Życie to wszystko co mam :
wtorek, 30 maja 2017

W ostatnich dniach w domu pełno ludzi, ich sprawy i problemy. Nie było czasu wejść do kompa. Komunia udana.

Można wrócić do prozy życia. Pa pa pa

A w międzyczasie kończył mi się podpis elektroniczny. Musiałam kupić (nie ma problemu przez internet) i zainstalować na karcie i w programach. Gdybym przegapiła termin to byłby problem.


Zawsze jest ten dreszczyk emocji, gdy jeden podpis traci ważność, a nowy dopiero się wgrywa.

To już 5 podpis, a więc zaczynam 9 rok, bo każdy mam na 2 lata. Nie było tortu ani życzeń pomyślności. Bo to przecież rzecz martwa, a właściwie rzecz elektroniczna, ale bardzo ułatwia życie. Nie trzeba wysyłać nic pocztą, a wszystko co wychodzi ważnego podpisuję tym e-podpisem.

Bardzo oszczędza czas. Tylko e-podpis informuje przy wpisywaniu hasła, że mam włączony caps lock. Nigdzie, ale to nigdzie nikt nie zwraca na to uwagi, wysyła za to komunikat o nieprawidłowości i nie przyjmuje hasła. Nawet bank nie zauważa. A dla kompa mała i duża litera to zupełnie co innego.
Na marginesie – umarła przyjaciółka mojej mamy. To ta z Alzheimerem. Ostatnie nasze spotkanie to kilka lat temu. Potem nie poznawała mojej mamy. A ostatnio do męża mówiła: kim pan jest i co pan robi w moim domu. Odlot. Niby to ona, a jednak Jej nie było w środku ciała. Nie uważam, że to otępienie starcze. Człowiek jest jak maszyna, coś mówi, je, ale jego umysł jest daleko i nigdy nie wróci.

Właściwie wtedy urwał się kontakt. Zdrowemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że żyjący człowiek może zapomnieć wszystko. Kim on teraz jest, skoro świadomość dawno opuściła ciało. Ciało jakoś funkcjonowało, ale miesiąc temu przestała jeść. Po tygodniu zabrało ją pogotowie do szpitala i była karmiona przez rurki. Właściwie po co? Ta moja przyszywana ciotka już odeszła, ale ciało ciągle żyło. Umarła dzień przed dniem matki. Była bardzo chuda. W taki właśnie sposób „dożyła swoich dni”. (Bardzo ładne określenie). Nie było oddawania hołdu, rodzina mała, jakieś koleżanki i znajomi. To wszystko. Czy zmarłego jeszcze obchodzi coś ziemskiego? Czy im potrzebne są hołdy, kwiatki, ordery i znicze? Oni lecą do wieczności i na pewno nie oglądają się za siebie. Czyż można tęsknić za życiem na tej planecie?

 

 

piątek, 26 maja 2017

Szłam dzisiaj koło południa na rynek. Myślałam o sobie, że jestem szczęściarą, że nie muszę chodzić codziennie do pracy. Mogę sobie w środku dnia iść na zakupy. Naprzeciw mnie szło starsze małżeństwo. Oboje tędzy, szli wolno, ona krok za nim. Gdy mijaliśmy się ona powiedziała do męża: najlepiej jest umrzeć nie chodząc do … Dalszego ciągu nie usłyszałam. Miałam nawet ochotę odwrócić się i iść za nimi, ale się powstrzymałam. Byłoby to dziwne tak podsłuchiwać ludzi. Myślę, że chodziło jej o lekarzy. A więc powinni często chodzić po lekarzach to nie umrą. Biło od nich zmęczenie życiem, więc myślą już o odejściu.

Nie rzucaj słów na wiatr”

mówili nasi przodkowie i dobrze wiedzieli , że to jest ważne. Słowa to energia, wypowiedziane mają moc sprawczą. Czyli mówisz – masz.

Ceń słowa. Każde może być twoim ostatnim.

Stanisław Jerzy Lec

Przez ostatnie dwa miesiące mijałam bilbord nawołujący do koncertu w Arenie.


Dziwiłam się, że użyto słowa niebezpieczna, bo przecież chodzi o koncert ulubienicy małych dziewczynek. A przecież dzieci nie powinny być straszone.

Dziwne, że taka osoba jest idolem dzieci, bo jej teksty nie są dla nich. To taka młodsza wersja Beyonce, która śpiewała, że nic nie znaczy bez faceta i jest jego podnóżkiem. Ariana śpiewa o upijaniu się i chodzeniu do domu z kimś kogo się dopiero poznało, jak w piosence One Last Time.

Ciekawe, że gdy na koncertach śpiewała piosenkę Problem to miała problemy i fałszowała. W jej piosenkach mało treści, a pełno powtórzeń, jak mantra.

Jej kariera wystartowała gdy przestała być katoliczką (ma brata geja, a gejów kościół tępi) i zainteresowała się Kabałą. Potem kilka operacji plastycznych i stała się gwiazdą i wzorem dla dzieci.

Czytam plotki, które mnie czasem zadziwiają.

W 2014 roku głośno było o incydencie przed galą EMA.

Ariana Grande była ostatnio gościem jednej ze stacji radiowych. Przed wejściem do studia z uśmiechem rozdawała autografy i robiła sobie zdjęcia z fanami. Po spotkaniu z Arianators, Grande weszła ponoć do windy, a kiedy zamknęły się drzwi, miała powiedzieć: "Mam nadzieję, że oni wszyscy k***a umrą!". Tak twierdzi świadek cytowany przez New York Daily News.” - źródło ema-2014

Dziewczyna ma moc sprawczą i powinna uważać co mówi.

 

Jak mówił poeta Jeremi Przybora

Słowa rozpalone nienawiścią

podpalają nie gorzej niż zapałka.”

Gdy wracałam do domu zatrzymała mnie starsza kobieta i spytała gdzie kupiłam sukienkę, w której byłam. Zdziwiłam się, że można o coś takiego pytać. Powiedziałam jej, że kupiłam ją ze 3 lata temu w jakimś sklepie na P. Teraz jej nie można kupić. A ona, że idzie na komunię i potrzebuje właśnie taką. Ja też idę w niedzielę na przyjęcie komunijne, ale zakładam sukienkę bardziej wizytową. Rzecz gustu. Rozbawiła mnie ta sytuacja, bo pani powiedziała, że widziała mnie kilka razy na osiedlu. Przecież się nie rozbiorę i nie dam jej mojej zwykłej codziennej sukienki ;)))

Dobre słowa mogą rozjaśnić świat.

Ale trzeba uważać i poczuć intencję

Piękne słowa kryją czasem niepiękne serce”

John Ronald Reuel Tolkien

Pamiętaj co mówiły babcie:

Waż słowa,

czyli Uważaj co mówisz

 

bo słowo ciałem może się stać.



poniedziałek, 22 maja 2017

Byłam w aptece wykupić leki dla rodziców. Wyjechali, więc poszłam po recepty. Właściwie to nie kupiłam, bo wszystko było za darmo. To tylko Amlozek, Enarenal, i Tulip z datą ważności 2019 i 2020. Niech leży. Nie mam pojęcia na co to i mało mnie to obchodzi. Zwykła przysługa. Ale przy okazji postanowiłam kupić sobie maść na opalanie. Nie było. Był krem pod tą samą nazwą, więc wzięłam.

Od lat smarowałam się tą maścią, czyli tłustym kremem, bo zawierał tylko glicerynę i witaminę A+E. Kupiłam skuszona nazwą. W domu sprawdziłam skład tego nowego-starego kremu. I aż usiadłam. Produkt zawierał 35 chemicznych składników opisanych na 11 linijkach.

Dlaczego w aptece nie przeczytałam?!

Same metale ciężkie, aluminium i nano, czyli wdzierające się do naszego organizmu każdą szczelinką. To są maleńkie ilości, ale stosowanie dzień w dzień powoduje w ciele zmiany. A ten krem polecano na twarz. Może zaczęłabym się świecić jak folia? Niedoczekanie. Wyrzucam, najpierw wycisnę wszystko do zlewu, żeby nikt nie zachorował. Pora przestać kupować kosmetyki i samemu je robić. To zaszło za daleko. Ta chemia powoduje stany zapalne skóry, choroby znikąd i złe samopoczucie.

W aptece sprzedają teraz wyroby medyczne, cokolwiek to znaczy. A tak naprawdę sprzedają nam potencjalne choroby. W medycznych rękawiczkach. A po pierwsze mają nie szkodzić.

Sprzedawczyni, bo raczej nie farmaceutka, zaoferowała mi jakieś wyroby – leki w promocji. To naprawdę dziwne. Nie jestem chora i nie potrzebuję leków nawet w promocyjnych cenach. Pani namawiała mnie, bo przecież „się opłaca” kupić 100 tabletek, a płacić jak za 50. Uprzejmie podziękowałam i powiedziałam, że wybieram wariant zero tabletek i oszczędzam 100% nic nie płacąc.

Reklamy już na mnie nie działają. Zresztą są coraz głupsze i nie zachęcające do wizyty w aptece. Poznikały dobre produkty, które leczyły niewielkie schorzenia, a została chemia.

Czy komuś zależy na naszym zdrowiu?

Sami dbajmy o siebie.

 



poniedziałek, 15 maja 2017

Właściwie to nie wiem czy mi się coś śniło. Obudziłam się rano i w tej mikrosekundzie przed otwarciem oczu pomyślałam, że pogniotłam swoje skrzydła. Podczas snu. Uczucie było tak silne, byłam tak tego pewna, że chciałam iść do przedpokoju (tam mam duże lustro) sprawdzić jak bardzo się pogniotły. Moje skrzydła były duże, sięgały do sufitu, więc musiały się pognieść. Potem otworzyłam oczy i dotarło do mnie gdzie jestem, jaki mamy dzień tygodnia i że muszę wstać. Oczywiście poszłam do lustra sprawdzić „moje skrzydła”. Zniknęły. Nie dziwię się.

 

Coś musiało się wydarzyć w nocy skoro takie było przebudzenie. Nic nie pamiętam i nigdy sobie nie przypomnę. Czarna zasłona.

Ptaki mają skrzydła, ale śpią na siedząco. A rano rozpościerają skrzydła, machają i wszystko OK.

 

Właściwie to po co człowiekowi skrzydła. Mamy samoloty, więc jak ktoś bardzo chce latać to można wygodnie sobie usiąść i patrzeć z góry. Nie trzeba machać skrzydłami tylko popijać drinki.

Pegazowi dano skrzydła, by trudniej mu było wierzgać

– to słowa Stanisława Jerzego Leca. Jak w życiu. Często dostajemy coś, żeby odstąpić od czegoś i nie iść swoją drogą.

 

Spotkałam dzisiaj panią, która ma nawrót raka. Normalka. Minęło 5 lat i znowu chodzi na chemię. Wypadły jej wszystkie włosy, chodzi z chustką na głowie. Jest słaba i zupełnie nie myśli o swojej odporności. Nie ma siły. Pytałam ją czego by chciała jeszcze w życiu. A ona mówi, że spokoju, o niczym nie marzy. Jej córki podrzucają jej swoje dzieci do opieki, a ona nie ma siły się nimi zajmować. Gdy córki wychodzą z dziećmi, to ta pani leży i śpi, bo nic jej się nie chce. Nie umiem jej zainspirować. Ona chyba chce odejść, ale jest potrzebna dzieciom i wnukom. Długo tak nie pociągnie. Ona nie widzi swojej przyszłości, jakby jej nie miała. Czy skrzydła by jej pomogły? Dam jej swoje.

A mówi się, że

Pokochaj przyszłość, a wyrosną ci skrzydła.

Gdy widzisz przyszłość to chce ci się żyć. Możesz mieć różne plany, ale jak „widzisz je” to osiągniesz sukces.

O kimś komu wiedzie się coraz lepiej mówi się, że

Rozwinął skrzydła.

Czyli jego pole się powiększyło, bo przecież skrzydła zajmują dużo miejsca. Mając skrzydła nie musisz nikomu płacić za bilet, chcesz lecieć to lecisz. Dokądkolwiek.

To tylko słowa.

Zwiąż Aniołowi skrzydła, a siłą wiary wzleci.

 

Więc nie ubolewam nad brakiem skrzydeł. Musiałabym przerabiać bluzki i sukienki, bo duże skrzydła nie zmieściłyby się pod nimi ;)

 

A w tv nareszcie emitują Zaszczepionych.

 

23:35, bajka107 , Sny
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 maja 2017

Byłam w jakimś urzędzie, albo na granicy, albo na lotnisku. To była taka sytuacja, w której pokazywałam jakiemuś urzędnikowi dokument tożsamości albo się przedstawiłam z imienia i nazwiska. Nie wiem dokładnie, bo akcja rozpoczęła się od stwierdzenia tego pana, że „mam dziwne nazwisko, takie niepolskie”. Zdziwiłam się, że coś takiego powiedział, bo to nie jego sprawa. Każdy ma takie nazwisko jakie ma i nikomu nic do tego. Ten facet miał mnie gdzieś wpuścić albo przepuścić. A on do mnie zagaduje i komentuje. Jakie to nieprofesjonalne. Wokół byli inni i słuchali. Co ich obchodzi moje nazwisko? Przecież dane osobowe są pod ochroną. Nie wiem dokładnie czy to ja powiedziałam swoje nazwisko czy ten pan je wypowiedział na głos. Na pewno moje nazwisko padło głośno i wyraźnie.

Obudziłam się zdziwiona tą sytuacją. W życiu realnym miałam też takie zdarzenia, że ktoś zastanawiał się nad moją narodowością słysząc moje nazwisko. Ale były to sytuacje prywatne.

Moje nazwisko jest krótkie, ale można w nim zrobić 3 błędy. Gdy komuś je podaję, żeby zapisał, to zawsze literuję.

Zmieniając jedną literę otrzymujemy markę samochodów albo ciepły i wilgotny wiatr.

Zmieniając ostatnią literę otrzymujemy nazwę jednej z 4 epok materialnego świata w hinduizmie.

Wg strony nazwiska-polskie w Polsce jest 235 osób o takim samym nazwisku. Na pewno nie jest rzadkie.

Moje nazwisko jest bezpłciowe,Brzmi tak samo dla kobiety i mężczyzny. I dobrze, bo jest uniwersalne.

I to nazwisko po mężu. Kobiety nie mają swoich nazwisk. Gdy się rodzą to dostają zwykle nazwisko po ojcu, a gdy wychodzą za mąż to dostają nazwisko męża. Moje nazwisko po ojcu w młodości sprawiło mi wiele przykrości ze strony rówieśników, więc z ochotą je zmieniłam. Podoba mi się i nie zmienię go już.

Kiedyś ludzie mieli tylko imiona. W miarę wzrostu liczby ludności imiona nie wystarczyły i dodawano określenia. Jest taki angielski serial Dr Who, w którym bohater wchodząc do budki podróżuje w czasie i przestrzeni. Lubię ten serial, bo Dr uważa, że może zrobić wszystko, bo nie ma ograniczeń. Historie są ciekawe, bo w różnych czasach dysponuje aktualnymi gadżetami. W ostatnim odcinku nadawał mieszkańcom wioski określenia zamiast imion, których nie mógł zapamiętać. Jednego człowieka nazwał Dużutki ;) Tłumacz pojechał, bo nie ma takiego określenia.

Ja w dzieciństwie dostałabym przydomek B.Krnąbrna :)))

W świecie arabskim Człowiek dostaje swoje imię i dalej ma imię po ojcu i kolejne po dziadku. Od razu wiadomo jakie kto ma korzenie i przodków. Ciekawa jest historia imion i nazwisk, jak to dawniej było.

Wg sennika znaczenie snu to „otrzymasz pomyślne wiadomości”. Codziennie dostaję jakieś wiadomości. Dzisiaj dostałam list od klienta z fakturami ;) Spotkałam też dwie kobiety, które rozmawiały głośno. Gdy je mijałam to jedna powiedziała do drugiej, że ładnie wygląda. Uśmiechnęłam się. Żyję w cudnym świecie miłych ludzi :)

 

 



22:58, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2017

Dzień z wampirem, czyli bardzo dobry dzień z moją przyjaciółką. Ona pobiera ode mnie bardzo dużo energii, bo sobie nie radzi z sobą i z życiem. Obie o tym wiemy. Nic się z tym zrobić nie da.

Są ludzie dawcy i biorcy. Ja jestem dawcą, bo energii mam dużo i w każdej chwili mogę się nią napełnić. Jestem szczęściarą, bo urodziłam się z zerowym trygonem Słońca do Marsa. A więc mam witalność, odwagę, samodzielność, asertywność, śmiałość, gorącą krew, żywiołowość itd... To dostałam z Kosmosu, więc się tym dzielę. Za darmo.

A moja przyjaciółka ma wokół siebie osoby, które wylewają na nią wiadra pomyj, swoich problemów, chorób, lęków. One potem czują się dobrze, a moja przyjaciółka więdnie, usycha, kurczy się. Mogę tylko wysłuchać o ją motywować do biernego oporu. Ona się zawsze ze mną zgadza, ale nie umie sobie radzić w konfrontacji. Przeczytała więcej książek ode mnie, ale nie umie zastosować porad w życiu. Najłatwiej się doładować od innego człowieka, bo to gotowa przetworzona energia, tylko brać.

Moje pole (aura) jest coraz większe. Pisałam kiedyś jak „dotknęłam” osobę idącą przede mną ok. 6 m, aż się odwróciła. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, że nikogo tuż za nią nie było. Gdy ktoś jest za blisko to się odsuwam, jakby mnie dotknął. Trzeba o siebie dbać, bo nie ma nic cenniejszego na świecie niż my sami i nasze zdrowie. Nie podaję ręki nikomu, czasem muszę. Jak wiem, że będzie ciężki dzień, dużo spotkań to odpowiednio się ubieram. Próbowałam namówić moją przyjaciółkę na coś czerwonego w ubraniu, ale ją to parzy. Ubiera się szaro buro, w kolory ziemi, maskujące.

Znamy się wiele lat i teraz wystarczy telefon, żeby się lepiej poczuła. W końcu energia nie zna barier, przenika przez wszystko i przestrzeń pokonuje natychmiast.

Technik radzenia sobie z ubytkiem energii jest bardzo dużo.

Gdy nastąpił kontakt z wampirem to, żeby nie zemdleć czy uchronić się przed bólem głowy trzeba zastosować jakiś żywioł.

Powietrze – otworzyć okno, prze wietrzyć, wpuścić coś świeżego, innego. Albo samemu wyjść z domu na łono przyrody. Można też zacząć oddychać, głęboko oddechem pełnym do brzucha (napełnianie dzbana). To z pranajamy. Gdy zdarzy się coś takiego w pracy to wychodzimy do toalety i oddychamy. Ja zawsze oddycham przez nos i wydycham też przez nos. Odkąd tak robię nie miałam kataru, a jak mam to trwa to kilka godzin. Gdy wentylujemy się powietrzem to zaczyna nam się rozjaśniać w głowie i zaczynamy się lepiej czuć.

Kiedyś po wielkich porządkach w domu i wymyciu podłóg „założyłam” w drzwiach wejściowych zasłonę z białej energii, która ma zatrzymywać negatywne dla mnie energie, rozpuszczać je. Wystarczyło machnąć ręką, a kurtyna jest. I tego dnia byłam umówiona z klientką. Gdy otworzyłam drzwi ona stanęła na wycieraczce i zdezorientowana podała mi dokumenty. Powiedziała, że jest gdzieś umówiona i nie ma czasu. Nigdy wcześniej i później tak się nie zachowała. Nie mogła przekroczyć progu mojego domu. Potem wystarczy raz na jakiś czas wzmocnić działanie tej kurtyny. Ja mam ją cały czas. Nie muszę o tym pamiętać.

Ziemia – wystarczy zdjąć buty i postać na gołej ziemi. Kiedyś mieszkałam w wieżowcu. Do mieszkania musiałam przejść długi korytarz wyłożony sztuczną wykładziną. Zawsze gdy kładłam rękę na klamce chwytał mnie prąd i przechodziła iskra. Kiedyś weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i stanęłam na posadzce obiema stopami, oparłam czoło i ręce na ścianie. I wtedy natychmiast poczułam się znakomicie. Ściana była nośna, więc miała bezpośrednie połączenie z ziemią.

Woda – ja często myję ręce, bo nieraz czuję jakby były czymś oblepione. Podróżuję komunikacją miejską, więc dotykam różnych rzeczy. Często mam rękawiczki, ale to nic nie daje. Czasem wystarczy umyć ręce mydłem, a czasami trzeba szybko wziąć prysznic. Jeśli mamy więcej czasu to polecam wodę z solą, ale zwykła nie jodowaną. Najlepiej wziąć kąpiel i posiedzieć w wannie (jak ktoś ma). Można też wymoczyć nogi w soli, albo polewać się taką solanką.

Ogień – zapalamy białą świecę do oczyszczenia pomieszczenia, a potem jakąś kolorową z intencją napełnienia miłością i szczęściem. Używam dużo podgrzewaczy. Codziennie palę je w lampie solnej.


Mam taką na tealight, a nie na prąd. Po co dobroczynną lampę psuć kablami i smogiem elektrycznym.

Można też okadzić pomieszczenie kadzidłami, a najlepiej białą szałwią. Potem trzeba wywietrzyć, bo intensywny zapach działa denerwująco. Ja już nie używam kadzideł, bo to jakieś podróby.

Przyroda działa na człowieka kojąco, energetyzująco. Powinno się każdego dnia być na świeżym powietrzu. Współczuję osobom, które siedzą całe dnie w klimatyzowanych pomieszczeniach, potem wsiadają w swoje autka, stoją w korkach, by potem resztę dnia spędzić w domu. To taki chów klatkowy, z klatki do klatki. Wtedy obowiązkowo w weekend proszę wybrać się do lasu. Osoby chore na rak szybciej wyzdrowieją, gdy będą często przebywać na dworze.

Gdy czujesz, że jest ci smutno i źle to zadbaj o siebie. Twoje pole jest cieniutkie, może też ma dziury, więc zanim zachorujesz doładuj się sam. Wybierz co ci pasuje. Albo jak moja przyjaciółka idź do kościoła, na koncert, na mecz, do galerii, bo tam jest dużo ludzi i możesz czerpać do woli. Tylko taka energia nie zawsze jest korzystna, choć łatwa do zabrania.

Na pewno nie otaczaj się lustrami w celu odbicia ataków wampirów. Wszystkie osoby, które to stosowały nie żyją, a jedna jest chora na manię prześladowczą.


Otaczanie się lustrami powoduje, że przyciągamy uwagę jak kula dyskotekowa. Nawet jak się nie ruszamy do w przestrzeni robi się dziura i zasysa to czego nie chcemy. Ja w dzieciństwie machałam lusterkiem po suficie i moja siostra spadła z krzesła wodząc wzrokiem. Upadła na wiaderko metalowe i rozcięła twarz. Ma ślad do dzisiaj. Tak to działa.

Można otaczać się różnymi ochronnymi polami, ale ja tego nie robię. Bo nie mam się czego bać. Znam sposoby na wyrównanie brakującej energii, więc śpię spokojnie.


Gdy kładę się do łóżka to czasami wyobrażam sobie, że leżę w uzdrawiającym sarkofagu. Gdy ktoś oglądał Star Gates to wie o co mi chodzi. W filmie Elizjum też był taki sarkofag. Wchodziło się do niego i następowało uzdrowienie, a nawet wskrzeszenie. Nie mam pojęcia jak ja to wymyśliłam, ale szkoda mi było marnować noce. Mój sarkofag zawsze jest przezroczysty. Próbowałam to zmienić, ale bez skutku. Może to klaustrofobia, o której nie wiem. Kładę się i mówię, że leżę teraz w uzdrawiającym sarkofagu, a gdy rano się obudzę to automatycznie z niego wyjdę. Podczas nocy mój organizm się zregeneruje, naprawi to co uszkodzone, doenergetyzuje się, wzmocni się układ odpornościowy. Ważne, żeby nie stosować tej techniki gdy śpimy z kimś w łóżku. Do sarkofagu nie można kłaść kogoś kto sobie tego nie życzy lub o tym nie wie. Może się to źle dla niego skończyć. Gdy śpisz z kimś to odsuń się jak najdalej i wtedy to zastosuj. Nie robię tego często, bo nie choruję. Najwyżej poprawi mi się cera. ;)

Osoby, które leżą w szpitalach powinny stosować ten sposób, żeby wspomóc leczenie.

Wszystkiemu można zaradzić. Myślę, że każdy w swoim otoczeniu ma biorców i dawców, więc nie trzeba daleko szukać źródła energii. Nie bać się tylko działać. Unikać wszystkiego co nam nie służy.

Moja przyjaciółka gdy jej mówię co może sama zrobić, zawsze mi powtarza, że nie jest mną i ona tak nie umie.

Nie naśladuj mnie, a wypracuj sobie swoje techniki samopomocy. Jest ich naprawdę dużo, dla każdego coś odpowiedniego. Staraj się być dobrej myśli, nie bój się niczego. Polityka, religia, tv też kradną energię, a nikt ich nie nazywa wampirami. Dbaj o siebie.

 

czwartek, 04 maja 2017

Niedawno postanowiłam nastawić ziarna na kiełki. Najbardziej lubię kiełki pszenicy, bo mają orzechowy smak. Przeszukałam jedną szufladę w kuchni, ale nic nie znalazłam. Byłam przekonana, że mam z zeszłego roku, więc zaplanowałam na ten długi weekend uporządkowanie szafek.

Zaczęłam na luzie od wyjęcia wszystkiego z szuflad. Odkąd trzymam wszystko w szklanych słojach nie mam moli. Ale umyłam wszystko.

Znalazłam sporo przeterminowanych przypraw, wyrzuciłam całą reklamówkę. Bardzo mi się to spodobało, więc zajrzałam do kolejnej szuflady, na kolejne półki. Ciągle moim celem było znalezienie nasion. Pozmieniałam miejsce przeznaczenia rzeczy w kuchni, tak przy okazji. Wszystko jest teraz inaczej. Wstąpiła we mnie energia, więc zaczęłam porządkować szuflady w pokoju i półki w szafach. Przez kilka dni wszystko było otwarte, a ja układałam raz w jednej raz w drugiej szafie. Znalazłam stary notes, który był podpisany moim panieńskim nazwiskiem. Bardzo stary ;) nierówno zakurzony.


Zapisana była tylko jedna strona z przepisami. Notes słabej jakości, klejony, bo kartki wypadały.

Pozbyłam się sporo prześcieradeł i poplamionych obrusów, wyniosłam też 3 worki ubrań, których nigdy nie założę. Zostawiłam je obok śmietnika.. Zawsze daję rzeczom, które wyrzucam, drugie życie. Niech ktoś sobie weźmie i skorzysta, chodzi tylu bezdomnych. W międzyczasie wstawiłam 3 prania i wykonywałam inne sprawy.

Znalazłam koperty ze starymi zdjęciami. Na wielu zdjęciach są osoby, które już nie żyją. Dziwne uczucie patrzeć na ciotki, które ciągle dobrze pamiętam. One odeszły na zawsze.

Wszystko przemija. Co się zaczyna musi się skończyć.

Pogoda sprzyjała pracy domowej, choć jej nie zamawiałam ;)

Potem przyszła kolej na dokumenty. Wszystko co miało datę starsza niż 2014 poszło do niszczarki. Dostałam ją niedawno w prezencie. Wyszły 3 torby drobnych ścinków. Nie spodziewałam się, że tyle tego jest.

Łazienki i sypialni nie sprzątałam, bo tam mam zawsze porządek, wyrzucam wszystko na bieżąco.

Na koniec umyłam wszystkie podłogi i okadziłam mieszkanie białą szałwią. Stare odeszło, nowe idzie.


I wtedy przypomniał mi się mit o 12 pracach Heraklesa, a właściwie o 5 lub 6, zależy z którego źródła bierze się listę. Czy kolejność tych prac jest istotna?

Poczułam się jak on i znalazłam podobieństwo.

Piąte zadanie do wykonanie dla Heraklesa polegało na oczyszczeniu stajni Augiasza. Przypomnę w skrócie o co chodziło.

Augiasz, król Elidy miał najbogatsze na świecie trzody i stada, trzysta białonogich czarnych byków, dwieście byków rasowych czerwonych, oraz dwanaście niezwykłych srebrzystobiałych byków poświęconych ojcu, Heliosowi. W stajniach i owczarniach zalegał śmierdzący gnój, nigdy nie wynoszony. Gnój leżał też na polach i był źródłem zarazy na Peloponezie. Herakles przybył do Augiasza i obiecał mu, że do zmroku wszystko uprzątnie, ale chce za to dziesięcinę bydła. Król się zgodził, bo nie wierzył , że w 1 dzień można to zrobić.

Podobno Herakles zaczął wynosić wiadra gnoju, ale dwóch ludzi, których spotkał doradziło mu zastosowanie wody z pobliskich rzek. Więc Herakles wyburzył mur w stajni, wykopał kanał i skierował 2 rzeki tak, żeby przepłynęły przez stajnie i oczyściły je. Herakles nie był zbyt bystry, ale umiał słuchać rad innych. Po wszystkim Augiasz nie chciał mu wypłacić nagrody, bo dowiedział się, że Herakles musiał sprzątać, więc dlaczego miałby mu płacić. Herakles chciał dorobić, cwaniaczek. Podobno zabił Augiasza za niedotrzymanie umowy.

Herakles wykonał pracę sam, nikt mu nie pomagał. I ja też nie wynajęłam nikogo do pomocy. Zresztą źle bym się czuła gdyby ktoś grzebał w moich rzeczach. Obca energia nie zawsze jest neutralna. Po co mi cudze kłopoty.

Wszystkie problemy powinniśmy rozwiązywać sami. Ludzie zwykle wyręczają się innymi, liczą, że ktoś za nich wszystko załatwi. Są też tacy co jak „trwoga to do Boga”. Jak ostatnio czytałam Val Kilmer będzie się teraz modlił o wyzdrowienie zamiast się leczyć. Najpierw udawał, że nie jest chory, potem coś wymyślał, a teraz zamiast do lekarza to poszedł do kościoła. Nie przyjął do wiadomości prawdy o swoim stanie, nie chce się wziąć za siebie i dociec przyczyny choroby, woli zdać się na siłę wyższą, która mu nie pomoże. Efekt może być tylko jeden.

Herakles pozbywał się gnoju, a ja zaszłości, stereotypów, rozrachunków z przodkami, zbędnymi rzeczami, które oblepiają nogi i nie pozwalają iść szybko do przodu. Nie zawsze są to rzeczy miłe. Nie ma potrzeby ciągłego oglądania się.

Efektem pracy Heraklesa było użyźnienie okolicznych pól. Ja uwolniłam się od zbędnych rzeczy dając je innym. To jak prezent od losu.

Czy sprzątanie jest poniżające? Herakles jako heros nie był zbyt dumny, nie czuł, że ta praca mu uwłacza. Niektórzy nie brudzą swoich pulchnych rączek, bo inni za nich sprzątają. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i sami tworzymy swoją rzeczywistość. Ostatnio byłam na uroczystości z osobami wykształconymi wysoko. A na stole z kawą, herbatą był chlew – cukier i śmietanka do kawy rozsypana, wszędzie leżały mieszadełka. Stół wyglądał jak pobojowisko. To nie szalały dzieci, a dorośli wykształceni ludzie.

Moja praca nie była za karę. Chociaż. Nie planowałam tak gruntownego porządkowania prawie całego mieszkania. Przecież mogłam w tym czasie robić coś przyjemniejszego, albo gdzieś wyjechać. A wybrałam pracę fizyczną.

Mit jest stary jak świat, a przecież ciągle aktualny.

O pracach Heraklesa napisała też Agata Christie. Jej bohater Herkules (rzymski Herakles) Poirot oczyścił stajnię. Wymyślił intrygę, gdy okazało się, że poprzedni rząd brytyjski był skorumpowany i nieuczciwy (brudy i gnój) i te informacje zagrażały obecnemu premierowi. Zmienił bieg wydarzeń (rzeki) – skierował uwagę na coś innego i bohaterowie dostali odszkodowanie za publikowanie kłamstw.

Jakie to wszystko aktualne. Ludzie rzucają się na informacje z pierwszych stron, a nie widzą co się dzieje za kulisami.

Mam poczucie dobrze wykonanej pracy. Fizycznej. Ale zupełnie nie jestem zmęczona. Wszędzie zrobiło się luźniej, bo pozmieniałam miejsca przedmiotów na lepsze. Poczułam się lżejsza, odeszło wiele spraw z przeszłości, o których sobie przypominałam w miarę sprzątania, układania i wyrzucania.

Zresetowałam się, użyźniłam.

Mój mózg stał się lżejszy.

 

Muszę kupić pszenicę na kiełki ;)))

poniedziałek, 01 maja 2017

Dawno temu gdy czytałam chińskie mądrości o tym jak rozpoznać choroby z twarzy człowieka to zdziwił mnie opis brwi. Autor opisywał co oznaczają różne kształty brwi i podał, że brwi podwójne to oznaka schizofrenii. Bardzo mnie to wtedy rozbawiło, bo przecież nie istnieją takie brwi. Przynajmniej ja nie znałam nikogo kto by miał coś takiego na twarzy. Potem myślałam, że to błąd w tłumaczeniu.

Gdy ostatnio zobaczyłam tę fotkę to przypomniała mi się chińska mądrość.


Szwedzka blogerka, makijażystka wymyśliła to coś i namawiała do tego innych. Potem uznała, że to dobry żart.

Żyjemy w czasach gdy blogerzy są wyrocznią, działają jak wahadła – rób to co ja. A biedni głupi ludzie bez zastanowienia ich naśladują. I czasem mogą zrobić sobie krzywdę.


Już nie śmieję się z chińskiej wiedzy.

Brwi chronią nasze oczy przed kurzem i potem. Ale główna ich cecha to nadawanie twarzy osobowości. Brwi są pierwszym owłosieniem, które pojawia się w życiu płodowym w 3 miesiącu. Potem rosną włosy nad górną i pod dolną wargą, a dopiero w 4 miesiącu pojawiają się pierwsze włosy na głowie.

Brwi są odpowiednikiem linii życia na dłoni. Jeśli ktoś miałby podwójne brwi, to jakby miał dwie drogi życia. Nie każdy umie wybrać, którą drogą ma podążać i stąd zaburzenia psychiczne, depresja, schizofrenia.

Michio Kushi w Diagnostyce wizualnej Orientu opisuje znaczenie wyglądu brwi.

Odległość między brwiami jest wynikiem sposobu odżywiania się matki w czasie ciąży. Mniejsza odległość jest wynikiem nadmiernej konsumpcji produktów zwierzęcych i długo gotowanych warzyw. Wielka odległość spowodowana jest odżywianiem się mlekiem, cukrem, owocami i surowymi warzywami. Ciężarna kobieta ma bardzo duży wpływ na wygląd swojego dziecka. Kobieta powinna odżywiać się w sposób zrównoważony, wtedy brwi będą ładne, symetryczne, łagodnie uwypuklone, a dziecko będzie w równowadze psychofizycznej.

Były kiedyś kobiety bez brwi, jak Mona Lisa.Czy ona naprawdę żyła?

Bardzo znana meksykańska malarka Frida Khalo ma bardzo charakterystyczne brwi. Chiński lekarz powiedziałby, że osoba jest emocjonalna, uparta i gwałtowna. Gęste brwi to wskaźnik witalności. Zewnętrzne końce skierowane do góry to charakter agresywny i ofensywny. Frida taka właśnie była w życiu prywatnym. Kłóciła się z mężem, dwa razy wychodziła za niego za mąż, zdradzała go z kobietami i mężczyznami. Ta jej witalność pomagała jej w rekonwalescencji po wypadku. Była bardzo schorowana, ale też zdeterminowana w dochodzeniu do zdrowia. Zmarła w wieku 47 lat od dużej ilości leków.

Edith Piaf miała zupełnie inne brwi. W młodości miała normalne, szerokie brwi. Te cieniutkie kreseczki nadały jej twarzy zupełnie inny wygląd. Duża odległość między brwiami oznacza niepewność, niezdecydowanie, brak determinacji i brak poczucia bezpieczeństwa. To znak wdowieństwa i separacji. Brwi opadające to charakter łagodny i wyrozumiały. Żyła 48 lat. Zupełnie się nie zgadza, że odżywianie wege matki gwarantuje długie życie. Obie artystki żyły prawie tyle samo lat.


MM urodziła się z łagodnymi brwiami. Po operacjach plastycznych brwi stały się spiczaste i krótsze. Zwężające się przy końcu brwi oznaczają fizyczną i psychiczną degenerację. Takie miała życie. Najpierw wzrost, a potem upadek. Nie warto wyskubywać brwi przy końcu i skracać sobie życia.

Długie brwi oznaczają długie życie. Skracanie się brwi lub ich przerywanie może oznaczać rozwijanie się poważnej choroby. Karygodne jest przekłuwanie brwi, bo można uszkodzić sobie wzrok. Zwykle ludzie robią to w 3 części brwi, czyli na starość będzie się działo (zło).

Ludzie sami sobie planują swoje życie. Patrząc na fotki wiadomo co będzie, nie trzeba być jasnowidzem.

Jeśli ktoś straci brwi to powinien jak najszybciej sobie je namalować. Osoby chore na raka, które stosują chemię tak mają. Te, które znałam już nie żyją. Znikła ich droga życia.

Nie kombinuj z brwiami. Nie warto. Każdy chce mieć długie życie w zdrowiu. A to zapewnią łagodne wyraziste brwi. Między innymi.

 

Archiwum
bajka107@gazeta.pl