Życie to wszystko co mam :

Opowieści

wtorek, 15 marca 2016

To nie mój sen ;) To tytuł felietonu.

Gdy szukałam znaczenia snu o palcu trafiłam na tekst opublikowany w 2014 roku na stronie

pracownia na rzecz wszystkich istot

Autorem tekstu i zdjęcia jest Ryszard Kulik.

Kopiuję cały tekst, bo jest mądry.

 

Dawno, dawno temu był sobie mały palec. Był to palec u nogi, a noga była u Ciała. Ciało zaś było częścią jeszcze większego Ciała, które zwane było planetą Ziemią. Mały palec nie wiedział o tym wszystkim, nawet o tym, że jest małym palcem. Tkwił sobie tak po prostu w swoim miejscu i robił to, co każdy mały palec u nogi ma do zrobienia. Jeśli o czymś marzył albo czegoś pragnął – choć trudno to z całą pewnością ustalić – był to raczej głos nogi-Ciała-Ziemi. Gdy było mu zimno, kurczył się z lekka lub delikatnie drżał. Gdy uderzył się o coś, sztywniał na jakiś czas i nieruchomo czekał na dawną sprawność i odczucie większej swobody. Najbardziej lubił – choć i z tego nie zdawał sobie w pełni sprawy – dotykać miękkich, ciepłych i delikatnych powierzchni. Wszystkie te doznania niezależnie od tego, czy przyjemne, czy przykre, przepływały przez niego, nie pozostawiając specjalnych śladów.

Aż przyszedł taki dzień, kiedy mały palec odkrył, że jest małym palcem. Nie wiadomo do dzisiaj, co takiego się stało, co spowodowało tę nagłą przemianę. Tak czy owak mały palec zobaczył wyraźnie siebie – to, że jest palcem u nogi, a w dodatku małym. Ten fakt miał bardzo poważne konsekwencje. Przede wszystkim palec poczuł się bardzo samotny. Samotny jak palec. Już nie był palcem-nogą-Ciałem-Ziemią, tylko małym palcem u nogi. Przestraszył się tego, że jako mały palec niewiele znaczy i że sobie nie poradzi. Tym bardziej, że chłód, ból i przykre doświadczenia stały się teraz jakieś dojmujące. Już nie przepływały jak rzeka, ale zatrzymywały się niechciane i jak obce ciało powodowały tym większe cierpienie.

Grań Skrzycznego. Fot. Ryszard Kulik

Mały palec zapragnął więc coś z tym zrobić. Nie chciał się przecież ciągle bać. Dlatego uznał, że czas skończyć ze swą małością i podporządkowaniem nodze i Ciału, które – jak mniemał – są źródłem jego rozlicznych kłopotów. Gdyby bowiem tak udało się kierować Ciałem, by ono stąpało wyłącznie po przyjemnych powierzchniach, to byłoby coś! Mały palec wymyślił więc niezwykłą substancję – eliksir, dzięki której mógł wpływać na Ciało. Nazwał ją Nomia. Ale to zabezpieczenie było niewystarczające. Ciało, jakkolwiek w dużej części było teraz posłuszne, to ciągle stwarzało problemy. Na szczęście okazało się, że Nomia posiada wiele innych zastosowań. Jednym z nich było powiększanie się rozmiaru samego palca oraz obudowywanie go zabezpieczeniami na wypadek uderzeń czy chłodu. Teraz mały palec przestał być mały. Był duży i coraz większy. Coraz też lepsze miał zabezpieczenia (na wypadek). Niestety okazało się, że produkcja i stosowanie Nomii powodują problemy nogi i Ciała. Rozrastający się palec sprawiał, że noga przestała być sprawna, a całe Ciało traciło równowagę. Poza tym Nomia fatalnie wpływała na wszystkie inne organy Ciała. Serce, wątroba, nerki, płuca i mózg zaczynały gorzej funkcjonować. Nawet skóra przestała być elastyczna i różowiutka. Ale co tam, ważne, że mały palec miał się coraz lepiej. Był z siebie naprawdę dumny. Obliczył, że rośnie w tempie kilku procent rocznie. Gdy zdarzały się lata, że rósł mniej, popadał w smutek, a nawet rozpacz. Bał się, że sobie nie poradzi.

Z czasem zaczął jednak dostrzegać inne niepokojące fakty. Wiedział, że jest częścią większego Ciała i że stosowanie Nomii źle wpływa na pozostałe organy. Miał coraz większą świadomość tego, że chorujące Ciało jest zagrożeniem dla jego istnienia. Co tu zrobić – myślał. W końcu, gdy sprawy zaczęły przybierać poważny obrót, uznał, że czas na kompromis. Wymyślił magiczną formułę równowagi, w której interesy swoje – małego palca, produkcję Nomii oraz potrzeby Ciała, trzeba zbalansować, dając każdemu z tych trzech elementów tyle samo przestrzeni. W końcu równość jest podstawową wartością. Dodatkowo zaczął skrupulatnie rachować. Wiedział, ile kosztuje produkcja Nomii, ale ile kosztuje krew, tlen i np. praca nerek, tego do tej pory nie liczył. Gdy dokonał stosownych obliczeń, okazało się, że wszystkie te usługi są naprawdę wiele warte. Ale produkcja Nomii wciąż była priorytetem. Z obliczeń wynikało, że dawała więcej już teraz niż usługi Ciała, które przynosiły korzyść w dłuższym czasie. Pomyślał też o mniej toksycznym wariancie Nomii i osiągnął na tym polu spore sukcesy. Co z tego jednak, skoro nowa Nomia niezmiennie powodowała rozrost palca kosztem całego Ciała.

Tak więc palec rósł i rósł, z czego nieustannie się cieszył, choć kondycja Ciała była coraz gorsza (tym się coraz bardziej martwił). Palec jednak usilnie wierzył w to, że ten wzrost da się pogodzić z potrzebami Ciała i jak równy z równym dogada się co do słusznych zasad.

Wciąż śnię ten sen. Już czas, by się z niego Przebudzić.

 

 


środa, 23 września 2015

Ojciec i syn szli po zamarzniętej tafli jeziora. Lód się pod nimi załamał. Mieli zginąć, a jednak ojciec uratował syna. Później latem syn, Peter, złapał świetlika. Nie wiedziałem, że to zrobi.

Lecz przez to pewna dziewczynka kilka kilometrów dalej nie złapała go i w nocy szukała innego. Nie wiedziałem, że nie wróciła. Jej ojciec zaczął jej szukać. Jechał w deszczu, nie wyhamował przy zmianie świateł i zabił przechodnia.

Tym przechodniem był Bobby, który był w drodze na koncert ojca, Roscoe. Wszedł na przejście dla pieszych, gdy pewne auto wpadło w poślizg. To nie była niczyja wina.

Dla jego ojca wszystko przestało się liczyć. Zespół rockowy, w którym grał rozpadł się.

Ojciec Petera zmienił naturalny bieg rzeczy. Naruszył równowagę wszechświata w sposób, którego nie można było przewidzieć. Nastąpiła reakcja łańcuchowa.

Wszystko to się wydarzyło, bo ojciec nie chciał stracić swego syna, a w konsekwencji inny ojciec stracił swojego.

Po 25 latach zdarzyła się sytuacja, która mogła przywrócić równowagę.

Ojciec sporządził serum, które miało go uleczyć. Nie zdążył go wypić i schował do lodówki. Jego syn jechał samochodem. Widział wypadek. Zatrzymał się. Sprawca wypadku zaczął uciekać, Peter ruszył za nim w pogoń. Sprawca uderzył go w głowę i Peter stracił przytomność. Gdy się obudził, to pojechał do domu. Bolała go głowa więc wziął aspirynę i popił mlekiem z lodówki (z serum). Dostał ataku. Gdy podano mu zastrzyk odczulający Peter odzyskał przytomność i przeżył. Bo był młody i silny.

Reakcja łańcuchowa miała uratować ojca, który nie przeżyłby zabójczego serum. Nawet ból głowy musiał ktoś wywołać. Koło się zamknęło. Ojciec uratował dawno temu syna po to, żeby on uratował kiedyś swego ojca.

Historia z tv.

Nasze życie jest powiązane z życiem innych ludzi. Bądź uważny, bo możesz zrobić coś co zmieni przyszłość.

Każda akcja wywołuje falę, a konsekwencje mogą być oczywiste albo nieprzewidywalne.

Ostatnio duże wrażenie zrobił na mnie znajomy, który po ayahuasce zmienił się bardzo. On teraz zastanawia się zanim coś powie (kiedyś gadał by gadać), cedzi każde słowo, bardzo uważa co mówi. Nie ujawnia wszystkiego co mu się tam przytrafiło, ale zmiana zachowania jest widoczna dla każdego. On wie, że może nierozważnym słowem zmienić komuś życie.

Ważmy każde słowo, bo możemy kogoś zdołować. Lepiej dowartościowywać ludzi, bo wtedy suma szczęścia rośnie, pozytywna energia wzrasta.

Jeśli jesteś przytomny to nie przegapisz fali szczęścia, kiedy twoje marzenie się spełnia i wszystko dzieje się samo przez się.

Przyszłości nie można przewidzieć, można ją kształtować.

 To dzisiejsze widoki

A więc patrz pod nogi, patrz w niebo, patrz na ludzi wokół ciebie. Obserwuj sytuacje, które dzieją się wokół. I reaguj.

Nie łap świetlików bez powodu.



czwartek, 07 maja 2015

Pół dnia pisałam mejle motywujące. Zwykli ludzie mają zwykłe problemy. Co można doradzić przyjaciółce, gdy jej były mąż ciągle ją dołuje, umniejsza, gardzi nią. Ciągle ma na nią wpływ, chociaż niecodzienny. Jak ona ma znaleźć światełko w tunelu, jak ma nabrać pewności siebie?

I jeszcze nielubiana praca. Prosiłam ją, żeby dostrzegła w niej cokolwiek dobrego. Przynajmniej ma pieniądze i spotyka różnych ludzi. Pojawiła się też choroba, której lekarze nie mogą zdiagnozować. Dopóki będzie o sobie myślała źle, nienawidziła swojej pracy, bała się byłego, nic w jej życiu się nie zmieni. Nie pojawi się ktoś kto ją uratuje. Ten świat tak nie działa.

Zawsze możesz zapytać lustra kto jest najpiękniejszy na świecie. Przecież wiesz jaka będzie odpowiedź.


Świat zwykłego człowieka nie musi być szary i ponury.

 

Świątynia Luster

Przed tysiącem lat pewien pies wstąpił do Świątyni Tysiąca Luster. Szedł schodami do góry, przekroczył obrotowe drzwi świątyni, spojrzał w tysiąc luster i ujrzał tysiąc psów.

Bardzo się przestraszył, złowrogo zawarczał. Wtedy tysiąc odbić psów uczyniło to samo. Z podkulonym ogonem pies uciekł ze świątyni przekonany, że świat jest pełen złych psów i już nigdy nie wrócił do tego miejsca.

Jakiś czas później inny pies wszedł do tej świątyni. Także i on udał się na górę, przeszedł przez obrotowe drzwi, popatrzył w tysiąc luster i zobaczył tysiąc psów. Ucieszył się i zamerdał ogonem. Wtedy tysiąc psów również pomachało ogonami. Pies opuścił świątynię przekonany, że na świecie żyje mnóstwo dobrych i życzliwych psów.

Źródło: Lustra

Człowiek znajduje zawsze to, co pragnie odnaleźć.

Był kiedyś człowiek, który siedział na skraju oazy u wejścia do pewnego miasta na Bliskim Wschodzie. Jakiś młodzieniec zbliżył się do niego i zapytał:

- Nigdy nie byłem w tych stronach. Jacy są mieszkańcy tego miasta?

Starzec odpowiedział mu pytaniem: Tacy jacy byli mieszkańcy miasta, z którego przybywasz.

- Egoistyczni i źli. Dlatego chętnie stamtąd wyjechałem.

- Tacy są też mieszkańcy tego miasta - odpowiedział starzec.

Wkrótce potem inny młodzieniec zbliżył się do mężczyzny i zadał podobne pytanie.

- Dopiero przybyłem do tego kraju. Jacy są mieszkańcy tego miasta?

Starzec znów odpowiedział tym samym pytaniem: Tacy jacy byli mieszkańcy miasta, z którego przybywasz.

- Byli dobrzy, szlachetni, gościnni i uczciwi. Miałem wielu przyjaciół i trudno mi było ich pozostawić.
- Również mieszkańcy tego miasta są tacy - odpowiedział starzec.

Kupiec, który przyprowadził swoje wielbłądy do wodopoju, słyszał te rozmowy i kiedy drugi młodzieniec oddalił się, zwrócił się do starca z wyrzutem:

- Jak możesz dawać dwie zupełnie różne odpowiedzi na to samo pytanie, postawione przez dwie osoby?

- Synu mój, odpowiedział starzec, każdy nosi swój świat w sercu. Ten, kto nie znalazł nic dobrego w przeszłości, nie znajdzie też nic dobrego tutaj. Natomiast ten, kto posiadał przyjaciół w innym mieście, znajdzie również tutaj lojalnych i wiernych przyjaciół. Osoby bowiem są takie, jakimi my je znajdujemy. - Bruno Ferrero


Chcesz zmian, to przestań płakać nad rozlanym mlekiem. Przeszłości nie zmienisz. Nie rozpaczaj, było minęło. Jedyne co możesz zrobić to zmienić swój stosunek do tego co było, wyciągnąć wnioski i z pokorą przyjąć życiową lekcję.

Jak zwykle poeta to dobrze ujął.

 

Co widać w lustrze mojego życia? - Henryk Rynkowski

 

Co widać w lustrze mojego życia

W krzywym zwierciadle mego istnienia?

Pozorne blaski, prawdziwe cienie

I obrócone w nicość marzenia.


Co widać w lustrze mojego życia?

Twarz, którą życie zmarszczkami zryło

Bolesną prawdę o ludzkim losie

I kilka wspomnień o tym co było.

 

Co widać w lustrze mojego życia

Po drugiej stronie tafli srebrzystej?

Odwrotność tego co mnie otacza

Wszystko pozorne, choć wyraziste.


Co widać w lustrze mojego życia?

Czy jeszcze swoje widzę odbicie?

Czy to ktoś inny, chociaż podobny

Zza lustra patrzy na moje życie?


Tak bardzo chciałbym wszystko odwrócić

Jak w tej błyszczącej tafli lustrzanej

Czas cofnąć, wszystkie wyleczyć rany

I znów te oczy ujrzeć kochane.

 

Źródło: http://www.wiersze.info/index.html

 

Jeśli ci źle w życiu to wiedz, że nikt ci nie pomoże. Nikt za ciebie nie przeżyje twojego życia. Chcesz mieć lepsze życie to zacznij myśleć i zmień obraz, który odbija się w lustrze twojego świata. Dla kogoś innego twoje życie może być bajką, bo ona ma gorsze. Oczywiście w swoim mniemaniu. Ciekawe, że mało jest osób zadowolonych z tego co ich spotyka. Życie upływa na ciągłej walce. A przecież można inaczej.

W każdej chwili możesz zmienić postrzegania siebie i swoich doświadczeń, które potraktuj jak lekcje.

Chyba, że jesteś wampirem i nie masz swego odbicia w lustrze.

Jeśli w twoim lustrze nie zobaczysz nic, to chyba nie żyjesz. Świat nie stanie w miejscu, ale zrobi się pusto.


Więc pomyśl, czy warto dalej użalać się nad sobą. Życie płynie, a ty możesz wziąć ster w swoje ręce.

Przecież nie możesz się już czuć gorzej. Więc będzie lepiej.

 

 


piątek, 02 stycznia 2015

Co można robić gdy pada i nie musisz wychodzić z domu? Porządki. Mam czysto w domu, więc porządkowałam komputer. Sprawdzałam zakładki i linki do różnych stron, które przechowywałam. Wszyscy powtarzają, że w internecie nic nie ginie. To nieprawda. Wiele stron zniknęło, niektóre blogi nagle przerwały wpisy i nic nie wiadomo. Wiele linków skasowałam, bo nigdy tam nie wejdę, zwłaszcza na strony ujawniające prawdę, coś ukrytego, zakazanego, zdradzające sekrety, podające leki na raka, o uzdrawianiu, wciskające dobroczynność jakichś produktów. Znużyło mnie to. Każdy podaje ci receptę na zdrowie i szczęście, a potem nagle umiera, albo choruje i znika. Marnowałam dużo czasu na zgłębianie tajemnic i nie starczało czasu na zwykłe i ciekawe życie.

A to jeden z takich linków Bruno Ferrero Kiedyś lubiłam takie teksty.

Jubiler siedział przy biurku i patrzył w roztargnieniu na ulicę przez witrynę swojego eleganckiego sklepu. Jakaś dziewczynka podeszła do sklepu i przycisnęła nosek do wystawy. Jej oczy w kolorze nieba zabłysły, gdy dostrzegła jeden z wystawionych przedmiotów. Weszła zdecydowanym krokiem i wskazała palcem w kierunku wspaniałego naszyjnika z błękitnych turkusów.

- To dla mojej siostry. Może pan ładnie zapakować, bo to prezent?

Właściciel sklepu zmierzył małą klientkę wzrokiem pełnym niedowierzania i zapytał:
- Ile masz pieniędzy?

Dziewczynka bez zakłopotania, wspinając się na palcach, położyła na ladzie metalowe pudełeczko, otworzyła je i opróżniła. Wyleciał z niego bilecik, garść monet, kilka muszli i kilka figurek.

- Wystarczy?- spytała z dumą - Chcę zrobić prezent dla mojej starszej siostry. Od kiedy nie ma już z naszej mamy, ona ją zastępuje i nie ma nawet wolnej chwili dla siebie. Dzisiaj są jej urodziny i jestem pewna, że ten prezent uczyni ją szczęśliwą. Te kamienie maja taki sam kolor jak jej oczy.

Jubiler poszedł na zaplecze sklepu, wyniósł stamtąd wspaniały papier pakunkowy, czerwony i złoty i owinął nim troskliwie szkatułkę.

- Weź go - powiedział do dziewczynki. - Nieś ostrożnie.

Dziewczynka ruszyła, dumnie trzymając w ręku paczuszkę jak trofeum. Godzinę później weszła do sklepu piękna dziewczyna z czupryną w kolorze miodu i przecudnymi, błękitnymi oczami. Położyła stanowczo na ladzie paczuszkę, którą jubiler z taką starannością pakował, i spytała:

- Ten naszyjnik został kupiony tutaj?

- Tak, panienko.

- I ile kosztował?

- Ceny wystawiane przez mój sklep są poufne: przeznaczone dla klienta i dla mnie.
- Ale moja siostra miała zaledwie kilka drobnych. Nie mogłaby nigdy zapłacić za naszyjnik taki jak ten!

Jubiler wziął szkatułkę, zamknął ją wraz z jej zawartością, na nowo starannie zapakował i oddał dziewczynie.

- Twoja siostra zapłaciła. Zapłaciła cenę wyższą niż ktokolwiek inny: oddała wszystko, co posiadała.

 

Dobrze się to czyta:)

Czy myślisz, że taki jubiler istnieje? Jeśli nie, to witaj w klubie.

Naprawdę ważne rzeczy dostajesz za darmo.



 

piątek, 16 kwietnia 2010

 

Tulipan Maria Kaczyńska

Zasłyszane:

Milenka - Babciu, a co to za śliczny tulipan?

Babcia - Nazywa się Maria Kaczyńska.

Milenka - A dlaczego kwiat ma imię i nazwisko?

Babcia - Dla upamiętnienia żony Pana Prezydenta Polski.

Milenka - Czy każda żona Prezydenta ma swojego tulipana?

Babcia - Nie.

Milenka - To ona musi być wyjątkowa, że tak ją wyróżniono.

Babcia - Była wyjątkowa. Była, bo umarła.

Milenka - Ale będziemy pamiętać o niej kupując te kwiaty.

Babcia - Będziemy. Nas już nie będzie, a kwiaty będą.

 

Teraz już wolno mówić prawdę o parze prezydenckiej. Dzięki mendiom braliśmy udział w szykanowaniu najważniejszych ludzi w państwie. Cały świat widział ich takimi jacy byli naprawdę. Ale jest już za późno. Oni tego nie wiedzą.

Ludzie z natury dobrzy nie umieją grać. Po prostu robią swoje. Nie zabiegają o popularność. Nie faszerują się botoksem, żeby wyglądać ładniej. A botoks szkodzi. Najbardziej rzuca się na mózg i serce, bo to w końcu jad. Ile to damulek chciałoby być tak uhonorowanych. Odejdą w zapomnienie.

Dobro zawsze zwycięża.

 

Państwa giną wtedy, kiedy nie umieją odróżnić ludzi złych od dobrych - Antystenes z Aten (ok. 440-366 r.p.n.e.)

wtorek, 28 października 2008

Bo miłość mój drogi to:


To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go,
to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem,
Aby on także mógł powiedzieć: "kocham ciebie",
nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami.

Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie
bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej
stronie okrężnych dróg, kwiatów i owoców
zrywanych na skarpie,
Tam, gdzie zadziwiony potrafisz wyksztusić: to
"ty", moje kochanie, ty jesteś moją jedyną...

Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej
osoby nawet z pominięciem siebie, to czynić
wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się
Stając się z każdym dniem człowiekiem jakim
być powinna a nie takim, jakiego chciałbyś ukształtować
według swoich marzeń.

Kochać to ofiarować swoje ciało, a nie zabierać
ciała drugiej osoby, lecz przyjąć je gdy daje siebie,
To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby
ofiarować ukochanej całe swoje życie skupione w
ramionach twojego "ja", co znaczy więcej niż
tysiące pieszczot i szalonych uścisków,

Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie, nawet
jeśli ona przez moment się wzbrania
To dawać nie licząc tego, co inny ci daje,
płacąc bardzo drogo, nie domagając się zwrotu.

Największa miłość wreszcie to przebaczyć, gdy
ukochana niestety odchodzi, usiłując oddać
innym to, co przyrzekła tobie.

Kochać to zastawić stół, aby przy nim zasiadł twój
gość i nie sądzić, że możesz obejść się bez niego,
Ponieważ pozbawiony żywności, jaką on ci przynosi,
na twoje świąteczne przyjęcie nie postawisz
dań królewskich lecz tylko suchy chleb biedaka.

Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej,
wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada,
jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla
wyrównania drogi.

To zdecydować się rozsądnie i odważnie wyruszyć na
drogi czasu, nie na sto, tysiąc czy dziesięć
tysięcy dni, ale na pielgrzymkę, która się nie skończy,
bo jest pielgrzymką, która trwać będzie ZAWSZE.

Powinienem ci to powiedzieć, aby oczyścić twe
marzenia, że kochać to zgodzić się na cierpienie,
śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać,
Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć
o sobie dla drugiego, może wyrzec się życia dla
siebie tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego.

Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym
powiedziano i jeszcze więcej,
Bo kochać to otworzyć się na nieskończoną MIŁOŚĆ,
to pozwolić się kochać, być przejrzystym
wobec tej MIŁOŚCI, która zawsze w porę.

To jest, o wzniosła Przygodo, pozwolić Bogu
kochać tego, którego ty w sposób wolny
decydujesz się kochać!

Michael Quist

(francuski ksiądz)

środa, 22 października 2008

Bogowie starali się znaleźć ukryte miejsce na przechowywanie źródła mocy, żeby ludzkość nie mogła czerpać korzyści z tej wszechpotężnej siły. Jeden z bogów proponował ukryć ją na szczycie niedostępnej góry, drugi bóg jednak przestrzegał, że prędzej czy później człowiek znajdzie sposób wdarcia się na nią i zawładnie mocą. Inny bóg radził ukryć moc w głębinach morskich, ale i ten projekt zakwestionowano tłumacząc, że człowiek znajdzie sposób na zanurkowanie aż do najgłębszego dna. Jeszcze inny z bogów sugerował ukrycie mocy głęboko pod ziemią, ale i ten pomysł odrzucono dowodząc, że człowiek się do niej dokopie. Aż w końcu pewien stary, mądry bóg zamknął całą tę dyskusję wnioskiem, by źródło mocy ukryć w samym człowieku, ponieważ - jak stwierdził - człowiekowi nigdy nie przyjdzie do głowy tam szukać. I tak też uczyniono.

tęcza

Człowiek w potrzebie szuka odpowiedzi u "mistrzów", "guru", a wszystkie odpowiedzi są w jego środku. Tylko się wsłuchaj. 

Archiwum
bajka107@gazeta.pl