Życie to wszystko co mam :
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Codzienność | Opowieści | Praktyka | Sny | Zdrowie | myśli | numerologia
RSS

Codzienność

środa, 01 listopada 2017

Nie mam specjalnie dużo grobów do odwiedzenia w mieście. Mam większość daleko i nigdy nie jeżdżę. Z reguły na lokalnym cmentarzu zapalam kilka zniczy pod krzyżem ogólnym. Jednak tam jest pełno lampek i ogrom czarnego dymu.

W tym roku postanowiłam zapalić lampki w domu.

To są specjalne lampiony zrobione ze słoików i przystrojonych firankami i koronkami po babciach. Takie nawiązanie do przeszłości. Ręczna robota. Połączyłam też wodę z ogniem, żeby było miło.

Zaświeciłam je z intencją: jeśli dusze moich przodków rzeczywiście gdzieś się błąkają, to niech idą gdzie chcą. Cokolwiek wybiorą to ja ich wspomagam. Raczej w to nie wierzę, bo moi przodkowie odeszli pogodzeni i nie mają co tu robić.

Zupełnie inaczej jest z osobą, która umarła kilka dni temu. Była zła do szpiku kości. Jej celem życiowym było manipulowanie ludźmi, sprawianie im bólu, strat materialnych i wszystkiego złego. Karmiła się nieszczęściem innych. Oczywiście była chora na wszystkie możliwe choroby, paliła paczkę papierosów dziennie. Ostatnie godziny jej życia były ciekawe. Jej świadomość znikała, oczy zrobiły się mętne, a jej twarz wykręcała się w dziwnych grymasach, robiła się czarna i miejscami szara i sina. To wyglądało jakby coś z jej wnętrza chciało wyjść. To chyba demon, który ją opętał. Zmarła po kilku godzinach w szpitalu. Podczas identyfikacji jej twarz była normalna. Osoba wyglądała pięknie, skóra lekko różowa, jakby nigdy nie paliła. Zło ją opuściło. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Odeszła na zawsze, choć nie było jeszcze pogrzebu jej ciała. Niech jej ziemia lekką będzie.



niedziela, 29 października 2017

Zaczął mi się ruszać klawisz Enter w części numerycznej mojej klawiatury. Włączam komputer prawie codziennie, więc nic dziwnego, że klawisze się wyrabiają. Pora ją wymienić na nowszy model.

Gdy tak się przyjrzałam bliżej mojej starej klawiaturze, to zauważyłam, że niektóre klawisze się starły. Prawie niewidoczne są klawisze I i O oraz R, które zgubiło nóżkę. Teraz rozumiem moje błędy. Często musiałam poprawiać w pismach zamienione litery I i O.

Kolejnym klawiszem, który uległ wytarciu jest Alt Gr. Gdyby klawiatura trafiła na śmietnik światowy to od razu każdy by wiedział, że to klawiatura używana w Polsce.

Żeby wpisać literę z ogonkiem, kreską lub kropką trzeba wcisnąć Alt Gr i klawisz z klawiatury. A polskich liter używam dużo ;) jak każdy Polak. Często używam też klawiatury numerycznej. Jedynka wytarta zupełnie, a 4 i 2 połowicznie. Ciekawe, że tych cyfr używam najczęściej, a nie innych. Klawisz Zero też często używam, ale jest długi, więc uderzam w wolne miejsce.

Pod światło można też sprawdzić, które klawisze są często wybierane. Delete używam bardzo często, a Insert prawie wcale. Bardziej świecą się klawisze po prawej stronie niż lewej. Jako praworęczna naciskam po prostu mocniej lepszą ręką.

Kto by pomyślał ile informacji można wyczytać ze starej klawiatury ;)

 

piątek, 13 października 2017

Od tygodnia mam w kuchni inwazję muszek owocówek. Zawsze miałam na wierzchu owoce w misce i muszek było kilka. Ale tym razem było ich całe stado i ciągle ich przybywało.

Zaczęłam od lokalizacji źródła. Owoce przeniosłam do lodówki, miękką cebulę wyrzuciłam, przejrzałam wszystkie półki. Potem wyrzuciłam śmieci. A muszki ciągle były.

Zrobiłam miksturę, żeby się w niej utopiły. Ok. 1/3 szklanki.

Do szklanki wlałam ocet i płyn do mycia naczyń. Wyglądała ładnie. Po 3 dniach muszek nie ubyło i nie wyglądało, żeby się potopiły. Nie miały się czym żywić, a jednak latały. Szklanka stała i czekała.

Dzisiaj odwiedzili mnie rodzice i mama powiedziała, żebym użyła odkurzacza. No i zaczęłam polowanie. Muszki są małe, ale usłyszały hałas. Zaczęły uciekać. Ale to ja miałam MOC i po kolei wciągałam kolejne obiekty. Cieszyłam się jak pogromca duchów. Musiałam odpocząć, a właściwie chciałam, żeby muszki przestały latać i siadły w jednym miejscu. I tak się stało. Po kolejnej godzinie znowu włączyłam odkurzacz i wciągnęłam resztę.

Wszystkie muszki zniknęły, łatwo i szybko.

Miałam wylać miksturę i zobaczyłam, że jednak muszki się tam potopiły. Po cichutku.

 

Na oko było ich tam ok. 200. Zostawiłam na razie. Tak na wszelki wypadek.

W 13 w piątek odniosłam sukces. Mały, ale uciążliwość zniknęła. Od lat taki dzień w mojej rodzinie jest zawsze pomyślny. Wbrew przesądom.

I to jest dobre.

Może zostanę zawodowym łowcą much ;)

 

 


 



środa, 11 października 2017

Ostatnio znajoma wróciła ze Stanów od rodziny i opowiadała, jak to wszyscy tam żyją Harveyem.

Od razu pomyślałam, że chodzi o Huragan, który nawiedził południowe stany. Bo to przecież bardzo ważne.

Ale to było pod koniec sierpnia (26.08 do 3.09.2017). Huragan przychodzi, niszczy, rozrzuca, podlewa wodą. Wieje ponad 215 km/godz. Ginie 77 osób. A potem wychodzi słońce i ludzie sprzątają ogrom zniszczenia. Oczywiście celebryci rzucają się do zbierania kasy, która trafia do ich organizacji charytatywnych. A potem liczą zyski. Upływa czas i wszystko się normalizuje. Ludzie zapominają.

Jednak nie o tego Harveya chodziło. ;)

5 października w New York Times ukazał się artykuł syna Mii Farrow i W. Allena o wyczynach seksualnych producenta filmowego Harveya Weinsteina (19.03.1952=3). Autor pisał ten artykuł ok. 9 miesięcy. I urodził.

Od 30 lat to bardzo wpływowy człowiek, który jest bardzo bogaty i zna wszystkich ważniaków. I od 30 lat uwodzi, gwałci i molestuje młode dziewczyny, które mają marzenia. Wszyscy o tym wiedzieli, ale się o tym nie mówiło. Bo może to nieprawda i można w ten sposób skrzywdzić niewinnego człowieka.

Prawda jest taka, że Fabryka Snów właśnie tak funkcjonuje od prawie 100 lat. Przez łóżko dostawało się role. I nie było to tylko łóżko agenta, producenta, reżysera, ale też ich kolesiów. Powstały nawet o tym filmy, ale kto by wierzył, że to prawda. Ciągle się mówi o imprezach, litrach alkoholu i narkotykach. Niektórzy czują się tak pewnie, że na rozdaniach nagród mają maślane oczy i coś bełkocą, a ludzie udają, że tego nie widzą i jest OK.

Parasol ochronny nad tym człowiekiem został zdjęty, bo facet czuł się zbyt pewnie. Pycha i arogancja jest zgubna.

Clintonowie i Obamowie już nie mają takich wpływów. Obecny prezydent jest nieprzewidywalny i lubi seksistowskie odzywki. Wszyscy i tak obwiniają aktorki. Niestety nie ma innej drogi do kariery. Harvey W. zamieniał każdy film w złoto.

Zakochany Szekspir zdobył 8 Oscarów i wywindował na szczyt Gwyneth Paltrow (27.09.1972=11). Ona musiała od rodziców wiedzieć co trzeba zrobić, żeby dostać rolę. Każda inna aktorka w delikatnym typie by sobie poradziła z tą rolą. Tak to działa. Zwykle po 2 castingu, tym rozbieranym, wiele pięknych aktorek odpadało, bo nie były chętne na orgie.

Jego filmy i aktorzy dostawali prestiżowe nagrody, przyznawane przez uczestników imprez. To wszystko jest towarzystwem wzajemnej adoracji – wszyscy wiedzą i się chronią.

JFK to samo robił, wykorzystując swoją władze. Gdy MM mu się znudziła oddał ją bratu, a potem szło to dalej. Ile zniewag musi znieść kobieta, żeby się przełamać i wykrzyczeć światu zło. A on nadal ma dobra opinię i nawet ludzie cytują jego idealnie wyreżyserowane przemówienia. Ludzie zapominają.

Co jakiś czas jakiś aniołek Victoria Secret mówi, że to luksusowe prostytutki. Szybko to wyciszają. A wiele młodych dziewcząt prze do kariery za wszelką cenę.

Carrie Fischer krzyczała, pisała książki i nic do ludzi nie trafiało. Właściwie to ona powinna być wdzięczna, że jako nastolatka była upijana i wykorzystywana. Bo przecież trafiła do kultowego filmu i wszyscy będą ją pamiętać. Znani reżyserzy i aktorzy wykorzystują swoją pozycję do osiągania własnych korzyści. Nazwiska można by mnożyć, bo w internecie są zdjęcia, kto z kim się prowadzał. Ofiary najpierw muszą się zmierzyć z własną zranioną duszą, a potem z oprawcami, których wszyscy lubią. Ludzie wolą nie wiedzieć, albo udawać, że nie wiedzą. Tak jest łatwiej. Bo nie trzeba nic robić.

Teraz niektóre aktorki mówią, że były wykorzystywane, niektóre milczą. Są filmy z rozdania nagród, w których znani dziękują Bogowi Harveyowi. Tak mówiła Meryl Streep (22.06.1949=33) na rozdaniu złotych Globów, a klaskał m.in. Clooney i Affleck. Jej to już nie wierzę. Inni aktorzy nawet nie udają, że są zaskoczeni gdy ona zgarnia nagrody. Ma widocznie inne zasługi. Ostatnio dziwnie mówi i się zachowuje, jak opętana. Ale co tam, ważne, że jest sławna i wszyscy ją kochają. Ciekawym zagadnieniem są fikcyjne małżeństwa, które z założenia mają być otarte. A potem są rozwody i ludzie się dziwią.

Wiele aktorek nigdy się nie przyzna do łóżkowego źródła ich karier. Co to zmieni? To trwa od lat i będzie trwało. Jest przyzwolenie na to. Łóżkowa kariera nie dotyczy tylko aktorek, ale i modelek, piosenkarek i celebrytek. Imprezy na jachtach w towarzystwie sławnych aktorów są modne, można dużo zarobić i załatwić sobie rolę czy nagrodę. Ale najpierw jest targ z ofertami. Kobiety im mniej ubrane tym lepiej. Wszyscy widzą co kupują, gdy półnagie kobiety przechadzają się po czerwonym dywanie. To wszystko ma sens.

Nie jestem wróżką, ale przewiduję, że sprawa rozejdzie się po kościach. Faceta zwolniono z jego własnej firmy, publicznie go piętnują, ale on jest Trójką, więc nic mu nie będzie.

Czy Bill Cosby (12.07.1937=3) zapłacił za gwałcenie dzieci? Nie. Chroni go Trójka. Niestety.

Wyszedł z więzienia i doradza innym jak uniknąć kary za przestępstwa seksualne. Czy sędziowie też lubią się bawić?

Czyżby program ludzkości się zawiesił? Dwa huragany Harvey jeden po drugim dokonały zniszczeń. Jeden fizycznych, drugi moralnych. Hollywood jest jak Zion (Syjon) z Matrixa, gdzie wszyscy kopulują ze wszystkimi i uważają się za wybranych.

Czy w planie były dwa Harveye czy to błąd systemu?

Ludzie zapomną. Zabawa i dobre samopoczucie jest najważniejsze.

Nie będę oglądać 300 filmów przez niego wyprodukowanych.Na mnie nie zarobi, a będzie potrzebował dobrych prawników.

 

Uwielbiam tę piosenkę, chociaż nie wiem o czym ona jest. Wpada w ucho „people forget”. Na YT jest kilka wersji i każda jest świetna. Pete Townshend wymiata do dziś na koncertach. Zrobię kiedyś składankę wszystkich wersji tego utworu, bo mogę go słuchać na okrągło.

Ofiary nie umieją zapomnieć mimo morza wypitego alkoholu i połknięcia tysięcy tabletek. Na ból duszy nie ma lekarstwa.

Ukojenie w zapomnieniu.

 

sobota, 07 października 2017

Idę sobie ulicą, mijam pochylonych nad swoim losem ludzi – roboty. Zerkam na niebo, a tam piękny widok. Szybko wyciągnęłam smartfon i na oślep zrobiłam 3 fotki.

Po lewej stronie oryginalna fotka, po prawej zbliżenie. Teraz wiadomo co należy zobaczyć.


Klucz ptaków najpierw był foremny, w kształcie grotu strzały. A potem zaczął się przekształcać. Zmienił się szyk i kombinacja ptaków.


To miasto, więc obserwacja trwała kilkanaście sekund, a klucz ptaków poleciał na zachód. Więc to nie odlot na zimę. Może miejskie ptaki miały ochotę na wspólny lot i zabawiły się jak ptaki nie zimujące w kraju. To jedyna pora w roku, kiedy fotki słońca tak wychodzą. :)


Dopiero na św. Franciszka odlatuje pliszka, a to za kilka dni.

Im więcej spraw do załatwienia, tym czas lepiej zorganizowany. Upiekłam dwa rodzaje kruchych ciastek. Jedne z cynamonem, drugie z sezamem. Ciągle je piekę ostatnio, jeszcze się nikomu nie znudziły. Dopiero teraz je sfotografowałam.


Lubię wyrabiać ciastka rękami i myśleć z miłością o tych co je zjedzą. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, sami nie wiedząc dlaczego.Tak lubię uzdrawiać ;)

Akurat rok temu pisałam o ciastkach Wyroczni z Matrixa w notce Milosc-w-Matrix

W tym roku puszczali go tylko 2 razy. Rzadko. Pani Wyrocznia co innego mówiła, a co innego robiła. Co ona wkładała do ciastek, którymi częstowała Neo, że zmienił swoją osobowość? Niezła z niej manipulantka, ćpała i piekła. A i tak wszyscy traktowali ją jak jasnowidzącą.

Mam własne ciastka i nie wzruszają mnie, że ciastka sklepowe są trujące. Zawsze ludzie dowiadują się o tym po czasie, jak już wszystko zjedzone. W moich ciastkach nie ma pestycydów, ani marychy. Nie ma też siarkowanych i napromieniowanych suszonych owoców, a jest cukier biały i brązowy.

Ciężko jest się pozbyć pewnych nawyków. Coś mamy zakodowane i nie da rady robić coś innego. Ja mam tak z niemieckimi sklepami, które omijam szerokim łukiem. Jakoś nie mogę uwierzyć, że ktoś najpierw morduje, a potem karmi. Nie umiem się przełamać. Ale nie ubolewam nad tym dopóki są jeszcze inne sklepy.

Jesień jest piękna i twórcza.



piątek, 06 października 2017

Wczoraj wleciała do mojej kuchni pszczoła. Okno ledwo uchylone, a ona znalazła wejście. Czy nie powinna już spać? Przecież już jesień. Chodziła sobie po blacie, po kwiatkach, po szybie, po kafelkach. Nie latała, więc była zmęczona, albo chora. Mogłam ją dowolnie kadrować ze wszystkich stron, ona była obojętna, tylko przebierała nóżkami. Zostawiłam ją w spokoju i robiłam swoje. Gdy przyszłam do kuchni po paru godzinach pszczoła już nie żyła. Ponieważ była w zlewie to ją spuściłam do kanalizacji.

To ostatnie jej chwile.


Ciekawe, nie adoptowałam jej, a ona mnie odwiedziła. Niedawno był dzień adoptowania pszczół. Kto to wymyśla? Kto się na to daje nabrać? I to podobno od 5 lat jest taka akcja.

Gdy adoptujemy dziecko to jesteśmy za nie odpowiedzialni. Gdy zdechnie „adoptowany” piesek albo kotek to czy można pociągnąć „mamę” do odpowiedzialności? Przecież zwierzątka żyją dłużej. Czy adoptowanie dzieci w czarnych krajach jest legalne? Ludzie wysyłają kasę na niewidziane dziecko, właściwie dają kasę na fotkę.

Całe szczęście, że nie adoptowałam pszczoły, która wybrała mój dom, żeby zdechnąć.

Nie adoptuję nikogo i niczego. Nigdy.

Zarobiona jestem. Odkąd dałam Ziarnuszce zadanie, to przybyło mi 3 klientów. Ale to zbieg okoliczności. I dobrze, więcej pracy, więcej dobrobytu. I tak ma być.

Tylko mniej czasu na czytanie i robótki ręczne. A pogoda układa się na moje życzenie. Pada gdy jestem w domu, w autobusie lub na spotkaniu. Nie pada gdy jestem na ulicy. Ciągle nie dowierzam.





wtorek, 03 października 2017

Rano otworzyłam swoje piękne oczęta i podziękowałam, że żyję. Potem przypomniałam sobie jaki jest dzień: wtorek – trochę spraw do załatwienia. Spojrzałam w niebo, które było zachmurzone. Nie usłyszałam pukania w parapet, więc nie pada na tę stronę.

Postanowiłam, że to będzie dobry dzień.

W niedzielę zrobiłam wymianę ubrań. Letnie sukienki i krótkie spodnie przełożyłam do foliowego wora, który trafił do pudła kanapy. Szafę wypełniły ciepłe spódnice, szaliki i swetry. Już wczoraj wiedziałam co dziś założę. W serialu Nowe gliny, jeden z policjantów powiedział, że jak wieczorem przygotuje się ubranie na następny dzień, to ten dzień będzie szczęśliwy. Nie mam pojęcia czy tak jest. Zawsze wychwytuję takie ciekawostki ;)

Ubrałam się ciepło, wzięłam parasolkę i wyszłam do urzędu. Nie padało, ale w powietrzu wisiała wilgoć. I było dość ciepło.



Nie otwierałam parasolki. Nie padało.

W urzędzie pani dla rozluźnienia atmosfery zapytała „czy jeszcze pada”. Odpowiedziałam, że „nie, przestało”. A jakie to ma znaczenie, co to wnosi do sprawy? Wyszłam, bo sprawę załatwiłam szynko i dobrze.

Potem jeszcze zakupy i znowu rozmowa o pogodzie. „Cały dzień pada i jest ciemno”. Przecież dopiero 13, do końca dnia daleko. Jak się wstaje na 5 do sklepu to dzień się dłuży. Mówię, że „nie pada, przestało.”Każdy wie swoje.

Potem pojechałam do fryzjerki. Byłam 15 minut przed czasem, szłam wolno. Zatrzymałam się przed przejściem, nie śpieszyło mi się. A tu tir zwalnia i trąbi na mnie, żebym przeszła. Jaki uprzejmy, ale mi nie zależy na czasie. To dobry człowiek. Pogoda nie zabiła w nim uprzejmości. U fryzjera mogłam od razu siąść na fotel, przed ustalonym czasem.

Potem przyszła matka z małym dzieckiem. Cieszyła się, że mimo złej pogody dziecko nie choruje. Co to znaczy „zła pogoda”. Dzieci chorują zawsze kiedy chcą. Po co pomawiać o to pogodę.


Potem przyszedł młody przedstawiciel handlowy. Załatwił biznes i powiedział „co za pogoda dzisiaj”. Odpowiedziałam „taak” i czekałam na rozwój sytuacji. A on mówi dalej „ale w weekend ma być pogodnie, będzie ładnie”. I mamy optymistę, dziś jest źle, ale jutro będzie lepiej.

3 godzinki minęły szybko.

styl.fm

Moja fryzura w niczym nie przypomina tej na fotce. Mam krótsze włosy i balejaż. W takim hełmie musi być ciepło ;)

Dobrze spędzony czas. Nie udało się nikomu wzbudzić we mnie depresji. A mówi się, że to taka depresyjna pogoda. Fakt, że nie widać niebieskiego nieba i słoneczka. Ale słońce gdzieś tam jest i prędzej czy później wyjdzie zobaczyć co się dzieje na tej ziemi. Czy pogoda wpływa na złe samopoczucie? Właśnie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. Lata temu. Wiem, że gdy wypiję szklankę wody to ból głowy przejdzie. Świadomość tego powoduje, że mnie nie boli. Zawczasu piję kilka herbat dziennie.

W autobusie usiadłam obok starszej pani. Milczała. A potem nagle powiedziała: „smutny dzień”. Musiałam wysiąść i nie dowiedziałam się co ją zasmuciło. Miałam wrażenie, że nie chodziło jej o pogodę.

Zwykła rozmowa o pogodzie mówi dużo o ludziach. Widać ich charakter czy nastrój. Ciekawe doświadczenie.

Ciągle nie padało. Przypomniałam sobie, że przecież tak ma być. Zażyczyłam sobie kiedyś, że mam nigdy nie zmoknąć. I tak się dzieje. Ale ja miałam parasolkę, nie zmokłabym.

Muszę mieć więcej wiary. Coś ustaliłam i muszę się tego trzymać i ufać.

Ziarnuszka pracuje nad pomnażaniem dobrobytu, bo od wczoraj mam nowego klienta, a więc więcej kasy. Jak tu się nie cieszyć.

To był dobry dzień :)

Jak każdy.

4.10.2017

Dopiszę jeszcze wczorajsze przysłowie:

"Na Gerarda gdy sucho lato będzie z pluchą."

Ciekawe jak będzie. Wczoraj było wilgotno, mokro, ale nie padało. Czy przysłowie można odwrócić?

Było mokro to lato będzie suche.

Jak to możliwe, że kiedyś ludzie w ten sposób przewidywali przyszłość. Wiedzieli jaka będzie pogoda za 9 miesięcy.

Mądrość przodków.

A dzisiaj było sucho i czasami słonecznie. Ciekawy miesiąc. 

 

czwartek, 28 września 2017

Dzisiaj w samo południe idąc ulicą zauważyłam balonik, który sobie leciał po niebie. Odwróciłam wzrok i ponownie spojrzałam. Balonik dalej tam był, więc to nie iluzja. Rozejrzałam się, ale nikt z ludzi wokół nie patrzył w górę. Bo i po co. Ważne jest to co na ziemi. Trochę się zdziwiłam, że w środku tygodnia ktoś sprzedaje dzieciom balony.



Jednak balonik leciał dalej. A niebo było błękitne, jakby to nie była jesień. Dziecko widocznie nie wiedziało, że trzeba balonik przywiązać do wózka, albo do nadgarstka. I uleciało dziecięce marzenie. Więc ja pomyślałam swoje marzenie. Balonik zniknął. Nie zdążyłam zrobić mu fotki, więc namalowałam go ;)

Ekolodzy się zmartwią, bo przecież baloniki zanieczyszczają ziemię, którą tylko oni kochają. Ale kochają inaczej. Martwią się o CO2, ale zupełnie nie widzą setek samolotów, które szachują ludzi, zostawiając wielogodzinne smugi.

Ostatnio mój ojciec dał mi artykuł o ludziach, którzy buszują po śmietnikach i jedzą to co tam znajdą. Ojca zastanowiło to, że nikt się nie pochorował od przeterminowanego jedzenia. A mnie zainteresowało to, że ci ludzie żyją dzięki supermarketom. Nie będą przecież protestować przeciw korporacjom, które produkują jedzenie dla 12 mld ludzi. Nas jest przecież mniej, więc nadmiar idzie na śmietnik. Ale kogo to obchodzi, ważna jest kasa.

Ta klasa ludzi jest mi zupełnie obca.

Dowiedziałam się dzisiaj na co umarła moja sąsiadka. Miała ponad 90 lat, więc nikogo nie zdziwiła jej śmierć. A zmarła na wodę w płucach. Nie miała raka, jak moja znajoma, która zmarła na raka płuc kilka lat temu. A ta, jak każdy stary człowiek, mało piła. Moi rodzice też mało piją, tylko 3 szklanki dziennie. Nie mam pojęcia jak woda dostaje się do płuc i dlaczego nie pomaga jej odciąganie, bo ona pojawia się znowu. Gdy człowiek nie może oddychać powietrzem to umiera. Po cichu, niezauważalnie. Znika, ulatuje jak ten balonik.

Trochę się dziś zmartwiłam, bo moja mama źle się poczuła. Miała rano ciśnienie 106/65 i nie miała na nic siły, przeleżała pół dnia. Napiła się alkoholu i trochę pomogło, ale rozbolał ją żołądek. Dziwne to niskie ciśnienie skoro bierze tabletki na nadciśnienie. Naruszona została równowaga, a człowiek to delikatna istota. Każda połknięta tabletka ma wpływ na zdrowie i trzeba za to płacić. Trudno zmienić nawyki, zwłaszcza im starszy jest człowiek. Mam nadzieję, że jej zdrowie nie uleciało w kosmos. Jak ten balonik.

 

wtorek, 26 września 2017

Jesień to najpiękniejsza pora roku i najładniej kolorowa.

Rano znalazłam tylko jednego kasztana w koszulce. Tylko. Ale śpieszyłam się.


Potem przyszedł hydraulik, żeby wymienić wodomierz. Pan wszedł i od razu zaczął narzekać: że otwór za mały, że nie mógł zakręcić zaworu … Przecież to jego praca, powinien sobie poradzić. Wyszłam z łazienki i dałam mu wolną rękę. Odcięłam go od paliwa, czyli mojego nad nim użalania. Po 5 minutach zawołał mnie, żebym mu podpisała wykonaną robotę. Uwinął się, gdy tylko przestał narzekać.

Pogromca pedofilów, Sathya Sai Baba, mówił 15.05.2000 roku:

Nigdy nie pozwalajcie sobie na złe czyny, nie krytykujcie, nie obwiniajcie, ani nie oskarżajcie innych. Złe myśli zanieczyszczają powietrze, a także zatruwają innych; w ten sposób rozprzestrzeniają się złe wibracje. Zatem szczególnie unikajcie złego towarzystwa i nieodpowiedniego zachowania. Zawsze wystrzegajcie się złych myśli, niewłaściwych spojrzeń, uczuć i czynów. Bądźcie zawsze święci i czyńcie tylko dobro.

I akurat dzisiaj to myśl dnia.Niektórzy powinni codziennie sobie o tym przypominać.

Po pracy szłam przez park. I znowu nie było kasztanów. Zebrałam tylko 3. W okolicy są 2 przedszkola i 2 podstawówki. To naturalny produkt na zajęcia plastyczne. Dzieci wszystkie wyzbierały. Spróbuję w niedzielę. Albo poczekam aż dostanę w prezencie. Teraz jest najlepszy czas, żeby stare kasztany wyrzucić, a nowe położyć pod łóżkiem i w okolicy urządzeń elektrycznych.

Skoro wrzesień to już jesień, ale jabłek pełna kieszeń.

Takie ludowe porzekadło. Więc upiekłam ciasto z jabłkami z tegorocznych zbiorów. Szare renety są droższe niż zwykłe jabłka, ale warto je użyć do ciasta. Czyż to nie magia.



To nie magia, to proszek do pieczenia. A ciasto przepyszne, akurat na jutro, na śniadanie.

Ciasto zawiera 1 szklankę cukru, czyli 48 łyżeczek, więc łatwo kontrolować dawkowanie. Wiesz co jesz.

 

Jesień będzie piękna, słoneczna i ciepła.

 

Gdy we wrześniu grzybów brak, niezawodny zimy znak.



Grzybów jest pełno, więc nie pora na zimę.

Czy ludowe porzekadła jeszcze mają sens.? Czy się sprawdzają?

Zobaczymy. Póki co mam nadmiar energii, która się ze mnie wylewa.

Cóż, po urodzinach czuję się jak nowonarodzona.




poniedziałek, 25 września 2017

Rano łyżeczkę ziół zalałam gorącą wodą i przykryłam talerzykiem, dla odmiany przezroczystym. Zwykły napar.

Gdy po 10 minutach poszłam do kuchni po herbatkę zobaczyłam piękny widok. Niespodziewanie.


Symetrycznie skroplona para wodna. Nie wiedziałam, że to taki piękny widok. Symetria jest zawsze piękna.

Od razu dobry humor na cały dzień. Wszystko układało się znakomicie. Dostałam więcej niż chciałam. I pięknie świeciło słoneczko. Przyszła jesień.

A swoją drogą język polski jest dokładny. Zrobić napar czy zaparzyć sugeruje, że trzeba doprowadzić do parowania i skraplania, czyli przykryć. To takie oczywiste.

Miły początek tygodnia :)

 


niedziela, 24 września 2017

Rozmyślałam nad tym, gdzie umieścić symbol, który wyhaftowałam. Rano wstałam i przyszła mi na myśl Ziarnuszka. To lalka wykonana z kolorowych szmatek wypełniona kaszą, ryżem, owsem lub innym ziarnem. Właśnie przed chwilą taką wykonałam.

To idealny czas. Jest dopiero co po żniwach. Moją Ziarnuszkę wypełniłam kaszą gryczaną niepaloną zebraną w to lato, która tydzień temu przyjechała do mnie ze strykowskiego rynku. Dopiero był nów i moje urodziny, więc to bardzo dobry czas. Wszystkiego przybywa. I mój ostatni sen o lalce do podziwiania, a nie do zabawy. Musiałam ją zrobić.


Ziarnuszka to lalka magiczna, bo wykonana własnoręcznie i w konkretnej intencji. Ma chronić dom, wszystkich domowników i pomnażać dobrobyt. Nie ma dwóch takich samych lalek.

Jest w tym magia, która była z ludźmi. Każdy kiedyś wykonał laurkę na dzień Matki, Ojca, Babci czy Dziadka. Obdarowany zawsze się uśmiechał, bo prezent był rozczulający. Ja do dzisiaj przechowuję pierwsze laurki od syna, wykonane przez niego w przedszkolu. Znam osoby dorosłe, które mają przy sobie bransoletki wyplecione przez dziecko. Nie noszą na ręku, ale w kieszeni lub w portfelu – na szczęście. I one mają moc, bo wykonane były z intencją miłości.

Kiedyś wykonywano lalki szmacianki, bo przecież nie było sklepów. Lalka Barbie ma tylko 59 lat. Ludzie zapomnieli czym bawiły się kiedyś dzieci. Wystarczyło kilka szmatek i już można było zamotać kukiełkę. I były one niepowtarzalne.

Jako dziecko miałam tylko jedną lalkę, gumową, z wyjmowaną głową i oczami. Żeby moja lalka była inna niż koleżanek, szyłam jej ubranka. I była wyjątkowa.

Dziwne, że niektórzy boją się tych lalek. Takie osoby muszą być skłóceni z rodzicami, są odcięci od przodków i tradycji.

Moją Ziarnuszkę wykonałam kierując się wskazówkami z tej strony: pinigina.livejournal.com

Przygotowałam kilka rodzajów tkanin, wyprasowałam i w trakcie pracy przycinałam odpowiednio. Moja Ziarnuszka ma 21 cm wysokości i zawiera 0,5 kg kaszy gryczanej. Ma halkę, kilka spódnic, fartuszek z moim symbolem, 3 chusty na głowie i ozdoby. Postawiłam ją w środku mieszkania i patrzy ona na drzwi wejściowe. Bardzo mi się podoba.

W tradycji wykonywało się często lalki na zdrowie. Gdy ktoś chorował to od bliskiej osoby dostawał taką lalkę. Była ona zrobiona tylko z nici lnianej i przy wykonywaniu palono świece i dobrze myślano o chorej osobie. Często chorowały dzieci i te lalki leżały razem z dzieckiem. Wierzono, że lalka chłonie chorobę w siebie. Gdy osoby wyzdrowiała taką lalkę palono.

Opis sposobu wykonania ze strony tej samej pani Piniginy

Wykonuje się też lalki na szczęście – są najmniejsze i musiały mieć długi warkocz (jako 3 punkt podporu). Były też lalki na osiągnięcie konkretnego celu – Zadanice. Gdy kobieta długo nie zachodziła w ciążę dostawała lalkę z dziećmi. Na prezent ślubny dawano parę lalek połączonych 1 ręką. Wszystko wykonane ze szmatek. Po „wykonaniu zadania” lalki się rozbiera i pali.

Można poczytać, ale na stronach rosyjskojęzycznych. Np. tu Кукла Счастье

Zapomniana tradycja wraca, ludziom się przypominają dawne zwyczaje. Dlaczego?

Mamy przecież XXI wiek.

 

piątek, 22 września 2017

Każdy z nas ma jeden główny, osobisty przypisany tylko nam znak. Wynika on z daty i godziny urodzenia. Ten znak ma nam przypominać co mamy robić, aby być zdrowym, pięknym i bogatym ;) Mój główny rodowy znak to Wyższa Siła, o którym pisałam już o tym w zeszłym roku.

Teraz postanowiłam zrobić sobie ten znak i nosić przy sobie. Można go narysować na kartce, a można też wyszyć. Nie można nigdzie tego kupić, więc pozostało mi wykonać go samodzielnie. Ja wyszyłam go haftem krzyżykowym, bo wydawał mi się najłatwiejszy.


Kupiłam małą kanwę, mulinę (igły miałam) i przystąpiłam do pracy. Wydawało mi się, że to łatwe. Trudne nie było. Zaczęłam wczoraj wieczorem. Najpierw powiększyłam wzór, a potem zaczęłam wyszywać. Nie kupiłam tamborka. Kanwa jest sztywna więc łatwo było naciągać nitkę. Oczywiście ucięłam ją za długą i potem nitka zaczęła się rozwarstwiać i plątać. Mulina ma 6 cienkich nitek (z Ariadny). Jeden motek to 8 m. Nawet połowy nie zużyłam. Musiałam pruć 3 krzyżyki, bo wzięłam podwójną nitkę i wyszło za grubo.

Wzór wydawał się łatwy, ale miałam problem z której strony zacząć. Jak widać poniżej dałam radę. To naprawdę ja wykonałam krzyżyki :) Całość wykonałam w 2 godziny łącznie.

Jestem totalną amatorką. Wkłuwałam się miejsce obok miejsca. Myślałam, że na odwrocie będzie plątanina nitek, a wyszedł ten sam wzór główny.


Akurat mój znak jest logiczny. Mamy tu strzałki idące z góry i strzałki idące do góry. Łączą się w środku, czyli w świecie średnim Jawii - ludzi i w środku tego świata w 5 kręgu. Pełna równowaga. Mam się zająć sprawami tego świata, a nie bujać w obłokach. I bardzo mi to pasuje. Moim światem głównym opiekuje się Żytnia Baba. To na pewno mój główny znak, bo urodziłam się w 1 dniu Wagi. Mam zachować w życiu równowagę, wyśrodkowywać wszystko co mnie spotyka, łącznie z emocjami. Zawsze powinnam być pośrodku. I tak się dzieje. Gdy coś mi się przydarza, to zawsze staję z boku i oceniam ją innym, obiektywnym okiem. Złe sytuacje okazują się dobre – bo wszystko zależy od oceny. I dobrze na tym wychodzę. Gimnastyka działa na ciało fizyczne i dotyka też psychiki, bo zdrowie to równowaga. Niektórzy myślą, że zdrowie jest na talerzy lub na widelcu, i chorują. Zdrowie jest wewnątrz nas, a nie na zewnątrz.

Mój rodowy znak – Wyższa Siła – harmonizuje moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Ćwiczenie jest dość trudne, bo trzeba utrzymać równowagę. Ma działanie stabilizujące jelito cienkie, pęcherz moczowy, wątrobę, serce, nerki i żołądek. Ma też działanie „podnoszące” energię płuc, śledziony, osierdzia, jelita grubego, a obniżające woreczek żółciowy.

Ten znak - Wyższa Siła - oznacza możliwość otrzymania z łatwością wszystkiego czego się pragnie dla siebie i innych. Wystarczy tylko pokonać egoizm. Jeżeli chcesz coś osiągnąć i bardzo ci na tym zależy to narysuj sobie na kartce ten znak i noś go przy sobie.

 

Ćwiczenia i znaki, o których po raz kolejny wspominam, mają na celu wzmocnić kobietę. Ma być ona zdrowa i silna, aby chronić swoją rodzinę. Jak każdy system gimnastyczny opiera się na energii. Np. joga wzmacnia energię męską. Dlatego kobiety, które ćwiczą jogę są „męskie” i przebojowe, pracują na kilku etatach, a nie zajmują się domem. Joga w żaden sposób nie wzmacnia kobiecości i nie wspomaga kobiety. Pani Braunek poszła dalej i stosowała też jogę śmiechu, nie wzmacniała swoją kobiecą energię, umarła. Chory zawsze powinien wykorzystywać wszystkie dostępne środki w celu wyzdrowienia. Celem gimnastyki słowiańskiej jest wspieranie energii kobiecej i ochrona przed chorobami. Nie znam teraz żadnej chorej kobiety, więc nie wiem czy zadziała. Kto zna to proszę polecić. Bo lepiej być zdrowym niż chorym.

Ja wolę zapobiegać niż leczyć, więc ćwiczę i widzę efekty. Wychodzą różne emocjonalne rzeczy, które „naprawiam” zmierzając się z nimi. To jest niezwykłe.

Wszystkich ćwiczeń jest 27 czyli 3 x 9, a znaków jest więcej. Można też w zależności od sytuacji wybrać znak, który będzie wspierać, np. w czasie podróży, egzaminu, zmian, w domu, znajdzie rozwiązanie, podniesie atrakcyjność.

Ćwiczyłam już różne systemy gimnastyczne, ale ten wybitnie mnie wspiera. Łatwiej się żyje gdy wiesz co masz robić.


Nie planuję zostać hafciarką. Może jeszcze wyhaftuję Żytnią Babę, opiekunkę Jawii.







środa, 20 września 2017

Kupowałam dzisiaj chleb w sklepiku. Nie było ludzi. Ekspedientka pokazała mi kawkę, która skakała sobie po trawniku przed witryną sklepu. Kawka czekała na coś „chlebowego”. Dostała coś małego, szybko zjadła i nadal wchodziła przez uchylone okno.

Dostała mini pączka.

Myślałam, że to nie dla niej, bo przecież to smażone. Miastowe ptaki sa dziwne, takie ludzkie. Jedzą coś co im może szkodzić. Jak ludziom.

Z trawnika przeniosła posiłek na murek i zaczęła go zjadać.

Ale ja nie miałam czasu obserwować, więc ją przegoniłam. Nadgryziony pączek został. Gdy oddaliłam się zauważyłam, że kawka doleciała do pączka, zabrała go i poleciała na dach pawilonu, by tam spokojnie zjeść smakołyk.

 

Ciekawe, że żaden inny ptak nie skusił się na te słodkości. Tylko samotna kawka.

Jak to ptak potrafi wymóc coś do zjedzenia. Tak stuka i wchodzi do sklepu, aż osiągnie cel.

Tylko jedzenie mu w głowie. Nie ma nic ciekawszego do roboty?

 

Nienawidzę dostawać niezamówionych prezentów. A taki dostałam.

Zastanawiam się co z nim zrobić, bo drogi, ale nie dla mnie. Jak można komuś kogo się widzi raz na rok kupować kurtkę w niewłaściwym kolorze i rozmiarze. Muszę dojść do siebie. Przeganianie kawki nie polepszyło mi humoru. Nie powinnam się wyżywać na niewinnym ptaku ;)

 

sobota, 09 września 2017

To dzisiejszy mój nabytek. Dipladenia nazywana też mandevila. Idzie jesień, więc trzeba rozweselić widoki. Musze tylko pilnować, żeby nie urosła do 4 m.

Piękno tej roślinki przyciągnął kolejnego gołębia, który walnął w okno. Myślałam, że ktoś mi butem uderzył w szybę, bo wszystkie zadrżały. Po odsunięciu roletki ujrzałam siwy ślad. Bo gołębie są brudne. Nigdy się nie myją, a z kałuży tylko piją wodę.

Spotkałam dzisiaj panią, która miała wnuka w tej samej podstawówce co ja syna. Słabo ją pamiętałam, a ona mnie doskonale. Po krótkiej wymianie zdań musiałam wsiąść do autobusu, a ona mówi do mnie: „korzystnie Pani wygląda, naprawdę”. Zabawne określenie dorosłej kobiety. Niespotykane. Potem jeszcze zrobiłam coś miłego starszemu panu (miło jest być miłym:)), a on do mnie: „dziękuję młoda damo”. Przegiął. Nie robi się uprzejmości dla pochwał i nie jestem taka młoda (a szkoda;)) i czy jestem damą? Co to znaczy w dzisiejszych czasach?

To dedykacja dla mojej przyjaciółki, która siedzi w czarnej rozpaczy i nie widzi światełka w głębokiej studni. Nie można nikomu pomóc, gdy jego dusza płacze. Można tylko przytulić, współodczuwać i napełniać dobrą energią. Dobre rady odbijają się. Każdy jest twórcą swego losu.

Podaruję jej grubosza. To natchnie ja nadzieją.

To drzewko szczęścia. Mało wymagająca roślinka. W każdym moim domu było, ale to raczej nie drzewko, a my sami kreujemy swój los. Dla kogoś kto nie ma się czego uczepić, takie drzewko może być początkiem czegoś nowego. Ludzie zawsze upatrują swe niepowodzenia na zewnątrz siebie i otaczają się talizmanami. To nie Bóg nas karze czy ocenia. Ja traktuję to jako zabawę i mam pełno gadżetów na szczęście. Pomaga to patrzeć na świat z optymizmem.

Ostatnio dowiedziałam się, że w moje urodziny będzie kolejny koniec świata. Planuję imprezę. Będą goście i prezenty. :)

 

I tak płynie życie. Każdemu według uznania.

 




czwartek, 07 września 2017

Dobrzy ludzie rzadko są szczęśliwi, ale szczęśliwi ludzie zawsze są dobrzy.

Nieszczęśliwy człowiek jest nieszczęśliwy, bo nie ma żadnego celu, żadnej misji, nie ma wizji swojego życia.


Żeby człowiekowi się wiodło w życiu musi mieć poprawne relacje z rodzicami. Roślina bez korzeni więdnie i marnieje.

Relacja z matką określa życie osobiste i zdrowie dziecka i jego potomstwa. Matka już w ciąży „pracuje” na choroby na jakie zachoruje dziecko.

Relacja z ojcem określa cele, idee i sposób zarabiania pieniędzy dziecka.

W ubiegłym roku po kursie gimnastyki słowiańskiej ćwiczyłam codziennie swój indywidualny zestaw ćwiczeń. To nie są zwykłe ćwiczenia, one są dopasowane do każdego na podstawie daty, miejsca i godziny urodzenia. Dostajesz 7 ćwiczeń. Ćwiczyłam z intencją poprawienia relacji w rodzinie. Od lat nad tym pracuję, usiłując zrozumieć motywy działania rodziców, ale bardziej skupiałam się na ojcu.

Po kilku miesiącach ćwiczeń zaczęło mnie pobolewać lewe kolano, a potem już nie mogłam klęczeć nawet na poduszce. A więc mam problem z matką. Kolana to rodzice – dla kobiet prawa strona to faceci, a lewa kobiety. Kostki to dziadkowie, stopy to pradziadkowie, natomiast łokcie to synowie i córki, nadgarstki to wnukowie, a dłonie prawnuki. Oczywiście przestałam ćwiczyć, bo ból był nie do zniesienia. Ktoś inny by powiedział, że to od klęczenia, ale przecież nie wszystkich od tego bolą kolana.

Zawsze miałam problem z rodzicami i nigdy nie chciałam klękać. Teraz widzę, że to rodzice mieli problem ze mną.

Przestałam wykonywać ćwiczenia w klęku, robiłam zimne okłady na kolano, żeby zatrzymać stan zapalny i zastanawiałam się jaki to ja mam problem z matką.

Moja mama zawsze się wtrąca, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Teraz dziwi mnie, że ogląda seriale tureckie. Zrobione są wg jednego wzoru – bajki o Kopciuszku – bogaty facet zakochuje się w ubogiej dziewczynie i wszyscy rzucają im kłody pod nogi. Można obejrzeć 1 lub 2, ale nie ciągle. Zwłaszcza, że moja mama nie ma za bardzo co robić. Więc jej odpuściłam. Gdy mnie prosi o podanie opisu jakiegoś odcinka, którego nie widziała to jej czytam z internetu, czasem daję do obejrzenia. Te seriale pokazują zupełnie inną kulturę, w której kobieta nie ma żadnych praw, pracuje na facetów, którzy ją nie szanują, mogą ją zabić czy okaleczyć. Ja dbam o to, żeby nie nasiąkać złymi emocjami. Nie czytam kryminałów, a w serialach policyjnych patrzę na zachowania i motywy ludzi, a nie na zbrodnie. Nie poszłam do lekarza. I po kilku dniach kolano przestało mnie boleć.

Te ćwiczenia tak działają. Ćwicząc zmieniamy – regulujemy naszą energetykę, a to powoduje, że problemy wychodzą na powierzchnię, pokazując i pomagając odpracowywać negatywne programy.

Gdy ponownie zaczęłam ćwiczyć zauważyłam, że mam 2 ćwiczenia związane z przeszłością.

A więc to powinno być dla mnie ważne. Nie mam ćwiczeń z kręgu 3 (wiedza tajemna, informacje ze światów równoległych), kręgu 4 (twórczość, inspiracja, pomysły, inicjatywa) i kręgu 7 (krąg ognia – optymizm, duchowe ukierunkowanie), bo nie mam z tym problemu i wiem jak postępować w tych dziedzinach.

Mam zająć się przodkami. Zaczęłam od kobiet po kądzieli, czyli po matce.

  1. BARBARA

  2. IRENA

  3. ANASTAZJA

  4. PELAGIA

  5. FRANCISZKA

  6. JOANNA

  7. ?

Doszłam do 1700 roku.

Według pradawnych tradycji Słowian na siódme pokolenie przychodzimy my sami, czyli my mamy wpływ na samego siebie w następnym wcieleniu. Ciekawe, że akurat na 7 się zatrzymałam. Ciekawe jak miała na imię. Jeśli to ja byłam 7, to moją córką była Joanna. Mam kilkanaście znajomych o tym imieniu – przyjaciółki, koleżanki, klientki, sąsiadki. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego znam tyle Asiek, teraz już wiem. :)

Mój ród jest przykładem, że choroby dziedziczne nie istnieją. Imiona nie powtarzają się, przyczyny śmierci też nie, długość życia i liczba urodzonych dzieci też są inne. Żadna kobieta w rodzie nie popełniała błędów poprzedniej. Nie ma klątw rodowych.


To są moi dziadkowie, moja mama i moja ciotka matka chrzestna. Zdjęcie zrobiono podczas wojny 1941-42 r. Fajne są takie stare zdjęcia. Osoby na nim nie miały pojęcia jak się potoczy ich życie. Mama z torebką, bransoletką, ładnie ubrana – zwracała na siebie uwagę. Babcia zajmowała się domem i 4 dzieci.

Moja mama jest Jedenastką jak jej mama. Mama wyszła za mąż za Dziewiątkę, jak jej tata. Powinna powielić schemat ich małżeństwa, a jednak tego nie zrobiła. Jak prawdziwa kobieta z doskonałą intuicją (11) poszła za mężem, czyli wyjechała do Łodzi. Rodzina najpierw nie mogła jej tego darować, ale potem to zaakceptowała i często nas odwiedzała. Siostry mamy były alkoholiczkami (miały powody), ale w rodzinie nie mówiło się tak o nich. Zresztą już nie żyją. A mama żyje choć jest najstarsza.

Liczby w naszej rodzinie, w tej żeńskiej odnodze się powtarzają.

Mama Irena Helena jest 11, jak jej matka Anastazja Ema. Babcia zmarła w wieku 57 lat na raka jelita grubego.

Pelagia była 7, a jej mąż 1, umarła w wieku 36 lat na krup. I ja miałam męża 1.

Dalej nie mam dat urodzenia. Na razie.

Ciekawe są też imiona kobiet w moim rodzie.

Ja – moje imię ma wartość 7, a samogłoski 3

Irena – 11, sam. 6

Anastazja – 3, sam. 4

Pelagia – 6, sam. 7

Franciszka – 9, sam. 11

Joanna – 1, sam. 8.

Liczby się zamieniają, krążą.

U mężczyzn jest ciekawiej. Dziadek, czyli ojciec mojej mamy Henryk = 9, pradziadek Jakub = 8, prapradziadek Franciszek = 9, a od babci Anastazji jej ojciec to był Józef = 1, jej dziadek Franz i pradziadek Franciszek = dat nie znam.

 

Ciekawe jak bym się dogadywała z moimi prababciami, jakie one były, co robiły, co je interesowało. Długa droga przede mną, żeby to odkryć. Po której babci mam talent do szycia i robienia na drutach? Muszę do tego wrócić, bo w sklepach ciuchy zalatują stęchlizną i rzadko mi pasują.

 

Rodzicom warto wybaczyć wszystko co nam złego zrobili. Zło to nasza ocena. Z ich punktu widzenia może to wyglądać zupełnie inaczej. Im człowiek starszy tym lepiej to rozumie.

Szczęśliwe życie nie jest możliwe bez uzdrowienia relacji. Zacznij od poczucia wdzięczności do rodziców, że dzięki nim jesteś na tym świecie. Potem może poczujesz miłość, szacunek i radość. Jesteś taką a nie inną osobą, bo urodziłeś się w swojej rodzinie, masz takich a nie innych rodziców, masz, nie masz rodzeństwa. To wszystko nas kształtuje. Ja byłabym zupełnie inną osobą, gdybym była jedynaczką, albo gdybym miała brata. Gdyby nasza rodzina nie wyjechała ze Śląska to też byłoby inaczej. Trzeba to zrozumieć, wybaczać, dziękować i kochać.

Chcesz żyć długo w zdrowiu to popraw relacje z matką, chcesz odnieść sukces w pracy to popraw relacje z ojcem. Jeśli nie żyją to nie przeszkadza. Zrób to jak najszybciej.

 

środa, 30 sierpnia 2017

Siedziałam rano przy komputerze i nagle usłyszałam delikatne pukanie w szybę. Pomyślałam, że to jakaś mucha. Ale trzepotanie nie ustawało. Podeszłam do okna i zobaczyłam brązowy uschnięty listek. Przecież listki nie pukają w szybę.

Po chwili „listek” się rozwinął i zobaczyłam pięknego motyla.

To rusałka pawik – motyl bardzo popularny w Polsce. Tylko jak on się dostał do pokoju przez bardzo wąską szczelinę uchylonego balkonu?

W pokoju nie ma żadnych kwitnących roślin. Na balkonie owszem. Kwitnie teraz maciejką, którą posadziłam trochę późno. Wieczorami pachnie nieziemsko. Mam też lawendę. Czyli ulubione roślinki motyli.

Motyl przez kilka minut obijał się o szybę i zupełnie nie widział wyjścia. Próbowałam mu zrobić dobrą fotkę, ale światło słoneczne było na zewnątrz. Otworzyłam szeroko drzwi do ucieczki, ale motyl szedł w inną stronę. Wyszłam z pokoju. Po kilku minutach wróciłam i już go nie było. Sam odleciał.

Potem wyszłam. Byłam umówiona i z zasady jestem punktualna (prawie zawsze). Spacerowałam sobie po ulicy czekając. Zrobiłam ok. 300 kroków, gdy coś na mnie chlusnęło. Poczułam jakby ktoś coś na mnie wylał, na włosy i sukienkę. Bałam się dotknąć włosów, żeby się nie ubrudzić jakąś mazią. Spojrzałam na wzorzystą sukienkę i nic nie zauważyłam. A więc obsikał mnie jakiś ptak, a nie gołąb. Nie miałam czasu się sobą zająć, bo przyszła osoba, z którą byłam umówiona. Nic dziwnego w moim wyglądzie nie zauważyła, więc OK. To tylko siki.

Są takie zdarzenia w życiu, na które zupełnie nie mamy wpływu. Nic nie można na to poradzić. One się dzieją.

 

Niby żyjemy w mieście, a jednak blisko natury. Musimy ze sobą współistnieć. Można na chwilę zapomnieć o ludzkich sprawach.

Taki relaks ;)



niedziela, 20 sierpnia 2017

Trzy dni temu pomyślałam, że w tym roku nie było tęczy. Więc chciałam ją zobaczyć. Ale do tego potrzebny jest deszcz. A on pada tylko w nocy, albo mnie omija.


Dzisiaj nie padało, choć w tv mówili, że będzie padać wszędzie. Ale była wilgoć w powietrzu. O godz. 19.29 spojrzałam w niebo i oto moja pierwsza tęcza w tym roku. Doczekałam się :)


Pomyślałam, że powinna być podwójna. I się pojawiła. O 19.35.


Chyba to norma, bo zawsze jest podwójna, tylko trochę później. Mówisz – masz :) Zdjęcia zupełnie nie oddają przepięknych kolorów. Powinno się robić prawdziwym aparatem.

A wcześniej miałam przebłysk przyszłości. Chciałam włączyć lampkę nad biurkiem i gdy moja ręka zbliżała się do przycisku, pomyślałam, że żarówka trzaśnie. I żarówka się przepaliła z hukiem. Przy okazji wysiadł bezpiecznik, wszystko się wyłączyło. Był to ułamek sekundy, nie zdążyłabym wypowiedzieć tego na głos. A przecież nie chciałam, żeby tak się stało. Musiałam ustawiać godzinę w piecu gazowym i w faxie.

Ciekawe :)

 

 


piątek, 18 sierpnia 2017

Przyjrzałam się składowi chleba, który niedawno kupiłam. Chleb był dobry, ale tylko pierwszego dnia. Zastanowiło mnie to, że tylko 45% chleba to mąka. Trochę mało.

Więc upiekłam sobie chleb. Pierwszy. Wybrałam łatwy przepis z drożdżami. Nie trzeba czekać na zakwas, ani kombinować z mąkami.


Specjalnie się nie starałam, wszystko samo się robiło. Trochę się przyjarał z wierzchu, bo piekłam na środkowej półce w piekarniku. Jak urósł, to był za wysoko.

Po wystygnięciu chleb był dobry, ale szału nie było. Zważyłam go dopiero po zjedzeniu przylepki ;)

Zużyłam 750 g mąki, a gotowy chleb ważył 1,07 kg. Moja siostra mówiła, że jak zrobię z pół kg mąki to będę miała 0,5 kg chleba. Ona piecze często w maszynie, ale chyba nie ważyła swojego chleba. A może to „wina” drożdży.

Na drugi dzień chleb zrobił się zbity, a na trzeci dzień (zostały 2 kromki) zaczął się kruszyć i skórka odpadła.

Takiego chleba już nie upiekę. Kromki były ogromne. Upiekę następny chlebek w foremce i z innej mąki. Kromki będą ładniejsze.

Kiedyś :) Może :)



środa, 09 sierpnia 2017

W tym roku nie ma niedobrych lodów. Są pyszne.

NIE + NIE = TAK + TAK + TAK

Czarny wafelek + malaga + granat

Pięknie wyglądają i obłędnie smakują :)

Żyć, nie umierać :)

 

 


poniedziałek, 17 lipca 2017

Niedawno rozsadziłam odnóżki aloesu. Odcięłam od matki małe roślinki. Nie miały korzonków. Od razu wsadziłam do ziemi. Podlewałam zwykłą wodą. Była też fotka, ale nie chce mi się teraz szukać.

Po kilku dniach widać było, że się przyjęły. Trzy. Czwarta roślinka miała tylko brązowe liście i była wiotka. Powiedziałam jej: dasz radę. A pomyślałam, że powinnam ją wyrzucić i uszczknąć nową odnóżkę. Po kilku dniach roślinka jakby wiedziała co ją czeka, po prostu wypuściła nowe młode liście. Aloesik musiał podsłuchać moje myśli.


To ta ostatnia doniczka.

Zwykła roślina, a jaką ma wolę życia. Wybrała życie u mnie w doniczce na parapecie, zamiast na śmietniku. A przecież rośliny nie czują, nie rozumieją, nie mówią i nie podsłuchują.

Ze zwierzętami jest podobnie. One wiedzą. Tylko ludzie wybierają, które zwierzęta są do kochania, a które do jedzenia.

Przyszły prezydent George Clooney miał przez 18 lat świnkę, z którą chodził po ulicy i nawet spał. Czy on jadł koleżanki swojej świnki?

Nie jemy świnek morskich i świnki Peppy. Gdy na świnki padnie zaraza to się je zabija i pali. Dobrze, że nie grozi to ludziom. Nie chciałabym, żeby moje cycki leżały na czyimś stole, a piersi kurczaka leżą.

Jedni kochają psy, inni je jedzą.

Moja mama jadła gołębie, jak był głód tuż po wojnie. I do dziś pamięta jak smakowały – „takie podszyte wiatrem”. W mieście nikt nie lubi gołębi, ale ich nie jemy.

Czy rośliny popełniają samobójstwo? Czy zwierzęta chcą umrzeć? A człowiek, najmądrzejsza istota, może się zabić. Ale chyba nie dlatego, że chce być zimny i martwy, ale ze strachu przed życiem.

Nie szanujemy niczego, nawet życia.



Każda istota na ziemi chce żyć. To jest jedyne prawo, obowiązek i zaszczyt. Życie.

 

piątek, 30 czerwca 2017

Dzisiaj był zwykły dzień.

Wstałam rano. Jak zwykle podziękowałam, że żyję i postanowiłam, że to będzie dobry dzień. Tak robię zawsze. Skoro mam wolny wybór to tak wybieram, codziennie.

Byłam umówiona o 10 w urzędzie. Wczoraj nie dało się czegoś załatwić i miałam to dzisiaj zrobić.

Na przystanku zaczepiła mnie starsza pani. (Muszę mieć coś co skłania ludzi do zwierzania się mi. Odkryję to kiedyś).

Zapytała mnie czy mi nie zimno. Założyłam sukienkę bez rękawów. Było ok. 19 stopni. Odpowiedziałam, że nie jest mi zimno. Rzadko czuję zimno, że muszę się grubo ubrać. A teraz długie rękawy by mi miziały ręce pogryzione przez komary. Pani dotknęła mojej ręki, żeby sprawdzić czy nie kłamię. Spytała czy mam jakiś sweter. Nie mam, ale wzięłam parasolkę. A potem zaczęła się usprawiedliwiać, że ona założyła rajstopy. W zeszłym roku prawie nie straciła palca, bo wdało się zakażenie. Jak zwykle od 50 lat obcinała sobie paznokcie nożyczkami i coś poszło nie tak, że palec zaczął jej gnić. Była osłabiona i schudła 6 kg, to chyba przez nieprzespane noce i zmartwienia. Może śmierć jej zajrzała w oczy. Ludzie umierają z mniejszych urazów. Teraz jest prawie wyleczona, ale musi dbać o stopy. Przed pedikirem moczy nogi w wodzie z sodą oczyszczoną, a potem obcina paznokcie zdezynfekowanymi nożyczkami. Nie mam pojęcia do czego może mi się przydać ta informacja. Pojechałyśmy tym samym tramwajem, ale już nie było jak rozmawiać.

 

Spóźniłam się 4 minuty. To ciekawe, bo ja się rzadko spóźniam. Myślałam, że klient jak zwykle się spóźni, a on akurat był na czas. Niczego nie można z góry zakładać.

W urzędzie nie byłam specjalnie miła, ale rzeczowa. Wszystko wyjaśniłam. Potem trzeba było coś wpłacić, ale akurat zaczęła się przerwa śniadaniowa. Zupełnie się tym nie zmartwiłam. Najwyżej poczekamy 15 minut. Ale inna urzędniczka sama z siebie powiedziała, że taka sama kasa jest w urzędzie obok. Poszliśmy. Potem trzeba było złożyć papiery, czekały 3 osoby. Nic to poczekamy. I czekaliśmy minute, bo sprawy były szybkie. Nie zdążyłam się zmartwić. Wczoraj zaświadczenie miało być na piątek, a dzisiaj okazało się, że może być już na wtorek. Naprawdę o nic nie prosiłam. To klientowi zależało, żeby było wcześnie, bo akurat w piątek rano ma podpisywać umowę.

Niby te same urzędniczki, a jednak sposób załatwienia sprawy zupełnie inny. Wszystko zależy od ludzi.

Potem było tak samo. 2 i pół godziny u fryzjera minęły szybko. W międzyczasie lało, a ja siedziałam z folią aluminiową na włosach. Włosy mam teraz świetne. Nie ma się czym martwić. Gdy wracałam wyszło słońce. Parasolka okazała się niepotrzebna. To nie powód do zmartwień ;)

Wieczorem w skrzynce znalazłam kopertę. Nie sądziłam, że przesyłka dojdzie tak szybko. Sama przyszła ;) Mam teraz na weekend coś do poczytania. I czekamy na nowe dziecko w rodzinie. Mija termin. Nie martwimy się. Będzie co ma być.

 

Po co się martwić?

Są tylko dwa powody do zmartwień: albo jesteś zdrów albo chory.
Jeśli jesteś zdrów, to nie ma się o co martwić.
Jeśli jesteś chory, są dwa powody do zmartwień: albo wyzdrowiejesz albo umrzesz.
Jeśli wyzdrowiejesz, to nie ma się o co martwić.
Jeśli umrzesz, to są tylko dwa powody do zmartwień: albo pójdziesz do
piekła, albo pójdziesz do nieba.
Jeśli trafisz do nieba, nie ma się o co martwić.
Jeśli trafisz do piekła, to będziesz tak zajęty witaniem się z kumplami,że
nie będziesz miał czasu żeby się martwić.
Więc po cholerę się martwić???

(Znalezione dawno temu w sieci.)

 

Dobry dzień, jak zwykle.



wtorek, 27 czerwca 2017

Było miło. Jak zwykle. Pogoda przepiękna, zamówiona. Jak zwykle.

Łatwo było nie zjeść poziomek. Na początku mnie korciło, ale potem powiedziałam do siebie, że to nie moje i że to prezent. Ochota odeszła. To tak jak mają kasjerki (większość). Przez ich ręce przechodzi sporo pieniędzy, ale na nich nie robi to wrażenia, bo to nie ich.


Maki rosną gdzie chcą. Nikt im nie może zabronić.

Gdyby to był mak niebieski, to może bym się skusiła, bo uwielbiam każdy wypiek z makiem. Nic dziwnego, bo ma magnez, wapń i wprowadza mnie w dobry nastrój. Podobno jest ciężkostrawny, ale nie dla mnie. Nie jest to też mak lekarski, z którego wytwarza się opium. To zwykły mak polny. Z jego płatków można co najwyżej zrobić napar na kaszel albo na sen.

Ale pięknie wygląda w trawach. I jest taki delikatny.



A to już wytwór dzióbków jakichś ptaków. Perfekcyjnie zbudowane gniazdko na niewysokiej choince, ok. 1 m nad ziemią. Ptaki budują gniazda gdzie chcą, nie mają żadnych zezwoleń. Nikt im nie może niczego zabronić. Teraz jest puste, więc spełniło swoją rolę. Małe dorosły i wszystkie ptaki poszły w świat. Nie dbają o dom rodzinny. Zupełnie inaczej niż ludzie, którzy za wypasione chaty zrobią wszystko.

Zresetowałam się :) Choć jestem pogryziona przez komary. Przez kilka dni będę się drapała w różnych miejscach. Lubią mnie komary jeść ;)

 

czwartek, 22 czerwca 2017

To ostatnie godziny poziomek.



Jeszcze są na moim balkonie, ale niedługo pojadą do lasu. Dam je w prezencie. Jednym z wielu.

Czy wypada zjeść część prezentu? Mogę powiedzieć, że żadna poziomka nie dojrzała. W udawaniu jestem dobra. Ale nie umiem kłamać i mogę się wygadać ;)

Zjem czy nie zjem – oto jest pytanie.



środa, 21 czerwca 2017

Gdy się dzisiaj rozbierałam zobaczyłam na ścianie na wysokości wzroku tabliczkę z napisem:


Uśmiechnęłam się. Wydawało mi się to zabawne. Gdy po kilku minutach ubierałam się to dotarło do mnie, że to stereotyp i to mało zabawny. Najpierw uderzyło mnie słowo „nigdy”. Jest tu zupełnie nie na miejscu, bo to nieprawda. Czytane kłamstwo tysiące razy  udaje prawdę. Nigdy nie pójdę na wybory, nigdy nie obejrzę filmów Polańskiego, Allena czy Cosby'ego i kolejnych pedofilów. To wiem na pewno.

Krótkie zdanie, a ile treści. Kobiety są głupie, bo nic nie wiedzą, ale są też zdeterminowane w swoich działaniach. Czy naprawdę tak bardzo się różnią od mężczyzn? Oczywiście, że tak. Może dlatego wielu mężczyzn zazdrości kobietom i chcą być jak one. Niektórzy dosłownie. Jak to możliwe, że sportowiec Bruce ze 100% testosteronem przemienił się w karykaturę kobiety i stał się Caitlyn? Może i wygląda jak kobieta, ubiera się jak kobieta, ale nie myśli jak kobieta i nie pachnie jak kobieta. Czy on w ogóle myśli? Jakie ma smutne życie. Oczy nie kłamią.

A może to ja za dużo myślę?Ale ciągle się rozglądam i widzę różne rzeczy.

W weekend się wyluzuję ;)



wtorek, 06 czerwca 2017

Czy można się skupić na pracy mając taki widok za oknem?

I robi to na widoku. Patrzyłam i patrzyłam.

Od razu na myśl przyszły mi ablucje. Gołąb wykonywał różne czynności czyszczące z uwagą i namaszczeniem. Ablucje to mycie, kąpiel, a w religii to oczyszczenie, rytualne i symboliczne usunięcie nieczystości z ciała. Realne lub symboliczne.

Potem gdy przesiadałam się na placu Dąbrowskiego zauważyłam moje znajome kaczki. Pisałam o nich gdy była jeszcze zima. A teraz w środku dnia maszerowały przez ruchliwą ulicę, a potem weszły do fontanny – brzydkiej i drogiej.

One też wykonywały ablucje.

J.I.Kraszewski pisał o ablucjach, a także Stefan Żeromski w Ludziach bezdomnych. Ablucji dokonuje się w wodach Gangesu i wodą z Lourdes.

W każdym meczecie jest ujęcie bieżącej wody służące do rytualnych ablucji przed każdą modlitwą. W naszych kościołach jest miska ze stojącą wodą, do której strach włożyć rękę.

Żeby wejść do świątyni Asklepiosa trzeba było pościć, wykonać ablucje i złożyć ofiarę.

Kiedyś ludzie rzadko się myli. A jeśli już do tego doszło to wykonywali je z namaszczeniem, jak rytuał. W tej samej wodzie myła się cała rodzina.

Zbliżamy się do tamtych czasów, bo ludzie myją się coraz rzadziej. Wie o tym każdy lekarz. Kiedyś ludzie do lekarza zakładali czystą bieliznę i uprzednio się myli. Teraz nie.

Rozmawiałam dzisiaj z ratownikiem medycznym, który też to widzi na co dzień. Musiał zawieźć kolesia do szpitala, bo coś mu dolegało. Na pytanie dlaczego śmierdzi i się nie myje odpowiedział, że umyją go w szpitalu. Na pewno czytał Odyseję Homera. W tamtych czasach człowiek nie mył się sam tylko myły go specjalne osoby. Tu szczegółowy opis odys-w-kapieli

Ludzie nie dość, że się nie myją to jeszcze stracili poczucie przyzwoitości i wstydu. Gdy wczoraj wychodziłam z pracy, na podwórku zauważyłam 2 meneli, którzy pili piwo. W pewnej chwili jeden z nich zaczął iść w stronę puszek na śmieci. Wiadomo w jakim celu. Krzyknęłam do niego: czy zamierza się obnażyć w miejscu publicznym, bo jeśli tak to jest to karalne i dzwonię po straż miejską. Nie wysikał się na podwórku, udawał, że coś wyrzuca. Powiedziałam mu, że może skorzystac z toalety w prawie każdej knajpie na Pietrynie. Poszedł.

Każda brama na tej ulicy jest zaszczana, śmierdzi zwłaszcza w czasie upałów. Nie będą udawała, że mnie to nie obchodzi. Ja wiem, że ludzie po piwku z aluminiowych puszek mają coraz bardziej uszkodzone neurony. Występuje zanik uczuć wyższych, a nawet niższych. Blisko im do zwierząt.

Człowiek z zanikiem uczuć nie szanuje nikogo, zwłaszcza prezydentów. Czy doszliśmy do ściany i stoimy nad przepaścią. Ze stanów ta choroba rozprzestrzenia się na cały świat. Satyryczka Kate Griffin zrobiła sobie fotki z zakrwawioną głową prezydenta. Jej wydawało się to fajne. CNN ją zwolniło, to udawała, że jest jej przykro. Gdy to nic nie dało (nikt jej nie uwierzył, bo nie uroniła ani jednej łzy) to zaczęła znowu atakować, że prezydent chce ją zniszczyć. Jak czuł się jego syn, gdy to zobaczył? Paniusia musiała odwołać przedstawienia, bo zwykli ludzie są zwykli i jeszcze coś tam szanują. Nie ma zgody na szkalowanie drugiego człowieka, zwłaszcza gdy jest to głowa państwa. Tylko dlaczego nie ma za to kary? Co to ma być?

Może niech celebryci dokonają ablucji i oczyszczą swoje ciała od pogardy dla innego człowieka.

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
Archiwum
bajka107@gazeta.pl