Życie to wszystko co mam :
piątek, 27 września 2013

Obejrzałam właśnie Breaking Pointe w tv BBC. To balet od kuchni. Opowieść o artystach.

Pokazane fragmenty ich Kopciuszka były na wysokim poziomie. Rasowy balet, aż przyjemnie było popatrzeć.

A to ich Książę. ;)

http://www.balletwest.org/

środa, 25 września 2013

Żeby nakarmić swoją Duszę byłam dziś w Teatrze Wielkim. W środku tygodnia. To był balet Cinderella do muzyki Rossiniego.

Nazwanie tego przedstawienia baletem to za dużo powiedziane. To raczej tylko taniec. Dlatego czuję się trochę rozczarowana. Gdyby nie dwie dziewczynki, które siedziały za nami, to byłby raczej nieudany wieczór. To one właśnie powiedziały, że to nie balet tylko taniec. Zdziwiły się, że Kopciuszek tańczył na boso, a potem rzucił baletkę na scenę ;) Postać wróżki zbyt wyuzdana, bo dziewczynki widziały jej majtki. Dziwiły się też, że siostry kopciuszka i macocha to mężczyźni i skąd mają biust. Ale peruki im się podobały. Mężczyźni udający kobiety są zawsze zabawni. Macocha (Caban) była dobra ;)

Spektakl jest zabawny, bo to przecież Rossini.

Moim zdaniem najgorzej wypadli służący, którzy tańczyli nierówno i niezbyt się przykładali. Kopciuszek miał kilka solówek, ale niezbyt trudnych. Książę też się nie wyróżniał, niepozorny, niski. Były może ze 4 słabe podnoszenia. Było bardzo mało typowych dla baletu figur. Natomiast sceny zbiorowe były świetne i zabawne. Taki spektakl dla dzieci, ale z inną wróżką.

Cinderella do muzyki Prokofieva będzie wystawiana za miesiąc w Sydney w Operze,  The Australian Ballet. Ale się tam nie wybieram, bo bilety już wyprzedane. cinderella prokofiev

Muszę iść na prawdziwy balet z baletkami i rajtuzami :)

wtorek, 17 września 2013

Wczoraj w samo południe (znowu) odeszła z tego świata znajoma. Miała raka, czerniaka. Na początku leczyła się terapią Gersona. Pomogło na krótko, bo nastąpił nawrót. Potem kolejno przetestowała na sobie wszystkie dostępne terapie naturalne, diety, a potem inne medyczne. Przeczytała wszystkie książki E.Foley i była na wszystkich jej kursach, stosowała afirmacje. I nic to nie pomogło. Przez ostatnie 9 lat walczyła z rakiem, a w końcu umarła.

Poznałam sporo osób, które miały raka i jedne już odeszły, a inne żyją i mają się świetnie. Lekarstwem na raka nie jest vit. B17 lub inne cuda. To człowiek ma w sobie lekarstwo na wszystko. To umysł. Każda choroba powstaje najpierw w naszych myślach, przekonaniach. Gdy pielęgnujemy w sobie urazy to po cichutku hodujemy raka. Dlatego ważne jest, żeby nie rozpamiętywać złych rzeczy. Ktoś o nas powiedział coś złego i my nie zapomnimy mu tego do końca życia. Bo przecież nie można tego wybaczyć. Sprawca ma się dobrze, a my chorujemy.

Odpowiedź jest w V tomie TR. Nasz świat jest lustrem, które odbija nasze myśli i wyobrażenia. W Hunie mówi się, że świat jest taki jaki myślisz, że jest. W TR jest prościej. Myślisz, że walczysz z rakiem to lustro ci odpowiada: tak walczysz z rakiem. W twoim świecie jest walka i rak. W walce giną ludzie. Lustro zawsze się z nami zgadza. Dlatego ważne jest co myślimy o sobie, o świecie, o innych. Jeśli chcesz mieć dobre życie to myśl o przyjemnych rzeczach. Łatwo powiedzieć, jak wokół tyle zła. Właśnie dlatego. To zło jest gdzieś daleko. Było i będzie. Jak o tym ciągle myślisz, to zło wkrótce pojawi się w twoim życiu.

Znowu analogia z mojej rodziny. Gdy ojciec zachorował na raka nerki, to byliśmy skłóceni. Ja zawsze byłam najgorsza, bo miałam własne zdanie, nikogo nie słuchałam i wiedziałam lepiej. Ojciec nie mógł tego znieść, że kwestionowałam wszystko co powiedział. Przecież najlepiej uczyć się na własnych błędach. Jego choroba spowodowała, że wszyscy zatrzymaliśmy się i zaczęliśmy rozważać, co dla nas jest ważne. Przecież mógł umrzeć i wtedy wyrzuty sumienia chyba by nas zabiły. Pisałam już o tym, ale teraz myślę, że nie tylko on chorował na raka. To chorowała cała rodzina, bo relacje między nami były chore. Ten test rodzina zdała. Mieliśmy grafik kto kiedy był w szpitalu i nie daliśmy mu czasu na myślenie o chorobie. Było tak, że nie był sam, chyba że w nocy. Wspieraliśmy się, a miłość unosiła się w powietrzu. Ojciec się trochę zmienił, ale ciągle chce być najmądrzejszy. Wystarczyło sił na 10 lat, aż przyszedł rak prostaty. Zaczął pracować nad swoim zachowaniem w stosunku do mamy i jest lepiej. Wszystko mu wytłumaczyłam. Prawie się z nim pokłóciłam, gdy tłumaczyłam mu dlaczego on zachorował a nie my. Doszłam jeszcze do wniosku, że ma uraz do swojego brata, który rozwiódł się i związał się z nastolatką. Różnica wieku olbrzymia i ojciec nie wyobrażał sobie, że będą przychodzić na imprezy rodzinne razem. Gdy ojciec był w szpitalu to zakazał go powiadamiać. Niestety ojciec bagatelizuje problem i mówi, że to nie on się obraził. Gdy mu powiedziałam, że to może być przyczyna jego raka, to zaczął się nad tym zastanawiać. Ale teraz sam nie wie jak to rozwiązać. To go może zniszczyć. A w lustrze mojego ojca jest zdrowie i życie. On wie, że miał raka, ale z nim nie walczy. Dba o siebie i wspomaga organizm, żeby się uleczył sam. Czasem wystarczy się pozastanawiać, czy to może być prawda, dopuścić do siebie nowe myśli. Dobre myśli.

Bo świat dba o nas. Tylko pozwólmy mu na to.

czwartek, 12 września 2013

Zmiany są nieuniknione.

Goście wyjechali. Przez dwa tygodnie w domu miałam "sajgon". Totalne zamieszanie. Wszędzie pełno rzeczy, przyjemny bałagan, inne zakupy, inne gotowanie. Całe codzienne życie się zmieniło, bo musiałam się dostosować do gości. Bardzo dobrze mi to zrobiło. Powiew świeżego powietrza. Gdy już masz wszystko poukładane to tego nie doceniasz. Coś się musi wydarzyć, żeby docenić to co się ma. I ja to doceniam. Kocham jak coś się dzieje, wtedy wiem, że żyję.

Zmiany są konieczne. Gdy nic się nie dzieje człowiek traci czujność. Niewielka zmiana może wywołać zamęt w życiu. Nie ma nic stałego, jedyną stałą jest zmiana - to powiedział mądry człowiek.

Zmiany są dobre. Ostatnio do mojej pracy przyszedł znajomy i powiedział, że ma świetną pracę. Z poprzedniej go wywalili jak zachorował. Dostał odszkodowanie i przywrócenie do pracy. Ale znalazł inną, lepszą. Jest szczęśliwy, bo już dostał awans, współpracownicy są rewelacyjni. Gdyby go nie wyrzucili, to nie byłby teraz szczęśliwy.

Zmiany są pouczające. Zwykle zmieniałam pracę co 3 lata. Tak już jest, że w tym czasie można nauczyć się wszystkiego. A potem tylko odcinać kupony. I wtedy pora na zmiany. Trzeba zmienić pracę, żeby nie stać w miejscu.

Zmiany są frustrujące. Nawet niewielkie. Moi rodzice mają ustalony tryb życia. Nawet miejsce przy stole każdy ma ustalone. Gdy ostatnio ktoś usiadł na mamy miejscu, to ona musiała usiąść gdzie indziej. Potem powiedziała, że źle się czuła, odczuwała jakiś niepokój. A to przecież jej komórki nerwowe w mózgu pracowały. Człowiek gnuśnieje jak wykonuje rutynowe czynności. To jak praca na taśmie. Można zasnąć, a ręce i tak zrobią co muszą ;) Ludzie jak mają poukładane życie i są z niego zadowoleni, to boją się zmian. Niepokoją się co one przyniosą.

Zmiany są niedobre. Pracowałam kiedyś w firmie, gdzie szefem był bardzo mądry człowiek. Firma była znana, prężna. Gdy zachorował, poleciał do Indii na pół roku, a firma dalej świetnie prosperowała, bo on ją zarządzał na odległość. Wydawał polecenia przez telefon, wideokonferencje itp. Gdy umarł firma powoli upadała. Nowy szef nie miał charyzmy i nie umiał dobrze kierować. Są ludzie niezastąpieni. To stanowiska można zastąpić. Firma padła. Ta zmiana wyszła firmie bokiem, bo jej nie ma. Ludziom może nie.

Zmiany są nieodwracalne. Ostateczne. Dzisiaj odeszła Małgosia Zwierzchowska. Poznałam ją kilkanaście lat temu na obozie pod namiotami nad jeziorem Niegocin. Był też Olek Grotowski. Zapamiętałam ją jako bardzo pogodną i życzliwą osobę. A jej ser żółty maczany w cieście naleśnikowym i smażony na oleju był boski. Od tamtego czasu jej nie widziałam, a ona ciągle śpiewała fajne, wesołe piosenki. Już nigdy nie pogadamy. Odeszła do Źródła.

Zmiany są dziwne. W tym roku zapomniałam wysiać maciejkę. Kwitnie ona w maju, ale u mnie kwitnie teraz. Po prostu nasionka były w skrzynce z zeszłego roku, a ja podlewałam inne kwiaty, które wysiałam świadomie. I tak natura zmieniła się i mam na balkonie wrześniową pachnącą maciejkę. Może będzie do października albo dłużej, do śniegów ;)

Dla Małgosi.

poniedziałek, 02 września 2013

W piątek biegłam do autobusu i nagle zobaczyłam jak staruszka upada na chodnik. Wychodziła z klatki bloku. Zatrzymałam się i pomogłam jej wstać. Wyjęłam chusteczkę antybakteryjną i wytarłam krew z dłoni i twarzy. Wyszła sąsiadka i zaprowadziła staruszkę z powrotem do domu. Pojechałam następnym autobusem.

Starość jest dziwna. Umysł jeszcze sprawny, ale ciało już nie. A wcale tak nie musi być.

W niedzielę byliśmy na spacerze w parku i zobaczyłam staruszki na przyrządach do ćwiczeń. Wspaniały widok.

Wracały z kościoła, zahaczyły o ten plac zabaw i skorzystały ;) Mężczyźni też tam ćwiczą.. A więc można też tak spędzać starość.

To wszystko zależy od człowieka. Co wybiera.

Polecam film "Kwartet", który wyreżyserował 75 letni Dustin Hoffman, a sam w nim nie zagrał. Fajna opowieść. Przesłanie filmu: życie jest cudowne, zawsze jest miejsce na drugą szansę. Tylko dlaczego do tego stwierdzenia dochodzi się w "odpowiednim" wieku?

Zwiastun filmu: http://www.youtube.com/watch?v=QXCIsfg42l4

Mogłabym się podpisać pod tą recenzją, gdyby była moja ;) Zamiast zastosować opcję kopiuj i wklej, dam odnośnik ;)

http://wnas.pl/artykuly/2714-kwartet-cieply-i-pelen-pozytynej-energii-film-hoffmana-recenzja-dvd

Starość nie jest dla mięczaków.

A póki co oglądaj pozytywne obrazy i szczęśliwych ludzi. To zaraźliwe. I dobrze :)

Archiwum
bajka107@gazeta.pl