Życie to wszystko co mam :
środa, 20 września 2017

Kupowałam dzisiaj chleb w sklepiku. Nie było ludzi. Ekspedientka pokazała mi kawkę, która skakała sobie po trawniku przed witryną sklepu. Kawka czekała na coś „chlebowego”. Dostała coś małego, szybko zjadła i nadal wchodziła przez uchylone okno.

Dostała mini pączka.

Myślałam, że to nie dla niej, bo przecież to smażone. Miastowe ptaki sa dziwne, takie ludzkie. Jedzą coś co im może szkodzić. Jak ludziom.

Z trawnika przeniosła posiłek na murek i zaczęła go zjadać.

Ale ja nie miałam czasu obserwować, więc ją przegoniłam. Nadgryziony pączek został. Gdy oddaliłam się zauważyłam, że kawka doleciała do pączka, zabrała go i poleciała na dach pawilonu, by tam spokojnie zjeść smakołyk.

 

Ciekawe, że żaden inny ptak nie skusił się na te słodkości. Tylko samotna kawka.

Jak to ptak potrafi wymóc coś do zjedzenia. Tak stuka i wchodzi do sklepu, aż osiągnie cel.

Tylko jedzenie mu w głowie. Nie ma nic ciekawszego do roboty?

 

Nienawidzę dostawać niezamówionych prezentów. A taki dostałam.

Zastanawiam się co z nim zrobić, bo drogi, ale nie dla mnie. Jak można komuś kogo się widzi raz na rok kupować kurtkę w niewłaściwym kolorze i rozmiarze. Muszę dojść do siebie. Przeganianie kawki nie polepszyło mi humoru. Nie powinnam się wyżywać na niewinnym ptaku ;)

 

piątek, 15 września 2017

Sen bez akcji. Miałam o nim nie wspominać, a jednak po coś mi się przyśniła ta lala.

 

Byłam w jakimś mieszkaniu. Kogoś odwiedziłam. Otworzyłam drzwi do pokoju, a w nim na łóżku siedziało małe dziecko. Gdy przyjrzałam się bliżej to okazało się, że to lala. Była nieruchoma.

Lala była z tych niedzisiejszych. Była grubiutka jak małe dziecko. Miała na sobie słodką sukienkę, a na głowie ażurową czapeczkę zrobioną na szydełku. Podobną lalkę widziałam jako dziecko u mojej łódzkiej prababki, a byłam u niej tylko raz.

Nie jestem pewna czy to miał być mój pokój, czy tylko ktoś mi go pokazał. Miałam podziwiać lalę.

I to koniec.

Prawda, że to sen o niczym.

 

Zdjęcie prezentuje lalkę, która jest moją własnością i siedzi na moim łóżku. Jest zupełnie inna niż we śnie. Nie zachęca do podziwiania.

Wg sennika lalka zapowiada powiększenie rodziny. Mało wiarygodne tłumaczenie, bo dziecko w rodzinie pojawiło się 2 miesiące temu i nikt już tego nie przeżywa.

Lalka może symbolizować moje dzieciństwo, ale ja nie bawiłam się lalą, którą widziałam we śnie. To była lala do oglądania, a nie do zabawy. Jak w muzeum – oglądaj i podziwiaj, ale nie dotykaj eksponatów.

Może to chęć powrotu do czasów dzieciństwa?

Nie mam czasu na zastanawianie się nad tym. Świat dba, żebym miała zajęcie 20 godzin na dobę.

 

Dostałam środki czystości z UK i rzuciłam się w wir sprzątania i prania. Efekty są jak w reklamach: czyste po jednym praniu, czyste po jednym pociągnięciu szmatką.

Życie w różnych krajach powoduje, że jest coraz mniej wspólnych tematów do rozmowy.

Nikt już nie ma czasu na czytanie książek, a proza życia i czas spędzony w pracy nie pozwala na więcej aktywności. Trzeba zaakceptować to, że nadajemy już na innych falach.

 

Ojciec jest już po drugiej operacji na zaćmę. Robił to ten sam lekarz, w tym samym szpitalu, ale teraz za pieniądze nfz, a nie nasze. Ciekawe, że odkąd zaczął brać tabletki na obniżenie cholesterolu to wzrok mu się bardzo pogorszył. Ale nie ma na ten temat badań, bo kto by się przejmował ludzkim życiem. Jest praktyka.

W tv Maryla Rodowicz. To jest prawdziwa artystka, której piosenki zna większość ludzi w Polsce. Śpiewa już 50 lat, przeżyła wiele rządów i wiele widziała. Co ona robi, żeby utrzymać się na rynku? Rządy się zmieniają (oficjalnie), a ona śpiewa swoje piosenki i bawi ludzi. Chciałabym, żeby napisała książkę o swoich spotkaniach z ważnymi ludźmi. Np. bardzo interesuje mnie jak pachniał Fidel Castro. Może ktoś wie? Gdy spotkam Marylę (Marię Antoninę) to ją zapytam, może pamięta. Fidela nie spotkam, bo nie żyje od ponad 10 miesięcy (zm. 25.11.2016 r.). Miał 90 lat, więc nie okaże się, że nie umarł. Jak Mandela. Gdy zmarł to byłam przekonana, że on od dawna nie żyje. Pamiętałam nawet nagłówki gazet i transmisję z pogrzebu. A potem się okazało, że to nieprawda, bo on żył jeszcze lata. Nie zwariowałam, bo jest wiele takich osób na świecie.

Jesteśmy z innego świata. Tak działa Transerfing ;)

Sonia Braga – latynoska aktorka, powiedziała w jednym z wywiadów, że „z góry decyduje się kto będzie znany, a kto nie. Jedna z oscarowych nominacji zawsze musi być zarezerwowana dla Meryl Streep.” Ciekawe, nie patrzyłam na ten cyrk w ten sposób. Sonia Braga zagrała wiele ról, ale najbardziej była znana z romansów z Robertem Redfordem czy Clintem Eastwoodem. Ostatnio ciekawie grała w filmie Aquarius (2016).

A więc kto zdecydował o karierze Maryli?



22:55, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 września 2017

To dzisiejszy mój nabytek. Dipladenia nazywana też mandevila. Idzie jesień, więc trzeba rozweselić widoki. Musze tylko pilnować, żeby nie urosła do 4 m.

Piękno tej roślinki przyciągnął kolejnego gołębia, który walnął w okno. Myślałam, że ktoś mi butem uderzył w szybę, bo wszystkie zadrżały. Po odsunięciu roletki ujrzałam siwy ślad. Bo gołębie są brudne. Nigdy się nie myją, a z kałuży tylko piją wodę.

Spotkałam dzisiaj panią, która miała wnuka w tej samej podstawówce co ja syna. Słabo ją pamiętałam, a ona mnie doskonale. Po krótkiej wymianie zdań musiałam wsiąść do autobusu, a ona mówi do mnie: „korzystnie Pani wygląda, naprawdę”. Zabawne określenie dorosłej kobiety. Niespotykane. Potem jeszcze zrobiłam coś miłego starszemu panu (miło jest być miłym:)), a on do mnie: „dziękuję młoda damo”. Przegiął. Nie robi się uprzejmości dla pochwał i nie jestem taka młoda (a szkoda;)) i czy jestem damą? Co to znaczy w dzisiejszych czasach?

To dedykacja dla mojej przyjaciółki, która siedzi w czarnej rozpaczy i nie widzi światełka w głębokiej studni. Nie można nikomu pomóc, gdy jego dusza płacze. Można tylko przytulić, współodczuwać i napełniać dobrą energią. Dobre rady odbijają się. Każdy jest twórcą swego losu.

Podaruję jej grubosza. To natchnie ja nadzieją.

To drzewko szczęścia. Mało wymagająca roślinka. W każdym moim domu było, ale to raczej nie drzewko, a my sami kreujemy swój los. Dla kogoś kto nie ma się czego uczepić, takie drzewko może być początkiem czegoś nowego. Ludzie zawsze upatrują swe niepowodzenia na zewnątrz siebie i otaczają się talizmanami. To nie Bóg nas karze czy ocenia. Ja traktuję to jako zabawę i mam pełno gadżetów na szczęście. Pomaga to patrzeć na świat z optymizmem.

Ostatnio dowiedziałam się, że w moje urodziny będzie kolejny koniec świata. Planuję imprezę. Będą goście i prezenty. :)

 

I tak płynie życie. Każdemu według uznania.

 




czwartek, 07 września 2017

Dobrzy ludzie rzadko są szczęśliwi, ale szczęśliwi ludzie zawsze są dobrzy.

Nieszczęśliwy człowiek jest nieszczęśliwy, bo nie ma żadnego celu, żadnej misji, nie ma wizji swojego życia.


Żeby człowiekowi się wiodło w życiu musi mieć poprawne relacje z rodzicami. Roślina bez korzeni więdnie i marnieje.

Relacja z matką określa życie osobiste i zdrowie dziecka i jego potomstwa. Matka już w ciąży „pracuje” na choroby na jakie zachoruje dziecko.

Relacja z ojcem określa cele, idee i sposób zarabiania pieniędzy dziecka.

W ubiegłym roku po kursie gimnastyki słowiańskiej ćwiczyłam codziennie swój indywidualny zestaw ćwiczeń. To nie są zwykłe ćwiczenia, one są dopasowane do każdego na podstawie daty, miejsca i godziny urodzenia. Dostajesz 7 ćwiczeń. Ćwiczyłam z intencją poprawienia relacji w rodzinie. Od lat nad tym pracuję, usiłując zrozumieć motywy działania rodziców, ale bardziej skupiałam się na ojcu.

Po kilku miesiącach ćwiczeń zaczęło mnie pobolewać lewe kolano, a potem już nie mogłam klęczeć nawet na poduszce. A więc mam problem z matką. Kolana to rodzice – dla kobiet prawa strona to faceci, a lewa kobiety. Kostki to dziadkowie, stopy to pradziadkowie, natomiast łokcie to synowie i córki, nadgarstki to wnukowie, a dłonie prawnuki. Oczywiście przestałam ćwiczyć, bo ból był nie do zniesienia. Ktoś inny by powiedział, że to od klęczenia, ale przecież nie wszystkich od tego bolą kolana.

Zawsze miałam problem z rodzicami i nigdy nie chciałam klękać. Teraz widzę, że to rodzice mieli problem ze mną.

Przestałam wykonywać ćwiczenia w klęku, robiłam zimne okłady na kolano, żeby zatrzymać stan zapalny i zastanawiałam się jaki to ja mam problem z matką.

Moja mama zawsze się wtrąca, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Teraz dziwi mnie, że ogląda seriale tureckie. Zrobione są wg jednego wzoru – bajki o Kopciuszku – bogaty facet zakochuje się w ubogiej dziewczynie i wszyscy rzucają im kłody pod nogi. Można obejrzeć 1 lub 2, ale nie ciągle. Zwłaszcza, że moja mama nie ma za bardzo co robić. Więc jej odpuściłam. Gdy mnie prosi o podanie opisu jakiegoś odcinka, którego nie widziała to jej czytam z internetu, czasem daję do obejrzenia. Te seriale pokazują zupełnie inną kulturę, w której kobieta nie ma żadnych praw, pracuje na facetów, którzy ją nie szanują, mogą ją zabić czy okaleczyć. Ja dbam o to, żeby nie nasiąkać złymi emocjami. Nie czytam kryminałów, a w serialach policyjnych patrzę na zachowania i motywy ludzi, a nie na zbrodnie. Nie poszłam do lekarza. I po kilku dniach kolano przestało mnie boleć.

Te ćwiczenia tak działają. Ćwicząc zmieniamy – regulujemy naszą energetykę, a to powoduje, że problemy wychodzą na powierzchnię, pokazując i pomagając odpracowywać negatywne programy.

Gdy ponownie zaczęłam ćwiczyć zauważyłam, że mam 2 ćwiczenia związane z przeszłością.

A więc to powinno być dla mnie ważne. Nie mam ćwiczeń z kręgu 3 (wiedza tajemna, informacje ze światów równoległych), kręgu 4 (twórczość, inspiracja, pomysły, inicjatywa) i kręgu 7 (krąg ognia – optymizm, duchowe ukierunkowanie), bo nie mam z tym problemu i wiem jak postępować w tych dziedzinach.

Mam zająć się przodkami. Zaczęłam od kobiet po kądzieli, czyli po matce.

  1. BARBARA

  2. IRENA

  3. ANASTAZJA

  4. PELAGIA

  5. FRANCISZKA

  6. JOANNA

  7. ?

Doszłam do 1700 roku.

Według pradawnych tradycji Słowian na siódme pokolenie przychodzimy my sami, czyli my mamy wpływ na samego siebie w następnym wcieleniu. Ciekawe, że akurat na 7 się zatrzymałam. Ciekawe jak miała na imię. Jeśli to ja byłam 7, to moją córką była Joanna. Mam kilkanaście znajomych o tym imieniu – przyjaciółki, koleżanki, klientki, sąsiadki. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego znam tyle Asiek, teraz już wiem. :)

Mój ród jest przykładem, że choroby dziedziczne nie istnieją. Imiona nie powtarzają się, przyczyny śmierci też nie, długość życia i liczba urodzonych dzieci też są inne. Żadna kobieta w rodzie nie popełniała błędów poprzedniej. Nie ma klątw rodowych.


To są moi dziadkowie, moja mama i moja ciotka matka chrzestna. Zdjęcie zrobiono podczas wojny 1941-42 r. Fajne są takie stare zdjęcia. Osoby na nim nie miały pojęcia jak się potoczy ich życie. Mama z torebką, bransoletką, ładnie ubrana – zwracała na siebie uwagę. Babcia zajmowała się domem i 4 dzieci.

Moja mama jest Jedenastką jak jej mama. Mama wyszła za mąż za Dziewiątkę, jak jej tata. Powinna powielić schemat ich małżeństwa, a jednak tego nie zrobiła. Jak prawdziwa kobieta z doskonałą intuicją (11) poszła za mężem, czyli wyjechała do Łodzi. Rodzina najpierw nie mogła jej tego darować, ale potem to zaakceptowała i często nas odwiedzała. Siostry mamy były alkoholiczkami (miały powody), ale w rodzinie nie mówiło się tak o nich. Zresztą już nie żyją. A mama żyje choć jest najstarsza.

Liczby w naszej rodzinie, w tej żeńskiej odnodze się powtarzają.

Mama Irena Helena jest 11, jak jej matka Anastazja Ema. Babcia zmarła w wieku 57 lat na raka jelita grubego.

Pelagia była 7, a jej mąż 1, umarła w wieku 36 lat na krup. I ja miałam męża 1.

Dalej nie mam dat urodzenia. Na razie.

Ciekawe są też imiona kobiet w moim rodzie.

Ja – moje imię ma wartość 7, a samogłoski 3

Irena – 11, sam. 6

Anastazja – 3, sam. 4

Pelagia – 6, sam. 7

Franciszka – 9, sam. 11

Joanna – 1, sam. 8.

Liczby się zamieniają, krążą.

U mężczyzn jest ciekawiej. Dziadek, czyli ojciec mojej mamy Henryk = 9, pradziadek Jakub = 8, prapradziadek Franciszek = 9, a od babci Anastazji jej ojciec to był Józef = 1, jej dziadek Franz i pradziadek Franciszek = dat nie znam.

 

Ciekawe jak bym się dogadywała z moimi prababciami, jakie one były, co robiły, co je interesowało. Długa droga przede mną, żeby to odkryć. Po której babci mam talent do szycia i robienia na drutach? Muszę do tego wrócić, bo w sklepach ciuchy zalatują stęchlizną i rzadko mi pasują.

 

Rodzicom warto wybaczyć wszystko co nam złego zrobili. Zło to nasza ocena. Z ich punktu widzenia może to wyglądać zupełnie inaczej. Im człowiek starszy tym lepiej to rozumie.

Szczęśliwe życie nie jest możliwe bez uzdrowienia relacji. Zacznij od poczucia wdzięczności do rodziców, że dzięki nim jesteś na tym świecie. Potem może poczujesz miłość, szacunek i radość. Jesteś taką a nie inną osobą, bo urodziłeś się w swojej rodzinie, masz takich a nie innych rodziców, masz, nie masz rodzeństwa. To wszystko nas kształtuje. Ja byłabym zupełnie inną osobą, gdybym była jedynaczką, albo gdybym miała brata. Gdyby nasza rodzina nie wyjechała ze Śląska to też byłoby inaczej. Trzeba to zrozumieć, wybaczać, dziękować i kochać.

Chcesz żyć długo w zdrowiu to popraw relacje z matką, chcesz odnieść sukces w pracy to popraw relacje z ojcem. Jeśli nie żyją to nie przeszkadza. Zrób to jak najszybciej.

 

środa, 30 sierpnia 2017

Siedziałam rano przy komputerze i nagle usłyszałam delikatne pukanie w szybę. Pomyślałam, że to jakaś mucha. Ale trzepotanie nie ustawało. Podeszłam do okna i zobaczyłam brązowy uschnięty listek. Przecież listki nie pukają w szybę.

Po chwili „listek” się rozwinął i zobaczyłam pięknego motyla.

To rusałka pawik – motyl bardzo popularny w Polsce. Tylko jak on się dostał do pokoju przez bardzo wąską szczelinę uchylonego balkonu?

W pokoju nie ma żadnych kwitnących roślin. Na balkonie owszem. Kwitnie teraz maciejką, którą posadziłam trochę późno. Wieczorami pachnie nieziemsko. Mam też lawendę. Czyli ulubione roślinki motyli.

Motyl przez kilka minut obijał się o szybę i zupełnie nie widział wyjścia. Próbowałam mu zrobić dobrą fotkę, ale światło słoneczne było na zewnątrz. Otworzyłam szeroko drzwi do ucieczki, ale motyl szedł w inną stronę. Wyszłam z pokoju. Po kilku minutach wróciłam i już go nie było. Sam odleciał.

Potem wyszłam. Byłam umówiona i z zasady jestem punktualna (prawie zawsze). Spacerowałam sobie po ulicy czekając. Zrobiłam ok. 300 kroków, gdy coś na mnie chlusnęło. Poczułam jakby ktoś coś na mnie wylał, na włosy i sukienkę. Bałam się dotknąć włosów, żeby się nie ubrudzić jakąś mazią. Spojrzałam na wzorzystą sukienkę i nic nie zauważyłam. A więc obsikał mnie jakiś ptak, a nie gołąb. Nie miałam czasu się sobą zająć, bo przyszła osoba, z którą byłam umówiona. Nic dziwnego w moim wyglądzie nie zauważyła, więc OK. To tylko siki.

Są takie zdarzenia w życiu, na które zupełnie nie mamy wpływu. Nic nie można na to poradzić. One się dzieją.

 

Niby żyjemy w mieście, a jednak blisko natury. Musimy ze sobą współistnieć. Można na chwilę zapomnieć o ludzkich sprawach.

Taki relaks ;)



niedziela, 27 sierpnia 2017

Kilka dni temu obejrzałam film o zmaganiach naukowca, który nie może wykonywać badań z braku funduszy. A badał wpływ napromieniowania żywności na zdrowie człowieka.

Od ponad 50 lat żywność konserwuje się radiacyjnie, ale nikt nie badał czy to bezpieczne dla ludzi. No i ten naukowiec wziął alzacki bigos, konserwowany w ten sposób i go zbadał. Odkrył molekuły alkilo cyklobutanu (tak przynajmniej je określił). Te cząsteczki nie występują w naturze. Nie można ich osiągnąć w żaden inny sposób. A w napromieniowanej żywności są i ludzie pochłaniają je razem z jedzeniem. Ten naukowiec zbadał wpływ napromieniowanego jedzenia na chore na raka szczury czy myszy. Okazało się, że chore zwierzątka szybko zdychały. Wniosek: taka żywność jest prorakowa, czyli nie wywołuje raka, ale przyspieszają rozwój choroby. I na tym naukowiec zakończył badanie, bo skończyła się kasa. Nie ma pieniędzy na dalsze badania.

Ludzie uważają, że myszy to nie ludzie i co szkodzi gryzoniom, to ludziom niekoniecznie. Być może. Ale w 2009 roku w Australii w okolicach Sydney nagle ponad 100 kotów doznało paraliżu. Większość kotów zdechła, uratowano kilka. Gdy sprawdzano jaka może być tego przyczyna, to odkryto, że zaszkodziły im chrupki bio z Kanady. Zamiast 40 dni kwarantanny wykonano sterylizację radiacyjną, żeby produkt szybciej trafił na tamten rynek. I karma musiała dostać za dużą dawkę, skoro efekt był przerażający.

Obecnie ta metoda jest zakazana w stosunku do karmy dla zwierząt. A karma dla ludzi może być napromieniowana!

Człowiek jest dobry dla zwierząt, ale nie dla siebie.

 

Przypomniał mi się Anthony de Mello – „Modlitwa Żaby II”

 

Dobroć wobec zwierząt

Nauczycielka poprosiła swoich małych uczniów z klasy, żeby opowiedzieli o swoich dobrych uczynkach względem nierozumnych zwierząt.

Było kilka wzruszających opowieści.

Kiedy przyszła kolej na Tommy'ego, powiedział dumnie: „Cóż, kopnąłem kiedyś chłopca za to, że kopał psa".

 

Równie dobrze prowadzić wojnę, żeby zakończyć wszystkie wojny, lub brać udział w przemocy, która doprowadzi do miłości.”

 

To jest znak informujący, że żywność jest konserwowana promieniami gamma. Kuriozum. Wybitnie nie ostrzega, kolor zielony kojarzy się z dobrym produktem, a nie groźnym. Gdy się jednak przyjrzeć to widać, że 3 przerwy na okręgu, czyli jednak niszczy i rozbija ochronę rośliny. Ale czy to ktoś analizuje w ten sposób. Zielony to dobry, czerwony to zły. Nie ma obowiązku jego umieszczania na żywności, o dawce nie ma mowy.

Nie wiem czy w Polsce można kupić bigos alzacki, ale jest bardzo dużo żywności napromieniowanej. Są to krewetki, ryby, drób, papryka, pomidory, owoce tropikalne, przyprawy, mrożonki. Ziemniaki tak konserwowane robią się słodkie, a tłuste mięso jełczeje. Promieniowanie gamma niszczy komórki, rozbija cząsteczki, a produkty są bezpłciowe, nie mają zapachu i żadnych wartości. Ale mogą leżeć w marketach miesiącami bez zmian, nie pleśnieją, nie są robaczywe. Nikt tego nie kontroluje. Motłoch kupi wszystko.

Po co więc badania naukowe. Zmarnowane pieniądze.

Już Stanisław Lem zauważył w „Apokryfach”:


"Pogarszająca się umysłowa jakość przywódczych elit politycznych to skutek rosnącej złożoności świata. Ponieważ ogarnąć go w pełni nie może nikt, choćby obdarzony był największą mądrością, do władzy pchają się Ci, co wcale się tym nie martwią".

 

Ludzie są zdani sami na siebie. Jeśli chcą być zdrowi to właściwie powinni jeść jak najmniej. I dotyczy to każdej żywności, zwłaszcza tej zamorskiej. 



 

1.09.2017

 

Takie małe uzupełnienie. Zupełnie przypadkiem znalezione ;)

16 lat temu zwracano uwagę na napromieniowanie żywności. Można o tym przeczytać w Nexusie nr 19 z 2001 roku s. 11-17.

Jest to obszerny art., który gorąco polecam.Nie będę wklejać z szacunku do autorki Susan Bryce.

W supermarketach mamy obecnie martwe jedzenie, bez żadnych wartości odżywczych. Idealne do zapychania żołądków.

Przez tyle lat nie udało się powstrzymać „nuklearnej masakry naszego pożywienia”. Ta zaraza objęła już cały świat. Promotorami są FAO, WHO, WTO i ponadnarodowe konsorcja produkujące żywność, i oczywiście rządy. Oszukuje się ludzi pod płaszczykiem walki z głodem.

Fakty są takie, że żywność napromieniowana może leżeć na półkach marketów wieczność, owoce nie mają żadnych witamin, superfood jest supershitem. Nic dziwnego, że agendy zalecają 10 razy dziennie jeść warzywa i owoce. Biznes nowotworowy się kręci w najlepsze.

W sklepie ludzie zamiast liczników kalorii będą musieli stosować liczniki Geigera-Müllera.

Badania na dzieciach musiano przerwać, bo groziło to śmiercią dzieci. A napromieniowuje się coraz więcej produktów.

 

A ja dzisiaj kupiłam cynamon w sklepie, w który fruwały mole. To import prywatny.

 

Rządy się zmieniają, a karawana jedzie dalej. Trochę mi żal ludzi, którzy angażują się politycznie, jakby widzieli jakieś różnice. Bujają się i bujają i umierają. Bo ludzie wolą się zajmować bzdetami niż własnym zdrowiem. A reklamy są coraz głupsze, jak ludzie.

Całość tu NEXUS

Proszę przeczytać i pomyśleć. To boli.

 

 



niedziela, 20 sierpnia 2017

Trzy dni temu pomyślałam, że w tym roku nie było tęczy. Więc chciałam ją zobaczyć. Ale do tego potrzebny jest deszcz. A on pada tylko w nocy, albo mnie omija.


Dzisiaj nie padało, choć w tv mówili, że będzie padać wszędzie. Ale była wilgoć w powietrzu. O godz. 19.29 spojrzałam w niebo i oto moja pierwsza tęcza w tym roku. Doczekałam się :)


Pomyślałam, że powinna być podwójna. I się pojawiła. O 19.35.


Chyba to norma, bo zawsze jest podwójna, tylko trochę później. Mówisz – masz :) Zdjęcia zupełnie nie oddają przepięknych kolorów. Powinno się robić prawdziwym aparatem.

A wcześniej miałam przebłysk przyszłości. Chciałam włączyć lampkę nad biurkiem i gdy moja ręka zbliżała się do przycisku, pomyślałam, że żarówka trzaśnie. I żarówka się przepaliła z hukiem. Przy okazji wysiadł bezpiecznik, wszystko się wyłączyło. Był to ułamek sekundy, nie zdążyłabym wypowiedzieć tego na głos. A przecież nie chciałam, żeby tak się stało. Musiałam ustawiać godzinę w piecu gazowym i w faxie.

Ciekawe :)

 

 


piątek, 18 sierpnia 2017

Przyjrzałam się składowi chleba, który niedawno kupiłam. Chleb był dobry, ale tylko pierwszego dnia. Zastanowiło mnie to, że tylko 45% chleba to mąka. Trochę mało.

Więc upiekłam sobie chleb. Pierwszy. Wybrałam łatwy przepis z drożdżami. Nie trzeba czekać na zakwas, ani kombinować z mąkami.


Specjalnie się nie starałam, wszystko samo się robiło. Trochę się przyjarał z wierzchu, bo piekłam na środkowej półce w piekarniku. Jak urósł, to był za wysoko.

Po wystygnięciu chleb był dobry, ale szału nie było. Zważyłam go dopiero po zjedzeniu przylepki ;)

Zużyłam 750 g mąki, a gotowy chleb ważył 1,07 kg. Moja siostra mówiła, że jak zrobię z pół kg mąki to będę miała 0,5 kg chleba. Ona piecze często w maszynie, ale chyba nie ważyła swojego chleba. A może to „wina” drożdży.

Na drugi dzień chleb zrobił się zbity, a na trzeci dzień (zostały 2 kromki) zaczął się kruszyć i skórka odpadła.

Takiego chleba już nie upiekę. Kromki były ogromne. Upiekę następny chlebek w foremce i z innej mąki. Kromki będą ładniejsze.

Kiedyś :) Może :)



wtorek, 15 sierpnia 2017

Wczoraj byłam na zakupach w hipermarkecie. Zawsze tam kupuję arbuz. Gdy jest rozkrojony kładą go do lodówki, a na bazarze nie.

Gdy podchodziłam do kasy usłyszałam rozmowę kasjerek. Jedna mówiła, że jakaś klientka kupiła serki fit, coś tam eko i jeszcze banany bio, a potem rosołki, vegetę i zupki chińskie. Podsumowała to jednym słowem hipokryzja. Wg niej fit, eko i bio to coś przeciwnego niż zupki. Czy można równocześnie kupować jedzenie zdrowe i chore?

Kasjerki wcale nie mają nudnego życia.

Nie widziałam tej klientki, ale to nie hipokrytka, a raczej ofiara propagandy.

Ja akurat nie kupuję „zdrowego” jedzenia, zwłaszcza polecanego przez coraz młodsze i niedouczone guru-celebrytki. Nie tknę tofu, soi czy owoców morza, bo mi nie smakują. Super food zza mórz i oceanów też nie dla mnie. Ja jem to co mi smakuje i jest dla mnie dobre. Ja wiem, że kasza jaglana jest ponoć najlepsza, ale wolę gryczaną. Nie piję słodkich napojów, bo mnie mdli, a nie przez informację, że tam tyle cukru, albo słodzików. Nie jestem upośledzona glutenowo i jem gluten dla dobra jelit.

Ludzie ciągle myślą, że jedząc coś zdrowego będą zdrowi. A jedzenie to przetwarzanie energii. Za dużo jedzenia nie da nam więcej energii. jesc i pasc Ci co są grubi w pasie lubią sobie pojeść, pasą się ;) To brak umiaru.

Zawodnicy sumo jedzą wysokokaloryczne zupy z mięsa, warzyw, jajek, ryżu, piwa, popijają sake. Nie jedzą śniadania, tylko 2 posiłki dziennie, ale to ok. 12 000 kalorii dziennie. Mięso to zwykle kurczak. Nie jedzą wołowiny czy wieprzowiny, bo to zwierzęta chodzące na 4 nogach. To symbolizuje przegraną. A kurczak chodzi na 2 nogach – jak zwycięzca. Mamy XXI wiek, a takie przesądy są ciągle silne. Wszyscy jedzą to samo, a jednak ktoś przegrywa.

Zawodnicy sumo swoją dietą budują tkankę tłuszczową. Ich codzienny trening odbywa się raz w ciągu całego dnia, a potem odpoczynek i odkładanie energii. Taki sposób życia podobno skraca życie. Jak zresztą każdy sport.



Jedzenie jest najważniejszą czynnością dla człowieka (dla kota też). Dzięki niej żyjemy. Człowiek powinien jeść, aby zaspokoić głód i utrzymać ciało w formie.

Sathya Sai Baba nauczał: „Jedzcie to, co jest dla was niezbędne, nie przeciążajcie żołądka. Podzielcie pojemność żołądka na trzy równe części - jedną z nich wypełniajcie jedzeniem, drugą - wodą, a trzecią pozostawiajcie pustą. Obecnie ludzie objadają się tak, że po posiłku trudno im wstać. W rezultacie cierpią na niestrawność.”

Dlaczego ludzie biedni nie są grubi? A jedzą bardzo niezdrowo i tanio. Bo jedzą mało i rzadko.

Zdrowo na człowieka działa też modlitwa przed jedzeniem. Gdy jesz 10 razy to 10 razy się módl. Kto da radę? W wielu religiach uważa się, że przed modlitwą pożywienie jest zwykłą żywnością. Modlitwa usuwa zanieczyszczenia naczyń i składników pokarmowych, oraz wszelkie negatywne wpływy, jakie mogły oddziaływać na posiłek w czasie gotowania. My modlimy się tylko przed wigilijną wieczerzą.

 

Naturę ludzką dobrze ujął Anthony de Mello – Modlitwa Żaby II - UROJONE ZATRUCIE POKARMOWE

Istoty ludzkie reagują, nie na rzeczywistość,

lecz na idee w swoich głowach...

 

Grupie turystów, zagubionej gdzieś na wsi, podano do jedzenia stare racje żywnościowe. Przed zjedzeniem sprawdzili pokarm rzucając trochę psu, któremu zdawał się on smakować i nie zaszkodził.

Następnego dnia dowiedzieli się, że pies zdechł. Wszyscy wpadli w panikę. Wielu zaczęło wymiotować i skarżyć się na gorączkę i dezynterię. Wezwano lekarza, żeby leczyć ofiary zatrucia pokarmowego.

Lekarz rozpoczął od pytania, co się stało ze zwłokami psa. Przeprowadzono dochodzenie. Sąsiad powiedział obojętnie: „A, wrzucono go do rowu, bo go przejechał samochód".

 

Wszyscy jesteśmy hipokrytami. Żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, gdy jemy za dużo lub coś szkodliwego to kupujemy coś „zdrowego”. I wcale nie jesteśmy zdrowi.

Hipokryzja może też być zabójcza, o czym przekonał się Lennon

A wystarczy poznać siebie, nikogo nie słuchać i jeść wszystko co nam sprzyja. Mało. Żeby nie wyglądać jak zapaśnik sumo, najszerszy w pasie.

 

23:35, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 sierpnia 2017

Moja chrzestna, gdy tylko przyjeżdżaliśmy w odwiedziny, zawsze mi powtarzała, żebym pamiętała gdzie się urodziłam i że jestem Ślązaczką. Co to w ogóle znaczy? Czy jestem gorsza czy lepsza? A może to zazdrość, że mama wyjechała za mężem, wyrwała się z tego Śląska. Do tej pory nie wiem i nie mam szansy się dowiedzieć, bo ciotka nie żyje.

Nie zdążyłam się nauczyć gwary, ale ją rozumiem. W domu babci zawsze była pachnąca roślinka. W domu mojej mamy też i w moim. Babcia powtarzała, że jak ona jest to nikt nie choruje na uszy. Taka tradycja rodzinna, śląska.

To szczyrbok, zwany geranium czy anginką. Nie można go kupić w kwiaciarni, tylko na bazarkach.



Roślinka często rośnie bardzo dobrze, ale czasem gdy za bardzo wyrośnie, to marnieje. Trzeba uszczknąć odnóżkę, albo kupić nową. Gdy się ją podlewa i trąci to wydziela cytrynowy zapach. U mnie często kwitły. Powietrze w pokoju gdzie stoi roślinka jest lepsze, odświeżone. Nie ma też komarów czy muszek.

Na uszy często chorują dzieci. Nic dziwnego, bo uszy symbolizują zdolność słyszenia. A dzieci często nie chcą słuchać napominania, pouczania, kłótni rodziców itp. To często złość, że trzeba coś robić, a nie ma się na to ochoty.

Moja złość i upór były tak wielkie, że w dzieciństwie chorowałam na zapalenie ucha środkowego. Kto nie chorował to nie wie, że to bardzo boli. Czuje się jakby w uchu, w środku głowy maszerowało stado robaków. Taka choroba trwa kilka dni zanim słuch wróci do normy, a mama powie: „mówiłam ci, żebyś mnie słuchała i włożyła czapkę”. Gdy dochodzi już do zapalenia ucha, to nic nie pomoże tylko lekarz i antybiotyki.

Natomiast gdy zaczyna nas boleć ucho to przyda się taka właśnie roślinka w domu. Wystarczy urwać jeden duży listek, opłukać go pod zimną wodą, zwinąć w paczuszkę 0,5 na 2 cm, trochę podziabać paznokciem, żeby puścił sok i włożyć do ucha. Listek musi być dość duży, żeby wystawał z ucha, a nie wpadł do środka. A potem iść spać. Rano listek jest suchy, łatwo się go usuwa, a ucho funkcjonuje znakomicie. Sok z geranium zawiera olejki. które mają działanie antybakteryjne i antywirusowe. Dlatego też do ucha wkłada się listek w przypadku początku przeziębienia, zwłaszcza przy katarze i zawalonych zatokach. Tylko trzeba działać szybko. Nic samo nie przechodzi.

Ostatnio musiałam słuchać wielu ludzi, potakiwać, a właściwie to ich nie słuchałam, bo wiedziałam co powiedzą. Chciałam uciec, ale nie mogłam, drażnili mnie.

I akurat mój szczyrbok zmarniał i od 2 miesięcy nie miałam. Nie kupiłam nowego, bo do zimy daleko. A potem w autobusie siedziałam przy otwartym oknie, więc mnie „zawiało”. Zawsze potrzebny jest wyzwalacz choroby. Zaczęło mnie boleć ucho, czyli przestałam słyszeć. Zanim pomyślałam o lekarzu, poszłam na bazar i kupiłam szczyrbok za 4 zł. A następnego dnia rano ucho mnie nie bolało. Wszystko minęło. Przy okazji zdałam sobie sprawę z mojej „głuchoty” na sprawy innych. Jest OK.



23:23, bajka107 , Zdrowie
Link Komentarze (4) »
środa, 09 sierpnia 2017

W tym roku nie ma niedobrych lodów. Są pyszne.

NIE + NIE = TAK + TAK + TAK

Czarny wafelek + malaga + granat

Pięknie wyglądają i obłędnie smakują :)

Żyć, nie umierać :)

 

 


wtorek, 08 sierpnia 2017

Chester Charles Bennington ur. 20.03.1976=1

1,6,6,9

Indywidualista, bystry i zaradny życiowo (1). Też już było.

Był gwałcony przez przyjaciela rodziny od 7 do 13 roku życia. Musiał sobie radzić, by przeżyć. Więc sięgnął po alkohol, bo on jest dostępny dla każdego. W szkole był szykanowany, bo był chudej postury i wyglądał dziwnie. Przeżył rozwód rodziców gdy miał 11 lat. Znowu alkohol, opium, kokaina, metamfetamina. W wieku 18 lat był aresztowany.

W wieku 24 lat osiągnął sukces i znowu sięgnął po alkohol, by jakoś to znieść.

Cierpiał na bóle brzucha i ciągle dopadały go jakieś kontuzje. Przeżył, bo był Jedynką o niespożytych siłach witalnych. Pomógł też alkohol. Przez całe życie pił i nie pił. Często miał 3 dniówki. Koledzy z zespołu starali się mu pomóc. A pomogło by mu ukaranie pedofila. Powiedział ojcu, który był detektywem policyjnym, kto to był. Ojciec nic z tym nie zrobił.

Chester udzielał masę wywiadów. Jeszcze trochę, a podałby nazwisko oprawcy. Nie mógł znieść, że przestępca ma się dobrze i jest u szczytu władzy, a on marnieje i cierpi codziennie.

Od śmierci swojego przyjaciela (od 18 maja) Chrisa Cornella napisał 6 piosenek. Miał chęć do życia, ale stracił nadzieję, że pedofil zostanie ukarany. Najpierw umarła jego dusza.

Jego sposób śpiewania był specyficzny, jakby chciał wykrzyczeć swój ból. Na fotkach robi z dłoni pistolet. Ale nie można się zabić pistoletem na niby. Bo to nie pistolet, a wskazówka. Często mówił, że ktoś siedzi w jego głowie i on nic z tym nie może zrobić. Na jednym z wywiadów na YT prowadzący zupełnie nie rozumie o czym Chester mówi i ciągle się śmiał.

 

W jednym z wywiadów mówił:

"I remember that stuff happening to me at that stage and even thinking about it now makes me want to cry," he said. "My God, no wonder I became a drug addict. No wonder I just went completely insane for a little while." chester+bennington

Bo był bystrym człowiekiem. Zdawał sobie sprawę z przyczyn depresji. Ale do lekarza się nie zgłosił. Znane osoby mają gorzej, bo nie są anonimowe. Lekarze zawsze donoszą o tajemnicach swoich pacjentów. Nikt mu nie pomógł, ale były dobre chęci. Zabrakło pragnienia udzielenia pomocy.

Tatuaże są wymagane wśród muzyków, ale trzeba uważać co przedstawiają. Wiele mówią o człowieku. Ludzie myślą, że będą inaczej – lepiej – postrzegani, a jest odwrotnie. To nieakceptujące siebie jednostki. U Chestera to krzyk rozpaczy. Nawet gdy się uśmiechał, to jego oczy były dziwne – zimne, nieobecne, smutne.

Chris Cornell też miał dziwne oczy, jak nie u człowieka.

Powiesił się niedawno 20 lipca 2017. Miał 41 lat.

 

W datach urodzenia tych panów zaznaczyłam dzień urodzenia, czyli 20.

Dzień urodzenia symbolizuje ojca w oczach dziecka. 20 to brak relacji z dzieckiem. Tutaj akurat były rozwody, ale niekoniecznie. Może to być ojciec pracujący dnie i noce, i też go nie ma. Najważniejsze jest to, że dziecko jest zagubione, nie wie jaka jest rola ojca w rodzinie. Potem gdy dziecko dorasta nie umie stworzyć własnej rodziny.

Dni urodzenia 10, 20 30 – określają osobę, która ma jakąś misję i jest pod opieką Boga (wg numerologii kabalistycznej).

Nie znam ani jednej takiej osoby, więc nie wiem jak to jest ze zwykłym człowiekiem.

Ale z tą opieką Boga coś jest nie tak. Chris Cornell chodził do katolickiej szkoły. Często o tym mówił w wywiadach, że był wątpiącym w istnienie Boga jedynego. Chester mógł obwiniać Boga, że pozwolił na to co mu się przydarzyło. Nie wiem. Kurt też nie był pobożny. Im więcej alkoholu i narkotyków tym dalej od Boga.

 

Bhagawan Śri Sathya Sai Baba mówił:

Bóg spełnia te pragnienia, których realizacja służy waszemu dobru. Nie zaspokaja tych, które są dla was szkodliwe. Bóg zawsze gotowy jest przyjść z pomocą swoim wielbicielom.

A panowie nie byli wielbicielami Boga, więc nie było opieki.

 

Mówi się, że Bóg albo istnieje, albo nie. Ale lepiej jest wierzyć niż negować. Tesla nazywał Boga Opatrznością i przez całe życie doświadczał jego opieki.

 

I ostatni pan pragnący śmierci.

 

Paul William Walker IV ur. 12.09.1973=5

 

O Piątkach też już pisałam. Jego określam – wolność, zmiana, wszechstronność, towarzyskość.

5,1,8,11 – utalentowany wrażliwiec, czego się dotknął zamieniał w złoto. Dobry człowiek.

Pochodził z aktorskiej rodziny. W wieku 2 lat wystąpił w reklamie pampersów. A potem grał w wielu filmach. Po jego śmierci obejrzałam kilka, i zawsze jeździł jak szalony.

I dostał to czego pragnął – żyj szybko, umieraj młodo.

Zginął w wieku 40 lat - 30 listopada 2013 r. Jechał jako pasażer ze swoim przyjacielem. Spalił się od wybuchu. Szybka śmierć. Na pewno uśmiech nie zszedł mu z twarzy.

 

Dzisiaj przez cały dzień nuciłam Substitute piosenkę The Who. Dziwne, bo nie grają takich starych piosenek. Więc przypomniałam sobie inną piosenkę Rogera Daltrey – My Generation.

Śpiewał: Mam nadzieję, że umrę, zanim się zestarzeję . Było to 46 lat temu.

I nic się nie stało, bo nie było pragnienia. Nie było też teledysku. Zabrakło dopalaczy do pragnienia. To raczej nie pragnienie, to nadzieja, która jest matką głupich.

 

Na drugim biegunie jest pragnienie życia, a właściwie zdrowia.

 

Ludzie szaleją. Nic się nie zmienia od wieków.

Zdrowie to stan człowieka, a nie zdrowe jedzenie, zdrowie na widelcu. Jeśli uwierzysz, że jest na zewnątrz, to nigdy nie wyzdrowiejesz. Zdrowe jabłko może być zabójcze dla chorego na wrzody żołądka, bo zawiera pektyny.

Głupota ludzka nie zna granic i nie boli. Ludzie najcenniejsze co mają, czyli zdrowie oddają obcym ludziom. I nie chodzi mi o lekarzy. Bo to zawód jak każdy. Trzeba trafić na dobrego, więc nic nam nie grozi. Najgorzej jak ludzie słuchają ludzi młodych, albo bez żadnego wykształcenia.

Do 30 roku życia trzeba się bardzo starać, żeby zachorować. Można jeść wszystko i prowadzić „niezdrowy” sposób życia. Płaci się dopiero po 50-ce.

Znajoma prosiła mnie o opinię w sprawie niejakiego Zięby, bo kupiła jego książkę i ma mieszane uczucia. Ufaj sobie. Zawsze. Obejrzałam tylko jeden film i powaliła mnie merytoryka w stylu: są badania, wykazano, wyliczono … Jak można ufać tak niedouczonemu człowiekowi. Nie wiem co skończył, bo nigdzie nie ma żadnego dyplomu. Dużą dawką vit C nie wyleczy się raka, bo wszystko idzie w sedes. Ciekawe kiedy zaczną się pozwy. I ten koleś jeszcze coś tam sprzedaje. Naprawdę nic się nie zmieniło od średniowiecza. Lekarze popełniają błędy, ale z bólem zęba biegniemy do stomatologa, a nie do dziwaka udającego lekarza. Czy jak ten pan pójdzie pod nóż to będzie się chwalił, czy powie, że to witaminki go uleczyły.

O raku wiem dużo, bo chorował mój ojciec. Jedzenie ma minimalny wpływ na chorobę. 4 osoby jadły to samo przez 20 lat, a zachorowała tylko jedna. Osoby długowieczne, a znam wiele, nie ćwiczą, nie medytują, jedzą wszystko w małych ilościach, nie jedzą owoców. Przeżyły głód i chyba aktywował się im gen długowieczności, jak mówił zabity na pasach prof. Vetulani. Ci ludzie są normalni. I żyją długo. Często nie mają pragnień, bo wszystko mają. Kiedyś jedna pani mówiła, że Bóg chyba o niej zapomniał. Żyła wg niej już za długo. Lubię starych ludzi, bo są mądrzy nie na pokaz.

Ostatnio przeczytałam nagłówek wypowiedzi jakiegoś lekarza. On bardzo pragnął leczyć dzieci, bo „najczystsza babcia bardziej śmierdzi niż brudny dzieciak”.

Babcia to ciągle jest człowiek. Ciekawe, gdy ten pan będzie w wieku babci i będzie nosił pampersy po operacji prostaty, czy znajdzie się lekarka, która mu pomoże. Przecież będzie śmierdział moczem, bo po operacji się popuszcza. Mówisz-masz.

 

Dziwnym zrządzeniem losu dzisiaj trafiłam na stronę jakiegoś pana, który w swojej wizytówce napisał: ”rzygam smoleńskiem”. Naprawdę tak określa siebie, to jego cecha.

Ja wiem, że ludzie ogłaszają co robią w sypialni, chcą się wyróżnić czy co. Przecież geje są tacy sami jak my, ale robią to z innej strony. Naprawdę nie chcę tego wiedzieć.

Nie przyszłoby mi do głowy opisywać co wydalam z różnych otworów mego ciała.

Uciekłam i zrobiłam blokadę, żeby przypadkiem znowu tam nie trafić.

Bo nienawiść jest zaraźliwa. I pragnienia się materializują. Czy ten pan będzie zadowolony z rzygania?

 

Łatwo nie mieć pragnień gdy zaspokojone są podstawowe potrzeby przetrwania.

I na koniec cytat mądrego człowieka Bhagawan Śri Sathya Sai Baba

Człowiek sądzi, że zaspokajając kolejne swe pragnienia zazna szczęścia, tymczasem zamiast tego staje się coraz bardziej niespokojny. Im mniej pragnień, tym większe szczęście.”

Dopiszę jeszcze w temacie

Są w naszym życiu takie sytuacje, że nasze pragnienia kłócą się z pragnieniami innych. Wygra silniejszy. Obserwuję poczynania Muska, bo jest interesujący. Zresztą dostaję codziennie nowe informacje. To człowiek, który "pali dolary". Za ostatni kwartał zrobił 400 mln straty (Tesla strata) , a inwestorzy dają mu coraz więcej pieniędzy. Bo on zaklina rzeczywistość. W tym roku szykuje się kolejny strajk w jego fabrykach. Poprzedni był w kwietniu z powodu skandalicznych warunków pracy i dużej liczby wypadków. Związki zawodowe zapowiedziały strajk, bo pracownicy zmuszani są do wysokiej wydajności, ale za te same pieniądze.  "Wizjoner" ma wizje, a pracownicy chcą zarabiać. Konflikt interesów.

Ciągle kłamie, albo zaklina rzeczywistość. Mówił, że ma zgodę na hyperloop w 4 miastach, a nikt nic nie wiedział. On jest coraz bogatszy. Jego pragnienia wygrywają.

 

Wszystkie twoje pragnienia i myśli są twoimi wrogami. - przeloz-zwrotnice-nienawisci-milosc 

 

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

Język polski jest bardzo ciekawy. Jak żaden inny (może się mylę) nie ma tylu słów na określenie odcieni różnych emocji, zdarzeń czy cech osobowości.

 

Ciekawym słowem jest - PRAGNIENIE

 

Opisuje ono stan, w którym czegoś nie mamy, a bardzo chcemy.

Występuje w nim podwójne przeczenie. Co ono oznacza? Dwa minusy dają plus, a kiedyś uczono mężczyzn, że gdy kobieta mówi nie to oznacza tak. Naprawdę czytałam o tym w jakimś piśmie.

W języku polskim jest dużo słów kończących się na nie, ale to słowo ma aż dwa przeczenia. Słowo jest bardzo ważne skoro przestrzega się nas dwukrotnie. NIE i NIE.

A przecież pragnienie to też określenie braku picia. Każdy wie, że bez picia człowiek umiera. Więc pragnienie powinno się zaspokoić. Czy wtedy zniknie?

W kabale uczą (mogę czegoś nie rozumieć), że każdy człowiek rodzi się z pragnieniem otrzymywania. Celem życia jest zlanie się ze Stwórcą i zamiana pragnienia otrzymywania na pragnienie obdarzania.

Człowiek rodzi się i już czegoś chce. Zrozumiałe jest zaspokajanie potrzeb przeżycia, czyli pożywienie, ubranie, schroNIENIE. Tylko człowiek na tym nie poprzestaje. Ciągle czegoś chce i wmawia sobie, że to wynika z potrzeb jego duszy. Nie tylko chcę, ale pragnę. Każdy człowiek ma 6 tysięcy lat na zamianę pragnienia otrzymywania w pragnienie dawania. Tylko, że kabała mówi o świecie duchowym, a nie fizycznym.

Pragnienie – nie chcij niczego – 2 przeczenia.

 

Pragnienia są krótkotrwałe. Tesla w wywiadzie z 1919 roku (książka Autobiografia Nikoli Tesli) mówił:

Pragniemy nowych wrażeń, ale wkrótce stajemy się na nie obojętni. Wczorajsze cuda dziś stają się powszechnymi zjawiskami.”

 

Bardzo mądry człowiek, nieżyjący od 6 lat, Bhagawan Śri Sathya Sai Baba nauczał, że:

Dzisiejszy człowiek gotów jest uczynić wszystko, aby doświadczyć szczęścia, lecz pragnienia mnożą się jak mrówki w mrowisku. Panujcie nad pragnieniami. Im mniej pragnień, tym mniej zmartwień. Mnożenie pragnień prowadzi do obniżenia siły woli, a w konsekwencji do utraty energii działania.”

 

I pojawia się kolejne fajne słowo - UZALEŻNIENIE

To wskazówka, żeby się od niczego nie uzależniać, nawet od pragnienia. Nie i nie. Nie bądź zależny od niczego – 2 przeczenia.

Kolejne takie słowo to UJAWNIENIE

Nie do końca to rozgryzłam, ale chodzi ty o świat Javi, czyli ten tu i teraz. Pomyślę.

Wracając do słowa PRAGNIENIE. Jest ono bardzo silne, bo ma moc sprawczą. Więc uważaj czego pragniesz.

Pragnienie śmierci

To pragnienie, żeby się spełniło musi być na widoku, jest manifestowane werbalnie i wizualnie. Dziwnym trafem pomyślałam o 4 znanych osobach. Nie słuchałam ich muzyki, więc mam dystans.

 

Kurt Donald Cobain ur. 20.02.1967 = 9

Pisałam niedawno o 9, którą był Prince. Bardzo podobne cechy osobowości i koniec życia (do 2 razy sztuka).

9 – droga życia – niby wiedza i mądrość, ale trudno to znaleźć. Bo planetą opiekuńczą Dziewiątki jest Pluton – transformacja, nie boi się śmierci. Nie dziwią mnie fotki z bronią, których jest w necie pełno.

9 jest wrażliwa na ludzkie nieszczęście

2 – ekspresja – naiwność, brak wiary we własne siły. Gdy miał 9 lat rodzice się rozwiedli, a dziecko było raz u mamy, raz u taty, potem u wujków i innych. Chciał być najważniejszy, a był nikomu niepotrzebny. Kolejne skrzywdzone dziecko. Z tej rozpaczy zaczął być złośliwy i krnąbrny, wtedy nikt nie chciał się nim zajmować.

3 – osobowość – Uran – wulkan – ogień i agresja, konfliktowość. Na scenie się sprawdziło. Był wulkanem energii, skakał i miotał się w ekstazie. W życiu takie zachowanie przeszkadza, bo brak zdecydowania, chwiejność, wybuchowość.

8 – dusza – a potrzebował władzy i kasy, a był wrażliwcem. Władzę miał na scenie nad fanami. Kasy nie umiał zarabiać, bo był niepokorny i nie chciał się ugiąć wytwórniom. Gdyby okiełznał swój temperament to mógłby mieć wszystko.

Gdy miał 4 lata zachorował i dawano mu lek (rital), który uszkodził mu żołądek. Przez całe życie miał bóle brzucha. Radził sobie pijąc alkohol, a potem brał narkotyki. Ukochał heroinę. Miał okropną cerę, jakieś bąble i wypryski, więc maskował twarz strąkami włosów. W necie są fotki, ale straszne, nie dla mnie.

Nie miał wsparcia u żony. Ślub dwóch ćpunów został zawarty na Hawajach, a drużbą był diler. Więc związek nie mógł być czysty od heroiny. Courtney brała nawet będąc w ciąży. Ich życie polegało na zabawie. W necie są filmy jak Kurt w majtkach tańczy w amoku, a żona to samo. Całe dnie leżeli w łóżkach, w letargu, nic ich nie obchodziło. Smutny widok. Zupełnie nie rozumiem, że cytuje się jego słowa o byciu sobą. Tak jakby na siłę chciano znaleźć coś dobrego. On nie chciał być słaby, on pragnął być innym człowiekiem, silnym i kochanym.

 

Dzisiaj słyszałam rozmowę telefoniczną sąsiadki, która mówiła swojej znajomej: bądź sobą, nie rób nic na siłę, zrób coś dobrego dla siebie, patrz na swoje potrzeby … Ale ona to zwykła osoba i nikt nie będzie jej cytował. Gdyby Kurt miał przyjaciela, który by go dowartościował, to może nie doszło by do jego przedwczesnej śmierci. Zwykły człowiek ma.

Szczęście dawało mu buszowanie po lumpeksach. Gdy znalazł coś fajnego to czuł niewyobrażalne szczęście. Dziwne, ale każdy jest inny.

Pisałam kiedyś o Winonie Ryder, która też kupowała w takich sklepach. Zmieniła się.

Dawno dawno temu ludzie bogaci oddawali swoje ubrania biednym. I to miało sens. Biedni mogli się dowartościować, poczuć się lepiej. Teraz w lumpeksach mamy ubrania ze śmietników, używane, noszone przez chorych, nieszczęśliwych ludzi. To jest dobre tylko dla bardzo mocnych ludzi, którzy sobie poradzą z szarą energią. Ja od tego uciekam, nie mam takiej mocy. Rozdygotany Kurt też nie.

W liście pożegnalnym napisał „Wciąż nie potrafię poradzić sobie z frustracją, poczuciem winy i empatią, którą odczuwam w stosunku do wszystkich ludzi. We wszystkich z nas drzemie dobro, a ja po prostu za bardzo kocham ludzi. Tak bardzo, że przez to odczuwam jeszcze większy smutek... jestem takim małym, smutnym, niepotrafiącym niczego docenić facetem”.

Nienawidzę siebie i pragnę umrzeć" - nie widział wyjścia, dostał co chciał. W 1993 roku przedawkował 6 razy i nie umarł. W 1994 skończył ze sobą, miał 27 lat.

Być może nie popełnił samobójstwa, ale do niego zmierzał. Jego teść oskarżał córkę o zabójstwo, bo podobno strzelba leżała nie tam gdzie powinna i chciał rozwodu. Żona na drugi dzień używała jego karty kredytowej, ale bankowi to nie przeszkadzało. Nikomu nie zależy na prawdzie, bo na legendzie można zarobić.

Zginął jak na zdjęciach. Mówisz – masz.

 

Chris Cornell, a właściwie Christopher John Boyle ur. 20.07.1964=29=11

O Jedenastkach pisałam wcześniej, więc nie będę powtarzać. 11 to żebrak miłości, ale ucieka przed uczuciami, niecierpliwy i nerwowy.W końcu to dwa Słońca, jak 2 pięści.

Miał potencjał – 11,11,1,1 – mógł osiągnąć wiele. Tyle Jedynek może też świadczyć o samotności. I on był samotnym dzieckiem, nie miał przyjaciół. Od 9-11 roku życia nie wychodził z domu, miał panikę przez agorafobię. Słuchał wtedy muzyki.

Ojciec był farmaceutą, a matka księgową i oboje byli alkoholikami – jak sam mówił. Miał pięcioro rodzeństwa. Gdy rodzice się rozwiedli, to dzieci przyjęły nazwisko matki.

I tu jego numerologia się zmieniła = 11,1,8,2

Talenty i słabości z 11 na 1 – samotnik, publiczna maska z 1 na 8 – udawał silnego, a zjadała go depresja. Liczba duszy z 1 na 2 – tu największa zmiana, ze Słońca na Księżyc – ogień zamienił na wodę, stąd skłonność do depresji. Gdyby nie zmienił nazwiska to jego życie nie byłoby smutne. Ale rodzice się rozwiedli. Trauma, jak u wielu dzieci. Nie było znikąd pomocy, dziecko musiało sobie samo radzić. I poradziło sobie. W wieku 12 lat miał dostęp do alkoholu, marihuany, kwasu, grzybów i lekarstw na receptę i używał tego przez kolejnych 13 lat. Używki mają to do siebie, że dają wytchnienie na chwilę, a potem jest gorzej. Powstaje kredyt, który trzeba spłacić. Jego organizm był zniszczony.

W necie jest wiele jego wywiadów, w których opowiadał o swojej depresji. Ale depresja nie bierze się znikąd. Trauma – rozwód – z dzieciństwa nie została uleczona. Powinien być przymus konsultacji z psychologiem dzieci z rozbitych rodzin. Każdy radzi sobie sam, jak umie.

Fotka pochodzi z teledysku Nearly Forgot My Broken Heart – czyżby był jasnowidzem? A może pragnął śmierci i dostał co chciał. I odleciał w kosmos.

Na tmz.com są fotki z pokoju hotelowego. Powiesił się na czerwonym sznurze do ćwiczeń. Sposób zamontowania na drzwiach świadczy o trzeźwości umysłu. To trzeba umieć. Chris leżał na podłodze ze sznurem na szyi i krwią w ustach. Dziwne. Monitoring wykazał, że był sam.

Po śmierci stał się bardziej popularny. Chyba nie o to mu chodziło. Miał 52 lata.

 

 

 

 



wtorek, 01 sierpnia 2017

Dopiero co Francuzi świętowali swoje narodowe święto 14 lipca, jakby nie znali swojej historii NCZAS.

A 26 lipca były imieniny Anny. Dobra pora.

 

Moją ulubioną i sławną Anną była Anna Habsburg, zwana Anną Austriaczką, choć urodzona w Hiszpanii – królowa Francji. Przeszła do historii jako matka Króla Słońce, najbardziej znanego króla Francji – Ludwika XIV Burbon.

Z Francją mam dziwne powiązania. Gdy byłam mała odmawiałam noszenia czapek, bo bolała mnie głowa i mówiłam, że „w poprzednim życiu ucięto mi głowę” właśnie we Francji. Nie mam pojęcia gdzie to usłyszałam, ale wykorzystywałam ;)

Ciekawa to rodzina, bo urodzili się we wrześniu – Anna, Ludwik i synowie. A więc mądre matki z dużym wpływem na dzieci.

 

Naprawdę nazywała się Ana María Maurícia de Habsburgo i urodziła się 22.09.1601 = 3

Jak każda Trójka była wesoła i towarzyska, innym dodawała energii (Uran), lubiła dobre towarzystwo. Kochała też teatr, jak jej matka. No i miała szczęście w życiu ;) Nie dała się otruć i musiała intrygować z teściowa Marią Medycejską i kardynałem Richelieu.

Anna była jedną z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów.

Gdy miała 10 lat zmarła jej ukochana matka Małgorzata Habsburg – ur. 25.12.1584=1. Matka miała 14 rodzeństwa, a sama urodziła 8 i zmarła przy ostatnim porodzie. Miała wówczas prawie 27 lat. Małgorzata była opiekunką artystów i miała duży wpływ na życie pałacowe. Jednak miała mniej do powiedzenia niż pierwszy minister. Bardzo kochała swoją pierworodną córkę i dbała o jej wykształcenie. Małgorzata została królową Hiszpanii w wieku 15 lat, a Anna w wieku 14 lat wyszła za mąż za Ludwika XIII.

Małżeństwo Anny było zaaranżowane, żeby zacieśnić stosunki francusko-hiszpańskie. Królewskie rody są bardzo uzależnione od polityki. Nieustannie od wieków po dziś dzień.

25.11.1615=3 odbyły się dwa małżeństwa per procura: Anny z Ludwikiem XIII i młodszej siostry Ludwika XIII – przepięknej Elżbiety Burbon z Filipem IV. Młodzi, bo 14 letni małżonkowie, przybyli do Paryża 11.05.1616=3. Anna miała szczęście do tych dat, bo to ona będzie ważniejsza w związku. Ciekawe kto je ustalił.

Ludwik XIII ur. 27.09.1601=8, był 5 dni młodszy od żony. Mogła trafić na starego, znowu szczęście ;)

Miał zupełnie inny charakter, był poważny i skryty, a żona otwarta i towarzyska.

Jako numerologiczna Ósemka pragnął władzy i pieniędzy. Jako król to miał, ale nie mógł panować nad żoną. Trójka źle znosi krytykę i nie umiała się dostosować do męża. Sama w nowym środowisku, bez matki i wsparcia rodziny, musiała dać sobie radę. Była mądra i kreatywna. Czyż nie jest wkurzająca osoba, która tryska energią i jest pozytywna? Trójki mają to od Losu, za darmo. Nie warto się na to wkurzać. Jedni pracują inni mają.

 

Jej imiona składają się z 27 liter. W królewskich rodach jest to normalka. Dużo imion jest gwarancją, że osoba może robić wszystko. Zwykli ludzie mają z tym problem, bo od nadmiaru możliwości nie wiedzą co wybrać i robić w życiu.

Ana miała wszystkie liczby, żadnych deficytów:

1 – 8

2 – 2

3 – 3

4 – 3

5 – 2

6 – 1

7 – 1

8 – 1

9 – 6

Przy 8 jedynkach nie dała sobą pomiatać. To ona błyszczy, jak Słońce. Była wszechstronna. Nauczyła się 5 języków, miała swoich szpiegów, którzy pomagali jej w intrygach pałacowych. Przy 6 dziewiątkach miała swój rozum i bystry intelekt. Miała tylko jedną 7, ale jej imię – Ana = 7 – więc miała intuicję, mogła planować wszystko co chciała, kupować popleczników, wiedziała na ile może sobie pozwolić, kogo można przekupić, a kto wróg na zawsze.

Gdy nazywali ją Anną to wzmacniali jej szczęście. Anna = 1+5+5+1=3

O taką nieprzeciętną osobowość mąż był zazdrosny i wszczynał kłótnie. Potem się obrażał, a kibicowała mu jego matka. Może to robił specjalnie, bo się nie sprawdzał w sypialni?

Ludwik XIII, jako urodzony we wrześniu, słuchał się matki. Bo taka matka jest mądra, ale nadopiekuńcza. Matkę symbolizuje Dziewiątka, a więc ma wiedzę wszystkich poprzednich liczb. Mając dużą wiedzę łatwo manipuluje dzieckiem, wspiera je, trzyma jego stronę, ale równocześnie przekazuje mu swoje wizje jego życia. Moim zdaniem ta mądrość dziewiątki na planie ziemskim zmienia się w przemądrzałość. Nie da się ochronić dziecka w każdej sytuacji, a wszystkowiedząca matka może zrujnować życie.

Z powodu różnic w charakterach mąż odsunął się od żony w 1622 roku. Podobno przez księcia Buckingham. Tylko, że książę dotarł do Francji w 1625 roku. A plotka żyje do dziś ;)

 

W podstawówce przeczytałam wszystkie książki Aleksandra Dumasa. Pamiętam doskonale wątek „naszyjnik królowej”. Po latach czar prysł gdy okazało się, że został wyssany z palca, więc go nie opowiem. Przekonałam się jaką siłę mają pisarze, potem artyści i teraz celebryci.

Dumas z miernego, ale wpływowego człowieka zrobił bohatera. Do dziś powstają filmy z tamtego okresu, ale będące fikcją literacką. Używa się nazwisk faktycznie żyjących wtedy ludzi, ale przypisuje się im cechy, których nie mieli.

Księcia B. chciano wykorzystać, by zniesławić Annę. Gdy książę Buckingham przybył na dwór to doprowadzono do tego, że został sam w komnacie z Anną. Potem rozpuszczano plotki, że mają romans. To powielana po dziś dzień fikcja. Anna miała wielu kochanków, ale tego akurat nie

George Villiers, książę Buckingham ur. 28.08.1592=8.


A więc można powiedzieć klon męża Anny. Jako bystra kobieta nie byłaby zdolna zainteresować się kimś takim. Był przystojny, ale mało bystry i bez manier. Bo ten George pochodził z nizin. Dla niego liczyła się władza i pieniądze, więc wszystko podporządkował temu celowi. Wychowywała go matka, bo ojciec zmarł wcześnie. Wysłała go do Francji, żeby się uczył. No i uczył się szermierki i tańca, ale języka za dobrze się nie nauczył. Anna znała 5 języków.

Gdy miał 22 lata trafił na dwór króla Jakuba I i został faworytem. Obsypany został deszczem zaszczytów. Dlaczego, skoro nic nie umiał? Miał talent w sypialni, bo król nie chciał się z nim rozstawać i pisał do niego miłosne listy. Historycy nieśmiało wspominają coś o homo czy biseksualiźmie. Bo ten George miał żonę i dzieci, a księciem Buckingham został w 1623 roku. Był też faworytem Karola I. W wyniku jego nieudanych pomysłów zginęło 4 tys. żołnierzy, a gdy planował kolejną wojnę został zamordowany przez fanatyka w 1628 roku, miał 36 lat.

Mierna postać, mierny koniec. Więcej tu George_Villiers

Dzięki niemu nigdy nie będę niczyim fanem.

 

Ana pragnęła dzieci, bo jej liczba duszy to 6 – rodzina.

Wiele razy była w ciąży, ale kilka razy poroniła (może więcej w ciągu 22 lat). Prowadziła stresujący tryb życia. Jej matka miała liczne rodzeństwo, Ana miała 7 rodzeństwa, ale troje umarło w dzieciństwie. Musiała mieć własne dzieci. Miała prawie 37 lat gdy urodziła syna. Była bardzo religijna i jednym z imion, które nadano Ludwikowi XIV Burbon było Louis Dieudonne (dar od Boga). Dziecko jakby wymodlone. Autor bloga zbigniewrabsztyn.blog.onet (polecam) poddaje w wątpliwość ojcostwo (impotencja). Gdyby to wyszło na jaw, to syn nic by nie dziedziczył, a reputacja króla legła by w gruzach. Lepiej kłamać, dla dobra czegoś tam.

Po dwóch latach Anna urodziła drugiego syna Filipa I Burbon.

Ludwik XIII zmarł gdy jego synowie mieli niecałe 5 i 3 lata (zmarł w maju 1643). Znamienne było w tamtych czasach nie respektowanie testamentów. Bo Ludwik XIII wyraźnie zakazał żonie być regentką. Oczywiście nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło coś komuś obiecać, opłacić lojalność i Anna została regentką, czyli rządziła Francją w imieniu małoletniego syna.

 

Anna była bardzo zaprzyjaźniona z Giulio Raimondo Mazzarinim (zw. Jules Mazarini), ur. 14.07.1602=3

Nic dziwnego, bo to pokrewna dusza. Był Włochem nisko urodzonym, ale na regenta wyznaczył go poprzedni kardynał Armand Jean Richelieu. Związek Anny z Julesem musiał być dobrze skrywany. Przetrwały do dziś ich miłosne listy.

Mazarini był doradcą małego króla, a nawet zastępował mu ojca. Plotkowano, że to mógł być jego prawdziwy ojciec. Nie był dobrym doradcą, umacniał rządy absolutne, więc musiało dojść do buntu. Nazywano go kardynałem, ale nie miał żadnych święceń.

Nic się nie zmieniło, teraz też można mieć tytuł dr, a nie kończyć medycyny (jak np. Kinslow).

 

Pierwszy syn Ludwik XIV Burbon ur. się 5.09.1638=5

Był zupełnie niepodobny do ojca, z wyglądu i z charakteru. Dziecko bało się ojca, bo ten chciał go sobie podporządkować. Czy to możliwe z uwielbiającą wolność Piątką? Ludwik miał też złe wspomnienia z dzieciństwa, bo słuchał plotek o romansach matki.

Teraz też nie chroni się dzieci. Celebrytki robią nagie fotki i puszczają do sieci. A potem dzieci dorastają i muszą się zmierzyć z obelgami.

Był prawdziwa Piątką – wolną i uwielbiającą zmiany. Dlatego zmieniał kobiety jak rękawiczki, jakby się odgrywał na kimś. To dobry partner do zabawy (wdał się w matkę). Matka miała na niego duży wpływ (9). Bardzo ją kochał i słuchał. Ale robił też co uważał. Piątka do końca nie da sobą manipulować. Był zawsze głodny. Zawsze wożono za nim kufer jedzonka. Zajadał smutki czy to ze strachu?

Gdy miał 13 lat, czyli był już dorosły, mógłby rządzić samodzielnie. Jednak matka i Mazarini rządzili za niego. Dopiero gdy miał 23 lata odciął pępowinę. Wtedy (1661) zmarł Mazarini. Gdy syn ożenił się w 1660 roku (po raz pierwszy) matka wycofała się z życia publicznego i osiadła w klasztorze Val-de-Grâce. Ludwik miał 28 lat gdy matka zmarła. Ogłosił wtedy pół roczną żałobę narodową. A potem żył jak chciał. Rządził długo i zmarł w wieku 77 lat.

 

Drugi syn Filip I Burbon, bardziej znany jako Filip Orleański ur. 21.09.1701=5


Kolejny syn urodzony we wrześniu i Piątka. A więc pod silnym wpływem matki (9) i bez ojca (21).

Musiał słuchać matki, nie mogło być inaczej. A ona wykombinowała, że młodszy syn nie będzie chciał rządzić gdy będzie gejem. I ubierała syna w sukienki i malowała. A może miał od dziecka ciągoty w inną stronę, a matka to zauważyła? Czy brak wzorca męskiego może mieć wpływ na homoseksualizm?

Jako Piątka lubił zmiany. Miał 2 żony i wielu kochanków. Pierwsza żona została otruta z zazdrości przez jednego z kochanków, a druga była bardziej tolerancyjna. Trudno kobiecie konkurować z facetami o faceta.

Podobno obie sypiały z bratem męża. Ale wtedy każdy z każdym sprawdzał wartość seksualną, a śmierć z otrucia była najczęstszą przyczyną zgonów.

Pozwolił, żeby nieślubna córka brata poślubiła jego syna. Brat rządził nim też. Miał zdolności przywódcze i był dobrym żołnierzem. Brat zazdrościł mu popularności, choć był bardziej uwielbiany przez lud. Każda Piątka uważa się za wyjątkową, i taka jest :) Ale słabo toleruje konkurencję.

Zmarł w wieku 61 lat na apopleksję, po kłótni z bratem, podobno. Tego nie ma zapisanego ;)

W serialach  jest super ;)

 

Anna zmarła 20.01.1666 na raka piersi. Nic dziwnego. Piersi są związane z dziećmi, bo karmi się je piersią. Dlatego chłopcy całe życie ciągną do piersi i do wylotu, z którego wyszli.

Anna poroniła wiele razy, a wtedy w psychice kobiety zostaje pustka, którą trzeba uzdrowić. Nie ważne czy poronienie było samoistne czy celowe. Rany bolą całe życie i objawiają się nowotworem. Gdy coś takiego zaistnieje trzeba wykonać uzdrawianie międzypokoleniowe. Pisałam o tym dawno temu. Trzeba przywołać to stracone dziecko, prosić o wybaczenie, że się dopuściło do straty i prosić o wybaczenie. Anna prosiła Boga o ratunek, zamiast prosić o wskazówki co robić.

Kolejny krok to uzdrowienie relacji matka - synowie. Powinna prosić o wybaczenie, że manipulowała synami, nie pytając co oni czują i chcą. Oczywiście, że ona była mądra, ale czy synowie nie powinni mieć więcej do powiedzenia? Chciała dobrze. Jest taka zasada Transerfingu – „pozwól innym być innymi”. Trzeba szanować uczucia innych i pozwalać im na własne błędy i podążanie własną drogą. Wtedy jesteśmy zdrowi.

 

Wszystkie znane mi kobiety z rakiem piersi miały poronienia. Wybaczanie to jedyny ratunek. Można też uciąć sobie piersi, ale rak pojawi się w innym miejscu, najpóźniej w ciągu 10 lat.

 

Anna Austriaczka przeżyła ciekawych 65 lat życia.

 

poniedziałek, 24 lipca 2017

Obserwowałam kontener na jakimś parkingu. Z wysokości, ale nie mam pojęcia czy na czymś stałam czy siedziałam. Raczej moja świadomość tam była i unosiła się w powietrzu. Czekałam na coś, co miało się wydarzyć. Kontener był trochę oświetlony, ale niewyraźny. Inne kontenery stały dalej. W pewnej chwili przyszedł mężczyzna. Bardzo znany, ze szczytu władzy, wszyscy go znają. Nie podam nazwiska, bo po co. Był sam, bez ochrony. Otworzył drzwi konteneru i zobaczyłam, że tam są kilkuletnie dzieci. Nie widziałam je, ale słyszałam taki szmerek rozmów, jak w przedszkolu. On wszedł zamknął drzwi za sobą. I wtedy struktura konteneru jakby się rozluźniła i widziałam co się dzieje w środku. On się zmienił w zwierzę i zjadł wszystkie dzieci. Zrobiło się cicho. Kontener zgęstniał i dalej nic nie widziałam, więc gdzieś poleciałam.

kontener3
Po obudzeniu poczułam niesmak. Jednak ten sen nie zrobił na mnie dużego wrażenia, chociaż zginęły dzieci. Bardziej mnie zachwyciła umiejętność widzenia przez ścianę kontenera. Bo ona nie zrobiła się szklana, czy przezroczysta, a jakby materia się rozrzedziła, atomy się od siebie oddaliły. Widziałam równocześnie i kontener i to co było w środku.

Sen dziwny i głupi i nie mam zamiaru dochodzić jego znaczenia. Po co.

Najlepsze było potem, w ciągu dnia. Otóż, momentami czułam piękny zapach. Na kilka dni wyjechałam pooddychać innym powietrzem. Bez tv i internetu. Ubrania raczej nie pachniały, a właściwie zalatywały stęchlizną czy wilgocią. Czekają, żeby je wyprać. Szukałam źródła zapachu. Wąchałam różne rzeczy w każdym pomieszczeniu. Wszędzie coś pachniało. Czułam lawendę, cytryny, maciejkę, mydła i proszki w łazience, spoconą rękę, zakurzony koc, pościel czekającą na wypranie, herbatkę owocową, oddech, coś z zewnątrz itp. Nie znalazłam nic co by przypominało ten zapach. Właściwie powinno być czuć bałagan. Czeka mnie kilka dni porządków, więc będzie pachniało, ale jak skończę.

A zapach był świeży, czysty, trochę jak mydło, jak wiatr. Oddychałam tym świeżym zapachem przez cały dzień. Doszłam do wniosku, że pachnie mi wnętrze nosa, te małe włoski, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Chyba, że z innego wymiaru, co jest mało prawdopodobne. Zapach był przy mnie, obojętnie gdzie byłam. Nic co miałam na sobie tak nie pachniało.

Ciekawe jak będzie jutro, czy mi to zostanie na dłużej.




 

23:09, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 lipca 2017

3 lata temu dostałam aloes od mojej przyjaciółki. Roślina miała ok. 90 cm, albo więcej. To była jedyna roślina, która jej nie umarła. Nie potrzebuje żadnej pielęgnacji, najlepiej o niej zapomnieć i rzadko podlewać. Trzeba jej jednak znaleźć dobre miejsce w domu. Wtedy rośnie jak szalona. Z tamtego aloesu moja mama zrobiła kilka butelek nalewki. Mam jeszcze jedną w lodówce. Czasem pijemy po łyżce na wzmocnienie, czy odporność. Aloes to bardzo pożyteczna dla człowieka roślina i powinna być w każdym domu.

Mój duży aloes stoi na parapecie w kuchni. Rozrasta się, więc dotyka liśćmi do szyby. 3 miesiące temu zauważyłam, że jeden liść złamał się. Normalnie urwałabym go, ale pomyślałam, że może by go uratować. Chwyciłam w dwa palce miejsce złamania i ciepło pomyślałam. Dałam roślinie impuls do samonaprawienia. Potem zostawiłam ją w spokoju.



Aż dzisiaj przypomniało mi się o niej i sprawdziłam „złamanie”. Zadziwiające, że liść się złączył i jest jędrny na całej długości. Został tylko ślad i jest inny niż pozostałe liście.

Nie wiem co o tym myśleć. Wola życia, to oczywiste. Może chciał, żeby mu zrobić fotkę ;)

Czy jest możliwe „naprawienie” większych złamań. Czy złamaną gałąź też można „naprawić”. Muszę potrenować, bo to bardzo ciekawe. Nie oczekuję, że złamaną nogę człowieka można naprawić bez gipsu, ale coś mniejszego chyba tak. Potrzebny jest czas spokoju, a u ludzi to deficyt. Nikt nie chce pracować nad sobą, bo wszystko trzeba robić szybko. Jakby świat miał się zaraz skończyć. Ja mam dużo czasu, więc potrenuję. :)

Lubię rośliny, bo są ciche i mało wymagające. A dają dużo piękna.

 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Niedawno rozsadziłam odnóżki aloesu. Odcięłam od matki małe roślinki. Nie miały korzonków. Od razu wsadziłam do ziemi. Podlewałam zwykłą wodą. Była też fotka, ale nie chce mi się teraz szukać.

Po kilku dniach widać było, że się przyjęły. Trzy. Czwarta roślinka miała tylko brązowe liście i była wiotka. Powiedziałam jej: dasz radę. A pomyślałam, że powinnam ją wyrzucić i uszczknąć nową odnóżkę. Po kilku dniach roślinka jakby wiedziała co ją czeka, po prostu wypuściła nowe młode liście. Aloesik musiał podsłuchać moje myśli.


To ta ostatnia doniczka.

Zwykła roślina, a jaką ma wolę życia. Wybrała życie u mnie w doniczce na parapecie, zamiast na śmietniku. A przecież rośliny nie czują, nie rozumieją, nie mówią i nie podsłuchują.

Ze zwierzętami jest podobnie. One wiedzą. Tylko ludzie wybierają, które zwierzęta są do kochania, a które do jedzenia.

Przyszły prezydent George Clooney miał przez 18 lat świnkę, z którą chodził po ulicy i nawet spał. Czy on jadł koleżanki swojej świnki?

Nie jemy świnek morskich i świnki Peppy. Gdy na świnki padnie zaraza to się je zabija i pali. Dobrze, że nie grozi to ludziom. Nie chciałabym, żeby moje cycki leżały na czyimś stole, a piersi kurczaka leżą.

Jedni kochają psy, inni je jedzą.

Moja mama jadła gołębie, jak był głód tuż po wojnie. I do dziś pamięta jak smakowały – „takie podszyte wiatrem”. W mieście nikt nie lubi gołębi, ale ich nie jemy.

Czy rośliny popełniają samobójstwo? Czy zwierzęta chcą umrzeć? A człowiek, najmądrzejsza istota, może się zabić. Ale chyba nie dlatego, że chce być zimny i martwy, ale ze strachu przed życiem.

Nie szanujemy niczego, nawet życia.



Każda istota na ziemi chce żyć. To jest jedyne prawo, obowiązek i zaszczyt. Życie.

 

wtorek, 11 lipca 2017

Muszę uważać co oglądam przed snem.

 

Byłam w jakimś sklepie – butiku. Stałam na środku, bo nie było lady. Pełno półek wokół i lekki półmrok. Ktoś wszedł i kierował się w moją stronę. Gdy był blisko mnie rozpoznałam w nim kogoś podobnego do Johna Travolty. Naprawdę ;)

Wiedziałam, że chce mi zrobić krzywdę. Podszedł bardzo blisko. Zauważyłam, że nie ma noża ani pistoletu i mi ulżyło. Zaciekawiło mnie jak mnie zabije. Może sobie poradzę. Chciał mnie chwycić za gardło, a ja już kombinowałam jakiś unik z krav magi. Wiedziałam, że sobie dam radę. I w tej chwili do sklepu wpadł jakiś koleś, a za nim uzbrojeni i zamaskowani ludzie z sił specjalnych. Powalili Travoltę na ziemię, zakuli w kajdanki i wyszli. Powiedziano mi, że to była pułapka, a ja byłam przynętą. Tylko nic mi nikt nie powiedział. Nikt mnie nie przeprosił, bo przecież nic mi się nie stało. Wszystko było pod kontrolą. Okazało się to był groźny przestępca i wszystkim ulżyło, że już siedzi.

Potem jeszcze musiałam udzielić paru wywiadów i kilka razy opowiadać co się wydarzyło.

Nareszcie mogłam pójść do domu. Z mamą i siostrą poszłyśmy do sklepu. Nic nie kupiłyśmy. Wracałyśmy szeroką ulicą. Było ślisko, śnieg był udeptany. A my trzymałyśmy się za ręce, mama w środku, ja po jej lewej stronie, siostra po prawej. Rozpędzałyśmy się i ślizgałyśmy się po tej ulicy. Było super. Nie wiem jak nam się udało równocześnie ślizgać w jednym rytmie. Było fajnie. O napadzie zapomniałam.

 

Obudziłam się. Było widno. Od razu zachciało mi się śmiać. Bo wczoraj wieczorem, gdy gasiłam telewizor to właśnie leciał film z Johnem Travoltą Punisher. I mnie się przyśniła dokładnie ta scena z filmu. Dobrze, że nie puszczali zwierzęcej kreskówki, bo co wtedy by mi się przyśniło ;) Tylko, że ja przeżyłam.



Nie mam wytłumaczenia na ten śnieg.

W ciągu dnia nic specjalnego się nie wydarzyło. Uciekł mi autobus, bo komunikacja jeździ jak chce. Do pracy dojechałam 2 tramwajami i 4 autobusami. Spóźniłam się tylko 10 minut. Zapomniałam jednego telefonu, którego używam jako radia. Było cicho.

Nie zdarza mi się to. Rozśmieszyło mnie to, bo to ewidentnie „wina” snu. Tak miało być.

Wieczorem wysypałam na podłogę pół puszki groszku. Wyrzuciłam. W sałatce było mniej.

Samo życie. Nikt mnie nie napadł w realu.



23:37, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 lipca 2017

Dzisiaj minęło 161 lat od urodzin Nikoli Tesli. W dniu swoich urodzin (od 1931 r.) urządzał konferencje prasowe, wspominał swoje życie i informował nad czym pracuje. Od 74 lat tego nie robi, bo nie żyje.

Ludzie ekscytują się jego wynalazkami i pomysłami, a nie doceniają go jako człowieka.

Jestem po lekturze jego autobiografii. Akurat teraz ;) Dobra pora.

Tekst książki to jego własne słowa, wywiad opublikowany w czasopiśmie Electrical Experimenter w 1919 roku, gdy wynalazca miał 63 lata.

 

Nie patrząc na jego datę urodzenia można w ciemno powiedzieć, że jego droga to Jedynka – pionier i odkrywca inspirujący innych.

To mnie z nim łączy ;) A w mojej bliskiej rodzinie jest Nikola, ale dziewczynka ;)

 

Nikola Tesla ur. się 10.07.1856 roku w serbskiej rodzinie.

Jedynka jest odważna i ambitna, dumna i twórcza. Dziecko Słońca. Przy takim wsparciu pracował nad swoim charakterem.

Jako dziecko był słabego zdrowia. Tylko dzięki swojej woli zdrowiał. Tak było gdy chorował 9 miesięcy na cholerę. Wyzdrowiał gdy jego ojciec obiecał, że pozwoli synowi na realizację własnych planów życiowych. To taka choroba na życzenie. Nikola chciał umrzeć jeśli nie będzie inżynierem.

Ojciec (10) był duchownym i wojskowym. Dzieci urodzone tego dnia są pod szczególną boską opieką, mają jakąś misję. Planował karierę Nikoli w duchowieństwie, zwłaszcza po śmierci pierworodnego syna. Zupełnie zdawał się nie dostrzegać technicznych uzdolnień syna. Uderzył go tylko raz. Nikola jako dziecko nadepnął na tren pewnej bardzo ważnej kobiecie i suknia się rozdarła. Ojciec ”siny z wściekłości” „delikatnie go spoliczkował” i „była to jedyna kara cielesna, jaką kiedykolwiek wymierzył synowi”. A Nikola w wieku 63 lat, gdy udzielał tego wywiadu ciągle czuł ciepłe policzki. Gdyby Nikola urodził się kilka minut wcześniej, czyli 9 lipca, to na pewno byłoby łatwiej dziecku. Ojciec był oczytany, poetą i pisarzem, a jego kazania wyróżniały się elokwencją. Nikola po nim odziedziczył miłość do poezji i dobrą pamięć. Zmarł nagle gdy Nikola miał 23 lata.

Matka (7) poświęcała się dla dziecka. Pochodziła ze starej i bogatej rodziny. Miała duży wpływ na kreatywność Nikoli. Ćwiczyła z synem odgadywanie cudzych myśli, zapamiętywanie długich sentencji, czy liczenie w pamięci. Codziennie. Przydało mu się to po pożarze jego laboratorium w NY. Odtworzył z pamięci własne notatki, pomysły i nowe projekty.

Często biła syna za różne przewinienia, a właściwie „za całokształt twórczości” (s.50). Jedynka od urodzenia ma swoje zdanie, więc trudno jest ją złamać.

Matka była bardzo pomysłowa, zaradna, wymyśliła wiele przyrządów ułatwiających prace domowe, sama plotła tkaniny i szyła z nich ubrania. Pracowała od świtu do nocy.

Zmarła gdy Nikola miał 36 lat. Czuł, że matka umiera, bo miał wizję. Zobaczył ją na chmurze, która ulatywała do nieba.

 

Pierwsze wewnętrzne dziecko, czyli ważny moment w życiu, miał miejsce w 6 roku życia. Gdy Nikola miał 5 lat w wypadku na koniu zginął jego brat Dane. Ale przeprowadzka w wieku 6 lat zrobiła na nim większe wrażenie. Rodzina przeprowadziła się do miasteczka niedaleko.

Przeprowadzka była dla mnie niczym przekleństwo. Rozstanie z naszymi gołębiami, kurami … niemal złamało mi serce.” (s.50). To właśnie wtedy ojciec go spoliczkował, podczas drugiej wizyty w kościele. Nie mógł zostać księdzem.

Jako dziecko nie miał wiary w siebie. Wszystko co robił miało zrekompensować rodzicom stratę syna. Ale już ok. 17 roku życia wiedział, że będzie wynalazcą, a nie klerykiem. Od dziecka pojawiały mu się obrazy, które ukazywały mu różne rzeczy. Wizualizował sobie wszystko co chciał. Interesowało go dlaczego kula śniegowa robi się coraz większa, przez co ma większą siłę niszczenia, albo powiązanie błyskawic i deszczu. Był ciekawy praw Natury.

 

Drugie wewnętrzne dziecko (5+6) – w wieku 11 lat nauczył się powstrzymać swoje wizje siłą woli. Panował nad nimi i mógł je dowolnie modyfikować.

 

Liczba ekspresji 11 – misja – praca dla dobra innych. Idealista i marzyciel. Problemy w związkach (Nikola nie był w żadnym związku. Podobała mu się żona przyjaciela, ale była żoną innego). Często żyje w chmurach. Czasem przebija się Dwójka, która przynosi biedę i rozpacz – Nikola przynajmniej 2 razy przeżył załamanie nerwowe. Ale czas „agonii” wykorzystał na rozwój mentalny.

 

Liczba osobowości (jak jesteśmy postrzegani)– 7 – Neptun - zdystansowany, pełen rezerwy, długo się zaprzyjaźnia. Myśliciel i badacz. Otwarty na duchowość. Dlatego dzięki Swami Vivekanandzie (żył 39 lat, 3x13) uwierzył, że wszystko jest energią i całe życie poświęcił na sprowadzenie energii z kosmosu na ziemię dla dobra ludzi.

Miał 1,88 cm wzrostu, fascynujące oczy i ciekawa osobowość.

 

W duszy ma 22 czyli 4 – był praktyczny, surowy, miał talenty mechaniczne i manualne, zdeterminowany i uparty w dążeniu prosto do celu.

 

Miał nałogi, ale umiał je pokonywać. Tak było z hazardem. Namiętnie grywał w karty na pieniądze, aż wyrzucili go ze studiów. Matka go wspierała, mówiła: wiem, że z tym skończysz. I tak się stało. Z dnia na dzień przestał palić. A gdy zaobserwował, że picie porannej kawy może mieć zgubny wpływ na serce to z niej zrezygnował.

Sprawdzał wszystkie swoje nałogi co dało mu wielką satysfakcję. Nie odczuwał tego jako wyrzeczenie czy poświęcenie.

(Gdy o tym czytałam to jakbym czytała o sobie. Opisywałam moje „sprawdzania” na blogu i okazało się, że nie ma niczego co mogłoby mnie uzależnić, nie jestem podatna na nałogi.)

 

Miał dziwne upodobania i fobie (s.34), z których doskonale zdawał sobie sprawę:

  • brutalna niechęć do kolczyków u kobiet,

  • nigdy nie dotykał włosów innych osób,

  • dostawał gorączki patrząc na brzoskwinię

  • dyskomfort na zapach kamfory

  • liczył kroki

  • obliczał objętość talerza zupy, filiżanek kawy i porcji jedzenia,

  • wszystkie czynności musiały być podzielne przez 3. Ostatni pokój w hotelu miał numer 3327.

 

Każdy ma jakieś nawyki, tylko nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Ja do niektórych zup dodaję zawsze 3 ziarnka ziela angielskiego, a do 3 łyżek płatków owsianych dodaję 9 orzechów laskowych. :) Lubię liczbę 3 :)

 

Nie popierał prohibicji, bo przecież są inne używki bardziej szkodliwe niż alkohol (kawa, herbata, guma do żucia, papierosy). „Wszystkie te używki są wielkimi eliminatorami asystującymi Naturze przy utrzymaniu na jej pokładzie prawa, dzięki któremu przetrwają najsilniejsi” (s.41).

Dbał o siebie. Przez całe dorosłe życie miał jednakową wagę i nosił ten sam rozmiar. (Mój tata też tak ma. Całe życie wygląda i waży tak samo, tylko jest starszy.)

W młodości kilka razy uniknął śmierci, popadał w tarapaty, z których wydostawał się w „magiczny sposób”. Miał silną wolę życia (Słońce rozświetla czarne chmury). Podczas chorób czytał. Kiedyś zafascynował się książkami Marka Twaina, a po 25 latach go spotkał i zaprzyjaźnił się. Czytał Newtona, Paula de Kocka, Goethego, mitologię, wszystko co było w bibliotekach do przeczytania. Jego elokwencja zjednywała mu ludzi. Gdy masz dużą wiedzę ogólną to z każdym można nawiązać kontakt. Prócz pustaków.

Świetnie pływał, ale 2 razy prawie się utopił. W czasie pobytu w Paryżu codziennie pływał w basenie, 27 (9x3) długości, potem szedł godzinę do firmy na „śniadanie drwala”. Lubił jeść, ale z umiarem, nie był wege. Był pracoholikiem.

Miał manię kończenia wszystkiego co zaczął. Na studiach zaczął czytać dzieła Woltera. Był przerażony kiedy dowiedział się, że „ten potwór” napisał prawie sto tomów pijąc dziennie 72 filiżanki czarnej kawy. Skończył czytać wszystko i nigdy więcej tam nie zajrzał.

Jedynki nie są interesowne, ale chcą, żeby płacić za wykonaną pracę. Dlatego gdy Edison go wykiwał to rzucił pracę. Wiele razy był bez kasy. Wtedy brał co było, np. kopał rowy – ciężka fizyczna praca. Jedynki żadnej pracy się nie boją. Ważny jest cel.

Potrzebował pieniędzy na realizację swoich projektów, ale doceniał inne nagrody. Jak np. butelka wina „St.Estephe” z 1801 r. zakopana na ważną okazję. Tesla był tego godny. Dostał raz zamek, ale po co mu on, nie miał rodziny. Miał ciary gdy odkrył obracające się pole magnetyczne. To najlepsza nagroda, niewymierna. Po wykładzie w Londynie posadzono go na krześle Faradaya i delektował się whiskey, którą ten uczony zwykł pijać – przeżycie godne pozazdroszczenia.

 

Miał wzrok i słuch ponadprzeciętny. Słyszał grzmoty z odległości 550 mil, podczas gdy inni ze 150 mil. Po 60 nadal miał dobry wzrok (czyżby znał Bates'a?) i dobre samopoczucie.

Nikola Tesla nie miał własnej rodziny. Miał 3 siostry, ale o nich nie mówił w tym wywiadzie.

Jako naukowiec i pracoholik mieszkanie w hotelu było dla niego idealne. Nie musiał sprzątać ani gotować. A samotność naprawdę lubił, bo był sam ze swoimi myślami i stwarzał rzeczywistość. Lubił też spotkania z przyjaciółmi, wykłady i pokazy, bo mógł wtedy brylować swoim intelektem.

 

Nauczył się, że instynkt przenika wiedzę. On najpierw wiedział, a potem to udowadniał. Tak było np. z prądem zmiennym. Jedynki zawsze mają rację, zwłaszcza gdy się przy czymś upierają. Bo mają intuicję, jakiś wewnętrzny głos. Prosił swojego sponsora Astora, żeby nie wsiadał na Titanica. Ale ludzie robią co jest im pisane. Wsiadł, bo miał zginąć.

Wiele razy go oszukano, ale nie żywił urazy. Po prostu nie spotykał się z „wrogami”. A z niektórymi się procesował. Wielu jego asystentów zostało profesorami uniwersytetów, wielu przywłaszczyło sobie jego pomysły. Nic to – dla dobra ludzkości. Małostkowych i zazdrosnych ludzi określał jako „bakterie okropnej zarazy”. Kto by chciał się z nimi zadawać?

Dlatego nie umarł na raka, ale jego układ krążenia się zatrzymał w wieku prawie 87 lat.

"Blue Portrait PrincessLwoff-Parlahgy 1919

Nikola opisywał swoje życie jako „nieustanny ciąg zachwytu”. Umiał zaprząc siły natury do służby człowiekowi. Czuł, że miał niezwykłe życie. Rozwijał się przez własne myśli. Wiedział, że przejdzie do historii.

Nikola Tesla był wybitnym człowiekiem, wrażliwym i pracowitym. Chciał dać ludziom lepsze życie. Wszystko co go spotkało miało swój sens i cel, każde najdrobniejsze zdarzenie kształtowało jego przeznaczenie.

 

Nikola Tesla wynalazł XX wiek. A kto odkryje XXI wiek?

Wiedział, że obrazy będzie można przesyłać bezprzewodowo z każdego miejsca na świecie, ale słit focie i porno celebrytki to chyba marnowanie jego idei.

W Powrocie do przyszłości były latające samochody i latające lokomotywy. Nikola kochał latać. Cytował fragment Fausta: „Jaka szkoda, że skrzydła, które uniosły mój umysł nie mogą unieść mego ciała”. Latał prawie każdej nocy.

Przewidział GPS i druk 3D. Zgodziliśmy się na sieć anten telefonii komórkowej, a nie zgadzamy się na sieć do przesyłu bezprzewodowej energii.

Kiedy będzie bezprzewodowa elektrownia, którą Tesla zaczął budować w 1900 roku?

Kiedy samoloty będą latały dookoła Ziemi bez tankowania?

Kiedy energia słoneczna będzie kontrolowana do stwarzania jezior i rzek, kiedy nawodnione zostaną pustynie?

Kiedy będą dostępne dla zwykłych ludzi ekrany do wyświetlania myśli na podstawie zdjęć siatkówki?

Kiedy ujawnione zostanie wykorzystywanie promienia śmierci?

Kiedy pogadamy z Marsjanami oficjalnie?

 

Czy ludzie są teraz gotowi na jego wynalazki, czy musimy poczekać jeszcze wiek albo dwa.

Na następnego Teslę.

 



poniedziałek, 03 lipca 2017

Ktoś przyszedł. Byliśmy w salonie. I ten ktoś powiedział, że trzeba wymienić gniazdka elektryczne. Trzy. Ja wiedziałam, że trzeba, ale jakoś nikt nie miał czasu, żeby to zrobić. Skąd on to wie? Przecież nie są zepsute tylko stare. I dlaczego trzy skoro są dwa i jeden kontakt do światła.. Coś z tym człowiekiem nie tak. O co tu chodzi? Obudziłam się. Bo robiło się dziwnie. Obcy człowiek mówi mi co mam robić.


Wczoraj na kolację było wino. Urodziła się dziewczynka. Trzeba było uczcić.

Stałam się mniej czujna.

Sen o elektryczności. Mamy 5 snów co noc, a ja zapamiętałam właśnie ten.

Trzy miesiące temu pożegnałam mój ostatni czajnik. Elektryczny. Kupiłam zwykły z gwizdkiem, bo ten się nie spali. Miałam kilkanaście czajników, które nagle przestawały działać. Moja mama mówi, że coś ze mną nie tak. Oni mają trzeci w życiu, a ja chyba 15.

To chyba nie o to chodzi.


Popsuł się kabelek do ładowania telefonu, ale działa. Mam inne, ale ten jest wyjątkowo długi. Może powinnam wyrzucić? Czy to ten kabelek chciał zwrócić moją uwagę?

Dostałam 3 miesiące temu dzwonek bezprzewodowy, ale nikomu nie chce się go zamontować. Mamy domofon, więc wiadomo kto wchodzi. Czekam w drzwiach na gościa. Nie musi dzwonić.

Przecież rzeczy martwe nie mogą myśleć, nie mogą same z siebie pojawiać się w snach i czegoś chcieć.

A może to Nikola Tesla przewraca się w grobie. Przeczytałam właśnie Autobiografię Nikoli Tesli. Szybko się czyta, wystarczył jeden dzień.

Chciał zupełnie co innego. Chciał latających maszyn dla każdego i bezprzewodowej transmisji energii. A Elon nie dość, że nazwał swoją firmę Tesla, to jeszcze zamiast latających samochodów stawia na elektryczne auta. Miała być wolna energia, a będą akumulatory, które zatrują ziemię. I jeszcze drąży tunele pod ziemią, zamiast wylecieć w przestrzeń. Czy on ma mózg czy musk?

Nie takie były wizje genialnego wynalazcy.

Sen bez znaczenia.

 

 

23:23, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 czerwca 2017

Dzisiaj był zwykły dzień.

Wstałam rano. Jak zwykle podziękowałam, że żyję i postanowiłam, że to będzie dobry dzień. Tak robię zawsze. Skoro mam wolny wybór to tak wybieram, codziennie.

Byłam umówiona o 10 w urzędzie. Wczoraj nie dało się czegoś załatwić i miałam to dzisiaj zrobić.

Na przystanku zaczepiła mnie starsza pani. (Muszę mieć coś co skłania ludzi do zwierzania się mi. Odkryję to kiedyś).

Zapytała mnie czy mi nie zimno. Założyłam sukienkę bez rękawów. Było ok. 19 stopni. Odpowiedziałam, że nie jest mi zimno. Rzadko czuję zimno, że muszę się grubo ubrać. A teraz długie rękawy by mi miziały ręce pogryzione przez komary. Pani dotknęła mojej ręki, żeby sprawdzić czy nie kłamię. Spytała czy mam jakiś sweter. Nie mam, ale wzięłam parasolkę. A potem zaczęła się usprawiedliwiać, że ona założyła rajstopy. W zeszłym roku prawie nie straciła palca, bo wdało się zakażenie. Jak zwykle od 50 lat obcinała sobie paznokcie nożyczkami i coś poszło nie tak, że palec zaczął jej gnić. Była osłabiona i schudła 6 kg, to chyba przez nieprzespane noce i zmartwienia. Może śmierć jej zajrzała w oczy. Ludzie umierają z mniejszych urazów. Teraz jest prawie wyleczona, ale musi dbać o stopy. Przed pedikirem moczy nogi w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem obcina paznokcie zdezynfekowanymi nożyczkami. Nie mam pojęcia do czego może mi się przydać ta informacja. Pojechałyśmy tym samym tramwajem, ale już nie było jak rozmawiać.

 

Spóźniłam się 4 minuty. To ciekawe, bo ja się rzadko spóźniam. Myślałam, że klient jak zwykle się spóźni, a on akurat był na czas. Niczego nie można z góry zakładać.

W urzędzie nie byłam specjalnie miła, ale rzeczowa. Wszystko wyjaśniłam. Potem trzeba było coś wpłacić, ale akurat zaczęła się przerwa śniadaniowa. Zupełnie się tym nie zmartwiłam. Najwyżej poczekamy 15 minut. Ale inna urzędniczka sama z siebie powiedziała, że taka sama kasa jest w urzędzie obok. Poszliśmy. Potem trzeba było złożyć papiery, czekały 3 osoby. Nic to poczekamy. I czekaliśmy minute, bo sprawy były szybkie. Nie zdążyłam się zmartwić. Wczoraj zaświadczenie miało być na piątek, a dzisiaj okazało się, że może być już na wtorek. Naprawdę o nic nie prosiłam. To klientowi zależało, żeby było wcześnie, bo akurat w piątek rano ma podpisywać umowę.

Niby te same urzędniczki, a jednak sposób załatwienia sprawy zupełnie inny. Wszystko zależy od ludzi.

Potem było tak samo. 2 i pół godziny u fryzjera minęły szybko. W międzyczasie lało, a ja siedziałam z folią aluminiową na włosach. Włosy mam teraz świetne. Nie ma się czym martwić. Gdy wracałam wyszło słońce. Parasolka okazała się niepotrzebna. To nie powód do zmartwień ;)

Wieczorem w skrzynce znalazłam kopertę. Nie sądziłam, że przesyłka dojdzie tak szybko. Sama przyszła ;) Mam teraz na weekend coś do poczytania. I czekamy na nowe dziecko w rodzinie. Mija termin. Nie martwimy się. Będzie co ma być.

 

Po co się martwić?

Są tylko dwa powody do zmartwień: albo jesteś zdrów albo chory.
Jeśli jesteś zdrów, to nie ma się o co martwić.
Jeśli jesteś chory, są dwa powody do zmartwień: albo wyzdrowiejesz albo umrzesz.
Jeśli wyzdrowiejesz, to nie ma się o co martwić.
Jeśli umrzesz, to są tylko dwa powody do zmartwień: albo pójdziesz do
piekła, albo pójdziesz do nieba.
Jeśli trafisz do nieba, nie ma się o co martwić.
Jeśli trafisz do piekła, to będziesz tak zajęty witaniem się z kumplami,że
nie będziesz miał czasu żeby się martwić.
Więc po cholerę się martwić???

(Znalezione dawno temu w sieci.)

 

Dobry dzień, jak zwykle.



wtorek, 27 czerwca 2017

Było miło. Jak zwykle. Pogoda przepiękna, zamówiona. Jak zwykle.

Łatwo było nie zjeść poziomek. Na początku mnie korciło, ale potem powiedziałam do siebie, że to nie moje i że to prezent. Ochota odeszła. To tak jak mają kasjerki (większość). Przez ich ręce przechodzi sporo pieniędzy, ale na nich nie robi to wrażenia, bo to nie ich.


Maki rosną gdzie chcą. Nikt im nie może zabronić.

Gdyby to był mak niebieski, to może bym się skusiła, bo uwielbiam każdy wypiek z makiem. Nic dziwnego, bo ma magnez, wapń i wprowadza mnie w dobry nastrój. Podobno jest ciężkostrawny, ale nie dla mnie. Nie jest to też mak lekarski, z którego wytwarza się opium. To zwykły mak polny. Z jego płatków można co najwyżej zrobić napar na kaszel albo na sen.

Ale pięknie wygląda w trawach. I jest taki delikatny.



A to już wytwór dzióbków jakichś ptaków. Perfekcyjnie zbudowane gniazdko na niewysokiej choince, ok. 1 m nad ziemią. Ptaki budują gniazda gdzie chcą, nie mają żadnych zezwoleń. Nikt im nie może niczego zabronić. Teraz jest puste, więc spełniło swoją rolę. Małe dorosły i wszystkie ptaki poszły w świat. Nie dbają o dom rodzinny. Zupełnie inaczej niż ludzie, którzy za wypasione chaty zrobią wszystko.

Zresetowałam się :) Choć jestem pogryziona przez komary. Przez kilka dni będę się drapała w różnych miejscach. Lubią mnie komary jeść ;)

 

sobota, 24 czerwca 2017

Staram się nie oceniać ludzi, nawet tych zmarłych, ale średnio mi to wychodzi. Dziwnym zrządzeniem losu zamiast jakiegoś filmu nagrałam dokument „Geniusze współczesnego świata”. Rzadko oglądam filmy w czasie rzeczywistym, często nagrywam, żeby obejrzeć je kiedy zechcę. I oto obejrzałam film o filozofie, którego teksty były najbardziej manipulowane w historii i którego określa się ojcem chrzestnym faszyzmu. Widocznie był w tym jakiś cel. Nie ma przypadków.

Ludzie często cytują wypowiedzi znanych filozofów dla pojaśnienia własnych poglądów. Wydaje się, że inni lepiej umieją sformułować to co my czujemy czy myślimy. Sama tak robiłam. Jednak gdy trafiam na cytaty Nietzschego to się wzdrygam. Gdy cytują jego myśl: „Co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym”, mam odruch wymiotny. Bo autor tych słów udowodnił swoim życiem, że to nieprawda. Pomylił się.



Friedrich Wilhelm Nietzsche

urodził się 15.10.1844 roku

Pierwsze co się rzuca w oczy to rok urodzenia, końcówka 44. Czyli w wieku 4 lat musiał przeżyć coś co wpłynęło na jego późniejsze zachowanie. To jest „wewnętrzne dziecko”. Ma je każdy. Ono nas kształtuje, rozwija lub hamuje. Zależy jak do tego podejdziemy.

Nietzsche urodził się w rodzinie luterańskiego pastora. Był bardzo pobożnym chłopcem i cały dom żył chrześcijańską wiarą. I gdy miał 4 lata jego ojciec zachorował na poważną chorobę mózgu. Pastor najpierw oślepł, potem leżał przykuty do łóżka. Cierpiał, a po roku odszedł. Po autopsji stwierdzono, że 1/4 mózgu zniknęła, zżarła go choroba. To była przerażająca śmierć.

Nie dziwi, że zaczął zadawać pytania: dlaczego Bóg, któremu ojciec poświęcił całe życie, dopuścił do niego tak wielkie cierpienie. Utracił wiarę, nie chciał chodzić na nabożeństwa w święta.

Z tego doświadczenia wynikały później jego przemyślenia o Bogu, który „umarł, nie żyje, myśmy go zabili”. Potem mówił, że „Nie mogę uwierzyć w Boga, który chce być chwalony cały czas”, albo „Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od Boga”. „Utrata wiary przynosi pustkę i bezsens ludzkiej egzystencji”. „Nie obowiązują prawa boskie, mamy własne”. Atakował wszystko co chrześcijańskie. Poszukiwał szczęścia w bezbożnym świecie.

Cierpienie ojca prześladowało go przez całe życie.

Ta sytuacja go nie zabiła, więc myślał, że jest wzmocniony.

To przeżycie to był wstrząs. Każdy przeżywa śmierć inaczej. Moja mama ciągle przeżywa śmierć przyjaciółki, ale ona nie obwinia Boga, a ma pretensje do niej. Zadaje pytanie: dlaczego ona wzięła i umarła, jakby miała spytać mamę o zgodę na odejście z tego świata.

Drugie wewnętrzne dziecko, kolejne kształtujące przeżycie, powinno nastąpić w wieku 8 lat (4+4).

Wiemy, że gdy miał 9 lat po raz pierwszy ujrzał Mesjasza Haendla. Chór zrobił na nim piorunujące wrażenie. Odkrył, że warto żyć dla sztuki – muzyki. Potem przyjaźnił się z Wagnerem. Gdy obejrzał Pierścień Nibelunga (14 godz.) to przestał się z nim zadawać. To nie sztuka, to mania wielkości, nacjonalizm.

Hitler też wykorzystywał muzykę do własnych celów. I nadal politycy i rządzący to robią. Dla kasy i sławy są artyści, którzy zrobią wszystko.

Skoro w tak młodym wieku Nietzsche miał takie przemyślenia, to jaką drogą życia podążał?

15.10.1844 = 15+1+9+8= 33

Policzyłam w ten sposób, bo ojciec (dzień ur.) był dla niego ważny. I jestem leniwa, ułatwiam sobie ;)

33 mają trudne życie. To nie są banalne osoby, a obdarzone charyzmą. Czuja jakieś posłannictwo, pracują dla innych, poświęcają rodzinę dla wyższych celów. 33 dziedziczy po matce, a jego matka była 3.

F.W.Nietzsche                      Franziska Nietzsche (matka) (2.02.1826)

droga życia – 33                  droga życia - 3

ekspresja – 1                        ekspresja - 1

osobowość – 8                     osobowość - 2

l. duszy – 2                            l. duszy - 8

 

Kobiety odgrywały w życiu filozofa ogromną rolę. Matka zastąpiła mu oboje rodziców i musiała rządzić w domu (8). Młodsza o 2 lata siostra, Elisabeth, była wpatrzona w niego jak w obraz. Ojca nie pamiętała, a Friedrich był dla niej najważniejszym mężczyzną.



Therese Elisabeth Alexandra Forster Nietzsche

ur. 10.07.1846 = 9

Dziewiątki są najmądrzejsze na świecie, one wiedzą lepiej i wszyscy muszą słuchać.

Jej liczby jako panna = 9 – 8 – 9 – 8, a po ślubie 9 – 1 – 9 – 1, i wszystko jasne.

Pierwsze zdjęcie jest interesujące, chociaż pozowane. Brat wpatrzony w siostrę, a ona oburącz chwyta jego prawą rękę (od kobiet). To zdjęcie jest podpisane: kochająca siostra. To zaborcza miłość.

Gdy brat poznał miłość swego życia, to robiła wszystko, żeby ich rozdzielić, włącznie z donosem do matki.

Gdy miała 39 lat poślubiła Bernarda Förstera, niemieckiego nacjonalistę i antysemitę. Wyjechali do Paragwaju z 14 innymi rodzinami i założyli tam kolonię. Potem z braku kasy musieli wrócić do Niemiec. Mąż popełnił samobójstwo (otruł się).

Siostra odegrała w życiu brata ogromną rolę. Opiekowała się nim w chorobie. Była zwolennikiem Hitlera i robiła wszystko, żeby brat był znany. Dla wzmocnienia swej ideologii naziści wybiórczo posługiwali się pismami Nietzschego, jak np. o nadczłowieku. To właściwie dzięki siostrze Nietzsche stał się sławny. Ale to ona fałszowała jego twórczość, aby pasowała do hitlerowskiej ideologii.

Skala jej fałszerstw wyszła dopiero po jej śmierci w 1935 roku. Umarła mając 89 lat, a na jej pogrzebie był Hitler i wysocy rangą naziści. Np. z kolekcji 505 listów swojego brata, które zostały wydane w 1909 r., było zaledwie 60 oryginalnych wersji, a 32 z nich zostało całkowicie wymyślonych. Była bardzo pomysłowa, zmieniała, dodawała i usuwała treści niezgodne z jej światopoglądem. A brat chorował od 1889 do 1900 roku i nie napisał już nic. W tym czasie ona zapraszała gości, którzy słuchali jego jęków z pokoju na górze. Taka atrakcja. Potem w tym domu powstało muzeum.

Nietzsche uważał, że cierpienie jest warunkiem szczęścia. I ciągle myślał, że złe rzeczy go nie zabiją, a wzmocnią.

Czekało go jeszcze największe rozczarowanie w życiu. Spotkał miłość swego życia Lou Salome, piękną rosyjską arystokratkę i pisarkę, młodszą od niego o 17 lat. Sól w oku siostry.

Louise von Salome ur. 12.02.1861 = 3

Łamała schematy - (3, 8, 3, 5) i wiedziała czego chce. W duszy wolna (5), a w tamtych czasach „wyzwolona”. Była zafascynowana filozofią Nietzschego, a on się w niej zakochał. Żyli w trójkącie z Paulem Ree, pisarzem. (21-11-1849 = 9, 1, 5, 5). Też z wolnością w duszy.


To zdjęcie powstało w Lucernie. Lou pogania biczykiem dwóch swoich kochanków. Jakieś dziwne to zdjęcie, bo sytuacja jest śmieszna, ale nikt się nie śmieje. Tę fotkę wykorzystała Lou jako okładkę swej książki poświęconej Nietzschemu.

Nietzsche gdy się w niej zakochał to poprosił ją o rękę przez Paula. Ona odmówiła. Taka osobowość ja Nietzsche żąda wyłączności. Potem sam ją poprosił, a ona znowu odmówiła, bo chciała być wolna i mieć ich dwóch. On ja fascynował, ale ona go nie kochała, bo czuła jakiś cień między nimi. Jak może postąpić ktoś z Dwójką w duszy? Dwójka jest bardzo emocjonalna, wrażliwa i łatwo ją zranić. Mężczyzna źle to zniósł, (zraniona miłość własna) i odszedł. To go nie zabiło i … osłabiło. Podupadł na zdrowiu.

Potem w Tako rzecze Zaratustra napisał: "Gdy przystępujesz do kobiety, nie zapomnij bata!" Pisał też o różnicach w miłości mężczyzny i kobiety.

Według Nietzschego mężczyźni w miłości są złudni. Kobiety to aktorzy: ich największe umiejętności w miłości polegają na wyglądzie, sztuce i graniach "prawidłowych" ról płciowych.

Wszystko na podstawie własnych doświadczeń, które go nie zabiły.

Lou przez jakiś czas mieszkała z Paulem Ree i traktowała go jako brata. Potem jednak wyszła za mąż, ale nie była szczęśliwa przez 50 lat związku. Zmarła w wieku 76 lat.

Nietzsche gardził masami. Uważał, że jeśli ludzkość miałaby przetrwać to tylko dzięki wybitnym jednostkom. Ludzie powinni dążyć do wielkich celów. Nadczłowiek dąży do celów wyznaczonych przez siebie samego.

Był chory, ale bystry. Lekarze pozwalali mu pisać tylko 20 minut dziennie. Więc pisał zwięźle, stąd tyle aforyzmów wykorzystywanych po dziś dzień.

Całe życie żył w strachu, bolał go brzuch (tam chowa się lęk), miał bóle głowy (za dużo myślał). Bał się, że będzie chory jak ojciec. Mówisz – masz.

W 1889 podobno napisał 4 książki w jedną noc. Czuł się jak Bóg i zaczął się jego upadek. Popadł w obłęd, grał ekstatycznie na pianinie, skakał nago po pokoju, miał halucynacje. Zamknięto go w zakładzie psychiatrycznym w Bazylei, a potem zaopiekowała się nim siostra. I tak przez 11 lat wegetował zanim umarł.

 

Czy tak musiało wyglądać jego życie?

Sprawdzamy lekcję karmiczną, czyli prawo przyczyny i skutku, które odzwierciedla słabe punkty, które blokują drogę do sukcesu. Trzeba pokonać je własnym wysiłkiem. Wystarczy policzyć liczby, których nie ma w imionach i nazwisku. Nietzsche miał sześć Piątek (łaknął wolności i żył na krawędzi) i 6 Dziewiątek (był mądry i uczył innych), a nie miał żadnej Siódemki. Oznacza to, że nie umiał szukać w sobie odpowiedzi (intuicja). Był w nim lęk przed wiarą. Nie miał także umiejętności w badaniu wszystkich okoliczności zanim wyciągnął wnioski. Ktoś z Dwójką w duszy tego nie potrafi. Mężczyźnie trudno to zmienić. Kobiety wychodzą za mąż i zmieniają nazwiska, więc mają szansę uzupełnić braki karmiczne.

Ja np. nie mam 8, więc muszę poznać wartość pieniądza, a karma zmusi mnie do prowadzenia własnej firmy. Każda kolejna praca u kogoś i dla kogoś przybliżała mnie do tego. Wypełniłam lekcję i zaakceptowałam to. Urodziłam się z 8 Jedynkami, a po ślubie mam ich 9. I mam moc, nie brak mi inicjatywy, ambicji, oryginalności i niezależności. Nie boję się podejmować decyzji i zaczynać wszystkiego od nowa. Nietzsche miał tylko jedną Jedynkę i bał się. Bardzo się różnimy.

Zanim oszalał wiedział, że się pomylił. Czuł, że zawiódł jako filozof i stracił szacunek do siebie. Współczuję mu, ale go nie polubię.

A jednak jego filozofia, wynikająca z własnych doświadczeń, przetrwała i ciągle są cytowane jego słowa. To co go spotkało wcale go nie wzmocniło, a zabiło. Żył 56 lat, w tym 11 wegetował.

 

czwartek, 22 czerwca 2017

To ostatnie godziny poziomek.



Jeszcze są na moim balkonie, ale niedługo pojadą do lasu. Dam je w prezencie. Jednym z wielu.

Czy wypada zjeść część prezentu? Mogę powiedzieć, że żadna poziomka nie dojrzała. W udawaniu jestem dobra. Ale nie umiem kłamać i mogę się wygadać ;)

Zjem czy nie zjem – oto jest pytanie.



środa, 21 czerwca 2017

Gdy się dzisiaj rozbierałam zobaczyłam na ścianie na wysokości wzroku tabliczkę z napisem:


Uśmiechnęłam się. Wydawało mi się to zabawne. Gdy po kilku minutach ubierałam się to dotarło do mnie, że to stereotyp i to mało zabawny. Najpierw uderzyło mnie słowo „nigdy”. Jest tu zupełnie nie na miejscu, bo to nieprawda. Czytane kłamstwo tysiące razy  udaje prawdę. Nigdy nie pójdę na wybory, nigdy nie obejrzę filmów Polańskiego, Allena czy Cosby'ego i kolejnych pedofilów. To wiem na pewno.

Krótkie zdanie, a ile treści. Kobiety są głupie, bo nic nie wiedzą, ale są też zdeterminowane w swoich działaniach. Czy naprawdę tak bardzo się różnią od mężczyzn? Oczywiście, że tak. Może dlatego wielu mężczyzn zazdrości kobietom i chcą być jak one. Niektórzy dosłownie. Jak to możliwe, że sportowiec Bruce ze 100% testosteronem przemienił się w karykaturę kobiety i stał się Caitlyn? Może i wygląda jak kobieta, ubiera się jak kobieta, ale nie myśli jak kobieta i nie pachnie jak kobieta. Czy on w ogóle myśli? Jakie ma smutne życie. Oczy nie kłamią.

A może to ja za dużo myślę?Ale ciągle się rozglądam i widzę różne rzeczy.

W weekend się wyluzuję ;)



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Archiwum
bajka107@gazeta.pl