Życie to wszystko co mam :
wtorek, 08 maja 2018

Dostałam dzisiaj od klienta prezent z podróży na Bliski Wschód.


Nie odgadłam co to. Poczułam się jak dziecko, które myśli, że mleko jest z supermarketu, a pieniądze ze ściany. Jemy różne rzeczy, a nie wiemy jak dokładnie rosną.

Wygląda jak ogórek po przejściach. Pachniał jak śliwka, więc to chyba owoc. Musiałam zacząć to jeść, żeby odgadnąć resztę.

No i wszystko jasne. To owoc migdałowca, a nasiono zwane jest migdałem. Mój owoc był miękki, bez zdecydowanego smaku, nie słodki, a nasionko nie smakowało jak migdał ze sklepu. To owoc z innego świata.

Syryjczycy jedzą je zrywając owoce prosto z drzewa. Cały owoc zawiera witaminę C, o czym wszyscy tam wiedzą. Wystarczy tylko to wiedzieć, żeby być zdrowym.  Ludzie się tam nie przeziębiają, taki mają klimat. Migdałowce są teraz bardziej popularne w uprawach niż kapryśne oliwki.

Można zrównać rakietami ziemię, zniszczyć wszystko, a rośliny i tak przetrwają. Wystarczy, że jeden owoc spadnie na ziemię i w niej przetrwa.

Migdałowiec zwiastuje wiosnę, kwitnie już w lutym, często w ciągu 1 nocy obsypuje się różowymi kwiatkami. Jak na obrazie Van Gogha namalowanym dla bratanka. W lutym 1890 roku malarz przebywał w Saint-Rémy, kiedy zaczęły kwitnąć drzewa migdałowe. No to je namalował. Bratanek dostał imię po słynnym wuju. Malarz namalował w sumie 3 obrazy z tym motywem. wojciechkarpinski.com/van-gogh-migdalowiec

Akurat na tapecie mojego smartfonu mam Sunflowers Van Gogha. Dobrze mnie nastraja. Wszystko jest ze sobą połączone.

Mała rzecz, a cieszy. Uśmiechałam się przez cały dzień. Że też komuś się chciało zerwać kilka owoców i mi je przywieźć, 4 tys. km. Inni wolą coś kupić na lotnisku. Ja to mam szczęście.

To był dobry dzień :)

 

Przy okazji: nie polecam 2 sezonu Westworld. Spodziewałam się zamiany ról, a dostałam strzelankę. Chyba scenariusz pisali gimnazjaliści. Dolores była interesująca, a jest żenująca. Szkoda czasu.

 

22:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018

Zostałam poproszona o zajrzenie w mądre książki i znalezienie co oznaczają choroby skóry. Gdy lekarze nie mają pojęcia jak leczyć, co może być przyczyną różnych wyprysków, chory dalej szuka pomocy i przyczyny choroby. Albo nie szuka i zdaje się na maście, sterydy, diety cud, czy co tam jeszcze. Wizyta u lekarza musiałaby trwać godzinę, żeby można było w wywiadzie dobrać odpowiednią kurację.

Przemywanie skóry, stosowanie naturalnych maści, makijaż z toną pudru, może pomóc przetrwać dzień wśród ludzi. Ale choroba jest i nie znika.

Ja uważam, że choroba zaczyna się w głowie i dojrzewa w polu otaczającym człowieka (astralu). Niektórzy mogą zobaczyć tam jakieś anomalie, ale nie powinni tego naprawiać. Bo choroba wróci w innym miejscu i trudno będzie znaleźć pierwotną przyczynę. Kiedyś mówiono, że 70% chorób ma podłoże psychosomatyczne, a teraz, że ponad 95%. Nie można za wszystko obwiniać stres.

 

Hipokrates był mądry i zauważył, że:

Jeżeli ktoś pragnie zdrowia,

najpierw należy go zapytać,

czy jest gotowy pozbyć się

przyczyn własnej choroby.

Jedynie wówczas można mu pomóc.

Bo niektórzy naprawdę lubią chorować i udają, że chcą wyzdrowieć. Ja w czasach szkolnych mdlałam ;)

Najlepiej to widać u chorych na raka. Przestałam współczuć osobom, które „walczą” z chorobą”, bo są jeszcze młode, mają małe dzieci, które je potrzebują, mają plany na przyszłość itp. bzdety. To nie są powody do wyzdrowienia, a ego. Żeby wyzdrowieć trzeba dotrzeć do źródła problemu i go zaakceptować, a potem zmienić swoje przekonania. Ja wiem, że nie każdy to potrafi, ale spróbować może każdy, kto naprawdę chce. Użalanie się nad sobą (dlaczego mnie to spotkało) hamuje proces zdrowienia. Nie wspieram w żaden sposób takich osób.

O skórze pisałam już 3 miesiące temu Skora-i-wiosna Nie będę się powtarzać.

Oto wyciąg z 4 książek (podawałam kiedyś jakie mam) na temat wybranych chorób skóry, hasłowo.

Za każdą chorobą kryje się problem.

Skóra ma związek z poczuciem własnej wartości. To osłona ciała, reprezentująca obraz nas samych o sobie. Wszystkie problemy skórne wiążą się z poczuciem wstydu. Osoba taka przywiązuje zbyt dużą wagę do tego co powiedzą o niej inni. Nie pozwala sobie na bycie sobą i łatwo siebie odrzuca. Jest wrażliwa na to co dzieje się na zewnątrz, bardzo łatwo ją dotknąć, a jej samej trudno pokochać siebie taką jaka jest.

Problem skórny jest świetną metodą, aby oddalić od siebie innych. Skóra pomaga nawiązać kontakt z innymi, ale może też go zerwać. Osoba może tak bardzo wstydzić się tego, kim jest lub mogłaby być, że odmawia sobie przywiązania do kogokolwiek i wykorzystuje problemy skórne jako usprawiedliwienie. W ten sposób staje się kimś, kogo nie można dotknąć. W takiej sytuacji chciałaby również zmienić skórę.

Im bardziej problem skórny jest widoczny i przeszkadza co, tym ważniejsza jest wiadomość, że przeszkadzają ci twoje przekonania oraz sposób myślenia o sobie i najwyższy czas byś to dostrzegł. Aby zmienić obraz samego siebie poświęć trochę czasu na zanotowanie wszystkich zalet, jakie posiadasz, każdego dnia dopisując do listy kolejną.

Pozwól sobie być człowiekiem obdarzonym zarówno zaletami jak i wadami, słabościami, ograniczeniami oraz lękami, bez przekonania, że nic nie jesteś wart. Masz prawo do podejmowania decyzji, aby ratować swoją skórę, nie oskarżając się nawet wówczas, gdy decyzje te nie odpowiadają tym których kochasz. Twoja wartość zależy od zalet serca, twojej wyjątkowości, a nie od tego, co dzieje się w świecie fizycznym.

Egzema – chory żyje w lęku o siebie i swoją przyszłość. Z braku zaufania do siebie często popada w rozpacz, bojąc się, co przyniesie jutro. Osoba ta powinna nauczyć się wyrażania własnych uczuć.

Alergia to wrażliwość organizmu na obcą substancję. Alergik bardzo często czuje niechęć do kogoś z zewnątrz i ma trudności z zaakceptowaniem jakiejś osoby lub sytuacji. Łatwo ulega wpływom innych, zwłaszcza tych, na których sam chciałby mieć wpływ.

Osoba z alergią przeżywa wewnętrzną sprzeczność: jedna jej połowa czegoś pragnie, druga jej tego zabrania. W stosunkach z ludźmi: uzależnia się od kogoś, jednak coś jej podpowiada, że powinna uwolnić się od tej zależności. Chory chce też zwrócić na siebie uwagę, zwłaszcza jeśli alergia prowadzi do ataków duszności, w których niezbędna jest natychmiastowa pomoc. U dzieci alergia związana jest ze sprzecznymi oczekiwaniami każdego rodzica, którzy różnią się w ocenie dziecka, czy mają inne poglądy na jego wychowanie. Dziecko nie umie wybrać i ucieka w alergię.

Jeżeli cierpisz z powodu alergii, jak najszybciej znajdź osobę (sytuację), wobec której czujesz niechęć, równocześnie pragnąc jej akceptacji. Myślisz, że jeżeli będziesz zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami tej osoby, będziesz kochany. Musisz jak najszybciej przestać wierzyć, że aby być kochanym, trzeba być uległym.

Jeżeli jesteś uczulony na jakiś produkt spożywczy, być może nie potrafisz pozwolić sobie na czerpanie przyjemności z życia. Zwykle jesteś uczulony na to co bardzo lubisz. Choroba to nie jedyny sposób, aby być ważnym.

Jeśli masz atak alergii, to sprawdź co się wydarzyło w ciągu ostatnich 24 godzin. Kim jest osoba, która wydaje ci się nie do zniesienia. Patrz sercem.

Choroby skóry – niepokój, lęk, stare, pogrzebane rany, zagrożenie – przeszłość nie jest wybaczona i zapomniana.

Wysypka jest oznaką, że coś poruszyło cię wewnętrznie, wyszło na powierzchnię i stało się widzialne. Jeśli swędzi to zmusza cię do zajęcia się sobą.

Świąd pojawia się u osoby, która ma na coś wielką ochotę, jednak nie pozwala sobie na to, gdyż czuje się przez kogoś lub przez jakąś sytuację zablokowana. Powstrzymuje się, co wywołuje rosnącą niecierpliwość i rozgoryczenie. Sprawdź czy to czego chcesz jest realne i czy nie jest to po prostu zwykły kaprys. Pozwól sobie odłożyć go na później, ustąp i przestań chcieć wszystko regulować według własnego widzimisię. Jeżeli pragnienie to jest realne, miej odwagę na konfrontację ze swoimi obawami i przejdź do działania.

Zaczerwienienie skóry w formie plam, które nie bolą i nie swędzą, wskazują, że osoba kontroluje się, aby nie pokazać swego prawdziwego oblicza i odgrywać przyjętą rolę. Bardzo się stara, gdyż czuje lęk i wstyd przed tym, że mogłaby nie sprostać ideałowi, który sama stworzyła. Jednak w pewnym momencie wszystko i tak wychodzi na jaw. Osoby, które łatwo się czerwienią (twarz, szyja) kryją w sobie jakiś dawno przeżyty lęk, że nie uda im się stanąć na wysokości zadania, czyli nie mają pożądanej osobowości. Ogromną trudność sprawia im zaakceptowanie siebie takimi, jakie są. Uświadom sobie, że stworzyłeś ideał trudny do osiągnięcia i że inni z pewnością nie mają wobec siebie tylu oczekiwań.

Jeśli są nawroty choroby, tzn. że problem został potraktowany prowizorycznie. Jeśli poważnie nad tym popracujesz to choroba nigdy nie wróci.

Tą samą chorobę każdy przeżywa inaczej, bo ludzie różnią się między sobą. Leki na jednym działają na innych nie.

 

Wybrałam tylko to co dotyczy osób dorosłych i niektórych tylko symptomów, bo akurat zainteresowana osoba taka jest. Nie ma też tu przyczyn raka skóry.

Teraz trzeba to przeczytać, potem jeszcze raz i zastanowić się co do mnie pasuje, czy ja rzeczywiście taka jestem. Siebie nie da się oszukać, niestety. Prawda uzdrawia.

Moim zdaniem osoba powinna uporać się z rozstaniami, zaakceptować, że ludzie do siebie nie pasują, na dłuższą metę mają inne priorytety, czego innego chcą od siebie i świata. Można udawać, ale na dłuższą metę jest to męczące i popełnia się błędy, a choroba ma okresy lepsze i gorsze.

Oczywiście, oprócz pracy mentalnej należy o siebie dbać, nie jeść ostrych przypraw, obierać wszystko ze skórki, przemywać, suszyć zainfekowane miejsca. Z mojego doświadczenia takie zdrowienie trwa do 10 dni, pod warunkiem, że szybko wpadniesz co ci jest i to naprawisz, czyli zmienisz sposób myślenia o sobie i zadowalania innych. I myślisz nad tym codziennie w każdej wolnej chwili z determinacją. A wolnych chwil mamy naprawdę dużo, zwłaszcza jak nie mamy czasu na nic. Na YT jest dużo filmów jak maskować problemy skórne, czyli udawać, że nic się nie dzieje. Graj w tę grę jak chcesz, albo idź za głosem Hipokratesa.

Internet w pracy nad sobą nie pomaga, bo tam każdy chce być Ironmenem, albo superlaską. A wieczorem trzeba zmyć maskę i spojrzeć w lustro kim tak naprawdę jesteśmy i na czym nam zależy.

Można żyć krótko i szybko. Twój wybór.

Ciekawe, jak się to dalej potoczy.

 

niedziela, 29 kwietnia 2018

Co roku na lato kupuję inne kwiaty. W tym roku postanowiłam mieć w skrzynkach na balkonie tylko bratki. Kiedyś wydawały mi się za małe i za delikatne i ich nie kupowałam. A w tym roku będą tylko one, w 5 skrzynkach. Tak to jest w mieście, że trzeba kupić ziemię, żeby mieć na balkonie namiastkę natury. Kwiatki są niepozorne, niskie, ale wieczorem pachną nieziemsko. Gdy spotkam inne wzory bratków, to dokupię ;)

Mam szczęście, bo 5 minut spacerkiem od mojego domu jest zielony punkt, w którym roślinki i ziemia są najtańsze i najlepsze.

Ostatnio przyjaciółka kupiła dla mnie małą książeczkę. Zawsze jak jest w mieście, to wchodzi do antykwariatu i szpera. Za grosze można kupić coś fajnego. I właśnie dostałam malutką, ładną książeczkę, wydaną w 2009 r. Spodobała mi się.

Krótkie opowieści o kwiatach w formie życzeń. Np. krokusy – życzę ci odwagi, fiołki – spokoju, tulipany – zdolności uwalniania się od rzeczy, margerytki – zdecydowania, goździk – nabierz dystansu.

Oczywiście najpierw przeczytałam życzenia od bratka. W końcu nie bez powodu postanowiłam mieć bratkowe lato. Udzielił mi odpowiedzi na nurtujące mnie ostatnio pytania. Trafione w 10.

Prawdziwa siła człowieka tkwi w jedności. Dlatego nie rozdzielaj siebie na trzy odrębne istoty - cielesną, intelektualną i duchową. Nie skupiaj się na przeszłości tylko ją zaakceptuj. To doświadczenia nas budują. Jestem wdzięczna za wszystko co mnie spotkało w życiu, nie odróżniam czy złe czy dobre. Dzisiaj ocena jest inna, wszystko jest dobre, bo mnie ukształtowało. Co było minęło, a będzie tylko lepiej.

Kwiaty

One są świeże i czyste – są jak piękno,

które nie musi być użyteczne,

jak dobro, które nie oczekuje zapłaty.

Życzę Ci, by takie było Twoje życie.

To słowa autora tej książeczki.

Skoro mamy lato to pora na tęczę. Mówisz – masz.

O godz. 19:09 zrobiłam tę fotkę.

Niebo się zachmurzyło, daleko gdzieś grzmiało, ale nie padało. Świeciło słoneczko i w powietrzu była wilgoć. To wystarczyło.

Jeszcze nigdy tak nie było, że tęcza pojawiła się bez deszczu. Padało gdzieś daleko, a tęcza była u mnie, na zamówienie ;)

Pierwsza mała tęcza w tym roku, a taka dziwna.

 

23:22, bajka107
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2018

Zadzwoniła kobieta z firmy windykacyjnej. Nazwa nieważna, bo wszystkie działają tak samo. Poinformowała mnie, że mam jakieś niezapłacone faktury z TP z 2003 roku, razem to ponad 990 zł. To ciekawe. Poprosiłam, żeby mi przysłała na mejla scany tych zaległych faktur. Okazało się, że oni tego nie mają, ale mają numery i daty. Dostałam wykaz. Teoretycznie faktury sprzed 10 lat powinny być przedawnione. Sprawdziłam, bo mam wyciągi bankowe od początku firmy. Nie płaciłam z konta. Jakimś dziwnym trafem znalazłam faktury z TP z 2003 roku. Dlaczego ich nie wyrzuciłam to nie wiem. I płatne były na poczcie, mam pieczątki. Zeskanowałm i wysłałam pisząc, że chyba im się coś pomyliło. Moja umowa z TP miała inny numer, faktury też były na inną kwotę (oni żądali 77 zł a moje faktury były na 154 zł). W TP można było mieć kilka numerów telefonu, ale zawsze była jedna faktura za dany okres. Zadłużenie miał ktoś inny, a przypisano mnie. Pani już się nie odezwała. Ciekawe, że żądają zwrotu długu od przypadkowych osób. Nacięli się, bo ja mam wszystkie potwierdzenia zapłaty, a „przypadkiem” mam też stare faktury. Tak na wszelki wypadek, który właśnie nadszedł, jakby czekały na ten czas. Gdy państwo mówi, że po 3 latach możesz wyrzucić stare faktury, to nie wierz. Oszustwo jest tak skonstruowane, że musisz wszystko mieć, żeby się bronić. Wszystkie moje koleżanki tak mają. Bo my niewierzące.

Pomysł na wzbogacenie się bez pracy jest prosty. Wystarczy zadzwonić do kogokolwiek i żądać zwrotu wyimagowanego długu doliczając swoje opłaty i prowizje. Zwykli ludzie nie pamiętają, jedni płacą inni odkładają słuchawkę. Dlatego proceder kwitnie.

Można też spreparować kolejne oszustwo pisząc listy do dłużnika, ale celowo myląc się w numerze domu lub mieszkania. Listy nie dochodzą, oszuści mają 2 awiza. Potem kierują fikcyjne roszczenie do sądu, a sąd klepie nakaz zapłaty z klauzulą wykonalności i już można zablokować konto i zabrać co się chce. Organy państwa współdziałają w tym procederze, nikt nie sprawdza, czy długi rzeczywiście są uzasadnione.

Ja miałam szczęście, że odebrałam telefon i wszystko sprawdziłam. Dług był mało prawdopodobny, bo ja nawet nie mam żadnego kredytu, a rachunki płacę na bieżąco. Do września mam zaplanowane płatności z konta. Źle trafili.

Oszustwo jest perfidne, bo nie każdy może udowodnić, że zapłacił. Ja mam wszystkie umowy w osobnym segregatorze z napisem dom. Jakoś nie wyrzucam, bo wszystko się tam mieści i mi nie przeszkadza.

Jak mogą działać firmy, które domagają się przedawnionych zobowiązań? Za przyzwoleniem państwa. Nikt nie chroni zwykłego człowieka, nikt ci nie pomoże. Musisz zadbać o siebie sam. Gdy ci mówią, że możesz coś wyrzucić to nie wierz. Musisz mieć alibi, nawet jak nic nie zrobiłeś. Gdy do twojego komputera zagląda ktoś oprócz ciebie, to używaj hasła. Wprowadź też rejestry logowania, żeby potem nie okazało się, że masz niedozwolone treści na kompie, których ty nie ściągałeś. Łatwo można kogoś wrobić. To ty musisz udowodnić swoją niewinność. Pamiętaj o tym.

Oszuści byli zawsze. Ludzie niczego nie wytwarzają, nie świadczą żadnych usług, a chcą mieć kasę. Najlepiej wydoić naiwniaków.

Jest taka aktorka Jane Fonda. Moja mama starała się ją naśladować, bo to była propagatorka aerobiku – cudownej metody na idealną sylwetkę. Mama szybko się zniechęciła i przestała ćwiczyć. Po 30 latach Fonda przyznała się, że miała operacje plastyczne i to one zapewniły jej idealną figurę. Ale była twarzą oszustwa pod nazwą aerobik. Dla kasy oszukała wiele kobiet.


Pani Fonda ma 80 lat i dobrą figurę, którą zawdzięcza skalpelowi. Można żyć w dobrobycie, chociaż oszukało się wiele kobiet. Niektóre wpadły w depresję, bo ćwiczenia nie zrobiły z nich modelek. Karma nie działa. Chociaż niedawno miała raka wargi i chodziła z plastrem, na ustach.

Biznes przepowiadaczy pogody kwitnie. Niczego nie umieją przewidzieć, a pogodynki zarabiają krocie. Wczoraj dzwoniły koleżanki, że u nich słonecznie, a miał być porywisty wiatr, ulewy i gradobicie. Popadało o 20 kilka minut, nawet ziemia nie nasiąkła kropelkami deszczu. Dzisiaj to samo, wiatr bez deszczu. Taniej by wyszło kupić szklaną kulę za 100 zł, zatrudnić informatyka do kolorowych plansz. Efekt będzie taki sam.

Czy jeśli ktoś źle wykonuje swoją pracę to jest oszustem? A może to celowe. Proszę zauważyć jakie są prognozy na długie weekendy i kto na tym zyskuje.

Jasnowidze to prawdziwi oszuści. Wczoraj minął kolejny koniec świata i nic się nie stało. Nie umieją zobaczyć niczego i mają niewielką moc sprawczą. Zaklinają rzeczywistość, ale im nie wychodzi. Nie umieją transerfować ;)

Gdyby mieli wgląd w przyszłość, to by zobaczyli, że koniec świata nigdy nie nastąpi. Nigdy. Są na świecie siły, które tego pilnują. Ludzie są tylko gośćmi na tej planecie, to nie jest ich własność.

Ogromna grupa oszustów promuje „zdrowe” odżywianie. To wielki przekręt, który zbiera żniwo. Przestałam odczuwać współczucie, gdy chorują i umierają osoby, które „zdrowo” się odżywiały, były fit itd. Wszystkie jadalne rośliny zostały zmodyfikowane, nie zawierają niczego dobrego. Upatrywanie w tym zdrowia jest oszustwem. Nie można zjeść zdrowia i nabyć go. Jabłko dla jednego jest korzystne, dla innego zabójcze. Zdrowy jest umiar, jedzenie nie różnorodne, a takie, którego potrzebujemy.

Niebawem bardziej rozwinę ten temat, bo ludzie zaczęli padać jak muchy i są zdziwienie, że „zdrowo” się odżywiali i zachorowali. Wystarczy przejrzeć na oczy.

Oszustwem są też normy, a zwłaszcza obniżanie poziomu cholesterolu. Dzięki temu chorych przybywa. Jest biznes. Wszyscy już wiedzą, że leki na obniżenie cholesterolu, czynią spustoszenie w organizmie. Znany jest przypadek naukowca, który zachorował na Alzheimera. Gdy przestał brać statyny jego organizm wrócił do równowagi i przestał chorować. Nakręcono film dokumentalny na ten temat, a jednak ciągle ludzie się na to łapią i sobie szkodzą. Na oszustwie można nieźle zarobić.

Oszustwem jest RODO. Państwo udaje, że chce nas chronić. Mam nowy tablet bez numeru, jedynie z kartą na internet. Nie mogę z niego dzwonić, ale rejestruję połączenia z Radomia, Katowic, Częstochowy, Łomży i Przemyśla. Ja nie znam swojego numeru, ale chwilę po włożeniu karty ktoś już wiedział, że jestem aktywna. Dostałam takie smsy:

  • proszę o kontakt w sprawie przesyłki 608949600,

  • brak kontaktu i ustalen w sprawie zadluzenia może już dziś spowodowac wszczecie dalszego postepowania windykacyjnego. Nie czekaj zadzwon i podejmij z nami wspolprace zanim Twoj dlug wzrosnie 717583760.

  • Stara Cyganka nigdy nie klamie! Masz przy sobie bardzo zla osobe! Jest zrodlem problemow i trosk! Podam imię to zaboli! Chcesz?

  • Informujemy, ze nie odnotowalismy wplaty za ubezpieczenie za miesiac 04.2018. Prosimy o sprawdzenie platnosci lu kontakt z infolinia 801404999.

To wiadomości z kilku dni zanim zrobiłam czarną listę i założyłam blokadę. Jakim cudem mój numer został udostępniony takim ludziom? Gdzie RODO, jak chroni nas przed nękaniem. Na nic nie wyrażałam zgody.

Naliczanie vatu też jest dziwne. Gdy kupujesz coś za 5 zł, to netto masz 4,06 i doliczają ci 0,94 vat. Weź kalkulator i sprawdź. 4,06 razy 23% to 0,93, czyli razem powinno być 4,99, a nie 5 zł. Kradną ci 1 grosz. Fałszuje się vat, żeby pasowało do brutto. Kiedyś ludzie byli mądrzejsi i zbudowali piramidy, nie oszukiwali. Teraz drogowcy nie umieją zbudować prostej i równej drogi. A, zapomniałam, że piramidy zbudowało ufo. Kolejne oszustwo, żeby ludzie nie zadawali pytań. Jesteśmy coraz głupsi i dajemy się oszukiwać.

Każde oszustwo opiera się na kłamstwie? Ciekawie o kłamstwie mówił Steiner Tu 112 lat temu.

Wg niego, na płaszczyźnie fizycznej kłamstwo jest kłamstwem, natomiast na płaszczyźnie astralnej jest to morderstwo.

W relacjach z drugim człowiekiem produkujesz pewną myśl. Ta myśl wypromieniowuje formę myślową. Jeśli twoja forma myślowa koresponduje i zgadza się z tym, to obie formy łączą się na płaszczyźnie astralnej i wzmacniają się nawzajem. W ten sposób wzmacniasz życie istoty, o której czy do której mówisz. Ale w przypadku nieprawdy, forma myślowa płynąca z twoich słów nie odpowiada temu, co wychodzi z samej rzeczy; formy zderzają się i niszczą nawzajem. Kłamstwo, nieprawda, ma więc niszczący życie, zabójczy wpływ na nich.

To teraz już wiadomo, dlaczego oszukiwani żyją krócej niż oszuści. Są po prostu mordowani na płaszczyźnie astralnej. Ma to bardzo duże znaczenie, bo wydarzenia na planie fizycznym mają swój początek w światach duchowych. Tam jest przyczyna skutków w naszym świecie.

Jeśli ktoś ci mówi, że jesteś bezpieczny, to wzmóż czujność. Możesz dać się oszukać, ale nie popełniaj ciągle tych samych błędów. Zawsze przychodzi otrzeźwienie i często można błędy naprawić. Nie daj się oszustom. Oni zabijają.

Oszustwo jest morderstwem, więc jest przestępstwem.

 

23:48, bajka107
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 kwietnia 2018

To był tydzień dziwnych wiadomości.

Pan w programie śniadaniowym powiedział, że trzeba walczyć z przesileniem wiosennym. I on właśnie napisał o tym książkę i ją poleca. Proponuję wyjść na spacer i sprawdzić, że wiosna już sobie poszła i nadeszło lato.

Bo latem chodzi się z gołymi nogami, w letnich sukienkach i w krótkich spodniach. Tak było dzisiaj. Nie czuję żadnego przesilenia. Jest ciepło, słonecznie, czyste niebo. Ludzie uśmiechnięci, weseli.

Zaklinać rzeczywistość trzeba umieć.

 

To jedno z ostatnich drzew w centrum miasta. Kamienica za nim jest ruiną, prawie się rozpada. Ale miasto będzie ją remontować z moich pieniędzy. Potem będzie stała i niszczała kilka lat, a potem znajdą się prywatni właściciele i ją sobie wezmą. Współczuję przyszłym mieszkańcom, bo nie da się wyremontować stęchłych murów, zaszczanych piwnic – wilgoć jest tylko zamaskowana, a ludzie będą chorować.

Zamiast remontować ledwo trzymające się mury, należałoby to wszystko wyburzyć. A najpierw zrobić fotki. Było minęło.

Dzisiejszy spacer dobrze mi zrobił. Za dużo pracy mam ostatnio. Trzeba go znaleźć, żeby pogadać z przyjaciółką o ważnych prywatnych sprawach. I wypić zimne piwo.

 



23:22, bajka107
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 kwietnia 2018

Obudziłam się dzisiaj o 3:38. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale 2-3 noce temu też obudziłam się dokładnie o tej samej godzinie. To się pamięta.

 

Zadziwiające. Czyżbym była zaprogramowana.

Nie ma reguły. Raz przesypiam całą noc, a niekiedy budzę się o różnych porach, w zależności od godziny położenia się. Obok łóżka mam szklankę z wodą. Czasem piję w nocy, czasem rano. Gdy o tym zapomnę to na pewno obudzę się w nocy spragniona. Powietrze w domu jest suche i nie pomaga wietrzenie.

Oczywiście 3:38 to nie pora na wstawanie, więc zasnęłam. Ciekawe, że od jakiegoś czasu nic mi się nie śni.

To chyba wpływ serialu Westworld. Tam padło takie zdanie, że sny nic nie znaczą. Ulegam wpływom. Skoro sny nie są ważne to po co śnić. Ciekawa jest koncepcja tego serialu. Są tam sztuczni ludzie, zw. hostami. Hosty są zaprogramowani, czasem się je poprawia. Potem to wcześniejsze programowanie się „odzywa” w formie przebłysków pamięci. Hosty przeżywają codziennie to samo, żyją w zaprogramowanej pętli. Czyż ludzie tak nie żyją? Dzień podobny do dnia, a czas upływa. Człowiek budzi się gdy jest już stary i patrzy wstecz na to co osiągnął.

W tym serialu przekazywane są interesujące treści. Jak choćby to, że można poświęcać pionka dla wyższych celów. Zawsze powtarzam, że dobro człowieka jest ważne tylko dla niego. Nikomu nie zależy na zwykłych ludziach, oni nic nie znaczą.

Osobowość hostów jest zaprogramowana i można ją modyfikować jak się chce. Człowiek też może sam siebie programować. Im więcej o sobie wie tym mu łatwiej panować nad sobą i kształtować swój los. Ja np. jestem leniwa, a mam taką pracę, że muszę pilnować terminów. Więc się sprężam na ostatnią chwilę.

Ostatnio moim celem jest nie dać się zeszmacić. Jeśli postępujesz właściwie to nikt cię nie będzie szantażował, bo nie ma czym. W serialu jest to fajnie pokazane.

Wszystko jest ustalone, zaplanowane, ale jeśli wiesz, że możesz to zmienić, to zrób to. Mówisz – masz - w czasie rzeczywistym.

Serial ostrzega: uważaj na miłych ludzi, bo mogą cię zaskoczyć. 80-letni A.Hopkins jak zwykle gra miłego potwora, a Ed Harris czaruje niskim głosem. Jak to dobrze, że u nas nie jest modny dubbing. Dolores też była miła, do czasu.

To co odróżnia ludzi od hostów to świadomość. Bez niej ludzie byliby szczęśliwsi, nie pamiętaliby złych chwil, nie mieliby poczucia winy.

Czy to nie opis naszego świata? Czasem mam wrażenie, że prawdziwych ludzi jest mało, większość to hosty, z którymi można zrobić cokolwiek.

Afera z FB nic nie zmienia. Klon szefa z pustymi oczami mówi, że zarabia na ludziach miliardy i nikt mu nic nie zrobi. A użytkownicy twarzoksiążki nadal biorą w tym udział. 2 miliardy marionetek dających się dymać.

Mało jest teraz ciekawych filmów. Przeraźliwie nudny La la land zdobywa Oscary, a Spielberg nie tworzy nic ciekawego, a wszyscy się zachwycają.

Bardzo ten serial wniknął do mojej świadomości skoro budzę się o tej samej godzinie. Może ja jestem hostem i nic o tym nie wiem ;)


Dodam jeszcze, że zmarł Milos Forman. Miał 86 lat. Dziękuję mu za film Hair, na którym zawsze płaczę i za film Lot nad kukułczym gniazdem, za pomysłowość i humor.

 

13.05.2018 r.

Po imprezie byłam mało czujna i obudziłam się o 3:38. Od razu mnie to otrzeźwiło.

O co chodzi z ta godziną?

 


23:30, bajka107
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 kwietnia 2018

Musiałam iść dzisiaj do klienta po rachunki. W ciągu 10 minut przechadzki dostrzegłam piękno świata wokół. Dzień był piękny, ciepły, słoneczny, letni.

Po co się śpieszyć. Warto rozejrzeć się dookoła i podziwiać naturę.

Zdecydowanie bliżej mi do królestwa roślin niż zwierząt. Boję się psów, a koty boją się mnie. Tego świata nie rozumiem.

Nie zauważyłam lecącego ptaka. Wepchnął się w kadr.

Już usiadł na gałęzi. Można poszukać na tej fotce, która miała pokazać majestatyczne szyszki.

Z roślinami umiem się porozumieć. I tak pozowały ;)

To nie zima :)

Zostałam poczęstowana ciastem, które wyglądało jak piernik lub murzynek. Było ohydne, bez smaku. Poszłam do łazienki i wyplułam. Po co się truć.

Okazało się, że to ciasto było bez ciasta. Bez jajek, bez mąki i bez czegoś tam jeszcze. Podobno karobowe. Nawet nie wiem co to znaczy. Nie polecam, chyba, że ktoś stracił zmysł smaku. Nawet teraz mam niesmak w ustach. Może odkazić się alkoholem ;)

To jakaś głupia moda, jedzenie bez glutenu, masło bez laktozy, owoce bez słońca, mleko bez mleka, bo czym jest mleko kokosowe przez 3 lata zamknięte w aluminiowej puszce.

Kiedyś spróbowałam smalcu wegańskiego. Nie smakował jak smalec, tylko jak papka bez smaku czegokolwiek. Lepiej nic nie jeść niż robić namiastki. Oj, może to się skończyć myśleniem bez mózgu.

Piękny dzień, zakończony deszczem. Bez tęczy ;)



23:08, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 kwietnia 2018

Wzrok to ważny zmysł człowieka. Ostatnio przestałam widzieć skład różnych kosmetyków. Biorę produkt w sklepie i za nic nie mogę dostrzec maczkiem wypisanych składników. Robiłam fotki i powiększałam. Ale to męczące. Czy osoby z dobrym wzrokiem widzą ten maczek? Wszyscy noszą okulary i nie chcą sobie zawracać głowy takimi bzdetami.

Oni nawet zdjęć w smartfonie nie widzą bez okularów.

Poszłam do okulisty. Czekałam miesiąc, zleciało szybko. Oczywiście okulista był z polecenia. To ta kobieta, która za nic nie mogła znaleźć symptomów jaskry u mojej mamy. Poprzednia okulistka przez kilka lat wypisywała mamie krople do oczu. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Nawet wzrok się jej nie pogorszył. Nowa okulistka wysłała ojca natychmiast na operację zaćmy, choć poprzednia okulistka zaćmy nie widziała. Przecież to urządzenia badają, wystarczy tylko to zobaczyć.

Wzrok to ważny zmysł człowieka, więc warto iść do dobrego lekarza.

Byłam w wielki piątek, w poradni 1 osoba. Nie czekałam ani minuty weszłam.

Były tam 3 urządzenia. Usiadłam i odpowiadałam na pytania i po co tam poszłam.

Chciałam się przebadać i sprawdzić jaką mam wadę i po okulary do czytania. Od zawsze moje lewe oko widzi wszystko nieostre. Chodziła do okulistów w podstawówce, ale nie umiałam nosić okularów, bo i tak nie widziałam lepiej. Gdy jeden z lekarzy powiedział, że zezuję to pożegnałam się z nimi na zawsze, a okulary wyrzuciłam. Były ohydne, przyciemniane, źle dopasowane, kłuły mnie w nos i ściskały głowę.

Badanie na pierwszym urządzeniu – mam prawidłowe ciśnienie w oczach.

Badanie na drugim urządzeniu – mam astygmatyzm w lewym oku.

Badanie na trzecim urządzeniu to chyba na ostrość widzenia, obserwowałam domek w różnych ostrościach. Potem jeszcze tablica Snella na podświetlanym ekranie. Prawe oko widziało wszystko, lewe nic. Potem jeszcze dobór soczewek na każde oko, czytanie z tablicy w rękach. Na lewe oko musiałam wybrać takie szkło, które choć trochę polepszało mi widzenie. Zapytałam jeszcze o krople do oczu. Biorę czasami jak jestem zmęczona i mam popękane żyłki. Okazało się, że wybrałam najgorsze z możliwych. Dostałam receptę na krople bez konserwantów, łagodne, idealne dla mnie. Wyszłam po 10 minutach. Wiedziałam wszystko, pełen profesjonalizm.

Za to badanie lekarz, czy przychodnia dostało 58,50 z NFZ. 10 minut pracy specjalisty, amortyzacja 3 b.drogich urządzeń, czynsz i inne.

Skąd to wiem? Jest taka strona, na której rejestrowane są wszystkie wizyty u lekarzy – ZIP

Zarejestrowałam się tam w 2009 roku. Są tam moje wizyty w szpitalu, jak złamałam nadgarstek, potem rehabilitacja, są też wizyty po skierowania na badania krwi. U mnie to 4 strony wizyt na kwotę 554,49. W tym czasie wpłaciłam 30 tys. składek zdrowotnych. Czyli skonsumowałam 1,85% tego co wpłaciłam. Reszta poszła nie wiadomo gdzie.

Pieniędzy w systemie jest ogromnie dużo, ale idzie nie wiadomo gdzie. Łatwo policzyć, bo wiadomo ile osób pracuje, jaka jest ich średnia płaca, potem jeszcze liczba emerytów i też 9% do puli wpłacają. Nikt się z tego nie rozlicza, tylko rzuca hasło, że mało. To nieprawda.

Potem jeszcze wizyta w sklepie. Okropne przeżycie. Okularów jest pełno, ale nie dla mnie. Chciałam jak najmniejsze i najlżejsze i nie druciane. Moje ciotki miały druciane, więc nie chciałam wyglądać jak one. Pokazano mi chyba z 15 rodzajów, już chciałam uciekać i zrezygnować, ale w końcu znalazły się jedyne w sklepie. Nie mogłam wybrzydzać co do koloru, bo nie było wyboru. Okulary są lekkie, oprawki plastikowe, wąziutkie zauszniki i zdecydowanie tylko do czytania. Zrobione w 3 dni.



Nikt nie będzie mnie w nich oglądał, bo to tylko do czytania. Chyba, że w sklepie.

Będzie mi się trudno przyzwyczaić, bo po kilku minutach noszenia miałam zawroty głowy. Nie mogłam machać głową w różne strony, bp dostawałam oczopląsu.

Jak można lubić chodzić w szkłach?

Całe życie patrzyłam jednym okiem. Mam doskonałą akomodację, widzenie w ciemności, widzenie daleko i blisko, ale nie za blisko. Na pełnych obrotach pracuje tylko jedno oko. Dbałam o nie, ale niewystarczająco, skoro nie moge przeczytać drobnego maczku.

To dzięki ćwiczeniom dra Bates'a. Często robię palming i ćwiczenia gałek. Trzeba patrzeć w górę i w dół, w prawo i w lewo, potem po przekątnych i krążenia raz w jedną raz w drugą stronę, a potem to samo przy zamkniętych powiekach. To pomaga, czego jestem dobrym przykładem. Teraz wezmę się za astygmatyzm. Dobrze, że wiem co mi jest, to będzie łatwiej.

O palmingu też już pisałam w 2013 roku tu Dobry-wzrok To jest doskonałe ćwiczenie.

Astygmatyzm to krzywe oko, źle ogniskuje, dlatego nie ma ostrości widzenia. Od rodziców dowiedziałam się kiedy mi się wzrok popsuł. Miała 2 miesiące i rodzice poszli do ciotki z wizytą. Mnie zawiniętą w poduszce położyli na łóżku w innym pokoju. Po jakimś czasie weszli do pokoju, a ja byłam na podłodze. Czy 2 miesięczne dziecko się rusza? Musiała mnie ciotka zrzucić. Być może wtedy uszkodziła mi to oko. Małe dzieci są bardzo wrażliwe. Wszystkie organy się rozwijają i trzeba bardzo uważać, nie trząść dzieckiem, albo wózkiem, bo mogą pojawić się mikrourazy. Nie biega się z dzieckiem. Dziecko trzeba chronić, aż samo będzie umiało o siebie zadbać. Dzieci celebrytów mają przerąbane, bo traktuje się je jak produkt. A to przecież człowiek tylko malutki.

Wrócę do moich książek o dbaniu o wzrok, bo wiem czego mi potrzeba.

Badanie wiele mi wyjaśniło. Warto było pójść.

Nie przewiduję chodzenia w okularach po ulicy.



poniedziałek, 09 kwietnia 2018

Wczorajszy badziewny wpis był wstępem do dzisiejszego.

Gdy jesz pączki nie stajesz się pączkiem. Przyzwyczaiłam się, że celebryci to pustaki i powtarzają co im każą. Sprzedają ludziom dziwne teorie. Ciągle powtarzają, że człowiek jest tym co zje. Niech błądzą.

Miarka się przebrała gdy zobaczyłam taki napis w miejscu, które codziennie odwiedzają tłumy ludzi.

Czyli jesz pączki to jesteś pączkiem. Odkrywcze. Bezmyślne i uziemiające. Dlaczego ludzie się nie buntują?

Jestem podatna na wpływy, ale zawsze sprzeciwiałam się takiemu sformułowaniu. Przeważnie nie umiałam bronić swego zdania, nie umiałam wyjaśnić o co mi chodzi.

Takie stwierdzenie uwłacza człowiekowi, jest złe i kierunkuje uwagę tylko na ciało.

Czytam wykłady Steinera. Na wyrywki, o różnych rzeczach. Ciekawe, że jego szkoły waldorfskie są znane, podobnie jak i uprawy biodynamiczne. A resztę znają tylko nieliczni.

Korzystam z tej strony Lectures/Dates To są wykłady, a można też poczytać artykuły. Nawigacja prosta. Wybieram losowo jakiś rok i czytam. Zawsze trafiam na wykład o tym co mnie akurat interesuje. Tłumacz działa dobrze, wszystko jest zrozumiałe.

I właśnie on świetnie wytłumaczył co znaczy to powiedzenie. (GA 68 oraz S-5852, S-5854) Zrobił to na wykładzie 109 lat temu 8 stycznia 1909 roku w Monachium i na innych późniejszych.

W XIX wieku żył filozof niemiecki Ludwig Andreas Feuerbach, któremu przypisuje się zdanie: "Człowiek jest tym, co zje". Najpierw był uczniem Hegla, a potem jego krytykiem. Mówił też, że Polityka musi stać się naszą religią. Jasnowidz jakiś. Filozofowie mieli i mają ogromny wpływ na ludzi. Co jest z ludźmi, że sami nie myślą, tylko słuchają filozofów. Nawet gdy plotą bzdury. Ich zadaniem jest kształtować bezmyślną szarą masę ludzkich bytów, im głupszą tym lepiej sterowalną.

Ludzie podchwycili to powiedzenie (albo im to umiejętnie zasugerowano), ale nie zdają sobie sprawy, że człowiek to nie maszyna przetwarzająca jedzenie. To wybitnie materialistyczne podejście.

Człowiek jest nieśmiertelną duszą w śmiertelnym ciele. Ciało jest miejscem, w którym przebywa dusza tu na ziemi. Nie ma innej możliwości, żeby doświadczać życia. Ciało ludzkie jest narzędziem ducha.

Człowiek nie jest jedzeniem, nawet przetworzonym.

Ciało jest instrumentem, którego używa człowiek do różnych celów. Instrument musi być odpowiednio ustawiony, żeby działał w uporządkowany sposób.

To nie maszyna, do której z jednej strony wkładamy coś, mielimy i drugą stroną wychodzi coś innego. Nie jesteś maszynką do mięsa, albo maszynką do lodów.

Człowiek wybierając odpowiednie dla siebie pożywienie nie jest uzależniony od ciała, ciało ma go wspierać w różnych działaniach, a nie przeszkadzać.

Ważne jest co musimy jeść, abyśmy nie byli jedynie produktem tego, co jemy? Musimy wiedzieć jakie jest podstawowe zadanie jedzenia i w jaki sposób jest ono faktycznie wykorzystywane w organizmie.

Bezustannie postępuje oddzielenie ciała od ducha i skupianie się na fizyczności. Mami się ludzi, że jedząc „zdrowe” (wg kogo?) jedzenie człowiek będzie dłużej żył w zdrowiu. A to jest kłamstwo. Nie ma takiego przełożenia. To samo z ćwiczeniami. Ludzie, którzy żyją ponad 100 lat w ogóle nie ćwiczą. To sportowcy umierają w młodym wieku, nagle, bez wyraźnej przyczyny.

W życiu ważna jest równowaga, harmonia, homeostaza. Ciało ma nam długo służyć i powinniśmy o nie dbać, a nie je maltretować. Ludzie są zahipnotyzowani i odmieniają „zdrowe jedzenie” na różne sposoby. Co to znaczy zdrowe – bez robaków, czy bez niczego, czy przebadane przez lekarza. Chory po zjedzeniu „zdrowego” posiłku nie wyzdrowieje. A nawet to „zdrowe” może mu zaszkodzić. Po co ludzie łykają suplementy, jak one nie działają.

Moda na jedzenie jest fantazją. Strony o odżywianiu powielają slogany, wszyscy piszą o tym samym, nie wnikając w oddziaływanie jedzenia na ciało człowieka. Ludzie stygmatyzują się. Ten jest wegetarianinem, a ten wege. Czy to mówi coś o człowieku? Ostatnio weganka zabiła kilka osób w siedzibie YT. To była niezadowolona weganka. Co to niby ma znaczyć? Po co takie określenie dla człowieka, czy to miało wpływ na jej działanie. Jadła rośliny to była rośliną?

Wegetarianizm bez duchowego dążenia prowadzi do chorób. Nie chodzi o powrót do natury, ale o naturę do ducha. Wege może stać się człowiek, który traci ochotę na inne pożywienie. Kto się przymusza, tego trawi niezaspokojona potrzeba, ma ciągłe pragnienia.

Była taka moda raw food, której uległam. Obejrzałam kilka filmów propagandowych i bez namysłu zaczęłam żywić się sałatkami. Wyszło mi to bokiem. Był środek lata, a ja chodziłam w grubych swetrach, bo było mi zimno. Kłania się brak wiedzy o trawieniu. Organizm, żeby strawić surowizny musiał wydatkować ogromne ilości energii. Wszystko szło na trawienie. Dlatego było mi zimno. Podziałało to na mnie jak kubeł zimnej wody. Przestałam na długo patrzeć na surowe sałatki. Zorientowałam się, że to co piszą guru od jedzenia to mieszanka prawdy i kłamstwa. Nikomu nie zależy na moim zdrowiu. Mam być tylko ich klientem.

Najlepsze dla człowieka jest pożywienie w temperaturze 36,6 stopni. Podgrzewając jedzenie pomagamy swojemu układowi trawiennemu strawić pożywienie i wyciągnąć tylko to co jest nam potrzebne. Nigdy nie trawimy całego pożywienia. Jedząc jajka nie będziemy kurami.

Pewnie, że najlepsze dla człowieka jest pożywienie roślinne. Już 100 lat temu ludzie zauważyli, że nawozy niszczą szkodniki, ale też osłabiają wartość odżywczą roślin. Teraz jest jeszcze gorzej.

Ludzkie ciało zawsze pragnie tego czego potrzebuje. Wiedzą to dzieci, ale nie mają szansy jeść tego co dla nich dobre. Są wytyczne książkowe, internetowe i przekonania rodziców, które zaburzają naturalną zdolność do prawidłowego odżywiania. Mam kuzynkę, która od dziecka lubiła mięsko. Je je zresztą prawie codziennie do dzisiaj i ma się dobrze. Bo to jest jej potrzebne. Moja jedna babcia lubiła tłuszcze, tłuste mięso, golonki itp. Nie mogłam na to patrzeć, odrzucało mnie. Babcia dożyła 88 lat w dobrym zdrowiu. Jadła to co jej było potrzebne. Dobrze trawiła tłuszcze zwierzęce. Tłuszcze działają szczególnie na serce i naczynia krwionośne, tętnice i żyły, a babcia nigdy na to nie chorowała. Zgadza się teoria z praktyką.

Rośliny i ludzie nie mogą bez siebie żyć. Dobrze to widać podczas oddychania.

Całe ciało składa się z węgla (jak również innych substancji). Węgiel tworzy się w ludzkim ciele. Człowiek wdycha tlen z powietrza, tlen rozprzestrzenia się przez całą jego krew; w jego krwi ma węgiel i wydycha dwutlenek węgla. Wdychasz tlen, wydychasz dwutlenek węgla. A rośliny odwrotnie.

Można powiedzieć, że człowiek to kupa czarnego węgla! (to słowa Steinera ;)

Ludzie chorują, bo nie panują nad własnymi myślami i jedzą niewłaściwe dla siebie pożywienie. Żeby być zdrowym musisz mieć wiedzę, albo ufać swojej intuicji, jeśli jeszcze nie została pogrzebana. Tylko ty wiesz jak się czujesz po zjedzeniu czegoś, czy ci to służy. Nie słuchaj nikogo, tylko siebie. Albo dołącz do bezmyślnej masy, która będzie żyła za krótko.

Bądź zdrów.



niedziela, 08 kwietnia 2018

Pączki są do jedzenia. Głodnemu pączek na myśli.



Moje pączki pojawiły się na drzewach, bo wiosna dawno już przyszła. Idzie lato.


Fotka z nowego tabletu. Słaba jakość.

Ostatnio w moim mieście pojawiły się pączkarnie. Na oczach ludzi robi się pączki z różnym nadzieniem i podaje świeże, dopiero co wysmażone. W niektórych takich punktach są nawet kolejki po te gorące „cuda”. Człowiek potrzebuje cukru, ale nie w takiej postaci. Nie mam ochoty ich kupować. A jednak w tłusty czwartek ulegam manipulacji. W tym roku zjadłam chyba ze 4 plus faworki. Jeśli słyszysz: „zjedz, to na szczęście”, to ulegasz i dla świętego spokoju jesz coś co jedzeniem nie jest. Koniec z tym.

Pączki won. Mówię NIE namiastce jedzenia.



22:27, bajka107
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 marca 2018

Okna umyte, podłogi wypastowane, wszystko wyprane, w domu pachnie czystością, lodówka pełna jedzenia. To dobry czas na świętowanie.

Tylko czego? Nie rozumiem tych świąt. W ubiegłym roku Jezus zmartwychwstał 16 kwietnia, a w tym roku 1 kwietnia. O co chodzi?

Dekoracje stare, kwiaty nowe, jajka tygodniowe.

Miłego świętowania nadejścia wiosny i odejścia zimy. Dni są dłuższe, więcej światła, więcej życia i pogody ducha.

Bądźmy dla siebie mili, cokolwiek świętujemy.



 

23:21, bajka107
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 marca 2018

Co jakiś czas nawiedzają mnie awarie. Stadami. Jak coś zacznie się psuć to ciągnie za sobą inne rzeczy w domu.

Zaczęło się od słuchawki. W kuchni mam kran wyciągany, zakończony słuchawką z przyciskami. Jest inna od słuchawki łazienkowej, bo ma strumień jak ze zwykłego kranu. Kilka dni temu rano woda strzelała we wszystkie strony. Trzeba było ją odkręcić, bo zalewała całą kuchnię. Oczywiście sygnały, że coś się psuje były od dawna. Skoro nic się z tym nie zrobiło to popsuło się na amen. Trzeba było w trybie pilnym kupić nową słuchawkę i wymienić.

Potem wywaliły korki. Nie chodziła pralka, czajnika nie mam, a prądu nie było. Co jakiś czas tak się zdarza i pora wezwać elektryka, żeby sprawdził instalację. Korek został wymieniony. Prosi się o automat. Będzie łatwiej. Po świętach się tym zajmę.

Potem ktoś walił w drzwi. Zdziwiona otworzyłam. Mam dzwonek bezprzewodowy, który dostałam w prezencie (kolejny). Mało kto dzwoni do drzwi, bo jest domofon. Ale czasami ktoś chodzi od drzwi do drzwi. Dzwonek nie działał, bo bateria się wyczerpała. W miesiąc. Powinno się od czasu do czasu pobudzić baterię. Baterie kupuję tonami, więc i ta została wymieniona.

dzwonek
Na początku ubiegłego tygodnia zostałam pozbawiona smartfona. Popsuło się gniazdo ładowania. Najważniejsza rzecz w telefonie. Naprawa trwała 3 dni robocze i w sobotę smartfon do mnie wrócił. Przez ten czas używałam starego htc. Dużym plusem była bateria, którą naładowałam raz i trzymała. Przez ten czas nie wiedziałam kiedy ktoś wysłał mi mejla, nie znałam ilości kroków, które robiłam, nie mogłam odczytać mms. Poza tym niczego mi nie brakowało. Nie jestem uzależniona, choć człowiek szybko się przyzwyczaja do lepszego.

W piątek zafundowałam sobie światłowód do mojego kompa. Technologia idzie naprzód, więc nie można odstawać. Przewód jest cieniutki i bardzo wrażliwy na zginanie. Trzeba uważać przy sprzątaniu. Przez 2 godziny w domu było zamieszanie. Bałagan został szybko usunięty, przy okazji świątecznych porządków. Mam teraz internet 100 Mb/s, a tv działa na wi-fi. Wywaliłam kolejny kabel. Tv działa dobrze, tylko głos ma lekkie opóźnienie gdy się lata po kanałach.

Tyle różnych zdarzeń związanych z elektrycznością trochę mnie dziwi, ale nie niepokoi. Trzeba po prostu wszystko naprawiać. Ze spokojem.

Bo Swiat-to-lustro jak kiedyś pisałam. Gdy coś się dzieje niespodziewanego, to nie należy wpadać w panikę, tylko naprawiać. Przecież wszystko ma swoją żywotność.

W sobotę zmarł facet, który przez 40 lat udawał miłego. Po śmierci jego żony, powiedział, że właściwie to nas nie lubi, a przychodził z musu, z żoną. Podłość ludzka nie zna granic. Umierał w męczarniach, sam, nie jadł nie mógł chodzić, nie mógł jeść. Nawet nie wiadomo kiedy dokładnie umarł. Nikt go nie trzymał za rękę. Tak mają podli i fałszywi ludzie.

Wczoraj w sklepie kasjerka okradła mnie na niecałe 6 zł. Była to miła starsza pani. Uśmiechnięta zeskanowała 2 razy 2 paczki ciastek, wyszło, że kupiłam 4 paczki. Zorientowałam się w domu. Kasjerka była stara, ale szybka i miła. Nie wzbudzała podejrzeń. Potem przypomniałam sobie, że wydruk z kasy podała mi drukiem do dołu i nie patrzyła na mnie o oczach nie wspomnę. Taka stara złodziejka. Zamiast siedzieć z wnukami w domu, to siedzi na kasie i kradnie. Straciłam czujność.

Ciekawe jak te ciastka się rozliczą. Na półce zostały 2 paczki opłacone. Czy kasjerka weźmie je sobie i wyniesie do domu? Albo zje na kolację w sklepie. Czy ma też inne produkty ukradzione innym ludziom? Jak ona to ogarnia, co zdjąć z półek.

Czy ona nie wie, że skoro ona coś zabrała mi to jej też zostanie coś zabrane. Tylko z nawiązką. Chytry 2 razy traci, tak się mówi. Złodziej traci o wiele więcej. I będzie płacz i pytanie dlaczego ją to spotkało, czym sobie zasłużyła. A rodzina i znajomi będą się dziwić, że taką miłą staruszkę spotykają złe rzeczy. Ja się nie dziwię. Wiem, że choroby, wypadki, nieszczęścia mają naprawić nasz charakter i nasze czyny. Im mniej słuchamy tym bardziej potem cierpimy. I to nie żadna karma, tylko dążenie świata do równowagi. Ubytek trzeba wyrównać, a nadmiar rozpuścić. Jak to w życiu.

Chyba tego sklepu nie odwiedzę w najbliższym czasie. To kolejna kasjerka stara złodziejka.

Zamiast kraść można żebrać. Tylko żebractwo przeniosło się do internetu, a stare złodziejki są nie kumate i nic nie potrafią.

papryka1
A na koniec moje papryczki. Posiałam jednego dnia, a lepiej wyrosła żółta papryka niż zielona. Żółta nawet listki ma dłuższe. Te same warunki uprawy, a efekt inny.

Nie mam nowej ziemi, a powinnam już przesadzić je do większych doniczek.

Właściwie to trafiłam na trop przyczyny moich ostatnich awarii, ale o tym innym razem.

 

 

22:48, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2018

Mieszkam w jakiejś enklawie. Nikt ze znajomych nie choruje, wszyscy są szczęśliwi, choć oczywiście nie przez cały czas. Ludzie wokół są sympatyczni, a im dalej stąd tym gorzej, smutniej.

A przecież gdzieś jest epidemia, ludzie chorują i umierają. A moja przychodnia pusta, lekarz czeka na pacjentów przy otwartych drzwiach. Codziennie wygląda słońce. Temperatura też jest wyższa. Gdy miało być -15 u mnie było -11. Dzisiaj było około zera, choć na telefonie miałam -2.

I ludzie są jakby milsi. Rozmawiam z moimi sąsiadami, wymieniamy drobne uprzejmości i biegniemy dalej. Wystarczy poświęcić tylko chwilę i świat staje się lepszy, widniejszy.

Ktoś powiesił karmnik dla ptaków.

Otwór maleńki, ale to chyba nie atrapa. Czy ptaki jeszcze wiedzą po co to? To raczej nie karmnik, a domek dla pisklaków. Wysoko i otwór maleńki. Nikt niepowołany tam nie wejdzie.

Jak mówi Laitman powinniśmy „utkać sieć dobrych połączeń.” Ludzie są węzłami sieci, gdy są połączeni to stanowią jedność, jednostka znika, ważna jest społeczność.

Gdy się prawidłowo zorganizujemy (będziemy świadczyć dobro) to świat stanie się lepszy. W przeciwnym razie będzie wypełniony ludźmi, którzy zaczną się wzajemnie niszczyć. A więc przyciągamy wyższe światło, nie tracimy czasu na bzdety. Traktujmy ludzi jak siebie samych.


Ktoś pomyślał o innych i zawiesił baloniki na krzakach. Na chwilę. Upiększył szarą rzeczywistość, zanim pojawią się kolory natury. Trzeba myśleć pozytywnie, co dla niektórych jest trudne. Trudny to jest tylko początek, postanowienie. Potem z każdym dniem jest lepiej.

Politycy wmawiają ludziom kłamstwa, programują ich negatywnie, straszą. Nie ma żadnego potwierdzenia ich słów. Prowokują mroczne siły, ale nie wiedzą, że ludzi dobrej woli jest więcej. Ludzie powinni zadawać pytania, a nie potakiwać i czekać na najgorsze. Zawsze oczekuj najlepszego. Dostaniesz to czego oczekujesz. Odkryj punkt w swoim sercu, tą boską iskierkę. Gdy zaczniesz „świecić”, inni też tego zapragną. I świat będzie lepszy, piękniejszy.

Dzisiaj znowu miałam dziwną sytuację. Znam pewną osobę ok. 15 lat. Były już dwie rozmowy. Okazało się, że obie inaczej pamiętamy pewne sytuacje. Ona wmawia mi coś, czego ja na pewno nie powiedziałam. Pamiętam to dobrze. Ona twierdzi inaczej. I dzisiaj kolejna taka sytuacja. Czy powinnam się bać? Czy coś ze mną jest nie tak? Może tak, ale dotyczy to kontaktów tylko z tą znajomą. Może jestem klonem, ale klonuje się wszystko, łącznie ze wspomnieniami. Może jestem z innego świata, w której ta znajoma jest inna i pamięta inne sytuacje. Trzy takie zdarzenia to nie jednostkowa sprawa.

Powinnam może wszystko zapisywać. Mniej mówić, a więcej wysyłać mejli.

Nigdy nie kasuję swoich starych wypowiedzi na różnych forach. To ślad i dowód mojego rozwoju lub cofania się. To przecież ja, ale inna, młodsza, głupsza. Nie czytam staroci, ale wiem, że jak zechcę to mogę te wypowiedzi odnaleźć i się pośmiać.

Znajoma to nikt ważny, ale zasiała niepokój w sercu.

W razie czego mam kamień od mojej przyjaciółki. Gdy go dostrzegła na ziemi podczas spaceru, to od razu pomyślała o mnie i że mi go da. Bo kształt ma wyjątkowy. To serce.

Wygląda jak prawdziwe serce, a nie jak nerki, które ludzie sobie pokazują palcami. Jakby nie wiedzieli jak wygląda prawdziwy mięsień, pompa, która tłoczy życie. Inni też dostrzegają w tym manipulację, jak Moby. Pisałam o tym tu Serce-czy-nerki

Dobrze jest mieć przyjaciół i znajomych, którzy są dobrymi ludźmi.

 

23:03, bajka107
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2018

Dzień rozpoczęłam od takiej myśli:

http://www.sathyasai.org.pl/nauki.php?tekst=t10.1

Akurat dzisiaj taki temat. Zwykle polemizuję z autorytetami, ale tym razem w pełni się zgadzam.

W ciągu życia spotykamy wielu ludzi. Z jednymi się dogadujemy, z innymi nie. Z niektórymi jesteśmy blisko i to oni zostają naszymi przyjaciółmi.

Miałam kilka bliskich koleżanek, ale odeszły. Zawsze mnie dziwiło, że ktoś chce się ze mną przyjaźnić. Wydawało mi się, że nie mam nic do dania. Przyjaciel zapewnia ci równowagę w życiu. Przyjaźń to interes, jedna strona daje to co potrzebuje druga strona. Dlatego przyjaźń może trwać do śmierci.

Przyjaźni nie da się zaplanować. Jak w powyższej myśli: łączą się serca. Moje przyjaźnie nie są filmowe, są zwykłe. Nie spotykamy się często, rozmawiamy przez telefon czasami – jak jest potrzeba. Gdy rozmawiamy to uwaga skupiona jest na rzeczach najważniejszych. Są rzeczy, których nie powiesz matce, siostrze, córce. Musisz mieć kogoś obcego, który cię zna, wie jaki jesteś w różnych sytuacjach. Gdy rozmawiasz to nie udajesz, bo po co. Czasem musisz wyrzucić z siebie żal i poczucie niesprawiedliwości. Osoba z boku umie cię „naprawić”, osuszyć łzy, podnieść z dna, pomóc uwierzyć w siebie, sprawić przyjemność.

O przyjaźni pisałam tu Przyjaciele i będę jeszcze pisała. Neverending story. Jeśli jesteś młody to rozejrzyj się wokoło. To dobry czas, żeby znaleźć przyjaciela. A najlepiej wielu przyjaciół. Podczas życiowej weryfikacji zostaną ci prawdziwi, do których pasujecie jak puzzle.

Mówi się - Chcesz stracić przyjaciela – pożycz mu pieniądze.

Kiedyś żyrowałam kredyt koleżance ze studiów, z którą przyjaźniłam się kilka lat. Nie bolało pismo z banku, bolał brak informacji od koleżanki. Nic nie powiedziała, że ma problem ze spłatami. Rozmówiłyśmy się, dogadała się z bankiem, ale przyjaźń nie przetrwała. I to nie dług był tego przyczyną.

Potem pożyczałam pieniądze mojej aktualnej przyjaciółce i nadal się przyjaźnimy. Ona była w potrzebie i nie oddała mi w terminie. Ja akurat nie potrzebowałam, ale widziałam, że jej nie było z tym dobrze. W końcu oddała, jak miała. Nie ma tematu. Zaufanie zostało.

Jechałam dzisiaj tramwajem. Ponieważ foteliki były pokryte tkaniną, nie siadałam. Widziałam kiedyś menela, który sikał siedząc. Czy ktoś to pierze, czy tylko wysycha?

Stanęłam obok ogłoszenia. Poszukiwano wolontariuszy, którzy zostaną przyjaciółmi chorych na Downa i samotnych, którzy z nikim się nie przyjaźnią. Czy to dobry sposób na samotność? Był podany adres strony, ale nie zapamiętałam. W pierwszym odruchu chciałam się tym zainteresować. Ale potem zreflektowałam się. Przecież tam chodzi o poświęcanie swojego czasu i fizyczne bycie z kimś. A tego nie mam w nadmiarze. Z moją przyjaciółką teraz nie musimy się widywać, wystarczą telefony w potrzebie. Kiedyś spotykałyśmy się często, nawet spędzałyśmy ze sobą wakacje, ale po urodzeniu dzieci kontakty wyhamowały. Przyjaźń nie może być męcząca i absorbująca. To tylko uzupełnienie życia.

Dzisiaj rozmawiałam z przyjaciółką 15 minut. Wystarczyło, żeby upewnić się, że wszystko w porządku. Na to mam czas.

Każdy potrzebuje przyjaciela, obojętnie kim jest. I każdy może go mieć. Tylko trzeba o to zadbać. Najgorzej mają „gwiazdy”. Pną się na szczyt, żeby zobaczyć, że nikogo tam nie ma. Jak Pattinson, aktor jednej roli, jednej miny. Kiedyś był sławny i miał swoje przemyślenia. Jaki to on biedny, bo sławny i wszyscy go nienawidzą. Ego i sława Nie umiem mu współczuć.

Dlatego trzeba mieć przyjaciół z zupełnie innego środowiska, żeby zachować równowagę i nie odlecieć w kosmos.

Nie zostanę wolontariuszem.

 

 

23:23, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 marca 2018

Nie ma to jak dobrze zacząć tydzień. Wczoraj zupełnie przypadkowo obejrzałam film z 2015 roku Projektantka. Tytułową rolę brawurowo zagrała Kate Winslet. Był też Hugo Weaving (agent Smith), który zagrał zabawną postać lokalnego policjanta.


Dawno żaden film mnie tak nie rozśmieszył, śmiałam się na głos, co było dziwne ;) W zalewie przeciętności taki film to perełka. Nieprzewidywalne zwroty akcji, historia opowiedziana świeżo. Nie ma w tym filmie zbędnych ludzi, zbędnych scen, czy zbędnych dialogów. Dobrze się ogląda i dobrze bawi. Zaskakujące zwroty akcji nie pozwalają się nudzić.

Film opowiada o lękach z dzieciństwa, które mają ogromny wpływ na nas – dorosłych. Trzeba się z nimi zmierzyć, przypomnieć sobie stare wydarzenia, żeby pójść naprzód. To ludzie i sytuacje z dzieciństwa kształtują nas jako dorosłych. To z czasów szkolnych pozostają najlepsze przyjaźnie.

W każdej społeczności są te same problemy. W filmie możemy oglądać ładne stroje i rozpadające się drewniane chatki. Nawet gdy bieda piszczy można chodzić w szpilkach po piasku. Samo życie.

Warto przypomnieć sobie różne sytuacje z przeszłości i przeżyć je jeszcze raz, bez oceniania. W przeszłości jest nasza przyszłość. Obojętnie jak wysoko zaszliśmy, warto wrócić do korzeni i oczyścić wspomnienia. Nie chodzi o zemstę, ale wszystko potem układa się samo.

Pamiętam scenę z Lost, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Scena, która mówiła, że wszystko jest zapisane, a my mamy tylko iść z punktu A do B. To było spotkanie Jacoba z małym dzieckiem Johnem Locke. Jacob wiedział co się wydarzy, wybrał sobie konkretne osoby, które wykorzystał do swoich celów. Byłam w szoku, bo to znaczy, że niespecjalnie mamy wpływ na nasze życie. To osoby, które spotykamy nas kształtują, zmieniają, ranią lub podnoszą z kolan.

Polecam obejrzeć ten film. Jest świeży, zabawny i zaskakujący. Każdy aktor w swojej roli jest znakomity.

Nie ma to jak dobrze rozpocząć tydzień :)

10 nieusuwalnych trojanów na moim smartfonie nie jest w stanie zepsuć mi dnia ;) Powiadomił mnie o tym nowy program antywirusowy.

 

22:44, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 marca 2018

O pijakach miałam napisać dawno. Miałam w rodzinie wielu, więc znam problem z obserwacji.

Wydarzyły się ostatnio 3 rzeczy, które zmusiły mnie do napisania tego co poniżej. Już. Teraz.

Po pierwsze: występ Justina Timberlake'a na Super Bowl.

Wykorzystał Prince'a. Wszyscy wiedzą, że Prince występy żywych ze zmarłymi uważał za demoniczne i był temu przeciwny. Dostaliśmy pokaz pogardy dla zmarłego artysty. Dlaczego nie wziął sobie Bowiego? Jeszcze zawłaszczył sobie fiolet, kolor kojarzony z Princem. Fiolet to błękit – oddanie i czerwień – siła krwi. Szyderstwo. Skopiował wszystko, prócz talentu. Kto mu to podpowiedział? Kto szeptał do uszka?

Po drugie: Przeczytałam art. w gazecie, że Robbie Williams ma problemy ze zdrowiem. Odwołał trasę koncertową, bo lekarze wykryli u niego nieprawidłowości w pracy mózgu. W 2007 r. „odmienił” swoje życie, ożenił się, ma 2 dzieci, poszedł na odwyk. Przez alkohol rozpadł się jego zespół Take That, potem dzięki alkoholowi zaczął karierę solową. Wychodzi na prostą i zachorował.

Po trzecie: w tramwaju usłyszałam rozmowę 2 młodych ludzi. Opowiadali jak to idą do pracy i są sprawdzani. Chwalił się jeden, że po wypiciu kilku piw na bramce go przepuścili do pracy, a kolegę, który był „wczorajszy” nie. To powód do dumy, żeby pracować na taśmie nietrzeźwym. System jednak nie działa zbyt dobrze. Nie wiedziałam, że badają pracowników alkomatem, czy czymś innym. Zawsze prześlizgnie się jakiś cwaniak.

O kredycie alkoholowym przeczytałam w 2013 roku w książkach Zelanda o transerfingu.

Na forum usiłowałam to rozkminić, bo nie mogłam zrozumieć na czym polega ten kredyt. Odpowiedź znałam już dawno. Tylko o tym zapomniałam.

Moja mama miała 2 młodsze siostry, które piły. Gdy przejeżdżali to jako dziecko śmiać mi się chciało jak sprytnie ukrywały swoje picie. W różnych miejscach miały pochowane butelki, potem puszki. Na pytanie czy piły, kłamały w żywe oczy przysięgając na wszystko. Śmiać mi się chciało, że one dorosłe bały się mojego ojca. W domu był barek wypełniony po brzegi. Ale piło się okazjonalnie, czasem po 1 kieliszku, na rozgrzewkę. A one chciałyby opróżnić wszystko w kilka godzin. Widziałam, że zachowywały się jak opętane, jakby coś im kazało pić i robić złe rzeczy. Nauczyłam się, że pijacy zawsze kłamią, nie można im ufać gdy mówią, że to ostatni raz itd. Potem wiele razy ostrzegałam znajome, ale każdy musi sam się przekonać, albo nosić swój krzyż.

Potem po maturze spotkaliśmy się z kolegami na prywatce w wakacje. Wszyscy zdaliśmy na studia i było co świętować. Wszyscy piliśmy, niektórzy na umór, do zatracenia. Na drugi dzień dowiedziałam się, że jeden kolega powiesił się. Pokłócił się z dziewczyną, wyszedł wcześniej, a w domu skończył ze sobą.

Potem miałam męża, który wychodził wyrzucić śmieci, a wracał po 3 dniach. Spotkał kolegę i poszedł na imprezę. W domu nigdy nie pił, ale z kolegami często. Gdy pierwszy raz nas okradli, świętowaliśmy Wielkanoc. Był alkohol. Pojechaliśmy do domu. A mąż już wypity otworzył lodówkę i dopił ćwiartkę wódki. Nie było z nim kontaktu i ja musiałam z policjantami gonić taksówkę z fantami. Odzyskałam tv i koc, reszta przepadła. Policjant powiedział, że szkoda, że mój mąż się upił, bo on wie, gdzie złodzieje schowali łup. On nie może, ale my mogliśmy się tam włamać i odebrać co nasze. Potem Los wyrównał nasze krzywdy.

Dlaczego alkohol jest tak łatwo dostępny, a narkotyki są nielegalne? Szkodzą tak samo. Dobre pytanie, nie raz się zastanawialiśmy dlaczego tak jest.

Każdy pijak ma powód do picia. Moja ciotka w wieku 17 lat wyszła za mąż, a w wieku 19 lat została wdową z maleńkim dzieckiem. Kiedyś w kopalniach codziennie ktoś ginął, albo miał wypadek (jak mój tata). Druga ciotka w alkoholu topiła smutki po rozwodzie. Artyści piją, żeby ciągle być na fali, piją ze strachu, że mogą stracić popularność, piją, żeby nie patrzeć na siebie w lustrze, żeby nic nie czuć.

Indianie Lakoci nauczyli się pić z ciekawości (art. Duży Format 12.02.2018). W rezerwacie w 1 osadzie jest zameldowanych 14 mieszkańców i mają 4 sklepy z wódką. Piją, żeby zabić czas, poczucie beznadziei, brak celu w życiu, żeby nie słyszeć przodków. Był świetnym środkiem płatniczym w czasach eksterminacji, czyli kolonizacji Dzikiego Zachodu.

Alkoholizm to nie choroba. Nie można pójść na zwolnienie lekarskie i można za pijaństwo zostać zwolnionym z pracy dyscyplinarnie. Nie jest to choroba, bo nie każdy na nią zachoruje. Warunek konieczny to picie na umór. Nie można się litować nad pijakiem, to nic nie pomoże. Musi on sam spłacić swój kredyt alkoholowy.

W zeszłym roku policja zatrzymała aktora Shia La Beouf za zakłócanie i prowadzenie po pijaku.

Jego prawnik stwierdził, że Shia nie jest alkoholikiem, bo nie ma niekontrolowanego pragnienia picia. Aktor ma problem, bo gdy zacznie pić, to nie może przestać. Kuriozum. Można zajrzeć tu shia-labeouf-not-alcoholic

 

Można powiedzieć, że alkohol to pierwszy stopień do piekła.

Od niego zaczyna się degradacja człowieka, jak wpadnie w szpony nałogu. Potem kolejne używki. To określenie wiele wyjaśnia.

Steiner wykładał, że

...poprzez alkohol przyjmujemy do naszego organizmu coś, co z innego kierunku działa tak, jak ego działa na krew. Oznacza to, że spożywając alkohol, bierzemy w siebie opozycyjne ego, które jest bezpośrednim przeciwnikiem uczynków naszego duchowego ego.Alkohol nie dopuszcza do działania własnego ego, czyniąc go niewolnikiem.

Pijący alkohol oddala się od Boga i duchowości. Kto podąża ścieżką rozwoju duchowego, a pije, nie dosięga wyższych światów, a brodzi w rynsztoku.

Słynny jego cytat: “Spożywanie alkoholu przygotowuje żyzną glebę dla zastępów istot duchowych, tak jak brudny pokój wypełnia się muchami.” Świetnie to ujął.

Gdy pijesz często i do upadłego wpadasz w szpony demona. Demon nie potrzebuje zaproszenia, bo zaproszeniem jest picie.


Każdy pijak ma w sobie demona. Łatwo to sprawdzić. Osoba taka jest wesoła, nadaktywna, czarująca, wszyscy ją lubią, sprawia wrażenie, że osiąga co chce.

Moje ciotki były bardzo fajne, wesołe, lubiane. Jedna doskonale gotowała, choć się tego nigdy nie uczyła. Kolega z liceum nie uczył się dobrze, ale nauczyciele go lubili i zawsze zdawał. My też go lubiliśmy i zapraszaliśmy na wszystkie imprezy. Przyjaciel mojego ex również miał charyzmę, niczego się nie bał, mógł wszystko. Często zachowywał się ryzykownie, ale wygrywał.

Tak zadomawia się demon. Początek zawsze jest dobry, niczego złego się nie spodziewamy.

Jest ogromny nacisk na propagowanie picia.

 


Takie sklepy w moim mieście są co 500 m. Wszystkie oferują alkohole na każdą kieszeń. W każdym filmie pije się dla uczczenia czegoś, żeby się odstresować, żeby zasnąć, żeby zapomnieć. Piją artyści, sportowcy i zwykli ludzie.

W każdym teledysku się pije. Butelki i puszki są wszędzie, często w tle. Pijacy są nietykalni, wszyscy ich omijają. Tak chroni demon.

Prawdziwe oblicze demona można zobaczyć jeśli zrobi się coś co go wkurzy.


Wylewanie do zlewu jest dobrą okazją do zobaczenia prawdziwej twarzy demona. Szczerze tego nie polecam, bo można stracić życie.

 

Każdy pijak już jest martwy. Ale jeszcze o tym nie wie.

W serialu Lost (kilka odcinków przed końcem) jest taka scena, w której Sawyer siedzi w domku i pije. Wchodzi John Locke (wiadomo kim się stał ;)). A Sawyer mówi, że jest już martwy. Świetna scena. Zapamiętałam.


O śmierci od alkoholu mówi też Jezus. Każdy zna jego pierwszy cud gdy został zaproszony na wesele w Kanie Galilejskiej. Oczywiście, dodatkowi goście to zabrakło wina, ale nie jedzenia. Przez matkę Jezus musiał coś zaradzić, ale nie był zadowolony. Wesele to nie impreza składkowa. I tak Jezus odpowiada:

Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?”.

To stwierdzenie aż bije po oczach. Powinno to zniechęcić każdego wierzącego do picia, a księża piją codziennie na oczach wiernych udając, że piją krew.

Jezus przemienił wodę w wino. Dla niego to łatwe. Woda była świeżo czerpana z rzeki, a więc była żywa. Podpici biesiadnicy nie zauważyliby różnicy gdyby pili wodę. Na tej zasadzie chrzczą drinki w knajpach. Klient płaci za alkohol, a dostaje coś rozcieńczonego.

Jakiś badacz Biblii opisał to zdarzenie tak: Skromna woda ujrzała swego Boga i zarumieniła się. Piękne :)

Dlaczego alkohol kojarzy się ze śmiercią? Wiedział to Jezus i Sawyer. Bo to kredyt, który trzeba zapłacić. I nie chodzi tu o kaca, tylko o usługi demona. Alkohol łamie hamulce. Artysta pijak robi różne rzeczy, które podpowiada mu demon. Obnażanie się na scenie to znak rozpoznawczy demona. Robił to Robbie Wiliams, Bennington, Prince, Amy Winehouse, Robin Williams, Jim Morrison i wielu innych. Artysta z demonem śpiewa o śmierci, o Lucyferze lub Lucy, o demonach, o zatraceniu.

Tu link do utworu The Doors - The End. Tekst w opisie.

https://www.youtube.com/watch?v=96dBUaKfp_g

Wszyscy są bardzo atrakcyjni, ale do czasu. Do czasu spłaty kredytu alkoholowego. Zwykle następuje to gdy człowiek się najmniej tego spodziewa.

Najpierw rozpada się rodzina, związki, praca, przyjaciele odchodzą. Potem odwyk czy odtrucie. Gdy człowiek wychodzi na prostą, układa sobie życie na nowo, to następuje zwrot długu z odsetkami. Dłużnik po prostu umiera w nieodpowiednim momencie.


Praca demona polega na szeptaniu do ucha rad, żeby być wspaniałym. Potem szepcze inne rzeczy. Namawia np. do gonienia pociągu – na pewno zdążysz. Człowiek nie myśli racjonalnie. W końcu słuchanie demona przynosiło spektakularne sukcesy. Taka rola demona, najpierw cię zwodzi i zawsze kłamie. Często namawia do ekstremalnych zachowań. Np. skocz z 10 piętra, zabij przypadkową osobę, powiedz coś co zaboli, zrób sobie selfie na klifie, możesz wszystko. Na początku pijakom się udaje. A potem przychodzi czas zapłaty.

Nie da się go oszukać czy przechytrzyć. Zawsze wygrywa.

Pijacy wiedzą, że to w alkoholu jest zło. A cola tylko ma to osłodzić. ;)

 

Śmierć może być niezrozumiała. Jest trup, a nie ma powodu śmierci. Demon może wydać polecenie i dłużnik nie budzi się rano. Niczego nie biorąc. Może też umierać w męczarniach jak Stalin. Relacja tu smierc stalina . Kto wrażliwy, niech nie czyta. Ostrzegam.

 

To nie bajka. Demony istnieją, nawet gdy się w nie nie wierzy.

Demon alkoholu zbiera żniwo nieustannie i poluje na następne ofiary. Nie musi się specjalnie wysilać.

A potem spłacaj zaciągnięty kredyt. Umrzyj przed czasem. Znienacka.

Zastanów się, czy dasz sobie z nim radę. Lepiej nie zaczynaj pić.

 

23:25, bajka107
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lutego 2018

Równowaga w życiu jest ważna. Gdy miną dni, w których zajmuję się tylko pracą, muszę zająć się czymś zupełnie innym. Dla zdrowia psychicznego.

Nie mam co czytać. Szukam czegoś ciekawego, ale stałam się wybredna.

Szkoda mi czasu na czytanie książek, które niczego w moje życie nie wnoszą. Nie czytam kolejnych wersji kopciuszka, nie czytam kryminałów, bo wiadomo jak się skończą. Reportaże czytam w wersji gazetowej, czyli krótkiej. Mogłabym czytać biografie, ale one zwykle są podrasowane. O niektórych nie wypada pisać prawdy, choć są niezbite dowody na pewne wydarzenia. Mamy takie czasy, że każdy może napisać książkę i ją wydać. Tylko, że ja nie czuję potrzeby czytania czegoś takiego. Na stos.

W oczekiwaniu na coś ciekawego zrobiłam kilka zakładek. Fajnych ;)



W moich książkach siedziały proste zakładki, sztywne, prostokątne, często jakieś stare widokówki. A teraz znalazłam coś ciekawego. I wróciłam do starej literatury. Na początek Imię róży. W oczekiwaniu.

Ze strony http://krokotak.com/?s=bookmarks można sobie wydrukować i pokolorować.

Kocham ludzi, którzy upiększają moją rzeczywistość. :)

Nie kocham ludzi, którzy czują nienawiść.

Dzisiaj w piekarni usłyszałam jak facet mówi, że nienawidzi zimy, że to najgorsza pora roku. Jakby mógł, to by wyjechał do ciepłych krajów.

Ludzie sami sobie szkodzą. W pełni zasługują na to co ich spotyka, a zwłaszcza na choroby. Hodują w sobie nienawiść.

Dziwaczne jest nienawidzenie pogody.

 

Rzeczy są jakie są i takie pozostaną. - Oskar Wilde.


Zimą jest zimno, a latem jest ciepło. Jesteśmy szczęściarzami, że mamy 4 pory roku. Na Florydzie jest nudno, bo ciągle jest ciepło, a na Islandii ciągle jest zimno. U nas jest pięknie. Wystarczy się odpowiednio ubierać i żyć w zgodzie z naturalnymi przemianami. Zimą jest idealny czas na zwolnienie, wyhamowanie. Dziwi mnie, że ludzie kupują teraz rzodkiewki i pomidory. To nie jest dobre w tym czasie. Zachowaj odpowiedni rytm, a będziesz żył długo w dobrym zdrowiu.

W Chiński Nowy Rok posiałam paprykę. Czerwona szybko została zjedzona. Została żółta i zielona. Nasionka poszły do ziemi i zostały podlane i przykryte pojemnikiem po kiwi. Zakleiłam tylko dziurki. A dzisiaj po 12 dniach zauważyłam pojawienie się roślinek.

 

Tylko w jednym pojemniku. To żółta papryka. Zielona jeszcze nie wzeszła. Nie oczekuję owoców. Niczego nie oczekuję. Niech sobie rośnie w ciepełku.

 




23:20, bajka107
Link Komentarze (2) »
środa, 21 lutego 2018

Czuję się świetnie. Bez powodu. Nie ćwiczę, źle się odżywiam, piję kawę i mało sypiam. A jednak moje samopoczucie jest znakomite. Od czego to zależy?

Inni robią wszystko dobrze, a mają depresję, a ja nic dobrze nie robię, a ogarnęło mnie szczęście. Samo z siebie. Na pewno to zasługa powietrza i słońca.

W powietrzu czuję nadchodzącą wiosnę. Jest inne niż zimowe. Nie musi być ciepło, ale są wyższe wibracje. Optymizm rozchodzi się wokół. Chce się żyć.

Wiedzą o tym rośliny. Mają wyczucie kiedy wypuścić młode listki. Są mądre, albo reagują na światło.

Drzewa są jeszcze bez liści. Nic nie mówią.

Czy my na pewno wiemy czym jest słońce? Naukowcy obserwują je, ale zupełnie nie umieją interpretować tego co widzą. Boją się gdy słońce jest mało aktywne i boją się jak są rozbłyski czy burze magnetyczne. Nie mają pojęcia jaki to ma wpływ na ludzi.

Słońce ma na nas dobry wpływ. Daje nam światło i życie. Im dłuższy dzień, tym ludzie dłużej są aktywni. Chce im się więcej, więcej mogą i nie są zmęczeni. Przynajmniej w naszym klimacie. Jesteśmy szczęściarzami, bo mamy 4 pory roku. Inni mają tylko lato lub zimę. U nas nie jest nudno.

Dzisiejszy dzień był słoneczny i noc bezchmurna. Wszystkie gwiazdozbiory są dobrze widoczne.

Najbardziej lubię bliźniaków, którzy są widoczni od wschodniego nieba do północnego, przez całą noc. Pollux świeci mocniej i dlatego dostał takie imię. Lux to przecież światło.

Ziemia jest dobrze oświetlona w dzień i w nocy.

Oprócz Pudelka i tmz czytam m.in. bankiera.

Dzisiejsza informacja o tym to-warto-wiedziec-dzis-rano też wprawia w dobry nastrój.

1990 - Na Dolnym Śląsku temperatura osiągnęła najwyższą wartość w lutym w historii pomiarów. We Wrocławiu i w Legnicy zanotowano +19,7 °C, w Jeleniej Górze +19,5 °C, w Zielonej Górze +19,0 °C.

28 lat temu było bardzo ciepło. Teraz może być podobnie, bo u mnie jest powyżej zera.

W przychodni znowu nie było nikogo. To gdzie są chorzy i umierający? Czy to możliwe, że w jednym miejscu są tak różne zjawiska? A może światy zachodzą na siebie. Zaklinanie rzeczywistości niektórym nie wychodzi. Idzie wiosna.

Nic nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi.

Czego życzę każdemu.

Nawet tym co nic nie czują. ;)

 

23:42, bajka107
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 lutego 2018

Właśnie mija pierwszy dzień chińskiego nowego roku. U nas zaczął się wczoraj po 22, czyli po nowiu.


Wczorajszy dzień był dla mnie beznadziejny. Pokłóciłam się z klientem i dwa razy rzuciłam pracę. Potem kupiłam ładne prezenty. Odpuściłam. Przeszło mi. Świat wszystko naprawił.

A dziś był piękny słoneczny dzień, ptaki ćwierkały i pachnie już inaczej. Ok. 20 ktoś puścił fajerwerki, chyba mu zostały z naszego nowego roku. Idealnie się wpisały w dzisiejsze święto. Trzeba wystraszyć złe duchy. Nadszedł nowy czas. Wiosna. Księżyca przybywa.


W tym roku emocje ostygną. W naturze jest równowaga, po 2 latach ognia nadchodzą 2 lata ziemi, a potem 2 lata metalu. Jest czas na wszystko, po kolei. Jin – Yang.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.

Wchodzimy w czas ziemi (yang) i spraw przyziemnych. A czuwa nad tymi sprawami pies. Psy są inteligentne, fajne, sprawiedliwe i opiekują się swym panem. Na złodziei warczą i gryzą. Skoro one pilnują to my będziemy zajmować się sprawami bezpieczeństwa. Chciwość i ignorancja zostaną ujawnione. Obudzą się ruchy solidarnościowe z biednymi i głodnymi. Ruchy konserwatywne będą w ofensywie. Mamy już dość ognia, fermentu, głupich celebrytek, oczekujemy spokoju. Bo pies jest najbardziej konserwatywnym tradycjonalistą ze wszystkich znaków. Jest też niezależny i lojalny, można na nim polegać.

Ludzie będą mieć dość niusów, że garstka ma wszystkie pieniądze świata i zażąda sprawiedliwego podziału zasobów. Bo godne życie należy się każdemu. Marnotrawstwo i niepotrzebne wydatki będą piętnowane. Otworzą się ludzkie serca, bo pomaganie jest cool.

Ludzie będą bardziej dbać o swoich bliskich, starych i chorych. Bo pies jest współczujący.


Rodzina wysuwa się na pierwsze miejsce. Ważny będzie też dom jako miejsce dożycia. Wielu w tym roku zmieni mieszkanie, albo je ulepszy. Bo pies dba o swój dom. Powrócą też osoby z przeszłości, ludzie będą wracać do swoich korzeni. Dostaniesz na co zapracowałeś.

Energia ziemnego psa już zaczęła działać. Mamy komisję, która odkrywa prawdę o mafii mieszkaniowej. Jak każda komisja kreuje swoją gwiazdę. Jednak nie to jest ważne. Należy poszkodowanym ludziom zadośćuczynić. Nie wróci to życia zmarłym, ale teraz jest dobra pora by dostać to co zostało ukradzione. Ludzie walczcie o swoje pieniądze. Nie wystarczy, że oszuści zwrócą pieniądze, oni pójdą w odosobnienie.

Pójdzie lawina. Niech oszuści się boją, bo to dopiero początek. Już fala idzie np. takie przejecie ziemi

Kara nie ominie oszustów. Chyba, że urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą.

Jak O.J.Simpson.


Orenthal James Simpson (Jedynka i ognista świnia) w 1994 roku (rok drewnianego Psa) zabił swoją drugą żonę i jej znajomego. Jego pierwsza żona utopiła się w basenie. To ciekawy człowiek. Jako Jedynka świetnie się realizował. Najpierw jako bejsbolista, potem jako aktor (Korzenie, Naga broń i in.). Był zauważalny, a jako ognista świnia był lubiany. Swój temperament realizował w domu bijąc żonę. Miał wszystko i wszystko było mu wolno. Zero pokory. I został przestępcą. Proces śledzili ludzie na całym świecie. Został uniewinniony, bo jego prawnicy postawili na dyskryminację. Potem napisał książkę, bo on musi być widoczny. Ludzie mu współczuli. Poszedł siedzieć na 33 lata za 12 przestępstw w 2008 roku (rok ziemnego Szczura). Po 9 latach miał możliwość wyjścia warunkowego i wyszedł na wolność (w 2017 wspierał go ogień od koguta). Teraz wypoczywa, codziennie gra w golfa, ludzie robią sobie z nim fotki. Celebryta, a nie przestępca. Plotkowano, że jest ojcem porno celebrytki, bo jego adwokatem był ojciec kilku porno celebrytek. Cały czas jest aktywny i obecny, a w lipcu skończy 71 lat. Oj ty Simpson ;) Zajmij się może w tym roku swoimi dziećmi i domem.

Jego historia pokazuje jak działa zodiak chiński. I jak mu sprzyjał.

W zodiaku chińskim jest 5 żywiołów i 12 znaków, czyli mamy 60 opcji.

Każdy żywioł powtarza się co 10 lat (5 x 2). Niżej świetny obrazek, bo pokazuje zależności między żywiołami. Każdy może sobie sprawdzić swój żywioł i jak będzie aspektowany. Czy ziemia go będzie wspierać czy niszczyć. Jak w życiu: są wygrani i przegrani. Sam sobie zrób prognozę na te 2 lata. Poznaj siebie.


Ogień tworzy ziemię, a ziemia tworzy metal. O.J. popełnił zbrodnie w roku ziemi, potem dostał wyrok w ziemi, a wyszedł w roku ognia (z urodzenia). W roku 2018 dużo zarobi. Pomysły ma, doświadczenie i kreatywność (jako Jedynka). I jako świnia jest lubiany, bo wszyscy lubią świnki za nic, nawet jak są przestępcami. (Musk też jest świnią, ale z metalu – fortuna i szczęście mu sprzyja, nadchodzi jego żywioł w 2020).

Drzewo rozsadza ziemię, a ziemia zasypuje - niszczy wodę. Dlatego będą powodzie. Pojawi się jeszcze więcej głębokich otworów w ziemi.

Ostatnio rok Ziemi był w 2008. Każdy pamięta ten rok, bo był niedawno.

W żywiole ziemi panował wtedy Szczur. Ziemia wypędziła wszystkie szczury z norek. Dziwnym trafem wybuchł, „spontanicznie”, kryzys związany z hipotekami (ziemia). Idealny czas na to.

Czasem wydaje mi się, że ważniejszy jest panujący żywioł niż sam znak – zwierzę. Znak panuje 1 rok, a żywioł dwa lata.

W tamtym roku wybuchały ruchy wolnościowe, ale krwawo tłumione (m.in. Tybet). Oczywiście spór był o miejsce do życia, o ziemię. Były trzęsienia ziemi i powodzie (Chiny, Jemen). Na Ukrainie zginęli górnicy w wyniku wybuchu metanu (pod ziemią).

Ujawniono w Austrii przestępstwa Fritzla, który w swoim domu prowadził prywatne więzienie. Nie była to oaza spokoju i bezpieczeństwa. Zadziałał żywioł ziemi i szczur, patron tamtego roku, został wygoniony z piwnicy.

We wrześniu 2008 zepsuł się CERN. Co oni tam robili pod ziemią, żeby nikt nie widział? Nie da się tam wejść, ale można popsuć. Na 14 miesięcy. Dalej coś tam kombinują, pod ziemią. Ziemia może się oczyścić sama, bez pomocy człowieka.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.

W tym roku będzie spokojniej, ale ziemia nie raz wstrząśnie, żeby zrzucić nieuczciwych ludzi. Gdy ziemia się trzęsie to niszczy, ale też może ujawnić stare artefakty. Bo przecież pies to tradycjonalista. Przeszłość może zostać ujawniona, odkopana. To dobry czas, żeby dowiedzieć się prawdy o przodkach. Archeolodzy niech kopią wszędzie.

Każdy znak w jakimś żywiole pojawia się co 60 lat. Rok Ziemnego Psa był 60 lat temu, czyli w 1958.

Pisałam już o nim tu 1958


Nie będę się powtarzać. Proszę przeczytać. Gorące sześćdziesiątki ;) Dla Chińczyków ważny jest rok urodzenia. Patrząc na energię sprzed 60 lat mogą w tym roku urodzić się popularne postaci. Wychodzi tu może nie spokój psa, co jego inteligencja. Psy wiedzą co robić w życiu i zgarnąć kasę na dom.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.

Od 10 lat straszy się nas wojnami. To tylko słowa i zaklinanie rzeczywistości. Wojny były i będą, bo ludzie na tym zarabiają. Jednak rok ziemnego psa nie sprzyja agresorom. Wszystko obróci się przeciwko nim.

Nie można bezkarnie krakać, korzystając z informacji z zaświatów. Stamtąd idzie uzależnienie, pycha i kłamstwa. Wiem bo kiedyś tam zaglądałam. To nam nie jest do niczego potrzebne. To inny świat, który karmi się niegodziwościami. A wojny to żniwa dla zła. Rok Ziemnego Psa to czas spokoju, upominania się o swoje, budowy domu i upiększania go, zacieśniania więzi rodzinnych. Jednak trzeba uważać, żeby nie stawiać spraw na ostrzu noża, bo można to przypłacić życiem. Wykorzystajmy inteligencję Psa, który zawsze coś tam sobie zakopie. Wykorzystajmy swoje zapomniane doświadczenia, wykorzystajmy starych znajomych, walczmy o swoje sposobem, a nie otwartą wojną, wyjmijmy Asa z rękawa. Może uchodźcy wrócą do siebie.

W roku 2030 czyli metalowego psa może być gorąco.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.


Zwolnij trochę, zrelaksuj się i ciesz się życiem.

To w końcu Nowy Rok :)









23:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lutego 2018

Często w środę ok. 17 mam wrażenie, że to sobota. Zaplanowane sprawy robią się same i mam dodatkowe dni. A dzisiaj poczułam, że jest środa, a to dopiero poniedziałek. Musiałam się upewnić, że się mylę. Mam dwa dni wolnego ;)

Czy to jakaś choroba? Jakieś zaburzenia czasu i przestrzeni? Anomalia na pewno.

Naprawdę czuć wiosnę, choć rano prószył śnieg. Nieśmiało i zaraz wszystko stopniało. Widocznie też poczuł co idzie i że nie ma tu miejsca dla niego. Wiosnę poczuli pracownicy firmy, która reklamuje się, że „podniosą wszystko”. Zdejmowali dekoracje świąteczne. Rychło w czas. Powinni to zrobić na początku stycznia, przecież każdy dzień oświetlenia kosztuje. Ale przecież to z moich pieniędzy, a nie urzędników.

Na głównej ulicy miasta zatrzymała mnie menelka z prośbą o złotówkę. Potem kolejny menel prosił o rozmowę??? O czym mam z nim rozmawiać? Ciekawe, że tyle osób przechodziło, a oni wybrali właśnie mnie, specjalnie. Strażników nie ma, bo inni menele siedzieli na ławce i popijali. Czy gdy zrobię im fotkę to będzie naruszenie ich prywatności? Czy jeszcze mamy prywatność skoro na każdym skrzyżowaniu są kamery?

Jest taka kamienica, którą upodobali sobie „artyści”. Tę fotkę zrobiłam ponad rok temu.



Podobno to sztuka, a mnie skojarzyło się z puszczeniem pawia na ściany.

A dzisiaj zobaczyłam, że rzygi zniknęły i pojawiła się para. Chyba trochę włóczki zostało.


Facet na górze z pejczem, a na dole płacząca kobieta. Co to ma być?

Chyba nikt tam nie mieszka, bo ciekawe byłyby odczucia mieszkańców.

24 grudnia 2017 wykonano mural (czyli sztuka) w NY. Na stronie https://www.arthistorynews.com/list/5 jest post New York's giant penis mural January 3 2018. Proszę odnaleźć i przeczytać, jak się czuli ludzie z obrazem gigantycznego penisa na ścianie własnego domu. Jedyna możliwa odpowiedź – źle. Mural zamalowano, ale penis jest nadal, tylko pod spodem. A może go zeskrobano. Nie da się tego odzobaczyć, ale proszę new-york-art-penis-mural-carolina-falkholt

I to nie dlatego przyszła do nich extra zima. A może tak, żeby autorce ostudzić głowę.

Pojawił się teraz trend na świecie cenzurowania dzieł sztuki, które pokazują nagość.

Trzeba szybko robić fotki, żeby cokolwiek się uratowało.

Ponieważ mam 2 dni wolnego ;) to przejrzałam gazety, które dostałam hurtowo od mamy.Są coraz głupsze, oglądam tylko obrazki ;)

A ta fotka mnie rozbawiła :)))



Zagadka: jaka jest różnica wieku między modelką 20+ a 60+?

Dobry humor na cały tydzień. Dla wszystkich.

A w niedzielę impreza, więc pogoda będzie odpowiednia, zamówiona. Bez czapki. Bo to przecież wiosna idzie. Zresztą w czwartek będzie Nowy rok, więc proszę święcić ten dzień. Ale o tym w kolejnych dodatkowych dniach.

Miłego tygodnia :)




23:00, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018

Faworki dostałam wczoraj. Ja nie smażę. Robią to inni i mi dają. :)



Są pyszne. Odpowiednio usmażone na smalcu, kruche i chrupiące, cienkie, idealne. Zaczęliśmy jeść wczoraj, a dzisiaj szybko się skończyły. Trzeba było kupić pączki.

Niestety musiałam włączyć tv, bo było dla kogoś ważne głosowanie. Zupełnie się w tym nie orientuję. Jak można mieć wypieki na twarzy i obserwować przedstawienie. Nic nie znaczący urzędnicy siedzą i udają, że coś robią. Gdyby na sali siedziały chomiki to jaki byłby wynik? Zupełnie nie rozumiem jak można tym żyć. Dla darmowych faworków wszystko :)

Dzisiaj dowiedziałam się, że nie mieszkam już na ulicy poety tylko na ulicy pisarza. Sąsiad, który obwieścił mi tę nowinę będzie musiał wymienić dowód. Ja nie. Na razie nic się nie zmieniło, szyldy są stare, korespondencja dochodzi na stary adres, w bazach jeszcze nie ma zmiany. Czy nie można nazwać mojej ulicy np. Wesoła, Dobra, Zdrowa albo jakoś je ponumerować jak w NY. Nie daje się spokoju zmarłym, wyciągając ich na szyldy. To nie jest dla nich dobre.

Jeszcze załatwiłam sobie skierowanie na badania. Idzie wiosna, więc warto sprawdzić, czy wszystko OK. To najlepszy moment, bo po zimie może mi czegoś brakować. Dziwne, że nikogo nie było w przychodni. Podobno jest epidemia, ale ani ja, ani nikt z mojej rodziny i nikt ze znajomych nie choruje. Moja dzielnica też nie, skoro przychodnia jest pusta i lekarze czekają na pacjenta. Zima się kończy więc chorych nie będzie. Może ja mieszkam w dziwnym miejscu, enklawie?

Wczoraj równocześnie z polityką pokazywali Muska. Pijarowy spektakl! Jak można mówić dobrze o takim człowieku. Czy ludzie są ślepi i głupi? Czego on dokonał? Motoryzację skierował na ślepy tor, wracamy do XIX wieku. Czy ktoś opłacił marionetkowe rządy, żeby dofinansowywali projekt elektrycznych samochodów? W prasie pojawiają się peany nad jego działalnością. Kto im płaci za te bzdury?

Elektrycznej ciężarówki nie ma, samochody na autopilocie nie działają. Tunele buduje tradycyjnymi metodami i dla słoni, więc nie będzie spektakularnego sukcesu. Wypuszcza rakiety, które spadają, jak ostatnio zuma . Supertajna rakieta za miliard dolców (żeby tylko) wyparowała. Kolejna wystartowała (jak zwykle z opóźnieniem) i podobno leci. Czy sukcesem jest powrót części na ziemię? Wiadomo, że wysłanie tego czegoś ponownie na orbitę jest mało ekonomiczne, bo prawdopodobieństwo awarii wysokie. To się po prostu nie opłaca.

Ludzie rajcują się samochodem na orbicie. Jasne, że Musk zabiega o kontrakty rządowe, bo od nich kasa płynie szerokim strumieniem. Jak u nas, najlepsze fuchy są na ustawianych przetargach. Płacimy za to wszyscy.

Nic to, na biednego nie trafiło. On ma miliardy, a jego firmy generują gigantyczne straty. Nie żal mi inwestorów, czyli frajerów jak się kiedyś mówiło o takich co łatwo ich oszukać. Frajerzy mają za dużo kasy, więc niech ją palą. Musk ma prywatną firmę, w której pracują pracownicy Nasa. To jak u nas lekarze. Płacimy im prywatnie, by potem wykonywali zabiegi w państwowych szpitalach.

Jego firmy wyglądają jak obozy pracy. Podobno. Wystarczy ich zbajerować i kolesie pracują po 18 godzin na dobę za dziękuję. Wszelkie strajki są wyciszane. A Musk produkuje czapeczki po 20 dolców, albo miotacze ognia na zombi. Czy można takiego człowieka traktować poważnie? Ludzie pracują, a on się nocami bawi z panią Amber .

Cokolwiek obiecuje nie sprawdza się. Zysków nie ma, są opóźnienia, a frajerzy płacą. Ciekawe kiedy pęknie ta wydmuszka.

Są za to firmy, które pracują nad naprawdę ciekawymi pomysłami. I tam można inwestować, jak się ma za dużo pieniędzy. Po cichu dzieją się ważne rzeczy. Klakierom dziękujemy za Muska.

Czy on ma za zadanie odwracać nasza uwagę od czegoś?

 

23:07, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lutego 2018

Podobno na każde zadane pytanie jest już odpowiedź. Gdzieś.

Zadałam przedwczoraj pytanie: dlaczego młodzi ludzie chorują na choroby starych, zwłaszcza choruje wątroba i pęcherzyk żółciowy. Kiedyś trzeba było wielu lat, żeby wysiadła wątroba.

Na moje pytanie odpowiedź padła ponad 100 lat temu, na jednym z wykładów Rudolfa Steinera w 1909 roku.

Od jakiegoś czasu ciągle trafiam na jego teksty, cytaty. Nagabuje mnie, bo chyba to nie molestowanie. On nie żyje. Nie wiem, czy mam znowu zacząć czytać jego artykuły czy wykłady, to wtedy da mi spokój. Jestem podatna na wpływy, muszę być czujna. Dzisiaj na bazarku podpity sprzedawca namówił mnie na jakiś nieznany mi gatunek ziemniaków.

Zostało mi tylko 5 jego książek, ale w internecie jest tego o wiele więcej. Trzeba tylko dać do tłumaczenia. http://www.rsarchive.org


Lubię czytać stare teksty. Ludzie pisali, jak to czas szybko biegnie, przyśpiesza, jak to młodzi nie szanują starych. Fajne. Ciekawe co by powiedzieli teraz.

Na tym wykładzie Steiner powiedział, że rodzice w tamtym czasie, w ramach hartowania dzieci, ubierają je lekko, a ubrania sięgają do kolan, albo są jeszcze krótsze. Gdyby ich rodzice wiedzieli, że „to jest najlepsze przygotowanie do późniejszych ataków wyrostka robaczkowego, byliby bardziej troskliwi.” Potem jeszcze dodaje, że „pewnego dnia będą dosięgać tylko do brzucha – to będzie ich moda! Moda ma duży wpływ.” Jasnowidz.

Gdy Steiner był dzieckiem nosił długie spodnie i był ciepło ubrany, a chodził boso. Tych chorób było zdecydowanie mniej i nie u młodych ludzi.

Faktycznie, dwie dziewczyny nosiły się krótko, aż za bardzo i jeden chłopak często nosił spodnie do kolan. Ale przecież wszyscy tak chodzą, a nie chorują wszyscy. Żeby wystąpiła choroba wątroby trzeba mieć jeszcze złe myśli i osądzać ludzi. „Coś im leży na wątrobie” – tak się mówi. Kłania się tu brak wiary w siebie, złe mniemanie o sobie, bycie gorszym od innych itp.

A więc nie hartujmy się, bo nie na tym to polega. Bycie zahartowanym polega na przetrwaniu każdej pory roku w dobrej kondycji. Nie rozumiem jak ktoś mówi, że nie lubi gorąca, a ktoś inny, że nie lubi zimy. Oni nie są zahartowani. Zdrowy człowiek powinien być gotowy na każdą pogodę i powinien myśleć o sobie jak najlepiej.

Ciekawe, że odpowiedź przyszła tak szybko. Gdy człowiek nie buja się na wahadle polityki, albo ezoteryki (władza i pieniądze) to znajduje szybko wszystko co chce. Samo się znajduje.

Muszę się dowiedzieć co ten Steiner ode mnie chce.







23:34, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 lutego 2018

Skóra to torebka na kości i różności. Jest nam dane na całe życie, więc powinniśmy o nią dbać. To bardzo ciekawy organ. Ma największą powierzchnię i nie można jej przeszczepić innemu człowiekowi. Książka i film Czerwony smok to czysta fikcja. Seryjny morderca ze swych ofiar ściągał skórę, żeby stworzyć nowego siebie. To niemożliwe. W przypadku oparzeń czy ran można przeszczepić swoją skórę z innego miejsca. To jedyny sposób, na uzupełnienie braków.

Skóra odnawia się co 2-4 tygodnie, ale tylko jej wierzchnia warstwa. Mimo to na skórze pojawiają się plamy, które trudno usunąć i wybielić. Nie pomoże żaden peeling. Główne odżywianie skóry odbywa się od wewnątrz. Ale substancje odżywcze można też podać z zewnątrz. Bo skóra nie jest ceratą, a jest przepuszczalna. Każdy kiedyś się spocił i wie, że pot ma różny smak. Zwykle wychodzi na wierzch sól, a jak ktoś łyka dużo tabletek to wychodzą toksyny. Przez pory.


Najlepsze nawodnienie organizmu jest właśnie przez skórę. Dlatego nasi przodkowie się kąpali w wannach, a nie brali prysznic. I byli nawodnieni. A teraz każą pić wodę z butelek, a o obciążeniu nerek nikt nie wspomina. Kleopatra kąpała się w mleku i miodzie i wyglądała zjawiskowo. Mój życiowy błąd to wymiana wanny na prysznic. Już po roku tego żałowałam i tak mam do dziś. Muszę się chyba rozejrzeć za nowym idealnym lokum ;)

Wszystkie choroby skóry są związane z tym co jemy i co nakładamy na skórę. Rak skóry jest spowodowany niewłaściwymi kosmetykami. Kiedyś do programu tv zaproszono młodą osobę z wyleczonym rakiem skóry. Prowadząca stwierdziła, że to od opalania, a dziewczyna powiedziała, że ona się nie opala, bo nie lubi. Najwięcej chorych jest na północy Europy, najmniej w Afryce, czy w krajach śródziemnomorskich. Rolnicy na choroby skóry nie chorują.

Kilka lat temu przeczytałam ten artykuł pokarm-dla-skory Polecam :) Już nasi przodkowie wiedzieli, że przykładanie liścia kapusty na stawy, działa kojąco. Wiedzieli, że skóra jest przepuszczalna, a korzystne substancje dotrą do organizmu szybciej. Gdy mój syn był mały i miał gorączkę to wsadziliśmy go do wanny z chłodną wodą. Ulga była natychmiastowa. Organizm miał siły, żeby usunąć chorobę. Zawsze wolałam takie rozwiązania niż tabletki.

Przestałam martwić się cholesterolem. Okazuje się, że jest on głównym składnikiem skóry. Przeciętny 65 kg człowiek powinien mieć go 210 g. I taka kiedyś była norma. Za mało cholesterolu powoduje łysienie, łuszczycę i powstają narośla rakowe. Zanim zaczniesz zbijać cholesterol – pomyśl, obserwuj swój organizm.

Od tego dnia zaczęłam zwracać uwagę co nakładam na skórę. Zaczęłam od pomadek na usta. Od lat kupuję pomadki ochronne czysto naturalne, bo wszystko co na ustach znajdzie się w moim żołądku i czasami w żołądku faceta. Nie pamiętam, żebym miała postrzępione skórki warg. Szminki używam sporadycznie, błyszczyków wcale. Nie mam problemu z wyborem co ładne, a co dobre.

Wytworem skóry są włosy i paznokcie. One są martwe, a gdy je obcinamy to nas nie boli. Z tych wytworów można wyczytać stan zdrowia człowieka. Gdy ludzie dostają chemię to ich martwe włosy wypadają z cebulek. Gdy zmieniamy coś w swoim jedzeniu to na paznokciach pojawia się poprzeczny rowek. Włos z cebulką można zbadać na zawartość minerałów. To jest już oczywiste.

Gdy ktoś obgryza paznokcie, albo ma je chore, może ukryć przez doklejenie nowych, pięknych tipsów. Gdy włosy wypadają, można zrobić doczepy. Gdy skóra ma wypryski, można nałożyć kilkanaście warstw kosmetyków. Pod maską ich nie widać, ale choroba jest. Kosmetyki (pełne sls, pegów i kancerogennych acrylów) nie leczą. Pełno śmieci jest też pakowanych do produktów dla niemowląt i dzieci. Do dziś pamiętam jak przy myciu włosów szczypały mnie oczy. A nie powinny.

Przez te kilka lat krok po kroku zmieniałam kosmetyki. Skóra najpierw zachowywała się dziwnie, jak po odstawieniu. Potem było tylko lepiej. Z włosami było to samo. Stosuję farbę bez amoniaku, więc wynagradzam włosom dobrym szamponem i odżywkę. Włosy rosną jak szalone. Nauczyłam się siebie. Moje ulubione humektanty to siemię lniane i miód, i zawsze szukam tych produktów w składach (INCI). Nie nabieram się na produkty tylko udające naturalne. Nie działa na mnie żadna reklama w tym względzie. Modzie też nie ulegam, bo wiem co dobre dla mnie.

Nowe naturalne mydło do rąk spowodowało, że nie potrzebuję kremu. Odżywienie i nawilżenie mam z 1 produktu. To się opłaca, a skóra jest wdzięczna.

Każdy kiedyś wróci do naturalnych produktów, jedni wcześniej, inni gdy będą na chorobowym. Na pewno ci co chcą długo żyć.

Tydzień temu postanowiłam spróbować nowych kosmetyków. W ferworze spraw zawodowych kupiłam tylko to co się kończyło, bo kosmetyki naturalne mają krótki okres ważności. W czwartek zauważyłam na stronie, że w aptece blisko mojego domu będą dermokonsultacje, w godz. od … do. :) Mówisz – masz. Zawsze lepiej dotknąć, sprawdzić na skórze. I oczywiście na takich imprezach można wszystko kupić taniej.

Na piątek miałam kilka spraw. Uwinę się z nimi szybko, żeby zdążyć do apteki.

Rano czekałam na konieczne informacje do umów. Czekam i czekam, a czas płynie. Miałam godzinę „spóźnienia” zanim wyszłam z domu. Na przystanku dowiedziałam się, że był wypadek na mojej trasie. W tramwaj (którym mogłam jechać) wjechał samochód. Gdyby wyszła wcześniej musiałabym czekać godzinę na ulicy. Wygrałam :) Dostarczyłam umowy, potem jeszcze faktury, listy i inne. Potem pojechałam do ZUS. Zawsze jest kolejka. Wczoraj nie było nikogo!? Od razu podeszłam i zostawiłam zwolnienie lekarskie pracownika (24 lata). Coraz młodsi ludzie chorują i to na poważne choroby. Do 30-tki nie powinni, a chorują jak starzy. Zwykle są po operacji pęcherzyka żółciowego, mają kamienie w wątrobie, i sprawy ortopedyczne. Tak to jest, jak ludzie podążają za samozwańczymi ekspertami.

Wszystkie sprawy zawodowe załatwiłam szybko, zupełnie inaczej niż planowałam. Tym sposobem zdążyłam do apteki na czas. Przetestowałam na skórze różne preparaty i zakupiłam 5 produktów. Ponieważ to promocja za każdy produkt należała mi się pomadka. Były 4 rodzaje, więc powinnam wziąć 4 i 2 takie same. I dowiedziałam się, że 1 pomadkę ukradła wcześniej jakaś pani. Więc wzięłam tylko 4 pomadki. Wyrównałam brak. Żeby przełożony pomocnej dermatolożki jej nie ukarał. Zarabiam i mnie stać. Zyskałam pełno próbek, a z pomadek ucieszą się koleżanki. Przecież nie zużyję tyle w ciągu pół roku. A złodziejka co zyskała? Jedną pomadkę. Złodziejstwo jest nieuleczalne.


Moje plany zawsze realizują się w najlepszy dla mnie sposób. Wystarczy tylko zaplanować co się chce, a potem zostawić wszystko do realizacji Opatrzności.

Wieczorem błogosławiłam internet, bo miałam 2 sprawozdania do wysłania. Cały dzień byłam zajęta, więc wieczorem usiadłam do wypełniania. Biurokracja ma się doskonale. Urząd chce wiedzieć to co już wie, ale z kilku miejsc. Ale po co ma sam zbierać, lepiej obciążyć spółkę. Im ktoś lepiej prosperuje, zatrudnia więcej osób, to obciążeń jest więcej. Do północy się wyrobiłam. Kiedyś musiałabym jechać na całodobową pocztę. Kocham internet :)

Wczoraj był dzień świstaka. Amerykanie są przesądni. Od tylu lat pytają zwierzątko o pogodę. Mogli iść do wróżki, albo jasnowidza. Będzie jeszcze 6 tygodni zimy. To chyba u nich. U mnie dzisiaj czuć wiosnę.

Sobota to dzień podlewania kwiatów. Przy okazji umyłam wszystkie listki, żeby lepiej oddychały. Zauważyłam nowe pączki, więc idzie wiosna.

A potem z rozpędu umyłam okna, żeby lepiej widzieć nadchodzącą wiosnę. W grudniu dostałam myjkę Karchera WV2 Premium. Kto ma to wie, że myje się szybko. Umyłam w krótkim czasie 6 szyb z obu stron. Świeciło słońce, ale nie mogłam się powstrzymać. Lubię czyste szyby. Bo tak widzę świat. Oczekuję wiosny. A świstak niech zawija sreberka.

To były dobre dni :)

 


22:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 stycznia 2018

Dzisiejszy poranek spędziłam rozmawiając z przyjaciółką przez telefon. 2 godziny minęły szybko. Świadomy człowiek wie, że coś jest nie tak gdy córka zaczyna chorować na choroby matki. Córka widzi, że to choroba dziedziczna, a matka widzi, że córka przejęła od niej jej zachowania, poglądy, przekonania i zachowanie. Konieczna jest rozmowa wyjaśniająca. Bez tego nie ma uzdrowienia. Obie strony muszą tego chcieć, a to jest trudne.

Niektórym takie ciężkie rozmowy zabierają energię i mówią o wampirach energetycznych. Na mnie odwrotnie. Czułam się po tym naładowana, i zadowolona. Bo ja staram się znaleźć jakieś rozwiązanie. Wiem, że każdy jest inny i nie każdy umie zmieniać swoje myśli jak ja. Uświadomiły mi to przyjaciółki. Gdy dzwoni ktoś z problemem to zawsze staram się znaleźć rozwiązanie. Wtedy moje neurony się zapalają i grzeją szukając nowych połączeń. Moja podświadomość przypomina sobie różne podobne przypadki, wszystko co kiedyś przeczytała i mi podsuwa właściwe słowa. Po takiej pracy mózgu obie strony są zadowolone. Moja przyjaciółka uspokaja się, widzi sprawy takimi jakie są, bez oceniania, a potem kończy rozmowę: dobrze że cię mam. A ja jestem naładowana energią i mogę góry przenosić. To nielogiczne. Przecież jedna strona powinna brać a druga dawać. U mnie jest zupełnie inaczej. Obie strony korzystają. Nie boję się wampirów.

Wyszłam z domu, ale najpierw poszłam wyrzucić śmieci. Kto pierwszy wychodzi z domu wyrzuca śmieci. Idąc do śmietnika zauważyłam 17 latka z innego bloku, który szedł z psem na smyczy i w ręku niósł wyschniętą jemiołę. Wszedł do śmietnika i zaraz wyszedł. Za nim ja i widzę, że on tę roślinkę nie wrzucił do puszki tylko rzucił ją na ziemię, na środku. Każdy kto będzie tam wchodził będzie ją deptał. Co za człowiek. Można powiedzieć, że usuwa śmieci ze swojego domu, a śmieci w śmietniku.

 

Potem widzę, że jego pies załatwia się na trawniku, a właściciel patrzy, a potem idzie dalej. Nie miał torebki na odchody, zostawił je na trawniku. Zaczęłam się zastanawiać czy ja go nienawidzę czy czuje do niego pogardę. Wszyscy żyjemy w mieście, więc powinniśmy dbać o otoczenie. Ale tak nie jest. Nic nie czułam. Jak umrze to nie będę płakać. Ludzie, którzy krzywdzą innych szybciej się zwijają.

Mój mózg jeszcze pracował na wysokich obrotach.

Ciekawe, że koleś niósł właśnie jemiołę, o której Steiner mówił, że to roślina opóźniona w rozwoju.

Na każdym etapie ewolucji są istoty, które zostają w tyle – nie przechodzą do następnej klasy. W jemiole żyją rośliny-minerały, które nie mogą rosnąć w glebie mineralnej, ponieważ przyzwyczaiły się do gleby roślinno-mineralnej.Niedorozwój przecież nie jest zaraźliwy i nie przechodzi na człowieka. Chyba.

Pies i śmieci uruchomiły wspomnienie z podstawówki. Gdy byłam bardzo mała napadł mnie pies. Nic się nie stało, ale strach pozostał. Bałam się psów. Gdy jakikolwiek podbiegał do mnie, to stawałam nieruchomo jak sparaliżowana, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. Czekałam aż odejdzie.

Ze śmieciami w wiaderku trzeba było wychodzić. Gdy była moja kolej to najpierw wyglądałam przez okno, żeby sprawdzić czy nie biega jakiś pies. Potem szybko zbiegałam po schodach. Często zdarzało się, że nagle pojawiał się pies, więc się wycofywałam. I śmieci zaczęłam wyrzucać pod schody na poziomie piwnicy. Wszystko było OK, żaden pies mnie nie pożarł. Aż przyszła kiedyś dozorczyni i powiedziała, że ja wyrzucam śmieci pod schody. Na dowód przyniosła karteczkę z moim nazwiskiem i imieniem. To był czas, kiedy trenowałam swój podpis. Na myśl mi nie przyszło, że to może się kiedyś obrócić przeciw mnie. Nie dostałam lania. Gdy powiedziałam, że nie chce wyrzucać śmieci bo się boję psów, rodzice to zrozumieli. Uzgodniłam z siostrą, że to ona zawsze będzie wyrzucać śmieci, a ja będę zawsze obierać ziemniaki. Siostra była zadowolona, bo śmigała z wiaderkiem na dół i w górę, a ja w spokoju, choć dłużej obierałam ziemniaki.

Mimo spotkania rano podłego człowieka dzień był nad wyraz udany. W każdym sklepie spotykało mnie coś dobrego. A to uśmiechnięta młoda dziewczyna podała mi koszyk, zamiast odłożyć do stojaka. A to inna otworzyła mi drzwi i z uśmiechem dała mi wejść. Niby to zwykłe rzeczy, ale ja je doceniam, uśmiecham się, błogosławię tych ludzi.

Nie spodziewałam się, że koło południa dostanę jeszcze chleb. I znowu przyjemna niespodzianka. Ekspedientka wyciągnęła pół bochenka spod lady i pokroiła mi go. Klient za mną stwierdził, że ja ma chyba znajomości. Nie zamawiałam pieczywa, ale gdy robi się zakupy w tych samych sklepach to nawiązuje się nić. Jak w Hunie – nić aka. Ta nić jest najsilniejsza między członkami rodziny. Ale pojawia się też między osobami, które chociaż raz dotknęliśmy. Wtedy nasza nieświadomość może wysyłać sygnały co chcemy. Opłaca się tak postępować.

W tym tygodniu nie miałam ciekawych liczb na paragonach. Wczoraj to zauważyłam, zanim wszystkie wyrzuciłam. Jednak nie zawsze liczby mnie lubią. Za to dzisiaj kupowałam 2 kosmetyki i dostałam ciekawe liczby: kwotę zakupów i godzinę. I jeszcze rabat 5 zł, niespodziewany. Jednak liczby mnie lubią ;) Jak każdego. Gdyby każdy zwracał na to uwagę, to by trafiał jak ja co jakiś czas coś ciekawego. Wystarczy uważność.


Każdy dzień można podsumować. Jeden zły człowiek i kilkunastu dobrych. Zawsze tak jest.

Bo, jak śpiewał poeta Czesław Niemen – dobrych ludzi jest więcej.

 

 

23:15, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 stycznia 2018

Żaden człowiek nie może żyć bez planu. Gdy wstaje rano musi wiedzieć kim jest i jakie ma obowiązki, jakie plany. Gdy tego nie ma to chyba nie żyje. Działanie trzyma nas przy życiu. Gdy nie masz nic do roboty to się połóż, patrz w sufit i użalaj się nad sobą. Nie masz świadomości swojej boskiej istoty, więc leżysz czy siedzisz i marnujesz czas.

Każdy ma spadek energii, u mnie trwa to najwyżej godzinę. Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia, a życie płynie w jedną stronę. Jak mogłabym sobie spojrzeć w oczy po drugiej stronie.

Ja planuję zwykle na tydzień naprzód. Zawodowo mam pewne terminy, których nie mogę nie dotrzymać. I to mam zapisane w kalendarzu na biurku. Wszystkie rzeczy mam rozpisane w kalendarzu, który noszę w torebce. Kiedyś miałam A4, ale ciężko było jeszcze coś zmieścić. Do dzisiaj powinnam być bardzo zajęta, a ja ze wszystkim uporałam się do wtorku. Mam dużo energii, bo nie zajmuje się bzdetami. Na piątek miałam zaplanowane sprawy zaległe. Ale postanowiłam zrobić je dzień wcześniej. Co masz zrobić jutro zrób dziś ;)


Najważniejsze to wysłać list, wymienić walutę i kupić kosmetyki, które zawsze wychodzą mi równocześnie.

Rano ustaliłam kolejność: poczta, kosmetyki, kantor, bazar. Pocztę mam najbliżej i to w końcu ważne.

Wyszłam z domu i akurat podjechał tramwaj. Jestem elastyczna, nie ma przypadków. Wsiadłam i pojechałam do kantoru. Od 3 miesięcy miałam zamiar wymienić walutę, bo jej ważność kończy się 28 lutego. Ale czekałam na korzystny kurs, czyli do 4,70. I dziś rano taka właśnie była cena, sprawdziłam w apce. Gdy sprzedałam walutę, okazało się, że cena wymiany była 4,72. Niespodzianka. I jeszcze się okazało, że dziś w sieci tych kantorów ostatni dzień skupowania tych nominałów. Ja to mam szczęście. Dostałam więcej niż się spodziewałam (choć to tylko 0,02, dziękuję:) i nie musiałam szukać innych kantorów.

Z kantoru miałam blisko na bazar. Ale po drodze była poczta. Najgorsza w całym mieście. Tam były najdłuższe kolejki i niemiła obsługa. Kto mieszkał w tym rejonie (jak ja dawno temu) to miał przerąbane. Miałam nie wchodzić, ale coś mnie pchnęło. Weszłam, a tam wszystko przerobione. Z ogromnej hali zostało małe pomieszczenie z 4 okienkami, oczywiście uniwersalnymi. Nie było numerków elektronicznych. Kolejek nie było. Podeszłam do jednego okienka, a do okienka obok poszedł starszy pan, który przyszedł za mną. Ja szybko zostałam załatwiona, bo miałam już naklejony znaczek. Gdy odchodziłam i zapinałam torebkę usłyszałam, że kasjerka mówi do tego starszego pana, żeby poszedł do koleżanki. On już wyjął z torebki foliowej wszystkie książeczki opłat, a ta mu każe iść obok. On najpierw nie dosłyszał. A tamta znowu: niech pan idzie do koleżanki obok. Zapytał: dlaczego. A kasjerka: bo ja muszę coś zrobić. Nawet nie powiedziała co będzie robić w godzinach pracy. Pan zebrał wszystko i poszedł do mojego okienka. Wyszłam. Jak można traktować ludzi jak śmiecie. Paniusi nie chciało się obsługiwać, więc przegoniła klienta. A więc nic się nie zmieniło przez kilkadziesiąt lat. Niby nowe miejsce, ale ludzie ci sami. Pomyślałam, że tylko kobiety mogą być takie podłe.

Poszłam na rynek. Dziwny dzień na zakupy warzyw. A jednak handlarze byli. Kupiła wszystko co zaplanowałam. Lubię kłaść bilon na duże, twarde i czarne od ziemi dłonie. Od razu widać, że to nie miastowi. Pan nigdy nie używał kremu, ani dobrego mydła. I nie będzie. Takim ludziom coraz ciężej zrozumieć ten świat. A żyć trzeba.

Dziwnym trafem 3 sprawy załatwiłam szybko i zupełnie nie tak jak zaplanowałam. Pojechałam z powrotem po kosmetyki. Za farbę do włosów zapłaciłam 7 zł taniej niż zwykła cena. Ja to mam szczęście. Potem przechodząc obok apteki pomyślałam, że zapytam o linie kosmetyków, które miałam zamówić przez internet. Młody farmaceuta zapytał co chcę. Powiedziałam, a on zagląda w komputer i mówi w której aptece są te kosmetyki. Dał mi nawet wykaz aptek i adresy na kartoniku. Szybko się przekonałam, że faceci lepiej obsługują niż stare kobiety, nie są podli. Nie zostawiłam u niego kasy, a jednak był uprzejmy i pomocny.

Apteka – drogeria była rzut beretem, więc kupiłam od razu kolejne kosmetyki, które miałam zamówić i czekać na nie kilka dni. Wszystko z kalendarza załatwiłam w 2 godziny.

Więc jutro mam wolne ;)

I tak mam zawsze.

Wiem co chcę zrobić w danym tygodniu, a potem po wyjściu z domu zdaję się na nieświadome działanie. Jestem jakby prowadzona i nie stawiam oporu. I zawsze dobrze na tym wychodzę. Po prostu świadomie stawiam cele, a one nieświadomie się realizują w najlepszy sposób. Nie jestem zmęczona, choć przecież spotykam złych ludzi działających jak krwiożercze wahadła. Wszystko płynie jak wiatr i woda, feng shui. Wystarczy się temu poddać, być uważnym na znaki.

Czy życie nie byłoby piękniejsze i łatwiejsze gdyby każdy dobrze wykonywał swoją pracę.

Cały dzień był pochmurny. Na chwilę wyszło słoneczko zobaczyć mnie. Ale było jasno, świetliście, choć śnieg już spłynął. Szare ulice, a atmosfera radosna. Nie wiem jak to wytłumaczyć. To jakby światło z innego świata, w którym nie było chmur. Takie tam przenikanie. Nie ma innego wytłumaczenia.

Gdy pojedynczy człowiek jest silny i nieporuszony, rodzina prosperuje;

gdy rodzina prosperuje, wioska jest szczęśliwa;

gdy wioska jest szczęśliwa, kraj jest bezpieczny i silny;

gdy kraje są silne i bezpieczne, świat jest pełen pokory i szacunku, życzliwości i pokoju.”

Tak nauczał Sathya Sai Baba w lipcu 1968 roku.

Świat wokół nas jest zależny od nas samych. My tworzymy sobie rzeczywistość.

Teraz naucza się nas oceniać innych, szydzić, szukać kogoś słabszego komu można dowalić, straszy się wojną, puszcza filmy katastroficzne na okrągło. Tak zasiewa się ziarno zła.

Dla tych świat będzie ciemny i ponury, nawet jak będzie słoneczko.

Przysłowie na dziś:

Na Świętego Pawła, połowa zimy przepadła.”

A na niebie znakomicie widoczni Kastor i Pollux. Kastor zawsze mniej „świecący”. Bliźniacy, a jednak inni.

Piszę już plan na następny tydzień.

 

23:05, bajka107
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Archiwum
bajka107@gazeta.pl