Życie to wszystko co mam :
sobota, 27 lutego 2016

Czy człowiek dziecinnieje gdy bawi się z dzieckiem? Być może, ale nastrój mam wyśmienity. Jakbym wygrała największą nagrodę świata. Ciekawe co to mogłoby być.

Ze znalezionych skarpetek bez pary uszyłam nowe sukienni dla lalek. Palce pokłute szpilkami, ale nic to :) Lalki najpierw się wykąpały, wyschły, a potem przebrały. Tylko Ken nic nie dostał, bo wyglądałby głupio. Robi za tło. I związał się z Teresą, Barbie porzucona, ale nie smutna.

Kolorowanki uspokajają i można pogadać.

Dowiedziałam się o dzisiejszym śnie dziecka. Oczywiście zażyczyła sobie snu, więc go miała i zapamiętała. Śniło jej się, że szła przez pustynię. Wszędzie dookoła było pełno piasku i nikogo wokół. A ona szła i szła. Ciekawe :)

A to miała być menażeria.

Ale nie wyszła. Udał się tylko ślimak, który powstał z pana listonosza. Kolejne 3 balony pękły przy robieniu kotka, kwiatka i pudla. Miałyśmy za krótkie balony. Kwiatki wyszły z 3 płatkami. Przy 4 pękały. Zamiast kwiatków były miecze i można walczyć, nic nie boli i nikt nie ginie. No i miałyśmy wianki na głowę. Dziwne, ale śmieszne. Czego to się nie robi, żeby się dobrze bawić.

Ferie się kończą.

 

 


Tagi: lala
23:32, bajka107 , Ciekawostki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2016

Tuż przed zaśnięciem powiedziałam na głos, że przyśni mi się coś i ja to zapamiętam.

Zasnęłam natychmiast.

 

We śnie byłam z jednym z moich obecnych klientów w jakiejś pustej wysokiej hali. Trzeba było obejść cały obiekt i sprawdzić czy kogoś tam nie ma. Oczywiście natrafiliśmy na jakąś kobietę, która jadła i nie chciała wyjść. Skończyła jeść, pozbierała swoje rzeczy i sobie poszła. Reszta pomieszczeń była pusta i można było zamknąć halę. Było już ciemno. Klient gdzieś się rozpłynął, a ja poszłam na przystanek tramwajowy. Było sporo ludzi. Przyjechała jedna 10, ale ja czekałam na inny tramwaj, na 14. Wszyscy wsiedli i zostałam sama w środku nocy na pustej ulicy. Potem przyjechał kolejny tramwaj, znowu 10 i znowu nie wsiadłam. Czekałam na swój tramwaj. I wtedy chyba kapnęłam się, że coś jest nie tak, bo ja zawsze wsiadam w to co przyjedzie pierwsze. W ten sposób skracam sobie podróż z punktu A do punktu B. Nie ma innego sposobu, bo czekając na wybrany środek lokomocji można czekać i czekać. Więc już wiedziałam, że to sen, bo moje właściwe zachowanie było zupełnie inne. Nie czekając na dalszy ciąg snu postanowiłam się obudzić. Po co stać w środku nocy w centrum miasta. Nie było dalszego ciągu.

 

Wieczorem przed snem dostałam mejla, że klient (ten który mi się śnił) otworzył nową spółkę, podał nazwę i przesłał umowę. Może otwiera nową, a zamyka starą. Więc sen został już wyjaśniony. Banalny.

Ale zaintrygowały mnie numery, które się pojawiły.

Wg Wyroczni snów, "liczby pozwalają tak rozszyfrować życie, jak elektryczność umożliwia korzystanie ze światła."

Liczby ukazujące się we śnie trzeba sprowadzić do liczb od 0 do 22, bo tyle jest dróg życia i tyle wielkich arkanów w tarocie. Taki sen z jakimś numerem to sen – przepowiednia.

W moim śnie liczba 10 pojawiła się dwukrotnie i gdybym nie przerwała snu, na pewno byłyby kolejne. Ale ja nie wybrałam 10, tylko czekałam na 14. Dlaczego nie chciałam 10?

Skoro 10 jest taka nachalna to sprawdzę co oznacza.

10 – Ręka

Ręka wprawia w ruch koło (Koło Fortuny) i wydarzenia toczą się szybko. Możliwe przeprowadzki i pojawienie się niespodziewanej pomocy (wyciągnięta ręka). Wszystko co nastąpi wydaje się korzystne. Ale koło obraca się w obie strony. Nie przekraczaj miary.

10 mówi o nieumiarkowanej konsumpcji, albo o niesłychanym skąpstwie.

Koło fortuny to zmienność losu i pociągnie mnie na drogę ruchu. Nic nie pomoże rozumowanie. Liczba 10 zmusza do posuwania się naprzód lub do cofania się, w zależności od warunków i tego co się będzie działo w moim życiu.

Gdy siedzisz w dołku to podnieś się, bo masz potrzebną siłę, aby się podnieść i wyprostować oraz znaleźć rozwiązanie.

Kiedy życie zmienia się w galop, trzeba być gotowym na każdą ewentualność. Koło fortuny może zakręcić się w dowolną stronę, w zależności od woli niewidzialnej ręki.

Cokolwiek się wydarzy zachowaj równowagę. Wycisz swe niepokoje, przyjdzie natchnienie i podejmiesz właściwe decyzje. Czekają cię mocne sny. (jeszcze?)

Niebawem ktoś poda ci pomocną dłoń.

W pracy otrzymasz propozycję nie do odrzucenia. (zawsze są takie) W realu często moi klienci rozwijają swoje działalności informując mnie po fakcie i zakładają, że się tym zajmę. A ja rzeczywiście to biorę, ale stawiam swoje warunki i ceny.

To los wyciąga do mnie rękę i obraca koło we właściwym kierunku. Zaczyna się okres odblokowywania. Splątane sytuacje znajdą swoje rozwiązanie. Trzymaj rękę na kole.

10 – obfitość i odblokowane zasoby, a także zagranica (to raczej mało prawdopodobne)

Zaczerpnij tchu, zbierz fizyczne i psychiczne siły to jaśniej zobaczysz swą sytuację.

Należy opróżnić czarę, aby ją następnie napełnić po brzegi. Wszystko może się wydarzyć, nawet to co wydaje się nieprawdopodobne. Przepowiednia żąda, abyś dobrze wyrażał słowami swe życzenia, a wtedy ze zdziwieniem zobaczysz, że zostaną spełnione.

Wystrzegaj się wszelkiego przekraczania miary. Los zmusi cię do zakończenia pewnych przyjaźni i będzie to dla ciebie wstrząs. Poproś o pomoc i ktoś poda ci życzliwą dłoń.

 

Sny z podróżowaniem, ze stojącymi pociągami mam już od jakiegoś czasu. Uprzedzają mnie o zmianach. A ja czegoś się obawiam, nie chcę wsiąść do tego tramwaju, bo wtedy nie będzie już odwrotu, wszystko się zmieni. Odwlekam moment położenia ręki na kole fortuny. W realu nie mam takich obaw, ale podświadomość jeszcze tego nie przetrawiła i mnie hamuje.

Sprawdziłam też drogę 14 – Anioł, ale tylko trochę do mnie pasuje dzisiaj. Nie pracuję w mediach, nie siedzę na 2 stołkach, nie czuję gniewu, ale będę studiowała religioznawstwo i czuję opiekę Anioła. A więc pa, pa, pa.


Czyli we śnie czekałam na coś niewłaściwego dla mnie (14), a przepuszczałam idealne dla mnie okazje (10).

To wszystko przeczytałam w książce. Potem musiałam coś załatwić i poszłam na przystanek. Niebo zachmurzone, z daleka widać nadjeżdżający tramwaj. Zastanawiałam się nad tym przekazem, co ten sen chciał mi powiedzieć i gdy go zrozumiałam, to wyszło słońce zza chmur. Ale było dziwne, bo świeciło tylko na mnie, a ok. 6 m w bok już nie. Taki trójkąt. Pomyślałam, że tak wygląda oświecenie. Niebo się rozchyliło, po to, żeby zobaczyć tego kto już wie. A potem niebo zasnuło się chmurami.

Dziwne uczucie. Bardzo fizyczne i namacalne, a nie metafizyczne.

 

 


22:33, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2016

Gra w klasy jest bardzo męcząca ;) Ale cudna pogoda wszystko wynagradza.

Dzieci są twórcze w każdych warunkach i wszędzie. Nauka podczas zabawy wchodzi  do głowy szybciej.

 

 


Dziecko spędza ferie w domu. Co można robić?

Wiele rzeczy. A najlepiej zdziecinnieć i towarzyszyć w zabawie. Można wytresować lalki i dowiedzieć się w co dziecko wierzy. A wierzy, że lalki potrafią mówić. Dziecko widziało też ducha grubej kobiety w domu w biały dzień, oczywiście kątem oka. Nikt się z tego nie śmieje, bo inni też to widzą. A w tle tabliczka mnożenia. Muszą sobie przypomnieć jakieś sztuczki do szybkiego zapamiętania wyników. Jakie to dzieci mają problemy ;)

Kolorowanki zawsze w modzie. A to efekt 2 godzin mazania.

A na jutro są naszykowane balony, o których zapomnieliśmy w sylwestra. Bo chyba nie było pompki. Balony dostały osobowość, każdy ma namalowaną buzię i ma swoje imię, nazwisko i zawód. Niestety Mieczysław zdechł i nie ma go w zestawie. Zostało ich 11.

Jeśli do jutra nie schudną to powstaną z nich zwierzątka. Tylko jak je zrobić. :)

 

 


sobota, 20 lutego 2016

Położyłam się przed północą. Nie chciało mi się spać, więc wzięłam książkę z półki, pierwszą lepszą. Była to Wyrocznia snów, o której kiedyś tu pisałam. A co tam, poczytam jeszcze raz.

Szukałam w niej recepty, jak sprowokować sen i jak go zapamiętać.

Autorka, Ginette Blais napisała, że nie ma nic bardziej zajmującego, uzdrawiającego i przywracającego równowagę niż sen. Sny posiadają wiele kluczy, które otwierają drzwi przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Są doskonałą maszyną do odbywania podróży w czasie. Marzenia senne zawierają przeczucie przyszłości. Dzięki snom możemy uzyskać natychmiastowe wyjaśnienie prawdy bez pomocy rozumowania. Sen wydobywa to wszystko co dzieje się w sercu człowieka.

Zapamiętywania snu nie da się zaprogramować. Trzeba stale ćwiczyć, starać się przypominać sny, aż umysł się tego nauczy.

Każdy sen, nawet jeśli nie jest ostrzegawczy, ma nam coś do przekazania. Nic nie jest dziełem przypadku, wszystko ma jakiś sens.

Zasnęłam.

Znalazłam się w Ameryce. Z kilkoma osobami jechaliśmy odkrytym samochodem przez bezdroża. Zmierzaliśmy ze wschodu na zachód, do Kalifornii. Właśnie opuściliśmy NY.

Było słonecznie. Jechaliśmy z wiatrem we włosach i podziwiając nieziemskie widoki. Żaden aparat nie jest w stanie uchwycić gry świateł, kolorów, drgania powietrza, wirującego kurzu. Tylko w Ameryce są takie góry, Wielki Kanion rzeki Kolorado, bezkresne przestrzenie. Zatrzymywaliśmy się co jakiś czas, żeby podziwiać monumentalne dzieła natury. Ale nie spotkaliśmy żadnych turystów. Samochód był ogromny, wygodny, prawdziwy amerykański krążownik. Ale nie mogę sobie przypomnieć koloru (chyba nie różowy cadillac ;))

Czy można w jeden dzień przejechać tysiące kilometrów? Można, we śnie ;)

Gdy wstaliśmy rano to okazało się, że jesteśmy w San Francisco. Kto oglądał serial Ulice San Francisco to nigdy się nie pomyli. Ulice są tam bardzo pochyłe.

Gdy spojrzałam w dół ulicy to zobaczyłam niewiarygodne chmury. Wyjęłam smartfon, żeby to uwiecznić. I one zniknęły. Nie było co fotografować. Widoki równie ciekawe, bo ulice pięły się stromo w dół, albo w górę. Od samego patrzenia bolała głowa. Poczułam żal za tą chwilą. Wszystko ulatuje i jest przeszłością, w każdej sekundzie naszego życia. Przełykam ślinę i to jest już przeszłość. I się obudziłam.

Była godzina 7:25.

O jaką tu podróż chodzi. Może powinnam coś napisać na blogu, bo przecież nazwałam go Podróż do Źródła. Chodzi mi o podróż przez życie, które mamy tylko jedno, a nie o rzeczywiste przemieszczanie się. Podróżuję mało, a niektórzy trafiają tu przez pomyłkę ;) Taka podróż przez Amerykę trwa długo i nie zdecydowałabym się na nią. Nie mam nawet paszportu.

Dziwne, że akurat przyśniły mi się Stany, bo jest to ostatni kraj, który chciałabym odwiedzić. Dobrze, że nie trafiłam do Las Vegas, bo moja stopa tam nigdy nie stanie.

Sens snu wyjaśnił się po południu, gdy zajrzałam do skrzynki na listy. Wiadomo, że dzisiaj listonosz nie chodzi, ale wczoraj nie sprawdzałam poczty. Oprócz ulotek była tam koperta z UK, czyli wiadomości z zagranicy. :)

Wszystko co czytałam przed snem znalazło swoje odzwierciedlenie. Sen nakazywał mi sprawdzić skrzynkę na listy, bo tam czekała ważna wiadomość. Porozumiewamy się mejlowo, a rachunki też przychodzą pocztą elektroniczną.

Skoro symbole i obrazy ze snu mają wartość liczbową, więc sprawdziłam wartość nazwy miasta, które odwiedziłam.

San Francisco=432=9 (alfabet magiczny)

Przekaz liczby 9 to Niosący światło.

"Nie trzymaj się kurczowo przeszłości, nie zadawaj się z ludźmi, którzy cię nie szanują. Oderwij się (podróż), jeśli nie wyrwiesz chwastów z twego ogrodu zrobi to za ciebie los. Świat doskonały nie istnieje, nie szukaj ideału. Rozpoczynasz poszukiwania, żeby odkryć prawdę, zdobywaj wiedzę (zapisałam się na kurs religioznawstwa). Będzie to ważny sukces, osiągniesz szczyty (wielki kanion, strome ulice SF) jeśli wszystko przemyślisz. Musisz nadać sens swemu życiu. Ujrzysz rzeczy w nowym świetle. Pozwól sobie na zmiany.

Wkrótce światło zajaśnieje w tobie i znajdziesz swoją drogę. (kolejny sen o podróżowaniu)

Coś ważnego wydarzy się za 9 tygodni. Zaufaj wewnętrznemu światłu. Mierz wysoko. (nie widziałam NY, ale w SF też były szczyty).

Liczba 9 sugeruje, że jesteś przepracowany (to wiem bez snu).

Twoi najlepsi sprzymierzeńcy to: ludzie w ogóle, tłumy ludzi. (i tak jest, to też wiem)."

I to wszystko jest w tym śnie, każdy zapamiętany szczegół, nawet to światło, które szybko znika zanim zdąży się je uchwycić na fotce.

 

Bez trudu zapamiętałam sen, ze szczegółami i emocjami. Trochę wysiłku i mózg pracuje. :)

 

 


Tagi: światło
20:02, bajka107 , Sny
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 lutego 2016

Każdy wie, że w lotto jest teraz kumulacja, bo ta informacja bije po oczach wszędzie.

Ja nie gram. Kiedyś grałam jak brakowało mi pieniędzy na rachunki. Ale to było sporadycznie. Dawno temu mój dziadek trafił główną wygraną w lokalnej grze Karolinka. Miał 3 córki i syna, każdemu coś dał, ale wyszło mało. Mógł sobie zostawić i spełnić swoje marzenie.

Chyba od tego czasu gra mój ojciec. Kiedyś często wygrywał trójki i był to jakiś zwrot kosztów. Teraz powtarza, że dzięki niemu powstają obiekty sportowe (jak w reklamie tv), nic nie trafia.

Te reklamy przypomniały mi traumę z dzieciństwa. Mieszkaliśmy w starym obskurnym ciemnym domu, tuż po przyjeździe ze Śląska. Straszne mam z niego wspomnienia. Ale nie o tym.

Otóż pamiętam jak ojciec obudził mnie i siostrę w środku (dla nas) nocy i kazał podać numery od 1 do iluś tam. Moja siostra szybko podała i zasnęła. Bo ona zawsze robi co jej każą, nie buntowała się nigdy. Ale nie ja. Ja byłam podła i nie chciałam podać żadnej liczby. A ojciec naciskał, klepnął mnie, żebym nie zasnęła, mama też kazała mi podać, wszyscy czegoś ode mnie chcieli, a ja chciałam spać. Siedziałam na łóżku i płakałam. Nie pamiętam czy podałam te liczby. Wtedy trzeba było samemu wytypować liczby, wypełnić kupon w 3 częściach, zanieść do kolektury, nakleić banderolę i zabrać 1 odcinek. A potem czekać na losowanie. Pomyślałam, że teraz jest lepiej, bo można zdać się na maszynę i nie budzić dzieci w środku nocy.

Skoro sobie przypomniałam takie zdarzenie to chyba mam z tym problem. Zaczęłam wybaczać ojcu, że mnie tak traktował, naprawdę bezwarunkowo mu wybaczałam w myślach, że nie czuję żalu, że go rozumiem, może myślał, że dzieci mają szczęśliwą rękę itd. Potem spojrzałam na tamto zdarzenie z boku jako osoba obca. I zobaczyłam zapłakane dziecko siedzące na łóżku, które nie słucha rodziców. Jest krnąbrne. Więc wybaczałam sobie, że byłam tak podła, że nie chciałam podać kilku liczb, przecież mogłam, byłam złośliwa i też sobie to wybaczałam, bo byłam dzieckiem. W ten sposób kształtował się mój charakter. Jak mnie ktoś do czegoś zmusza to w końcu to zrobię, ale nie ma efektu. Jak nie czuję to nie robię, czyli jestem leniwa. I już, tak mam, taka jestem.

Poświęciłam na to wybaczanie kilka minut w ciągu 2 dni. Aż mnie ta sytuacja zaczęła śmieszyć. Takie mało ważne zdarzenie, a ja to dokładnie pamiętam. Ojciec żyje, ale nie mogłabym mu tego powiedzieć w twarz. Zagrałam moją podświadomością na podświadomość ojca. Czy zadziałało?

W sobotę robiłam zakupy w markecie i weszłam do punktu z gazetami. (Jestem wdzięczna ludziom, którzy pracują w soboty i niedziele.) Zwykle zakupy robię w środy, bo są promocje i mało ludzi, ale klawiatura działa na baterie, których mi zabrakło. Nie mogłam czekać do poniedziałku. Pomyślałam, że zagram, wygram 2 mln i dam ojcu, niech ma. Może przeze mnie jeszcze nie trafiła mu się główna wygrana. Poprosiłam o Dużego Lotka za 3 zł, dałam 5 zł i dostałam kupon z 2 zł. Wzięłam do lewej ręki, wrzuciłam luzem do torebki, bo w prawej miałam torbę z zakupami. Nawet nie spojrzałam na kupon, jakie to numery wytypował mi lottomat.

W niedzielę sprawdziłam w necie czy wygrałam. Kumulacja urosła. Więc nie wygrałam. Ale tak na wszelki wypadek sprawdziłam wylosowane liczby. Okazało się, że nie ma Dużego Lotka tylko jest lotto. Niespodzianka. Trafiłam 4. Nawet nie wiedziałam w co zagrałam ;)

Nic wielkiego, bo jeszcze 3585 osób tak typowało ;)

Dostałam 10 tysięcy razy mniej niż zakładałam ;) Końcówkę przepuściłam na kolejne kupony ;)

Samochodu nie kupię, ojcu nie dam. Zresztą po co mam na siebie brać jego karmę. Zapomniałam o tym. Od snu z pieskiem myślałam o samochodzie, ale ja lubię być wożona.To na co mi te 2 mln?

Miły dzień w święto tandety.

Czy moje winy zostały odpuszczone?

Była jedna kumulacja i jest kolejna. Do skutku :)

 

 


Tagi: lotto
22:12, bajka107 , Praktyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 lutego 2016

Sen wydarzył się między 5;30 a 8;30.

Siedziałam w samochodzie. Nie wiem w jakim, bo we śnie nie widziałam do czego wsiadam. Moje sny tak mają.

Kierowcą był jakiś mężczyzna, obok niego siedziała jego partnerka, za kierowcą siedziałam ja, a obok mnie mój partner. W środku było dużo miejsca, było wygodnie. Była piękna pogoda, a my pędziliśmy przez świat. Nie widziałam niczego poza autem, ale było słonecznie. Jechał z nami jeszcze pies, główny aktor tego snu.

W pewnej chwili ta dziewczyna zaczęła się krzywić, trzymała psa w górze. Mój facet też zaczął się krzywić. Pomyślałam, że piesek puścił bąka. Często smród jest straszny, w zależności co pies je. Ale ja nic nie poczułam i kierowca też nie. Zrobił się dziwny podział. Zwykle jest tak, że podział jest poziomy, czyli kierowca i "pilot" są razem, a z tyłu siedzą dzieci, albo z przodu siedzi małżeństwo, a z tyłu znajomi. A w naszym samochodzie podział był pionowy, czyli kierowca i ja tworzyliśmy zespół, który bawił się świetnie jazdą przez świat, a jego partnerka i mój partner narzekali, byli niespokojni, coś im dolegało i chcieli koniecznie, żebyśmy my też się źle poczuli. Mimo wysiłków nic nie czułam.

Dziewczyna z przodu ciągle trzymała psa w rękach, jak rzecz. Gdy się wychyliłam to zobaczyłam, że pies zrobił kupę na kartkę papieru za siedzeniem tej dziewczyny. Mały pies, mała kupa. Zwykła rzecz, ale ciągle nie śmierdziało. Zdziwiłam się, że właścicielka psa nie chciała, żebyśmy się zatrzymali. Bo przecież wiadomo kiedy pies chce się załatwić. Chyba specjalnie tak zrobiła, żeby uprzykrzyć nam podróż. Tylko, że nas to zupełnie nie obchodziło. Gdy ktoś się za bardzo stara, to nic mu nie wychodzi.

A my dalej jechaliśmy przez słoneczny świat, nie zważając na przeszkody, w dobrym humorze, którego nic nie zmąciło. Choć współpasażerowie bardzo się starali uprzykrzyć nam życie. Nie mam pojęcia kto był kierowcą, ani jak wyglądał, ale łączyło nas pokrewieństwo dusz. Bez podtekstów. Byliśmy ponad to.

Gdy zmierzamy się do swego celu, własną drogą, przez swoje drzwi, to nic nie jest w stanie nas zatrzymać. (Transerfing)

Podróż przez życie jest miła, z dobrym kierowcą, po równej drodze, świetnym i wygodnym samochodem.

Nareszcie jakiś ruchomy sen. Coś ruszyło i pędzi naprzód. Lepszy samochód niż pociąg ;) bo wygodniej się podróżuje.

Taki sen napawa optymizmem. Potrzebuję go, bo jestem zawalona fakturami. ;)

 

 


12:00, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 lutego 2016

Obudziłam się o 6 rano. Słońce jeszcze nie wzeszło, szaro i buro. Zasnęłam na chwilę.


Przyjechałam skądś pociągiem. Nie miałam bagażu. Przepchnęłam się do wyjścia i poszłam chyba do domu. W połowie drogi zorientowałam się, że nie mam bluzy. A ja bluz nie noszę, więc pomyślałam, że to co się dzieje to iluzja. Wróciłam do pociągu. Był już pusty. Szybko znalazłam bluzę, założyłam i wyszłam. Było ciemno. W drodze do domu trafiłam na jakąś salę gimnastyczną. Była pusta, ale oświetlona, bo miały się zacząć jakieś zajęcia. W tym świetle zorientowałam się, że nie mam torebki – takiej małej na długim pasku. A ja torebki mam wszystkie do ręki i duże (minimum na teczki A4). Więc po raz drugi pomyślałam, że to chyba sen, a nie rzeczywistość. W torebce miałam wszystkie dokumenty i klucze. Nie miałam jak się dostać do domu. Zastanawiałam się nad powrotem do pociągu. Ale mi się nie chciało, bo był już daleko. Przeszłam chyba z pół miasta. Gdy usiadłam i myślałam czy wrócić po torebkę, to pomyślałam, że może ktoś mi ją ukradł i bez sensu iść do pociągu. A nawet jak zostawiłam w pociągu, to na pewno ktoś ją zabrał. Mało się tym przejęłam. Postanowiłam siedzieć i nic nie robić, bo to na pewno jest sen. I się obudziłam, o 8. Było widno.

 

Sen o pociągu miałam już 20.12.2012 roku, ale zupełnie inny. Chociaż?!

Wtedy wsiadłam do pociągu, który nie ruszył, ruszyły inne wagony, a ja zostałam. Dzisiaj też mi się śnił stojący pociąg. Nie sądzę, że to pociąg był ważny. Tu chodziło chyba o te zguby i żeby mnie zawrócić z drogi. Raz zeszłam z drogi do domu, bo musiałam wrócić po ubranie (jakby to było ważne). A drugi raz miałam wrócić po torebkę z ważnymi rzeczami. No i w tym śnie czasem byłam obserwatorem, który zdaje sobie sprawę, że śni.

 

W prawdziwym życiu z końcem lutego tracę 2 klientów, bo likwidują działalność. Będzie mniej pracy, mniej kasy i więcej wolnego czasu. A może jedni robią miejsce dla innych. Nic nie trwa wiecznie. Na wiele rzeczy nie mam wpływu.

 

Dawno nie jechałam pociągiem. :)

 

 


22:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2016

Jutro w 2 nów roku - 8 lutego 2016 roku rozpoczyna się Rok Małpy w żywiole Ognia i będzie trwał do 27 stycznia 2017 r.


Małpa jest 9 znakiem chińskiego zodiaku. A rok 2016=9, więc wielu ludzi zakończy swój byt na ziemi. Dziewiąty rok to zamknięcie etapu, albo całego życia, ale wtedy gdy znalazłeś spełnienie, wykonałeś plan na życie. Miej ciągle jakieś plany i zadania :)

Małpa jest inteligentna i dowcipna, niegrzeczna i przebiegła, czujna i sprytna, zabawna i pogodna. Ale też arogancka i niecierpliwa. Dodać do tego ogień i mamy mieszankę wybuchową. Wszystko będzie się szybko zmieniać. Ruszą kariery i biznesy, z tym, że jedni zyskają fortuny, a inni stracą dorobek swojego życia i jeszcze zadłużą wnuki. Unikaj hazardu, kto chciwy straci wszystko, zbankrutuje. Małpa nie pokazuje bogactwa, a jest silna i potężna. Ludzie będą w tym roku aktywni, przebojowi i pomysłowi. Dlatego dużo bedzie wynalazków. Ludzie będą cenić dobre jedzenie, nowe ubrania i bogate rozrywki.

Dzieci urodzone w tym roku będą mądre.

Ponieważ struktury urosły i już nie pracują efektywnie, zostaną obalone. Władza oderwała się od rzeczywistości i musi upaść. Czas na wstrząs. Rewolucji nie będzie, tylko przeszkody zostaną usunięte. Ogień to też impulsywność, a więc wielu będzie zmierzało do konfliktów. Małpa jest mistrzynią kompromisu i ustępstw, więc antagoniści się szybko dogadają. Wskazany spokój.

Ogień to też siła twórcza, pasja, radość i kreatywność, a także optymizm. Ludzie będą podróżować, a więc będzie więcej wypadków drogowych, duża śmiertelność. Będą katastrofy nuklearne i śmierć z powietrza przez drony. Możliwe są trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, pożary, a także pandemie. Trzeba uważać na zdrowie dzieci.

Pod znakiem Małpy urodziło się wielu wynalazców, artystów i kreatywnych geniuszy. Pojawią się ludzie, którzy umieją rozwiązywać problemy, a od ich etyki będą zależały rezultaty.

To będzie ciekawy rok dla przywódców.

Dla Putina rok Małpy jest bardzo korzystny. Putin jest Smokiem w żywiole Wody. A woda gasi ogień. Od niego będzie zależał pokój na świecie. Potrafi i może wiele. Będzie najsilniejszym graczem.

Reszta odchodzi. Obama jest Wołem w żywiole Metalu. Metal topi się w ogniu, ale też w ogniu wykuwa się miecze. Odejdzie, bo kończy mu się kadencja. Nie trzeba być jasnowidzem ;) Niczego dobrego po sobie nie zostawi. Będzie znany z pustych obietnic i zapowiedzi. Mógł zamknąć Guantanamo, a rozpętał najwięcej konfliktów na świecie. Nikt po nim płakać nie będzie.

Pani Merkel jest Koniem w żywiole Drzewa. Drzewo płonie w ogniu. Ona zniknie ze sceny. Każdy kto nie dba o swoich ludzi w roku Ognistej Małpy straci szacunek i reputację. Będą się liczyć zwykli ludzie. Ona straciła kontakt z partyjnymi dołami, jest oderwana od rzeczywistości, pogubiła się. Odejdzie, ale nie sama.

2016 rok to wybory w USA. Nie wiadomo jeszcze kto będzie rywalizował, ale mamy na razie Donalda Trumpa – ognistego Psa, i Hillary Clinton – ognistą Świnię. Oboje są w żywiole roku, więc będą się pojawiać ciekawe zdarzenia i nagłe zwroty akcji. Będą wychodzić na jaw tajemnice, jedynym ratunkiem jest milczenie i ignorancja (Shizaru). Jest jeszcze Bernie Sanders – metalowy Wąż.

David Bowie umarł w 9 roku numerologicznym, a był ognistym Psem jak Trump i Trójką jak Clinton. Ciekawe.

Przysłowie mówi, że historia lubi się powtarzać. Nie lubi tylko musi. Każdy rok powtarza się co 60 lat, bo jest 12 znaków zodiaku (chińskiego) i 5 żywiołów. Dlatego rok 2016 będzie podobny do roku 1956 i 1896.

W 2016 roku zginie dużo ludzi. Jak co roku.

W 1956 roku wydarzyły się 2 śluby znanych osób, które śledził cały świat. Były to szokujące na tamte czasy śluby. Aktorka poślubiła księcia, a symbol seksu pisarza. To samo było w 1896 roku, bo wtedy Joseph Conrad (Korzeniowski) poślubił Jessie George, a wszyscy wiedzieli, że lubił męskie towarzystwo.


Ciekawe jakie w tym roku będą śluby, a może huczne rozwody.

W 1956 umarł Bierut (moja mama płakała), zalegalizowano aborcję, była dwa razy amnestia. Było sporo wypadków morskich (zatonęła Andrea Doria) i lotniczych (zderzenia samolotów w powietrzu). W katastrofach w kopalniach zginęło wielu górników, w Polsce 74, a w Belgii 262. Możliwa powtórka.

Była masakra w czerwcu w Poznaniu, stłumione w listopadzie powstanie węgierskie i śmierć 80 osób w Tbilisi na antyradzieckiej manifestacji.

W 1896 zginęło 110 górników w Katowicach oraz 27 tys. ludzi w trzęsieniu ziemi na Honsiu.

Był kryzys w Kanale Sueskim i bombardowanie Egiptu. Rozpoczęła się też gorączka złota w Klondike i zabito szacha. Czy w tym roku zginie ktoś ze szczytów władzy?

W 1896 odbyła się pierwsza udana operacja serca, pojawiły się tramwaje i nawiązano łączność radiową. Wydano też pierwszy numer pisma, od którego zaczynam dzień Daily Mail . Czytam, bo widzę, że nasza prasa czerpie garściami właśnie stamtąd.

Czy rządzący zrobią wszystko, żeby wyciągnąć ludzi na ulice? Radzę zrobić testament, bo można już nie wrócić do domu. Ciekawe, że na takich manifestacjach pewne twarze się powtarzają, czyżby to byli zawodowi, sowicie opłacani "buntownicy".

 

Z tym rokiem kojarzą mi się 3 Mądre Małpki. Znane w Japonii, Chinach i Indiach. Tłumaczy się nie widzę zła, nie słyszę zła, nie mówię zła.

Nie wiemy czego małpka nie chce widzieć, ani słyszeć, ale przecież na piękno się nie zamykamy.

 

Nie jest to symbol rodzin mafijnych ani sekt czy tajnych stowarzyszeń, w których panuje zmowa milczenia. Tu nie chodzi o przymykanie oczu i przyzwolenie na przestępstwa, malwersacje, naginanie prawa.

To wskazówka dla ludzi jak mają postępować. To takie lekarstwo na raka. Może o tym mówił Obama ;)

Ten symbol wskazuje, żeby nie patrzeć na złe rzeczy, przemoc, wojny, katastrofy, straszne choroby, czyli wyłączyć tv kiedy bombardują tym potokiem plugastwa. Patrząc na takie rzeczy nasz mózg wszystko rejestruje, wchłaniamy to w siebie i to jest w nas, narasta. Aż musi się wydostać i pojawia się niezrozumiała przemoc, ludzie jak zombie mordują bliskich lub obcych. Bo muszą tę pleśń z siebie wyrzucić.

Druga małpka nie słyszy zła, plotek, pomówień, szykanowania, obrażania, kwękania, użalania się, hejtowania – odcina się. Nie docierają do niej negatywne energie, jest czysta.

Trzecia małpka nie mówi zła, nie "strzępi języka" jak nie ma nic do powiedzenia, nie rani innych, nie upokarza, nie poniża, nie wyciąga na światło sekretów innych, nie zabija słowem (jak kiedyś ja :() Pomyśl zanim coś powiesz.

Każdy chyba zna zachowania małpek. Tak zachowują się dzieci.

Gdy dziecko jest świadkiem wypadku to matka zasłania mu oczy, żeby nie nasiąknęło krwawym widokiem, bo nie będzie potem dobrze spało. Dziecko samo zasłania sobie oczy jak nie chce czegoś widzieć, bo wtedy to dla niego znika. Jak się dziecko o coś prosi, jak się krzyczy na nie, jak jest hałas, syreny, alarmy, to dziecko zasłania sobie uszy i tego nie ma. Tak siebie chroni, intuicyjnie. Gdy dziecko nie nasiąknie tym złem to nie powie złych rzeczy. Dziecko mówi tylko to co usłyszy. Gdy mój syn poszedł po przedszkola to po tygodniu powiedział do nas k..wa. Spytałam go co to oznacza, a on, że nie wie, ale tak mówią inne dzieci. Powiedziałam mu, żeby nie mówił czegoś czego nie rozumie i co nic nie znaczy. W domu już tak nie mówił, gdy był dzieckiem ;)

Do XVII wieku była jeszcze 4 małpka Shizaru, która nic nie robiła. Była największa i symbolizowała niezgodę na czynienie zła, była obojętna. A dlaczego jej nie ma w popularnych zestawach figurek? Bo obojętność zabija. Na YT są filmiki z eksperymentów. Stawia się 3 naczynia z jakimś nasionkiem, do jednego mówi się dobrze rzeczy, do drugiego mówi się plugastwa a trzecie się ignoruje. Pierwsza roślinka rośnie dobrze, druga rośnie, ale jest rachityczna i pokręcona, a trzecie nasionko gnije, pleśnieje i nigdy nie wyda roślinki. Dlatego ludzi się polaryzuje, skupia się ich uwagę na jednym albo drugim, bo to daje energię. Najgorsi dla władz są ludzie, którzy są obojętni, nie angażują się w gry wojenne. Bo oni szanują swoją energię i nie szastają ją na prawo i lewo. A bez energii się umiera. Gdy ktoś cię będzie namawiał do przestępstwa, do czegoś czego nie chcesz, to bądź jak Shizaru – chroń siebie, uruchom intuicję i rozważ czy ci się to opłaci.

Pamiętajmy o tych małpkach, a ten rok będzie dla nas szczęśliwy, a my będziemy zdrowi. Dlatego nie czytam jak ludzie piszą o chorobach swoich lub dzieci, bo co mnie to obchodzi, ja na to nie choruję. Czasem okazuje się, że to oszustwo i granie na uczuciach, a chodzi o kasę. Ciągle ujawniane są przekręty oszustwo. Gdy czytałam o jakichś niepokojących symptomach to miałam każdą chorobę. Potem wyło mi się to "chore" i przestałam.

Bądźmy jak dzieci – szczęśliwe i radosne.

Korzystne kolory na ten rok to biały, niebieski i złoty. Nie mam pojęcia co to znaczy i jak się to przejawia. Jeszcze. Biały to też kolor żałoby na Dalekim Wschodzie. Czy projektanci to uwzględnią w swoich kolekcjach?

Szczęśliwym znakiem będzie zobaczenie małpy na żywo, więc idź do zoo lub do parku.

W pierwszy dzień nowego roku nie powinno się brać żadnych leków (jak ktoś nie musi np. suplementów), bo to sygnalizuje choroby przez cały rok. Nie należy jeść na śniadanie owsianki, bo to kojarzy się z biedą i to zły omen. Zjedz to co symbolizuje dla ciebie luksus, a to odbije się w twoim świecie. Nie powinno się też myć włosów i prać (to żywioł wody). Powinno się ten dzień rozpocząć hucznie od fajerwerków, żeby wystraszyć złe duchy.

Rok Małpy będzie zgodnie z tradycją trudny dla Małp i dla Tygrysów, ale żywioł jest istotny - kłóci się czy współgra z ogniem. A dla reszty czasem słońce czasem deszcz. Nie stresujmy się, bo wszystkiego nie da się przewidzieć.

Za rok nastanie czas ziemskiego Koguta.

 

 


piątek, 05 lutego 2016

Chińczycy już rozpoczęli święto wiosny, które potrwa dla niektórych prawie miesiąc.

Kończy się Rok-drewnianej-Kozy

Zanim napiszę coś o Nowym Chińskim Roku dobrze jest sprawdzić czy moje "przepowiednie" się sprawdziły. Jeśli nie, to po co się wysilać i bawić we wróżkę ;)

Drewniana Koza rozsadzała ziemię. Pojawiały się na całym świecie dziwne dziury i zapadliska. Do katastrof już jesteśmy przyzwyczajeni, a dziurom się nie dziwimy. Były nawet w Polsce, np. w Ostrowcu Wielkopolskim ta dziura-w-jezdni

Konflikty wyhamowały. Wojny nie było i miało jej nie być. Pan Jackowski ciągle ją przewiduje, a tu nic. Nie ma mocy sprawczej. Widocznie więcej można zarobić na strachu przed wojną niż na samej wojnie.

Rok Kozy to dla Chińczyków niedobry rok urodzenia, a w mojej rodzinie w listopadzie urodził się chłopczyk. Dostał 10 w skali Apgar. Sprawdzałam mu datę urodzenia i faktycznie przywódcą raczej nie będzie (i dobrze), a po rodzicach będzie spokojnym dzieckiem. Czy będzie miało szczęście to się okaże, będę obserwowała.

O Kosmosie dowiadywaliśmy się ciekawych rzeczy, a nawet Hillary Clinton obiecała ujawnić prawdę o ufo gdy zostanie prezydentem ;) Uaktywnili się zwłaszcza naukowcy i prawnicy. Naprędce tworzy się przepisy które państwo może korzystać z surowców pozyskanych z asteroid, kto może polecieć na Księżyc a kto nie.

Nawet Luksemburg chce zarobić, Korea Północna też Co-Kim-Dzon-Un-wystrzeli-w-kosmos Każde państwo ma własne satelity, wszyscy wszystkich szpiegują. Nawet prognozują, że spadające satelity i kosmiczne śmieci mogą wywołać wojne

Podbój Kosmosu dopiero się rozkręca i będziemy dowiadywać się jeszcze więcej.

O Putinie, Obamie i Merkel wszystko się sprawdziło. Merkel mogła zrobić coś dobrego, a zaprosiła hordy testosteronu. Ludzie zmienili swoje miejsce na ziemi. Można powiedzieć, że "usunęła się im ziemia spod nóg" i wyruszyli na podbój EU bez swoich kobiet. Myślała, że młodzi, zdrowi mężczyźni będą pracować, a oni chcą opieki, kasy i domów za darmo. Więc Angela, jako rasowy agitator, zmusiła podległe kraje do przejęcia tych leniwych ludzi i utrzymywania ich. Tylko po co?

Był to też rok kobiet, bo wiele kobiet dostało intratne stanowiska rządowe.

Nie było spektakularnych upadków (chyba, że coś pominęłam), bo Koza upada delikatnie na poduszki.

Okazało się, że system chiński jest precyzyjny i wiele mówi o przyszłości. Więc spokojnie mogę napisać o roku 2016 - Ognistej Małpki.

 

 


środa, 03 lutego 2016

Rano otworzyłam nowe opakowanie herbatki owocowej. Zawsze przekładam do słoiczka lub szklanego pojemnika. Tak też zrobiłam. Na dnie pudełka była kartka:

Przeczytałam i uśmiechnęłam się :))) Powiedziałam do siebie – do niej – dziękuję. Jakie jest prawdopodobieństwo, że właśnie Basia pakuje dla Basi ;) Do tej pory były kartki od Kasi, Zosi, Marysi ... i inne popularne imiona.

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego osoba dorosła mówi o sobie zdrobniale. To takie infantylne. Drażnią mnie osoby, które o sobie mówią Ola, Kasia, a są dojrzałe. Czy to jakiś kompleks wieku? Albo chcą uchodzić za fajne, takie kumpele. Tylko, że to odnosi odwrotny skutek. Pamiętam jak w liceum był nauczyciel, który pozwalał do siebie mówić po imieniu. Nikt go nie szanował. Natomiast srogiej anglistki wszyscy się bali, ale się uczyliśmy. W pracy jest podobnie. Z żadnym z klientów nie jestem na ty, choć jesteśmy po imieniu (z tymi, których znam długo 10-15 lat). Nie mogłabym pracować gdyby było inaczej. Nigdy nie pracowałam w korporacji (nudy), ale tam od razu przechodzi się na ty (wiem od znajomej). Czy ludzie szanują tą pracę, czy marzą, żeby się z niej wyrwać (jak zarobią co nieco). Klientom, nowym przedsiębiorcom też doradzam dystans. Kiedyś byłam świadkiem jak szef poprosił pracownika: Gosiu pozamiataj w holu ten piasek. A Gosia nie ruszyła się z miejsca, bo ta praca mogła poczekać. Gosia już nie pracuje. A szef nie spoufala się z pracownikami i ma porządek w pracy.

Wiadomo, dzielę włos na cztery. Bo przecież to marketing. Herbatki pakuje robot Paweł lub Piotrek, albo taśma. Kartki są wkładane do pudełek, żeby stworzyć wrażenie pracy ręcznej, bo przecież ty jesteś wyjątkowa i na zasługujesz na uwagę. Doceniam to :) Zawsze lepiej dostać pudełko zapakowane przez Basię niż przez pakowaczkę nr 23. Powiesiłam sobie te kartkę na tablicy i gdy tylko na nią spoglądam to się uśmiecham :)

Pierwsze wrażenie się liczy, czyli rozśmieszenie. Miałam dobry humor cały dzień. I nie tylko. Wszystko układało się jak fengh shui, wiatr i woda, flow. Wszystkie sprawy załatwiały się same, wszyscy byli pomocni i mili. Słoneczko świeciło prosto w oczy, ptaszki ćwierkały, minęła mnie tylko jedna karetka. Jest dobrze, tak jak ma być. Tak jakby świat mi się kłaniał i szukał co by tu jeszcze dla mnie zrobić. Może nieba mi nachylić :)

Naprawdę udany dzień.

A zaczęło się niewinnie :)

Jutro będę jadła tylko pączki i nic innego ;) Na szczęście ;)))

 

 


poniedziałek, 01 lutego 2016

W sobotę zjadłyśmy na obiad kluski śląskie i rolady. Jestem leniwa, więc o zmywaniu nie było mowy, niech czeka. Zamiast wyjść z domu, wolałyśmy położyć się na łóżku w sypialni. Zrobiłam tego dnia tylko 1141 kroków, ale leń zwyciężył. Ignorowałam "brak aktywności" – nie będzie mnie pouczać aplikacja ;)

Godzina 16, już ciemno, więc zapaliłyśmy małą lampkę, którą skierowałam na ścianę. Jak człowiek się nudzi to do głowy przychodzą głupie myśli. Zaczęłyśmy wierzgać nogami, zaczepiać się, a na ścianie cienie robiły zupełnie co innego. Potem doszły do tego ręce, a właściwie palce, które wyginałyśmy, żeby uzyskać jakieś zwierzątko. Na ścianie pojawiły się zające, łosie, łabędzie i ptaki. To cała nasza inwencja. Ale od czego jest internet. Niestety niewiele więcej zwierzątek można było pokazać tylko dłońmi.

Wtedy wpadłam na pomysł zrobienia figurek i zrobienia przedstawienia. W internecie znalazłyśmy różne proste postacie. Była to też okazja do nauki obsługi komputera. Po znalezieniu odpowiedniego rysunku wystarczyło zapisać go na pulpicie, potem wejść na pulpit kliknąć 2x ikonę obrazka, zaznaczyć ikonę drukuj, potem klikać na dalej, dalej, dalej, dalej, zakończ, zamknij. A potem przeciągnąć ikonę do kosza. Pokazałam raz, a potem dziecko zrobiło to samodzielnie. Przy okazji wydrukowała sobie 30 rysunków do kolorowania ze wszystkich znanych nam bajek.

Po wydrukowaniu trzeba było wyciąć postacie i znaleźć patyki. W domu miałam tylko długie rurki do napojów i patyki do chińszczyzny. Kredki były za krótkie.Wystarczyło przykleić obrazki taśmą klejącą i postać była gotowa.

Miałyśmy księżniczkę, rycerza na koniu, zamek, łosia i smoka. Niestety smok miał za cienką szyję i się podarł. Nie wystąpił w przedstawieniu. Łoś udawał zaczarowanego księcia. A potem jeszcze śmieszna historia, bo skład aktorów był dziwny. Łoś, który zmienił się w księcia był najlepszy.

Zabawa była doskonała. Pan leń rozpłynął się.

W ciągu dnia można te postacie wykorzystać w prawdziwym teatrzyku, ale to już nie to samo. Widać niedokładne wycinanki i nie ma nastroju. 

A na koniec dziecko musiało uwiecznić to co się zdarzyło i namalowało obrazek. Są tu i ptaki z dłoni i ludziki. Chyba widać co robiłyśmy? :)

Dobrze, że ktoś przed nami wymyślił ten teatrzyk. W każdym domu ten teatrzyk będzie inny, ma inne postaci i inne historie. Każdy jest wyjątkowy, zwłaszcza jak się zrobi wszystko samemu. 

 

 


Archiwum
bajka107@gazeta.pl