Życie to wszystko co mam :
piątek, 29 grudnia 2017

Miałam już w tym roku nic nie pisać na blogu, ale wczoraj obejrzałam film w tv – Noce w Rodanthe. Jak ktoś czytał książkę Nicolasa Sparksa to lepiej niech nie ogląda. Film niespecjalny, ale grał w nim aktor James Franco. Główne role grali Richard Gere i Diane Lane. Oboje piękni, ale zupełnie nieprzekonywujący. Widoczny brak chemii, że trudno uwierzyć w łączące ich uczucie. A James Franco w jakimkolwiek filmie się pojawia, to przykuwa uwagę. W grę wkłada całego siebie, nie tylko talent i serce. Ciekawe, że nie ma go w obsadzie i nie ma w napisach końcowych. Napisy to lista płac, czyżby nie wziął za ten film honorarium?

Ciągle trafiam na filmy z nim. Więc muszę się uwolnić ;)


James Franco jest utalentowany. To nic dziwnego, bo jest 11 z 39. Gra w 6 filmach rocznie, ale interesuje go też reżyserowanie i produkcja. Bycie aktorem jest nudne. Grasz jak ci każe reżyser, mówisz cudzymi słowami. Nikt się nie interesuje tym co masz do powiedzenia. A więc dobry aktor musi interesować się innymi działalnościami, niekoniecznie związanymi z branżą. James Franco studiował malarstwo w prywatnej szkole przez 10 lat i malował jak umiał, nawet murale. Wystawiał swoje prace w MoMA i Tate na wielu innych wystawach. Proszę zajrzeć na te linki, zwłaszcza na sztukę nowoczesną. Można być twórcą wszystkiego, ma się to podobać, albo nie, ma szokować, poruszać, a na pewno nie pozostać obojętnym.

Jego obrazy kupują znajomi, jak np. Sharon Stone, ale może je kupić każdy kogo stać.

Żeby zostać malarzem trzeba mieć pomysł, niekoniecznie talent. W luty będzie grany najnowszy film, który wyreżyserował i w którym zagrał – The Disaster Artist – o beztalenciu, ale z marzeniami. Był już film o śpiewaczce, która fałszowała, a na jej koncerty waliły tłumy. Zagrała ją Meryl Streep. Niczym mnie już nie zaskoczy, nie umiem ją podziwiać.

James Franco to człowiek, którego „nosi”. Ma wiele ukrytych i jawnych talentów. Może będzie Wielki :)

Gdy jesteś Britney Spears to za swoje „dzieło” możesz dostać 10 tys.$


Ale to podobno na szczytny cel, albo dla rozgłosu.

Jest wielu aktorów, celebrytów, którzy próbują malować, jak Jane Seymour , Anthony Hopkins , Adrien Brody i wielu innych top 20 celebrity painters .

Jedni malują od lat jak Joni Mitchell, która mówi, że najpierw jest malarką.

Wiele obrazów jest niepokojących i ciekawych dla psychologów.

Jim Carrey ciągle maluje. Jak nie ma propozycji aktorskich to ma zajęcie. Nie umie reżyserować i produkować.


Jim Carrey na swej stronie pokazuje wszystkie prace. Jego obrazy są niepojące, a on wydaje się niestabilny. Nie chciałabym mieć jego dzieła w domu.

Żeby sprzedać obraz trzeba mieć talent, albo sławne nazwisko.

Można też do malowania nakłonić małpę, słonia czy inne zwierzątko. Lepiej dac mu pędzel i farby niż zabić i zjeść.


Na pewno ktoś to kupi. Ludzie kolekcjonują wszystko, nawet włosy znanych ludzi.

W ubiegłym miesiącu była licytacja obrazu Salvator Mundi – Zbawiciel Świata.


Gdy go pierwszy raz zobaczyłam, to pomyślałam, że to podróba, albo karykatura. Chyba przez tą kryształową kulę zamiast jabłka. A jednak znawcy twierdzą, że autorem jest Leonardo da Vinci. Licytacja była dla ludzi z kasą i trwała 19 minut. Niektórzy nie wiedzą już na co wydawać. Za 450,3 miliony$ czyli 342 miliony £ można go było zabrać do domu, pałacu lub rezydencji. Nikt go już nie zobaczy i trafi do sejfu, jako lokata.

Ciekawe czy nabywca widział obraz z bliska. Bo w obrazach starych i oryginalnych jest jakaś magia. Dotykał go malarz i dał mu kawałek swojego życia, zwykle biednego.

Oryginały na żywo emanują jakąś energią, poświatą i może warto było. Ja bym raz na jakiś czas oglądała ten obraz na żywo, wyprowadzała go z sejfu na świeże powietrze.


Każdy człowiek powinien mieć jakąś odskocznię od swojej pracy. Nie każdy ma pracę, która go uszczęśliwia. Jeśli praca daje kasę, to za nią można realizować coś innego. Trzeba szukać w życiu równowagi. Nie słuchaj kołczów, że trzeba rzucać nielubianą robotę i realizować swoje cele. Jeśli jesteś głupi to zrobisz to. Ale po co. Jeszcze wpadniesz w depresję, jak niektóre osoby, które mają wszystko, tylko nie mają radości życia. Szukaj innych aktywności po zwykłej pracy, niekoniecznie musisz malować, możesz szydełkować ;) Ale rób coś diametralnie innego od zwykłej codzienności. Będziesz zdrowy.

Najbogatszym aktorem w tym roku został Mark Wahlberg, który zarabia miliony na burgerach. Ogłosił ostatnio, że zostanie reżyserem i stanie za kamerą, a nie przed. Uznawany jest za najbardziej przepłacaną gwiazdę, ale stać go na robienie czego chce. A zaczynał jako złodziejaszek.

Spróbuj i ty.



23:58, bajka107
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 grudnia 2017

Czy to odpowiedni temat na przedświąteczny czas? Gdy składamy sobie życzenia to najpierw życzymy komuś zdrowia. Potem całą resztę. Bo przecież gdy jesteśmy zdrowi, to możemy spełniać wszystkie marzenia. Dlaczego te życzenia tak słabo się spełniają?

Wczoraj spotkałam znajomą, która widziałam ponad rok temu, też o tej porze. Powiedziała mi teraz, że choroba jej córki sama odeszła. Uwielbiam takie wiadomości. Wszystko samo się robi. :)

Wtedy znajoma pytała czy nie znam jakiegoś sposobu na hemoroidy. Bo jej córka urodziła drugie dziecko i ma problem z hemoroidami. Oczywiście, że wiedziałam jak się tego pozbyć na zawsze.


Hemoroidy to żylaki odbytu. Guzki krwawią i chyba bolą. Lekarze mówią, że to z powodu biegunek lub zaparć. Tylko skąd te biegunki i zaparcia u normalnego, zdrowego człowieka?

Lekarze, zwłaszcza telewizyjni mówią, że trzeba usunąć przyczynę, więc usuwają guzki zamrażając je. A przecież guzki to objaw choroby, a nie przyczyna.

W organizmie coś się dzieje i on to pokazuje przez objawy. Człowiek musi znaleźć przyczynę choroby, zmienić swoje myślenie i wyzdrowieć. Jeśli te objawy zignoruje, usunie problem z widoku, to choroba wypłynie gdzie indziej, mocniej. Objawy choroby mają za zadanie powiedzieć choremu, że jego postawa w jakimś aspekcie jest błędna.

To jakby podświadomość mówiła: obudź się, zrób coś dla swojego dobra.

Choroby to przecież tylko i wyłącznie nasza zasługa.

Powiedziałam znajomej, że przyczyną hemoroidów są (wg Louise Hay):

  • obawa, że nie zdąży się z czymś w terminie,

  • złość z powodu przeszłości,

  • obawa przed odpuszczeniem przeszłości,

  • poczucie obarczenia, czyli wg słownika synonimów przepełnienie, przeładowanie, przeforsowanie, przesilenie, wyżyłowanie, zarżnięcie, zajeżdżenie, przeciążenie, przeciążanie.

Hemoroidy wychodzą, gdy człowiek odczuwa silną presję emocjonalną. Chory często zmusza się do czegoś, odczuwa ciągle presję, za dużo od siebie wymaga. Człowiek zmusza się do robienia czegoś, aby coś mieć. Gdy sprawy nie posuwają się wystarczająco szybko, człowiek ma poczucie, że wszystko wymyka się spod kontroli.

Zaparcia – zatrzymuje coś, apotem nagle coś odpuszcza, bo już nie ma siły – biegunki. Występuje brak równowagi.

Żeby wyzdrowieć, trzeba się zmierzyć z tymi zdaniami, odnaleźć w swoim życiu adekwatne sytuacje i pozwolić sobie na bycie nieidealnym. Naprawdę wystarczy kilka dni zastanawiania się nad tym, a choroba sama odejdzie., bo zniknie jej przyczyna. Jak w omawianym przypadku. Przy dzieciach, gdy kobieta zdana jest tylko na siebie, są momenty, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Wtedy trzeba czegoś zaniechać, zrobić coś później, albo wcale, albo kazać to zrobić komuś innemu.

Moja znajoma powiedziała, że wszystko przekazała córce, ale nie rozmawiała z nią potem na ten temat. Podejrzewam, że matka też musiała córce odpuścić. Może chciała, żeby sobie ze wszystkim sama radziła i wywierała na nią presję. Ale przecież tak się nie da, żyjemy wśród ludzi i każdy ma jakieś zadania do wykonania. Trzeba pomagać, odciążyć. Wiem, że córka nie poszła do lekarza, bo nie miała czasu. A potem objawy się cofnęły, SAME :) A może wystarczyło, że to matka przestała wywierać presję na córce i zaczęła ją wspierać i pomagać i to wystarczyło, żeby córka została odciążona i nie miała poczucia przeciążenia.

Podobno chorujących na hemoroidy ludzi jest coraz więcej.

Nie wiem skąd takie dane, ale podaje się, że chorują pracownicy biurowi (bo ciągle siedzą), kobiety w ciąży, zawodowi kierowcy, gracze komputerowi, kolarze, ludzie jeżdżący konno.

A ja nie mam guzków, a często siedzę przy komputerze. Nie lubię uogólnień. Często mam taki natłok spraw, że nie wiem w co ręce włożyć. Jak jest ich za dużo, to robię hierarchię ważności, a część spraw po prostu odpuszczam i nie robię, niech robią inni. Trzeba się cenić, a zwłaszcza cenić swoje zdrowie.

Gdy choroba dopiero się pojawia, to wystarczy zmienić wewnętrzne nastawienie do niektórych spraw. I problem znika.

Gdy stosujemy dużo lekarstw i zabiegów, to podświadomość mówi: słuchaj co do ciebie mówię, nie wkur...j mnie, bo następna choroba będzie gorsza. Trzeba siebie słuchać i zaraz reagować. Prof. J. Aleksandrowicz mówił: „Niech mi koledzy lekarze wybaczą ale leczenie jest częstokroć bardziej szkodliwe niż zaniechanie leczenia”, „Nie ma chorób nieuleczalnych, niedostateczna jest tylko nasza wiedza”.

W przyrodzie podobno w pobliżu trującej rośliny rośnie antidotum.

Gdy sprawy są nierozwiązane na początku choroby, to pojawia się rak, jak u mojego ojca. Wtedy trudno zmienić swoje przekonania, choć bardzo się stara. Zawsze wiem kiedy jest kolejne badanie PSA. Ojciec robi takie badania co pół roku. Miesiąc przed nim jest nerwowy, mówi, że wszystko będzie źle, ale przy okazji zapomina, żeby być chamskim w stosunku do mamy i innych kobiet. Za bardzo jest zajęty sobą. Potem idzie na badanie, potem po wynik i okazuje się, że jest rewelacja. A potem wszystko wraca do normy, do następnego badania. Staremu człowiekowi trudno się zmienić, choć wie, dlaczego choruje.

 

Z okazji Świąt dostaję dużo mejli z życzeniami. Wszystkie uważnie czytam, zwłaszcza z newsleterów.

Ciekawe życzenia przyszły od mojego banku:

Życzymy Ci pełnych ciepła, spokoju i radości Świąt w gronie najbliższych.
W Nowym Roku niech Twoje marzenia zmienią się w rzeczywistość, a sukcesy przerosną oczekiwania.

Bardzo mi się podobają. Prawda, że niesztampowe, krótkie i treściwe?

Wszystkim życzę tego samego :)

Wszystko gotowe. Pora świętować.



23:53, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 grudnia 2017

Zajrzałam dzisiaj do aplikacji, którą mam na telefonie. Cytat adekwatny do tego co akurat robiłam.


Ja to mam szczęście, bo mam już posprzątane. Gruntowne porządki robię na początku grudnia na imieniny. Potem tylko odkurzam i mieszkanie gotowe na świętowanie. I dekorowanie. Na choince zawsze mam swoje gwiazdki, w dowolnych kolorach. A dzisiaj zaczęłam wycinać śnieżynki. Taki przerywnik w pracy zawodowej.



Żeby w domu było ładniej. Inaczej jak zwykle. Za oknem śniegu nie ma, więc mam śnieżynki na szybie w drzwiach do kuchni. To dopiero pierwsze podejście. Kolejne śnieżynki będą coraz ładniejsze. Wybrałam zwykłe kartki papieru i papier kolorowy. Nie udało mi się wyciąć doskonale żadnej, choć miałam wzory. Śnieżynki nie idą na wystawę, więc mogą być nieperfekcyjne. Im większa kartka papieru, tym wzory mogą być bardziej skomplikowane.

Takich śnieżynek nikt na świecie nie ma. Nawet ja nie mam dwóch jednakowych. Bo mi nie wyjdą ;)

Do wycinanek dobry jest cieniutki papier, prawie bibuła i bardzo ostre nożyczki, żeby się przebić przez kilka warstw. Gdy papier składa się kilka razy tym piękniejsze wychodzą wzory. Właściwie to zawsze są piękne, bo są symetryczne. Symetria jest dobra, bo działa dobrze na człowieka. Harmonia. Dobrostan.

Upiększajmy nasze domy, nasze serca, nasze życie.


Śnieżynki po nowym roku znikną, bo ich czas minie. Jak choinka i gwiazdki. Jak wszystko.




22:59, bajka107
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 grudnia 2017

Rano o 9 musiałam być w nikomu niepotrzebnym urzędzie złożyć druki z pierdylionem zbędnych rubryczek wydumanych przez nikomu niepotrzebnych urzędników. I tym sposobem poszłam wcześnie do hipermarketu. Zwykle chodzę po południu albo wieczorem.

O tak wczesnej porze klientami są w większości staruszkowie, nie ma małych dzieci. Staruszkowie chodzą wolno, parami i wszystko oglądają.

źródło: klyker.com old-people 

Zupełnie nie rozumieją promocji. Chcą coś kupić, bo cena jest niska, ale nie dowidzą, że trzeba mieć aplikację, albo jakieś kupony. Ktoś im tłumaczy, ale oni nie wiedza co to takiego? Co to jest smartfon? Mają zwykłe stare telefony z wbitym numerem dzieci. Koleżanki i znajomi już dawno nie żyją, więc nie mają do kogo dzwonić. Staruszkowie mają czas rano, jak jest mało ludzi i jest widno. Dzieci mają samochody i czas wieczorem, ciągle gdzieś się śpieszą. A staruszkowie muszą pomyśleć, zastanowić się, przeliczyć czy to co chcą kupić im się opłaca. Czasem źle skalkulują i w kasie muszą zapłacić więcej niż zamierzali. Sklepy lubią takich klientów, bo łatwo ich oszukać. Niedawno moja mama kupiła w hipermarkecie masło klarowane. Potem patrzy na paragonie, że cena jest inna niż była na półce. Gdy poszła z ekspedientką zobaczyć, to okazało się, że na kartoniku z ceną była napisana waga produktu. Cena dotyczyła lżejszego pudełka, które stało na półce wyżej. Oddała pudełko i dostała zwrot pieniędzy. Moja mama przeczytała paragon zanim opuściła sklep. A co mają zrobić inni? Oni dopiero w domu dowiadują się, że przepłacili.

Staruszkowie żyją długo, choć w chorobie. Wszyscy pamiętają wojnę i głód. Stąd uruchomili gen długowieczności, jak mówił prof. Vetulani. Kupowanie na zapas mają we krwi. Nie jedzą śmieciowego jedzenia, bo im nie smakuje, albo go nie znają jako jedzenie. Nie jedzą też fit batonów, a jednak długo żyją. Samotni staruszkowie wybierają małe osiedlowe sklepy. Kupują mniej. Setki razy widziałam jak szukają w zniszczonych portfelikach drobnych, których nie ma. Wiele razy chciałam dopłacić do jakiegoś artykułu osobie, która stała przede mną. Nie jest to takie proste. Staruszkowie mają swoją dumę i wolą nic nie kupić niż przyjmować coś za darmo. Gdy ostatnio coś kupowałam, a pani przede mną szukała 1 grosza, to powiedziałam, że bardzo mi się śpieszy i ten grosz za nią zapłacę. Następnym razem mi odda. Nie wiem czy to dobry sposób, bo byłam niemiła i ją popędzałam. Ale w ten sposób pani nie musiała rozmieniać złotówki, żeby zapłacić ten brakujący grosz.

Muszę wymyślić jak wspomagać spotkanych starych ludzi bezpośrednio, nie nachalnie i nie urażając ich godności. Nie lubię fundacji, które na pomoc innym wydają 10% swoich wpływów, a za resztę kupują drogie samochody i urządzają przyjęcia w knajpach.

Może staruszkowie, jak Platon, wierzą, że każda dusza ma swoją gwiazdę, na którą wraca po śmierci, o ile żyła godnie. I żyją godnie, choć biednie. I nikt ich nie obroni przed sępami, którzy są gotowi z pazerności zabrać wdowi grosz. Wszyscy będziemy staruszkami.

Idą święta, dla niektórych biedne, dla innych bogate. A śmietniki będą pełne jedzenia. Jak co roku. Zmarnowane pieniądze.

Nie mam jeszcze swojej gwiazdy, ale nad tym pracuję ;)




22:55, bajka107
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 grudnia 2017

Wczoraj byłam na osiedlowym ryneczku i uzupełniałam zapasy żywności. Chodziłam sobie, oglądałam i kupowałam. Nie myślałam o czymś szczególnym, w zasadzie tylko o zakupach.

W pewnej chwili zobaczyłam parę jakieś 3 m od siebie. Rozmawiali. A ja ich słyszałam, choć nie powinnam, byli za daleko. Młody mężczyzna opowiadał swojej starszej znajomej o prywatnych sprawach. Nie będę powtarzała, bo to osobiste. A na koniec on powiedział, że żyć się odechciewa. Był bardzo zdołowany, nie widział wyjścia, był zdruzgotany. Co on wie o życiu? Starsza pani nie umiała go pocieszyć. Nie da się skleić złamanego serca. Poklepywanie po ramieniu i mówienie, że czas leczy rany i będzie dobrze nie działa. Potem szłam dalej i usłyszałam rozmowę dwóch meneli. Jeden mówił, że rano napił się z takim jednym, za sklepem po drugiej stronie ulicy, ale tylko szczeniaczka, aż zobaczył dno. A drugi powiedział, że też już dziś wypił, ale mało. No to musimy wyrównać powiedział pierwszy i wypili kolejną małą buteleczkę. Tak sobie gawędzili, na swoim poziomie. Ciekawe, że ja to usłyszałam, a oni byli oddaleni ode mnie o 3 m i mówili cicho.

Wyszłam z rynku i spojrzałam na ludzi chodzących między straganami. Gdzie spojrzałam na rozmawiających ludzi to słyszałam o czym mówią, do granicy kilku metrów, nie dalej.

To było dziwne doświadczenie.

Zawsze słucham co do mnie mówią ludzie, czasem nawet wiem co powiedzą za chwilę. Ale to znajomi czy klienci. Nie zdawałam sobie sprawy, że mogę słuchać obcych ludzi, nawet jak mówią cicho między sobą.

Akurat dzisiaj przeczytałam art z Focusa o traceniu słuchu halas-uszkadza-nasze-uszy-serca-i-mozgi Ja nie słyszę tego hałasu. Ale w dzieciństwie miałam zapalenie ucha środkowego. Wyleczyłam i już nigdy potem nie bolało mnie ucho. Choroba mi nic nie uszkodziła. Trzeba o siebie dbać. Nikt tego za ciebie nie zrobi.

Wszędzie piszą o uszkodzeniach, a nigdzie o wyostrzeniu słuchu. Lepiej być zdrowym niż chorym.

Fakt, że nie słucham głośnej muzyki, ale często przekrzykuję wykonawców. Nie słucham muzyki w słuchawkach, bo wolę rozmawiać z ludźmi, zagadywać. Nie ma takiej muzyki, której musiałabym słuchać w drodze dokądś. Nie pamiętam kiedy ostatnio stosowałam antybiotyki, bo rzadko choruję. Nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Wiem, że gdyby mnie zabolała, to napiłabym się szklanki letniej wody. Ból to przecież brak równowagi. Nic mnie nie boli więc nie stosuję tabletek ani suplementów. Odstawiłam kilka lat temu jak przeczytałam o dodatkach. Po co się truć. Wolę jeść przez 3 dni to samo, na co mam ochotę, bo wiem, że jest tam coś czego mi brakuje. Z wiekiem podobno traci się słuch, a u mnie odwrotnie. Słyszę wszystko i to coraz dalej, nawet szept.

Jestem uważna. Uważnie oglądam reklamy, żeby wiedzieć czego nie kupować. Widzę jak tresuje się ludzi. Pomijam już reklamy o GrypoVitam. Teraz modna jest cukrzyca. Chorujesz, ale nie wiesz o tym. Ciekawe. Wmówić można wszystko. Najgorzej uwierzyć bez objawów. Czy ludzie lubią chorować? Ostatnio widziałam książkę jak to facet podaje różne przepisy dla chorych na cukrzycę, a on sam choruje 0d 17 lat. Kuriozum. Ludzie stracili wewnętrzny głos, nie słyszą jak organizm woła czego chce. Ale tego nie słyszymy zwykłym słuchem.

Stosuję zakazane patyczki do uszu, a słuch mi się wyostrzył. I nie wiem dlaczego.

Zasnęłam ok. północy. I nagle coś mnie obudziło. Wybudzona usłyszałam lecący samolot. Przecież w nocy nie latają nisko samoloty. Włączyłam flightradar i to co zobaczyłam mnie zdziwiło. Zapisałam to.


To wyglądało jakby coś obsiewał wzdłuż linii. Ale to był niewielki samolocik.

Potem zasnęłam, ale na krótko, bo znowu obudził mnie samolot. Już odlatywał. Ciekawe, że na jednym baku leciał 4 godziny. Czy można tak latać i przeszkadzać ludziom w śnie? Nikt się nie obudził? Wszyscy głusi?


Co ten mały samolocik robił w nocy. Były chmury więc to nie lot turystyczny. Dlaczego ktoś wydaje pozwolenie na nocne loty nad miastem.

Rano bym o tym zapomniała, gdyby nie fotka. Wyspałam się, bo wstałam o 9.

W ciągu dnia znowu słyszałam samolot. Też był mały, ale inny model i leciał wyżej. I robił pętlice.


Ciągle nie wiem dlaczego wyostrzył mi się słuch. Nie ma się czym martwić, a należy się cieszyć. Tylko to niezgodne z nauką.

Jeszcze tylko 23 dni do nowego roku.



23:00, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 grudnia 2017

Każdy ma jakoś poukładane życie. Wiadomo gdzie będę konkretnego dnia, co lubię, co muszę robić, co kupić, z kim się spotkać itd. Jest przewidywalnie.

Kilka razy w roku goszczę osoby, które mieszkają teraz za granicą. I jak przylatują to wszystko się zmienia. Trzeba odwoływać spotkania, gotować inne rzeczy, chodzić w różne miejsca, robić wszystko, żeby gość/cie dobrze się czuli. Jak ja to lubię :)

Taki czas pokazuje, że nie można się przyzwyczajać i można wszystko zmieniać. I nic się złego nie dzieje. Ostatnie dni właśnie takie były. Wolałam gadać do nocy niż zaglądać do kompa. Ważni są żywi ludzie. Póki co.

30 listopada spadł pierwszy tej jesieni śnieg. Stare przysłowie mówi: Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży sto dni śnieg w polu leży. No i się nie sprawdziło, bo już 2 grudnia po śniegu nie było śladu. Stwierdziliśmy, że tu chodzi o pole, a w mieście pola nie ma. Dlatego przysłowie u nas nie działa.

Ale było przez chwilę pięknie.


Potem była pełnia. I to jaka. Księżyc był na wyciągnięcie ręki, w tzw. perygeum, czyli najbliżej ziemi. A ja zupełnie nie umiałam zrobić dobrego zdjęcia, choć się starałam.

To najgorsza fotka super pełni jaką ktokolwiek zrobił;)

Zapowiadała się nieprzespana noc, bo było bardzo widno. Ale potem nadciągnęły chmury i zasnuły całe niebo.

Ciekawe, że Księżyc podobno jest ciałem niebieskim, czyli jest kulką. A na niebie wygląda jak płaski guzik. Nie zachowuje się normalnie. Nikt nie widział tej jego kulistości, a tłumaczenia są dziwne, nielogiczne. A to przecież podobno ziemia jest płaska. Z wysokości 38000 ft nie widać żadnego zaokrąglenia, nawet niewielkiego. Jak okiem sięgnąć jest płasko. Czy ktoś leciał wyżej i zrobił foty?

A tu tylko wycinek widoku z okna samolotu. Naleśnik. Ziemia jest płaska.

4 grudnia : Gdy w Barbarę pada – zima ostra się zapowiada. Padało tylko do południa i to lekko. Potem było ładnie. To jakie będą święta?

Dostałam zamówione prezenty. Ja to kocham, wiem co dostanę i autentycznie się cieszę. Wszystko mi się podobało, nie udawałam zadowolenia. Niespodzianki są wątpliwe, przeważnie nietrafione. W tym roku wszystko było świetne. I tak ma być.

5 grudnia : Piąty grudzień stycznia czyni znaki, szósty grudzień luty przepowiada, siódmy grudzień o marcu gada. Wg tego styczeń i luty będzie u nas deszczowy, a marzec piękny, słoneczny.

Czy przysłowia na temat pogody mają sens, zwłaszcza w mieście. Zamiast pola jest beton. Samoloty latają i zasnuwają niebo szarym kożuchem.

Miejskie przysłowie: jak pada to na taksówki trzeba długo czekać ;) Wiec wolimy słoneczko.

Przechwyciłam list do Mikołaja. Bo tylko ja znam adres ;) Mikołaj jeszcze nie ma messengera ;)


Pierwsze rzeczy są łatwe do wykonania, wystarczy kasa. Zajmę się punktem 6, bo lubię wyzwania. I Dziesięciolatka będzie szczęśliwa.

Mój list do Mikołaja ma tylko 1 punkt. I na pewno dostanę to co chcę.

Pora wracać do rzeczywistości i zrzucić 3 kg. Nic to. Przypakowałam ;)

Lubię swoje życie, bo nigdy się nie nudzę :)



23:13, bajka107
Link Komentarze (2) »
Archiwum
bajka107@gazeta.pl