Życie to wszystko co mam :
poniedziałek, 09 kwietnia 2018

Wczorajszy badziewny wpis był wstępem do dzisiejszego.

Gdy jesz pączki nie stajesz się pączkiem. Przyzwyczaiłam się, że celebryci to pustaki i powtarzają co im każą. Sprzedają ludziom dziwne teorie. Ciągle powtarzają, że człowiek jest tym co zje. Niech błądzą.

Miarka się przebrała gdy zobaczyłam taki napis w miejscu, które codziennie odwiedzają tłumy ludzi.

Czyli jesz pączki to jesteś pączkiem. Odkrywcze. Bezmyślne i uziemiające. Dlaczego ludzie się nie buntują?

Jestem podatna na wpływy, ale zawsze sprzeciwiałam się takiemu sformułowaniu. Przeważnie nie umiałam bronić swego zdania, nie umiałam wyjaśnić o co mi chodzi.

Takie stwierdzenie uwłacza człowiekowi, jest złe i kierunkuje uwagę tylko na ciało.

Czytam wykłady Steinera. Na wyrywki, o różnych rzeczach. Ciekawe, że jego szkoły waldorfskie są znane, podobnie jak i uprawy biodynamiczne. A resztę znają tylko nieliczni.

Korzystam z tej strony Lectures/Dates To są wykłady, a można też poczytać artykuły. Nawigacja prosta. Wybieram losowo jakiś rok i czytam. Zawsze trafiam na wykład o tym co mnie akurat interesuje. Tłumacz działa dobrze, wszystko jest zrozumiałe.

I właśnie on świetnie wytłumaczył co znaczy to powiedzenie. (GA 68 oraz S-5852, S-5854) Zrobił to na wykładzie 109 lat temu 8 stycznia 1909 roku w Monachium i na innych późniejszych.

W XIX wieku żył filozof niemiecki Ludwig Andreas Feuerbach, któremu przypisuje się zdanie: "Człowiek jest tym, co zje". Najpierw był uczniem Hegla, a potem jego krytykiem. Mówił też, że Polityka musi stać się naszą religią. Jasnowidz jakiś. Filozofowie mieli i mają ogromny wpływ na ludzi. Co jest z ludźmi, że sami nie myślą, tylko słuchają filozofów. Nawet gdy plotą bzdury. Ich zadaniem jest kształtować bezmyślną szarą masę ludzkich bytów, im głupszą tym lepiej sterowalną.

Ludzie podchwycili to powiedzenie (albo im to umiejętnie zasugerowano), ale nie zdają sobie sprawy, że człowiek to nie maszyna przetwarzająca jedzenie. To wybitnie materialistyczne podejście.

Człowiek jest nieśmiertelną duszą w śmiertelnym ciele. Ciało jest miejscem, w którym przebywa dusza tu na ziemi. Nie ma innej możliwości, żeby doświadczać życia. Ciało ludzkie jest narzędziem ducha.

Człowiek nie jest jedzeniem, nawet przetworzonym.

Ciało jest instrumentem, którego używa człowiek do różnych celów. Instrument musi być odpowiednio ustawiony, żeby działał w uporządkowany sposób.

To nie maszyna, do której z jednej strony wkładamy coś, mielimy i drugą stroną wychodzi coś innego. Nie jesteś maszynką do mięsa, albo maszynką do lodów.

Człowiek wybierając odpowiednie dla siebie pożywienie nie jest uzależniony od ciała, ciało ma go wspierać w różnych działaniach, a nie przeszkadzać.

Ważne jest co musimy jeść, abyśmy nie byli jedynie produktem tego, co jemy? Musimy wiedzieć jakie jest podstawowe zadanie jedzenia i w jaki sposób jest ono faktycznie wykorzystywane w organizmie.

Bezustannie postępuje oddzielenie ciała od ducha i skupianie się na fizyczności. Mami się ludzi, że jedząc „zdrowe” (wg kogo?) jedzenie człowiek będzie dłużej żył w zdrowiu. A to jest kłamstwo. Nie ma takiego przełożenia. To samo z ćwiczeniami. Ludzie, którzy żyją ponad 100 lat w ogóle nie ćwiczą. To sportowcy umierają w młodym wieku, nagle, bez wyraźnej przyczyny.

W życiu ważna jest równowaga, harmonia, homeostaza. Ciało ma nam długo służyć i powinniśmy o nie dbać, a nie je maltretować. Ludzie są zahipnotyzowani i odmieniają „zdrowe jedzenie” na różne sposoby. Co to znaczy zdrowe – bez robaków, czy bez niczego, czy przebadane przez lekarza. Chory po zjedzeniu „zdrowego” posiłku nie wyzdrowieje. A nawet to „zdrowe” może mu zaszkodzić. Po co ludzie łykają suplementy, jak one nie działają.

Moda na jedzenie jest fantazją. Strony o odżywianiu powielają slogany, wszyscy piszą o tym samym, nie wnikając w oddziaływanie jedzenia na ciało człowieka. Ludzie stygmatyzują się. Ten jest wegetarianinem, a ten wege. Czy to mówi coś o człowieku? Ostatnio weganka zabiła kilka osób w siedzibie YT. To była niezadowolona weganka. Co to niby ma znaczyć? Po co takie określenie dla człowieka, czy to miało wpływ na jej działanie. Jadła rośliny to była rośliną?

Wegetarianizm bez duchowego dążenia prowadzi do chorób. Nie chodzi o powrót do natury, ale o naturę do ducha. Wege może stać się człowiek, który traci ochotę na inne pożywienie. Kto się przymusza, tego trawi niezaspokojona potrzeba, ma ciągłe pragnienia.

Była taka moda raw food, której uległam. Obejrzałam kilka filmów propagandowych i bez namysłu zaczęłam żywić się sałatkami. Wyszło mi to bokiem. Był środek lata, a ja chodziłam w grubych swetrach, bo było mi zimno. Kłania się brak wiedzy o trawieniu. Organizm, żeby strawić surowizny musiał wydatkować ogromne ilości energii. Wszystko szło na trawienie. Dlatego było mi zimno. Podziałało to na mnie jak kubeł zimnej wody. Przestałam na długo patrzeć na surowe sałatki. Zorientowałam się, że to co piszą guru od jedzenia to mieszanka prawdy i kłamstwa. Nikomu nie zależy na moim zdrowiu. Mam być tylko ich klientem.

Najlepsze dla człowieka jest pożywienie w temperaturze 36,6 stopni. Podgrzewając jedzenie pomagamy swojemu układowi trawiennemu strawić pożywienie i wyciągnąć tylko to co jest nam potrzebne. Nigdy nie trawimy całego pożywienia. Jedząc jajka nie będziemy kurami.

Pewnie, że najlepsze dla człowieka jest pożywienie roślinne. Już 100 lat temu ludzie zauważyli, że nawozy niszczą szkodniki, ale też osłabiają wartość odżywczą roślin. Teraz jest jeszcze gorzej.

Ludzkie ciało zawsze pragnie tego czego potrzebuje. Wiedzą to dzieci, ale nie mają szansy jeść tego co dla nich dobre. Są wytyczne książkowe, internetowe i przekonania rodziców, które zaburzają naturalną zdolność do prawidłowego odżywiania. Mam kuzynkę, która od dziecka lubiła mięsko. Je je zresztą prawie codziennie do dzisiaj i ma się dobrze. Bo to jest jej potrzebne. Moja jedna babcia lubiła tłuszcze, tłuste mięso, golonki itp. Nie mogłam na to patrzeć, odrzucało mnie. Babcia dożyła 88 lat w dobrym zdrowiu. Jadła to co jej było potrzebne. Dobrze trawiła tłuszcze zwierzęce. Tłuszcze działają szczególnie na serce i naczynia krwionośne, tętnice i żyły, a babcia nigdy na to nie chorowała. Zgadza się teoria z praktyką.

Rośliny i ludzie nie mogą bez siebie żyć. Dobrze to widać podczas oddychania.

Całe ciało składa się z węgla (jak również innych substancji). Węgiel tworzy się w ludzkim ciele. Człowiek wdycha tlen z powietrza, tlen rozprzestrzenia się przez całą jego krew; w jego krwi ma węgiel i wydycha dwutlenek węgla. Wdychasz tlen, wydychasz dwutlenek węgla. A rośliny odwrotnie.

Można powiedzieć, że człowiek to kupa czarnego węgla! (to słowa Steinera ;)

Ludzie chorują, bo nie panują nad własnymi myślami i jedzą niewłaściwe dla siebie pożywienie. Żeby być zdrowym musisz mieć wiedzę, albo ufać swojej intuicji, jeśli jeszcze nie została pogrzebana. Tylko ty wiesz jak się czujesz po zjedzeniu czegoś, czy ci to służy. Nie słuchaj nikogo, tylko siebie. Albo dołącz do bezmyślnej masy, która będzie żyła za krótko.

Bądź zdrów.



niedziela, 08 kwietnia 2018

Pączki są do jedzenia. Głodnemu pączek na myśli.



Moje pączki pojawiły się na drzewach, bo wiosna dawno już przyszła. Idzie lato.


Fotka z nowego tabletu. Słaba jakość.

Ostatnio w moim mieście pojawiły się pączkarnie. Na oczach ludzi robi się pączki z różnym nadzieniem i podaje świeże, dopiero co wysmażone. W niektórych takich punktach są nawet kolejki po te gorące „cuda”. Człowiek potrzebuje cukru, ale nie w takiej postaci. Nie mam ochoty ich kupować. A jednak w tłusty czwartek ulegam manipulacji. W tym roku zjadłam chyba ze 4 plus faworki. Jeśli słyszysz: „zjedz, to na szczęście”, to ulegasz i dla świętego spokoju jesz coś co jedzeniem nie jest. Koniec z tym.

Pączki won. Mówię NIE namiastce jedzenia.



22:27, bajka107
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 marca 2018

Okna umyte, podłogi wypastowane, wszystko wyprane, w domu pachnie czystością, lodówka pełna jedzenia. To dobry czas na świętowanie.

Tylko czego? Nie rozumiem tych świąt. W ubiegłym roku Jezus zmartwychwstał 16 kwietnia, a w tym roku 1 kwietnia. O co chodzi?

Dekoracje stare, kwiaty nowe, jajka tygodniowe.

Miłego świętowania nadejścia wiosny i odejścia zimy. Dni są dłuższe, więcej światła, więcej życia i pogody ducha.

Bądźmy dla siebie mili, cokolwiek świętujemy.



 

23:21, bajka107
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 marca 2018

Co jakiś czas nawiedzają mnie awarie. Stadami. Jak coś zacznie się psuć to ciągnie za sobą inne rzeczy w domu.

Zaczęło się od słuchawki. W kuchni mam kran wyciągany, zakończony słuchawką z przyciskami. Jest inna od słuchawki łazienkowej, bo ma strumień jak ze zwykłego kranu. Kilka dni temu rano woda strzelała we wszystkie strony. Trzeba było ją odkręcić, bo zalewała całą kuchnię. Oczywiście sygnały, że coś się psuje były od dawna. Skoro nic się z tym nie zrobiło to popsuło się na amen. Trzeba było w trybie pilnym kupić nową słuchawkę i wymienić.

Potem wywaliły korki. Nie chodziła pralka, czajnika nie mam, a prądu nie było. Co jakiś czas tak się zdarza i pora wezwać elektryka, żeby sprawdził instalację. Korek został wymieniony. Prosi się o automat. Będzie łatwiej. Po świętach się tym zajmę.

Potem ktoś walił w drzwi. Zdziwiona otworzyłam. Mam dzwonek bezprzewodowy, który dostałam w prezencie (kolejny). Mało kto dzwoni do drzwi, bo jest domofon. Ale czasami ktoś chodzi od drzwi do drzwi. Dzwonek nie działał, bo bateria się wyczerpała. W miesiąc. Powinno się od czasu do czasu pobudzić baterię. Baterie kupuję tonami, więc i ta została wymieniona.

dzwonek
Na początku ubiegłego tygodnia zostałam pozbawiona smartfona. Popsuło się gniazdo ładowania. Najważniejsza rzecz w telefonie. Naprawa trwała 3 dni robocze i w sobotę smartfon do mnie wrócił. Przez ten czas używałam starego htc. Dużym plusem była bateria, którą naładowałam raz i trzymała. Przez ten czas nie wiedziałam kiedy ktoś wysłał mi mejla, nie znałam ilości kroków, które robiłam, nie mogłam odczytać mms. Poza tym niczego mi nie brakowało. Nie jestem uzależniona, choć człowiek szybko się przyzwyczaja do lepszego.

W piątek zafundowałam sobie światłowód do mojego kompa. Technologia idzie naprzód, więc nie można odstawać. Przewód jest cieniutki i bardzo wrażliwy na zginanie. Trzeba uważać przy sprzątaniu. Przez 2 godziny w domu było zamieszanie. Bałagan został szybko usunięty, przy okazji świątecznych porządków. Mam teraz internet 100 Mb/s, a tv działa na wi-fi. Wywaliłam kolejny kabel. Tv działa dobrze, tylko głos ma lekkie opóźnienie gdy się lata po kanałach.

Tyle różnych zdarzeń związanych z elektrycznością trochę mnie dziwi, ale nie niepokoi. Trzeba po prostu wszystko naprawiać. Ze spokojem.

Bo Swiat-to-lustro jak kiedyś pisałam. Gdy coś się dzieje niespodziewanego, to nie należy wpadać w panikę, tylko naprawiać. Przecież wszystko ma swoją żywotność.

W sobotę zmarł facet, który przez 40 lat udawał miłego. Po śmierci jego żony, powiedział, że właściwie to nas nie lubi, a przychodził z musu, z żoną. Podłość ludzka nie zna granic. Umierał w męczarniach, sam, nie jadł nie mógł chodzić, nie mógł jeść. Nawet nie wiadomo kiedy dokładnie umarł. Nikt go nie trzymał za rękę. Tak mają podli i fałszywi ludzie.

Wczoraj w sklepie kasjerka okradła mnie na niecałe 6 zł. Była to miła starsza pani. Uśmiechnięta zeskanowała 2 razy 2 paczki ciastek, wyszło, że kupiłam 4 paczki. Zorientowałam się w domu. Kasjerka była stara, ale szybka i miła. Nie wzbudzała podejrzeń. Potem przypomniałam sobie, że wydruk z kasy podała mi drukiem do dołu i nie patrzyła na mnie o oczach nie wspomnę. Taka stara złodziejka. Zamiast siedzieć z wnukami w domu, to siedzi na kasie i kradnie. Straciłam czujność.

Ciekawe jak te ciastka się rozliczą. Na półce zostały 2 paczki opłacone. Czy kasjerka weźmie je sobie i wyniesie do domu? Albo zje na kolację w sklepie. Czy ma też inne produkty ukradzione innym ludziom? Jak ona to ogarnia, co zdjąć z półek.

Czy ona nie wie, że skoro ona coś zabrała mi to jej też zostanie coś zabrane. Tylko z nawiązką. Chytry 2 razy traci, tak się mówi. Złodziej traci o wiele więcej. I będzie płacz i pytanie dlaczego ją to spotkało, czym sobie zasłużyła. A rodzina i znajomi będą się dziwić, że taką miłą staruszkę spotykają złe rzeczy. Ja się nie dziwię. Wiem, że choroby, wypadki, nieszczęścia mają naprawić nasz charakter i nasze czyny. Im mniej słuchamy tym bardziej potem cierpimy. I to nie żadna karma, tylko dążenie świata do równowagi. Ubytek trzeba wyrównać, a nadmiar rozpuścić. Jak to w życiu.

Chyba tego sklepu nie odwiedzę w najbliższym czasie. To kolejna kasjerka stara złodziejka.

Zamiast kraść można żebrać. Tylko żebractwo przeniosło się do internetu, a stare złodziejki są nie kumate i nic nie potrafią.

papryka1
A na koniec moje papryczki. Posiałam jednego dnia, a lepiej wyrosła żółta papryka niż zielona. Żółta nawet listki ma dłuższe. Te same warunki uprawy, a efekt inny.

Nie mam nowej ziemi, a powinnam już przesadzić je do większych doniczek.

Właściwie to trafiłam na trop przyczyny moich ostatnich awarii, ale o tym innym razem.

 

 

22:48, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2018

Mieszkam w jakiejś enklawie. Nikt ze znajomych nie choruje, wszyscy są szczęśliwi, choć oczywiście nie przez cały czas. Ludzie wokół są sympatyczni, a im dalej stąd tym gorzej, smutniej.

A przecież gdzieś jest epidemia, ludzie chorują i umierają. A moja przychodnia pusta, lekarz czeka na pacjentów przy otwartych drzwiach. Codziennie wygląda słońce. Temperatura też jest wyższa. Gdy miało być -15 u mnie było -11. Dzisiaj było około zera, choć na telefonie miałam -2.

I ludzie są jakby milsi. Rozmawiam z moimi sąsiadami, wymieniamy drobne uprzejmości i biegniemy dalej. Wystarczy poświęcić tylko chwilę i świat staje się lepszy, widniejszy.

Ktoś powiesił karmnik dla ptaków.

Otwór maleńki, ale to chyba nie atrapa. Czy ptaki jeszcze wiedzą po co to? To raczej nie karmnik, a domek dla pisklaków. Wysoko i otwór maleńki. Nikt niepowołany tam nie wejdzie.

Jak mówi Laitman powinniśmy „utkać sieć dobrych połączeń.” Ludzie są węzłami sieci, gdy są połączeni to stanowią jedność, jednostka znika, ważna jest społeczność.

Gdy się prawidłowo zorganizujemy (będziemy świadczyć dobro) to świat stanie się lepszy. W przeciwnym razie będzie wypełniony ludźmi, którzy zaczną się wzajemnie niszczyć. A więc przyciągamy wyższe światło, nie tracimy czasu na bzdety. Traktujmy ludzi jak siebie samych.


Ktoś pomyślał o innych i zawiesił baloniki na krzakach. Na chwilę. Upiększył szarą rzeczywistość, zanim pojawią się kolory natury. Trzeba myśleć pozytywnie, co dla niektórych jest trudne. Trudny to jest tylko początek, postanowienie. Potem z każdym dniem jest lepiej.

Politycy wmawiają ludziom kłamstwa, programują ich negatywnie, straszą. Nie ma żadnego potwierdzenia ich słów. Prowokują mroczne siły, ale nie wiedzą, że ludzi dobrej woli jest więcej. Ludzie powinni zadawać pytania, a nie potakiwać i czekać na najgorsze. Zawsze oczekuj najlepszego. Dostaniesz to czego oczekujesz. Odkryj punkt w swoim sercu, tą boską iskierkę. Gdy zaczniesz „świecić”, inni też tego zapragną. I świat będzie lepszy, piękniejszy.

Dzisiaj znowu miałam dziwną sytuację. Znam pewną osobę ok. 15 lat. Były już dwie rozmowy. Okazało się, że obie inaczej pamiętamy pewne sytuacje. Ona wmawia mi coś, czego ja na pewno nie powiedziałam. Pamiętam to dobrze. Ona twierdzi inaczej. I dzisiaj kolejna taka sytuacja. Czy powinnam się bać? Czy coś ze mną jest nie tak? Może tak, ale dotyczy to kontaktów tylko z tą znajomą. Może jestem klonem, ale klonuje się wszystko, łącznie ze wspomnieniami. Może jestem z innego świata, w której ta znajoma jest inna i pamięta inne sytuacje. Trzy takie zdarzenia to nie jednostkowa sprawa.

Powinnam może wszystko zapisywać. Mniej mówić, a więcej wysyłać mejli.

Nigdy nie kasuję swoich starych wypowiedzi na różnych forach. To ślad i dowód mojego rozwoju lub cofania się. To przecież ja, ale inna, młodsza, głupsza. Nie czytam staroci, ale wiem, że jak zechcę to mogę te wypowiedzi odnaleźć i się pośmiać.

Znajoma to nikt ważny, ale zasiała niepokój w sercu.

W razie czego mam kamień od mojej przyjaciółki. Gdy go dostrzegła na ziemi podczas spaceru, to od razu pomyślała o mnie i że mi go da. Bo kształt ma wyjątkowy. To serce.

Wygląda jak prawdziwe serce, a nie jak nerki, które ludzie sobie pokazują palcami. Jakby nie wiedzieli jak wygląda prawdziwy mięsień, pompa, która tłoczy życie. Inni też dostrzegają w tym manipulację, jak Moby. Pisałam o tym tu Serce-czy-nerki

Dobrze jest mieć przyjaciół i znajomych, którzy są dobrymi ludźmi.

 

23:03, bajka107
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2018

Dzień rozpoczęłam od takiej myśli:

http://www.sathyasai.org.pl/nauki.php?tekst=t10.1

Akurat dzisiaj taki temat. Zwykle polemizuję z autorytetami, ale tym razem w pełni się zgadzam.

W ciągu życia spotykamy wielu ludzi. Z jednymi się dogadujemy, z innymi nie. Z niektórymi jesteśmy blisko i to oni zostają naszymi przyjaciółmi.

Miałam kilka bliskich koleżanek, ale odeszły. Zawsze mnie dziwiło, że ktoś chce się ze mną przyjaźnić. Wydawało mi się, że nie mam nic do dania. Przyjaciel zapewnia ci równowagę w życiu. Przyjaźń to interes, jedna strona daje to co potrzebuje druga strona. Dlatego przyjaźń może trwać do śmierci.

Przyjaźni nie da się zaplanować. Jak w powyższej myśli: łączą się serca. Moje przyjaźnie nie są filmowe, są zwykłe. Nie spotykamy się często, rozmawiamy przez telefon czasami – jak jest potrzeba. Gdy rozmawiamy to uwaga skupiona jest na rzeczach najważniejszych. Są rzeczy, których nie powiesz matce, siostrze, córce. Musisz mieć kogoś obcego, który cię zna, wie jaki jesteś w różnych sytuacjach. Gdy rozmawiasz to nie udajesz, bo po co. Czasem musisz wyrzucić z siebie żal i poczucie niesprawiedliwości. Osoba z boku umie cię „naprawić”, osuszyć łzy, podnieść z dna, pomóc uwierzyć w siebie, sprawić przyjemność.

O przyjaźni pisałam tu Przyjaciele i będę jeszcze pisała. Neverending story. Jeśli jesteś młody to rozejrzyj się wokoło. To dobry czas, żeby znaleźć przyjaciela. A najlepiej wielu przyjaciół. Podczas życiowej weryfikacji zostaną ci prawdziwi, do których pasujecie jak puzzle.

Mówi się - Chcesz stracić przyjaciela – pożycz mu pieniądze.

Kiedyś żyrowałam kredyt koleżance ze studiów, z którą przyjaźniłam się kilka lat. Nie bolało pismo z banku, bolał brak informacji od koleżanki. Nic nie powiedziała, że ma problem ze spłatami. Rozmówiłyśmy się, dogadała się z bankiem, ale przyjaźń nie przetrwała. I to nie dług był tego przyczyną.

Potem pożyczałam pieniądze mojej aktualnej przyjaciółce i nadal się przyjaźnimy. Ona była w potrzebie i nie oddała mi w terminie. Ja akurat nie potrzebowałam, ale widziałam, że jej nie było z tym dobrze. W końcu oddała, jak miała. Nie ma tematu. Zaufanie zostało.

Jechałam dzisiaj tramwajem. Ponieważ foteliki były pokryte tkaniną, nie siadałam. Widziałam kiedyś menela, który sikał siedząc. Czy ktoś to pierze, czy tylko wysycha?

Stanęłam obok ogłoszenia. Poszukiwano wolontariuszy, którzy zostaną przyjaciółmi chorych na Downa i samotnych, którzy z nikim się nie przyjaźnią. Czy to dobry sposób na samotność? Był podany adres strony, ale nie zapamiętałam. W pierwszym odruchu chciałam się tym zainteresować. Ale potem zreflektowałam się. Przecież tam chodzi o poświęcanie swojego czasu i fizyczne bycie z kimś. A tego nie mam w nadmiarze. Z moją przyjaciółką teraz nie musimy się widywać, wystarczą telefony w potrzebie. Kiedyś spotykałyśmy się często, nawet spędzałyśmy ze sobą wakacje, ale po urodzeniu dzieci kontakty wyhamowały. Przyjaźń nie może być męcząca i absorbująca. To tylko uzupełnienie życia.

Dzisiaj rozmawiałam z przyjaciółką 15 minut. Wystarczyło, żeby upewnić się, że wszystko w porządku. Na to mam czas.

Każdy potrzebuje przyjaciela, obojętnie kim jest. I każdy może go mieć. Tylko trzeba o to zadbać. Najgorzej mają „gwiazdy”. Pną się na szczyt, żeby zobaczyć, że nikogo tam nie ma. Jak Pattinson, aktor jednej roli, jednej miny. Kiedyś był sławny i miał swoje przemyślenia. Jaki to on biedny, bo sławny i wszyscy go nienawidzą. Ego i sława Nie umiem mu współczuć.

Dlatego trzeba mieć przyjaciół z zupełnie innego środowiska, żeby zachować równowagę i nie odlecieć w kosmos.

Nie zostanę wolontariuszem.

 

 

23:23, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 marca 2018

Nie ma to jak dobrze zacząć tydzień. Wczoraj zupełnie przypadkowo obejrzałam film z 2015 roku Projektantka. Tytułową rolę brawurowo zagrała Kate Winslet. Był też Hugo Weaving (agent Smith), który zagrał zabawną postać lokalnego policjanta.


Dawno żaden film mnie tak nie rozśmieszył, śmiałam się na głos, co było dziwne ;) W zalewie przeciętności taki film to perełka. Nieprzewidywalne zwroty akcji, historia opowiedziana świeżo. Nie ma w tym filmie zbędnych ludzi, zbędnych scen, czy zbędnych dialogów. Dobrze się ogląda i dobrze bawi. Zaskakujące zwroty akcji nie pozwalają się nudzić.

Film opowiada o lękach z dzieciństwa, które mają ogromny wpływ na nas – dorosłych. Trzeba się z nimi zmierzyć, przypomnieć sobie stare wydarzenia, żeby pójść naprzód. To ludzie i sytuacje z dzieciństwa kształtują nas jako dorosłych. To z czasów szkolnych pozostają najlepsze przyjaźnie.

W każdej społeczności są te same problemy. W filmie możemy oglądać ładne stroje i rozpadające się drewniane chatki. Nawet gdy bieda piszczy można chodzić w szpilkach po piasku. Samo życie.

Warto przypomnieć sobie różne sytuacje z przeszłości i przeżyć je jeszcze raz, bez oceniania. W przeszłości jest nasza przyszłość. Obojętnie jak wysoko zaszliśmy, warto wrócić do korzeni i oczyścić wspomnienia. Nie chodzi o zemstę, ale wszystko potem układa się samo.

Pamiętam scenę z Lost, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Scena, która mówiła, że wszystko jest zapisane, a my mamy tylko iść z punktu A do B. To było spotkanie Jacoba z małym dzieckiem Johnem Locke. Jacob wiedział co się wydarzy, wybrał sobie konkretne osoby, które wykorzystał do swoich celów. Byłam w szoku, bo to znaczy, że niespecjalnie mamy wpływ na nasze życie. To osoby, które spotykamy nas kształtują, zmieniają, ranią lub podnoszą z kolan.

Polecam obejrzeć ten film. Jest świeży, zabawny i zaskakujący. Każdy aktor w swojej roli jest znakomity.

Nie ma to jak dobrze rozpocząć tydzień :)

10 nieusuwalnych trojanów na moim smartfonie nie jest w stanie zepsuć mi dnia ;) Powiadomił mnie o tym nowy program antywirusowy.

 

22:44, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 marca 2018

O pijakach miałam napisać dawno. Miałam w rodzinie wielu, więc znam problem z obserwacji.

Wydarzyły się ostatnio 3 rzeczy, które zmusiły mnie do napisania tego co poniżej. Już. Teraz.

Po pierwsze: występ Justina Timberlake'a na Super Bowl.

Wykorzystał Prince'a. Wszyscy wiedzą, że Prince występy żywych ze zmarłymi uważał za demoniczne i był temu przeciwny. Dostaliśmy pokaz pogardy dla zmarłego artysty. Dlaczego nie wziął sobie Bowiego? Jeszcze zawłaszczył sobie fiolet, kolor kojarzony z Princem. Fiolet to błękit – oddanie i czerwień – siła krwi. Szyderstwo. Skopiował wszystko, prócz talentu. Kto mu to podpowiedział? Kto szeptał do uszka?

Po drugie: Przeczytałam art. w gazecie, że Robbie Williams ma problemy ze zdrowiem. Odwołał trasę koncertową, bo lekarze wykryli u niego nieprawidłowości w pracy mózgu. W 2007 r. „odmienił” swoje życie, ożenił się, ma 2 dzieci, poszedł na odwyk. Przez alkohol rozpadł się jego zespół Take That, potem dzięki alkoholowi zaczął karierę solową. Wychodzi na prostą i zachorował.

Po trzecie: w tramwaju usłyszałam rozmowę 2 młodych ludzi. Opowiadali jak to idą do pracy i są sprawdzani. Chwalił się jeden, że po wypiciu kilku piw na bramce go przepuścili do pracy, a kolegę, który był „wczorajszy” nie. To powód do dumy, żeby pracować na taśmie nietrzeźwym. System jednak nie działa zbyt dobrze. Nie wiedziałam, że badają pracowników alkomatem, czy czymś innym. Zawsze prześlizgnie się jakiś cwaniak.

O kredycie alkoholowym przeczytałam w 2013 roku w książkach Zelanda o transerfingu.

Na forum usiłowałam to rozkminić, bo nie mogłam zrozumieć na czym polega ten kredyt. Odpowiedź znałam już dawno. Tylko o tym zapomniałam.

Moja mama miała 2 młodsze siostry, które piły. Gdy przejeżdżali to jako dziecko śmiać mi się chciało jak sprytnie ukrywały swoje picie. W różnych miejscach miały pochowane butelki, potem puszki. Na pytanie czy piły, kłamały w żywe oczy przysięgając na wszystko. Śmiać mi się chciało, że one dorosłe bały się mojego ojca. W domu był barek wypełniony po brzegi. Ale piło się okazjonalnie, czasem po 1 kieliszku, na rozgrzewkę. A one chciałyby opróżnić wszystko w kilka godzin. Widziałam, że zachowywały się jak opętane, jakby coś im kazało pić i robić złe rzeczy. Nauczyłam się, że pijacy zawsze kłamią, nie można im ufać gdy mówią, że to ostatni raz itd. Potem wiele razy ostrzegałam znajome, ale każdy musi sam się przekonać, albo nosić swój krzyż.

Potem po maturze spotkaliśmy się z kolegami na prywatce w wakacje. Wszyscy zdaliśmy na studia i było co świętować. Wszyscy piliśmy, niektórzy na umór, do zatracenia. Na drugi dzień dowiedziałam się, że jeden kolega powiesił się. Pokłócił się z dziewczyną, wyszedł wcześniej, a w domu skończył ze sobą.

Potem miałam męża, który wychodził wyrzucić śmieci, a wracał po 3 dniach. Spotkał kolegę i poszedł na imprezę. W domu nigdy nie pił, ale z kolegami często. Gdy pierwszy raz nas okradli, świętowaliśmy Wielkanoc. Był alkohol. Pojechaliśmy do domu. A mąż już wypity otworzył lodówkę i dopił ćwiartkę wódki. Nie było z nim kontaktu i ja musiałam z policjantami gonić taksówkę z fantami. Odzyskałam tv i koc, reszta przepadła. Policjant powiedział, że szkoda, że mój mąż się upił, bo on wie, gdzie złodzieje schowali łup. On nie może, ale my mogliśmy się tam włamać i odebrać co nasze. Potem Los wyrównał nasze krzywdy.

Dlaczego alkohol jest tak łatwo dostępny, a narkotyki są nielegalne? Szkodzą tak samo. Dobre pytanie, nie raz się zastanawialiśmy dlaczego tak jest.

Każdy pijak ma powód do picia. Moja ciotka w wieku 17 lat wyszła za mąż, a w wieku 19 lat została wdową z maleńkim dzieckiem. Kiedyś w kopalniach codziennie ktoś ginął, albo miał wypadek (jak mój tata). Druga ciotka w alkoholu topiła smutki po rozwodzie. Artyści piją, żeby ciągle być na fali, piją ze strachu, że mogą stracić popularność, piją, żeby nie patrzeć na siebie w lustrze, żeby nic nie czuć.

Indianie Lakoci nauczyli się pić z ciekawości (art. Duży Format 12.02.2018). W rezerwacie w 1 osadzie jest zameldowanych 14 mieszkańców i mają 4 sklepy z wódką. Piją, żeby zabić czas, poczucie beznadziei, brak celu w życiu, żeby nie słyszeć przodków. Był świetnym środkiem płatniczym w czasach eksterminacji, czyli kolonizacji Dzikiego Zachodu.

Alkoholizm to nie choroba. Nie można pójść na zwolnienie lekarskie i można za pijaństwo zostać zwolnionym z pracy dyscyplinarnie. Nie jest to choroba, bo nie każdy na nią zachoruje. Warunek konieczny to picie na umór. Nie można się litować nad pijakiem, to nic nie pomoże. Musi on sam spłacić swój kredyt alkoholowy.

W zeszłym roku policja zatrzymała aktora Shia La Beouf za zakłócanie i prowadzenie po pijaku.

Jego prawnik stwierdził, że Shia nie jest alkoholikiem, bo nie ma niekontrolowanego pragnienia picia. Aktor ma problem, bo gdy zacznie pić, to nie może przestać. Kuriozum. Można zajrzeć tu shia-labeouf-not-alcoholic

 

Można powiedzieć, że alkohol to pierwszy stopień do piekła.

Od niego zaczyna się degradacja człowieka, jak wpadnie w szpony nałogu. Potem kolejne używki. To określenie wiele wyjaśnia.

Steiner wykładał, że

...poprzez alkohol przyjmujemy do naszego organizmu coś, co z innego kierunku działa tak, jak ego działa na krew. Oznacza to, że spożywając alkohol, bierzemy w siebie opozycyjne ego, które jest bezpośrednim przeciwnikiem uczynków naszego duchowego ego.Alkohol nie dopuszcza do działania własnego ego, czyniąc go niewolnikiem.

Pijący alkohol oddala się od Boga i duchowości. Kto podąża ścieżką rozwoju duchowego, a pije, nie dosięga wyższych światów, a brodzi w rynsztoku.

Słynny jego cytat: “Spożywanie alkoholu przygotowuje żyzną glebę dla zastępów istot duchowych, tak jak brudny pokój wypełnia się muchami.” Świetnie to ujął.

Gdy pijesz często i do upadłego wpadasz w szpony demona. Demon nie potrzebuje zaproszenia, bo zaproszeniem jest picie.


Każdy pijak ma w sobie demona. Łatwo to sprawdzić. Osoba taka jest wesoła, nadaktywna, czarująca, wszyscy ją lubią, sprawia wrażenie, że osiąga co chce.

Moje ciotki były bardzo fajne, wesołe, lubiane. Jedna doskonale gotowała, choć się tego nigdy nie uczyła. Kolega z liceum nie uczył się dobrze, ale nauczyciele go lubili i zawsze zdawał. My też go lubiliśmy i zapraszaliśmy na wszystkie imprezy. Przyjaciel mojego ex również miał charyzmę, niczego się nie bał, mógł wszystko. Często zachowywał się ryzykownie, ale wygrywał.

Tak zadomawia się demon. Początek zawsze jest dobry, niczego złego się nie spodziewamy.

Jest ogromny nacisk na propagowanie picia.

 


Takie sklepy w moim mieście są co 500 m. Wszystkie oferują alkohole na każdą kieszeń. W każdym filmie pije się dla uczczenia czegoś, żeby się odstresować, żeby zasnąć, żeby zapomnieć. Piją artyści, sportowcy i zwykli ludzie.

W każdym teledysku się pije. Butelki i puszki są wszędzie, często w tle. Pijacy są nietykalni, wszyscy ich omijają. Tak chroni demon.

Prawdziwe oblicze demona można zobaczyć jeśli zrobi się coś co go wkurzy.


Wylewanie do zlewu jest dobrą okazją do zobaczenia prawdziwej twarzy demona. Szczerze tego nie polecam, bo można stracić życie.

 

Każdy pijak już jest martwy. Ale jeszcze o tym nie wie.

W serialu Lost (kilka odcinków przed końcem) jest taka scena, w której Sawyer siedzi w domku i pije. Wchodzi John Locke (wiadomo kim się stał ;)). A Sawyer mówi, że jest już martwy. Świetna scena. Zapamiętałam.


O śmierci od alkoholu mówi też Jezus. Każdy zna jego pierwszy cud gdy został zaproszony na wesele w Kanie Galilejskiej. Oczywiście, dodatkowi goście to zabrakło wina, ale nie jedzenia. Przez matkę Jezus musiał coś zaradzić, ale nie był zadowolony. Wesele to nie impreza składkowa. I tak Jezus odpowiada:

Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?”.

To stwierdzenie aż bije po oczach. Powinno to zniechęcić każdego wierzącego do picia, a księża piją codziennie na oczach wiernych udając, że piją krew.

Jezus przemienił wodę w wino. Dla niego to łatwe. Woda była świeżo czerpana z rzeki, a więc była żywa. Podpici biesiadnicy nie zauważyliby różnicy gdyby pili wodę. Na tej zasadzie chrzczą drinki w knajpach. Klient płaci za alkohol, a dostaje coś rozcieńczonego.

Jakiś badacz Biblii opisał to zdarzenie tak: Skromna woda ujrzała swego Boga i zarumieniła się. Piękne :)

Dlaczego alkohol kojarzy się ze śmiercią? Wiedział to Jezus i Sawyer. Bo to kredyt, który trzeba zapłacić. I nie chodzi tu o kaca, tylko o usługi demona. Alkohol łamie hamulce. Artysta pijak robi różne rzeczy, które podpowiada mu demon. Obnażanie się na scenie to znak rozpoznawczy demona. Robił to Robbie Wiliams, Bennington, Prince, Amy Winehouse, Robin Williams, Jim Morrison i wielu innych. Artysta z demonem śpiewa o śmierci, o Lucyferze lub Lucy, o demonach, o zatraceniu.

Tu link do utworu The Doors - The End. Tekst w opisie.

https://www.youtube.com/watch?v=96dBUaKfp_g

Wszyscy są bardzo atrakcyjni, ale do czasu. Do czasu spłaty kredytu alkoholowego. Zwykle następuje to gdy człowiek się najmniej tego spodziewa.

Najpierw rozpada się rodzina, związki, praca, przyjaciele odchodzą. Potem odwyk czy odtrucie. Gdy człowiek wychodzi na prostą, układa sobie życie na nowo, to następuje zwrot długu z odsetkami. Dłużnik po prostu umiera w nieodpowiednim momencie.


Praca demona polega na szeptaniu do ucha rad, żeby być wspaniałym. Potem szepcze inne rzeczy. Namawia np. do gonienia pociągu – na pewno zdążysz. Człowiek nie myśli racjonalnie. W końcu słuchanie demona przynosiło spektakularne sukcesy. Taka rola demona, najpierw cię zwodzi i zawsze kłamie. Często namawia do ekstremalnych zachowań. Np. skocz z 10 piętra, zabij przypadkową osobę, powiedz coś co zaboli, zrób sobie selfie na klifie, możesz wszystko. Na początku pijakom się udaje. A potem przychodzi czas zapłaty.

Nie da się go oszukać czy przechytrzyć. Zawsze wygrywa.

Pijacy wiedzą, że to w alkoholu jest zło. A cola tylko ma to osłodzić. ;)

 

Śmierć może być niezrozumiała. Jest trup, a nie ma powodu śmierci. Demon może wydać polecenie i dłużnik nie budzi się rano. Niczego nie biorąc. Może też umierać w męczarniach jak Stalin. Relacja tu smierc stalina . Kto wrażliwy, niech nie czyta. Ostrzegam.

 

To nie bajka. Demony istnieją, nawet gdy się w nie nie wierzy.

Demon alkoholu zbiera żniwo nieustannie i poluje na następne ofiary. Nie musi się specjalnie wysilać.

A potem spłacaj zaciągnięty kredyt. Umrzyj przed czasem. Znienacka.

Zastanów się, czy dasz sobie z nim radę. Lepiej nie zaczynaj pić.

 

23:25, bajka107
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lutego 2018

Równowaga w życiu jest ważna. Gdy miną dni, w których zajmuję się tylko pracą, muszę zająć się czymś zupełnie innym. Dla zdrowia psychicznego.

Nie mam co czytać. Szukam czegoś ciekawego, ale stałam się wybredna.

Szkoda mi czasu na czytanie książek, które niczego w moje życie nie wnoszą. Nie czytam kolejnych wersji kopciuszka, nie czytam kryminałów, bo wiadomo jak się skończą. Reportaże czytam w wersji gazetowej, czyli krótkiej. Mogłabym czytać biografie, ale one zwykle są podrasowane. O niektórych nie wypada pisać prawdy, choć są niezbite dowody na pewne wydarzenia. Mamy takie czasy, że każdy może napisać książkę i ją wydać. Tylko, że ja nie czuję potrzeby czytania czegoś takiego. Na stos.

W oczekiwaniu na coś ciekawego zrobiłam kilka zakładek. Fajnych ;)



W moich książkach siedziały proste zakładki, sztywne, prostokątne, często jakieś stare widokówki. A teraz znalazłam coś ciekawego. I wróciłam do starej literatury. Na początek Imię róży. W oczekiwaniu.

Ze strony http://krokotak.com/?s=bookmarks można sobie wydrukować i pokolorować.

Kocham ludzi, którzy upiększają moją rzeczywistość. :)

Nie kocham ludzi, którzy czują nienawiść.

Dzisiaj w piekarni usłyszałam jak facet mówi, że nienawidzi zimy, że to najgorsza pora roku. Jakby mógł, to by wyjechał do ciepłych krajów.

Ludzie sami sobie szkodzą. W pełni zasługują na to co ich spotyka, a zwłaszcza na choroby. Hodują w sobie nienawiść.

Dziwaczne jest nienawidzenie pogody.

 

Rzeczy są jakie są i takie pozostaną. - Oskar Wilde.


Zimą jest zimno, a latem jest ciepło. Jesteśmy szczęściarzami, że mamy 4 pory roku. Na Florydzie jest nudno, bo ciągle jest ciepło, a na Islandii ciągle jest zimno. U nas jest pięknie. Wystarczy się odpowiednio ubierać i żyć w zgodzie z naturalnymi przemianami. Zimą jest idealny czas na zwolnienie, wyhamowanie. Dziwi mnie, że ludzie kupują teraz rzodkiewki i pomidory. To nie jest dobre w tym czasie. Zachowaj odpowiedni rytm, a będziesz żył długo w dobrym zdrowiu.

W Chiński Nowy Rok posiałam paprykę. Czerwona szybko została zjedzona. Została żółta i zielona. Nasionka poszły do ziemi i zostały podlane i przykryte pojemnikiem po kiwi. Zakleiłam tylko dziurki. A dzisiaj po 12 dniach zauważyłam pojawienie się roślinek.

 

Tylko w jednym pojemniku. To żółta papryka. Zielona jeszcze nie wzeszła. Nie oczekuję owoców. Niczego nie oczekuję. Niech sobie rośnie w ciepełku.

 




23:20, bajka107
Link Komentarze (2) »
środa, 21 lutego 2018

Czuję się świetnie. Bez powodu. Nie ćwiczę, źle się odżywiam, piję kawę i mało sypiam. A jednak moje samopoczucie jest znakomite. Od czego to zależy?

Inni robią wszystko dobrze, a mają depresję, a ja nic dobrze nie robię, a ogarnęło mnie szczęście. Samo z siebie. Na pewno to zasługa powietrza i słońca.

W powietrzu czuję nadchodzącą wiosnę. Jest inne niż zimowe. Nie musi być ciepło, ale są wyższe wibracje. Optymizm rozchodzi się wokół. Chce się żyć.

Wiedzą o tym rośliny. Mają wyczucie kiedy wypuścić młode listki. Są mądre, albo reagują na światło.

Drzewa są jeszcze bez liści. Nic nie mówią.

Czy my na pewno wiemy czym jest słońce? Naukowcy obserwują je, ale zupełnie nie umieją interpretować tego co widzą. Boją się gdy słońce jest mało aktywne i boją się jak są rozbłyski czy burze magnetyczne. Nie mają pojęcia jaki to ma wpływ na ludzi.

Słońce ma na nas dobry wpływ. Daje nam światło i życie. Im dłuższy dzień, tym ludzie dłużej są aktywni. Chce im się więcej, więcej mogą i nie są zmęczeni. Przynajmniej w naszym klimacie. Jesteśmy szczęściarzami, bo mamy 4 pory roku. Inni mają tylko lato lub zimę. U nas nie jest nudno.

Dzisiejszy dzień był słoneczny i noc bezchmurna. Wszystkie gwiazdozbiory są dobrze widoczne.

Najbardziej lubię bliźniaków, którzy są widoczni od wschodniego nieba do północnego, przez całą noc. Pollux świeci mocniej i dlatego dostał takie imię. Lux to przecież światło.

Ziemia jest dobrze oświetlona w dzień i w nocy.

Oprócz Pudelka i tmz czytam m.in. bankiera.

Dzisiejsza informacja o tym to-warto-wiedziec-dzis-rano też wprawia w dobry nastrój.

1990 - Na Dolnym Śląsku temperatura osiągnęła najwyższą wartość w lutym w historii pomiarów. We Wrocławiu i w Legnicy zanotowano +19,7 °C, w Jeleniej Górze +19,5 °C, w Zielonej Górze +19,0 °C.

28 lat temu było bardzo ciepło. Teraz może być podobnie, bo u mnie jest powyżej zera.

W przychodni znowu nie było nikogo. To gdzie są chorzy i umierający? Czy to możliwe, że w jednym miejscu są tak różne zjawiska? A może światy zachodzą na siebie. Zaklinanie rzeczywistości niektórym nie wychodzi. Idzie wiosna.

Nic nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi.

Czego życzę każdemu.

Nawet tym co nic nie czują. ;)

 

23:42, bajka107
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 lutego 2018

Właśnie mija pierwszy dzień chińskiego nowego roku. U nas zaczął się wczoraj po 22, czyli po nowiu.


Wczorajszy dzień był dla mnie beznadziejny. Pokłóciłam się z klientem i dwa razy rzuciłam pracę. Potem kupiłam ładne prezenty. Odpuściłam. Przeszło mi. Świat wszystko naprawił.

A dziś był piękny słoneczny dzień, ptaki ćwierkały i pachnie już inaczej. Ok. 20 ktoś puścił fajerwerki, chyba mu zostały z naszego nowego roku. Idealnie się wpisały w dzisiejsze święto. Trzeba wystraszyć złe duchy. Nadszedł nowy czas. Wiosna. Księżyca przybywa.


W tym roku emocje ostygną. W naturze jest równowaga, po 2 latach ognia nadchodzą 2 lata ziemi, a potem 2 lata metalu. Jest czas na wszystko, po kolei. Jin – Yang.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.

Wchodzimy w czas ziemi (yang) i spraw przyziemnych. A czuwa nad tymi sprawami pies. Psy są inteligentne, fajne, sprawiedliwe i opiekują się swym panem. Na złodziei warczą i gryzą. Skoro one pilnują to my będziemy zajmować się sprawami bezpieczeństwa. Chciwość i ignorancja zostaną ujawnione. Obudzą się ruchy solidarnościowe z biednymi i głodnymi. Ruchy konserwatywne będą w ofensywie. Mamy już dość ognia, fermentu, głupich celebrytek, oczekujemy spokoju. Bo pies jest najbardziej konserwatywnym tradycjonalistą ze wszystkich znaków. Jest też niezależny i lojalny, można na nim polegać.

Ludzie będą mieć dość niusów, że garstka ma wszystkie pieniądze świata i zażąda sprawiedliwego podziału zasobów. Bo godne życie należy się każdemu. Marnotrawstwo i niepotrzebne wydatki będą piętnowane. Otworzą się ludzkie serca, bo pomaganie jest cool.

Ludzie będą bardziej dbać o swoich bliskich, starych i chorych. Bo pies jest współczujący.


Rodzina wysuwa się na pierwsze miejsce. Ważny będzie też dom jako miejsce dożycia. Wielu w tym roku zmieni mieszkanie, albo je ulepszy. Bo pies dba o swój dom. Powrócą też osoby z przeszłości, ludzie będą wracać do swoich korzeni. Dostaniesz na co zapracowałeś.

Energia ziemnego psa już zaczęła działać. Mamy komisję, która odkrywa prawdę o mafii mieszkaniowej. Jak każda komisja kreuje swoją gwiazdę. Jednak nie to jest ważne. Należy poszkodowanym ludziom zadośćuczynić. Nie wróci to życia zmarłym, ale teraz jest dobra pora by dostać to co zostało ukradzione. Ludzie walczcie o swoje pieniądze. Nie wystarczy, że oszuści zwrócą pieniądze, oni pójdą w odosobnienie.

Pójdzie lawina. Niech oszuści się boją, bo to dopiero początek. Już fala idzie np. takie przejecie ziemi

Kara nie ominie oszustów. Chyba, że urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą.

Jak O.J.Simpson.


Orenthal James Simpson (Jedynka i ognista świnia) w 1994 roku (rok drewnianego Psa) zabił swoją drugą żonę i jej znajomego. Jego pierwsza żona utopiła się w basenie. To ciekawy człowiek. Jako Jedynka świetnie się realizował. Najpierw jako bejsbolista, potem jako aktor (Korzenie, Naga broń i in.). Był zauważalny, a jako ognista świnia był lubiany. Swój temperament realizował w domu bijąc żonę. Miał wszystko i wszystko było mu wolno. Zero pokory. I został przestępcą. Proces śledzili ludzie na całym świecie. Został uniewinniony, bo jego prawnicy postawili na dyskryminację. Potem napisał książkę, bo on musi być widoczny. Ludzie mu współczuli. Poszedł siedzieć na 33 lata za 12 przestępstw w 2008 roku (rok ziemnego Szczura). Po 9 latach miał możliwość wyjścia warunkowego i wyszedł na wolność (w 2017 wspierał go ogień od koguta). Teraz wypoczywa, codziennie gra w golfa, ludzie robią sobie z nim fotki. Celebryta, a nie przestępca. Plotkowano, że jest ojcem porno celebrytki, bo jego adwokatem był ojciec kilku porno celebrytek. Cały czas jest aktywny i obecny, a w lipcu skończy 71 lat. Oj ty Simpson ;) Zajmij się może w tym roku swoimi dziećmi i domem.

Jego historia pokazuje jak działa zodiak chiński. I jak mu sprzyjał.

W zodiaku chińskim jest 5 żywiołów i 12 znaków, czyli mamy 60 opcji.

Każdy żywioł powtarza się co 10 lat (5 x 2). Niżej świetny obrazek, bo pokazuje zależności między żywiołami. Każdy może sobie sprawdzić swój żywioł i jak będzie aspektowany. Czy ziemia go będzie wspierać czy niszczyć. Jak w życiu: są wygrani i przegrani. Sam sobie zrób prognozę na te 2 lata. Poznaj siebie.


Ogień tworzy ziemię, a ziemia tworzy metal. O.J. popełnił zbrodnie w roku ziemi, potem dostał wyrok w ziemi, a wyszedł w roku ognia (z urodzenia). W roku 2018 dużo zarobi. Pomysły ma, doświadczenie i kreatywność (jako Jedynka). I jako świnia jest lubiany, bo wszyscy lubią świnki za nic, nawet jak są przestępcami. (Musk też jest świnią, ale z metalu – fortuna i szczęście mu sprzyja, nadchodzi jego żywioł w 2020).

Drzewo rozsadza ziemię, a ziemia zasypuje - niszczy wodę. Dlatego będą powodzie. Pojawi się jeszcze więcej głębokich otworów w ziemi.

Ostatnio rok Ziemi był w 2008. Każdy pamięta ten rok, bo był niedawno.

W żywiole ziemi panował wtedy Szczur. Ziemia wypędziła wszystkie szczury z norek. Dziwnym trafem wybuchł, „spontanicznie”, kryzys związany z hipotekami (ziemia). Idealny czas na to.

Czasem wydaje mi się, że ważniejszy jest panujący żywioł niż sam znak – zwierzę. Znak panuje 1 rok, a żywioł dwa lata.

W tamtym roku wybuchały ruchy wolnościowe, ale krwawo tłumione (m.in. Tybet). Oczywiście spór był o miejsce do życia, o ziemię. Były trzęsienia ziemi i powodzie (Chiny, Jemen). Na Ukrainie zginęli górnicy w wyniku wybuchu metanu (pod ziemią).

Ujawniono w Austrii przestępstwa Fritzla, który w swoim domu prowadził prywatne więzienie. Nie była to oaza spokoju i bezpieczeństwa. Zadziałał żywioł ziemi i szczur, patron tamtego roku, został wygoniony z piwnicy.

We wrześniu 2008 zepsuł się CERN. Co oni tam robili pod ziemią, żeby nikt nie widział? Nie da się tam wejść, ale można popsuć. Na 14 miesięcy. Dalej coś tam kombinują, pod ziemią. Ziemia może się oczyścić sama, bez pomocy człowieka.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.

W tym roku będzie spokojniej, ale ziemia nie raz wstrząśnie, żeby zrzucić nieuczciwych ludzi. Gdy ziemia się trzęsie to niszczy, ale też może ujawnić stare artefakty. Bo przecież pies to tradycjonalista. Przeszłość może zostać ujawniona, odkopana. To dobry czas, żeby dowiedzieć się prawdy o przodkach. Archeolodzy niech kopią wszędzie.

Każdy znak w jakimś żywiole pojawia się co 60 lat. Rok Ziemnego Psa był 60 lat temu, czyli w 1958.

Pisałam już o nim tu 1958


Nie będę się powtarzać. Proszę przeczytać. Gorące sześćdziesiątki ;) Dla Chińczyków ważny jest rok urodzenia. Patrząc na energię sprzed 60 lat mogą w tym roku urodzić się popularne postaci. Wychodzi tu może nie spokój psa, co jego inteligencja. Psy wiedzą co robić w życiu i zgarnąć kasę na dom.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.

Od 10 lat straszy się nas wojnami. To tylko słowa i zaklinanie rzeczywistości. Wojny były i będą, bo ludzie na tym zarabiają. Jednak rok ziemnego psa nie sprzyja agresorom. Wszystko obróci się przeciwko nim.

Nie można bezkarnie krakać, korzystając z informacji z zaświatów. Stamtąd idzie uzależnienie, pycha i kłamstwa. Wiem bo kiedyś tam zaglądałam. To nam nie jest do niczego potrzebne. To inny świat, który karmi się niegodziwościami. A wojny to żniwa dla zła. Rok Ziemnego Psa to czas spokoju, upominania się o swoje, budowy domu i upiększania go, zacieśniania więzi rodzinnych. Jednak trzeba uważać, żeby nie stawiać spraw na ostrzu noża, bo można to przypłacić życiem. Wykorzystajmy inteligencję Psa, który zawsze coś tam sobie zakopie. Wykorzystajmy swoje zapomniane doświadczenia, wykorzystajmy starych znajomych, walczmy o swoje sposobem, a nie otwartą wojną, wyjmijmy Asa z rękawa. Może uchodźcy wrócą do siebie.

W roku 2030 czyli metalowego psa może być gorąco.

Historia lubi się powtarzać.

Nic dwa razy się nie zdarza.


Zwolnij trochę, zrelaksuj się i ciesz się życiem.

To w końcu Nowy Rok :)









23:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lutego 2018

Często w środę ok. 17 mam wrażenie, że to sobota. Zaplanowane sprawy robią się same i mam dodatkowe dni. A dzisiaj poczułam, że jest środa, a to dopiero poniedziałek. Musiałam się upewnić, że się mylę. Mam dwa dni wolnego ;)

Czy to jakaś choroba? Jakieś zaburzenia czasu i przestrzeni? Anomalia na pewno.

Naprawdę czuć wiosnę, choć rano prószył śnieg. Nieśmiało i zaraz wszystko stopniało. Widocznie też poczuł co idzie i że nie ma tu miejsca dla niego. Wiosnę poczuli pracownicy firmy, która reklamuje się, że „podniosą wszystko”. Zdejmowali dekoracje świąteczne. Rychło w czas. Powinni to zrobić na początku stycznia, przecież każdy dzień oświetlenia kosztuje. Ale przecież to z moich pieniędzy, a nie urzędników.

Na głównej ulicy miasta zatrzymała mnie menelka z prośbą o złotówkę. Potem kolejny menel prosił o rozmowę??? O czym mam z nim rozmawiać? Ciekawe, że tyle osób przechodziło, a oni wybrali właśnie mnie, specjalnie. Strażników nie ma, bo inni menele siedzieli na ławce i popijali. Czy gdy zrobię im fotkę to będzie naruszenie ich prywatności? Czy jeszcze mamy prywatność skoro na każdym skrzyżowaniu są kamery?

Jest taka kamienica, którą upodobali sobie „artyści”. Tę fotkę zrobiłam ponad rok temu.



Podobno to sztuka, a mnie skojarzyło się z puszczeniem pawia na ściany.

A dzisiaj zobaczyłam, że rzygi zniknęły i pojawiła się para. Chyba trochę włóczki zostało.


Facet na górze z pejczem, a na dole płacząca kobieta. Co to ma być?

Chyba nikt tam nie mieszka, bo ciekawe byłyby odczucia mieszkańców.

24 grudnia 2017 wykonano mural (czyli sztuka) w NY. Na stronie https://www.arthistorynews.com/list/5 jest post New York's giant penis mural January 3 2018. Proszę odnaleźć i przeczytać, jak się czuli ludzie z obrazem gigantycznego penisa na ścianie własnego domu. Jedyna możliwa odpowiedź – źle. Mural zamalowano, ale penis jest nadal, tylko pod spodem. A może go zeskrobano. Nie da się tego odzobaczyć, ale proszę new-york-art-penis-mural-carolina-falkholt

I to nie dlatego przyszła do nich extra zima. A może tak, żeby autorce ostudzić głowę.

Pojawił się teraz trend na świecie cenzurowania dzieł sztuki, które pokazują nagość.

Trzeba szybko robić fotki, żeby cokolwiek się uratowało.

Ponieważ mam 2 dni wolnego ;) to przejrzałam gazety, które dostałam hurtowo od mamy.Są coraz głupsze, oglądam tylko obrazki ;)

A ta fotka mnie rozbawiła :)))



Zagadka: jaka jest różnica wieku między modelką 20+ a 60+?

Dobry humor na cały tydzień. Dla wszystkich.

A w niedzielę impreza, więc pogoda będzie odpowiednia, zamówiona. Bez czapki. Bo to przecież wiosna idzie. Zresztą w czwartek będzie Nowy rok, więc proszę święcić ten dzień. Ale o tym w kolejnych dodatkowych dniach.

Miłego tygodnia :)




23:00, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018

Faworki dostałam wczoraj. Ja nie smażę. Robią to inni i mi dają. :)



Są pyszne. Odpowiednio usmażone na smalcu, kruche i chrupiące, cienkie, idealne. Zaczęliśmy jeść wczoraj, a dzisiaj szybko się skończyły. Trzeba było kupić pączki.

Niestety musiałam włączyć tv, bo było dla kogoś ważne głosowanie. Zupełnie się w tym nie orientuję. Jak można mieć wypieki na twarzy i obserwować przedstawienie. Nic nie znaczący urzędnicy siedzą i udają, że coś robią. Gdyby na sali siedziały chomiki to jaki byłby wynik? Zupełnie nie rozumiem jak można tym żyć. Dla darmowych faworków wszystko :)

Dzisiaj dowiedziałam się, że nie mieszkam już na ulicy poety tylko na ulicy pisarza. Sąsiad, który obwieścił mi tę nowinę będzie musiał wymienić dowód. Ja nie. Na razie nic się nie zmieniło, szyldy są stare, korespondencja dochodzi na stary adres, w bazach jeszcze nie ma zmiany. Czy nie można nazwać mojej ulicy np. Wesoła, Dobra, Zdrowa albo jakoś je ponumerować jak w NY. Nie daje się spokoju zmarłym, wyciągając ich na szyldy. To nie jest dla nich dobre.

Jeszcze załatwiłam sobie skierowanie na badania. Idzie wiosna, więc warto sprawdzić, czy wszystko OK. To najlepszy moment, bo po zimie może mi czegoś brakować. Dziwne, że nikogo nie było w przychodni. Podobno jest epidemia, ale ani ja, ani nikt z mojej rodziny i nikt ze znajomych nie choruje. Moja dzielnica też nie, skoro przychodnia jest pusta i lekarze czekają na pacjenta. Zima się kończy więc chorych nie będzie. Może ja mieszkam w dziwnym miejscu, enklawie?

Wczoraj równocześnie z polityką pokazywali Muska. Pijarowy spektakl! Jak można mówić dobrze o takim człowieku. Czy ludzie są ślepi i głupi? Czego on dokonał? Motoryzację skierował na ślepy tor, wracamy do XIX wieku. Czy ktoś opłacił marionetkowe rządy, żeby dofinansowywali projekt elektrycznych samochodów? W prasie pojawiają się peany nad jego działalnością. Kto im płaci za te bzdury?

Elektrycznej ciężarówki nie ma, samochody na autopilocie nie działają. Tunele buduje tradycyjnymi metodami i dla słoni, więc nie będzie spektakularnego sukcesu. Wypuszcza rakiety, które spadają, jak ostatnio zuma . Supertajna rakieta za miliard dolców (żeby tylko) wyparowała. Kolejna wystartowała (jak zwykle z opóźnieniem) i podobno leci. Czy sukcesem jest powrót części na ziemię? Wiadomo, że wysłanie tego czegoś ponownie na orbitę jest mało ekonomiczne, bo prawdopodobieństwo awarii wysokie. To się po prostu nie opłaca.

Ludzie rajcują się samochodem na orbicie. Jasne, że Musk zabiega o kontrakty rządowe, bo od nich kasa płynie szerokim strumieniem. Jak u nas, najlepsze fuchy są na ustawianych przetargach. Płacimy za to wszyscy.

Nic to, na biednego nie trafiło. On ma miliardy, a jego firmy generują gigantyczne straty. Nie żal mi inwestorów, czyli frajerów jak się kiedyś mówiło o takich co łatwo ich oszukać. Frajerzy mają za dużo kasy, więc niech ją palą. Musk ma prywatną firmę, w której pracują pracownicy Nasa. To jak u nas lekarze. Płacimy im prywatnie, by potem wykonywali zabiegi w państwowych szpitalach.

Jego firmy wyglądają jak obozy pracy. Podobno. Wystarczy ich zbajerować i kolesie pracują po 18 godzin na dobę za dziękuję. Wszelkie strajki są wyciszane. A Musk produkuje czapeczki po 20 dolców, albo miotacze ognia na zombi. Czy można takiego człowieka traktować poważnie? Ludzie pracują, a on się nocami bawi z panią Amber .

Cokolwiek obiecuje nie sprawdza się. Zysków nie ma, są opóźnienia, a frajerzy płacą. Ciekawe kiedy pęknie ta wydmuszka.

Są za to firmy, które pracują nad naprawdę ciekawymi pomysłami. I tam można inwestować, jak się ma za dużo pieniędzy. Po cichu dzieją się ważne rzeczy. Klakierom dziękujemy za Muska.

Czy on ma za zadanie odwracać nasza uwagę od czegoś?

 

23:07, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lutego 2018

Podobno na każde zadane pytanie jest już odpowiedź. Gdzieś.

Zadałam przedwczoraj pytanie: dlaczego młodzi ludzie chorują na choroby starych, zwłaszcza choruje wątroba i pęcherzyk żółciowy. Kiedyś trzeba było wielu lat, żeby wysiadła wątroba.

Na moje pytanie odpowiedź padła ponad 100 lat temu, na jednym z wykładów Rudolfa Steinera w 1909 roku.

Od jakiegoś czasu ciągle trafiam na jego teksty, cytaty. Nagabuje mnie, bo chyba to nie molestowanie. On nie żyje. Nie wiem, czy mam znowu zacząć czytać jego artykuły czy wykłady, to wtedy da mi spokój. Jestem podatna na wpływy, muszę być czujna. Dzisiaj na bazarku podpity sprzedawca namówił mnie na jakiś nieznany mi gatunek ziemniaków.

Zostało mi tylko 5 jego książek, ale w internecie jest tego o wiele więcej. Trzeba tylko dać do tłumaczenia. http://www.rsarchive.org


Lubię czytać stare teksty. Ludzie pisali, jak to czas szybko biegnie, przyśpiesza, jak to młodzi nie szanują starych. Fajne. Ciekawe co by powiedzieli teraz.

Na tym wykładzie Steiner powiedział, że rodzice w tamtym czasie, w ramach hartowania dzieci, ubierają je lekko, a ubrania sięgają do kolan, albo są jeszcze krótsze. Gdyby ich rodzice wiedzieli, że „to jest najlepsze przygotowanie do późniejszych ataków wyrostka robaczkowego, byliby bardziej troskliwi.” Potem jeszcze dodaje, że „pewnego dnia będą dosięgać tylko do brzucha – to będzie ich moda! Moda ma duży wpływ.” Jasnowidz.

Gdy Steiner był dzieckiem nosił długie spodnie i był ciepło ubrany, a chodził boso. Tych chorób było zdecydowanie mniej i nie u młodych ludzi.

Faktycznie, dwie dziewczyny nosiły się krótko, aż za bardzo i jeden chłopak często nosił spodnie do kolan. Ale przecież wszyscy tak chodzą, a nie chorują wszyscy. Żeby wystąpiła choroba wątroby trzeba mieć jeszcze złe myśli i osądzać ludzi. „Coś im leży na wątrobie” – tak się mówi. Kłania się tu brak wiary w siebie, złe mniemanie o sobie, bycie gorszym od innych itp.

A więc nie hartujmy się, bo nie na tym to polega. Bycie zahartowanym polega na przetrwaniu każdej pory roku w dobrej kondycji. Nie rozumiem jak ktoś mówi, że nie lubi gorąca, a ktoś inny, że nie lubi zimy. Oni nie są zahartowani. Zdrowy człowiek powinien być gotowy na każdą pogodę i powinien myśleć o sobie jak najlepiej.

Ciekawe, że odpowiedź przyszła tak szybko. Gdy człowiek nie buja się na wahadle polityki, albo ezoteryki (władza i pieniądze) to znajduje szybko wszystko co chce. Samo się znajduje.

Muszę się dowiedzieć co ten Steiner ode mnie chce.







23:34, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 lutego 2018

Skóra to torebka na kości i różności. Jest nam dane na całe życie, więc powinniśmy o nią dbać. To bardzo ciekawy organ. Ma największą powierzchnię i nie można jej przeszczepić innemu człowiekowi. Książka i film Czerwony smok to czysta fikcja. Seryjny morderca ze swych ofiar ściągał skórę, żeby stworzyć nowego siebie. To niemożliwe. W przypadku oparzeń czy ran można przeszczepić swoją skórę z innego miejsca. To jedyny sposób, na uzupełnienie braków.

Skóra odnawia się co 2-4 tygodnie, ale tylko jej wierzchnia warstwa. Mimo to na skórze pojawiają się plamy, które trudno usunąć i wybielić. Nie pomoże żaden peeling. Główne odżywianie skóry odbywa się od wewnątrz. Ale substancje odżywcze można też podać z zewnątrz. Bo skóra nie jest ceratą, a jest przepuszczalna. Każdy kiedyś się spocił i wie, że pot ma różny smak. Zwykle wychodzi na wierzch sól, a jak ktoś łyka dużo tabletek to wychodzą toksyny. Przez pory.


Najlepsze nawodnienie organizmu jest właśnie przez skórę. Dlatego nasi przodkowie się kąpali w wannach, a nie brali prysznic. I byli nawodnieni. A teraz każą pić wodę z butelek, a o obciążeniu nerek nikt nie wspomina. Kleopatra kąpała się w mleku i miodzie i wyglądała zjawiskowo. Mój życiowy błąd to wymiana wanny na prysznic. Już po roku tego żałowałam i tak mam do dziś. Muszę się chyba rozejrzeć za nowym idealnym lokum ;)

Wszystkie choroby skóry są związane z tym co jemy i co nakładamy na skórę. Rak skóry jest spowodowany niewłaściwymi kosmetykami. Kiedyś do programu tv zaproszono młodą osobę z wyleczonym rakiem skóry. Prowadząca stwierdziła, że to od opalania, a dziewczyna powiedziała, że ona się nie opala, bo nie lubi. Najwięcej chorych jest na północy Europy, najmniej w Afryce, czy w krajach śródziemnomorskich. Rolnicy na choroby skóry nie chorują.

Kilka lat temu przeczytałam ten artykuł pokarm-dla-skory Polecam :) Już nasi przodkowie wiedzieli, że przykładanie liścia kapusty na stawy, działa kojąco. Wiedzieli, że skóra jest przepuszczalna, a korzystne substancje dotrą do organizmu szybciej. Gdy mój syn był mały i miał gorączkę to wsadziliśmy go do wanny z chłodną wodą. Ulga była natychmiastowa. Organizm miał siły, żeby usunąć chorobę. Zawsze wolałam takie rozwiązania niż tabletki.

Przestałam martwić się cholesterolem. Okazuje się, że jest on głównym składnikiem skóry. Przeciętny 65 kg człowiek powinien mieć go 210 g. I taka kiedyś była norma. Za mało cholesterolu powoduje łysienie, łuszczycę i powstają narośla rakowe. Zanim zaczniesz zbijać cholesterol – pomyśl, obserwuj swój organizm.

Od tego dnia zaczęłam zwracać uwagę co nakładam na skórę. Zaczęłam od pomadek na usta. Od lat kupuję pomadki ochronne czysto naturalne, bo wszystko co na ustach znajdzie się w moim żołądku i czasami w żołądku faceta. Nie pamiętam, żebym miała postrzępione skórki warg. Szminki używam sporadycznie, błyszczyków wcale. Nie mam problemu z wyborem co ładne, a co dobre.

Wytworem skóry są włosy i paznokcie. One są martwe, a gdy je obcinamy to nas nie boli. Z tych wytworów można wyczytać stan zdrowia człowieka. Gdy ludzie dostają chemię to ich martwe włosy wypadają z cebulek. Gdy zmieniamy coś w swoim jedzeniu to na paznokciach pojawia się poprzeczny rowek. Włos z cebulką można zbadać na zawartość minerałów. To jest już oczywiste.

Gdy ktoś obgryza paznokcie, albo ma je chore, może ukryć przez doklejenie nowych, pięknych tipsów. Gdy włosy wypadają, można zrobić doczepy. Gdy skóra ma wypryski, można nałożyć kilkanaście warstw kosmetyków. Pod maską ich nie widać, ale choroba jest. Kosmetyki (pełne sls, pegów i kancerogennych acrylów) nie leczą. Pełno śmieci jest też pakowanych do produktów dla niemowląt i dzieci. Do dziś pamiętam jak przy myciu włosów szczypały mnie oczy. A nie powinny.

Przez te kilka lat krok po kroku zmieniałam kosmetyki. Skóra najpierw zachowywała się dziwnie, jak po odstawieniu. Potem było tylko lepiej. Z włosami było to samo. Stosuję farbę bez amoniaku, więc wynagradzam włosom dobrym szamponem i odżywkę. Włosy rosną jak szalone. Nauczyłam się siebie. Moje ulubione humektanty to siemię lniane i miód, i zawsze szukam tych produktów w składach (INCI). Nie nabieram się na produkty tylko udające naturalne. Nie działa na mnie żadna reklama w tym względzie. Modzie też nie ulegam, bo wiem co dobre dla mnie.

Nowe naturalne mydło do rąk spowodowało, że nie potrzebuję kremu. Odżywienie i nawilżenie mam z 1 produktu. To się opłaca, a skóra jest wdzięczna.

Każdy kiedyś wróci do naturalnych produktów, jedni wcześniej, inni gdy będą na chorobowym. Na pewno ci co chcą długo żyć.

Tydzień temu postanowiłam spróbować nowych kosmetyków. W ferworze spraw zawodowych kupiłam tylko to co się kończyło, bo kosmetyki naturalne mają krótki okres ważności. W czwartek zauważyłam na stronie, że w aptece blisko mojego domu będą dermokonsultacje, w godz. od … do. :) Mówisz – masz. Zawsze lepiej dotknąć, sprawdzić na skórze. I oczywiście na takich imprezach można wszystko kupić taniej.

Na piątek miałam kilka spraw. Uwinę się z nimi szybko, żeby zdążyć do apteki.

Rano czekałam na konieczne informacje do umów. Czekam i czekam, a czas płynie. Miałam godzinę „spóźnienia” zanim wyszłam z domu. Na przystanku dowiedziałam się, że był wypadek na mojej trasie. W tramwaj (którym mogłam jechać) wjechał samochód. Gdyby wyszła wcześniej musiałabym czekać godzinę na ulicy. Wygrałam :) Dostarczyłam umowy, potem jeszcze faktury, listy i inne. Potem pojechałam do ZUS. Zawsze jest kolejka. Wczoraj nie było nikogo!? Od razu podeszłam i zostawiłam zwolnienie lekarskie pracownika (24 lata). Coraz młodsi ludzie chorują i to na poważne choroby. Do 30-tki nie powinni, a chorują jak starzy. Zwykle są po operacji pęcherzyka żółciowego, mają kamienie w wątrobie, i sprawy ortopedyczne. Tak to jest, jak ludzie podążają za samozwańczymi ekspertami.

Wszystkie sprawy zawodowe załatwiłam szybko, zupełnie inaczej niż planowałam. Tym sposobem zdążyłam do apteki na czas. Przetestowałam na skórze różne preparaty i zakupiłam 5 produktów. Ponieważ to promocja za każdy produkt należała mi się pomadka. Były 4 rodzaje, więc powinnam wziąć 4 i 2 takie same. I dowiedziałam się, że 1 pomadkę ukradła wcześniej jakaś pani. Więc wzięłam tylko 4 pomadki. Wyrównałam brak. Żeby przełożony pomocnej dermatolożki jej nie ukarał. Zarabiam i mnie stać. Zyskałam pełno próbek, a z pomadek ucieszą się koleżanki. Przecież nie zużyję tyle w ciągu pół roku. A złodziejka co zyskała? Jedną pomadkę. Złodziejstwo jest nieuleczalne.


Moje plany zawsze realizują się w najlepszy dla mnie sposób. Wystarczy tylko zaplanować co się chce, a potem zostawić wszystko do realizacji Opatrzności.

Wieczorem błogosławiłam internet, bo miałam 2 sprawozdania do wysłania. Cały dzień byłam zajęta, więc wieczorem usiadłam do wypełniania. Biurokracja ma się doskonale. Urząd chce wiedzieć to co już wie, ale z kilku miejsc. Ale po co ma sam zbierać, lepiej obciążyć spółkę. Im ktoś lepiej prosperuje, zatrudnia więcej osób, to obciążeń jest więcej. Do północy się wyrobiłam. Kiedyś musiałabym jechać na całodobową pocztę. Kocham internet :)

Wczoraj był dzień świstaka. Amerykanie są przesądni. Od tylu lat pytają zwierzątko o pogodę. Mogli iść do wróżki, albo jasnowidza. Będzie jeszcze 6 tygodni zimy. To chyba u nich. U mnie dzisiaj czuć wiosnę.

Sobota to dzień podlewania kwiatów. Przy okazji umyłam wszystkie listki, żeby lepiej oddychały. Zauważyłam nowe pączki, więc idzie wiosna.

A potem z rozpędu umyłam okna, żeby lepiej widzieć nadchodzącą wiosnę. W grudniu dostałam myjkę Karchera WV2 Premium. Kto ma to wie, że myje się szybko. Umyłam w krótkim czasie 6 szyb z obu stron. Świeciło słońce, ale nie mogłam się powstrzymać. Lubię czyste szyby. Bo tak widzę świat. Oczekuję wiosny. A świstak niech zawija sreberka.

To były dobre dni :)

 


22:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 stycznia 2018

Dzisiejszy poranek spędziłam rozmawiając z przyjaciółką przez telefon. 2 godziny minęły szybko. Świadomy człowiek wie, że coś jest nie tak gdy córka zaczyna chorować na choroby matki. Córka widzi, że to choroba dziedziczna, a matka widzi, że córka przejęła od niej jej zachowania, poglądy, przekonania i zachowanie. Konieczna jest rozmowa wyjaśniająca. Bez tego nie ma uzdrowienia. Obie strony muszą tego chcieć, a to jest trudne.

Niektórym takie ciężkie rozmowy zabierają energię i mówią o wampirach energetycznych. Na mnie odwrotnie. Czułam się po tym naładowana, i zadowolona. Bo ja staram się znaleźć jakieś rozwiązanie. Wiem, że każdy jest inny i nie każdy umie zmieniać swoje myśli jak ja. Uświadomiły mi to przyjaciółki. Gdy dzwoni ktoś z problemem to zawsze staram się znaleźć rozwiązanie. Wtedy moje neurony się zapalają i grzeją szukając nowych połączeń. Moja podświadomość przypomina sobie różne podobne przypadki, wszystko co kiedyś przeczytała i mi podsuwa właściwe słowa. Po takiej pracy mózgu obie strony są zadowolone. Moja przyjaciółka uspokaja się, widzi sprawy takimi jakie są, bez oceniania, a potem kończy rozmowę: dobrze że cię mam. A ja jestem naładowana energią i mogę góry przenosić. To nielogiczne. Przecież jedna strona powinna brać a druga dawać. U mnie jest zupełnie inaczej. Obie strony korzystają. Nie boję się wampirów.

Wyszłam z domu, ale najpierw poszłam wyrzucić śmieci. Kto pierwszy wychodzi z domu wyrzuca śmieci. Idąc do śmietnika zauważyłam 17 latka z innego bloku, który szedł z psem na smyczy i w ręku niósł wyschniętą jemiołę. Wszedł do śmietnika i zaraz wyszedł. Za nim ja i widzę, że on tę roślinkę nie wrzucił do puszki tylko rzucił ją na ziemię, na środku. Każdy kto będzie tam wchodził będzie ją deptał. Co za człowiek. Można powiedzieć, że usuwa śmieci ze swojego domu, a śmieci w śmietniku.

 

Potem widzę, że jego pies załatwia się na trawniku, a właściciel patrzy, a potem idzie dalej. Nie miał torebki na odchody, zostawił je na trawniku. Zaczęłam się zastanawiać czy ja go nienawidzę czy czuje do niego pogardę. Wszyscy żyjemy w mieście, więc powinniśmy dbać o otoczenie. Ale tak nie jest. Nic nie czułam. Jak umrze to nie będę płakać. Ludzie, którzy krzywdzą innych szybciej się zwijają.

Mój mózg jeszcze pracował na wysokich obrotach.

Ciekawe, że koleś niósł właśnie jemiołę, o której Steiner mówił, że to roślina opóźniona w rozwoju.

Na każdym etapie ewolucji są istoty, które zostają w tyle – nie przechodzą do następnej klasy. W jemiole żyją rośliny-minerały, które nie mogą rosnąć w glebie mineralnej, ponieważ przyzwyczaiły się do gleby roślinno-mineralnej.Niedorozwój przecież nie jest zaraźliwy i nie przechodzi na człowieka. Chyba.

Pies i śmieci uruchomiły wspomnienie z podstawówki. Gdy byłam bardzo mała napadł mnie pies. Nic się nie stało, ale strach pozostał. Bałam się psów. Gdy jakikolwiek podbiegał do mnie, to stawałam nieruchomo jak sparaliżowana, z rękoma skrzyżowanymi na piersiach. Czekałam aż odejdzie.

Ze śmieciami w wiaderku trzeba było wychodzić. Gdy była moja kolej to najpierw wyglądałam przez okno, żeby sprawdzić czy nie biega jakiś pies. Potem szybko zbiegałam po schodach. Często zdarzało się, że nagle pojawiał się pies, więc się wycofywałam. I śmieci zaczęłam wyrzucać pod schody na poziomie piwnicy. Wszystko było OK, żaden pies mnie nie pożarł. Aż przyszła kiedyś dozorczyni i powiedziała, że ja wyrzucam śmieci pod schody. Na dowód przyniosła karteczkę z moim nazwiskiem i imieniem. To był czas, kiedy trenowałam swój podpis. Na myśl mi nie przyszło, że to może się kiedyś obrócić przeciw mnie. Nie dostałam lania. Gdy powiedziałam, że nie chce wyrzucać śmieci bo się boję psów, rodzice to zrozumieli. Uzgodniłam z siostrą, że to ona zawsze będzie wyrzucać śmieci, a ja będę zawsze obierać ziemniaki. Siostra była zadowolona, bo śmigała z wiaderkiem na dół i w górę, a ja w spokoju, choć dłużej obierałam ziemniaki.

Mimo spotkania rano podłego człowieka dzień był nad wyraz udany. W każdym sklepie spotykało mnie coś dobrego. A to uśmiechnięta młoda dziewczyna podała mi koszyk, zamiast odłożyć do stojaka. A to inna otworzyła mi drzwi i z uśmiechem dała mi wejść. Niby to zwykłe rzeczy, ale ja je doceniam, uśmiecham się, błogosławię tych ludzi.

Nie spodziewałam się, że koło południa dostanę jeszcze chleb. I znowu przyjemna niespodzianka. Ekspedientka wyciągnęła pół bochenka spod lady i pokroiła mi go. Klient za mną stwierdził, że ja ma chyba znajomości. Nie zamawiałam pieczywa, ale gdy robi się zakupy w tych samych sklepach to nawiązuje się nić. Jak w Hunie – nić aka. Ta nić jest najsilniejsza między członkami rodziny. Ale pojawia się też między osobami, które chociaż raz dotknęliśmy. Wtedy nasza nieświadomość może wysyłać sygnały co chcemy. Opłaca się tak postępować.

W tym tygodniu nie miałam ciekawych liczb na paragonach. Wczoraj to zauważyłam, zanim wszystkie wyrzuciłam. Jednak nie zawsze liczby mnie lubią. Za to dzisiaj kupowałam 2 kosmetyki i dostałam ciekawe liczby: kwotę zakupów i godzinę. I jeszcze rabat 5 zł, niespodziewany. Jednak liczby mnie lubią ;) Jak każdego. Gdyby każdy zwracał na to uwagę, to by trafiał jak ja co jakiś czas coś ciekawego. Wystarczy uważność.


Każdy dzień można podsumować. Jeden zły człowiek i kilkunastu dobrych. Zawsze tak jest.

Bo, jak śpiewał poeta Czesław Niemen – dobrych ludzi jest więcej.

 

 

23:15, bajka107
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 stycznia 2018

Żaden człowiek nie może żyć bez planu. Gdy wstaje rano musi wiedzieć kim jest i jakie ma obowiązki, jakie plany. Gdy tego nie ma to chyba nie żyje. Działanie trzyma nas przy życiu. Gdy nie masz nic do roboty to się połóż, patrz w sufit i użalaj się nad sobą. Nie masz świadomości swojej boskiej istoty, więc leżysz czy siedzisz i marnujesz czas.

Każdy ma spadek energii, u mnie trwa to najwyżej godzinę. Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia, a życie płynie w jedną stronę. Jak mogłabym sobie spojrzeć w oczy po drugiej stronie.

Ja planuję zwykle na tydzień naprzód. Zawodowo mam pewne terminy, których nie mogę nie dotrzymać. I to mam zapisane w kalendarzu na biurku. Wszystkie rzeczy mam rozpisane w kalendarzu, który noszę w torebce. Kiedyś miałam A4, ale ciężko było jeszcze coś zmieścić. Do dzisiaj powinnam być bardzo zajęta, a ja ze wszystkim uporałam się do wtorku. Mam dużo energii, bo nie zajmuje się bzdetami. Na piątek miałam zaplanowane sprawy zaległe. Ale postanowiłam zrobić je dzień wcześniej. Co masz zrobić jutro zrób dziś ;)


Najważniejsze to wysłać list, wymienić walutę i kupić kosmetyki, które zawsze wychodzą mi równocześnie.

Rano ustaliłam kolejność: poczta, kosmetyki, kantor, bazar. Pocztę mam najbliżej i to w końcu ważne.

Wyszłam z domu i akurat podjechał tramwaj. Jestem elastyczna, nie ma przypadków. Wsiadłam i pojechałam do kantoru. Od 3 miesięcy miałam zamiar wymienić walutę, bo jej ważność kończy się 28 lutego. Ale czekałam na korzystny kurs, czyli do 4,70. I dziś rano taka właśnie była cena, sprawdziłam w apce. Gdy sprzedałam walutę, okazało się, że cena wymiany była 4,72. Niespodzianka. I jeszcze się okazało, że dziś w sieci tych kantorów ostatni dzień skupowania tych nominałów. Ja to mam szczęście. Dostałam więcej niż się spodziewałam (choć to tylko 0,02, dziękuję:) i nie musiałam szukać innych kantorów.

Z kantoru miałam blisko na bazar. Ale po drodze była poczta. Najgorsza w całym mieście. Tam były najdłuższe kolejki i niemiła obsługa. Kto mieszkał w tym rejonie (jak ja dawno temu) to miał przerąbane. Miałam nie wchodzić, ale coś mnie pchnęło. Weszłam, a tam wszystko przerobione. Z ogromnej hali zostało małe pomieszczenie z 4 okienkami, oczywiście uniwersalnymi. Nie było numerków elektronicznych. Kolejek nie było. Podeszłam do jednego okienka, a do okienka obok poszedł starszy pan, który przyszedł za mną. Ja szybko zostałam załatwiona, bo miałam już naklejony znaczek. Gdy odchodziłam i zapinałam torebkę usłyszałam, że kasjerka mówi do tego starszego pana, żeby poszedł do koleżanki. On już wyjął z torebki foliowej wszystkie książeczki opłat, a ta mu każe iść obok. On najpierw nie dosłyszał. A tamta znowu: niech pan idzie do koleżanki obok. Zapytał: dlaczego. A kasjerka: bo ja muszę coś zrobić. Nawet nie powiedziała co będzie robić w godzinach pracy. Pan zebrał wszystko i poszedł do mojego okienka. Wyszłam. Jak można traktować ludzi jak śmiecie. Paniusi nie chciało się obsługiwać, więc przegoniła klienta. A więc nic się nie zmieniło przez kilkadziesiąt lat. Niby nowe miejsce, ale ludzie ci sami. Pomyślałam, że tylko kobiety mogą być takie podłe.

Poszłam na rynek. Dziwny dzień na zakupy warzyw. A jednak handlarze byli. Kupiła wszystko co zaplanowałam. Lubię kłaść bilon na duże, twarde i czarne od ziemi dłonie. Od razu widać, że to nie miastowi. Pan nigdy nie używał kremu, ani dobrego mydła. I nie będzie. Takim ludziom coraz ciężej zrozumieć ten świat. A żyć trzeba.

Dziwnym trafem 3 sprawy załatwiłam szybko i zupełnie nie tak jak zaplanowałam. Pojechałam z powrotem po kosmetyki. Za farbę do włosów zapłaciłam 7 zł taniej niż zwykła cena. Ja to mam szczęście. Potem przechodząc obok apteki pomyślałam, że zapytam o linie kosmetyków, które miałam zamówić przez internet. Młody farmaceuta zapytał co chcę. Powiedziałam, a on zagląda w komputer i mówi w której aptece są te kosmetyki. Dał mi nawet wykaz aptek i adresy na kartoniku. Szybko się przekonałam, że faceci lepiej obsługują niż stare kobiety, nie są podli. Nie zostawiłam u niego kasy, a jednak był uprzejmy i pomocny.

Apteka – drogeria była rzut beretem, więc kupiłam od razu kolejne kosmetyki, które miałam zamówić i czekać na nie kilka dni. Wszystko z kalendarza załatwiłam w 2 godziny.

Więc jutro mam wolne ;)

I tak mam zawsze.

Wiem co chcę zrobić w danym tygodniu, a potem po wyjściu z domu zdaję się na nieświadome działanie. Jestem jakby prowadzona i nie stawiam oporu. I zawsze dobrze na tym wychodzę. Po prostu świadomie stawiam cele, a one nieświadomie się realizują w najlepszy sposób. Nie jestem zmęczona, choć przecież spotykam złych ludzi działających jak krwiożercze wahadła. Wszystko płynie jak wiatr i woda, feng shui. Wystarczy się temu poddać, być uważnym na znaki.

Czy życie nie byłoby piękniejsze i łatwiejsze gdyby każdy dobrze wykonywał swoją pracę.

Cały dzień był pochmurny. Na chwilę wyszło słoneczko zobaczyć mnie. Ale było jasno, świetliście, choć śnieg już spłynął. Szare ulice, a atmosfera radosna. Nie wiem jak to wytłumaczyć. To jakby światło z innego świata, w którym nie było chmur. Takie tam przenikanie. Nie ma innego wytłumaczenia.

Gdy pojedynczy człowiek jest silny i nieporuszony, rodzina prosperuje;

gdy rodzina prosperuje, wioska jest szczęśliwa;

gdy wioska jest szczęśliwa, kraj jest bezpieczny i silny;

gdy kraje są silne i bezpieczne, świat jest pełen pokory i szacunku, życzliwości i pokoju.”

Tak nauczał Sathya Sai Baba w lipcu 1968 roku.

Świat wokół nas jest zależny od nas samych. My tworzymy sobie rzeczywistość.

Teraz naucza się nas oceniać innych, szydzić, szukać kogoś słabszego komu można dowalić, straszy się wojną, puszcza filmy katastroficzne na okrągło. Tak zasiewa się ziarno zła.

Dla tych świat będzie ciemny i ponury, nawet jak będzie słoneczko.

Przysłowie na dziś:

Na Świętego Pawła, połowa zimy przepadła.”

A na niebie znakomicie widoczni Kastor i Pollux. Kastor zawsze mniej „świecący”. Bliźniacy, a jednak inni.

Piszę już plan na następny tydzień.

 

23:05, bajka107
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 stycznia 2018

Wrócę do ubiegłego piątku (19.01). Dzień wcześniej umawiałam się z nowym menadżerem. Powiedziałam, że odpowiada mi każda godzina, dostosuję się. A on na to, że pasuje mu 8-9 rano. Nie znamy się, bo wiedziałby, że ja jeszcze o tej porze śpię. Ale cóż. Powiedziałam to mam. Wybrałam 9. Oczywiście nie zdążyłam rano wypić kawy, szybko się ubrałam i poszłam. O 10 byłam wolna. Cóż można zrobić z tak wcześnie rozpoczętym dniem? Po chwili zadzwoniła koleżanka i prosiła o spotkanie. Zwykle przed 20-tym robię się nerwowa i nie spotykam się na pogaduszki. Ale przecież mam czas, zaoszczędziłam na śnie :)

Spotkałyśmy się. Była zestresowana. I od razu zapytała co ja sądzę o mrozach w Stanach, czy to nie karma? Ona ma siostrę w Stanach i ciągle rozmawiają. Zwykle Polacy mieszkający za granicą są inni od miejscowych. Mają inne wyobrażenia co się u nas dzieje, czują też nostalgię. Dlatego wielu po latach tu wraca. Kiedyś uległam stereotypowi i uważałam, że jak się ma kogoś za granicą to jest się bogatszym. Gdy poznałyśmy się bliżej to już wiedziałam, że to nieprawda. Siostra ma 2 domy, jeden w NY, drugi na Florydzie. (Stąd następnej nocy miałam sen w NY). U nich to normalne, nie jest to wyznacznikiem bogactwa. Nie wiem dlaczego akurat wini karmę o mróz. Czyżby miała poczucie winy (w imieniu kraju w którym żyje), że oczekuje kary? Bo większość ludzi uważa, że karma to kara za grzechy. I ja w to nie wierzę. Nie ma zapłaty za zło, które się wyrządza. Jest prawo przyczyny i skutku, ale ten skutek nie zawsze jesteśmy w stanie powiązać z faktyczną przyczyną.

Wiadomo, że Amerykanie kombinują z pogodą. Testują daleko od swoich granic różne urządzenia, chemię i nowe technologie. Ludzie o tym wiedzą, a niektórzy się boją. Gdy słyszymy o globalnym ocipieniu, a mamy mróz to rodzą się pytania: jak to naprawdę jest.

Jest jak ma być. Ja akurat jestem spokojna. Jest jakaś siła, która pilnuje, żeby wszystko wydarzało się jak jest zaplanowane w tym świecie. Nie oczekuję, że ktoś zapłaci za swoje winy. To jego życie.


Oczywiście najazd na Niemcy jest też tak odbierany. Niemcy zniszczyli pół Europy to teraz za to płacą, ich też zniszczą zaproszeni „uchodźcy”.

Ostatnio czytałam art. w GW, Duży Format z 20.11.2017. Mój ojciec codziennie kupuje tę gazetę i przynosi mi wszystkie dodatki. Dlatego czytam z opóźnieniem. Art. jest o Sierotach dla pedofilów. Jest taka wyspa Jersey u wybrzeży Francji, na której działała zorganizowana siatka przestępcza. Udostępniano dzieci z sierocińca pedofilom. A wśród nich był pedofil potwór J.Savile, gwiazda tv i premier w latach 1970-74. Ofiary płacą za horror do dziś. Były próby samobójcze, depresja, zniszczone życie. Jedna z ofiar powiedziała, że „urodziła się niepotrzebnie”. Straszne. Do dzisiaj nikt nie zapłacił za te przestępstwa. Bo pedofile działają jak ośmiornica, pomagają sobie w niszczeniu dowodów. Gdzie tu działa karma? Pedofile żyją bardzo długo w dobrobycie, są szanowani, a ofiary nie. Te małe dzieci wiele razy modliły się o ratunek, który nigdy nie nadszedł. Przecież „nie ma sprawiedliwości na tym świecie”. Ludzie mylą to z karmą. Przecież tak powinno być, że za krzywdzenie innych powinna być kara. Może jest, ale nie w tym życiu.

Oglądałam film dokumentalny o USA. Końcówkę. A tam Oliver Stone opisał ten kraj. USA stosują na świecie zorganizowaną przemoc. Sprzedają broń komukolwiek, prowadzą wojny w 150 krajach. Amerykanów cechuje samouwielbienie, dominują na świecie. Uważają, że jak wygrywają to mają rację, czyli są dobrzy. Są narodem niezastąpionym. Nie dopuszczają do siebie myśli, że mogą być największym nieszczęściem tej planety przez swoje działania. Nie ma w nich empatii i współczucia. Wszyscy w historii wiemy, że imperia upadają (osmańskie, ang., austro-węgierskie, rzymskie czy chińskie). Zamiast łagodzić konflikty oni je tworzą i prowokują. Nic dziwnego, że ludzie boją się kar(m)y.

Kiedyś na początku małżeństwa, z maleńkim dzieckiem, zostaliśmy okradzeni. W święta wielkanocne poszliśmy w gości. A w tym czasie sąsiad z piętra niżej wyrąbał siekiera połowę naszych drzwi i zabrał co chciał. Oczywiście pieniędzy nie wziął, bo były za szybą na wysokości oczu. Ale z szaf wyrzucił wszystko. Złapano go, odzyskałam tylko tv i koc. Na sprawie sędzia powiedziała, że o zwrot wartości mienia mogę wystąpić na drogę cywilną, ale musiałabym wpłacić coś. Odpuściłam. Przecież złodziej nigdy nie będzie uczciwie pracował. Po co jeszcze do tego dopłacać. Ten człowiek był mi obojętny, nie żywiłam do niego urazy. Finansowo odczuliśmy stratę. Potem dowiedziałam się, że facet po kilku miesiącach umarł. Czyli miałam rację, nie poniosłam więcej strat. Zresztą męża babcia wyszła za mąż i zostawiła nam swoje mieszkanie. Nie musiałam patrzeć na sąsiadów, którzy nie słyszeli rąbania drzwi. Ktoś powiedziałby, że to karma. Nic podobnego. Przecież on utrzymywał się z kradzieży, a gdy w więzieniu nie mógł kraść to umarł. Zwykłe prawo przyczyna – skutek.

Gdy początkująca aktorka szła na rozmowę do producenta i lądowała na kanapie, to potem dostawała ciekawe role i Oscary. Przecież trzeba jakoś wybierać osoby. Nie ma innej drogi. Hollywood tak właśnie działa. Gdy Oprah Winfrey wygłaszała pełne hipokryzji przemówienie, w tym czasie lawina błota zniszczyła jej dom. Czy to kar(m)a? Oczywiście, że nie. Nie ma przypadków, nie buduje się domu tam gdzie się chce, trzeba szanować przyrodę. Ona nie zna litości, nie patrzy na nagrody i pozycję.

Dostałam kiedyś książkę od koleżanki.



Nie przeczytałam jej. Mam kilka takich „dziewiczych” książek. I sądzę, że ich nie przeczytam. Szkoda czasu.

O wiele ciekawsze są teksty Rudolfa Steinera. Teraz dostępne w internecie. Dzięki translatorowi mogłam je czytać. Są dobrze napisane, że tłumacz daje radę.

Jest taki esej z 1903 roku – Jak działa Karma.

Zaczyna się od stwierdzenia, że sen to młodsza siostra śmierci. Wiadomo, że to powiedzenie arabskie. Gdy się budzimy, to pamiętamy wcześniejsze dni. Inaczej nie moglibyśmy funkcjonować. „Dzisiejsza osobowość musi opierać się na wczorajszych czynach”. Pojęcie Karmy nieodłącznie związane jest z reinkarnacją. Nie pamiętamy tego, ale są sposoby, żeby zobaczyć swoje wcielenia. Ludzie rodzą się w pewnych okolicznościach, które są wypadkową przeszłych doświadczeń. Człowiek stwarza swoje przeznaczenie wykonując dziś pewne działania. Ludzie nie mogą dokonać zmian w swoim życiu, gdy wcześniej nie przygotowali ku temu warunków. „Dobry człowiek często musi cierpieć, a zły może być szczęśliwy”. Powodów tego nie widać w jednym życiu. Steiner uważa, że „pielgrzymka przez inkarnacje będzie ewolucją w górę”. To szeroki temat, ale ciekawe jest to, że z tego świata nie zabieramy materialne rzeczy. Zabieramy pewne umiejętności i doświadczenia po to, żeby być mistrzem przeznaczenia. Widzimy rzeczy takie jakie są i wybieramy to co dla nas najlepsze, świadomie.

Steiner wygłosił wiele wykładów na ten temat. Lubie go, bo tłumaczy wszystko bardzo dokładnie. Wszyscy wiedzą, że był masonem. Czy nie jest tak, że masoni mają dostęp do ukrytej wiedzy i dawkują ją nam, przeciętniakom? W ten sposób kierują rozwojem ludzkości. Teraz robią to Alex Jones i Dawid Icke i wielu innych. Oni kształtują nas, ujawniają co chcą, kierują naszą uwagę albo na ważne rzeczy albo na manowce.

Przeciętny człowiek powinien zdobywać w życiu jak najwięcej umiejętności. Jego dusza tylko to weźmie ze sobą w dalsza podróż. Uczmy się, aby wzrastać.

Człowiek, którego spotkało coś złego nie doczeka się „wyrównania krzywd” w tym życiu. Szkoda czasu na czekanie na to, jak te dzieci – ofiary pedofilów. Życie ludzkie jest jak mgnienie oka w porównaniu z wiecznością. Na pewne rzeczy trzeba czasu.

Gdy zimą jest zimno to nie wina karmy. To natura.

Koleżanka się uspokoiła. To był dobry dzień. :)



23:33, bajka107
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 stycznia 2018

Sen usiłujący złamać mój stereotyp. Wczoraj rozmawiałam z klientem, krótko. I on powiedział, że sny są prawdziwe, a nasze życie jest snem. Być może, ale na dziś mam inne zdanie. Musiałam się nad zastanawiać skoro w nocy zamiast spać to śniłam.

Znalazłam się w Nowym Jorku. Nie przyleciałam. Tego jestem pewna. Byłam tam z koleżanką i z jakimś facetem na jakieś zaproszenie. Miałam wygłosić wykład. Chodziliśmy po mieście, ale nie wśród wieżowców, tylko normalnymi ulicami, na których mieszkali ludzie. Pora roku – lato. Było ciepło, ale nie słonecznie.

Mijaliśmy zadbane sklepy, z których wychodzili uśmiechnięci ludzie. Byli bardzo życzliwi. Gdy dowiadywali się kim jestem, to ściskali mi ręce i mówili, że marzyli, żeby mnie spotkać. Potem poszłam sama i weszłam do knajpki. Zamówiłam coś i gdy chciałam zapłacić to zorientowałam się, że nie mam pieniędzy. I znowu ktoś za mnie zapłacił, gdy dowiedział się kim jestem. Potem szłam znowu ulicami, zrobiło się słonecznie. Zdziwiła mnie kwiaciarnia, bo wszędzie stały szklane wazony z kwiatami na białych półkach. Był tylko jeden rodzaj.

Trochę złe proporcje. Łodyga była cieńsza, a kwiatów więcej.

Kwiaty wyglądały jak małe drzewka, choć niektóre miały ok. metra wysokości. Każda roślina miała śnieżnobiałą łodygę, zwężającą się ku górze. A na gałązkach, również bielusieńkich były niebieskie kwiatki. Ale te kwiatki były różnych kształtów gdy im się bliżej przyjrzałam. Jedne wyglądały jak storczyki, inne jak tulipany, inne jak dzwonki, inne jak bratki i jeszcze inne. Wszystkie były idealne i do siebie pasowały, bo miały jeden kolor. Wnętrze kwiaciarni było białe, wazony szklane i te białe łodygi z niebieskimi kwiatami. Piękny widok.

Potem poszłam do budynku, w którym miałam wygłosić wykład. Spotkałam koleżankę. Poszłyśmy do toalety. Wyglądała okropnie, jakby to nie był Manhattan a Rosja. Musiałam wyjść, koleżanka została. A ja poszłam jakąś klatką schodową do góry. Do sali prowadziły różne klatki schodowe, można tam było dojść z różnych stron, żeby nie było tłoku. Jak na mojej uczelni. Spotykałam różnych ludzi. Wszyscy byli uśmiechnięci i z niecierpliwością czekali na mój wykład. Ponieważ to była dzielnica finansowa, to pomyślałam, że mam wygłosić wykład z ekonomii albo finansów. Nic to dla mnie.

Obudziłam się.

Cały ten sen to iluzja. Od pierwszej sceny. Nie można się dostać do NY drogą lądową tylko samolotem albo statkiem. Dotarłam tam szybko więc droga morska odpada. Potem kwiaty. Nie jest możliwe, żeby miały białe łodygi i miały różne kwiatki. I ten kolor. Wazony były przezroczyste, więc nie pojono je atramentem. Zauważyłabym. Potem jeszcze ten wykład. Nie znam angielskiego, więc w jakim języku miałabym wykładać? Kiedyś miałam wykłady z rachunkowości, ale miałam tremę i ten stres bardzo przeżywałam. Na pewno nie zgodziłabym się tego robić teraz. Nowy Jork też wybrałam do śnienia nieprzypadkowo. To efekt spotkania, o którym miałam wczoraj napisać, ale jestem troszkę zajęta. Napiszę następnym razem. Chronologia zdarzeń nie jest obowiązkowa., to nie szkoła ;)

A więc śnił mi się inny świat, nierzeczywisty. Ja w niego weszłam i odgrywałam swoją rolę. Wiele razy miałam takie sny, bez emocji, jak w teatrze. Wszystko już było, jest i będzie w jednym czasie. Nie wierzę też w reinkarnację, a raczej w wybór roli do odegrania.

Nie jestem gotowa na zmiany swoich poglądów, bo mój sen był wybitnym złudzeniem. Wyobraźnia ludzka nie ma granic.




23:19, bajka107
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 stycznia 2018

Życie człowieka to nieustanne wybory.

Gdy budzisz się rano wybierasz co zjesz na śniadanie. Ja nie mam tego wyboru rano, bo wieczorem patrzę do lodówki i wiem. :)

Potem wybierasz w co się ubierzesz. Ja wybieram wieczorem poprzedniego dnia. Tak jest łatwiej. Nie tracę czasu rano.

Pierwszy mój wybór to wybór jakości dnia. Gdy patrzę w niebo to wiem, że to będzie dobry dzień.

Wczoraj dostałam garść cukierków, gdybym miała gorszy dzień. Wszystko się przyda. :) Kiedyś.

profilepicturesdp 

Pierwsza strona, która pojawia się po odpaleniu kompa to Mysl dnia. Zwykle nastraja mnie optymistycznie. Otóż wczoraj, 14 stycznia rozpoczęło się święto Makar Sankranti, czyli wejście Słońca w znak Koziorożca (makar). To jedyne święto „słoneczne”. U nas Słońce w znak Koziorożca weszło w grudniu. A dzisiaj jest nadal w Koziorożcu, już w 25º razem z 5 planetami jak: Księżyc w 12º, Merkury w 6º, Wenus w 27º, Saturn w 3º i Pluton w 19º. Bardzo wyróżniony ten Koziorożec.

To święto radości i urodzaju. Warto świętować.

Hindusi co rano zwracają twarz ku słońcu i śpiewają mantry z prośbą o błogosławieństwo na cały dzień. Ja robię podobnie, choć nie śpiewam mantr. Wypowiadam życzenie i już.

Dzień święta Makar oznacza, że z każdym dniem jest coraz więcej światła, a ciemność znika. Hindusi z wdzięcznością patrzą ku górze i puszczają w niebo tysiące kolorowych latawców, jako ofiarę. Sięgając jak najwyżej latawcem ludzie dają znak swej tęsknocie za bliskością Boga. Świętują nawet 4 dni, więc każdy może się jeszcze załapać.

W tych dniach żegnamy się z tym czego nie chcemy, co nas hamuje, złe wspomnienia, choroby i nieszczęścia. Ten dzień rozpoczyna czas, gdy kończymy z tym, co w nas złe i robimy miejsce na rzeczy dobre.

Zmiana z nieszczęścia na szczęście, z niepokoju do pokoju i z bólu do przyjemności.”

Makar Sankranti oznacza początek dobrego. Wszystkie smutne chwile, które miały miejsce w przeszłości, zostały zapomniane w tym dniu. To nowy etap życia, który jest pełen wiedzy, czystości i mądrości. Trzeba się cieszyć, świętować i ucztować. Uważa się, że słodycze symbolizują pokój i harmonię. Produkty spożywcze zawierające sezam mają zdolność absorbowania i emitowania dużych ilości częstotliwości sattva, czyli dobroci, Wtedy na człowieka nie mają wpływu nieszczęścia czy pech. Sattwa

My nie musimy kąpać się w Gangesie, żeby zmyć to co stare i niepotrzebne. Ale możemy wziąć prysznic właśnie w tej intencji i zjeść coś dobrego. Ostatnio ciągle piekę ciastka z sezamem. Chyba brak mi wapnia. Przydały się do uczczenia święta.

To bardzo ważne święto, które rozpoczyna czas prosperity (pół roku), sprzyjający osiąganiu życiowych celów. Ten dzień (14.01) jest uważany jest za jeden z najbardziej pomyślnych dni w roku.

A potem dowiedziałam się, że właśnie dzisiaj jest Blue Monday. Czyli najsmutniejszy dzień roku. Produkt zachodu. Wymyślono go w celach marketingowych. Reklama była słaba, firma splajtowała. Złe dni można mieć gdy jest ciepło i wszyscy dookoła są zadowoleni. I od lat media programują ludzi na zimową depresję. Nawet dostałam mejla, że jakaś księgarnia w ramach „blue week” oferuje coś tam na smutki. To żyje własnym życiem. Ludzie się nabierają.

To się kłóci ze świętem radości obchodzonym trochę dalej na wschód. Tam są najszczęśliwsze dni w roku, a u nas czarna rozpacz.

Co wybierasz? Bo masz wybór. Dostaniesz co chcesz. Bo to my mamy wpływ na to co wpuszczamy do naszego życia, do naszej warstwy świata.

Patrzyłam jak zakład produkuje ciepło i puszcza w kosmos biały dym. I dobrze, bo mamy ciepło w domach. Na dworze -6º, więc trzeba się ciepło ubrać i wystawiać twarz do słoneczka. Wsiadłam do tramwaju. A on po kilku przystankach zamiast skręcić w prawo, skręcił w lewo. Gapiąc się w niebo nie zauważyłam, że jedzie do zajezdni. Mam wybór, zdenerwować się lub uśmiechnąć się z własnego gapiostwa. Wybrałam to drugie i zobaczyłam, że na drugim torze stoi inny tramwaj, który zawiezie mnie tam gdzie chcę. Straciłam 3 minuty. Dojechałam o czasie, a nawet byłam za wcześnie. Osoba, z którą byłam umówiona czegoś tam nie zrobiła i musiałam czekać. Mogłam ją zwymyślać i ona miałaby zły dzień. Po co, lepiej być miłym (nie zawsze ;)). Rozsiewam gunę dobroci ;) W końcu musimy współpracować. Poczekałam i przy okazji załatwiłam inne sprawy.

Zawsze mamy wybór.

"Zaczynaj dzień z miłością, wypełniaj dzień miłością, kończ dzień z miłością - to jest droga do Boga". Jeżeli będziesz to praktykował, pozostaniesz zawsze szczęśliwy i nie będą cię niepokoić smutki i trudności.

Wybieraj.

A ja nadal świętuję, choć to święto hinduskie.

 

23:23, bajka107
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 stycznia 2018

Wyśniłam go między 6:58 a 8:33.

Obudziłam się o 6:57. Nie wstaję w nocy, a dzisiaj wschód słońca miał być o 7:44. Więc szybko zasnęłam.

 

Siedziałam przed komputerem. Na ekranie miałam ujęcia z kilku kamer. Chyba 9. (Lubię earthcam, często patrzę co się dziej, jaka jest pogoda w różnych częściach świata.) Ale te we śnie kamerowały wnętrza. Na jednej zobaczyłam mój pokój. Kamera była skierowana na okno, pod którym stała komoda.


Jakiś facet stał przed tą komodą i coś tam robił. Nie otwierał szuflad, co mnie zdziwiło. Więc wstałam, zawołałam koleżankę i pojechałam do mojego domu. Moja koleżanka cały czas rozmawiała przez telefon, chodziła po mieszkaniu, na mnie nie zwracała uwagi. Podeszłam do komody i nic nie zauważyłam. Ale przecież facet coś przy niej robił. Gdybym tego nie widziała to bym niczego nie zauważyła. Zajrzałam pod komodę, a właściwie pod dolną szufladę. A tam były jakieś przewody, które się żarzyły. Ta konstrukcja była tak zaplanowana, żeby się w pewnej chwili zapaliła i przy okazji wywołała pożar w moim domu. Zdemontowałam to „urządzenie”, więc pożaru nie będzie. Moja koleżanka ciągle gadała, zajęta sobą. A ja czułam ciągle niepokój. Czy to nie za łatwe? Więc odsunęłam tę komodę. Zobaczyłam, że podłoga pod nią była prawie przepalona. Deski były rozżarzone, jak w ognisku. Niby były w całości, a jednak już przepalone. Dziwne, że komoda się nie zapadła piętro niżej. Nalałam do garnka wodę i zalałam ogień. Nie były to wesołe ogniki, ale żar. Syknęło i zgasło. Wtedy poczułam, że zagrożenie minęło. Wszystko OK. Obudziłam się.

To kolejny sen, w którym nie czułam, że śnię.

Mój dom we śnie to było pierwsze mieszkanie po wyprowadzce od rodziców. Wcześniej lokator spalił to mieszkanie, a remont był długi, bo trzeba było skrobać ściany. Długo było czuć spaleniznę. Mieszkanie było małe, 18 m², czyli 3x6m. Stojąc w drzwiach było widać wszystko. Ciekawe, że we śnie miałam przeczucie i akurat trafiłam na kamerę w moim domu. W życiu też tak mam. To już nie synchronizacja, to wykształcona cecha mojej osobowości. Zawsze trafiam na to co mnie interesuję, na błędy w pismach, błędy innych, na sprawy, które mogą mnie dotyczyć lub zainteresować. Oczywiście to nie moja zasługa, a zasługa mojej podświadomości. We współczesnej nauce mówi się o nieświadomości, która w głównej mierze podejmuje za nas decyzje. Gdy gram w coś na telefonie, to najlepsze wyniki mam gdy robię to machinalnie nie myśląc o grze. Naukowcy już to zauważyli, testując decyzje wielu ludzi. Polecam dokument Tajemnice ludzkiego mózgu.

Przypomniałam sobie o mojej podświadomości, z którą kiedyś miałam bliski i świetny kontakt. Poprzez sen skontaktowała się ze mną i ostrzegła przed niebezpieczeństwem. Poradziłam sobie.

Potem sięgając do półki po nowe ręczniki znalazłam szalik. Pół roku temu mi zniknął, myślałam, że zgubiłam, więc go nie szukałam. I dzisiaj się znalazł. Moja podświadomość jest mistrzynią w szukaniu zgub. Wróciła do mnie w pięknym stylu. A właściwie to wyszła z cienia, bo przecież zawsze jest przy mnie gotowa do zabawy. :) Muszę jej częściej dawać zajęcie, żeby nie czuła się zapomniana.

Potem gdy usiadłam do kompa, to zauważyłam ciekawe saldo. Ono ciągle się zmienia.


No i zakupy zrobiłam na ciekawą kwotę. Kilkanaście pozycji i suma:


Liczby mnie lubią ;) z wzajemnością. Czy to zabawa czy zwracanie uwagi?

Potem dostałam gotówkę za prezent. Niektórzy nie umieją dostawać prezentów za nic i czują się do czegoś zobowiązani. A ja oddałam to co dostałam nietrafionego dalej i tego nie ukrywałam. Za darmo. Aż do dzisiaj. Dostałam kasę i nakaz: kup sobie co chcesz.

Ludzie nie umieją dostawać coś za darmo. Tak zostali nauczeni, że nie ma nic za darmo. A ja uważam, że to co potrzebujemy dostajemy i ciężka praca jest niepotrzebna. Nie trzeba za wszystko płacić. Śmieszą mnie strony, które żebrzą o kasę na swoją wydumaną „ważną” działalność. W życiu jest wiele możliwości. Kasa sama płynie.

Piękny słoneczny dzień. Choć jeszcze krótki.








22:29, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 stycznia 2018

Weszłam do jakiegoś pokoju, a właściwie do małej sali konferencyjnej. Na środku stał duży prostokątny stół, a wokół krzesła, ok. 10.

Po prawej stronie od wejścia siedziała tęga blondyna w nieokreślonym wieku. Ja usiadłam naprzeciwko niej po lewej stronie stołu. Za mną wszedł facecik, który usiadł bliżej okna, które było naprzeciwko drzwi. Potem weszły jeszcze ze 3 osoby. Usiadły gdzieś. Przed każdym leżały zadrukowane kartki, ok. 50-100. Był to duży plik kartek.


Ta blondyna powiedziała, że to jest umowa, którą musimy podpisać. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem pracownikiem ogromnej, bogatej i znanej firmy. Ale pracownikiem szeregowym i pracuję gdzieś w połowie wieżowca. A my spotkaliśmy się na najwyższym piętrze – tam gdzie urzęduje szczyt władzy. Wydało mi się to dziwne. Umowa była bardzo ważna. Więc zaczęłam czytać. Przerwałam i zapytałam gdzie są dyrektorzy i prezesi, bo to oni powinni podpisać tę umowę. Blondyna trochę się zmieszała i powiedziała, że musieli pilnie gdzieś polecieć. Dlatego my, ja i facecik, mamy ich zastąpić i podpisać umowę, bo ona jest bardzo ważna. Można to zrobić tylko dzisiaj. Facecik był niżej ode mnie w hierarchii zatrudnienia. Może to jakiś 30- letni stażysta. Robił co ju kazano, bezmyślny.

Spojrzałam w okno. Poziome żaluzje były podciągnięte do góry. Nasza sala była oświetlona, a na dworze robiło się już ciemno. Czułam się w tamtym miejscu niekomfortowo. Zawsze gdy czuję się niepewnie to żartuję. Taki wentyl bezpieczeństwa. Więc powiedziałam, że w tak oświetlonym pokoju jesteśmy jak na celowniku, łatwo nas wystrzelać. Trochę to kuriozalne, bo byliśmy naprawdę wysoko.

Wtedy przypomniał mi się film Wanted – Ścigani. Pamiętam scenę gdy główny bohater i Angelina biegli po dachu pociągu, żeby w ułamku odpowiedniej sekundy zastrzelić człowieka, który myślał, że jest bezpieczny.


A blondyna zaczęła nerwowo chichotać. Czy ona nie zrozumiała dowcipu? A może to nie dowcip, a zobaczyłam co nas czeka. Facecik przekartkował umowę i zaczął podpisywać każdą stronę. A ja zaczęłam czytać na serio. Przeczytałam, że my występujemy w imieniu firmy jako jej reprezentanci i odpowiadamy życiem i majątkiem za prawdziwość ustaleń umowy. Potem było jeszcze gorzej. Właściwie to my zostaliśmy wystawieni przez szefów. Poczułam, że jak podpiszę to mnie zabiją. Było tam takie sformułowanie, że gdyby mi się coś stało, to nikt za mnie nie będzie odpowiadał. To był duży przekręt, a ceną moje życie.

Gdy się tak zastanowiła, to stwierdziłam, że nie zależy mi na tej pracy w połowie wieżowca, znajdę inną. A na życiu mi zależy i to bardzo, bo mam je tylko jedno. Nie czytałam już więcej, bo było coraz gorzej. Czułam się jakbym grzęzła w błoto czy bagno. Wstałam, rozrzuciłam kartki tej umowy (były luźne, niczym nie spięte, bo było ich naprawdę dużo) i powiedziałam, że nic nie podpiszę. Blondyna znowu nerwowo się śmiała. Facecik patrzył na mnie zdziwiony, bo on podpisał już połowę kartek. Kiedyś może pojaśniłabym mu sytuację i razem byśmy wyszli. Teraz uważam, że każdy ma swój rozum i nie będę zajmowała się czyimś losem. Niech radzi sobie sam. Gdy wyszłam z oświetlonego pokoju na korytarz to poczułam ulgę. Uratował życie i nie dałam się zeszmacić. Bogaci tak mają, że wykorzystują słabszych i biedniejszych od siebie. Ja nic dla nich nie znaczę. Nie ja to inna znajdzie się na moje miejsce. Niech sobie poszukają innej naiwnej.

Wiedziałam, że jak wyjdę z budynku to już tu nie wrócę. I dobrze.

W życiu realnym teraz nic nie podpisuję, a zawsze czytam umowy. Jestem spostrzegawcza i to co miało być ukryte czy błędy ja zawsze widzę. One po prostu do mnie „wychodzą” z treści.

Po południu dostałam mejl z banku, że uznali moją reklamację. 20 października z mojego konta zrobiono przelew 2 razy po 11,07. Transakcje były opisane jako google*msp aps,g.cp/helppay#, GB. Natychmiast zablokowałam kartę, a potem dostawałam smsy, że mam odblokować kartę, bo przelewy nie mogą przejść. Automatem. Kwoty nieduże, ale chciałam wyjaśnić. Tego dnia płaciłam kart w 2 sklepach, ale zbliżeniowo. Nikt mnie nie pytał mnie o hasła czy numer karty, a jednak pieniądze zniknęły. Bank 22 października oddał mi na konto te kwoty, ale reklamację miał rozpatrzyć w styczniu. Z pisma niczego się nie dowiedziałam, oprócz tego, że reklamacja została rozpatrzona pozytywnie. Wszystko mejlowo. Mam teraz nową kartę i długo nie będę korzystała z płatności kartą w internecie. Wole przelew bankowy, idzie parę godzin dłużej, ale nikt nie będzie mi robił własnych przelewów.

Właściwie to sen był proroczy :) Wygrałam we śnie i w życiu.



23:13, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 stycznia 2018

Wigilia była świetna, bo była tylko najbliższa rodzina. I dostałam to co chciałam. W święta już gorzej, bo była osoba, której nie lubię. Nikt jej nie lubi, bo jest podła. Jestem miła, ale nie dla niej. Nie odzywałam się do niej, bo nie lubię złych ludzi i ich unikam. Gdy wróciłam do domu to zaczęło mnie boleć gardło. Nic dziwnego – brak porozumienia. Nie dało się, musiałam to odchorować.

Czasem do rodziny wchodzą osoby, które nie pasują, nikt ich nie lubi, a trzeba je zapraszać.

Rodzina jest bardzo ważna w życiu człowieka. Bo to ona kształtuje charakter. Rodzimy się konkretnego dnia z pewnym potencjałem. Potem rodzice nadają nam imiona i nazwisko. A potem starają się z nami zrobić co sami chcą. Mają jakieś wyobrażenia, niespełnione marzenia i chcą, żeby dziecko to realizowało. Rzadko zdarza się, że rodzice dają wolną rękę. Często gdy znikają to można iść własną drogą, bo nikt nie przeszkadza.

Gdy poziom frustracji jest wysoki to zaczynamy unikać tego co nam szkodzi. Omijamy rodzinne spotkania, żeby nie wysłuchiwać uwag pod swoim adresem. Moja mama ciągle pytała moją siostrę kiedy będą mieli dziecko, bo była już po ślubie. Więc ja, żeby tego uniknąć najpierw zaszłam w ciążę, a potem był ślub. Zresztą ślubu by nie było, gdyby moja mama mnie nie szantażowała. Przecież rodzina się obrazi. Presja była ogromna. I tak jest ciągle. Przez lata nic się nie zmieniło. Tylko teraz już mi to nie przeszkadza. Olewam, nie przejmuję się. Ważne jest zdrowie.

Na tym zdjęciu są moi rodzice, część z tych osób już chyba nie żyje. To było ponad 50 lat temu.

Kiedyś na ślub zjeżdżała się cała rodzina. Teraz więcej jest znajomych i przyjaciół, a dzieci nie zawsze są mile widziane. Moja kuzynka na swój ślub nie zaprosiła babci, bo powiedziała, że nie lubi starych ludzi. Teraz jest stara, to chyba ją też nikt nie lubi. A może umarła, nie utrzymujemy kontaktu.

Rodzina to korzenie. Bez korzeni roślina długo nie pociągnie, a człowiek? Rodzinę mamy jaką mamy, nie nasza wina ani zasługa. Rodzina jest ważna gdy chodzi o choroby. Jeśli kobiety umierały na to samo, to mówi się, że to choroby genetyczne. Ale geny to program, można go zmienić. Sprawdź jak zachowywała się babka i matka, wtedy unikniesz ich losu, gdy ty będziesz się zachowywać inaczej. To naprawdę wykonalne. Lepiej być zdrowym niż się użalać, że tak być musi.

Nie musi.

Podczas 3 dniowego leżenia i zdrowienia obejrzałam film sprzed 15 lat. City by the Sea, a polskie tłumaczenie Dochodzenie. Lubię filmy o czymś. Najważniejsza w filmie jest historia, a potem obsada i zdjęcia. Angielski tytuł sugeruje miejsce – w tym wypadku umierające miasteczko, a polski tytuł skupia się na wątku kryminalnym.


Scenariusz powstał na podstawie artykułu w prasie. Kto nie widział filmu, niech dalej nie czyta.

Główną rolę gra Robert De Niro, zagrał poprawnie. Jego syna zagrał James Franco (czy on mnie prześladuje ;)) Ojciec De Niro miał pecha. Był biedny i zadłużony, więc porwał dziecko. Gdy czekał na okup dziecko się udusiło. Miał pecha. Poszedł do więzienia. De Niro został policjantem. Miał syna Joeya, ale po rozwodzie nie utrzymywał z nim kontaktu. Joey został ćpunem. Świetnie gra ten Franco. Ćpuna nie tak łatwo zagrać, można przegiąć. Gdy Eliza Dushku mówi, że musi się naćpać to chciało mi się śmiać, zupełnie niewiarygodna.

Joey wpada w kłopoty, bo pojawia się w złym miejscu i czasie i jest uznawany za mordercę. Nie jest w stanie opiekować się swym synem. Każdy z tych panów opuszcza swego syna, z różnych powodów. Powiela schemat, wydawałoby się nieunikniony. Tali los. Dziwna scena gdy De Niro oddaje swego wnuka, bez emocji. A potem akcja przyspiesza. De Niro wygłasza monolog, a potem bawi się z wnukiem na plaży. Mamy tu 4 pokolenia, które popełniają ten sam błąd.

Wątek kryminalny jest słaby, potrzebny tylko po to, żeby pokazać wiarę ojca w niewinność syna.

Oczywiście każdy widzi w tym filmie inne przesłanie. Dla mnie film pokazuje, że w życiu nic nie jest przesądzone, zawsze można zmienić swoje życie. Gdy rodzina wyciągnie do ciebie rękę to chwytaj ją, możesz się zmienić, ale tylko gdy ty sam zechcesz. Tak to jest z nałogowcami. Ciągle obiecują, przysięgają, że się zmienią i dalej nurzają się po dnie. Świetny Franco. Nic dziwnego, że go lubię :)

Rodzina jest źródłem informacji. Wiedza bardzo się w życiu przydaje. Nie chcesz być taki jak ojciec czy matka, a robisz dokładnie to co oni. Znam dziewczynę, która traktuje swoją córkę tak jak jej matka ją traktowała. Wiem na co zachoruje. A dziewczyna nie zdaje sobie z tego sprawy. Może tak ma być.

Podobno wszyscy jesteśmy połączeni. Tylko, że ja tego nie czuję. Natomiast czuję ścisłe połączenie z rodziną. Wiem kto potrzebuje pomocy, gdy jest chory lub szczęśliwy. Wiem kiedy zadzwonić, albo oczekuję telefonu. To jak nici Aka, o których wiedzą Kahuni. Po tych niciach idzie informacja, to nie magia. Trzeba tylko nastawić się na nadawanie, albo odbieranie.

Kiedyś nie mogłam spać, aż syn nie wrócił do domu. Czekałam cała w nerwach. Kiedyś mi powiedział, że gdyby coś się stało to i tak nic bym nie mogła zrobić. Ale nic się nie stanie więc mam spać spokojnie. Odpuściłam. Ale mu powiedziałam, że jak będzie coś robił to niech wie, że ja stoję obok i patrzę. A co, takie prawo matki ;)

 

Dzisiaj nie wychodziłam z domu, żeby wydobrzeć. Upiekłam ciasteczka na szczęście i ulepiłam pierogi z kapustą i grzybami. To sentyment po świętach, chyba za mało wtedy zjadłam ;) Pogoda znakomita. Księżyc prawie pełny, a ja spałam znakomicie bez zasłaniania okna.

I doczekałam jest fajerwerków. Kocham i uwielbiam. Szkoda, że tak rzadko można je podziwiać. Sąsiedzi nie zawiedli. Pół godziny widowiska, ale z domu nie wychodziłam. W tym roku było dużo nowości, a kaskada światełek była najlepsza. Jak konfetti :) Gapiłam się w niebo, ledwo zdążyłam kilka uwiecznić.

Na świecie to chyba w Hongkongu były najlepsze. Wiadomo, Chińczycy mają kilka tysięcy lat tradycji, są mistrzami.

I dostałam życzenia, że mam się nie zmieniać. Ciekawe. Czy to znaczy, że mam stać w miejscu?

To będzie Dobry Rok :) Jedenastka.



02:22, bajka107
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 grudnia 2017

Miałam już w tym roku nic nie pisać na blogu, ale wczoraj obejrzałam film w tv – Noce w Rodanthe. Jak ktoś czytał książkę Nicolasa Sparksa to lepiej niech nie ogląda. Film niespecjalny, ale grał w nim aktor James Franco. Główne role grali Richard Gere i Diane Lane. Oboje piękni, ale zupełnie nieprzekonywujący. Widoczny brak chemii, że trudno uwierzyć w łączące ich uczucie. A James Franco w jakimkolwiek filmie się pojawia, to przykuwa uwagę. W grę wkłada całego siebie, nie tylko talent i serce. Ciekawe, że nie ma go w obsadzie i nie ma w napisach końcowych. Napisy to lista płac, czyżby nie wziął za ten film honorarium?

Ciągle trafiam na filmy z nim. Więc muszę się uwolnić ;)


James Franco jest utalentowany. To nic dziwnego, bo jest 11 z 39. Gra w 6 filmach rocznie, ale interesuje go też reżyserowanie i produkcja. Bycie aktorem jest nudne. Grasz jak ci każe reżyser, mówisz cudzymi słowami. Nikt się nie interesuje tym co masz do powiedzenia. A więc dobry aktor musi interesować się innymi działalnościami, niekoniecznie związanymi z branżą. James Franco studiował malarstwo w prywatnej szkole przez 10 lat i malował jak umiał, nawet murale. Wystawiał swoje prace w MoMA i Tate na wielu innych wystawach. Proszę zajrzeć na te linki, zwłaszcza na sztukę nowoczesną. Można być twórcą wszystkiego, ma się to podobać, albo nie, ma szokować, poruszać, a na pewno nie pozostać obojętnym.

Jego obrazy kupują znajomi, jak np. Sharon Stone, ale może je kupić każdy kogo stać.

Żeby zostać malarzem trzeba mieć pomysł, niekoniecznie talent. W luty będzie grany najnowszy film, który wyreżyserował i w którym zagrał – The Disaster Artist – o beztalenciu, ale z marzeniami. Był już film o śpiewaczce, która fałszowała, a na jej koncerty waliły tłumy. Zagrała ją Meryl Streep. Niczym mnie już nie zaskoczy, nie umiem ją podziwiać.

James Franco to człowiek, którego „nosi”. Ma wiele ukrytych i jawnych talentów. Może będzie Wielki :)

Gdy jesteś Britney Spears to za swoje „dzieło” możesz dostać 10 tys.$


Ale to podobno na szczytny cel, albo dla rozgłosu.

Jest wielu aktorów, celebrytów, którzy próbują malować, jak Jane Seymour , Anthony Hopkins , Adrien Brody i wielu innych top 20 celebrity painters .

Jedni malują od lat jak Joni Mitchell, która mówi, że najpierw jest malarką.

Wiele obrazów jest niepokojących i ciekawych dla psychologów.

Jim Carrey ciągle maluje. Jak nie ma propozycji aktorskich to ma zajęcie. Nie umie reżyserować i produkować.


Jim Carrey na swej stronie pokazuje wszystkie prace. Jego obrazy są niepojące, a on wydaje się niestabilny. Nie chciałabym mieć jego dzieła w domu.

Żeby sprzedać obraz trzeba mieć talent, albo sławne nazwisko.

Można też do malowania nakłonić małpę, słonia czy inne zwierzątko. Lepiej dac mu pędzel i farby niż zabić i zjeść.


Na pewno ktoś to kupi. Ludzie kolekcjonują wszystko, nawet włosy znanych ludzi.

W ubiegłym miesiącu była licytacja obrazu Salvator Mundi – Zbawiciel Świata.


Gdy go pierwszy raz zobaczyłam, to pomyślałam, że to podróba, albo karykatura. Chyba przez tą kryształową kulę zamiast jabłka. A jednak znawcy twierdzą, że autorem jest Leonardo da Vinci. Licytacja była dla ludzi z kasą i trwała 19 minut. Niektórzy nie wiedzą już na co wydawać. Za 450,3 miliony$ czyli 342 miliony £ można go było zabrać do domu, pałacu lub rezydencji. Nikt go już nie zobaczy i trafi do sejfu, jako lokata.

Ciekawe czy nabywca widział obraz z bliska. Bo w obrazach starych i oryginalnych jest jakaś magia. Dotykał go malarz i dał mu kawałek swojego życia, zwykle biednego.

Oryginały na żywo emanują jakąś energią, poświatą i może warto było. Ja bym raz na jakiś czas oglądała ten obraz na żywo, wyprowadzała go z sejfu na świeże powietrze.


Każdy człowiek powinien mieć jakąś odskocznię od swojej pracy. Nie każdy ma pracę, która go uszczęśliwia. Jeśli praca daje kasę, to za nią można realizować coś innego. Trzeba szukać w życiu równowagi. Nie słuchaj kołczów, że trzeba rzucać nielubianą robotę i realizować swoje cele. Jeśli jesteś głupi to zrobisz to. Ale po co. Jeszcze wpadniesz w depresję, jak niektóre osoby, które mają wszystko, tylko nie mają radości życia. Szukaj innych aktywności po zwykłej pracy, niekoniecznie musisz malować, możesz szydełkować ;) Ale rób coś diametralnie innego od zwykłej codzienności. Będziesz zdrowy.

Najbogatszym aktorem w tym roku został Mark Wahlberg, który zarabia miliony na burgerach. Ogłosił ostatnio, że zostanie reżyserem i stanie za kamerą, a nie przed. Uznawany jest za najbardziej przepłacaną gwiazdę, ale stać go na robienie czego chce. A zaczynał jako złodziejaszek.

Spróbuj i ty.



23:58, bajka107
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 grudnia 2017

Czy to odpowiedni temat na przedświąteczny czas? Gdy składamy sobie życzenia to najpierw życzymy komuś zdrowia. Potem całą resztę. Bo przecież gdy jesteśmy zdrowi, to możemy spełniać wszystkie marzenia. Dlaczego te życzenia tak słabo się spełniają?

Wczoraj spotkałam znajomą, która widziałam ponad rok temu, też o tej porze. Powiedziała mi teraz, że choroba jej córki sama odeszła. Uwielbiam takie wiadomości. Wszystko samo się robi. :)

Wtedy znajoma pytała czy nie znam jakiegoś sposobu na hemoroidy. Bo jej córka urodziła drugie dziecko i ma problem z hemoroidami. Oczywiście, że wiedziałam jak się tego pozbyć na zawsze.


Hemoroidy to żylaki odbytu. Guzki krwawią i chyba bolą. Lekarze mówią, że to z powodu biegunek lub zaparć. Tylko skąd te biegunki i zaparcia u normalnego, zdrowego człowieka?

Lekarze, zwłaszcza telewizyjni mówią, że trzeba usunąć przyczynę, więc usuwają guzki zamrażając je. A przecież guzki to objaw choroby, a nie przyczyna.

W organizmie coś się dzieje i on to pokazuje przez objawy. Człowiek musi znaleźć przyczynę choroby, zmienić swoje myślenie i wyzdrowieć. Jeśli te objawy zignoruje, usunie problem z widoku, to choroba wypłynie gdzie indziej, mocniej. Objawy choroby mają za zadanie powiedzieć choremu, że jego postawa w jakimś aspekcie jest błędna.

To jakby podświadomość mówiła: obudź się, zrób coś dla swojego dobra.

Choroby to przecież tylko i wyłącznie nasza zasługa.

Powiedziałam znajomej, że przyczyną hemoroidów są (wg Louise Hay):

  • obawa, że nie zdąży się z czymś w terminie,

  • złość z powodu przeszłości,

  • obawa przed odpuszczeniem przeszłości,

  • poczucie obarczenia, czyli wg słownika synonimów przepełnienie, przeładowanie, przeforsowanie, przesilenie, wyżyłowanie, zarżnięcie, zajeżdżenie, przeciążenie, przeciążanie.

Hemoroidy wychodzą, gdy człowiek odczuwa silną presję emocjonalną. Chory często zmusza się do czegoś, odczuwa ciągle presję, za dużo od siebie wymaga. Człowiek zmusza się do robienia czegoś, aby coś mieć. Gdy sprawy nie posuwają się wystarczająco szybko, człowiek ma poczucie, że wszystko wymyka się spod kontroli.

Zaparcia – zatrzymuje coś, apotem nagle coś odpuszcza, bo już nie ma siły – biegunki. Występuje brak równowagi.

Żeby wyzdrowieć, trzeba się zmierzyć z tymi zdaniami, odnaleźć w swoim życiu adekwatne sytuacje i pozwolić sobie na bycie nieidealnym. Naprawdę wystarczy kilka dni zastanawiania się nad tym, a choroba sama odejdzie., bo zniknie jej przyczyna. Jak w omawianym przypadku. Przy dzieciach, gdy kobieta zdana jest tylko na siebie, są momenty, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Wtedy trzeba czegoś zaniechać, zrobić coś później, albo wcale, albo kazać to zrobić komuś innemu.

Moja znajoma powiedziała, że wszystko przekazała córce, ale nie rozmawiała z nią potem na ten temat. Podejrzewam, że matka też musiała córce odpuścić. Może chciała, żeby sobie ze wszystkim sama radziła i wywierała na nią presję. Ale przecież tak się nie da, żyjemy wśród ludzi i każdy ma jakieś zadania do wykonania. Trzeba pomagać, odciążyć. Wiem, że córka nie poszła do lekarza, bo nie miała czasu. A potem objawy się cofnęły, SAME :) A może wystarczyło, że to matka przestała wywierać presję na córce i zaczęła ją wspierać i pomagać i to wystarczyło, żeby córka została odciążona i nie miała poczucia przeciążenia.

Podobno chorujących na hemoroidy ludzi jest coraz więcej.

Nie wiem skąd takie dane, ale podaje się, że chorują pracownicy biurowi (bo ciągle siedzą), kobiety w ciąży, zawodowi kierowcy, gracze komputerowi, kolarze, ludzie jeżdżący konno.

A ja nie mam guzków, a często siedzę przy komputerze. Nie lubię uogólnień. Często mam taki natłok spraw, że nie wiem w co ręce włożyć. Jak jest ich za dużo, to robię hierarchię ważności, a część spraw po prostu odpuszczam i nie robię, niech robią inni. Trzeba się cenić, a zwłaszcza cenić swoje zdrowie.

Gdy choroba dopiero się pojawia, to wystarczy zmienić wewnętrzne nastawienie do niektórych spraw. I problem znika.

Gdy stosujemy dużo lekarstw i zabiegów, to podświadomość mówi: słuchaj co do ciebie mówię, nie wkur...j mnie, bo następna choroba będzie gorsza. Trzeba siebie słuchać i zaraz reagować. Prof. J. Aleksandrowicz mówił: „Niech mi koledzy lekarze wybaczą ale leczenie jest częstokroć bardziej szkodliwe niż zaniechanie leczenia”, „Nie ma chorób nieuleczalnych, niedostateczna jest tylko nasza wiedza”.

W przyrodzie podobno w pobliżu trującej rośliny rośnie antidotum.

Gdy sprawy są nierozwiązane na początku choroby, to pojawia się rak, jak u mojego ojca. Wtedy trudno zmienić swoje przekonania, choć bardzo się stara. Zawsze wiem kiedy jest kolejne badanie PSA. Ojciec robi takie badania co pół roku. Miesiąc przed nim jest nerwowy, mówi, że wszystko będzie źle, ale przy okazji zapomina, żeby być chamskim w stosunku do mamy i innych kobiet. Za bardzo jest zajęty sobą. Potem idzie na badanie, potem po wynik i okazuje się, że jest rewelacja. A potem wszystko wraca do normy, do następnego badania. Staremu człowiekowi trudno się zmienić, choć wie, dlaczego choruje.

 

Z okazji Świąt dostaję dużo mejli z życzeniami. Wszystkie uważnie czytam, zwłaszcza z newsleterów.

Ciekawe życzenia przyszły od mojego banku:

Życzymy Ci pełnych ciepła, spokoju i radości Świąt w gronie najbliższych.
W Nowym Roku niech Twoje marzenia zmienią się w rzeczywistość, a sukcesy przerosną oczekiwania.

Bardzo mi się podobają. Prawda, że niesztampowe, krótkie i treściwe?

Wszystkim życzę tego samego :)

Wszystko gotowe. Pora świętować.



23:53, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
Archiwum
bajka107@gazeta.pl