Życie to wszystko co mam :
sobota, 31 maja 2014

Gdy rodzi się człowiek rodzi się jego droga życiowa czyli przeznaczenie. Liczba drogi życia jest najważniejszą liczbą człowieka i przez całe życie jest niezmienna. Można zmienić imiona, nazwiska, ale daty urodzenia nie.

Liczba 9 jest liczbą świętą, oznacza transformację. To ostatnia liczba jednocyfrowa i oznacza osiągnięcie pełni w jakiejś dziedzinie. To liczba intuicji, wejścia w inny wymiar. Jest liczbą uniwersalnej miłości i współczucia do wszystkich ludzi. Jej życie to często misja dla dobra świata. Dziewiątka to urodzony mistyk. Ma potrzebę niesienia pomocy innym.

2+7 to Księżyc i Neptun – doskonały kontakt z podświadomością i emocjonalność = 9 to Pluton

Dziewiątki to stare dusze, które mają misję wobec ludzkości, rozświetlają mrok. Mają niezwykłą charyzmę, to aniołowie, ludzie drogowskazy.

Oczywiście jak każda wibracja może być pozytywna i negatywna. Wybór władców dusz jest subiektywny, a oto oni:

 

Rudolf Steiner ur. 27.02.1861=27=9


Od dziecka miał kontakt z duchowością, widział inne światy. 27 występuje u niego jako droga życia i dzień urodzenia. 27=3³ – czyli duchowa kreatywność. Miał kontakt ze światem duchowym (27). Karma 7 – posłannictwo. Skończył studia matematyczne i przyrodnicze. Badał spuściznę Goethego. Kanta czytał gdy miał 16 lat. Był też wolnomularzem i osiągnął w nim najwyższy 96 stopień wtajemniczenia. W 1914 wystąpił z masonerii. Interesował się wieloma dziedzinami. Napisał 20 książek i wygłosił tysiące wykładów. Zawsze miał własne poglądy. Pozostawił ludzkości antropozofię jako naukową metodę poznania świata duchowego. Miał dwie żony, a zmarł w wieku 64 lat.

Zwrócił moją uwagę na inne światy, niż materialny. Podziwiam go za otwartość na wiedzę. Mam kilkanaście jego książek. Ciągle się od niego uczę czegoś nowego.

 

Anthony de Mello ur. 4.09.1931=27=9


To mistyk i filozof. Bardzo ciekawa osobowość. Był jezuitą i psychologiem. To chrześcijanin wschodu i mistrz modlitwy. Łączył wszystkie doktryny. Założył w Indiach centrum kształcenia przewodników duchowych. Kościół go krytykował. On nie wskazywał właściwej drogi człowiekowi, tylko zmuszał do samodzielnego myślenia. I tak pięknie pisał :) Zmarł na atak serca w wieku 56 lat.

Na zawsze zapamiętałam ten cytat: Z przeszłością należy się rozstać nie dlatego, że była zła, lecz dlatego, że jest martwa. Albo taki: Ludzie tak naprawdę nie chcą dojrzeć, nie chcą się zmienić, nie chcą być szczęśliwi.


Mahatma Ghandi ur. 2.10.1869=27=9


Mohandas Karamchand Gandhi z nieśmiałego chłopca, miernego adwokata, stał się politykiem. Walczył o wolność i równouprawnienie. Wsławił się biernym oporem i niestosowaniem przemocy. Doprowadził do zjednoczenie Indii. Mówił, że najważniejsze jest przezwyciężenie własnych demonów, strachów i niepewności (2+7 to Księżyc i Neptun – doskonały kontakt z podświadomością i emocjonalność). Przez 1 dzień w tygodniu milczał. Żył w celibacie, a miał żonę. W ramach testowania siebie, gdy był już po 70-tce sypiał nago z nastolatkami ze swojej rodziny.(film biograficzny w tv). Miał dziwny stosunek do religii, do kobiet i do wojen. Został zastrzelony gdy miał 79 lat.

Niczego się od niego nie nauczyłam.

 

Jiddu Krishnamurti ur. 12.05.1895=31=4

To wizjoner, nigdy nie chciał, żeby go nazywać nauczycielem duchowym czy wybrańcem. Wybitnie niezależny od nikogo i niczego.

Jedną z pierwszych książek o duchowości którą przeczytałam była Kronika Akashy. Pokazał mi inny świat i mu uwierzyłam. Podobało mi się jego podejście do religii. To niepokorna dusza. Znany z antropozofii, ale przecież więcej zrobił gdy już wystąpił z tego ruchu. Jego wykład o prawdzie powinni znać wszyscy. Prawda to kraina bez dróg. Żadna organizacja, żadna religia, żaden nauczyciel nie mogą do niej doprowadzić. Ludzie patrzą na świat przez pryzmat swoich myśli i swojej przeszłości. Tym samym jesteśmy niewolnikami myśli i czasu. Myśl jest zawsze ograniczona i nigdy nie odpowiada całkowicie rzeczywistości, prowadzi więc do cierpienia. Źródło Krishnamurti

Specjalnie przytoczyłam jego słowa, bo znalazł naśladowców, którzy mówią i nauczają to samo, ale nie przyznają się do kopiowania. Zmarł w wieku 91 lat.

Ciekawa strona http://www.jkrishnamurti.republika.pl/index.htm, jest ich więcej w internecie, bo ta postać jest nieprzeciętna i wywarła wpływ nie tylko na mnie. Ciągle wracam do jego wykładów i gorąco polecam.

 

Neale Donald Walsch ur. 10.09.1943=27=9


To nie jest nauczyciel duchowy, ale mógłby być. Zmienił sposób patrzenia na życie wielu znanym mi ludziom. Jest autorem książek Rozmowy z Bogiem, napisanych pismem automatycznym. Powstał już ruch inspirowany jego przekazem.

Zastanów się, co chcesz „mieć”, zadaj sobie pytanie, jaki byś „był”, gdybyś to „miał”: i od razu przejdź do „bycia” takim. Oto w skrócie ta zasada: W życiu nie musisz robić niczego. Chodzi tylko o to, jakim być.” Rozmowy z Bogiem Część 3.

Karma – 7, więc wypełnia swoje posłannictwo.

 

Louise L. Hay ur. 8.10.1926=27=9

Żyjąca (ma 88 lat) autorka poradników samorozwoju i książek motywacyjnych, sprzedała 50 mln egzemplarzy książki przetłumaczonej na 30 języków „Możesz uzdrowić swoje życie”, wg której nakręcono film. Jest żywym przykładem prawdziwości myśli, o których pisze.

Karma – 8 – opieka boska, urodzony kapłan. Jej ludzie wierzą i zmieniają swoje życie na lepsze, emanuje optymizmem.

 

Eckhart Tolle ur. 16-02-1948=31=4


Urodził się jako Ulrich Leonard Tolle w bogatym domu. Rodzice ciągle się kłócili, a w końcu się rozwiedli jak Ulrich miał 13 lat. Wyjechał z ojcem do Hiszpanii. Książki o tematyce duchowej czytał od 15 roku życia i bardzo je przeżywał. Gdy miał 19 lat pojechał do Anglii i pracował jako nauczyciel niemieckiego i hiszpańskiego. W 1977 roku się przebudził i głosił, że jest oświecony. Zmienił imię na Eckhart. Tłumaczył to snem, w którym widział okładki książek z tym imieniem i swoim nazwiskiem. To mi trochę nie pasuje, bo przecież studiował filozofię, literaturę i psychologię. Jako Niemiec musiał znać najwybitniejszego wtedy mistyka Eckharta von Hochheim (1260-1328) znanego jako Mistrz Eckhart.

Mistrz był on niemieckim dominikaninem, filozofem i znakomitym mówcą. Jeden z ideologów Hitlera żądał, aby dzieła Eckharta były pierwszą książką w każdym niemieckim domu. A więc każdy Niemiec go znał, zwłaszcza ktoś taki jak Ulrich. To jakie książki duchowe czytał, że go nie znał?

Pierwsze imię symbolizuje słońce w horoskopie urodzeniowym. Trzeba być odważnym człowiekiem, żeby to zrobić. A on mówi o sobie, że był sfrustrowany i nieszczęśliwy. Nieszczęśliwe jest każde dziecko z rozbitej rodziny, wychowywany bez matki. Więc spójrzmy na liczby, one nie kłamią. Pierwsza samogłoska imienia pokazuje postawę i nastawienie do życia, pozwala zerknąć w głąb duszy. Jako Ulrich – U był wrażliwy i delikatny. Bardzo przeżywał każde ośmieszanie i każdą porażkę. Bywał wyniosły i zdarza mu się traktować ludzi z dystansem, co wynikało z dużej wewnętrznej nieufności i lęku. Duża intuicja.

Jako Eckhart - E stał się bardziej towarzyski i budzący zaufanie. Chce przeżyć jak najwięcej, jest zachłanny na życie i doświadczenia, które ono z sobą niesie. Może wpadać w kompleksy. Umie dostosować się do oczekiwań innych ludzi. Co ciekawe liczba serca (suma wszystkich samogłosek), która mówi co w nas tkwi najgłębiej, pozostała ta sama i wynosi 8, czyli zdobycie władzy i pieniędzy. Taką ma też karmę – 12 – praca wśród ludzi i robienia kariery.

W 1997 roku wydał Potęgę teraźniejszości (dziwne podobieństwo z Potęgą podświadomości Josepha Murphy'ego – prekursora pozytywnego myślenia), mieszkał już w Vancouver. Wydrukowano 3 tys. egz. ale szału nie było. Zaczął jeździł z wykładami i powoli docierał do coraz większej liczby ludzi. W 2008 roku spotkał się z Oprah Winfrey, która uznała jego książki za najprostszy i najskuteczniejszy przewodnik duchowy. Kilkanaście milionów uczestników tych spotkań łączyło się z nim ze studia na żywo przez Skypa. Zaczął sprzedawać ogromne nakłady swoich książek, a w 2011 ogłoszono go najbardziej wpływowym nauczycielem duchowym na świecie.

A ja nie byłam w stanie przebrnąć przez wprowadzenie do jego Potęgi. Gdy czytałam jak sam o sobie pisał, że jest nauczycielem duchowym i doznał oświecenia to odechciało mi się poznać bliżej jego przesłanie. Ja wiem, że obecna chwila jest wszystkim, ale czas dla mnie istnieje. Nie rozumiem też jego cierpienia, bo ja nie cierpię, jak jest mi źle to rozwiązuję problemy. Nie uzasadnił, dlaczego trzeba być tu i teraz, po co być uważnym? A Vadim Zeland mi to wytłumaczył. Gdy człowiek nie śpi, jest uważny to nie oddaje swojej energii wahadłom, wahadła nie są w stanie go zahaczyć, sprowokować do niczego. I to ma sens. A zabawy z Ego i dywagacje co to jest myśl, kto myśli itd. mnie nie interesują, bo nie przekładają się na prawdziwe życie. Jego nauki są wtórne, kopiuje innych i udaje, że doznał olśnienia. Jako psycholog wie co ludziom trzeba, jako filozof ma wiedzę, a jako literat umie to wszystko połączyć i sprzedać. Liczby nie potwierdzają jego duchowości i misji. Ale nie jestem ekspertem, mogę się mylić.

Ma coś zimnego w oczach, że nie jestem zainteresowana jego osobą. Ale wielu ludziom podobno zmienił życie i podobno na lepsze.

 

Mooji ur. 29-01-1954=31=4, kolejny co ma wizję siebie.

Właściwie Anthony Paul Moo-Young. Ten Jamajczyk urodził się tego samego dnia co Oprah. Realizuje swoją karmę – 5+4= 9 – praca dla ludzi i wśród ludzi. Ten artysta od 1969 roku mieszka w Anglii. Potem wyjechał w 1993 roku do Indii i poznał Papaji, dzięki któremu dostrzegł źródło i prawdę istnienia podczas bardzo krótkiego spotkania. Widocznie wtedy uznał, że fajnie jest być guru, bo nieważne co się powie, to wyznawcy będą klaskać i oddawać hołd i kasę.

Obecnie mieszka w Portugalii i udziela się na YT, gdzie nagrywa filmy, które oglądają miniony. A mówi o niczym. Jego nauki są puste. Nie wystarczy ubrać się w szaty, jeść tony mięsa i wygłaszać nauki. Co to za nauka, żeby zachowywać spokój i unikać podszeptów umysłu, żeby trwać w Jaźni, która jest świadkiem całego istnienia. Wow, jakie to mądre i odkrywcze. Czasem wygląda jak naćpany. W oczach ma wyuzdanie, a nie duchowość. Nie dba o swoją rodzinę.

Jest bardzo znany też w Polsce i ma tu swoich wyznawców. Ja do nich nie należę.

 

Dalajlama XIV ur. 6-07-1935=31=4

Właściwie Tenzin Gjaco. Znany, bo dostał Nagrodę Nobla. A ciągle nie ma pokoju na świecie.

Karma = 8 – kapłan pod opieką Boga.

Nie czuję jego boskości, ani wyjątkowości. Widzę za to sprzeczność pomiędzy jego naukami religijnymi a działaniami politycznymi. Jest wiele dowodów, że współpracuje z komunistycznym przywództwem Chin w akcji zniszczenia aktywności wielkiego duchowego mistrza buddyzmu tybetańskiego. nie Dalaj Lamo

Widziałam go w amerykańskim czy australijskim programie Top chef. Jak na oświeconego miał wykwintne upodobania kulinarne. To bardziej celebryta niż przywódca duchowy.

Ostatnie jego wypowiedzi są dziwne, bo namawia do ludzkiego traktowania ufo, bo to też istoty czujące. Nie jest moim nauczycielem, bo cóż ja mogę się od niego nauczyć.

 

Nie ma tu miejsca na portrety numerologiczne, bo to z nich można dowiedzieć się wszystkiego o człowieku. Skupiłam się tylko na drodze życia, która jest sumą cyfr w dacie urodzenia. Pewne prawidłowości widzi każdy, nawet jak z numerologią nie ma nic wspólnego.

 

Nauczyciele duchowi są dla tych, którzy nie wierzą już religiom. To ogromna rzesza ludzi, których trzeba jakoś zagospodarować. Więc tworzy się kolejne wahadła i żeruje na energii wyznawców. Przecież od zawsze wiadomo, że najwięcej zarabia się na mówieniu innym co mają myśleć i robić, oni to kochają, więc wystarczy im to dać, opakowane w duchowość czy coś podobnego. Napisać książkę: jak osiągnąć sukces, choć ich sukcesem jest zbicie kasy właśnie na takiej książce, a nie na własnym biznesie czy udanym życiu rodzinnym. Pisarz Napoleon Hill (1883-1970) był prekursorem literatury osobistego sukcesu, „Myśl i bogać się” jest ciągle aktualne, bo ludziom o to głównie w życiu chodzi.

Gdy umiera taki nauczyciel duchowy to wyznawcy nie przyjmują tego do wiadomości. Jak np. tu guru w zamrazarce  jak zwykle chodzi o pieniądze, a te są niemałe, bo 170 mln dolarów.

Duchowość to dochodowy biznes.



niedziela, 18 maja 2014

Gdy rano się obudziłam to nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Bo odwiedził mnie we śnie Issac Newton. Zabawne. Wyglądał tak:
Newton jest dla mnie niekwestionowanym autorytetem. Kiedyś czytałam, że rozważano zmianę liczenia czasu od dnia jego narodzin. Bo wtedy rozpoczęła się nowa era dla ludzkości. Teraz jest mało doceniany.

Przyszedł, żeby mnie pouczyć. Powiedział, że życie to gra. Każdy ma w niej swoje miejsce i nie wolno zmieniać reguł w czasie gry. Niewolnik będzie zawsze niewolnikiem, nawet jak posiądzie jakąś wiedzę. Będzie wtedy mądrym niewolnikiem. Ale to nic nie zmieni. Można go awansować i wtedy zmieni się jego perspektywa. Z wysoka nie widać mrówek. Jak ktoś się wyłamuje to zostanie wyeliminowany. Tak właśnie powiedział. Czy można kogoś tak po prostu wyeliminować? To pytanie pomyślałam, a dostałam od niego odpowiedź, że to norma. Świat ma iść swoim tempem i to z góry jest ustalone. Kto się wyłamuje dostanie ostrzeżenie przed wyeliminowaniem. Jak błąd w programie, wirus lub usterka.

Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy na smyczy. Jedni krótszej inni dłuższej. Kto się zerwie to zginie. Smutne. Ale tak to jest urządzone.

W tym świecie tak jest. Gdybym chciała inaczej musiałabym się przenieść gdzie indziej, ale tu bym zniknęła. Trochę to pokręcone, ale dla mnie zrozumiałe.

Nie dziwi mnie, że niektórzy reformatorzy popełnili samobójstwo. Jak np. Max Freedom Long. Wielu na wieść o jego śmierci odeszło od Huny. I tak miało być. Nieraz jest tak, że zgadzamy się z kimś do czasu aż powie coś tak nieprawdopodobnego, że odchodzimy od niego. Przez takie zgrzyty być może ratują życie, bo przestaje się ich traktować poważnie.

Z jednej strony zostaliśmy zalani ogromem wiedzy, a z drugiej ta wiedza zawiera błędy. Umyślnie wprowadzono chaos. Wtedy nie wiadomo co jest prawdą. Ludzie się miotają, a o to chodzi wahadłom, bo mają dużo naszej energii.

Ostatnio prawie każda celebrytka zmniejsza sobie biust. Niektóre dorabiają do tego jakąś ideologię, a prawda jest taka, że co 5 lat trzeba wymienić implanty. Nie ma dłuższej gwarancji. Implanty muszą być mniejsze, bo trzeba zaszyć dziurę, a skóra nie odrasta. Czy kogoś to interesuje? Łatwiej uwierzyć w jakiegoś raka, bo to straszak nr 1.

Każdy z nas dostał wskazówkę, plan na życie. W dacie urodzenia zawarte są liczby, które nas definiują. Wiadomo czy ktoś jest przebojowy czy wrażliwy. Data ta jest niezmienna. Dalsza charakterystyka człowieka to wartość imion, podpisu itd. Ale to można zmienić, kobiety wychodzą za mąż i przyjmują nazwisko męża, artyści używają pseudonimów. Gdy to ludzie odkryją, przestaną się miotać. Bezbłędnie wybiorą swoje drzwi, przestaną gonić za cudzymi marzeniami.

Fajne są takie rozmowy, bo nikt nie otwiera ust, żeby coś wypowiedzieć. Tu nie słowa są ważne, a myśli. Przekaz telepatyczny. Zadajesz pytanie i natychmiast pojawia się odpowiedź. Szkoda, że tylko we śnie. Na razie. Pozdrawiam programistę ;) Świetnie wybrał mi nauczyciela.

Obudziłam się w bardzo dobrym nastroju. Ale tęczę mogę zamówić kiedy chcę. To wczorajsza.


Słabo widoczna, ale jest tuż nad drzewami w środku, jej lewa część. Tak dla potwierdzenia, że można kreować pogodę. To można bezkarnie.

Może to są tylko bajki ;)



Tagi: wiedza
11:11, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 maja 2014

 W kwietniowym Twoim Stylu przeczytałam taki artykuł.


Artykuł jest o 3 astrolożkach, które doradzają aktorom i biznesmenom.

Susie Cox jest astrolożką w Hollywood, a jej stałymi klientkami są: Julia Roberts, Sandra Bullock, Naomi Watts. Ona doradza im czy mają przyjąć jakąś role czy nie. Doradza też szefom korporacji, a nawet członkom rodzin królewskich.

http://www.susiecox.com

Kolejna astrolożka Susan Miller doradza m.in. Jerry Hall, Rihannie, firmie Apple. Steve Jobs był stałym jej klientem. Data wprowadzenia każdego produktu była z nią konsultowana. Ale życia mu nie uratowała.

http://www.astrologyzone.com

Następna wyrocznia gwiazd to Michelle Knight. Jej klienci to Katy Perry, Beyonce, Leona Lewis, Sharon Osbourne, Richard Branson. Ci akurat się przyznają do znajomości z nią.

http://www.micheleknight.co.uk

Faktem jest, że jak ktoś osiągnie sukces to nie chce zmarnować żadnej okazji i w każdy sposób stara się zabezpieczyć przed stratą czy porażką.

W Polsce dzieje się to samo, ale nikt się do tego nie przyznaje. Spotkania, podpisywanie umów, wprowadzanie nowych produktów są ustalane przez astrologów. I dobrze na tym wychodzą obie strony. Czasem człowiek robi wszystko jak należy, ale mu nie wychodzi. A wystarczy zacząć w korzystnym dniu.

Maluczkim pozostają horoskopy gazetowe. One się nie sprawdzają, bo w horoskopie ważne jest nie tylko słońce, ale też inne planety i aspekty między nimi. A do tego trzeba wiedzy.

Wszystko opiera się na wiedzy. Wyobraźmy sobie taką piramidę. Faraon z pałacu nawet nie widzi niewolników i oni go zupełnie nie obchodzą. Ich życie jest mało ważne, bo jest ich najwięcej. To czego jest dużo ma małą wartość.


A teraz spójrzmy na piramidę wiedzy i ilości pieniędzy. Nie znalazłam takiej o jaką mi chodzi i narysowałam sama. Owszem na dole są dane, a na górze jest wiedza, ale moja różni się od tych dostępnych w internecie tym, że jest odwrócona. Żeby być mądrym trzeba mieć dane, informacje, wiedzę niedostępną maluczkim i wszystko to połączyć w mądrość. Dlatego mądrość i kasa jest największa.


Na tym rysunku widać rzeczywistość w jakiej żyjemy.


Niewolnik ma najmniejszą wiedzę, kiedyś nawet nie umiał czytać i pisać. Teraz mało się zmieniło. Niewolnicy mają najniższe wykształcenie, czytają tylko szmatławce. Nie mają czasu na nic innego.

Im wyżej w hierarchii tym wiedza i kasa jest większa. Żołnierz ma tylko zabijać kogo wskaże przełożony. Natomiast generał wie więcej, trzeba zabijać, żeby zająć nowe państwa, ale sam rąk nie brudzi. W korporacjach jest to samo. Zwykły urzędnik wykonuje banalnie proste, ale czasochłonne czynności. Nawet nie musi znać celu firmy. Im wyżej w hierarchii tym wiedza większa. Oni tam planują przejęcia, ustalają rynki zbytu, zamknięcie firmy albo jej zadłużanie itp.

Czy niewolnikowi potrzebna jest taka wiedza jaką ma faraon? Gdyby ją mieli, nie byliby niewolnikami. Nie umieraliby ze strachu w czasie zaćmienia słońca, nie jedliby sztucznego żarcia z marketów.

Teraz wiedza jest dostępna dla każdego, ale ludzie po nią nie sięgają. Nie wierzą, że może coś się zmienić w ich życiu. Pod tym względem dzisiejsze społeczeństwo nie różni się o tego w starożytności. Nawet niewolnikom wiedza astrologiczna jest przydatna. Wiadomo, że najwięcej zgonów i powikłań po operacjach jest podczas pełni czy nowiu, więc ta wiedza mogłaby uratować ich życie. Gdyby niewolnik chciał otworzyć własną firmę to musiałby mieć wiedzę, kiedy najlepiej to zrobić, w jaki dzień, jak nazwać firmę, żeby osiągnąć sukces. Trzeba znać się na numerologii. Wystarczy zniechęcić niewolnika do zdobywania wiedzy strasząc "tą trudną matematyką". Czy gdyby niewolnik wiedział więcej to wskoczyłby na wyższą „półkę”? Moim zdaniem nie. On mógłby dłużej żyć w zdrowiu i szczęściu, ale w hierarchii nie przeskoczyłby żadnego poziomu.


Niewolnicy mają tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a najwięcej zgarnia faraon, który nic nie robi, ale wie najwięcej. Wie jak to wszystko zorganizować, jakie stwarzać problemy, żeby poddani błagali go o ratunek. Jak z tym zaćmieniem. W XXI wieku do wróżek chodzą ci co wiedzą, że ta wiedza jest przydatna, a niewolników się straszy czarami. I oni właśnie w to wierzą, że tak musi być, że Bóg tak chce, żeby chorowali i ledwo wiązali koniec z końcem. Mogą sobie potem przeczytać w gazetach o niewyobrażalnych fortunach gwiazd i marzyć, do śmierci.

Skoro nie ma już niewolników to każdy może być mądry, bogaty i zdrowy. Wystarczy wyciągnąć ręce i wziąć tę wiedzę.

 

 

czwartek, 15 maja 2014

Od narodzin każdy zbliża się do śmierci. Nikt tego nie uniknie. Ale jedni odejdą szybciej inni później. Wcale to nie zależy od zdrowia czy choroby.

Dostałam paczkę z nowymi książkami. Wzięłam jedną i przejrzałam. A tam taki cytat:

„Uczyń coś dobrego swemu ciału, aby dusza miała ochotę w nim mieszkać”

Theresa von Avila – mistyczka hiszpańska. Nie znam jej. Ale życie pokazuje, że dusza może mieszkać w najbardziej schorowanym ciele i długo tak może. Człowiek może żyć w chorobie i w zdrowiu długie lata. Najbardziej znanym przykładem jest astrofizyk i kosmolog Stephen Hawking. Oglądałam bardzo ciekawy film biograficzny, choć w wielki wybuch nie wierzę. Od ponad 50 lat choruje na stwardnienie zanikowe boczne. Lekarze dawali mu kilka lat życia, ale on w to nie uwierzył. Wystarczy mieć pasję, jakiś cel i dusza za tym podąża, nawet w chorym ciele.


We wtorek spotkałam się z osobą, która doniosła mi co się dzieje u wspólnej znajomej chorej na raka płuc. Ten rodzaj raka jest bardzo wyniszczający i postępuje szybko. Od zachorowania nie minął rok, a ta kobieta miała 7 albo 8 chemii (chyba ktoś się pomylił w liczeniu). Nie wiedziałam, że można mieć tyle i żyć. A ona żyje, choć wygląda, jakby ją ktoś napompował.

To wręcz książkowy przykład. Płuca zaopatrują organizm w tlen niezbędny do życia komórkom ciała i eliminują dwutlenek węgla. Mają bezpośredni związek z życiem, pragnieniem życia, umiejętnością szczęśliwego życia. Chory ma trudności z przeżywaniem tego, co dzieje się wokół. Brakuje mu wiary i chęci do dalszego życia, czuje się przyduszony przez sytuację lub przez osobę, co nie pozwala mu swobodnie oddychać. Nie ma odpowiedniej przestrzeni by się poruszać. Sytuacja go przerasta. (Lise Bourbeau – Twoje ciało mówi: pokochaj siebie).

I dokładnie tak jest u tej pani. Jej matka od zawsze pije. A pieniądze na alkohol brała od córki. Chora przez całe życie utrzymywała bliższą i dalszą niepracującą nigdy rodzinę, a właściwie finansowała alkohol i papierosy. Wszystko było na jej głowie. Nawet teraz przez dom przewija się pełno różnych ludzi. Każdy coś chce. Ona nie może spokojnie chorować, albo wyzdrowieć. Jej matka gdy przychodzi do mnie to mówi, że córka długo nie pociągnie. A ona ciągnie i żyje. Cały majątek już został rozdzielony. Problem tylko z mieszkaniem, bo nikt nie może się teraz zameldować. Zresztą to nie pomoże im przejąć mieszkanie. Sytuacja jest kuriozalna. Wszyscy czekają na jej śmierć, jak sępy. A chora żyje, jakby na złość. Pewnie robi to specjalnie, żeby im krwi napsuć. Ciekawe co zrobi rodzinka i znajomi jak chora wyzdrowieje. Chyba padną trupem. Chciałabym to zobaczyć. Kibicuję jej.

Gdy wracałam do domu to na przystanku tramwajowym zagadała mnie starsza kobieta. Powiedziała mi, że jedzie do córki, bo jest chora i ma raka. No tak, powiedziałam, dużo osób teraz choruje. A ona, że na pewno zachorowała przez jakąś farbę, którą używała, bo aktorka, która ją reklamowała też zachorowała. Czy ludzie powariowali. Powiedziałam jej, że to niemożliwe, bo przecież to tylko reklama i aktorka na pewno nie stosuje tych farb i od tego raka się nie dostaje. Chyba nie chciała mi uwierzyć, a nie wiedziała jak wytłumaczyć chorobę córki. Jak to możliwe, że dorośli ludzie wierzą w takie rzeczy.

Nie rozumiem dlaczego obcy ludzie mi się zwierzają. Naprawdę nie zaczepiam, ani nie prowokuję ich do zwierzeń. Chciałabym ich o to zapytać. Następnym razem to zrobię. Trochę to dziwne.

W chorobie można długo żyć. Wystarczy wpuścić nadzieję do swego serca i uwierzyć. A reszta dokona się sama.

 

Aktualizacja z dnia 20 maja 2014

16 maja ta pani umarła. Miała 5 chemii, szóstej nie wzięła. Po pierwszej miała przerzut raka z płuc do mózgu, po drugiej przerzut do węzłów chłonnych, po trzeciej przerzut do mózgu, po czwartej do wątroby, a po piątej wszystko miała zaatakowane przez raka. Nie jadła, tylko piła. Nic więcej nie mogła. Umarła zgodnie ze statystyką. Ten rak niszczy człowieka w ciągu roku. I tak było. Czy ten kto wymyślił wpuszczanie trucizny do żył nazywał się Mengele?

Teraz znam tylko jedną osobę, która przeżyła chemię.

W niedzielę była próba włamania do jej mieszkania. To brat chciał się dobrać do kasy. Taka rodzinka. W końcu jej już nic nie potrzeba.

Smutne, ale prawdziwe.

 

Aktualizacja z dnia 4 czerwca 2014

Brat, któremu nie udało się włamanie, nie żyje. Został zadźgany nożem. Kiedyś słyszałam, że zmarli często ciągną za sobą kogoś z żyjących, czasem zwierzęta, a czasem ludzi.


 

niedziela, 11 maja 2014

To był przyjemny sen.

Ktoś mnie poprowadził do samochodu. Była noc. Zauważyłam tylko, że samochód był biały. I jeszcze miał znajomą figurkę.


W środku było dużo miejsca i można było wygodnie siedzieć i rozmawiać. Przez szyby nie było nic widać. Było ciemno, ale szyby mogły też być przyciemnione. Prowadził chyba kierowca, bo my siedzieliśmy z tyłu.

Samochód jechał jak po maśle, bez wstrząsów. Tak jakby płynął, bo przecież w realu nie ma tak gładkich dróg, przynajmniej nie w moim mieście.

Podróż była bardzo przyjemna, ale nic się nie działo. Można czasem się w ten sposób przejechać, ale szału nie było. Tylko komfort.

A gdyby to był kabriolet. Można poczuć wiatr ;)


Spałam krótko, ale jestem wyspana i w dobrym humorze. Mogę tak co noc ;)))





10:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 maja 2014

Tytuł wpisu pochodzi z forum Transerfingu, ja nigdy bym tak nie ujęła tego zagadnienia.

Ten dramatyczny tytuł świadczy o bezradności i silnej potrzebie pracy, której jest coraz mniej. Stąd ta desperacja.

Jeszcze nikt nie powiedział na łożu śmierci: Szkoda, że nie spędziłem więcej czasu w biurze” Rabbi Noah Weinberg - źródło: Kropla 5 z „Krople mądrości dla zapracowanych” - książka na smartfon.

Człowiek spędza życie najpierw w szkołach, a potem w pracy, a potem na emeryturze. Bo co innego ma robić. Stworzono etos pracy, sugerujący, że każdy powinien pracować. Karmieni jesteśmy banałami jak:

Praca uszlachetnia.

Bez pracy nie ma kołaczy.

Z mrówczej pracy profity, dla królowej są… nie dla świty.

Żadna praca nie hańbi

Wytrwałość i praca ludzi wzbogaca.

Czy na pewno chodzi ci o pracę? A może do szczęścia potrzebne ci są pieniądze, a nie praca.

Wspomniałam Rifkina (wpis o inspiratorach), który 20 lat temu napisał bestseller „The End of Work”. Jeszcze kilka lat temu nikt mu nie wierzył, bo prawie każdy miał pracę. Jego przewidywania stały się faktem. Wchodzimy w erę globalnych rynków, zautomatyzowanej produkcji i nieuchronnego zmniejszania liczby miejsc pracy. Znaczenie siły roboczej zmalało, a wzrasta siła ekspertów.

Praca stała, zapewniona, gwarantowana i dobrze płatna dla wszystkich – skończyła się na zawsze”.

Znikną takie zawody jak: sekretarki, recepcjoniści, bibliotekarze, operatorzy telefonów, kasjerzy w bankach i menedżerowie niższego szczebla. Nie da się przekwalifikować tych ludzi i zrobić z nich naukowców, specjalistów od zarządzania, inżynierów, prawników... Jeśli ktoś to proponuje to jest oszustem. Tak się nie da. Nastąpi polaryzacja społeczeństw na bogatych i biednych, bez pracy. Wzrośnie przestępczość. Bogaci będą jeszcze bogatsi, bo zyski będą wypłacane akcjonariuszom i menedżerom. To kuriozum, że w momencie kiedy ludzkość osiągnęła niebywałą liczebność nadeszła produkcja prawie bez robotników, zautomatyzowana.

Przytoczę jeszcze Kroplę 18 – wypowiedź Winstona Churchilla: „Ludzi można podzielić na 3 kategorie: tych, którzy zapracowują się na śmierć, tych, którzy zamartwiają się na śmierć i tych, którzy zanudzają się na śmierć”. Tak myślą elity, które nie pracują a mają. Nie trzeba pracować, żeby mieć pieniądze, przykład idzie z góry

Transnarodowe korporacje torują sobie drogę ponad granicami państw, przekształcają i niszczą życie ludzi w poszukiwaniu rynków zbytu”. „Rozwiał się amerykański optymizm”. Nieuniknione jest niezadowolenie.

Czyżby koniec cywilizacji? Rifkin podaje rozwiązanie: wykorzystać talent, energię i pomysłowość setek milionów mężczyzn i kobiet do konstruktywnych celów. Trzeba sprawić, żeby bezrobotni ludzie nie czuli się gorsi od garstki pracujących. Nie można obok nich przejść obojętnie. Ludzie będą krócej pracować, żeby pracy starczyło dla wielu.

Rządy już nad tym pracują. W ostatnich latach prawie całą produkcję przeniesiono do Chin. Zastanawiałam się dlaczego, teraz już wiem. Stamtąd pochodzą produkty najniższej jakości dla biednych, śmierdzące ubrania, zanieczyszczone i skażone wyroby, zabawki, naczynia ... W Polsce ubyło 2 mln młodych ludzi, którzy pracują za granicą, nie przysyłają pieniędzy, bo tam zapuszczają korzenie. Przesunięto granicę wieku emerytalnego nie dlatego, że będą pracować, ale dlatego, żeby im nie wypłacać emerytur tylko 5 razy mniejsze zasiłki. W USA zbudowano obozy fema w obawie przed buntem zdesperowanych bezrobotnych, gniewnych ludzi.

Gdzie szukać pracy? Tam gdzie niemożliwe będzie zastąpienie człowieka przez automat. Albo zakumplować się z elitami, bo oni sobie krzywdy nie zrobią. Ostatnio podano, że 85 rodzin ma 90% wszystkich pieniędzy na świecie. A reszta żyje na granicy ubóstwa. milionerzy

Trzeba najpierw zauważyć ten proces, bo on trwa, a nie udawać, że nic się nie dzieje. A potem na spokojnie pogłówkować co można z tym zrobić. Ekspansja w kosmos nie daje zwykłym ludziom szans na opuszczenie zdegradowanej ziemi i znalezienie się na statkach do zasiedlenia innych planet. Myślmy co możemy zrobić, żeby ten scenariusz się nie spełnił. Jak zahamować krwiożerczość korporacji?

Czy na pewno praca dla każdego to szczyt marzeń? Ja wolałabym inaczej spędzać czas niż pracować dla kogoś. Pracujesz dla pieniędzy, a pieniądze są ci potrzebne do życia i cię uszczęśliwią.

W jednym odcinku Kosmosu pokazano śliczne stworzonko – to niesporczak. Żyje na ziemi od 530 mln lat, może nie jeść i nie pić przez 120 lat, jest odporny na promieniowanie, wysokie ciśnienie. Mogłabym być takim wodnym niedźwiadkiem, który zajmuje się głównie jedzeniem liści, rozmnażaniem i wodnymi kąpielami. Czyż życie w spa nie jest lepsze niż ciężka praca? Ludzkość wyginie, a on przetrwa ;)

Zeland w II tomie TR o futerale duszy napisał:

"Jeżeli ktoś sugeruje, że jesteś zobowiązany pracować dla dobra czegokolwiek lub kogokolwiek, nie wierz mu.

Jeżeli udowadnia Ci się, że wszystko w tym świecie osiąga się przez wytrwałą pracę, nie wierz.

Jeżeli próbuje Ci się narzucić okrutną walkę o miejsce pod słońcem, nie wierz.

Jeżeli pokazują Ci Twoje miejsce w szeregu, nie wierz.

Jeżeli próbują zwabić Cię do sekty lub społeczności, w której potrzebny jest "Twój wkład na rzecz wspólnej sprawy", nie wierz.

Jeżeli mówią, że urodziłeś się w biedzie i dlatego musisz przeżyć tak całe swoje życie, nie wierz.

Jeżeli sugerują Ci, że Twoje możliwości są ograniczone, nie wierz.". (źródło: Szelest Porannych Gwiazd s. 136)

Jeśli nadal chcesz pracować to polecam mówienie i pisanie o tym, co ludzie powinni robić, mówić, jeść, ubierać, ćwiczyć, myśleć itd. To się najlepiej sprzedaje, zwłaszcza jak powiesz, że to sekret, tajemnica, którą ujawniasz wybranym itd.

Przecież chodzi tylko o pieniądze. No może jeszcze o władzę.

sobota, 03 maja 2014

Film obejrzałam chyba dwa tygodnie temu w tv. Przedwczoraj znowu był emitowany. To ciekawy film o zmierzchu życia. Taki wieczór ;)

Film z 2007 r. to adaptacja powieści Susan Minot. To historia kobiety, która umiera i wspomina swoje życie. Gra ją Vanessa Redgrave. Wydarzenia sprzed 50 lat zaważyły na jej dalszym życiu. Wtedy był ślub jej przyjaciółki, na którym poznała i zakochała się w Harrisie, zresztą panna młoda też. Harris był lekarzem, ale też synem gosposi. Bo to były wyższe sfery. Taki zakazany owoc. Otóż Ann, czyli główna bohaterka, przez 50 lat rozważa co by było gdyby wtedy sprawy potoczyły się inaczej. Czy byłaby szczęśliwa z Harrisem? Sprawy jednak przybrały niepożądany obrót. Na ślubie Ann była z Buddym, on ją kochał a ona jego nie. Gdy Ann poszła do chatki oddać się Harrisowi, Buddy zginął pod kołami samochodu. Wszystko się rozsypało, każdy wyjechał w swoją stronę.

Ann, niespełniona piosenkarka, miała 2 córki, każdą z innym facetem. Nie umiała znaleźć szczęścia i miłości. Po latach spotkała Harrisa, ale on miał żonę i dzieci i był szczęśliwy, ale o Ann nie zapomniał.

Jedną z córek zagrała Natasha Richardson, prawdziwa córka Vanessy, która zmarła w marcu 2009 r.


Obsada znakomita. Grają jeszcze: Meryl Streep to Lily - przyjaciółka, ale 50 lat później, Glenn Close i Barry Bostwick – rodzice młodej Lily. Gdy grają znakomici aktorzy, to wierzę w to co widzę, umieją przekonać widza do historii. Jeszcze muzyka – znakomita – Jana A.P. Kaczmarka.

Nie wiem na co umiera Ann, ale można się domyślać, że ma raka, bo dostaje silne leki i czuwa przy niej opiekunka. Rak czy inna śmiertelna choroba, nie bierze się znikąd. Gdyby Ann przeszła psychoterapię wtedy, po tych tragicznych wydarzeniach, jej życie mogłoby się ułożyć inaczej. Nie miałaby poczucia winy. Przecież odrzuciła miłość Buddyego. Nie można przecież udawać miłości. Przez lata rozpamiętywała przeszłość, karmiła się iluzjami, ona nie żyła w teraźniejszości tylko w przeszłości. Co to było za życie. Jednak w końcu zrozumiała, że to nie miało sensu. Jedna z córek mówi, że jest w ciąży, ale nie ma pewności czy ojciec dziecka jest tym właściwym mężczyzną. Matka mówi jej, że nie ma czegoś takiego jak błąd. Życie właśnie składa się z takich decyzji. Podejmujemy je każdego dnia i nasze życie toczy się wg tych decyzji. Nie są one ani dobre ani złe, one są. Najgorzej jak ich nie podejmujemy tylko pozwalamy, żeby ktoś za nas je podejmował.

Ten film dobrze pokazuje skąd się biorą choroby (moim zdaniem). Ann dopiero na łożu śmierci zrozumiała swój błąd. Nie można każdego dnia się obwiniać, bo traci się dni i lata. Poczucie niespełnienia rujnuje zdrowie. A w życiu po prostu trzeba żyć tu i teraz. Ann to w końcu zrozumiała. Pouczający film.

Polecam, choć każdy może w nim zobaczyć co innego.



czwartek, 01 maja 2014

Wczoraj obudziłam się o 7 rano. Ale jak zwykle nie chciało mi się wstać więc zasnęłam. Przyśniła mi się jakaś impreza, ale nie w klubie czy lokalu tylko w dużym domu u kogoś. Rozmawialiśmy i wtedy przyszła osoba znana z tv (wiem ale nie powiem kto to) i zaczęła nam rozdawać coś. To wyglądało jak z wtryskarki. Na szkielecie było 7 podłużnych elementów o średnicy 2-3 mm, koloru brązowego. Takie niby ampułki, ale niekoniecznie. Może to było do połknięcia lub pogryzania, nie wiem. Na pewno było to coś zakazanego. Ta osoba każdemu odłamywała kawałek i dawała. Dla mnie przeznaczyła coś wyjątkowego i była to 7 część tego czegoś. Jak ktoś mówi, że ktoś jest wyjątkowy czy wybrany to robię się czujna, nawet we śnie. Oczywiście wzięłam to coś, ale nikt nie zażył tego tam na imprezie tylko zabrał do domu. Miałam jakieś niemiłe przeczucia i nie wzięłam od razu. Pomyślałam, że skoro nigdy niczego nie brałam to może mi to nie tylko zaszkodzić, ale i zabić. Ostatnio czytałam jak to zmarł turysta po zażyciu ayahuasca. Chciałam się pozastanawiać, poczytać co to takiego mam brać itd. Nie zdążyłam, bo się obudziłam.

źródło

A dzisiaj znowu obudziłam się o 7 rano, ale tylko po to, żeby sprawdzić godzinę i trochę pospać. Przecież nie muszę nigdzie iść i nic robić.

Było to dokończenie snu wczorajszego. Rzadko tak mam, że jest dalszy ciąg. Otóż gdy chciałam spróbować tego patyczka to zadzwonił telefon. Potem znowu w wolnej chwili znów wzięłam go do ręki i przyszedł mejl, żeby wystawić i wysłać fakturę. Potem jeszcze przejrzałam pocztę i zapomniałam. Przez cały dzień ciągle coś mi przeszkadzało.

Na jawie jestem czujna i jak kiedyś szłam do przodu jak burza, tak teraz zanim coś zrobię co inni mi każą to się zastanawiam, czy będzie to dla mojego dobra. Dziwne, że stan z jawy przeniósł się do snu. Miałam tę samą cechę – uważność. Okazało się, że również we śnie nie śpię i jestem czujna. Jak coś chcę i na drodze do osiągnięcia są przeszkody to nie idę dalej. Po prostu robię zwrot i nie brnę w coś przed czym Los mnie ostrzega. Bardzo dobrze na tym wychodzę. Ciekawe, że nawet we śnie to się pojawiło. Sen to inna rzeczywistość (może) i gdybym wzięła to coś co dostałam od osoby z tv, to może nie obudziłabym się w tym świecie? Nie będę sprawdzać, bo ten świat znam i jest póki co nie wybieram się gdzie indziej.

Siódemka w tym śnie (2 razy obudziłam się o 7 i 7 patyczek był przeznaczony dla mnie) przede wszystkim zapewnia znakomite zdrowie. 7 to strzała, łucznik, kijanka. Ostrzega przed zbytnim główkowaniem  i zachęca do ćwiczeń oddechowych. Jeśli wczujesz się w akt oddychania to poczujesz, że nie oddychasz sam, ale ktoś oddycha za ciebie. Może czeka mnie wybór czegoś, a na pewno zmierza do mnie jakaś wiadomość. Zabawne, bo ja mam tak cały czas. Taki mam charakter pracy, że ciągle się coś dzieje.

To czego ten sen mnie nauczył, a właściwie uświadomił, to to, że nie ma różnicy miedzy snem a jawą. Jawa wydaje się nam realna, a może to tylko kolejny sen, tylko tego sobie nie uświadamiamy. Cieszę się, że nawet we śnie nie śpię i nie robię głupot, nie szkodzę sobie i innym. To bardzo budujące :)



11:27, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
Archiwum
bajka107@gazeta.pl