Życie to wszystko co mam :
sobota, 22 czerwca 2013

Zamiast oglądać festiwal w Opolu oglądaliśmy koncert Paula McCartneya w NY - Goog Evening New York City. Nie jestem fanką jego muzyki, ale nie wyłączam jej jak ją usłyszę. Jego piosenki są przyjemne dla ucha, ale nie działają na moją duszę. Co innego jak leci rege to natychmiast zmieniam kanał, bo ta muzyka mnie drażni i wprowadza w zły nastrój.

Koncert oglądało się świetnie. Uzdolniony, wysoki, stary artysta daje popis swoich umiejętności. Śpiewał bardzo różne utwory, ale stosownie do swoich aktualnych możliwości wokalnych. Nie starał się śpiewać tych utworów tak jak kiedyś i to wzbudza szacunek, bo nie fałszował. Nie było też gołych panienek czy innych odwracaczy uwagi. Człowiek, który śpiewa i tworzy całe życie jest naprawdę wielkim artystą. Jest sobą i nikogo nie udaje. I dlatego jest wielkim artystą.

Ma duże poczucie humoru, również na własny temat. Stwierdził, że taki koncert jest dobry na otwarcie stadionu. Często przekomarzał się z publicznością, że już jest zmęczony i nie ma sił, po czym śpiewał kolejną piosenkę. I poruszał się jak 20 latek, a ma 71. Jest bogaty. Media snują przypuszczenia, że ma ok. 700 mln dolarów. A dlaczego nie funtów, przecież jest Brytyjczykiem. Facet spełnia się artystycznie i jeszcze na tym zarabia. Ale pozwala nagrywać koncerty na telefony komórkowe. A te światełka wyglądają zjawiskowo. Wielu artystów zakazuje filmowania i fotografowania, bo jeszcze nie zarobili wystarczająco dużo. Gdy już umrą, nie będzie śladu po takich koncertach i pamięć o nich zniknie.

Najlepsze dla mnie były fajerwerki. Uwielbiam je i zawsze po sylwestrze oglądam pokazy z całego świata. Wprowadzają mnie w euforię nad talentem ludzi, którzy to tworzą.

Postanowiłam o nim napisać właściwie ze względu na jego zmarłą żonę Lindę. Dzięki niej po raz pierwszy usłyszałam o wegetarianizmie. Nie było wtedy żadnych książek kucharskich z tymi przepisami. Linda zmarła 15 lat temu w wieku 57 lat na raka. Taki sposób odżywiania nie uchroni jednak przed śmiercią na raka. Jednak siły witalne Paula nie pochodzą od mięsa.

źródło:www.allstarpics.net

Ciekawa strona o członkach zespołu http://beatles.kielce.com.pl/

Dzisiaj w Wawie jest jego koncert. Udanej zabawy.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

 

Znowu sen bez znaczenia.

Śniło mi się, że byłam w Thajlandii!? Przyjechałam do hotelu, weszłam, a tam wieloosobowe pokoje, pełno łóżek w każdym pokoju, nawet w holu. Czekałam na przyjaciół. Byłam sprytniejsza i dostałam się tam wcześniej jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ;) Reszta miała mniej szczęścia i jeszcze nie dotarła na miejsce. Zaczęłam się zastanawiać, skąd wiadomo, że jestem w Thajlandii, skoro hotel jest jak w każdym innym mieście. Może trochę przeładowany, ale normalny. To ludzie są najważniejsi, a oni są wszędzie podobni, albo cię lubią albo nie. Koniec.

foto pochodzi ze strony: http://mmaaggnnaa.wordpress.com/photos-by-martin-chen/thailand-2/

Gdy spytać ludzi co zrobiliby z 10 milionami, to większość odpowie, że pojechaliby w podróż dookoła świata. Ja nie. Ja nie chcę nigdzie jechać, a już nie na drugi koniec świata. Przecież musiałabym wsiąść do samolotu. Wsiądę, jeśli od tego zależałoby moje życie, a nie dla przyjemności.

Gdy jako dziecko podróżowałam z rodzicami po Europie, to chyba wtedy coś się zmieniło. Pamiętam jak byliśmy w Wenecji. Trzeba było iść trasą do placu z gołębiami, które siadają na głowie, rękach, wszędzie. Trasa turystyczna zaczęła się wspaniale. Pełno było sklepów z witrynami do ziemi. Pięknie ubrane sprzedawczynie przecierały czyste szyby i zachęcały do kupna złotych ozdób. Zauważyłam, że nie ma tam zwykłej trawy, tylko rośliny w donicach. Ziemia była wyłożona kafelkami, jak teraz w galeriach. Ale wtedy to dla mnie była nowość. Więc zboczyłam z trasy i rodzice musieli mnie szukać. I wtedy było ciekawiej. Uliczki coraz węższe, smród coraz mocniejszy. Spotkałam normalnych mieszkańców i wcale im się nie powodziło. Dziwne, nie mogłam tego pojąć. Przecież tylu turystów tam przyjeżdża i zostawia sporo szmalu, a zwykli mieszkańcy są biedni. Wtedy postanowiłam nie dokładać się do bogactwa bogatych.

Nie muszę zaczynać wszystkiego od nowa, nie muszę uciekać od rodziców (jak mój znajomy, nie dogadywał się w domu to wybrał podróżowanie po świecie, ale moim zdaniem to nie pomaga). Cieszę się, że urodziłam się w tym kraju, a inne miejsca mogę obejrzeć w tv lub na fotkach.

Naprawdę podróże mnie nie kręcą, więc skąd taki sen? Nieważne, to tylko dusza podróżuje w nocy.

Tagi: podróże
23:13, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 czerwca 2013

 

Dzisiejszy sen był adekwatny do tego co robię i myślę w ostatnim czasie.

Śniło mi się, że przyszła do mnie Kora z Markiem Jackowskim. Usiedli na sofie i rozmawialiśmy. Nie było to nic wyjątkowego dla mnie. Po prostu przyszli goście, jakich wielu do mnie przychodzi. Sofa była w innym miejscu niż jest w realu. Zaczęłam im tłumaczyć, że jesteśmy na innej linii życia, bo nawet drzwi wejściowe otwierają się z innej strony, bo klamka jest z lewej strony, a powinna być z prawej. Potem zorientowałam się, że przecież Marek nie żyje, więc im to tłumaczę. Na początku szukaliśmy sposobu jak wrócić na właściwą linię naszego życia. Ale potem jak się okazało, że Marek tu żyje a tam nie, to Kora już nie była zdecydowana wracać. Obudziłam się.

Ten sen ma ścisły związek z książką, którą czytam przed snem. W Transerfingu nie istnieją żadne ograniczenia. Każdy człowiek ma możliwość wyboru takiego życia jakie chce. Każde mało znaczące zdarzenie może spowodować zwrot w losie. Życie to łańcuch przyczyn i skutków. Płynie spokojnie do momentu kiedy wydarzy się coś, co zmienia dekoracje. Wówczas los skręca i przechodzi na inną linię życia. Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego ludzie giną czy umierają młodo, a mogliby żyć. Czy postępują tak, że ich los się wypełnił i nic już w swym życiu nie osiągną? A może ludzie umierają na jednej linii życia, po to żeby pojawić się gdzie indziej? W książce nie znalazłam odpowiedzi, ale przeczytałam dopiero 2 tom. Stąd taki właśnie sen. W nim też nie było odpowiedzi.

 

22:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 czerwca 2013

Jak co roku o tej porze w tv reklamują leki na astmę. Na kwitnienie traw można łatwo zwalić duszenie się i problemy z oddychaniem.

W rzeczywistości jest to choroba najłatwiejsza do uleczenia. Leki minimalizują skurcze oskrzelików, ale leczą tylko objawy, a nie przyczynę.

Przyczyny astmy:

- nadmierna i przytłaczająca miłość;

- niemożność wytchnienia, by zająć się sobą;

- poczucie przyduszenia;

- stłumiony płacz.

 

Objawem astmy jest dławienie się przy wydechu.

Oddech jest najważniejszy. Gdy się rodzimy to pierwszy oddech łączy nas ze światem, gdy umieramy to wydajemy ostatnie tchnienie. Strach zamyka gardło. Gdy się od czegoś uwalniamy to robimy głęboki oddech. Przestajemy oddychać gdy bronimy się przed kontaktem.

Opiszę dwa przypadki, które znam.

Moja znajoma ma córkę. Kilka lat temu organizowała cały jej wolny czas. Woziła ją na zajęcia teatralne i taneczne, dodatkowe lekcje angielskiego i francuskiego, basen, lekcje tenisa i już nie pamiętam co tam jeszcze wymyśliła. Dziecko było tak przeciążone, że nie miało czasu głębiej odetchnąć. Jej córka nie umiała się przeciwstawić i zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Lekarz zdiagnozował astmę i coś tam przepisał. Wiadomo, że jak człowiek przestaje oddychać to umrze. Ale najpierw są problemy i bez leków nie można funkcjonować. I wtedy się spotkałyśmy. Zapytałam moją znajomą czy kocha swoje dziecko. Ona oczywiście się obraziła, ale chciała pomóc dziecku. Wtedy jej powiedziałam, że córka jest przeciążona różnymi zajęciami poza lekcjami. Dużo zajęć dodatkowych nie powoduje, że dziecko jest mądrzejsze. Takie dzieci wyrastaja na przeciętniaków, bo nie da się ciągnąć kilka srok za ogon i być dobrym we wszystkim. Radziłam je, żeby porozmawiała z córką i zapytała ją czym się tak naprawdę interesuje, na czym jej zależy, a co chciałaby odpuścić. Każdy powinien być taki jaki jest naprawdę. Dziecko nie może rezygnować z samego siebie, by zadowalać rodziców. Córka nie jest małą księżniczką tatusia, a syn nie jest najważniejszym mężczyzną w życiu matki. Ponieważ znajoma zareagowała na początku choroby, jej córka nie zachorowała. Nawet nie wykupiła recepty, bo objawy minęły. Wystarczyło tylko porozmawiać i usłyszeć co chce drugi człowiek. Znajomej było ciężko odpuścić, ale dobro dziecka zwyciężyło. Matki tak mają, że teraz jest więcej możliwości, a same nie mogą spełniać swoje marzenia więc zmuszają do tego dzieci. Ludzie byli w szoku, gdy John McEnroe mówił, że nienawidził grać w tenisa i był zmuszany przez rodziców.

Dobrze to widać w serii "Mała piękność" – o konkursach piękności dla maleńkich dzieci. Jeśli matka wbije sobie coś do głowy to dziecko nie może się temu sprzeciwić. Sporo dziewczynek ma astmę, bo nie umieją się postawić i odmówić udziału w tych praktykach. Smutne dziewczynki maluje się i ubiera jak dorosłe kobiety. Matki wydają sporo pieniędzy, żeby dostać kilkaset dolarów nagrody i koronę. To one mają satysfakcję a nie ich dzieci.

Kolejny przypadek.

Moja przyjaciółka ma znajomą, do której jeździ, żeby się nią opiekować. Kobieta jest po 60-tce i od lat ma astmę. Przyjaciółka szybko doszła, dlaczego znajoma choruje. Otóż, gdy ta miała ok. 20-tu lat zaszła w ciążę. Kiedyś to był dramat i jej matka zmusiła ją do aborcji. A wiadomo, że matce się odmawia. Od tej pory ta kobieta żyła nienawiścią do matki. Potem wyszła za mąż, ale dzieci nie miała. Kilka lat temu umarła jej matka, a potem jej mąż. Kobieta została sama z astmą. Przyjaciółka dała jej do przeczytania książkę o wybaczaniu, ale ją oddała, bo to nie dla niej. Łazariew na str. 92 Bumerangu pisał, że agresja w stosunku do zaświatów objawia się samozniszczeniem. Nie można nienawidzieć zmarłych, dlatego zawsze się o nich mówi dobrze, albo wcale. Ta chora znajoma woli umrzeć niż wybaczyć matce. Jest szczęśliwa, że ma chorobę, bo lekarze się nia zajmują, znajomi. Nigdy nie czuła się lepiej, chociaż bez inhalatora juz by umarła. Takim ludziom się nie pomaga, bo o to nie proszą. Dobrze im z choroba, bo coś mają.

Kiedyś czytałam o uzdrowicielu. Na seansie pewien człowiek wstał z wózka inwalidzkiego, bo uzdrowiciel "wziął na siebie" jego kalectwo. I ten człowiek szybko usiadł z powrotem na wózek, bo pomyślał, że teraz zabiorą mu rentę i będzie musiał iść do pracy i będzie musiał być za siebie odpowiedzialny. Prościej jest żyć tak jak do tej pory.

A ja coraz lepiej rozumiem dlaczego ludzie chorują.

 

22:22, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (2) »
Archiwum
bajka107@gazeta.pl