Życie to wszystko co mam :

Ciekawostki

czwartek, 20 lipca 2017

3 lata temu dostałam aloes od mojej przyjaciółki. Roślina miała ok. 90 cm, albo więcej. To była jedyna roślina, która jej nie umarła. Nie potrzebuje żadnej pielęgnacji, najlepiej o niej zapomnieć i rzadko podlewać. Trzeba jej jednak znaleźć dobre miejsce w domu. Wtedy rośnie jak szalona. Z tamtego aloesu moja mama zrobiła kilka butelek nalewki. Mam jeszcze jedną w lodówce. Czasem pijemy po łyżce na wzmocnienie, czy odporność. Aloes to bardzo pożyteczna dla człowieka roślina i powinna być w każdym domu.

Mój duży aloes stoi na parapecie w kuchni. Rozrasta się, więc dotyka liśćmi do szyby. 3 miesiące temu zauważyłam, że jeden liść złamał się. Normalnie urwałabym go, ale pomyślałam, że może by go uratować. Chwyciłam w dwa palce miejsce złamania i ciepło pomyślałam. Dałam roślinie impuls do samonaprawienia. Potem zostawiłam ją w spokoju.



Aż dzisiaj przypomniało mi się o niej i sprawdziłam „złamanie”. Zadziwiające, że liść się złączył i jest jędrny na całej długości. Został tylko ślad i jest inny niż pozostałe liście.

Nie wiem co o tym myśleć. Wola życia, to oczywiste. Może chciał, żeby mu zrobić fotkę ;)

Czy jest możliwe „naprawienie” większych złamań. Czy złamaną gałąź też można „naprawić”. Muszę potrenować, bo to bardzo ciekawe. Nie oczekuję, że złamaną nogę człowieka można naprawić bez gipsu, ale coś mniejszego chyba tak. Potrzebny jest czas spokoju, a u ludzi to deficyt. Nikt nie chce pracować nad sobą, bo wszystko trzeba robić szybko. Jakby świat miał się zaraz skończyć. Ja mam dużo czasu, więc potrenuję. :)

Lubię rośliny, bo są ciche i mało wymagające. A dają dużo piękna.

 

sobota, 28 stycznia 2017

Wczoraj był chiński sylwester, a dzisiaj Nowy Rok. To dobry dzień na początek czegoś nowego. W końcu jest nów. I Mars wchodzi do Barana. Moc jest z nami.

Kogo ogarnął marazm, ma teraz szansę się ocknąć. Gwiazdy sprzyjają wszelkim działaniom. A przecież wiadomo, że jak na górze tak na dole.

Ilustracje autorstwa Claudio Cernuschi, Maria De Filippo z książki Bajkowe marzenia, Silvia Crespi.

 

Kogut zwiastuje nowy dzień, bo wstało słońce. Żywioł Ognia doda pikanterii, szaleństwa i mocy każdemu działaniu.

Dzieci, które urodzą się tego roku (w mojej rodzinie pojawi się dziewczynka) będą utalentowane, zaradne, pracowite, odważne i pewne siebie. Priorytet to kariera.

Pojawi się mnóstwo kogucików, którzy będą stroszyć kolorowe piórka. Jedni wypłyną na szerokie wody, inni przepadną. Koguty nie znoszą konkurencji. Niektórzy to wykorzystają, żeby usunąć wrogów, napuszczając ich na siebie.

Ten rok będzie sprzyjał aktywności. Każdy będzie chciał być w centrum uwagi.

Koguty rzadko chorują i szybko zdrowieją. Ludzie będą aktywni, a branża fitness będzie w rozkwicie. Ludzie będą dbali o swoje ciała. W zdrowym ciele – zdrowy duch.

To rok wydatków. Pieniądze przyjdą, ale trzeba się napracować, zabiegać o zlecenia.

W długoletnich związkach jeśli jest dobrze, to lepiej nic nie zmieniać. W związkach, w których jedna osoba nie jest szczęśliwa będzie ruch i zamieszanie. Udawanie się nie sprawdza.

W tym roku przybędzie wielu nowych liderów w każdej dziedzinie. Każdy będzie chciał zabłysnąć. Ludziom będzie się to podobało. Może pojawi się nawet jakiś prorok czy super guru – światłość dnia.

Będą jakieś przetasowania na wysokich stanowiskach. Ludzie nie lubią prawdy, wolą być oszukiwani. Znając oszustwa trzeba jakoś zareagować, a ludzie wolą patrzeć na kolorowe piórka i gładką mowę.

Gdy wielkie organizacje zaczną się chwiać, to trzeba szybko zmienić szefa. Trzymanie starych się po prostu nie opłaci. Musi przyjść nowa krew, nowe pomysły. Ogień oczyści nawet tych co nie będą chcieli.

Nie działajmy impulsywnie, nie kończmy czegoś co ma szansę naprawy, nie rzucajmy wszystkiego dla nowo poznanej osoby, nie wyruszajmy w podróż nieprzygotowani. Sprawdzaj jakość, nie idź na ilość.

 

Nie sprawdzałam jeszcze tego, że Najgorzej w danym roku mają osoby urodzone pod danym znakiem. Czyli w roku Koguta będą miały pod górkę osoby właśnie osoby urodzone 12,24,36,48 i 60 lat temu. Wśród moich znajomych nie ma nikogo takiego, ale na świecie tak. Np. kogutami ale ziemskimi są Jennifer Lopez i Jennifer Aniston – osoby popularne, piękne i szczodre. Można odpędzić pecha i złe duchy ubierając się często na czerwono (buty, skarpetki, bielizna, dodatki). Ale z czerwonym trzeba uważać, bo co za dużo to niezdrowo. Ogień nie tylko oczyszcza, ale też pali na popiół.

Osama bin Laden był ognistym kogutem (10.03.1957=8). W 1957 roku, poprzednim roku ognistego koguta, było silne trzęsienie ziemi na Alasce, które wywołało tsunami. Było kilka katastrof samolotowych, pożarów, trzęsień ziemi, a huragan zabił 401 osób w USA. Były też próby z bronią nuklearną i wodorową. Ale też otwarto stadion Camp Nou w Barcelonie, sputnik-1 poleciał w kosmos, a potem sputnik-2 z Łajką.

Ekstrapolacja na podstawie minionych wydarzeń nie sprawdza sie. Ale wszystko jest możliwe. Podbój kosmosu jest możliwy i w końcu czekamy na komputery kwantowe, więc zamiast krzemu, nadchodzi wodór.

W 2017 roku kolory, które przyniosą szczęście to złoty, brązowy i żółty. Ale raczej nie w ubiorze, a w otoczeniu. Trump już powiesił złote zasłony w gabinecie owalnym. Bo on wie.

Pechowy kolor to kolor czerwony, bo mamy żywioł ognia. Może spalić każdego, kto nie będzie uważał.

 

Zobaczymy co się wydarzy w tym roku. Oczekujmy najlepszego :)



czwartek, 01 grudnia 2016

Byłam wczoraj w mało przeze mnie odwiedzanej części miasta. Pozałatwiałam sprawy i stałam na przystanku tramwajowym. Śnieg lekko sypał. Byłam zrelaksowana, myśli biegły samopas. Środek dnia, ok. 15.

Nagle usłyszałam w głowie zdanie: wytną nas.

Rozejrzałam się kto tak mówi. A potem dotarło do mnie, że na przystanku nie było nikogo. Nie miał kto mówić. Potem się kapnęłam, że to był głos w mojej głowie. Nieraz we śnie tak miałam, że słyszałam co kto myśli jako głosy.

Spojrzałam na drzewa rosnące między torami. Tak to one do mnie mówiły ;)!

Sytuacja irracjonalna. A co mi tam. Mogę pogadać.

Zapytałam: kto chce was wyciąć?

Odpowiedź: wytną nas.

Głos smutny, zrezygnowany.

Ja: Nie ma żadnych planów na przebudowę tej drogi. (to ulica Pabianicka)

One: nic nie wiesz.

Ja: Jesteście stare, dużo widziałyście. I oczami wyobraźni zobaczyłam lata wojny.

One: tak.

Ja: Jeszcze pożyjecie. Dobrze wyglądacie. (Naprawdę to są porządne, zdrowe drzewa. Dolne gałęzie przycięte i przypalone. Górne gałęzie umiejętnie omijały przewody.)

One: już niedługo.

Ja: Ciekawe co to znaczy "niedługo" dla drzewa.

One: niedługo.

Fakt, drzewa mają inną mentalność i inne poczucie czasu. Chyba.

Nadjechał tramwaj.

Ja: No to pa pa, trzymajcie się.

One: pa.

Odjechałam.

Zabawna sytuacja. Nigdy nie gadałam z przygodnymi drzewami. Ja ich zresztą nie zaczepiam.

Uwierzyłabym w tę sytuację, gdyby była noc, albo gdyby to był sen. Śmieszne.

Wycinka drzew jest prawdopodobna. Władze miasta betonują ulice w centrum nazywając to łunerfami. Stare drzewa znikają. Nie da się tam oddychać, bo jest smog. Kupuje się rachityczne drzewka w doniczkach. Ale one nie oczyszczają powietrza, bo ledwo zipią.


Kiedyś chciałam zostać bukieciarką, bo taka praca wydawała mi się ciekawa i pachnąca. Coś zawsze mi przeszkadzało w zdobyciu takiego zawodu. Właściwie to same kwiaty mnie odstraszyły. Zawsze gdy przechodziłam obok stoisk z kwiatami to czułam przeraźliwy smutek i zapach umierania. Do dzisiaj mam wstręt do ciętych kwiatów. Kiedyś dostałam w prezencie czerwoną różę, to zostawiłam ją w taksówce.

Mam więź z roślinami, ale z domowymi. Wiem kiedy wołają o wodę i świetnie rosną.

Ale po raz pierwszy rozmawiałam z obcymi drzewami. To nie żart.

Na zdjęciu są inne drzewa. Tak byłam zajęta rozmową, że nie zrobiłam fotki.

 



poniedziałek, 07 listopada 2016

Miało być Złoto, a zostało ZŁO w dodatku NON STOP ;)

Rzeczy czy urządzenia odczuwają nastroje ;)

Jest takie powiedzenie: "złośliwość rzeczy martwych".

To kłamstwo. Rzeczy mogą być złośliwe, ale na pewno nie są martwe.

Dawno temu Platon zauważył, że "świat jest żywą istotą" i ja się z nim zgadzam.

Mój pierwszy samochód (wygrany :)) był ze mną związany. Może dlatego, że byłam jego pierwszym właścicielem. Gdy zależało mi, żeby zapalił na mrozie, to wystarczy, że poprosiłam. Oczywiście potem musiałam doładować akumulator. Wiele razy mnie kontrolował. Zwalniał sam, gdy zbliżałam się do patrolu, albo do jakiegoś niebezpieczeństwa. Gdy włączałam alarm to dawał sygnał "pa pa" (2 razy), a gdy wyłączałam go to mówiłam "cześć" (1 sygnał). Jak ze znajomym.

Każdy z nas ma takie urządzenia, które wyzwalają uczucia miłości lub nienawiści. Miałam sąsiada, który kopał swoje autko, a ono ciągle się psuło.

Rzeczy są zbudowane z tego samego co człowiek i posiadają swoją świadomość. Ale nikt nie wie co to jest świadomość, bo nie można jej znaleźć, zmierzyć, zważyć. Ale każdy wie, że ją ma, a we śnie gdzieś sobie lata.

Świadomość jest siłą stwórczą całego wszechświata, a wymyka się badaniom naukowym.

Na mojej klatce schodowej zainstalowano lampy, które zapalają się na ruch. To bardzo wygodne. Gdy wieczorem wracałam do domu, to na klatce przemknęła mi myśl czy można przejść obok takich czujników niepostrzeżenie. Nie chodziło mi o jakiś powolny ruch, raczej coś odwrotnego. Chciałam przemknąć obok lamp niepostrzeżenie. W ułamku sekundy można wyrazić co się chce.

Moje lampy zapalają się gdy jestem na półpiętrze. Potem 8 stopni i piętro, potem 8 stopni i znowu półpiętro. Standard.

I ja, o nic nie prosząc, zaczęłam wchodzić na górę. Pierwsze światło zapaliło się gdy weszłam na 1 stopień.

Kolejne zapaliło się na wyższym piętrze, gdy weszłam na 2 stopień. Już widziałam wyraźnie, że coś jest nie tak ;)

A na ostatnim piętrze, gdzie jest moje mieszkanie doszłam do 6 stopnia w ciemności. Trochę nieswojo.

Zaznaczam, że wchodziłam normalnym tempem, ani za szybko, ani za wolno. Może to zmęczenie materiału, albo nieregularne dostarczenie prądu na klatki schodowe. Na wszystko się zgadzam. Zgadzam się też na sterowanie moim światem swoją świadomością. Lubię takie zabawy.

Miło w taki sposób rozpocząć tydzień.

I jak tu mieć zły nastrój. Zwłaszcza gdy neon chce nam zło wmówić ;))) Wolę złoto ;)

 

Bądźmy czujni :)



sobota, 08 października 2016

Gdy budzisz się rano i widzisz taki widok za oknem to jaki może być dzień?

 

Tak jest co rano. Ptaki siadają na szczycie drzew, patrzą na wschód i czekają aż pojawi się Słońce.

Pojechałyśmy dzisiaj do galerii handlowej na zakupy. Nie wiedziałam dlaczego moja przyjaciółka wzięła ze sobą parasolkę. Podobno zapowiadali permanentne deszcze. Dziwne, wczoraj było słonecznie, a na dzisiaj zamówiłam stop deszczom. I tak było. Na zakupy nie zabiera się parasolki, bo zajmuje miejsce i ciężko nosić torby.

BTW wczoraj przed snem pomyślałam, że Matthew rozejdzie się po kościach. I coś jakby osłabł. Nie moja broszka, bo ja jestem daleko i w żaden sposób mnie to nie dotyczy.

W galerii to chciałam kupić dobrą kawę i może coś przy okazji ;)

Mama kupiła kawę z reklamy i nie da się tego pić. Ohyda. Pani reklamująca szajs straciła twarz.

Dlaczego pisze o zwykłym dniu? Bo galeria była przepachniona. Od jakiegoś czasu tak mam, że wymyślam określenia czegoś lub kogoś w 1 słowie.

Przepachniona to nie znaczy przepełniona zapachem, tylko przeładowana pachnidłem. To wielka różnica. W galeriach sprzedają tandetę, którą przywożą z najdalszych zakątków świata. Towar płynie miesiącami w kontenerach i żeby nie zapleśniał pryska się to chemikaliami. Żeby to ludzie kupili trzeba ten smród czymś zamaskować. Najlepiej pryskać różnymi perfumami. A nuż się uda. I udaje się często. Mój znajomy pół roku temu kupił markowe dżinsy w markowym sklepie. Dużo zapłacił. Jak przyniósł do domu to dopiero poczuł czym są nasiąknięte śliczne spodnie. Prał, wietrzył, nic nie pomagało. Oddał, ale nie mógł wymienić na inne, bo wszystkie cuchnęły. Dostał zwrot kasy. I od teraz zanim coś kupi wącha. Dobry sposób. Gdy wchodzę do takiego wypachnionego sklepu to od razu robię się czujna. Czasem od razu wychodzę.

 

Ciągle nie daje mi spokoju zachowanie znajomego, który po wypiciu łaski właśnie w słowach stal się oszczędny. Słowa stwarzają rzeczywistość, więc nie powinno się paplać byle czego. Ale dla mnie to za mało.

(Nie miel ozorem, nie gadaj po próżnicy).

Słowa muszą mieć własną moc, własny kod.

Wymyśliłam ostatnio takie zaklęcie:

NapRAwiam DNA

Dla mojego dobRA

Nie dla zabawy

A dla popRAwy

Mojego ducha i ciała

La, la, la.

Akcent jest na ostatnią sylabę, żeby miało rytm i melodię i łatwo było zapamiętać. Własne kody mają największa moc.

Gdy robię coś mało ważnego to sobie to powtarzam. Tak, żeby sprawdzić czy można coś w sobie zmienić słowami, bo nic konkretnego nie miałam na myśli.

Właściwie od pierwszego wypowiedzenia tego zaklęcia, coś mi się przekręciło w świadomości, jakby zapaliło się światło. Wszystko zaczęłam widzieć jakoś inaczej.

Zwykle gdy szłam do pracy to kupowałam jakąś słodką bułkę, bo miałam blisko cukiernię. Teraz gdy przechodziłam obok sklepu to nic nie czułam, jakby to był sklep z gwoździami (takie miałam skojarzenie). A więc wszystko co tam było nie ma energii, więc po co mi to. Najgorzej jest w marketach, bo tam nic nie nadaje się do jedzenia. Owoce nigdy nie widziały światła słońca, są kwaśne i niejadalne. Pomidory zalatują rybą, bo są zmutowane. Wszystko jest sprejowane i woskowane. Gdy jesz takiego ogórka to wchłaniasz łój zwierzęcy z wosku. Itd. Nie ma tam życia. Zostałam zmuszona przez siebie (czy tak można powiedzieć?) do kupowania pomidorów i papryki u rolników na rynku. Na rynku są też inni sprzedawcy, którzy mają towar z hurtowni.

A najgorzej jest przy półkach z wodą i sokami. Tam jest jakaś dziura energetyczna, zastój, niechęć do życia. Najpierw mnie to zaskoczyło, ale gdy się zastanowić nad tym ...

Nie kupuję wód w plastikowych butelkach, bo plastik przechodzi do wody. Ale chodzi bardziej o to, że ta woda jest martwa, stojąca, pusta, nijaka. Taka woda jest trudno przyswajalna przez komórki i albo jest wydalana albo zatrzymuje się między komórkami powodując opuchnięcia i ciastowatość ciała.

O znaczeniu wody mówił Nassim na tym spotkaniu. O kształtowaniu świata też. Każdy jest kowalem własnego losu.



Lepsza jest woda z kranu, ale trzeba ją spreparować. Można ją strukturyzować w zamrażarce i pić po rozmrożeniu. Ja wolę rozbitą (rury) strukturę wody porządkować mieszając ją w jedną stronę, aż utworzy się wir. Pisałam o tym kiedyś na blogu. Ta woda jest świetnie absorbowana przez komórki.

Efekt tej "naprawy DNA" jest taki, że nie kupuję czegoś co jest martwe, jem 2 razy dziennie i owoc pomiędzy. Nie jestem głodna, mam dużo energii, świetnie sypiam, mam więcej pieniędzy, mam mało śmieci. Nie pamiętam kiedy bolała mnie głowa. A wiadomo, że jak boli to trzeba wypić szklankę wody.

I jeszcze jedna rzecz: wyrzuciłam wszystkie tabletki z domu. Po co mi to. To czysta chemia. Tabletki wycofują, bo substancji czynnych jest śladowa ilość, za to pełno wypełniaczy, które są nie do strawienia i kumulują się najczęściej w mózgu i przestrzeniach międzykomórkowych.

To wszystko to jakiś wewnętrzny przymus. Może niepotrzebnie łączę to z zaklęciem, ale to zaczęło się właśnie od niego.

Człowiek jest doskonały.

Wystarczy pozwolić ciału na naprawę i to robi, z pomocą DNA.

DNA rules!

I jeszcze słowa. W zaklęciu wyróżniłam jedną sylabę RA. Kiedy układałam tekst nie zauważyłam tego. Ale jak coś zaczęło się dziać to szukając przyczyny znalazłam klucz (Keymaker). Ta sylaba to imię boga Słońce RA, albo hinduskie Ravi.

Każde słowo gdzie znajdziemy tę sylabę ma znaczenie – oświecać, pojaśniać, mieć moc. Bo Słońce to światło, centrum naszego układu, świeci własnym światłem. Cechą Słońca jest zdolność widzenia, przenikanie, rozświetlanie, rozpoznanie, dawanie chęci życia. Słońce daje splendor każdemu działaniu.

Jako Jedynka kocham Słońce, a jako 55 kocham energię.

 

Zbadajmy kilka słów z tą sylabą:

WIA-RA – wiedza o świetle, o boskiej sile, która spełnia życzenia

U-RA-n – planeta, która jest władcą energii kosmicznej i transformuje energię. Może doładować albo rozwalić, jat to uran.

RA-dość – to ciekawe słowo. Gdy mamy radość to powinniśmy spuścić z tonu, nie skakać ze szczęścia (gdyby kózka nie skakała ...). To Zeland określał jako ważność – cieszyć się ale z umiarem. I wskazówkę mamy w jednym słowie!Nie musimy czytać książek.

Pa-RA – czuć gorąco ;) albo związek, w którym jest ciepło i wszyscy to widzą.

RA-sa – z wyglądu jedni ludzie są bardziej opaleni od innych.

RA-na – piecze, pali jakby ktoś przypiekał.

RA-diowóz – tam też może być gorąco ;(

Kiedyś żołnierze do walki uderzali z okrzykiem HU-RA, czyli poświęcali się dla Ra, zwycięstwo oddawali Bogu-światło.

B-RA-ma – gdy przejdziesz to czegoś się dowiesz.

Pa-RA-da – zobaczcie jacy jesteśmy piękni, świetliści dla Boga.

Można się tak bawić w nieskończoność.

Ciekawe jest słowo B-RA-IN – czyli mózg – to tam jest światło. Dlatego wszyscy chcą się tam dostać. A słowo HE-AR-T – serce – lustrzane odbicie RA.

Tak można długo.

 Świat jest mądry.

Daje nam nieustannie podpowiedzi. Trzeba tylko być uważnym, otworzyć się.

Dawno temu złapałam się na rozwój duchowy. Gdy człowiek czuje, że coś z tym światem nie gra (każdy jest Neo) to zaczyna szukać. I pakuje się w kłopoty.

Słowo ROZWÓJ znaczy rozłączenie, rozplącz zwój.

Idealnie to widać w słowie ROZWÓD – rozłączasz ród, małżonkowie idą własnymi drogami.

Mądrzejsi to doskonale wiedzieli tworząc cały świat EZO. Dawno już stamtąd odeszłam, bo coś mi nie pasowało. Ile można słuchać o końcach świata i o 5 wymiarach. RA mnie oświeciło. Szkoda czasu. Nikt ci nie pomoże, chyba że na krótko. Całą pracę musisz wykonać sam. Inne to przeszkadzajki, dostajesz punkty karne we wzRAstaniu

Rozwój duchowy czy osobisty ma za zadanie rozdzielić człowieka fizycznego od duchowego. Nadal działa dualizm, my wy, białe czarne, dobrzy i źli. To nic dobrego. Ludzie medytują, lewitują, dają się uzdrawiać, ktoś im grzebie w polu (jak kwantowe pijawki) nie wiadomo po co. To źle się kończy. Strata pieniędzy to pikuś. Zawsze chodzi o wyznawców i energię. Rynek podzielony.

Dlatego tak wiele osób "wysoko rozwiniętych" choruje na straszne choroby i szybko umiera. Na własne życzenie. Już mnie to nie dziwi, ani nie wzrusza. Nie zadaję pytania dlaczego, bo wiem. Brak harmonii. Człowiek się rozpada. Mamy materialistów i w lustrze uduchowionych. To dokładnie to samo. Nikt nie jest lepszy. To wszystko ma jeden cel, urabiać i straszyć. Czarnowidztwo było dawno temu karane. Ludzie byli świadomi własnego roli.

Z numerologii (amatorskiej) wiem, że dopiero Trinity daje szczęście i spełnienie.

Człowiek to jedność w Trójcy i tak powinien funkcjonować. Szanować ciało fizyczne i wykorzystywać dla własnego dobra swoją duchowość, którą mają od urodzenia (niczego nie muszą rozwijać). I do tego jeszcze szczypta boskości. I o to chodzi w życiu. Bo istota ludzka jest hologramem Boga.

Człowiek jest istotą duchową i ma żyć na Ziemi w świecie materialnym, fizycznym. Do podejmowania decyzji wykorzystywać swoją wewnętrzną wiedzę – intuicję i błogosławić i dziękować. Mamy 3 w jednym. Wybieraj 3 drogę.

Przecież żyjemy w świecie TRÓJWYMIAROWYM. To do czegoś zobowiązuje. Ludzkość jako całość musi wz-RA-stać. Innej drogi nie ma, nie ma wybranych. Wszyscy, albo nikt.

Obrazy spełniały się u mnie szybko, ale słowa jeszcze szybciej.

Słowa rezonują ze świadomością na zupełnie innym poziomie, z którego nie zdawałam sobie sprawy.

Dziękuję RA :)

 

 

 

 



poniedziałek, 03 października 2016

Trylogia Matrix jest filmem o miłości i kobiecości.

Tytuł – Matrix – znaczy matryca, macierz, łono. Chromosom X. Żeńskie znaczenie. Bez kobiet nie ma przyszłości. Dlatego jest ich zawsze więcej niż mężczyzn (16 i 7 na dobry początek). One są bardzo ważne, bo mają łona.

Neo w wyniku aborcji opuszcza sztuczne łono i spada na ziemię. Rewelacyjna scena, pełna podtekstów. W Matce Ziemi dzieje się większa część filmu, w podziemiach, grotach, w ciemności, jak dziecko w łonie matki.

Pierwszy związek miłosny zaaranżowała Wyrocznia. Najpierw zasiała ziarno w Trinity, a potem uświadomiła Neo.


Ciekawe, że Neo poczuł miłość, choć żył w sztucznym łonie, nie puszczano mu Mozarta, nie był przytulany. A jednak poczuł miłość. Oboje byli w sobie zakochani i było to widać gołym okiem. Wszyscy to widzieli. Razem w domu i razem w pracy. Dbała o dom, dbała o posiłki, pielęgnowała go w chorobie – śpiączce. Modliła się i była głęboko przekonana, że Neo się obudzi. Trini była oddana Neo bezgranicznie. Była gotowa oddać za niego życie. I Neo to samo. Gdy zobaczył przyszłość zakazał jej wchodzić do Matrix. I ona mu uległa.

Tak samo w małżeństwie. Zwykle kobiety wiedzą, który kolega nie jest przyjacielem, a który kontrahent może okraść. Mądry facet posłucha swojej kobiety i zawsze wygra. Kobieta wyczuje zagrożenie. Ta miłość napędza Neo, daje sens jego życiu. Bez Trini nie uwierzyłby w siebie. To zupełnie inny człowiek niż ten z pokoju 101. Dla prawdziwej miłości człowiek zrobi wszystko.


Energia miłości jest potężna. Naprawdę. To jak kilka atomówek. W filmie jest pełno błyskawic, nie bez powodu. Miłość uzdrawia. Zakochani o tym wiedzą. Nie piją, nie jedzą, a żyją. Karmią się miłością. To jest jak ze spełnianiem marzeń. Swój slajd wysyłasz w kosmos z uczuciem bezgranicznej ufności i miłości. Czujesz to każdą komórką ciała. I masz jak w banku.


To przykład związku po przejściach. Gdy Morfeusz (za sprawką Wyroczni) zajął się poszukiwaniem One, nie miał czasu na Niobe. I ona odeszła do innego. Ale miłości nie można zabić. Ona czeka na lepsze czasy. W kluczowym momencie ofiarowuje Morfeuszowi swój statek na potrzeby wojny. Wierzy głęboko, że Morfi ma rację. Taką decyzję można było podjąć tylko z miłości. Wygrała jeden etap wojny.


Mamy kolejny związek Linka i Zee. Ona się wścieka, bo Link „bawi się z kolegami” zamiast siedzieć w domu, albo chociaż częściej zaglądać. I za chwilę znowu jedzie na wojnę. Kochająca kobieta co może zrobić w takiej chwili? Robi naboje i dołącza do ruchu oporu. W dawnych czasach, gdy mężczyźni szli na wojnę, to ich kobiety czy żony na nich czekały. Dawały coś na szczęście, żeby mężczyźni o nich pamiętali. Zwykle to dodawało otuchy i mężczyźni wracali. Nie wszyscy. Jeden z moich pradziadków poszedł na wojnę 3 miesiące po ślubie i nie wrócił. A jeden z moich dziadków przeżył obóz, wrócił i zmarł na serce, bo babcia go nie kochała.


I mamy związek partnerski, dwie silne osobowości, które się podobno kiedyś kochały. Idealnie o tym informuje ten numer.


Ten związek trzyma się z przyzwyczajenia. To związek dwóch Jedynek. Każdy chce rządzić, każdy chce błyszczeć. Z premedytacją zadają sobie nawzajem ból. Tęsknią do miłości i zadowalają się przelotnymi zdradami. Związek bez przyszłości. Trudny podział majątku, jak nie było intercyzy.


Cypher zakochany jest w Trinity, ale bez wzajemności. Trini czeka na Neo, bo tak jej przepowiedziała wróżka. Na nikogo nie zwraca uwagi. Nawet nie stara się być miła.

Co tego biednego człowieka ma trzymać w realnym świecie? Opuścił Matrix, w którym był kimś, albo mógłby być. A dostał życie w brudzie, jedzenie papki i nieodwzajemnioną miłość. Tęskni za iluzją, bo jest mu źle. Karmił się nadzieją, ale ona zniknęła gdy pojawił się Neo. Wolność wychodziła mu bokiem. Skorzystał z pierwszej okazji, żeby uciec. W dalszym ciągu nie widzę podobieństwa z Lucyferem. Agent może być każdym i wykorzystał Bane, nie potrzebował Cyphera.


A tu mamy 99% ludzkości, plebs, pionki, motłoch, szarą masę.  W 1 części widzieliśmy tylko mały klub białego królika, w 2 klub Piekło Merowingów, a w 3 orgię. Ludzie są nadzy i bosi, mają mało, nic nie znaczą dla świata. Dla pospólstwa przewidziany jest zwykły seks bez miłości. Para idzie w gwizdek, zamiast tworzyć świat. Gdyby ludzie o tym wiedzieli, jakie to byłoby zagrożenie dla systemu. Moim zdaniem, najważniejsi ludzie na tej planecie, Matce Ziemi. Tylko nie mają wiedzy.

Telegonii powinno się uczyć w szkołach, bo dorośli po 33 roku życia na to nie pójdą. Nasi przodkowie o tym wiedzieli i stosowali w praktyce. Efektem tej wiedzy było prawo pierwszej nocy. Władcy dobrze wiedzieli co robią, zabierając dziewictwo mężatkom i wpływając na potomstwo. To samo robią starcy i pedofile, którzy gwałcą małe dzieci. Zabierają im wszystko co mają najcenniejsze. Jak po czymś takim poczuć miłość do drugiego człowieka? Dewiacje nie biorą się znikąd.

Brawo dla Architekta. Zaprogramował ludzi na seks, seksowne ubrania, seksowne jedzenie, seksowny makijaż … Gdyby ludzie kochali się z miłością, to ta energia rozwaliłaby świat. Ale oni nie wiedzą i wystarczy im tylko rozkosz. A jak jej nie ma to są namiastki jak dopalacze czy inne świństwa niszczące osobowość. Taki jest plan i jest świetnie realizowany. Wystarczy dotrzeć do 14 latków, bo oni łykną wszystko, zwłaszcza jak rodzice nie mają autorytetu.

A wszystkim chodzi o energię. Morfeusz mijał się z prawdą (mataczył), że jesteśmy bateryjkami. My jesteśmy źródłem potężnej energii, o której nie mamy pojęcia.


Postać Sati jest świetnie nakreślona. Sati jest programem stworzonym z miłości bez celu. Jest hinduską, więc trzeba tam szukać wyjaśnienia. Sati oznacza coś idealnego i czystego, i taka jest ta mała dziewczynka. Termin ten oznacza rytuał samospalenia wdowy. I Sati taka jest, żyje bez celu, a jednak dla miłości i z miłości aż po grób. Gdy ukochany mąż umiera to wdowa ginie razem z nim. Ta ceremonia obecnie nie ma sensu. W bardzo dawnych czasach kobiety wychodziły za mąż z miłości. Gdy mąż umierał to dla kobiety kończył się świat. Wymaganie od kobiety takiego poświęcenia jest nieetyczne, bo przecież mąż żyje w ich dzieciach, a ich nie powinno się krzywdzić. To symbol miłości idealnej, nieskazitelnej. Teraz niektóre kobiety żyją ze śmierci bogatych mężczyzn. Czy silikon się pali?

Mamy jeszcze miłość matczyną wdowy po bimbrowniku Dozerze. Też ma moc działania cudów.


Nawet maszyny poczuły miłość. Wszystko potrzebuje miłości. Wyrocznia mówi: „Ciasto trzeba wyrabiać rękami, bo ciastka też potrzebują miłości.” I zwierzęta i rośliny i samochody. A wróżka piecze coraz to lepsze cookies. Nawet jak nie lubisz, to musisz się na nie godzić. Uważaj na cookies od tej miłej pani. ;)

Cały film to sen Neo. Tylko we śnie występuje tyle symboli. Zadbał o to Morfeusz. Ale piękny sen.

Twórcy trylogii – bracia W. - zostali kobietami. Jak wszyscy, którzy to sobie zrobili wyglądają groteskowo. Ale bycie kobietą to nie cycki i makijaż. Żeby poczuć się kobietą trzeba mieć łono, macicę.

 

Niebo dzisiaj płakało nad niewiedzą ludzi. Punkt dla Architekta.

Ja dzisiaj chodziłam w różowych kaloszach i czerwonym szalu. Nie pasowałam do żadnego wahadła.

Uzbierałam za to dużo kasztanów i stare wyrzuciłam spod łóżka w sypialni.

Piękny dzień.

 

sobota, 01 października 2016

Minęło już 18 lat od nakręcenia filmu Matrix. Film świetnie wymyślony, zawierający pokłady znaczeń. Są tu aluzje do mnóstwa filmów, książek, do Biblii, do mitologii, numerologii itp. Żeby wymyślić taką fabułę trzeba mieć nazwisko na -ski i dużą wiedzę na różne tematy. Aluzje i podteksty nie zrozumie każdy, tylko ten z duszą. Co jakiś czas trylogia ta pojawia się w tv na różnych kanałach i coraz mniej jest osób, którym się to podoba. Chyba właśnie po to przypominają, żeby sprawdzić wiedzę młodego pokolenia. Jak ktoś nie czuje aluzji to zobaczy tylko strzelanki.  Niektóre filmy są ponadczasowe i Matrix do nich należy, moim zdaniem.

Żeby opowiedzieć fajną historię trzeba wymyślić ciekawe postaci. I w tym filmie takie właśnie były.


Morfeusz, grecki bóg marzeń sennych. Niektórzy uważają, że mitologia to bajki, to po co Rzymianie by ją ukradli i bogom nadali swoje imiona.

Morfeusz nas zwodzi, pojawia się we śnie każdego i mami. I taki jest w Matrix. Został zaprogramowany przez Wyrocznię do szukania kolejnego Zbawiciela ludzkości. Porzucił dziewczynę i szukał Neo. Aż znalazł Pana Andersona. Pokazał mu „prawdziwy” świat, czyli swoją wersję rzeczywistości. Bo rzeczywistość to wytwór naszego umysłu. Kto decyduje co jest prawdą, a co nie? Morfeusz pojawia się we śnie. Czyż cała ta historia nie jest snem Neo?


Przekonuje Wybrańca mówiąc mu rzeczy, które są nieprawdopodobne. A ostatecznym dowodem jest przepowiednia. Przez całą trylogię głęboko wierzy, że znalazł właściwego człowieka. Ponieważ ma charyzmę przekonuje do swego zdania innych. Zwodzi wszystkich.


Wyrocznia to przyczyna całego zamieszania. Pierwowzorem jej była Pytia, a może Sybilla. Tylko, że tamte wróżki były dziewicami. Pytia siedziała w świątyni nad szczeliną, z której wydobywały się opary, które wdychała, a potem mówiła pojedyncze słowa, które kapłani tłumaczyli. W XX wieku mamy wróżkę, która urzęduje w kuchni, zaciąga się papierosem i wtedy wypowiada swoje proroctwa. (Prawie jak współczesny jasnowidz Jackowski, który pali jak smok.) Okazuje się, że to matka Matrix, która ma wybadać ludzką psychikę. Zna ludzkie charaktery doskonale i każdemu mówi to co chce usłyszeć. Konstruuje ciąg zdarzeń, więc zna przyszłość. Często wypowiada banały w stylu: wszystko co ma początek, ma swój koniec. Wymyślono początek świata, wielki wybuch po to, żeby sprzedawać filmy o jego końcu. Ludźmi łatwo manipulować i ona świetnie to robi. Jest częścią systemu, taki dobry policjant. W swoim mieszkaniu ma tabliczkę z częścią cytatu ze Sztuki wojny. Wiele razy już o tym pisałam. Nie wystarczy poznać siebie, ale też i wroga, czyli drugiego człowieka.


To ojciec Matrix. Matka jest czarna, a on biały, czyściutki, bez emocji. Taki konstruktor. Na chłodno ustalił reguły gry obowiązujące ludzi na świecie i sobie ogląda co narobił.  Ciekawe, że po raz kolejny tworzy świat. Dwa razy mu się nie udało, bo ludzie nie byli szczęśliwi, bo ciągle czegoś chcą, szukają dziury w całym. To nie jest Bóg, to raczej Szef świata, który stoi na szczycie piramidy. Zorganizował życie na ziemi, ale ciągle się myli. A Źródło daje mu kolejną szansę. Zupełnie inaczej niż w życiu. Widocznie nie ma nikogo innego do tej pracy. Architekt nie może być Bogiem, bo nie ma poczucia humoru. Bóg go ma, bo w zadziwiający sposób spełnia marzenia.

Merowing symbolizuje elity naszego świata. Chce więcej władzy, jak jego przodkowie. Dynastia Merovingów żyła naprawdę i z małego nic nie znaczącego państwa stworzyła potęgę, rządzili prawie całą dzisiejszą Europą. Merowing przeżył wszystkich Wybrańców. Jest dobrze ustawiony, bo ma coś czego chcą inni (Klucznika). Dlatego inni się z nim liczą. Żyje sobie spokojnie, czasami dla zabawy bawi się uczuciami zwykłych ludzi. Też wypowiada mądrości typu „każda przyczyna ma swój skutek”. Niby wszystko wie, ale żona go zaskakuje, bo tę zasadę wykorzystała w praktyce przeciwko niemu. Pragnie coś czego nie można kupić, ale można dostać.

 

Persefona w mitologii była córką Zeusa i Demeter. Była niewiarygodnie piękną kobietę, w której zakochał się Hades, bóg umarłych i świata podziemnego. Hades porwał ją i zabrał do siebie. Po różnych umowach Persefona pół roku spędzała w podziemiach, a pół roku na ziemi. Persefona w filmie jest kobietą nieszczęśliwą w małżeństwie, dlatego ma dziwne życzenie. Znając mitologię wszystko jest jasne. Każda kobieta chciałaby być kochaną z wzajemnością. Można mieć wszystko, ale bez uczuć bogactwa nie cieszą.

Najciekawszą postacią w filmie jest agent Smith. Najwięcej się u niego dzieje. Ma pilnować ludzi, a się zmienia. Odłączył się, ale zabrakło mu celu. Każdy wie, że bez celu nie istniejemy. Nakręca go nienawiść i zemsta. Nie tylko każdy może być agentem, ale agent może być kim zechce. Pochłania wielu, nawet Wyrocznię. Chciał widzieć przyszłość. Jednak zdobyta wiedza nie pomaga mu w życiu i nie odnosi sukcesu. Uwielbiam tę scenę, w której Sati mówi mu, że jest niedobry. A on na to, że zyskuje przy bliższym poznaniu. I z uśmiechem połyka dziecko jak wilk czerwonego kapturka. Jest kowalem własnego losu. To alter ego Neo.

Niobe w mitologii była królową Teb. Miała 7 synów i 7 córek i pyszniła się tym. Jej dzieci zostały zabite, żeby spokorniała. W filmie Niobe jest gotowa na wszystko. Była z Morfeuszem, ale Wyrocznia się wtrąciła i Morfeusz odszedł na swoją misję.


Cypher to cyfra zero. To słowo pochodzi od arabskiego „sifir” i oznaczało pustkę. Potem uproszczono do słowa zefiro i zero. Cypher oznacza szyfrować, kodować, i właśnie tym zajmował się ten członek załogi. Niektórzy widzą w nim lucyfera, ale nie ja. Jemu nie podoba się świat Morfeusza i chce wrócić. To jego cel: być celebrytą, albo aktorem, jak Reagan :) Każdy kto zmierza do celu, chce go osiągnąć za wszelką cenę. I on tak właśnie zrobił.


Serafini to anioły stojące najbliżej tronu. W filmie Serafin jest ochroniarzem Wyroczni. Merowing mówi do niego „ty judaszu”. Okazało się, że kiedyś służył właśnie jemu (kiedy miał władzę), ale go zdradził. Czy Serafin przypadkiem nie był kiedyś Wybrańcem, bo umiejętności ma. Ale przecież Morfeusz powiedział, że wszyscy wybrańcy zginęli ;)

Tłumaczy się jej imię jako Trójca, a ja nazwałabym ją szczęściarą. Trzy to doskonałość. Trini była znakomitą hakerką i wszyscy myśleli, że to mężczyzna. Ją też zmanipulowała Wyrocznia, która powiedziała, że spotka miłość swego życia. I Trini zaczęła przeglądać Matrix w poszukiwaniu tej miłości. Gdy go znalazła, najpierw go obserwowała, a potem zakochała się. I jak zakochana kobieta dbała o niego, przynosiła mu obiad. Wierzyła we wszystko co mówił Neo, gotowa była poświęcić swoje życie. Była mu bezgranicznie oddana. Ideał kobiety.

Pan Thomas Anderson też jest hakerem. Pracuje w korporacji, ale niezbyt się przykłada. Coś mu nie pasuje w tym świecie. Taki niewierny Tomasz. Anderson – syn człowieczy – ander – son.

Niezadowolony człowiek tylko czeka aż coś się w jego życiu zmieni. I tą zmianą było spotkanie z Morfeuszem. Kupił opowieść o tym, że Matrix go więzi, uwierzył, że jest Wybrańcem. Dostał przechodnie imię Neo, bo tak nazywano wcześniejszych Zbawców. Zabawa z imieniem Neo jest ciekawa, i pojawia się wiele nowych znaczeń. (A co znaczy war - raw, TVN - NTV, dog - god ... Mogę tak długo.)

Wystarczyło tylko łyknąć tabletkę.


Ta scena jest świetna. Wszystko odbija się w okularach Morfeusza. Gdyby Neo był daltonistą, to którą tabletkę by wziął? Po prawej czy po lewej? Wybierz szczepionkę A lub B. To nieistotne. To nie była tabletka prawdy, nie zmieniała mu świadomości. To był zwykły czip, bo Neo miał być widoczny na ekranach monitorów. Dobrowolnie się zaczipował. Nie ma powrotu. Miał już jeden czip od Smitha, ale został usunięty.

Wielu ludzi utożsamiało się z Neo. Tuż przed 2000 rokiem ludzie czekali na jakieś drastyczne zmiany, zaczęli interesować się duchowością, a nie przyziemnością. Łatwo się było identyfikować z takim bohaterem.

Neo nie wierzył w przeznaczenie, bo to on sam podobno decydował o własnym życiu. Ale wierzył we wszystko co mu mówił Morfeusz. Często też chodził do wróżki, która mówiła mu to co chciał usłyszeć. Każdy chce być wyjątkowy i wybrany, chce, żeby jego życie miało jakiś sens. Znałam wielu takich co chodzili do astrologów i wierzyli, że jak ktoś zajechał im drogę to wina Marsa w kwadraturze. To wróżka mówiła im, że z jedną kobietą nie osiągnie sukcesu, a z inną będzie lepiej.  Naprawdę są ludzie na stanowiskach, którymi łatwo manipulować. Nie można wszystkiego zwalać na przeznaczenie, bo nie wszystko jest z góry ustalone.

Neo zachowywał się jak zahipnotyzowany. Wyszkolono go do walki. Przejął się swoją misją, że dopiero wróżka musiała mu zwrócić uwagę na Trini. Niby ludzie stoją mocno na ziemi, ale potrzebują potwierdzenia, czy idą dobrą drogą.

Neo jest przykładem, że mając cel można go osiągnąć.

Neo i Trinity zginęli. Tak kończy się każda wojna.

Żyjąc w systemie nie trzeba z nim walczyć. Wystarczy się obudzić, zdawać sobie z tego sprawę i kształtować swoją rzeczywistość omijając wahadła. W końcu od tego mamy mózgi.

 

Ludzie potrzebują wybierać. „Wszystko zaczyna się od wyboru?” System wie o tym doskonale i podsuwa zwykle swoje rozwiązania. W poniedziałek ubierz się na czarno, w środę na biało, w piątek załóż okulary, a w niedzielę kapelusz. Jesteś albo z nami albo przeciw nam. Kto nie skacze jest głupi. Rób to co ja, to będę cię lubił.

To żaden wybór. To kolejna iluzja. Odciągana jest uwaga od tego co istotne.

Ja wzięłabym zieloną tabletkę, trzecią. Wtedy to byłby prawdziwy wybór. :)

sobota, 24 września 2016

Dziwna sytuacja mi się przytrafiła. Szłam ulicą w środku dnia. Było słonecznie i pięknie. I nagle ok. 4 metry przede mną idąca kobieta odskoczyła na bok odwracając się w moją stronę. Spojrzała na mnie zdziwiona, zatrzymałam się na chwilę, ale byłam daleko czyli ok. 3 metrów od niej. Nikogo między nami nie było. Ona myślała, że ją popchnęłam, ale to było niemożliwe, nie mam tak długich rąk.

Zorientowała się, że to nie ja. Poszłam dalej, a ona nie wiem. Nie oglądałam się, bo to dziwna sytuacja.

Niewątpliwie coś się wydarzyło, ale co?

Gdy chodzę po brudnych chodnikach w mieście to już nie omijam plam, bo jest ich za dużo. Staram się płynąć nad nimi, unosić się w powietrzu. Wiem, że to niemożliwe, ale inaczej nie umiem. Brudu jest tak dużo, że nie sposób patrzeć pod nogi.

Szłam i myślałam o niczym. Czyli jak zwykle czułam niewyobrażalną wdzięczność do życia. Jestem przepełniona wdzięcznością. Tylko tyle.

 

Mark Twain mówił, że "Ludzie myślą, że myślą, a nie myślą".

 

Czy to możliwe, że moje pole rozszerzyło się do 4 metrów? Ja przecież nic nie robię w tym kierunku, więc skąd to.

Nie mogłam już normalnie iść i starałam się tak lawirować między ludźmi, żeby ich przypadkiem nie zaczepić moją aurą ;)



poniedziałek, 05 września 2016

Skoro Matrix był przyczyną mojego zerwania z choinki to warto coś o nim napisać.

Film, a właściwie trylogia, ma wiele zapożyczeń z innych filmów. Możesz nie znać Dorotki z Kansas, ani Alicji L.Carolla, ani wersetów z Biblii, czy japońskich komiksów, ale i tak każdy znajdzie w nim coś ciekawego dla siebie.

Moim zdaniem ten film ukazuje dualny świat, którego nie jesteśmy świadomi. Pokazuje drogę każdego z nas przez grę jaką jest życie na tej Ziemi.

Życie to gra.

Stąd te szachownice na klatce schodowej domu gdzie mieszka Morfeusz. Możesz się z tym nie zgadzać, ale tak jest. Jesteś albo wygranym, albo przegranym, trzeciej opcji nie ma. Czyżby? W szachach i warcabach nie, ale są jeszcze inne gry. Nieprawdaż?

O lustrach już kiedyś pisałam, więc krótko. Każdy tworzy swój własny świat. Świat jak lustro odbija twój stosunek do niego i zawsze się z tobą zgadza. Jeśli myślisz, że jesteś do niczego to inni tak cię będą postrzegać. Myśl o tym co chcesz osiągnąć, a nie o tym czego nie chcesz.

W Matrix ludzie noszą okulary, w których odbija się świat. W świecie prawdziwym nie. A może chcą ukryć swoje prawdziwe ja? Oczy – zwierciadło duszy. W Matrix ludzie noszą sztuczne ubrania i króluje lateks, a w świecie prawdziwym nosi się zgrzebne lniane ubrania (dualizm). Tylko Morfeusz nosi lustrzanki i tylko Klucznik nosi zwykłe białe szkła.

Najbardziej podobają mi się okularki Niobe ;)


Z lustrami należy uważać, bo można w nich zobaczyć coś czego nie chcemy.

Twórcy filmy na pewno nie chcieli pokazać nam kamer, które odbijają się w lusterkach. To jak w życiu. Wydaje nam się, że jesteśmy fajni, zdrowi i piękni. Prawda jest inna. Nie każdy może taki być, ale każdy może być sobą. Trzeba poznać samego siebie – to hasło wisi w mieszkaniu Wyroczni. Wygląda jak cytat ze Sztuki wojny, o której niedawno pisałam. Lektura obowiązkowa.

Wszystko zaczyna się od wyboru.

Życie stwarza nam wiele różnych możliwości. Naszą rolą jest wybrać właściwą drogę. Ale czym się kierować? Znakami.

"Jeżeli nadciąga coś, co może wywrzeć istotny wpływ na bieg zdarzeń, pojawia się sygnalizujący to znak. Drogowskazy pojawiają się tylko w wypadku, kiedy zaczyna się przejście na inne linie życia. Niektórych zjawisk możesz nie dostrzec, bo znajdujesz się dawnej linii, bo nie czujesz różnicy jakościowej." - Transerfing Rzeczywistości, Vadim Zeland.


Gdy dokonujemy znaczących wyborów, które zmienią nasze życie to znaki się pojawiają. Gdy nie zauważymy znaku, to nic się nie stanie. Gdy musimy podążyć wybraną drogą to pojawi się kolejny znak i kolejny, aż wejdziemy na drogę dla nas najlepszą. Gdy znaki się nie pojawiają tzn., że drepczemy w miejscu i niekoniecznie idziemy tam gdzie powinniśmy.

W drodze przez życie czasem potrzebujemy pomocy w wyborze, więc wykonajmy telefon do przyjaciela.


Czasem okazuje się, że ktoś kogo uważamy za przyjaciela wcale nim nie jest.Zamiast nam pomóc, angażuje nas w swoje sprawy.

To kolejna lekcja życiowa.

Niekiedy potrzebujemy wsparcia, by wejść w odpowiednie drzwi. Trzeba nas popchnąć we właściwym kierunku.


Ile razy słyszałam, że ktoś dla towarzystwa poszedł na egzamin wstępny, na przesłuchanie itp. A potem okazywało się, że to my mieliśmy przejść przez określone drzwi. Bo za nim ukrywał się cel naszego życia. Czasem inni czują co nam w duszy gra i pokazują nam właściwe drzwi.

Nieraz się zdarza, że idąc przez życie wybieramy ciągle te same sytuacje i ludzi.


Gdy zmieniałam pracę, to dostałam w prezencie książkę i kartkę "żebyś nie wpadła z deszczu pod rynnę". I tak było. A po rozwodzie interesowali się mną klony mojego byłego. Dopiero siostra zwróciła mi na to uwagę. Wydaje nam się, że dokonujemy zmiany, ale nic się nie zmienia. Kobiety ciągle "trafiają" na tych "złych", nie zdając sobie sprawy, że to ich odbicie w lustrze. Wybieramy to co znamy, a niekoniecznie to co dobre dla nas. Czasem w życiu spotykamy przeszkody i nie widzimy właściwych drzwi. Możemy wówczas jak Neo walczyć z każdym, albo jak Niobe przeskoczyć wszystkich agentów i iść dalej ;)

Czasem widzimy, że ktoś wchodzi przez drzwi i widzimy jego świat. Gdy my wchodzimy przez jego drzwi to rzeczywistość jest zupełnie inna, nie nasza.


Tam gdzie inni czują się dobrze, nam akurat może być źle. W tym mistrzami są wahadła, ktęre wmawiają nam własne cele. Warto zacząć odróżniać cele własne od cudzych i wybrać. A ludzie myślą, że jak kupią kosmetyk firmowany przez celebrytę to będą jak oni. Wahadło mówi rób jak ja, tańcz jak ja ci zagram. Czy o to chodzi w życiu, żeby realizować cudze cele i napełniać kabzę innym?


Czasem wchodzimy przez drzwi, za którymi jest ktoś wyjątkowy i na nas czeka. On wiedział, że przyjdziemy, bo jesteśmy mu do czegoś potrzebni. Ale niekoniecznie on jest potrzebny nam. Im szybciej to zauważymy tym lepiej. Zamiast tracić czas wyjdźmy i szukajmy właściwych drzwi do naszego celu.


Czasem w naszym życiu pojawia się Klucznik, który wskaże nam drzwi do Źródła. Błądzimy po tym świecie, ale na pewno ktoś zna odpowiedź na każde pytanie. To Źródło, Bóg, Architekt, czy ktokolwiek mądrzejszy od nas.

I oto nadszedł ten dzień.


Stajemy przed właściwymi drzwiami, otwieramy i oczekujemy wyjaśnień i wskazówek.


Okazuje się, że przed nami kolejny wybór. Dobrze, że mamy do wyboru jedne z dwóch drzwi. I znowu ta iluzja. Czy na pewno mamy iść w prawo albo w lewo, czy nie ma trzeciej drogi?

Nikt nie może za nas wybrać drogi naszego życia. Niektórzy próbują, np. rodzice. To się zawsze źle kończy.

"Każdy człowiek ma swoją unikalną drogę, na której osiągnie autentyczne szczęście w życiu.

Goniąc za fałszywymi celami, nic nie osiągniesz, albo osiągnąwszy, zrozumiesz, że nie tego potrzebowałeś.

Twój cel zmieni życie w święto. Twoje drzwi są drogą, która doprowadzi Cię do celu.

Jeżeli zmierzasz do Twojego celu, wchodząc przez Twoje drzwi, to nikt i nic nie będzie w stanie Ci przeszkodzić, ponieważ klucz Twojej duszy idealnie pasuje do zamka Twojej drogi." - Transerfing Rzeczywistości, tom 4.

 

W filmie, jak w życiu, jest więcej drzwi. Do niektórych potrzebny jest klucz, inne stoją przed nami otworem. Zabawa trwa.

Obejrzyj ponownie Matrix, bo to ciekawy film.

Każdy znajdzie swoje drzwi.

Wiem to :)


A w radiu właśnie teraz Bruce Springsteen i Dream baby dream :))) Życie to sen.



wtorek, 19 kwietnia 2016

Przed snem zerknęłam w niebo i Luna wyglądała tak. Przez szybę.

Nie ma już złączenia. Jowisz jest jeszcze dobrze widoczny, choć Księżyc mocno świeci (sam nie świeci tylko odbija światło słoneczne).

Księżyc jest już w znaku Wagi więc do piątku będziemy bardziej uprzejmi, ale też niezdecydowani.

A wieczorem wyszłam na balkon sprawdzić gdzie są obserwowane ciała niebieskie. Nie mogłam zrobić fotki, bo albo Księżyc wyszedł zza chmur, albo Jowisz. Nie było ich widać razem.

Więc powiedziałam, że wracam za 10 minut i mają się ustawić do dobrego zdjęcia. I efekt widać na ostatniej fotce ;) Mówisz - masz.

 

Myślą można zmieniać rzeczywistość. Wielu naukowców przeprowadza różne doświadczenia. Więc i ja to robię, choć nienaukowo. Zupełnie mnie to nie martwi :)

Spotkałam się dzisiaj z dwoma klientami, którzy mieszkają za miastem. Okazało się, że też patrzą w niebo i oczywiście wiedzą doskonale, że była koniunkcja znakomicie widoczna. Za miastem jest ciemno i wszystko widać lepiej. Kto by pomyślał, że poważni biznesmeni interesują się kosmosem i patrzą w niebo ;)

Tak to jest. Spotykamy się, prowadzimy interesy, interesujemy się ludźmi, którzy są do nas podobni (nie fizycznie). Czasem o tym nie wiemy. Do czasu.

 

 


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Kwiecień to pitowy miesiąc. Nic innego nie robię tylko wysyłam i wysyłam. Mało mam czasu na przyjemności, nic nie czytam i nie bywam. O czym tu pisać. Przeżyję ;)

Zagospodarowałam kolejne skrzynki na balkonie i posadziłam m.in. Bratki. Dawno ich nie było u mnie, ale nic ciekawszego nie wpadło mi w oko.

Oczywiście wszystkie kwiatki zwróciły się do słoneczka, oprócz jednej sadzonki. Jedna kępka bratków zamiast zwrócić się do słońca to "patrzy" na mnie. To zabawne. Jakby bratek pomylił mnie ze słoneczkiem. Uśmiecham się gdy odwracam wzrok od komputera i mam taki piękny widok.

Ciekawe jak długo to potrwa zanim się odwróci :)

W ciągu ostatniego tygodnia spotykam ludzi, którzy robią mi drobne uprzejmości, dobre uczynki. Też się uśmiecham. Ludzie są z natury dobrzy.

Wczoraj było ciekawe zjawisko na niebie: koniunkcja Księżyca z Jowiszem. Koniunkcja, czyli złączenie, czyli dwa ciała niebieskie są blisko siebie. Koniunkcja jest "kosmicznym drinkiem", składającym się z dwóch planetarnych energii.

Ktoś kto nie ma koniunkcji w swoim horoskopie urodzeniowym będzie mało przebojowy, będzie się bał działać, będzie szukał wsparcia i pomocy innych. Osoba z wieloma koniunkcjami ma energię do pokonywania przeszkód, bez lęku pokonuje trudności, nie ogląda się na innych, nie idzie na kompromisy. Ma moc. Z nieba.


Wczoraj mieliśmy aspekt gdy Księżyc i Jowisz połączyły swoje siły. Księżyc wygląda jak w pełni, ale ma dopiero 90%. Jowisz to kropka po lewej stronie.

Księżyc symbolizuje energię żeńską i zasadę macierzyństwa, płodność i ukryte moce Natury.

Księżyc wpływa na nasze emocje, nastroje i uczucia. Działania pod wpływem aspektu Księżyca wywołują skutki trudne do przewidzenia, a są długofalowe.

Jowisz jest największą planetą naszego Układu Słonecznego. To planeta społeczna. Jego energia wzmacnia ludzkie dążenie do poprawy statusu. Jeżeli przestrzega się prawa i normy to Jowisz działa dobroczynnie.

I te dwie energie wymieszały się akurat w ten weekend. Nie jest to koniunkcja pozytywna, ponieważ Jowisz jest w retrogradacji, czyli cofa się.

No i mieliśmy manifestacje aborcyjne.

Smutne to, że kobiety zapomniały o swojej kobiecości, o swoim powołaniu i żądają zabijania dzieci w swoich łonach. Znam wiele kobiet po poronieniach i nie życzę tego nikomu. Nie każdy jest celebrytką i nie każdy musi sypiać z każdym. Nikt się już nie szanuje. Promuje się seks w gimnazjach, dla sportu. A konsekwencji można się pozbyć. Aborcja to absolutna ostateczność.

Kobieta po aborcji traci energię, robi się dziura w aurze na wysokości macicy. Im więcej aborcji tym macica zimniejsza. W zimnym łonie żadne dziecko się nie zagnieździ. A jeśli już, to chore i słabe. Nie można bezkarnie zabijać, a potem czekać na dziecko. To prawo natury (Jowisz). Każda kobieta, którą znam lub znałam, a która miała aborcje to chorowała na nowotwory jajników, miała mięśniaki, cysty, torbiele, usunięto niektórym macicę itp. To się zawsze źle kończy dla zdrowia kobiety. Można przeprowadzić uzdrawianie międzypokoleniowe, które złagodzi trochę skutki decyzji o aborcji. Nie mogłam patrzeć na te kobiety, bo widziałam je zasnute w szarych pajęczynach i pleśni. One już są chore, nienawiść je zżera. Nie zamierzam z nikim wchodzić w dyskusję, stwierdzam fakty i widzę przyszłość. Każda choroba ma swoją przyczynę. Prawo karmy.

Dzisiaj koniunkcja się rozjechała. Nastroje opadły. Ale skutki wczorajszych decyzji będą dalekosiężne. Jowisz jest już po prawej stronie u góry.


Akurat gdy robiłam fotkę, przelatywał samolocik, który widać na 2 dolnych fotkach (z prawej do lewej leciał).

Pora przemyśleć wiele spraw. Cofają się jeszcze inne planety: Mars, Saturn, Pluton i ciągle Jowisz. Retrogradacje to ciekawe zjawisko. Planety cofają się, żebyśmy mogli "wrócić" do starych spraw i je przerobić, zaakceptować.  Dostajemy od Losu drugą, trzecią i czasem kolejną szansę na zmianę. Wszystko jest możliwe!

 

 


sobota, 27 lutego 2016

Czy człowiek dziecinnieje gdy bawi się z dzieckiem? Być może, ale nastrój mam wyśmienity. Jakbym wygrała największą nagrodę świata. Ciekawe co to mogłoby być.

Ze znalezionych skarpetek bez pary uszyłam nowe sukienni dla lalek. Palce pokłute szpilkami, ale nic to :) Lalki najpierw się wykąpały, wyschły, a potem przebrały. Tylko Ken nic nie dostał, bo wyglądałby głupio. Robi za tło. I związał się z Teresą, Barbie porzucona, ale nie smutna.

Kolorowanki uspokajają i można pogadać.

Dowiedziałam się o dzisiejszym śnie dziecka. Oczywiście zażyczyła sobie snu, więc go miała i zapamiętała. Śniło jej się, że szła przez pustynię. Wszędzie dookoła było pełno piasku i nikogo wokół. A ona szła i szła. Ciekawe :)

A to miała być menażeria.

Ale nie wyszła. Udał się tylko ślimak, który powstał z pana listonosza. Kolejne 3 balony pękły przy robieniu kotka, kwiatka i pudla. Miałyśmy za krótkie balony. Kwiatki wyszły z 3 płatkami. Przy 4 pękały. Zamiast kwiatków były miecze i można walczyć, nic nie boli i nikt nie ginie. No i miałyśmy wianki na głowę. Dziwne, ale śmieszne. Czego to się nie robi, żeby się dobrze bawić.

Ferie się kończą.

 

 


Tagi: lala
23:32, bajka107 , Ciekawostki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2016

Dziecko spędza ferie w domu. Co można robić?

Wiele rzeczy. A najlepiej zdziecinnieć i towarzyszyć w zabawie. Można wytresować lalki i dowiedzieć się w co dziecko wierzy. A wierzy, że lalki potrafią mówić. Dziecko widziało też ducha grubej kobiety w domu w biały dzień, oczywiście kątem oka. Nikt się z tego nie śmieje, bo inni też to widzą. A w tle tabliczka mnożenia. Muszą sobie przypomnieć jakieś sztuczki do szybkiego zapamiętania wyników. Jakie to dzieci mają problemy ;)

Kolorowanki zawsze w modzie. A to efekt 2 godzin mazania.

A na jutro są naszykowane balony, o których zapomnieliśmy w sylwestra. Bo chyba nie było pompki. Balony dostały osobowość, każdy ma namalowaną buzię i ma swoje imię, nazwisko i zawód. Niestety Mieczysław zdechł i nie ma go w zestawie. Zostało ich 11.

Jeśli do jutra nie schudną to powstaną z nich zwierzątka. Tylko jak je zrobić. :)

 

 


niedziela, 07 lutego 2016

Jutro w 2 nów roku - 8 lutego 2016 roku rozpoczyna się Rok Małpy w żywiole Ognia i będzie trwał do 27 stycznia 2017 r.


Małpa jest 9 znakiem chińskiego zodiaku. A rok 2016=9, więc wielu ludzi zakończy swój byt na ziemi. Dziewiąty rok to zamknięcie etapu, albo całego życia, ale wtedy gdy znalazłeś spełnienie, wykonałeś plan na życie. Miej ciągle jakieś plany i zadania :)

Małpa jest inteligentna i dowcipna, niegrzeczna i przebiegła, czujna i sprytna, zabawna i pogodna. Ale też arogancka i niecierpliwa. Dodać do tego ogień i mamy mieszankę wybuchową. Wszystko będzie się szybko zmieniać. Ruszą kariery i biznesy, z tym, że jedni zyskają fortuny, a inni stracą dorobek swojego życia i jeszcze zadłużą wnuki. Unikaj hazardu, kto chciwy straci wszystko, zbankrutuje. Małpa nie pokazuje bogactwa, a jest silna i potężna. Ludzie będą w tym roku aktywni, przebojowi i pomysłowi. Dlatego dużo bedzie wynalazków. Ludzie będą cenić dobre jedzenie, nowe ubrania i bogate rozrywki.

Dzieci urodzone w tym roku będą mądre.

Ponieważ struktury urosły i już nie pracują efektywnie, zostaną obalone. Władza oderwała się od rzeczywistości i musi upaść. Czas na wstrząs. Rewolucji nie będzie, tylko przeszkody zostaną usunięte. Ogień to też impulsywność, a więc wielu będzie zmierzało do konfliktów. Małpa jest mistrzynią kompromisu i ustępstw, więc antagoniści się szybko dogadają. Wskazany spokój.

Ogień to też siła twórcza, pasja, radość i kreatywność, a także optymizm. Ludzie będą podróżować, a więc będzie więcej wypadków drogowych, duża śmiertelność. Będą katastrofy nuklearne i śmierć z powietrza przez drony. Możliwe są trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, pożary, a także pandemie. Trzeba uważać na zdrowie dzieci.

Pod znakiem Małpy urodziło się wielu wynalazców, artystów i kreatywnych geniuszy. Pojawią się ludzie, którzy umieją rozwiązywać problemy, a od ich etyki będą zależały rezultaty.

To będzie ciekawy rok dla przywódców.

Dla Putina rok Małpy jest bardzo korzystny. Putin jest Smokiem w żywiole Wody. A woda gasi ogień. Od niego będzie zależał pokój na świecie. Potrafi i może wiele. Będzie najsilniejszym graczem.

Reszta odchodzi. Obama jest Wołem w żywiole Metalu. Metal topi się w ogniu, ale też w ogniu wykuwa się miecze. Odejdzie, bo kończy mu się kadencja. Nie trzeba być jasnowidzem ;) Niczego dobrego po sobie nie zostawi. Będzie znany z pustych obietnic i zapowiedzi. Mógł zamknąć Guantanamo, a rozpętał najwięcej konfliktów na świecie. Nikt po nim płakać nie będzie.

Pani Merkel jest Koniem w żywiole Drzewa. Drzewo płonie w ogniu. Ona zniknie ze sceny. Każdy kto nie dba o swoich ludzi w roku Ognistej Małpy straci szacunek i reputację. Będą się liczyć zwykli ludzie. Ona straciła kontakt z partyjnymi dołami, jest oderwana od rzeczywistości, pogubiła się. Odejdzie, ale nie sama.

2016 rok to wybory w USA. Nie wiadomo jeszcze kto będzie rywalizował, ale mamy na razie Donalda Trumpa – ognistego Psa, i Hillary Clinton – ognistą Świnię. Oboje są w żywiole roku, więc będą się pojawiać ciekawe zdarzenia i nagłe zwroty akcji. Będą wychodzić na jaw tajemnice, jedynym ratunkiem jest milczenie i ignorancja (Shizaru). Jest jeszcze Bernie Sanders – metalowy Wąż.

David Bowie umarł w 9 roku numerologicznym, a był ognistym Psem jak Trump i Trójką jak Clinton. Ciekawe.

Przysłowie mówi, że historia lubi się powtarzać. Nie lubi tylko musi. Każdy rok powtarza się co 60 lat, bo jest 12 znaków zodiaku (chińskiego) i 5 żywiołów. Dlatego rok 2016 będzie podobny do roku 1956 i 1896.

W 2016 roku zginie dużo ludzi. Jak co roku.

W 1956 roku wydarzyły się 2 śluby znanych osób, które śledził cały świat. Były to szokujące na tamte czasy śluby. Aktorka poślubiła księcia, a symbol seksu pisarza. To samo było w 1896 roku, bo wtedy Joseph Conrad (Korzeniowski) poślubił Jessie George, a wszyscy wiedzieli, że lubił męskie towarzystwo.


Ciekawe jakie w tym roku będą śluby, a może huczne rozwody.

W 1956 umarł Bierut (moja mama płakała), zalegalizowano aborcję, była dwa razy amnestia. Było sporo wypadków morskich (zatonęła Andrea Doria) i lotniczych (zderzenia samolotów w powietrzu). W katastrofach w kopalniach zginęło wielu górników, w Polsce 74, a w Belgii 262. Możliwa powtórka.

Była masakra w czerwcu w Poznaniu, stłumione w listopadzie powstanie węgierskie i śmierć 80 osób w Tbilisi na antyradzieckiej manifestacji.

W 1896 zginęło 110 górników w Katowicach oraz 27 tys. ludzi w trzęsieniu ziemi na Honsiu.

Był kryzys w Kanale Sueskim i bombardowanie Egiptu. Rozpoczęła się też gorączka złota w Klondike i zabito szacha. Czy w tym roku zginie ktoś ze szczytów władzy?

W 1896 odbyła się pierwsza udana operacja serca, pojawiły się tramwaje i nawiązano łączność radiową. Wydano też pierwszy numer pisma, od którego zaczynam dzień Daily Mail . Czytam, bo widzę, że nasza prasa czerpie garściami właśnie stamtąd.

Czy rządzący zrobią wszystko, żeby wyciągnąć ludzi na ulice? Radzę zrobić testament, bo można już nie wrócić do domu. Ciekawe, że na takich manifestacjach pewne twarze się powtarzają, czyżby to byli zawodowi, sowicie opłacani "buntownicy".

 

Z tym rokiem kojarzą mi się 3 Mądre Małpki. Znane w Japonii, Chinach i Indiach. Tłumaczy się nie widzę zła, nie słyszę zła, nie mówię zła.

Nie wiemy czego małpka nie chce widzieć, ani słyszeć, ale przecież na piękno się nie zamykamy.

 

Nie jest to symbol rodzin mafijnych ani sekt czy tajnych stowarzyszeń, w których panuje zmowa milczenia. Tu nie chodzi o przymykanie oczu i przyzwolenie na przestępstwa, malwersacje, naginanie prawa.

To wskazówka dla ludzi jak mają postępować. To takie lekarstwo na raka. Może o tym mówił Obama ;)

Ten symbol wskazuje, żeby nie patrzeć na złe rzeczy, przemoc, wojny, katastrofy, straszne choroby, czyli wyłączyć tv kiedy bombardują tym potokiem plugastwa. Patrząc na takie rzeczy nasz mózg wszystko rejestruje, wchłaniamy to w siebie i to jest w nas, narasta. Aż musi się wydostać i pojawia się niezrozumiała przemoc, ludzie jak zombie mordują bliskich lub obcych. Bo muszą tę pleśń z siebie wyrzucić.

Druga małpka nie słyszy zła, plotek, pomówień, szykanowania, obrażania, kwękania, użalania się, hejtowania – odcina się. Nie docierają do niej negatywne energie, jest czysta.

Trzecia małpka nie mówi zła, nie "strzępi języka" jak nie ma nic do powiedzenia, nie rani innych, nie upokarza, nie poniża, nie wyciąga na światło sekretów innych, nie zabija słowem (jak kiedyś ja :() Pomyśl zanim coś powiesz.

Każdy chyba zna zachowania małpek. Tak zachowują się dzieci.

Gdy dziecko jest świadkiem wypadku to matka zasłania mu oczy, żeby nie nasiąknęło krwawym widokiem, bo nie będzie potem dobrze spało. Dziecko samo zasłania sobie oczy jak nie chce czegoś widzieć, bo wtedy to dla niego znika. Jak się dziecko o coś prosi, jak się krzyczy na nie, jak jest hałas, syreny, alarmy, to dziecko zasłania sobie uszy i tego nie ma. Tak siebie chroni, intuicyjnie. Gdy dziecko nie nasiąknie tym złem to nie powie złych rzeczy. Dziecko mówi tylko to co usłyszy. Gdy mój syn poszedł po przedszkola to po tygodniu powiedział do nas k..wa. Spytałam go co to oznacza, a on, że nie wie, ale tak mówią inne dzieci. Powiedziałam mu, żeby nie mówił czegoś czego nie rozumie i co nic nie znaczy. W domu już tak nie mówił, gdy był dzieckiem ;)

Do XVII wieku była jeszcze 4 małpka Shizaru, która nic nie robiła. Była największa i symbolizowała niezgodę na czynienie zła, była obojętna. A dlaczego jej nie ma w popularnych zestawach figurek? Bo obojętność zabija. Na YT są filmiki z eksperymentów. Stawia się 3 naczynia z jakimś nasionkiem, do jednego mówi się dobrze rzeczy, do drugiego mówi się plugastwa a trzecie się ignoruje. Pierwsza roślinka rośnie dobrze, druga rośnie, ale jest rachityczna i pokręcona, a trzecie nasionko gnije, pleśnieje i nigdy nie wyda roślinki. Dlatego ludzi się polaryzuje, skupia się ich uwagę na jednym albo drugim, bo to daje energię. Najgorsi dla władz są ludzie, którzy są obojętni, nie angażują się w gry wojenne. Bo oni szanują swoją energię i nie szastają ją na prawo i lewo. A bez energii się umiera. Gdy ktoś cię będzie namawiał do przestępstwa, do czegoś czego nie chcesz, to bądź jak Shizaru – chroń siebie, uruchom intuicję i rozważ czy ci się to opłaci.

Pamiętajmy o tych małpkach, a ten rok będzie dla nas szczęśliwy, a my będziemy zdrowi. Dlatego nie czytam jak ludzie piszą o chorobach swoich lub dzieci, bo co mnie to obchodzi, ja na to nie choruję. Czasem okazuje się, że to oszustwo i granie na uczuciach, a chodzi o kasę. Ciągle ujawniane są przekręty oszustwo. Gdy czytałam o jakichś niepokojących symptomach to miałam każdą chorobę. Potem wyło mi się to "chore" i przestałam.

Bądźmy jak dzieci – szczęśliwe i radosne.

Korzystne kolory na ten rok to biały, niebieski i złoty. Nie mam pojęcia co to znaczy i jak się to przejawia. Jeszcze. Biały to też kolor żałoby na Dalekim Wschodzie. Czy projektanci to uwzględnią w swoich kolekcjach?

Szczęśliwym znakiem będzie zobaczenie małpy na żywo, więc idź do zoo lub do parku.

W pierwszy dzień nowego roku nie powinno się brać żadnych leków (jak ktoś nie musi np. suplementów), bo to sygnalizuje choroby przez cały rok. Nie należy jeść na śniadanie owsianki, bo to kojarzy się z biedą i to zły omen. Zjedz to co symbolizuje dla ciebie luksus, a to odbije się w twoim świecie. Nie powinno się też myć włosów i prać (to żywioł wody). Powinno się ten dzień rozpocząć hucznie od fajerwerków, żeby wystraszyć złe duchy.

Rok Małpy będzie zgodnie z tradycją trudny dla Małp i dla Tygrysów, ale żywioł jest istotny - kłóci się czy współgra z ogniem. A dla reszty czasem słońce czasem deszcz. Nie stresujmy się, bo wszystkiego nie da się przewidzieć.

Za rok nastanie czas ziemskiego Koguta.

 

 


piątek, 05 lutego 2016

Chińczycy już rozpoczęli święto wiosny, które potrwa dla niektórych prawie miesiąc.

Kończy się Rok-drewnianej-Kozy

Zanim napiszę coś o Nowym Chińskim Roku dobrze jest sprawdzić czy moje "przepowiednie" się sprawdziły. Jeśli nie, to po co się wysilać i bawić we wróżkę ;)

Drewniana Koza rozsadzała ziemię. Pojawiały się na całym świecie dziwne dziury i zapadliska. Do katastrof już jesteśmy przyzwyczajeni, a dziurom się nie dziwimy. Były nawet w Polsce, np. w Ostrowcu Wielkopolskim ta dziura-w-jezdni

Konflikty wyhamowały. Wojny nie było i miało jej nie być. Pan Jackowski ciągle ją przewiduje, a tu nic. Nie ma mocy sprawczej. Widocznie więcej można zarobić na strachu przed wojną niż na samej wojnie.

Rok Kozy to dla Chińczyków niedobry rok urodzenia, a w mojej rodzinie w listopadzie urodził się chłopczyk. Dostał 10 w skali Apgar. Sprawdzałam mu datę urodzenia i faktycznie przywódcą raczej nie będzie (i dobrze), a po rodzicach będzie spokojnym dzieckiem. Czy będzie miało szczęście to się okaże, będę obserwowała.

O Kosmosie dowiadywaliśmy się ciekawych rzeczy, a nawet Hillary Clinton obiecała ujawnić prawdę o ufo gdy zostanie prezydentem ;) Uaktywnili się zwłaszcza naukowcy i prawnicy. Naprędce tworzy się przepisy które państwo może korzystać z surowców pozyskanych z asteroid, kto może polecieć na Księżyc a kto nie.

Nawet Luksemburg chce zarobić, Korea Północna też Co-Kim-Dzon-Un-wystrzeli-w-kosmos Każde państwo ma własne satelity, wszyscy wszystkich szpiegują. Nawet prognozują, że spadające satelity i kosmiczne śmieci mogą wywołać wojne

Podbój Kosmosu dopiero się rozkręca i będziemy dowiadywać się jeszcze więcej.

O Putinie, Obamie i Merkel wszystko się sprawdziło. Merkel mogła zrobić coś dobrego, a zaprosiła hordy testosteronu. Ludzie zmienili swoje miejsce na ziemi. Można powiedzieć, że "usunęła się im ziemia spod nóg" i wyruszyli na podbój EU bez swoich kobiet. Myślała, że młodzi, zdrowi mężczyźni będą pracować, a oni chcą opieki, kasy i domów za darmo. Więc Angela, jako rasowy agitator, zmusiła podległe kraje do przejęcia tych leniwych ludzi i utrzymywania ich. Tylko po co?

Był to też rok kobiet, bo wiele kobiet dostało intratne stanowiska rządowe.

Nie było spektakularnych upadków (chyba, że coś pominęłam), bo Koza upada delikatnie na poduszki.

Okazało się, że system chiński jest precyzyjny i wiele mówi o przyszłości. Więc spokojnie mogę napisać o roku 2016 - Ognistej Małpki.

 

 


poniedziałek, 01 lutego 2016

W sobotę zjadłyśmy na obiad kluski śląskie i rolady. Jestem leniwa, więc o zmywaniu nie było mowy, niech czeka. Zamiast wyjść z domu, wolałyśmy położyć się na łóżku w sypialni. Zrobiłam tego dnia tylko 1141 kroków, ale leń zwyciężył. Ignorowałam "brak aktywności" – nie będzie mnie pouczać aplikacja ;)

Godzina 16, już ciemno, więc zapaliłyśmy małą lampkę, którą skierowałam na ścianę. Jak człowiek się nudzi to do głowy przychodzą głupie myśli. Zaczęłyśmy wierzgać nogami, zaczepiać się, a na ścianie cienie robiły zupełnie co innego. Potem doszły do tego ręce, a właściwie palce, które wyginałyśmy, żeby uzyskać jakieś zwierzątko. Na ścianie pojawiły się zające, łosie, łabędzie i ptaki. To cała nasza inwencja. Ale od czego jest internet. Niestety niewiele więcej zwierzątek można było pokazać tylko dłońmi.

Wtedy wpadłam na pomysł zrobienia figurek i zrobienia przedstawienia. W internecie znalazłyśmy różne proste postacie. Była to też okazja do nauki obsługi komputera. Po znalezieniu odpowiedniego rysunku wystarczyło zapisać go na pulpicie, potem wejść na pulpit kliknąć 2x ikonę obrazka, zaznaczyć ikonę drukuj, potem klikać na dalej, dalej, dalej, dalej, zakończ, zamknij. A potem przeciągnąć ikonę do kosza. Pokazałam raz, a potem dziecko zrobiło to samodzielnie. Przy okazji wydrukowała sobie 30 rysunków do kolorowania ze wszystkich znanych nam bajek.

Po wydrukowaniu trzeba było wyciąć postacie i znaleźć patyki. W domu miałam tylko długie rurki do napojów i patyki do chińszczyzny. Kredki były za krótkie.Wystarczyło przykleić obrazki taśmą klejącą i postać była gotowa.

Miałyśmy księżniczkę, rycerza na koniu, zamek, łosia i smoka. Niestety smok miał za cienką szyję i się podarł. Nie wystąpił w przedstawieniu. Łoś udawał zaczarowanego księcia. A potem jeszcze śmieszna historia, bo skład aktorów był dziwny. Łoś, który zmienił się w księcia był najlepszy.

Zabawa była doskonała. Pan leń rozpłynął się.

W ciągu dnia można te postacie wykorzystać w prawdziwym teatrzyku, ale to już nie to samo. Widać niedokładne wycinanki i nie ma nastroju. 

A na koniec dziecko musiało uwiecznić to co się zdarzyło i namalowało obrazek. Są tu i ptaki z dłoni i ludziki. Chyba widać co robiłyśmy? :)

Dobrze, że ktoś przed nami wymyślił ten teatrzyk. W każdym domu ten teatrzyk będzie inny, ma inne postaci i inne historie. Każdy jest wyjątkowy, zwłaszcza jak się zrobi wszystko samemu. 

 

 


środa, 20 stycznia 2016

Ciekawie wygląda Księżyc w tym roku.

Te zdjęcia dzieli 25,5 godziny, a jaka różnica. Musiałam czekać ponad 1,5 godziny, żeby zrobić zdjęcie w tym samym miejscu nieba.

 

Poczułam się jak Galileusz w 1637 roku, który odkrył librację.Nie byłam świadoma, że wahania są tak duże. Nie da się tego wytłumaczyć położeniem Ziemi, Słońca i Księżyca, bo różnica jest za duża.

Dzisiaj niebo zachmurzone, nic nie widać.

Aztekowie, Egipcjanie też obserwowali Księżyc. Pomyślałam ciepło o wszystkich przodkach, którzy gapili się w niebo.

My się zmieniamy, a on nie.

 

21-01-2016

 

Chcesz to masz. Sami tworzymy własną rzeczywistość. Świat się zmienia, bo na niego patrzymy.

Obudziłam się w nocy, bo było widno. I widzę jak Księżyc patrzy wprost na mnie. Zrobiłam fotkę. Nie zdążyłam zrobić drugiej, lepszej, bo widok zasnuł się chmurami. Jakby specjalnie, żeby mi pokazać, że wystarczy poprosić. A oto widok z okna sypialni, nie chciało mi się wstać ;)

 

 

Czy hologram może słyszeć nasze myśli?

 

 


piątek, 01 stycznia 2016

Kocham fajerwerki, a nie mam skośnych oczu.

Bez lampy błyskowej zrobiłam kilka fotek. Godz. 00:04


Nie myślałam, że coś będzie widać.


A tu gasnące fajerwerki. Oko ludzkie, moje, tego nie widziało.


Więcej nie ma, bo wolałam oglądać rewelacyjne widowisko niż robić fotki. Nie jestem uzależniona. Na takie piękne widoki trzeba poczekać 364 dni.

Pierwszy dzień roku piękny, zgodny z zamówieniem – lekki mrozik i słoneczko.

Tylko ten widok ;(

 

Może jednak  jestem uzależniona ;)))

 



poniedziałek, 16 listopada 2015

Wspomniałam w poprzednim wpisie o Popperze – guru wielu znanych ludzi. Nie ma przypadków.

W swoim dziele (ewangelii demokracji) „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” pisał m.in. o tolerancji.

Akurat dzisiaj 16 listopada obchodzony będzie na świecie

Międzynarodowy Dzień Tolerancji.

Tolerancja (tolerare) tłumaczona jest jako „cierpliwie znosić” lub „przecierpieć”, czyli polega na respektowaniu cudzych poglądów lub zachowań, chociaż się z nimi nie zgadzamy.

W historii zawsze ciemny lud musiał być tolerancyjny wobec dewiacji rządzących, polityków, kleru, czy innych wpływowych osób.

Karl Raimund Popper był zwolennikiem tolerancji, ale twierdził, że „nieograniczona tolerancja musi prowadzić do zaniku tolerancji”. Taki paradoks.

"Jestem zdecydowanie za tolerancją, lecz przeciw tolerowaniu nietolerancji, przemocy, okrucieństwa." Należy więc być tolerancyjnym tylko i wyłącznie wobec postaw i zachowań, które nie stwarzają zagrożenia dla innych. No i oczywiście tolerancja jest możliwa tylko w społeczeństwie otwartym.

Popper inspirował się poglądami Kanta. Immanuel Kant m.in. twierdził, że „Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji.”

John Locke (1632-1704), brytyjski filozof liberalny, również był inspiracją dla Poppera.

Locke w 1689 r. opublikował esej „Listy o tolerancji”, akurat po tzw. Chwalebnej Rewolucji (1688 r.). Na jego poglądy miała wpływ sytuacja polityczna, w której żył, czyli religijne spory między katolikami a anglikanami, wojna domowa, przywrócenie monarchii, spiski arystokratów, kłótnie pomiędzy stronnictwami politycznymi. Wcześniej tolerancja nie była żadną wartością lecz postawą, którą przyjmowano ze względów społecznych. To takie „przymykanie oczu” na złe zachowania dla „świętego spokoju”.

Locke uważał, że tolerancja to cnota nowoczesnego społeczeństwa i nią powinni się kierować ludzie w relacjach między sobą, a religia jest prywatną sprawą każdego człowieka. Państwo nie powinno się wtrącać do kościoła i odwrotnie.

Tolerowanie zła, którego nie da się uniknąć, jest samo w sobie zawsze złe.

Czy stawianie granic tolerancji jest jeszcze tolerancją?

W takim razie ja nie jestem tolerancyjna, bo nie zgadzam się na tortury, nie zgadzam się na strzelanie do ludzi, nie zgadzam się na wojny. Wyobrażam sobie, że wszyscy żołnierze wracają do swoich domów.

Kiedyś czytałam wywiad z aktorem – gejem, który mówił, że czuje obrzydzenie gdy ma się całować z kobietą. Toleruję go, ale nie oglądam żadnych filmów z jego udziałem i tracę oglądanie jak świetnie udaje.

 "Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja dla przemocy." - Tadeusz Kotarbiński

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Nie ma tolerowania wojen w słusznej sprawie. Zło zawsze jest złem.

Hasło „tolerancja” stało się wymuszaniem akceptacji, nawet dla złych działań.

 

Ciekawe jak będzie obchodzony dzisiejszy dzień.



środa, 28 października 2015

Ciągle dostaję coś na szczęście. A to ostatni nabytek. Od dziecka. Więc szczery i skuteczny. Noszę tę żabkę przy torebce.

Mam jeszcze złotą żabkę w portfelu z bilonem. Bo żaba jest symbolem pieniędzy. Ten symbol przyszedł do nas z Japonii. Podobno w tym języku słowo „żaba” i „wracać do domu” brzmią tak samo. Czyli nosząc żabę w portfelu zapewniamy sobie szybki powrót pieniędzy do domu. Nowy brelok-żaba jest w kolorze zielonym (jak dolary), a więc dodatkowo wzmocniona kasa ;) To jest symbol uniwersalny i zawsze działa.

Z tym szczęściem to różnie bywa. To co dla jednej osoby jest szczęściem dla innej może być nieszczęściem. Np. złodziej czy pedofil będą szczęśliwi gdy ich nie złapią, ale ich ofiary nie. Pojęcie szczęścia jest dla każdego inne. Dlatego życzenie komuś „szczęścia” jest ryzykowne, bo każdy inaczej je rozumie. Młode małżeństwa często muszą odpowiadać rodzicom czy ciotkom na pytanie: a kiedy będzie dziecko? Nie każdy nadaje się na rodzica i nie dla każdego szczęściem jest wychowywanie dzieci. Każdy ma swoje szczęście i nie powinno się nikogo oceniać własnymi kryteriami.

Z symbolami szczęścia trzeba uważać. Ostatnio popularny jest kotek – maneki-neko, czyli zapraszający kot.

To kotek, często złoty, który macha łapką. W Japonii często spotyka się go w restauracjach. A u nas stawiają go na wystawach sklepów. Co jest głupie. Zwykle taki kot macha lewą łapką, czyli zaprasza gości. W restauracjach się to sprawdza, bo klient zostawia pieniądze. Taki kot w sklepach zaprasza gości, ale oni wcale nie muszą nic kupować, tylko oglądają i kasy z tego nie ma. Kotek z podniesioną prawą łapką przywołuje pieniądze i szczęście. Ale czy ja mam wejść do takiego sklepu i uświadomić właściciela? A co mnie to obchodzi. Jeden taki sklep już się zwinął, ale naliczyłam jeszcze trzy. Zbankrutują.

Akwaria sprawdzają się w chińskich restauracjach, w polskich nie.

Symbolem szczęścia, jakkolwiek je rozumiemy, jest koniczynka z 4 płatkami. To moja z portfela, trochę już zniszczona. Dostałam kiedyś od dziecka kilkanaście prawdziwych, ale wsadziłam do wysuszenia do jakiejś książki i nie mogę teraz znaleźć ;)


Ten symbol zawłaszczyła sobie jedna partia i przynosi jej szczęście. Zawsze tak liczą głosy, że ciągle jest na powierzchni.

Kiedyś wmawiano na kursach, że obraz starego Żyda liczącego pieniądze, przyniesie właścicielowi majątek. Zupełnie tego nie rozumiem. Jak mogłam to odwodziłam moich znajomych od tego pomysłu.

Jest też popularny symbol zapewniający ochronę, czyli pierścień Atlantów.


Zawsze wzdrygam się jak go u kogoś zobaczę. Bo ludzie sami sobie szkodzą, z niewiedzy. W 2000 roku spotkałam pewną dziennikarkę, która robiła ze mną wywiad do lokalnego radia. Na palcu miała taki pierścień. Gdy zapytałam się jej czy wie co oznacza ten symbol, to mi odpowiedziała, że ma ją chronić, bo spotyka się z różnymi ludźmi. Tylko nie wzięła pod uwagę, że ochrona jest totalna, chroni ją przed wszystkim: przed złymi i fajnymi ludźmi, ciekawą pracą, grubą kasą. I nie nosi się tego pierścienia bez przerwy. Ta dziennikarka pracuje teraz w Warszawie w ogólnopolskim popularnym radiu i ma fają rodzinkę. Pierścień natychmiast zdjęła i los obdarzył ją hojnie. Blokada zniknęła, mogła się realizować.

Bezrobotny, który nosi pierścień na środkowym palcu nie znajdzie pracy, albo będą trudności. Noszenie pierścienia na palcu serdecznym zamyka drogę do udanego związku. Gdyby Bończak zdjął ten pierścień, to by Janda nie zabrała mu pomysłu na teatr. Ale przecież ludzie mają swój rozum.

Kiedyś koleżanka, lekarka, jechała na zajęcia i miała stłuczkę. Była przekonana, że to przez brak tego pierścienia, bo zostawiła go w łazience. Ludzie niepotrzebnie się fiksują i obwiniają rzeczy.

A najlepsze co możesz zrobić, żeby przyciągnąć szczęście jest otwarcie się na dobre wiadomości.

To co Zeland, autor Transerfingu, nazywa falą szczęścia, jest w zasięgu każdego. Wystarczy cieszyć się wszystkim co cię spotyka. Cokolwiek się zdarzy ty masz znaleźć zawsze coś pozytywnego. Nie wpuszczaj złych wiadomości do swego serca i życia. Zwłaszcza omijaj ludzi, którzy opowiadają ci o przestępstwach, politykach, spiskach. One oczywiście są, ale ty wiesz, że ci szkodzą. Niektórzy skupiający się tylko na tym, zaczynają chorować i umierają. I nawet nie wiedza dlaczego. Nurzanie się w pomyjach nie sprawi, że będziesz czysty.

Kiedy jesteś pogodny i dobrze nastawiony do świata, to dookoła powstaje strefa harmonijnych wibracji, w której wszystko szczęśliwie się układa. Pozytywne nastawienie zawsze prowadzi do sukcesu. Płyniesz na fali szczęścia. To jest wybór.

I to się dzieje naprawdę. Ludzie denerwują się na obsługę na poczcie, a ja wchodzę i szybko zostaję obsłużona. „Nieodpowiedni” ludzie nawet w komunikacji zmieniają miejsce specjalnie dla mnie, o czym kiedyś pisałam.

Nie znaczy to, że ciągle masz być „na haju”. Ale gdy widzisz, że coś się zacięło w twoim życiu, to natychmiast znajdź coś optymistycznego.

Ostatnio gdy napisałam na blogu, że mam doła, to po kliknięciu „publikuj” poczułam się lepiej.  Zły nastrój uleciał w kosmos, a ja zapisałam się na kurs kosmologii i na basen. Stwierdziłam, że chyba mam za dużo czasu, skoro mam czas na zły humor. I to wprowadziło mnie w doskonały humor, aż się śmiałam do siebie. Trzeba być czujnym i uważnym. Wybierz czy chcesz dzisiaj być uśmiechnięty i czy ma być święto. A może chcesz przeżywać żałobę, bo kogoś bliskiego spotkało nieszczęście. To twój wybór. Ty decydujesz.

A „coś na szczęście” może ci o tym przypominać. Tylko wybieraj rozważnie.

 

 


czwartek, 02 lipca 2015

Parę dni w lesie dobrze robi na mózg. Reset.

Zobaczyłam na żywo kunę. Ona bardziej się mnie bała niż ja jej. Wyglądała tak:

źródło: http://istotyzywe.pl/ssaki/kuna-domowa

To kuna domowa, ale moja nie miała właściciela i biegała po lesie. Taka bardziej leśna.

Usłyszałam też ciekawą opowieść o umieraniu. Mąż pewnej pani, schorowany, prosił ją, żeby zgasiła światło, bo go bardzo razi w oczy. Zgasiła wszystko. A on znowu, że jest za widno. To ona poszła spać w pokoju obok. Rano gdy wstała, mąż był zimny, umarł. A ona się obwinia, że nie wiedziała, że on umierał. Gdyby powiedział, że widzi światło, albo jakiś tunel, to może by ją coś tknęło. A on widział światło i nie wiedział, że inni tego nie widzą.

Ciekawe.

Potem okazało się, że nasze lalki nie mają się w co ubrać i trzeba im coś uszyć. Naga Barbie jest odrażająca. Dawno temu szyłam swoim lalkom ubranka, a potem szyłam sobie. Ale te czasy minęły.

Lee Alexander McQueen zaczynał w dzieciństwie od szycia ubranek lalkom swoich 3 sióstr. Potem został słynnym projektantem mody i gejem i popełnił samobójstwo. A ja nie zostałam projektantką i nie jestem gejem i samobójstwo mi nie wyszło. Bo ja szyłam z biedy. Jak czegoś nie ma, to trzeba to sobie wykreować.

Nasze dwie lale bardzo się różniły. Barbie jest wysoka, ma długie nogi i blond włosy. Włosy ma okropne, jak filc. Mulatka jest niska, ma dużą głowę, ale piękne włosy, które można czesać i układać. Lale nie mają imion.

Co ciekawe widać wyraźnie, że te lalki nie lubią się. Zupełnie do siebie nie pasują.

Wymyślałam przeszkody, ale znalazły się nici, igła, nożyczki, guziki, nawet taśma rzepowa na zapięcia. Szycie jest fajne, bo masz zajęte tylko ręce i możesz rozmawiać. Ile można grać w piłkę i skakać na skakance.

Ze starej koronki i zasłony uszyłam spódnicę.

Jak zrobi się zimno to można założyć futro (obszycie starych rękawiczek). Bez szycia, wystarczyło zrobić dziurki na ręce.

Różowa poszewka jest idealna na letnie ciuszki.

Koronki też  jest dużo. Można uszyć z 20 sukienek.

W pożyczonych ubrankach nie zawsze dobrze się wygląda. Barbie wyglądała dobrze, ale mulatka już niekoniecznie.

A to sukienka z falbanki jakiejś starej sukni. Wyszła długa, bo nie chciałam jej przycinać. I wyszedł ładny pasek. Torebka - kopertówka jest z folii po reklamówce kremu z gazety.

Odpoczynek na przystanku. Nogi bolą jak się chodzi na boso.

Okulary zrobiłam z folii po vit. B comp. Małe oczy – małe tabletki.

A tu pomalowane lakierem do paznokci – chyba wyglądają gorzej.

Pora na sportowe ubranko. Wykorzystałam kieszenie z kolorowymi paskami, żeby się nie męczyć drobiazgowym szyciem. Paletka jest z denka po dużym jogurcie .

Żeby lale nie były zazdrosne, uszyłam im podobne stroje. Mulatka nie dostała frotek na ręce i nogi, bo ona ciągle chodzi w szpilkach i nie chciała zdjąć kolczyków.

Jak zrobi się zimno to założą sweterki ( z rękawiczki dzianinowej) i dżinsową spódnicę. Na nogach ma skarpety z końcówek palców rękawiczki.

Mulatka dostała torebkę i krótszą spódnicę.

Która wygląda lepiej?

To są martwe istoty, ale widać, że się nie lubią. Nawet w podobnych ciuchach wyglądają inaczej. Osobno prezentują się dobrze, ale razem już nie. Nie ma chemii. Jak to możliwe, bo przecież to tylko lale.

Wszystkie ubranka są uszyte ręcznie z wykorzystaniem oryginalnych połączeń szmat. Zapinane są na rzepy i guziki. Można ubranka wykorzystać dla innych lalek, jeśli mają podobne wymiary. Czasem trzeba coś przewiązać, ale przecież na pokazach mody modelki mają ciuchy na agrafkach, albo zszyte na nich. Samo życie.

Ale jak widać powyżej każda lala wygląda inaczej. Ładnym we wszystkim ładnie. Barbie wygrywa. Chyba.

Nasze lale mają ciuchy, których nie ma nikt.I o to chodziło.

To była niezła zabawa. :)

 



piątek, 12 czerwca 2015

Zawsze, ale to zawsze gdy zbliża się burza, to zamykam wszystkie okna i opuszczam roletki. Często też chowam się np. w łazience, albo w łóżku i czekam aż burza przejdzie. Nikt się temu nie dziwi. Przecież każdy ma jakiegoś fioła.

Dzisiaj było podobnie. Zaczął wiać wiatr, zrobiło się ciemno. A u mnie zaciemnienie. Jak zwykle. Ale było tak duszno, że nie dało się wytrzymać. Postanowiłam zerwać z tradycją. Przecież nie jestem dzieckiem. To głupie bać się burzy, jak się siedzi bezpiecznie w domu. Otworzyłam okna i podniosłam roletki. Błyskawice błyskały, pioruny waliły, a ja robiłam swoje. Nic się nie stało. Przeżyłam, choć nie patrzyłam w niebo.

Rozjaśniło się, ale ciągle błyskało. A może uda mi się uchwycić błyski. Więc ustawiłam seryjne zdjęcia w telefonie  i klikałam parę razy. I zrobiłam taką fotkę. Na wschodnim niebie. Przez szybę. Nie jestem taka odważna ;) Nie tym razem, jeszcze.

20150612_193222

A ja myślałam, że błyskawice są pionowe. Dobrze, że wreszcie wiem, jak jest naprawdę.

A potem to już tylko jasne pasy na niebie.

Potem pomyślałam, że już jest za ciemno na tęczę, nie ma słońca. Przestało padać.  I wyszłam na balkon, a tam tęcza.

20150612_201405

Była coraz wyraźniejsza. A ja pomyślałam, że na pewno nie będzie podwójnej. I za chwilę była.

20150612_201958

Trochę dziwna ta podwójna tęcza, bo sporo oddalone od siebie. Inaczej niż zwykle. A najciekawsze było to, że pod tęczą ciągle błyskało. Zresztą widać inny kolor. Dobrze, że odważyłam się patrzeć na to zjawisko i przemogłam swój lęk

Tęcze utrzymywały się do 20:42. A o 20:59 zaszło słońce, wg kalendarza.

U mnie tęcze są częściej niż mgły. To już jest nudne. Teraz czekam na poziomą tęczę. A co ;))) Im mniej w to wierzę, tym szybciej to się ziści.

 

 


sobota, 30 maja 2015

Ciekawe jest to, że gdy człowiek nad czymś się zastanawia, zadaje sobie pytania to zawsze przychodzi jakaś odpowiedź.

Gdy się tak zastanawiałam dlaczego akurat Chińczycy byli tacy mądrzy, o wszystkim wiedzieli wcześniej niż cała reszta ludzkości, to trafiłam na taką hipotezę - themacchoi

Autor dowodzi, że Chińczycy mają gadzie pochodzenie.

Ze Wschodu pochodzą najwięksi filozofowie, to fakt. Skąd poznali naturę wszechświata. Jaką wiedzę na ten temat mają gady? Chyba, że mają pozaziemskie pochodzenie.

No i to uwielbienie smoków. W zodiaku chińskim smok występuje na równi z innymi zwierzętami, jest realny.

Smoki znane są na całym świecie, ale są traktowane w naszej kulturze jako bajkowe stworzenia.

Pisałam już o tym w notce Michael

Był jeszcze św. Jerzy, postać prawdziwa.

I legenda Merlina.

My mamy smoka wawelskiego.

A to smok czy krokodyl?

W Iraku w Al Ubaid znaleziono figurki z głowami jaszczurek pochodzące z 5900-4000 p.n.e. Co o nich można powiedzieć, czy tak wyglądali wtedy ludzie?

al ubaid

Z Chin, a właściwie z Tybetu, ludność migrowała na zachód do Mezopotamii 4300 p.n.e. - to byli Sumerowie, którzy stworzyli wysoko rozwiniętą cywilizację. To część dzisiejszego Iraku (czyżby Amerykanie interesowali się artefaktami i weszli tam, bo nie mogli do Chin). Potem była Babilonia, upadek miast sumeryjskich i koniec tej kultury w 1595 p.n.e. Potem Egipt 3200 p.n.e. i dalej na cały świat. Migracje były od zawsze i będą nadal.

To jednak nie tłumaczy największych osiągnięć Chińczyków.

Odkryli papier (do pisania, pakowania, toaletowy, do produkcji papierowych pieniędzy i torebek do herbaty), wynaleźli druk, proch (uwielbiamy fajerwerki). Stosowali brąz i żelazo, wyrabiali porcelanę, produkowali jedwab, cegły, narzędzia rolnicze. To Chińczycy odkryli zasady magnetyzmu i zastosowali igłę magnetyczną w kompasie.

Wg historii najstarsze pismo pochodzi z Chin 8000 p.n.e. Potem mamy sumeryjskie pismo klinowe, dalej egipskie hieroglify, potem hieroglify kreteńskie. A potem Majowie 400 p.n.e i Aztekowie XIII w. n.e.

Do dzisiaj naukowcy nie mogą odszyfrować pisma cywilizacji doliny Indusu (3300-1300 p.n.e.). Trochę to dziwne w dobie superszybkich komputerów. Ta cywilizacja upadła prawdopodobnie przez zmiany klimatyczne, a także przez „przeciążenie polityczno-ekonomicznej struktury ośrodków miejskich”. To wspaniała wiadomość dla nas. Biurokracja ma swój punkt kulminacyjny i musi upaść, by uprościć życie zwykłych ludzi.

Najciekawsza jest kultura sumeryjska, bo zachowało się wiele tabliczek i pieczęci, na których przedstawiono życie w tamtych czasach.

Najbardziej znana jest tablica wystawiona w muzeum w Berlinie „Mapa nieba VA/243”.

Skąd Sumerowie znali nasz układ słoneczny? Przecież nie mieli teleskopów. Ktoś im musiał o tym powiedzieć, albo pokazać.

Uran został odkryty w 1781 r., Neptun w 1846 r., a Pluton w 1930 r. To są planety za Saturnem, niewidoczne z ziemi. Są wolnobieżne, Uran okrąża ziemię w ciągu ok. 84 lat, Neptun – 165, a Pluton – 248 lat. Zresztą uznano w 2006 r., że Pluton jest planetą karłowatą i nasz układ słoneczny liczy sobie tylko 8 planet. Międzynarodowa Unia Astronomiczna jest mądrzejsza od Sumerów.

O kulturze Sumerach można przeczytać tu zapomniany-swiat-sumerow

Najciekawsza jest ich medycyna podobna do chińskiej TCM. Chorowali ludzie i bogowie. Leczono najpierw zaklęciami i modlitwami, a potem jak nie było efektu to miksturami, maściami. Ciekawe, że w wielu recepturach używano piwo rozcieńczone wodą. Używano tylko składników naturalnych, roślinnych i mineralnych, łącznie z naczyniami (np. skorupa żółwia). Nawet dzisiaj w Chinach lekarze stosują podobne receptury i mają wyniki.

Pytania można mnożyć, ale z odpowiedziami jest kłopot. Ciągle nie wiem od kogo pochodzi wiedza.

Mamy XXI wiek i brak odpowiedzi. Kiedy rozjaśni się mrok?

 

 


sobota, 16 maja 2015

Światło jest twórcą życia, a bez światła nie byłoby kolorów. Kolory są konieczne do życia każdemu stworzeniu. Oddziaływanie kolorów pobudza wzrost komórek, wpływa na nerwy i organy. Kolory mają wpływ na emocje i odczucia fizyczne. Jedne nas pobudzają inne uspokajają, są kolory ciepłe i zimne, przyciągające i odpychające.

Kolory postrzegamy nie tylko wzrokiem, ale możemy je poczuć dotykiem (Vision Care). Np. żółty jest w dotyku śliski, a pomarańczowy – twardy i szorstki.

Optyką i kolorami zajmował się Isaac Newton. Podstawy psychologii koloru stworzył Johann Wolfgang von Goethe w dziele Farbenlehre (Teoria kolorów).

Kolorem, który najbardziej przyciąga wzrok i widziany jest najpierw jest CZERWONY.

Kolor czerwony w naturze odbierany jest jako kolor radości, jest wykorzystywany do przyciągania płci przeciwnej. Dodaje energii, wyostrza zmysły, rozwesela. Można być czerwonym ze wstydu, albo czerwienić się z zakłopotania, albo z wściekłości.

Czerwień jest kolorem z silnymi drganiami, które mogą człowieka doprowadzić do gwałtownych czynów, wzbudza agresję.

 

Czerwony sygnalizator zmusza cię do stania w miejscu, bo jak nie, to najedzie na ciebie samochód ;)

Ostatnio coraz częściej przechodzę na czerwonym, bo nic nie jedzie. A często jest tak, że ludzie stoją, samochody stoją, zmiana następuje po 12 sekundach. Tak ustawiono światła w moim mieście po remontach. Przestałam reagować na to światło. Niedługo będą trochę inne sygnalizatory, jak te w Wiedniu


Czerwień w opinii ludowej łączy się z niebezpieczeństwem, namiętnością, rewolucją, a także z pomocą: straż pożarna, czerwony krzyż. Gdy piłkarz dostanie czerwoną kartkę to natychmiast musi opuścić boisko.

 

W ayurvedzie przypisuje się czerwieni właściwości rozgrzewające i pobudzające powstawanie czerwonych ciałek krwi. Czerwień nagrzewa ciało, ożywia tkankę nerwową i szpik kostny(?) Pomaga w utrzymaniu koloru skóry. Redukuje zbytnią aktywność kaphy i vaty. Nadmierne oddziaływanie czerwieni może spowodować zbytnią koncentrację pitty w różnych częściach ciała, co prowadzi do powstawania stanów zapalnych, np. zapalenia spojówek.

Jeśli masz zimne stopy to załóż czerwone skarpetki. Na pewno napłynie do nich krew i zapomnisz o tej dolegliwości. Dla kobiet wskazane jest noszenie czerwonej bielizny, zwłaszcza majtek. Sama noszę i wszystkie kobiety w mojej rodzinie. Nikt nie choruje teraz na choroby „kobiece”. Znam kobiety, które mają na raka szyjki, mięśniaki, torbiele i nigdy nie nosiły czerwonych fig. Jest to najlepsza ochrona, bo to kolor czakry podstawy, ale nie musisz w to wierzyć. Ten kolor jest wskazany dla kobiet, które nie mogą zajść w ciążę. Czasem na ciele jest zbyt mocny, wtedy można patrzeć na czerwone.

Jeśli ktoś używa do pisania lub podpisywania się czerwonego koloru, to sygnał, że ma problemy z seksem. Nie wiem czy dotyczy to pisania na czerwono mejli czy notek w internecie. Może ktoś się wypowie kto tak pisze ;)

czarny

Wg zasad feng shui czerwony w elewacji jest wskazany dla banków, bibliotek, doradców finansowych, gabinetów uzdrawiania, sklepy meblowe, obuwnicze. We wnętrzu wskazany jest dla jubilera, restauracji, sklepów meblowych i papierniczych. Niewskazany jest w szpitalach psychiatrycznych, w miejscach publicznych (windy, toalety), w halach i obiektach sportowych. W pokojach dzieci również niewskazany.

Z bankami trzeba ostrożnie, ważny jest też kształt logo. Np. pierwsze logo Kredyt banku było czerwono-biało-czarne. Bank sprzedany, choć zmienił logo na również nietrafione.

McDonalds miał dużo czerwonego i w logo i w wystroju wnętrz restauracji. Dewiza firmy: zjedz szybko i zrób miejsce dla następnego. W niektórych krajach nie chcą tej firmy, a ostatnio ma spadek obrotów, choć zmienia menu, zmieniła kolory w wystroju. Za dużo ognia.

Banki to instytucje zaufania, więc dziury symbolizują wyciek kasy i brak bezpieczeństwa.

Czerwone ściany są w agencjach towarzyskich, bo tam liczy się szybkość. We własnej sypialni dopuszczalne są dodatki czerwone, a najlepiej różowe, bo to różowy jest kolorem miłości.

Jeśli jednak ktoś ma takie ściany to jest to człowiek niespokojny, dynamiczny, wręcz agresywny. Dużą wagę przywiązuje do seksu, lubi ekstremalne przeżycia, lęka się codzienności, stagnacji, życia biernego i pełnego spokoju. Wydaje mu się, że jest pępkiem świata, idzie po trupach do celu, krótkodystansowiec. Jeśli ktoś z twoich znajomych ma taki kolor na ścianach to uważaj.

Czerwone bibeloty można umieścić na wprost wejścia do pokoju, bo to rejon sławy i reputacji.

W Chinach kolor czerwony to kolor szczęścia, ciepła, ognia, siły, sławy i pomyślności. Czerwień uważano za wyraz kosmicznej energii, element pobudzający oraz ochronę przed złymi wpływami. Moja babcia kazała mi przypiąć do wózka i łóżeczka dziecka czerwoną wstążeczkę – dla ochrony.

W chromoterapii kolor czerwony symbolizuje pozytywną, męską energię. Czerwień ożywia, energetyzuje, powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych i pobudza przepływ krwi, zwiększa produkcję czerwonych ciałek krwi i ogrzewa. Pomaga w zwalczaniu przeziębienia w fazie początkowej. Czerwień daje bodziec do wzmocnienia naszego ciała fizycznego.

 

Zaleca się działanie kolorem czerwonym w następujących chorobach:

  • anemia

  • artretyzm

  • brak apetytu

  • katar jelit

  • katar żołądka

  • liszaje

  • łysienie

  • odra

  • postrzał

  • reumatyzm

  • szkarlatyna

  • wysypka.

Przedawkowanie tego koloru może wywoływać gniew, bezwzględność, prowokować agresję.

Przeciwwskazania:

  • zaburzenia nerwowe u osób podnieconych, hiperaktywnych

  • stany gorączkowe

  • opuchlizny

  • wysokie ciśnienie krwionośnych

  • czerwona twarz

  • zapalenia.

Ubranie powinno być zgodne z charakterem człowieka. Noszenie ubrań, które ktoś dla nas wybierze, a są wbrew naszym upodobaniom, wiąże się z dużym stresem. Niektórzy mogą tak długo, jak np. politycy, artyści.

Upodobanie do konkretnych kolorów wiele mówi o człowieku.

Czerwone spodnie mówią – zawiodłem się na miłości rodziców. Potrzebuję ją znaleźć angażując się w różne przygody z kobietami oraz szukając autorytetu wśród mężczyzn.


Czerwone buty – nadmiar złości i brak miłości w dzieciństwie.

Czerwone korale, apaszka, kolczyki – zawiodłam się w miłości i nie potrafię o tym zapomnieć.

Czerwony żakiet – dostrzeż mnie, ale nie licz na zbyt wiele.

Kobieta w czerwieni przyciąga męskie spojrzenia.


W ciągu swego życia człowiek zazwyczaj 3 razy zmienia barwy. W okresie dorastania dominują kolory pobudzające (od czerwieni do żółtego), a drugim przeważają kolory uspokajające (fiolet, niebieski, indygo), a w trzecim okresie życia powinniśmy znów ubierać się na kolorowo. Należy jednak unikać białego, bo powoduje utratę energii. Zaprzestano go używać w szpitalach, gdy ludzie padali jak muchy.

 

Kolor odgrywa ważną rolę w odżywianiu człowieka. Badacz Lichtenstein odżywiał się białą żywnością (mleko, biały chleb, jajka, twaróg, ryż). Zachorował na nieżyt żołądka i jelit. Nie można odżywiać się odbarwionym jedzeniem.

Należy odżywiać się kolorową żywnością. Wszystkie barwniki roślin wiążą tlen w organizmie ludzkim. Im więcej barwników roślinnych spożywamy tym więcej i lepiej zaopatrujemy organizm w tlen, w witaminy, pierwiastki śladowe i enzymy, konieczne do przemiany materii. Jakiekolwiek świeże warzywo jest lepsze niż przetworzona papka, czy tabletki.

Czerwone barwniki zawierają: jabłka, buraki, kapusta czerwona, czereśnie, czerwone śliwki, agrest, maliny, rzodkiewki, tryskawki, pomidory, pieprz Cayenne, czerwona papryka.

Kolor czerwony poprawia apetyt, dlatego posiłki powinny być kolorowe.


Każdy kolory mogą mieć zarówno pozytywne jak i negatywne skutki. Chociaż czerwone róże na stole to symbol życia elegancją i pięknem, to czerwone światło na ścianie niekoniecznie.

Niechęć do określonej barwy może świadczyć o nadaktywności czy nadmiarze tego koloru w jakiejś części organizmu, a pragnienie ubierania się w określoną barwę – o niedoborze bądź słabej aktywności któregoś narządu.

Kolor czerwony jest nie dla każdego, bo ma mocne działanie. Możesz sobie pomóc, albo zaszkodzić.

Czerwony ma wiele odcieni. Ja najbardziej lubię magenta, czyli czerwień z fioletem. Taki nie czerwony i nie różowy.

Jak w każdej dziedzinie życia wskazany jest umiar i różnorodność.

A to źródła mojej wiedzy plus doświadczenia własne.

25.05.2015

Jeszcze dodam, że jeśli masz mało kasy to kup czerwony portfel. Będzie pękał od pieniędzy. Ja mam i jestem zadowolona. Moi panowie mają czarne, ale w środku czerwona tkanina. Czarny to w podświadomości czerwony. Nie musisz w to wierzyć, ale to działa.

Czerwony to świetny kolor jak chcesz coś zmienić w swoim życiu, a nie wiesz co. Kup sobie coś czerwonego, nawet coś małego i noś. To ci da impuls i przyciągnie zmiany.

 

 

 

piątek, 06 marca 2015

Idzie wiosna, choć jeszcze leży śnieg.

Ten widok zatrzymał mnie na 15 sekund.

Pica pica może jest zwyczajna, ale ma niezwyczajne zachowania.

Zobaczyłam srokę, która brała kąpiel w kałuży. Inne ptaki też się kąpią, ale sroka kąpie się, bo chce być ładna. Jako jedyny ptak ma samoświadomość i zdała test lustra (podobnie jak delfiny, słonie, świnie). Gdy przegląda się w lustrze – kałuży to wie, że to ona, a nie kolega.

Akurat zaczął się ich okres lęgowy, więc zrozumiała jest dbałość o wygląd.

Tak radośnie się pluskała, że zrobiłam jej zdjęcie.

20150306_11.59.21

 Po 7 sekundach przyszła koleżanka, ale tylko popatrzeć.

  20150306_11.59.28

Koleżanka jednak się nie skusiła na kąpiel, ale podglądała.

20150306_11.59.30

Sroka  poszła w swoją stronę, a ja w swoją.

20150306_11.59.36

A potem zza chmur wyszło słoneczko, żeby się temu przyjrzeć ;)

Proza życia jest bardzo ciekawa:)

Trzeba mieć oczy szeroko otwarte.

 

 

 
1 , 2 , 3
Archiwum
bajka107@gazeta.pl