Życie to wszystko co mam :

Praktyka

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Zadziwiające jest, że tak często w tv wyświetlają Matrixa. Tak jakby sprawdzano stan obudzenia ludzi. Lubię ten film, bo jest tam mnóstwo pokładów informacji.

Każdy kto oglądał pamięta, że ludzie byli podłączani do Matrixa specjalnymi wejściami na ciele. Są one umieszczone głównie wzdłuż kręgosłupa. Ważnym miejscem wejścia jest kark.

To miejsce jest określane jak 4 1/2 czakra. Oczywiście niczego nie widzimy i nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne jest to miejsce dla naszego funkcjonowania. Miejsce to określa nasze miejsce w społeczeństwie. Miejsce to jest odpowiedzialne za naszą wolę. Jest to też miejsce ataków psychicznych, tzw. wejść.

Na zdjęciu powyżej jasno widać kto jest poddanym, a kto rządzi. Zginanie karku oznacza zgodę na podporządkowanie. Zginając nagi kark człowiek prosi się o ścięcie, nie widzi co się dzieje za plecami, jest bezbronny. Człowiek robi to nieświadomie. Do zwykłego ukłonu wystarczy skinienie głowy, a nie tak duże pochylenie.

W historii ubioru jasno widać, że kobiety pełnią rolę służebną.

Włosy upięte i naga szyja oznacza uległość, „zrobię wszystko co zechcesz”.

Ciekawe, że kobiety ludów prymitywnych intuicyjnie chroniły odkryte szyje przez zakładanie różnych koralików, naszyjników z kamieni szlachetnych, motały wokół szyi szale.

4 i 1/2 roku temu ;) pisałam o włosach w notce Nos-dlugie-wlosy Może głównym ich celem jest właśnie ochrona tej ważnej czakry.

Moja siostra od zawsze nosi krótkie włosy, a ja zawsze mam włosy długie i rozpuszczone. Ona zawsze wykonywała wszystkie polecenia rodziców, nauczycieli, szefów w pracy, męża. Ja zawsze byłam krnąbrna, kwestionowałam każdy autorytet, polecenia wykonywałam jeśli sama uznałam je za dobre. Intuicyjnie chroniłam swoją wolę, przez włosy chroniłam się przed wejściami obcych „panów”. Rozejrzyj się wokół i sprawdź czy tak nie jest.

Mężczyźni natomiast umieli o siebie zadbać. W starym wpisie pisałam o Wikingach, czy innych wojownikach, którzy siali strach. Nie zginali karku przed nikim i nosili gęste długie włosy. W późniejszych wiekach było podobnie. Rzadko można spotkać facetów z krótkimi włosami. A jeśli już, to chronili kark wysokimi kołnierzami.

To nie tylko taka moda.

Niektórzy faceci ze strachu przed wejściami wymyślali bardziej uciążliwą ochronę ;)

Wiedza o czakrach jest dość powszechna. Ludzie robią różne rzeczy, bo wydaje im się, że muszą je harmonizować, oczyszczać, otwierać, kolorować. A później chorują na dziwne choroby i odchodzą z tego świata w szybki sposób.

Wiedza ta powinna zostać ukryta, bo ujawniona czyni więcej szkody niż pożytku. A może właśnie o to chodzi.

Wszystkie czakry powinniśmy chronić. One są jak drzwi do naszego zdrowia. Pisałam dawno temu o kąpieli w gongach, na której byłam. Niby nic takiego. Przecież ich dźwięki były miłe dla ucha. A jednak po tym seansie czułam się jak Goldie Hawn w filmie Ze śmiercią jej do twarzy. Chodzi mi o scenę z pustym brzuchem. Ja dokładnie tak samo się czułam. Pusta. I nie byłam w stanie zakryć się niczym. Wydawało mi się, że wszyscy to widzą.

Są różne metody ochrony.

Gdy nie masz długich włosów (jak wpływowe celebrytki) to noś szale albo kamienie.

Najlepsze kamienie to turmalin, zwłaszcza czarny. Ja mam naszyjnik z kawałków kwarcu turmalinu – przezroczysty kwarc z czarnym turmalinem w środku. Turmalin rozjaśnia umysł i uspokaja. Ja akurat noszę ten sznur zamotany 4 razy na ręku jako bransoletkę, bo lubię bransoletki. A tu moja ochrona.


Turmalin przyciąga kurz i łatwo się elektryzuje, stosuje się go w przemyśle optycznym i radiotechnicznym.

Więcej o właściwościach zdrowotnych turmalinu można przeczytać tu a magicznych TU

Nowy kamień należy opłukać w zimnej wodzie, zostawić w naczyniu z wodą i często zmieniać, a potem wystawić na słońce. Ja muszę często moczyć wszelkie kamienie, bo robią się ciepłe od ciała.

Bardzo dobre są też naszyjniki modlitewne mala z drzewa sandałowego. Mam taki ze 108 kulkami, ale nie noszę. Noszą je mnisi buddyjscy, a mają ogolone głowy. Noszę za to małą mala z 21 koralami. Jest lekka i fajna. Czasem używam jej, żeby 21 razy powiedzieć komuś przepraszam. Można też powtarzać mantry, ale nie wiem jakie.

Twórcy i aktorzy Matrixa śpiewali mantry, palili dziękczynne ognie, odprawiali rytuały. Dla dobra filmu. I zrealizowali swoje wizje, bez nacisków.

Jeśli ktoś czuje się niepewnie to może użyć olejku wetiwerowego. Miłośnicy wyrafinowanych perfum męskich znają ten zapach, uważany za afrodyzjak, a pachnący jak trawa. Bierzemy kroplę tego olejku i smarujemy punkt na karku zataczając coraz większe kręgi.Albo pryskajmy tam perfumy z tą nutą.

Można też użyć kominka lub dodać do kąpieli (jak ktoś ma wannę). Ma działanie relaksujące, leczy bezsenność, stres i depresję. Stosowany od wieków. Oczywiście można do masażu karku użyć też olejku sandałowego. Taki masaż powinno się wykonywać przed snem.

A na koniec trochę praktyki. Cały kręgosłup informuje o chorobach i emocjach. Kręgi szyjne również.

Na zdjęciu poniżej przedstawiono, który kręg szyjny odpowiada za jaką chorobę. Jeśli masz w rodzinie lub wśród znajomych kogoś kto ma pochyloną głowę to sprawdź co mu dolega.


Na poniższym zdjęciu opisano emocje i przekonania, które rujnują nasz kręgosłup. W 100% sprawdzone przeze mnie na moich znajomych. Najczęściej spotykam osoby, które maja niską samoocenę, biorą na siebie za dużo obowiązków (bo wszystko zrobią najlepiej). Jeśli przeczytasz spokojnie te zdania, to pomyśl czy mogą ciebie dotyczyć. I spróbuj zacząć postępować inaczej, małymi krokami, staraj się być bardziej elastycznym, wyluzuj. Po co ci taka kontrola całego świata, nie lepiej być zdrowym.


Mam przyjaciółkę, która ma zdiagnozowaną ZZSK. Ma pochylona głowę, która nie może wyprostować. Lata na to pracowała. Praktycznie wszystko do niej pasuje, ale nie umie się zmienić. Bierze teraz zastrzyki biologiczne, jest trochę lepiej.

Jeśli masz dziecko, które jest ofiarą losu, w szkole jest „chłopcem do bicia” to koniecznie mu pomóż. Stosuj olejek i koraliki. Teraz każdy może je nosić bez wzbudzania sensacji. Dziecko nie stanie się od razu pewne siebie, ale nie zachoruje. Można też czarny turmalin włożyć pod poduszkę. Podczas snu oczyści emocje. A potem moczyć w zimnej wodzie.

Latem dobrze jest kark wystawiać na promienie słoneczne. Dla ochrony i zdrowia.

Czy golenie włosów na karku jest korzystne dla człowieka?

Czy tatuowanie karku jest korzystne?


 

Tagi: Matrix
23:13, bajka107 , Praktyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 lutego 2016

Każdy wie, że w lotto jest teraz kumulacja, bo ta informacja bije po oczach wszędzie.

Ja nie gram. Kiedyś grałam jak brakowało mi pieniędzy na rachunki. Ale to było sporadycznie. Dawno temu mój dziadek trafił główną wygraną w lokalnej grze Karolinka. Miał 3 córki i syna, każdemu coś dał, ale wyszło mało. Mógł sobie zostawić i spełnić swoje marzenie.

Chyba od tego czasu gra mój ojciec. Kiedyś często wygrywał trójki i był to jakiś zwrot kosztów. Teraz powtarza, że dzięki niemu powstają obiekty sportowe (jak w reklamie tv), nic nie trafia.

Te reklamy przypomniały mi traumę z dzieciństwa. Mieszkaliśmy w starym obskurnym ciemnym domu, tuż po przyjeździe ze Śląska. Straszne mam z niego wspomnienia. Ale nie o tym.

Otóż pamiętam jak ojciec obudził mnie i siostrę w środku (dla nas) nocy i kazał podać numery od 1 do iluś tam. Moja siostra szybko podała i zasnęła. Bo ona zawsze robi co jej każą, nie buntowała się nigdy. Ale nie ja. Ja byłam podła i nie chciałam podać żadnej liczby. A ojciec naciskał, klepnął mnie, żebym nie zasnęła, mama też kazała mi podać, wszyscy czegoś ode mnie chcieli, a ja chciałam spać. Siedziałam na łóżku i płakałam. Nie pamiętam czy podałam te liczby. Wtedy trzeba było samemu wytypować liczby, wypełnić kupon w 3 częściach, zanieść do kolektury, nakleić banderolę i zabrać 1 odcinek. A potem czekać na losowanie. Pomyślałam, że teraz jest lepiej, bo można zdać się na maszynę i nie budzić dzieci w środku nocy.

Skoro sobie przypomniałam takie zdarzenie to chyba mam z tym problem. Zaczęłam wybaczać ojcu, że mnie tak traktował, naprawdę bezwarunkowo mu wybaczałam w myślach, że nie czuję żalu, że go rozumiem, może myślał, że dzieci mają szczęśliwą rękę itd. Potem spojrzałam na tamto zdarzenie z boku jako osoba obca. I zobaczyłam zapłakane dziecko siedzące na łóżku, które nie słucha rodziców. Jest krnąbrne. Więc wybaczałam sobie, że byłam tak podła, że nie chciałam podać kilku liczb, przecież mogłam, byłam złośliwa i też sobie to wybaczałam, bo byłam dzieckiem. W ten sposób kształtował się mój charakter. Jak mnie ktoś do czegoś zmusza to w końcu to zrobię, ale nie ma efektu. Jak nie czuję to nie robię, czyli jestem leniwa. I już, tak mam, taka jestem.

Poświęciłam na to wybaczanie kilka minut w ciągu 2 dni. Aż mnie ta sytuacja zaczęła śmieszyć. Takie mało ważne zdarzenie, a ja to dokładnie pamiętam. Ojciec żyje, ale nie mogłabym mu tego powiedzieć w twarz. Zagrałam moją podświadomością na podświadomość ojca. Czy zadziałało?

W sobotę robiłam zakupy w markecie i weszłam do punktu z gazetami. (Jestem wdzięczna ludziom, którzy pracują w soboty i niedziele.) Zwykle zakupy robię w środy, bo są promocje i mało ludzi, ale klawiatura działa na baterie, których mi zabrakło. Nie mogłam czekać do poniedziałku. Pomyślałam, że zagram, wygram 2 mln i dam ojcu, niech ma. Może przeze mnie jeszcze nie trafiła mu się główna wygrana. Poprosiłam o Dużego Lotka za 3 zł, dałam 5 zł i dostałam kupon z 2 zł. Wzięłam do lewej ręki, wrzuciłam luzem do torebki, bo w prawej miałam torbę z zakupami. Nawet nie spojrzałam na kupon, jakie to numery wytypował mi lottomat.

W niedzielę sprawdziłam w necie czy wygrałam. Kumulacja urosła. Więc nie wygrałam. Ale tak na wszelki wypadek sprawdziłam wylosowane liczby. Okazało się, że nie ma Dużego Lotka tylko jest lotto. Niespodzianka. Trafiłam 4. Nawet nie wiedziałam w co zagrałam ;)

Nic wielkiego, bo jeszcze 3585 osób tak typowało ;)

Dostałam 10 tysięcy razy mniej niż zakładałam ;) Końcówkę przepuściłam na kolejne kupony ;)

Samochodu nie kupię, ojcu nie dam. Zresztą po co mam na siebie brać jego karmę. Zapomniałam o tym. Od snu z pieskiem myślałam o samochodzie, ale ja lubię być wożona.To na co mi te 2 mln?

Miły dzień w święto tandety.

Czy moje winy zostały odpuszczone?

Była jedna kumulacja i jest kolejna. Do skutku :)

 

 


Tagi: lotto
22:12, bajka107 , Praktyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 listopada 2014

Minęło właśnie półtora roku od przeczytania pierwszego tomu Transerfingu Rzeczywistości Vadima Zelanda.

Dużo się zmieniło, a głównie moje widzenie świata i życie powszednie.

Dzisiaj jechałam tramwajem do pracy. W pewnej chwili usiadł za mną facet, od którego poczułam alkohol. Miałam świeżą fryzurę, czyściutkie włosy, a on oddychał głęboko na mnie. Nie przestając grać na smartfonie pomyślałam o swoim dyskomforcie. No dobrze, pomyślałam, żeby spadał. Ja byłam pierwsza i nie ja będę uciekała przed nim. Może nie zwymiotuje, ale nie będę sprawdzała. Ktoś by powiedział, że ja wpłynęłam na niego, ingeruję w jego życie. Gdzie tu zasada: pozwól innym być innymi. Ależ ja mu pozwalam żyć, tylko gdzie indziej. A on wstał i przesiadł się na drugą stronę. I widziałam, że tamta strona była dla niego lepsza, on był wyraźnie zadowolony, że się przesiadł. Ja też byłam zadowolona :)

Po pracy zwykle jechałam do banku wpłacać pieniądze. Dziś postanowiłam nie jechać, bo szkoda mi było pół godziny. Może jutro. I zamykając drzwi widzę, że naprzeciwko pojawił się oddział mojego banku. Weszłam. Były dwa wpłatomaty. Okazało się, że mój bank wchłonął inny bank, powiesił swój szyld i ustawił odpowiednie urządzenia. To wyglądało tak jakby mój świat chciał mi ułatwić moje życie i zaoszczędzić mój czas. To dziwne, bo miałam zamiar jechać z kasą do domu. Jednak lepiej, że pieniądze (nie moje) znalazły się na koncie.

Codziennie mam pewność, że wszystko będzie tak jak powinno. To dziwny stan, który nie pochłania energii, a właściwie dodaje, i poprawia humor. Zabawnie jest patrzeć jak się kształtuje świat.

Dlaczego opowiadam dzisiejszy dzień? Bo zmieniło się moje widzenie świata. Obudziłam się, nie śpię i widzę wszystko wyraźnie. Gdy mi coś nie pasuje to wybieram co innego. Nie ma niepokoju, pragnienia czy nadziei, jest tylko pewność, że będzie jak zechcę. Jestem świadoma każdej chwili. Nawet jak gram, czy czytam to widzę co się dzieje wokół.

Bez przerwy podejmuję decyzje. Nie zdaję się na wiatr losu tylko steruję. Nie mówię, że mi wszystko jedno co dostanę do picia, czy usiądę, czy zadzwonię, co myślę, co kupię, w co się ubiorę itd. Nawet jak jest mi wszystko jedno to z premedytacją wybieram jakiś wariant. Mam poczucie, że jestem odpowiedzialna za moje życie. Mogę się pomylić, ale będzie to świadome. Owszem potykam się czasami, drzemię, ale coraz rzadziej. To niebywałe i ciągle się uśmiecham gdy świat daje mi to co chcę – małe przyjemności każdego dnia.

Wahadła mnie mniej zaczepiają, rozpoznaję je z daleka. Kiedyś był to problem numer 1, teraz już nie. Może stałam się pusta i niewidzialna, widzę rzeczy takimi jakie są (oczywiście, że nie wszystkie, jeszcze nie).

A wystarczyło przeczytać kilka książek (9), zrozumieć i stosować w życiu. Jak przeczytasz tylko ostatni tom, to będziesz wiedział, ale czy zrozumiesz? Nie mów potem, że to nie działa.

Są też efekty uboczne. Zdałam sobie sprawę, że przestałam być tolerancyjna. Mogę tolerować wrzód na tyłku przez chwilę. Ale gdy wrzód mówi, że mam szanować jego odrębność i teraz on będzie rządzić i się rozrastać na całe ciało, to mówię nie. Bądź tolerancyjny dla mnie, uszanuj moją normalność. Tolerancja w obie strony.

Zorientowałam się, że część mojego życia była jak jazda ferrari. Migawka. Pamiętam punkt A i punkt B, ale co pomiędzy to niekoniecznie. Czy to jest życie?

Może pora teraz na coś bardziej spektakularnego? Czy ja jestem już gotowa na większe rzeczy? Czy rok to nie za mało, bo wtedy właśnie zdecydowałam nie spać.

Nie mam jeszcze płaszcza (kupiłam inne potrzebne rzeczy;)), więc jesień nieustająco jest kolorowa i piękna.



środa, 08 stycznia 2014

Pierwsza przeczytana przeze mnie w tym roku książka to:


Autor pisze bestselery o pozytywnym kreowaniu życia, a w tej książce przybliża najnowsze odkrycie fizyków – prawo rezonansu. Opisuje w jaki sposób człowiek może mieć takie życie jakie chce.

Prawo rezonansu mówi, że wszystko we wszechświecie komunikuje się z sobą przez drgania i wibracje. Dlatego podobne przyciąga podobne. Negatywna energia, którą emitujemy może przyciągnąć do naszego życia nieprzyjemne doświadczenia. Brzmi znajomo? To teoria lustra z Transerfingu.

Przed chwilą odpisywałam mejlowo osobie, która na razie nie może mieć dzieci. Zajrzałam do książki Kurta Tepperweina (pisałam o niej na blogu "Co choroba mówi o Tobie"). A tam: "Prawo rezonansu chroni to, co właściwe, przed pojawieniem się w niewłaściwym momencie". Pragnienie posiadania dziecka jest zwykle w sferze rozsądku i rozumu, a nie w sferze uczuć i emocji. Dzieci zawsze rodzą się z miłości, choćby ta miłość trwała 5 minut.

Sercem możemy zmienić świat. Autor opisuje badania z 1993 r. które odkryły 2,5 metrowe pole energetyczne otaczające serce. Jest ono większe od pola mózgu. Udowodniono, że mózg nie działa samodzielnie, ale otrzymuje sygnały z serca. Zamieszcza obraz tego pola (z książki Gregga Bradena – Boska matryca), który ja zamieściłam w notce na temat czlowieczenstwa


Jeśli czegoś pragniesz to masz to czuć sercem, a wtedy się spełni, bo to serce rządzi, a nie mózg. Dlatego beznamiętne powtarzanie afirmacji, albo klepanie pacierzy nie działa, bo nie ma tam udziału pole serca. To fakty, są na to badania naukowe. Tak zwana śmierć pnia mózgu nie istnieje jak mówią znani transplantolodzy. Gdy zanika pole serca, to człowiek umiera.

To w co wierzymy z całego serca realizuje się. To fizyka, a nie magia albo cuda.

Autor opisuje też eksperymenty z DNA przeprowadzane w 1995 r. w Rosyjskiej Akademii Nauk, a potem w USA, bo wyniki były zaskakujące. Ludzkie DNA ma bezpośredni wpływ na świat fizyczny. Kiedyś us łyszałam, że DNA służy do syntezy białek, a reszta to śmieci. Czyżby nasz konstruktor był tak rozrzutny? To ludzie nie wszystko jeszcze rozumieją. Okazało się, że pusta przestrzeń nie jest pustką, tylko polem, które służy do komunikacji. To pomost między światem wewnętrznym a zewnętrznym. Odległość nie ma znaczenia. DNA komunikuje się z otoczeniem.

Tylko osoby przeżywające głęboką miłość mogą zmienić swoje DNA. Jak nie masz kogoś do kochania to zacznij od pokochania siebie. Mów codziennie rano do lustra w łazience : KOCHAM CIĘ. A zobaczysz jak świat się zmienia.

To prawo rezonansu mówi TAK. ( W Transefringu – świat zawsze się z tobą zgadza). Bo energia nie pyta o moralność i nie ocenia. Energia reaguje zawsze zgodnie z wysłanym impulsem. Gdy ktoś mówi o złej energii jest palantem (to moje zdanie i przepraszam jak kogoś uraziłam).

Siłą myśli możemy wpłynąć na przyszłość. Przyszłość jest tak samo realna jak przeszłość. (Przestrzeń wariantów w Transerfingu). Nasza energia testuje mozliwości różnych rodzajów przyszłości i nawiązuje połączenie z tą, która pasuje najlepiej do naszej fali ofertowej (nasze życzenie). Nasz obecny stan świadomości ustala wszystkie możliwe zdarzenia w bliskiej przyszłości. Siłą myśli można zmienić materię.

Sprawdziłam na sobie i znajomych jakie myśli były przyczyną chorób. Jedni zdrowieją natychmiast, a inni wybrali życie w chorobie. Ciekawi mnie zawsze na co chorują znane osoby. Oni myślą, że są wyjątkowi, ale przecież to tez ludzie. Mogą być piękni i utalentowani, ale mieć "niewłaściwe" myśli. I chorują i umierają, czasem nie wiedzą dlaczego. A tak być nie musi. Wystarczy sprawdzić swoje poglądy na różne rzeczy i już mamy klucz do zdrowia.

Nie otaczaj się ludźmi, którzy cię zniechęcają i działają destrukcyjnie. Nie tkwij w złych relacjach. Powiedz dość. (Obudź się w Transerfingu. Takich wątpiących ludzi postrzegamy jako wahadła, które biorą sobie od nas energię z emocji).

Uważaj na swoje myśli – są początkiem twoich czynów.

Autor pisze jeszcze o lustrzanych neuronach (odkrycie z 1990 r.). Każdy czołowy sportowiec zna tę teorie i wykorzystuje ja w praktyce i wygrywa. Do spełniania zyczen wykorzystuje się też "obrazy zyczeń" – czyli slajdy w Transerfingu, albo znana mapa marzeń (wyklejanka – kolaż).

A wszystko to rób lekko, nie nadwerężaj się, nie stosuj wielkiej siły – w Transerfingu mówi się o nadawaniu nadmiernej ważności. Dlatego im bardziej czegoś chcesz tym mniej chcij. Paradoks? Nie Najpierw dopuść możliwość porażki i pogódź się z tym. Kiedyś miałam zapalenie płuc, to napisałam testament i zrobiłam porządek w papierach i wydałam dyspozycje odnośnie mojego pochówku. Na następny dzień byłam zdrowa. Zniknęło napięcie. Czasem mi smutno jak ktoś udaje, że nie choruje, albo walczy z chorobą. Wyzdrowieje, ale choroba zaatakuje za chwilę i już w innym miejscu. Przykład mojego ojca, który najpierw miał raka nerki a potem raka prostaty. Żyje, bo żyje z chorobą, a nie z nią walczy i stara się zmienić myślenie. Jest mu trudno.

Autor ma swoją stronę : www.pierrefranckh.de, byłam ale nie znam niemieckiego ;)

Zeland ma rację, że jest dużo książek o tym samym. Wszyscy je czytają, ale nie stosują w praktyce i ich życie wygląda nieciekawie (wg nich). Każdy autor jednak ma inną osobowość, inny punkt spojrzenia, inaczej nazywa te same rzeczy. Lubię czytać jacy mądrzy są ludzie :)

10 stycznia książka ta leci do osoby, która żeby uwierzyć musi mieć potwierdzenie naukowe. Mnie już jest niepotrzebna (mam notatki), bo ja już wiem.



środa, 09 października 2013

 

Rano obejrzałam ten film i przypomniałam sobie o synchroniczności. Lubię wykłady Nassima, bo wydaje mi się, że zawsze się uśmiecha.

 

Film przypomniał mi, że to co Zeland opisuje w Transerfingu inni opisują to samo używając innych słów.

Wieczorem miałam iść na spotkanie biznesowe. Musiałam kupić czarne spodnie, bo stare wyrzuciłam i nie miałam w czym pójść. Wzięłam odpowiednią ilość gotówki i wsiadłam w tramwaj. Widziałam wcześniej sklep z polskimi ciuchami i chciałam tam dojechać. Oczywiście miałam przy sobie kartę i mogłam w razie czego jechać do galerii i kupić coś droższego, czyli plan B. Jak zwykle w podróży czytałam książkę. Po jakimś czasie przypomniałam sobie, po co jadę i wysiadłam. Przystanek za wcześnie. Ale nic to, nie ma przypadków. Ważny jest cel – zadanie. Gdy bocznymi uliczkami starałam się dojść tam gdzie planowałam zobaczyłam zupełnie inny sklep. Weszłam, kupiłam spodnie jakie chciałam. Cena była przystępna i starczyło jeszcze na krótki żakiet. Plan został wykonany. Spotkanie się udało, bo byłam zadowolona z zakupu.

Wysłałam zamówienie, a świat zadbał o mnie. Dostałam to czego potrzebowałam. Myślałam o celu i to się stało.

W tej sytuacji ważne było zdecydowanie by mieć. Nie było tu wiary ani nadziei tylko pewność, że mi się uda zrealizować zadanie. Tu nie było ważności tylko pewność. Muszę nauczyć się to rozróżniać i potrenuję najpierw na małych rzeczach. Wtedy życie będzie łatwiejsze.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

To się robi zabawne. Cokolwiek przeczytam w TR to potwierdza się w życiu. Książko krocz przede mną :)

Włączyłam tv, żeby dowiedzieć się co z moim internetem. A tu wywiad Oprah Winfrey z Jay-Z. Lubię rap czy hip hop, bo jest autentyczny, przynajmniej ten amerykański. Ale bez przesady. Dopiero przeczytałam dlaczego zrobili karierę Beatelsi i Abba, a tu aktualna gwiazda mówi co i jak. Beatelsi krzyczeli: zmierzamy na szczyt, na szczyt szczytów i dokonali tego. Jay-Z mówi zdaniami z książki o Transerfingu. Dziwna synchroniczność.

Jay-Z czyli Shawn Carter opowiada o swoim dzieciństwie na Brooklynie i jak go to ukształtowało. Umiał opowiadać o wydarzeniach ze swojego życia i połączyć to z dźwiękami. Zrobił z tego pracę i dowiedział się, że praca nie musi być ciężka.

Mierz wysoko – on chciał przed 30 tką zostać milionerem, ale nie wiedział co może zrobić. Nie miał konkretnego planu. Rapowanie to było jego hobby i z tego zrobił źródło dochodu. Nie poddawał się i wierzył w siebie. Gdy osiągnął cel zauważył, że coś się zmieniło (zmiana dekoracji). Dzięki muzyce radził sobie z emocjami. Nie boi się, że to się kiedyś skończy. Daj z siebie innym to co najlepsze – pozostań wiernym sobie. Nie naśladuj innych i nie ulegaj wpływom innych.

Flow- żeby tworzyć musisz odpłynąć z nurtem, zatracić się.

Porażki i sukcesy – najwięcej nauczył się z niepowodzeń. Żeby osiągnąć sukces trzeba być zadowolonym z siebie, nie zdradzac siebie i nie zadowalać innych. Sukces jest w zasięgu ręki.

Sława – przyjaciele zawsze ci doradzą i sprowadzą na ziemię. Dlatego ja uważam, że jak nie masz przyjaciół to zadbaj o znajomych ale w realu.

Dziedzictwo – trzeba szanować przeszłość i patrzeć w przyszłość Znajdź prawdę o sobie i podążaj za nią. Przebaczył ojcu, że go opuścił.

Wszystko co nam się przytrafia ma ukształtować nasz charakter, to są lekcje. Nic się nie dzieje bez powodu. Żyj w zgodzie z sobą.

Sztuka to potężna siła, to lustrzane odbicie społeczeństwa, czy się zgadzasz czy nie. Świat zachowuje się jak zwierciadło.

Wdrapuję się na szczyt, a wtedy pojawia się kolejny, cele zmieniają się każdego dnia. Na jeden szczyt mogą wdrapać się przypadkowe osoby, ale się nie utrzymają.

Na podstawie tych dłoni można napisać książkę o jego życiu. Doskonałe zdjęcie.

A Oprah tak podsumowała: miał marzenie, odkrył swój talent, znalazł publiczność, odniósł sukces, nic go nie powstrzymało. Nie miał konkretnego planu, ale miał jasno sprecyzowany cel. Otwarty na lekcje. Jeśli nie wiesz kim jesteś zanim osiągniesz cel to uzależnisz się od opinii innych. On jest sobą. Tworzy trend zamiast za nim podążać.

Każde zdanie wypowiedziane w tym wywiadzie można znaleźć w jakimś tomie TR. I to jest niezwykłe i prawdziwe. Czyli tak jest.

W swoich notatkach znalazłam też przykazania Oprah, które były w jakiejś gazecie dla kobiet lata temu. Bardzo tu pasują.

 

  • Najważniejsi są ludzie, jeżeli chcesz być szczęśliwa, staraj się więcej dawać niż brać.

  • Nie odpłacaj pięknym za nadobne, zemsta nie prowadzi do niczego dobrego, staraj się wybaczyć krzywdy, pielęgnowanie urazy działa przeciwko tobie.

  • Naucz się kochać siebie, jesteś niepowtarzalną, wyjątkową istotą. Na całym świecie nie ma „drugiego ciebie”.

  • Codziennie dziękuj Bogu za kolejny przeżyty dzień, zrób rachunek sumienia, pomyśl co zrobiłaś dobrego.

  • Nie porównuj siebie z innymi, nikt nie jest doskonały.

  • Dbaj o swoje zdrowie, nie zaniedbuj badań profilaktycznych, pilnuj diety, spaceruj na świeżym powietrzu.

  • Rozwijaj się, nie bój się podejmować nowych wyzwań, nigdy nie jest za późno, żeby się czegoś nauczyć.

  • Pielęgnuj relacje z rodziną i przyjaciółmi.

  • Dziel się z innymi, jeżeli możesz sobie na to pozwolić, przeznaczaj jakąś sumę na działalność charytatywną.

  • Nigdy nie zapominaj, że życie jest piękne.                        Oprah Winfrey

niedziela, 25 sierpnia 2013

Zbliża się czas imprez w mojej rodzinie i ze znajomymi. Właśnie przeczytałam w TR o ważności toastów. Zwyczaj ten ma długą historię i właściwie nie wiadomo po co się to stosuje. Teraz wiadomo. Bo skuteczne realizuje pragnienia.

Nie tylko Zeland pisze o toastach. W tomie VI Diagnostyki karmy pisał o tym Łazariew. Według niego bardzo ważne jest co się wtedy mówi, bo to przenika do wina (lub innego alkoholu) i zmienia chromosomy. Zostało to sprawdzone w diagnostyce komputerowej metodą Volla, wykorzystującej punkty akupunkturowe. Jesteśmy tym do czego dążymy.

Wg Zelanda alkohol może wznieść cię na inną linię życia. W skrócie: podstawowym towarem jest energia, a alkohol to energia w czystej postaci. Rynek energetyczny jest kontrolowany przez wahadła. Słabe napoje alkoholowe wywołują rozluźnienie, wahadło wysysa energie po trochu. Mocne napoje wywołują przypływ energii. Po euforii, pobudzeniu następuje przygnębienie. Dlatego musisz znowu się napić, żeby nie czuć się źle. To samo jest po narkotykach. One nie zabijają od razu, ale po krótkotrwałej euforii przychodzi depresja, a człowiek staje się słaby i bezwolny.

Gdy pragniesz np. jakąś rzecz materialną to gromadzisz energię, a gdy otrzymujesz upragnione to ją emitujesz.

Jeśli człowiek pije z nieszczęścia, rzeczywistość wpadnie w jeszcze czarniejszy dół. Kiedy pije z radości, to powodów do radości przybywa.

Emisja myśli, wzmocniona energią, przenosi człowieka na odpowiednie linie życia.

Toasty to nie pusty rytuał, a deklaracja zamiaru. Ważne, żeby wypowiadać toast w czasie teraźniejszym. Np. Zwyciężyliśmy, Mamy świetne zdrowie, Nasze życzenia się spełniają, Wszystkie sprawy idą doskonale itp. Nigdy nie myśl o rzeczach negatywnych, choć tv ciągle cię o czymś takim informuje.

W mojej rodzinie jest taka tradycja, że jak coś kupujemy to to oblewamy, np. nowy dom, samochód, meble, narodziny, zdane egzaminy itp. I wszystko idzie doskonale. Dlatego zawsze mam w domu szampana.

Jak we wszystkim trzeba zachować umiar. Dwie moje bogate ciotki były alkoholiczkami i już nie żyją, więc z tymi toastami też trzeba uważać. Aby odwyknąć trzeba przekierować uwagę i zająć ją czymś innym. Wystarczy pragnienie i fantazja. Z osiągnięć cywilizacji można korzystać, ale nie wpadać w uzależnienie.

czwartek, 01 listopada 2012

Możesz mieć pewność, że umrzesz. Każdy umrze. Jedyna pewna rzecz na tym materialnym świecie. To kres życia. Już nic nie możemy zrobić, naprawdę nie mamy czasu na nic. I o tym zdecyduje ten kto nas stworzył. Nie ty.

Każda rodzina przeżyła śmierć bliskiej osoby. Zawsze jest za wcześnie, nikt nie jest gotowy na śmierć.

Najbardziej przeżyłam śmierć babci mojego męża w 2000 roku. Nic nie wskazywało, że odejdzie, bo czuła się dobrze. Pewnego dnia zabolał ją brzuch, pomyślała, ze się czymś zatruła. Bolało ja bardzo i poszła do szpitala. Lekarze otworzyli ją i zaraz zaszyli. Nam powiedzieli,że nic nie mogą zrobić. Wypisali ją do domu i kazali dać pyralgin, jak będzie ją bolało. Mąż pojechał do hospicjum, bo ktoś tak nam doradził. Dostaliśmy receptę na morfinę. Tam pracują prawdziwi lekarze. Na drugi dzień babcia zmarła, we śnie, w ogromnym bólu, niczego już chyba nie czuła. I nie tego się spodziewała. Przez dwa lata nie mogłam się pozbierać. Miałam poczucie, ze nie dość dobrze ją traktowałam. A najgorsze, że nie mogłam tego naprawić.

Postanowiłam nie czuć się już tak nigdy.

Zaczęłam sobie wyobrażać, że ktoś z mojej rodziny odszedł. Najpierw było uczucie żalu, tęsknoty, że już nie będę mogła coś mu powiedzieć, coś zrobić, poświęcić mu więcej czasu. Żal, że nie zdążyłam z czymś. Naprawdę płakałam. Potem wracałam do rzeczywistości i po prostu robiłam to czego teoretycznie nie zrobiłam dla tej osoby. Tak postępowałam z każdą osobą w mojej rodzinie. Najtrudniej było z dziećmi. Na to nie da się przygotować. Gdy umiera dziecko to tak jakby część matki umarło. Smutek będzie zawsze. Wykorzystuję czas jaki mi pozostał na kontakty z bliskimi. Żeby potem niczego nie żałować. Śmierć może przyjść znienacka. Wydaje mi się, że lepiej teraz zniosę czyjeś odejście, choć wolę tego nie sprawdzać.

Dziwne, że obraz śmierci dla mnie to nie kostucha w czarnej pelerynie z kosą. To nie jest moje wyobrażenie śmierci. Dla mnie śmierć kojarzy się z zapadaniem w sen, czyli zimą. Natura zamiera zimą. Rośliny umierają, składają nasiona w ziemi, czekają żeby wiosną ożyć. Nie wszystkie.

niedziela, 07 października 2012

Niedawno obejrzałam film o Mary Kay Ash z brawurową rolą Shirley McLane. Mary Kay to milionerka, która zajmowała się upiększaniem kobiet i stworzyła firmę kosmetyczną. Niewątpliwie osiągnęła sukces. Wyznawała taką hierarchię wartości:

BÓG

RODZINA

KARIERA

Właśnie w takiej kolejności. Takie wartości zapewniają ludziom zdrowie, sukces i szczęście.

Bóg jest najważniejszy. To siła wyższa, która ma wpływ na nasze życie. Widziałam tyle nieprawdopodobnych zdarzeń, że tylko Stwórca mógł tego dokonać.

Amerykanie mówią "God Bless America" i ciągle są najlepsi na świecie. W Stanach jest chyba najwięcej kościołów na świecie. Tam kościół może założyć każdy. Nikt nikogo nie szykanuje za jego wyznanie. Oni wszyscy modlą się do siły wyższej, tylko inaczej ją nazywają.

Otrzymanie Oscara jest to dla niektórych wielkie osiągnięcie. Chyba każdy choć raz widział ich rozdanie. Co zawsze rzuca się w oczy to podziękowania. Wielu zawsze na 1 miejscu dziękuje Bogu, potem rodzicom, a potem reżyserom itd. Niektórzy się śmieją z tego, ale ci zawsze będą siedzieć na widowni ;) Scena i zaszczyty są dla tych, którzy mają Boga w sercu. W ubiegłą niedzielę widziałam program na MTV – Najlepsi Tancerze Ameryki. Zwyciężył zespół Electrolytes, a jeden z nich powiedział: Bóg jest dobry.

http://www.mtv.pl/shows/najlepsi-tancerze-ameryki-7/episodes/najlepsi-tancerze-ameryki-sezon-7-odcinek-10/video/najlepsi-tancerze-ameryki-7-odc-10-4-4-833504/

Kto ma Boga w sercu ten zwycięża.

Na drugim miejscu jest rodzina. Nie znam nikogo, kto miałby szczęśliwe dzieciństwo. Ale rodzice na swój sposób kochają swoje dzieci. Bez rodziców nie byłoby nas na tym świecie. Więc codziennie powinniśmy im dziękować za to że są. Gdy 12 lat temu zaczęłam wybaczać mojemu tacie, że robił wszystko, żeby złamać mój charakter, nie wiedziałam ile bólu doświadczyłam. Rodzice myślą, że wiedzą lepiej co jest dobre dla dzieci. Gdy napotykają opór to biją i wyzywają. Taka ich rola. Gdybym nie była bita, to może byłabym innym człowiekiem. Dzięki temu ja nie biłam. Są inne metody wychowawcze. Po co zadawać kochanej osobie cierpienie. Wybaczanie jest dobre. Teraz nic mnie nie boli, siniaki się zagoiły, a po co pielęgnować w sobie urazy. Z tego tylko choroby. Człowiek skłócony z rodzicami jest jak ten balonik i fruwa po świecie, nigdzie nie może zagrzać miejsca. Ciągle ucieka. Roślina bez korzeni długo nie pożyje. Czy warto tak żyć?

Dopiero na 3 miejscu powinna być kariera. Nie rozumiem kobiet, które nie poświęcają swoim dzieciom najważniejszych miesięcy życia i idą do pracy. Ich relacje są patologiczne, a ich dzieci po latach im o tym powiedzą i będą miały szczęście jak zostanie im to wybaczone. Kariera stawiana na 1 miejscu nie trwa długo. Nic bez miłości nie trwa długo. A w ich domach i rodzinach tej miłości nie ma.

Większość najbogatszych ludzi na świecie wyznaje taką właśnie hierarchię wartości. Nie każdy się tym chwali, ale każdy może ją stosować, a życie się odmieni na lepsze. :)

 



piątek, 24 sierpnia 2012

Ciekawiło mnie gdzie podziewa się świadomość podczas snu, wskutek narkozy, upicia się, podczas haju narkotykowego, itp.

Przeczytałam ostatnio książkę Rudolfa Steinera "Tajemne czytanie i tajemne słyszenie". Wcześniej czytałam Kronikę Akaszy, ale nie za bardzo ją zrozumiałam. Właśnie Steiner pisze o tym, że nie wystarczy przeczytać książki o tematyce duchowej, bo się ich nie zrozumie. W człowieku musi nastąpić przemiana, zmienić się sposób w jaki myśli, czuje i odczuwa. Łatwo odrzucić coś co się nie rozumie. Znałam też jego projekty architektoniczne, uprawy biodynamiczne, szkołę waldorfską i eurytmie leczniczą.

W książce przedstawione są 4 wykłady wygłoszone w październiku 1914 r. w Dornach. Tłumaczenie jest znakomite, a czytając miałam wrażenie, że jestem na tych wykładach.

Wszystko co wiemy o świecie duchowym pochodzi z tego właśnie świata. Świat duchowy jest tu i teraz i nakłada się na świat fizyczny. Większość ludzi tego nie dostrzega, bo za słabo wibrują i nie widzą subtelnych światów. Nie widzą, to nie znaczy, że ich nie ma. I właśnie do świata duchowego podczas snu przenosi się świadomość. Połączenie jest tak mocne, że czasem przed snem się wzdrygujemy. A to dusza myślała, że może już ruszyć w podróż, ale ciało jeszcze nie zasnęło.

Gdy w 2000 roku rozpadło się moje życie osobiste, potem zawodowe, potem straciłam mieszkanie i straciłam sens życia, to jak przeszły mi myśli samobójcze (nie miałam pomysłu jak sobie to życie odebrać) postanowiłam dowiedzieć się, dlaczego mnie to spotkało. I poszłam do szkoły wróżek. Przez rok uczyłam się wszystkich technik wróżenia, przewidywania przyszłości, praw rządzących światem itp. Fascynująca wiedza, oparta na tym, że wszystko jest ze sobą powiązane. Zastanowiło mnie, że o numerologii nie uczymy się w szkole, a o innych prawach odkrytych przez Pitagorasa tak. Przecież to on powiedział, że światem rządzą liczby. Jednak ta wiedza jest zakryta dla przeciętnego człowieka. A tak ułatwia życie, wiemy z jakim zadaniem przyszliśmy na świat, jak dobierać się w pary itd. Po każdym rozłożeniu kart mieliśmy zapisać rozkład i jak klient wyjdzie, jeszcze raz go przeanalizować. I wtedy okazywało się, że mówiłam co innego niż było zapisane w kartach. Po 2 latach przestałam dotykać kart, bo nie znałam źródła wiedzy, która pojawiała się we mnie. Nie chciałam zadawać się z istotami z astralu i być manipulowana. Życie toczyło się dalej. Nie nastąpiło opętanie jak to opisują byłe wróżki. A to dlatego, że pracowałam nad sobą. Chciałam być dobrym człowiekiem. Proces wybaczania sobie i ludziom, których skrzywdziłam trwał ok. 2 lat. Zło dopada tylko te osoby, które w sercu nie mają miłości, a strach, pychę i pogardę dla drugiego człowieka. Po przeczytaniu wwym książki dowiedziałam się, że to świat duchowy mówił do mnie. Ego rośnie, człowiek staje się pyszny, wydaje mu się, że ma władzę, jest prawie Bogiem. A ja nie chciałam tej władzy, bo przez pół życia manipulowałam ludźmi, bo wydawało mi się, że wiem co jest dla nich dobre. Tak nie było.

Dla każdego świat duchowy jest fascynujący. Ale to dlatego, że nigdy tam nie byli. Jest zupełnie inaczej niż na filmie Zaklinacz dusz. Istoty duszne nie stoją przed tobą i nie mówią do ciebie. Jeśli spotykasz jakąś duszę i chcesz się dowiedzieć co ma ci do powiedzenia, to musisz stać się nią i ona wtedy przez ciebie przemawia. Tak też opisuje kontakty z duszami Pan Jackowski. Musisz być czujny, żeby nie dać się zawładnąć. W zaświatach są dusze między śmiercią a ponownym narodzeniem, są też inne istoty świetliste, które przepełnia bezwarunkowa miłość, że nie chce się opuszczać tamtego świata. I właśnie ze świata duchowego dostawałam informacje, których nie widziałam w kartach.

Każdy może zajrzeć do tego świata, tylko najpierw musi opuścić ciało fizyczne, odrzucić całą materię i egoizm, osiągnąć spokój duszy i czekać w oddaniu, bo to świat duchowy pozwala ci wniknąć do niego. Jeśli ktoś o brudnej duszy chce wniknąć świadomie do świata duchowego, to spotyka nieciekawych osobników, albo widzi coś co oczekuje, a nie jest to prawdą. Mnie było łatwiej, bo niczego nie miałam, straciłam wszystko co kochałam, a duszę miałam poranioną. Niczego nie oczekiwałam, chciałam tylko znaleźć odpowiedzi.

Zastanawiało mnie dlaczego tak wielu ludzi chce się dostać do świata duchowego na skróty. Wystarczy upić się lub zażyć narkotyki. I już jesteśmy w innym świecie. Wszystko płynie i wszystko jest możliwe. Dlatego artyści ćpają, bo mają wtedy szybki dostęp do innego wymiaru. Nawet tego nie ukrywają, jak choćby Beyonce czy Robert Plant. Jest wiele książek opisujących te techniki, ale nikt tym biednym ludziom nie mówi, że najpierw powinni się wznieść, nie interesować się sobą tylko wszystkim jestestwem, przyrodą, światem zwierząt i minerałów i przede wszystkim nie krzywdzić nikogo. Na tym polega rozwój duszy. Nie przychodzi to od razu, ale droga jest fascynująca. Dystansu do świata nabrałam też przez "wychodzenie" z siebie, stawanie z boku i przyglądanie się sobie i sytuacjom. Gdy wskutek modlitw Huny dostałam mieszkanie, to naprawdę nie przeżywałam tego, tylko patrzyłam jak to wszystko się samo dzieje, jak ludzie robią wszystko za mnie. Nowy dom naprawdę "spadł" mi z nieba. Steiner też o tym wspomina.

Dziwne, że to co ja przeżywałam opisał prawie 100 lat temu Steiner. Nic się nie zmienia. Zaświaty ciągle są. Wszyscy tam trafimy po śmierci, więc nie pociąga mnie ciagłe tam zaglądanie. Jednak kontakt jest. Gdy moja mama prosi mnie, żebym zajrzała w karty i coś sprawdziła z przyszłości to ja bez kart wiem jak potoczy się czyjś los. Nie ma potrzeby wyjaśniania tego, bo kto mi uwierzy. Jestem przecież realistką i księgową.

Kontakt z zaświatami uświadamia, że wszystko co posiadamy jest ulotne. Zostaje nam tylko to kim jesteśmy w duszy. Dusza jest wieczna.

 



piątek, 10 sierpnia 2012

W końcu przyszła pora na ćwiczenia Qi Gong (czi kung). Są bardzo proste, a ich skuteczność wysoka. Qi Gong to starożytna wschodnia metoda pomnażania i równoważenia energii życiowej w drodze ćwiczeń. Wszystkie chińskie sztuki walki wywodzą się z tych ćwiczeń.

Zadziwiło mnie, że w ciągu 6 minut zmienia się nastrój i samopoczucie. Kto ma depresję ten powinien to ćwiczyć.

Korzyści codziennych ćwiczeń:

  • wzmocnienie całego organizmu

  • poprawa postawy i gibkości ciała

  • efektywne oddychanie

  • podniesienie energii i sił życiowych

  • pobudzenie układu odpornościowego

  • zmniejszenie stresu

  • poprawa krążenia krwi i pracy serca

  • poprawa trawienia

  • rozwinięcie koncentracji, samoświadomości.

Ćwiczenia są bardzo łatwe.

Ruch 1 – podtrzymywanie niebios obiema dłońmi

Ruch 2 – naciąganie łuku

Czyżby najszybszy człowiek świata też ćwiczy Qi Gong? Nie dziwi mnie to. Inteligentni ludzie, którzy chcą osiągnąć sukces wykorzystają wszystko, żeby go osiągnąć. Ten akurat ruch zwiększa pojemność i elastyczność płuc, stymuluje serce i poprawia krążenie, wzmacnia mięśnie ud, rąk, ramion.

Ruch 3 – podnoszenie rąk

Ruch 4 – obroty głowy i spoglądanie za siebie

Ruch 5 - wychylanie tułowia i wyciąganie szyi

Ruch 6 – dotykanie palców stóp i wyginanie pleców

Ruch 7 – zadawanie ciosów

Ruch 8 – unoszenie pięt dla obrony przed chorobami.

Korzystałam z książki jak ponizej. Jest tam dokładny opis każdego ćwiczenia, na co działa i jakie przynosi korzyści.

Na początku trzeba opanować wszystkie ruchy, a potem ćwiczyć codziennie. Jestem leniwa, więc ćwiczę kiedy mam czas, ale codziennie. Ćwiczę dopiero od 2 tygodni i czuję się dobrze.

 

 



środa, 01 sierpnia 2012

Jest wiele metod uzdrawiania relacji między ludźmi. Na kursach z psychologii podawano, że jeśli masz problem z szefem, to wyobraź go sobie siedzącego na sedesie. Zobaczysz, że jest też człowiekiem, wygląda śmiesznie, więc przestaniesz się go bać. Niestety ta metoda dla mnie była niedobra, bo moja etyka nie pozwala mi na ośmieszanie ludzi.

Ostatnio kupowałam książki przez internet. Żeby nie płacić nic za przesyłkę trzeba było kupić książki powyżej jakiejś kwoty i właśnie o takiej "zapchaj dziurę" książce chcę dziś napisać.

Nie ma przypadków i nic nie trafia do nas bez celu.

Książka "W czym Huna może pomóc" Barbel i Manfred Mohr pomaga kształtować rzeczywistość za pomocą starej hawajskiej techniki Ho'oponopono (coś wyprostować, coś naprawić, droga do doskonałości). Wszystko jest jednością, my powołujemy rzeczy do życia. Każdy problem pochodzi od nas, a jego rozwiązanie tkwi w naszym wnętrzu. Porządkując swoje wnętrze powodujemy, że świat zewnętrzny uporządkuje się samodzielnie. Wszystko jest przenikającą wszystko energią. Sprawy zaczynają się układać we właściwym kierunku. Oczekuję najlepszego. Takie są założenia.

Mount Everest Celia Chang

A teraz technika:

Gdy masz z kimś problem: z szefem, sąsiadką, rodzicem, to zadaj sobie pytanie: Jeżeli bym postępował tak jak (ta osoba) to dlaczego bym tak postępował, gdybym tak postępował, co bym wtedy czuł. W jaki sposób przyciągnąłem daną sytuację do swego życia. Teraz czekamy aż pojawi się jakieś uczucie, od naszej podświadomości dostajemy wiele odpowiedzi. I wtedy mówimy (może być w myślach, jeśli robimy to np. w autobusie): kocham cię, wybaczam, przykro mi. Powtarzamy to bardzo dużo razy, aż poczujemy, że zmienia się nasz stosunek do tej osoby lub sytuacji.

W książce jest opisanych wiele przypadków, które są rozwiązywane na wykładach, na których jest 200-500 osób. Wtedy tych odpowiedzi jest wiele.

Jest też opisana technika serca, którą sama nieświadomie stosuję od roku. Jak masz jakiś problem to przyjmij to do serca i powiedz: kocham ten problem, daję mu całą moją miłość, dziękuję tej części mnie, która spowodowała ten problem, kocham to, kocham tamto. Mogę nieraz tak gadać pół dnia, im częściej się to robi tym lepiej. Wypróbowałam wczoraj tę technikę u lekarza. Ktoś mnie prosił o lek sterydowy na skórę, a sam nie ma ubezpieczenia. Więc poszłąm do mojej przychodni i czekając przed drzwiami powtarzałam w myślach kocham cię, przykro mi, kocham cię. Chyba ze sto razy, bo czekałam 10 minut. Nie miałam pojęcia jak zagadać, żeby lekarz dał mi receptę na ten lek. Gdy weszłam i poprosiłam o receptę, to lekarz tylko spytał po co mi to, a ja, że potrzebuję. Tylko spojrzał i wypisał. Nie widział żadnych zmian na skórze, ale ja powiedziałam to takim tonem, że zrobił to co chciałam. Tę metodę stosuję też jak mam iść na pocztę. Nie wiem kto będzie mnie obsługiwał, ale załatwienie spraw przebiega szybko (a jest to najgorsza poczta w okolicy). Jak o tym nie pamiętam, to prostą sprawę załatwiam najmniej pół godziny.

W książce opisane są też inne metody, ale ich nie zdążyłam sprawdzić. Nie mogę dać fotki książki, bo już powędrowała do mojej przyjaciółki. Ona ma problem z teściową, z córką, z mężem i z sobą, więc jej była ta książka bardziej potrzebna.

Na rozpoczęciu olimpiady symbolicznie pokazano, że wszyscy ludzie niby są rozdzieleni, a jednak są razem. To był pomysł ze zniczem.

Czy wszyscy już to wiedzą?

 

niedziela, 20 maja 2012

Gdy jakiś czas temu postanowiłam otworzyć swoje serce i odczuwać miłość do wszystkiego stworzenia na ziemi nie myślałam, że tak łatwo i szybko to się stanie. Wystarczyło tylko postanowienie i dobre uczucia same się obudziły.

Kocham Stwórcę

Jest to największa moja miłość obecnie. Czuję głęboką, szczerą, czystą miłość do Boga, który mnie stworzył, wszystko zaplanował i pozwala mi żyć tu na tym świecie i doświadczać różnorodnych rzeczy. I teraz często czuję tą Siłę Sprawczą, tylko czasami dziwię się, że inni tego nie czują. Wystarczy chcieć i pewnego dnia się obudzić i już na zawsze jest się dzieckiem Boga. Tego prawdziwego, a nie tego znanego z Biblii, czy lekcji religii.

Ten mój jest bezgranicznie dobry, wszystkowiedzący, współczujący.

Kocham Siebie

Była to kiedyś miłość trudna. Próby samobójcze miały mnie wyzwolić z problemów tego życia. Dziękuję za to że były, bo teraz wiem, że to nie ja decyduję o swoim losie. Wtedy Los ingerował w mój wybór, który teraz wydaje mi się śmieszny. Wtedy taki nie był, bo wydawało mi się, że świat się zawalił i nie ma wyjścia.

Zrozumiałam, że w życiu konieczna jest równowaga między życiem duchowym i fizycznym. Urodziłam się w wielkim mieście i w tym kraju i to jest dla mnie dobre. Tu powinnam się realizować. Naprawdę czuję się w idealnym czasie i miejscu. Nie mam poczucia, że urodziłam się za wcześnie lub za późno. Jestem IDEALNIE W CZASIE I PRZESTRZENI. I to zasługa mojego Stwórcy, który zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim sercu. Moja Miłość jest bezgraniczna i pewna.

Uważam siebie za szczęściarę. Mam co jeść, dach nad głową, żyjących rodziców, dobrą rodzinę i przyjaciół, więc czego chcieć więcej. Nie myślę, że inni mają gorzej, tylko inaczej, co innego przerabiają na swej ścieżce życia.

Kocham Rodzinę

Jest to miłość zdrowa, nie zaborcza. Każdy ma wolność wyboru, do niczego nikogo nie zmuszam. Oczywiście, że było trudno do tego dojść. Ale to jedyne wyjście. Gdy czekałam na syna, aż wróci z imprezy czy meczu, a on nie wracał, to wydzwaniałam, denerwowałam się. I on mi wtedy powiedział, że uważa na siebie i że nie przeżyję życia za niego. Ile można się nauczyć od dzieci :) Wtedy odpuściłam. I tylko czasami modliłam się: Boże proszę czuwaj nad moim synem. A potem oglądałam w prasie na 1 stronie jego zdjęcia jak "wracał" z meczu. Każdy idzie swoją ścieżką, ma swój własny Los. Ja mogę tylko czuwać doradzać, ale nie wymuszać. Mam szczęście, że on jest moim synem, bo jest wyjątkowy. Jest to możliwe jeśli kochasz bezwarunkowo.

Z ojcem też miałam problem i to chyba od dzieciństwa. Zawsze dyrygował całą rodziną, a ja się nie dawałam, bo mam podobny charakter do niego. Była ciągła walka, bicie i wyzwiska. Wybaczyłam mu, że dla niego byłam głąbem i gadziną. Próbowałam zrozumieć go, bo przecież urodził się w czasie wojny, babcia pracowała, a dzieci chowała ulica, bez miłości. Więc skąd ma wiedzieć jak kochać. Kilka lat temu powiedział, że nigdy już nie wejdzie do mego domu. Powód był błahy, bo kwestionowałam wysokość, na której miała zawisnąć półka. Teraz to brzmi śmiesznie, ale wtedy nikomu nie było do śmiechu. Ja udawałam, że nic się nie stało, chodziłam do rodziców, składałam życzenia itp. Przez dwa lata faktycznie nie wchodził do mojego domu, czasami czekał na schodach na mamę. Aż kiedyś po prostu wszedł i już tak zostało. Nie było sensu udowadniać swojej racji, szkoda życia. Mogłabym napisać grubą księgę jak uzdrawiałam nasze relacje. Ale warto było.

Kocham Przyjaciół i Znajomych

Podobne przyciąga podobne – tak się mówi i to prawda. Kiedyś miałam dużo przyjaciół, tak mi się wydawało. Jednak w życiu jest dużo różnych sytuacji i okazało się, że przyjaciele odeszli, gdy nie mogłam im już w żaden sposób pomóc. Mam teraz jedną przyjaciółkę i dużo znajomych i to naprawdę mi wystarcza.

Kocham Maxa F.Longa i Williama H.Batesa

Kocham ich miłością platoniczną, bo obaj nie żyją. Ich wkład w mój wzrost jest dla mnie ważny. Dlatego zawsze ciepło o nich myślę, błogosławię ich i życzę ich rodzinom i potomkom wszystkiego najlepszego.

Gdyby nie praca pana Longa nigdy nie dowiedziałabym się o Hunie. Nie miałabym świetnego kontaktu z Ku i Long. Otworzył mi oczy na istotę ludzką i dzięki niemu wiem, że nigdy nie jestem sama. Zawsze mam z kim pogadać i się przytulić.

Dra Batesa pokochałam za jego drogę pod prąd. Nikt mi nie mówił, że z wiekiem pogarsza się wzrok. Uświadomiła mi to koleżanka, bo podobno wszyscy w pewnym wieku noszą okulary. A ja nie i musiałam dowiedzieć się co ja robię, że nie pogarsza mi się wzrok. I trafiłam na tego geniusza, który uważał, że ludzie nie muszą, a nawet nie powinni nosić okularów. Napiszę kiedyś o tym człowieku, bo mu się to ode mnie należy.

Kocham polityków

Naprawdę dziękuję Bogu, że są i postępują tak jak postępują. Wiem, że ja taką nie chce być i jestem wdzięczna, że to nie moi rodzice ani znajomi, że nie mam z nimi nic wspólnego.

Patrzę na nich jak na ludzi, którzy mają swoje rodziny.

Np. z dłoni premiera widać, że dzieciństwo to miał straszne, nakazowo-zakazowe, ciągle się czegoś bał. Łamano jego wolę, nie miał poczucia bezpieczeństwa. Taką ma drogę życia. O każdym można coś powiedzieć, ale nie żeby usprawiedliwiać tylko zobaczyć w nim człowieka. Bo przecież człowiekiem jest przez całe życie, a premierem tylko chwilę. Zupełnie nie widzę różnicy między politykami różnych partii. Im wszystkim chodzi o kasę i władzę, nie ma różnic. Wiedza jest na dłoni ;) Podłe postępowanie polityków wynika często z trudnego dzieciństwa. W dorosłym życiu odbijają to sobie. W gruncie rzeczy to nieszczęśliwi ludzi.

Nikt nie jest w stanie wzbudzić we mnie nienawiść, bo w moim sercu nie ma po prostu na to miejsca. Jest w 100% wypełnione miłością.

Kocham rośliny i zwierzęta

Chyba dzięki roślinom pokochałam Stwórcę. Drzewa i kwiaty są tak doskonale wymyślone i zaprojektowane, że żaden człowiek by tego lepiej nie zrobił. Zawsze fascynuje mnie skąd nasionko wie jak ma rosnąć, skąd wie gdzie jest światło, przecież nic nie widzi. A potem wyciąga "szyję" do światła. Ostatnio zasiałam pietruszkę, żeby mieć świeżą natkę i mogę patrzeć jak ona rośnie i podziwiać. Wystarczy tylko trochę wody.

Co zasiejesz to zbierzesz.

Zasiałam pietruszkę i wyrosła pietruszka:)

Ze zwierzętami jest trochę inaczej. Nie popieram trzymania ich w domach, w schroniskach, ogrodach zoo itp. Dla mnie to niewola i więzienie. Gdyby właściciele usłyszeli co "mówią" ich pieski i kotki ;))) Zresztą maniacy od zwierząt są dziwni i omijam ich z daleka, nie pasujemy energetycznie do siebie. Ale darzę ich miłością uniwersalną.

Kocham Świat

Naprawdę czuję, że ten świat jest piękny. Tyle nam daje, że tylko brać i się cieszyć. Codziennie budzę się rano i dziękuję Bogu, że mam kolejny cudny dzień, że będzie słoneczko, że wszystko co mnie dzisiaj spotka jest dla mojego dobra. Naprawdę tak jest. Każda "porażka" po czasie okazuje się naszym zbawieniem i pomaga nam wzrastać. Każde spotkanie z innym człowiekiem pomaga nam. Wieczorem błogosławię dzień, który minął. Taki rachunek sumienia, czy aby źle o kimś nie pomyślałam, czy wszystko robiłam z miłością. Jeśli nie (a to często) to przeżywam jeszcze raz trudną sytuację i staram się zrozumieć drugą stronę, dlaczego postąpiła tak a nie inaczej. Wtedy zasypiam "czysta". Nie potrzebuję do tego żadnej religii, tylko utwierdzam się w niezachwianej wierze w Boga.

Czasami jest fajnie. Nie słucham prognoz pogody, bo się nie spełniają. Zamiast wydawać kasę na instytuty powinni kupić szklaną kulę, na jedno wyjdzie. Gdy wychodzę z domu z przeświadczeniem, że będzie ładnie, to moja pewność jest taka, że jak nawet będzie padało a ja nie mam parasola, to idąc w deszczu nie zmoknę. Pisałam już o tym chyba 2 lata temu. Widok jest niebywały, tak jakby ktoś nade mną zatrzymywał deszcz. Jeśli już jest nieładnie, to krótko, bo mi się lepiej żyje jak jest widno i ciepło. Ciągle nad tym pracuję.

W końcu mój świat jest taki, jak go sobie wymyślam – IKE.



środa, 18 kwietnia 2012

W grudniu, jak co roku, wypowiadam życzenie. które ma się spełniać codziennie. Dwa lata temu było: codziennie widzieć słoneczko. Do kwietnia codziennie choć na chwilę słońce świeciło dla mnie. Inni tego nie widzieli, a ja tak. Taka manipulacja pogodą :)

W tym roku miało być wietrznie, po to, żebym widziała niebieskie niebo. Gdy są chmury to wypowiadam jeszcze raz życzenie:

Wietrze wiej, chmury rozwiej.

źródło: Wind - Colin Stasiuk

I często chmury znikają. Ale nie zawsze. Zastanawiałam się dlaczego nieraz muszę czekać na bezchmurne niebo 2 dni. To nie do pomyślenia. ;)

Kilka dni temu moja mama usłyszała jak wzywam wiatr i powiedziała, że ona właśnie chce coś odwrotnego. Moi rodzice mają antenę satelitarną i jak wieje wiatr, to mają zły odbiór tv i ktoś musi ponownie ustawić antenę. Moja siostra też nie lubi wiatru, bo ma dom wolnostojący i jak wieje to może porwać dach.

Tak więc moje życzenie ma trudności w spełnieniu się codziennie. Choć w tym roku jest więcej wietrznych dni.

Muszę pomyśleć jak zmodyfikować moje życzenie, bo naprawdę mam dość tego kożucha, nie widać słońca ani niebieskiego nieba. Może skierować uwagę na samoloty, które zostawiają "pianę".

I tak to jest. Marzenia spełniają się szybko jeśli nie są przeciwko innym ludziom. Gdy ludzie marzą o przeciwnych rzeczach to marzenia się nie spełniają. Jeden modli się o wodę, bo mu roślinki ładnie rosną. a inny boi się powodzi i mamy konflikt interesów.

A może zostawić w spokoju pogodę. Pomyślę nad tym.

niedziela, 01 stycznia 2012

Cudowne słoneczko i bezchmurne niebo powitało mnie dzisiaj rano. OK, nie było rano, było południe gdy się obudziłam, ale to bardzo miły początek nowego roku.

Przez cały ubiegły rok szlifowałam swoją osobowość przez zmianę swoich nawyków. Nałóg miałam tylko jeden, ale go zlikwidowałam już dawno. Gdy dowiedziałam się od M.F.Longa, że za nałogi odpowiada Niższe Ja (podświadomość, Ku) to postanowiłam zlikwidować nałóg palenia. Przecież nie będę zależna od NJ. W końcu kto tu rządzi. Umówiłam się z Ku, że na jakiś czas przestaniemy palić. Ustaliłam dzień i wypaliłam wszystkie papierosy w domu. Ponieważ nie podałam terminu niepalenia, trwa to już 12 lat.

Teraz przyszedł czas na testowanie mojego NJ w innych nawykach. Edukacja NJ polega na pokazaniu: kto rządzi. Nie mogę nic narzucić, mogę tylko codziennie robić to co w moim (ŚJ) mniemaniu jest dobre. Zaczęłam od każdej czynności, którą codziennie wykonuję i za każdym razem robię ją inaczej.

Np. zakładam najpierw raz lewy but, następnego dnia zakładam prawy, a jeszcze innego dnia oba buty naraz. To loteria. Inne czynności, jak czesanie, mycie zębów, zamykanie drzwi itp. - robię w różny sposób każdego dnia. Do pracy mogę jechać jednym tramwajem, ale teraz wsiadam w to co pierwsze przyjedzie i się przesiadam. Z klatki mojego bloku powinnam skręcić w prawo, ale czasami skręcam w lewo. Nadrabiam ok. 100 m, ale to Ja decyduję.

Jedzenie Z jedzeniem jest trochę trudniej, bo mam ulubione potrawy, więc postanowiłam zaprzestać ich jedzenia, na jakiś czas. Ciężko było z kawą, bo każdy dzień zaczynam od gorącej kawy.


Ale czego się nie robi w celach wychowawczych ;) Dziwne. Jak ustaliłam, że przez 3 dni nie będę piła kawy, to nawet nie miałam takiej zachcianki i nie miałam z czym walczyć. Były już dni bez jedzenia chleba, bez jedzenia zupy, bez jedzenia czegokolwiek.Okazało się, że nie mam z tym żadnych problemów.

Oddychanie Oddychanie jest czynnością automatyczną i kontrolowane przez podświadomość. Nie sprawia mi żadnej trudności jakakolwiek technika oddychania. Gdy ładuję się maną (energią, siłą życiową), to cała uwaga Ku jest skierowana na moje życzenia. Teraz postanowiłam zwolnić oddech maksymalnie jak się da. Gdy kiedyś ćwiczyłam jogę to wykonywałm 4 oddechy na minutę. Teraz z łatwością wykonuję 3 oddechy na minutę, w rytmie: 5 sek. wdech, 5 sek. zatrzymanie, 5 sek. wydech i 5 sek. bezdech. To jest takie łatwe, jak się tylko człowiek na tym skupi. Próbowałam też przestać oddychać, ale udało mi się bez wysiłku zatrzymać oddech na 2,5 minuty

TV i internet To jest najłatwiejsze. Mogę teraz nie oglądać tv przez kilka dni i nie czuję się, że czegoś mi brak. Nawet nie czytam programu i może ominęło mnie coś ciekawego. Po kilku dniach abstynencji inaczej patrzę na programy, a wielu już nie oglądam, bo to strata czasu. Teraz na tv przeznaczam ok. 2 godz. tygodniowo, a czasami nawet mniej.

Z internetem jest trochę gorzej. Do poczty musiałam zajrzeć 1 raz dziennie, bo to związane jest z moją pracą. Klienci przyzwyczaili się zatrudniać i zwalniać pracowników mejlami. A obowiązują terminy. Przez miesiąc nie zaglądałam też na ulubione strony, fora czy blogi. Nawet na swój. Po przerwie inaczej się patrzy na wiele spraw.

Mruganie Mrugać oczami trzeba, a więc nie jest to nawyk, który trzeba zmieniać. Ale tak dla sprawdzenia siebie mogę bez żadnego wysiłku nie mrugać przez 2,35 do 3 minut. Nie próbowałam dłużej, bo po co ;)

Są też przyzwyczajenia pożyteczne. Zawsze mam w torebce okulary przeciwsłoneczne. Gdy kiedyś ich nie założyłam to wpadł mi paproch do oka, oko spuchło, pojechałam na pogotowie, brałam krople, płukanki, maście itp. Więc z tego nawyku nie zrezygnowałam. I ciągle kupuję nowe tanie okulary, żeby zawsze mieć zapas. Codziennie też robię choć jeden dobry uczynek. Gdy na kilka dni przestałam: nie podniosłam papierka, nie ustąpiłam miejsca w autobusie, nie pomogłam nikomu itd., to źle się z tym czułam, bardzo źle.


Takie likwidowanie przyzwyczajeń i nawyków wzmaga czujność i uważność. Każdą czynność, którą robię staram się wykonywać inaczej, więc siłą rzeczy muszę być skupiona. Przy okazji wychowywania Ku wzmacniam też zasadę PONO – każdą rzecz można zrobić w inny sposób, bo skuteczność jest miarą prawdy. I za to kocham Hunę.

Robię tak od roku i wcale nie mam dość. Więc w tym roku nadal będę nieprzewidywalna. To dobra zabawa.

Trening czyni mistrza.

wtorek, 13 grudnia 2011

Dziwne efekty zaniechania medytacji. Nie było dnia, żebym miała gorsze samopoczucie, każdy dzień jest piękny, słoneczny, wszystko idzie jak po maśle. Gdy medytowałam to czasami miałam huśtawkę nastrojów. Gdy dodatkowo było jeszcze pochmurno, to był prawie początek depresji. Może były jakieś plusy medytowania, ale ja ich nie widziałam. Medytacja po prostu nie jest dla mnie.

Zamiast pół godziny siedzenia wolę przez 15 minut potańczyć razem z Jamesem Brownem – I Feel Good lub Sexmachine.

Każdą wolną chwilę wykorzystuję na podziwianie dzieła Stwórcy. Jak on ten świat perfekcyjnie zaplanował. Z podziwiania przyrody przerzuciłam się na obserwowanie siebie – fajne dzieło ;)

Zaczęłam od układu oddechowego, czyli niezbędnej do życia plątaninie rur i rurek. Chyba to najważniejszy układ, bo ile można wytrzymać bez oddychania. Ja bez wysiłku zatrzymuję oddech na 2,5 minuty.


Podziwiam i obserwuję jak wdychane powietrze wędruje przez gardło, krtań, tchawicę i oskrzela, by ostatecznie dotrzeć do płuc. Wewnątrz płuc powietrze biegnie dalej kolejnym odgałęzieniami oskrzeli (posiadającymi coraz mniejszą średnicę). Na końcu tej drogi znajdują się najwęższe oskrzeliki przechodzące w oskrzeliki końcowe i dalej oskrzeliki oddechowe połączone przewodzikami pęcherzykowymi z pojedynczymi pęcherzykami płucnymi. Śledzę porcję wdychanego powietrza. Podczas wdechu mogę powietrze poprowadzić "do brzucha" i wtedy masuję przeponę. Oddychanie przez nos masuje mózg. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak to wszystko jest cudowne.

Zwykle robię takie obserwacje gdy jadę do pracy. Przez pół godziny w tramwaju lub autobusie zajmuję się tylko sobą. Świat nie istnieje.

Ostatnio zajęłam się oczami. Staram się odczuć mięśnie, na których gałka oczna jest osadzona. Czułam je zanim znalazłam schemat w książce. Staram się "zobaczyć" jak oczy widzą obrazy. Niesamowite doświadczenie. Mózg bardzo się stara i pracuje pełną parą, a oczy rozluźniają się i lepiej widzę.

 

A dzisiaj skupiałam się na chodzeniu. Prawa noga do przodu, prawa ręka do tyłu. Nie da się inaczej, próbowałam. Musi być synchronizacja ruchu. Idą nogi i przeciwne ręce. Bardzo zajmujące są takie obserwacje i ciekawsze niż medytacja. I już dzieci chodzą w ten sposób, skąd one wiedzą jak to robić?

Mam wrażenie, że znalazłam boską cząstkę Higgsa ;)

Niepotrzebny jest do tego żaden akcelerator za miliardy dolarów. Wystarczy skupić się na sobie i znaleźć boską iskierkę. Za darmo. Kazdy to ma, tylko słabo czuje. Ciekawe czy każdy ma w tym samym miejscu? Musze pogadać ze znajomymi gdzie oni ja czują. I nie można tego sfotografować, ani wyjąć. To po prostu jest w nas dopóki żyjemy na tym świecie.

sobota, 10 grudnia 2011
Marzenia się nie spełniają, bo nie są pragnieniami. Czynnikiem niezbędnym do urzeczywistnienia marzeń jest przeogromna chęć, czyli pragnienie. O tym wiedzieli Kahuni i Illuminaci. Taką chęć można w sobie wzbudzić np. przez oddychanie. Wtedy jesteśmy naładowani energią i nasze marzenia się spełnią. Proste, ale nie każdy o tym wie. Klepanie bezmyślne zdrowasiek niczemu nie służy, tylko zabija czas. Gdy już mamy marzenie i robimy z niego pragnienie, to następnym krokiem jest wybranie odpowiedniej pory na wypowiedzenie tego pragnienia, czyli wysłanie listu do Stwórcy. Najlepszym dniem w roku do tego celu jest dzień 21 grudnia. Sprawdziłam tylko ten jeden dzień, bo jest blisko dnia, w którym wielu wypowiada życzenia, które się nie spełniają (sylwester i nowy rok) i będzie niedługo.
piątek, 30 września 2011

W zasadzie każdą wolną chwilę wypełnia mi oddychanie i wybaczanie. Najbliższa rodzina już została „przerobiona”. Nie mam do nich o nic żalu. Wszystko zostało wybaczone.

Dlatego szukam dalej wśród osób, które kiedyś spotkałam, a nie zachowałam się dobrze. Bardzo pomocne w tym są fotografie. Przeglądając album natknęłam się ostatnio na zdjęcie chłopaka, który był mną bardzo zainteresowany. Przypominałam sobie różne sytuacje i moje zachowanie. Starałam się je zmienić, a przynajmniej jakoś usprawiedliwić. Bo było tak, że on zupełnie nie był w moim typie. Z mojej strony nie było żadnego zainteresowania jego osobą. Traktowałam go per noga. Natykałam się na niego na różnych spotkaniach towarzyskich, wykładach, imprezach itp. Zawsze go wyśmiewałam, poniżałam, umniejszałam jego wartość, drwiłam z jego uniżoności, odrzucałam jego miłość. Byłam naprawdę podłą osobą. Jego zainteresowanie odbierałam jako atak na mnie. Udawałam, że nie wiem o co mu chodzi, myślałam, że wtedy da mi spokój i się odkocha. Trwało to dość długo, aż w końcu nasze drogi się rozeszły. Wtedy nie myślałam, że robię coś złego. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Aż do teraz. Poczułam, że należy tą relację naprawić i uzdrowić. Bardzo się starałam. Wyobrażałam sobie jego postać przede mną i prosiłam o wybaczenie. Czasami rozgrzeszenie przychodzi szybko, ale teraz nie było łatwo. Pracowałam nad tą relacją dwa tygodnie. Aż w sobotę na ulicy zobaczyłam go. Nawet mnie nie zauważył, albo nie poznał. I wtedy poczułam, że coś puszcza, a w moim sercu poczułam błogość. Czyli miałam wtedy rację, że nie pasujemy do siebie, nie bylibyśmy razem do końca życia. Musiała to być tylko chemia i żadnych prawdziwych uczuć. Jak nie ma miłości to nie warto utrzymywać takiej znajomości. Ale nie musiałam się zachowywać w podły sposób.

Wybaczanie jest dla mnie ważne. Nie jest przyjemne przypominanie sobie ludzi, których źle traktowałam i prosić ich o wybaczenie. Łatwiej jest samemu wybaczać. I nie trzeba do tego konfrontacji. To tylko praca nad sobą.

A to uczucie błogości w sercu jest bezcenne.

Wtedy wiadomo, że wszystko dobrze poszło i relacja została uzdrowiona. Chyba dlatego to robię, dla TEGO uczucia.





sobota, 02 kwietnia 2011

To jest uzupełnienie do wczorajszego wpisu.

To, że Bóg jest - to fakt. Można to naukowo udowodnić, ale ja nie jestem naukowcem. Wystarczy poznać podstawy świętej geometrii, żeby wiedzieć, że stworzenie człowieka i świata nie było przypadkiem, ale przemyślanym działaniem.

Boga – Stwórcę nie można zobaczyć, bo jest on duchowością, nie mogę powiedzieć, że jest duchem, bo to nie to samo. Kiedyś interesowałam się buddyzmem i zapamiętałam z tych nauk jedno zdanie nauczyciela. „Jeśli wołasz do Boga a on odpowie, to masz pewność, że to nie Bóg”. Nie zostałam buddystką, bo męczyło mnie wielogodzinne siedzenie i śpiewanie czegoś w niezrozumianym przeze mnie języku. Tak więc stary dziadunio to nie obraz Boga.

Bóg daje nam znaki i podsuwa różne sytuacje i ludzi. Jak w przypowieści o człowieku, który podczas powodzi nie chciał się ewakuować, bo twierdził, że uratuje go Bóg. Bóg chciał go uratować i wysyłał do człowieka pomoc, ale ten nie widział w tym ręki Boga. Można sprawdzić tę tezę. Gdy czegoś bardzo chciałam, a nie było to dla mnie dobre, to wszystko szło opornie. Tak jakby ktoś kładł mi kłody pod nogi. Tak było z jedną pracą, z małżeństwem, z mieszkaniem. Robiłam wszystko, żeby to dostać nie zważając na znaki. Szłam po trupach do celu. I po jakimś czasie okazywało się, że nie było to dla mnie dobre, ale czegoś mnie nauczyło. Wyciągnęłam wnioski. Gdy coś jest dla ciebie dobre to sprzyja ci cały wszechświat, przeszkody same się usuwają i wszystko się jakby samo działo, jest to niebywałe uczucie.

Bóg – Stwórca jest zazdrosny. To oczywiste, bo jeśli stworzył człowieka, a on czci jakichś ludzi lub rzeczy, oddaje im hołd to nie jest to dobre. Wszyscy ludzie są błogosławieni, więc nie ma potrzeby wielbić wybranych, czy chodzi o papieża czy celebrytkę. Bóg daje znak, że coś robimy źle i daje nam np. chorobę, żebyśmy stanęli i zaczęli się zastanawiać dlaczego to nas spotkało. Choroba jest dla nas pierwszym sygnałem, atakuje nasze ciało, żeby uratować duszę. Jeśli nic nie zrozumiesz to umiera twoje ciało, a dusza czeka na nową powłokę.

To co najbardziej kochasz to Bóg ci zabierze.

Bo kochasz to bardziej niż jego. Bóg jest wieczny, a ładny dom, żona, dzieci, praca są przejściowe na ten czas życia na ziemi. We wszystkim co robisz powinno się najpierw widzieć dzieło Boże, a potem ludzkie. Bóg wie o wszystkim, bo jest częścią nas, a my częścią Jego, nic się przed nim nie ukryje, nie można mu dać łapówki. Ja tak robię od kilku lat i dobrze na tym wychodzę.

Ludzie nie wierzą w Boga – Stwórcę, bo mają wzrok utkwiony w ziemię, rozwinięte 2 dolne czakry, myślą tylko o seksie, botoksie i zdobywaniu kasy. Jeśli tylko na chwilę oderwą wzrok i spojrzą w głąb swojej duszy, to dostrzegą Boski plan i będą mogli robić to co do tej pory, ale chwaląc Boga przed wszystkim. To co na ziemi gromadzimy to przejściowe, nie zabieramy tego ze sobą w inny wymiar, więc po co się zabijać dla zdobycia rzeczy.

Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Skoro jest duchowością, to my też jesteśmy istotami duchowymi. I o tym należy pamiętać zawsze, zwłaszcza w zagrożeniu.

wrozka

Kiedyś śmieszyły mnie osoby, które mówiły o Bogu, a teraz sama to robię. Nie uwierzyłabym w to wcześniej. Wiem, że przyznawać się do wiary jest passe, ale nie umiem już udawać.

Zdaj się na wolę Boga, a życie będzie się toczyło świetnie. Bóg wie co robi. Zaufaj mu. Bo tylko On może cię wybawić z najgorszej sytuacji.

 

piątek, 01 kwietnia 2011

Wierzę, a właściwie kocham najbardziej na świecie właśnie Boga, Stwórcę mnie i całego świata i wszechświata. Bóg, w którego wierzę jest niewidzialny, jest wszędzie w każdej istocie i każda istota jest w nim. Jest niewiarygodnie dobry i kocha mnie w niewyobrażalny sposób miłością czystą i bezwarunkową. Ja wiem, że Bóg istnieje i jest mi z tym dobrze, osiągnęłam spokój, strach gdzieś się ulotnił. Wszystko dzieje się tak jak ma być, jak to Bóg zaplanował. Cokolwiek mnie spotyka jest w tym palec Boży. Każdy dzień zaczynam od podziękowania za kolejny piękny poranek mojego istnienia na ziemi. To jest niebywałe uczucie, trudne do opisania słowami.

Może to dzięki temu, że codziennie kontaktuję się z moją Duszą, z Jam Jest, ze Źródłem, z Bogiem. Uwagę kieruję do wewnątrz i skupiam się na wzmacnianiu kontaktu z Bogiem. Tego nie dała mi żadna wyuczona medytacja.

Kiedyś tak nie było. Jeszcze kilka lat temu nie uwierzyłabym, ze będę miała taki stosunek do Boga. Do kościoła chodziłam dla rozrywki, a właściwie nie wchodziłam nawet do środka, bo kilka razy zemdlałam. Wiara i religia to dla mnie było to samo. Nie mogłam zrozumieć dlaczego mam się spowiadać obcemu człowiekowi w sukience, który dziwnie sapie i robi się czerwony na twarzy. Przecież Bóg wie wszystko, o czym myślę, co robię itd. Wiele rzeczy, które robiłam były złe, ale ja nie uważałam tego za grzechy, z których miałabym się spowiadać. Mam klękać przed ludźmi i nawet całować ich w rękę, wydawało mi się to dziwne. A już ta gromada ludzi, których inni ludzie uznali za świętych z różnych powodów (jest ich ok. 25 tysięcy) wydawała mi się nie boska. To dopiero jest bluźnierstwo. Bóg jawił mi się jak w jednej modlitwie, że ja nie jestem jego godna aby przyszedł do mnie. Zostałam osobą niewierzącą.

Aż w ostatnich latach moją uwagę zwróciła nagonka na KK. Wychodziło na jaw wiele zła, które czynili księża, nie rozumiałam dlaczego papież nic nie robi a nawet nagradza tych przestępców. Taką mam umowę z moim Ku, że zapala mi się czerwona lampka, gdy na coś mam zwrócić swoją uwagę i wtedy zaczęłam czytać Biblię. Na komputerze codziennie pojawia mi się tekst manny, czytam różne interpretacje. Niektóre pisane są tak niezrozumiale, że czasami myślę, że to nie jest Słowo Boże. Bo przecież prawdziwy Bóg mówi językiem zrozumiałym dla każdego nawet niewykształconego człowieka. Nie trzeba znać na wyrywki całej Biblii, żeby być dobrym człowiekiem. Nie oczekuję zbawienia w tym życiu, bo mam wiele na sumieniu, ale nie zależy mi na tym. Wszystko ma swój czas. Nie pcham się do nieba, bo jeszcze muszę popracować nad swoją duszą.

anioł

Miłość do Boga dodaje skrzydeł. Człowiek zamyka oczy i jego dusza ma ochotę lecieć do nieba, do Boga. Potem otwieram oczy i czuję, że jestem na ziemi i tu jest moje miejsce. W świecie materialnym mam szlifować swój charakter i doświadczać wszystkiego co jest mi dane od Boga.

Ludzie, którzy nie wierzą są jak aniołowie bez skrzydeł z ciężarami u nóg. Taki człowiek nie poleci, bo jest za bardzo połączony z ziemią. I to jest smutne, bo nie wiedzą co tracą. Są uziemieni, gonią za przyjemnościami nie widząc, że bez woli naszego Stwórcy nie dzieje się nic.

Na każdego przychodzi czas. Jest takie powiedzenie: Jak trwoga to do Boga. I to jest prawda. Bóg upomni się o każdego, a jak nie, teraz to przecież są kolejne życia.

 

sobota, 19 marca 2011

Oczywiście to prowokacja, ale nie do końca.

be

Wiele było badań nad pozytywnymi skutkami medytacji. Były badania w więzieniach i w szpitalach psychiatrycznych. Okazało się, że pod wpływem medytacji ludzie się zmieniają. Przestępcy się nawracają, ludzie chorzy psychicznie łagodnieją itp. Tylko czy na pewno? Czy oni są sobą czy to grzeczne zombie.

Medytacja tylko z prostym kręgosłupem nie jest dla mnie. Dlaczego kręgosłup ma być nienaturalnie prosty, kto to wymyślił? Małe dzieci długo nie wytrzymują gdy każe im się siedzieć prosto. Gdy usiłuję siedzieć prosto to moja uwaga cały czas jest skierowana na trzymanie pionu, jestem cały czas spięta. Poza tym nie jest to naturalna pozycja siedząca. Ja siedzę na fotelu z oparciem pod głową, albo leżę.

W medytacji nie krzyżuje się rąk i nóg. Dlaczego krzyżuje się nogi siedząc na podłodze, a na krześle nie? W kwiecie lotosu zawsze drętwiały mi nogi. Czy to było dla mojego dobra?

Medytacji z mantrą, kadzidłem, skupianiem się na oddechu mówię zdecydowanie NIE. Powtarzając mantry, czyli niezrozumiałe słowa w obcym języku, popadamy w dziwny stan, nie mamy kontroli nad niczym, oddajemy duszę nie wiem czemu. Po co mam śpiewać dziwne słowa (czy ktoś je dobrze przetłumaczył?), w czym ma mi to pomóc. Zapach kadzideł też odwraca moją uwagę. Gdy skupiam się na oddechu, śledzę go, liczę itp. to jest dobrze dopóki nie odpłynę. Bo wtedy mam wizje, słyszę głosy, widzę przyszłość (lub tak mi się wydaje). Nie mam pewności skąd te wizje pochodzą i po co mi one. To bardzo mnie pociągało, bo urastała we mnie duma, że mam władzę nad losem, wiem co się wydarzy, jestem lepsza od innych. Pojawiła się pycha. Zupełnie tego zaprzestałam jak pojawiły się w medytacji postaci. Oczywiście mówiły, że mnie kochają, że jestem wyjątkowa, a oni pochodzą ze światła. Światło jest fajne, bo rozprasza mrok (a nigdy odwrotnie), ale żeby przysyłało do mnie jakieś istoty. Niosącym światło jest Lucyfer, więc te postaci pochodzą od upadłego, nieważne jak się nazywają.

Medytacja rano albo wieczorem, 20 minut. Medytuję kiedy mam czas. Raz jest to 10, 5, a czasem 1,5 minuty całkowitego wycofania z życia, a raz wcale. Ustalone pory dnia na medytację to rytuał i obowiązek, a ja chce mieć z tego przyjemność i robię to z potrzeby serca.

Miejsce ciche, wszystko wyłączone. Znowu jakaś nienormalna sytuacja. Nie jestem w klasztorze. Zauważyłam, że naprawdę cicho jest o 2 w nocy i to nie zawsze. Wyciszam się teraz sama. Gdy zamykam oczy to wchodzę w inny świat i nie przeszkadza mi, że pies szczeka, albo ktoś rozmawia pod balkonem. Jak zadzwoni telefon tzn. że ktoś coś ode mnie potrzebuje i wtedy przerywam medytację.

Medytacja zbiorowa.

Moje Ku zawsze organizowało mi jakieś przeszkody, żebym nie brała w tym udziału. Mogłabym o tym napisać grubą książkę. Od jakiegoś czasu na wielu stronach w internecie nawołują do modlitw, medytacji, deeksh, wysyłania pozytywnej energii Matce Ziemi. Ziemia nie jest moją matką, dla mnie to hotel w długiej podróży i staram się ją traktować dobrze. Uważam, że Natura świetnie sobie radzi z działalnością człowieka i my nie musimy jej w tym pomagać. Więc gdzie idzie ta energia? Pod ziemię. A po co? Czy ktoś tam mieszka – reptilianie? A skąd te trzęsienia ziemi, czy to zasługa tych modlących się i wysyłających swoją energię do Matki. Gdyby to była prawda, to nie byliby zadowoleni. Odkąd zaczęły się te zbiorówki na świecie jest gorzej - wojny, choroby, katastrofy.

Każdy powinien pilnować swojej energii, a nie przesyłać  ją gdziekolwiek. Energia, chi, prana, mana to potężna siła i dlatego tak na niej zależy  obcym, innym, wampirom, duchom astralnym itp. badziewiakom. Szanujmy się.

Tak więc nie medytuję. Ja po prostu na chwilę, nawet w największym hałasie, wycofuję się z życia i mam kontakt z samą sobą, z własną duszą, z Jam Jest, z tą prawdziwą Ja. Czas zatrzymuje się, nie istnieje, jestem tylko ja. I jest dobrze.

Podaruj sobie chwilę zapomnienia...

odpoczynek

Odpoczynek Vincent van Gogh

Dziś pełnia i początek III wojny???

niedziela, 28 listopada 2010

Swing yoga nazywana aerial yoga została wymyślona przez parę Amerykanów 4 lata temu. Tak się złożyło, że po latach niećwiczenia zostałam zaproszona właśnie na taką yogę. Gdybym wcześniej wiedziała na czym ona polega chyba zrezygnowałabym.

W małej sali od sufitu zwisały płachty elastycznego materiału dla każdego po jednej. Ćwiczenia - asany były fajne i dość proste do wykonania.

yoga swing

Pies z głową w dół - tę asanę łatwo wykonać jeśli materiał ustawi się na odpowiedniej wysokości. W pozycji trójkąta tułów nie opada i asana wygląda efektownie. Kiedyś ćwiczyłam yogę Iyengara więc byłam trochę przygotowana na takie ćwiczenia.

yoga swing

Kolejne ćwiczenia były trochę trudniejsze, bo trzeba było wejść do materiału i tak się zakręcić, żeby wykonać np. powyższe ćwiczenie. Trudność polegała na utrzymaniu balansu,  a jak się trzymało równowagę to doszło kręcenie wokół własnej osi. Było jeszcze parę ćwiczeń, bo zajęcia trwały dwie godziny zegarowe. Ominęłam asany odwrócone, bo bujanie się głową w dół wywołuje u mnie zawirowania w głowie. Już na Krav Madze nie robiłam fikołków, bo potem nie wiedziałam gdzie się znajduję, a świat się kręcił.

Na koniec relaks. Trzeba było położyć się wewnątrz materiału i zakryć się.

yoga swing

Materiał miał 160 cm szerokości więc można było to wykonać. Było przyjemnie, ale to bujanie i kręcenie źle na mnie wpłynęło. Mam chyba zaburzenia błędnika, bo po przyjściu do domu musiałam leżeć ze dwie godziny, aż mi się świat zatrzymał.

Czego to świat zachodu nie wymyśli. Nie wystarczy ćwiczenie yogi tak jak to robią ludzie od tysięcy lat. Potrzebne są udziwnienia, żeby przyciągnąć ludzi. Bardziej te zajęcia przypominały akrobatykę niż yogę. Na drugi dzień odczuwałam mięśnie brzucha więc efekt tych ćwiczeń był.

Jak ktoś jest zdrowy to polecam. I wcale nie trzeba nazywać to yogą.

 

sobota, 13 listopada 2010

Nieudana. Nie działa.

Jakiś czas temu pomyślałam, że powinnam się pomodlić za Hitlera. Taki impuls. Tyle zła wyrządził na świecie, że nikt o nim dobrze nie myśli. W końcu go spotkałam “w zaświatach” i wydał mi się godny pożałowania. I fiasko. Musiałam spotkać oszusta.

Moje obecne modlitwy są zupełnie inne od tych stosowanych w Hunie. Przestałam prosić w nich o coś, bo to co potrzebuję to mam. A dostaję mnóstwo innych rzeczy, o których nie śmiałabym marzyć. Nie umiem się modlić jak nakazują różne religie. Po prostu nie umiem tego zapamiętać. Umiem tylko Modlitwę Pańską i do Anioła Stróża. Nie przemawiają do mnie modlitwy wymyślone przez innych ludzi, bo ja nie czuję tej energii. Są bardzo piękne, wierszowane, płynące z serca, ale z innego serca niż moje. A bez emocji, jak to mam z Huny, modlitwa nie działa. Klepanie zdrowasiek to dla mnie strata czasu, bo trafia to nie wiadomo do kogo i po co.

To co teraz robię i nazywam Modlitwą to po prostu rozmowa ze Stwórcą.

Siadam, sama, często przy biurku, zapalam świecę, zamykam oczy i lecę do Stwórcy pogadać o kimś, za kogo chcę się wstawić o odpuszczenie “win”. Zawsze to działało, bo nasz Stwórca “potrzebuje” informacji zwrotnej od swojego “dzieła”. Jeśli czułam, że ktoś potrzebuje wstawienia, jak np. tzw. dusze czyćcowe, to spontanicznie prosiłam o przebaczenie i łaskę spokoju dla nich. To nie jest tak, że nasz Stwórca się gniewa i karze swoje dzieło. To ludzie są niewolnikami swoich przekonań i myślą, że za swoje niegodne lub nieakceptowane czyny muszą ponieść karę. Akcja - reakcja. Dotyczy to m.in. samobójców, z którymi mam głęboką więź, bo sama nieomal pozbawiłam się życia i wiem co oni czują. Tak teraz myślę. Może się mylę. Przecież świat jest taki, jaki myślisz, że jest.

Myślałam, że za Hitlera też mogę się pomodlić. A tu niespodzianka. Odzew był prawie natychmiastowy: przestań to nic nie pomoże. Zamknij się. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Zawsze była jakaś informacja zwrotna, jakiś uśmiech, ulga, uścisk. Nigdy nie modliłam się za postacie historyczne.

Wynika z tego, że Hitler może nie istniał (nieprawda, są świadkowie i zdjęcia), nie był człowiekiem (są zdjęcia), jeszcze żyje (nie przeszkadza modlić się za żyjących), nie miał duszy (tego nie wiem), nie był stworzony przez mojego Boga – Stwórcę. Na pewno coś z nim jest nie tak, skoro nie potrzebuje szczerej modlitwy zwykłego człowieka. Nie chce, żeby odpuścić mu jego winy, bo nie czuje, że zrobił coś złego i nie ma sumienia.

Nie jest możliwe KOCHAĆ wszystkich. Jeszcze nie teraz.

fire flames

 

Zapalam świecę, żeby oczyścić się z tego kontaktu. Zapalam różane kadzidło i mówię:

Ogniu – oczyść mnie ze zła wszelkiego,

Spal to co otacza mnie niedobrego,

Daj mi siły, moc i wolę,

Bym tworzyła sobie dobrą dolę.

Niech tak się stanie.

Ten wierszyk zapamiętałam od Alicji Ałły Chrzanowskiej i pomaga mi w codziennym życiu. Gdy biorę prysznic to słowo ogień zamieniam na Wodę, a spal na zmyj. Czuję się wtedy czysta. Polecam.

 

wtorek, 30 marca 2010

Właśnie spełniło się moje życzenie dotyczące innej osoby.  Byłam ciekawa czy mogę w jakiś sposób wspomóc jego realizację. Więc zgodnie z postanowieniem mogę się wreszcie napić kawy. 3 tygodnie trwała moja abstynencja z jednym wyjątkiem. Tydzień temu zostałam poczęstowana kawą i nie mogłam odmówić. Następnego dnia dowiedziałam, że życzenie się spełniło i sfinalizuje się za tydzień. Oczywiście osoba, której dotyczyła sprawa robiła wszystko, (trwało to pół roku) żeby spełnić swoje życzenie.

Dziwne, ale długo wyczekiwana chwila nie sprawiła mi dużej radości. Kawa owszem była dobra, ale przekonałam się, że nie jestem uzależniona. Mogę postanowić cokolwiek i na pewno wytrwam.

kawa z dodatkiem

Spełnianie życzeń jest łatwe. Trudniej jest sprecyzować czego tak naprawdę chcemy i zwerbalizować to. A później dodać trochę energii, żeby przekonać Ku, że to dla nas ważne. Dalej wystarczy w jakiś sposób "zapłacić", jak w moim przypadku - odmówić sobie jakiejś przyjemności. I czekać na rezultat. Prędzej czy później to co zaplanowane spełni się. Ja to wiem.

czwartek, 04 lutego 2010

To co dajemy to dostajemy. Jeśli myślimy i czujemy, że świat wokół nas jest dobry i nam sprzyja - to tak jest.

Dwa dni temu zadzwoniła moja przyjaciółka i ostrzegła mnie przed straszną burzą śnieżną. Obejrzała trzy programy śniadaniowe, w których „autorytety” pogodowe zapowiadały prawdziwy kataklizm. Prosiła mnie, żebym nigdzie nie wychodziła, jak nie muszę. Ale ja muszę przecież iść do pracy. TV oglądam wybiórczo i nie jestem podatna na manipulację.

Wczoraj rano rzeczywiście trochę sypało, ale był to mokry śnieg, który szybko topniał. Gdy wychodziłam ok. 12 wyszło słońce, śnieg na ulicach topniał i było pięknie, wiosennie. Zdjęłam czapkę i rękawiczki, bo nie dało się wytrzymać.

A tak wyglądało niebo w południe w centrum miasta.

poczatki wiosny

Jestem przekonana, że idzie wiosna, ja to czuję każdą komórką ciała. Żadna czarna prognoza pogody nie jest w stanie tego zmienić. A dziś od rana jest piękne błękitne niebo, maleńkie chmurki, cudne słoneczko. Nie są ciekawe fotografie błękitnego nieba.

Odczuwam nieskończoną miłość do świata. Może to skutek palenia zima kominka z zapachem różanym? :-) A może napływają jakieś dobre energie z kosmosu?

Pracowałam też nad samolotami, które zostawiały smugi. Zaczęłam ich błogosławić! Gdy tylko zauważyłam przelatujący samolot to wysyłałam mu błogosławieństwo i dobre myśli, że na pewno to co rozpyla jest dobre i nikomu nie zagraża. Były dni, że równoczesnie leciały 4 samoloty na różnych wysokościch. Skutek jest taki, że nie mam czego fotografować, bo przestali latać. Od około 2 tygodni niebo jest czyste. Może nie mają kasy, żeby tak ciągle latać. Ważne, że ich nie ma!

Następny przykład z tego tygodnia. Szukałam dobrej, ale tańszej farby do włosów bez amoniaku. Próbowałam wielu, ale tylko jedna jest naprawdę dobra, ale droga. I natrafiłam na promocję i zapłaciłam 3 razy mniej niż w innych sklepach. Myślałam, że ta promocja jest w całej sieci, jednak okazało się, że tylko w sklepie koło mojego domu jest tak tanio!

Przykłady na zdrowienie wszystkich wokół mnie to jest osobny temat. Wszyscy w mojej najbliższej rodzinie przestali chorować, zapominają kupić i brać leków, bo czują się dobrze.

Jest znakomicie.

Obserwuję także kilka osób, które emanują negatywną energią. Jeden z moich klientów ma w rodzinie faceta, który czego się dotknie to zniszczy. Prowadził bar w małej miejscowości, który splajtował. Teraz przejął dobrze prosperującą restaurację w centrum miasta. Powoli wszystko się psuje: nie działa terminal, dach zaczął przeciekać na klientów, zamarzła woda w rurach i trzeba było zamknąć lokal, jedzenie inaczej smakuje. On i jego rodzinka czują się świetnie, natomiast pracownicy chcą odejść. Nie wtrącam się, bo co tu gadać. On po prostu ma coś w sobie negatywnego, że nie przyciąga dobrych energii.

Pazerność i chytrość też nie prowadzi do dobrobytu. Inny klient zwolnił wszystkich pracowników, zatrudnia ich na czasowe umowy, nie wywiązuje się z płatności za dostarczone towary. Nie płaci w terminie żadnych rachunków. Ciągle jest na zwolnieniu lekarskim, bo wtedy mniej zapłaci składek. Nie ma przyjaciół, bo nikomu nie ufa. Efekt jest taki, że ma kilka spraw sądowych (do przegrania), ciągle ktoś go napada? i okrada, ma teraz prawdziwe choroby i leczy się u kilku specjalistów.

A przecież życie jest takie piękne. Skupmy uwagę na radościach tego wspaniałego świata. Ciągle pracuję nad tym, żeby permanetnie odczuwać taki błogostan. Jest to trudne, ale możliwe. Trzeba być czujnym i zważać na każdą myśl i każde wypowiadane słowo.

IKE – świat jest taki jaki myślisz, że jest. Nie słuchaj nikogo, posłuchaj siebie i tego co czujesz.

Miłość rządzi.

 
1 , 2
Archiwum
bajka107@gazeta.pl