Życie to wszystko co mam :
piątek, 30 września 2011

W zasadzie każdą wolną chwilę wypełnia mi oddychanie i wybaczanie. Najbliższa rodzina już została „przerobiona”. Nie mam do nich o nic żalu. Wszystko zostało wybaczone.

Dlatego szukam dalej wśród osób, które kiedyś spotkałam, a nie zachowałam się dobrze. Bardzo pomocne w tym są fotografie. Przeglądając album natknęłam się ostatnio na zdjęcie chłopaka, który był mną bardzo zainteresowany. Przypominałam sobie różne sytuacje i moje zachowanie. Starałam się je zmienić, a przynajmniej jakoś usprawiedliwić. Bo było tak, że on zupełnie nie był w moim typie. Z mojej strony nie było żadnego zainteresowania jego osobą. Traktowałam go per noga. Natykałam się na niego na różnych spotkaniach towarzyskich, wykładach, imprezach itp. Zawsze go wyśmiewałam, poniżałam, umniejszałam jego wartość, drwiłam z jego uniżoności, odrzucałam jego miłość. Byłam naprawdę podłą osobą. Jego zainteresowanie odbierałam jako atak na mnie. Udawałam, że nie wiem o co mu chodzi, myślałam, że wtedy da mi spokój i się odkocha. Trwało to dość długo, aż w końcu nasze drogi się rozeszły. Wtedy nie myślałam, że robię coś złego. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Aż do teraz. Poczułam, że należy tą relację naprawić i uzdrowić. Bardzo się starałam. Wyobrażałam sobie jego postać przede mną i prosiłam o wybaczenie. Czasami rozgrzeszenie przychodzi szybko, ale teraz nie było łatwo. Pracowałam nad tą relacją dwa tygodnie. Aż w sobotę na ulicy zobaczyłam go. Nawet mnie nie zauważył, albo nie poznał. I wtedy poczułam, że coś puszcza, a w moim sercu poczułam błogość. Czyli miałam wtedy rację, że nie pasujemy do siebie, nie bylibyśmy razem do końca życia. Musiała to być tylko chemia i żadnych prawdziwych uczuć. Jak nie ma miłości to nie warto utrzymywać takiej znajomości. Ale nie musiałam się zachowywać w podły sposób.

Wybaczanie jest dla mnie ważne. Nie jest przyjemne przypominanie sobie ludzi, których źle traktowałam i prosić ich o wybaczenie. Łatwiej jest samemu wybaczać. I nie trzeba do tego konfrontacji. To tylko praca nad sobą.

A to uczucie błogości w sercu jest bezcenne.

Wtedy wiadomo, że wszystko dobrze poszło i relacja została uzdrowiona. Chyba dlatego to robię, dla TEGO uczucia.





sobota, 24 września 2011

Myśli przyciągają zdarzenia. P. zastanawiał się nad sprzedażą auta przed wyjazdem. Ciągle brak czasu na zgłoszenie go do sprzedaży. Potem pomyślał, że może mieć wypadek i wtedy auto pójdzie do kasacji i nie będzie problemu.

Gdy w czwartek P. wracał autem do domu wjechał w niego facet, który wyjeżdżał z parkingu. Oba samochody zostały trochę uszkodzone, bo prędkość była niewielka. Wezwałam policję, bo nie wiedzieliśmy czyja to wina. Po 23 minutach pojawiła się policja, ukarała mandatem kierowcę Renaulta, dostał też punkty karne. Gdy czekaliśmy na policję to modliłam się, żeby zdarzenie było dla dobra P. I tak się stało, ale szkoda mi było tamtego kierowcy. Był to emeryt, który następnego dnia miał jechać z żoną do Wilna. Był w szoku. On nawet nie hamował, bo nie spodziewał się tej stłuczki. Może dobrze, że to się tak skończyło. To znak, żeby nigdzie nie jechał. P. powiedział, że uratował facetowi życie. Dziwne.

      

Tak to już jest, że trzeba uważać na to co się dzieje wokół i wyciągać wnioski. I zwolnić.          

czwartek, 22 września 2011

Rozczula mnie widok starych ludzi. Dzisiaj na przystanku widziałam taką zasuszoną małą kobietkę po 80-tce. Ubrana na czarno, z chustką na głowie, siwe włosy, a w ręku torba-siatka z materiału. Stare kobiety nie mają torebek. Stała, a ja na nią patrzyłam i pomyślałam, że ja też kiedyś taka będę. A ona kiedyś była taka jak ja. Też chodziła do szkoły, miała koleżanki, chodziła na randki, miała dzieci, chodziła do pracy, kochała i bawiła się. Tak jak wszyscy. Czas biegnie nieubłaganie. Jedni żyją normalnie i nie zwracają na upływający czas uwagę. Inni naciągają swoje twarze i wyglądają jak zombi, bo nie chcą wyglądać staro. Teraz stary człowiek nie jest darzony szacunkiem, a przecież on dużo przeżył i jest kopalnią doświadczeń. Starzy ludzie przeszkadzają, bo chcą siedzieć w autobusie, wolno chodzą, przeszkadzają też politykom, bo chcą chodzić do lekarza za darmo, długo żyją i długo biorą emerytury czy renty.

Moja kuzynka jak wychodziła za mąż to nie zaprosiła babci, bo powiedziała, że nie lubi starych ludzi. Na moim weselu babcia była i naprawdę nikomu nie przeszkadzała. A ja się cieszyłam, że mam babcię, bo zawsze wiedziałam, że korzenie są ważne w życiu człowieka.

Ostatnio dostałam od kuzyna, który robi drzewo genealogiczne, zdjęcie mojej mamy z moimi dziadkami.

Na fotografii jest mój dziadek, moja babcia, w środku stoi moja mama, a na ręku babci jest moja matka chrzestna. Z tych osób żyje tylko moja mama, która miała wtedy 6-7 lat. Mieli plany, marzenia, a teraz nie żyją i tylko my o nich pamiętamy. Babci takiej młodej nie pamiętam. Zupełnie inaczej wyglądają moje konflikty z mamą, nie obwiniam jej już za nic, wybaczyłam jej już wszystko zło, którego doświadczyłam i cieszę się, że ciągle jest na tym świecie.

A z dziećmi to mam fajne doświadczenia. Mały człowieczek to cud. Doceniam je, bo kiedyś będą tworzyć moją rzeczywistość. Każde dziecko, które spotykam na ulicy, gdy na mnie spojrzy to się uśmiecha, a niektóre przestają płakać na mój widok. Wydaje mi się, że to dlatego, że ja im patrzę w oczy i bezgranicznie je kocham. A one to wyczuwają.

Nie mogę pojąć, jak można krzywdzić takie małe istotki.

 

Suplement z 24.09.2011

Zadzwoniła moja mama, która jest jeszcze na letnisku i powiedziała, że otrzymała sms, ale nie wie od kogo, bo nie podpisany. Treść mniej więcej taka: Mamo proszę doładuj mi telefon na numer ..., dzwonię z telefonu koleżanki. Mama myślała, że to od mojej siostry, bo tylko ona ma na kartę. Ja mam abonament i zawsze się podpisuję. Kazałam jej wykasować ten sms, bo to ewidentne oszustwo.

Znowu ktoś w Plusie sprzedał bazę danych. :(


wtorek, 20 września 2011

Tydzień temu wiele agencji podało, że na świecie żyje 7 mld ludzi, w każdym razie na pewno będzie nas tyle do końca 2011 roku.

Od 1999 roku przybyło 1 miliard ludzi, to tylko 12 lat. 49% ludzi żyje w Afryce, a rasy białej jest tylko 12%.

Jak się ma to do teorii depopulacji? Nijak. Świat wygląda tak, jakby wszystkie dusze chciały żyć właśnie w tych czasach, jakby chciały być świadkami tego co nadchodzi. Dlatego jest taki tłok na świecie.

Bo nie chodzi o to, żeby nas było coraz mniej tylko coraz więcej. Czuję się tak, jakby ludzie byli hodowani po coś. A właściwie wiem po co. Po naszą manę. Dla niewtajemniczonych powiem, że mana to specyficzna energia życia wytwarzana przez człowieka m.in. z powietrza i pożywienia. Jesteśmy stadem baranów lub owiec, jak kto chce. I nie mamy bladego pojęcia do czego służy nasza mana, którą tracimy. A tracimy ją każdego dnia, zmuszani niejako do tego przez złe myśli, zazdrość, mściwość, obwinianie, pielęgnowanie urazy, nienawiść, pogardę i podsycany nieustannie przez wszystkie media - strach.


Unikam większych zgromadzeń, bo wiem, że wytwarzana wtedy energia nie idzie ku dobremu. Ktoś się o to stara i nad tym czuwa. Natomiast moja przyjaciółka uwielbia chodzić do kościoła albo na wielkie spędy ludzi. Wtedy może ciągnąć tyle energii ile się da. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nawet żartuje, że jest wampirem energetycznym. Lubimy się też często spotykać i pozwalam jej „ciągnąć” moją manę. Dla mnie to nie problem wyrównać potencjał energetyczny, a ona jest przecież moją przyjaciółką. Kiedyś sprawdzałam wahadełkiem moją energetykę. W skali 1-100% normalnie wahadło pokazało 30% naładowania maną. Po wykonaniu 8 pełnych oddechów, moja mana wzrosła do 80%. Ładuję się codziennie więc many mam pod dostatkiem. Jest to też praktyczne, bo wtedy moje modlitwy, nawet tylko pomyślane, spełniane są natychmiast.

Gdy przestałam medytować zrobiłam się bardziej czujna i chronię jak się da swoją energetykę. Nie będzie się ktoś mną żywił bez mojej zgody. Nikt nie namówi mnie na wysyłanie swojej energii matce ziemi, albo do niezidentyfikowanych istot w kosmosie, albo do budowniczych piramid, albo do fioletowego płomienia, albo do mistrzów wniebowziętych, albo do jeszcze czegoś.

Sorry Gregory, nie ze mną te numery :)



piątek, 02 września 2011

Miękkie zegary (Cieknące zegary) Salvadore Dali

Dziwne rzeczy się dzieją. Od 3 tygodni gubią mi się dni. Po raz pierwszy w środę byłam pewna, że jest sobota. To było tak realne, że upewniałam się na wszystkich dostępnych mi zegarach. Pomyślałam, że komputer się popsuł, albo wyczerpała się bateria. To nie było tylko przekonanie. Ja wykonałam wiele rzeczy zaplanowanych na środę czwartek, piątek. Następnego tygodnia już się nie upierałam przy sobocie w środę, ale to uczucie nie minęło. W tą środę nie sprawdzałam już daty w komputerze. Udaję, że wszystko gra.

Jestem leniwa, więc muszę mieć perfekcyjnie zaplanowane dni, żeby ze wszystkim zdążyć. Daty w księgowości są bardzo ważne i danego dnia muszą wyjść wszystkie deklaracje klientów. Mam taką pracę, że jak mam dużo do wykonania to pracuję całe dnie i czasami do 2-3 w nocy, a jak nie mam nic pilnego to śpię do 10, czytam książki, siedzę w necie.

Niedawno obliczyłam, że 100 faktur księguję w godzinę. Ostatnio miałam klienta, który mi dał 800 faktur do zaksięgowania. Jakim cudem skończyłam po 5 godzinach? Czas mi się rozciąga?

Wszyscy wiedzą, że czas jest funkcją liniową. Przynajmniej na tym świecie. Jest teraźniejszość i mam wybór czy umyję zęby czy pójdę do sklepu. Jest też przeszłość, którą nie mogę zmienić, bo nie mogę zmienić tego co zjadłam wczoraj na obiad. Jednak z przeszłością można pracować. Gdy nie marnuję już czasu na medytacje to wykorzystuję go na pracę nad swoimi wspomnieniami i uczuciami. Biorę album ze zdjęciami i oglądam i przypominam sobie sytuacje i osoby z mojego życia. I w jakiś sposób uzdrawiam, bo lepiej się czuję. Ta praca daje zadziwiające rezultaty. Zmieniają mi się wartości życiowe i światopogląd. Np. oglądam zdjęcie mojego syna na działce u moich rodziców. Przypomniałam sobie, że czasami nie odwiedzałam go w weekendy, bo miałam dużo pracy. Robiłam wtedy różne analizy ekonomiczne, biznes plany, wyjeżdżałam w delegacje itp. Ale nie mogę sobie przypomnieć co dokładnie robiłam takiego super ważnego. Wniosek: jeśli musisz zostać w pracy kosztem rodziny, to nie rób tego. Czas spędzony z rodziną nigdy nie wróci, nie pomogą prezenty (wtedy miałam czyste sumienie). I oczywiście proszę teraz mojego syna, żeby mi wybaczył, że go zostawiałam. Takie uzdrawianie przeszłości wpływa na przyszłość. Jeżeli nie czuję do nikogo żalu, złości, to nasze kontakty się poprawiają. Życie przyszłością, czyli ciągłe planowanie, życie marzeniami jest niedobre, bo nie ma nas ani tutaj w teraźniejszości, ani w przyszłości, bo jeszcze nie nadeszła.

Moje problemy z czasem polegają raczej na jego rozciąganiu niż gubieniu. To raczej nie jest normą.

Ostatnio trafiłam na ciekawy art. w newsweeku (synchronizacja - już przestało mnie to dziwić). Link: Iluzje czasu

Wg autorki: „Im jesteśmy starsi, czas wydaje się płynąć szybciej.” Robiono nawet badania, z których wysnuto wniosek, że musimy mieć w ciele jakiś centralny czasomierz, którym można manipulować. Nawet Einstein wiedział, że czas jest względny. Polecam przeczytać cały art., choć przedstawia stereotypy.

I ciągle nie wiem, dlaczego mój czas czasami rozciąga się i zamiast 8 godzin mija 5. Dali chyba coś o tym wiedział.



czwartek, 01 września 2011

Dzisiejszy sen wytrącił mnie z równowagi. Śniło mi się, że obudziłam się i wstałam z łóżka. Nie było to znane mi moje spanie, bo pościel była biała, a ja mam tylko kolorową. Obok było drugie łóżko i ktoś na nim spał. Gdy spojrzałam na zmierzwioną kołdrę to pojawił się wąż, który wypełzł z pościeli. Brrr. Miał jakieś 1,5 metra, był cienki, czarny i co 1,5 cm miał pomarańczową obrączkę. Niedobrze mi się zrobiło, gdy pomyślałam, że gdy spałam to ten wąż po mnie pełzał! Szukałam takiego, ale nie znalazłam. Ten jest podobny wielkością, ale nie ma wąskich obrączek.

Zamknęłam drzwi do tej sypialni i zadzwoniłam po pomoc. Przyjechał facet z długim kijem z pętlą na końcu. Skojarzyło mi się to narzędzie z polowaniem na krokodyle. Zapowiedziałam facetowi, że musi mi pokazać tego węża w tej pętli, inaczej nie uwierzę, że go tam już nie ma. I obudziłam się, pamiętając wszystko ze szczegółami. To było bardzo realistyczne i takie kolorowe.

Ubawiłam się czytając tłumaczenia takiego snu. Najlepsze było porównanie węża do budzącej się kundalini. Trochę mała ta kundalini.;)

A potem zadzwoniła jedna z moich przyjaciółek, z którą ostatnio nie mogę się dogadać. Ona za wszystko co zdarza się w jej życiu obwinia innych. Wszystkich dookoła ocenia wg własnej miary. Mówi często, że ludzie są nieszczęśliwi, ale wszystko mierzy własną miarą. Ostatnio nawet mówiła, że ona nie rozumie co ja do niej mówię. Chyba pora, żeby nasze drogi się rozeszły. I sen rozwiązany - nieszczery przyjaciel.

Czy ja dzisiaj zasnę?

22:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
Archiwum
bajka107@gazeta.pl