzędnicy

...

dopisz co ci przyjdzie na myśl

Czy warto tracić czas na porównywanie się? Lepiej iść własną drogą i nie patrzeć na innych.

Jak w Tao. Tao to droga.

 

Moje ulubione cytaty na ten temat z Wielkiej księgi Tao – Lao-tsy (b. dobre tłum. Jarosława Zawadzkiego).

 

XXIV

 

Kto się wspina na palce, nie wystoi;

a kto postawi zbyt duży krok, nie dojdzie.

Kto sam siebie promuje, nie zabłyśnie.

Kto się uważa za pewniaka, nic nie znaczy;

Kto się przechwala, niczego nie osiągnie;

Kto się unosi ponad innych, długo nie zabawi.

Wszystko to za sprawą Tao.

To się nazywa: obżarstwo i pracoholizm.

Wszyscy tym gardzą;

dlatego ten, kto poznał Tao, nie przejmuje się tym.

 

I dalej, wybrane wersy na ten temat:

 

Świat jest boskim naczynie,

na które nie można wpłynąć.

 

Mędrcy odrzucają nadmiar, zbytek i przesadę.

 

Znawca osiąga swój cel

i na tym poprzestaje;

Nie śmie dalej rosnąć w siłę.

Osiąga swój cel, ale się nim nie pyszni;

osiąga swój cel, ale nie idzie po trupach,

osiąga swój cel, ale obca mu duma.

Osiąga swój cel, bo nic nie może na to poradzić;

osiąga swój cel bez wysiłku.

 

Bez przerwy czytam tę księgę. Piękna i mądra.  Chciałabym być starym i mądrym Chińczykiem.

Na koniec jeszcze jedna polaryzacja – szczęściarze i pechowcy. Krzywdząca, bo nikt nie jest bez przerwy szczęściarzem, albo pechowcem. To tylko kwestia postrzegania tych samych zjawisk.  W marcu w Poznaniu będzie spotkanie z guru, który będzie nauczał szczęścia. Kto pójdzie na te nauki - oczywiście, że pechowcy. Na wejściu już się będą płaszczyć i użalać nad sobą.

Komu to jest potrzebne?

Nie segreguj, po prostu żyj.

 

 


środa, 11 lutego 2015

Nie będzie tu mowy o współczesnych zwyczajach młodych ludzi, którzy w krótkim czasie wypijają ogromną ilość różnych napojów wyskokowych. To nie o ten melanż chodzi. Żegnaj :)

29 lat temu 11 lutego zmarł w wieku 66 lat

Frank Herbert

świetny pisarz, który m.in. wymyślił i napisał 6 powieści o Diunie. Warto przeczytać (tylko w tłumaczeniu Marka Marszała).

Znany też jest film D.Lyncha (ciekawe jak zrobiłby film Peter Jackson) i gra na PC Dune II Budowanie dynastii.

 

Herbert wymyślił substancję, którą nazwał przyprawą. Powstawała ona z gąbczastej substancji, ekskrementów, wody i piasku, poddana działaniu słońca i wiatru. Prawdziwy melanż. Miała ona cynamonowy smak i wygląd.

Jedyne miejsce gdzie występowała ta przyprawa to planeta Arrakis zwana Diuną. Była ona najbardziej pożądaną i najdroższą substancją we wszechświecie. Kto kontrolował przyprawę ten kontrolował wszechświat.

Miała ona niezwykłe właściwości – przedłużała życie do kilkuset lat, można było podróżować bez poruszania się, dokonywać superszybkich i dokładnych wyliczeń, widzieć przeszłość i przyszłość, być w kilku miejscach naraz, widzieć różne ścieżki przyszłości i móc wybrać najlepszą dla siebie i omijać niebezpieczeństwa.

Kto raz zaczął ją stosować to nie mógł przestać, bo umarłby. Powodowała również błękitnienie oczu. Przyjmowano ją z jedzeniem, albo jak narkotyki. Naprawdę wielka rzecz.

Pomyślałam sobie, że na ziemi też jest taka substancja, a produkują ją ludzie. To emocje.

Od wieków ludzie prowadzą między sobą wojny, które generują strach i przerażenie. Podczas walk powstają ogromne ilości emocji, które w niewyjaśniony sposób znikają. Ci co wywołują wojny siedzą sobie w cieplutkim domku, a w walkach giną zwykli ludzie. Emocje nie znikają po zakończeniu wojny. Żołnierze wracają, mają stres pourazowy, popełniają samobójstwa i niszczą swoich bliskich. Ciągle są emocje.

Boj na Kosovu
Adam Stefanović

Prowadzono głównie wojny religijne, a także ekspansywne o ziemię. Jedna grupa chciała narzucić drugiej grupie swojego boga, który jest ważniejszy, ale wymaga krwi i wyłączności. Krew, pot i łzy.

Takie wojny toczone są bez przerwy nawet w XXI wieku. Ile tam jest emocji :)

www.telegraph.co.uk

Picture: CHRISTOPHE SIMON/AFP/Getty Images

Ale nie samą wojną człowiek żyje. Każda religia wymaga wyznawców, spotkań, zgromadzeń, wspólnych modlitw. Ludzie wpadają w ekstazę. Oczywiście zwykli ludzie muszą mieć pośredników, bo przecież Bóg nie rozmawia z pionkami. Pośrednicy żyją jak pączki w maśle. Pionki modlą się o zdrowie, pieniądze, miłość i nigdy tego nie otrzymują. Gdy ktoś się o coś modli tzn. że tego nie ma i utrwala swój los.

Jeśli nie religia to może poślij swoją energię mistrzom wniebowstąpionym (co to za twór). Myślisz, że twoja energia zasila dobro i pokój, a w rzeczywistości dobrowolnie oddajesz ją obcym bytom, których nie znasz. Tworzy się bezpośrednie połączenie, a melanż płynie.

Gdzie się podziewa ta ogromna energia generowana przez wyznawców? Przecież w przyrodzie nic nie ginie.

Dla tych co nie chcą ginąć na wojnie wymyślono sport, stadiony i gigantyczne masowe imprezy. Wymyślono również gigantyczne koncerty, na których generuje się emocje – radość, ekstaza, szczęście. Kościół jest zazdrosny o energię generowaną przez koncerty np. w Glastonbury. Każdy by chciał pozyskać jak największą liczbę pionków, produkujących melanż.

Można to też połączyć jak na filmie powyżej. Wybrałam ten finał, bo gra The Who i jest rewelacyjny pokaz świateł i laserów. Wszystko idzie w kosmos. Ktoś się pożywił. Ludzie płacą, żeby tam być i produkować.

Byłam kiedyś na kursie Metoda Silvy w biznesie. Prowadzący mówił oczywistości i podgrzewał atmosferę. W tak dużych grupach iloraz inteligencji zwykle się dzieli na uczestników. Pod koniec dałam się ponieść i czułam ekstazę, wykrzykiwałam coś tam razem z innymi. Gdyby ktoś mi kazał to poszłabym zburzyć Bastylię. Było naprawdę mocno. A potem ludzie się rozeszli, emocje opadły, energia poszła w kosmos.

Takie spotkania generują ogromną ilość energii, która znika. W ostatni weekend w moim mieście było spotkanie charyzmatyczki, na którym ludzie doświadczali ogromnych emocji. Gdzie się podziała ta energia, kogo zasiliła, kto ją sobie wziął i dlaczego nic nie zapłacił?

Największą moc ma energia strachu. Prawie każdy człowiek czegoś się boi. Strach jest ciągle podsycany.

Kto dba o to, żeby ludzie produkowali jak największą ilość energii?

Emocje nie zawsze są dobre dla producenta - człowieka. Trzeba nauczyć się je kontrolować.

W medycynie chińskiej wskazuje się na 7 emocji, które niszczą i rozregulowują organizm człowieka, powodują choroby.

Strach – ma wielkie oczy, paraliżuje i szkodzi nerkom i pęcherzowi. Gdy nauczysz się nad nim panować to choroby znikną.

Gniew – niszczy wątrobę, która nie pracuje jak należy i może zalać nas żółć, kontroluj swoją wściekłość.

Żal – a także smutek i pesymizm szkodzi sercu i może powodować nowotwory, nie żałuj czegoś czego nie zrobiłeś, nie żałuj przeszłości, bo zamykasz swoją przyszłość, twoja energia ucieka.

Niepokój – atakuje płuca, bo oddech staje się płytki i krótki, urywany, potem choruje również jelito grube, ważne jest pozbycie się tego uczucia, a przynajmniej uzmysłowienie sobie tego.

Przerażenie – atakuje nagle, dlatego osłabia serce i nerki.

Obsesja – bezustanne myślenie na jakiś temat powoduje choroby śledziony i trzustki, postaraj się myśleć o czymś innym, odwracaj uwagę, oswój potwory.

Radość – gdy jest duże i gwałtowne napięcie to jakaś wiadomość może spowodować zawał, serce nie wytrzyma napięcia, można też umrzeć z miłości ;)

Każda emocja nagła, gwałtowna, nieustanna, ekstatyczna może osłabić organizm. Trzeba uważać.

Człowiek jest delikatną istotą, a jednak produkuje mnóstwo melanżu. Oddaje go za darmo i nawet nie wie komu. Dla zdrowia konieczna jest wymiana energii. Gdy człowiek nie ma żadnych emocji to istnieje niebezpieczeństwo depresji, powolnego umierania.

Energia musi płynąć.

Warto wybrać aktywności, które dobrowolnie zasilisz swoją energią. Wtedy będziesz zdrowy i zadowolony. Może jakieś gry planszowe, albo robótki ręczne?

Swoimi dobrymi emocjami – melanżem – zasilaj swoich bliskich i przyjaciół. Wszyscy na tym skorzystacie.

Kiedyś zastanawiałam się dlaczego najwięcej wynagradzani są artyści, sportowcy, bankierzy, a nie np. piekarze czy rolnicy. Bo oni potrafią zmusić ludzi do generowania ogromnych ilości energii dla sił w kosmosie. Nie wszyscy to widzą, ale tak jest.

Teorie o depopulacji włóż między bajki. 7 miliardów ludzi produkuje dużo melanżu. Przykłady można mnożyć. Miej oczy szeroko otwarte.

Kto rządzi melanżem ten rządzi Wszechświatem :)

Czyli kto rządzi?

 

 


czwartek, 05 lutego 2015

Kupowałam dzisiaj kaszę na zupę. Pani przede mną poprosiła o czystek. Zapytałam ją do czego jest on jej potrzebny. A ona powiedziała, że to na raka. Wyraziłam współczucie, ale ona powiedziała, że nie ma raka. To po co ona to kupuje? Bo czytała w internecie. Skończył się tydzień dobroci i tej pani nie powiedziałam, że jak kupuje coś na raka to jej podświadomość stanie na głowie, żeby ją zadowolić i znajdzie jakiegoś raka. Potem jechałam do klienta i na tablicy przed sklepem z ziołami bonifratrów było napisane: zioła na cholesterol, zioła na trawienie. Jak to się stało, że każdy może kupić zioła, stosuje na własną rękę i jeszcze dziwi się, że one nie działają. Brak wiedzy.

Czystka jest 20 gatunków i każdy działa inaczej. Żeby działał prawidłowo, trzeba wybrać odpowiedni rodzaj, odpowiednią postać (nalewka napar, wywar …) i ważna jest dawka. Zioła w małych dawkach mogą wywołać raka, a dopiero skondensowane mają działanie antynowotworowe. Tylko jaki sens ma stosowanie ziół gdy się raka nie ma?

Pełno jest w internecie stron o „zdrowym jedzeniu”. Są to strony szkodliwe, a nawet podłe. Niech im ziemia lekką będzie. Mam wrażenie, że pisze je jedna osoba, a potem jacyś agenci je kopiują. Kiedyś próbowałam dotrzeć do źródła informacji po linkach, ale zrobiła się pętla. To są zwykle informacje wyssane z palca, wprowadzające ludzi w błąd. Radzę unikać. Wmawiają ludziom, że jest lek na raka, a sami nie mają o raku zielonego pojęcia. Niech powiedzą to tym, którzy umarli niedawno. Cel takich stron jest jeden – chaos. Szkoda czasu na sprawdzanie tych objawień. Warto szukać prawdziwej wiedzy, a jest w sieci.

Zdrowie to stan organizmu człowieka. Na talerzu jest jedzenie, ale jak ono wpłynie na nasze samopoczucie to sprawa indywidualna. Każdy z nas jest inny i czego innego potrzebuje.

W eksperymentach na niemowlętach z 1928 r. (C.M.Davis - cafeteria-feeding experiment), podawano im przez 6 miesięcy 30 rodzajów pokarmów do wyboru. A niemowlaki wybierały te, które dla nich były odpowiednie. Czasem zestawy były szokujące, ale lekarze uznali, że zawierały to co potrzebne maluchom. Gdy byłam dzieckiem to stojąc w łóżeczku lizałam ścianę, bo potrzebowałam wapna. Wiele dzieci tak robiło. Dzieci mają instynkt.

Natomiast dorośli są istotami nawykowymi, a nie instynktowymi. Można im wmówić wszystko.

Robiono badania na temat kolorów jedzenia. Podano kilku osobom galaretkę cytrynową, ale miała czerwony kolor. I wszyscy mówili, że ma smak malinowy albo wiśniowy. Jedli oczami.

A jak smakuje to? To tylko dodatek atramentu z kałamarnic, a jak zmienia wygląd.

Czyżby znali już nowe osiągnięcia elektroniczna lyzeczka która zmienia smak jedzenia.

W latach 20 tych po fazie zakazu jedzenia surówek, nastąpiła faza karmienia prawie samymi surówkami, po czym nastąpiła faza płatków owsianych, które znowu okazały się szkodliwe dla przyswajania wapna. Opakowania płatków mają więcej wartości odżywczych niż ich zawartość (cytat z filmu). Potem była faza nabiału, dobrych bakterii, jogurtów, ale wzrosła zachorowalność na górne drogi oddechowe (tam się odkłada kazeina).

Ludzie myślą, że jak to zdrowie z talerza zjedzą to będą zdrowi. Zrobiono wszystko, żeby ludziom wmówić, że zdrowie jest na zewnątrz człowieka np. na talerzu albo w siłowni.

Moja babcia żyła 88 lat i jadła co lubiła lub na co ją było stać, nie ćwiczyła, ale chodziła i nie miała celulitu. Żyłaby dłużej, ale spadła z krzesła stojącego na stole, bo chciała zawiesić zasłonki w oknie. Jadła na małym talerzu i po kolei każdy produkt.

Zdrowie to cecha człowieka i to na pewno nie jest życie bez chorób. Jeśli nie masz widocznych chorób, ale ciężko ci wstać rano z łóżka, nie chce ci się iść do pracy czy szkoły, kłócisz się z ludźmi, bo coś ci przeszkadza, po jedzeniu pora na drzemkę, wieczorem fotel – pilot – tv, to na pewno nie jesteś zdrowy. Organizm nie jest w równowadze. To pierwszy sygnał - weź swoje zdrowie w swoje ręce. Zaopiekuj się sobą.

A może jesz toksyczne owoce morza

Każdy człowiek ma układ pokarmowy, ma żołądek, śledzionę, jelita, wątrobę. Jednak każdy jest inny, co innego lubi jeść, niektóre rzeczy mu szkodzą inne nie.

Nigdy w dziejach świata nie było takiego czasu, kiedy człowiek większość swego czasu poświęcał na ciało. Przesadnie. Dlaczego ludzie żyją aby jeść, stosują wymyślne ćwiczenia, operacje plastyczne, tony kosmetyków?

Za stan swojego zdrowia obwiniają różne produkty z zewnątrz.

Tak dzieje się np. w przypadku chleba. Kiedyś ludzie modlili się: Boże, chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. A teraz dobrowolnie z niego rezygnują. A przecież wiadomo, że to nie chleb, a zmodyfikowane ziarno i dodatki polepszające jego wygląd, smak i długoletniość. Gorące pieczywko z marketów przypłynęło do nas z daleka, głęboko zamrożone, o trwałości kilkuletniej. Po upieczeniu ma trwałość kilka godzin, bo potem smakuje nijako.

Mięso też jest złe, ale nigdy ludzie nie jedli mięsa codziennie i w ogromnych ilościach. Człowiek zawsze szanował każde życie i zabijał zwierzęta z szacunkiem, nie zakłócając ekosystemu. Dietetycy, opłacani przez koncerny, wmawiają ludziom, że mięso z kurczaka jest lepsze niż inne mięso. Tylko zapominają, że to mięso nie ma żadnej wartości odżywczej. Kurczaki, krowy, świnie nigdy nie widziały słońca, stoją w zamknięciu i tyją.

Zgadnij, które puszki w marketach pochodzą z lat 70 tych z USA? Kukurydza, pomidory, czy mleko sojowe? A może jeszcze co innego.

Życie zwierząt upodlono, a rośliny zmodyfikowano. Jedzenie jest martwe i wyjałowione. Organizm człowieka nie umie sobie z tym poradzić. Dlatego lekarze prognozują, że ludzie będą więcej chorować. Dla nich to dobrze.

Jedzenie to lekarstwo, jak mówił Hipokrates. A zaleca się jeść 5 razy dziennie. To dlaczego chcesz 5 razy dziennie jeść leki? Ojciec Grande, który był gorącym tego zwolennikiem zmarł 2 lata temu na zawał, a był młodszy od mojego ojca, który miał 2 raki i żyje. Nie je 5 razy dziennie, ale tyle ile chce, gdy jest głodny. Myśli.

Gdy chodziłam do szkoły to jadłam 10 razy dziennie, albo więcej. Gdy sprzątałam ze stołu naczynia po obiedzie, to zawsze w kuchni zjadałam jeszcze kanapki. Zjadłam tonę chleba, a byłam chuda jak patyk.

Zaleca się jedzenie różnorodne, każdy posiłek to ma być co innego, a najlepiej w jednym posiłku różne struktury i smaki. Czy nasze żołądki to śmietniki? Trawienie różnych produktów powoduje ogromny wydatek energii, większość nie zostaje strawiona i leci w jelita. Moda na kuchnię molekularną nie służy zdrowiu, bo zmienia strukturę jedzenia, nie ma tam życia, jest tylko zlepek różnych smaków.

Czy drukowane jedzenie, które będzie zawierało witaminy, będzie zdrowe?

 

Przeciętny człowiek musi jeść, żeby żyć. Wczoraj słuchałam wywiadu z panią, która opowiadała o życiu w obozie koncentracyjnym. Oni jedli byle co, spleśniałe kawałki chleba moczonego w wodzie, a jednak przeżyli. To co ich trzymało przy życiu?

Ich karmiła nadzieja na wolność, pozytywne myślenie. Może wyobrażali sobie, że jedzą marchewkę, a ich ciało nastrajało się na te wibracje. W końcu rzeczywistość jest kwantowa. Zakochani mało jedzą, bo żywią się miłością, nie dbają o jedzenie.

Gdy na pierwszym planie stawiamy jedzenie, zdrowe czy chore, to musi to doprowadzić do zaburzeń. Ludzie rekompensują sobie nudę, samotność, depresję, bezradność, nienawiść do siebie pochłaniając tony jedzenia. Otyłość nie jest stanem naturalnym człowieka. Nadwaga to pragnienie śmierci, a przejadanie się to forma samobójstwa. Oczywiście przy współudziale bliskich. Nastolatka, która waży 300 kg i nie wychodzi z domu, jest żywiona przez rodzinę. To porażka i zamknięty krąg. Takim grubasom potrzebna jest pomoc psychologiczna, a potem dopiero zmiana nawyków jedzeniowych.

Popularne na świecie od 16 lat programy odchudzające robiły furorę, bo efekty były spektakularne. A po latach te osoby wróciły do poprzedniej wagi i mają dodatkowe schorzenia, więcej tu grubasy

To są smutne programy, bo z ludzi chorych i nieszczęśliwych robi się show.

Smutny jest też dziarski dziadek, który pokazuje swoje jedzenie i mówi co w nim jest, antyoksydanty, tłuszcze omega itd. Kiedyś ludzie nie znali składu produktów, a wybierali jedzenie dobre dla nich. Żeby nie wiem jak dobra była kasza jaglana, to nie będę jej fanką. Zjem, ale szału nie ma. Nie lubię Baracka, bo nie lubi buraków, a ja lubię. Gdy zrobią badania i powiedzą, że są szkodliwe to ja i tak będę je jadła, bo lubię.

Wszystko zaczyna się od świadomości, czyli systemu zarządzania człowiekiem. Myślenie musi się zmienić, a reszta to dodatek. To co jesz, nie jest szkodliwe samo w sobie. To twoja WIARA, że jest szkodliwe, czyni je takim. Nie szukaj zdrowia na talerzu, nie szukaj szczęśliwych kur, ani świnek „humanitarnie” zabitych.

Jedzenie nie da ci szczęścia, nie karm się złudzeniami.

A to wspomniany na początku krupnik. Nie ma wyglądu restauracyjnego, ale jest pyszny, bo gotowany z miłością. Trochę zostało na jutro ;)

Nie żyj złudzeniami. Obudź się :)

 

 

 



niedziela, 01 lutego 2015

Bardzo mądry człowiek Jiddu Krishnamurti powiedział, że „poczucie oddzielenia od podłoża duchowego sprawia, że człowiek Zachodu bardziej ufa słowu niż rzeczywistemu doświadczeniu.”

Ja należę raczej do ludzi pomiędzy wschodem a zachodem i żeby uwierzyć w coś muszę to sprawdzić.

Postanowiłam przez tydzień stosować frailing. Po 2 dniach wiedziałam, że to niezbyt dobry pomysł, ale jak się zaprogramuję, to idę do końca. Chyba, że są jakieś obiektywne okoliczności. A tych nie było.

Frailing to wg Transerfingu, technika wpływania na ludzi. Jeśli chcesz coś od kogoś to daj mu to czego on chce, a wtedy on da ci to co ty chcesz, a z czego zrezygnowałeś.

Trywialny przykład z pracy: Szef mówi ci, że ładnie dziś wyglądasz, masz świetną fryzurę, a ostatnio bardzo dobrze ci idzie w pracy, i jeszcze pyta o rodzinę, dzieci … co akurat pasuje. Pracownik zrobi wszystko co szef zechce, bo poczuł się doceniony i ważny. To cała tajemnica. Szefowie w korporacjach są tak właśnie szkoleni.

Frail tłumaczy się jako wiotki, cherlawy, a w tym przypadku chodzi raczej o polecenia duszy, a wszystko odbywa się niejawnie, samo.

Frailing to nastrajanie się na parametry drugiego człowieka przez poświęcenie mu swojej uwagi.

Moja mama całe życie to praktykuje i nawet o tym nie wie :) Po prostu jak czegoś chce, to podsuwa ojcu różne myśli, różne rozwiązania, a on zawsze potem robi to co mama sobie zaplanowała. I myśli, że to jego pomysł.  Ojciec jest głową rodziny, a mama szyją.

Ludzie nie chcą być pionkami, chcą być ważni. I ja w minionym tygodniu chciałam wszystkich ludzi, których spotkam dowartościować, żeby poczuli się ważni.Niczego nie oczekiwałam.

Interesowałam się każdym spotkanym człowiekiem, zagadywałam, słuchałam, obserwowałam i starałam się zgadnąć czego im potrzeba. Ale bez nachalności.

Zaczęłam od rodziny. Było łatwo, wystarczyło ogłosić tydzień dobroci i wszystko szło jak po maśle. Zadawałam pytania typu: na co masz ochotę, co byś zjadł, co kupić, a potem wszystko spełnić z uśmiechem. Dobrze, że nie kazano mi iść po coś do piwnicy, bo miałabym problem. Ale od czego są sąsiedzi, tacy nieustraszeni ;)

Do pracy wychodziłam pół godziny wcześniej, gdyby ktoś potrzebował pomocy.Ale pomocy nie potrzebował. Nikt się przede mną nie wpychał do kolejki w sklepie, nie narzucał się w autobusie.

W pracy drukowałam dwa razy to samo, bo ktoś coś zapodział, ale nie udowadniałam swojej racji, robiłam to co ktoś chciał. Jedna pracownica przepraszała mnie, bo miała mi coś przesłać, ale tego nie zrobiła. Dałam jej więcej czasu, bo miała straszne poczucie winy. Nie chciałam jej jeszcze bardziej dołować.

Na poczcie, gdy poszłam po książkę, zobaczyłam zmęczoną panią, która marzyła o pójściu do domu. Więc się nie odzywałam, żeby szybciej mnie obsłużyła. A miałam ochotę obsmarować listonosza, że nie chciało mu się przynieść koperty do domu. Nie umiałam przyśpieszyć czasu, ale jej nie budziłam.

Oczywiście spotkałam kilka osób, które opowiadały mi o swoich chorobach, ale to norma. Dowiedziałam się, że na RZS przepisują środki przeciwbólowe, a nie lekarstwa. Zresztą nie znam się. Powstrzymałam się z powiedzeniem, żeby poluzowali w życiu, bo stawy to sztywne przekonania. Tej pani przydałoby się mniej kontrolowania innych, złamanie kilku zasad, chociaż raz na jakiś czas i stawy „puszczą”. Ale nic nie powiedziałam, bo ona nie oczekiwała rady. Pozwoliłam się po prostu wygadać. Rozmowy z obcymi są fajne i oczyszczające, bo nigdy więcej się nie spotkamy.

Naprawdę szczerze się interesuję sprawami innych. Wiedzą to doskonale moje koleżanki, które zawsze dzwonią w swoich bardzo ważnych sprawach. Tu się nic nie zmieniło, wysłuchałam i przyznałam im rację, jak zwykle.

Dzisiejszy śnieg wyglądał w słońcu brudno przy asfalcie

Dwóm osobom nie mogłam dać tego czego chcieli.

Pierwszą był pan, który chciał mi sprzedać prenumeratę jakiegoś pisma. Zwykle mówię, że dziękuję, miłego dnia, do widzenia. Tym razem nie mogłam. Powiedziałam, że miło mi, że dzwoni, doceniam jego troskę, ale muszę się jeszcze zastanowić i decyzji teraz nie podejmę. Nie mogłam nic więcej zrobić, nie krzywdząc siebie. Za tydzień będzie próbował zadzwonić, ale stało się coś dziwnego. Zepsuł mi się telefon stacjonarny. Mam go ze względu na faks, ale nie mogę teraz go odbierać, bo coś się stało ze słuchawką. Wymieniłam baterie i nic.

Facet się do mnie nie dodzwoni.

Drugą osobą,była pani, która przychodzi co tydzień i donosi na innych. Obmawia ich, mówi nieprawdę. Kiedyś próbowałam zweryfikować jej gadanie, ale okazało się, że ona taka jest, wszystkimi pomiata, skłóca. Nie chciałam jej przyznać racji, ani jej osądzać (przynajmniej wtedy). To tak jakbym chciała płynąć pod prąd. Ja po prostu się nie odzywałam, pozwalałam jej wyrzucić z siebie wszystko co ją boli. Ktoś przyszedł i mnie uratował, a pani wyszła.

Spotkałam dzisiaj przy śmietniku parę biednych ludzi. Przywitałam się z nimi i powiedziałam, że mam dla nich używany czajnik. Jestem nieekologiczna, bo nie wyrzucam elektrośmieci tylko je daję innym. Oddałam im sprawny czajnik, a oni byli bardzo zadowoleni. Dzięki mnie mieli dobry dzień, bo poczuli się ważni :) Uśmiechali się jak odchodziłam. To było moje ostatnie w tym tygodniu doświadczenie.

Myślałam, że to lot z Londynu do Bangkoku, a to lot z Frankfurtu  do Bangkoku.

Jakie płyną wnioski z tego doświadczenia? Nie można zadowolić wszystkich. Są osoby nadające na innych falach niż my, ale nieraz musimy się z nimi kontaktować.

Nie jestem złotą rybką i nie mogę każdego chwalić i spełniać jego chcenia. Choć na forum huny miałam nick Goldfish:))) To było dawno temu.

Zamiast bałwanka znalazłam chleb, którego ptaki nawet nie chcą.

Zachęta jest siłą budującą, a krytyka niszczącą. Jeśli nie możesz nic dobrego powiedzieć, to nie kłóć się, nie udowadniaj swojej racji, po prostu odejdź. Nie biorąc udziału w pyskówkach, mamy lepsze życie.

To co powinno się zdarzyć, zdarza się w swoim czasie.

 

 


Archiwum
bajka107@gazeta.pl