Życie to wszystko co mam :
niedziela, 26 marca 2017

Przyroda szaleje.

A ja szaleję w domu. Porządkuję co się da.

Od wczoraj mam nowy komputer i nowy system operacyjny. Poprzedni odszedł do innej osoby. Miał już 9 lat, więc była na niego pora. Teraz wszystko jest nowe, bo to W7. Ciągle się aktualizuje. Próbuję nowe czcionki. Dostosowuję się do nowych okiem i układów stron. Wszystko jest inaczej niż w XP.

Robię porządek w zakładkach, przypominam sobie hasła na różne strony. Mam nowe IP, więc mogę się logować jako zupełnie kto inny, gdy nie pamiętam haseł. Ale jakoś mnie nie ciągnie. Życie realne jest o wiele ciekawsze.

Rozpiera mnie energia, bo nie tracę jej na bzdety.

Operacja oka ojca chyba się udała. Tylko musi uważać na siebie i nie dźwigać. To trudne. Tylko miesiąc, aż wszystko się dobrze zagoi.

Przy okazji w starych plikach znalazłam taki cytat:

Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejś osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

 

A roślinki nic sobie nie robią z ludzi i sobie rosną :) Jest coraz ładniej.

 

 Po co ta zmiana czasu. Skradziona godzinka. Spać się nie chce. ;)

 



poniedziałek, 20 marca 2017

Kolejny dobry dzień.

Wszystkie rośliny w domu wypuszczają nowe łodyżki i listki. I jedna wypuściła kwiatki. Wczoraj ich nie było, a dzisiaj są. I pięknie wyginają się do słońca.

To chyba dla uczczenia pierwszego dnia wiosny. Ta roślinka jest bardzo delikatna. I przynosi szczęście ;)

Miasto niestety jeszcze śpi, nic nie czuje. A to dowód.

Szaro, buro i ponuro. To pobojowisko po pracach przy nowym dworcu dla duchów. Miejsce przesiadki.

Ojciec czuje się znakomicie. Wszystko goi się szybko, jak na dziecku. Lekarz pytał co pan robi, że pan tak dobrze znosi operacje. W domyśle – dlaczego jeszcze żyje? A on na to, że nic nie robi. Kłamie. Gdy spytałam go dlaczego nie powiedział lekarzom, że pije herbatki ziołowe (pisałam o nich), pije sok z granatów i ćwiczy z Tombaka. A ojciec na to, że po co ma to mówić, co to zmieni. I lekarze nie wiedzą, myślą, że to cud. Ojciec jest Dziewiątką i tak one postępują – swoją mądrością nie dzielą się z byle kim. Gdyby 20 lat temu ktoś mi powiedział, że przestanę nienawidzić ojca, to nie uwierzyłabym. Teraz rozmawiamy spokojnie, darowałam mu jego winy i darowałam sobie moje winy. I jest dobrze. Wszyscy zdrowi, co jakiś czas.

I dostałam kolejną rzecz na szczęście. Powiesiłam na wprost drzwi wejściowych. Ma mnie strzec.



A przecież szczęścia nie można kupić. To tylko kwestia wyboru. Chcesz być nieszczęśliwym to jesteś, chcesz mieć szczęście to masz. Czy ja mam jakieś pechowe rzeczy w domu? Nie. Wszystko mi przynosi szczęście ;)

Można dostać coś na szczęście, można kupić zdrowie, ale nie życie. Zmarł dzisiaj David 7 serc, który za 3 miesiące obchodziłby 102 urodziny. Chciał dożyć 200 lat. Nie udało się. Kolejny rok w święto wiosny umierają znani ludzie.Umarł, a tyle zostawił w ludziach zła. Ludzie się bardzo ucieszyli, a przecież go nie znali. Ludzie nie dbają o siebie. Energii nie widać, a niszczy.

Dzisiaj też jest perski nowy rok. Wszyscy zapamiętają taką datę śmierci.

 

piątek, 17 marca 2017

To był dobry dzień.

Rano wysłałam mejle z życzeniami. A potem czekałam na operację.

Mój ojciec miał na dzisiaj zaplanowaną operację zaćmy.


Ciekawe, od lat chodził do okulisty, bo gorzej widział i miał tik lewego oka. Dostawał leki, bo lekarka podejrzewała jaskrę. Ojciec usiłował ją nakierować na zaćmę, bo tak czuł, ale ona była uparta. Od roku brał też leki na cholesterol i wzrok gwałtownie się pogarszał. Poszedł znowu do lekarza. A tam niespodzianka. Ktoś kupił całą przychodnię i wymienił cały personel. Nowa lekarka stwierdziła, że ojciec ma zaćmę i skierowała go na operację. Jak może lekarz okulista pomylić jaskrę z zaćmą. Znajoma lekarka powiedziała, że to możliwe jak opuszcza się zajęcia na medycynie ;)

Ludzie myślą, że lekarze to boscy wybrańcy, a to zwykli ludzie, czasem niedouczeni. Ale przecież nie wszyscy wykonują źle swoją pracę.

Ojciec usiłował zapisać się na operację, ale najbliższy termin wypadał za 1,5 roku. Więc poszedł prywatnie i czekał tylko 2 miesiące. I dziś był ten dzień.

Oczywiście ja dowiedziałam się o terminie najwcześniej. Mama sondowała czy będzie dobrze. A czy ja wróżka, czy co. Skąd mam to wiedzieć. Nie miałam żadnego przeczucia, więc będzie dobrze. Sama operacja trwała 20 minut. Wcześniej podano mu 15 razy różne krople. Nic nie bolało, jednak tiki były utrudnieniem. Teraz nic go nie boli, ale być może działają jeszcze te różne krople. Oko zalepione i zdrowienie będzie trwało ok. miesiąca.

2600,- zmieniło właściciela. Tyle kosztuje zdrowie jednego oka.

Miałam czas, żeby dzisiaj obejrzeć na YT kolejny odcinek z historii sztuki pana KK. I to w języku, który znam od dziecka. Prymitywni ludzie byli mądrzejsi od na i tworzyli dzieła, które przetrwały do naszych czasów, czyli 8 tys. lat. Mieli w nosie cywilizację. To kultura odróżnia nas od zwierząt. Jestem zaszczycona, że są ludzie, którzy dzielą się swoją wiedzą. A ile byłaby warta wiedza, której nie przekazuje się dalej. Nie trzeba się zapisywać na studia, żeby się dokształcić. Jak mało ludzi ogląda takie wykłady. Garstka.

W świetnych czasach żyję. Dobry dzień :)

A na koniec dobrego dnia w tv po raz kolejny nadają Powrót do przyszłości. Jeden z moich ulubionych.

To jak nagroda na koniec pracowitego tygodnia :)

 


środa, 15 marca 2017

Długoletni klient zostawił faktury i mówi: Pani B. Co się stało z ludźmi? Zupełnie przestali myśleć samodzielnie, powtarzają jakieś slogany z tv. A najgorsza jest histeria w tematach politycznych. Ludzie żyją w jakimś amoku. Masz inne poglądy to jesteś śmiertelny wróg. Czasem myślę, że tylko ja jestem normalny, a inni powariowali. Dlaczego się nie zaraziłem nienawiścią?

A ja mu odpowiedziałam, że może to my jesteśmy z innego świata, a reszta jest normalna. Gdybyśmy się zachowywali jak większość mielibyśmy spokój i żadnych rozterek duszy. Tylko, że człowiek widzi pewne rzeczy i nie umie inaczej. Pocieszyłam go, że może lepiej być w mniejszości niż w kupie. W końcu światem rządzi garstka bogaczy.

Dlaczego ludzie dostali histerii po wyborach Trumpa? W Polsce ludzie ubliżają wszystkim myślącym inaczej. Nie ma świętości, na każdego wolno pluć, szykanować, pomawiać. Bezkarnie. A aura szarzeje i przyciąga choroby. Ludzie są jak marionetki, robią co chcą inni.

W tytule nie chodzi o partię przyjaciół piwa czy o polskie pralnie pieniędzy. Ale blisko. Tytuł wskazuje na polskie partie polityczne. Subiektywnie.

Od ponad 17 lat nie głosuję i nie znam się na polityce. Nie mam żadnych sympatii, bo poznałam wielu ludzi z tego kręgu i nie są to moi przyjaciele.

Polityka to potężne wahadło, które rządzi mniejszymi wahadłami jak media czy opiniotwórczy celebryci. Politycy zawsze kupowali sobie przychylność pospólstwa. Kupowali aktorów, dziennikarzy. A potem wystarczy na okrągło pokazywać te osoby, by mieć dobrą prasę. Każdy nowy u władzy dostaje nagrody, np. dla człowieka roku itp. To normalne. Ale to co się dzieje ostatnio to istne szaleństwo.

Ludzie idą do polityki po władzę, potem po stanowiska, a potem po kasę. Do zwykłej pracy nie idą, bo się nie nadają. Moja babcia mówiła, że oni (różne partie) są po jednych pieniądzach, co oznaczało, że niczym się od siebie nie różnią.

Zwykli ludzie bardzo się w to angażują i bujają się w takt wahadeł, albo tańczą jak im tv zagra. Poświęcają swój czas, czyli pieniądze na obronę cudzych gierek. W dodatku dają się wyprowadzać na ulice. Głupota ludzka nie zna granic.

Sprawdźmy co takiego jest w partiach, że ludzie dają się za nich pokroić.

Wzięłam nazwy skrócone i sprawdziłam co mają w sercu. Skróty to wizytówka, ujawnia cele do jakich zmierza partia. Nie wiem czy tak można, ale nie jestem numerologiem i mogę wszystko ;)

Wiadomo, że liczba serca to samogłoski. Samogłoski są bardzo ważne. Małemu dziecku śpiewasz aaa kotki dwa. Wszystkie mantry oparte są na samogłoskach - leczą i uspokajają.


Mamy tu 3 partie, które są teraz w opozycji. W sercu mają "o" = 6 = Wenus. Wszystko wiadomo. Wenus najchętniej leżałaby na plaży z drinkiem i pachniała, a inni niech pracują nad uprzyjemnianiem jej życia.

Kto wskoczy na platformę to jest z nami i dostanie co chce. Logo jest przemyślane. Uśmiechnięta Polska – wszyscy się cieszyli jak podnoszono podatki, wiek emerytalny, 3 filar, a wykształcona młodzież wyjeżdżała z kraju. I władza się z nas śmiała (podsłuchy). Kolor pomarańczowy gwarantował sukces. Ale nic nie trwa wiecznie.

Nowoczesna to dziwna partia. Skrót to N z kropką z przodu. Dlatego wzięłam pierwszą samogłoskę, czyli O. I wiadomo do jakiego klubu należy.

Jest jeszcze Kukiz'15, kiedyś JOW. Zmieleni. POtrafisz POlsko. Znany cel.

Straszne logo, ogranicza i pali. Zamiast czerwonego mogli użyć pomarańczowego. Nazwa z nazwiska jest dobra dla firmy rodzinnej. Wszystko jasne.

Szóstka w sercu oznacza osoby kochające swoją rodzinę i przyjaciół. Każdy tak ma, ale szóstki dla spokoju swojej rodziny zrobią wszystko. W partii będą pilnowali swoich interesów, będą tworzyć prawo dla dobra siebie i przyjaciół. Nie przemęczają się, bo nie lubią. Wszystko i tak się kręci wokół nich.

Liderzy krajowi i lokalni właśnie tak postępują i mnie to nie dziwi. Tak mają zapisane.

O Tusku = 30, pisałam tu Zero   B. niebezpieczny człowiek.

Mateusz Kijowski = 30, bliźniak.

Ryszard Petru = 5

Mówisz – masz. Podświadomość nie zna się na żartach.

Kolejne partie w skrótach nie mają samogłosek.

Może nie mają serca, ale duszę ma każdy. Sprawdzam pierwszą samogłoskę. I już wszystko wiadomo: POlskie, SOjusz, POlska.

Niby inne partie, a w duszy gra to samo. Dla siebie, dla rodziny, dla znajomych.

Nie znam za bardzo liderów. Znany był Waldemar Pawlak = 38 = 11 i obecnie Władysław Kosiniak-Kamysz = 1

Leszek Miller = 30, jak Tusk.

Włodzimierz Czarzasty = 6 – żadna afera go nie wymiotła.



Na zupełnie innym biegunie jest PIS. Przez ostatnie lata skutecznie robiono mu czarny PR. Dlaczego? Bo bardzo się różnią od wszystkich innych partii.

Samogłoska "i" = 9 = Pluton

I wszystko jasne. Zupełnie inne cele. Dlatego taka agresja. Nie mają kolegów.

Ciekawe, bo kiedyś ta partia nie wzbudzała takich emocji, a nazywała się PC, czyli POrozumienie Centrum. Wtedy miała inne cele, bardziej pasujące do innych. Światła gasły, a wszyscy szli balować przy jednym stole.

Dziwna nazwa, która nie określa co to jest za grupa. Nazwa brzmi jak zbrodnia i kara, przyczyna i skutek. Prawo i sprawiedliwość – idealnie pasuje do tego co robią. Zmieniają prawo wg własnego uznania (bo wiedzą lepiej) i zaprowadzają sprawiedliwość. Czy jakiemuś politykowi spadł kiedyś włos z głowy, czy odpowiedział za swoje przekręty, łapówki. Władcy są nietykalni, nawet ci którzy już nie są u władzy.

Pluton jest małą planetą (sporne) i słabo świecącą. Niby mało ważną, bo jest bardzo daleko oddalony od naszego słońca.

Pluton bóg świata zmarlych, zajmuje się tym co ukryte. Jest bezwzględny w realizacji celów. Cierpliwy – jest planetą najwolniejszą i najdalszą - obiega zodiak w 248 lat. Pod wpływem Plutona dokonują się głębokie zmiany w calym pokoleniu.

Wolno gromadzi siły, jak kropla drąży skałę, jak kropla przepełni czarę goryczy. I tak będzie – metodycznie, spokojnie będą wyciągane na światło słabości i szwindle. Ale ludzie dalej będą żyć w świecie iluzji. PR.

Ta partia doszła do władzy, bo ludzie mieli już dość nic nie robienia. Nie ma przypadków, wszystko idzie wg planu.

Samogłoska „i” to Dziewiątka. A 9 myślą, że są najmądrzejsi. Czasem tak jest.

Dziewiątka w duszy daje wrażliwość, współczucie dla innych, optymizm. Celem dla nich jest postęp ludzkości, chcą dokonywać wielkich czynów. Ona wie co inni powinni robić i nie słucha rad, bo wie lepiej. Im starsza tym mądrzejsza.

Cele partii realizują ludzie.

O Kaczyńskim pisałam tu Jedenastka Im starszy tym mądrzejszy. Świetnie ograł rywala, zapewnił sobie spokój w kraju. Dziwne, że ludzie tego nie widzą. Znakomicie wykorzystał zły PR, żeby osiągnąć cel. Trzeba być dalekowzrocznym, żeby to dostrzec. Każdy dostał co chciał. Mistrzowskie posunięcie, dobrze pomyślane. Ktoś nawet powiedział, że to najlepszy strateg. Ma rację.

Nie ma sensu opowiadać się za jakimś politykiem. Są wykształceni i nie, mili i lub niemądrzy. Jak wszędzie. Każdy polityk na każdego ma kwity, które wykorzysta w odpowiednim momencie. Każdy rząd realizuje swoje cele, ale nigdy nie robi dobrze zwykłym ludziom. Teraz przyszedł czas na tych ludzi, a potem przyjdą inni. Jedni dają, inni zabierają. Były protesty gdy wprowadzali gimnazja, są protesty gdy je zamykają. Życie toczy się dalej.

Szanuj drugiego człowieka, bo nie znasz dnia ani godziny.

A na koniec jeszcze takie skróty:

Coca Cola

ONZ

WHO

Co im w duszy gra? Podobno nazwę i logo coca coli wymyślił księgowy ;) Wiedział co robi. Mamy tu dwie samogłoski: o – przyjemności, a – sukces, słoneczko. Ludzie piją tony cukru, ale są szczęśliwi. I jeszcze to pochylenie oznaczające dynamikę i parcie w przyszłość. Uznanie. Pepsi nie odniosła takiego sukcesu, a mają ten sam produkt.

 

A wszystko to to tylko zabawa.

 

Róbmy swoje”



niedziela, 12 marca 2017

Obejrzałam dzisiaj końcówkę NASA – archiwum tajemnic. Nie ma przypadków. Nie oglądam już takich filmów, bo wiedza jest dawkowana i mało ciekawych rzeczy (;)) można się z nich dowiedzieć.

Ale zaintrygował mnie tytuł tej części dokumentu: Powrót zabójczego skafandra.

Opisano dwa wypadki związane ze skafandrem używanym przez astronautów do wychodzenia w przestrzeń kosmiczną.

W styczniu 2016 roku Amerykanin Tim Kopra z ISS wyszedł w przestrzeń kosmiczną z kolegą. Po ok. 4 godzinach zameldował, że w jego hełmie jest woda. Kontroler lotów kazał mu połknąć jedną z latających kropel. Gdy będzie słona i ciepła to będzie pot. Nie była. Była zimna. A więc to z układu chłodniczego. Trochę się jeszcze pozastanawiali, ale jak astronauta zameldował, że zamarza mu szyba, to kazali mu wrócić na stację.

W maju skafander wrócił na ziemię i jest badany.

Okazało się, że to ten sam skafander, w którym 3 lata wcześniej, 16 czerwca 2013 omal się nie utopił włoski astronauta Luca Parmitano. Pełno wody pojawiło się w hełmie i nie było czym oddychać. Skafander rozebrano, sprawdzono wszystkie części i nic nie stwierdzono. Nie było żadnej wady czy nieprawidłowości funkcjonowania. Dlatego złożyli go i wysłali do ponownego wykorzystania na ISS. Przy ogromnym budżecie kosmicznym takie oszczędności? Mogli go dać do muzeum.

Może włoski astronauta bał się wychodzenia w przestrzeń kosmiczną i ta emocja udzieliła się skafandrowi? Tylko, że oni są szkoleni kilka lat.

Niedługo bez żadnych szkoleń ludzie będą latali w kosmos, tak obiecuje Musk. Masz kasę to prosto z ulicy możesz lecieć.

Teraz wszyscy w NASA wiedzą, że ten skafander jest przeklęty i nawet o tym mówią. Nauka nie zna czegoś takiego jak przeklęcie, ale żaden astronauta nie chciałby go włożyć i nie włoży.

Ludzie nauki, twardo stąpający po ziemi, a tacy przesądni. Dwóch astronautów omal nie zginęło, a wszystko przez jeden dobry skafander.

Życie jest najważniejsze.

Teraz wprowadza się skafandry nowej generacji, lżejsze, łatwiejsze do noszenia i może mniej awaryjne.

Są rzeczy ze złą historią, domy, w których straszy. Jest jakaś przyczyna.

 

Świat to lustro, w którym odbijają się nasze myśli. Zaczęłam pisać o rzeczach martwych, ale temat nie został zakończony. Dlatego świat podał mi na tacy wyżej opisaną historię. Moje lustro jest czyste i coraz szybciej pojawia się w nim obraz – moje myśli. To już nawet nie synchroniczność. Jeśli o czymś piszę, o czymś myślę, coś oglądam, coś czytam, to wszystko jest ze sobą powiązane. Gdy się nad czymś zastanawiam, to świat udziela mi odpowiedzi ze wszystkich stron.

Zauważyłam to, gdy zaczynałam czytać I tom Transerfingu. To o czym czytałam przejawiało się w świecie realnym, jakby na potwierdzenie tez z książki. Każdy wie, że pozytywne myślenie jest ważne. A ja fizycznie tego doświadczam. W życiu zdarzają się różne rzeczy, ale wszystkie je akceptuję i nie oceniam. Bo co ja mogę. Szkoda czasu na zamartwianie się. Wiele razy byłam na dnie i zadawałam sobie pytanie: dlaczego mnie to spotyka? Co ja takiego zrobiłam? Dlaczego świat sprzysiągł się przeciw mnie? Itd.

Teraz widzę, że to było idiotyczne. To nie świat mnie gnębił - to ja sama.

Każdy ma nie to na co zasługuje, ale to co sobie sam stwarza. Jeśli jest ci źle, świat się wali, to zatrzymaj się na chwilę i znajdź drobną rzecz, która w tym czarnym świecie ci się podoba, jest pozytywna. Wtedy pojawi się światełko w tunelu, pojawią się pomocni ludzie, świat nabierze kolorów. A ty będziesz miał nieustająco dobry nastrój. I żadne pechowe czy przeklęte rzeczy do ciebie nie przyjdą.

piątek, 10 marca 2017

Dzisiejszy sen można określić 3 słowami: pociąg, hotel, Poznań. To miałam zapisane na kartce. Przypomniał mi się dopiero teraz, wieczorem, więc niespecjalnie go pamiętam.

Ktoś kazał mi jechać pociągiem do Poznania. Miałam zamówiony hotel na jedną noc, kupione bilety. Musiałam jak najszybciej się spakować i pojechać na dworzec. Miałam dylemat co spakować, bo to tylko jedna noc. Wzięłam kosmetyki i ubranie na kolejny dzień. Nawet nie brałam walizki. Spakowałam się do zwykłej torby. Miałam jakieś spotkanie, coś musiałam załatwić. Potem do hotelu spać. A rano w pociąg i powrót. Musiałam następnego dnia zdać relację. W XXI wieku można takie sprawy załatwić przez Skypa. Ale ja musiałam jechać i coś załatwić. Mogłam to być tylko ja, nikt inny. Nie lubię jak mi się rozkazuje, ale był jakiś dobry powód, że zgodziłam się to załatwić dla szefa bez szemrania.

Nigdy nie byłam w Poznaniu, a tu taki krótki pobyt. Czy ja naprawdę muszę tam być tak krótko? Mogłabym chociaż na krótko połazić po mieście i zobaczyć jacy ludzie tam mieszkają. Może nigdy nie będę miała okazji tam pojechać. Niestety, miałam kupione bilety na konkretną godzinę.

Wszystko załatwiłam. Należała mi się nagroda.

Najbardziej z tego snu pamiętam pośpiech i zmęczenie po podróży. A Poznań to poznaj siebie - takie miasto ;)

 

Ciekawostka ;)

Dwa dni temu dostałam 5 tulipanów. Gdy wkładałam je do wody, to zauważyłam, że jeden z nich jest wiotki, zwisał z wazonu i ma porwane liście. Mogłam go wyrzucić. Dałam mu drugą szansę. Oparłam go o inny zdrowy i poprosiłam, żeby się wziął w garść (w myślach). Dzisiaj patrzę, a on wygląda dobrze, samodzielnie stoi, tylko te liście nie doszły do siebie. Na razie :) Dawno temu robiłam podobny eksperyment z peoniami. Pisałam na pewno na którymś blogu. Tamte peonie wszystkie były rozwinięte, tylko jeden miał pączek. Wtedy postawiłam przed nim lustro i powiedziałam mu, żeby spojrzał na siebie. Rozwinięty będzie ładniejszy. Rano wszystkie peonie były piękne. Oczywiście przez kilka dni, bo kwiaty cięte zmierzają szybko do śmierci. Teraz wydaję polecenia w myślach, nawet je nie formułuje, tylko przekazuję intencję. Rośliny świetnie mnie rozumieją. ;)

To ten po prawej stronie, jakby ktoś nie dojrzał ;)

 


22:33, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 marca 2017

Jechałam dzisiaj tramwajem. Wsiadł mężczyzna z córką i wnukiem. Usadził ich, a sam poszedł kasować bilet. Podszedł do kasownika, nie dało się skasować biletu, więc poszedł do drugiego. Pusty tramwaj to można sobie spacerować od do. Wracając do rodziny powiedział: "nie lubi mnie ten kasownik". Ciekawe, emocje przypisał rzeczy martwej, czyli kasownikowi. Czy rzecz może cię lubić? Może.

Miałam kiedyś sąsiada, który źle traktował swoje samochody. Czasem kopnął w oponę, nie dbał o czystość, bluzgał. A jego autka psuły się, akumulator nie chciał odpalić, żarówki się przepalały.

"Złośliwość rzeczy martwych" mawiał i kupował kolejny samochód.

A mnie samochody lubiły, bo nie miałam z nimi problemu. Czasem nawet podczas wielkich mrozów miło prosiłam, żeby był łaskaw zapalić. Zresztą pierwszy samochód wygrałam, bo lubię wygrywać.

Rzeczy martwe nie czują, bo nie mają świadomości ludzkiej. Nie mają nawet sztucznej inteligencji. Kasownik z akumulatorem lub baterią ma podawać godzinę i wybijać ją jak w szczelinie pojawi się kartka papieru. Nie może mieć humoru. Potem inny pasażer podszedł do tamtego kasownika i skasował bilet jakby nic się nie stało.

Humorzasty kasownik był w tramwaju, który prowadził złośliwy motorniczy. Widziałam jak zatrzasnął drzwi przed nosem staruszkowi, który wolno szedł do wyjścia i postawił nogę na stopniu. Gdyby tramwaj prowadził robot w żaden sposób nie mógłby zamknąć drzwi gdy człowiek stoi już w drzwiach.

Ludzie odgrywają swoje kompleksy na innych utrudniając im życie. To jest zaraźliwe i roznosi się jak gangrena, nawet na rzeczy martwe.

Roboty niedługo wkroczą w nasze życie, które stanie się łatwiejsze. To nieuniknione.

Strach budzą krzyżówki człowieka z maszyną. Nie będzie to tak widoczne jak mieszanka człowieka ze zwierzęciem, jak np. mityczne centaury czy sfinksy. Właściwie niektóre celebrytki mają w sobie więcej sztucznego niż własnego ciała. Przyzwyczaja się nas do hybryd, które mamy na paznokciach i w samochodach. Niedługo będą hybrydy maszyny z mózgiem człowieka, który został uznany za najważniejszą część ciała. A wszyscy mówią, że najważniejsze jest serce. Gdy serce przestaje bić to pociągnie jego pracę maszyna. Gdy lekarz stwierdzi śmierć mózgu to żadna maszyna nie pociągnie jego funkcji.

Wczoraj dostałam krem :) Na boku pudełka przeczytałam takie określenie:

Czyż to nie piękne? Powoli stajemy się techniczni, mechaniczni, sztuczni.

Akceptuję to. Może dlatego świetnie się dogaduję z rzeczami martwymi. Albo trafiam na te  niezłośliwe.



środa, 08 marca 2017

Jestem mistrzynią świata w ogrywaniu wahadeł. Samozwańczą. Gdy ktoś próbuje mnie wciągnąć w jałowe dyskusje obliczone na dojenie mojej energii to natychmiast robię się czujna. I zaczynam grę. Na zadawane pytania odpowiadam w sposób nieoczekiwany. Czasem robię sobie żarty, czasem podsycam temperaturę. Dyktuję warunki rozmowy, nie daję się wciągnąć w pyskówki.

Ostatnio rozmawiałam ze znajomym na temat sztucznej inteligencji (AI – Artificial Intelligence).

Ostatnio prawie codziennie ukazują się artykuły w prasie na ten temat. Jedni naukowcy mówią o nowej rewolucji, a inni przestrzegają przed nią. Faktem jest, że prace nad AI są bardzo zaawansowane. Nawet nie zdajemy sobie sprawę co one robią i gdzie są wykorzystywane. A.I. może ogrywać człowieka w grach, ale nie będzie nigdy nic czuło. A.I. Piszą już artykuły w necie i nikt się nie łapie na tym. IBM Watson bryluje.

Wszyscy wielcy się tym zajmują, łącznie z Billem Gates i Hawkingiem.

No i wypłynęło nazwisko Muska. Akurat znajomy przeczytał jego biografię i był nim zachwycony. Ja jej nie czytałam i nie bardzo rozumiem zachwytów. Musk kojarzył mi się z perfumami męskimi, ale nazwisko jest ok.

Mówi się na niego wizjoner, ale tak naprawdę to co on wymyślił. Raczej ulepsza to co jest. Nie jestem przekonana do jego elektrycznych samochodów, bo produkcja energii jest szkodliwa dla środowiska. No i utylizacja baterii. Ja czekam na latające samochody, a Musk uważa, że się nie przyjmą, bo ludzie nie zniosą jak im nad głowami coś będzie szumieć. Zobaczymy, bo latem tego roku w Dubaju mają się pojawić latające taksówki.

Podczas niedawnego wywiadu dla TED'a Chris Anderson pyta: Twoje projekty są tak różne od siebie, jak jeden człowiek może wprowadzać innowacje w taki sposób. Co takiego jest w tobie? Musk: nie wiem, dużo pracuję.

Sprawdźmy co o nim mówią liczby.

Elon Musk

ur. 28.06.1971 = 7

 

Siódemce patronuje Neptun. Może budować, ale i niszczyć z siłą tsunami. Zajmuje się tworzeniem i działaniem. Zakładał firmy, po to by je sprzedać z zyskiem. Siódemka izoluje się na własne życzenie, często zamyka się we własnym świecie. Musk jest pracoholikiem z bardzo dobrą intuicją, więc depresja raczej mu nie grozi.

Pierwsze wewnętrzne dziecko to rok 1 (71), a drugie wewnętrzne dziecko to rok 8 (7+1) . Gdy miał 9 lat rodzice się rozwiedli. W tych latach miały miejsce wydarzenia, które ukształtowały jego charakter. Jako dziecko był szykanowany przez rówieśników. Nic dziwnego, że w wieku 10 lat zainteresował się komputerami. Gdy miał 17 lat wyjechał z RPA do Kanady, a potem do USA (od 2002 roku ma obywatelstwo).

Liczba ekspresji – 2 – często reaguje emocjonalnie. Bardzo dobrze czuje się wśród ludzi.

Liczba osobowości – 6 – szuka prawdy i sprawiedliwości. Na zewnątrz może być miły, a w środku już nie. Gdy do prasy był wyciek informacji, że jego firma Tesla Motors ma tylko 9 mln dolarów na koncie, to zatrudnił nawet detektywa do wykrycia źródła przecieku. Sprawdzano wszystko, łącznie z odciskami palców na kopiarkach. Swoją drogą jak bardzo zmieniła się lojalność ludzi. Po co ktoś taki pracuje w firmie, której nie lubi, że musi ujawniać jej sekrety. A może nie był dość dobrze wynagradzany.

Liczba serca – 5 – osoba poszukująca przygód. I to właśnie ta liczba pcha go w wielu różnych kierunkach. Lubi stale coś odkrywać i się uczyć. Studiował ekonomię i fizykę. Mógł zrobić doktoraty, ale bardziej go interesował biznes.

Zawsze będzie poszukiwał nowych wyzwań, zainteresowań, bo potrzebują ich jak powietrza. Ma pociąg do zmian i wolności. Codzienność go nudzi.

Był 3 razy żonaty z 2 kobietami i ma 5 synów. Pierwszy syn zmarł w 10 tygodniu życia, a następni urodzili się po in vitro, najpierw bliźniaki, potem trojaczki. Do związku trzeba być obecnym w domu, a jego ciągle nie ma, ciągle coś wymyśla i pracuje.

Jest niezależny. Najlepiej czuje się jako szef,nie będzie wykonywał rozkazów innych.

To jest odpowiedź na pytanie Chrisa z TED – to jest zapisane.

 

Jego imię też jest znaczące, bo zaczyna się od samogłoski E.

E to też piątka – daje towarzyskość i zachłanność na życie. Lubi doświadczać wszystkiego co życie niesie, przeżywać przygody.

Gdyby nazywał się Leon czy Noel jego życie wyglądałoby inaczej.

Bardzo ciekawy jest jego podpis. Działa intuicja, albo wiedza. Bo bardzo go wspomaga.


Składa się z 3 liter El i M. Siódemki mają intuicję, ale też umieją wykorzystać każdy nośnik wiedzy. Dla osiągnięcia celu użyją znaków, a nawet snów. Podpis nie jest dziełem przypadku.

Wartość podpisu wynosi Trzy. To idealny podpis dla Siódemki. Trójka pomaga w komunikacji ze światem, dodaje atrakcyjności towarzyskiej. Przynosi szczęście mrocznej 7.

Litery są od siebie oddzielone, nie ma połączenia przeszłości z przyszłością, imienia z nazwiskiem. Nie uporał się z przeszłością.

Ważne są ogonki. U niego obydwa idą do góry. Świadczy to o tym, że Musk jest optymistą o niespożytej energii.

W życiu osiągnie jeszcze wiele.

Gdy widzę, że ogonki u moich klientów w podpisie idą w dół, to im o tym mówię. Świadczy to o zniechęceniu, pesymizmie, braku wiary w siebie. Trenują i zmieniają.

Ty też sprawdź jak to jest u ciebie. Warto to zmienić, aby mieć w życiu lepiej.

Elon Musk z taką numerologią osiągnie jeszcze wiele. Zna prezydentów i premierów. Finansuje go Google i inni inwestorzy. Nie wydaje nic na reklamę. Ale udziela wywiadów i wszędzie go pełno.

Jest spod znaku Raka – uczuciowy i nieśmiały. Rodzinny – współpracuje z siostrą i bratem, których zatrudnił w swoich firmach.

Skoro chce umrzeć na Marsie, to w końcu tam poleci. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Umie do swoich pomysłów przekonać bogaczy.



Nie dostałam dzisiaj rajstop ;(







środa, 01 marca 2017

O jedną podłą osobę mniej na świecie. Umarła matka mojej znajomej. Dała jej popalić. Jedyną zasługą matki było urodzenie zdrowej dziewczynki. A potem było tylko gorzej. W trudnej sytuacji córki matka nie kiwnęła palcem. Zimna suka. Pomagali znajomi i obcy ludzie. Nie będę opowiadała szczegółów, bo każdy ma choć jednego podłego znajomego. Znajomej ta śmierć ani nie ucieszyła, ani nie zmartwiła. Czuje pustkę. I nic więcej. Nie było więzi matka-córka, więc nie ma żalu. Czy można było jakoś to zmienić, inaczej postępować?

Co powoduje, że ktoś staje się podłym człowiekiem?

Przecież rodzimy się jak tabula rasa, czysta tablica. Rodząc się konkretnego dnia o ustalonej godzinie przynosimy na ten świat pewien potencjał. W czymś jesteśmy dobrzy, a pewnych rzeczy nie powinniśmy robić. To są takie ułatwienia, bonusy od losu. Oczywiście możemy robić zupełnie coś innego, nikt nam tego nie zabroni. Wtedy walczymy z losem, jest nam trudniej zdobywać cele, które okazują się obcymi celami.

Nie mamy zapisane, że będziemy podli czy mili. To nasz wybór, a właściwie wypadkowa wielu czynników, które w miarę naszego wzrastania kształtują naszą osobowość.

Jako przykład takiego człowieka, podam fikcyjną postać z serialu Lost, który nieustannie oglądam, po wielu latach przerwy.

Benjamin Linus niewątpliwie był najgorszą postacią serialu. Świetnie wymyślony, prawie jak prawdziwy. Jego podłość nie wzięła się znikąd.

Jako dziecko był bity przez ojca i źle traktowany. Matka Bena zmarła przy porodzie, więc dziecko nie zaznało matczynej miłości. Bite dzieci są zawsze jakoś "uszkodzone". Bicie nie zabiło i na pewno nie wzmocniło, jak niektórzy upośledzeni powtarzają to kłamstwo.

Ben jako dorosły zabijał kogo chciał. Kłamał, oszukiwał. Wiele razy był na krawędzi życia i śmierci i zawsze miał do zdradzenia jakąś tajemnice. Manipulował ludźmi, a oni robili co chciał, nawet dla niego zabijali.

Dziwne, ale wyspę obarczał winą za swojego raka. Mówił, że wyspa jednych leczy innych nie. Ani przez moment nie czuł się winny.

Jednak było coś co mu ciążyło. Przyczynił się do śmierci swojej córki, bo powiedział, że nic dla niego nie znaczy i jej śmierć go nie dotknie. Stalo się inaczej. Ta śmierć bardzo mu ciążyła. Więzy krwi są nierozerwalne.

Niektórzy myślą, że gdyby mogli cofnąć czas to postąpili by inaczej, coś by zmienili – na lepsze wg swego zdania.

Gdy Sayid cofnął się w czasie, to mały Ben wypuścił go z celi. Tak bardzo pragnął być z Innymi, że posunął się do zdrady. A Sayid strzelił do dziecka, bo pamiętał jak 30 lat później ten go torturował.. Ben nie umarł. Być może po takich przeżyciach zmienił się i dlatego wymordował później całą osadę Dharmy. Wyspa darowała mu życie, może dając szansę na zmianę.

Czy można walczyć z nieuniknionym?

Nie pomaga cofanie się w czasie. Zmiany nie następują.

Na pewno są szczęśliwe rodziny, ale nie wśród moich znajomych. Jedni sobie radzą inni nie. Podłość to takie bezinteresowne zło. Można być podłym, ale można się zmienić. Przynajmniej próbować. Ojciec Bena, gdy ten leżał w szpitalu, ocknął się na chwilę i poczuł się ojcem. Żałował swego postępowania. Ben zniknął, więc nie miał szansy się sprawdzić.

Właściwie każda postać w tym serialu miała problemy w domu.

Ojciec Locka to kawał drania. Syn oddał mu nerkę i dostał za to "zapłatę". Ojciec Sun też nie przepadał za córką. A ojciec Penny dla jej dobra zniechęcał ją do Desmonda i zerwał z nią kontakt.

Miles żył w przekonaniu, że ojciec ich porzucił i się nim nie interesował. Gdy cofnął się w czasie to się dowiedział, że ojciec go kochał, ale kazał im opuścić wyspę ze względu na zagrożenie życia. Gdy wiemy więcej o naszych rodzicach, to możemy lepiej zrozumieć ich postępowanie.

Hurley też był porzucony przez ojca, ale mu wybaczył. I odbudowuje relacje. I to właściwa postawa.

Wybaczyć, bezwarunkowo.

Matka Faradaya była apodyktyczna, sterowała każdym aspektem jego życia. A potem do niego strzeliła.

Zabijanie jest ostatnią rzeczą, którą powinien robić człowiek. Nikt nie zasługuje na śmierć z ręki innego człowieka. Można się pomylić i już tego nie można cofnąć.

Hitler też kiedyś był dzieckiem. Gdyby jako dziecko zginął, to czy historia świata potoczyłaby się inaczej?

 

Człowiek szczęśliwy, spełniony lub zakochany nie jest podły. Nie ma na to czasu. Nie ubliża, nie hejtuje, bo po prostu żyje swoimi sprawami.

Dziwna moda teraz panuje, która szkodzi zdrowiu i życiu.

Nie idź tą drogą.

 


sobota, 25 lutego 2017

Poszłam na zakupy do pobliskiego sklepu spożywczego. Oprócz ekspedientki była też uczennica i to ona mnie obsługiwała. Słabo ogarniała sklep i towary. Ale największy problem był z kasą fiskalną. Gdy towar miał kod to wystarczyło zeskanować. Ale ja kupiłam aromaty do ciast i pani musiała wbić kod ręcznie. Przeprosiłam.

A potem pani podsumowała moje zakupy i zatwierdziła paragon. Wyszło 17,63. Uczennica nie wystukała ile dostała kasy i ile powinna wydać reszty. I miała problem z liczeniem. Dałam 20 zł. A ona wydaje mi 10 zł i szuka drobnych. Ekspedientka natychmiast zabrała 10 zł i mówi, że to za dużo. Tamta się zestresowała. No to ja dałam im 63 grosze i powiedziałam, żeby mi wydała 3 złote i będzie dobrze. Co za ulga, uczennica odetchnęła i uwierzyła mi.

Ja uczyłam się odejmowania i dodawania w słupkach. I do dziś umiem. To naprawdę jest proste. Liczę to w pamięci.

Gdy opowiadałam o tym znajomej, to mi powiedziała, że jej córka też nie umie dodawać i odejmować. Chodzi do podstawówki, ale nie wiem do której klasy. Czego teraz uczą w szkole? Przecież dodawanie i odejmowanie to podstawa. A jak się bateria wyczerpie w kalkulatorze albo zabraknie prądu? Gdy nie ma prądu zamykają sklepy, bo nie można rejestrować sprzedaży na kasie fiskalnej. A gdy blackout będzie trwał tydzień? To nie będziemy jeść.

 

Niedawno dostałam fakturę, którą ktoś wystawił w imieniu mojego klienta. Wypisał ją ręcznie. Od wartości netto policzył ok. 23,2% vat-u. A wartość brutto, czyli netto+VAT wziął z Księżyca. Nic się nie zgadzało. Trzydziestoparolatek nie umie ani mnożyć, ani dodawać. To nie dziecko, które uczy się liczenia. Od podstawówki upłynęło mu 15 lat. Nie można się tłumaczyć, że ktoś nie lubi matematyki. Bo ile ma dostać pieniędzy z pracy to każdy wie (za mało).

 

Wczoraj rano zadzwoniła pani. Spytała czy czekam na przesyłkę. Dopiero zamówiłam, a już w drodze ;) Powiedziała, że kurier ma mi ją dostarczyć między 12 a 14. Ale nie może na niego liczyć, bo ma dużo zwrotów i ona za to obrywa. Prosiła o telefon gdyby do mnie nie dotarł. O godz. 13:03 powiedziałam na głos: ciekawe kiedy przyjedzie kurier? I w tej sekundzie rozległ się dzwonek domofonu. Oczywiście to był kurier i paczkę dostałam. N. powiedziała, że ja to mam farta. Kochana, to nie fart, ja tak po prostu mam, to część mojego życie. Mówisz – masz. ;)

Kupiłam piłki do żonglowania, bo mandarynki trzeba jeść, a nie podrzucać.


Czy jesteś w stanie policzyć faworki, które dzisiaj dostałam?

Jest ich 58. Ale po co liczyć, trzeba jeść.

Czy liczenie w życiu się przydaje?

Czasem na innych nie można liczyć. Licz tylko na siebie.

 


piątek, 24 lutego 2017

Byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko i od razu zasnęłam. Było ok. 1 w nocy.

 

Poleciałam gdzieś z moją walizką, która jest niebieska lub granatowa (zależy jak kto widzi). Walizka jest bardzo lekka i ma kółka obracające się we wszystkie strony, więc jest supersterowna. Czasem ją pożyczam, bo ma idealne wymiary do samolotu. Dwa tygodnie temu wróciła z wojaży u obcych.


Wyszłam z lotniska. Miałam ze sobą torebkę i tą walizkę. Poszłam w jedno miejsce, trochę pogadałam. Potem w kolejne i też tam trochę zabawiłam. Potem poszłam do jakiegoś sklepu, potem do jakiejś knajpy, potem do znajomych. Wszędzie szłam pieszo i miałam walizkę ze sobą. Aż w pewnej chwili zorientowałam się, że jej nie mam. Musiałam ją gdzieś zostawić, ale nie pamiętałam, w którym miejscu ją miałam, a w którym już nie. Powinnam wrócić po kolei do wszystkich odwiedzanych miejsc.

W jakimś miejscu pokazano mi wściekle czerwoną walizkę. Powiedziałam, że to moja. Lepsza ta niż żadna. Zabrałam, podziękowałam i wyszłam. Pomyślałam, że to walizka jakiejś kobiety więc będę mogła się przebrać. Zamiast iść tam gdzie miałam spać, poszłam na lotnisko. A tam stoi moja walizka i na mnie czeka. Więc zostawiłam czerwoną walizkę i wzięłam moją, a potem poszłam na nocleg.

Obudził mnie budzik. Byłam umówiona skoro świt, o 8 rano.

 

Nie mam pojęcia gdzie poleciałam i jakich to ja mam znajomych w obcym kraju. Ciekawe gdzie byłam, gdzie wszędzie można dojść pieszo w krótkim czasie. Normalnie nie wzięłabym cudzej walizki. Przecież właścicielka mogłaby mnie spotkać na ulicy i byłby wstyd.

Ciekawe, że kiedy kupowałam walizkę do samolotu to zastanawiałam się nad wyborem koloru. Myślałam o jakimś zajebistym odblaskowym żółtym, zielonym albo czerwonym. Jednak wybrałam granatowy, bo mniej rzuca się w oczy. Może dlatego o niej zapomniałam w jakimś ekscytującym miejscu.

A to wszystko ze zmęczenia.

 


23:13, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2017

Wczoraj było Grzegorza. Tak było napisane w autobusie na belce. Pomyślałam, że kiedyś było takie powiedzenie: na Grzegorza zima płynie do morza. Nie mam pojęcia czy to jest ten Grzegorz, ale dobrze by było, żeby zima powoli sobie poszła. I słoneczko wskaże jej drogę, żeby się na zagubiła.

Wiedziałam, że dzisiaj będzie słonecznie i było. Rano jeszcze drzewa były oszronione. Ale to nie przeszkadzało w amorach.


Natura już czuje wiosnę. Mogłabym tak patrzeć na ptaki, które rozpoczęły swoje zaloty. Gołębie budują gniazdo na balkonie obok. Rośliny wypuszczają nowe, jasnozielone listki.

 

Nic dziwnego, że wymyślono takie święto. Pora idealna.

Można mu ulec, a można się opierać. Uleganie jest przyjemne, a opieranie się nic nie da. Można tłumaczyć, że kochamy cały rok, ale niektórzy nie doceniają tego co mają. Więc taki dzień jest im potrzebny. Trzeba się przyzwyczaić, bo oto rodzi się nowa tradycja. Za 20 lat nikt się nie będzie zastanawiał skąd to święto pochodzi.

 

To nie jest święto dla mnie, bo nie jestem zakochana. Zakochanie to stan przemijający. Może prowadzić do miłości, albo do odkochania. A ja po prostu kocham i jestem kochana.

Prezenty nie muszą dużo kosztować. Oto moja nowa bransoletka. Może kosztowała 10 gr, a może mniej. Jest urocza. Chodziłam w niej cały dzień ;)


Od dzisiaj będę inaczej pachnieć. Delikatnie, wiosennie, zmysłowo, nienachalnie. Za trochę więcej kasy.


Rozejrzyj się wokół czy masz kogoś do kochania. I kochaj. Za nic.

 

Osobą, która kocha mnie najbardziej jestem ja sama. Dużo czasu mi to zajęło, ale zrozumiałam, że jestem jedyną osobą, która mnie nie opuści aż do śmierci. Nie warto się oceniać, użalać, czy chować urazy. Szkoda na to czasu.

Serce jest bardzo pojemne. Można kochać równocześnie wiele osób naraz. Niektórzy są zaborczy i wymagają wyłączności.

Kochamy, ale nie tak samo. I możemy się odkochać.

Do następnego święta.

 

 

 

 

 



piątek, 10 lutego 2017

Obudziłam się rano i zdziwiłam się, że niebo jest zachmurzone. Wypowiedziałam zaklęcie, poszłam do łazienki. Gdy wyszłam na niebieskim niebie świeciło słoneczko. Mówisz – masz.

W ciągu dnia, telefony, mejle, zwykły dzień w pracy.

Klient przesłał mi zwolnienie lekarskie mmsem. Zapisałam obraz w galerii, żeby potem przesłać sobie na mejla i wydrukować. I zauważyłam nowe 3 zdjęcia nocnego nieba. W informacjach sprawdziłam, że zrobiono je dzisiaj w nocy o godz. 2:49 i 2:51. Przypomniałam sobie, że w nocy obudziło mnie światło księżyca w pełni. Uwieczniłam ten obraz i zasnęłam. Skoro widać było księżyc to niebo nie było zachmurzone, tylko usiane chmurkami. Dlatego rano zdziwiłam się, że jest pochmurno.

I wtedy przypomniał mi się sen.

 

Szliśmy gdzieś w gości. Pojechaliśmy do mojej siostry, która mieszkała w starej kamienicy. Wyglądała jak teraz, a przecież mieszka w domu, który sobie wybudowali. Pomyślałam, że w tym świecie (we śnie) ciągle mieszka w tym samym mieszkaniu co 17 lat temu. W mieszkaniu było pełno ludzi. W kuchni i 2 pokojach stali i rozmawiali różni ludzie, ponad 20 osób. Ubrani byli w długie do ziemi rozkloszowane suknie, białe z czerwonymi lamówkami. Wszyscy byli tak ubrani, moja siostra też. Dyskutowali o jakiejś ważnej osobie, guru, czy mistrzu. Gdzie ja trafiłam? Czy to jakaś sekta? Co mnie obchodzą ci ludzie. Przecież nie zamierzam z nimi dyskutować, a tym bardziej wyznawać ich poglądów i ubierać się w katany.

Wyszliśmy. Postanowiliśmy pójść do innych znajomych. A tam podobne zgromadzenie. Było tam pełno ludzi, ubranych w szare szaty, jak kolejna sekta. Też rozmawiali o jakimś cudotwórcy czy zbawicielu. Zupełnie nie moje klimaty. Nie zostaliśmy tam i poszliśmy w jeszcze jedno miejsce. A tam kolejna sekta, mężczyźni i kobiety ubrani tak samo w czarne suknie do ziemi.

Tego było za wiele. Chcieliśmy pogadać, zjeść coś dobrego i dobrze się bawić. A ogarnęło nas zniechęcenie i jakiś marazm.

Co to za świat, w którym żyjemy? To chyba nie nasz świat. Pewnie, że nie.

 

Dlatego się obudziłam. I o śnie zapomniałam.

 

Przynależność do sekty zwalnia człowieka z myślenia. Wystarczy, że myśli tak jak przywódca i jest OK. Nie dla mnie. Nie kupuję nikogo w całości, bo przecież mogę mieć inne poglądy na niektóre sprawy. To tak jak czekanie na koniec świata. Wiadomo, że nasza cywilizacja jest młoda i zgadzam się z Hawkingiem, że najwcześniej za 30 mld lat może się "skończyć". Ale już nie zgadzam się z nim, że człowiek narodził się na ziemi przypadkiem. Za dużo jest matematycznych prawidłowości, żeby zwalać wszystko na przypadek. Są ludzie, którzy co chwila ogłaszają kolejne końce świata i ciągle mają się dobrze i mają swoich wyznawców.

Dzisiaj pomogłam przejść przez jezdnię staruszce, a ona bez przerwy mówiła o jakiejś miss, która dostała jakąś nagrodę, a nie umie się wysławiać, myli się i macha łapami. Nie mam pojęcia o kim mówiła, ale czy miss może mieć łapy? Rzadko wchodzę teraz na pudelka, to nie jestem na bieżąco. Czy ludzie nie mają swojego życia? Po co się przejmować innymi.

Pełnia jest dopiero jutro.

Chyba jestem zmęczona. A inni chorują na grypę.

 

22:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017

Długo nie mogłam zasnąć. A jak już zasnęłam to:

się obudziłam. To początek snu. Było rano, wstałam z łóżka. Mieszkanie to samo, ale ja jakaś inna.Większa. Spuściłam nogi z łóżka, a na podłodze leżały papucie jak dwie paletki od badmintona. Od razu wiedziałam, że coś nie tak. Noszę teraz po mieszkaniu papcie z futerka, które dostałam po wypadzie do Zakopanego. Wstałam, z trudem. Miałam ciężki oddech. Szłam wolno do łazienki. Krok za krokiem, jak mamut. Chciałam jak najszybciej spojrzeć w lustro. Idę i idę. W końcu się udało. A tam spogląda na mnie jakaś kobieta, tęga do niemożliwości. Na upartego ma jakieś moje rysy, oczy, usta, ale to nie ja. Mieszkanie moje, ale nie moje ubrania. Gdy w ciąży przytyłam 16 kg, to nie byłam aż tak gruba. Nie wiedziałam co ma robić ze sobą taką grubą. Czy ja pracuję, czy mam gdzieś iść, a może jestem chora na otyłość i nie wychodzę z domu? Więc się obudziłam. Naprawdę.

 

Ot, zwykły sen odreagowujący rzeczywistość.Poprzedni tydzień mogłabym nazwać tygodniem pizzy. Pizza była na obiad i kolację. Ale nie przytyłam. Moja waga waha się +-2 kg. Nie mam poczucia winy.

 

Czy ktoś widział grubą Barbie? W końcu imię zobowiązuje.

Tutaj mamy jedną Barbie (bez butów), ale reszta jej koleżanek też jest szczupła. I nawet w swetrach wyglądają dobrze. Jak ja ;)

Gdybym miała więcej lalek, to byłoby więcej sweterków. Jeszcze zostało materiału. Może coś wymyślę w wolnej chwili.

 

Nigdy nie oceniam ludzi po ich wyglądzie. To w końcu kod genetyczny. Ja nigdy nie będę filigranową blondyneczką. Jestem normalna. Niedawno czytałam, że jakaś 17 letnia "gwiazda internetu" gardzi grubymi ludźmi, bo "przecież mogą przestać jeść."

Tylko, że nadmierne jedzenie rekompensuje braki, albo ma uchronić przed atakiem. Taka osoba "obudowuje się" tłuszczem i nikt jej nie zrani, nie sięgnie do jej serca. Powody są różne, ale jakieś są. Jak jest im ciężko przekonałam się we śnie, wchodząc w kogoś takiego. Nikomu tego nie życzę.


W ostatnich odcinkach LOST, które obejrzałam ostatnio, bohaterowie lecieli helikopterem. Uciekało paliwo, więc pilot kazał im wyrzucić wszystko co niezbędne. A oni wyrzucali jakieś torby po pół kg każda. Śmialiśmy się do łez. Naprawdę sytuacja była komiczna. Najcięższą osobą był Hugo – Harvey. Ale to Sawyer wyskoczył z helikoptera do oceanu, a nie Harvey. Może nie umiał pływać. Ale zupełnie nie przyszło mu to na myśl. Był jeszcze odcinek, w którym była konferencja prasowa 6 uratowanych. Kłamali jak najęci. I jedna dziennikarka zadała pytanie: byliście na wyspie kilka miesięcy, odżywialiście się tym co tam rosło, a nie wyglądacie na zabiedzonych, wręcz przeciwnie. Harvey odpowiedział, że to chyba jego ma na myśli. Wszyscy się zaśmiewali, ale nikt nie odpowiedział. A swoją drogą serial kręcono kilka lat, a Harvey nic nie schudł. Ciągle jadł batoniki. I ciągle widział szczęśliwe liczby, które przyniosły mu fortunę, a nieszczęście wszystkim wokół. Ale to inny temat.

 

A więc wszystko jasne. Musiałam to jakoś odreagować. Więc taki sen.

 


23:05, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lutego 2017

Zupełnie zapomniałam o blogu. Od tygodnia w domu pełno ludzi. Wszystko się zmieniło, nawet pora wstawania i jedzenie. Jedyna stała to obowiązki zawodowe, ale wypełniane w minimalnym stopniu. Świat realny jest ciekawszy niż wirtualny. Można kontaktować się przez mejle, ale osobisty kontakt ujawnia co naprawdę się z człowiekiem dzieje.

Mój komputer zaczął samodzielnie myśleć i po wejściu na kilka stron, sam z siebie się resetował. Nawet odmawiał drukowania znanych sobie plików. Co ja mam o nim myśleć? Czy to dla mojego dobra? Raczej pora na upgrade.

Jednak w tym czasie wypełnionym po brzegi zauważyłam czyste niebo i Wenus najjaśniejszy obiekt.

To widok nieba 30 stycznia 2017 r. Na dole mamy Księżyc trochę wyżej po lewo Wenus. A po lewym górnym skosie czerwony Mars.

A tu następnego dnia. Mars lepiej widoczny (zaznaczyłam strzałką), Wenus wyprzedziła Księżyc. Takie fotki robi się zwykłym smartfonem ;)

Nie tylko ja patrzyłam w tym tygodniu w niebo. Wieczorem w środę zadzwonił ojciec i kazał mi sprawdzić co to za mrugający obiekt na zachodnim niebie. A co to może być, jak nie satelita GSM. Każdego dnia nad nami latają amerykańskie satelity, w ilości od 5 do 20. Obserwują wszystko, łączą się ze stacjami naziemnymi, monitorują i rejestrują każdą aktywność. Zwykły człowiek nie ma możliwości nie wyrażać na to zgody. Jesteśmy zamknięci pod kloszem, bez możliwości swobodnego działania.

Nigdy nie jesteśmy sami.

Rozmowy, rozmowy, rozmowy. Trzeba nadrobić. Usiłowałam wyjaśnić komuś co trzeba robić, żeby rzeczywistość kształtowała się zgodnie z naszymi życzeniami. Każdy myśli ogólnie o czymś i nie skupia się na szczegółach. Można chcieć wiele rzeczy na raz, ale trzeba zażyczyć sobie czegoś konkretnego. Niektórym trudno to pojąć. Szukałam w myślach jaką książkę mogłabym dać do poczytania, która by pojaśniała problem. A tu rzeczywistość sama podsuwa rozwiązania. Jechaliśmy taksówką. Było już ciemno. Jedziemy i stoimy w korkach. Zauważyłam, że latarnie są ciemne. Spytałam taksówkarza, czy to normalne. A on na to, że "oni" oszczędzają. Tylko, że latarnie mają czujniki i jak jest ciemno to powinny się same włączyć. Jak ja jadę to ma być widno. I w tej sekundzie wszystkie latarnie się zaświeciły. Na zamówienie. Konkretne. Mówisz – masz. Proście a będzie wam dane. Jest wiele takich instrukcji. Trzeba tylko mieć szczegółowy zamysł. Podobno na tym przykładzie problem został zrozumiany. Poczekamy zobaczymy. Trzeba próbować, działać.

A taka postać stoi na naszym lotnisku. Nie wiadomo śmiać się czy płakać. Czy to nie szyderstwo ubierać znaną postać w różowy szlafroczek. Czy to jeszcze sztuka. Czy Hemingway w takim szlafroku obraziłby się? Nie żyje, nie może.

Wszystko wraca na własne tory. Wczoraj wieczorem zauważyłam pod blokiem parę kaczek, które wyszły na spacer. Szły po śniegu do skrawka ziemi, gdzie ziemia była odkryta. Tam coś swymi dziobami szukały, ale jedzenia to tam nie było.

Czy to normalne, że w środku zimy chodzą sobie takie ptaki bez żadnej opieki. Uciekły, bo właściciel nie daje im jeść? Nie chciało mi się je śledzić i sprawdzić gdzie pójdą.

A może czują już nadchodzącą wiosnę.

Ja już czuję. A może to tylko tęsknota. Przecież mamy dopiero luty.

 

 



sobota, 28 stycznia 2017

Wczoraj był chiński sylwester, a dzisiaj Nowy Rok. To dobry dzień na początek czegoś nowego. W końcu jest nów. I Mars wchodzi do Barana. Moc jest z nami.

Kogo ogarnął marazm, ma teraz szansę się ocknąć. Gwiazdy sprzyjają wszelkim działaniom. A przecież wiadomo, że jak na górze tak na dole.

Ilustracje autorstwa Claudio Cernuschi, Maria De Filippo z książki Bajkowe marzenia, Silvia Crespi.

 

Kogut zwiastuje nowy dzień, bo wstało słońce. Żywioł Ognia doda pikanterii, szaleństwa i mocy każdemu działaniu.

Dzieci, które urodzą się tego roku (w mojej rodzinie pojawi się dziewczynka) będą utalentowane, zaradne, pracowite, odważne i pewne siebie. Priorytet to kariera.

Pojawi się mnóstwo kogucików, którzy będą stroszyć kolorowe piórka. Jedni wypłyną na szerokie wody, inni przepadną. Koguty nie znoszą konkurencji. Niektórzy to wykorzystają, żeby usunąć wrogów, napuszczając ich na siebie.

Ten rok będzie sprzyjał aktywności. Każdy będzie chciał być w centrum uwagi.

Koguty rzadko chorują i szybko zdrowieją. Ludzie będą aktywni, a branża fitness będzie w rozkwicie. Ludzie będą dbali o swoje ciała. W zdrowym ciele – zdrowy duch.

To rok wydatków. Pieniądze przyjdą, ale trzeba się napracować, zabiegać o zlecenia.

W długoletnich związkach jeśli jest dobrze, to lepiej nic nie zmieniać. W związkach, w których jedna osoba nie jest szczęśliwa będzie ruch i zamieszanie. Udawanie się nie sprawdza.

W tym roku przybędzie wielu nowych liderów w każdej dziedzinie. Każdy będzie chciał zabłysnąć. Ludziom będzie się to podobało. Może pojawi się nawet jakiś prorok czy super guru – światłość dnia.

Będą jakieś przetasowania na wysokich stanowiskach. Ludzie nie lubią prawdy, wolą być oszukiwani. Znając oszustwa trzeba jakoś zareagować, a ludzie wolą patrzeć na kolorowe piórka i gładką mowę.

Gdy wielkie organizacje zaczną się chwiać, to trzeba szybko zmienić szefa. Trzymanie starych się po prostu nie opłaci. Musi przyjść nowa krew, nowe pomysły. Ogień oczyści nawet tych co nie będą chcieli.

Nie działajmy impulsywnie, nie kończmy czegoś co ma szansę naprawy, nie rzucajmy wszystkiego dla nowo poznanej osoby, nie wyruszajmy w podróż nieprzygotowani. Sprawdzaj jakość, nie idź na ilość.

 

Nie sprawdzałam jeszcze tego, że Najgorzej w danym roku mają osoby urodzone pod danym znakiem. Czyli w roku Koguta będą miały pod górkę osoby właśnie osoby urodzone 12,24,36,48 i 60 lat temu. Wśród moich znajomych nie ma nikogo takiego, ale na świecie tak. Np. kogutami ale ziemskimi są Jennifer Lopez i Jennifer Aniston – osoby popularne, piękne i szczodre. Można odpędzić pecha i złe duchy ubierając się często na czerwono (buty, skarpetki, bielizna, dodatki). Ale z czerwonym trzeba uważać, bo co za dużo to niezdrowo. Ogień nie tylko oczyszcza, ale też pali na popiół.

Osama bin Laden był ognistym kogutem (10.03.1957=8). W 1957 roku, poprzednim roku ognistego koguta, było silne trzęsienie ziemi na Alasce, które wywołało tsunami. Było kilka katastrof samolotowych, pożarów, trzęsień ziemi, a huragan zabił 401 osób w USA. Były też próby z bronią nuklearną i wodorową. Ale też otwarto stadion Camp Nou w Barcelonie, sputnik-1 poleciał w kosmos, a potem sputnik-2 z Łajką.

Ekstrapolacja na podstawie minionych wydarzeń nie sprawdza sie. Ale wszystko jest możliwe. Podbój kosmosu jest możliwy i w końcu czekamy na komputery kwantowe, więc zamiast krzemu, nadchodzi wodór.

W 2017 roku kolory, które przyniosą szczęście to złoty, brązowy i żółty. Ale raczej nie w ubiorze, a w otoczeniu. Trump już powiesił złote zasłony w gabinecie owalnym. Bo on wie.

Pechowy kolor to kolor czerwony, bo mamy żywioł ognia. Może spalić każdego, kto nie będzie uważał.

 

Zobaczymy co się wydarzy w tym roku. Oczekujmy najlepszego :)



czwartek, 26 stycznia 2017

W czasie ferii dzieci mają różne zabawy. Czasem wciągają w nie dorosłych.

Jest taka apka na telefon, która obiecuje, że zna nasze myśli. Myślisz o jakiejś postaci, a Dżin zadaje pytania. Pierwszą postać odgadł po 4-5 pytaniach. Była to Baba Jaga – znajoma wszystkich dzieci i nie tylko.

Kolejnej postaci Dżin nie odgadł, a był to tata, który nie mieszka z dzieckiem, nie ma ślubu z matką i jest daleko. Wszystkowiedzący nie zgadł.

Dżin to inna kultura, a jednak znał Babę Jagę. Podobno dawno temu nie była zła, ale dobra. Jednak wszyscy znają ją jako staruchę, która pożera dzieci.

 

Podwórkowe dzieci bawiły się kiedyś w grę: Baba Jaga patrzy. Jedna osoba odwracała się plecami od reszty dzieci, zakrywała oczy i mówiła:

Raz, dwa, trzy,

Baba Jaga patrzy!

I w tej sekundzie odwracała się. Dzieci stawały i nie mogły się poruszyć, bo inaczej wpadłyby w ręce Baby Jagi. Czasem taka Baba mówiła bardzo szybko i dzieciom trudno było się zatrzymać. Kto się poruszył musiał wrócić na start. A wygrywał ten, który dobiegł pierwszy do Baby Jagi.

To była zabawa dla dzieci dawno temu. Ale dziwne, że dorośli też grają w zakrywanie oczu. I to na całym świecie. Najbardziej znani celebryci robią sobie takie fotki.


Ciekawe kto patrzy przez jedno oko. Osoba czy Baba Jaga.

Często znani nie zakrywają oka, tylko "zakładają" monokl, wykrzywiając dziwnie nadgarstek. Wygląda to dziwnie, a nawet śmiesznie. Żaden z moich znajomych i ja też, nie zrobiłby sobie czegoś takiego.


Ciekawe kto im tak każe? A może to jakiś znak rozpoznawczy.

Faktem jest, że zachowanie tych osób często bywa dziwne i niezrozumiałe. Jakby to nie one coś mówiły lub robiły.

W przeszłości wiele grup wykorzystywało gesty rąk, jak np. hitlerowcy HH, albo Rzymianie: Ave Cezar, a żołnierze salutują do czapki.

Wygląda na to, że jeśli ktoś chce zrobić karierę to musi pracować jedną półkulą mózgu.


A mówią, że najlepiej synchronizować półkule i w pełni wykorzystywać swoje możliwości. To nie gwarantuje sukcesu.

A tu wygląda na to, że lepiej dać się prowadzić przez Babę Jagę i sukces murowany. Tylko gdzie się ona kryje, w której półkuli: Prawej – zwariowanej, emocjonalnej i twórczej, czy lewej – racjonalnej i logicznej.

 

A to wszystko przez ferie i dziwne zabawy z dzieckiem.

 

Dżin szuka ciągle nowych wyzwań, ale nie u nas. Odinstalowałyśmy go ;)

 


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Oglądam ponownie Lost, bo jest ciekawy. Nieregularnie. W ostatnim odcinku zaciekawiła mnie sekwencja zdarzeń.

O 2 w nocy podpity Jack Shephard stał na balustradzie mostu i zamierzał skoczyć. To był czas, kiedy z 48 rozbitków lotu Oceanic 815 oficjalnie 6 ocalało. Jack sobie nie radził i pił. Stał na tej balustradzie i się chwiał. Aż wtem usłyszał huk. To jakiś samochód miał wypadek. Przez morze alkoholu odezwało się jego powołanie i pobiegł ratować ludzkie życie.

 

I wtedy przypomniało mi się, że to zdarzenie to jak łańcuch Markowa. Czyli ciąg zdarzeń, w którym prawdopodobieństwo każdego zdarzenia zależy jedynie od wyniku poprzedniego.

 

Samochodem jechała matka z synem. Widziała samobójcę i się zagapiła. Stąd wypadek. Wypadek był konsekwencją tego, że widziała skoczka. Oczywiście najpierw były ochy i achy, że uratował życie, ale potem przyszła refleksja – jakim cudem znalazł się tak szybko na miejscu wypadku, w środku nocy. To doskonała okazja do dalszego picia, bo przecież gdyby nie pomysł skoku z mostu, to nic by się nie stało. Skutek nie określa przyczyny, ale po nitce do kłębka można dojść do ciekawych spostrzeżeń.

Andriej Markow był rosyjskim matematykiem, który zajmował się rachunkiem prawdopodobieństwa. Dziecko Saturna – ur. 14.06.1856=4.

Gdy miał 47 lat urodził mu się syn, Andriej Markow (22.09.1903=8). Dla odróżnienia nazywano go młodszym, a ojca starszym. Jeśli w portrecie miał te same litery to oczywiście musiał iść w ślady ojca. Też został matematykiem.


Paul Dirac mówił, że językiem mechaniki kwantowej nie jest angielski ani duński, ale język matematyki. Mam nieodparte wrażenie, że tym światem coś steruje. A wszystko opisuje matematyka. Mamy jakieś prawidłowości, które porządkują zachowania człowieka. Psujemy dużo rzeczy, ale na szczęście wszyscy się nie pozabijaliśmy. Jest tu jakiś rytm. Niektórzy to widzą, inni nie. I dobrze, bo jest różnorodność. Wszyscy nie mogą być biali, wszyscy nie mogą być dobrzy, wszyscy nie mogą być mądrzy.

Życie każdego człowieka jest jak łańcuch zdarzeń, choć niekoniecznie Markowa. Często skutek naszych działań zaczyna się na początku jakiegoś wyboru, a nie jako konsekwencja pojedynczego działania.

Ludzkość pcha do przodu ciekawość.

Dlatego ważne jest czego uczy się dzieci w szkołach i domach. Jeśli uczy się myślenia to będzie dobrze. Jeśli szkoła zabija myślenie to albo trzeba ją jakoś strawić i marnować czas, albo ją opuścić. Część ludzi na szczytach ukończyło prestiżowe szkoły, a nie umieją sklecić samodzielnie kilku zdań i mają znikomą wiedzę. A część ludzi uczyło się na własnych błędach mając tylko wizję lepszego życia. Nie ma jednej drogi.

Dlaczego teraz młodzi ludzie nie mają pojęcia kim chcą być, nie mają żadnych marzeń oprócz bycia bogatym. Nie znają siebie, ani wrogów. (Sun Tzu).

A to klucz do spełnionego życia. Poznaj co cię kręci, znajdź choć jedną rzecz, a potem poznaj innych, żebyś mógl rozpoznać kto ci pomoże wspiąć się na szczyt, a z kim ci nie po drodze.

 

A wracając jeszcze do serialu Lost. Jack pił, bo był nieszczęśliwy. Chciał wrócić na wyspę. Od linii lotniczych wszyscy uratowani dostali darmowe bilety i Jack latał bez przerwy. Chciał się rozbić i trafić na wyspę. A tu mamy zasadę – im bardziej czegoś chcesz tym mniejsze prawdopodobieństwo, że się to ziści.

Rada – odpuść, ale nie trać celu z oczu. Udawaj, że ci nie zależy za bardzo i sukces masz w kieszeni.

Czy ja mogę jeszcze oglądać filmy nie doszukując się w nich czegoś? Odpadły mi filmy z walkami wręcz. Po kursie Krav Magi nie mogę na to patrzeć, bo bardzo specjalni agenci walczą jak dzieci, jakby nikt ich niczego nie uczył. Czy ja żądam za dużo? Trochę więcej realizmu.

 

To zdjęcie z dzisiejszego pięknego i słonecznego dnia. Ciekawostka. Kilkanaście lat temu dostałam Phalaenopsis, który nieustannie kwitł. Jedne kwiatki obeschły i za chwilę pojawiały się nowe. Aż pół roku temu kwiatki opadły i nic. Cisza. Z przyzwyczajenia podlewałam raz na tydzień. I zamiast obudzić kwiatki wyrosła mi leśna paprotka.

Jakie jest prawdopodobieństwo, że tak się stanie? Nie ma ziemi, ale jest kora. Zawsze jest lepiej mieć paproć niż chwasty. Skupiam się na tym co mam, a nie na braku :)

 

A łańcuchy Markowa wykorzystała Google w algorytmie szeregowania stron www. Nie dziw się, że reklamy są dostosowywane do historii przeglądanych przez ciebie stron. To dla naszego dobra. Dziękujemy :)

 


sobota, 21 stycznia 2017

Moja koleżanka poprosiła mnie o dofinansowanie jej kolejnego kursu – kwantowego (coś w tym stylu). Była już na ustawieniach helingerowskich, radykalnego wybaczania, mapy szczęścia itp. I jest coraz gorzej. Tak ma pomieszaną energetykę, że oprócz prowadzenia pustego życia, zaczęła chorować na choroby, które lekarze nie mogą zdiagnozować. Choroby są realne, bo ona źle się czuje. Myśli, że terapia kwantowa jej pomoże. Moim zdaniem jej zaszkodzi. Zamiast wzrastać, kurczy się.

 

Fizyka kwantowa ma już ponad 100 lat. Znaleźli się ludzie, którzy wykorzystują ją do zbicia kasy na głupocie ludzkiej.

 

Max Planck zmienił fizykę i nasze rozumienie świata na zawsze. To ojciec fizyki kwantowej. Nie zamierzał obalać fizyki klasycznej. On po prostu chciał znaleźć teorię pasującą do rzeczywistości. Jego odkrycie było przełomowe.

Taka była moda kiedyś, prawie jak królowa ;)

 

 

Max Karl Ernst Ludwig Planck

23.04.1858= 31=4

 

Droga życia = 4

Czwórka to budowniczy struktur. To człowiek odpowiedzialny, z zasadami, pracowity, zdyscyplinowany, obdarzony silną wolą. Czwórki mają konkretne zadanie do wykonania. Praca musi im dawać radość. I taki był Max. Czwórka to tradycjonalista, bardzo trudno zmienia poglądy. Gdy sformułował równanie promieniowania ciała doskonale czarnego, to potem przez całe życie szukał innego rozwiązania.

Równanie opisujące rozkład promieniowania przyszło mu nagle do głowy. Potem pokazał w jaki sposób można ten rozkład otrzymać teoretycznie. Fizyka klasyczna była bezradna., a fizyka kwantowa dała radę. Wystarczyło tylko założenie o skwantowaniu energii.

Małe pakiety energii, czasu lub przestrzeni zostały nazwane później kwantami, a pomysł Plancka nazwano teorią kwantową.

 

Planck pochodził z rodziny profesorów. Był 6 dzieckiem w rodzinie.

W pracy miał fotki wszystkich członków rodziny. Czuł się bardzo z nimi związany.

Miał silną potrzebę założenia rodziny i budowy domu. Wśród naukowców to normalne. Chcą mieć stabilny dom, żeby móc się w całości poświęcić nauce.

Ożenił się w wieku 28 lat (cykl Saturna). Z pierwszą żoną miał 4 dzieci. Dwa lata po jej śmierci ożenił się ponownie i miał syna. Dwie córki, Emma i Grete zmarły rodząc dzieci (co za czasy), Karol zginął pod Verdin, a Erwin został zabity w 1945 r.oskarżany o zamach na Hitlera.

Ludziom wydawało się, że śmierć dzieci znosił ze stoickim spokojem. A on przeżywał wszystko w środku, bo 4 są depresyjne i melancholijne. Ratuje ich praca.

W 1942 roku pisał : "Mam żarliwe pragnienie wytrwać ten kryzys i żyć na tyle długo, aby móc być świadkiem przełomu i początku nowego wzrostu".

Po śmierci Erwina załamał się, stracił chęć do życia i umarł 4.10.1947 roku. Miał 89 lat. Przeżył dwie wojny, miał dość. Dopadła go depresja.

 

Liczba ekspresjii (imiona i nazwisk0) = 1

 

Imię człowieka nigdy nie jest wybierane przypadkowo. Pomaga ono w określaniu życiowych zadań i powinno ładnie brzmieć. Dużo imion daje człowiekowi dużo możliwości, ale często człowiek nie wie za co się zabrać.

Ta liczba określa czym powinniśmy się zająć w życiu. Imię oznacza osobowość, a nazwisko to charakter rodziny.

Planck byłby dobrym uczonym dzięki drodze życie = 4, ale dzięki Jedynce z imion i nazwiska był liderem i miał zdolności przywódcze. I dlatego to Planck rozpoczął fizykę kwantową. Zrealizował swój cel życia. Dokonał przełomowego odkrycia.

Niemieckie Towarzystwo Fizyczne przyznawało medal za wybitne osiągnięcia w dziedzinie fizyki. Pierwszy ;) medal dostał Planck i Einstein w 1929 roku. Medal ten nazwano potem medalem Maxa Plancka. I bardzo dobrze, bo to on zapoczątkował nową erę.

Liczba osobowości (spółgłoski) = 8

 

Jak nas postrzegają inni i czego od nas oczekują.

Ósemki mają autorytet, emanują siłą, władzą i sukcesem. Ósemki dają z siebie wszystko i tego oczekują od innych.

Rodzina Plancka przeprowadziła się do Monachium gdy Max miał 9 lat. Poszedł do gimnazjum dla zdolnych dzieci. W wieku 16 lat Planck rozpoczął studia, a w wieku 22 lat zrobił habilitację. Ciekawe, że profesorowie, którzy zadawali mu pytania nie zrozumieli jego pracy. Zorientował się o tym właśnie po pytaniach jakie zadawali.

Został nauczycielem akademickim – wykładał fizykę teoretyczną. Studenci go uwielbiali, a on lubił nauczać. Nigdy nie miał notatek, ale też nigdy nie popełniał błędów. Przez studentów uznany został za najlepszego wykładowcę. Ale ciągle był skromnym człowiekiem. Był podziwiany, a nawet czczony, bo cechowała go naukowa rzetelność, uczciwość, dobroć, skromność i tolerancja.

Był utalentowanym muzykiem, grał na fortepianie, pisał opery. Osoby uzdolnione matematycznie zwykle są uzdolnione muzycznie. Ale nie była mu pisana kariera artysty. Wybrał dobrze, choć jego profesor Philipp von Jolly powiedział mu, że wszystko w fizyce jest już odkryte, poza kilkoma białymi plamami (w 1874). Nie dał się zepchnąć z drogi, którą postanowił iść. Był zdecydowany studiować fizykę.

Był zawsze szanowany przez wszystkich. Znakomite są te stare zdjęcia. Same sławy. Nie robią ryjków do fotek.

 

Liczba duszy (serca) (samogłoski) = 2

 

To taki prezent z nieba, wewnętrzny napęd. To prawdziwa osobowość i ukryty potencjał.

Energia Dwójki towarzyszy czynom i działaniom w życiu. Planck był empatyczny i wrażliwy. Umiał wymieniać się wiedzą z innymi, inspirował ich, dodawał im odwagi. Wyczuwał drugiego człowieka. Jako pierwszy zorientował się (w 1905 r. gdy E. pracował w urzędzie patentowym), że Einstein jest genialny i opublikował jego pierwsze artykuły nikogo nie pytając o zgodę. Nie ze wszystkim się zgadzał, ale dostrzegł to coś. Długo przekonywał innych fizyków, że Einstein jest genialny. Ściągnął go do Berlina i przez 20 lat byli przyjaciółmi i liderami społeczności naukowej, mimo zamętu politycznego i gospodarczego.

 

Dwójka kieruje się intuicją, a Planck jej słuchał. Dzięki takiej liczbie serca miał szczęście do ludzi. Znał wszystkich. Zaprzyjaźnił się z jednym z pierwszych nauczycieli Hermanem von Heimholtzem. Uczył wszystkie późniejsze sławy z dziedziny fizyki. Promował dwóch przyszłych noblistów: Maxa von Laue (1914) i Walthera Bothe (w 1954 roku wraz z Maxem Bornem). Max z Maxem zawsze się dogada.

Planck objął katedrę fizyki na uniwersytecie w Berlinie po Gustavie Kirchhoffie, a po Plancku przyszedł Erwin Schrodinger. Idealna ciągłość naukowa.

Zawsze miał szczęście do ludzi (2).

Gdy zaczynał edukację to trafił na nauczyciela, matematyka Hermanna Mullera, który dawał mu dodatkowe lekcje astronomii i mechaniki. Nauczył go wizualizować prawa matematyki w swoim umyśle.

Max Planck dostał Nobla w 1918 roku.

Nie narzucał swego zdania.

"Nowa naukowa prawda nie triumfuje poprzez przekonywanie jej oponentów i sprawianie by zobaczyli światło, ale bardziej ponieważ jej oponenci w końcu umierają, a wyrasta nowe pokolenie, które jest z nią zapoznane."

 

W 1900 roku rozpoczęła się fizyka kwantowa i zaczęli rodzić się przyszli nobliści i zdolni fizycy - Pauli (1900), Heisenberg (1901), Dirac (1902) – moi ulubieni. Mieli ciekawe życie, może kiedyś o tym napiszę. Nowe pokolenie. Każdy z nas jest istotą energetyczną i z jednymi ludźmi jest koherentny z innymi nie.

Nie czuję, ale doceniam wkład do nauki Einsteina i Schrodingera, ale nadają na innych niż ja falach. Obaj kwestionowali i krytykowali mechanikę kwantową, która powstawała gdy byli już znani. Pan S wyśmiewał paradoks obserwatora w swoim słynnym eksperymencie z kotem. E. nie uznawał splątania cząsteczek czy oddziaływania na odległość, które potwierdzono eksperymentalnie. Wkurzał się, że rzeczywistość nie zachowuje się zgodnie z jego równaniami. O świadomości też nie chciał słyszeć. A wiadomo, że świadomość podróżuje szybciej niż światło.

Nic nie jest stałe i absolutne.

 

"Prawa fizyki nie mają szacunku dla ludzkich zmysłów; opierają się na faktach, a nie na oczywistość faktów." pisał Planck w 1931 roku. Rzetelny do bólu.

 

Wszyscy naukowcy, którzy byli związani z mechaniką kwantową otrzymali swoje równania kompletne i nagle, w niewytłumaczalny sposób. Niektórzy artyści też otrzymują przekazy, zwykle jak zaćpają. A potem nie mogą przestać.

Einstein też zobaczył równanie, a potem przez 2 lata je wyprowadzał teoretycznie. Gabriele Veneziano miał przebłysk podczas podróży. Itd.

Przebłysk geniuszu, albo myśl z górnego świata trafiła na podatny grunt. Gdy człowiek jest gotowy to pojawia się nauczyciel. Tylko to nie znaczy, że nauczyciel mieszka na ziemi. Ten nauczyciel może każdemu pokazać okno na świat, odsłonić roletki, pokazać to co już jest. Prawdziwy nauczyciel przychodzi do ucznia, który wibruje inaczej i jest gotowy na wiedzę. Nowa wiedza pochodzi od Nauczycieli spoza ziemi, z górnego świata. Za tą wiedzę się nie płaci. Zanim uczeń dostanie nową wiedzę musi wykonać własną pracę, energetyczną, aby zrozumieć przekaz. Kto nie jest gotowy przekazu nie zrozumie. Tak jak ludzie nie widzą znaków. Na początku XX wieku było wielu uczonych samodzielnie myślących. Często niezależnie dochodzili do tych samych wniosków. Byli otwarci na nowości.

 

Dlatego nie pożyczyłam koleżance pieniędzy. Wiedza powinna być przekazywana przez mądrych ludzi. Płacenie, jak kogoś na nią nie stać, to forma odcięcia. Gmeranie w polu drugiego człowieka jest nieetyczne. Trzeba mieć na to zgodę. A zapłata jest taką zgodą. I tacy ludzie noszą przez życie swoje sprawy i dodatkowo karmę "samozwańczych nauczycieli", ich choroby i problemy. Na początku zwykle jest lepiej (działa euforia), żeby potem gruchnąć o dno. Każdy człowiek musi sam wykonać pracę nad sobą. Inni są po to, żeby przeszkadzać, hamować rozwój. Ja w tym nie przeszkadzam

Dlatego nie dałam jej kasy (choć mogłabym).

 

 


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Odwiedzili mnie rodzice. Ustalałyśmy z mamą płatności i doładowania. Jest jeszcze pokolenie, które nie zna komputerów, ale nie ma przeszkód, żeby z nich korzystać. Mama jak zwykle usiłowała mnie postraszyć opłatami za przelewy przez internet, bo gdzieś o tym słyszała. Ale się nie dałam. Będę się martwić jak wprowadzą opłaty. Jak Scarlett ;) Zawsze znajdą się banki, które będą miały dobrą ofertę. Nie mam problemu ze zmianami.

W pewnej chwili mój ojciec powiedział, że czeka na trzeciego raka.

Zamurowało nas. My o niebie on o chlebie, ni z gruszki, ni z pietruszki. Cały on, typowa Dziewiątka – mądrala, który zjadł wszystkie rozumy. Nie mógł się włączyć w rozmowę o komputerach i smarfonach, to umiejętnie skierował rozmowę na siebie.

Rak nie robi już na mnie wrażenia. Jak go chce to niech ma. Ale wykorzystując zasadę nieoznaczoności Heisenberga, która mówi, że akt obserwacji wpływa na obserwowany obiekt, narzuciłam ojcu swoje zdanie. Skupiłam się na nim.

No dobra, zapytałam to jaki ma być ten trzeci rak? Rak nerki odpada, jedna usunięta, druga pracuje rewelacyjnie. Rak prostaty uleczony, wyniki coraz lepsze, żadnych objawów. No to na jakiego raka czeka? Może raka płuc, bo przecież palił najgorsze papierosy od 14 roku życia. Zgodnie z medycyną powinien mieć raka płuc. Jednak badania niczego nie wykazały.

Mama dołączyła i powiedziała, że PSA jest lepsze niż u zdrowego mena. To o co mu chodzi? Zagadałyśmy go, ale nie użalałyśmy się nad nim. Tak na niego napadłyśmy, że nic nie powiedział.

Nie miałam pomysłu na jakiego raka czeka.

Ale najlepsza była obserwacja. Z osoby wycofanej i skurczonej stał się rozluźniony, większy i jaśniejszy. Dostał to co chciał – uwagę.

Heisenberg miał rację – obserwacja obiektu zmienia go. Skoro zasada działa na cząstki subatomowe to i na człowieka. Ojciec zatrzymał się na atomie jako najmniejszej cząstce. A gdyby wiedział o kwarkach i kwantach ...

Dzisiaj zrobiłam kilka fotek dla objaśnienia.

Wyszłam z urzędu i po prostu zrobiłam zdjęcie chodnika, po którym szłam. Nic ciekawego – szarobury topiący się śnieg. Nie było obserwacji, ale tam gdzie wstawiłam bałwanka można zobaczyć twarz. To zjawisko to pareidolia – czyli dopatrywanie się twarzy (czy kształtów) tam gdzie ich nie ma – tam są papierki :)

 

Gdy byłam już na swoim osiedlu to rozglądałam się za czymś ciekawym. Nic nie było, więc zrobiłam zdjęcie kolejnemu chodnikowi.


Widać tu ciekawą symetrię, którą zrobił człowiek swoimi nogami. Miało być zwykło ;)

A potem jeszcze krzak. Łysy i samotny.

Każdy gdy widzi aparat to się zmienia, nawet krzak. Robi miny, pręży się, ustawia się korzystnie, żeby wyszło dobre zdjęcie.

Kiedyś jechałam z grupą dzieci, która zachowywała się hałaśliwie. I wtedy jeden pan powiedział do nich, że w tramwaju są kamery i ich rodzice je zobaczą. Poskutkowało.

Gdy w przedszkolu są kamery to żadne dziecko nie zostanie zamknięte w ciemnej szafce.

Gdy mój syn chodził na imprezy i martwiłam się o niego, to mu mówiłam, żeby zachowywał się tak jakbym stała obok. Wiedział, że byłabym do tego zdolna. Zawsze wracał cały i zdrowy.

Dlaczego nastolatki zachowują się czasem dziwnie? Gdy grupę kilku dziewcząt obserwuje grupa chłopców to dziewczyny udają, graja, prowokują, wabią. Gdy wiesz, że ktoś cię obserwuje to się zmieniasz. Złodziej nie ukradnie.

To zupełnie normalne.

Wiedzieli już o tym fizycy 100 lat temu.

A ta gwiazdka patrzyła jak kręcą kolejny film na Pietrynie.

Czy ja czekam na kolejnego raka mojego ojca? Na pewno nie.

I on też nie, bo zaczął tapetować salon. Czy tak zachowuje się ktoś kto czeka na kolejny cios?

2017 rok to nie rok na umieranie.



środa, 11 stycznia 2017

Byłam na jakimś spotkaniu. Odbywało się ono na wyjeździe w jakimś hotelu. Znałam tylko moją przyjaciółkę i jeszcze dwie osoby. A to było spotkanie po latach paczki znajomych z dawnych czasów. Wyglądaliśmy jak teraz.

Opowiadaliśmy sobie różne rzeczy z przeszłości, ale ja pamiętałam tylko te sytuacje, w których były osoby mi znane z obecnego życia. Wszyscy dobrze mnie znali i mieli ze mną wspomnienia. Ja niestety nie pamiętałam tych rzeczy. Bawiliśmy się świetnie. Tańczyliśmy, ale nie pamiętam do jakiej muzyki, bo nie ona była ważna. Ważni byli ludzie, oni mnie fascynowali. Było mało alkoholu, bo nie był on nam potrzebny. Ale ja nie wypiłam nic, bo tak postanowiłam kilka miesięcy temu w obecnym życiu. (Nie zdążyłam jeszcze o tym napisać.)

Potem poszliśmy do pokoi, ale nie do swoich. Wszystko się wymieszało. W końcu jesteśmy dorośli, nie wszyscy mają zobowiązania. A potem przeniosłam się do zwykłego życia, tamtej ja. Przyszła do mnie jakaś dziewczyna, a ja jej powiedziałam, że na tym wyjeździe nic ważnego się nie wydarzyło. Ona wyszła. Nie umiem kłamać, bo mam za małą samokontrolę, żeby udawać i tego pilnować. Oczywiście coś się wydarzyło, ale nie ważnego dla mnie. Nie skłamałam. Potem minęło jeszcze trochę zwykłego życia i znowu pojawiły się osoby z przeszłości, które były na imprezie wyjazdowej. Miałam zupełnie innych przyjaciół. W obecnym życiu nie stawiałabym na nich, minęło. Moje życie wywróciło się, byłam z kim innym, w zupełnie innym mieście. Gdy miałam coś powiedzieć po niemiecku to się obudziłam. Zorientowałam się, że to sen, bo przecież język niemiecki jest ostatnim, którego mogłabym się nauczyć. Nie dałam się nabrać. Co za przedziwne splątanie części mojego życia z życiem w innym wymiarze.

Obudziłam się uśmiechnięta. Ten sen mnie totalnie zrelaksował.

Można tańczyć całą noc, śpiewać, dyskutować, spacerować i obudzić się w doskonałym nastroju. Ciekawe. To możliwe tylko w snach.

Miałam nie pisać o tym osobistym śnie, ale zaczęłam się zastanawiać nad anomaliami. Nie wiem czy to ktoś zrozumie.

Pomyślałam, że trafiłam na inny wariant mojego życia. W pewnym momencie drogi moje i niektórych znajomych się rozeszły. Z przyjaciółką poszłam w stronę, którą obecnie zmierzam. Dlatego ona była w moim śnie. Potem zobaczyłam co mnie "ominęło" w innym wariancie mojego życia. Ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy i jaką decyzje podjęłam, że skoczyłam gdzie indziej. Widocznie nie są to decyzje "życiowe", ale czasem zwykłe małe: komuś odmówimy i on nie wróci. Podobno to się dzieje gdy widzimy jakieś dziwne postacie. Tylko, że ja takie postacie spotykam często. Podczas studiów to nawet codziennie, bo chyba mieszkali blisko uczelni.

Wiadomo z mechaniki kwantowej, że najbardziej splątani jesteśmy z sobą samym. Dlatego gdy zaczniemy się sami uzdrawiać to będzie najbardziej skuteczne i nieodwracalne. Tylko, że we śnie splątałam się z inną wersją siebie. Rodin mówił też, że przeszłość ulega rozpadowi, to dlaczego ja kiedyś cofnęłam się w czasie i nie dopuściłam do zranienia. Opisałam to na starym blogu dość szczegółowo. Teraz myślę, że to nie było cofnięcie się w czasie tylko przeskok na najbardziej zbliżoną wersję mojego wariantu życia. Czy mam ranę czy nie, nie było to ważne dla Losu, dlatego uszło mi na sucho.

Wiadomo, że nie ma żadnej komunikacji między wariantami w przestrzeni. A jednak mnie to spotkało. Na razie we śnie. A skoro we śnie było to możliwe, to może i w realu.

Rodin mówił też, że nie ma zdeterminowanej przyszłości. Ważne jest co myślimy, bo w ten sposób kształtujemy swoje jutro. Dlatego w tv ciągle nadają filmy katastroficzne, a czarnowidze (ciekawe, że nazywają ich jasnowidzami) wieszczą wojny. To wszystko zależy od naszego myślenia. Nie dajmy się wplątać w cudze gierki.

We śnie byłam świadoma siebie z tego świata. Było łatwo, bo wyglądałam jak teraz. Ale też czułam, że weszłam w inną wersję mnie, właśnie z innego tunelu.

Nie mam pojęcia po co mi ta wiedza. Czuję się we właściwym czasie i miejscu i nie mam żadnych niespełnionych marzeń. Wszystko jest na swoim miejscu, niczego nie żałuję. Owszem dziwne rzeczy dzieją się z czasem. W moim życiu nie płynie jednakowo codziennie. Czasem jak mam coś ważnego do zrobienia to czas płynie wolniej, żebym wszystko zdążyła zrobić. A podobno czas płynie szybciej.

Postanowiłam być dziś maksymalnie uważna, bo może spotkam kogoś z przeszłości.

Spotkałam się z klientami, z którymi rozmawiałam wcześniej kilka razy przez telefon. W realu są tak samo mili.

Ponieważ jestem leniwa to wymyśliłam sobie, że zawsze mam zielone światło gdy przechodzę przez ulicę. Rzadko jest inne. Ale dziś mnie ono rozśmieszyło. Gdy szłam na przystanek to z ok. 300 m widziałam, że światło jest dla mnie zielone. OK, zmieni się na czerwone, ale jak dojdę to znowu się zmieni. Nic z tego. Światło się zacięło i było cały czas dla mnie zielone. Zrobił się korek. Kilka samochodów nie wytrzymało i przejechało. Ja wolno doszłam na przystanek, wsiadłam do autobusu i wtedy zrobiło się zielone dla mnie. Autobus ruszył i wszystko wróciło do normy. Nieustannie takie sytuacje wprawiają mnie w dobry nastrój. Wystarczy je tylko dostrzec.

Jeden z umówionych klientów wyjechał, ale nic to. Kto inny dał mi dokumenty. A potem był jeszcze dzień kawy, więc tanio kupiłam mój ulubiony napój.

A w piekarni kupiłam sezamki. Są pyszne. Często je kupowałam, ale w wakacje przestali produkować z powodu upału. A potem chyba o nich zapomnieli, bo nie było ich w ofercie. Aż do dzisiaj. Po pół roku przerwy.

Wszystkie sprawy załatwiłam szybko, jakby czas się rozciągnął.

I przez cały dzień świeciło słoneczko.

Nikogo ze starych znajomych nie spotkałam.

A ja uśmiechałam się nieustannie :)

 


22:33, bajka107 , Sny
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 stycznia 2017

W ostatnich dniach poprzedniego roku wszyscy składali wszystkim życzenia. Moja znajoma życzyła lepszego nowego roku i dodała, że niech się już skończy ten straszny 2016 rok. W jej życiu wszystko było ok. Miała pracę, rodzinę, wszyscy zdrowi, wszystko poukładane. Naprawdę żyć nie umierać. Gdy zaczęłam drążyć temat to okazało się, że ona żyje w mediokracji. Przejmuje się wszystkim co pokazują w tv. Osobiście ją dotknęły śmierci sławnych ludzi, uwielbia jednych polityków, a nienawidzi innych, boi się obcokrajowców i morderców itd. Powoli nasiąka takimi myślami, i robi się „ciemna w środku”. A przecież artyści umierają każdego roku. Politycy są wszyscy tacy sami, dbają o własne interesy i zmieniają tak przepisy, żeby zwykłym ludziom żyło się coraz gorzej. Głupotą i stratą czasu jest stawanie po jakiejś ze stron. Gdy gasną światła kamer wszyscy zgodnie idą na balangi i śmieją się z nas, że dajemy się tak wodzić za nos. Zmieniła się władza, ale tak naprawdę nic się nie zmieniło, bo afery są zamiatane pod dywan i żaden „zły” polityk z przeszłości nie został ukarany. Słowa, słowa, słowa. Po co się tym przejmować i sobie szkodzić.

 

W 2016 roku umarło kilku muzyków, ale więcej żyje. Umarł też Muhammad Ali, a on nie śpiewał.

Rok 2+0+1+6= 9, czyli coś dobiegło końca, a ostatnia liczba roku 6 – to informacja z triady artystycznej (3-6-9 – patrz Sukces-Ricky-Martin). Szóstka to śpiew, więc wszystko się zgadza. Odeszli (9) muzycy (6).

 

Jak czytam, że „numerologia to magiczna sztuka przepowiadania przyszłości” to śmiać mi się chce. Numerologia nie ma nic wspólnego z przepowiadaniem. Ona po prostu opisuje rzeczywistość za pomocą liczb, czyli w uniwersalnym języku. Numerologia nie została przez nikogo wymyślona, ani wynaleziona. Ona została odkryta przez ludzi i stanowi narzędzie do zrozumienia wszechświata.

I to się zgadza. Niestety. Kiedyś myślałam inaczej.

 

Nowy rok – nowa energia. Podobno rok numerologiczny zaczyna się wcześniej, ale u mnie napisanie daty 2.01.2017 wywołało dreszcze. Od razu poczułam, że coś się zmieniło. Piszę siódemkę z falbanką i poprzeczką, a nie jako kosa. Mam przez to inne skojarzenia.

Proponuję taki zapis roku 2017.

Będzie przydatny każdego roku do 2020.

Rok 2017 składa się z 4 liczb – 2 – 0 – 1 7 = 10 = 1

Zamknął się cykl (1-9) i zaczynamy na wyższym poziomie.

Lata z końcówką 7:

1917 = 18=9, a w następnym roku była wielka wojna

2007 = 9, a w następnym roku wybuchł kryzys na świecie

2017 = 1 zwiastuje coś nowego, a co?

 

To co takiego będzie się działo w 2017 roku?

 

Pierwszą liczbą roku jest DWA.

To liczba przewodnia przez tysiąc lat (do 3000 roku), a więc ważna, bo nadaje ton temu wiekowi. Kobiety rządzą.

Dwójka to Księżyc.

A Księżyc symbolizuje podświadomość, Yin, pamięć i emocje.

To energia żeńska, dualizm, niezdecydowanie i zmienność. W mitologii z Księżycem związane są bóstwa żeńskie jak Selene, Luna, Artemida. Dzieci oglądające My Little Pony wiedzą wszystko o tej bogini. A po polsku mamy ten księżyc. Codziennie jest on inny, rządzi rytmami przyrody, przypływami i odpływami morza, a także cyklami biologicznymi człowieka. Wzbudza nastroje i wrażliwość.

Dwójka popada ze skrajności w skrajność, widzi świat nie takim jaki jest naprawdę, ale takim jakim chce się go widzieć. Jest wrażliwa na drugiego człowieka. Dwójki są bojaźliwe, ale umieją negocjować i są dobrymi dyplomatami. Każda 2 potrzebuje kogoś na kim może się oprzeć.

 

To wszystko co powyżej jest ważne dla ludzkości. A co kreują media?

Powinniśmy podążać za wskazówkami, bo swoimi myślami możemy kształtować rzeczywistość. Jeśli wybuchną jakiekolwiek wojny to Dwójka pogodzi obie strony.

 

Kolejną liczbą jest ZERO, w właściwie to nie liczba.

Dla jednych nic, null, dla innych wszystko.

Pisałam już o tym. Tutaj przypomnę tylko, że w tej pustce, którą symbolizuje Zero jest wszystko. Jeśli wrzucisz coś do tej czarnej dziury to otrzymasz co zechcesz.

Zero zmienia wartość innej liczby, która stoi obok. Symbolizuje początek i koniec cyklu.

To tak jak Uroboros – wąż pożerający własny ogon i odradzający się z siebie. Oznacza on jedność fizyczną i duchową, która będzie trwać w nieskończoność. To symbol destrukcji i odradzania. Zwykła kolej rzeczy w naturze, cykliczność. A więc nie ma się czego bać.Tracimy jedno, zyskujemy drugie.

 

Kolejną liczbą jest JEDEN.

Jedynka to energia męska, patronuje jej Słońce. Wszystko leci do Słońca. Gdy w 2017 pojawi się miszcz, to zlecą się wszyscy.

Słońce to świadomość, Yang, siła i energia.

Wszystkie starożytne kultury czciły Słońce. Świadczą o tym wykopaliska z epoki brązu i późniejsze. Słońce uważano za siłę życiową, źródło płodności i mocy uzdrawiania oraz nadzieję umarłych. Słoneczne ciepło i światło stanowiły podstawę kultów związanych z leczeniem chorób i przysparzaniem obfitości. Życie wszystkich istot na ziemi zależy od Słońca. To podstawowe źródło energii, a dla niektórych jedyne pożywienie (bretarianie).

Odpowiednikiem Słońca na ziemi był ogień. Wzniecanie ognia było rytuałem oczyszczającym, mającym na celu ochronę przed chorobami.

Słońce i ogień daje życie, ale może też zniszczyć.

Moja pamięć chyba sięga tamtych czasów, bo ja codziennie oddaję cześć tej sile życiowej mówiąc „Dzień dobry kochane słoneczko”. Od razu robi się widniej i cieplej. Człowiek ma lepszy nastrój. A słońce gdy go rano nie widać, to po chwili wychodzi spojrzeć kto go tak ładnie wita ;) To tylko ja ;)))

 

I najważniejszą liczbą roku jest SIÓDEMKA.

To liczba przeznaczenia, której patronuje Neptun – władca mórz i oceanów.

Planeta nieświadomości zbiorowej (woda to żywioł uczuć, emocji i fantazji).

Siódemka to ciekawa liczba. Występuje we wszystkich ważnych religijnych księgach, powiedzeniach i bajkach (za 7 górami za 7 lasami … , 7 krasnoludków).
W mitologii Neptun – Posejdon posiadał prawo do wyspy Atlantyda. Władał wszelkim życiem w głębinach morskich. Mógł przybrać dowolną postać i bez przerwy z tego korzystał dla osiągnięcia własnych celów. Morfeusz miał też taką umiejętność, ale w snach.

Neptun to planeta pokoleniowa, porusza się wolno i wywiera skutki na całe pokolenie (165 lat). Energia Neptuna jest bardzo subtelna.

Wpływ pozytywny symbolizuje tęcza, a negatywny mgła.

Tęcza to uniesienia, inspiracje, natchniona twórczość, metafizyczne sny nie z tego świata, wrażliwość, intuicja, artyzm, przeczucia, współczucie, mistycyzm.

Mgła to zasłona od realiów i prawdy, chaos, ułuda i zagubienie, pogoń za złudzeniami, niepewność, nadwrażliwość, halucynacje, samotność.

Neptun to król pozorów. Mistrz przebrań i kamuflażu, zwodzi i kusi, wprowadza zamieszanie, że człowiek nie wie co jest prawdą, a co fałszem.

W jego świetle wszystko ma inny wymiar, albo nie ma go wcale.

 

Historyczne lądowanie na Księżycu było 20-07-1969=34=7 – 3 krotne działanie Neptuna. Źródło: Apollo_11

Data ciekawa, bo można ją zapisać 7 + 2 + 7 = 7.

 

Misja rozpoczęła się 16-07-1969 = 7 + 7 + 7 = 3 Program_Apollo

Ciekawa kombinacja liczb. Musiało się udać. Dzięki Neptunowi. Nikt nie zadawał przez prawie 48 lat pytania: jak to możliwe było wtedy, dlaczego przez te lata nie kursują tam taksówki itd. Iluzja trwa, prawda zasłonięta mgłą.

 

To idealnie pasuje do rodzimych afer, które zostały właśnie zamiecione. PRowcy umiejętnie wmówili, że białe to czarne. A lud się cieszy. Bo co może zrobić? Gdy zareaguje, to na tym straci, lepiej żyć w iluzji. Król jest nagi, ale wszystkim to pasuje. Naprawdę ludzie są zahipnotyzowani skoro wierzą politykom i dają im pieniądze.

A swoją drogą kto wymyślił, że nazwa zaczyna się od kropki (nowoczesna). Są i będą w kropce. Kropka to cel, a do celu się strzela. Od n zaczyna się Nie, Nein, No, Niet, czyli negacja. W nowoczesny sposób znikną. Chyba, że spowije ich mgła niepamięci.

 

Neptun powoduje, że ludzie pragną ucieczki od realiów, popadają w depresję, albo w telewizyjno alkoholowy raj.

Jeśli nie dasz się zwieść pozorom to Neptun wzniesie cię w stan wyższej świadomości i uniwersalnej mądrości. Odczujesz wtedy prawdziwą jedność z Bogiem (Absolutem).

 

Wiadomo jaki będzie to rok. Nieustannie duża rola kobiet, inspirująca męska energia i mataczenie. Nic nie będzie takie jak się wydaje. Ludzie będą ulegali halucynacjom i złudzeniom. Zwłaszcza ci co oglądają tv, uwierzą we wszystko, a potem zostaną z ręką w nocniku. Przestaną wierzyć w to co widzą. Już podczas wyborów w USA stosowano holograficzne obrazy kandydatki. Nie było jej tam gdzie wszyscy ją widzieli. Ludzie będą ładni i piękni, a gdy zgasną światła to już nie. Niektórzy tego nie wytrzymają. Pojawią się myśli samobójcze i homoseksualne, uzależnienia i nałogi. Pojawią się leki na wszystko. Ciągle będą pokazywać zamachy, oczywiście z udziałem aktorów. Będzie nieustanne zamieszanie i chaos. Udawany.

 

Jeśli wykryją u ciebie raka, to odczekaj 7 dni i zrób badania u innego lekarza. Nie ulegaj pierwszemu wrażeniu, sprawdzaj. Żebyś nie skończył jak Tony Scott, reżyser Top Gun, które powodują myśli samobójcze. Sekcja zwłok nie wykazała śladu guza mózgu. Tony Scott

 

Jeśli zakochasz się na zabój, to zanim powiesz tak - sprawdź. Jeśli chcesz wydać dużo kasy, to sprawdź wiarygodność lokat, banków i kontrahentów.

Pojawi się mnóstwo proroków i miszczów, sprawdzaj ich życiorysy zanim pójdziesz za nimi. Afera będzie gonić aferę. Wiele osób trafi do szpitali lub więzień.

W swoim działaniu wykorzystuj świadomość, podświadomość i nieświadomość zbiorową, czyli doświadczenia wcześniejszych i przyszłych pokoleń. A będzie dobrze.

Zważaj na swoje myśli, doświadczenie i przeczucia.

 

Motto 2017 roku to:

Nie ulegaj pozorom, sprawdzaj.


 



środa, 04 stycznia 2017

Ostatnie noce ubiegłego roku i pierwsza noc nowego roku (30/31, 31/1 i 1/2) obdarowały mnie bezchmurnym niebem. Panowie od oprysków mieli wolne ;)

Obudziłam się po 4 w nocy, spojrzałam w okno (zachód) i ujrzałam dwie migoczące gwiazdy. Uśmiechnęłam się i zasnęłam. Ale mam szczęście, że do mnie mrugają gwiazdy. (Wiem, że do każdego kto nie spał tamtej nocy, ale pomarzyć piękna rzecz;)) Kolejnej nocy to samo. Zadziwiło mnie dlaczego te gwiazdy są tak blisko siebie, jakby trzymały się za ręce. Sprawdziłam na aplikacji, że to Kastor i Pollux. Fotka nie wyszła, więc screen.

 Screen z aplikacji Sky Map (tylko 7,05 Mb), jest pomocna.

Z mitologii wiadomo, że Zeus pod postacią łabędzia uwiódł Ledę (ale on miał pomysły). Tej nocy Leda spała też z mężem, królem Sparty. Potem Leda urodziła Kastora i Klitajmestrę, a z jaja wykluła się Helena (ta od wojny trojańskiej) i Polideukes. Kastor i Polideukes byli sobie bliscy, podobni do siebie z wyglądu, jak bliźniacy. Dlatego nazywali ich jednym określeniem – Dioskurowie – dzieci Zeusa. Byli świetnymi wojownikami. Była tylko jedna, ale znacząca różnica. Kastor był śmiertelny, choć ojciec był królem. Polideukes jako syn Zeusa był nieśmiertelny. Kto wojuje ten ginie, więc Kastor poległ na jakiejś bitwie. Polideukes cierpiał, nie chciał być sam na świecie, ubłagał Zeusa, by mógł swoją nieśmiertelność dzielić z bratem. Zeus się zgodził i umieścił braci pośród gwiazd w gwiazdozbiorze Bliźniąt na niebie północnym. Przez pół roku przebywają w Hadesie, a pół roku na Olimpie.

Dlatego właśnie teraz gołym okiem można ich zobaczyć. Pollux (Polideukes) jest gwiązdą o bardzo dużej jasności, większą od naszego Słońca i Syriusza. Ale przez dzisiejsze chmury jasność się nie przebiła.

Rok zaczął się pięknie :)


Były moje ukochane fajerwerki, a nie było petard. Szkoda, że to tylko raz w roku. Chyba w Chinach fajerwerki są dozwolone częściej. Pora się tam wybrać.

A dzisiaj byliśmy w kinie. Pierwszy film, który obejrzałam to Paterson Jima Jarmuscha. Odwykłam już od napisów. Kto widział ten wie jaka łączność z bliźniakami na niebie. Jak na górze tak na dole. Paterson jest kierowcą autobusu i mieszka w Paterson. Prowadzi z żoną, artystką, spokojne życie. Dni podobne do siebie. Dobrze wykonuje swoją pracę. Ma też pasję – pisze białe wiersze. Nie będę zdradzała fabuły, ale odkąd żona oznajmiła mu, że chciałaby mieć bliźniaki, to właśnie bliźniaki pojawiają się bez przerwy. Na czym się skupiasz to to przywołujesz. Ten film napawa optymizmem zwykłych ludzi. Nie ma tu zdzirowatych celebrytek, krwi i sadyzmu. Jest zabawny piesek. Szczęście można spotkać w codziennej rutynie.

Czas szybko zleciał. Musiałam obejrzeć ten film.

Gdybym miała jednym słowem określić ten film, to byłoby: ten film pachnie. A np. Igrzyska śmierci zalatują (stęchlizną, czy śmiercią). A telewizja uparcie nadaje wieczorami kreskówki, które są puste. Dla mnie one nie mają energii. Niektóre są zabawne, ale ile razy można to oglądać.

Kasa dobrze wydana :)

Gdy otworzyłam w tym roku pierwszy raz konto bankowe, to zdziwiłam się, bo przyszły 3 przelewy, niespodziewane. Kasy coraz więcej. Nie będą już dzwonić z ofertami, bo złożyłam brak zgody. Facet bezskutecznie chciał mnie namówić na kartę kredytową albo kredyt. Odmawiałam. A on w pewnej chwili powiedział: Na pewno ma Pani jakieś marzenia, które chciałaby Pani spełnić, więc taki kredyt by to umożliwił. A ja na to, że marzenia owszem mam, ale mnie stać na ich spełnianie i zażądałam zaprzestania telefonowania. Jak się złoży sprzeciw to już nie mogą dzwonić.

A pieniądze same płyną. Konto pęcznieje i czeka na kolejne marzenie ;)

Przed świętami dowiedziałam się, że znajomy miał kamienie.On codziennie biega, je suplementy, czyta gazetki i ogólnie dba o zdrowie. Dla mnie to był szok, dla niego chyba też. Nie pytałam o szczegóły, ale sama poleciałam na usg. Nie biegam, bo nie lubię, nie suplementuję, bo mi to szkodzi, raz jem 6 razy dziennie, a czasem tylko 2 razy. Więc może ja też mam coś w brzuchu o czym nie wiem.

Oto mój wynik.


Wiem, że to mało ciekawe. W necie królują choroby relacjonowane dzień po dniu, a ja tu z takimi wynikami. Uspokoiłam się, a to bezcenne. Nie stosuję eko porad, ani z poradników zdrowia i nic mi nie szkodzi. Instynktownie wiedziałam, że użalanie się nad sobą może mi przynieść szkodę. W końcu mój przewód żółciowy wspólny ma tylko 3 mm. Ta żółć szybko by mnie zalała. Śledziona nie powiększona, ale jakaś taka duża. Człowiek szczupły przez całe życie nie zrobi kariery. Za to osoby tęgie po schudnięciu piszą książki, aż do jojo. Ludzie skupiają się na jedzeniu, które wypełnia ich cale życie, a nie zastanawiają się dlaczego byli (i będą) grubi. To niemedialne. Zdrowi i chudzi w odwrocie.

Kasa dobrze wydana. Same powody do radości.

A na koniec informacja dla tych co wierzą w karmę, wierzą, że zło wraca, że na nieszczęściu innych nie zbuduje się szczęścia. Otóż taka jedna pani jest kłamczuchą, swoje błędy zwala na innych, wypiera się, że o czymś wiedziała itd. I właśnie ona dostała awans! Prawda, że super :)

Znajoma opowiadała mi, że w polsacie leci jakiś serial o paczce przyjaciół, gdzie każdy sypia z każdym (ale po kolei), okradają się wzajemnie, ale to złodziej jest fajny, a ofiara be. Część z nich pracuje w barze, a oni tam piją w pracy i wyzywają klientów. Czy to możliwe? Coś jak Moda na sukces – kiedyś oglądałam, ale straciłam rozeznanie. Nie oglądam, nie ta pora dnia. I nie żałuję. Ale widać, że ludzie naśladują wzorce tv. Ich sprawa.

Im Paterson się nie spodoba.

 

Świetny początek roku :)



 

niedziela, 01 stycznia 2017

Mija prawie 9 (!) miesięcy od śmierci Prince'a i nic nie wiadomo o przyczynie jego śmierci. Czy kogoś jeszcze to interesuje?

To mój ulubiony artysta. Jego muzyka dotykała mojej duszy, jak to soul.

 

Prince Rogers Nelson urodził się 7.06.1958=36=9

Tego dnia urodziła się artystyczna dusza. To nie jest pracownik w fabryce na taśmie, czy kasjer w banku.

Triada artystyczna 3-6-9 – to liczby nie z naszego, fizycznego, świata. patrz Ricky Martin SUKCES TU 

Bliźniak – żywioł powietrza – szerokie kontakty towarzyskie, nowe pomysły, nieprzewidywalność. Świetni kumple, ale mężowie żadni, ciągle chcą czegoś nowego. Chyba, że w otwartym związku.

 

Ojciec (7) John Lewis Nelson, w dzień pracownik Honeywell Electronics, w nocy utalentowany muzyk jazzowy grający w klubach jazzowych i bluesowych, nieobecny w życiu dziecka, brak relacji. Ojciec uzależniony, dziecko musi sobie poradzić samo z emocjami i ciężką ręką ojca.

 

Matka (6) Mattie Shaw, wokalistka jazzowa, bardzo kocha dziecko, daje pełną akceptację i miłość, choć też jest emocjonalna.

To drugi związek ojca, który był o 16 lat starszy od żony. Ojciec nadał synowi imiona Prince Rogers, bo tak nazywał się jego zespół muzyczny (Prince Rogers Trio). Oczekiwał, że syn pójdzie jego drogą i będzie realizował jego aspiracje (mówił w wywiadzie w 1991). To chyba normalne po takich rodzicach.

Prince w wieku 5 lat zobaczył ojca na scenie. Ojciec siedział przy fortepianie w blasku reflektora. Uwaga publiczności była skupiona tylko na nim, czarował emocjami. Wokół chórek skąpo ubranych dziewcząt. Uwielbienie i miłość. Chłopiec był zahipnotyzowany. Chciał też taki być i mieć adorację publiczności i chętne piękne kobiety. Całymi dniami grał na fortepianie, a potem na innych instrumentach. Był samoukiem, a dźwięki ciągle były obecne w domu.

9 to liczba Wszechświata. Kontroluje wszystko.

9 to transformacja (Pluton) Sama 9 z drogi życia nie informuje o talentach, o nowatorstwie, o przekraczaniu granic i kreatywności, o wyobraźni.

Ciekawe, bo takiej osobie nie poleca się stosować w ubiorze fioletowego koloru (schizofrenia, demencja starcza), a Prince ten właśnie kolor ukochał i przyniósł mu sławę (Purple Rain – Oscar za piosenkę).

Dziewiątka daje mądrość, a czasem przemądrzałość. Taki człowiek jest najmądrzejszy na świecie, wie wszystko, inni nie są tak zdolni. Dlatego Prince najczęściej nagrywał sam, wszystkie ścieżki dźwiękowe, wszystkie instrumenty, wszystkie wokale. Bo on wiedział najlepiej. Czasem zapraszał innych muzyków, bo przecież na koncertach nie mógł grać na wszystkim. A koncerty to misterium, nakręcały go i dawały mu powód do życia. Pisał też dla innych artystów, inspirował ich. Pisał muzykę do filmów (Batman 1989) i pokazów mody (Versace).

 

Prince Rogers Nelson:

Droga życia – 9

liczba ekspresji – 1

liczba osobowości – 1

liczba duszy – 9

 

Ciekawe, gdy liczyłam to powyżej, to dostałam powiadomienie o nowym filmie na kanale Copernicus, a tam wykład - sir Roger Penrose.

I sprawdziłam jakby to było, gdyby drugie imię nie miało literki s (Roger).

Różnica kolosalna, bo 9-9-9-9. Taka osoba popadła by w samouwielbienie, nie umiałaby wyjść poza własny umysł i własną doskonałość, samotna

Liczba ekspresji 1 i osobowości 1 daje umiejętność inspirowania innych, nowatorstwo, przewodzenie innym. On musiał być na szczycie. Jedynka daje ogień (9 też) i nowatorskie pomysły, przełamał bariery między muzyką czarną i białych. Mieszał gatunki muzyczne, wykraczał poza ramy. Nagrywał bezustannie. Miał niespożyte siły, choć pracował bez przerwy wiele godzin. Wulkan energii (1).

 

Z daty urodzenia widać, że w 8 roku życia musiało wydarzyć się coś ważnego (1958). I tak było – rodzice się rozwiedli. Dla dziecka to koniec świata. Zamieszkał z matką. Nie mógł się dogadać z ojczymem i wrócił do ojca.

 

Zawsze tak jest – gdy czegoś nie mamy to to właśnie pragniemy.

Mam koleżankę, która chciałaby być doceniona przez matkę, a ta kazała się dziecku wyprowadzić gdy skończyła 18 lat, nie interesuje się nią, jakby sprowadzenie na ten świat dziecka to jedyny jej wyczyn. A córka pracuje dzień i noc, chce coś osiągnąć, żeby mama była dumna. A tamtej to powiewa. Nic się nie da zrobić. A inna znajoma chciałaby, żeby mama się nie wtrącała. Tak źle i tak niedobrze.

Gdy miał 12 lat ojciec wyrzucił go z domu. Co musiało zrobić dziecko, żeby zasłużyć na taką karę? Ojciec nakrył go z mężczyzną w łóżku.

Mało uwagi ze strony ojca skutkowało tym, że znaleźli się inni, którzy się zajęli dzieckiem pragnącym męskiej czułości. Błagał ojca, żeby mu przebaczył, ale bez skutku.

"Siedziałem płacząc przy budce telefonicznej przez dwie godziny", powiedział w wywiadzie dla Rolling Stone w 1985 roku. "To ostatni raz płakałem".

Trafił do rodziny kolegi i zamieszkał w piwnicy. A tam śpiewał, grał i urządzał imprezy, eksperymentował z seksem z kobietami i mężczyznami. Szukał swojej tożsamości. Tęsknił do ojca. Wyznawano w tamtych czasach "make love, not war" i Prince to wykorzystywał.

Potem przekonał się, że gdy jest się znanym to można wszystko, wszystko się wybacza.

Oprócz nagrywania ciągle nowych utworów prowadził bogate życie erotyczne. Miał niespożyte siły (9 i 1). Był demonem seksu, miał liczne romanse, był bohaterem skandali – to się ludziom podoba.

Zawsze był otoczony pięknymi kobietami, tancerkami, chórzystkami (zakochał się nawet i miał żonę – Mayte Garcia (7) od 1996-2000, też wege i przez tydzień dziecko).

Zapisał się do tego samego klubu co Michael Jackson i Madonna (rocznik 1958).

Nie był panem własnego życia.


W swych utworach wzbudzał kontrowersje ze względu na fuzję tematów religijnych i seksualnych. Jak wszyscy w tamtych latach.

 

Liczba 9 przewijała się przez całe życie Księcia.

Pierwsza płyta została wydana 7.04.1978=36=9

Początek jego kariery to płyta 1999 wydana w 1982 r. Protest song przeciwko zbrojeniom nuklearnym przyniósł mu międzynarodową sławę.

(Daty wydania jego płyt to ciekawa numerologia).

Policja zjawiła się w domu 21 kwietnia 0 godz. 9:45 (9:9=18=9). Rok śmierci (2+1+6=9).

 

Rok 2001 był znaczący w jego życiu. Zmarł mu ojciec (85). Widywali się, robiono im zdjęcia, ale kontakty nie były dobre. Czy sława i pieniądze mogą wymazać przeszłość? Wrócił do swego imienia – wcześniej 4 razy je zmieniał). Został sumiennym świadkiem Jehowy. Jego rodzice byli Adwentystami Dnia Siódmego i w domu czytano Biblię.

Poślubił swoją drugą żonę Manuelę Testolini (do 2006).

Uspokoił się, pisał spokojniejsze teksty. Nie mógł już niczego zmienić.

W 2007 wystąpił na Super Bowl, a tam wiadomo same gwiazdy z klubu.

2 maja 2015 roku, Prince wykonał koncert (41 minut) w Paisley Park Studios w Minnesocie, oddając hołd 25 letniemu Freddie Gray, który zmarł w areszcie w Baltimore. Prince wykonał protest song "Baltimore", który został zainspirowany śmiercią Graya.

 

Ciekawa (jeśli tak można napisać) jest data jego śmierci.

 

Zawiera masę Siódemek. 7 - to Neptun – iluzja, zamglenie. Cokolwiek się wydarzyło tego dnia wyglądało inaczej niż w rzeczywistości. Sama śmierć była dziwna, samotna w domu pełnym ludzi.

Śmierć była mu pisana już od marca, gdy ogłosił, że wraz z bratem Danem pisze pamiętnik pod tytułem The Beautiful Ones. Był zdeterminowany ujawnić wszystko, a z bratem dałby radę rozliczyć się z przeszłością. A wiadomo, że od pisania biografii są inni. Nie można bezkarnie pokazywać prawdę, bo kogo to obchodzi. Ludzie wolą żyć w iluzji i widzieć tylko to co na wierzchu.O książce cicho sza, nic nie wiadomo.

Dwa tygodnie przed śmiercią zwolnieni zostali wszyscy ochroniarze. Tydzień przed śmiercią podczas lotu z koncertu w Atlancie była pierwsza próba. Samolot awaryjnie lądował, bo Prince źle się czuł (menadżer – to groźna odmiana grypy?!). Taki chory, a wypisał się na własną prośbę ze szpitala. Myślał, że w domu będzie bezpieczny. 30 kwietnia jeździł po okolicy na rowerze w dobrym humorze, jakby grypa zniknęła. Następnego dnia weganin, człowiek w dobrej kondycji umiera, sam w windzie. A w domu pełno ludzi. Pilnowali, żeby spokojnie wyzionął ducha.

Tego dnia królowa Elżbieta II świętowała 89 urodziny i zabawiała Obamę, który poleciał z życzeniami. Tego samego dnia w Grecji odbywał się rytuał rozpoczęcia igrzysk.

On i królowa byli podobnego wzrostu, królowa 1,63, a Prince 1,60. Dzisiaj królowa choruje na grypę, bo składając życzenia świąteczne wygadywała jakieś głupoty (podobno). Nie gada się głupot, nie ujawnia się tajemni, bo to zabójcze.

Ktoś znany umiera i nie wiadomo dlaczego. Iluzja.

Wspaniały muzyk, geniusz, wizjoner, ekscentryk, najlepszy gitarzysta świata umarł bez powodu.

Mogłabym o nim pisać bez końca. O człowieku. Oprócz możliwości jakie daje urodzenie się konkretnego dnia, są jeszcze przeżycia, które kształtują osobowość.

 

A w wiadomościach – Prince Kebab. Mamy koniunkcję Marsa na Neptunie.



czwartek, 29 grudnia 2016

Dokładnie 186 lat temu 29 grudnia 470 kawalerzystów z 7 Pułku zabiło 153 Indian Lakota z wodzem Wielka Stopa. Miejsce: Dakota Południowa. Z karabinów i armat strzelano do bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci. Masakra przeszła do historii. Uznaje się ją za historyczny koniec wojny z Indianami.


Masakra została zaplanowana.

Uchodźcy z Europy zwani Amerykanami odkryli nowy ląd i postanowili tam zamieszkać. Spotkali na swej drodze miejscową ludność, która była diametralnie inna. Indianie nosili długie włosy, skórzane ubrania, mieszkali w namiotach. Byli szczęśliwi, nie było przestępców, nie mieli więzień, definiowali człowieka po jego czynach i osobowości, a nie po ilości pieniędzy czy wyglądzie. I to wkurzało najeźdźców. Zapragnęli ziemi i bogactw w niej ukrytych. Podpisywali z Indianami traktaty, których nie respektowali, poili ich wódką. Ale Indianie za wolno zmieniali swoje nawyki i walczyli o swoje ziemie. Zgodnie ze Sztuką wojny trzeba poznać wroga i zniszczyć go od środka. Indianie wierzyli swoim szamanom, którzy mieli wizje, że biały człowiek odejdzie, wrócą bizony i dawne czasy. Jeden z tych szamanów, niejaki Wovoka wymyślił Taniec Ducha. Coś jak agent Doty, czy szpieg z krainy deszczowców. Indianie wierzyli, że tańcząc ten taniec w koszulach ducha ochronią się od kul białych najeźdźców. Jak wpada się w trans to wszystko wydaje możliwe. Pranie mózgu.


I tak tańczyli, a biali zajmowali coraz większe tereny zamykając Indian do rezerwatów. Robiono też czarny PR. Sprzedawczyki zwani dziennikarzami pisali artykuły pełne strachu przed tańcami. A zwykli ludzie zaczęli się bać nowej sekty, nowej religii. Nie wiedzieli o czym śpiewają tańczący Indianie, ale wzbudzali strach.

https://www.youtube.com/watch?v=DrCvcgfu61g

Na takim gruncie żołnierze mogli spokojnie wybijać mało uległych Indian.

Nad potokiem Wounde Knee otoczono grupę Lakotów, którzy zmierzali na południe. Żołnierze dzień wcześniej na kolację spożyli baryłkę whisky, więc mieli zaburzoną świadomość. Kazano Lakotom oddać broń. Od jednego wystrzału zaczęła się masakra. Nikt nie wie kto zaczął. Metodycznie zabijano każdego. Najłatwiej było strzelać do kobiet i dzieci. Alkohol sprawił, że nie widzieli białej flagi wywieszonej na namiocie wodza. Od kul zginęli prawie wszyscy mężczyźni. Po południu było po wszystkim. Kto nie zginął to zamarzł, bo tylko część rannych została wywieziona do kościoła oddalonego o 18 mil. Ekspedycja pogrzebowa dotarła na miejsce egzekucji dopiero 1 stycznia. Indian pochowano w zbiorowym grobie, bez żadnych honorów. Oprawcy oskalpowali wodza Wielką Stopę i umieścili go w muzeum w Massachusetts. Zabrano "na pamiątkę" koszule ducha i zbeszczeszczono wszystkie ofiary zabierając im wszystko. Kawalerzyści za ten mord dostali medale honoru. Biała ludność była zadowolona, bo powód ich strachu został zakopany.

Lakoci nie dostali od rządu USA żadnej rekompensaty za masakrę. Kraj, który chwali się ideami wolnościowymi, zabił marzenia o wolności Indian.

W ubiegłym roku Johnny Depp  zamierzał coś zrobić w tej sprawie.

Rząd USA zabija cały świat, bez przerwy. Najpierw czarny PR, a potem aneksja. Wchodzą do każdego kraju, do którego zechcą, gdzie wyniuchają zyski.

Historia zatoczyła krąg. Indianie przestali tańcować i zaczęli protestować. Chodzi o ropociąg w Dakocie Północnej i Południowej, przez Iowa do Illinois. Rurociąg ma mieć 1172 km. Sprzeciw zgłosiły wszystkie miejscowe rezerwaty, wszystkie tamtejsze plemiona się zjednoczyły. Protest rozpoczął się w kwietniu 2016 i trwa. Inwestycja za prawie 4 mld dolców.

Prezydent Obama udaje, że nic się nie dzieje i milczy. Łamie się kolejny traktat obowiązujący od lat. Czy nowy prezydent wypowie się w tej sprawie? Gdyby nowym prezydentem został Bernie Sanders byłaby szansa na porozumienie. Nie ma zgody na degradację środowiska, zanieczyszczenie rzek i terenów, na których Indianie starają się mieszkać w spokoju. Aktorzy: Susan Sarandon, Ben Affleck i Leonardo DiCaprio jawnie popierają protesty. We wrześniu poszczuto ich psami i użyto gazu pieprzowego. Protest Indian ma pokojowy charakter. Niczego się nie nauczyli. Czyżby nadal wierzyli w proroctwa szamanów o lepszym jutrze?

Więcej tu najwiekszy-od-lat-protest-indian-w-usa

W Kanadzie będzie podobnie. Zmieniają się rządy, obietnice idą do kosza. A ludzie protestują.

rozbudowa-ropociagow-moze-wywolac-protesty-indian

Czy masakra sprzed 186 lat niczego Indian nie nauczyła? Czy protest zakończy się podobnie? Kto jest silniejszy, kto ma lepszy PR?

Kiedy Matka Ziemia się wkurzy i zniszczy człowiecze budowle zagrażające ekosystemowi?

Zapaliłam świecę w tej intencji. Łączę się z ich duchem. Akurat dzisiaj.

Według schematu opisanego wyżej działają teraz muzułmanie. Z zazdrości, że Europejczykom jest dobrze przyjechali w odwiedziny. Ale najpierw małymi krokami umieścili tu swoje kebaby, modę na haremki i taniec brzucha. Mamy teraz seriale, które edukują nas na inne wierzenia. Potem zamkną nas w rezerwatach, aż przesiąkniemy ich kulturą i wszystkim. Prosty schemat, a jaki skuteczny. To wszystko z zazdrości.

A w tv same pierdoły i wiadomości wyssane z brudnego palca.

 


Archiwum
bajka107@gazeta.pl