Życie to wszystko co mam :
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Codzienność | Opowieści | Praktyka | Sny i wizje | Zdrowie | myśli | numerologia
RSS

Codzienność

czwartek, 22 czerwca 2017

To ostatnie godziny poziomek.



Jeszcze są na moim balkonie, ale niedługo pojadą do lasu. Dam je w prezencie. Jednym z wielu.

Czy wypada zjeść część prezentu? Mogę powiedzieć, że żadna poziomka nie dojrzała. W udawaniu jestem dobra. Ale nie umiem kłamać i mogę się wygadać ;)

Zjem czy nie zjem – oto jest pytanie.



środa, 21 czerwca 2017

Gdy się dzisiaj rozbierałam zobaczyłam na ścianie na wysokości wzroku tabliczkę z napisem:


Uśmiechnęłam się. Wydawało mi się to zabawne. Gdy po kilku minutach ubierałam się to dotarło do mnie, że to stereotyp i to mało zabawny. Najpierw uderzyło mnie słowo „nigdy”. Jest tu zupełnie nie na miejscu, bo to nieprawda. Czytane kłamstwo tysiące razy  udaje prawdę. Nigdy nie pójdę na wybory, nigdy nie obejrzę filmów Polańskiego, Allena czy Cosby'ego i kolejnych pedofilów. To wiem na pewno.

Krótkie zdanie, a ile treści. Kobiety są głupie, bo nic nie wiedzą, ale są też zdeterminowane w swoich działaniach. Czy naprawdę tak bardzo się różnią od mężczyzn? Oczywiście, że tak. Może dlatego wielu mężczyzn zazdrości kobietom i chcą być jak one. Niektórzy dosłownie. Jak to możliwe, że sportowiec Bruce ze 100% testosteronem przemienił się w karykaturę kobiety i stał się Caitlyn? Może i wygląda jak kobieta, ubiera się jak kobieta, ale nie myśli jak kobieta i nie pachnie jak kobieta. Czy on w ogóle myśli? Jakie ma smutne życie. Oczy nie kłamią.

A może to ja za dużo myślę?Ale ciągle się rozglądam i widzę różne rzeczy.

W weekend się wyluzuję ;)



wtorek, 06 czerwca 2017

Czy można się skupić na pracy mając taki widok za oknem?

I robi to na widoku. Patrzyłam i patrzyłam.

Od razu na myśl przyszły mi ablucje. Gołąb wykonywał różne czynności czyszczące z uwagą i namaszczeniem. Ablucje to mycie, kąpiel, a w religii to oczyszczenie, rytualne i symboliczne usunięcie nieczystości z ciała. Realne lub symboliczne.

Potem gdy przesiadałam się na placu Dąbrowskiego zauważyłam moje znajome kaczki. Pisałam o nich gdy była jeszcze zima. A teraz w środku dnia maszerowały przez ruchliwą ulicę, a potem weszły do fontanny – brzydkiej i drogiej.

One też wykonywały ablucje.

J.I.Kraszewski pisał o ablucjach, a także Stefan Żeromski w Ludziach bezdomnych. Ablucji dokonuje się w wodach Gangesu i wodą z Lourdes.

W każdym meczecie jest ujęcie bieżącej wody służące do rytualnych ablucji przed każdą modlitwą. W naszych kościołach jest miska ze stojącą wodą, do której strach włożyć rękę.

Żeby wejść do świątyni Asklepiosa trzeba było pościć, wykonać ablucje i złożyć ofiarę.

Kiedyś ludzie rzadko się myli. A jeśli już do tego doszło to wykonywali je z namaszczeniem, jak rytuał. W tej samej wodzie myła się cała rodzina.

Zbliżamy się do tamtych czasów, bo ludzie myją się coraz rzadziej. Wie o tym każdy lekarz. Kiedyś ludzie do lekarza zakładali czystą bieliznę i uprzednio się myli. Teraz nie.

Rozmawiałam dzisiaj z ratownikiem medycznym, który też to widzi na co dzień. Musiał zawieźć kolesia do szpitala, bo coś mu dolegało. Na pytanie dlaczego śmierdzi i się nie myje odpowiedział, że umyją go w szpitalu. Na pewno czytał Odyseję Homera. W tamtych czasach człowiek nie mył się sam tylko myły go specjalne osoby. Tu szczegółowy opis odys-w-kapieli

Ludzie nie dość, że się nie myją to jeszcze stracili poczucie przyzwoitości i wstydu. Gdy wczoraj wychodziłam z pracy, na podwórku zauważyłam 2 meneli, którzy pili piwo. W pewnej chwili jeden z nich zaczął iść w stronę puszek na śmieci. Wiadomo w jakim celu. Krzyknęłam do niego: czy zamierza się obnażyć w miejscu publicznym, bo jeśli tak to jest to karalne i dzwonię po straż miejską. Nie wysikał się na podwórku, udawał, że coś wyrzuca. Powiedziałam mu, że może skorzystac z toalety w prawie każdej knajpie na Pietrynie. Poszedł.

Każda brama na tej ulicy jest zaszczana, śmierdzi zwłaszcza w czasie upałów. Nie będą udawała, że mnie to nie obchodzi. Ja wiem, że ludzie po piwku z aluminiowych puszek mają coraz bardziej uszkodzone neurony. Występuje zanik uczuć wyższych, a nawet niższych. Blisko im do zwierząt.

Człowiek z zanikiem uczuć nie szanuje nikogo, zwłaszcza prezydentów. Czy doszliśmy do ściany i stoimy nad przepaścią. Ze stanów ta choroba rozprzestrzenia się na cały świat. Satyryczka Kate Griffin zrobiła sobie fotki z zakrwawioną głową prezydenta. Jej wydawało się to fajne. CNN ją zwolniło, to udawała, że jest jej przykro. Gdy to nic nie dało (nikt jej nie uwierzył, bo nie uroniła ani jednej łzy) to zaczęła znowu atakować, że prezydent chce ją zniszczyć. Jak czuł się jego syn, gdy to zobaczył? Paniusia musiała odwołać przedstawienia, bo zwykli ludzie są zwykli i jeszcze coś tam szanują. Nie ma zgody na szkalowanie drugiego człowieka, zwłaszcza gdy jest to głowa państwa. Tylko dlaczego nie ma za to kary? Co to ma być?

Może niech celebryci dokonają ablucji i oczyszczą swoje ciała od pogardy dla innego człowieka.

 



niedziela, 04 czerwca 2017

Dzisiaj było święto - Zielone Świątki. Największym problemem dla ludzi były zamknięte sklepy. Nawet nie wiedzieli dlaczego? Czyżby zbiorowa amnezja?

To bardzo stare święto z czasów pogańskich, na które Kościół nałożył Święto Zesłania Ducha Świętego. Nie chodzę do kościoła, bo kościół mnie nie lubi. Zawsze mdleję. Kiedyś (do 1957 r.) były to 2 dni świętowania, zwykle w maju.

W dzisiejszych czasach nie ma szacunku do natury, nie docenia się jej darów i wpływu na ludzkie życie. Człowiek jest zupełnie bezradny wobec potęgi natury, nie umie sobie poradzić z lawinami, ulewnymi deszczami i powodziami, trzęsieniami ziemi itd.

W moim wydaniu świętowanie polegało na wymianie ziemi w doniczkach moich roślinek. Moje kwiatki jedzą ziemię, bo co roku muszę ją uzupełniać, albo wymieniać. Posadziłam w skrzynkach na balkonie kolorowe kwiatki. Kupiłam 2 tygodnie temu, ale nie było okazji. Aloes już się nie mieścił w doniczce, więc rozsadziłam kilka odnóżek. Jak podrośnie zacznę go stosować na włosy i skórę, a nie jak dotąd w nalewce. Mięta rośnie jak oszalała, nie nadążam podlewać i urywać listki. Zapach nieziemski.


Wg tradycji dekorowano domy tatarakiem i gałązkami brzozy. Należało je umaić (świetne słowo). Nic to, intencja się liczy.

Piękne dekoracje miały zapewnić obfite plony, a także ochronę przed urokami i złymi duchami.

Zieleń miała również chronić mieszkańców gospodarstw przed demonami i chorobami.

Teraz nikt w to nie wierzy. Ludzie nie szanują drugiego człowieka, gardzą innymi, szykanują, nie mają żadnych świętości i zasad, i uchodzi im to bezkarnie. Więc przyrodę mają szanować?

Rośliny są bardzo ważne dla człowieka, zwłaszcza gdy żyje w bloku wielorodzinnym. Nowe, zielone kwiaty w moim domy, przy okazji będą nas chronić.

Piękny dzień, zakończony ożywczym deszczykiem.

 

sobota, 03 czerwca 2017

Ostatnio popsuły mi się paznokcie. Miałam je za długie i znudziło mnie codzienne ich piłowanie. Więc wzięłam nożyczki i obcięłam, a potem spiłowałam. I to był błąd, bo paznokcie zaczęły się rozwarstwiać. Każdy mówił, że to brak biotyny. Tylko, że ja nie miałam głównych objawów braku tej witaminy B7 czy H. Włosy i skóra są w porządku.

Może dopadło mnie jakieś wiosenne osłabienie?

Trzeba by było je jakoś wzmocnić. Pomyślałam o kiełkach.

Niestety, kupione nasiona pszenicy na kiełki nie wyrosły. Miałam tylko jeden. Reszta nie nadawała się do jedzenia.


Potem kupiłam kiełki lucerny, bo w opisie przeczytałam, że polecane są dla dzieci w okresie wzrostu (mają wapń i fosfor), a także mają zdolność oczyszczania organizmu z toksyn. I jeszcze wiele innych cudownych właściwości.

Pierwszy tydzień był stracony, bo wysypałam niedużo ziarenek na dno małego pojemnika.

Ziarenka są bardzo drobne i wiele w ogóle nie puściło kiełków. Trudno było wyłowić te właściwe.

Druga uprawa przyniosła duży plon. Ziarenka wysypałam na dno dużego słoika. Płukanie jest łatwiejsze i nasionka szybko puszczają kiełki.


Po 7 dniach wyjęłam je, ale sporo jeszcze zostało. Niestety nie puściły kiełków i musiałam je po prostu wyrzucić.

Kiełków było za dużo, jeśli tylko jedna osoba je je. W naczyniu w lodówce podobno można je w ten sposób trzymać kilka dni, co jest nieprawdą. Na drugi dzień po wyjęciu z lodówki pachniały stęchlizną, zupełnie jak kiełki sklepowe. Smak mało ciekawy, jak trawa. Musiałam je przynajmniej 2 razy dziennie płukać, żeby pozbyć się tej stęchlizny. Smak nie powala, nijaki.


Kolejne kiełki, które postanowiłam namoczyć to kiełki soi. Nie wiem dlaczego je kupiłam, bo nie lubię soi i wszystkiego co się z niej robi. Ale dałam im szansę. Może kiełki będą w smaku lepsze.



Uprawa łatwa, po 4 dniach wyszły kiełki, które wyglądały jak haczyki, jak u robaków. Niestety smak był ohydny, coś jak niedogotowany groch.

Oczywiście po 2 tygodniach jedzenia różnych kiełków stan paznokci był bez zmian. Bo przyczyna była mechaniczna, a nie anemiczna.

Kupiłam olejek rycynowy ( w jednej aptece zabrakło i musiałam iść do innej) za 2,50 i posmarowałam paznokcie. Zrobiłam to kilka razy, bo gdy pomalowałam to zaraz musiałam coś robić rękami i musiałam je wytrzeć. Na noc posmarowałam i zasnęłam. Rano widać było różnicę. Rozwarstwienie zniknęło, płytka się wyrównała. To dopiero początek, ale widać wzmocnienie płytek.

Wiedziałam jaka jest przyczyna, a jednak poszłam inną drogą.

Ale została nauka. Nie zrobię już innych kiełków niż z pszenicy, bo one mi smakują. Nie obchodzi mnie zawartość witamin i mikroelementów, ale smak. Bo to co nam smakuje jest dla nas.

Kiełki pszenicy są jednym z najbogatszych źródeł witamin A, B C i E. D mamy od słońca, które teraz daje :) Zawierają szczególnie duże ilości magnezu, wapnia, fosforu, żelaza, niacyny, tiaminy i kwasu pantotenowego. Poprawiają też pracę serca oraz przeciwdziałają starzeniu się organizmu.

I to jest dobre dla mnie. Tak jak rzeżucha. Reszta niech zostanie dla innych. Nie dam innym kolejnej szansy.




czwartek, 01 czerwca 2017

Z każdym rokiem upewniam się w tym, że najbardziej znienawidzonymi istotami na świecie są dzieci. Nikt ich nie lubi, bo płaczą bez powodu, hałasują, nie słuchają, robią co chcą. A przecież każdy był kiedyś dzieckiem.

Życie na ziemi polega na ciągłej walce z naturą i z innymi istotami. Jak na poligonie. A najtrudniej mają dzieci.

Problemy są jeszcze przed narodzeniem. Są kobiety, które nie chcą mieć dzieci. To w zasadzie biedne, pozbawione instynktu macierzyńskiego kobiety. Może i dobrze, żeby takie osoby się nie rozmnażały. Jeśli przypadkowo zajda w ciążę to zawsze mogą dokonać aborcji i dziecko się nie pojawi na świecie. Gdy ok. 40-tki instynkt takich kobiet się odezwie, to zajście w ciążę może być problemem. Do zimnej macicy życie nie przyjdzie. Nauka wyszła naprzeciw takim osobom i można sobie zrobić in vitro. Bogaci mogą sobie kupić dziecko wynajmując surogatki. Często kobiety udają, że są w ciąży i nakręcają biznes silikonowych brzuchów. Zwykli ludzie się dziwią, że takie „matki” chodzą w szpilkach, nie mają nudności, nic je nie boli, mało tyją, nie zmieniają się im rysy twarzy, a po porodzie nie ma śladu brzucha. Jednak im zależy na zachowaniu pozorów.

Adopcja dzieci jest teraz mniej popularna, bo dzieci zostały zrównane z psami, które też można adoptować. Takie osoby bardziej przejmują się losem zwierząt niż maleńkich dzieci. Obecnie łamie się prawa dzieci, które są oddawane gejom do adopcji. Dzieci hetero oddaje się ludziom homo.

Gdy już dojdzie do ciąży to dziecko w brzuchu jest co miesiąc niepokojone promieniami w czasie badań usg. Badania są obowiązkowe, a szkodliwe. Jeśli dziecko to zniesie i postanowi pojawić się na świecie, to dorośli ustalają termin. Na życzenie wykonuje się cesarki, gdy nie ma wskazań ratujących życie.

Gdy już dziecko pojawi się na świecie zostaje zaszczepione. Ostatnio nasiliła się sterowana propaganda. Ludzie naprawdę wierzą, że nie będą chorować jeśli się zaszczepią. A w życiu jest akurat odwrotnie. Dziecko nie ma nic do powiedzenia. W krótkim czasie dostaje ogromne dawki metali ciężkich, które działają na mózg. Zdrowe i duże dzieci to przeżyją.

Jeśli często płaczą to dzieci mogą zostać pobite przez rodziców, a nawet zabite. Małe dziecko jest bezbronne. Jak zwierzątko. A dziecko zostaje człowiekiem gdy jest wychowywane przez ludzi. Gdy dziecko wychowują zwierzęta, to nie nauczy się ono chodzić na 2 nogach i nie nauczy się mówić. Tego już nie da się nadrobić później.

System, w którym żyjemy dba o to, żeby dziecko jak najwcześniej oderwać od rodziny i kształtować wg własnych norm. I matki oddają dzieci do żłobków, przedszkoli, szkół.

W żłobkach dzieci mogą być wiązane, bo są płaczliwe. W przedszkolu mogą być zamykane w ciemnych szafkach, jak mój syn. Małe dzieci chcą się tylko bawić i uczą się przez zabawę.

Szczęśliwe dzieci są zawsze uśmiechnięte.


Dzieci w wieku szkolnych są bite najczęściej, bo nie są takie jakie powinny być wg rodziców. Nikt im nie pomoże, nikt nie widzi siniaków. W czasach szkolnych dzieci mogą same chodzić i są łakomym kąskiem dla pedofili. To jest też czas kiedy dzieciom podaje się używki. Widziałam jak 9 latkowie wyciągają ze śmietników pety i dopalali je. Gdy w domu jest alkohol to dzieci wcześnie go próbują.

Seksualizacja dzieci jak najwcześniej degraduje ich osobowość. Mamuśki ubierają swoje dzieci jak dorosłe, albo tak, że wyglądają jak klony. Matka i córka takie same. Fotki, konkursy, sesje. Dziecko nie ma nic do gadania. Dobrze to widać na wyborach Małej miss. Dzieci w wieku szkolnym muszą realizować ambicje rodziców. Rodzice są bardzo pomysłowi w wymuszaniu swej woli. Dla dzieci jest to stracony czas, bo prawdziwa osobowość zawsze da o sobie znać.

Rodzice nie szanują prywatności własnych dzieci, zwłaszcza celebrytki. To są dopiero biedne dzieci, bo muszą się na to zgadzać, by nie łamać „kariery”. Łamane są ich prawa i nikt się tym nie przejmuje.

I dziecko dorasta. A potem robi dokładnie to samo własnym dzieciom i koło się zamyka.

Kiedy przestajemy być dziećmi? Ja dzisiaj odebrałam życzenia od własnych rodziców i sama składałam życzenia dziecku. Wszyscy jesteśmy dorośli.

John Fitzgerald Kennedy Jr. (syn JFK) powiedział, żeprzestajemy być dziećmi gdy umierają nasi rodzice”. Powiedział to po śmierci swej matki Jacqueline, a miał wtedy 34 lata. 5 lat później już nie żył.

Ten czas już nie wróci, ale przyjemnie było :)

Miłości i wytrwałości życzę wszystkim dzieciom.





wtorek, 30 maja 2017

W ostatnich dniach w domu pełno ludzi, ich sprawy i problemy. Nie było czasu wejść do kompa. Komunia udana.

Można wrócić do prozy życia. Pa pa pa

A w międzyczasie kończył mi się podpis elektroniczny. Musiałam kupić (nie ma problemu przez internet) i zainstalować na karcie i w programach. Gdybym przegapiła termin to byłby problem.


Zawsze jest ten dreszczyk emocji, gdy jeden podpis traci ważność, a nowy dopiero się wgrywa.

To już 5 podpis, a więc zaczynam 9 rok, bo każdy mam na 2 lata. Nie było tortu ani życzeń pomyślności. Bo to przecież rzecz martwa, a właściwie rzecz elektroniczna, ale bardzo ułatwia życie. Nie trzeba wysyłać nic pocztą, a wszystko co wychodzi ważnego podpisuję tym e-podpisem.

Bardzo oszczędza czas. Tylko e-podpis informuje przy wpisywaniu hasła, że mam włączony caps lock. Nigdzie, ale to nigdzie nikt nie zwraca na to uwagi, wysyła za to komunikat o nieprawidłowości i nie przyjmuje hasła. Nawet bank nie zauważa. A dla kompa mała i duża litera to zupełnie co innego.
Na marginesie – umarła przyjaciółka mojej mamy. To ta z Alzheimerem. Ostatnie nasze spotkanie to kilka lat temu. Potem nie poznawała mojej mamy. A ostatnio do męża mówiła: kim pan jest i co pan robi w moim domu. Odlot. Niby to ona, a jednak Jej nie było w środku ciała. Nie uważam, że to otępienie starcze. Człowiek jest jak maszyna, coś mówi, je, ale jego umysł jest daleko i nigdy nie wróci.

Właściwie wtedy urwał się kontakt. Zdrowemu człowiekowi nie mieści się w głowie, że żyjący człowiek może zapomnieć wszystko. Kim on teraz jest, skoro świadomość dawno opuściła ciało. Ciało jakoś funkcjonowało, ale miesiąc temu przestała jeść. Po tygodniu zabrało ją pogotowie do szpitala i była karmiona przez rurki. Właściwie po co? Ta moja przyszywana ciotka już odeszła, ale ciało ciągle żyło. Umarła dzień przed dniem matki. Była bardzo chuda. W taki właśnie sposób „dożyła swoich dni”. (Bardzo ładne określenie). Nie było oddawania hołdu, rodzina mała, jakieś koleżanki i znajomi. To wszystko. Czy zmarłego jeszcze obchodzi coś ziemskiego? Czy im potrzebne są hołdy, kwiatki, ordery i znicze? Oni lecą do wieczności i na pewno nie oglądają się za siebie. Czyż można tęsknić za życiem na tej planecie?

 

 

piątek, 26 maja 2017

Szłam dzisiaj koło południa na rynek. Myślałam o sobie, że jestem szczęściarą, że nie muszę chodzić codziennie do pracy. Mogę sobie w środku dnia iść na zakupy. Naprzeciw mnie szło starsze małżeństwo. Oboje tędzy, szli wolno, ona krok za nim. Gdy mijaliśmy się ona powiedziała do męża: najlepiej jest umrzeć nie chodząc do … Dalszego ciągu nie usłyszałam. Miałam nawet ochotę odwrócić się i iść za nimi, ale się powstrzymałam. Byłoby to dziwne tak podsłuchiwać ludzi. Myślę, że chodziło jej o lekarzy. A więc powinni często chodzić po lekarzach to nie umrą. Biło od nich zmęczenie życiem, więc myślą już o odejściu.

Nie rzucaj słów na wiatr”

mówili nasi przodkowie i dobrze wiedzieli , że to jest ważne. Słowa to energia, wypowiedziane mają moc sprawczą. Czyli mówisz – masz.

Ceń słowa. Każde może być twoim ostatnim.

Stanisław Jerzy Lec

Przez ostatnie dwa miesiące mijałam bilbord nawołujący do koncertu w Arenie.


Dziwiłam się, że użyto słowa niebezpieczna, bo przecież chodzi o koncert ulubienicy małych dziewczynek. A przecież dzieci nie powinny być straszone.

Dziwne, że taka osoba jest idolem dzieci, bo jej teksty nie są dla nich. To taka młodsza wersja Beyonce, która śpiewała, że nic nie znaczy bez faceta i jest jego podnóżkiem. Ariana śpiewa o upijaniu się i chodzeniu do domu z kimś kogo się dopiero poznało, jak w piosence One Last Time.

Ciekawe, że gdy na koncertach śpiewała piosenkę Problem to miała problemy i fałszowała. W jej piosenkach mało treści, a pełno powtórzeń, jak mantra.

Jej kariera wystartowała gdy przestała być katoliczką (ma brata geja, a gejów kościół tępi) i zainteresowała się Kabałą. Potem kilka operacji plastycznych i stała się gwiazdą i wzorem dla dzieci.

Czytam plotki, które mnie czasem zadziwiają.

W 2014 roku głośno było o incydencie przed galą EMA.

Ariana Grande była ostatnio gościem jednej ze stacji radiowych. Przed wejściem do studia z uśmiechem rozdawała autografy i robiła sobie zdjęcia z fanami. Po spotkaniu z Arianators, Grande weszła ponoć do windy, a kiedy zamknęły się drzwi, miała powiedzieć: "Mam nadzieję, że oni wszyscy k***a umrą!". Tak twierdzi świadek cytowany przez New York Daily News.” - źródło ema-2014

Dziewczyna ma moc sprawczą i powinna uważać co mówi.

 

Jak mówił poeta Jeremi Przybora

Słowa rozpalone nienawiścią

podpalają nie gorzej niż zapałka.”

Gdy wracałam do domu zatrzymała mnie starsza kobieta i spytała gdzie kupiłam sukienkę, w której byłam. Zdziwiłam się, że można o coś takiego pytać. Powiedziałam jej, że kupiłam ją ze 3 lata temu w jakimś sklepie na P. Teraz jej nie można kupić. A ona, że idzie na komunię i potrzebuje właśnie taką. Ja też idę w niedzielę na przyjęcie komunijne, ale zakładam sukienkę bardziej wizytową. Rzecz gustu. Rozbawiła mnie ta sytuacja, bo pani powiedziała, że widziała mnie kilka razy na osiedlu. Przecież się nie rozbiorę i nie dam jej mojej zwykłej codziennej sukienki ;)))

Dobre słowa mogą rozjaśnić świat.

Ale trzeba uważać i poczuć intencję

Piękne słowa kryją czasem niepiękne serce”

John Ronald Reuel Tolkien

Pamiętaj co mówiły babcie:

Waż słowa,

czyli Uważaj co mówisz

 

bo słowo ciałem może się stać.



poniedziałek, 22 maja 2017

Byłam w aptece wykupić leki dla rodziców. Wyjechali, więc poszłam po recepty. Właściwie to nie kupiłam, bo wszystko było za darmo. To tylko Amlozek, Enarenal, i Tulip z datą ważności 2019 i 2020. Niech leży. Nie mam pojęcia na co to i mało mnie to obchodzi. Zwykła przysługa. Ale przy okazji postanowiłam kupić sobie maść na opalanie. Nie było. Był krem pod tą samą nazwą, więc wzięłam.

Od lat smarowałam się tą maścią, czyli tłustym kremem, bo zawierał tylko glicerynę i witaminę A+E. Kupiłam skuszona nazwą. W domu sprawdziłam skład tego nowego-starego kremu. I aż usiadłam. Produkt zawierał 35 chemicznych składników opisanych na 11 linijkach.

Dlaczego w aptece nie przeczytałam?!

Same metale ciężkie, aluminium i nano, czyli wdzierające się do naszego organizmu każdą szczelinką. To są maleńkie ilości, ale stosowanie dzień w dzień powoduje w ciele zmiany. A ten krem polecano na twarz. Może zaczęłabym się świecić jak folia? Niedoczekanie. Wyrzucam, najpierw wycisnę wszystko do zlewu, żeby nikt nie zachorował. Pora przestać kupować kosmetyki i samemu je robić. To zaszło za daleko. Ta chemia powoduje stany zapalne skóry, choroby znikąd i złe samopoczucie.

W aptece sprzedają teraz wyroby medyczne, cokolwiek to znaczy. A tak naprawdę sprzedają nam potencjalne choroby. W medycznych rękawiczkach. A po pierwsze mają nie szkodzić.

Sprzedawczyni, bo raczej nie farmaceutka, zaoferowała mi jakieś wyroby – leki w promocji. To naprawdę dziwne. Nie jestem chora i nie potrzebuję leków nawet w promocyjnych cenach. Pani namawiała mnie, bo przecież „się opłaca” kupić 100 tabletek, a płacić jak za 50. Uprzejmie podziękowałam i powiedziałam, że wybieram wariant zero tabletek i oszczędzam 100% nic nie płacąc.

Reklamy już na mnie nie działają. Zresztą są coraz głupsze i nie zachęcające do wizyty w aptece. Poznikały dobre produkty, które leczyły niewielkie schorzenia, a została chemia.

Czy komuś zależy na naszym zdrowiu?

Sami dbajmy o siebie.

 



niedziela, 07 maja 2017

Dzień z wampirem, czyli bardzo dobry dzień z moją przyjaciółką. Ona pobiera ode mnie bardzo dużo energii, bo sobie nie radzi z sobą i z życiem. Obie o tym wiemy. Nic się z tym zrobić nie da.

Są ludzie dawcy i biorcy. Ja jestem dawcą, bo energii mam dużo i w każdej chwili mogę się nią napełnić. Jestem szczęściarą, bo urodziłam się z zerowym trygonem Słońca do Marsa. A więc mam witalność, odwagę, samodzielność, asertywność, śmiałość, gorącą krew, żywiołowość itd... To dostałam z Kosmosu, więc się tym dzielę. Za darmo.

A moja przyjaciółka ma wokół siebie osoby, które wylewają na nią wiadra pomyj, swoich problemów, chorób, lęków. One potem czują się dobrze, a moja przyjaciółka więdnie, usycha, kurczy się. Mogę tylko wysłuchać o ją motywować do biernego oporu. Ona się zawsze ze mną zgadza, ale nie umie sobie radzić w konfrontacji. Przeczytała więcej książek ode mnie, ale nie umie zastosować porad w życiu. Najłatwiej się doładować od innego człowieka, bo to gotowa przetworzona energia, tylko brać.

Moje pole (aura) jest coraz większe. Pisałam kiedyś jak „dotknęłam” osobę idącą przede mną ok. 6 m, aż się odwróciła. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem, że nikogo tuż za nią nie było. Gdy ktoś jest za blisko to się odsuwam, jakby mnie dotknął. Trzeba o siebie dbać, bo nie ma nic cenniejszego na świecie niż my sami i nasze zdrowie. Nie podaję ręki nikomu, czasem muszę. Jak wiem, że będzie ciężki dzień, dużo spotkań to odpowiednio się ubieram. Próbowałam namówić moją przyjaciółkę na coś czerwonego w ubraniu, ale ją to parzy. Ubiera się szaro buro, w kolory ziemi, maskujące.

Znamy się wiele lat i teraz wystarczy telefon, żeby się lepiej poczuła. W końcu energia nie zna barier, przenika przez wszystko i przestrzeń pokonuje natychmiast.

Technik radzenia sobie z ubytkiem energii jest bardzo dużo.

Gdy nastąpił kontakt z wampirem to, żeby nie zemdleć czy uchronić się przed bólem głowy trzeba zastosować jakiś żywioł.

Powietrze – otworzyć okno, prze wietrzyć, wpuścić coś świeżego, innego. Albo samemu wyjść z domu na łono przyrody. Można też zacząć oddychać, głęboko oddechem pełnym do brzucha (napełnianie dzbana). To z pranajamy. Gdy zdarzy się coś takiego w pracy to wychodzimy do toalety i oddychamy. Ja zawsze oddycham przez nos i wydycham też przez nos. Odkąd tak robię nie miałam kataru, a jak mam to trwa to kilka godzin. Gdy wentylujemy się powietrzem to zaczyna nam się rozjaśniać w głowie i zaczynamy się lepiej czuć.

Kiedyś po wielkich porządkach w domu i wymyciu podłóg „założyłam” w drzwiach wejściowych zasłonę z białej energii, która ma zatrzymywać negatywne dla mnie energie, rozpuszczać je. Wystarczyło machnąć ręką, a kurtyna jest. I tego dnia byłam umówiona z klientką. Gdy otworzyłam drzwi ona stanęła na wycieraczce i zdezorientowana podała mi dokumenty. Powiedziała, że jest gdzieś umówiona i nie ma czasu. Nigdy wcześniej i później tak się nie zachowała. Nie mogła przekroczyć progu mojego domu. Potem wystarczy raz na jakiś czas wzmocnić działanie tej kurtyny. Ja mam ją cały czas. Nie muszę o tym pamiętać.

Ziemia – wystarczy zdjąć buty i postać na gołej ziemi. Kiedyś mieszkałam w wieżowcu. Do mieszkania musiałam przejść długi korytarz wyłożony sztuczną wykładziną. Zawsze gdy kładłam rękę na klamce chwytał mnie prąd i przechodziła iskra. Kiedyś weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i stanęłam na posadzce obiema stopami, oparłam czoło i ręce na ścianie. I wtedy natychmiast poczułam się znakomicie. Ściana była nośna, więc miała bezpośrednie połączenie z ziemią.

Woda – ja często myję ręce, bo nieraz czuję jakby były czymś oblepione. Podróżuję komunikacją miejską, więc dotykam różnych rzeczy. Często mam rękawiczki, ale to nic nie daje. Czasem wystarczy umyć ręce mydłem, a czasami trzeba szybko wziąć prysznic. Jeśli mamy więcej czasu to polecam wodę z solą, ale zwykła nie jodowaną. Najlepiej wziąć kąpiel i posiedzieć w wannie (jak ktoś ma). Można też wymoczyć nogi w soli, albo polewać się taką solanką.

Ogień – zapalamy białą świecę do oczyszczenia pomieszczenia, a potem jakąś kolorową z intencją napełnienia miłością i szczęściem. Używam dużo podgrzewaczy. Codziennie palę je w lampie solnej.


Mam taką na tealight, a nie na prąd. Po co dobroczynną lampę psuć kablami i smogiem elektrycznym.

Można też okadzić pomieszczenie kadzidłami, a najlepiej białą szałwią. Potem trzeba wywietrzyć, bo intensywny zapach działa denerwująco. Ja już nie używam kadzideł, bo to jakieś podróby.

Przyroda działa na człowieka kojąco, energetyzująco. Powinno się każdego dnia być na świeżym powietrzu. Współczuję osobom, które siedzą całe dnie w klimatyzowanych pomieszczeniach, potem wsiadają w swoje autka, stoją w korkach, by potem resztę dnia spędzić w domu. To taki chów klatkowy, z klatki do klatki. Wtedy obowiązkowo w weekend proszę wybrać się do lasu. Osoby chore na rak szybciej wyzdrowieją, gdy będą często przebywać na dworze.

Gdy czujesz, że jest ci smutno i źle to zadbaj o siebie. Twoje pole jest cieniutkie, może też ma dziury, więc zanim zachorujesz doładuj się sam. Wybierz co ci pasuje. Albo jak moja przyjaciółka idź do kościoła, na koncert, na mecz, do galerii, bo tam jest dużo ludzi i możesz czerpać do woli. Tylko taka energia nie zawsze jest korzystna, choć łatwa do zabrania.

Na pewno nie otaczaj się lustrami w celu odbicia ataków wampirów. Wszystkie osoby, które to stosowały nie żyją, a jedna jest chora na manię prześladowczą.


Otaczanie się lustrami powoduje, że przyciągamy uwagę jak kula dyskotekowa. Nawet jak się nie ruszamy do w przestrzeni robi się dziura i zasysa to czego nie chcemy. Ja w dzieciństwie machałam lusterkiem po suficie i moja siostra spadła z krzesła wodząc wzrokiem. Upadła na wiaderko metalowe i rozcięła twarz. Ma ślad do dzisiaj. Tak to działa.

Można otaczać się różnymi ochronnymi polami, ale ja tego nie robię. Bo nie mam się czego bać. Znam sposoby na wyrównanie brakującej energii, więc śpię spokojnie.


Gdy kładę się do łóżka to czasami wyobrażam sobie, że leżę w uzdrawiającym sarkofagu. Gdy ktoś oglądał Star Gates to wie o co mi chodzi. W filmie Elizjum też był taki sarkofag. Wchodziło się do niego i następowało uzdrowienie, a nawet wskrzeszenie. Nie mam pojęcia jak ja to wymyśliłam, ale szkoda mi było marnować noce. Mój sarkofag zawsze jest przezroczysty. Próbowałam to zmienić, ale bez skutku. Może to klaustrofobia, o której nie wiem. Kładę się i mówię, że leżę teraz w uzdrawiającym sarkofagu, a gdy rano się obudzę to automatycznie z niego wyjdę. Podczas nocy mój organizm się zregeneruje, naprawi to co uszkodzone, doenergetyzuje się, wzmocni się układ odpornościowy. Ważne, żeby nie stosować tej techniki gdy śpimy z kimś w łóżku. Do sarkofagu nie można kłaść kogoś kto sobie tego nie życzy lub o tym nie wie. Może się to źle dla niego skończyć. Gdy śpisz z kimś to odsuń się jak najdalej i wtedy to zastosuj. Nie robię tego często, bo nie choruję. Najwyżej poprawi mi się cera. ;)

Osoby, które leżą w szpitalach powinny stosować ten sposób, żeby wspomóc leczenie.

Wszystkiemu można zaradzić. Myślę, że każdy w swoim otoczeniu ma biorców i dawców, więc nie trzeba daleko szukać źródła energii. Nie bać się tylko działać. Unikać wszystkiego co nam nie służy.

Moja przyjaciółka gdy jej mówię co może sama zrobić, zawsze mi powtarza, że nie jest mną i ona tak nie umie.

Nie naśladuj mnie, a wypracuj sobie swoje techniki samopomocy. Jest ich naprawdę dużo, dla każdego coś odpowiedniego. Staraj się być dobrej myśli, nie bój się niczego. Polityka, religia, tv też kradną energię, a nikt ich nie nazywa wampirami. Dbaj o siebie.

 

czwartek, 04 maja 2017

Niedawno postanowiłam nastawić ziarna na kiełki. Najbardziej lubię kiełki pszenicy, bo mają orzechowy smak. Przeszukałam jedną szufladę w kuchni, ale nic nie znalazłam. Byłam przekonana, że mam z zeszłego roku, więc zaplanowałam na ten długi weekend uporządkowanie szafek.

Zaczęłam na luzie od wyjęcia wszystkiego z szuflad. Odkąd trzymam wszystko w szklanych słojach nie mam moli. Ale umyłam wszystko.

Znalazłam sporo przeterminowanych przypraw, wyrzuciłam całą reklamówkę. Bardzo mi się to spodobało, więc zajrzałam do kolejnej szuflady, na kolejne półki. Ciągle moim celem było znalezienie nasion. Pozmieniałam miejsce przeznaczenia rzeczy w kuchni, tak przy okazji. Wszystko jest teraz inaczej. Wstąpiła we mnie energia, więc zaczęłam porządkować szuflady w pokoju i półki w szafach. Przez kilka dni wszystko było otwarte, a ja układałam raz w jednej raz w drugiej szafie. Znalazłam stary notes, który był podpisany moim panieńskim nazwiskiem. Bardzo stary ;) nierówno zakurzony.


Zapisana była tylko jedna strona z przepisami. Notes słabej jakości, klejony, bo kartki wypadały.

Pozbyłam się sporo prześcieradeł i poplamionych obrusów, wyniosłam też 3 worki ubrań, których nigdy nie założę. Zostawiłam je obok śmietnika.. Zawsze daję rzeczom, które wyrzucam, drugie życie. Niech ktoś sobie weźmie i skorzysta, chodzi tylu bezdomnych. W międzyczasie wstawiłam 3 prania i wykonywałam inne sprawy.

Znalazłam koperty ze starymi zdjęciami. Na wielu zdjęciach są osoby, które już nie żyją. Dziwne uczucie patrzeć na ciotki, które ciągle dobrze pamiętam. One odeszły na zawsze.

Wszystko przemija. Co się zaczyna musi się skończyć.

Pogoda sprzyjała pracy domowej, choć jej nie zamawiałam ;)

Potem przyszła kolej na dokumenty. Wszystko co miało datę starsza niż 2014 poszło do niszczarki. Dostałam ją niedawno w prezencie. Wyszły 3 torby drobnych ścinków. Nie spodziewałam się, że tyle tego jest.

Łazienki i sypialni nie sprzątałam, bo tam mam zawsze porządek, wyrzucam wszystko na bieżąco.

Na koniec umyłam wszystkie podłogi i okadziłam mieszkanie białą szałwią. Stare odeszło, nowe idzie.


I wtedy przypomniał mi się mit o 12 pracach Heraklesa, a właściwie o 5 lub 6, zależy z którego źródła bierze się listę. Czy kolejność tych prac jest istotna?

Poczułam się jak on i znalazłam podobieństwo.

Piąte zadanie do wykonanie dla Heraklesa polegało na oczyszczeniu stajni Augiasza. Przypomnę w skrócie o co chodziło.

Augiasz, król Elidy miał najbogatsze na świecie trzody i stada, trzysta białonogich czarnych byków, dwieście byków rasowych czerwonych, oraz dwanaście niezwykłych srebrzystobiałych byków poświęconych ojcu, Heliosowi. W stajniach i owczarniach zalegał śmierdzący gnój, nigdy nie wynoszony. Gnój leżał też na polach i był źródłem zarazy na Peloponezie. Herakles przybył do Augiasza i obiecał mu, że do zmroku wszystko uprzątnie, ale chce za to dziesięcinę bydła. Król się zgodził, bo nie wierzył , że w 1 dzień można to zrobić.

Podobno Herakles zaczął wynosić wiadra gnoju, ale dwóch ludzi, których spotkał doradziło mu zastosowanie wody z pobliskich rzek. Więc Herakles wyburzył mur w stajni, wykopał kanał i skierował 2 rzeki tak, żeby przepłynęły przez stajnie i oczyściły je. Herakles nie był zbyt bystry, ale umiał słuchać rad innych. Po wszystkim Augiasz nie chciał mu wypłacić nagrody, bo dowiedział się, że Herakles musiał sprzątać, więc dlaczego miałby mu płacić. Herakles chciał dorobić, cwaniaczek. Podobno zabił Augiasza za niedotrzymanie umowy.

Herakles wykonał pracę sam, nikt mu nie pomagał. I ja też nie wynajęłam nikogo do pomocy. Zresztą źle bym się czuła gdyby ktoś grzebał w moich rzeczach. Obca energia nie zawsze jest neutralna. Po co mi cudze kłopoty.

Wszystkie problemy powinniśmy rozwiązywać sami. Ludzie zwykle wyręczają się innymi, liczą, że ktoś za nich wszystko załatwi. Są też tacy co jak „trwoga to do Boga”. Jak ostatnio czytałam Val Kilmer będzie się teraz modlił o wyzdrowienie zamiast się leczyć. Najpierw udawał, że nie jest chory, potem coś wymyślał, a teraz zamiast do lekarza to poszedł do kościoła. Nie przyjął do wiadomości prawdy o swoim stanie, nie chce się wziąć za siebie i dociec przyczyny choroby, woli zdać się na siłę wyższą, która mu nie pomoże. Efekt może być tylko jeden.

Herakles pozbywał się gnoju, a ja zaszłości, stereotypów, rozrachunków z przodkami, zbędnymi rzeczami, które oblepiają nogi i nie pozwalają iść szybko do przodu. Nie zawsze są to rzeczy miłe. Nie ma potrzeby ciągłego oglądania się.

Efektem pracy Heraklesa było użyźnienie okolicznych pól. Ja uwolniłam się od zbędnych rzeczy dając je innym. To jak prezent od losu.

Czy sprzątanie jest poniżające? Herakles jako heros nie był zbyt dumny, nie czuł, że ta praca mu uwłacza. Niektórzy nie brudzą swoich pulchnych rączek, bo inni za nich sprzątają. A przecież wszyscy jesteśmy ludźmi i sami tworzymy swoją rzeczywistość. Ostatnio byłam na uroczystości z osobami wykształconymi wysoko. A na stole z kawą, herbatą był chlew – cukier i śmietanka do kawy rozsypana, wszędzie leżały mieszadełka. Stół wyglądał jak pobojowisko. To nie szalały dzieci, a dorośli wykształceni ludzie.

Moja praca nie była za karę. Chociaż. Nie planowałam tak gruntownego porządkowania prawie całego mieszkania. Przecież mogłam w tym czasie robić coś przyjemniejszego, albo gdzieś wyjechać. A wybrałam pracę fizyczną.

Mit jest stary jak świat, a przecież ciągle aktualny.

O pracach Heraklesa napisała też Agata Christie. Jej bohater Herkules (rzymski Herakles) Poirot oczyścił stajnię. Wymyślił intrygę, gdy okazało się, że poprzedni rząd brytyjski był skorumpowany i nieuczciwy (brudy i gnój) i te informacje zagrażały obecnemu premierowi. Zmienił bieg wydarzeń (rzeki) – skierował uwagę na coś innego i bohaterowie dostali odszkodowanie za publikowanie kłamstw.

Jakie to wszystko aktualne. Ludzie rzucają się na informacje z pierwszych stron, a nie widzą co się dzieje za kulisami.

Mam poczucie dobrze wykonanej pracy. Fizycznej. Ale zupełnie nie jestem zmęczona. Wszędzie zrobiło się luźniej, bo pozmieniałam miejsca przedmiotów na lepsze. Poczułam się lżejsza, odeszło wiele spraw z przeszłości, o których sobie przypominałam w miarę sprzątania, układania i wyrzucania.

Zresetowałam się, użyźniłam.

Mój mózg stał się lżejszy.

 

Muszę kupić pszenicę na kiełki ;)))

piątek, 21 kwietnia 2017

Ostatni poniedziałek był ciężki. Dawno nie byłam tak oblana wodą. Nie ma się co dziwić, przecież był śmigus dyngus. Pogoda nie była sprzyjająca, ale wszyscy byli przygotowani. Gdy tylko wysiedliśmy z taksówki to się zaczęło pryskanie. Rozmazał mi się makijaż, od śmiechu czy od wody. Laliśmy się bez umiaru. Były tam małe dzieci, które zupełnie nie wiedziały o co chodzi, ale pryskane nie płakały.

Tradycja w mojej rodzinie nie zginęła. Na ulicach było pustawo, nikt się nie polewał wodą. Nic dziwnego, bo za to groziła kara 10 lat więzienia. Uniknęliśmy jej, bo nikt nie doniósł ;) Teraz nikomu nie w głowie kultywowanie tradycji, przynajmniej nie w mieście. Tak to jest jak brak kultury, trzeba znać umiar.

Dzielne magnolie.

Co z tego, że zimno. W końcu to kwiecień. Nie ma roślinki, która by nie czuła wiosny. To drzewo w drodze z pracy.


Dowiedziałam się, że mój wieloletni znajomy poważnie zachorował. Szok. Dobrze się czuł, a tu grom. Właściwie to zapracował na nią. Książkowy przykład. Nic nie jest ważne oprócz zdrowia. Zmieniają się priorytety. Zobaczymy jak w tym teście wypadnie służba zdrowia. Mam co robić. Motywować.



sobota, 15 kwietnia 2017

Myślałam, że czasy zapisów w sklepach minęły. Nie minęły. Poszłam dzisiaj po chleb do piekarni, w której zawsze kupuję pieczywo. Już nie było. A ja na to: poproszę o długi chleb. I ekspedientka wyciągnęła spod lady i mi sprzedała. Podobno były zapisy i tylko tyle było do sprzedania. Tak to jest, że gdy kupuję w zaprzyjaźnionych sklepach, to dostaję to co chcę. Jeszcze muszą mnie lubić. Nić sympatii jest konieczna.

Niedawno rozmawiałam z koleżanką i opowiadałam jej o kaczkach, które w środku zimy spacerowały po śniegu. A ona powiedziała, że muszą być chore, skoro nie odleciały do ciepłych krajów. A może one wiedziały, że nie ma po co lecieć daleko i że przetrwają zimę w mieście. A potem zdziwiłam się, że jest ciepło, a kaczek nie widać. Mówisz – masz. Gdy dzisiaj wracałam ze sklepu to zobaczyłam je w środku dnia, jak maszerowały. Zanim wyjęłam smartfon minęły mnie. Szły dostojnie w kierunku ulicy. Jak koleżanki. Piękne.

Dziwne, że byli inni ludzie, a jakby niczego nie zauważyli. A może kaczki są normą w mieście, a ja robię problem i się dziwię.

Zrobiłam dzisiaj mało kroków. Ciekawa liczba.

Większość dnia spędziłam przy telefonie i kompie, odbierałam życzenia, wysyłałam życzenia, wysyłałam sms-y, mejle. Ludzie potrzebują tego. To dobrze, że są takie okazje. Wszyscy zapracowani to nie mają czasu na częste kontakty. A przed świętami zawsze znajdą czas, żeby o kimś miło pomyśleć.

Dwa dni poza domem w gościach. Gdy wrócimy to będę 2 kg cięższa. Ale warto. Z rodziną nie możemy się nagadać. Dobry czas.

 

Miłego spędzenia czasu w te wolne dni :)

 

 

 



środa, 12 kwietnia 2017

Mogę się zgodzić, że ludzie pozbawieni są dobra i wypełnieni są złem. Każdy ma gen miłości, ale czasem o tym nie wie. Są ludzie, u których gen miłości widać gołym okiem.

Dzisiaj wracałyśmy ze szkoły autobusem. Usiadłyśmy tuż za kierowcą. Sprawdzałam co jest w kieszeniach plecaka, znalazłam maleńką piłkę, która wypadła mi z rąk. Straciłam refleks ;)

Piłeczka była gumowa i miała 2 cm średnicy, mocno się odbiła i odbijając się dalej zaczęła się toczyć zygzakami w kierunku końca autobusu. Autobus podskakiwał i bujał na boki, bo takie są u nas drogi, zwłaszcza te świeżo wyremontowane. Nie było dużo ludzi, ale wszystkie miejsca siedzące były zajęte i ze 3 osoby stały. Piłeczka miała dużo wolnego. Zaczęłam ją gonić. Widok był zabawny, dorosła kobieta na obcasach gania za piłką. Ludzie obojętnie się patrzyli, młodzież z pustymi oczodołami nie była zainteresowana niczym oprócz swoich niebieskich ekraników. A przecież widok był śmieszny. Zastanawiałam się czy zdążę dogonić piłkę zanim autobus zatrzyma się na kolejnym przystanku. I w pewnej chwili jedna osoba wyciągnęła nogę i zatrzymała piłeczkę. To niezły wyczyn, bo piłka była maleńka. A osobą tą była pani 80+, w okularach. Jej oczy się śmiały i ona też się śmiała. Podziękowałam serdecznie, a ona była ubawiona. Dzięki niej nie musiałam ganiać przez cały przegubowiec. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Nie podstawiają ci nogi, a robią dobre uczynki. I ta pani była przepełniona miłością do drugiego człowieka, miała ten gen.

Inni też mają, ale pałają miłością do siebie i zagarniają co się da.

Większość dnia padało. Gdy przechodziłam przez skrzyżowanie to zauważyłam starszego człowieka, który klęczał i miał pudełko po margarynie. Zrobiło mi się go żal. Wrzuciłam mu 3 zł, niech ma miłe święta. Niech je wyda na cokolwiek co sprawi mu przyjemność. Gdyby każdy coś wrzucił to świat byłby lepszy.

Gdy wszystko płacę kartą, to mam potem problem z bilonem. Mam taką zasadę – gdy coś dostaję to potem oddaję. I tak nakręca się spirala dobra i pieniędzy coraz więcej. Trzeba się dzielić.

Spotkałam potem osobę, która na mnie poluje i próbuje mnie nawrócić i uduchowić. Ona ma głęboko ukryty gen miłości, nikomu nie pomaga, ale ma o sobie wysokie mniemanie. Teraz praktykuje pole serca, czy coś takiego. Potem dotyka się w dwa miejsca i ma być dobrze. Przestałam rozumieć te praktyki, staram się szybko odchodzić i nie dać się indoktrynować. Mnie wystarczy samo życie, które przynosi różne znajomości i korzyści. Chyba cały autobus praktykował pole serca i nie miał czasu zająć się realną pomocą śmiesznej pani, która biegała za piłeczką.

Odszukaj w sobie gen miłości i zrób komuś przyjemność. To nic nie kosztuje. Zobaczysz jak dobro wraca i dostaniesz to czego szukasz. Nie wierz, że za wszystko trzeba płacić. Pieniądze to tylko energia i lubią płynąć. Nie bez powodu mówi się: Bóg zapłać. Jak ci ktoś nie zapłaci, to Bóg (Los, Wszechświat lub w cokolwiek wierzysz) ci zapłaci. Tak to jest urządzone.

Zrób to na te święta. Obdarz kogoś miłością. Bezinteresownie.



 

wtorek, 11 kwietnia 2017

Dzisiaj przez ponad 2 godziny byłam biernym słuchaczem rozmowy. czasem się wtrącała, żeby czegoś więcej się dowiedzieć. Dwie panie wspominały osobę trzecią, która już nie żyje. Ja jej nie znałam, ale po rozmowie wyrobiłam sobie o niej zdanie.

Otóż ta osoba była chciwa, pazerna, swoje dobro przedkładała ponad wszystko inne. O innych osobach mówiła źle, ale tak, że wszyscy jej wierzyli, a o innych mieli złe zdanie. Pracowała kiedyś w jakiejś gazecie, a potem była radną. Miała pełno znajomych i mogła wszystko załatwić, choć nikt jej nie lubił. Taka osoba ze starych czasów, w czasach komuny świetnie prosperująca. Panie wspominały krzywdy jakie od niej zaznały one i inni. Ta pani wszystko robiła dla pieniędzy, od każdego wyciągnęła wszystko co jej się należało, a nawet więcej. Umiała świetnie manipulować ludźmi, że oddawali jej pieniądze. Ale czy one dały jej szczęście? Rozwiodła się, nie miała dzieci, a zmarła sama w domu. Odnaleziono ją dopiero po 2 tygodniach, bo siostra sobie o niej przypomniała.

Słuchałam i się zastanawiałam ile ta osoba zrobiła zła, że nawet po jej śmierci wzbudza tyle emocji. Czy o dobrym człowieku też można mówić godzinami? Chyba jednak złe emocje zostają na dłużej niż dobre. Wypalą się jak umrą wszystkie osoby, które ją znały i doświadczyły na sobie zła.

Ta osoba nie miała żadnych dobrych cech. Przez całe życie szkodziła ludziom i gromadziła pieniądze. Po co?

Dzisiaj byłam umówiona z jedną osobą. Miała przyjechać o 19.30 do mnie do domu. Musiałam odpuścić sobie kilka spraw, żeby być. W międzyczasie oglądałam policyjny serial (rookie blue – nowe gliny, choć ja przetłumaczyłabym tytuł jako nowicjusze). A tam jedna policjantka pyta swojego przełożonego czy w każdym człowieku jest cząstka dobra. A on jej odpowiada, że nie, w końcu jest gliną i coś o tym wie. A ona się upierała, że to niemożliwe. Kiedyś też tak myślałam, ale to się zmieniło. Są osoby złe, które nic dobrego w życiu nie zrobią. Nie mają w sobie dobra. Być może jako dzieci były lepsze, ale nikt tego nie pamięta. Natomiast zło jest w każdym człowieku, jak na obrazku. Łatwiej być złym niż dobrym. Będą cię pamiętać długo.

Znajoma nie przyszła. Obejrzałam cały film. Nawet nie zadzwoniła, ale nie jestem zła. W domu inaczej się czeka niż na mieście. Ta znajoma po prostu często pije i to na umór. Potem budzi się po 2 dniach i fabrykuje usprawiedliwienia. A ja udam, że jej wierzę i znowu się umówię.

Samo życie.



sobota, 08 kwietnia 2017

Dzisiejszy dzień był fit, ale wczorajszy był ciekawszy.

Dzień był słoneczny ale i deszczowy. Padał przelotny deszczyk, a na trawie leżały kropelki wyglądające jak perły. Wszędzie, na każdym trawniku, który mijałam. Widok niesamowity.

 

W mieście trwa rewolucja komunikacyjna. Jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Niektóre tramwaje mają 1 wagon, ścisk niemożliwy. Autobusy dalej jeżdżą stadami i pojawiły się korki w nowych miejscach. Źle ustawione światła na nikim już nie robią wrażenia. Piesi mają dobrze, bo nagminnie przechodzą na czerwonym. Samochody tak nie mogą. Moja wiara w człowieka nie zginęła. Policzyłam, że na niektórych skrzyżowaniach aż 12 sekund czerwone mają wszyscy i się gapią na siebie. Ludzie tego nie wytrzymują i sobie idą. Szkoda, że nie wyłączą wszystkich świateł w całym mieście. Wtedy wszyscy jeździliby ostrożnie. Kiedyś Religa powiedział, że gdyby lekarze strajkowali to byłoby mniej zgonów o 30%. My nie chcemy kolejnych rewolucji w komunikacji, bo więcej czasu spędzamy na dojazdach niż w domu z rodziną. Wszystkim decydentom życzę długoletniej wycieczki w kosmos, na nasz koszt. Bye, bye, bye.

Byłam umówiona z 2 klientami. Sprawy załatwiłam szybko bez pogaduszek, na nikogo nie czekałam, sami wyszli mi naprzeciw. Dostałam nawet zapłatę z góry, a jeszcze nic nie zrobiłam. Taka niespodzianka.

I z kolejnym klientem pożegnałam się na zawsze. Nareszcie. Dawałam mu kolejne szanse, ale on nic sobie nie robił. Uważał, że jak mi płaci to może nie przygotowywać dokumentów, gubić faktury, nie przychodzić, zwodzić. Nie potrzebuję takiej współpracy, bo tracę za dużo czasu. Nie mam w sobie genu prostytutki, nie można mnie zmusić do niczego za pieniądze. Polityków i celebrytów można, oni sprzedadzą siebie i wykonają wszystko za mamonę.

Gdy klientowi wręczyłam wypowiedzenie to jakby się przebudził i prosił o kolejną szansę. Ile można? Zostawiłam mu wszystko, odwróciłam się i po prostu wyszłam.

Ja to mam szczęście, bo mogę wybierać. Współczuję innym, którzy tego nie mogą. Ekspedientki muszą obsługiwać upierdliwych klientów, lekarze muszą wykonywać swoje procedury i nie mogą nie zbadać śmierdzących chorych.

Takich firm jak moja są tysiące, więc mam wybór i jak mi się ktoś nie podoba, to nie współpracuję. I mam spokój, nie chodzę zestresowana, zdrowie kwitnie. O siebie trzeba dbać.

A dzisiaj choć zimno, trzeba było przewietrzyć sprzęt.



wtorek, 04 kwietnia 2017

Zabawny był dzisiejszy dzień. Rano dostałam mejla od klienta, który napisał, że jestem Aniołem.

Potem od innej osoby dostałam mejla, że jestem cudowna. Zostawię sobie je na pamiątkę.


Zabawne jest to, że ja nic takiego nie zrobiłam. Robię to za co mi płacą, dobrze wykonuję swoją pracę. Przypominam klientom o różnych rzeczach, rozliczam, wszystko zgodnie z umową. Nic wielkiego.

 

W jakich my czasach żyjemy, że wykonywanie swoich obowiązków jest nagradzane takimi epitetami.

 

Profesor Julian Aleksandrowicz, lekarz i filozof, o którym wiele razy już pisałam, mówił:

"Człowiek tyle jest wart, ile uczyni dla drugiego”

Nie chodzi tu o jakieś specjalne rzeczy. Gdyby każdy dobrze wykonywał swoją pracę, ludziom żyłoby się lepiej.

 

Od 15 lat wydobyto z ludzi, a może zaprogramowano ich na nienawiść. Ludzie profilaktycznie nienawidzą innych, nawet nie znając swoich "wrogów". Hejterzy chociaż dostają za to pieniądze. A co dostają zwykli ludzie? Choroby.

Bo nienawiść niszczy zdrowie i zabija.

Profesor Julian Aleksandrowicz mówił, że

"Gdyby Chrystus miał elektrokardiograf w sposób naukowy przekonałby świat, iż nienawiść zabija zawałem nienawidzącego i znienawidzonego".

 

W dobrym tonie jest szkalować innych, obrzucać błotem, oceniać i obrażać. Czy to jakaś forma samoobrony, czy niepewność własnej wartości. Człowiek szczęśliwy, mający swoje pasje, naprawdę nie zajmuje się życiem innych, bo nie ma na to czasu. Proste i łatwe jest traktowanie innych po ludzku, bez jadu.

 

Gdy na tym świecie ktoś zachowuje się inaczej, od razu się wyróżnia i jest w jakiś sposób wynagradzany, choćby dobrym słowem.Może też być piętnowany, za inność.

Patrząc na moją ostatnią uprawę zauważyłam ciekawe zjawisko.

 

Wszystkie nasionka miały takie same warunki wzrostu, tyle samo wody i tyle samo światła. A jednak jeden rzeżuch ;))) ewidentnie się wyróżnił, bo wyrósł ponad inne. Kolejnego dnia jeszcze kilku wyrosło ponad przeciętność, ale lider był do końca uprawy.

Bardzo ciekawe.

Miło jest był miłym.

 

To nic nie kosztuje, a ludzi wprowadza w dobry nastrój. Mnie też.

 


poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Co można uprawiać w mieście? Maleńkie roślinki, czyli pieprzycę, czyli rzeżuchę.


Codziennie o prawie tej samej godzinie robiłam zdjęcie. Jutro wszystko zetnę i zjemy na śniadanko. A co. Po to jest. Wysieję nowe. Po żniwach wyrzucę i zrobię nową uprawę. Lubię ich smak.

Kupiłam nowe nasionka, ale w domu nie pachniało, jak ze starych. Może mi się zdaje. W smaku są OK.

 


sobota, 01 kwietnia 2017

Dzisiejszego dnia wolno kłamać, bezkarnie. Wymyśla się niestworzone rzeczy, a potem się śmieje z tych, co dali się nabrać.

Ciekawe, że na kłamstwa zwraca się uwagę tylko 1 kwietnia. Prasa i tv codziennie produkują fałszywe informacje, fakty są koloryzowane, albo się straszy ludzi albo bagatelizuje zagrożenia. Taka jest teraz norma.

Niestety ludzie przestali samodzielnie myśleć. Ale czy to jest ich wina? Nie, to wina okoliczności przyrody.

Czy my nie jesteśmy królikami doświadczalnymi? Człowiek jest chyba jedyną istotą na ziemi, która je niejadalne rzeczy. Przemysł spożywczy przeszedł totalną metamorfozę. Żeby jedzenie miało długą przydatność do spożycia stosuje się wiele technik, dodaje się wiele środków chemicznych, ale też zamyka się wartościowe warzywa w puszkach. Ostatnio widziałam na półce tuńczyka z datą ważności 2021 r. Ciekawe, że napoje z fosforanami też pakuje się do puszek, a wiadomo, że zachodzi reakcja chemiczna.

Glin jest 3 najczęściej występującym pierwiastkiem na ziemi. Liczba atomowa 13 ;) Ma ciekawe właściwości – jest odporny na korozję i bardzo lekki. Oczywiste jest jego zastosowanie w przemyśle samochodowym czy lotniczym. Używa się nazwy aluminium, bo przecież nie mówi się o glinianych samolotach.

Oczywiście aluminium się nie je, ale już kontakt z żywnością może źle na nas działać.

Uważa się, że glin nie jest wydalany przez organizm człowieka, a wątroba w całości go asymiluje. Oczywiście tak, ale niewielkie ilości. Jak wszystko.

Dlatego zaczęto go stosować też w kontakcie z jedzeniem. Dopuszczono aluminium w postaci folii i stosuje się to wszędzie – do potraw zimnych i ciepłych.

 

W folię aluminiową pakuje się kanapki dla dzieci do szkoły, piecze się buraki w folii, grilluje się na aluminiowych tackach. Dlaczego kucharze jej używają - nie rozumiem. Przecież takie jedzenie zamienia się w truciznę.

Ale gdy zbadano mózgi ludzi zmarłych na Alzheimera, to stwierdzono ogromne ilości. Zrobiono to w latach 70-tych ubiegłego wieku.

Tylko dlaczego wycofano z użycia garnki i sztućce z aluminium. W moim domu nie używało się garnków, ale widelce pamiętam. Podobno w Australii folia al jest zabroniona. Nie pytałam znajomych, ale chyba coś jest na rzeczy. Garnków nie wolno używać, a folię tak.

 

Łatwo unikać aluminium gdy jest widoczne.

Można nie pić niczego z puszek, czy nie jeść warzyw i owoców z puszek. Ale jest on dodawany do kosmetyków (dezodoranty, kremy z filtrem), leków, szczepionek.

 

Najbardziej popularne związki glinu dodawane do jedzenia to:

  • E 554 – krzemian glinowo-sodowy, środek przeciw zbrylający dodawany do cukru, soli, gum do żucia,

  • E 559 – krzemian glinu (kaolin), środek przeciw zbrylający dodawany do przypraw i aromatów, soli, gumy do żucia, ryżu, serów, mleka w proszku, kawy rozpuszczalnej,

  • E 173 – aluminium, używane jako barwnik metaliczny, np. do zdobienia wypieków,

  • E 541 – fosforan glinowo-sodowy kwaśny, dodawany do proszku do pieczenia, serów topionych, wyrobów piekarniczych.

Zimą w mojej rodzinie dawno temu pito herbatę z cytryną. Przygotowywano ją nie z torebek, ale w czajniczku. Do naczynia sypało się 1 łyżeczkę herbaty liściastej, zalewało wrzątkiem i czekało 5 minut aż się zaparzy. Potem do szklanek wlewało się taką esencję na 1 cm, i dolewało gorącej wody. Dopiero wtedy słodziło się herbatę i dodawało cytrynę. Nikt w mojej rodzinie nie zachorował na Alzheimera, choć herbatę piliśmy kilka razy dziennie. Teraz koleżanka mojej mamy umiera, bo choruje właśnie na Alzheimera. A jej choroba zaczęła się gdy zaczęła się „zdrowo” odżywiać. Wyeliminowała cukier i używała słodzików, m.in. aspartam. I chyba to jej zaszkodziło, a nie aluminium. Nie wiem czy będzie badany mózg po jej śmierci, nikogo to nie obchodzi. Od kilku lat żyje w innym świecie, nikogo nie zna, niczym się nie interesuje. Śmierć będzie wybawieniem.

 

Wszystko w małych ilościach organizm człowieka jest w stanie przetworzyć i wydalić. Więc dbajmy o siebie.

 

Profesor Julian Aleksandrowicz nie wskazywał aluminium jako metal szkodliwy dla zdrowia. Może za jego czasów nie był tak dużo używany jak obecnie.

Wskazywał takie metale niebezpieczne dla zdrowia:

Arsen – lek i trucizna – działa wzmacniająco, przeciw anemii i na apetyt. Przedawkowanie powoduje raka krtani, oczu, białaczkę szpikową. Arsen jest odtrutką w wypadku zatrucia selenem. Kumuluje się on we włosach i paznokciach. A najwięcej jest go w skorupiakach (krewetki, homary) i rybach morskich. Ostatnio znaleziono dużo arsenu w ryżu.

Kadm – do pożywienia może dostać się z wodą np. z rafinerii. Nadmierne spożycie powoduje bóle w mięśniach, samoistne łamanie się kości, deformacje szkieletu, uszkodzenie płuc, nerek i nowotwory. Kumuluje się w wątrobie i nerkach i trochę we krwi, a jest wydalany w moczu i kale. Jest odtrutką na selen, rtęć i inne metale. Oczywiście nie w warunkach domowych, a szpitalnych. Między kadmem a żelazem występuje antagonizm, czasem trudne przypadki nieprzyswajalności żelaza leczy się takimi związkami.

Beryl – trujący w minimalnych dawkach. Stosuje się go w paliwie rakietowym, a więc narażeni są ludzie przy produkcji. A gdzie się podziewa beryl ze spalania? Czy opada na ziemię, czy leci w kosmos?

Ołów – powoduje nowotwory nerek, żołądka i jajników, a także białaczkę i mięsaki limfatyczne. Już w starożytności uważany był za przyczynę chorób umysłowych. Podobno Rzym upadł przez ołów, a to za sprawą wina, które było dosładzane sokiem z winogron przygotowywanym w ołowianych kotłach. Wyeliminowano ołów z benzyny, ale nie z akumulatorów.

Rtęć – już w starożytności uważano rtęć za największą truciznę, a Paracelsus stwierdził: „chorób spowodowanych przez żywe srebro (rtęć) nie sposób policzyć” Rtęć jest produktem wielkiego przemysłu. Zanieczyszczone rtęcią były wszystkie europejskie rzeki, zatrute też były ryby w Bałtyku. Znajduje się też w szczepionkach. Zatruwa powoli. Najpierw są bóle i zawroty głowy, zapalenie dziąseł, trudności z koncentracją, nudności, bezsenność, wypadanie włosów. Potem zaburzenia mowy, stany lękowe, nerwowość lub ospałość, degradacja białych krwinek krwi. Dalej sztywnieją stawy i człowiek staje się bezmyślną kukłą. Rtęć kumuluje się w organizmie bardzo powoli i daje znać w następnych pokoleniach. Kumuluje się w mięśniach, nerkach, systemie nerwowym i mózgu, atakuje płód. Rtęć wydalana jest z organizmu powoli, ale zdąży uszkodzić mózg, wzrok, smak, dotyk i psychikę. Odtrutką jest selen. Jednak nie polecam suplementacji, a szpital. Na własną rękę leczenie nie działa.

 

W Europie nie ma już przemysłu. Wszystko zostało przeniesione do Chin. Ale stamtąd pochodzą produkty skażone, jak np. ubrania farbowane chemikaliami, plastikowe pojemniki, zabawki, i wszystko co śmierdzi, nawet markowe dżinsy.

Dostarczamy sobie coraz więcej szkodliwych substancji. To taki test – ile jest w stanie skumulować w sobie człowiek zanim umrze. I jak umrze - w męczarniach czy nie. Na pewno ktoś to bada, ale bez naszej wiedzy. To coś jak z amerykańskimi żołnierzami, którym podaje się w jedzeniu narkotyki, albo testuje środki wywołujące halucynacje.

Na choroby mózgu zapadają coraz młodsze osoby. Jest tego jakaś przyczyna. Czy kogoś to obchodzi? Cała ludzkość sprawia wrażenie upośledzenia umysłowego, jest nieodporna na manipulacje, wierzy we wszystko co podają media. A to wina metali, które atakują ze wszystkich stron. I diet, które też atakują zdrowy rozsądek.

Nasze zdrowie nikogo nie obchodzi. Jedzenie stało się martwe, zamknięte w „glinowe” puszki. Nasza sprawa czy będziemy żyć długo i w zdrowiu, czy długo i w chorobie.

Aż przyjdzie sztuczna inteligencja odporna na choroby i nas zastąpi. :)



3.04.2017

 

Znalazłam w końcu linka do artykułu sprzed 3 lat o drenażu mózgu przez chemikalia w jedzeniu.

Tu drenaż IQ jest już zauważalny przez naukowców. I nikt z tym nic nie robi. Ubolewamy, że dzieci są coraz głupsze. A to nie ich wina, tylko nas, dorosłych. Dajemy im truciznę, bo niedługo nic innego nie będzie.


 


środa, 29 marca 2017

Wczoraj wieczorem wracałam z pracy i usłyszałam taką historię.

W nocy ktoś komuś wybił szybę w samochodzie i ukradł drobne z popielniczki. Pan zadał pytanie: co to za logika: zniszczyć szybę za 400 zł, żeby ukraść bilon.

Złodzieje nie myślą logicznie. Są pod ochroną. Mała szkodliwość czynu.

 

Dzisiaj wsiadłam do autobusu. Młody (16) chłopak był spisywany przez kanara. Dostał wydruk z komputerka, siedział i jechał dalej. Teraz tak jest, że jak przyjmie się mandat top można dalej jechać. Na kolejnym przystanku weszła staruszka, przeszła obok niego, a on nic. Zapłacone, to będzie siedział. Ustąpiłam miejsca, ale pani znalazła "lepsze" miejsce. Potem wsiadła młoda kobieta z dzieckiem na ręku. Młody chłopak ze słuchawkami na uszach nie reagował. W końcu zapłacił dużo za to siedzące miejsce. Ustąpiłam. Właściwie tylko ja mogłam ustąpić, bo reszta pasażerów była stara, albo zapatrzona w smartfony, albo spała.

Ani mój ojciec, ani mój mąż, ani mój syn nigdy nie usiądą w tramwaju czy autobusie. Nawet jak jest pusty i wszystkie miejsca są wolne. Tak są nauczeni i dla nich to jest oczywiste. Jestem zdrowa i mogę stać. Nie ustępuję tylko miejsca mężczyznom, chyba, że są bardzo starzy.

 

W kolejnym autobusie obok mnie było wolne miejsce, ale tłok. Wsiadł facet ok. 40 w dresiku i rozmawiał przez telefon. Przepchnął się na to wolne miejsce, choć stały inne kobiety. Autobus ruszył. Facet ciągle gadał. Siedział obok więc nie sposób było nie słuchać. W pewnej chwili powiedział do kobiety, z która rozmawiał, że pomylił autobusy. Mało nie parsknęłam śmiechem. Kapnął się, bo wsiadł do 96, które skręcało w lewo. Miał wsiąść do 85, które jechało prosto. Wstał i zaczął przepychać się do wyjścia, ciągle rozmawiając. To był bardzo długi przystanek. Brak kultury zemścił się na nim. A może to przez dresy. Nie wyglądał na biegacza.

 

W kolejnym autobusie, gdy wracałam już do domu, wsiadły dzieci z 3 klasy szkoły podstawowej. Najszybciej wolne miejsca zajęli dwaj wyrośnięci chłopcy. Wyjęli smartfony i pisali do innych, czy wolą widzew czy co innego. Obok stały dziewczynki, o głowę mniejsze, wpatrzone w wypasione telefony. Biedne dzieci. Rodzice pracują po 12 godzin na dobę, nie mają czasu uczyć dzieci niczego. Nie na tyle bogaci, żeby posłać dzieci do szkoły prywatnej. Takie jest to nowe młode pokolenie. Nie myśli, nie czuje, bawi się.

Nikt z nas nie jest sam na świecie, a już na pewno nie jest pępkiem świata. Powinniśmy sobie ułatwiać życie i interesować się czy inni czegoś nie potrzebują. Jeśli jesteś miłym to świat jest miły dla ciebie.

Poszłam na pocztę po odbiór przesyłki – duży gabaryt. Takich listonosze nie noszą. A na poczcie 3 okienka i pusto. Nie było żadnego klienta. Odebrałam kolejną rzeczową wygraną. Szybko. Mam znajomą, która narzeka na pocztę, że są tam kolejki, a sprawy załatwiane powoli. Mówisz – masz. Ja mam inaczej. Nie oczekuję cudów, ale chcę, żeby świat ułatwiał mi życie.

Moja logika jest bardzo interesowna. Jak ja jestem miła i pomagam ludziom, to potem inni ludzie mi to oddają. Energia jest w równowadze. Ktoś daje, ktoś bierze, by potem to oddać. Ten kto tylko bierze, ma ciągły niedobór i ciągle mu mało. Współczuję mu, bo nie działa logicznie i nie myśli o przyszłości.

Ludzie zrobili się tacy szarzy. A przecież jest już wiosna.

A mnie gdzieś się zapodziały fajne zdjęcia. Na pewno gdzieś są na komputerze, ale po tym przemeblowaniu nie mogę nic znaleźć ;)

 

 



poniedziałek, 27 marca 2017

Byłam dzisiaj w knajpie. Miałam spotkanie. Siedziałam ze znajomą przy stoliku. A naprzeciwko usiadł stary facet, pił piwo i palił papierosa i mi się przypatrywał. Być może wszedł za mną z ulicy, nie zauważyłam. Gdy ja na niego patrzyłam to odwracał wzrok. I tak w kółko. Ja doskonale wiem kiedy ktoś na mnie patrzy i sama nie muszę patrzeć. Ale facet był wkurzający.

Zabierałam się do wyjścia i on wtedy też wstał i do mojej znajomej powiedział, że ja jestem zła, żeby na mnie uważała, bo jestem niedobra. Nie chciało mi się tego komentować, ale po raz ostatni spojrzałam na niego i wtedy zobaczyłam, że ma czerwone oczy. Na chwilę jego oczy zrobiły się czerwone. To nie było przywidzenie, ale taki 3 sekundowy widok. Kurcze, jak na filmach. Czasem coś mi przemknie w polu widzenia, ale ten widok nie był przebłyskiem. On spojrzał na mnie, ja na niego. Poszłam sobie. I przyszła refleksja, może ja jestem zła i to ja mam czerwone oczy, a nie on. Przecież jak nas zalewa krew to widzimy świat na czerwono. Tylko, że ja nie widziałam na czerwono. To jego oczy na chwilę zapaliły się czerwonym światłem.

Nie łażę po knajpach jak nie muszę. Teraz będę uważniej patrzyła ludziom w oczy. Będę też uważniej patrzyła na siebie w lustrze. Robię to codziennie, ale niczego nie zauważyłam.

Nie mogłam zrobić mu fotki, choć był brzydki. Jak może wyglądać ktoś kto pije i pali od dziesięcioleci?

Zamiast faceta z czerwonym błyskiem pokażę mój dzisiejszy nabytek, w 2 rzutach.

 

To klepsydra, ma 8 cm i przesypuje mikroskopijny piaseczek w 3 minuty. Do kolekcji.

Lubię jak coś samo przez się coś robi, rusza się, przelewa ...

 

 


niedziela, 26 marca 2017

Przyroda szaleje.

A ja szaleję w domu. Porządkuję co się da.

Od wczoraj mam nowy komputer i nowy system operacyjny. Poprzedni odszedł do innej osoby. Miał już 9 lat, więc była na niego pora. Teraz wszystko jest nowe, bo to W7. Ciągle się aktualizuje. Próbuję nowe czcionki. Dostosowuję się do nowych okiem i układów stron. Wszystko jest inaczej niż w XP.

Robię porządek w zakładkach, przypominam sobie hasła na różne strony. Mam nowe IP, więc mogę się logować jako zupełnie kto inny, gdy nie pamiętam haseł. Ale jakoś mnie nie ciągnie. Życie realne jest o wiele ciekawsze.

Rozpiera mnie energia, bo nie tracę jej na bzdety.

Operacja oka ojca chyba się udała. Tylko musi uważać na siebie i nie dźwigać. To trudne. Tylko miesiąc, aż wszystko się dobrze zagoi.

Przy okazji w starych plikach znalazłam taki cytat:

Wolność daje kolosalną energię, intensywność i żywotność. Tracicie ją zupełnie, uznając autorytety profesorów, czy duchowych przywódców. Uczuciowo jesteście sentymentalni, ogromnie przywiązani do jakiegoś boga, czy jakiejś osoby. Nie daje to energii ponieważ kryje w sobie lęk. - Jiddu Krishnamurti

 

A roślinki nic sobie nie robią z ludzi i sobie rosną :) Jest coraz ładniej.

 

 Po co ta zmiana czasu. Skradziona godzinka. Spać się nie chce. ;)

 



poniedziałek, 20 marca 2017

Kolejny dobry dzień.

Wszystkie rośliny w domu wypuszczają nowe łodyżki i listki. I jedna wypuściła kwiatki. Wczoraj ich nie było, a dzisiaj są. I pięknie wyginają się do słońca.

To chyba dla uczczenia pierwszego dnia wiosny. Ta roślinka jest bardzo delikatna. I przynosi szczęście ;)

Miasto niestety jeszcze śpi, nic nie czuje. A to dowód.

Szaro, buro i ponuro. To pobojowisko po pracach przy nowym dworcu dla duchów. Miejsce przesiadki.

Ojciec czuje się znakomicie. Wszystko goi się szybko, jak na dziecku. Lekarz pytał co pan robi, że pan tak dobrze znosi operacje. W domyśle – dlaczego jeszcze żyje? A on na to, że nic nie robi. Kłamie. Gdy spytałam go dlaczego nie powiedział lekarzom, że pije herbatki ziołowe (pisałam o nich), pije sok z granatów i ćwiczy z Tombaka. A ojciec na to, że po co ma to mówić, co to zmieni. I lekarze nie wiedzą, myślą, że to cud. Ojciec jest Dziewiątką i tak one postępują – swoją mądrością nie dzielą się z byle kim. Gdyby 20 lat temu ktoś mi powiedział, że przestanę nienawidzić ojca, to nie uwierzyłabym. Teraz rozmawiamy spokojnie, darowałam mu jego winy i darowałam sobie moje winy. I jest dobrze. Wszyscy zdrowi, co jakiś czas.

I dostałam kolejną rzecz na szczęście. Powiesiłam na wprost drzwi wejściowych. Ma mnie strzec.



A przecież szczęścia nie można kupić. To tylko kwestia wyboru. Chcesz być nieszczęśliwym to jesteś, chcesz mieć szczęście to masz. Czy ja mam jakieś pechowe rzeczy w domu? Nie. Wszystko mi przynosi szczęście ;)

Można dostać coś na szczęście, można kupić zdrowie, ale nie życie. Zmarł dzisiaj David 7 serc, który za 3 miesiące obchodziłby 102 urodziny. Chciał dożyć 200 lat. Nie udało się. Kolejny rok w święto wiosny umierają znani ludzie.Umarł, a tyle zostawił w ludziach zła. Ludzie się bardzo ucieszyli, a przecież go nie znali. Ludzie nie dbają o siebie. Energii nie widać, a niszczy.

Dzisiaj też jest perski nowy rok. Wszyscy zapamiętają taką datę śmierci.

 

piątek, 17 marca 2017

To był dobry dzień.

Rano wysłałam mejle z życzeniami. A potem czekałam na operację.

Mój ojciec miał na dzisiaj zaplanowaną operację zaćmy.


Ciekawe, od lat chodził do okulisty, bo gorzej widział i miał tik lewego oka. Dostawał leki, bo lekarka podejrzewała jaskrę. Ojciec usiłował ją nakierować na zaćmę, bo tak czuł, ale ona była uparta. Od roku brał też leki na cholesterol i wzrok gwałtownie się pogarszał. Poszedł znowu do lekarza. A tam niespodzianka. Ktoś kupił całą przychodnię i wymienił cały personel. Nowa lekarka stwierdziła, że ojciec ma zaćmę i skierowała go na operację. Jak może lekarz okulista pomylić jaskrę z zaćmą. Znajoma lekarka powiedziała, że to możliwe jak opuszcza się zajęcia na medycynie ;)

Ludzie myślą, że lekarze to boscy wybrańcy, a to zwykli ludzie, czasem niedouczeni. Ale przecież nie wszyscy wykonują źle swoją pracę.

Ojciec usiłował zapisać się na operację, ale najbliższy termin wypadał za 1,5 roku. Więc poszedł prywatnie i czekał tylko 2 miesiące. I dziś był ten dzień.

Oczywiście ja dowiedziałam się o terminie najwcześniej. Mama sondowała czy będzie dobrze. A czy ja wróżka, czy co. Skąd mam to wiedzieć. Nie miałam żadnego przeczucia, więc będzie dobrze. Sama operacja trwała 20 minut. Wcześniej podano mu 15 razy różne krople. Nic nie bolało, jednak tiki były utrudnieniem. Teraz nic go nie boli, ale być może działają jeszcze te różne krople. Oko zalepione i zdrowienie będzie trwało ok. miesiąca.

2600,- zmieniło właściciela. Tyle kosztuje zdrowie jednego oka.

Miałam czas, żeby dzisiaj obejrzeć na YT kolejny odcinek z historii sztuki pana KK. I to w języku, który znam od dziecka. Prymitywni ludzie byli mądrzejsi od na i tworzyli dzieła, które przetrwały do naszych czasów, czyli 8 tys. lat. Mieli w nosie cywilizację. To kultura odróżnia nas od zwierząt. Jestem zaszczycona, że są ludzie, którzy dzielą się swoją wiedzą. A ile byłaby warta wiedza, której nie przekazuje się dalej. Nie trzeba się zapisywać na studia, żeby się dokształcić. Jak mało ludzi ogląda takie wykłady. Garstka.

W świetnych czasach żyję. Dobry dzień :)

A na koniec dobrego dnia w tv po raz kolejny nadają Powrót do przyszłości. Jeden z moich ulubionych.

To jak nagroda na koniec pracowitego tygodnia :)

 


niedziela, 12 marca 2017

Obejrzałam dzisiaj końcówkę NASA – archiwum tajemnic. Nie ma przypadków. Nie oglądam już takich filmów, bo wiedza jest dawkowana i mało ciekawych rzeczy (;)) można się z nich dowiedzieć.

Ale zaintrygował mnie tytuł tej części dokumentu: Powrót zabójczego skafandra.

Opisano dwa wypadki związane ze skafandrem używanym przez astronautów do wychodzenia w przestrzeń kosmiczną.

W styczniu 2016 roku Amerykanin Tim Kopra z ISS wyszedł w przestrzeń kosmiczną z kolegą. Po ok. 4 godzinach zameldował, że w jego hełmie jest woda. Kontroler lotów kazał mu połknąć jedną z latających kropel. Gdy będzie słona i ciepła to będzie pot. Nie była. Była zimna. A więc to z układu chłodniczego. Trochę się jeszcze pozastanawiali, ale jak astronauta zameldował, że zamarza mu szyba, to kazali mu wrócić na stację.

W maju skafander wrócił na ziemię i jest badany.

Okazało się, że to ten sam skafander, w którym 3 lata wcześniej, 16 czerwca 2013 omal się nie utopił włoski astronauta Luca Parmitano. Pełno wody pojawiło się w hełmie i nie było czym oddychać. Skafander rozebrano, sprawdzono wszystkie części i nic nie stwierdzono. Nie było żadnej wady czy nieprawidłowości funkcjonowania. Dlatego złożyli go i wysłali do ponownego wykorzystania na ISS. Przy ogromnym budżecie kosmicznym takie oszczędności? Mogli go dać do muzeum.

Może włoski astronauta bał się wychodzenia w przestrzeń kosmiczną i ta emocja udzieliła się skafandrowi? Tylko, że oni są szkoleni kilka lat.

Niedługo bez żadnych szkoleń ludzie będą latali w kosmos, tak obiecuje Musk. Masz kasę to prosto z ulicy możesz lecieć.

Teraz wszyscy w NASA wiedzą, że ten skafander jest przeklęty i nawet o tym mówią. Nauka nie zna czegoś takiego jak przeklęcie, ale żaden astronauta nie chciałby go włożyć i nie włoży.

Ludzie nauki, twardo stąpający po ziemi, a tacy przesądni. Dwóch astronautów omal nie zginęło, a wszystko przez jeden dobry skafander.

Życie jest najważniejsze.

Teraz wprowadza się skafandry nowej generacji, lżejsze, łatwiejsze do noszenia i może mniej awaryjne.

Są rzeczy ze złą historią, domy, w których straszy. Jest jakaś przyczyna.

 

Świat to lustro, w którym odbijają się nasze myśli. Zaczęłam pisać o rzeczach martwych, ale temat nie został zakończony. Dlatego świat podał mi na tacy wyżej opisaną historię. Moje lustro jest czyste i coraz szybciej pojawia się w nim obraz – moje myśli. To już nawet nie synchroniczność. Jeśli o czymś piszę, o czymś myślę, coś oglądam, coś czytam, to wszystko jest ze sobą powiązane. Gdy się nad czymś zastanawiam, to świat udziela mi odpowiedzi ze wszystkich stron.

Zauważyłam to, gdy zaczynałam czytać I tom Transerfingu. To o czym czytałam przejawiało się w świecie realnym, jakby na potwierdzenie tez z książki. Każdy wie, że pozytywne myślenie jest ważne. A ja fizycznie tego doświadczam. W życiu zdarzają się różne rzeczy, ale wszystkie je akceptuję i nie oceniam. Bo co ja mogę. Szkoda czasu na zamartwianie się. Wiele razy byłam na dnie i zadawałam sobie pytanie: dlaczego mnie to spotyka? Co ja takiego zrobiłam? Dlaczego świat sprzysiągł się przeciw mnie? Itd.

Teraz widzę, że to było idiotyczne. To nie świat mnie gnębił - to ja sama.

Każdy ma nie to na co zasługuje, ale to co sobie sam stwarza. Jeśli jest ci źle, świat się wali, to zatrzymaj się na chwilę i znajdź drobną rzecz, która w tym czarnym świecie ci się podoba, jest pozytywna. Wtedy pojawi się światełko w tunelu, pojawią się pomocni ludzie, świat nabierze kolorów. A ty będziesz miał nieustająco dobry nastrój. I żadne pechowe czy przeklęte rzeczy do ciebie nie przyjdą.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
bajka107@gazeta.pl