Życie to wszystko co mam :
czwartek, 09 listopada 2017

Byłam w jakimś starym domu, chyba na wsi. Meble były stare, farba odłaziła, czuć było stęchlizną. Stałam przed starą komodą. Nie widziałam całego domu, ani innych pomieszczeń. Patrzyłam na dół komody, bo tam zauważyłam osę. Nie można jej pomylić z pszczołą. Osa latała tuż nad podłogą obok tej obdrapanej komody. Kręciła się i w końcu weszła do komody przez niewidoczną dziurkę. Jeszcze zanim weszła obok mnie po prawej stronie stanął jakiś mężczyzna w czarnych spodniach z materiału. Powiedział, że trzeba zabić osę, bo ona się rozmnoży i zbuduje ogromne gniazdo w tej komodzie. Gdy tak mówił, to ja oczyma wyobraźni widziałam rosnące gniazdo i miliony pszczół, które latają i kłują. Więc odpowiedziałam, że tak, trzeba ją zabić. Tylko trzeba poczekać aż wyjdzie i wtedy...



Znaczenie snu jest wybitnie negatywne. Leniwa i zła osa to przeciwieństwo pracowitej pszczoły.

W moim senniku to chyba jedyne hasło, którego znaczenie jest podkreślone. Osa oznacza „nieprzyjemności, kłopoty, złośliwość innych osób, natrętne i bolesne myśli, dręczące problemy.” Mogłam poczekać we śnie i ją zabić, bo to oznacza „pozbycie się wroga lub uwolnienie od kłopotów.” Gdybym to wiedziała zanim miałam ten sen ;)

Nie miałam czasu się głębiej nad tym zastanowić, bo czekałam na kogoś.

O godzinie 10.10 dostałam mejla „Stoimy w korku na autostradzie. Jakiś wypadek, a nie jesteśmy nawet w połowie drogi, nie wiadomo czy zdążymy ...”

W korku stali 40 minut. Gdy samochody ruszyły, a nawigacja pokazała, że nie zdążą na samolot, to zawrócili. Przyjechaliby 20 minut po zamknięcia bramki. Nie było sensu dalej jechać, bo nie było też innych połączeń tego dnia. Wszystko miałam ustawione pod gościa. A teraz mam dużo wolnego czasu.

Nie ma gościa – nie ma kłopotów? Czy tak mam interpretować sen? Czyli dobrze się stało, tylko dla mnie.

Następnym razem, gdy przyśni mi się osa, to ją rozdepczę, albo walnę czymś ciężkim. Zabiję na śmierć.

Człowiek się uczy cale życie.

 

22:45, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 listopada 2017

Od wczoraj nie mam tv. Jest jakaś awaria w mojej okolicy i naprawiają. Przyzwyczajenie to druga natura człowieka. Obejrzeliśmy film nagrany wcześniej z tv. To był odcinek Kości – Bones. Chyba 11 seria. W każdym odcinku jest scena w samochodzie, gdzie główni bohaterowie rozmawiają. W tym odcinku na tylnym siedzeniu siedział agent Aubrey – współpracownik męża tytułowej dr Brennan, antropolog. Nie będę opowiadała fabuły, ale dr Brennan jest naukowcem i dla niej liczy się nauka i fakty. Lubię ją, bo jest zasadnicza, nie ulega wpływom. Ten agent pił szejk z jarmużu, bo ktoś mu powiedział, że jest zdrowy. A ona go zapytała, czy ma zakażoną trudno gojącą się ranę. Zaczęłam się śmiać i nie mogłam przestać.



To takie oczywiste. Jarmuż pomaga w stanach trudno gojących się ran. Nie jest smakowity. Kiedyś był rośliną ozdobną, a teraz ludzie to jedzą. Bo ktoś im powiedział, że to zdrowe.Co ci nie smakuje - nie jedz. Zaufaj sobie.

Drzewa też są zdrowe, a nikt ich nie je. Zdrowie na zewnątrz nie daje zdrowia wewnątrz człowieka. Niby „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ale praktyka obala ten mit. Roosevelt jeździł na wózku inwalidzkim, podobnie Hawking żyje wbrew lekarzom. Wegetarianie umierają tak jak wszyscy, a niektórzy nawet szybciej niż normalni ludzie. Jak np. River Phoenix, który pił, palił i ćpał, ale ryb i mięsa nie tknął. S.Jobs umierał w męczarniach, a jedzeniem tylko owoców przyśpieszył swój koniec. Jakby nie wiedział, że owoce to woda, cukier i trochę celulozy, a przecież rak karmi się cukrem. Kiedyś mówiło się – jedz warzywa a będziesz zdrowy. Teraz namawia się dzieci – jedz owoce i warzywa 5 razy dziennie, a będziesz zdrowy. Nie będziesz.

Jest tyle stron o zdrowiu, a wygląda na to, że pisze je jedna osoba, a reszta robi „kopiuj i wklej”. Ludzie stracili zdolność logicznego myślenia.

Z tv dowiadują się, że sery robi się z sera, bo przecież mleko to już nie mleko. To za trudne?

Najgorsi są ci, co mówią, że każdy może zachorować na raka. To ludzkie kanalie, jeśli są ludźmi. To jakby powiedzieć, że każdy może złamać rękę. Nie każdy zachoruje na raka, bo każdy jest inny. W mojej rodzinie tylko ojciec zachorował na 2 raki, a mama, ja i siostra nie. Kanalie strasząc rakiem propagują żywność, która pogarsza powoli stan zdrowia. Zarażają też ludzkie myśli strachem. Ludzie działają jak zahipnotyzowani i łykają „magnez dla mężczyzn”. Suplementy też skracają drogę życia. Są zbędne, jeśli człowiek prawidłowo się odżywia i oddycha.

Jakim cudem ludzie dali się namówić na jedzenie z plastikowych pudełek, ze styropianowych pojemników i papierowych kubków. I jeszcze sztućce z plastiku. Czy o bisfenolu nikt nie słyszał? Człowiek cofa się w rozwoju umysłowym i szybko umiera na własne życzenie.


Jest tylko jedna choroba – brak równowagi. A równowagę osiąga się jedząc najmniej węglowodanów, trochę więcej białka i jeszcze więcej tłuszczu, ale prawdziwego, czyli masła, smalcu i oliwy. Reszta to badziew, od którego się choruje, ale nie umiera. Najgorsze są przekąski, niby zdrowe, a zawierają sam cukier i chemię z suszonych owoców.

Gdy 2 lata temu złamałam nadgarstek dowiedziałam się, że nie ma takiej choroby jak osteoporoza. Powiedział mi to lekarz. A potem dotarłam do badań, które pokazały, że są ludzie na świecie, którzy mają mniejszą gęstość kości, ale nie łamią rąk i nóg. Taka ich uroda i tyle. Celebrytki chorują nagminnie na haszimoto. Nic dziwnego, nie umieją się dogadać z ludźmi i niezdrowo jedzą. Sama zielenina rozpycha żołądek, a witaminy bez tłuszczu się nie wchłaniają. Ludzie to kozy? Dzieciom rozregulowuje się system hormonalny malując malutkim dziewczynkom paznokcie. Przecież formaldehyd nie jest zdrowy, a nikt tego nie widzi. Moda na jedzenie wodorostów czy soi jest zgubna dla tarczycy. Trzeba jeść sezonowe i lokalne produkty. I mało. Nie znam żadnej biednej osoby, która byłaby gruba. Jest taki serial dokumentalny Historie wielkiej wagi, w którym pokazuje się historie 300 kg grubasów. Lekarz prowadzący daje im drugą, trzecią, a czasem i piątą szansę na życie. A oni ciągle wracają do jedzenia rzeczy niejadalnych. Pouczający serial. Zdrowienie następuje gdy odstawią węglowodany i jedzą więcej białka. Potem jeszcze psychoterapia, bo przecież tusza to nie jest normalny stan człowieka. Polecam.

Nie oglądam żadnych polskich seriali, bo szkoda mi na nie czasu. Są o niczym. Nowy serial UV obejrzałam odcinek i mnie nie zainteresował. Miał być hit, a wyszło jak zwykle. Przypadkowa obsada, dialogi napisane przez gimnazjalistę zanim zamknięto mu szkołę. Nie ma tam żadnych tajemnic, jest za to nachalna reklama w odcinkach. Czy my jesteśmy głupsi niż reszta świata?

Każdy człowiek jest ważny i zasługuje na długie życie.

 

Nie ma to jak dobrze rozpocząć tydzień. Z humorem :)





00:24, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (5) »
piątek, 03 listopada 2017

Byłam gdzieś wysoko, w pustce. Nic wokół nie było, ale było widno, jasno, a nawet biało. Byłam jakby zawieszona, bo nie było przyciągania. Jednocześnie mogłam przebierać nogami, żeby gdzieś pójść. Mogłam też płynąć, żeby się przemieścić. W pewnej chwili wzięłam jakąś makietę w kształcie lekko spłaszczonej piramidy.

Ona po prostu do mnie przypłynęła. Wyglądała jakby była z białego kartonu i była dość duża. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam się jej przyglądać. I ona zaczęła się zmieniać. Mój wzrok zagłębiał się w makietę i zaczęłam zauważać szczegóły. To było coś takiego jak człowiek patrzy z góry na ziemię i widzi drzewa, domy, samochody, zwierzęta, trawę, mrówki, podziemne korytarze, potem strumyki itd. Widziałam na wskroś. To wszystko pojawiało się przed moimi oczami w miarę jak patrzyłam w dół. W pewnej chwili coś usłyszałam i wszystko zniknęło, zwijając się do piramidy trzymanej przeze mnie w ręku. Spojrzałam w lewą stronę i zobaczyłam kilku mężczyzn, starych, siwych i grubych i w białych szatach, jak Grecy. Obok nich też płynęły piramidy, takie jak moja. Niczym się od siebie nie różniły. Wszystkich piramid było 5.

Zauważyłam też, że ja jestem kobietą o aparycji i wieku podobnym do tych mężczyzn ;) Dostałam od nich wiadomość, że mogę sobie wziąć piramidę, którą sobie wybrałam. (Musiałam to zrobić zanim sen mi się objawił.) No to wzięłam sobie moją piramidę oburącz i popłynęłam w prawą stronę, sama. Tamci zostali, nie oglądałam się za siebie. Ktoś z ziemi gdyby mnie wtedy zobaczył to by powiedział, że płynę z deską do nauki pływania i to w sukni. Tak płynąc podglądałam co się dzieje na mojej ruchomej makiecie. Co robią ludzie i co się tam dzieje. Czułam się jakbym była na spektaklu w teatrze. Obserwowałam.


Obudziłam się i pamiętałam każdy szczegół. Sen był bardzo wyraźny.Lubie sny, bo rozmawia się telepatycznie. Nie musisz pojaśniać o ci chodzi, wszyscy porozumiewają się telepatycznie i błyskawicznie.

To co widziałam to na pewno nie była to ziemia, bo ziemia jest okrągła jak piłka, a ja widziałam świat na kwadracie.

Ponieważ pojawiła się wyraźnie liczba 5, to sprawdziłam w mojej Wyroczni snów. Dawno do niej nie zaglądałam.

5 – Okno – Planeta Mars

Oznacza, że muszę zdyscyplinować swój umysł. Nie dać się zwieść przez wielkie ideały, rozdmuchane projekty lub puste obietnice, z którymi się spotkam. „Miej oczy szeroko otwarte'”. Poczuję pragnienie wolności, jakbym kiedyś przestała je czuć.Nic dziwnego, że biała piramida skojarzyła mi się z projektem i makietą.

Mam robić kolaże, które do mnie przemówią i pokażą mi co jest grane. W wolnej chwili ;)

Okno umożliwia dopływ powietrza i światło. I ja to okno otworzyłam – na zmiany.

 

23:15, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2017

Nie mam specjalnie dużo grobów do odwiedzenia w mieście. Mam większość daleko i nigdy nie jeżdżę. Z reguły na lokalnym cmentarzu zapalam kilka zniczy pod krzyżem ogólnym. Jednak tam jest pełno lampek i ogrom czarnego dymu.

W tym roku postanowiłam zapalić lampki w domu.

To są specjalne lampiony zrobione ze słoików i przystrojonych firankami i koronkami po babciach. Takie nawiązanie do przeszłości. Ręczna robota. Połączyłam też wodę z ogniem, żeby było miło.

Zaświeciłam je z intencją: jeśli dusze moich przodków rzeczywiście gdzieś się błąkają, to niech idą gdzie chcą. Cokolwiek wybiorą to ja ich wspomagam. Raczej w to nie wierzę, bo moi przodkowie odeszli pogodzeni i nie mają co tu robić.

Zupełnie inaczej jest z osobą, która umarła kilka dni temu. Była zła do szpiku kości. Jej celem życiowym było manipulowanie ludźmi, sprawianie im bólu, strat materialnych i wszystkiego złego. Karmiła się nieszczęściem innych. Oczywiście była chora na wszystkie możliwe choroby, paliła paczkę papierosów dziennie. Ostatnie godziny jej życia były ciekawe. Jej świadomość znikała, oczy zrobiły się mętne, a jej twarz wykręcała się w dziwnych grymasach, robiła się czarna i miejscami szara i sina. To wyglądało jakby coś z jej wnętrza chciało wyjść. To chyba demon, który ją opętał. Zmarła po kilku godzinach w szpitalu. Podczas identyfikacji jej twarz była normalna. Osoba wyglądała pięknie, skóra lekko różowa, jakby nigdy nie paliła. Zło ją opuściło. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Odeszła na zawsze, choć nie było jeszcze pogrzebu jej ciała. Niech jej ziemia lekką będzie.



niedziela, 29 października 2017

Zaczął mi się ruszać klawisz Enter w części numerycznej mojej klawiatury. Włączam komputer prawie codziennie, więc nic dziwnego, że klawisze się wyrabiają. Pora ją wymienić na nowszy model.

Gdy tak się przyjrzałam bliżej mojej starej klawiaturze, to zauważyłam, że niektóre klawisze się starły. Prawie niewidoczne są klawisze I i O oraz R, które zgubiło nóżkę. Teraz rozumiem moje błędy. Często musiałam poprawiać w pismach zamienione litery I i O.

Kolejnym klawiszem, który uległ wytarciu jest Alt Gr. Gdyby klawiatura trafiła na śmietnik światowy to od razu każdy by wiedział, że to klawiatura używana w Polsce.

Żeby wpisać literę z ogonkiem, kreską lub kropką trzeba wcisnąć Alt Gr i klawisz z klawiatury. A polskich liter używam dużo ;) jak każdy Polak. Często używam też klawiatury numerycznej. Jedynka wytarta zupełnie, a 4 i 2 połowicznie. Ciekawe, że tych cyfr używam najczęściej, a nie innych. Klawisz Zero też często używam, ale jest długi, więc uderzam w wolne miejsce.

Pod światło można też sprawdzić, które klawisze są często wybierane. Delete używam bardzo często, a Insert prawie wcale. Bardziej świecą się klawisze po prawej stronie niż lewej. Jako praworęczna naciskam po prostu mocniej lepszą ręką.

Kto by pomyślał ile informacji można wyczytać ze starej klawiatury ;)

 

sobota, 28 października 2017

Tak wyjątkowy most musiał zbudować ktoś wyjątkowy. Była grupa konstruktorów i projektantów, ale głównym inżynierem Golden Gate był

Joseph Baermann Strauss ur. 9.01.1870=26=8

 

Dziecko szczęścia (8). Ojciec (ur. 10.03.1830=7) był uznanym pisarzem i malarzem, dawał dziecku luz w wychowaniu. Zmarł gdy syn miał 31 lat. Matka (1) była pianistką. Joseph miał dwie siostry i brata, ale nie wiadomo kiedy się urodzili i kim byli. Joseph urodził się gdy ojciec miał 40 lat, więc można się domyślać, że Joseph był najmłodszym dzieckiem. Matka niezbyt się nim interesowała. Jej kariera skończyła się po wypadku, dusza artystki została uwięziona w domu.

Pierwsze wewnętrzne dziecko to 0, czyli problemy od poczęcia do rozwiązania. Może to była ciąża zagrożona, może rodzice kłócili się. Matka musiała cierpieć, zamiast koncertować oczekiwała czwartego dziecka. To miało wpływ na syna. Miał szczęście (8), że się urodził.

Karma 7 – posłannictwo, musiał je odkryć, żeby się wypełniła. I odkrył ją w wieku 26 lat (26-praca dla ludzi).

Liczba 19 charakteryzuje jego małżeństwo i rodzinę. Mało o tym wiadomo. Liczba ta informuje o b. trudnych lekcjach, np. śmierć dziecka, poronienia, toksyczny związek. A jaki miałby być, gdy go ciągle nie było w domu, bo realizował projekty na całym świecie, nawet w Rosji wybudował dwuskrzydłowe mosty Straussa nad rzeką Nową w Piotrogrodzie w 1915 r.

9.06.1895=11 ożenił się z May Van w Chicago. On miał robić co chce, ona miała siedzieć w domu.

Joseph miał zdolności po ojcu, lubił poezję i sam też pisał. Ale poszedł na studia inżynierskie. Bo miał marzenie: "zbudować największą rzecz w swoim rodzaju, którą mógłby zbudować człowiek".

Studiował handel i ekonomię w rodzinnym Cincinnati. Zajmował się też poezją, a nawet zapisał się do drużyny piłkarskiej. Szukał swej drogi, jak każdy człowiek. Jego kariera sportowa skończyła się w szpitalu szkolnym, a podczas odpoczynku patrzył na nowo wybudowany most Cincinnati-Covington Bridge, pierwszy w Ameryce most wiszący o długim dystansie. Jako 24-latek na zakończenie studiów przedstawił pracę dyplomową - szczegółowy projekt budowy międzynarodowego mostu kolejowego przez Cieśninę Beringa łączącą Alaskę i Rosję. Choć sama propozycja wydawała się dziwaczna, jego prezentacja prawie przekonała publiczność, że taki pomysł jest możliwy.

Pierwszą pracę podjął w Biurze Ralph Modjeski (Rudolfa Modrzejewskiego), firmy specjalizującej się w budowie mostów i linii kolejowych. Już wtedy miał nowatorskie pomysły. Zwolnił się i założył własną firmę, bo miał inne pomysły w sprawie mostów wiszących.

Ważne lata w życiu to 1896, 1905, 1914, 1923, 1932.

Pierwszy jego projekt to most Burnside w Portland – w 1896 roku.

W 1905 – awans (35) założył firmę Strauss Engineering Corporation, która zaprojektowała 400 mostów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Panamie, Japonii, Egipcie, Chinach i na całym świecie. Strauss był także posiadaczem kilku patentów związanych z budową mostów i nie tylko, jak np. wynalazł reflektor przeciwlotniczy używany w I wojnie światowej.

W 1932 roku napisał znany wiersz The Redwoods.

Po ukończeniu mostu Golden Gate powrócił do pasji poezji i napisał swój najbardziej rozpoznawalny wiersz "Potężne zadanie jest gotowe".

Strauss był uznanym konstruktorem i wynalazcą. Golden Gate było ukoronowaniem jego drogi życiowej. Tylko tak utalentowany projektant i konstruktor mógł się tego podjąć. Ósemka dostaje to co chce. Wykosił konkurencję, zadbał, żeby to on był autorem sukcesu GG. W czasie budowy było wiele problemów, które rozwiązywał, wprowadzał wiele innowacji. Znalazł fundusze (w końcu ukończył ekonomię) i wsparcie dla mostu od obywateli i sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Strauss zajmował się bezpieczeństwem swoich pracowników i montował siatki, które uratowały 19 pracowników. Budowa mostów wiązała się z dużą śmiertelnością pracowników. Strauss był ostrożny i dbał o bezpieczeństwo. Przy budowie GG zginęło tylko 11 ludzi, a to był b. dobry wynik.

Miał trudny charakter. Konkurencji się pozbywał, bo to on musiał być najlepszy. Duży wkład w powstanie GG miał też Charles Alton Ellis. Nie doceniono go.

Strauss zrealizował projekt na czas i w budżecie.


Ósemka – droga życia – kochał dobra materialne i miał wygórowaną ambicję. Tacy ludzie pchają świat naprzód.

Liczba ekspresji – 6 – wskazuje na artystyczną duszę. Wiadomo - był poetą. Dlatego też most jest ładny i przyciąga uwagę.

Liczba osobowości – 2 – ale z 11 – postrzegany był jako wzór do naśladowania, choć nie był lubiany. To idealista i marzyciel.

liczba duszy – 4 z 22 – z mostem połączyła go więź. Ciężko i bez przerwy pracował. Jo Budowniczy.

 

Tu można poczytać o jego dokonaniach bardziej szczegółowo:

http://www.engrlib.uc.edu/strauss/timeline/timext.html

Zmarł w Los Angeles w Kalifornii, zaledwie rok po zakończeniu Golden Gate. Chyba z przepracowania. Ma pomnik niedaleko swego dzieła, który sfinansowała wdowa.

Umiał ciekawie przemawiać:


"Wielkie miasto z barierami wodnymi i bez mostów jest niczym drapacz chmur bez wind. Mosty są pomnikiem postępu "- w radiu z 1930 r

"Nasz dzisiejszy świat obraca się wokół rzeczy, które w tym samym czasie nie mogły zostać zrobione, bo były poza granicami ludzkiego przedsięwzięcia ... Nie bój się marzyć".

"Budowanie mostu to wojna z siłami natury".

"Żadna stalowa stal nie toleruje ... zaniedbania".

"Kiedy budujesz most, budujesz coś na zawsze." w 1932 r.

"San Francisco jest jednym z niewielu miast, które mają całą energię, całe bogactwo, całą odwagę i całą zdolność, która jest niezbędna do realizacji tego projektu i do jego sukcesu" - 16 maja 1924 r.

 

Swój cel zrealizował. Przeszedł do historii. Urodził się w idealnym czasie.

 



Limit szkoleń na ten rok wyczerpany.

Muszę odreagować.

Zmieniłam tapetę na kompie. Pojawił się most Golden Gate.

fot: Frederic Larson

Zawsze fascynowały mnie mosty. Są magiczne. Zawsze łączą dwa brzegi. W wielu filmach to na moście następuje wymiana agentów. Myślałam, że będę projektować mosty, ale nie miałam talentu w tym kierunku. Podziw pozostał.

Ostatnio buszując po internecie i po kilkunastu kliknięciach trafiłam na ten film:

https://www.youtube.com/watch?v=yRXprhblhFQ

Ciekawe spostrzeżenia. Przyjrzałam się temu bliżej.

Golden Gate Bridge to najsłynniejszy most na świecie. Nie da się go pomylić z żadnym innym, bo ma charakterystyczny wygląd i pomarańczowy kolor. W tym roku minęło 80 lat od jego ukończenia.

Są budowle, które muszą powstać. I Golden Gate jest właśnie taką budowlą. Czas i miejsce idealne.

W 1846 r. John Fremont „Odkrywca” nazwał cieśninę między Pacyfikiem a Zatoką SF - Golden Gate. I to właśnie tam postanowiono zbudować most. Musiał być wiszący, bo prądy w zatoce były silne, dochodzące do 10 km/h.

Najpierw ukończono budowę więzienia na wyspie pelikanów. Skała i nic więcej. Ponury widok.

W 1886 roku wybudowano więzienie wojskowe, a w latach 1910-12 je rozbudowano.

Więzienie Alcatras (jak na starej widokówce) założono 1.07.1934=25=7 – niech ludzie przemyślą swoje czyny.

Otwarto je 11.08.1934=27=9, gdy na wyspę przybył pierwszy transport więźniów. Było ich 137 i 155 strażników. Alcatraz funkcjonowało 29 lat. Było sławne, bo miało sławnych więźniów i trudno było z niego uciec.

21.03.1963 roku prokurator generalny Robert Kennedy zamknął to więzienie z uwagi na wysokie koszty jego utrzymania. Dzisiaj to atrakcja turystyczna.

 

Treasure Island jest sztuczną wyspą zbudowaną przez rząd federalny w latach 1936-37. Zbudowano ją na Międzynarodową Wystawę Złotej Bramy w 1939 r. Zbudowano tam lotnisko i bazy wojskowe. Ma specyficzny kształt. Dlatego pasowała idealnie do teorii o Srebrnej Bramie. Skoro to sztuczna wyspa to jakie skarby tam schowano? Dlaczego nazwano ją Wyspą Skarbów?

Podczas II wojny światowej Treasure Island stała się częścią bazy Marynarki Wojennej i służyła jako szkoła kształcenia łączności elektronicznej i radiowej, a także jako główny punkt wyjścia marynarki wojennej na Pacyfik.

Wojsko zlikwidowało baz w 1996 roku. Teraz lotnisko jest nieczynne, bazy opustoszałe. Wyspa Skarbów jest teraz atrakcją turystyczną i nadal własnością marynarki wojennej.

 

GOLDEN GATE

 

25.05.1923=45=9 uchwalono ustawę powołującą most i szybką drogę o numerze 101 (też ciekawa).

To było mądre (9) posunięcie. Był duży opór przed budową mostu, bo żeby się dostać do miasta stosowano przeprawę promami. Promy nie nadążały i straciły zarobek. Postęp jest nieunikniony, miasto się rozrastało. Przygotowania trwały prawie 10 lat.

Budowę Golden Gate rozpoczęto 5.01.1933=6+10+6=22

Idealna równowaga. 22 to wiedza i doświadczenie, mistrzowski budowniczy (4) wprowadza porządek. 22 przynosi sławę (kolor pomarańczowy przyciąga uwagę, ale też liczba samobójców) i fortunę. Taki był zamysł. Sławę most ma, most od początku na siebie zarabiał, bo pobierano opłaty od wjeżdżających do San Francisco na południe. Most zwrócił się w 1971 roku. Jest solidny (4). Nie trzeba go zamykać, żeby naprawiać. Zamknięto go tylko 3 razy ze względu na duże prądy i wiatr. Dzień poczęcia był idealny dla mostu. To jak dzień poczęcia. U ludzi ciężko go wyznaczyć i chyba nie ma znaczenia.

Dzień otwarcia mostu to 27.05.193734=7

Patronem 7 jest Neptun, związany z wodą. Siódemka może popadać w skrajności, od euforii do depresji. I most przyciąga uwagę. Jedni piszą wiersze i się nim zachwycają inni skaczą. Most jest często we mgle – zamglone poczucie rzeczywistości. Wygląda jakby był zawieszony w przestrzeni, magiczny.

Most GG jest uważany za amerykański pomnik podobny do Statui Wolności na wschodnim wybrzeżu. Most jest pierwszą budowlą jaką widzieli imigranci z Wyspy Aniołów.

Nawiązując do cytowanego filmu w Zatoce SF mamy Treasure Island czyli Srebrną Bramę, strzeżoną przez Izydę. Wyspa ma 7 boków, a Isis ma 7 promieni. Z tego boskiego źródła wynurza się dusza, która przemieszcza się na zachód, jak amerykańscy osadnicy. Dusza ludzka trafia do Alcatraz, czyli w świat materialny, który jest dla niej więzieniem. Więzieniem może też być ciało fizyczne człowieka. Na północ od Alcatraz mamy Angel Island. Wyspa z pięknymi widokami, ma symbolizować Aniołów, którzy latają w wyższym wymiarze i obserwują lub pomagają ;) Potem dusza przechodzi przez Złotą Bramę, strzeżoną przez Ozyrysa, żeby spotkać się swe przeznaczenie. To tylko symbol, a jednak niektórzy rzeczywiście żegnają się z życiem na tym moście. W ciągu 80 lat zginęło tam ponad 2,5 tysiąca samobójców. Z innych mostów też skaczą samobójcy.

 

W tym samym czasie (1933-1937) zbudowano Wyspę Skarbów, odnowiono Więzienie Alcatraz i zbudowano most Golden Gate. Było to możliwe tylko po Wielkim Kryzysie. 32 prezydentem został F.D.Roosevelt i wdrażał New Deal. Było wtedy duże bezrobocie, ludzie zbiednieli. Nowy ład umożliwił pracę na rzecz instytucji państwowych i zagonił ludzi do robót publicznych. W Polsce też kiedyś były takie czyny społeczne, a ludzie poświęcali swój czas dla dobra publicznego. W normalnych czasach 3 duże budowy w tym samym czasie nie byłyby możliwe.

Wiadomo, że Roosevelt był masonem, a oni wierzą, że dusze idą po śmierci na Wieczny Wschód. W zupełnie innym kierunku.

Więc dla kogo jest Złota Brama?

 



sobota, 14 października 2017

Po wczorajszej akcji z odkurzaczem wpadłam na pomysł, żeby okadzić kuchnię białą szałwią. Przy okazji dym rozprowadziłam po całym domu. Gdy przyszła pora snu, trzeba było wywietrzyć mieszkanie, bo było siwo.

Okadzony umysł wyprodukował taki oto sen:

Był wieczór. Kupowałam coś od handlarza, który stał na ulicy. Żeby do niego podejść musiałam wejść po 3 szerokich stopniach. Wokół nikogo nie było, tylko on i ja i półmrok.

Kupiłam jakieś warzywa i dałam mu 200 zł. A on mi wydał 100 zł i inne banknoty i drobne. Spojrzałam na banknot 100 złotowy i się zdziwiłam, bo był fioletowy. Kolor był ładny, intensywny, zwracający uwagę, jakby prosto z drukarki, nieużywany w obiegu. Przecież nie ma u nas banknotu o takim nominale w kolorze fioletowym. Świadomie go wzięłam, choć wiedziałam, że jest fałszywy. Na drugi dzień rano w samoobsługowym sklepie znowu coś kupowałam i podałam kasjerce fałszywy banknot. A ona spytała skąd go mam. Odpowiedziałam jej, że dał mi go uliczny handlarz. Odebrałam go od niej i dałam jej prawdziwe pieniądze. A potem poszłam na policję zgłosić przestępstwo. Spisywali mnie długo, a ja cierpliwie wyjaśniałam całą sytuację, opisywałam handlarza, specyficzne miejsce itd. Oczywiście dowód przestępstwa zostawiłam i poszłam do domu. Przez cały czas byłam spokojna i wyluzowana. Wiedziałam, że jestem niewinna i nic mi nie będzie. W końcu wszędzie są kamery. Jest dowód mojej prawdomówności.

Od początku snu wiedziałam, że to sen. Bo ja nigdy tak się zachowuję. Gdy kupuję warzywa na bazarze to mam banknoty o niskim nominale. W sklepie zawsze płacę kartą. I na pewno nie wzięłabym do ręki fioletowego banknotu, chyba, że byłabym w UK (20 funtów ma taki kolor). Piękny kolor fioletowy miał zwrócić mogą uwagę i chyba nie ma znaczenia. To dlaczego nie był żółty lub czerwony? Takie banknoty byłyby dziwne.

Właściwie to sen bez znaczenia. Wczoraj przypomniał mi się przyjaciel mojego eks, który zmarł 2 lata temu. Moja mama nie wiedziała, że on nie żyje, a ja myślę, że ona o tym zapomniała. Ten przyjaciel jeździł po bazarach i oszukiwał ludzi w 3 karty. Zarobił sporo szmalu i wszystko przepił, a potem umarł na ulicy jako bezdomny. To była ważna osoba dla naszej rodziny i wszyscy go znali. To w końcu świadek mojego męża na naszym ślubie.

Cały sen to wczorajsze pogaduchy z rodzicami. Pieniądze to przecież forma energii.

Na wszelki wypadek dzisiaj byłam ostrożna.

Dzień zaczął się od dzwonka domofonu. Jakaś Agnieszka chciała zdradzić mi, co robić, żeby podobać się Bogu. Ciągle istnieją domokrążcy. Dobrze, że jest bariera w postaci domofonu i nie muszą już wchodzić na górę. Akurat mój Bóg mnie kocha, a czy mu się podobam czy nie, to jest mi obojętne. Miłość jest ważniejsza niż ładność.

Potem zakupy na bazarze. Gdy poprosiłam o 2 kg jabłek to pan dał mi siatkę, żebym sama sobie wybrała, bo on nie umiał wybrać średnich i czerwonych. Gdy nałożyłam i pan sprawdził ich wagę to okazało się, że jest dokładnie 2,00 kg. Waga elektroniczna, więc dokładna ;) Pan stwierdził, że „mam oko”. A ja mam 2 oka, jak wszyscy. Mogłabym pracować w handlu. Wiedziałam, że nie dam się oszukać.

Potem byłam świadkiem stłuczki. Samochody skręcały w prawo, jechały wolno. Gdy nagle jedno auto zahamowało to kolejne na niego wjechało. Nic wielkiego, bo był tylko odgłos łamanego plastiku. Są kamery i satelity, więc ktoś chyba zadzwonił po patrol.

 

Sen opowiadał bliską przeszłość i bliską przyszłość. Wszystko OK.

 

Super dzień. A jednak mi czegoś brakowało. Muszek!!! To pierwszy dzień bez muszek ;)))

Jak szybko człowiek się przyzwyczaja.



23:32, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 października 2017

Od tygodnia mam w kuchni inwazję muszek owocówek. Zawsze miałam na wierzchu owoce w misce i muszek było kilka. Ale tym razem było ich całe stado i ciągle ich przybywało.

Zaczęłam od lokalizacji źródła. Owoce przeniosłam do lodówki, miękką cebulę wyrzuciłam, przejrzałam wszystkie półki. Potem wyrzuciłam śmieci. A muszki ciągle były.

Zrobiłam miksturę, żeby się w niej utopiły. Ok. 1/3 szklanki.

Do szklanki wlałam ocet i płyn do mycia naczyń. Wyglądała ładnie. Po 3 dniach muszek nie ubyło i nie wyglądało, żeby się potopiły. Nie miały się czym żywić, a jednak latały. Szklanka stała i czekała.

Dzisiaj odwiedzili mnie rodzice i mama powiedziała, żebym użyła odkurzacza. No i zaczęłam polowanie. Muszki są małe, ale usłyszały hałas. Zaczęły uciekać. Ale to ja miałam MOC i po kolei wciągałam kolejne obiekty. Cieszyłam się jak pogromca duchów. Musiałam odpocząć, a właściwie chciałam, żeby muszki przestały latać i siadły w jednym miejscu. I tak się stało. Po kolejnej godzinie znowu włączyłam odkurzacz i wciągnęłam resztę.

Wszystkie muszki zniknęły, łatwo i szybko.

Miałam wylać miksturę i zobaczyłam, że jednak muszki się tam potopiły. Po cichutku.

 

Na oko było ich tam ok. 200. Zostawiłam na razie. Tak na wszelki wypadek.

W 13 w piątek odniosłam sukces. Mały, ale uciążliwość zniknęła. Od lat taki dzień w mojej rodzinie jest zawsze pomyślny. Wbrew przesądom.

I to jest dobre.

Może zostanę zawodowym łowcą much ;)

 

 


 



środa, 11 października 2017

Ostatnio znajoma wróciła ze Stanów od rodziny i opowiadała, jak to wszyscy tam żyją Harveyem.

Od razu pomyślałam, że chodzi o Huragan, który nawiedził południowe stany. Bo to przecież bardzo ważne.

Ale to było pod koniec sierpnia (26.08 do 3.09.2017). Huragan przychodzi, niszczy, rozrzuca, podlewa wodą. Wieje ponad 215 km/godz. Ginie 77 osób. A potem wychodzi słońce i ludzie sprzątają ogrom zniszczenia. Oczywiście celebryci rzucają się do zbierania kasy, która trafia do ich organizacji charytatywnych. A potem liczą zyski. Upływa czas i wszystko się normalizuje. Ludzie zapominają.

Jednak nie o tego Harveya chodziło. ;)

5 października w New York Times ukazał się artykuł syna Mii Farrow i W. Allena o wyczynach seksualnych producenta filmowego Harveya Weinsteina (19.03.1952=3). Autor pisał ten artykuł ok. 9 miesięcy. I urodził.

Od 30 lat to bardzo wpływowy człowiek, który jest bardzo bogaty i zna wszystkich ważniaków. I od 30 lat uwodzi, gwałci i molestuje młode dziewczyny, które mają marzenia. Wszyscy o tym wiedzieli, ale się o tym nie mówiło. Bo może to nieprawda i można w ten sposób skrzywdzić niewinnego człowieka.

Prawda jest taka, że Fabryka Snów właśnie tak funkcjonuje od prawie 100 lat. Przez łóżko dostawało się role. I nie było to tylko łóżko agenta, producenta, reżysera, ale też ich kolesiów. Powstały nawet o tym filmy, ale kto by wierzył, że to prawda. Ciągle się mówi o imprezach, litrach alkoholu i narkotykach. Niektórzy czują się tak pewnie, że na rozdaniach nagród mają maślane oczy i coś bełkocą, a ludzie udają, że tego nie widzą i jest OK.

Parasol ochronny nad tym człowiekiem został zdjęty, bo facet czuł się zbyt pewnie. Pycha i arogancja jest zgubna.

Clintonowie i Obamowie już nie mają takich wpływów. Obecny prezydent jest nieprzewidywalny i lubi seksistowskie odzywki. Wszyscy i tak obwiniają aktorki. Niestety nie ma innej drogi do kariery. Harvey W. zamieniał każdy film w złoto.

Zakochany Szekspir zdobył 8 Oscarów i wywindował na szczyt Gwyneth Paltrow (27.09.1972=11). Ona musiała od rodziców wiedzieć co trzeba zrobić, żeby dostać rolę. Każda inna aktorka w delikatnym typie by sobie poradziła z tą rolą. Tak to działa. Zwykle po 2 castingu, tym rozbieranym, wiele pięknych aktorek odpadało, bo nie były chętne na orgie.

Jego filmy i aktorzy dostawali prestiżowe nagrody, przyznawane przez uczestników imprez. To wszystko jest towarzystwem wzajemnej adoracji – wszyscy wiedzą i się chronią.

JFK to samo robił, wykorzystując swoją władze. Gdy MM mu się znudziła oddał ją bratu, a potem szło to dalej. Ile zniewag musi znieść kobieta, żeby się przełamać i wykrzyczeć światu zło. A on nadal ma dobra opinię i nawet ludzie cytują jego idealnie wyreżyserowane przemówienia. Ludzie zapominają.

Co jakiś czas jakiś aniołek Victoria Secret mówi, że to luksusowe prostytutki. Szybko to wyciszają. A wiele młodych dziewcząt prze do kariery za wszelką cenę.

Carrie Fischer krzyczała, pisała książki i nic do ludzi nie trafiało. Właściwie to ona powinna być wdzięczna, że jako nastolatka była upijana i wykorzystywana. Bo przecież trafiła do kultowego filmu i wszyscy będą ją pamiętać. Znani reżyserzy i aktorzy wykorzystują swoją pozycję do osiągania własnych korzyści. Nazwiska można by mnożyć, bo w internecie są zdjęcia, kto z kim się prowadzał. Ofiary najpierw muszą się zmierzyć z własną zranioną duszą, a potem z oprawcami, których wszyscy lubią. Ludzie wolą nie wiedzieć, albo udawać, że nie wiedzą. Tak jest łatwiej. Bo nie trzeba nic robić.

Teraz niektóre aktorki mówią, że były wykorzystywane, niektóre milczą. Są filmy z rozdania nagród, w których znani dziękują Bogowi Harveyowi. Tak mówiła Meryl Streep (22.06.1949=33) na rozdaniu złotych Globów, a klaskał m.in. Clooney i Affleck. Jej to już nie wierzę. Inni aktorzy nawet nie udają, że są zaskoczeni gdy ona zgarnia nagrody. Ma widocznie inne zasługi. Ostatnio dziwnie mówi i się zachowuje, jak opętana. Ale co tam, ważne, że jest sławna i wszyscy ją kochają. Ciekawym zagadnieniem są fikcyjne małżeństwa, które z założenia mają być otarte. A potem są rozwody i ludzie się dziwią.

Wiele aktorek nigdy się nie przyzna do łóżkowego źródła ich karier. Co to zmieni? To trwa od lat i będzie trwało. Jest przyzwolenie na to. Łóżkowa kariera nie dotyczy tylko aktorek, ale i modelek, piosenkarek i celebrytek. Imprezy na jachtach w towarzystwie sławnych aktorów są modne, można dużo zarobić i załatwić sobie rolę czy nagrodę. Ale najpierw jest targ z ofertami. Kobiety im mniej ubrane tym lepiej. Wszyscy widzą co kupują, gdy półnagie kobiety przechadzają się po czerwonym dywanie. To wszystko ma sens.

Nie jestem wróżką, ale przewiduję, że sprawa rozejdzie się po kościach. Faceta zwolniono z jego własnej firmy, publicznie go piętnują, ale on jest Trójką, więc nic mu nie będzie.

Czy Bill Cosby (12.07.1937=3) zapłacił za gwałcenie dzieci? Nie. Chroni go Trójka. Niestety.

Wyszedł z więzienia i doradza innym jak uniknąć kary za przestępstwa seksualne. Czy sędziowie też lubią się bawić?

Czyżby program ludzkości się zawiesił? Dwa huragany Harvey jeden po drugim dokonały zniszczeń. Jeden fizycznych, drugi moralnych. Hollywood jest jak Zion (Syjon) z Matrixa, gdzie wszyscy kopulują ze wszystkimi i uważają się za wybranych.

Czy w planie były dwa Harveye czy to błąd systemu?

Ludzie zapomną. Zabawa i dobre samopoczucie jest najważniejsze.

Nie będę oglądać 300 filmów przez niego wyprodukowanych.Na mnie nie zarobi, a będzie potrzebował dobrych prawników.

 

Uwielbiam tę piosenkę, chociaż nie wiem o czym ona jest. Wpada w ucho „people forget”. Na YT jest kilka wersji i każda jest świetna. Pete Townshend wymiata do dziś na koncertach. Zrobię kiedyś składankę wszystkich wersji tego utworu, bo mogę go słuchać na okrągło.

Ofiary nie umieją zapomnieć mimo morza wypitego alkoholu i połknięcia tysięcy tabletek. Na ból duszy nie ma lekarstwa.

Ukojenie w zapomnieniu.

 

sobota, 07 października 2017

Idę sobie ulicą, mijam pochylonych nad swoim losem ludzi – roboty. Zerkam na niebo, a tam piękny widok. Szybko wyciągnęłam smartfon i na oślep zrobiłam 3 fotki.

Po lewej stronie oryginalna fotka, po prawej zbliżenie. Teraz wiadomo co należy zobaczyć.


Klucz ptaków najpierw był foremny, w kształcie grotu strzały. A potem zaczął się przekształcać. Zmienił się szyk i kombinacja ptaków.


To miasto, więc obserwacja trwała kilkanaście sekund, a klucz ptaków poleciał na zachód. Więc to nie odlot na zimę. Może miejskie ptaki miały ochotę na wspólny lot i zabawiły się jak ptaki nie zimujące w kraju. To jedyna pora w roku, kiedy fotki słońca tak wychodzą. :)


Dopiero na św. Franciszka odlatuje pliszka, a to za kilka dni.

Im więcej spraw do załatwienia, tym czas lepiej zorganizowany. Upiekłam dwa rodzaje kruchych ciastek. Jedne z cynamonem, drugie z sezamem. Ciągle je piekę ostatnio, jeszcze się nikomu nie znudziły. Dopiero teraz je sfotografowałam.


Lubię wyrabiać ciastka rękami i myśleć z miłością o tych co je zjedzą. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, sami nie wiedząc dlaczego.Tak lubię uzdrawiać ;)

Akurat rok temu pisałam o ciastkach Wyroczni z Matrixa w notce Milosc-w-Matrix

W tym roku puszczali go tylko 2 razy. Rzadko. Pani Wyrocznia co innego mówiła, a co innego robiła. Co ona wkładała do ciastek, którymi częstowała Neo, że zmienił swoją osobowość? Niezła z niej manipulantka, ćpała i piekła. A i tak wszyscy traktowali ją jak jasnowidzącą.

Mam własne ciastka i nie wzruszają mnie, że ciastka sklepowe są trujące. Zawsze ludzie dowiadują się o tym po czasie, jak już wszystko zjedzone. W moich ciastkach nie ma pestycydów, ani marychy. Nie ma też siarkowanych i napromieniowanych suszonych owoców, a jest cukier biały i brązowy.

Ciężko jest się pozbyć pewnych nawyków. Coś mamy zakodowane i nie da rady robić coś innego. Ja mam tak z niemieckimi sklepami, które omijam szerokim łukiem. Jakoś nie mogę uwierzyć, że ktoś najpierw morduje, a potem karmi. Nie umiem się przełamać. Ale nie ubolewam nad tym dopóki są jeszcze inne sklepy.

Jesień jest piękna i twórcza.



piątek, 06 października 2017

Wczoraj wleciała do mojej kuchni pszczoła. Okno ledwo uchylone, a ona znalazła wejście. Czy nie powinna już spać? Przecież już jesień. Chodziła sobie po blacie, po kwiatkach, po szybie, po kafelkach. Nie latała, więc była zmęczona, albo chora. Mogłam ją dowolnie kadrować ze wszystkich stron, ona była obojętna, tylko przebierała nóżkami. Zostawiłam ją w spokoju i robiłam swoje. Gdy przyszłam do kuchni po paru godzinach pszczoła już nie żyła. Ponieważ była w zlewie to ją spuściłam do kanalizacji.

To ostatnie jej chwile.


Ciekawe, nie adoptowałam jej, a ona mnie odwiedziła. Niedawno był dzień adoptowania pszczół. Kto to wymyśla? Kto się na to daje nabrać? I to podobno od 5 lat jest taka akcja.

Gdy adoptujemy dziecko to jesteśmy za nie odpowiedzialni. Gdy zdechnie „adoptowany” piesek albo kotek to czy można pociągnąć „mamę” do odpowiedzialności? Przecież zwierzątka żyją dłużej. Czy adoptowanie dzieci w czarnych krajach jest legalne? Ludzie wysyłają kasę na niewidziane dziecko, właściwie dają kasę na fotkę.

Całe szczęście, że nie adoptowałam pszczoły, która wybrała mój dom, żeby zdechnąć.

Nie adoptuję nikogo i niczego. Nigdy.

Zarobiona jestem. Odkąd dałam Ziarnuszce zadanie, to przybyło mi 3 klientów. Ale to zbieg okoliczności. I dobrze, więcej pracy, więcej dobrobytu. I tak ma być.

Tylko mniej czasu na czytanie i robótki ręczne. A pogoda układa się na moje życzenie. Pada gdy jestem w domu, w autobusie lub na spotkaniu. Nie pada gdy jestem na ulicy. Ciągle nie dowierzam.





wtorek, 03 października 2017

Rano otworzyłam swoje piękne oczęta i podziękowałam, że żyję. Potem przypomniałam sobie jaki jest dzień: wtorek – trochę spraw do załatwienia. Spojrzałam w niebo, które było zachmurzone. Nie usłyszałam pukania w parapet, więc nie pada na tę stronę.

Postanowiłam, że to będzie dobry dzień.

W niedzielę zrobiłam wymianę ubrań. Letnie sukienki i krótkie spodnie przełożyłam do foliowego wora, który trafił do pudła kanapy. Szafę wypełniły ciepłe spódnice, szaliki i swetry. Już wczoraj wiedziałam co dziś założę. W serialu Nowe gliny, jeden z policjantów powiedział, że jak wieczorem przygotuje się ubranie na następny dzień, to ten dzień będzie szczęśliwy. Nie mam pojęcia czy tak jest. Zawsze wychwytuję takie ciekawostki ;)

Ubrałam się ciepło, wzięłam parasolkę i wyszłam do urzędu. Nie padało, ale w powietrzu wisiała wilgoć. I było dość ciepło.



Nie otwierałam parasolki. Nie padało.

W urzędzie pani dla rozluźnienia atmosfery zapytała „czy jeszcze pada”. Odpowiedziałam, że „nie, przestało”. A jakie to ma znaczenie, co to wnosi do sprawy? Wyszłam, bo sprawę załatwiłam szynko i dobrze.

Potem jeszcze zakupy i znowu rozmowa o pogodzie. „Cały dzień pada i jest ciemno”. Przecież dopiero 13, do końca dnia daleko. Jak się wstaje na 5 do sklepu to dzień się dłuży. Mówię, że „nie pada, przestało.”Każdy wie swoje.

Potem pojechałam do fryzjerki. Byłam 15 minut przed czasem, szłam wolno. Zatrzymałam się przed przejściem, nie śpieszyło mi się. A tu tir zwalnia i trąbi na mnie, żebym przeszła. Jaki uprzejmy, ale mi nie zależy na czasie. To dobry człowiek. Pogoda nie zabiła w nim uprzejmości. U fryzjera mogłam od razu siąść na fotel, przed ustalonym czasem.

Potem przyszła matka z małym dzieckiem. Cieszyła się, że mimo złej pogody dziecko nie choruje. Co to znaczy „zła pogoda”. Dzieci chorują zawsze kiedy chcą. Po co pomawiać o to pogodę.


Potem przyszedł młody przedstawiciel handlowy. Załatwił biznes i powiedział „co za pogoda dzisiaj”. Odpowiedziałam „taak” i czekałam na rozwój sytuacji. A on mówi dalej „ale w weekend ma być pogodnie, będzie ładnie”. I mamy optymistę, dziś jest źle, ale jutro będzie lepiej.

3 godzinki minęły szybko.

styl.fm

Moja fryzura w niczym nie przypomina tej na fotce. Mam krótsze włosy i balejaż. W takim hełmie musi być ciepło ;)

Dobrze spędzony czas. Nie udało się nikomu wzbudzić we mnie depresji. A mówi się, że to taka depresyjna pogoda. Fakt, że nie widać niebieskiego nieba i słoneczka. Ale słońce gdzieś tam jest i prędzej czy później wyjdzie zobaczyć co się dzieje na tej ziemi. Czy pogoda wpływa na złe samopoczucie? Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Lata temu. Wiem, że gdy wypiję szklankę wody to ból głowy przejdzie. Świadomość tego powoduje, że mnie nie boli. Zawczasu piję kilka herbat dziennie.

W autobusie usiadłam obok starszej pani. Milczała. A potem nagle powiedziała: „smutny dzień”. Musiałam wysiąść i nie dowiedziałam się co ją zasmuciło. Miałam wrażenie, że nie chodziło jej o pogodę.

Zwykła rozmowa o pogodzie mówi dużo o ludziach. Widać ich charakter czy nastrój. Ciekawe doświadczenie.

Ciągle nie padało. Przypomniałam sobie, że przecież tak ma być. Zażyczyłam sobie kiedyś, że mam nigdy nie zmoknąć. I tak się dzieje. Ale ja miałam parasolkę, nie zmokłabym.

Muszę mieć więcej wiary. Coś ustaliłam i muszę się tego trzymać i ufać.

Ziarnuszka pracuje nad pomnażaniem dobrobytu, bo od wczoraj mam nowego klienta, a więc więcej kasy. Jak tu się nie cieszyć.

To był dobry dzień :)

Jak każdy.

4.10.2017

Dopiszę jeszcze wczorajsze przysłowie:

"Na Gerarda gdy sucho lato będzie z pluchą."

Ciekawe jak będzie. Wczoraj było wilgotno, mokro, ale nie padało. Czy przysłowie można odwrócić?

Było mokro to lato będzie suche.

Jak to możliwe, że kiedyś ludzie w ten sposób przewidywali przyszłość. Wiedzieli jaka będzie pogoda za 9 miesięcy.

Mądrość przodków.

A dzisiaj było sucho i czasami słonecznie. Ciekawy miesiąc. 

 

czwartek, 28 września 2017

Dzisiaj w samo południe idąc ulicą zauważyłam balonik, który sobie leciał po niebie. Odwróciłam wzrok i ponownie spojrzałam. Balonik dalej tam był, więc to nie iluzja. Rozejrzałam się, ale nikt z ludzi wokół nie patrzył w górę. Bo i po co. Ważne jest to co na ziemi. Trochę się zdziwiłam, że w środku tygodnia ktoś sprzedaje dzieciom balony.



Jednak balonik leciał dalej. A niebo było błękitne, jakby to nie była jesień. Dziecko widocznie nie wiedziało, że trzeba balonik przywiązać do wózka, albo do nadgarstka. I uleciało dziecięce marzenie. Więc ja pomyślałam swoje marzenie. Balonik zniknął. Nie zdążyłam zrobić mu fotki, więc namalowałam go ;)

Ekolodzy się zmartwią, bo przecież baloniki zanieczyszczają ziemię, którą tylko oni kochają. Ale kochają inaczej. Martwią się o CO2, ale zupełnie nie widzą setek samolotów, które szachują ludzi, zostawiając wielogodzinne smugi.

Ostatnio mój ojciec dał mi artykuł o ludziach, którzy buszują po śmietnikach i jedzą to co tam znajdą. Ojca zastanowiło to, że nikt się nie pochorował od przeterminowanego jedzenia. A mnie zainteresowało to, że ci ludzie żyją dzięki supermarketom. Nie będą przecież protestować przeciw korporacjom, które produkują jedzenie dla 12 mld ludzi. Nas jest przecież mniej, więc nadmiar idzie na śmietnik. Ale kogo to obchodzi, ważna jest kasa.

Ta klasa ludzi jest mi zupełnie obca.

Dowiedziałam się dzisiaj na co umarła moja sąsiadka. Miała ponad 90 lat, więc nikogo nie zdziwiła jej śmierć. A zmarła na wodę w płucach. Nie miała raka, jak moja znajoma, która zmarła na raka płuc kilka lat temu. A ta, jak każdy stary człowiek, mało piła. Moi rodzice też mało piją, tylko 3 szklanki dziennie. Nie mam pojęcia jak woda dostaje się do płuc i dlaczego nie pomaga jej odciąganie, bo ona pojawia się znowu. Gdy człowiek nie może oddychać powietrzem to umiera. Po cichu, niezauważalnie. Znika, ulatuje jak ten balonik.

Trochę się dziś zmartwiłam, bo moja mama źle się poczuła. Miała rano ciśnienie 106/65 i nie miała na nic siły, przeleżała pół dnia. Napiła się alkoholu i trochę pomogło, ale rozbolał ją żołądek. Dziwne to niskie ciśnienie skoro bierze tabletki na nadciśnienie. Naruszona została równowaga, a człowiek to delikatna istota. Każda połknięta tabletka ma wpływ na zdrowie i trzeba za to płacić. Trudno zmienić nawyki, zwłaszcza im starszy jest człowiek. Mam nadzieję, że jej zdrowie nie uleciało w kosmos. Jak ten balonik.

 

wtorek, 26 września 2017

Jesień to najpiękniejsza pora roku i najładniej kolorowa.

Rano znalazłam tylko jednego kasztana w koszulce. Tylko. Ale śpieszyłam się.


Potem przyszedł hydraulik, żeby wymienić wodomierz. Pan wszedł i od razu zaczął narzekać: że otwór za mały, że nie mógł zakręcić zaworu … Przecież to jego praca, powinien sobie poradzić. Wyszłam z łazienki i dałam mu wolną rękę. Odcięłam go od paliwa, czyli mojego nad nim użalania. Po 5 minutach zawołał mnie, żebym mu podpisała wykonaną robotę. Uwinął się, gdy tylko przestał narzekać.

Pogromca pedofilów, Sathya Sai Baba, mówił 15.05.2000 roku:

Nigdy nie pozwalajcie sobie na złe czyny, nie krytykujcie, nie obwiniajcie, ani nie oskarżajcie innych. Złe myśli zanieczyszczają powietrze, a także zatruwają innych; w ten sposób rozprzestrzeniają się złe wibracje. Zatem szczególnie unikajcie złego towarzystwa i nieodpowiedniego zachowania. Zawsze wystrzegajcie się złych myśli, niewłaściwych spojrzeń, uczuć i czynów. Bądźcie zawsze święci i czyńcie tylko dobro.

I akurat dzisiaj to myśl dnia.Niektórzy powinni codziennie sobie o tym przypominać.

Po pracy szłam przez park. I znowu nie było kasztanów. Zebrałam tylko 3. W okolicy są 2 przedszkola i 2 podstawówki. To naturalny produkt na zajęcia plastyczne. Dzieci wszystkie wyzbierały. Spróbuję w niedzielę. Albo poczekam aż dostanę w prezencie. Teraz jest najlepszy czas, żeby stare kasztany wyrzucić, a nowe położyć pod łóżkiem i w okolicy urządzeń elektrycznych.

Skoro wrzesień to już jesień, ale jabłek pełna kieszeń.

Takie ludowe porzekadło. Więc upiekłam ciasto z jabłkami z tegorocznych zbiorów. Szare renety są droższe niż zwykłe jabłka, ale warto je użyć do ciasta. Czyż to nie magia.



To nie magia, to proszek do pieczenia. A ciasto przepyszne, akurat na jutro, na śniadanie.

Ciasto zawiera 1 szklankę cukru, czyli 48 łyżeczek, więc łatwo kontrolować dawkowanie. Wiesz co jesz.

 

Jesień będzie piękna, słoneczna i ciepła.

 

Gdy we wrześniu grzybów brak, niezawodny zimy znak.



Grzybów jest pełno, więc nie pora na zimę.

Czy ludowe porzekadła jeszcze mają sens.? Czy się sprawdzają?

Zobaczymy. Póki co mam nadmiar energii, która się ze mnie wylewa.

Cóż, po urodzinach czuję się jak nowonarodzona.




poniedziałek, 25 września 2017

Rano łyżeczkę ziół zalałam gorącą wodą i przykryłam talerzykiem, dla odmiany przezroczystym. Zwykły napar.

Gdy po 10 minutach poszłam do kuchni po herbatkę zobaczyłam piękny widok. Niespodziewanie.


Symetrycznie skroplona para wodna. Nie wiedziałam, że to taki piękny widok. Symetria jest zawsze piękna.

Od razu dobry humor na cały dzień. Wszystko układało się znakomicie. Dostałam więcej niż chciałam. I pięknie świeciło słoneczko. Przyszła jesień.

A swoją drogą język polski jest dokładny. Zrobić napar czy zaparzyć sugeruje, że trzeba doprowadzić do parowania i skraplania, czyli przykryć. To takie oczywiste.

Miły początek tygodnia :)

 


niedziela, 24 września 2017

Rozmyślałam nad tym, gdzie umieścić symbol, który wyhaftowałam. Rano wstałam i przyszła mi na myśl Ziarnuszka. To lalka wykonana z kolorowych szmatek wypełniona kaszą, ryżem, owsem lub innym ziarnem. Właśnie przed chwilą taką wykonałam.

To idealny czas. Jest dopiero co po żniwach. Moją Ziarnuszkę wypełniłam kaszą gryczaną niepaloną zebraną w to lato, która tydzień temu przyjechała do mnie ze strykowskiego rynku. Dopiero był nów i moje urodziny, więc to bardzo dobry czas. Wszystkiego przybywa. I mój ostatni sen o lalce do podziwiania, a nie do zabawy. Musiałam ją zrobić.


Ziarnuszka to lalka magiczna, bo wykonana własnoręcznie i w konkretnej intencji. Ma chronić dom, wszystkich domowników i pomnażać dobrobyt. Nie ma dwóch takich samych lalek.

Jest w tym magia, która była z ludźmi. Każdy kiedyś wykonał laurkę na dzień Matki, Ojca, Babci czy Dziadka. Obdarowany zawsze się uśmiechał, bo prezent był rozczulający. Ja do dzisiaj przechowuję pierwsze laurki od syna, wykonane przez niego w przedszkolu. Znam osoby dorosłe, które mają przy sobie bransoletki wyplecione przez dziecko. Nie noszą na ręku, ale w kieszeni lub w portfelu – na szczęście. I one mają moc, bo wykonane były z intencją miłości.

Kiedyś wykonywano lalki szmacianki, bo przecież nie było sklepów. Lalka Barbie ma tylko 59 lat. Ludzie zapomnieli czym bawiły się kiedyś dzieci. Wystarczyło kilka szmatek i już można było zamotać kukiełkę. I były one niepowtarzalne.

Jako dziecko miałam tylko jedną lalkę, gumową, z wyjmowaną głową i oczami. Żeby moja lalka była inna niż koleżanek, szyłam jej ubranka. I była wyjątkowa.

Dziwne, że niektórzy boją się tych lalek. Takie osoby muszą być skłóceni z rodzicami, są odcięci od przodków i tradycji.

Moją Ziarnuszkę wykonałam kierując się wskazówkami z tej strony: pinigina.livejournal.com

Przygotowałam kilka rodzajów tkanin, wyprasowałam i w trakcie pracy przycinałam odpowiednio. Moja Ziarnuszka ma 21 cm wysokości i zawiera 0,5 kg kaszy gryczanej. Ma halkę, kilka spódnic, fartuszek z moim symbolem, 3 chusty na głowie i ozdoby. Postawiłam ją w środku mieszkania i patrzy ona na drzwi wejściowe. Bardzo mi się podoba.

W tradycji wykonywało się często lalki na zdrowie. Gdy ktoś chorował to od bliskiej osoby dostawał taką lalkę. Była ona zrobiona tylko z nici lnianej i przy wykonywaniu palono świece i dobrze myślano o chorej osobie. Często chorowały dzieci i te lalki leżały razem z dzieckiem. Wierzono, że lalka chłonie chorobę w siebie. Gdy osoby wyzdrowiała taką lalkę palono.

Opis sposobu wykonania ze strony tej samej pani Piniginy

Wykonuje się też lalki na szczęście – są najmniejsze i musiały mieć długi warkocz (jako 3 punkt podporu). Były też lalki na osiągnięcie konkretnego celu – Zadanice. Gdy kobieta długo nie zachodziła w ciążę dostawała lalkę z dziećmi. Na prezent ślubny dawano parę lalek połączonych 1 ręką. Wszystko wykonane ze szmatek. Po „wykonaniu zadania” lalki się rozbiera i pali.

Można poczytać, ale na stronach rosyjskojęzycznych. Np. tu Кукла Счастье

Zapomniana tradycja wraca, ludziom się przypominają dawne zwyczaje. Dlaczego?

Mamy przecież XXI wiek.

 

piątek, 22 września 2017

Każdy z nas ma jeden główny, osobisty przypisany tylko nam znak. Wynika on z daty i godziny urodzenia. Ten znak ma nam przypominać co mamy robić, aby być zdrowym, pięknym i bogatym ;) Mój główny rodowy znak to Wyższa Siła, o którym pisałam już o tym w zeszłym roku.

Teraz postanowiłam zrobić sobie ten znak i nosić przy sobie. Można go narysować na kartce, a można też wyszyć. Nie można nigdzie tego kupić, więc pozostało mi wykonać go samodzielnie. Ja wyszyłam go haftem krzyżykowym, bo wydawał mi się najłatwiejszy.


Kupiłam małą kanwę, mulinę (igły miałam) i przystąpiłam do pracy. Wydawało mi się, że to łatwe. Trudne nie było. Zaczęłam wczoraj wieczorem. Najpierw powiększyłam wzór, a potem zaczęłam wyszywać. Nie kupiłam tamborka. Kanwa jest sztywna więc łatwo było naciągać nitkę. Oczywiście ucięłam ją za długą i potem nitka zaczęła się rozwarstwiać i plątać. Mulina ma 6 cienkich nitek (z Ariadny). Jeden motek to 8 m. Nawet połowy nie zużyłam. Musiałam pruć 3 krzyżyki, bo wzięłam podwójną nitkę i wyszło za grubo.

Wzór wydawał się łatwy, ale miałam problem z której strony zacząć. Jak widać poniżej dałam radę. To naprawdę ja wykonałam krzyżyki :) Całość wykonałam w 2 godziny łącznie.

Jestem totalną amatorką. Wkłuwałam się miejsce obok miejsca. Myślałam, że na odwrocie będzie plątanina nitek, a wyszedł ten sam wzór główny.


Akurat mój znak jest logiczny. Mamy tu strzałki idące z góry i strzałki idące do góry. Łączą się w środku, czyli w świecie średnim Jawii - ludzi i w środku tego świata w 5 kręgu. Pełna równowaga. Mam się zająć sprawami tego świata, a nie bujać w obłokach. I bardzo mi to pasuje. Moim światem głównym opiekuje się Żytnia Baba. To na pewno mój główny znak, bo urodziłam się w 1 dniu Wagi. Mam zachować w życiu równowagę, wyśrodkowywać wszystko co mnie spotyka, łącznie z emocjami. Zawsze powinnam być pośrodku. I tak się dzieje. Gdy coś mi się przydarza, to zawsze staję z boku i oceniam ją innym, obiektywnym okiem. Złe sytuacje okazują się dobre – bo wszystko zależy od oceny. I dobrze na tym wychodzę. Gimnastyka działa na ciało fizyczne i dotyka też psychiki, bo zdrowie to równowaga. Niektórzy myślą, że zdrowie jest na talerzy lub na widelcu, i chorują. Zdrowie jest wewnątrz nas, a nie na zewnątrz.

Mój rodowy znak – Wyższa Siła – harmonizuje moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Ćwiczenie jest dość trudne, bo trzeba utrzymać równowagę. Ma działanie stabilizujące jelito cienkie, pęcherz moczowy, wątrobę, serce, nerki i żołądek. Ma też działanie „podnoszące” energię płuc, śledziony, osierdzia, jelita grubego, a obniżające woreczek żółciowy.

Ten znak - Wyższa Siła - oznacza możliwość otrzymania z łatwością wszystkiego czego się pragnie dla siebie i innych. Wystarczy tylko pokonać egoizm. Jeżeli chcesz coś osiągnąć i bardzo ci na tym zależy to narysuj sobie na kartce ten znak i noś go przy sobie.

 

Ćwiczenia i znaki, o których po raz kolejny wspominam, mają na celu wzmocnić kobietę. Ma być ona zdrowa i silna, aby chronić swoją rodzinę. Jak każdy system gimnastyczny opiera się na energii. Np. joga wzmacnia energię męską. Dlatego kobiety, które ćwiczą jogę są „męskie” i przebojowe, pracują na kilku etatach, a nie zajmują się domem. Joga w żaden sposób nie wzmacnia kobiecości i nie wspomaga kobiety. Pani Braunek poszła dalej i stosowała też jogę śmiechu, nie wzmacniała swoją kobiecą energię, umarła. Chory zawsze powinien wykorzystywać wszystkie dostępne środki w celu wyzdrowienia. Celem gimnastyki słowiańskiej jest wspieranie energii kobiecej i ochrona przed chorobami. Nie znam teraz żadnej chorej kobiety, więc nie wiem czy zadziała. Kto zna to proszę polecić. Bo lepiej być zdrowym niż chorym.

Ja wolę zapobiegać niż leczyć, więc ćwiczę i widzę efekty. Wychodzą różne emocjonalne rzeczy, które „naprawiam” zmierzając się z nimi. To jest niezwykłe.

Wszystkich ćwiczeń jest 27 czyli 3 x 9, a znaków jest więcej. Można też w zależności od sytuacji wybrać znak, który będzie wspierać, np. w czasie podróży, egzaminu, zmian, w domu, znajdzie rozwiązanie, podniesie atrakcyjność.

Ćwiczyłam już różne systemy gimnastyczne, ale ten wybitnie mnie wspiera. Łatwiej się żyje gdy wiesz co masz robić.


Nie planuję zostać hafciarką. Może jeszcze wyhaftuję Żytnią Babę, opiekunkę Jawii.







środa, 20 września 2017

Kupowałam dzisiaj chleb w sklepiku. Nie było ludzi. Ekspedientka pokazała mi kawkę, która skakała sobie po trawniku przed witryną sklepu. Kawka czekała na coś „chlebowego”. Dostała coś małego, szybko zjadła i nadal wchodziła przez uchylone okno.

Dostała mini pączka.

Myślałam, że to nie dla niej, bo przecież to smażone. Miastowe ptaki sa dziwne, takie ludzkie. Jedzą coś co im może szkodzić. Jak ludziom.

Z trawnika przeniosła posiłek na murek i zaczęła go zjadać.

Ale ja nie miałam czasu obserwować, więc ją przegoniłam. Nadgryziony pączek został. Gdy oddaliłam się zauważyłam, że kawka doleciała do pączka, zabrała go i poleciała na dach pawilonu, by tam spokojnie zjeść smakołyk.

 

Ciekawe, że żaden inny ptak nie skusił się na te słodkości. Tylko samotna kawka.

Jak to ptak potrafi wymóc coś do zjedzenia. Tak stuka i wchodzi do sklepu, aż osiągnie cel.

Tylko jedzenie mu w głowie. Nie ma nic ciekawszego do roboty?

 

Nienawidzę dostawać niezamówionych prezentów. A taki dostałam.

Zastanawiam się co z nim zrobić, bo drogi, ale nie dla mnie. Jak można komuś kogo się widzi raz na rok kupować kurtkę w niewłaściwym kolorze i rozmiarze. Muszę dojść do siebie. Przeganianie kawki nie polepszyło mi humoru. Nie powinnam się wyżywać na niewinnym ptaku ;)

 

piątek, 15 września 2017

Sen bez akcji. Miałam o nim nie wspominać, a jednak po coś mi się przyśniła ta lala.

 

Byłam w jakimś mieszkaniu. Kogoś odwiedziłam. Otworzyłam drzwi do pokoju, a w nim na łóżku siedziało małe dziecko. Gdy przyjrzałam się bliżej to okazało się, że to lala. Była nieruchoma.

Lala była z tych niedzisiejszych. Była grubiutka jak małe dziecko. Miała na sobie słodką sukienkę, a na głowie ażurową czapeczkę zrobioną na szydełku. Podobną lalkę widziałam jako dziecko u mojej łódzkiej prababki, a byłam u niej tylko raz.

Nie jestem pewna czy to miał być mój pokój, czy tylko ktoś mi go pokazał. Miałam podziwiać lalę.

I to koniec.

Prawda, że to sen o niczym.

 

Zdjęcie prezentuje lalkę, która jest moją własnością i siedzi na moim łóżku. Jest zupełnie inna niż we śnie. Nie zachęca do podziwiania.

Wg sennika lalka zapowiada powiększenie rodziny. Mało wiarygodne tłumaczenie, bo dziecko w rodzinie pojawiło się 2 miesiące temu i nikt już tego nie przeżywa.

Lalka może symbolizować moje dzieciństwo, ale ja nie bawiłam się lalą, którą widziałam we śnie. To była lala do oglądania, a nie do zabawy. Jak w muzeum – oglądaj i podziwiaj, ale nie dotykaj eksponatów.

Może to chęć powrotu do czasów dzieciństwa?

Nie mam czasu na zastanawianie się nad tym. Świat dba, żebym miała zajęcie 20 godzin na dobę.

 

Dostałam środki czystości z UK i rzuciłam się w wir sprzątania i prania. Efekty są jak w reklamach: czyste po jednym praniu, czyste po jednym pociągnięciu szmatką.

Życie w różnych krajach powoduje, że jest coraz mniej wspólnych tematów do rozmowy.

Nikt już nie ma czasu na czytanie książek, a proza życia i czas spędzony w pracy nie pozwala na więcej aktywności. Trzeba zaakceptować to, że nadajemy już na innych falach.

 

Ojciec jest już po drugiej operacji na zaćmę. Robił to ten sam lekarz, w tym samym szpitalu, ale teraz za pieniądze nfz, a nie nasze. Ciekawe, że odkąd zaczął brać tabletki na obniżenie cholesterolu to wzrok mu się bardzo pogorszył. Ale nie ma na ten temat badań, bo kto by się przejmował ludzkim życiem. Jest praktyka.

W tv Maryla Rodowicz. To jest prawdziwa artystka, której piosenki zna większość ludzi w Polsce. Śpiewa już 50 lat, przeżyła wiele rządów i wiele widziała. Co ona robi, żeby utrzymać się na rynku? Rządy się zmieniają (oficjalnie), a ona śpiewa swoje piosenki i bawi ludzi. Chciałabym, żeby napisała książkę o swoich spotkaniach z ważnymi ludźmi. Np. bardzo interesuje mnie jak pachniał Fidel Castro. Może ktoś wie? Gdy spotkam Marylę (Marię Antoninę) to ją zapytam, może pamięta. Fidela nie spotkam, bo nie żyje od ponad 10 miesięcy (zm. 25.11.2016 r.). Miał 90 lat, więc nie okaże się, że nie umarł. Jak Mandela. Gdy zmarł to byłam przekonana, że on od dawna nie żyje. Pamiętałam nawet nagłówki gazet i transmisję z pogrzebu. A potem się okazało, że to nieprawda, bo on żył jeszcze lata. Nie zwariowałam, bo jest wiele takich osób na świecie.

Jesteśmy z innego świata. Tak działa Transerfing ;)

Sonia Braga – latynoska aktorka, powiedziała w jednym z wywiadów, że „z góry decyduje się kto będzie znany, a kto nie. Jedna z oscarowych nominacji zawsze musi być zarezerwowana dla Meryl Streep.” Ciekawe, nie patrzyłam na ten cyrk w ten sposób. Sonia Braga zagrała wiele ról, ale najbardziej była znana z romansów z Robertem Redfordem czy Clintem Eastwoodem. Ostatnio ciekawie grała w filmie Aquarius (2016).

A więc kto zdecydował o karierze Maryli?



22:55, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 września 2017

To dzisiejszy mój nabytek. Dipladenia nazywana też mandevila. Idzie jesień, więc trzeba rozweselić widoki. Musze tylko pilnować, żeby nie urosła do 4 m.

Piękno tej roślinki przyciągnął kolejnego gołębia, który walnął w okno. Myślałam, że ktoś mi butem uderzył w szybę, bo wszystkie zadrżały. Po odsunięciu roletki ujrzałam siwy ślad. Bo gołębie są brudne. Nigdy się nie myją, a z kałuży tylko piją wodę.

Spotkałam dzisiaj panią, która miała wnuka w tej samej podstawówce co ja syna. Słabo ją pamiętałam, a ona mnie doskonale. Po krótkiej wymianie zdań musiałam wsiąść do autobusu, a ona mówi do mnie: „korzystnie Pani wygląda, naprawdę”. Zabawne określenie dorosłej kobiety. Niespotykane. Potem jeszcze zrobiłam coś miłego starszemu panu (miło jest być miłym:)), a on do mnie: „dziękuję młoda damo”. Przegiął. Nie robi się uprzejmości dla pochwał i nie jestem taka młoda (a szkoda;)) i czy jestem damą? Co to znaczy w dzisiejszych czasach?

To dedykacja dla mojej przyjaciółki, która siedzi w czarnej rozpaczy i nie widzi światełka w głębokiej studni. Nie można nikomu pomóc, gdy jego dusza płacze. Można tylko przytulić, współodczuwać i napełniać dobrą energią. Dobre rady odbijają się. Każdy jest twórcą swego losu.

Podaruję jej grubosza. To natchnie ja nadzieją.

To drzewko szczęścia. Mało wymagająca roślinka. W każdym moim domu było, ale to raczej nie drzewko, a my sami kreujemy swój los. Dla kogoś kto nie ma się czego uczepić, takie drzewko może być początkiem czegoś nowego. Ludzie zawsze upatrują swe niepowodzenia na zewnątrz siebie i otaczają się talizmanami. To nie Bóg nas karze czy ocenia. Ja traktuję to jako zabawę i mam pełno gadżetów na szczęście. Pomaga to patrzeć na świat z optymizmem.

Ostatnio dowiedziałam się, że w moje urodziny będzie kolejny koniec świata. Planuję imprezę. Będą goście i prezenty. :)

 

I tak płynie życie. Każdemu według uznania.

 




czwartek, 07 września 2017

Dobrzy ludzie rzadko są szczęśliwi, ale szczęśliwi ludzie zawsze są dobrzy.

Nieszczęśliwy człowiek jest nieszczęśliwy, bo nie ma żadnego celu, żadnej misji, nie ma wizji swojego życia.


Żeby człowiekowi się wiodło w życiu musi mieć poprawne relacje z rodzicami. Roślina bez korzeni więdnie i marnieje.

Relacja z matką określa życie osobiste i zdrowie dziecka i jego potomstwa. Matka już w ciąży „pracuje” na choroby na jakie zachoruje dziecko.

Relacja z ojcem określa cele, idee i sposób zarabiania pieniędzy dziecka.

W ubiegłym roku po kursie gimnastyki słowiańskiej ćwiczyłam codziennie swój indywidualny zestaw ćwiczeń. To nie są zwykłe ćwiczenia, one są dopasowane do każdego na podstawie daty, miejsca i godziny urodzenia. Dostajesz 7 ćwiczeń. Ćwiczyłam z intencją poprawienia relacji w rodzinie. Od lat nad tym pracuję, usiłując zrozumieć motywy działania rodziców, ale bardziej skupiałam się na ojcu.

Po kilku miesiącach ćwiczeń zaczęło mnie pobolewać lewe kolano, a potem już nie mogłam klęczeć nawet na poduszce. A więc mam problem z matką. Kolana to rodzice – dla kobiet prawa strona to faceci, a lewa kobiety. Kostki to dziadkowie, stopy to pradziadkowie, natomiast łokcie to synowie i córki, nadgarstki to wnukowie, a dłonie prawnuki. Oczywiście przestałam ćwiczyć, bo ból był nie do zniesienia. Ktoś inny by powiedział, że to od klęczenia, ale przecież nie wszystkich od tego bolą kolana.

Zawsze miałam problem z rodzicami i nigdy nie chciałam klękać. Teraz widzę, że to rodzice mieli problem ze mną.

Przestałam wykonywać ćwiczenia w klęku, robiłam zimne okłady na kolano, żeby zatrzymać stan zapalny i zastanawiałam się jaki to ja mam problem z matką.

Moja mama zawsze się wtrąca, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Teraz dziwi mnie, że ogląda seriale tureckie. Zrobione są wg jednego wzoru – bajki o Kopciuszku – bogaty facet zakochuje się w ubogiej dziewczynie i wszyscy rzucają im kłody pod nogi. Można obejrzeć 1 lub 2, ale nie ciągle. Zwłaszcza, że moja mama nie ma za bardzo co robić. Więc jej odpuściłam. Gdy mnie prosi o podanie opisu jakiegoś odcinka, którego nie widziała to jej czytam z internetu, czasem daję do obejrzenia. Te seriale pokazują zupełnie inną kulturę, w której kobieta nie ma żadnych praw, pracuje na facetów, którzy ją nie szanują, mogą ją zabić czy okaleczyć. Ja dbam o to, żeby nie nasiąkać złymi emocjami. Nie czytam kryminałów, a w serialach policyjnych patrzę na zachowania i motywy ludzi, a nie na zbrodnie. Nie poszłam do lekarza. I po kilku dniach kolano przestało mnie boleć.

Te ćwiczenia tak działają. Ćwicząc zmieniamy – regulujemy naszą energetykę, a to powoduje, że problemy wychodzą na powierzchnię, pokazując i pomagając odpracowywać negatywne programy.

Gdy ponownie zaczęłam ćwiczyć zauważyłam, że mam 2 ćwiczenia związane z przeszłością.

A więc to powinno być dla mnie ważne. Nie mam ćwiczeń z kręgu 3 (wiedza tajemna, informacje ze światów równoległych), kręgu 4 (twórczość, inspiracja, pomysły, inicjatywa) i kręgu 7 (krąg ognia – optymizm, duchowe ukierunkowanie), bo nie mam z tym problemu i wiem jak postępować w tych dziedzinach.

Mam zająć się przodkami. Zaczęłam od kobiet po kądzieli, czyli po matce.

  1. BARBARA

  2. IRENA

  3. ANASTAZJA

  4. PELAGIA

  5. FRANCISZKA

  6. JOANNA

  7. ?

Doszłam do 1700 roku.

Według pradawnych tradycji Słowian na siódme pokolenie przychodzimy my sami, czyli my mamy wpływ na samego siebie w następnym wcieleniu. Ciekawe, że akurat na 7 się zatrzymałam. Ciekawe jak miała na imię. Jeśli to ja byłam 7, to moją córką była Joanna. Mam kilkanaście znajomych o tym imieniu – przyjaciółki, koleżanki, klientki, sąsiadki. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego znam tyle Asiek, teraz już wiem. :)

Mój ród jest przykładem, że choroby dziedziczne nie istnieją. Imiona nie powtarzają się, przyczyny śmierci też nie, długość życia i liczba urodzonych dzieci też są inne. Żadna kobieta w rodzie nie popełniała błędów poprzedniej. Nie ma klątw rodowych.


To są moi dziadkowie, moja mama i moja ciotka matka chrzestna. Zdjęcie zrobiono podczas wojny 1941-42 r. Fajne są takie stare zdjęcia. Osoby na nim nie miały pojęcia jak się potoczy ich życie. Mama z torebką, bransoletką, ładnie ubrana – zwracała na siebie uwagę. Babcia zajmowała się domem i 4 dzieci.

Moja mama jest Jedenastką jak jej mama. Mama wyszła za mąż za Dziewiątkę, jak jej tata. Powinna powielić schemat ich małżeństwa, a jednak tego nie zrobiła. Jak prawdziwa kobieta z doskonałą intuicją (11) poszła za mężem, czyli wyjechała do Łodzi. Rodzina najpierw nie mogła jej tego darować, ale potem to zaakceptowała i często nas odwiedzała. Siostry mamy były alkoholiczkami (miały powody), ale w rodzinie nie mówiło się tak o nich. Zresztą już nie żyją. A mama żyje choć jest najstarsza.

Liczby w naszej rodzinie, w tej żeńskiej odnodze się powtarzają.

Mama Irena Helena jest 11, jak jej matka Anastazja Ema. Babcia zmarła w wieku 57 lat na raka jelita grubego.

Pelagia była 7, a jej mąż 1, umarła w wieku 36 lat na krup. I ja miałam męża 1.

Dalej nie mam dat urodzenia. Na razie.

Ciekawe są też imiona kobiet w moim rodzie.

Ja – moje imię ma wartość 7, a samogłoski 3

Irena – 11, sam. 6

Anastazja – 3, sam. 4

Pelagia – 6, sam. 7

Franciszka – 9, sam. 11

Joanna – 1, sam. 8.

Liczby się zamieniają, krążą.

U mężczyzn jest ciekawiej. Dziadek, czyli ojciec mojej mamy Henryk = 9, pradziadek Jakub = 8, prapradziadek Franciszek = 9, a od babci Anastazji jej ojciec to był Józef = 1, jej dziadek Franz i pradziadek Franciszek = dat nie znam.

 

Ciekawe jak bym się dogadywała z moimi prababciami, jakie one były, co robiły, co je interesowało. Długa droga przede mną, żeby to odkryć. Po której babci mam talent do szycia i robienia na drutach? Muszę do tego wrócić, bo w sklepach ciuchy zalatują stęchlizną i rzadko mi pasują.

 

Rodzicom warto wybaczyć wszystko co nam złego zrobili. Zło to nasza ocena. Z ich punktu widzenia może to wyglądać zupełnie inaczej. Im człowiek starszy tym lepiej to rozumie.

Szczęśliwe życie nie jest możliwe bez uzdrowienia relacji. Zacznij od poczucia wdzięczności do rodziców, że dzięki nim jesteś na tym świecie. Potem może poczujesz miłość, szacunek i radość. Jesteś taką a nie inną osobą, bo urodziłeś się w swojej rodzinie, masz takich a nie innych rodziców, masz, nie masz rodzeństwa. To wszystko nas kształtuje. Ja byłabym zupełnie inną osobą, gdybym była jedynaczką, albo gdybym miała brata. Gdyby nasza rodzina nie wyjechała ze Śląska to też byłoby inaczej. Trzeba to zrozumieć, wybaczać, dziękować i kochać.

Chcesz żyć długo w zdrowiu to popraw relacje z matką, chcesz odnieść sukces w pracy to popraw relacje z ojcem. Jeśli nie żyją to nie przeszkadza. Zrób to jak najszybciej.

 

środa, 30 sierpnia 2017

Siedziałam rano przy komputerze i nagle usłyszałam delikatne pukanie w szybę. Pomyślałam, że to jakaś mucha. Ale trzepotanie nie ustawało. Podeszłam do okna i zobaczyłam brązowy uschnięty listek. Przecież listki nie pukają w szybę.

Po chwili „listek” się rozwinął i zobaczyłam pięknego motyla.

To rusałka pawik – motyl bardzo popularny w Polsce. Tylko jak on się dostał do pokoju przez bardzo wąską szczelinę uchylonego balkonu?

W pokoju nie ma żadnych kwitnących roślin. Na balkonie owszem. Kwitnie teraz maciejką, którą posadziłam trochę późno. Wieczorami pachnie nieziemsko. Mam też lawendę. Czyli ulubione roślinki motyli.

Motyl przez kilka minut obijał się o szybę i zupełnie nie widział wyjścia. Próbowałam mu zrobić dobrą fotkę, ale światło słoneczne było na zewnątrz. Otworzyłam szeroko drzwi do ucieczki, ale motyl szedł w inną stronę. Wyszłam z pokoju. Po kilku minutach wróciłam i już go nie było. Sam odleciał.

Potem wyszłam. Byłam umówiona i z zasady jestem punktualna (prawie zawsze). Spacerowałam sobie po ulicy czekając. Zrobiłam ok. 300 kroków, gdy coś na mnie chlusnęło. Poczułam jakby ktoś coś na mnie wylał, na włosy i sukienkę. Bałam się dotknąć włosów, żeby się nie ubrudzić jakąś mazią. Spojrzałam na wzorzystą sukienkę i nic nie zauważyłam. A więc obsikał mnie jakiś ptak, a nie gołąb. Nie miałam czasu się sobą zająć, bo przyszła osoba, z którą byłam umówiona. Nic dziwnego w moim wyglądzie nie zauważyła, więc OK. To tylko siki.

Są takie zdarzenia w życiu, na które zupełnie nie mamy wpływu. Nic nie można na to poradzić. One się dzieją.

 

Niby żyjemy w mieście, a jednak blisko natury. Musimy ze sobą współistnieć. Można na chwilę zapomnieć o ludzkich sprawach.

Taki relaks ;)



niedziela, 27 sierpnia 2017

Kilka dni temu obejrzałam film o zmaganiach naukowca, który nie może wykonywać badań z braku funduszy. A badał wpływ napromieniowania żywności na zdrowie człowieka.

Od ponad 50 lat żywność konserwuje się radiacyjnie, ale nikt nie badał czy to bezpieczne dla ludzi. No i ten naukowiec wziął alzacki bigos, konserwowany w ten sposób i go zbadał. Odkrył molekuły alkilo cyklobutanu (tak przynajmniej je określił). Te cząsteczki nie występują w naturze. Nie można ich osiągnąć w żaden inny sposób. A w napromieniowanej żywności są i ludzie pochłaniają je razem z jedzeniem. Ten naukowiec zbadał wpływ napromieniowanego jedzenia na chore na raka szczury czy myszy. Okazało się, że chore zwierzątka szybko zdychały. Wniosek: taka żywność jest prorakowa, czyli nie wywołuje raka, ale przyspieszają rozwój choroby. I na tym naukowiec zakończył badanie, bo skończyła się kasa. Nie ma pieniędzy na dalsze badania.

Ludzie uważają, że myszy to nie ludzie i co szkodzi gryzoniom, to ludziom niekoniecznie. Być może. Ale w 2009 roku w Australii w okolicach Sydney nagle ponad 100 kotów doznało paraliżu. Większość kotów zdechła, uratowano kilka. Gdy sprawdzano jaka może być tego przyczyna, to odkryto, że zaszkodziły im chrupki bio z Kanady. Zamiast 40 dni kwarantanny wykonano sterylizację radiacyjną, żeby produkt szybciej trafił na tamten rynek. I karma musiała dostać za dużą dawkę, skoro efekt był przerażający.

Obecnie ta metoda jest zakazana w stosunku do karmy dla zwierząt. A karma dla ludzi może być napromieniowana!

Człowiek jest dobry dla zwierząt, ale nie dla siebie.

 

Przypomniał mi się Anthony de Mello – „Modlitwa Żaby II”

 

Dobroć wobec zwierząt

Nauczycielka poprosiła swoich małych uczniów z klasy, żeby opowiedzieli o swoich dobrych uczynkach względem nierozumnych zwierząt.

Było kilka wzruszających opowieści.

Kiedy przyszła kolej na Tommy'ego, powiedział dumnie: „Cóż, kopnąłem kiedyś chłopca za to, że kopał psa".

 

Równie dobrze prowadzić wojnę, żeby zakończyć wszystkie wojny, lub brać udział w przemocy, która doprowadzi do miłości.”

 

To jest znak informujący, że żywność jest konserwowana promieniami gamma. Kuriozum. Wybitnie nie ostrzega, kolor zielony kojarzy się z dobrym produktem, a nie groźnym. Gdy się jednak przyjrzeć to widać, że 3 przerwy na okręgu, czyli jednak niszczy i rozbija ochronę rośliny. Ale czy to ktoś analizuje w ten sposób. Zielony to dobry, czerwony to zły. Nie ma obowiązku jego umieszczania na żywności, o dawce nie ma mowy.

Nie wiem czy w Polsce można kupić bigos alzacki, ale jest bardzo dużo żywności napromieniowanej. Są to krewetki, ryby, drób, papryka, pomidory, owoce tropikalne, przyprawy, mrożonki. Ziemniaki tak konserwowane robią się słodkie, a tłuste mięso jełczeje. Promieniowanie gamma niszczy komórki, rozbija cząsteczki, a produkty są bezpłciowe, nie mają zapachu i żadnych wartości. Ale mogą leżeć w marketach miesiącami bez zmian, nie pleśnieją, nie są robaczywe. Nikt tego nie kontroluje. Motłoch kupi wszystko.

Po co więc badania naukowe. Zmarnowane pieniądze.

Już Stanisław Lem zauważył w „Apokryfach”:


"Pogarszająca się umysłowa jakość przywódczych elit politycznych to skutek rosnącej złożoności świata. Ponieważ ogarnąć go w pełni nie może nikt, choćby obdarzony był największą mądrością, do władzy pchają się Ci, co wcale się tym nie martwią".

 

Ludzie są zdani sami na siebie. Jeśli chcą być zdrowi to właściwie powinni jeść jak najmniej. I dotyczy to każdej żywności, zwłaszcza tej zamorskiej. 



 

1.09.2017

 

Takie małe uzupełnienie. Zupełnie przypadkiem znalezione ;)

16 lat temu zwracano uwagę na napromieniowanie żywności. Można o tym przeczytać w Nexusie nr 19 z 2001 roku s. 11-17.

Jest to obszerny art., który gorąco polecam.Nie będę wklejać z szacunku do autorki Susan Bryce.

W supermarketach mamy obecnie martwe jedzenie, bez żadnych wartości odżywczych. Idealne do zapychania żołądków.

Przez tyle lat nie udało się powstrzymać „nuklearnej masakry naszego pożywienia”. Ta zaraza objęła już cały świat. Promotorami są FAO, WHO, WTO i ponadnarodowe konsorcja produkujące żywność, i oczywiście rządy. Oszukuje się ludzi pod płaszczykiem walki z głodem.

Fakty są takie, że żywność napromieniowana może leżeć na półkach marketów wieczność, owoce nie mają żadnych witamin, superfood jest supershitem. Nic dziwnego, że agendy zalecają 10 razy dziennie jeść warzywa i owoce. Biznes nowotworowy się kręci w najlepsze.

W sklepie ludzie zamiast liczników kalorii będą musieli stosować liczniki Geigera-Müllera.

Badania na dzieciach musiano przerwać, bo groziło to śmiercią dzieci. A napromieniowuje się coraz więcej produktów.

 

A ja dzisiaj kupiłam cynamon w sklepie, w który fruwały mole. To import prywatny.

 

Rządy się zmieniają, a karawana jedzie dalej. Trochę mi żal ludzi, którzy angażują się politycznie, jakby widzieli jakieś różnice. Bujają się i bujają i umierają. Bo ludzie wolą się zajmować bzdetami niż własnym zdrowiem. A reklamy są coraz głupsze, jak ludzie.

Całość tu NEXUS

Proszę przeczytać i pomyśleć. To boli.

 

 



niedziela, 20 sierpnia 2017

Trzy dni temu pomyślałam, że w tym roku nie było tęczy. Więc chciałam ją zobaczyć. Ale do tego potrzebny jest deszcz. A on pada tylko w nocy, albo mnie omija.


Dzisiaj nie padało, choć w tv mówili, że będzie padać wszędzie. Ale była wilgoć w powietrzu. O godz. 19.29 spojrzałam w niebo i oto moja pierwsza tęcza w tym roku. Doczekałam się :)


Pomyślałam, że powinna być podwójna. I się pojawiła. O 19.35.


Chyba to norma, bo zawsze jest podwójna, tylko trochę później. Mówisz – masz :) Zdjęcia zupełnie nie oddają przepięknych kolorów. Powinno się robić prawdziwym aparatem.

A wcześniej miałam przebłysk przyszłości. Chciałam włączyć lampkę nad biurkiem i gdy moja ręka zbliżała się do przycisku, pomyślałam, że żarówka trzaśnie. I żarówka się przepaliła z hukiem. Przy okazji wysiadł bezpiecznik, wszystko się wyłączyło. Był to ułamek sekundy, nie zdążyłabym wypowiedzieć tego na głos. A przecież nie chciałam, żeby tak się stało. Musiałam ustawiać godzinę w piecu gazowym i w faxie.

Ciekawe :)

 

 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Archiwum
bajka107@gazeta.pl