Życie to wszystko co mam :

Sny

środa, 08 sierpnia 2018

Byłam na jakiejś pustyni. Było gorąco. Stanęłam przed jakąś skalistą górą. Usłyszałam, że te skały weryfikują człowieka. Trzeba stanąć przed nimi i zadać pytanie, albo coś powiedzieć. Nie bardzo wiedziałam jak to działa. Kiedyś miałam włożyć dłoń do kamiennych ust, ale się bałam i nie włożyłam.

I wtedy po prawej stronie pojawił się Ronaldo, ten piłkarz. Naprawdę, nie zmyślam. I on stanął przy skalistej ścianie, coś powiedział i skała się otworzyła i przesunęła w dół. Pojawiło się malowidło, bardzo kolorowe. Pomyślałam, że to azteckie malowidło, ale przecież oni nie malowali mandali. Bo malowidło przypominało mandalę. Obrazek po chwili się schował pod skałą.


Po lewej stronie pojawił się Clint Eastwood. Naprawdę ;) I on zrobił to samo. Jego malowidło również się wysunęło ze ściany. Było inne, ale też kolorowe. Trwało to kilka chwil, a potem malowidło się schowało.

to moje kolorowanki z apki

Teraz przyszła kolej na mnie. Zaczęłam się zastanawiać co ja mam powiedzieć, o co zapytać, czego oczekiwać, jak się zachować. Za długo czekałam i ogromna skała zniknęła. Przez moje niezdecydowanie coś mnie ominęło.

Obudziłam się.


Ciekawy zestaw postaci. Kilka lat temu oglądałam film o Ronaldo, o jego „parametrach”, talencie, wytrzymałości i niezwykłych umiejętnościach. I oczywiście o jego pracowitości. Piłka nożna zupełnie mnie nie interesuje, ale ludzie tak. Chyba kiedyś pisałam o Ronaldo.

Clint nie jest moim ulubionym aktorem, a po Snajperze to już go omijam. Ale jest również pracowity. Jest aktorem i reżyserem, nieustannie coś robi, a ma już 88 lat.

To są osoby, które na pewno wiedzą czego chcą i tam zmierzają. I mają talent.

Wczoraj byłam u mamy, ale o niewłaściwej porze. Ona oglądała jakiś turecki serial. Nie mogłyśmy rozmawiać, bo film był ważniejszy. W pewnej chwili kobieta w serialu zaczęła płakać, ale bez łez. Wykrzywiała twarz w dziwnych grymasach i udawała, że płacze i jest jej bardzo źle. A ja zaczęłam się śmiać. Modelki bez talentu nie potrafią zagrać wielu emocji, bo nie mają warsztatu. One nie są pracowite, cele mają inne. To nie moja bajka. Szkoda czasu na oglądanie takich produkcji. Mama się obraziła. Następnym razem sprawdzę jak będę do kogoś szła, czy akurat nie ma jakiegoś serialu.

Kilka dni temu szukałam małego pudełka na jakieś drobiazgi. Znalazłam pojemnik po rękawiczkach, a tam karteczki. Wyciągnęłam jedną.

Kiedyś piekłam ciasteczka z wróżbą i mi kilka karteczek zostało. Żeby nie zapomnieć przyśnił mi się ten sen. Nie da się go zapomnieć ;)

Faktycznie, muszę być czujna, żeby niczego nie przegapić. Bo okazje pojawiają się i znikają. Jak fale szczęścia.

Nieustannie się nawilżam wodami smakowymi własnej roboty. Lato jest takie jak powinno. Jest ciepło.

 

Dowolne owoce, lód, szczypta cukru, szczypta soli, woda.

Na zdrowie :)

 

23:07, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 czerwca 2018

Długo nie pisałam o snach. Bo nic mi się nie śniło. Tylko asie śniło mi się 2 razy, ale ich nie zapamiętałam.

Dzisiejszy sen trwał od 5:10 do 7:10.

Wybrałam się z siostrą do innego miasta na zakupy. To był inny czas nic obecny. Byłyśmy młodsze i żyłyśmy w innym świecie. Był on po prostu inaczej urządzony. Chyba gorszy.

Towary były cenne i niedostępne. Trzeba było je zdobywać w wymyślny sposób. Więc wstałyśmy w nocy, wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy na południe. Dojechałyśmy do jakiegoś miasta, celu podróży. Wszystko było zaplanowane, ale ja nie byłam z tamtego świata. Weszłam tylko w moje ciało w tamtym czasie, więc o wszystkim nie wiedziałam.

Wysiadłyśmy z samochodu i miałyśmy wejść do wielkiego murowanego budynki. Skierowałyśmy się do drzwi obitych blachą. Nie było klamki. Nie wiem jaki był sposób na otwarcie tych drzwi. Jakieś dziewczyny przed nami coś zrobiły, albo powiedziały jakieś hasło, i drzwi się otworzyły. Gdy powoli się zamykały my wślizgnęłyśmy się do tego miejsca. Okazało się, że to jakaś wyższa uczelnia. Miała swoją aulę, sale wykładowe. Wszystko po prawej stronie korytarzy. Po lewej za grubą ścianą były sklepy, ale rozmieszczone chaotycznie. Uczelnia na tym zarabiała, ale udawała, że nic o tym nie wie. Wszędzie był półmrok, czasami widniej, w zależności od branży sklepu. W pewnej chwili zobaczyłam przez okno, że w auli jest jakaś uroczystość. W tej ścianie oddzielającej dwie strefy były co jakiś czas okna. W całym budynku nie było światła słonecznego, tylko sztuczne, albo wcale. I my szłyśmy korytarzami, przechodziłyśmy przez wszystkie sklepy. Bo inaczej nie można. We współczesnej galerii idziesz korytarzem i wchodzisz gdzie chcesz. We śnie trzeba było iść w jedną stronę i przejść cały szlak setki sklepów. Mało interesowały mnie zakupy, ale siostra co jakiś czas się zatrzymywała, coś tam przymierzała, kupowała. Ja po prostu szłam. W pewnej chwili zostawiłam ją i szłam dalej. Zawróciłam, ale siostry nie było. Musiałyśmy się minąć. Szłam dalej do wyjścia. Spotkałam jakąś dziewczynę i 2 facetów. Rozmawialiśmy, byli mili, pomocni, weseli. Tacy fajni. Za fajni. Szliśmy przez jakiś czas razem. Zorientowałam się, że nie mam przy sobie portfela z pieniędzmi, ani telefonu, ani karty. Przypomniało mi się, że zostawiłam torebkę przy wejściu. Byliśmy już przy wyjściu. Oni otworzyli drzwi i zobaczyłam, że naprzeciwko są drzwi wejściowe.

Wystarczyło wyjść, i podjechać łukiem do tamtych drzwi. Znajomi powiedzieli, że mają samochód i mogą mnie podwieźć. Oni już byli na zewnątrz, a ja stałam jeszcze w środku i się zastanawiałam co zrobić. Podziękowałam tym ludziom i powiedziałam, że zawrócę po torebkę. Oni się zdziwili, bo ta droga trwała kilka godzin. Trochę na mnie naciskali, ale uprzejmie. Zwykle jestem niezdecydowana i łatwo mnie na coś namówić. We śnie zrobiłam jak postanowiłam. Drzwi wyjściowe się zamknęły. W drodze powrotnej pomyślałam, że to dziwne, że zakumplowałam się tak szybko z tymi ludźmi. Wzięli się znikąd, a siostra zniknęła. To wybitnie podejrzane. Chyba uratowałam życie. Droga powrotna była szybsza. Dotarłam do drzwi wejściowych, znalazłam swoją torebkę ze wszystkim w środku. Czyżby nikt jej nie widział i nie ukradł? Wyszłam przez drzwi wejściowe, bo od wewnątrz była klamka. Potem pomyślałam, że gdybym wyszła drzwiami wyjściowymi, to nie mogłabym wejść nie znając hasła. Musiałabym czekać godzinami aż ktoś się pojawi. Poczułam, że moja decyzja była dobra, a właściwie najlepsza. Poszłam do miejsca gdzie zaparkowałyśmy samochód, ale tam go nie było. Chyba siostra odjechała sama. Zaczęłam się zastanawiać co robić. I się obudziłam.


Cale szczęście :) Nie miałam pomysłu co dalej.

Nie będę się zastanawiała nad znaczeniem snu, bo przecież „sny nic nie znaczą”. ;)

Droga przez labirynt sklepów, to zwykła droga przez życie. Spotykamy dobrych i złych ludzi, pomocników i przeszkadzajki. Podejmujemy decyzje. Czasem sami, a czasem pod wpływem innych. Nie ma złych decyzji. Każda decyzja prowadzi w inną stronę i są tego konsekwencji. Jest po prostu inaczej, ani źle ani dobrze. Właściwie. Takie jest życie.

Jedyne co mnie zastanowiło w tym śnie to kształt tego budynku. Wyglądał jak ogromne oko, podłużny, zaokrąglony na końcach. Jak to możliwe, że wejście jest naprzeciwko wyjścia? Nie spotkałam w naszym świecie takiego kształtu budynku. Mój świat jest lepszy od tamtego we śnie. Jest widniej ;)

Dzisiaj zrobiłam dżem truskawkowy.

W wolnej chwili, 2 godziny. Wczoraj kupiłam 2 kg truskawek, część została wyrzucona, bo była uszkodzona, część została zjedzona. Resztę zasypałam cukrem, a gdy sok puścił trochę podgrzałam aż cukier się roztopił. Dzisiaj podgrzewałam ok. 2 godzin, ciągle mieszając. Lubi się przypalać. Więc w międzyczasie ugotowałam botwinkę, żeby mi się nie nudziło stać i mieszać. Z 1 kg owoców i kg cukru wyszły mi 3 słoiczki po 0,3 l. Ciekawe jak będzie smakował, bo z takiej odmiany (rumba) jeszcze nie jadłam. Kupnych nie da się jeść.

Dzisiaj środa, a ja tyle zrobiłam jakby była już sobota.

 

23:21, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 stycznia 2018

Wyśniłam go między 6:58 a 8:33.

Obudziłam się o 6:57. Nie wstaję w nocy, a dzisiaj wschód słońca miał być o 7:44. Więc szybko zasnęłam.

 

Siedziałam przed komputerem. Na ekranie miałam ujęcia z kilku kamer. Chyba 9. (Lubię earthcam, często patrzę co się dziej, jaka jest pogoda w różnych częściach świata.) Ale te we śnie kamerowały wnętrza. Na jednej zobaczyłam mój pokój. Kamera była skierowana na okno, pod którym stała komoda.


Jakiś facet stał przed tą komodą i coś tam robił. Nie otwierał szuflad, co mnie zdziwiło. Więc wstałam, zawołałam koleżankę i pojechałam do mojego domu. Moja koleżanka cały czas rozmawiała przez telefon, chodziła po mieszkaniu, na mnie nie zwracała uwagi. Podeszłam do komody i nic nie zauważyłam. Ale przecież facet coś przy niej robił. Gdybym tego nie widziała to bym niczego nie zauważyła. Zajrzałam pod komodę, a właściwie pod dolną szufladę. A tam były jakieś przewody, które się żarzyły. Ta konstrukcja była tak zaplanowana, żeby się w pewnej chwili zapaliła i przy okazji wywołała pożar w moim domu. Zdemontowałam to „urządzenie”, więc pożaru nie będzie. Moja koleżanka ciągle gadała, zajęta sobą. A ja czułam ciągle niepokój. Czy to nie za łatwe? Więc odsunęłam tę komodę. Zobaczyłam, że podłoga pod nią była prawie przepalona. Deski były rozżarzone, jak w ognisku. Niby były w całości, a jednak już przepalone. Dziwne, że komoda się nie zapadła piętro niżej. Nalałam do garnka wodę i zalałam ogień. Nie były to wesołe ogniki, ale żar. Syknęło i zgasło. Wtedy poczułam, że zagrożenie minęło. Wszystko OK. Obudziłam się.

To kolejny sen, w którym nie czułam, że śnię.

Mój dom we śnie to było pierwsze mieszkanie po wyprowadzce od rodziców. Wcześniej lokator spalił to mieszkanie, a remont był długi, bo trzeba było skrobać ściany. Długo było czuć spaleniznę. Mieszkanie było małe, 18 m², czyli 3x6m. Stojąc w drzwiach było widać wszystko. Ciekawe, że we śnie miałam przeczucie i akurat trafiłam na kamerę w moim domu. W życiu też tak mam. To już nie synchronizacja, to wykształcona cecha mojej osobowości. Zawsze trafiam na to co mnie interesuję, na błędy w pismach, błędy innych, na sprawy, które mogą mnie dotyczyć lub zainteresować. Oczywiście to nie moja zasługa, a zasługa mojej podświadomości. We współczesnej nauce mówi się o nieświadomości, która w głównej mierze podejmuje za nas decyzje. Gdy gram w coś na telefonie, to najlepsze wyniki mam gdy robię to machinalnie nie myśląc o grze. Naukowcy już to zauważyli, testując decyzje wielu ludzi. Polecam dokument Tajemnice ludzkiego mózgu.

Przypomniałam sobie o mojej podświadomości, z którą kiedyś miałam bliski i świetny kontakt. Poprzez sen skontaktowała się ze mną i ostrzegła przed niebezpieczeństwem. Poradziłam sobie.

Potem sięgając do półki po nowe ręczniki znalazłam szalik. Pół roku temu mi zniknął, myślałam, że zgubiłam, więc go nie szukałam. I dzisiaj się znalazł. Moja podświadomość jest mistrzynią w szukaniu zgub. Wróciła do mnie w pięknym stylu. A właściwie to wyszła z cienia, bo przecież zawsze jest przy mnie gotowa do zabawy. :) Muszę jej częściej dawać zajęcie, żeby nie czuła się zapomniana.

Potem gdy usiadłam do kompa, to zauważyłam ciekawe saldo. Ono ciągle się zmienia.


No i zakupy zrobiłam na ciekawą kwotę. Kilkanaście pozycji i suma:


Liczby mnie lubią ;) z wzajemnością. Czy to zabawa czy zwracanie uwagi?

Potem dostałam gotówkę za prezent. Niektórzy nie umieją dostawać prezentów za nic i czują się do czegoś zobowiązani. A ja oddałam to co dostałam nietrafionego dalej i tego nie ukrywałam. Za darmo. Aż do dzisiaj. Dostałam kasę i nakaz: kup sobie co chcesz.

Ludzie nie umieją dostawać coś za darmo. Tak zostali nauczeni, że nie ma nic za darmo. A ja uważam, że to co potrzebujemy dostajemy i ciężka praca jest niepotrzebna. Nie trzeba za wszystko płacić. Śmieszą mnie strony, które żebrzą o kasę na swoją wydumaną „ważną” działalność. W życiu jest wiele możliwości. Kasa sama płynie.

Piękny słoneczny dzień. Choć jeszcze krótki.








22:29, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 stycznia 2018

Weszłam do jakiegoś pokoju, a właściwie do małej sali konferencyjnej. Na środku stał duży prostokątny stół, a wokół krzesła, ok. 10.

Po prawej stronie od wejścia siedziała tęga blondyna w nieokreślonym wieku. Ja usiadłam naprzeciwko niej po lewej stronie stołu. Za mną wszedł facecik, który usiadł bliżej okna, które było naprzeciwko drzwi. Potem weszły jeszcze ze 3 osoby. Usiadły gdzieś. Przed każdym leżały zadrukowane kartki, ok. 50-100. Był to duży plik kartek.


Ta blondyna powiedziała, że to jest umowa, którą musimy podpisać. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem pracownikiem ogromnej, bogatej i znanej firmy. Ale pracownikiem szeregowym i pracuję gdzieś w połowie wieżowca. A my spotkaliśmy się na najwyższym piętrze – tam gdzie urzęduje szczyt władzy. Wydało mi się to dziwne. Umowa była bardzo ważna. Więc zaczęłam czytać. Przerwałam i zapytałam gdzie są dyrektorzy i prezesi, bo to oni powinni podpisać tę umowę. Blondyna trochę się zmieszała i powiedziała, że musieli pilnie gdzieś polecieć. Dlatego my, ja i facecik, mamy ich zastąpić i podpisać umowę, bo ona jest bardzo ważna. Można to zrobić tylko dzisiaj. Facecik był niżej ode mnie w hierarchii zatrudnienia. Może to jakiś 30- letni stażysta. Robił co ju kazano, bezmyślny.

Spojrzałam w okno. Poziome żaluzje były podciągnięte do góry. Nasza sala była oświetlona, a na dworze robiło się już ciemno. Czułam się w tamtym miejscu niekomfortowo. Zawsze gdy czuję się niepewnie to żartuję. Taki wentyl bezpieczeństwa. Więc powiedziałam, że w tak oświetlonym pokoju jesteśmy jak na celowniku, łatwo nas wystrzelać. Trochę to kuriozalne, bo byliśmy naprawdę wysoko.

Wtedy przypomniał mi się film Wanted – Ścigani. Pamiętam scenę gdy główny bohater i Angelina biegli po dachu pociągu, żeby w ułamku odpowiedniej sekundy zastrzelić człowieka, który myślał, że jest bezpieczny.


A blondyna zaczęła nerwowo chichotać. Czy ona nie zrozumiała dowcipu? A może to nie dowcip, a zobaczyłam co nas czeka. Facecik przekartkował umowę i zaczął podpisywać każdą stronę. A ja zaczęłam czytać na serio. Przeczytałam, że my występujemy w imieniu firmy jako jej reprezentanci i odpowiadamy życiem i majątkiem za prawdziwość ustaleń umowy. Potem było jeszcze gorzej. Właściwie to my zostaliśmy wystawieni przez szefów. Poczułam, że jak podpiszę to mnie zabiją. Było tam takie sformułowanie, że gdyby mi się coś stało, to nikt za mnie nie będzie odpowiadał. To był duży przekręt, a ceną moje życie.

Gdy się tak zastanowiła, to stwierdziłam, że nie zależy mi na tej pracy w połowie wieżowca, znajdę inną. A na życiu mi zależy i to bardzo, bo mam je tylko jedno. Nie czytałam już więcej, bo było coraz gorzej. Czułam się jakbym grzęzła w błoto czy bagno. Wstałam, rozrzuciłam kartki tej umowy (były luźne, niczym nie spięte, bo było ich naprawdę dużo) i powiedziałam, że nic nie podpiszę. Blondyna znowu nerwowo się śmiała. Facecik patrzył na mnie zdziwiony, bo on podpisał już połowę kartek. Kiedyś może pojaśniłabym mu sytuację i razem byśmy wyszli. Teraz uważam, że każdy ma swój rozum i nie będę zajmowała się czyimś losem. Niech radzi sobie sam. Gdy wyszłam z oświetlonego pokoju na korytarz to poczułam ulgę. Uratował życie i nie dałam się zeszmacić. Bogaci tak mają, że wykorzystują słabszych i biedniejszych od siebie. Ja nic dla nich nie znaczę. Nie ja to inna znajdzie się na moje miejsce. Niech sobie poszukają innej naiwnej.

Wiedziałam, że jak wyjdę z budynku to już tu nie wrócę. I dobrze.

W życiu realnym teraz nic nie podpisuję, a zawsze czytam umowy. Jestem spostrzegawcza i to co miało być ukryte czy błędy ja zawsze widzę. One po prostu do mnie „wychodzą” z treści.

Po południu dostałam mejl z banku, że uznali moją reklamację. 20 października z mojego konta zrobiono przelew 2 razy po 11,07. Transakcje były opisane jako google*msp aps,g.cp/helppay#, GB. Natychmiast zablokowałam kartę, a potem dostawałam smsy, że mam odblokować kartę, bo przelewy nie mogą przejść. Automatem. Kwoty nieduże, ale chciałam wyjaśnić. Tego dnia płaciłam kart w 2 sklepach, ale zbliżeniowo. Nikt mnie nie pytał mnie o hasła czy numer karty, a jednak pieniądze zniknęły. Bank 22 października oddał mi na konto te kwoty, ale reklamację miał rozpatrzyć w styczniu. Z pisma niczego się nie dowiedziałam, oprócz tego, że reklamacja została rozpatrzona pozytywnie. Wszystko mejlowo. Mam teraz nową kartę i długo nie będę korzystała z płatności kartą w internecie. Wole przelew bankowy, idzie parę godzin dłużej, ale nikt nie będzie mi robił własnych przelewów.

Właściwie to sen był proroczy :) Wygrałam we śnie i w życiu.



23:13, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 listopada 2017

Byłam w domu rodziców. Było trochę inaczej. Mieliśmy 2 pokoje, w jednym spali rodzice, w drugim ja z siostrą. Gdy się wyprowadziłyśmy, to rodzice w naszym pokoju zrobili sobie sypialnię. Kilka lat pokój stał pusty zanim zrozumieli, że wyprowadziłyśmy się na zawsze i nie wrócimy, nawet jak nam będzie źle. A we śnie rodzice byli w dużym pokoju, a w naszym była jakaś blond dziunia. Podobno ją przygarnęli, bo nie miała się gdzie podziać. Biedna siedziała w domu i narzekała, że nie ma kasy. A ja przyszłam z jakimś facetem, ale nie był to ktoś mi bliski. Może to kolega albo sąsiad, albo nikt. I ta dziunia mówiła właśnie do niego. A nuż się facet nabierze na jej teksty. Ja jej mówiłam, że niech idzie do pracy, albo do opieki społecznej. A ten facet spijał każde jej słowo, Wierzył we wszystko co mówiła. Był bardzo zatroskany i chciał besztać moich rodziców, że tej dziuni nie dają kasy. Patrzyłam na to zjawisko damsko-męskie i się dziwiłam, że ja jestem odporna na takie osoby. Potem jednak pomyślałam, że ona może się pozbyć moich rodziców (jakiś wypadek?), a to będzie rozwiązaniem jej problemów. Moi rodzice we śnie byli starsi i słabsi niż są w rzeczywistości. Już ja jej pokażę, wyrzucę ją natychmiast, tylko muszę przekonać do tego rodziców. Od razu trafi na bruk. Biedulka. Niech pasożytuje na kimś innym.



Dobrze, że to był tylko sen. Ja wiem, że rodzice umrą, jak każdy. Mieszkania też zmieniają właścicieli. Taka kolej rzeczy. Ale przyśpieszanie jest nie do przyjęcia i trzeba problemy rozwiązywać natychmiast. W realu nie zadaję się z dziuniami, bo mi po prostu szkoda czasu.Potem jestem jakaś głupsza, jakby to było zaraźliwe.

Od kilku dni nie dzwoniłam do rodziców, bo miałam pełno spotkań. Jak miałam czas to za późno na telefon. To czas dla koleżanek. I oczywiście zadzwoniła mama, na zamówienie. Przyjdą jutro na kawę, to pogadamy. Dowiem się czy przygarnęli jakąś sierotkę ;)))



23:14, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2017

Byłam w jakimś starym domu, chyba na wsi. Meble były stare, farba odłaziła, czuć było stęchlizną. Stałam przed starą komodą. Nie widziałam całego domu, ani innych pomieszczeń. Patrzyłam na dół komody, bo tam zauważyłam osę. Nie można jej pomylić z pszczołą. Osa latała tuż nad podłogą obok tej obdrapanej komody. Kręciła się i w końcu weszła do komody przez niewidoczną dziurkę. Jeszcze zanim weszła obok mnie po prawej stronie stanął jakiś mężczyzna w czarnych spodniach z materiału. Powiedział, że trzeba zabić osę, bo ona się rozmnoży i zbuduje ogromne gniazdo w tej komodzie. Gdy tak mówił, to ja oczyma wyobraźni widziałam rosnące gniazdo i miliony pszczół, które latają i kłują. Więc odpowiedziałam, że tak, trzeba ją zabić. Tylko trzeba poczekać aż wyjdzie i wtedy...



Znaczenie snu jest wybitnie negatywne. Leniwa i zła osa to przeciwieństwo pracowitej pszczoły.

W moim senniku to chyba jedyne hasło, którego znaczenie jest podkreślone. Osa oznacza „nieprzyjemności, kłopoty, złośliwość innych osób, natrętne i bolesne myśli, dręczące problemy.” Mogłam poczekać we śnie i ją zabić, bo to oznacza „pozbycie się wroga lub uwolnienie od kłopotów.” Gdybym to wiedziała zanim miałam ten sen ;)

Nie miałam czasu się głębiej nad tym zastanowić, bo czekałam na kogoś.

O godzinie 10.10 dostałam mejla „Stoimy w korku na autostradzie. Jakiś wypadek, a nie jesteśmy nawet w połowie drogi, nie wiadomo czy zdążymy ...”

W korku stali 40 minut. Gdy samochody ruszyły, a nawigacja pokazała, że nie zdążą na samolot, to zawrócili. Przyjechaliby 20 minut po zamknięcia bramki. Nie było sensu dalej jechać, bo nie było też innych połączeń tego dnia. Wszystko miałam ustawione pod gościa. A teraz mam dużo wolnego czasu.

Nie ma gościa – nie ma kłopotów? Czy tak mam interpretować sen? Czyli dobrze się stało, tylko dla mnie.

Następnym razem, gdy przyśni mi się osa, to ją rozdepczę, albo walnę czymś ciężkim. Zabiję na śmierć.

Człowiek się uczy cale życie.

 

22:45, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 listopada 2017

Byłam gdzieś wysoko, w pustce. Nic wokół nie było, ale było widno, jasno, a nawet biało. Byłam jakby zawieszona, bo nie było przyciągania. Jednocześnie mogłam przebierać nogami, żeby gdzieś pójść. Mogłam też płynąć, żeby się przemieścić. W pewnej chwili wzięłam jakąś makietę w kształcie lekko spłaszczonej piramidy.

Ona po prostu do mnie przypłynęła. Wyglądała jakby była z białego kartonu i była dość duża. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam się jej przyglądać. I ona zaczęła się zmieniać. Mój wzrok zagłębiał się w makietę i zaczęłam zauważać szczegóły. To było coś takiego jak człowiek patrzy z góry na ziemię i widzi drzewa, domy, samochody, zwierzęta, trawę, mrówki, podziemne korytarze, potem strumyki itd. Widziałam na wskroś. To wszystko pojawiało się przed moimi oczami w miarę jak patrzyłam w dół. W pewnej chwili coś usłyszałam i wszystko zniknęło, zwijając się do piramidy trzymanej przeze mnie w ręku. Spojrzałam w lewą stronę i zobaczyłam kilku mężczyzn, starych, siwych i grubych i w białych szatach, jak Grecy. Obok nich też płynęły piramidy, takie jak moja. Niczym się od siebie nie różniły. Wszystkich piramid było 5.

Zauważyłam też, że ja jestem kobietą o aparycji i wieku podobnym do tych mężczyzn ;) Dostałam od nich wiadomość, że mogę sobie wziąć piramidę, którą sobie wybrałam. (Musiałam to zrobić zanim sen mi się objawił.) No to wzięłam sobie moją piramidę oburącz i popłynęłam w prawą stronę, sama. Tamci zostali, nie oglądałam się za siebie. Ktoś z ziemi gdyby mnie wtedy zobaczył to by powiedział, że płynę z deską do nauki pływania i to w sukni. Tak płynąc podglądałam co się dzieje na mojej ruchomej makiecie. Co robią ludzie i co się tam dzieje. Czułam się jakbym była na spektaklu w teatrze. Obserwowałam.


Obudziłam się i pamiętałam każdy szczegół. Sen był bardzo wyraźny.Lubie sny, bo rozmawia się telepatycznie. Nie musisz pojaśniać o ci chodzi, wszyscy porozumiewają się telepatycznie i błyskawicznie.

To co widziałam to na pewno nie była to ziemia, bo ziemia jest okrągła jak piłka, a ja widziałam świat na kwadracie.

Ponieważ pojawiła się wyraźnie liczba 5, to sprawdziłam w mojej Wyroczni snów. Dawno do niej nie zaglądałam.

5 – Okno – Planeta Mars

Oznacza, że muszę zdyscyplinować swój umysł. Nie dać się zwieść przez wielkie ideały, rozdmuchane projekty lub puste obietnice, z którymi się spotkam. „Miej oczy szeroko otwarte'”. Poczuję pragnienie wolności, jakbym kiedyś przestała je czuć.Nic dziwnego, że biała piramida skojarzyła mi się z projektem i makietą.

Mam robić kolaże, które do mnie przemówią i pokażą mi co jest grane. W wolnej chwili ;)

Okno umożliwia dopływ powietrza i światło. I ja to okno otworzyłam – na zmiany.

 

23:15, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 października 2017

Po wczorajszej akcji z odkurzaczem wpadłam na pomysł, żeby okadzić kuchnię białą szałwią. Przy okazji dym rozprowadziłam po całym domu. Gdy przyszła pora snu, trzeba było wywietrzyć mieszkanie, bo było siwo.

Okadzony umysł wyprodukował taki oto sen:

Był wieczór. Kupowałam coś od handlarza, który stał na ulicy. Żeby do niego podejść musiałam wejść po 3 szerokich stopniach. Wokół nikogo nie było, tylko on i ja i półmrok.

Kupiłam jakieś warzywa i dałam mu 200 zł. A on mi wydał 100 zł i inne banknoty i drobne. Spojrzałam na banknot 100 złotowy i się zdziwiłam, bo był fioletowy. Kolor był ładny, intensywny, zwracający uwagę, jakby prosto z drukarki, nieużywany w obiegu. Przecież nie ma u nas banknotu o takim nominale w kolorze fioletowym. Świadomie go wzięłam, choć wiedziałam, że jest fałszywy. Na drugi dzień rano w samoobsługowym sklepie znowu coś kupowałam i podałam kasjerce fałszywy banknot. A ona spytała skąd go mam. Odpowiedziałam jej, że dał mi go uliczny handlarz. Odebrałam go od niej i dałam jej prawdziwe pieniądze. A potem poszłam na policję zgłosić przestępstwo. Spisywali mnie długo, a ja cierpliwie wyjaśniałam całą sytuację, opisywałam handlarza, specyficzne miejsce itd. Oczywiście dowód przestępstwa zostawiłam i poszłam do domu. Przez cały czas byłam spokojna i wyluzowana. Wiedziałam, że jestem niewinna i nic mi nie będzie. W końcu wszędzie są kamery. Jest dowód mojej prawdomówności.

Od początku snu wiedziałam, że to sen. Bo ja nigdy tak się zachowuję. Gdy kupuję warzywa na bazarze to mam banknoty o niskim nominale. W sklepie zawsze płacę kartą. I na pewno nie wzięłabym do ręki fioletowego banknotu, chyba, że byłabym w UK (20 funtów ma taki kolor). Piękny kolor fioletowy miał zwrócić mogą uwagę i chyba nie ma znaczenia. To dlaczego nie był żółty lub czerwony? Takie banknoty byłyby dziwne.

Właściwie to sen bez znaczenia. Wczoraj przypomniał mi się przyjaciel mojego eks, który zmarł 2 lata temu. Moja mama nie wiedziała, że on nie żyje, a ja myślę, że ona o tym zapomniała. Ten przyjaciel jeździł po bazarach i oszukiwał ludzi w 3 karty. Zarobił sporo szmalu i wszystko przepił, a potem umarł na ulicy jako bezdomny. To była ważna osoba dla naszej rodziny i wszyscy go znali. To w końcu świadek mojego męża na naszym ślubie.

Cały sen to wczorajsze pogaduchy z rodzicami. Pieniądze to przecież forma energii.

Na wszelki wypadek dzisiaj byłam ostrożna.

Dzień zaczął się od dzwonka domofonu. Jakaś Agnieszka chciała zdradzić mi, co robić, żeby podobać się Bogu. Ciągle istnieją domokrążcy. Dobrze, że jest bariera w postaci domofonu i nie muszą już wchodzić na górę. Akurat mój Bóg mnie kocha, a czy mu się podobam czy nie, to jest mi obojętne. Miłość jest ważniejsza niż ładność.

Potem zakupy na bazarze. Gdy poprosiłam o 2 kg jabłek to pan dał mi siatkę, żebym sama sobie wybrała, bo on nie umiał wybrać średnich i czerwonych. Gdy nałożyłam i pan sprawdził ich wagę to okazało się, że jest dokładnie 2,00 kg. Waga elektroniczna, więc dokładna ;) Pan stwierdził, że „mam oko”. A ja mam 2 oka, jak wszyscy. Mogłabym pracować w handlu. Wiedziałam, że nie dam się oszukać.

Potem byłam świadkiem stłuczki. Samochody skręcały w prawo, jechały wolno. Gdy nagle jedno auto zahamowało to kolejne na niego wjechało. Nic wielkiego, bo był tylko odgłos łamanego plastiku. Są kamery i satelity, więc ktoś chyba zadzwonił po patrol.

 

Sen opowiadał bliską przeszłość i bliską przyszłość. Wszystko OK.

 

Super dzień. A jednak mi czegoś brakowało. Muszek!!! To pierwszy dzień bez muszek ;)))

Jak szybko człowiek się przyzwyczaja.



23:32, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 września 2017

Sen bez akcji. Miałam o nim nie wspominać, a jednak po coś mi się przyśniła ta lala.

 

Byłam w jakimś mieszkaniu. Kogoś odwiedziłam. Otworzyłam drzwi do pokoju, a w nim na łóżku siedziało małe dziecko. Gdy przyjrzałam się bliżej to okazało się, że to lala. Była nieruchoma.

Lala była z tych niedzisiejszych. Była grubiutka jak małe dziecko. Miała na sobie słodką sukienkę, a na głowie ażurową czapeczkę zrobioną na szydełku. Podobną lalkę widziałam jako dziecko u mojej łódzkiej prababki, a byłam u niej tylko raz.

Nie jestem pewna czy to miał być mój pokój, czy tylko ktoś mi go pokazał. Miałam podziwiać lalę.

I to koniec.

Prawda, że to sen o niczym.

 

Zdjęcie prezentuje lalkę, która jest moją własnością i siedzi na moim łóżku. Jest zupełnie inna niż we śnie. Nie zachęca do podziwiania.

Wg sennika lalka zapowiada powiększenie rodziny. Mało wiarygodne tłumaczenie, bo dziecko w rodzinie pojawiło się 2 miesiące temu i nikt już tego nie przeżywa.

Lalka może symbolizować moje dzieciństwo, ale ja nie bawiłam się lalą, którą widziałam we śnie. To była lala do oglądania, a nie do zabawy. Jak w muzeum – oglądaj i podziwiaj, ale nie dotykaj eksponatów.

Może to chęć powrotu do czasów dzieciństwa?

Nie mam czasu na zastanawianie się nad tym. Świat dba, żebym miała zajęcie 20 godzin na dobę.

 

Dostałam środki czystości z UK i rzuciłam się w wir sprzątania i prania. Efekty są jak w reklamach: czyste po jednym praniu, czyste po jednym pociągnięciu szmatką.

Życie w różnych krajach powoduje, że jest coraz mniej wspólnych tematów do rozmowy.

Nikt już nie ma czasu na czytanie książek, a proza życia i czas spędzony w pracy nie pozwala na więcej aktywności. Trzeba zaakceptować to, że nadajemy już na innych falach.

 

Ojciec jest już po drugiej operacji na zaćmę. Robił to ten sam lekarz, w tym samym szpitalu, ale teraz za pieniądze nfz, a nie nasze. Ciekawe, że odkąd zaczął brać tabletki na obniżenie cholesterolu to wzrok mu się bardzo pogorszył. Ale nie ma na ten temat badań, bo kto by się przejmował ludzkim życiem. Jest praktyka.

W tv Maryla Rodowicz. To jest prawdziwa artystka, której piosenki zna większość ludzi w Polsce. Śpiewa już 50 lat, przeżyła wiele rządów i wiele widziała. Co ona robi, żeby utrzymać się na rynku? Rządy się zmieniają (oficjalnie), a ona śpiewa swoje piosenki i bawi ludzi. Chciałabym, żeby napisała książkę o swoich spotkaniach z ważnymi ludźmi. Np. bardzo interesuje mnie jak pachniał Fidel Castro. Może ktoś wie? Gdy spotkam Marylę (Marię Antoninę) to ją zapytam, może pamięta. Fidela nie spotkam, bo nie żyje od ponad 10 miesięcy (zm. 25.11.2016 r.). Miał 90 lat, więc nie okaże się, że nie umarł. Jak Mandela. Gdy zmarł to byłam przekonana, że on od dawna nie żyje. Pamiętałam nawet nagłówki gazet i transmisję z pogrzebu. A potem się okazało, że to nieprawda, bo on żył jeszcze lata. Nie zwariowałam, bo jest wiele takich osób na świecie.

Jesteśmy z innego świata. Tak działa Transerfing ;)

Sonia Braga – latynoska aktorka, powiedziała w jednym z wywiadów, że „z góry decyduje się kto będzie znany, a kto nie. Jedna z oscarowych nominacji zawsze musi być zarezerwowana dla Meryl Streep.” Ciekawe, nie patrzyłam na ten cyrk w ten sposób. Sonia Braga zagrała wiele ról, ale najbardziej była znana z romansów z Robertem Redfordem czy Clintem Eastwoodem. Ostatnio ciekawie grała w filmie Aquarius (2016).

A więc kto zdecydował o karierze Maryli?



22:55, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 lipca 2017

Obserwowałam kontener na jakimś parkingu. Z wysokości, ale nie mam pojęcia czy na czymś stałam czy siedziałam. Raczej moja świadomość tam była i unosiła się w powietrzu. Czekałam na coś, co miało się wydarzyć. Kontener był trochę oświetlony, ale niewyraźny. Inne kontenery stały dalej. W pewnej chwili przyszedł mężczyzna. Bardzo znany, ze szczytu władzy, wszyscy go znają. Nie podam nazwiska, bo po co. Był sam, bez ochrony. Otworzył drzwi konteneru i zobaczyłam, że tam są kilkuletnie dzieci. Nie widziałam je, ale słyszałam taki szmerek rozmów, jak w przedszkolu. On wszedł zamknął drzwi za sobą. I wtedy struktura konteneru jakby się rozluźniła i widziałam co się dzieje w środku. On się zmienił w zwierzę i zjadł wszystkie dzieci. Zrobiło się cicho. Kontener zgęstniał i dalej nic nie widziałam, więc gdzieś poleciałam.

kontener3
Po obudzeniu poczułam niesmak. Jednak ten sen nie zrobił na mnie dużego wrażenia, chociaż zginęły dzieci. Bardziej mnie zachwyciła umiejętność widzenia przez ścianę kontenera. Bo ona nie zrobiła się szklana, czy przezroczysta, a jakby materia się rozrzedziła, atomy się od siebie oddaliły. Widziałam równocześnie i kontener i to co było w środku.

Sen dziwny i głupi i nie mam zamiaru dochodzić jego znaczenia. Po co.

Najlepsze było potem, w ciągu dnia. Otóż, momentami czułam piękny zapach. Na kilka dni wyjechałam pooddychać innym powietrzem. Bez tv i internetu. Ubrania raczej nie pachniały, a właściwie zalatywały stęchlizną czy wilgocią. Czekają, żeby je wyprać. Szukałam źródła zapachu. Wąchałam różne rzeczy w każdym pomieszczeniu. Wszędzie coś pachniało. Czułam lawendę, cytryny, maciejkę, mydła i proszki w łazience, spoconą rękę, zakurzony koc, pościel czekającą na wypranie, herbatkę owocową, oddech, coś z zewnątrz itp. Nie znalazłam nic co by przypominało ten zapach. Właściwie powinno być czuć bałagan. Czeka mnie kilka dni porządków, więc będzie pachniało, ale jak skończę.

A zapach był świeży, czysty, trochę jak mydło, jak wiatr. Oddychałam tym świeżym zapachem przez cały dzień. Doszłam do wniosku, że pachnie mi wnętrze nosa, te małe włoski, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Chyba, że z innego wymiaru, co jest mało prawdopodobne. Zapach był przy mnie, obojętnie gdzie byłam. Nic co miałam na sobie tak nie pachniało.

Ciekawe jak będzie jutro, czy mi to zostanie na dłużej.




 

23:09, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

Muszę uważać co oglądam przed snem.

 

Byłam w jakimś sklepie – butiku. Stałam na środku, bo nie było lady. Pełno półek wokół i lekki półmrok. Ktoś wszedł i kierował się w moją stronę. Gdy był blisko mnie rozpoznałam w nim kogoś podobnego do Johna Travolty. Naprawdę ;)

Wiedziałam, że chce mi zrobić krzywdę. Podszedł bardzo blisko. Zauważyłam, że nie ma noża ani pistoletu i mi ulżyło. Zaciekawiło mnie jak mnie zabije. Może sobie poradzę. Chciał mnie chwycić za gardło, a ja już kombinowałam jakiś unik z krav magi. Wiedziałam, że sobie dam radę. I w tej chwili do sklepu wpadł jakiś koleś, a za nim uzbrojeni i zamaskowani ludzie z sił specjalnych. Powalili Travoltę na ziemię, zakuli w kajdanki i wyszli. Powiedziano mi, że to była pułapka, a ja byłam przynętą. Tylko nic mi nikt nie powiedział. Nikt mnie nie przeprosił, bo przecież nic mi się nie stało. Wszystko było pod kontrolą. Okazało się to był groźny przestępca i wszystkim ulżyło, że już siedzi.

Potem jeszcze musiałam udzielić paru wywiadów i kilka razy opowiadać co się wydarzyło.

Nareszcie mogłam pójść do domu. Z mamą i siostrą poszłyśmy do sklepu. Nic nie kupiłyśmy. Wracałyśmy szeroką ulicą. Było ślisko, śnieg był udeptany. A my trzymałyśmy się za ręce, mama w środku, ja po jej lewej stronie, siostra po prawej. Rozpędzałyśmy się i ślizgałyśmy się po tej ulicy. Było super. Nie wiem jak nam się udało równocześnie ślizgać w jednym rytmie. Było fajnie. O napadzie zapomniałam.

 

Obudziłam się. Było widno. Od razu zachciało mi się śmiać. Bo wczoraj wieczorem, gdy gasiłam telewizor to właśnie leciał film z Johnem Travoltą Punisher. I mnie się przyśniła dokładnie ta scena z filmu. Dobrze, że nie puszczali zwierzęcej kreskówki, bo co wtedy by mi się przyśniło ;) Tylko, że ja przeżyłam.



Nie mam wytłumaczenia na ten śnieg.

W ciągu dnia nic specjalnego się nie wydarzyło. Uciekł mi autobus, bo komunikacja jeździ jak chce. Do pracy dojechałam 2 tramwajami i 4 autobusami. Spóźniłam się tylko 10 minut. Zapomniałam jednego telefonu, którego używam jako radia. Było cicho.

Nie zdarza mi się to. Rozśmieszyło mnie to, bo to ewidentnie „wina” snu. Tak miało być.

Wieczorem wysypałam na podłogę pół puszki groszku. Wyrzuciłam. W sałatce było mniej.

Samo życie. Nikt mnie nie napadł w realu.



23:37, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 lipca 2017

Ktoś przyszedł. Byliśmy w salonie. I ten ktoś powiedział, że trzeba wymienić gniazdka elektryczne. Trzy. Ja wiedziałam, że trzeba, ale jakoś nikt nie miał czasu, żeby to zrobić. Skąd on to wie? Przecież nie są zepsute tylko stare. I dlaczego trzy skoro są dwa i jeden kontakt do światła.. Coś z tym człowiekiem nie tak. O co tu chodzi? Obudziłam się. Bo robiło się dziwnie. Obcy człowiek mówi mi co mam robić.


Wczoraj na kolację było wino. Urodziła się dziewczynka. Trzeba było uczcić.

Stałam się mniej czujna.

Sen o elektryczności. Mamy 5 snów co noc, a ja zapamiętałam właśnie ten.

Trzy miesiące temu pożegnałam mój ostatni czajnik. Elektryczny. Kupiłam zwykły z gwizdkiem, bo ten się nie spali. Miałam kilkanaście czajników, które nagle przestawały działać. Moja mama mówi, że coś ze mną nie tak. Oni mają trzeci w życiu, a ja chyba 15.

To chyba nie o to chodzi.


Popsuł się kabelek do ładowania telefonu, ale działa. Mam inne, ale ten jest wyjątkowo długi. Może powinnam wyrzucić? Czy to ten kabelek chciał zwrócić moją uwagę?

Dostałam 3 miesiące temu dzwonek bezprzewodowy, ale nikomu nie chce się go zamontować. Mamy domofon, więc wiadomo kto wchodzi. Czekam w drzwiach na gościa. Nie musi dzwonić.

Przecież rzeczy martwe nie mogą myśleć, nie mogą same z siebie pojawiać się w snach i czegoś chcieć.

A może to Nikola Tesla przewraca się w grobie. Przeczytałam właśnie Autobiografię Nikoli Tesli. Szybko się czyta, wystarczył jeden dzień.

Chciał zupełnie co innego. Chciał latających maszyn dla każdego i bezprzewodowej transmisji energii. A Elon nie dość, że nazwał swoją firmę Tesla, to jeszcze zamiast latających samochodów stawia na elektryczne auta. Miała być wolna energia, a będą akumulatory, które zatrują ziemię. I jeszcze drąży tunele pod ziemią, zamiast wylecieć w przestrzeń. Czy on ma mózg czy musk?

Nie takie były wizje genialnego wynalazcy.

Sen bez znaczenia.

 

 

23:23, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 czerwca 2017

Rano zapisałam tylko jedno słowo: pampers. I od razu sobie przypomniałam sen.

Byłam w parku albo jakimś ogrodzie. Siedziałam i coś robiłam, opalałam się, czytałam i przebywałam na łonie. Zobaczyłam jakiegoś młodego faceta z wózkiem. W wózku był niemowlak płci męskiej. Nie wiem skąd to wiedziałam. Dziecko leżało w wózku, przykryte kołderką. Spokojnie oddychało i spało smacznie. I ten facet tak chodził z tym dzieckiem wiele godzin. Ja siedziałam i coś robiłam, a on co jakiś czas był w moim polu widzenia. To trwało cały dzień. Od razu wiedziałam, że to sen, bo w realu nigdy nie jestem w jednym miejscu tak długo. Zresztą, które dziecko śpi bez przerwy cały dzień. Gdy tak patrzyłam na tego ojca z niemowlakiem, to zaczęłam się zastanawiać, dlaczego dziecko nie zapłakało ani razu. Dlaczego nie było głodne. A potem zaczęłam się zastanawiać nad pieluszką, którą miało dziecko. Skoro nie płakało to musiało spać w pampersie. Wtedy dziecko załatwia się „pod siebie”, w tym śpi, chodzi, potem bawi się. Dziecko zupełnie ie czuje dyskomfortu. Za to dorośli czują. Zwłaszcza gdy pieluszkę jednorazową dziecko nosi długo. Woń amoniaku jest straszna, tak jak pupa cała wysuszona.

Siedziałam i zastanawiałam się nad tą pieluszką, a facet chodził dookoła z cichym dzieckiem. Miałam ochotę nawet powiedzieć mu, żeby sprawdził, czy dziecko nie ma mokro, ale zrezygnowałam. Jak dziecko nie płacze to jest OK. Koniec.


Do końca czerwca w mojej rodzinie pojawi się dziewczynka, więc może podświadomie wszyscy na nią czekamy. Stąd taki temat snu.

Ciekawe jak szybko pieluszki jednorazowe weszły do domów z dziećmi. W Polsce przynajmniej od 2000 roku są standardem. Wszyscy wiedzą, że takie pieluszki niszczą środowisko. Po zasikaniu takiego pampersa, zwija się go zamykając w środku odchody i taką paczuszkę wyrzuca się do śmieci. Potem trafiają te paczuszki na wysypisko i tam sobie leżą 500 lat.

W reklamach pokazują jakie to pieluszki są wygodne i chłonne. Pokazują też jak niebieski płyn wlewa się do środka i nie wypływa. Jaki kolor mają płyny wydalane przez człowieka? Mocz może być przezroczysty, cytrynowy lub żółty. Mamy też krew, która jest czerwona. Pot zwykle jest biały, podobnie łzy są przezroczyste. Żaden znany mi człowiek nie wydala niczego niebieskiego.

A w reklamach są niebieskie płyny. Skoro w tak prostej sprawie reklamy kłamią, to co jeszcze jest ukrywane?

Konstrukcja oraz skład chemiczny każdej pieluszki, bez względu na markę, są podobne:

  • warstwa zewnętrzna: porowaty polietylen o małej gęstości uzyskiwany z ropy naftowej (ok. szklanki na pieluszkę),

  • wnętrze pieluszki to mieszanka chemicznie przetworzonej, bielonej chlorem miazgi drzewnej z poliakrylanem sodu (bardzo chłonna substancja chemiczna zamieniająca wilgoć w żel) oraz wodoodporna wkładka, która powoduje brak wentylacji w pieluszce,

  • powszechne jest również dodawanie bardzo uczulających sztucznych substancji zapachowych oraz barwników do tworzenia kolorowych aplikacji.

Źródło: dziecisawazne

Można tam przeczytać o wpływie takich jednorazówek na zdrowie maluszków. Alergie, brak odporności nie biorą się znikąd.

Chlorem wybiela się nie tylko pieluszki, ale też tampony dla kobiet, który mają niebieskie płyny ustrojowe. Właściwie to reklama pokazuje, dla kogo są tampony i pieluszki – dla niebieskich ludzików.

Nie ma powrotu do pieluszek tetrowych, ale są pieluszki wielorazowego użytku. Tylko trzeba je prać. Pieluszki takie prało się i gotowało, a potem prasowało w pierwszych dniach życia dziecka. Potem wystarczyło tylko wyprać w wysokiej temperaturze. Takie pieluszki zmieniało się często, bo dzieci nie lubiły leżeć w mokrych majtkach. Pieluszki tetrowe były przewiewne i nie było odparzeń. Używało się mniej kosmetyków i dzieci miały własną odporność. Tamte dzieci szybciej uczyły się załatwiać swoje fizjologiczne potrzeby do nocnika. Teraz nawet 3 latki chodzą w pampersach.

A matki ciągle kupują pampersy i nie zdają sobie sprawy co robią swoim dzieciom. Środowisko jest metodycznie niszczone.

Dla uspokojenia swojego sumienia ludzie czasem robią widowiskowe akcje typu „sprzątanie świata”. To szczyt hipokryzji. Akcje polegają na usunięciu śmieci z pola widzenia, ale one nie znikają. Śmieci pakuje się w worki, które zalegają na wysypiskach. Dlaczego nie uczy się dzieci nie śmiecenia, czyli nie kupowania np. plastikowych butelek. Dlaczego nie ma protestów przeciw nadużywaniu opakowań. Ciastka najpierw pakowane są w folię, a potem w kartoniki i dalej w pudełka. Tak jest z każdym produktem. I coraz więcej jest artykułów jednorazowych. I one nie znikają na setki lat.





23:35, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 czerwca 2017

Kto jest obrzydliwy to niech nie czyta.

Sen z wczoraj, ale nie byłam w stanie o nim napisać. Musiałam sprawdzić czy wszystko w porządku.

Byłam razem z mamą. Stała z mojej lewej strony i pokazała mi swoją lewą stopę. Była spuchnięta. Zdjęła buty, a jej stopa i palce puchły. I ona mówi do mnie: zrób coś z tym. A ja bagatelizuję jej problem (czasem jestem podła) i mówię, że to nic i że takie opuchnięcie to normalne ?! I patrzę dalej, a jej stopa nadal puchnie i robi się biała. Palce wyglądają jak małe kiełbaski, które zaraz wybuchną, tak są napięte. No to ja mówię, żeby mama sobie nogi wymoczyła to opuchlizna zejdzie. Widzę, że nie bardzo ma siły cokolwiek zrobić, ale zupełnie mnie to nie martwi. I ona nacisnęła jeden z tych nabrzmiałych palców. I popłynęła biała ropa. Ohyda. Wzdrygam się na samo wspomnienie tamtego widoku. Pomyślałam, że sprawa się sama rozwiązała i obudziłam się.


Na zegarze zobaczyłam datę 9:06:2017 godzina 2.34. To dziwne, bo zwykle sny mam nad ranem, a nie w środku nocy. Czy ja zdążyłam wejść w fazę REM? Położyłam się po północy.

Zapisałam ten sen w notesie, z 5 słów, raczej z przyzwyczajenia. Taki sen głęboko zapada w pamięć. Zwłaszcza, że wieszczy jakieś nieszczęście, złą wiadomość itp. (spuchnięte stopy).

Zadzwoniłam do rodziców i wszystko OK. Niepokój pozostał.

Żeby sobie poprawić nastrój poszłam na zakupy. Na osiedlowym bazarku kupiłam kolejne kwiatki – surfinie. Potem zajęłam się sadzeniem w skrzynce. Myśli trochę popłynęły w inną stronę.


Całe szczęście, że nie mam snów proroczych. Nikt nie choruje, więc będzie dobrze.

 


23:26, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 maja 2017

Właściwie to nie wiem czy mi się coś śniło. Obudziłam się rano i w tej mikrosekundzie przed otwarciem oczu pomyślałam, że pogniotłam swoje skrzydła. Podczas snu. Uczucie było tak silne, byłam tak tego pewna, że chciałam iść do przedpokoju (tam mam duże lustro) sprawdzić jak bardzo się pogniotły. Moje skrzydła były duże, sięgały do sufitu, więc musiały się pognieść. Potem otworzyłam oczy i dotarło do mnie gdzie jestem, jaki mamy dzień tygodnia i że muszę wstać. Oczywiście poszłam do lustra sprawdzić „moje skrzydła”. Zniknęły. Nie dziwię się.

 

Coś musiało się wydarzyć w nocy skoro takie było przebudzenie. Nic nie pamiętam i nigdy sobie nie przypomnę. Czarna zasłona.

Ptaki mają skrzydła, ale śpią na siedząco. A rano rozpościerają skrzydła, machają i wszystko OK.

 

Właściwie to po co człowiekowi skrzydła. Mamy samoloty, więc jak ktoś bardzo chce latać to można wygodnie sobie usiąść i patrzeć z góry. Nie trzeba machać skrzydłami tylko popijać drinki.

Pegazowi dano skrzydła, by trudniej mu było wierzgać

– to słowa Stanisława Jerzego Leca. Jak w życiu. Często dostajemy coś, żeby odstąpić od czegoś i nie iść swoją drogą.

 

Spotkałam dzisiaj panią, która ma nawrót raka. Normalka. Minęło 5 lat i znowu chodzi na chemię. Wypadły jej wszystkie włosy, chodzi z chustką na głowie. Jest słaba i zupełnie nie myśli o swojej odporności. Nie ma siły. Pytałam ją czego by chciała jeszcze w życiu. A ona mówi, że spokoju, o niczym nie marzy. Jej córki podrzucają jej swoje dzieci do opieki, a ona nie ma siły się nimi zajmować. Gdy córki wychodzą z dziećmi, to ta pani leży i śpi, bo nic jej się nie chce. Nie umiem jej zainspirować. Ona chyba chce odejść, ale jest potrzebna dzieciom i wnukom. Długo tak nie pociągnie. Ona nie widzi swojej przyszłości, jakby jej nie miała. Czy skrzydła by jej pomogły? Dam jej swoje.

A mówi się, że

Pokochaj przyszłość, a wyrosną ci skrzydła.

Gdy widzisz przyszłość to chce ci się żyć. Możesz mieć różne plany, ale jak „widzisz je” to osiągniesz sukces.

O kimś komu wiedzie się coraz lepiej mówi się, że

Rozwinął skrzydła.

Czyli jego pole się powiększyło, bo przecież skrzydła zajmują dużo miejsca. Mając skrzydła nie musisz nikomu płacić za bilet, chcesz lecieć to lecisz. Dokądkolwiek.

To tylko słowa.

Zwiąż Aniołowi skrzydła, a siłą wiary wzleci.

 

Więc nie ubolewam nad brakiem skrzydeł. Musiałabym przerabiać bluzki i sukienki, bo duże skrzydła nie zmieściłyby się pod nimi ;)

 

A w tv nareszcie emitują Zaszczepionych.

 

23:35, bajka107 , Sny
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 maja 2017

Byłam w jakimś urzędzie, albo na granicy, albo na lotnisku. To była taka sytuacja, w której pokazywałam jakiemuś urzędnikowi dokument tożsamości albo się przedstawiłam z imienia i nazwiska. Nie wiem dokładnie, bo akcja rozpoczęła się od stwierdzenia tego pana, że „mam dziwne nazwisko, takie niepolskie”. Zdziwiłam się, że coś takiego powiedział, bo to nie jego sprawa. Każdy ma takie nazwisko jakie ma i nikomu nic do tego. Ten facet miał mnie gdzieś wpuścić albo przepuścić. A on do mnie zagaduje i komentuje. Jakie to nieprofesjonalne. Wokół byli inni i słuchali. Co ich obchodzi moje nazwisko? Przecież dane osobowe są pod ochroną. Nie wiem dokładnie czy to ja powiedziałam swoje nazwisko czy ten pan je wypowiedział na głos. Na pewno moje nazwisko padło głośno i wyraźnie.

Obudziłam się zdziwiona tą sytuacją. W życiu realnym miałam też takie zdarzenia, że ktoś zastanawiał się nad moją narodowością słysząc moje nazwisko. Ale były to sytuacje prywatne.

Moje nazwisko jest krótkie, ale można w nim zrobić 3 błędy. Gdy komuś je podaję, żeby zapisał, to zawsze literuję.

Zmieniając jedną literę otrzymujemy markę samochodów albo ciepły i wilgotny wiatr.

Zmieniając ostatnią literę otrzymujemy nazwę jednej z 4 epok materialnego świata w hinduizmie.

Wg strony nazwiska-polskie w Polsce jest 235 osób o takim samym nazwisku. Na pewno nie jest rzadkie.

Moje nazwisko jest bezpłciowe,Brzmi tak samo dla kobiety i mężczyzny. I dobrze, bo jest uniwersalne.

I to nazwisko po mężu. Kobiety nie mają swoich nazwisk. Gdy się rodzą to dostają zwykle nazwisko po ojcu, a gdy wychodzą za mąż to dostają nazwisko męża. Moje nazwisko po ojcu w młodości sprawiło mi wiele przykrości ze strony rówieśników, więc z ochotą je zmieniłam. Podoba mi się i nie zmienię go już.

Kiedyś ludzie mieli tylko imiona. W miarę wzrostu liczby ludności imiona nie wystarczyły i dodawano określenia. Jest taki angielski serial Dr Who, w którym bohater wchodząc do budki podróżuje w czasie i przestrzeni. Lubię ten serial, bo Dr uważa, że może zrobić wszystko, bo nie ma ograniczeń. Historie są ciekawe, bo w różnych czasach dysponuje aktualnymi gadżetami. W ostatnim odcinku nadawał mieszkańcom wioski określenia zamiast imion, których nie mógł zapamiętać. Jednego człowieka nazwał Dużutki ;) Tłumacz pojechał, bo nie ma takiego określenia.

Ja w dzieciństwie dostałabym przydomek B.Krnąbrna :)))

W świecie arabskim Człowiek dostaje swoje imię i dalej ma imię po ojcu i kolejne po dziadku. Od razu wiadomo jakie kto ma korzenie i przodków. Ciekawa jest historia imion i nazwisk, jak to dawniej było.

Wg sennika znaczenie snu to „otrzymasz pomyślne wiadomości”. Codziennie dostaję jakieś wiadomości. Dzisiaj dostałam list od klienta z fakturami ;) Spotkałam też dwie kobiety, które rozmawiały głośno. Gdy je mijałam to jedna powiedziała do drugiej, że ładnie wygląda. Uśmiechnęłam się. Żyję w cudnym świecie miłych ludzi :)

 

 



22:58, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 kwietnia 2017

We śnie chodziłam po sklepach i kupowałam. Same ubrania, bieliznę, ciuchy. I to bez przymierzania. Wystarczył rzut oka i wiedziałam czy dana rzecz będzie na mnie dobrze leżała. Chodziłam i chodziłam po centrach handlowych, kilku. Odwiedziłam kilkanaście sklepów i w każdym coś kupiłam. Miałam jakiś przymus i zero radości. Wszystko odbywało się mechanicznie, jakbym musiała kupować i wydawać pieniądze. Jakbym to nie była ja?

 

Obudziłam się zmęczona tym nocnym chodzeniem.

Rozejrzałam się i nie zauważyłam żadnych toreb. Więc to był tylko sen ;)

Sen nic nie znaczący, bo odreagowałam zdarzenia z minionego dnia.

Poszłam do drogerii, bo kończy mi się podkład. Wiem jaki potrzebuję, więc nie chodzę i nie oglądam wszystkiego. Po co tracić czas. Była jakaś promocja. Kilka nastolatek stało przed „moją” witryną i oglądało każdy produkt. Trzymały w rękach gazetki. Była promocja 1+1, więc chyba dla dziewczyn korzystna. Na chwilę przepchnęłam się, zobaczyłam, że mojego kosmetyku nie ma i wyszłam. Szkoda mi czasu na spędzenie pół dnia w sklepie. Staram się ograniczać w kupowaniu kosmetyków i raczej idę w jakość, a nie w ilość.

Ciekawe, bo moje zachowanie we śnie było zupełnym przeciwieństwem mojego realnego życia. Nie łażę po centrach handlowych. Manu szczególnie nie lubię. To sklep w murach fabryki, w której wykorzystywano pracę ludzi. Prawie fizycznie czuję krew, pot i łzy robotników. Żadna muzyka i zapachy tego nie przykryją. Źle na mnie działają. Zawsze czuję potem przygnębienie. A jednak pracują tam ludzie, którzy muszą tam spędzać kilkanaście godzin dziennie.

Codziennie coś wyrzucam, ale nie mam potrzeby kupować w to miejsce czegoś nowego. Ostatnie dżinsy kupiłam 2,5 roku temu. Są świetne i ciągle pasują idealnie, to po co kupować kolejne. Sukienki kupuję częściej, ostatnią kupiłam 2 tygodnie temu, bo miałam wyjście.

 

Nastąpiła równowaga między rzeczywistością, a snem. I jest dobrze.

 

23:25, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 marca 2017

Dzisiejszy sen można określić 3 słowami: pociąg, hotel, Poznań. To miałam zapisane na kartce. Przypomniał mi się dopiero teraz, wieczorem, więc niespecjalnie go pamiętam.

Ktoś kazał mi jechać pociągiem do Poznania. Miałam zamówiony hotel na jedną noc, kupione bilety. Musiałam jak najszybciej się spakować i pojechać na dworzec. Miałam dylemat co spakować, bo to tylko jedna noc. Wzięłam kosmetyki i ubranie na kolejny dzień. Nawet nie brałam walizki. Spakowałam się do zwykłej torby. Miałam jakieś spotkanie, coś musiałam załatwić. Potem do hotelu spać. A rano w pociąg i powrót. Musiałam następnego dnia zdać relację. W XXI wieku można takie sprawy załatwić przez Skypa. Ale ja musiałam jechać i coś załatwić. Mogłam to być tylko ja, nikt inny. Nie lubię jak mi się rozkazuje, ale był jakiś dobry powód, że zgodziłam się to załatwić dla szefa bez szemrania.

Nigdy nie byłam w Poznaniu, a tu taki krótki pobyt. Czy ja naprawdę muszę tam być tak krótko? Mogłabym chociaż na krótko połazić po mieście i zobaczyć jacy ludzie tam mieszkają. Może nigdy nie będę miała okazji tam pojechać. Niestety, miałam kupione bilety na konkretną godzinę.

Wszystko załatwiłam. Należała mi się nagroda.

Najbardziej z tego snu pamiętam pośpiech i zmęczenie po podróży. A Poznań to poznaj siebie - takie miasto ;)

 

Ciekawostka ;)

Dwa dni temu dostałam 5 tulipanów. Gdy wkładałam je do wody, to zauważyłam, że jeden z nich jest wiotki, zwisał z wazonu i ma porwane liście. Mogłam go wyrzucić. Dałam mu drugą szansę. Oparłam go o inny zdrowy i poprosiłam, żeby się wziął w garść (w myślach). Dzisiaj patrzę, a on wygląda dobrze, samodzielnie stoi, tylko te liście nie doszły do siebie. Na razie :) Dawno temu robiłam podobny eksperyment z peoniami. Pisałam na pewno na którymś blogu. Tamte peonie wszystkie były rozwinięte, tylko jeden miał pączek. Wtedy postawiłam przed nim lustro i powiedziałam mu, żeby spojrzał na siebie. Rozwinięty będzie ładniejszy. Rano wszystkie peonie były piękne. Oczywiście przez kilka dni, bo kwiaty cięte zmierzają szybko do śmierci. Teraz wydaję polecenia w myślach, nawet je nie formułuje, tylko przekazuję intencję. Rośliny świetnie mnie rozumieją. ;)

To ten po prawej stronie, jakby ktoś nie dojrzał ;)

 


22:33, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2017

Byłam tak zmęczona, że padłam na łóżko i od razu zasnęłam. Było ok. 1 w nocy.

 

Poleciałam gdzieś z moją walizką, która jest niebieska lub granatowa (zależy jak kto widzi). Walizka jest bardzo lekka i ma kółka obracające się we wszystkie strony, więc jest supersterowna. Czasem ją pożyczam, bo ma idealne wymiary do samolotu. Dwa tygodnie temu wróciła z wojaży u obcych.


Wyszłam z lotniska. Miałam ze sobą torebkę i tą walizkę. Poszłam w jedno miejsce, trochę pogadałam. Potem w kolejne i też tam trochę zabawiłam. Potem poszłam do jakiegoś sklepu, potem do jakiejś knajpy, potem do znajomych. Wszędzie szłam pieszo i miałam walizkę ze sobą. Aż w pewnej chwili zorientowałam się, że jej nie mam. Musiałam ją gdzieś zostawić, ale nie pamiętałam, w którym miejscu ją miałam, a w którym już nie. Powinnam wrócić po kolei do wszystkich odwiedzanych miejsc.

W jakimś miejscu pokazano mi wściekle czerwoną walizkę. Powiedziałam, że to moja. Lepsza ta niż żadna. Zabrałam, podziękowałam i wyszłam. Pomyślałam, że to walizka jakiejś kobiety więc będę mogła się przebrać. Zamiast iść tam gdzie miałam spać, poszłam na lotnisko. A tam stoi moja walizka i na mnie czeka. Więc zostawiłam czerwoną walizkę i wzięłam moją, a potem poszłam na nocleg.

Obudził mnie budzik. Byłam umówiona skoro świt, o 8 rano.

 

Nie mam pojęcia gdzie poleciałam i jakich to ja mam znajomych w obcym kraju. Ciekawe gdzie byłam, gdzie wszędzie można dojść pieszo w krótkim czasie. Normalnie nie wzięłabym cudzej walizki. Przecież właścicielka mogłaby mnie spotkać na ulicy i byłby wstyd.

Ciekawe, że kiedy kupowałam walizkę do samolotu to zastanawiałam się nad wyborem koloru. Myślałam o jakimś zajebistym odblaskowym żółtym, zielonym albo czerwonym. Jednak wybrałam granatowy, bo mniej rzuca się w oczy. Może dlatego o niej zapomniałam w jakimś ekscytującym miejscu.

A to wszystko ze zmęczenia.

 


23:13, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2017

Obudziłam się rano i zdziwiłam się, że niebo jest zachmurzone. Wypowiedziałam zaklęcie, poszłam do łazienki. Gdy wyszłam na niebieskim niebie świeciło słoneczko. Mówisz – masz.

W ciągu dnia, telefony, mejle, zwykły dzień w pracy.

Klient przesłał mi zwolnienie lekarskie mmsem. Zapisałam obraz w galerii, żeby potem przesłać sobie na mejla i wydrukować. I zauważyłam nowe 3 zdjęcia nocnego nieba. W informacjach sprawdziłam, że zrobiono je dzisiaj w nocy o godz. 2:49 i 2:51. Przypomniałam sobie, że w nocy obudziło mnie światło księżyca w pełni. Uwieczniłam ten obraz i zasnęłam. Skoro widać było księżyc to niebo nie było zachmurzone, tylko usiane chmurkami. Dlatego rano zdziwiłam się, że jest pochmurno.

I wtedy przypomniał mi się sen.

 

Szliśmy gdzieś w gości. Pojechaliśmy do mojej siostry, która mieszkała w starej kamienicy. Wyglądała jak teraz, a przecież mieszka w domu, który sobie wybudowali. Pomyślałam, że w tym świecie (we śnie) ciągle mieszka w tym samym mieszkaniu co 17 lat temu. W mieszkaniu było pełno ludzi. W kuchni i 2 pokojach stali i rozmawiali różni ludzie, ponad 20 osób. Ubrani byli w długie do ziemi rozkloszowane suknie, białe z czerwonymi lamówkami. Wszyscy byli tak ubrani, moja siostra też. Dyskutowali o jakiejś ważnej osobie, guru, czy mistrzu. Gdzie ja trafiłam? Czy to jakaś sekta? Co mnie obchodzą ci ludzie. Przecież nie zamierzam z nimi dyskutować, a tym bardziej wyznawać ich poglądów i ubierać się w katany.

Wyszliśmy. Postanowiliśmy pójść do innych znajomych. A tam podobne zgromadzenie. Było tam pełno ludzi, ubranych w szare szaty, jak kolejna sekta. Też rozmawiali o jakimś cudotwórcy czy zbawicielu. Zupełnie nie moje klimaty. Nie zostaliśmy tam i poszliśmy w jeszcze jedno miejsce. A tam kolejna sekta, mężczyźni i kobiety ubrani tak samo w czarne suknie do ziemi.

Tego było za wiele. Chcieliśmy pogadać, zjeść coś dobrego i dobrze się bawić. A ogarnęło nas zniechęcenie i jakiś marazm.

Co to za świat, w którym żyjemy? To chyba nie nasz świat. Pewnie, że nie.

 

Dlatego się obudziłam. I o śnie zapomniałam.

 

Przynależność do sekty zwalnia człowieka z myślenia. Wystarczy, że myśli tak jak przywódca i jest OK. Nie dla mnie. Nie kupuję nikogo w całości, bo przecież mogę mieć inne poglądy na niektóre sprawy. To tak jak czekanie na koniec świata. Wiadomo, że nasza cywilizacja jest młoda i zgadzam się z Hawkingiem, że najwcześniej za 30 mld lat może się "skończyć". Ale już nie zgadzam się z nim, że człowiek narodził się na ziemi przypadkiem. Za dużo jest matematycznych prawidłowości, żeby zwalać wszystko na przypadek. Są ludzie, którzy co chwila ogłaszają kolejne końce świata i ciągle mają się dobrze i mają swoich wyznawców.

Dzisiaj pomogłam przejść przez jezdnię staruszce, a ona bez przerwy mówiła o jakiejś miss, która dostała jakąś nagrodę, a nie umie się wysławiać, myli się i macha łapami. Nie mam pojęcia o kim mówiła, ale czy miss może mieć łapy? Rzadko wchodzę teraz na pudelka, to nie jestem na bieżąco. Czy ludzie nie mają swojego życia? Po co się przejmować innymi.

Pełnia jest dopiero jutro.

Chyba jestem zmęczona. A inni chorują na grypę.

 

22:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017

Długo nie mogłam zasnąć. A jak już zasnęłam to:

się obudziłam. To początek snu. Było rano, wstałam z łóżka. Mieszkanie to samo, ale ja jakaś inna.Większa. Spuściłam nogi z łóżka, a na podłodze leżały papucie jak dwie paletki od badmintona. Od razu wiedziałam, że coś nie tak. Noszę teraz po mieszkaniu papcie z futerka, które dostałam po wypadzie do Zakopanego. Wstałam, z trudem. Miałam ciężki oddech. Szłam wolno do łazienki. Krok za krokiem, jak mamut. Chciałam jak najszybciej spojrzeć w lustro. Idę i idę. W końcu się udało. A tam spogląda na mnie jakaś kobieta, tęga do niemożliwości. Na upartego ma jakieś moje rysy, oczy, usta, ale to nie ja. Mieszkanie moje, ale nie moje ubrania. Gdy w ciąży przytyłam 16 kg, to nie byłam aż tak gruba. Nie wiedziałam co ma robić ze sobą taką grubą. Czy ja pracuję, czy mam gdzieś iść, a może jestem chora na otyłość i nie wychodzę z domu? Więc się obudziłam. Naprawdę.

 

Ot, zwykły sen odreagowujący rzeczywistość.Poprzedni tydzień mogłabym nazwać tygodniem pizzy. Pizza była na obiad i kolację. Ale nie przytyłam. Moja waga waha się +-2 kg. Nie mam poczucia winy.

 

Czy ktoś widział grubą Barbie? W końcu imię zobowiązuje.

Tutaj mamy jedną Barbie (bez butów), ale reszta jej koleżanek też jest szczupła. I nawet w swetrach wyglądają dobrze. Jak ja ;)

Gdybym miała więcej lalek, to byłoby więcej sweterków. Jeszcze zostało materiału. Może coś wymyślę w wolnej chwili.

 

Nigdy nie oceniam ludzi po ich wyglądzie. To w końcu kod genetyczny. Ja nigdy nie będę filigranową blondyneczką. Jestem normalna. Niedawno czytałam, że jakaś 17 letnia "gwiazda internetu" gardzi grubymi ludźmi, bo "przecież mogą przestać jeść."

Tylko, że nadmierne jedzenie rekompensuje braki, albo ma uchronić przed atakiem. Taka osoba "obudowuje się" tłuszczem i nikt jej nie zrani, nie sięgnie do jej serca. Powody są różne, ale jakieś są. Jak jest im ciężko przekonałam się we śnie, wchodząc w kogoś takiego. Nikomu tego nie życzę.


W ostatnich odcinkach LOST, które obejrzałam ostatnio, bohaterowie lecieli helikopterem. Uciekało paliwo, więc pilot kazał im wyrzucić wszystko co niezbędne. A oni wyrzucali jakieś torby po pół kg każda. Śmialiśmy się do łez. Naprawdę sytuacja była komiczna. Najcięższą osobą był Hugo – Harvey. Ale to Sawyer wyskoczył z helikoptera do oceanu, a nie Harvey. Może nie umiał pływać. Ale zupełnie nie przyszło mu to na myśl. Był jeszcze odcinek, w którym była konferencja prasowa 6 uratowanych. Kłamali jak najęci. I jedna dziennikarka zadała pytanie: byliście na wyspie kilka miesięcy, odżywialiście się tym co tam rosło, a nie wyglądacie na zabiedzonych, wręcz przeciwnie. Harvey odpowiedział, że to chyba jego ma na myśli. Wszyscy się zaśmiewali, ale nikt nie odpowiedział. A swoją drogą serial kręcono kilka lat, a Harvey nic nie schudł. Ciągle jadł batoniki. I ciągle widział szczęśliwe liczby, które przyniosły mu fortunę, a nieszczęście wszystkim wokół. Ale to inny temat.

 

A więc wszystko jasne. Musiałam to jakoś odreagować. Więc taki sen.

 


23:05, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2017

Byłam na jakimś spotkaniu. Odbywało się ono na wyjeździe w jakimś hotelu. Znałam tylko moją przyjaciółkę i jeszcze dwie osoby. A to było spotkanie po latach paczki znajomych z dawnych czasów. Wyglądaliśmy jak teraz.

Opowiadaliśmy sobie różne rzeczy z przeszłości, ale ja pamiętałam tylko te sytuacje, w których były osoby mi znane z obecnego życia. Wszyscy dobrze mnie znali i mieli ze mną wspomnienia. Ja niestety nie pamiętałam tych rzeczy. Bawiliśmy się świetnie. Tańczyliśmy, ale nie pamiętam do jakiej muzyki, bo nie ona była ważna. Ważni byli ludzie, oni mnie fascynowali. Było mało alkoholu, bo nie był on nam potrzebny. Ale ja nie wypiłam nic, bo tak postanowiłam kilka miesięcy temu w obecnym życiu. (Nie zdążyłam jeszcze o tym napisać.)

Potem poszliśmy do pokoi, ale nie do swoich. Wszystko się wymieszało. W końcu jesteśmy dorośli, nie wszyscy mają zobowiązania. A potem przeniosłam się do zwykłego życia, tamtej ja. Przyszła do mnie jakaś dziewczyna, a ja jej powiedziałam, że na tym wyjeździe nic ważnego się nie wydarzyło. Ona wyszła. Nie umiem kłamać, bo mam za małą samokontrolę, żeby udawać i tego pilnować. Oczywiście coś się wydarzyło, ale nie ważnego dla mnie. Nie skłamałam. Potem minęło jeszcze trochę zwykłego życia i znowu pojawiły się osoby z przeszłości, które były na imprezie wyjazdowej. Miałam zupełnie innych przyjaciół. W obecnym życiu nie stawiałabym na nich, minęło. Moje życie wywróciło się, byłam z kim innym, w zupełnie innym mieście. Gdy miałam coś powiedzieć po niemiecku to się obudziłam. Zorientowałam się, że to sen, bo przecież język niemiecki jest ostatnim, którego mogłabym się nauczyć. Nie dałam się nabrać. Co za przedziwne splątanie części mojego życia z życiem w innym wymiarze.

Obudziłam się uśmiechnięta. Ten sen mnie totalnie zrelaksował.

Można tańczyć całą noc, śpiewać, dyskutować, spacerować i obudzić się w doskonałym nastroju. Ciekawe. To możliwe tylko w snach.

Miałam nie pisać o tym osobistym śnie, ale zaczęłam się zastanawiać nad anomaliami. Nie wiem czy to ktoś zrozumie.

Pomyślałam, że trafiłam na inny wariant mojego życia. W pewnym momencie drogi moje i niektórych znajomych się rozeszły. Z przyjaciółką poszłam w stronę, którą obecnie zmierzam. Dlatego ona była w moim śnie. Potem zobaczyłam co mnie "ominęło" w innym wariancie mojego życia. Ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy i jaką decyzje podjęłam, że skoczyłam gdzie indziej. Widocznie nie są to decyzje "życiowe", ale czasem zwykłe małe: komuś odmówimy i on nie wróci. Podobno to się dzieje gdy widzimy jakieś dziwne postacie. Tylko, że ja takie postacie spotykam często. Podczas studiów to nawet codziennie, bo chyba mieszkali blisko uczelni.

Wiadomo z mechaniki kwantowej, że najbardziej splątani jesteśmy z sobą samym. Dlatego gdy zaczniemy się sami uzdrawiać to będzie najbardziej skuteczne i nieodwracalne. Tylko, że we śnie splątałam się z inną wersją siebie. Rodin mówił też, że przeszłość ulega rozpadowi, to dlaczego ja kiedyś cofnęłam się w czasie i nie dopuściłam do zranienia. Opisałam to na starym blogu dość szczegółowo. Teraz myślę, że to nie było cofnięcie się w czasie tylko przeskok na najbardziej zbliżoną wersję mojego wariantu życia. Czy mam ranę czy nie, nie było to ważne dla Losu, dlatego uszło mi na sucho.

Wiadomo, że nie ma żadnej komunikacji między wariantami w przestrzeni. A jednak mnie to spotkało. Na razie we śnie. A skoro we śnie było to możliwe, to może i w realu.

Rodin mówił też, że nie ma zdeterminowanej przyszłości. Ważne jest co myślimy, bo w ten sposób kształtujemy swoje jutro. Dlatego w tv ciągle nadają filmy katastroficzne, a czarnowidze (ciekawe, że nazywają ich jasnowidzami) wieszczą wojny. To wszystko zależy od naszego myślenia. Nie dajmy się wplątać w cudze gierki.

We śnie byłam świadoma siebie z tego świata. Było łatwo, bo wyglądałam jak teraz. Ale też czułam, że weszłam w inną wersję mnie, właśnie z innego tunelu.

Nie mam pojęcia po co mi ta wiedza. Czuję się we właściwym czasie i miejscu i nie mam żadnych niespełnionych marzeń. Wszystko jest na swoim miejscu, niczego nie żałuję. Owszem dziwne rzeczy dzieją się z czasem. W moim życiu nie płynie jednakowo codziennie. Czasem jak mam coś ważnego do zrobienia to czas płynie wolniej, żebym wszystko zdążyła zrobić. A podobno czas płynie szybciej.

Postanowiłam być dziś maksymalnie uważna, bo może spotkam kogoś z przeszłości.

Spotkałam się z klientami, z którymi rozmawiałam wcześniej kilka razy przez telefon. W realu są tak samo mili.

Ponieważ jestem leniwa to wymyśliłam sobie, że zawsze mam zielone światło gdy przechodzę przez ulicę. Rzadko jest inne. Ale dziś mnie ono rozśmieszyło. Gdy szłam na przystanek to z ok. 300 m widziałam, że światło jest dla mnie zielone. OK, zmieni się na czerwone, ale jak dojdę to znowu się zmieni. Nic z tego. Światło się zacięło i było cały czas dla mnie zielone. Zrobił się korek. Kilka samochodów nie wytrzymało i przejechało. Ja wolno doszłam na przystanek, wsiadłam do autobusu i wtedy zrobiło się zielone dla mnie. Autobus ruszył i wszystko wróciło do normy. Nieustannie takie sytuacje wprawiają mnie w dobry nastrój. Wystarczy je tylko dostrzec.

Jeden z umówionych klientów wyjechał, ale nic to. Kto inny dał mi dokumenty. A potem był jeszcze dzień kawy, więc tanio kupiłam mój ulubiony napój.

A w piekarni kupiłam sezamki. Są pyszne. Często je kupowałam, ale w wakacje przestali produkować z powodu upału. A potem chyba o nich zapomnieli, bo nie było ich w ofercie. Aż do dzisiaj. Po pół roku przerwy.

Wszystkie sprawy załatwiłam szybko, jakby czas się rozciągnął.

I przez cały dzień świeciło słoneczko.

Nikogo ze starych znajomych nie spotkałam.

A ja uśmiechałam się nieustannie :)

 


22:33, bajka107 , Sny
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 grudnia 2016

Siedziałam z P. na podłodze przedpokoju z podkurczonymi nogami. A nad nami stał jakiś koleś z pistoletem (rewolwerem) i coś na nas krzyczał. Obok niego klęczeli dwaj inni i pilnowali, żebyśmy nie wstali. Przedpokój jest mały i wąski, ale jakoś się pomieściliśmy.


Sen się zaczął w środku akcji, tzn. moja świadomość właśnie weszła w ciało w tej właśnie chwili. Zastanawiałam się czy to ja zawiniłam, czy P. A czy to ważne. Mieliśmy wspólny problem.

Gdy tak patrzyłam na tą sytuację to czas zwolnił. Facet coś krzyczał i wymachiwał pistoletem. Pomyślałam, że chyba pistolet nie jest odbezpieczony, bo od tego wymachiwania już by wypalił. Nie bałam się, choć nie rozumiałam czego koleś chce od nas. Chyba chciał nas nastraszyć, ale słabo mu to wychodziło. My się nie baliśmy, bo czego tu się bać. Jeśli chciałby nas zabić to nic nam nie pomoże. Zabije i już. Więc po co krzyczeć i się miotać. Na filmach ofiary krzyczą, błagają o litość, a my siedzieliśmy spokojnie. To napastników wkurzało, bo ciągle nas szarpali. Cała ta sytuacja wydawała mi się dziwna. Od ich krzyków powinni się zlecieć sąsiedzi. W końcu byliśmy w przedpokoju, a przez drzwi wszystko słychać.

Gdy tak zaczęłam się zastanawiać nad tą sytuacją to pomyślałam, że skoro nikt nie słyszy napastników to oni są nierealni, wymyśleni. Nie zrobili nam krzywdy, tylko straszyli. Źle trafili, bo my nie mieliśmy nic do stracenia, oprócz życia. Byliśmy spokojni, choć siedzieliśmy skuleni na podłodze.

I wtedy oni zniknęli. We śnie. Ja wstałam z podłogi, P. też. Poszłam do kuchni zrobić kawę. Chciałam o tym porozmawiać i wtedy się obudziłam.

 

Ciekawy sen. Rozpoznawalność wahadeł tak mi weszła w krew, że nawet we śnie nie daję sobą manipulować. Nie wiedziałam, że śniłam, a jakimś sposobem uniknęłam kłopotów. Obserwowałam biernie sytuację i wybrałam najlepszy dla nas wariant rzeczywistości. Byłam niewiarygodnie spokojna, ale pewna czego chcę. Tylko spokój mógł nas uratować. Napastnicy we śnie byli realni, więc nie mogli zniknąć. To my wybraliśmy inny wariant rzeczywistości. Ciekawe czy P. był "stary" czy z nowej linii. Nie zdążyliśmy zamienić słowa. Może to ja sama się wpakowałam do innego wariantu świata. I co wtedy. Jak tu żyć z P., ale jakimś innym. ;)

Chyba, że warianty niewiele się różnią między sobą.

Nad uczuciem strachu już kiedyś pracowałam. Bałam się jednej osoby i nie mogłam sobie wmówić, że nie ma czego. Miałam myśli, że mogła nawet kogoś wynająć, żeby mnie zbił, albo zabił. Strach nie do opanowania. Co miałam robić. To bardzo niszczące uczucie. Więc zapisałam się na policyjny kurs samoobrony dla kobiet. Uczyliśmy się technik obezwładniania przeciwnika i dźwigni. Ale to nie działało na znajomych i domownikach. Nie chcieli współpracować ;) Więc zapisałam się na Krav Magę. Było ciężko uderzyć w twarz bez powodu wysokiego osiłka. Nauczyłam się jak unikać kłopotów, co robić gdy już napastnik na tobie leży, jak wyjść cało z opresji, niewielkim wydatkiem energii. Strach ulotnił się nie wiadomo kiedy. Już nie ćwiczę, ale został analityczny umysł i refleks.

Dzięki temu mogłam uratować nas z opresji. Jeśli to we śnie działa to w realu może też. Przecież wszyscy powtarzają, że żyjemy w wirtualnym świecie. Więc wszystko jest możliwe.

 

 


23:23, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2016

Stałam na brzegu dużego jeziora. To było popołudnie. Jezioro było duże, ale widziałam jego krańce. Całe jezioro otoczone było lasem. Nie można było iść brzegiem. Musiałam się dostać na drugi brzeg, bo tam las był rzadszy i można było gdzieś iść. Spojrzałam na wodę, a ona była nieruchoma, czarna i mętna. Nawet pomyślałam, że to może staw. Jednak to było jezioro.


Chciałam je przepłynąć wpław, ale rozważałam czy dam radę. Gdy będę płynąć na wprost to mogę się zmęczyć i utopić. Więc zastanawiałam się co robić. Wtedy zauważyłam dziecko po prawej stronie, które płynęło niedaleko brzegu. No właśnie, to jest dobry pomysł. Będę płynęła wzdłuż brzegu, tak aby mieć dno jeziora pod nogami. Gdy się zmęczę to będę mogła stanąć. A potem popłynę dalej. Jezioro jest owalne, więc dotrę na przeciwległy brzeg. Kolor wody zupełnie mi nie przeszkadzał. Nie wzbudzał żadnych negatywnych skojarzeń. Tylko to, że nie będę wiedziała gdzie jest dno Nie bałam się, skoro dziecko pływało w tym jeziorze. A dzieci są mądre..

Obudziłam się. Była 6:06. Zapisałam godzinę i 5 słów, żeby pamiętać sen.

Przewróciłam się na drugi bok i zasnęłam. Przecież nie będę wstawać w środku nocy.

Nie sądziłam, że coś mi się przyśni. Był ciąg dalszy.

Zaczął się w tym samym miejscu, w którym pierwsza część się skończyła. Nie zdążyłam wejść do wody. Stałam ciągle na brzegu tego samego jeziora. Było widniej, a woda w jeziorze czysta, niebieska. Sama się zmieniła. To nie omamy.


Wyglądało na to, że to to samo jezioro, ale woda była zupełnie inna. Ciągle była na brzegu i zastanawiałam się czy przepłynąć na wprost czy wzdłuż brzegu, tak jak planowałam w pierwszym śnie. Ciekawe, że we śnie wiedziałam co było wcześniej. Dalej moje umiejętności pływackie były takie same, więc postanowiłam płynąć wzdłuż brzegu. Weszłam do wody po prawej stronie. Woda była ciepła i wspaniała. Położyłam się, żeby płynąć.

I obudziłam się. Była godzina 8:18.

Ciekawy sen. Nie pamiętam, żebym miała ten sam sen w 2 częściach i żebym wiedziała w 2 części co zrobiłam w części pierwszej snu. Nie był to świadomy sen, więc skąd wiedziałam, że już o tym śniłam?

Od razu zajrzałam do sennika książkowego, bo stoi na półce w sypialni.

Dobrze, że nie wiedziałam nic o potworach i zmarłych. Moje jezioro najpierw było ciemne, więc nic się w nim nie odbijało, lustro bez odbicia. A potem, z niewiadomych przyczyn było krystalicznie czyste. Nie było w tym mojej zasługi. We śnie miałam zadanie do wykonania, żadnych lęków.

Może powinnam zapisać się na basen, żeby nauczyć się dobrze pływać?

 


23:13, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2016

I kolejny sen. Artystyczny. Bez fabuły.

 

Był piękny słoneczny dzień. Boskie światło.Wszystko wydawało się ładniejsze i lepsze. Ktoś pokazywał mi obrazy na ścianach. Ale te były inne niż znane mi do tej pory. Obrazy zaczynały się na chodniku a kończyły na ścianie. Tworzyły spójną całość. Były obłędnie perfekcyjne i kolorowe. Zupełnie inne niż w moim mieście. Oglądaliśmy jeden obraz, a za chwilę obracaliśmy się w prawo i byliśmy w Brazylii. A tam inny street art. Potem spoglądałam w lewo i znalazłam się w NY dokładnie przed kolejnym obrazem. I tak jeszcze kilkakrotnie. Wystarczyło się obrócić i byliśmy w innym miejscu na ziemi, gdzie artysta namalował coś wspaniałego. W serialu Sliders potrzebny był portal, który otwierał przejścia do innych światów. W filmie Władcy umysłów (lubię Matta Damona) trzeba było przejść przez niebieskie drzwi w kapeluszu. A w moim śnie wystarczyło się obrócić. Ja nawet nie wiedziałam gdzie są najpiękniejsze graffiti, a byłam tam kierowana. Piękna podróż. Na pewno nigdy nie odwiedzę tych miejsc w realu. Zajęłoby mi to za dużo czasu.

3d-graffiti-street-art-anamorphic-odeith

Na dworze szaro, buro i ponuro, więc taki sen nie dziwi. Jednak dla mnie dzisiejszy sen ma głębszy sens. Utarł mi nosa.

Piszę tu o wszystkim co mnie spotyka, o tym co mnie ciekawi i co zatrzymuje mnie na chwilę. To nie jest blog o snach, a sny zaczęły dominować. Dlatego postanowiłam przez jakiś czas nie śnić.

Nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji. Dla mnie to było sprawdzenie czy mogę to zrobić. Innego powodu nie było, bo sny w żaden sposób nie rzutowały na moje samopoczucie. A właściwie wprowadzały mnie w dobry nastrój i byłam wyspana.

Dla mnie to była zabawa, a dla duszy więzienie. Zatrzasnęłam drzwi i dusza siedziała w ciemnym pokoju, czy futerale. W przedszkolu byłam zamykana, moje dziecko też. Inne dzieci też były i będą zamykane. (Tego chyba uczą przedszkolanki.) Więc wiem jak czuje się ktoś zamknięty. Zapewniam, że niekomfortowo. Nie rób innemu co tobie niemiłe.

Moja podświadomość jest świetnie wychowana. Nie przeszkadza mi, ale gdy coś się dzieje niekorzystnego dla mnie to daje znać. I ten sen jest takim właśnie znakiem. W życiu najważniejsza jest współpraca ciała, duszy i umysłu. Wtedy realizujemy się najlepiej jak potrafimy. A moja Dusza zamiast latać gdzie chce, siedziała sobie cichutko i się nie odzywała. Do czasu. Dała o sobie znać w swoim i zrozumiałym dla mnie języku.

A więc Hulaj Duszo, piekła nie ma ;) Wolność jest najważniejsza.


We śnie były piękne graffiti, sztuka ulicy. Sztuka zbliża się do ciebie, jest w zasięgu twego wzroku. Nie musisz za nią płacić, żeby doświadczać. Zresztą to co najlepsze jest za darmo.

Tak jest z rysunkami dzieci.

Jest w nich zaklęta energia chwili, emocje z danego dnia. Poczujesz to gdy widzisz oryginał. Żadne zdjęcie czy kopia tego nie przekazuje. A bogaci trzymają swoje oryginalne obrazy w klimatyzowanych sejfach i nikt tego nie ogląda i nie doświadcza.

 

Przepraszam Cię Duszo i proszę wybacz mi. Wybrałaś najlepszy sposób, żebym zrozumiała. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

Wiesz, że Cię kocham. :)

 


22:44, bajka107 , Sny
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
bajka107@gazeta.pl